• Wpisów: 1321
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 22:54
  • Licznik odwiedzin: 61 086 / 1916 dni
 
adalija
 
001.JPG

Milaryk usłyszał spór dziewcząt. Nie wszedł bo pewnie stanąłby po stronie swojej Aksonetki choćby poprzez usprawiedliwianie jej czynów, a wiedział, że nie ma prawa być niesprawiedliwy.
   Szło o to, że zdaniem jego córeńki Etiuda wdzięczyła się do Celisandra.
- Skoro tak uważałaś to dlaczego chciałaś abym tam z tobą została?
-Bo z tobą by mnie zostawili.
- A wiesz w jakiej sytuacji ja bym się znalazła?  Między samowolną i bez powodu zazdrosną małą córeczką tatusia a jej rodzicami oczekującymi, że wezmę za nią odpowiedzialność.
-Mogłabyś trochę poudawać, ostatecznie dałam ci życie, powinnaś mi być wdzięczna.
- Za co? Wiesz co ty naprawdę zrobiłaś, tak jak ja to czuję a nie jak ty sobie wyobrażasz?  Wyrwałaś mnie z mojego świata i umieściłaś  w takim gdzie już nie żyje ktoś kto mówił do mnie: "moja duża córeczka",  mama bardzo się zestarzała i jest żoną innego mężczyzny. Nie jestem jej potrzebna bo ma już swoją Tali.
Moje rodzeństwo też się zestarzało. Nety to matrona a różnica wieku między Tawią a mną jest nieco większa niż to było w moim świecie w odwrotą stronę  i ona mówi do mnie: "cześć smarkulo"
- Oj wielki mi problem!
-Może szkoda, że ja nie mogę ciebie zapisać i odtworzyć za 15 arli?  
Znalazłabyś się  świecie gdzie nikt ci nie powie: "moja mała córeczko"  a tupotanie twoich nóżek wszystkim będzie obojętne. Byłabyś całkowicie zależna ode mnie. Pasowałoby?
- Ojejku, przecież masz wszystko czego chcesz.
-Oprócz mojego dawnego miejsca na świecie.
Spróbuj to sobie wyobrazić, rozmawiasz ze mną, kłócimy się, jeszcze widzisz moją twarz i nagle leżysz na brudnej podłodze ...
-Nie była brudna.
-Ty leżysz na brudnej, chociaż wcale się nie kładłaś, a nad tobą stoi jakaś dziwnie ubrana ...
-Nie byłam dziwnie ubrana.
- Dla mnie bardzo dziwnie i śmiesznie bo w moim świecie nikt się tak nie ubierał.  A więc stoi nad tobą dziwnie ubrana dziewuszka i mówi - "jestem twoim stwórcą, masz mi być posłuszna."
            A w twoich oczach ona wcale nie jest stwórcą tylko porywaczką. Przecież ty już istniałaś. Wszystko pamiętasz, tatuś nazywał cię "małą córeczką",  skończyłaś mini kurs medyczny, nawet się zakochałaś a ta twierdzi, że to ona cię stworzyła.   Prowadzi cię do sali, gdzie jakaś kobieta dzielnie opiekuje się starowinką. Potem dowiadujesz się, że to Aksoneta obiega swoją mamę Knieję Korala. To do niej Knieja mówi - córuchno a ty już nie masz swojej mamy, nie ma już dawnej Kniei Korala.   A ta rozwydrzona smarkula ....
-Nie jestem rozwydrzoną smarkulą!
-Gdybyś nie była to byś mnie nie odtworzyła.
-To weź się zabij.
-Aksoneto, ja już istnieję. Jestem żywym człowiekiem, chcę żyć, nawet w tym nie moim świecie ale nie chcę abyś mnie traktowała jak swoją chusteczkę do nosa. Jestem człowiekiem Aksoneto.
-Moi rodzice cię adoptowali. Traktują cię jak córkę.
-Bardzo się starają Aksoneto i ja to doceniam ale tego, że ty porwałaś mnie z mojego świata, nie. Nikt nie musi być wdzięczny porywaczowi. I skończmy tę rozmowę bo wcale nie jesteś taka głupia jaką udajesz.
      -Chwileczkę, kim jest ta dziewczyna, która mnie odtworzyła?
-Małą siostrzyczką  albo córeczką Aksonety Korala a tobie muszą  wymyśleć jakieś nowe imię. Może Befarymba?
- Odwal się, to najgłupsza z moich koleżanek a teraz ustalmy fakty, jesteś moją jedyną siostrą i wara ci od Celisandra.
  Nagle obie zaczęły się śmiać.
Cichuteńko się oddalił.

 Nie przypadkiem prosił dyrektorkę szkoły plastycznej aby skrócono kurs choć o kilka dni. Inaczej dziewczyny musiałyby natychmiast po powrocie do Arbland, bez chwili odpoczynku rozpocząć naukę w innych szkołach. Początkowo o tym nie myślał ale w miarę jak jego sytuacja ulegała poprawie coraz chętniej zajmował się sprawami rodziny i uzgadniał miejsca dla dziewcząt.

 Tali Etiuda zdecydowała się na szkołę plastyczną ale w Unasie i absolutnie nie na proponowanch jej kierukach mających związek z filmem - "charakteryzator", "scenograf", "kamerzysta" lecz na klasycznym czyli :  "obrazy płaskie i przestrznne."
 Rzeźbę doradzała jej osoba z której zdaniem Etiuda najbardziej się liczyła czyli Oft
- Czasem trzeba coś skopiować z wystroju dawnych pałaców - powiedziała - wprawdzie i tak sama wszystkiego nie zrobisz. Tak się nie da ale już bywało, że Tali Szawala albo ja namalowałyśmy jakiś obraz do filmu,  a z rzeźbą to jak sama wiesz nie da rady, nie mamy wystarczających umiejętności.
  Kierunku z samą rzeźbę nie było. Przynajmniej nie w unaskiej szkole plastycznej a Etiuda chciała się nauczyć rzeźbić unaskimi szybkościowymi urządzeniami wzgardzonymi przez arblandzkich nauczycieli. Uważali, że wykonywanie prac po unasku to nie sztuka tylko wyrobnictwo. Etiuda jednak nie pragnęła  zostać artystką tylko umiejętnym odtwarzaczem istniejących dzieł.
Milaryk kupił jej więc wszelkie potrzebne do szkoły przybory i opłacił naukę. Na jej czas zamieszkała u ciotki Cypryli w Arkadach a konkretnie Cytrusowysadzie.
   Aksoneta  zrezygnowała ze szkoły medycznej i wybrała techniczną.
Czas spokoju
001.JPG


    Nastał czas spokoju. Miron nie mógł teraz tknąć syna Milandera.
Wszak Magnoliusz spotkał się na Joksolanii z wielkim szacunkiem nie tylko jako syn Milarezy i brat Tali Oft ale głównie jako wnuk wielkiego Milandra, mieszkający w jego domu i dzierżący jego laskę.
 Śmieli się z Samandy, że podkreśliła ten aspekt lecz dla Joksolańczyków laska miała znaczenie.
Magnoliusz pomyślnie załatwił wszelkie sprawy, nawet zezwolenie na odbudowę ambasady i przysłanie nowego ambasadora, pod warunkiem, że będzie to ktoś znający i szanujący prawa Joksolanii a nie : "pierwszy lepszy idiota."
  Przy okazji  w prasie pukatańskiej napisano co nieco o Tali Oft i niestety także o Tali Etiudzie odtworzonej przez rozkapryszoną arandetę z Arbland.
  Aksoneta przeczytawszy,  że jest rozkapryszona płakała, darła się i tupała ze złości ale raczej nikogo tym nie przekonała, że ją skrzywdzono.
=========
014.JPG

 Początki były trudne. Tali, chociaż  najstarsza w zespole, najsłabiej posługiwała się przyborami. Coś tam umiała bo przecież mama miała takie przybory i Netusia świetnie sobie z nimi radziła. Niestety Tali zajmowała się wtedy zupełnie innymi dziedzinami. Teraz w oczach kolegów uchodziła za upośledzoną a sytuacji nie poprawiło to, że zwróciła się do nauczyciela z prośbą o pomoc w nauce.
- Gustuję w młodszych - powiedział drwiąco a wszyscy sie roześmieli.
Miała chęć odpowiedzieć coś w stylu - nie wiedziałam, że brzydcy ludzie  bywają tacy zarozumiali. Powstrzymała się. Nie powinna nikogo obrażać.
   
  Po prostu zagwizdała  do Milarezy i poprosiła o instrukcje. Mama to co najważniejsze wyjaśniła i poradziła aby poprosiła ciocię o pomoc. - Przynajmniej spróbuj - powiedziała - a jeśli odmówi to podeślę tam Tola i Netusię a swoją drogą spróbuję ci nagrać jakiś instruktaż.  
  Ciocia zazwyczaj nie była chętna do pomocy, nawet teraz powiedziała ironicznie - o ho ho, córka Pelikana prosi mnie o pomoc - zaraz jednak dodała - no to do roboty. Umiała rzeźbić i chętnie to demonstrowała nie szczędząc jej przy tym uwag - "że też mamusia cię tego nie nauczyła".
    Mniejsza o te złośliwostki. Ważne, że była chętna i wytrwała a po lekcji z nią Tali wiedziała co ćwiczyć. Ciocia co prawda obciążyła ją sporą ilością obowiązków domowych lecz jakoś udawało się wszystko pogodzić. Po prostu Tali nie mogła niczego odkładać na później i musiała dobrze wykorzystać każdą chwilę.
 Kiedy szkoła organizowała bal, ciocia zapytała - chyba nie zostawisz mnie samej na cały wieczór?
- No oczywiście, że nie zostawię - odpowiedziała bez namysłu.
- A zresztą idź, poproszę przyjaciółki aby ze mną posiedziały.

