• Wpisów: 1321
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 22:54
  • Licznik odwiedzin: 61 086 / 1916 dni
 
adalija
 
To stara, istniejąca już na tym blogu opowieść. Zmieniam jedynie sposób narracji i poprawiam stare błędy (oby nie robiąc nowych) a ponadto wysuwam pierwsze rozdziały na początek.Mam nadzieję, że wystarczy mi zarezerwowanych miejsc.
Pierwsze 14 wpisów mam już opracowane na "wordzie".
POPRAWIONE OPOWIADANIE
-----
TYTUŁY.jpg

W chwili kiedy Karis Lagengrit zaczął spisywać tę historię część występujących na początku osób już nie żyła, inne trudno było odnaleźć, jeszcze inne nie wszystko pamiętały. Szczęściem istniały dokumenty w postaci piśm, nagrań głosowych, filmów i rysunków.
TYTUŁY.jpg


Po raz pierwszy miałam uczestniczyć w naradzie rodzinnej. Trochę to było ekscytujące lecz bardziej niepokojące dlatego zapytałam dostojną matkę o co chodzi.
-Koror chce abyśmy cię wysłali do żeńskiej szkoły zawodowej  - Milareza udatnie naśladowała głos Rezeryki    - wiem to z przecieków więc zachowaj dla siebie.
-Dlaczego Koror? -   Miałam prawo się dziwić. Koror wprawdzie nie był przeciwnikiem kształcenia kobiet ale poplecznikiem też nie. W ogóle się tym nie zajmował a  ja byłam  mu raczej obojętna. Przynajmniej od czasu gdy przestałam się "pętać" czyli podejmować próby
(zwykle udane) zainteresowania prześwietnego Milandera swoją osobą  Potrafiłam przyjść z  misiem po poradę. Korora to denerwowało zwłaszcza, że Milander cierpliwie słuchał i doradzał jak misia leczyć albo jak go zachęcić do nauki.
-No ale prześwietny ojcze co czynić kiedy on woli zjeść jabłuszka zamiast dodawać?  - Zapytałam kiedyś.
-Ćwicz z nim odejmowanie - warknął Koror.
-Albo nie dawaj mu prawdziwych jabłuszek tylko rysuj - poradził znamienity Milander. Były jeszcze inne akcje typu: kotka boli ząb,  którą sukienkę założyć lalce na bal i.t.p. Dobrze wiedziałam, że drażnię Korora ale nie podobało mi się, że on zabiera czas, który prześwietny ojciec mógłby poświęcić mnie i mojemu przybranemu rodzeństwu.  Z czasem z tego wyrosłam, jednak Koror nadal nie był moim ulubionym kuzynem.
A wracając do mojego pytania "Dlaczego Koror" Prześwietna Rezeryka odpowiedziała
-Ma jakieś swoje powody,  ty sie skup na tym czy tobie to odpowiada.
Ja osobiście bardzo chcę abyście wszyscy zdobyli wykształcenie. Biurowość to nie jest szczyt moich ambicji co do ciebie ale może innego kierunku nie uda się przeforsować bo Kororowi zależy na tym. Bierzmy co dają.
 Kororowi nieprzypadkowo zależało właśnie na biurowości. - Słuchajcie - powiedział podczas narady - ostatnio rozbiliśmy unaską bandę handlarzy ludźmi. Wśród swoich rzeczy mieli dziwny list.
Przeczytam wam fragment tłumacząc na gorąco.
TYTUŁY.jpg

___________________
   Czekajcie, ja wciąż mam ten list - oświadczyła.
Na chwilę rozmowy zeszły na inny temat lecz Milareza nigdy długo niczego nie szukała i wkrótce czytała w oryginale bo w przeciwieństwie do tych, którym
czytał to Koror jej słuchacze znali język unaski.
______________________
"Do rządu Pukatanu prośba. (słuchacze się roześmieli bo nie było czegoś takiego jak rząd całego Pukatanu)  
Jako właściciel firmy Binius zajmującej się wspieraniem imigrantów z waszego kontynentu proszę o znalezienie prawdziwych danych osobowych imigrantów według załączonej listy.
Są to imiona najpierw unaskie abym mógł się później zorientować o kogo chodzi potem według tego co mi zainteresowani lub  ich bliscy krewni  podali ich imiona pukatańskie wraz z imionami rodziców wraz przydomkami i dawne pukatańskie adresy. Prawdziwe dane są bardzo potrzebne, zwłaszcza potwierdzenia pokrewieństwa, statusu społecznego i dat urodzenia ponieważ mają wpływ, na bardzo istotne,  związane z tym decyzje władz Unasu. Załączam listę osób, które mi lub moim pracownikom nieprawidłowości w ewidencji zgłosiły.

