• Wpisów: 1321
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 22:54
  • Licznik odwiedzin: 61 086 / 1916 dni
 
adalija
 
TYTUŁY.jpg

     

 2

Opowieść Elnumana

TYTUŁY.jpg

   Moja siostra Amalka też lubiła jeździć na wózku Cypryli. Robiła to gdy na Meduzie jeszcze było widno ale
potomstwo Milandera i Rezeryki już było zaganiane do łóżek, nawet Irbis będący rówieśnikiem Milarezy i Cypryli. Wtedy do wózka dobierały się Lanfelcia i Amalka bo ich ojcowie nie byli tak rygorystyczni jak Milander. Lanfelcię szybciej skarciłaby mirona Felikandra.  Lanbort był nadzwyczaj pobłażliwy. Raz gdy Lanfelcia jadąc na świni wpadła w kałużę a widziało to wiele osób, Grisolda do niego powiedziała - to nie przystoi mironecie. - Lanbort zaś odrzekł z dumą - no i co z tego, że spadła w błoto?  Za to z jakim wdziękiem się podniosła!
    Milareza nie musiała tak wcześnie chodzić spać jak jej rodzeństwo. To ona była traktowana jak
najstarsza, niemal dorosła. Nie zawsze nawet wracała na noc, wolała ją spędzić w lotopławie by z samego rana zjawiać się w jakimś biurze czy kancelarii, wyprzedzając innych petentów i w ten sposób oszczędzając swój czas.
-Już tam ona z pewnością  sobie rozplanowała - mawiała z szacunkiem  Felikandra - kiedy jest czas na pisanie a kiedy zalecieć, do którego urzędu.
-Ja nie muszę być tak dobrze zorganizowana - oświadczyła wtedy ku zachwytowi Rezemci Lanfelika -
takie piękne kobiety jak ja nie muszą być aż tak sumienne i mądre.
 Czasem jednak Milareza bywała na Meduzie . Zaraz po drugiej czy trzeciej wizycie  zjawiła się
u Milandera. Akurat był u niego Lanbort z żoną i córką wiec Amalka dowiedziała się od Lanfelci a my od Amalki że Milareza przyszła powiedzieć  że Cyprysia chce wracać do Sarinei.
- Widać Milareza chce wracać - śmiała się Amalka.
-Nie sądzę - odpowiedziała mironeta - Dali jej lotopławę to chce polatać.  Pewnie ktoś doniósł jej, że Cyprysia nie może pojeździć na swoim wózku bo stale zajmuje go ktoś inny. Zresztą nie wiem. Czasem mi się wydaje, że ona nikogo nie nabiera tylko naprawdę przekazuje prośby Cypryli. Mają jakąś swoją własną mowę czy coś.
  -No może - niechętnie przyznała Amalka. Nie chciała się spierać z Lanfelcią ale swoje myślała.
Tymczasem ojciec wezwał ją do siebie tak jak wcześniej mnie - Amaldyno, czas byś wzięła swój los w swoje ręce - powiedział - masz już prawa osoby dorosłej, bądź zatem dorosła. Uzgodniłem z dostojnymi władcami, że zostaniesz kronikarką Milarezy. Tymczasem ona załatwia ważne sprawy, nawet w najwyższych urzędach a ciebie przy niej nie ma. Chyba powinnaś dołączyć co o tym myślisz?
-Może następnym razem.