-Nawet nie miałabym z kim tańczyć bo tam same dzieci albo pedofile. Pogadamy o dawnych czasach - odpowiedziała Tali.
-Idź, idź.  Odkąd tu mieszkasz wcale u mnie nie były to akurat będzie okazja, tylko byś nam przeszkadzała.
Trochę się Tali głupio zrobiło. Nie miała pojęcia, że z jej powodu ciocia nie zaprasza przyjaciółek. Z drugiej strony przecież sama zaproponowała aby Tali zamieszkała u niej a nie w pobliskim Orbortporcie.

  Naszykowała dla cioci i jej przyjaciółek przekąski, posprzątała w całym domu. Gdy już miała wychodzić ciocia dostała bólu  żołądka. Tali zajęła się więc parzeniem ziółek  i niestety myciem toalety. Przydała się zaprawa na praktykach w szpitalu oraz urządzenia sprzątające.
  Przyjaciółki przyszły spóźnione i wydawały się bardzo speszone, zapewne obecnością Tali.
-Ciocia się trochę źle czuje - wyjaśniła  -  więc zostanę w domu ale będę siedzieć u siebie. Nie będę wam przeszkadzała,  gdyby jednak potrzebna była pomoc to bez wahania mnie wołajcie.
- Nie ma mowy - powiedziała jedna z nich  - posiedzisz z nami, przyda się taki powiew młodości.
 Posiedziały więc i całkiem wesoło pogadały, Tali sobie później zrobiła z tego notatkę bo dowiedziała się paru ciekawych rzeczy.
  Ciocia śmiejąc się powtórzyła koleżankom opinię Tali na temat mężczyzn w szkole.  Było fajnie i wesoło a nazajutrz poproszono ją na rozmowę do zastępcy pryncypała zwanego potocznie trudnym.
 - Podobno rozpowszechniasz plotkę, że nasi nauczyciele to pedofile? - Zagaił, od razu wiedziała, że trzeba mówić całą prawdę.
-Powiedziałam tylko cioci aby nie miała wyrzutów sumienia, że nie idę na szkolny bal. Nie moja wina, że powtórzyła to koleżankom.
-Psujesz szkole opinię.
- A co ja mogę pomyśleć o nauczycielu, który na zwyczajną, nie zawierającą, żadnych podtekstów prośbę o pomoc w opanowaniu sztuki posługiwania się przyborami odpowiada, że gustuje w młodszych?
-Tak powiedział?  A który?
Ponieważ z wrażenia zapomniała imiona nauczyciela wyciągnęła szkicownik i narysowała jego portret. W trakcie rysowania jej się przypomniało -  Arcyklon Sztorm.
-Antycyklon Szkwał - poprawił trudny -  Idiotycznie sobie zażartował ale na pewno nie jest pedofilem.
-A ja myślę, że po prostu ci się z tego nie zwierzył.
-Wiedziałbym.
-No dobrze, nie mam dowodów ale swoje myślę.
-Uważaj na to co mówisz, zwłaszcza kiedy nie masz dowodów. A pomoc w nauce postaram się dla ciebie załatwić.
-Już nie potrzeba, ciocia mnie uczy.
- Wobec tego to na razie wszystko, możesz iść na lekcję.

  Trudny natychmiast poprosił nauczyciela.
-Słuchaj co ty za bzdury mówisz młodzieży?  - Zaatakował - podobno gustujesz w młodszych? Jakich młodszych? O co tu chodzi?
-Ja coś takiego mówiłem?
-Tali Korala tak twierdzi.
-Ale to w innym sensie. Podrywała mnie.
-Na co?
-Niby na to abym jej pomógł się nauczyć posługiwania fandłutkiem ale ja znam takie dziewuszki i wiem co o tym myśleć.
-A jak sobie z tym fandłutkiem radzi?
-Trzeba przyznać, że coraz lepiej.
- Czyli wtedy kiedy cię prosiła o pomoc nie umiała? Niestety nie zdołałem jej przekonać, że nie jesteś pedofilem. Gratulacje, a na przyszłość powiedz takiemu dziewczęciu, że postarasz się aby uzyskało pomoc i zawiadom mnie. Ja coś zorganizuję. Aaaa, rysuje całkiem dobrze, zerknij na swój portret.

tytuły.jpg

  Po tym jak starsze panie i Tali nawzajem się zaakceptowały Cypryla na powrót zaczęła  często zapraszać koleżanki. Tali dbała o porządek i zaopatrzenie, zresztą panie też pomagały.
Zawsze przychodziła się z nimi przywitać i wyjaśnić, że w razie potrzeby jest gotowa przyjść z pomocą.
-Jej matka zdobywała wysokie miejsca na konkursach plastycznych  - mówiła ciocia - na przykład "powrót" czyli mężczyzna z pochodnią  to jej dzieło a córki nie nauczyła nawet posługiwania się unaskimi przyborami. Muszę jej to teraz kompensować.
   Panie były ze środowiska plastyków. Dowiedziawszy się, że Tali ma kłopoty w szkole same przychodziły do jej pokoju aby zaproponować pomoc i zdradzały jej różne praktyczne sekrety.
  Czasem jednak była z nimi i słuchała ich opowieści. Nawet nie wiedziała, że wśród pań uchodzi za bardzo miłą ale tępą.
- A dlaczego ty Talinko tak późno zgłosiłaś się do szkoły?  - Spytała raz Robinia. Tali szeroko się uśmiechnęła - to jest moja czwarta szkoła nie licząc kawałka medycznej bo nie ukończone się nie liczą.
- To jakie skończyłaś?
-Najpierw usług domowych z uwzględnieniem kierunków: fryzjerstwo, kosmetyka, dekoracja wnętrz. Potem reżyserię a potem jeszcze przyśpieszony kurs nauczycielski.
- A z medycznej dlaczego zrezygnowałaś?
- Od początku nie zamierzałam tam kontynuować nauki. Byłyśmy  na kontynencie pukatańskim, ciocio - mama postanowiła, że będziemy się uczyć razem, kuzynko -siostra wybrała medycynę. W zasadzie nie miałam nic przeciwko temu bo w życiu i filmie nic się nie zmarnuje.
     Niedługo po tej rozmowie "trudny"  znów ją wezwał  - ty podobno jesteś z zawodu reżyserem?
- Oj, masz dojścia do grona miłych pań - stwierdziła - no jestem.
- Mogłabyś się zająć reżyserowaniem naszych szkolnych filmików.
- I z wielką przyjemnością bym się zajęła ale muszę się czasem uczyć i wspierać moimi siłami ciocię.
-Jednak spróbuj.
- Spróbowałabym gdybym mogła to robić po swojemu a w to akurat wątpię.
-Nie podoba ci się nasza szkolna produkcja?
-Nie pytaj o coś na co nie chciałbyś uzyskać odpowiedzi. Ja pochodzę z innego świata i co innego mi się podoba.
- No to tym bardziej spróbuj.
-Pod warunkiem, że ja wybieram temat, aktorów, i rządzę na planie.
-To to raczej nie przejdzie. Opiekun filmowców sam chce podejmować decyzje.
-To niech też sam reżyseruje - odpowiedziała rozkładając ręce.
   Jakoś to jednak z nią uzgodniono.  Najpierw wybrała z dwóch zaproponowanych scenariuszy ten, który wydał jej się lepszy.  Ponieważ jednak uczeń - scenarzysta nie godził się na żadne poprawki, wzięła pod obróbkę ten drugi bo dziewczyna była chętniejsza do współpracy.
 Na pierwszy ogień poszła do wymiany  wymyślona przez autorkę postać rywalki głównej bohaterki - Cyrkonii. Osoba wyjątkowo nikczmna.
- Zrobiłaś z niej postać tak odpychającą, że chyba nikt by się nie mógł w niej zakochać - powiedziała Tali - ona musi w sobie coś mieć. Coś co przyciąga. Musi być miła, urocza, nieświadoma wyrządzanego zła.   Czy uczy u was Antyszkwał Cyklon?
-No, uczy.
-To wybierz sobie za wzór dziewczynę, którą bezwiednie adoruje i taka niech będzie nasza Perła.
-Ale on nikogo nie adoruje.
-No dobra, to ma być taka dziunia- lalunia, wzbudzająca uczucia opiekuńcze. Nawet w Cyrkonii ma je wzbudzać.  
   Wkrótce po tej rozmowie Antycyklon ją zagadnął podczas lekcji - powiedz mi jak ja się nazywam.
- Jakoś tak Anty.
-To sobie zapisz i wykuj na pamięć: Antycyklon Szkwał. A kogo to ja w waszym zespole adoruję?
-Diamentę.
-O! Skąd ten pomysł?
- Tkliwie się uśmiechasz ilekroć palnie jakieś urocze głupstewko.
-To moja córka i ma na imię Brylanta więc niech cię już tak nie rozsadza z zazdrości.
-Brylanta to wprawdzie ładne imię ale nie sądź, że zaraz każdy chciałby je mieć. Mnie wystarcza moje, a taty też jej wcale nie zazdroszczę. Mój był rozumniejszy i skromniejszy.
  Tego samego dnia "trudny" ją zapytał czy jest zadowolona z reżyserowania filmu.
- To była najgorsza decyzja jaką w życiu podjęłam - odpowiedziała.
-Dlaczego?
- Bo w tej szkole i okolicy wszyscy wszystkim wszystko donoszą i teraz Antycośtam będzie mi usypywał  górkę, żebym się zziajała.  No ale dobra, chce wojny będzie miał wojnę i niech uważa, żeby z tej górki nie zleciał.
-Żadnych takich numerów.  Co się stało?
-Mam się nauczyć jego nazwiska na pamięć. Zdaje się, że to jedyna rzecz jakiej zamierza mnie nauczyć. Dobrze, że nie jest jedynym znawcą sztuk plastycznych we wszechświecie.
###############