-Mniejsza na razie o tę listę - Milareza nie musiała mówić kogo cytuje, wystarczy, że go naśladowała - powiem wam w skrócie o co tu może chodzić.
Uchodźcy przybywają do Unasu zwykle zmęczeni, czasem głodni, nie znają języka i pozwalają się zaewidencjonować tak jak się urzędnikowi podoba byle mieć to za sobą a potem okazuje się, że stracili dzieci bo nie zostały zaewidencjonowane jako ich dzieci. Może być też taka sytuacja,  że ktoś ich uprowadził i zostali sprzedani jako niewolnicy,  aby walczyć o swoje potrzebują zaświadczeń z naszych, uznawanych w Unasie kancelarii. Daty urodzenia też mają znaczenie ale według mnie mniejsze bo zależą od nich tylko rozmaite przywileje lub ich brak. Co myślisz o tym liście Milarezo?
-Może najpierw mój syn - wtrącił się znamienity Fanteor.
-No dobrze zgodził się Koror - co o tym sądzisz Fantegrisie?
-Trochę chamsko sformułowane no i powinni coś więcej o nas wiedzieć nim się zwrócą z prośbą - wyjaśnił mój dostojny kuzyn.
-Milareza! -Wywołał mnie do odpowiedzi Koror. Wyjaśniłam, że list odpowiada unaskim standartom, nietakty nie były zamierzone, brak wiedzy o naszym  kontynencie jest tam powszechny a tym imigrantom pomoc naprawdę potrzebna.   Wyjątkowo streściłam to tak jak Koror lubił. Zwykle miał do mnie pretensje o to co nazywał: "balastem ozdobników i zawijasów", a ja udając nierozgarniętą panienkę na złość je stosowałam. (Karis już to wiedział bo kiedyś w jego obecności przyznała się do tego Kororowi)
-No właśnie, wszystko się zgadza - naśladowała Korora  - Ty znas unaski i pobieżnie tamtejsze realia, pomyślałem, że gdybyś chciała się  tym zająć ... Nie dokończył bo przerwał mu prześwietny Fanteor, powiedział mniej więcej tak:
-To nie ma znaczenia czy zna język bo sprawy trzeba załatwiać tu, w Pukatanie.
-Ma znaczenie czy zna język   bo list nie jest przetłumaczony. Milareza nie potrzebuje tłumacza aby list odczytać i na koniec sformułować odpowiedzi. Ponadto...  - Byłam bardzo ciekawa jego dalszych słów ale prześwietny Fanteor mu przerwał:
-Fantegris na to półarle potrzebuje zatrudnienia . Wiem, że na złość mnie wymyśliliście aby Milarezę też posłać do szkoły choć wcale jej to niepotrzebne.
-Tu nie chodzi o to aby ktoś miał zatrudnienie - znów naśladowała Korora - o szkole dla Milarezy rzeczywiście pomyślałem wtedy kiedy przyszedłeś mnie namawiać abym dał to zadanie Fantegrisowi ale chodziło mi bardziej o to ...
-Nie ma w Tolimanii wyższej szkoły żeńskiej -  to mówiła  Grisolda.
-Dlatego proponuję wysłać Milarezę do Kareborgi. Myślę, że byłoby to dobre rozwiązanie bo z uwagi na swoje kalectwo raczej za mąż nie wyjdzie ... (Karis nie spodziewał się, że Koror może tak to ująć)
-Z jej posagiem?  - głos Milarezy się zmienił - Grisolda ma rękę do kojarzenia małżeństw więc i jej na pewno jakiegoś przystojnego, godnego szacunku młodzieńca znajdzie - Fanteor usiłował poufale położyć rękę na moim ramieniu , dałam  znak by tego nie czynił, równocześnie prześwietny Milander raptownie i w wielkim wzburzeniu wstał ze swego miejsca ale widząc, że sobie radzę milczał.
-Nie jestem już dzieckiem prześwietny następco tronu - powiedziałam jak najgrzeczniej - jestem niska ale  bliska dorosłości a tę szkołę chcę skończyć - dodałam  - i chętnie podejmę się proponowanego zadania. Mam dostateczne kwalifikacje i chęć niesienia pomocy. Jedyne czego mi brakuje to środek transportu aby osobiście rozwozić pisma co bardzo przyspieszyłoby załatwienie sprawy.
-Pomyślę o tym - obiecał znamienity Milander..
-Powierzycie dziewczynie statek powietrzny?! - Oburzył się Fanteor a przecież wszyscy wiedzieli i on też wiedział, że od dawna byłam ulubionym stangretlotem Orborta.
-Nie widzę przeszkód - odpowiedział Lanbort -  Milareza to dobra kandydatura, Myślę, że trzeba utworzyć tymczasowy specjalny referat do tych spraw w kancelarii, ostatecznie to tylko kwestia formalna bo nic nie będziemy do tego dopłacać. Milareza będzie odbywać praktykę bezpłatną,  dalsze propozycje Kororze?
-Co o tym sądzisz prześwietny Orborcie? - Tendencyjnie spytała Grisolda. (Milareza nie musiała tego mówić, czuć było w jej naśladownictwie, że to było tendencyjne) Prześwietny Fanteor rzucił jej wściekłe spojrzenie bo znamienity Orbort nie pozwalał aby w obecności dynastycznego władcy podkreślano, że w rzeczywistości to on rządzi krajem.
-Lanbort tupnął nogą więc nic nie sądzę - odrzekł wtedy.
TYTUŁY.jpg