-A kiedy będzie ten następny raz?  Cypryla wyjeżdża więc i Milareza będzie tu rzadszym gościem. Ja ci nic nie narzucam, przemyśl to.  Chcesz być tylko mężową czy reporterem?
 Chciała być reporterem. Niekoniecznie przy Milarezie. Milareza i te jej sprawy urzędowe były w jej oczach
nudne jak cerowanie skarpet. No ale przy kimś trzeba było zacząć karierę nim się zostanie  tak rozchwytywaną reporterką, że będzie można sobie tematy wybierać.
Na początek wcale nie było tak źle. Poleciały z zapowiedziana wizytą do Auretanii. Przyjął je sam królewicz Amando.Powiedział, że jest zaprzyjaźniony z Kororem, wie, że Kororowi bardzo na szybkim załatwieniu tych spraw zależy, pomyślał więc, że mógłby z nimi latać i będą wtedy traktowane poważniej. Już wstępnie pytał Korora czy to wypada a Koror powiedział mu, że tak bo lotopława jest duża i pozwolił aby Amando zajął ten gabinet, który niegdyś on wykorzystywał gdy towarzyszył znamienitemu Orbortowi.
Oczywiście Amando spytał  Milarezę czy miałaby coś przeciw temu. Nie miała. Zaproponował by dla większej przyzwoitości latała z nimi jego siostra z opiekunką.
-Królewna? - Zdumiała się Milareza - nie śmiałabym ...
-Ona chce - przerwał jej Amando z ujmującym uśmiechem. Na szczęście przez wzgląd na Amalkę i wymogi dobrego tonu rozmawiali w języku tolimańskim więc mogła nam to przekazać. Jej znajomość auretańskiego mocno kulała. Niepokoiło ją jak się dogada z królewną Farwietą. Bo przecież Milareza jako kierowca zajmie osobny gabinet więc obowiązek zabawiania królewny spadnie na Amalkę.
Na razie wszystko sobie pouzgadniali, Amando podstęplował szereg pism dodając na każdym swoją notkę a potem dziewczęta poleciały do Sarinei  - (bo Cyprysia na pewno ich oczekuje jak twierdziła Milareza).
Owszem oczekiwała i była dziwnie wzburzona, zamknęły się z Milarezą w salonie Cyprysi i długo coś omawiały a potem nagle Milareza nie bacząc na nocną porę rozkazała aby wszyscy się szybko zbierali bo jednak wracają na Meduzę. Amaldyna usiłowała powiadomić o tym ojca lecz nie było łączności. Ewakuowali sie przed świtem dużymi autami jadącymi prosto do lotopławy.To wyglądało jak ucieczka.
    -Co się tam wydarzyło? - Pytał już na miejscu podekscytowany ojciec Amalkę - usiłowałem
się z tobą połączyć ale jest jakaś blokada na połączenia z Sarineją. Mów szybko dlaczego Lanbort
i Milander tak nagle zdecydowali się tam lecieć a odwołali Cyprysię i wszystkich domowników?
Co tam się dzieje?
Amalka nic nie wiedziała.
-Do kitu z ciebie reporter - ocenił ojciec - nie masz nosa.Ostatnie połączenie mieli z Milarezą co
takiego im powiedziała?
-Ona tam rozmawiała tylko z Cyprysią co  mogła jej powiedzieć taka Cyprysia?
-A może nie należy takiej Cyprysi lekceważyć?