Niestety scenariusz nie był jedynym problemem Tali. Największym okazała się zaproponowana przez opiekuna sekcji filmowej odtwórczyni głównej roli - Makagiga. Tali miała swoją koncepcję Cyrkonii, Makagiga swoją. Opiekun trzymał stronę Makagigi.
  Widząc, że to on ma posłuch u wszystkich powiedziała wreszcie:  wygrałeś. Ty to reżyseruj, ja się pod taką produkcją nie podpiszę.
-No, skoro się obrażasz ...
-O, nie - odpowiedziała stanowczo - problem nie w tym czy ja się obrażam tylko w tym czy film może mieć dwóch naczelnych reżyserów. Albo ja nim będę albo twoja córuchna.
 Wszyscy wyglądali na zaskoczonych a nauczyciel na mocno speszonego.
         Wróciła do domu wcześniej niż planowała.  Panie coś tańczyły, wyglądało na to, że je na tym przyłapała, natychmiast  się przyłączyła ratując sytuację.  Panie zmęczyły się szybciej niż ona i jedna po drugiej usiadły, no to ona też usiadła.
-Co się stało Talisiu, nie reżyserujesz dzisiaj?  - Zapytała Morela.
-Rzuciłam to.
-Dlaczego?  - Niemal oburzyła się ciocia.
-Za bardzo mi się opiekun sekcji wtrącał - miałam być tylko marionetką udającą reżysera. Coś takiego to nie dla mnie.
-Może chciał po prostu coś podpowiedzieć. - Tłumaczyła Skra.
-Nie. On nie podpowiadał, on zarządzał, stanowczo i bezapelacyjnie.   W sekcji jest dziewczyna, którą bezwzględnie popiera. Intuicja i logika podpowiada mi, że jego córka bo ilekroć miałam problem z jakąś nauczycielką, to zawsze się okazywało, że chodzi o jej córkę. Zresztą nawet imiona do siebie pasują. Ona Makagiga on Wafel.
  Nazajutrz oczywiście wylądowała u "trudnego". Był tam też opiekun sekcji filmowej.
-Zaprosiłem was aby wyjaśnić o co chodzi z tym przesadnym wtrącaniem się do reżyserowania.
- Służę wyjaśnieniem - odpowiedziała natychmiast.
- Zaczniemy od Gafla - odrzekł - co zaszło?
- Próbowałem Tali coś doradzić ale się obraziła.
- Dlaczego się obraziłaś?
-Nie obraziłam się i Kafel doskonale o tym wie. Niczego nie usiłował mi doradzić. Użył za to słów: "Tak ma być i kropka"
Czy coś przekręciłam? - Spytała opiekuna sekcji a z niejasnych
dla niej powodów "trudny" się zakrztusił dławiąc śmiech.
Opanowawszy się zapytał  - dlaczego uważasz, że Makagiga jest córką Gafla?
-Bo popiera ją jak matka córkę, nawet wbrew oczywistości.
- Jakiej znów oczywistości? - Zaprotestował Gafel.
-Cyrkonia nie może być wyzywającą arogantką bo wtedy widz nie będzie jej współczuł tylko stanie po stronie Perły, która jest nie lojalna i wyjdzie na to, że bycie nielojalnym można usprawiedliwić.
Takie przesłanie jest niemoralne.
- Chciałbym abyś to jednak ty reżyserowała ten film - oznajmił "trudny"
-No to Makagiga w nim nie zagra.
-No to nie zagra. Coś ty taka zaskoczona?
-Nie spodziewałam się takiej decyzji.
- Mam nadzieję, że nie będę jej żałował,  - to wszystko co mam do ciebie. Gafel zostań jeszcze.

 Zawody międzyszkolne w dziedzinie kinematografii wygrał film zatytułowany "Nielojalność" nakręcony przez uczniów szkoły plastycznej w Arkadach  -  Poinformowano w wizjofonii - To pierwszy taki sukces opiekuna sekcji filmowej Gafla Kryptonima. Film pod jego nadzorem wyreżyserowała Tali Etiuda Korala ... dalej następowały imiona całej ekipy. Szczególną uwagę zwrócono na rolę Perły i pochwalono scenariusz.
  Tali zyskała wysoką pozycję w szkole. Już nikt nie uważał, że jest tępa.
- Żałuję, że nie zgodziłem się na poprawki w scenariuszu - powiedział Kataklizm - mam nadzieję, że zrobimy to w przyszłym półarlu.
 Zgodnie z unaskim systemem dla ich grupy (pierwszej) następowały teraz wakacje mające trwać od 1 do 27 dnia piątego nonestra.
- Nie jestem pewna czy wrócę do szkoły - wyznała koledze - ukończyłam już 15 arli i mogę sama zdecydować ale mamy to jeszcze przedyskutować na forum rodziny.
    Rzeczywiście nosiła się z zamiarem rezygnacji. Milaryk o tym wiedział i wciąż ją zachęcał - wytrzymaj jeszcze trochę, naucz się porządnie operować narzędziami, niech moje pieniądze nie idą w
błoto. Nakręć ten film, nie możesz zawieść ekipy i.t.p.

==========
 "Trudny" znowu ją wezwał.
-Wróć w przyszłym półarlu do szkoły - powiedział - w siódmym nonestrze zawsze się u nas odbywają pokazy sztuk plastycznych a nauczyciele uważają, że ty masz duże szanse zająć wysoką pozycję.
  Czekamy na ciebie. To wszystko co chciałem ci powiedzieć.
===========
   Na wakacje wyjechała z mamą, Grygitalem i Elzanetą na wyspy hrabandzkie. Wreszcie mogła zobaczyć tamtejsze kamienne rzeźby a przy okazji także barwne bazary.
   Zaprzyjaźniła się z Elzanetą, która wprawdzie była od niej starsza ale tylko o 28 dni a to się przecież nie liczyło.
- Gwiżdż na tą szkołę plastyczną i przyjedź do mnie jako reżyser - namawiała ją córka Netusi i Elzantra.  
==========
  Tymczasem przyjaciółeczki z Cytrusowysadu też miały swoje zakusy. Ustaliły, że spomiędzy ich wnuków najbardziej pasowny dla Talisi jest Radian Słysz a bardzo dobrze byłoby ją wydać za tutejszego młodzieńca. Wprawdzie już wcześniej o tym myślały, nie miały jednak dostatecznych argumentów aby zainteresować nią Radiana a teraz była "tą" reżyserką, która zapewniła szkole plastycznej wygraną. Zresztą jego babcia Łodyga mogłaby go
poprosić o podwiezienie do Cypryli z ciężkimi pakunkami (przecież auto może się babci zepsuć). Potem musiałby te pakunki wnieść a potem trochę odpocząć po wysiłku, coś by się wymyśliło. Pod warunkiem, że Tali wróci.
-Dlaczego miałaby nie wrócić? Zdecydowanie powinna zostać plastyczką a nie reżyserem - oświadczyła Cypryla. Uważała, że Tali Etiuda absolutnie nie powinna się trzymać drogi poprzedniczek.
  Milaryk był tego samego zdania. Grygital powiedział jej - ucz się dopóki możesz. Ja osobiście wolałbym abyś wybrała prawo ale ja tu nie mam nic do gadania. Tak jak Oft słusznie  twierdziła, że nie może wejść na miejsce Tali, tak ja nie mogę wejść na miejsce Walturiana.
 - Nie można się wiecznie tylko uczyć - odpowiedziała - kiedyś trzeba zacząć na siebie zarabiać.
-Czas zleci szybciej niż byś chciała - odpowiedziała mama - Tali próbowała ją nazywać inaczej ale to jednak była jej mama - weź udział w pokazach plastycznych. Ja kiedyś byłam wyżej punktowana za trudne czyli nasze pukatańskie techniki więc niektóre dzieła wykonaj po pukatańsku.
-Mam konkurować z dziećmi? Już nie jestem pewna czy sprawiedliwie wygrał mój film.
-Sprawiedliwie, przecież dawniej reżyserował tam filmy Gafel i nikt nie widział w tym nic złego, co więcej ten też jemu przypisano.
A w pokazach plastycznych biorą udział osoby w zróżnicowanym wieku także uznani artyści. Ponadto wracając do szkoły możesz wyreżyserować kolejny film, nie ważne czy wygra. Lubisz reżyserować.
-Tylko się tam nie zakochaj - zażartował Grygital.
- Bez obaw - odpowiedziała Milareza - Tali jest taka jak ja, byle kogo nie poślubi. A niech się  nie uczy uciekać tylko stawi czoło ewentualnym przeciwnościom.
- Skończ co zaczęłaś - powiedział na naradzie rodzinnej Milaryk.
   Tak właśnie zdecydowała - skończy co zaczęła, głównie dlatego, że to samo radziła mama. Może i była już podstarzała ale to wciąż była ta sama mamusia. Tali ją kochała i już wiedziała, że i ona jest przez mamę kochana. Ma w jej sercu swoje miejsce tak samo jak każde z czworaczków czy bliźniaków.
   Do Cytrusowysadu też teraz mama ją zawiozła.
001.JPG

Milaryk podjechał do lotopławy liliowym auteczkiem ze skrzynią z tyłu. Na skrzyni siedziała replika Fatyganta Netusi. Tak naprawdę wujek Milaryk zrobił go niegdyś dla Tali ale okazało się, że Netusi bardziej się przyda, Tali więc dostała później zielone autko. Postanowiła nadać replice Fatyganta inne imię ale jeszcze nie wiedziała jakie.