   Karis dograł swoim głosem  rzecz dla niego oczywistą lecz dla jego czytelników niekoniecznie:
"Władzę w Tolimanii dziedziczą synowie kobiet z najstarszej, żeńskiej linii dynastycznej. Ostatnia żona Orborta a zarazem matka Lanborta z niej pochodziła i była najstarsza.
Gdy zmarł jej brat Frezjolan dzierżący tytuł mirona  Lanbort był jeszcze dzieckiem toteż władzę w jego imieniu sprawował ojciec. Nigdy jej nie oddał bo  lubił rządzić krajem a pochłoniętemu pracą badawczą Lanbortowi na tym nie zależało.  Niemniej to Lanbort był mironem Tolimanii i gdy zechciał, miał  głos decydujący".
TYTUŁY.jpg

________________
   Po naradzie Fantegris ostentacyjnie podszedł  do mnie i powiedział  - pierwsze słyszę, że interesuje cię biurowość,  do tej pory interesowało cię malarstwo i historia Tapuneków ... a i jeszcze te twoje  katalogi sztuki. Nie sądzisz, że wystarczyłoby ci prowadzenie korespondencji w sprawach tych katalogów?  I już miałabyś tę swoją biurowość. Musiałaś mi podebrać tę sprawę?
-Niczego ci nie podebrała - powiedział Lanbort stając za jego plecami - od początku to ona była przewidywana do tej roli, tylko o szkole pomyśleliśmy później.
-I od razu znalazło się dla niej miejsce w kancelarii? Oburzał się mój przybrany kuzyn.
-Na razie moglibyśmy ci tam zaoferować rolę posłańca - oświadczył Orbort.
-Jestem synem następcy tronu.
-Moi synowie są synami mirona - oświadczył Lanbort - a za młodu nie wstydzili się podrzędnych funkcji. Nikt niedoświadczonego młokosa na fotel kanclerza nie posadzi.
-Za to Milarezie powierzacie funkcję samodzielnego referenta..
-Ma kwalifikacje, sam wspomniałeś o jej katalogach...
-O ile wiem to w prowadzeniu korespondencji pomagał jej tatuś.
-Początkowo - odrzekł Milander - teraz już nie pomagam, teraz umie sama.
-A dlaczego nie może pracować w fundacji Dianilotty?
-Mogłaby - zreplikował najznamienitszy Lanbort - ale jako pracownik naszej kancelarii będzie poważniej traktowana w innych a ty masz się przystosowywać do pracy w tym kraju i w jego sprawach. Zacznij od roli posłańca i pracuj tak, by nikt się nie zdziwił gdy dotrzesz na szczyty a ojciec miał kiedyś w tobie podporę.
-Też tak uważam - przyznał prześwietny Orbort i zaraz zwrócił się do mnie - wiem już co zrobimy. Będziesz korzystała z mojej Cukiernicy. To zaskoczyło wszystkich a mnie najbardziej.
-Czyż nie jest za wielka?
-Jest i dlatego jej nie lubię - odrzekł - wolę Piruetę i Latarkę. A ty całkiem dobrze sobie z prowadzeniem Cukiernicy radzisz więc ją bierz i tak ci ją zapisałem w testamencie bo nikt nie jest w tym lepszy od ciebie a ...i dam ci dodatkowo funkcję posłańca, to będzie dobrze wyglądało kiedy założysz strój posłańca oczywiście ze spódnicą .. ale przecież ciebie pouczać nie muszę.
-Obiecałeś to stanowisko Fantegrisowi. - Przypomniał znamienity Fanteor.
-Nie mam limitu na liczbę posłańców a przecież ona będzie doręczać własne pisma, zresztą i tak nie wiadomo czy Fantegris stanowisko przyjmie.
-Przyjmie, przyjmie - odpowiedział za syna następca tronu.