TYTUŁY.jpg

TAJEMNICZE ZAKOPALISKO
To co Milareza przekazała ojcu w imieniu Cyprysi było jak   senny koszmar.W ogrodzie mironejskim zakopano coś co zdaniem Cyprysi było zwłokami.  Ta rozmowa była rejestrowana, Karis oglądał to po raz kolejny dobrze znał tę historię. Jego ojciec nawet ją sfilmował a siostra grała rolę Milarezy.
Widział twarze rozmówców:  Milander zdawał się wahać czy uwierzyć. Może by nie uwierzył ale jak to opisał  Lanbort:
TYTUŁY.jpg

Jedyne zdarzenia w jakich można było Milarezę podejrzewać o kłamstwo były związane z Cyprysią. Zarzuty takie stawiała też Grisolda ale te Milander odrzucał jako niewiarygodne. Sam nigdy nie przyłapał adoptowanej córki na kłamstwie. Nie kłamała nawet jeśli było to dla niej niekorzystne i zawsze umiała się przyznać do winy.
Z Cyprysią wychowywała się od niemowlęcych lat a na dodatek miała przenikliwe spojrzenie, pozwalające jej odgadywać uczucia oraz intencje rozmówców w stopniu zadziwiającym, no i  naprawdę drżała z przerażenia.  
Milander natychmiast zaprosił mnie na telerozmowę -opisywał Lanbort -  w lot pojąłem, że sprawa jest ważna i poufna. Rozmawialiśmy dalej obydwaj z dziewczątkiem.  
Na podstawie beznadziejnych fotografii, zrobionych przez Cyprysię, wskazała  miejsce tajemniczego pochówku. Zrazu sądziła, że sami je rozpoznamy lecz musiała nam zwrócić uwagę na szczegóły. - Spójrz prześwietny ojcze mówiła - wszak tu wyraźnie widać łapę pingwina. ...
Wcale nie było to takie wyraźne jednak powiększywszy górny fragmencik fotografii rozpoznaliśmy łapę z ogrodowej rzeźby, pokazała nam jeszcze inne szczegóły, nie tylko dla niej niepokojące.
N.p. fragmenty postaci uczestniczących w tym "makabrycznym" zdarzeniu, najczęściej były to buty i pończochy. Większość umiała zidentyfikować i oświadczyła, że Cyprysia to potwierdza. Nie wiedziała tylko do kogo należą żółte buty obok kamiennego morsa oraz fragment rękawa na tle
stawu. Od Cyprysi wiedziała, że nad stawem stał obserwujący zdarzenie młody mężczyzna, którego Cyprysia nie zna.  Co do butów to zdaniem Cyprysi w tym miejscu stał Orbort. Jednak Orbort nosi zdecydowanie wykwintniejsze obuwie i mniejszy rozmiar. Rozmiar Milareza oceniła porównując żółte buty z  sąsiednim butem należącym według niej i Cyprysi do Fanteora. Kazałem  przesłać na moją kopiarkę  wszystkie fotografie Cyprysi oraz rysunki Milarezy choć wyjaśniła, że część jest nieważna, ważne są tylko te końcowe bo wykonane już na podstawie ustaleń a nie domysłów.  Ja tam wolałem w spokojniejszej chwili przejrzeć wszystko.
Zabroniliśmy jej wpuszczania kogokolwiek do  domu.
-Zorganizuj ewakuację Mizuniu - polecił Milander - musicie wyjechać w zwartej kolumnie prosto do lotopławy. Kto inny zajmie się ustalaniem co się stało.
Gdy zakończyliśmy rozmowę Milander był  niewiarygodnie blady.
- My to wyjaśnimy braciszku - powiedział do mnie  - zbieraj się, weź połowę straży bo tam może być grób naszego ojca,  Sprawdziłem w trakcie rozmowy gdzie on teraz jest ale bez odpowiedzi, wiesz co to może znaczyć?
-Zaznacznik jest poza naszym zasiegiem - przyznałem nieźle wystraszony  a Cyprysia się myli co do
tego kto nosił żółte buty.
 Zdarzało się, że nasz ojciec tracił pamięć, kiedyś się zagubił. Po długich, na szczęście owocnych
poszukiwaniach Milander zdecydował, że trzeba mu wszczepić  zaznacznik. Ponieważ mogłoby to być bardzo negatywnie odbierane przez otoczenie, wiedzieliśmy o tym tylko ja, Milander i medyk, który zabieg przy okazji usuwania żylaka  wykonał. Nie mogliśmy przecież strzelać zaznacznikiem do ojca jak do jakiegoś przestępcy.