-Jest twoje - powiedział przybranej córce Milaryk, wskazując autko - różni się od pierwszego jakie ci zrobiłem kolorem i wyposażeniem bagażnika. Bądź dzielna.
   W skrzyni bagażowej znalazła milanderłącze, odtwarzacz  z programem do montażu filmów oraz zestaw mikrokamer z pilotem.
- A co ci jeszcze będzie do realizacji filmu potrzebne, kupimy - oświadczył - tylko już nie powielaj tego co zrobiły Tali Szawala i Tali Oft. Niech kto inny decyduje co nakręcisz.
Zresztą i tak nie jesteś w stanie nakręcić identycznego filmu. Robisz to w innych warunkach i z innymi ludźmi.
    Tymczasem Gafel nie zamierzał powierzyć Tali reżyserowania następnego filmu i jasno jej to powiedział gdy się do niego zgłosiła.
-Chyba zainterweniuję - zdenerwowała się ciocia Cypryla.
-Ależ nie - odpowiedziała Tali - mam kamery i program do montażu,
potrzebne mi tylko miejsce i ekipa. Z tym miejscem może być problem.
- A jakie ono powinno być?
-Niestety szkoła, boisko .... Gównie boisko bo scenariusz jest sportowy.
-Idź do trudnego i ustal kiedy możesz korzystać ze szkolnego boiska.
-Nie mam ochoty podporządkowywać mojego filmu szkole.
-Popytamy z dziewczynami o to boisko.
-Fajnie by było gdyby choć jedna z was była kibicem.
-Rzucimy losy.
-Na tą najważniejszą. Jeżeli autor scenariusza się zgodzi, będzie babcią głównego bohatera ale przecież może mieć wspierające ją przyjaciółki.
   Odnalazła Kataklizma. - Proponowałeś, że popracujesz nad scenariuszem - powiedziała.
-No tak ale to ma reżyserować Oregano Prezenter.
-A, w porządku, znajdę sobie coś innego.
-Będziesz reżyserować na własną rękę?
-Taki mam zamiar, dostałam sprzęt i chcę wykorzystać.
-To ja się piszę na współpracę z tobą.Co mam zmienić w scenariuszu?
- Na razie dopisać babcie. Taką fajną brygadę babć. Jedna będzie babcią Cyprysa ...
-Cytrusa, to imię pochodzi od naszego osiedla.
-Aha, zapamiętam. To może powinniśmy wypożyczyć jakieś boisko na naszym osiedlu?  Zresztą niekoniecznie na osiedlu, byle było boisko.
- A jaka ta babcia ma być?
-Rewelacyjna, fajna miła, uwielbiająca wnuka do tego stopnia, że nie tylko będzie chodzić na wszystkie mecze z jego udziałem ale jeśli się aktorka zgodzi to nawet ćwiczyć. Zresztą nie musi tego demonstrować, wystarczy zrobić o tym jakąś wzmiankę w rozmowie. Może nawet udzielać wnukowi fachowych rad. Ty się postarasz aby były fachowe. Zresztą pójdę na jakiś mecz i popatrzę jak się tam ludzie zachowują.
- No to ja cię zapraszam w najbliższy szóstek.
=========
 W szóstek gdy Tali zbierała się do wyjazdu, Łodyga niemal z płaczem powiadomiła Cyprylę, że wnuk jej nie chce podwieźć bo ma mecz a ona nagotowała dużo na kolację.
 Tali na migi dała cioci do zrozumienia, że ona może po Łodygę pojechać.
-Talisia już jedzie - uspokoiła Łodygę Cypryla.
-Ale we dwie nie damy rady tego przydźwigać.
-To jej hajduk przyniesie. Ten no wiesz ...
    Ciocia nieświadomie nadała imię autoochroniarzowi. Pozostał już Hajdukiem.
Tali zostawiła go w domu a gary podawała mu z pomocą macek auta przez okno.
- Miło mi, że mogłam pomóc - oświadczyła - a teraz gnam bo jestem spóźniona.
  Ledwo, ledwo zdążyła i Kataklizm już od początku był na nią zły. Później jeszcze bardziej się zezłościł.
- Chyba już nigdy więcej nie pójdę z tobą na mecz! - obwieścił.
- Ale dlaczego?  - Spytała zaskoczona.
-Cieszysz się kiedy nasi przegrywają.
-A co za różnica kto wygrywa? Ważne żeby się odpowiednio zachować.
- Ale ty się zachowujesz nieodpowiedni!  Zupełnie tak jakbyś w niewłaściwym momencie wyrywała się w szkole do odpowiedzi.
Zapamiętaj sobie: masz małpować zielonych a nie czerwonych.
-Kiedy oni wszyscy mi się podobają i chcę od razu potrenować.
  Młody mężczyzna siedzący obok śmiał się - będę ci dawał znak, kiedy masz się cieszyć a kiedy tupać ze złości - zaoferował się.
- Dzięki.
- No i na razie faktycznie małpuj tylko tych w zielonych koszulkach.
- Szkoda, ci w czerwonych są bardziej żywiołowi. Czy sądzisz, że mogę ich sobie nagrać?
- A pewnie.
-Dobra, to teraz jeszcze mi mów na czym to wszystko polega bo muszę się wczuć.
  - Ja ci mogę mówić! - Oburzył się Kataklizm.
-To mów, muszę się przecież szybko wszystkiego naumieć. I wybierz odpowiedniego Cytrusa.
-No chyba żartujesz, to są sportowcy a nie aktorzy.
- Co myślisz o tym rudym?
-Jest z drużyny czerwonych.
-A to akurat mnie najmniej obchodzi, często macha do swojej dziewczyny. To mi pasuje. Cytrus musi tak machać. Najlepiej będzie zaangażować oboje, tylko jeszcze muszę sprawdzić jak na siebie patrzą. Czy on dobrze piłkuje?
- Bardzo dobrze - wtrącił się nieznajomy mężczyzna - to chluba czerwonych.
-A gdybym przez wzgląd na uczucia scenarzysty musiała wybrać zielonego to którego mi radzisz?
-Oni się nie zgodzą - protestował Kataklizm - to nie tu trzeba szukać aktora.
  Zielona publika zaczęła się nagle drzeć: Radian, Radian, brawo Radian!
-Który to jest Radian? - Zapytała nieznajomego.
-Ten łysy.
-Eeeee. On musi mieć dziewczynę a której podobałby się łysy bez intelektu?
-Skąd wiesz, że bez intelektu?
- Ze scenariusza. (Kataklizm zesztywniał) Czekaj, czekaj.  Ma dziewczynę! Frunę do niej.
 Tali jakoś zdołała się przedostać do dziewczyny - siemanko - zawołała na wzór swoich szkolnych koleżanek - jestem Tali Korala - potrzebuję do mojego filmu pięknej dziewczyny i piłkarza. Zagrasz u mnie?
-Ta Korala od  "Nielojalności" ?
-Tak ale teraz chcę zrobić film o piłkarzach, pomóż mi jakiegoś wybrać, tylko pamiętaj, że gralibyście parę więc odrażający być nie może.
=============


- A nie mogłoby to być stare, zarośnięte boisko?  - dopytywała się Skra.
-Nie, bo trzeba by całkowicie zmienić scenariusz a takiego kataklizmu to ja Kataklizmowi nie zrobię.
-Szkoda.
-Oj tam, Mielareza nie takie rzeczy sprzątała - oznajmiła Cypryla - pogonię Milaryka.
-Nie, to już lepiej ja go grzecznie zapytam, tylko muszę najpierw obejrzeć to boisko.
  Był to w zasadzie stadion.
Pojechała tam z Kataklizmem i poznaną na meczu parą, którą namawiała do wystąpienia w  filmie.
- No nie,  taka "rozpacz" do mojego scenariusza nie pasuje - słusznie ocenił scenarzysta.
- Wiem ale może udałoby się to główne boisko posprzątać i doprowadzić do kultury. Fasady budynków od  strony boiska też należałoby wyelegantować.
-A dlaczego nie całe budynki?
-Bo może mi się taka "rozpacz" do innego filmu przyda. Popytam co się da z tym zrobić.
-Nic się nie da - odrzekł Radian - trzeba wynajmować takie prawdziwe boisko.
-To może wcale nie wyjść taniej - odpowiedziała bo już się dowiadywała - spróbuję. Może jednak da się posprzątać.
--------------------------------------------
===============
    Milaryk kupił obiekt wytargowawszy się wpierw zawzięcie.
Już miał nawet zrezygnować.
-Za tyle co wy żądacie to ja bym mógł nowy obiekt postawić - orzekł - a "duża"  potrzebuje go może tylko do jednego filmu.  Już wolę wozić jej ekipę do Arbland.
Cena spadała tak długo aż gotów był ją zaaprobować.
  Potem pojawiły się jego brygady i lotopława Milarezy. W szokująco szybkim czasie obiekt zmienił wygląd. Główne boisko wyglądało zachwycająco.
- To nie mogliście wszystkiego tak wypięknić? - Spytał naczelny protektoriusz okręgu.
-Nie, bo może arandeta będzie potrzebowała zaniedbanych boisk do innych filmów - wyjaśnił koordynator akcji.
- A ja bym jednak  chciał aby obiekt wrócił do dawnej świetności i znów służył sportowcom.
- Ale to już nie jest wasz obiekt - odpowiedziała grzecznie Milareza.
-No tak ale jakaś pomoc nam się od was należy.
-Na razie Tali nakręci tu film a potem konferujcie z dostojnym arandem Arbland bo to jego własność.
  Po tej rozmowie Milareza zadbała aby stadion był zamykany i strzeżony.