Wyposażona w pismo z Unasu, ustne zezwolenie na używanie lotopławy i stanowisko posłańca (istotniejsze dla wykonania zadania niż funkcja samodzielnego referenta)  natychmiast zajęłam się pracą.  Przekopiowałam poszczególne  sprawy na pojedyńcze kartoniki, posegregowałam i przystąpiłam do sporządzania pism. W tym czasie znamienity Milander zadbał aby sporządzono dla mnie w kilku językach  i na sposoby wymagane w rozmaitych krajach, także w Unasie odpowiednie dokumenty potwierdzające moje funkcje i prawa, w tym prawo do prowadzenia cukiernicy bo go ustna umowa nie zadowolała. Później jak dobrze wiecie sama takich kwestii pilnowałam ale wtedy byłam dzieckiem...
- No nie przesadzaj - to był głos Tawii.... i nawet mi nie wypadało - dokończywszy zdanie Milareza  dodała - Byłam wtedy ciut starsza niż ty teraz czyli byłam dzieckiem.
Prześwietna Rezeryka  podjęła się dopilnowania abym  szybko dostała strój posłańca mironejskiej kancelarii. W ten sposób odciążyła mnie od dodatkowych zadań związanych ze świeżo otrzymaną pracą.  
Zaczęłam od Bambelotu bo jedna ze spraw bambelockich emigrantów wydała mi się najpilniejsza. Strój posłańca nie był gotowy, wybrałam więc spośród swych sukien odpowiednią i przepasałam szarfą w tolimańskich barwach. Mimo tej szarfy musiałam długo czekać w poczekalni a potem się wylegitymować ale gdy już to zrobiłam niemal natychmiast przybito na przygotowanych przeze mnie pismach do niższych szczebli pieczęcie kancelarii i dopisano na każdym z nich słowa: sprawa priorytetowa. Następnie przeproszono, że musiałam tak długo czekać.
-Liczyłam się z tym dostojny  sekretarzu wicekanclerza- odpowiedziałam - niedawno dostałam zamianowanie na posłańca, mój strój jest niegotowy a sprawy zbyt ważne by na niego czekać.
- Na przeprosiny dam ci odznakę naszej kancelarii - powiedział - oczywiście do zwrotu gdy już nie będzie potrzebna. Nie chcę aby przedstawicielka szanowanego kraju a na dodatek córka Milandera jeszcze gdzieś
musiała czekać w naszych urzędach.
Zawiesił mi na szyi łańcuch z odznaką. Tego dnia jednak już nic nie mogłam załatwić w urzędach wróciłam więc do domu sporządzać następne pisma.
TYTUŁY.jpg

(Nagranie)
Nie sądziłem, że nauczyciele się do tego posuną - opowiadał córce z humorem  Fantegris  - a jednak nastepcę tronu poproszono o zabranie syna ze szkoły. Powiedziano mu:
-Traci czas   zamiast się uczyć, włóczy sie z łobuzami i śpiewa na dachach. Repertuar mają dość frywolny.  Naraża dobre imię rodziny na szwank.
-To nie są żadne łobuzy - tłumaczyłem potem ojcu - założyliśmy chór i śpiewamy w różnych punktach miasta.
-Tak wiem - warknął  - ostatnio na zewnętrznym tarasie gmachu opery.
-Bo z wewnętrznego nas przegonili.
-No, biedaczyska - zakpił tata.
-Ja to chyba wolałbym sie uczyć śpiewu - odpowiedziałem.
-Mam lepszy pomysł. Ożenię cię z posażną panną. O! Z Milarezą.
-Ona nie ma nogi.
-Za to taki posag, że mogłaby nie mieć obu a jeszcze byłoby się warto z nią związać.
-Wolę głupią Filkę bo przynajmniej jest ładna (nie była ale co mi szkodziło tak powiedzieć) i kompletna.
-Dobra, zgadzam się. Jest wprawdzie biedna , ale ...
-Żartowałem - zawołałem natychmiast.
-Ja też. co do Filki a o Milarezie mógłbyś serio pomyśleć. Wstydu rodzinie nie przyniesie.
 Byłem  zły o takie rady a jeszcze mi Grifka nakłamała, że Milareza byłaby chętna.
Niedoczekanie - pomyślałem ze złością.
TYTUŁY.jpg