Gdy zarówno my jak i Milareza ze swymi pasażerami byliśmy już w lotopławach, Milander skontaktował się z nią ponownie.
Dopiero siedząc w dobrze wyposażonej lotopławie Orborta mogła mu być przydatna. Wiedziała jak nią kierować i lustrować najbliższe okolice ale Orbort miał tam też wyposażenie na którym ona się nie znała a Milander, pierwszy inżynier Tolimanii nawet jeśli nie wszystkie urządzenia zaprojektował osobiście to  znał doskonale i stosował we własnych lotopławach. Krok po kroku wyjaśnił jej jak ma sterować agentarami, które zbadają co może leżeć pod ziemią. To nie były zwłoki. Odetchnęliśmy wszyscy z ulgą. Zakopano tam jakieś drewno, szmaty, rzeczy ze skóry, szkło, ceramikę, metal i zapisane atramentem papiery. Ogólnie wyglądało na to,  że pałacowe śmieci. Tyle, że moja siostrzenica  Orfanta tak przewodziła domowi, że szmaty, skóra, szkło, papier, metal i drewno, nie były wyrzucane ani nawet doprowadzane do stanu, kiedy już tylko do wyrzucenia się nadawały, większość w całkiem dobrym stanie (czasem po naprawie) trafiała do biednych, inne przedmioty były przetwarzane. Zakopanie rzeczy i to w asyście samego Fanteora było  niepokojące toteż  sami nie zawróciliśmy    i Milarezy też nie odwołaliśmy. Kazaliśmy jej wysłać do stawu drążarkę tuneli zaprogramowaną  pod dyktando Milandera tak by powoli zmierzała do miejsca "pochówku" a następnie wkraść się agentarami na pokoje Orborta ale nie włączać kamer bo to byłoby nieetyczne.Chodziło jedynie o zlokalizowanie sygnału zaznacznika. Nie było go, Milander więc pomógł jej  zaprogramować agentary na zataczanie coraz większych kręgów i wszyscy troje obserwowaliśmy uważnie ekrany.  Milareza  choć zajęta wymijaniem przeszkody na jaką wkrótce natrafiłaby drążarka (sama ową przeszkodę wykryła),  pierwsza powiedziała - o jakiś sygnał! Było jasne, że prawdy przed nią nie zataimy zwłaszcza, że kogoś w tamtych okolicach potrzebowaliśmy do współpracy. Blokowaliśmy wszelką łączność z Tolimanią po za łącznością z Milarezą i łącznością Milarezy z urządzeniami Orborta.
-Leć w kierunku sygnału i skieruj tam agentary - polecił Milander. Mimo, że to ja jestem mironem, w sytuacjach awaryjnych Milander przejmuje kierownictwo a już zwłaszcza tam gdzie trzeba wykorzystywać urządzenia zdalnie kierowane. Ufam mu więc się nie sprzeciwiam. Nie jestem idiotą.
  - Aha - dodał mój brat - wyślij jeszcze lotobulans  ratowniczy Rembi rozmiar 6-   Tym razem od razu wiedziała jak to zrobić, wyjątkowo szybko się uczy, może dlatego, że jest taka młodziutka.  Po pewnym czasie uzyskaliśmy obrazy.
Najpierw Milareza penetrowała leśną,  pagórkowatą okolicę, potem Milander kazał jej wprowadzić agentara do wnętrza domu.
Wkrótce na naszych ekranach pojawił się brudny, zarośnięty, przykuty do łóżka atel Tolimanii, nasz ojciec: Orbort.
-Tata - krzyknąłem wstrząśnięty. Starzec drgnął i dał się słyszeć spokojny głos Milarezy
-Widzimy cię prześwietny Orborcie, racz wybaczyć ....
-Mizunia - wręcz się rozpłakał ale Milander nie dał  mu czasu na czułości.
-Milarezo weź manipulator tnący z lotobulansu.
-Wystarczy wyłamać zamek - zapanował nad sobą ojciec.
-Nie! Żadnych śladów włamania! - W takich chwilach nawet ojciec nie mógł dyrygować Milanderem, chyba, że miał rację -  Miza wytnie i wklei ścianę. Wsiądziesz do lotobulansu. Miza przewiezie cię do Mezo ...