 Obiekt był gotów już 7 dnia 6 nonestra. Nie wszystkie ściany budynków ładnie się prezentowały ale wewnątrz urządzone  było jak należy.
Mieli tam przebieralnie, prysznice, pomieszczenie socjalne, magazyn, gabinety, wykorzystywane i do filmu i do bieżącej pracy oraz
fragment mieszkania głównego bohatera.
 Scenariusz też był przygotowany i omówiony. W głównych rolach Tali obsadziła  Radiana  i jego dziewczynę Aralię. Rolę babci Cytrusa wylosowała ciocia Cypryla. Na razie Tali ćwiczyła z ferajną babć ich role oddzielnie. Przyjeżdżały sobie na wyludnione boisko i uczyły się reagowania na gole. Łodydze szło to najlepiej bo już wcześniej umiała.  Wobec tego Tali uczyniła z niej "babcię szkoleniowca". Poprosiła aby uczyła ciocię Cyprylę jak ma wspierać wnuka i od razu to filmowała a Kataklizm musiał wprowadzić poprawki do scenariusza.
Był zły.
-No co ja ci poradzę, gdybyś ty chciał z Radianem losować, który będzie głównym bohaterem to bym się sprzeciwiła ale z babciami tak nie mogę. Trzeba dopasować scenariusz do nich a nie je do scenariusza. Będzie dobrze. Weź mi to napisz.
========
tytuły.jpg


 Wpisał w wyszukiwarkę słowa -  Arkady. Kobieta ok 13 - 14  arli, Reżyser.
Nie było. Chyba zanadto zawęził poszukiwania. Wpisał więc: Kobieta, reżyser wiek 12 - 16 arli.
Wyskoczyło mu sporo  imion,  zwłaszcza uczennic wydziału reżyserii.  Na czele była Tali Etiuda Korala, orientacyjna data urodzenia (ciekawe określenie) 524. 02. 22.  Reż, filmu "Nielojalność"  zgłoszonego na konkurs w pierwszym półarlu 539  przez SP w Arkadach - 1 miejsce.
 Ponieważ w okręgu arkadyjskim nie było szkoły filmowej po zanotowaniu:
"Tali - uczennica lub była uczennica SP", zawęził poszukiwania do mieszkanek okręgu arkadyjskiego, studiujących reżyserię. Niewiele pozostało. Najpierw zajął się Tali. Sprawdził dane z pokazów plastycznych ale jej tam nie znalazł.
 Przeszedł się do szkoły. Zaryzykował wizytę w sekcji filmowej, nagrywno coś ale reżyserował chłopak pod nadzorem nauczyciela.
- O co chodzi? - Zapytał tenże nauczyciel.
-Chciałbym się spotkać z laureatką konkursu filmowego, podobno coś reżyseruje.
-Tak - odezwał się chłopak - według ....
-A ty jesteś punkt informacji?  - Spytał go nauczyciel po czym zwrócił się do Lazuryta - zgłoś się do "trudnego"  a teraz nie przeszkadzaj.
   Było więcej niż pewne, że "trudny" nie poda mu danych uczennicy.
Wpadł jednak na inny pomysł. Obserwował Radiana.  Niestety  jego też zaobserwowano  i musiał się tłumaczyć.
- Nie chodzi mi o Radiana - powiedział - tylko o dziewczynę, która zamierzała go zaangażować do filmu. Miałem nadzieję, że on mnie do niej doprowadzi.
- A co ona ci zrobiła?
-Wpadła w oko i uciekła.
-Dlaczego uciekła?
- Bo wypatrzyła dziewczynę do której machał Radian. A chciała zaangażować do filmu dobrego piłkarza z dziewczyną. Przecież później to by jej ta dziewczyna w tłumie zginęła więc się pośpieszyła a ja zostałem jak dureń.
  Niedługo potem go wypuszczono. Oczywiście namiarów na Tali nie podano.
 Nie szkodzi. Upewnił się, że ona coś reżyseruje a  skoro podane przez niego informacje zadowoliły protektoriuszy, to prawdopodobnie Radiana  ktoś co najmniej próbował zaangażować do filmu. Przejrzał w wizjofonii informacje dotyczące filmów o piłkarzach. W końcu natrafił na istotną - "Stadion salamandryjski tak zachwaszczony, zaśmiecony i zdewastowany, że miastu nie opłacało się go remontować, częściowo wrócił do dawnej świetności. Dlaczego tylko częściowo?
- 'Bo może arandeta będzie potrzebowała zaniedbanych boisk do innych filmów' - wyjaśniają robotnicy".  
==============
  Pokręcił się przy stadionie ale obiekt był pilnie strzeżony.
Na szczęście jego starania zostały zauważone i pewnego dnia zatrzymało się przy nim liliowe autko.
-Słuchaj - powiedziała całkiem grzecznie dziewczyna - nie wiem dlaczego mnie szukasz. Ja ci naprawdę nic nie ukradłam.
-Oprócz serca - odrzekł natychmiast.
-Trochę się obawiałam, że właśnie o to chodzi - odpowiedziała westchnąwszy - proszę cię wybacz mi. Podobał byś mi się gdybyś nie był Unasjaninem.
-A co złego jest w byciu Unasjaninem?
-Gdybym urodziła więcej niż dwoje dzieci ktoś mógłby mi trzecie porwać.
-Nonsens.
- No to więcej niż troje, były już takie wypadki a ja na pewno kochałabym czwarte dziecko tak samo jak pierwsze i byłaby to dla mnie ogromna tragedia. Proszę cię znajdź dla siebie Unasjankę bo ja twoją żoną nie będę.
    Odjechała.
Był zdecydowany łatwo się nie poddać. Na razie szukał wszelkich informacji na jej temat. Wpisał do wyszukiwarki słowa: "Arandeta Tali"
Wyskoczyła mu informacja - Arandeta Milareza matka trojga dzieci: Karisa, Tali i Nety...
 To był stary wpis. Mówił o próbie porwania nienarodzonych jeszcze bliźniąt  i to  bardzo ordynarnej próbie, z narażeniem życia matki a może nawet dzieci. Jednak wpis był tak stary, że nie mogło chodzić o jego Tali. Widocznie to imię powtarzało się w jej rodzinie. W każdym razie ta stara historia usprawiedliwiała zachowanie młodej kobiety.
 
    - Czym ty się tak gryziesz synku?  - Zapytała wreszcie matka.
-Pewna dziewczyna powiedziała mi, że nie wyjdzie za Unasjanina.
-To ty się oświadczyłeś?
-Nie, na razie tylko ją odszukałem.
-A ona już pomyślała, że chcesz się żenić?
-Kiedy mnie się to podoba. Nie jest flirciarą i nie chce mi robić nadziei.
-Co ma przeciwko Unasajanom?
-W jej rodzinie zdarzyła się próba porwania dzieci przez Unasjan, boi się, że mogłoby ją to spotkać.
- Za porywanie dzieci grożą bardzo wysokie kary.Od dawna nic takiego się nie zdarzyło a zresztą ty nie możesz mieć dzieci.
- Obawiam się, że to jej do mnie nie przekona.
==========
-Milaryk naciska na Tali aby przeniosła się do Arbland - zwierzyła się przyjaciółkom Cypryla.
- No przecież ona musi skończyć film - oburzyła się Łodyga. Grała jedną z głównych ról i to obok wnuka.
Zarzuciła próby wyswatania go Tali gdy okazało się, że reżyserka zaangażowała go do filmu razem z dziewczyną. Najwyraźniej nie było szans aby to ona zajęła  miejsce u jego boku, nawet o tym nie myślała. Przeciwnie nakłaniała go by czulej na Aralię patrzył.
  Najfajniejsze sceny dla "babć" były te najkosztowniejsze w których na boisku walczyły prawdziwe zespoły dobrych graczy w zbijaka. Oczywiście musiała im zapłacić za to, że grali.  Opłaciła też kibiców. Pieniądze na to dawali na przemian Milaryk i  Milareza w nadziei,  że zwrócą się po wyemitowaniu filmu.
- Patrz uważnie na mecze - zażądała Tali od Kataklizma bo może wypatrzysz jakiś detal na którym warto byłoby coś zbudować a jeśli zieloni przegrają  będziesz musiał przerabiać scenariusz.
-Zapłać przeciwnikom aby przegrali.
- Nie. Chcę mieć tu prawdziwą ekspresję. Dostosujesz scenariusz, w końcu w życiu raz się wygrywa, raz przegrywa.
  Ferajna babć zakładała zielone koszulki i żywiołowo dopingowała zawodników. Tali gdy drugą drużyną byli czerwoni założyła czerwoną
i dopingowała ich drużynę tak jak się nauczyła na meczach.
  Ten "strategiczny" mecz wygrali zgodnie ze scenariuszem zieloni. Kataklizm skakał z radości nieświadom, że Tali go filmuje zachwycona  naturalną ekspresją.
  Niestety po tych meczach trzeba było stadion sprzątać.  Tali filmowała go także w czasie gdy opuszczali go widzowie, zwłaszcza ci ostatni. Miała mnóstwo pracy przy montowaniu  scen bo przecież całych nagrań nie mogła wykorzystać.
   Dlatego napisała prośbę o zezwolenie jej na złożenie prac pisemnych oraz zdanie egzaminu ustnego w późniejszym terminie.
  - Tyś chyba oszalała - skarcił ją Antycyklon - nikt na coś takiego nie wyrazi zgody. W tej chwili bierz się za pisanie rozprawek bo nie zostaniesz dopuszczona do pokazów.
-Trudno, film jest dla mnie ważniejszy.