Miałam prawo do rozgoryczenia - opowiadała ojcu Karisa, świadoma, że on to nagrywa Cypryla - bo Milareza nie poświęcała mi  czasu.
-Eeee - to był głos jego ojca.
-A w każdym razie poświęcała go za mało. Owszem próbowała mnie zająć tym czym się sama zajmowała ale to było nudne jak poranny kleik.  Biurowość! Też sobie wybrała! Przedtem obie interesowałyśmy się sztuką, robiłyśmy katalogi, czytałyśmy dzieje Tapuneków, robiłyśmy lalkom tapuneckie stroje .
(Tak naprawdę Cyprysia tylko się interesowała i obserwowała bo ze względu na swą ułomność zrobić nic nie była w stanie. Wykonawczynią i lektorem była Milareza. Cyprysia jednak zawsze myślała o tch działaniach w liczbie mnogiej. Wiedziała co robi Milareza i ją to tak bardzo obchodziło jakby sama też była wykonawczynią).
Późno dotarło do mnie, że zawsze dzieliłam pasje Milarezy. Niby byłam w naszym duecie ważniejsza ale to nie ja Milarezę lecz Milareza mnie  zarażała swoimi hobby.
Tym razem było inaczej. Ta cała pisanina Milarezy nic mnie nie obchodziła. Nie zamierzałam się wzruszać jakimiś głupcami, którzy pozwalają się oszukiwać a potem błagają aby ktoś to odkręcił.
Dałam do zrozumienia Milarezie, że owszem mogą studiować ale historię sztuki.
Wkrótce potem stało się coś dziwnego. Pojawiła się Totetta. Przyprowadziła ją Rezeryka w towarzystwie Milarezy i mojej naczelnej opiekunki Karyheny.
-Mizunia powiedziała nam, że chcesz studiować historię sztuki - powiedziała Rezeryka i spojrzała na mnie pytająco. Niestety nie rozumiała mnie.
TYTUŁY.jpg

(W tamtym czasie - dodał uwagę ojciec Karisa - Cyprysia umiała się dogadywać tylko z Milarezą. Nie dość, że nie mogła mówić to i gestykulacja jej nie wychodziła. Nie panowała nad swoim ciałem. Milareza jednak zawsze umiała się wszystkiego domyśleć. Pewnie dlatego, że były razem od urodzenia.
Cyprysia nie wyobrażała sobie świata bez Milarezy. Bez Milarezy byłaby jak bez ust i rąk a właściwie bez połowy siebie.  I oto nagle przyprowadzono jej Totettę)
TYTUŁY.jpg

   W końcu powiedziała - Totetta będzie z tobą jeździć na zajęcia.
Milareza na pewno wiedziała jak bardzo tego nie chcę. Zawsze wszystko wiedziała, musiała wiedzieć i teraz a milczała. To było jak okrutna zdrada. Dopiero po pewnym czasie widząc moje rozżalenie  raczyła otworzyć usta  - nie jesteśmy jedną osobą Cyprysiu - powiedziała - jesteśmy przyjaciółkami ...
-Już nie - pomyślałam a ona odpowiedziała -w każdym razie ja jestem twoja przyjaciółką ale nie chcę ani rezygnować z siebie ani zmuszać ciebie byś kochała to co ja ... Tak wiem, historię sztuki też kocham ale teraz chcę się zająć czymś naprawdę ważnym.  ... Masz rację,  historia sztuki jest ważna ale prawdziwe życie ważniejsze.
 
-Nikt nie może ograniczać swojego świata tylko do jednej osoby - wtrąciła się Rezeryka - dorastacie, czas abyście poszerzyły grono przyjaciół. Postaraj się polubić Totettę. Jest jeszcze taka sprawa:  w Degeden gdzie jedzie Milareza nie ma takiego kierunku jak historia sztuki. Jest za to muzealnictwo. Byłam zdecydowana nie brać tego co mi dają. Tym razem to musiał być mój wybór. Okazało się jednak, że Rezeryka i Milareza są przygotowane i mogą mi przedstawić wiele opcji. Na przykład wcale nie muszę wyjeżdżać do Degeden, historii sztuki mogę się uczyć w tutejszej szkole  plastycznej lub od prywatnego nauczyciela (ciekawe jak miałaby to robić bez pomocy Milarezy - tu ton Cypryli zmienił się w sarkastyczny). Od prywatnego nauczyciela możesz się uczyć także w Degeden. W Degeden jest też szkoła grafików. Tego ci jednak nie polecam.
Pomyślałam, że chcę to i już. Milareza przekazała to Rezeryce. Myślałam, że Rezeryka będzie się upierać ale nie  było wielkiej dyskusji. Rezeryka po prostu spytała Totettę - dasz radę?
-Nie rysuję aż tak dobrze, ale... - powiedziała Totetta Rezeryka jej przerwała:
-To się nauczysz fotografować.
-Możnaby namówić Amalkę aby wybrała szkołę reporterów a przy okazji podszkoliła Totettę  - zaproponowała Milareza - wprawdzie sądzę, że Totetta z rysunkami sobie poradzi, czemuż jednak nie miałaby się nauczyć fotografować?
-Dobrze - zdecydowała Rezeryka - pogadam z Amalką i jej rodziną, no i postaram się przekonać dyrekcję w Degeden, że powinni przyjąć Cyprysię.

Zdaniem Milarezy gdyby Cypryla wiedziała, że to tak się potoczy wybrałaby muzealnictwo. No i co z tego, że jej to zaproponowano? To i tak byłby jej wybór. Powinna była skupić się na tym czego ona chce a nie na tym by zaznaczyć swoje ja. Przecież nie była wtedy  w stanie rysować ani nawet robić fotografii.
Oczywiście nie wyjeżdżały już natychmiast do Degeden. Na razie udały sie na Meduzę a ściślej do Arbland stanowiących stolicę nadanej Milanderowi przez Lanborta Arandii. Ta Arandia w przeciwieństwie do innych dużych okręgów administracyjnych Tolimanii nie stanowi  zwartej całości, składa się z kolonii w różnych miejscach i ma swoich namiestników lub wodzów.  Milander stał się ich zwierzchnikiem dlatego potocznie zwano go latającym arandem. Aktualnego też tak nazywają.

Udałyśmy się na Meduzę?  - Opowiadała dalej Cyprysia - nie to raczej ja  się udałam wraz z całą rodziną. Milareza niby też, tyle, że więcej czasu spędzała w lotopławie niż na wyspie.
Między innymi przez to  nie czułam się tam tym razem tak wspaniale jak zawsze. W dodatku aż dwa zlecone przez Milandera projekty na moją rzecz były niemal zrealizowane  (mówiła tak jakby ten fakt ją unieszczęśliwiał a chodziło o coś innego)   Miałam tylko przetestować prototypy. Nie mogłam, dorwały się do tego inne dzieciaki  wydzierając sobie,   sterowne myślą wózek i aparat fotograficzny. Słyszałam piski strachu i radości, to mnie jeszcze bardziej rozgoryczało niż  fakt, że nie mogę sama się pobawić. Gdyby była ze mną Milareza to pewnie jakoś by to załatwiła ale nie, ona wolała pisać te swoje pisma, dostarczać do adresatów i zbierać odpowiedzi.
  Musiała jednak zadziałać gdy  zażądałam powrotu do Sarinei.
Nie miała ochoty przedstawiać sprawy Milanderowi bo uważała że przez to pośredniczenie w moich sprawach  od dziecka jest uważana za kłamczuchę. Powiedziała mi kiedyś, że nawet Milander tylko udaje ufność ale gdyby mógł jej,  nie udowodnić lecz raczej sądzić że udowodnił kłamstwo, zostałaby przykładnie ukarana.  

No i co z tego, że robiła to niechętnie? I tak zawsze w końcu szła do Milandera. Tym razem było tak samo.
 Przecież nie mogłaby nie udzielić mi  pomocy i to tym bardziej, że chyba powinna mieć jakieś wyrzuty sumienia zostawiając mnie na tak długo samą ze służbą i rodziną?

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.