-Nie - włączyłem się stanowczym tonem czując, że mam rację  - Miza skieruje lotobulans do nas, ty się przesiądziesz i odwieziesz ojca do Mezo. Lepiej zorganizujesz opiekę niż zrobiłoby to dziecko, nawet tak bystre jak Milareza. Oczywiście Miza musi zostawić parę kamerek w tym domu i okolicy.
Ponadto da mi kierownictwo nad agentarami pozostawionymi tu i w pałacu. Za niedługo będę mógł się nimi posłużyć. Może istnieje jakiś sobowtór ojca.
-Wróbcie go w utratę pamięci - mściwym tonem powiedział ojciec.
-Możliwe, że tak zrobię - przyświadczyłem - w każdym razie przejmę władzę nad krajem.Już czas a teraz opowiedz co się stało.
-A jak mnie znaleźliście? - Zapytał i poprawił pytanie - skąd wiedzieliście, że trzeba mnie szukać?
-Cyprysia poinformowała Milarezę, że zakopano zwłoki, Milareza zaalarmowała nas. Natychmiast
wsiedliśmy do lotopławy i we współpracy z Milarezą wyjaśniamy sprawę.
-Ale jak doszliście, że jestem tutaj?  Mizunia, mów natychmiast!
-Masz ze sobą coś ... - zaczęła ale przerwał.  -Nic nie mam, wszystko mi zabrali!
-No trudno, będziesz zły - westchnął Milander - kazałem ci wszczepić zaznacznik. Wtedy kiedy usuwano ci żylaka.
-Nigdy nie miałem żylaków bo zawsze dbałem o nogi.
-Nie zawsze, zresztą to nie był żylak na nodze.
-A gdzie? (To pytanie mogło wynikać z luk w pamięci)
-Zostawmy tę sprawę na spokojniejszy czas bo tu nagle może ktoś wrócić -  zaoponował przeciw temu śledztwu Milander - Milarezo... -  już kiedy ja rozmawiałem z ojcem, na fotografi elewacji domu wykreślił linią łamaną otwór.  Teraz wskazał jak zabezpieczyć wyciętą ścianę, poinstruował jak podsunąć aż do łóżka Orborta transporter, jak otworzyć okowy, przesunąć atela na transporter ...
-Może by tak odsunąć zasuwę od środka - będzie wyglądało jakby ojciec sam uciekł - zaproponowałem.
-Wolałbym pozoranta - odrzekł Milander.
-Nie szkoda?
-Porwano i zakuto naszego ojca - odrzekł  - niczego nie szkoda.
-Więc dajemy pozoranta - zdecydowałem - ale to zajmie dodatkowy czas i nie wiemy czy ojciec jest w stanie sam się przebrać.
-Już ty takiego niezguły ze mnie nie rób - odrzekł Orbort i dodał - a ostatnie co pamiętam to to jak mi Fanteor kładł do głowy, że jego syn powinien być referentem. Wyobraź sobie, że nic nie jedliśmy ani nie brałem leków ale wściekli byliśmy obaj.
Milareza umieściła przebraną i dodatkowo wedle własnej koncepcji ucharakteryzowaną lalkę na miejscu Orborta.
-Wygląda idealnie - zauważył Lanbort - nie widzę różnicy.
-Uważacie, że jestem takim brzydalem? - Zirytował się Orbort.
-Nie prześwietny - broniła swego dzieła Milareza - do takiego jednak stanu cie doprowadzono i dla lepszego kamuflażu tak powinno pozostać.
-Zabierzcie mnie już do tego Mezo - zdenerwował się - i chcę wyglądać jak ... - w tym momencie
zawiesił głos i dokończył już łagodniej - stary, czysty Tapuneka.
  Potem Milareza dokładnie wpasowała i wkleiła niewielką lecz wystarczającą  ilością silnego spoiwa ścianę po czym polecieliśmy w trzech różnych kierunkach. Co za precyzyjne narzędzie - powiedziałem już po za łącznością z Milarezą.
-O którymkolwiek byś nie myślał - odrzekł Milander - to najważniejszy jest operator  - potem nagle jakby zrozumiał i zapytał- nie miałeś chyba na myśli mojej córki?
-Mówiłem to w sensie pochwalnym - odpowiedziałem.
-Za dużo się dowiedziała - marudził ojciec - nie musieliście jej tak dokładnie instruować.
-A kogo mieliśmy wtajemniczać? -Spytałem - ona już była gotowa do akcji i jest członkiem rodziny.
______________________________

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.