    Wśród widzów na swoim stadionie widywała  Lazuryta,  obserwował widownię a nie mecz.
 Raz zorganizowała zwyczajne sprzątanie boiska aby to sfilmować, za to też trzeba było zapłacić a i tak dokończyli maszynami .

     Zrobiła  przerwę w kręceniu filmu na czas odbywających się w Gwarnygrodzie pokazów sztuk plastycznych.
 Tak jak radziła mama Milareza część prac wykonała technikami pukatańskimi.
  W wizjofonii podano, że byłaby wśród najlepszych gdyby nie to,
że odłożyła zaliczenie teorii na późniejszy termin. Przy okazji wzmiankowano, że uzyskała na to zgodę ponieważ kręci film co zabiera jej dużo czasu i energii a już udowodniła, że jest znakomitym reżyserem. Tym razem na dodatek pełni rolę kamerzysty i montażysty.
   Gdy się pokazy skończyły  okazało się, że Radian i Aralia nie będą już grali w jej filmie ponieważ on dostał zaproszenie do drużyny  zbijaka w wyższej ligi innego miasta a ona znalazła sposób by jechać razem z nim.
Tali musiała znaleźć i charakteryzować przed nagraniami inną dwójkę. Tym razem to już nie była para a na dodatek on nie był piłkarzem bo najważniejsze było podobieństwo do poprzedników.
  Jakoś dokończyła ten film ale nie wysłała na konkurs tylko wstawiła do wizjofonii. Nosił tytuł  "Miłość na boisku".  Za sprawą Milaryka bardzo go rozreklamowano. Recenzje nie opłacanych przez niego krytyków też były w większości pozytywne. Dotrwała w szkole do końca półarla. W tym czasie napisała rozprawki i zdała egzamin ustny.
 Postanowiła jednak nie kontynuować nauki stacjonarnie i tym razem Milaryk ją poparł bo nie podobało mu się, że gania za nią jakiś Unasjanin.
  Wyjechała do Dżawans.
==========
  Przed wyjazdem udzieliła wywiadu cioci Amaldynie.
Gotowy przesłano do domu Walturiana i Milarezy  w Dżawans.
  Nawet nie wiedziała, że mieli tam dom. Dla niej jednej byłby za duży ale Milareza zatrudniła jej do pomocy za pośrednictwem specjalnego biura ale osobiście obejrzaną i wysłuchaną gosposię.
  Bambelotkę Szagerę wdowę, która naprawdę utrzymywała idealny porządek, tylko trzeba było przed nią zamykać gabinet aby nie być zmuszoną do odtwarzania dokumentów.
 Zresztą  Walturian syn Nety (Nie umiała już jej nazywać Netusią) z przejęciem jej doradził - Tali Etiudo (On z kolei podobnie jak jego rodzeństwo nie umiał mówić do tej Tali - ciociu - nigdy nie miej tylko jednego egzemplarza scenariusza. Często rób kopie bo gdybyś się scenariuszem zasłoniła to raz, że mogą ci przestrzelić najważniejsze fragmenty a dwa, że straże zbiorą go jako dowód rzeczowy.
- Tu jest tak niebezpiecznie?
-Nie ale mogłabyś na przykład zgubić.
 Obaj młodzieńcy chętnie jej towarzyszyli, zdaje się, że lubili obie  jej poprzedniczki. We czwórkę (bo z gosposią) obejrzeli przeprowadzony z nią wywiad.
  - Nie było ci szkoda porzucać szkołę?  - Pytała Amaldyna.
-Jeszcze nie wiem czy ją porzuciłam ale pewnie tak. Będę teraz reżyserować film w Dżawans a reżyserowanie jest dla mnie najważniejsze. Do szkoły poszłam aby się nauczyć posługiwania unaskimi przyborami zwłaszcza do obrazów przestrzennych, no i tego się nauczyłam. Wprawdzie nie od nauczycieli ale dzięki temu, że byłam w tej szkole. Najlepszą rzeczą jaką mi szkoła zaproponowała było zrobienie filmu.  Bardzo mi pomógł zastępca pryncypała do spraw trudnych. Nie będę próbowała podać jego imion bo jeszcze mogłabym poprzekręcać. Pewnie wielkodusznie by mi wybaczył ale może byłoby mu przykro.
- Drugi film "Miłość na boisku" Robiłaś już po za szkołą.
-Tak bo jestem zbyt samodzielna by któryś nauczyciel wytrzymał współpracę ze mną. Scenarzysta strasznie na mnie narzekał. Chyba nie będę należeć do jego ulubionych reżyserów. Szkoda bo mnie współpraca z nim odpowiadała. Zagrzytał zębami a potem siadał i wprowadzał bardzo dobre poprawki do scenariusza
-Film od początku cieszy się popularnością.
-Tak ale mecze są prawdziwe i przez to nieprzewidywalne, musiał do nich dostosowywać resztę akcji. Na przykład główny bohater zamiast zgodnie z pierwotnym planem iść z dziewczyną i kumplami fetować zwycięstwo musiał słuchać pocieszeń ukochanej babci po porażce.
-Akurat te sceny wydają mi się fantastyczne. Zwłaszcza babciny instruktaż jak wygrać następnym razem.
-Tak bo kiedy mój scenarzysta się najpierw porządnie zezłościł to zaraz dostawał weny i pisał fenomenalnie.
-Miałaś kłopot pod koniec kręcenia tego filmu.
-Tak musiałam zastąpić głównych bohaterów a tym samym uruchomić mój pierwszy fach czyli stać się charakteryzatorką.
-Dużo funkcji pełniłaś przy tym filmie.
-A i tak był drogi.
-Podobno wart swojej ceny.
-Oby.
-A jak sobie radził drugi zestaw głównych aktorów?
- W zasadzie świetnie.  Okazali się znakomici tyle, że chłopak mistrzem zbijaka nie jest więc Karambol musiał znów zmieniać scenariusz.
- I dzięki temu mamy wspaniały wątek kłótni z trenerem skutkującej zawieszeniem występów piłkarza.
-No, trochę więcej perypetii filmowi nie szkodzi. -  Podsumowała Tali.
 Ten wywiad za pośrednictwem chłopców i pożądającej reklamy Elzanety trafił do filmowych kronik.
014.JPG

Elzanecie pasowało, że Tali nie góruje nad nią wiekiem i wykształceniem. "Takich tam  rzeczy" jak skrócony kurs nauczycielski, kawałeczek szkoły medycznej, odrobina plastycznej, nie liczyła. Ważne, że ta Tali nie miała ukończonej szkoły zarządzania, a zresztą tak czy siak wytwórnia należała do Elzanety.
  Zaprosiła do swojego gabinetu kopię cioci by omówić z nią czego po niej oczekuje.
- Masz tu scenariusz - powiedziała - zapoznaj się. Zrobimy to jako film lalkowy ...
-Elzaaa. Ja bardzo lubię pracować z ludźmi.
-Tym razem zrób lalkowca.
-Odpada.
- Następnym razem przydzielę ci film z ludźmi, teraz zrób lalkowca.
- Poczułam się jak zapaśnik, któremu powiedziano, że tym razem wystąpi jako tancerz. Zróbmy tak, że do tego filmu znajdziesz kogo innego a ja wyreżyseruję następnym razem, kiedy wystąpią żywi aktorzy.  Rzuć mi jakiś scenariusz to się z nim zapoznam i przemyślę a póki co pouczę się według programu szkoły plastycznej.


  - Ona chyba serio myśli, że po znajomości będę czekać aż jej się zachce przystąpić do pracy złościła się Elza w gronie rodzinnym.
-Kiedy ona naprawdę woli pracować z ludźmi - powiedział Tolo.
- No i chyba jest takim reżyserem, na którego warto poczekać - stwierdziła Nety.
-A ja to myślę, że przecież się nie obraziła, nie tupnęła, nie trzasnęła drzwiami tylko po prostu nie chce tego filmu - stwierdził Argiż - to i ty się nie powinnaś obrażać i fochów stroić.
-Zwłaszcza, że Milaryk może ją z powrotem ściągnąć do Arkad i sfinansować taki film jaki ona zechce nakręcić - dodał Tolo.
-To ma mi rządzić?
=========
 Elzaneta myślała nad sprawą. Z jednej strony warto by się było z Tali dogadać a z drugiej nie dać sygnału, że jest gotowa do daleko idących ustępstw. Na razie nie wiedziała jak to rozegrać a tymczasem Tali też rozważała.
  - Chyba powinnam podjąć pracę nawet jeśli mi się ona nie podoba - powiedziała do mamy - przecież nie mogę naciągać wujka Milaryka aby wciąż mnie finansował. Mamusiu ty kiedyś używałaś takiego środka aby psy cię nie zaatakowały. Bardzo go potrzebuję.
 Poślę ci cały strój jaki wtedy nałożyłam ale zdecydowanie wolę abyś między psy nie wchodziła. Ja musiałam bo szłam po Nolę a ty nie dawaj złego przykładu synom Netusi.
  Przede wszystkim Tali pogadała z Elzanetą - wezmę ten film jeśli jest jeszcze do wzięcia - oświadczyła - przeczytałam scenariusz i to się da zrobić.

  Tali wzięła sobie słowa mamy do serca, postanowiła działać tak aby synowie Nety się nie dowiedzieli. Przebrała się w łuskowatą suknię oraz inne ochronne elementy ubioru i rankiem podjechała na znajdującą  się w sąsiednim mieście hodowlę groźnych psów. Były niestety dobrze zamknięte a na dodatek wcale jej zapachem nie zainteresowane. Porządnie umyła "zbroję", czekając na właścicieli. Właściwie to Hajduk umył ale ona nim sterowała. Dzięki temu był blisko.
 Teraz psy już zaczęły na nią warczeć. Podeszła bliżej. Była zamaskowana, całkowicie chroniona i naszpikowana kamerkami. Rozszczekały się.
  Zirytowany pracownik celowo wypuścił psy i jeszcze na nią poszczuł, nie dość tego złapał za widły. Filmowała tak długo jak się dało czyli aż Hajduk złapał wymierzone w nią widły.
- Spokojnie, spokojnie, powiedziała do mężczyzny - wracaj do pracy i nie napadaj na ludzi, którzy ci przecież nie robią żadnej krzywdy.
- A czego się tu kręcisz?
-Filmuję psią ekspresję - wyjaśniła i wsiadła w wezwane liliowe autko.
Hajduk zajął swoje miejsce na skrzyni. Odjechała.
   Zawizjofonowała potem do Milaryka. - Wuuujkuuu - powiedziała przymilnie, tylko się nie denerwuj bo zawsze przecież możesz kulturalnie odmówić.
-O co chodzi?
-Elzaneta dała mi do zrobienia film lalkowy. W scenariuszu występuje gromada groźnych psów i ja już takowe sfilmowałam ale potrzebuję ich lalkowej wersji w skali 1: 10 a co najtrudniejsze ze zdolnością do takiej ekspresji jak te na filmie. I tam jeszcze występuje człowiek z widłami, też bym takiego chciała. Tylko się nie przestrasz. Byłam w takiej damskiej zbroi więc on się przestraszył i chciał bronić posesji.
========
   - A gdzieś ty wczoraj była? - Spytała Elzaneta gdy Tali zjawiła się w jej biurze.
-Robię, przygotowania. Wczoraj obejrzałam groźne psy i zapytałam wujka Milaryka czy może nam takie zrobić. Zgodził się, możesz wysłać zamówienie i omówmy jeszcze kwestię ulicznego balu, musimy taki zorganizować aby się przypatrzeć zachowaniu obecnych. Wstępny koszt lalek oceniam na ....
  - Przecież ta zołza zrobi film lalkowy co najmniej dwa razy droższy niż ludziowy - denerwowała się Elza.
-Chcesz sukcesów, musisz być przygotowana na nakłady - odpowiedziała Nety.
==============
 - Chcę takiego!  - Oznajmiła Aksoneta oglądając film ze zgrają psów - w skali 2:1!
-Czemu nie 3:1?
-Bo jestem minimalistką.
-No dobrze ale jeśli dla ciebie zrobię kolosa to dla Tali będę musiał zrobić ze dwa malutkie w prezencie bo teraz też jest moją córką.
-Zrobiłeś dla niej autko i fatyganta.
-Ty już to miałaś.
- Finansowałeś jej film.
-Nie będę wypominał co tobie finansuję,  a za jej film to mi się koszty zwracają. Należy do ulubionych młodzieżowców. Stadion też już sprzedałem z dużym zyskiem.
-Myślę Aksoniu, że powinno ci wystarczyć to, że nie potrafimy Tali kochać aż tak jak ciebie - powiedziała Knieja.
-A kiedy już opracujesz mobilny szkielet psa to możemy według tego samego projektu zrobić pięć małych i jednego wielkiego - zwróciła się do Milaryka.
-Dwa wielkie bo ja też chcę - oznajmił.
-Ale innego niż ja - krzyknęła Aksoneta - zamawiam tego żółtego!
===========
   - Zanim ona zrobi ten film to ja zbankrutuję - oświadczyła w domu Elzaneta.   Wytwórnia dostała pięć sterowanych psich mechanizmów, które jeszcze należało odziać w futra, zębiska, oczy i różne detale.
   Netusia siadła do roboty, była najtańszym wykonawcą ale jednak nie darmowym - my też musimy zarabiać na utrzymanie siebie i domu - uzmysłowił  kiedyś Toland Elzanecie.
Pięć psich mechanizmów dostała Tali od Milaryka w prezencie i były to mechanizmy według innego wzorca niż zamówione przez wytwórnię a według jeszcze innego 8 kupiła Milareza i teraz nad nimi z dorywczą pomocą synów pracowała. Tali zajmowała się swoimi. Dostała na nie od Milaryka fundusze bo to już były jej pieski.
    Co gorsza psy wcale nie były ani jedynymi ani nawet najważniejszymi "aktorami"  Elzaneta musiała się jeszcze postarać o zmianę główek posiadanych laleczek, takimi bzdetami jak pozostałe części ciała nie zamierzała się zajmować, ostatecznie w filmach z "ludzką" obsadą też grywają ci sami aktorzy.
   - To po co się uparłaś na lalkowca?  - Oburzył się na Elzanetę jej brat Walturian - z żywymi aktorami byłoby szybciej a tak to Tali nawet makiety musi zrobić.
-To mało mamy zmagazynowanych makiet w wytwórni?! - Wrzasnęła Elzaneta.
===========
- Ty się wcale nie śpiesz duża - doradzał tymczasem Milaryk - stać mnie aby cię utrzymać. Zrób fajny film a przy okazji udokumentuj to co sama wykonujesz bo przyda ci się jako szkolne prace.
Dosłać ci jeszcze jakieś mechanizmy?
-Najlepiej ludzikowe, czy zgodzisz się abym podała wymiary?
-No jasne.
-Bo widzisz wytwórnia dysponuje lalkowymi  mechanizmami ale ja bym chciała nieco inne, takie super mobilne  z minowatymi buziami, z tym, że buzie mogą być oddzielnie w dowolnej skali wtedy  je odzielnie sfilmuję i wkomponuję.
-A jakieś auta, rowery?  Coś ci się należy za to, że zyski z "Miłości na boisku" stale napływają.
-Rowery, to jest wspaniała myśl wujku, wprowadzę tam rowery.   Autka też się w tle przydadzą.
-Acha i sprzedałem twój stadion więc gdybyś chciała w zamian inny obiekt aby poustawiać tam zabawki to go sobie wypatrz. Właściwie to mógłbym ci założyć zaczątek samodzielnej wytwórni ale to już raczej nie w Bambelocie. Przyjedź ten film robić w Arkadach, przecież Elzie obojętne gdzie zrealizujesz byle dla jej wytwórni.
   Milaryk przemilczał, że Aksoneta chce brać w tym udział ale Tali w lot to pojęła.
-  No tak ale ja jestem wyjątkowo marudnym reżyserem i  mogłoby dochodzić do konfliktów - wyjaśniła - mam swoją wizję i nawet Elza jest już na mnie wściekła.
- Jeżeli zechce cię wywalić to spróbuj odkupić scenariusz a jeśli się nie uda znajdę kogoś kto ci napisze nowy też z pieskami i rowerami.
... Aha - Milaryk był bystry i domyślił się jakich konfliktów obawia się Tali  - Aksoneta chce się w to bawić ale ty wcale nie jesteś konfliktowa, będziesz umiała nakreślić strefę wpływów.
-Ja się już w tego lalkowca wkręciłam ale ...
-To go zrób. Chyba warto jakoś dogadywać się z Aksonetką w zamian za akcesoria?
- Jesteś bardzo przekonywujący,  zostawię sobie ten plan jako awaryjny.
- Szlag by ich trafił - zaklęła w swoim gabinecie Elzaneta po wyłączeniu podsłuchu - no bardzo ci wujaszku dziękuję!
   - A może zgodzić się aby robiła ten film dla nas w Arblandach?
-Radziła się matki.
-To chyba nie znasz Aksonety, jeżeli się wścieknie to w jednej chwili zniszczy cały plan zdjęciowy.
 =========
Milaryk miał plan jak ściągnąć przybraną córkę do Arbland.
    Na razie jednak  "ruch" należał do Elzanety - Tali, mam wrażenie, że przygotowania do tego lalkowca zajmą ci wieki. Nakręcisz na razie film z obsadą aktorską a do "lalkowca" przygotowuj się swoją drogą.
Przejrzyj ten scenariusz - poleciła.
  Szczerze mówiąc  nagła zmiana nie była Tali na rękę. Już się przecież "wgryzła"  w "lalkowca.  Nowy scenariusz też jej nie zachwycił.
   Była to historia  ekswięźniarki, aktualnej teściowej księcia, szukającej zemsty na tych, którzy intrygami  zawiedli ją do lochu.
 Tali nie narzekała,  tylko wzięła się za dobieranie aktorów.
-Konieczne przyślij  mi scenarzystę - poprosiła Elzanetę.
-A co jest źle?
-Chodzi tylko o szczegół. Natymenkleja nie będzie niewinną ofiarą tylko podłą, wyrafinowaną zbrodniarką. Wtedy cała reszta będzie pasowała.
- Bo ty nie rozumiesz.  Ją bardzo skrzywdzono.
-A może i ty masz rację, załatw mi konsultacje z biegłym psychiatrą.
Najlepiej gdyby wcześniej leczył więźniów. Kogoś kto mi nakreśli jakie warunki panują w lochu znajdę sama.
  Elzaneta była załamana. To był jej własny scenariusz.
- Lepiej zgódź się aby bohaterka była wyrafinowaną zbrodniarką bo inaczej Tali wlezie do lochu i jeszcze jej się jaka krzywda stanie - powiedział Toland.  - Wiecznie jest to samo. Talusia każe sie oblać wodą, Talusia jedzie do wsi poety aby zrozumieć jego wiersze, Talusia włazi na dach a twoja mama z niego spada. Oszaleć można. Ktoś wreszcie powinien złapać za te kręcone kudły i potrząsnąć. Przez te jej fanaberie Walturiana ugryzł pies.
-Chyba jesteś trochę niesprawiedliwy. Gdyby Waltek zrobił dokładnie tak jak Tali albo jeszcze lepiej wcale nie drażnił tego psa to nic by mu się nie stało.
-Masz rację. Namów ją aby zadowoliła się konsultacją z psychiatrą.
-Żałuję, że dałam jej ten scenariusz. Przecież wiedziałam, że scenarzyści nie mają z nią lekko.
-Bo dla niej najlepsza jest Sewilanta. Ona się nie zakochuje w swoich bohaterach.
===========
Tali zatrzymała się by pomóc zemdlonej kobiecie.
- Proszę wezwać pogotowie - poleciła młodszej, stojącej obok i zajęła się zemdloną. (Ta druga stała jak drąg).  Nie było tak źle. Na jej oko starsza pani całkiem nieźle udawała. Nie należało jednak śpieszyć się z takim werdyktem więc powiedziała tej drugiej co ma robić i sama wezwała pogotowie przez mikrołącze.
  W składzie przybyłej karetki był Celisander.
-Eta. Ty nie poznałaś, że to udawane? - Zdziwił się.
-Ty jesteś od tego aby to rozpoznać i to po wnikliwych badaniach - wyjaśniła.
Ja co najwyżej mogę później zaproponować tej damie jakąś rólkę.
- Jestem jej bardzo wdzięczny bo przybyłem do Dżawans z twojego powodu a jakoś nie mogę się do tej wytwórni dostać. Jest bardziej strzeżona niż dom burmistrza. Umów się ze mną.
-Jesteś w pracy.
-Gdzie cię spotkam?
-Nie możemy się spotykać. Obiecałam to kuzynce.
-Przecież to jakieś wariactwo!
-Ja dotrzymuję obietnic.
Dama otworzyła, jakby z trudem, oczy a potem wlepiła je w młodą ratowniczkę.
-Tali? - Zapytała  nabierając wigoru i zaraz dodała - właściwie mogłabym coś zagrać.
-To co robimy panie doktorze? - Zapytał pomocnik.
-Zabieramy damę na wnikliwe badania i wracamy - zdecydował.
Nie było sensu przedłużać rozmowy. Przynajmniej wiedział jakim Eta jeździ autem.
--------------

 Dżawansa przeżyła lekki szok. Była z Isemondą na eliminacjach do filmu "Skrzywdzona"  Siedząca na szczeblu drabiny, irytująco młoda, Tali obserwowała popis młodej kobiety. Po chwili  powiedziała -  Nie, do tej roli potrzebuję kogoś z charakterkiem ale ciebie ... - wskazała na Dżawansę, która bezwiednie dyrygowała córką - wezmę pod uwagę do głównej  bo taka właśnie dyktatorska, bezwzględa nawet wobec córki powinna być Natymenkleja. Tylko umówimy się na konsultacje psychiatryczne.
-Słucham?!
- W sprawie bohaterki. Jeśli cię zatrudnię to musisz wiedzieć co tkwi w głowie i sercu tej kobiety.
  Dżawansa miała ochotę odpowiedzieć coś nieprzyjemnego.
W porę się powstrzymała bo przecież Tali dawała jej szansę na przeniknięcie do wytwórni.
-Dobrze ale z Isemondą - powiedziała.
-Jeżeli się na to zdecyduję to popracuję nad jej charakterkiem. Nie może być taką mdłą, bezwolną postacią.
-Jesteś bezczelna.
-Ale szczera. Popracuj nad sobą Iska. Jesteś dorosła i zdaje się, że nawet mężatka?  (Tali oceniła to po stroju)  Nie pozwól aby mama była ważniejsza od męża - poradziła i zwróciła się do Dżawansy  - No to zawiadomię cię Dżawanso z Dżawans  jeśli nikt lepszy mi się nie trafi.

     Dżawansa do końca zapanowała nad sobą. W drodze powrotnej zapytała córkę - czy ja naprawdę cię zdominowałam?
Nie dostała odpowiedzi a wkrótce Isemonda wbrew jej woli zaczęła uczęszczać na lekcje tańca popisowego.
-Po co ci to?   -Spytała przy kolacji.
-Mój mąż to popiera - padła odpowiedź.
-Tali namąciła ci w głowie.
-Nie. Uświadomiła, że nie tylko ja,  inni też widzą we mnie bezwolną kukłę i że muszę to zmienić.
-Popieram - powiedział Resmondyk - taniec doda jej energii, ja zresztą też się zapiszę.
  =========
  Elzaneta nad sobą nie zapanowała. Dostała od lubującej się w sensacjach Amaretty informację, że Tali dała główną rolę Dżawansie.
Zdenerwowana pognała do Tali, zobaczyła jeszcze tylko przerażenie w oczach sekretarki.
Wpadła jak burza do sali w której odbywały się eliminacje i nie bacząc na nic i nikogo wrzasnęła do Tali - jesteś zwolniona!
- Za co? - Zapytała Tali.
-Ty nie masz rozdawać ról. Ja od tego jestem!
-No dobra, nie wyszło nam na gruncie zawodowym ale później pogódźmy się na prywatnym. Koniec Eliminacji!
   Jej reakcja kompletnie zaskoczyła Elzanetę. Poczuła, że zachwała się jak idiotka. Wyszła aby ochłonąć.
  Na spokojnie przejrzała materiał z eliminacji. Wszystko było w porządku. Tali nie powiedziała, że Dżawansa na pewno dostanie tę rolę.
-Amaretto - wezwała sekretarkę i bez emocji powiedziała - zbierz swoje rzeczy. Już dla mnie nie pracujesz. Mało brakowała a przez twoje intrygi zwolniłabym potrzebnego mi reżysera.
-Ale ...
-Amaretto. To nie jest pierwsza intryga z twoim udziałem.
-Ale ja tylko chciałam żeby się coś działo.
-No i się dzieje. Udało ci się mnie wprawić w szał i straciłaś pracę. Mało?  Nic więcej nie mam ci do powiedzenia.
  Już nazajutrz pojawiły się w prasie zdjęcia oraz informacje - Elzaneta zwalnia Tali za przeprowadzenie eliminacji do filmu.
  To nie była prawda. Eliminacje Tali przeprowadzała za wiedzą i zgodą Elzanety, miała jej tylko później pokazać wybrane kandydatury aby razem podjęły ostateczną decyzję.
   Zacytowano też słowa Tali o pogodzeniu się na gruncie prywatnym.
PRYWATNYM - dopiero teraz do Elzi dotarło to słowo.
   Tali potraktowała zwolnienie bardzo poważnie i nie tylko nie przyszła się dogadać na gruncie zawodowym ale nie dała też szans Elzanecie na wycofanie zwolnienia. Natychmiast wyjechała.
     Zawizjofonowała do niej - Elzaneto jest szansa abym nakręciła tego "lalkowca" ale musiałabyś podpisać umowę z arandem Milarykiem ponieważ on jest gotów wyłożyć finanse.  W zamian chce mieć adekwatny do nakładów udział w zyskach.
- Czyli niemal całe?
- No nie, wzięłabyś swoje za scenariusz i firmę.
-Dobrze - pogadam z arandem.
Chyba lepiej było dla niej na to pójść. Nie odtrącała Tali i zyskiwała najprawdopodobniej dobry film na konto wytwórni.
Tylko tyle ale zawsze coś.
- Może jeszcze kiedyś podejmemy współpracę - powiedziała.
-Nie wykluczone. Tylko pamiętaj, że ja chcę robić filmy a nie zarządzać wytwórnią. Wytwórnia jest twoja a ja Tali Etiuda Korala nigdy nie byłam tam szefem.
W każdym razie gdyby jeszcze kiedyś trafiły nam się wspólne wakacje to ja jestem chętna i jeszcze dwie kwestie. Chętnie odkupię twój scenariusz "Skrzywdzonej" z prawami do wprowadzania poprawek.
-Sama je wprowadzę.
-Wiedziałam, czułam, że to twój. Nie wytrzymasz mojej ingerencji.
-Wytrzymam. Prawidłowo wyczułaś, że scenariusz jest mój a teraz jeszcze wyczuj, że tak ma zostać. Wprowadzę te poprawki. A druga sprawa?
- Nie obraziłam się na ciebie. Zrozumiałam. Wykorzystałam okazję aby czmychnąć przed zalotami całkiem miłego mężczyzny do którego na mocy pewnej obietnicy nie mam prawa. Pojawił się nawet na eliminacjach. Poczułam się osaczona.


   
 
001.JPG

Najsłabiej wychodzą mi zakończenia bo przywiązuję się do moich bohaterów ale przecież kiedyś skończyć trzeba. Przynajmniej oficjalnie bo jak znam siebie i tak to jeszcze będę pisać w jakimś zakątku ale już dla siebie a czytelnika i tak już zbyt długim opowiadaniem dłużej nużyć nie chcę i wreszcie znalazłam prosty od dawien dawna znany sposób na zakończenie.
  Czekam jeszcze na wyproszony u jednej z rysowniczek portret Elzanety, gdy dostanę zamieszczę z podaniem kto jest autorem.
pagina..jpg

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego