• Wpisów:1321
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:wczoraj, 22:54
  • Licznik odwiedzin:61 111 / 1915 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 


wezwano nie tylko Cudnę i Knieję. Było prawie 10 osób. Rozdano im arkusze z zadaniami. Jedna dziewczyna wyznała, że nie umie się posługiwać
młoteczkami pisarskimi więc zaproszono ją do specjalnej kabiny aby nagrywała fonetycznie.
Cudna dostała dwa tematy do krótkiego opracowania-

lalki mechaniczne firmy Chabero i porcelanowe chrząszcze. Na szczęście posiadała w różnym czasie trzy lalki firmy Chabero i z tej racji trochę się nimi interesowała zauważyła też
od razu po pierwszym czytaniu, że Knieja popełniła błąd w rozprawce. Niestety wytknęła go jej i kazała porawić.
Natomiast o chrząszczach wspomniała w tak niedawno osobiście napisanej rozprawce. Dała więc
sobie z tymi zadaniami radę. Co spojrzała na Knieję widziała jak szybko uderzają jej młoteczki i chwytał ją gniew.
-Jakie tematy pisałaś? - Spytałą ją w drodze powrotnej.
-Łebki od pinesek jako przykład sztuki użytkowej.
-A drugi?
-Ty miałaś dwa?
-Ale jak to łebki?
-No widzisz, nawet pineska ma łebek a ty nie - odpowiedziała Knieja po czym nagle uciekła a
Cudna miała fobię nie pozwalającą jej samotnie przejść przez ulicę.



Co się tu wydarzyło?
-To zadane zdecydowanym tonem pytanie ocuciło ale nie uspokoiło Gwiazdy.
-Chyba widzisz! - krzyknęła gniewnie - nerwy mi puszczają. Nie wiem jakim cudem zdołałam wjechać na ten trawnik. Miałam ochotę rozwalić auto o
najbliższy słup!
-Co się wydarzyło? -Powtórzył bardzo delikatnie, łagodnie. To pomogło jej się opanować.
-Moja córka wpada w panikę jeśli ma sama przejść przez ulicę. Szła razem z młodszą siostrą pieszo bo jej auto jest w naprawie. Pokłóciły się, siostra ją zostawiła ale wszystko byłoby w porządku bo zawiadomiła mnie przez mikrołącze a ja natychmiast wyjechałam trasą, którą powinna iść starsza aż do miejsca gdzie się rozstały. Gdy wsiadała myślałam, że już po wszystkim i wtedy zaczęła się drzeć.To był przeraźliwy świdrujący wrzask, pomyślałam - wjadę do najbliższej zatoczki i zaczekam aż się uspokoi ale ona wrzeszczała
coraz bardziej i machała łapami bo uznała, że ignoruję jej problem. Tymczasem ja mam swoje, dużo poważniejsze. Złapała mnie za ramiona i wtedy równocześnie pomyślałam - rozwalę to auto - i wjechałam na trawnik. Resztę widziałeś. Na pewno mi nie uwierzysz ale ja ją bardzo kocham. tylko
tego wrzasku nie mogłam znieść. Zresztą nie będę się tłumaczyć. Wiem, że muszę ponieść konsekwencje.
-Przede wszystkim musisz odpocząć - odrzekł. - i to nie jest uwaga rzucona mimochodem tylko zalecenie. Pomóc ci w zorganizowaniu odpoczynku?
Wiem, że nie łatwo jest się opiekować osobą
upośledzoną.
-Nie jestem upośledzona! - wrzasnęła Cudna.
-Nie jest upośledzona - przyznała Gwiazdy - jest źle wychowana - to moja wina. Gdybym ją
odpowiednio karała gdy jeszcze był czas nie wyszarpałabym jej dziś z auta by tłuc w dzikiej furii.
-Ja potrzebowałam pomocy a ty...... - zaczęła Cudna.
-Ja też - odpowiedziała Gwiazdy - ja też potrzebowałam pomocy i wystarczyło
żebyś zamilkła to aż tak dużo?



Cudna zrobiła awanturę o to, że Knieja na pewno chce brać udział w popisach plastycznych a ona się nie zgadza.
-Ale dlaczego siostrzyczko? - zapytała podejrzanie grzecznie Knieja.
-Bo nie!
-Ale tak nie można. Zabroniłaś mi już chodzić do szapio...
-Akurat nie zabroniłam ale sobie nie życzę.
-To może chociaż pozwolisz mi chodzić do mechanikusa?
-Ja bym wolała abyś poszła na zarządzanie firmą - oświadczyła Gwiazdy.
-A niby dlaczego? - Oburzyła się Cudna.
-A chociaż do ubikacji może iść bez twojej zgody? Komuś kiedyś muszę przekazać moją firmę.
Nie tobie bo ją rozwalisz szybciej niż dokończymy formalności.
-Dlaczego ty mnie tak znienawidziłaś?
-Nie ciebie tylko siebie za to na co pozwoliłam ci wyrosnąć. Zamiast się zająć własną karierą ty się skupiasz na tym by przypadkiem Knieja jej nie zrobiła. Oczywiście, że pójdzie na te popisy a jeśli okaże się lepsza od ciebie to mam .....
-Ona lepsza ode mnie?
-No chyba tego się właśnie boisz skoro jej zabraniasz. Mam nadzieję, że potrafisz to przyjąć z klasą i cieszyć się powodzeniem siostry. Zresztą jeszcze nie wiadomo czy obie zostaniecie dopuszczone.
-A nie obchodzi cię dlaczego ona mi to zrobiła?
-Dość dyskusji w tym temacie.
Gwiazdy była pewna, że Knieja to w jakiś sposób nagrywa i że pasowałoby jej gdyby dostała zakaz udziału w pokazach bo jest zbyt inteligenta aby wierzyć, że osiągnie na tym polu sukces.
-Ale ja chętnie wytłumaczę - nie ustąpiła Knieja - Nie chciałaś pisać rozprawki o lalkach. Powiedziałaś, że ją sobie zamienisz więc napisałąm ją dla siebie....
-Co, co,co ...- Cudna tylko tyle zdołała z siebie wykrztusić.
- ...a kiedy później zażądałaś aby ją napisać za ciebie - kontynuowała Knieja - to ja nie miałam sił pisać drugi raz więc dałam ci kopię bo przecież ja nie wybrałam szkoły gwarnygrodzkiej tylko bukietróżańską. Sądziłam, że skoro to są różne szkoły....
-A dlaczego nie zwróciłaś się z tym do mnie? - Spytała ostro Gwiazdy.
-No bo przecież Cudna zażądała tej rozprawki w twoim imieniu.
-Mogłaś mi powiedzieć, że ty oddałaś tę rozprawkę - złościła się Cudna.
-A ty byś to zgłosiła w szkole, wylosowaliby nowy temat i ja musiałabym to w dwa dni i noce napisać a ja mam dopiero 9 arli 8 nonestrów i 8 dni ...
-Dopiero czy już? - Wtrącił się ojciec bo raz masz dopiero a raz już i ....
-To zależy od tego czy posyłacie mnie do piaskownicy czy za mąż - odpaliła bez namysłu Knieja - a niezależnie od tego czy już czy dopiero to mam prawo się wysypiać a nie pisać po nocach wypracowania starszej siostry.
 

 



Spotkali się przypadkiem w sklepie. Oboje oglądali przybory malarskie.
-Kupuję dla syna kuzyna - objaśnił.
-Jest w szkole plastycznej? - Ucieszyła się.
-Nie ale pobawić się przecież może. Na naradzie rodzinnej powiedziano mi, że najlepiej
kupować w tym okresie bo ze względu na popisy w szkole plastycznej są największe dostawy.
-Macie narady rodzinne?
-Tak ten smyk okazał się dobrodziejstwem dla całej rodziny.Inaczej by się rozpadła a tak spotykamy się w sprawach jego wychowania i obkupywania. Chodzi o to aby nie stał się takim
cwaniakiem co do każdego wujka umie się przymilić i urządza im taki jakby konkurs, który z nich lepszy bo więcej może lub chce mu kupić. Rodzice sporządzają listę tego co mu potrzeba a my ustalamy kto co kupi.
-I dzieciak nawet nie wie co od kogo?
-Wie ale od nas tego rozmaitym dziecinnymi zabiegami nie wyciąga. To my decydujemy nie on.
A ty kupujesz dla córki?
-Tak , tej młodszej. Chyba chce wziąć udział w popisach.
-Chyba?
Opowiedziała mu jak to wygląda w jej rodzinie i dlaczego do tego doszło.
Kupił ten zestaw, który jej się podobał i który dokładnie obejrzała ale zrazu uznała za zbyt drogi.
Jednak za jego przykładem też się zdecydowała na ten model. Oczywiście znów posprawdzała
wszystkie detale. Jej nowy znajomy miał na imię Czyniład umówili się na spotkanie w owocarni
za dwa dni.
Za jego radą nie ukrywała przed Cudną zakupu. Dziewczyna mało ataku nie dostała.
-Najwyżej poronisz - powiedziała obojętnie Gwiazdy a Cudna się uspokoiła i tylko patrzyła na
nią jak na potwora.
-Wszystko robisz żebym poroniła - orzekła wreszcie.
-Nie. Po prostu mi nie zależy.Mam dość twojej histerii i samolubstwa.
-Ale ja nie mam takiego dobrego zestawu - w tym momencie do pokoju weszła Knieja.
-A ja mam z tej samej firmy tylko bogatszy - oświadczyła.
-Gdzie masz? - Krzyknęła Cudna a równocześnie Gwiazdy - Skąd masz?
-No jest ktoś gotów mnie sponsorować.
Gwiazdy się przeraziła ale nic więcej o tej sprawie od córki wyciągnąć nie umiała.
Czniład jej później obiecał, że się temu dyskretnie przyjrzy.


Poprosił aby usiadły, grzecznie wskazał poduszki, zapytał jaką przyprawę smakową dodać do wody ale Gwiazdy od początku czuła, że jest źle. Im on był grzeczniejszy tym silniej to czuła.
-Przejdę od razu do rzeczy -zwrócił się do Cudny - weźmiesz udział w popisach członków szkoły plastycznej. Twoja szkoła uważa, że jesteś tak
zdolna, że należy ci dać taką szansę ale zamiast dwóch rozprawek będą oceniane twoje prace na sprawdzianie w ognisku plastycznym czy jakoś
tak ....
-Dlaczego?!
-Cudna ... Cudna ...Nie udawaj, że nie wiesz. W jednym wypadku był to zwykły plagiat w drugim bezczelnie skopiowałaś pracę swojej siostry.
-To bzdura przecież ja ten temat wylosowałam.
-Zgadza się a siostra dała jako dowolny niemniej to ona jest autorką. Wprawdzie twoja praca na
sprawdzianie była identyczna z fragmentem rozprawki ale posłuchaj co napisała twoja siostra.
Czasołap odczytał jedynie wprowadzenie ale to wystarczyło. Knieja napisała, że ponieważ w rozprawce opisała reprezentatywne jej zdaniem dla firmy modele /wymieniła je/ to tym razem zajmie się lalkami z małych serii. Będzie jednak wyjątek ponieważ jak jej to, niestety poniewczasie wytknęła kochana starsza siostra (tu Cudna zawyła) błędnie używała imienia Etiuda opisując Balladę, to tym razem opisze Etiudę właśnie.
-Ale dlaczego uważacie, że to ja skopiowałam Knieję - oburzyła się Cudna.
-Pisałyście sprawdzian obie a każdy człowiek nieco inaczej uderza młoteczkami. Rozprawkę napisała Knieja.
-Dyktowałam jej.
Czasołap uśmiechnął się jakby był na polowaniu i osaczał głupie lwiątko.
- Podyktowaś z błędem? Intrygujące. Brzydko wykorzystywać siostrę i to młodszą a dlaczego ona oddała rozprawkę o cały nonestr wcześniej niż ty?
- Bo ja chciałam jeszcze to przemyśleć.
-I przemyślałaś?
-Nie miałam czasu.
-A co musiałaś poleżeć na hamaku? - Kpił - no mów dalej. Chętnie posłucham - dodał widząc, że Cudna otwiera usta.
-No mamo! - Wrzasnęła - dlaczego ty nic nie mówisz?
Spojrzenie Czasołapa stało się jawnie szydercze.
-Podczas gdy twoja córka będzie histeryzować - zwrócił się do Gwiazdy - poczytaj sobie jedno z
jej wypracowań napisanych przez Knieję.
Żałuję, że dostałem je dopiero teraz bo nie udałoby ci się zrobić ze mnie cymbała.
Wyświetlił im fragment zaznaczony na kremowo.Gwiazdy natychmiast skopiowała to dla Knieja.
Cudna niewiele co przeczytawszy dostała ataku.
-No i co teraz Gwiazdy? - zapytał drwiąco a ona po prostu wcisnęła alarm. Wiedziała gdzie.
Wszedł Złaziświat.
-Wezwij służbę medyczną - poleciła mu ale on najpierw sam podszedł do Cudny.
Opanowała się gdy jej mierzył puls i żadna służba medyczna nie była już potrzebna
-Zaopiekuj się nią - zażądała stanowczym tonem - Ja idę do Argumentusa.
Idąc słyszała za sobą kroki ale się nie oglądała.Weszła do sekretariatu - pilne powiedziała i przeszła dalej.
-Zaczekamy tu - usłyszała nie mniej stanowczy głos Złaziświata.
Weszli tylko ona i Czasołap. Czasołap od razu zaczął przedstawiać sprawę ale mu przerwała - nie
przyszłam tu w sprawie Cudny - strzeliła słowem jak batem - przyszłam w sprawie nieetycznego
zachowania twojego zastępcy - poinformowała Argumentusa.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

W domu Gwiazdy dokładnie przeczytała fragment wypracowania pisanego przez Knieje w imieniu Cudny:
"...A zatem czy szacunek to wartość zapomniana? Ależ oczywiście i nie ma w tm nic dziwnego bo ludzie nie zasługują na szacunek. W każdym razie niewielu. Osobiście znam tylko jedną taką osobę. To właśnie ja Cudna Korala. Jestem piękna, miła, utalentowana ale już na przykład moja siostra jest zupełnie inna. Obrzydliwy garkotłuk. Jest szpetna, od urodzenia niegrzeczna, pozbawiona jakichkolwiek talentów. Powinna się cieszyć, że ma przywilej usługiwać komuś tak wyjątkowemu jak ja ale ona tego nie docenia. Raz potrafiła nawet nie posprzątać gdy ja zaprosiłam gości"
Dalej następował plastyczny opis bałaganu ze wskazaniem, kto go zrobił n.p. "..no zupełnie tak jak zostało po mojej kąpieli" albo ..."rzeczy, które przymierzałam przed wyjściem wisiały na drzwiczkach od szafek, na drzewku w donicy, leżały na półkach i pulpitach ...." "...obok resztki śniadania, które w pośpiechu zjadłam.Ona po prostu wstydu nie ma, żeby tak to wszystko zostwić".
Niestety Cudna też wiedziała jak ją Knieja odmalowała. Doszło do strasznej awantury w kuchni.
Ponieważ Knieja sobie kpinkowała. Cudna wpadła w szał i cisnęła w nią talerzem. Gdyby Knieja się nie uchyliła byłaby jej roztrzaskała głowę. Zaraz potem się rozbeczała i uciekła.
-Musiałaś ją prowokować? - Wrzasnął Kniejo na Knieję.
-Oczywiście zawsze ja jestem winna.
-a uważasz, że ani krzty winy nie leży po twojej stronie? - Spytała Gwiazdy - jedz kolację a z nią pogadam później
Gwiazdy dobrze wiedziała dlaczego Knieja zrobiła się taka wroga ale na razie wolała o tym nie mówić. Ustalała co się takiego stało, że Kniejo
zauważył zniknięcie łodzi a przeoczył zniknięcie córki. Gdyby nie to już by sobie z Cudną ostro pogadała. Dziewczyna myślała, że matka jest do niej zdystansowana z powodu oczekiwanego potomka a chodziło raczej o jej rolę w zaginęciu Kniei. Dlaczego ona nie tylko nie wszczęła alarmu ale wręcz tę nieobecność ukrywała?
Nazajutrz pojechał promem do Sztormowybrzegu tylko po to by pogadać o pogodzie z pewną kobietą, niejaką Ekspresją, na której rachunek Kniejo wysyłał spore kwoty co się jej właśnie udało ustalić. Podała się za handlarkę obwoźną. Proponowała rzeczy przydatne w gospodarstwie domowym. Zastała tylko dzieci. Tym lepiej, matka mogłaby się zorientować. Zapytała kiedy będą rodzice.
-Tatuś przyjeżdża tylko w pierszyn - poinformował jeden z chłopców - a mamusia przyjdzie niedługo bo pojechała z Niezłomną na zmianę opatrunku.
-O to pewnie coś poważnego?
-Trochę tak, czyraka jej wycięli.
- A swoją drogą piękne ma imię. Niezłomna, piękne.
-A ja Witajnasza - poinformowła najmłodsza z gromadki. Takie samo imię nosi bratanica Knieja, córka jego bliźniaczego brata Witaja.
-To imię jest urocze a ja jestem Galaktyka bo w noc gdy się rodziłam niebo było pełne gwiazd - powiedziała.
-A ja Kniejowit - zdradził najstarszy chłopiec - bo moja rodzina wywodzi się z Kniejowitaja.
Serce jej się ścisnęło ale wiedziała, że taka okazja może się już nigdy nie powtórzyć więc zachowała zimną krew - masz już chyba 10 arli?
- Ponad 11 - tego się właśnie spodziewała, był starszy od Kniei. Jeszcze rozmawiała gdy nadeszła z córką matka tych dzieci.Ledwo spojrzały sobie w oczy Gwiazdy pojęła, że tamta ją poznała. Odmówiła zakupu czegokolwiek i zażądała aby więcej jej nie nachodzić.
-Przepraszam - odpowiedziała Gwiazdy - oczywiście za najście. Córeczce mam nadzieję rana już się goi?
-Nie chcę z tobą rozmawiać. Proszę wyjść.
-A zatem do zobaczenia - odpowiedziała Gwiazdy, zabrała swój wózek i odeszła. Prysnęła nadzieja, że tamta jest oszukaną bidulką, teraz była w jej oczach ordynarną dziwką.


Ta rozmowa nie była przeznaczona dla uszu Knieji, tak się jednak złożyło, że akurat była w ogrodzie a okno w kuchni było otwarte.
-Zapamiętaj sobie córeczko - powiedziała Gwiazdy do Cudki - jeżeli jeszcze raz podniesiesz rękę na Knieję to ci ją utnę.
-Gwiazdy czyś ty oszalała - oburzył się Kniejo - przecież sama widziałaś jak ją Knieja prowokowała.
-I powiedziałam Kniei co o tym myślę.
-Delikatnie powiedziałaś.
-Wystarcająco dobitnie aby taka bystra dziewczyna zrozumiała, ma to po mnie. A gdyby cię to interesowało Cudna nie po raz pierwszy usiłowała ją zabić.
-Nigdy nie usiłowałam! To był przypadek.
-Odpięcie łodzi to według ciebie przypadek?
-Przecież ja bym nigdy nie poszła nocą na przystań!
-A kto powiedział, że nocą? I jakoś nie zapytałaś jak to się wiąże z próbą zabójstwa. Po za tym jak wytłumaczysz fakt, że kłamałaś kiedy cię pytałam o Knieję? No i dlaczego tamtej nocy zmieniłaś piżamę? Zbieg okoliczności? Była też w praniu cieplejsza bluza, nieźle ją uszargałaś, w pralce miałam pełno piasku i z mokrego piasku czyściłam twoje buty. więc nie mów mi, że nie było cię na nadbrzeżu.
-Włączyłam alarm.
-Tak wyliczony aby odezwał się kiedy już będzie za późno.
-Nieprawda. To jakby się uratowała gdyby się nie odezwał?
-Pukatańczycy ją przywieźli. Spędziła z nimi kilka dni bo im się nie śpieszyło.Na szczęście do nich ten alarm dotarł.Pięć dni w domu nie było Kniei i żadne z was się tym nie przejęło. Z materiału filmowego, który wrzuciła do sieci wynika, że tatuś wygłosił jej przemówienie na temat utrzymywania porządku i poczucia odpowiedzialności. Jak ty śmiałeś jej mówić o poczuciu odpowiedzialności? Jak człowiek, który zauważył zaginięcie łodzi a przeoczył zaginięcie córki śmie jej mówić takie rzeczy? Omal nie zwymiotowałam.
Przecież to ty wykazałeś się skrajną nieodpowiedzialnością.
- A ty - zwróciła się znów do Cudny - moja słodka hipokrytko - wiesz już chyba dlaczego takiego szału dostałam kiedy udawałaś atak histerii w aucie? Nieźle trzeba mieć zafajdane w głowie, żeby tak denerwować kierowcę. To wszystko w tym temacie!
-Ale..
-Wszystko!
 

 


-Jakie oprawki do okularów preferował Mandor? - to było tylko jedno z dziwnych pytań jakimi Krokodylian Komandor chciał ją "utrącić" na egzaminie. Ciekawe skąd czerpał tyle nienawiści do jej nikłej osoby.
-Czy masz na myśli Jawita Czipergiza ....
-Nie - warknął ostro- mam na myśli Mandora Gzgę.
-Mandora Gzgę zamordowano w niemowlęctwie ponieważ ...
-Bzdura!
-Sądzę nie czas teraz na spory ustalmy proszę okres o jaki ci chodzi dostojny Krokodylianie z rodu Gzgów. Przypuszczam, że o schyłek ery Tapuneków. Na tym terenie nie nosiło się wówczas żadnych okularów a dodatkowo osoba zanana jako Mandor Gzga miała świetny wzrok. Pozwolę sobie zacytować wiersz współczesnego mu poety Zigzala: "Piwne oko przymrużył a zielonym cel zmierzył.
Któż jak Mandor swemu oku i ręce mógł bez wahań zawierzyć? "
A wracając do....
-Wystarczy - powiedziała przewodnicząca Komisji - ty już zdałaś.
-Nie zgadzam się. Znam ten temat, jestem nim zafascynowana, mam okazję i prawo omówić do końca.
Wybuchnęli śmiechem. Poczuła się urażona ale nadal mówiła grzecznie - to nie jest moja wina, że zechcieliście mój czas zająć na bagatelki.
-Milarezo - powiedziała przewodnicząca - miej trochę szacunku dla komisji - my nie potrzebujemy długich wykładów by ocenić twoją wiedzę i umiejętności.Dziękujemy ci.
Przed drzwiami czekała Knieja - co ci... -zaczęła pytać widząc łzy, które Milareza właśnie przestała wstrzymywać ale wychodzący za nią
członek komisji polecił krótko - wejdź.
-Ale to była moja kolejka zauważył jeden z oczekujących.
-Przepraszam - odrzekł egzaminator, gestem wskazał Kniei wejście na salę i sam wszedł za nią.

Krokodylian nie miał złudzeń co do tego dlaczego Gościomrad wyszedł do oczekujących.
Wzajemnie za sobą nie przepadali i różnili się poglądami na wiele kwestii n.p :kim naprawdę był Mandor i czy nowy właściciel miał prawo gruntownie
odmienić oblicze Kniejowitaja.
Nie zdziwił się, że wrócił za Knieją i był pewien, że już wysłał do kolegi z Gwarnygrodu listę pytań jakie tamtejsza komisja powinna zadać innym potomkom Krokodyliana.
Nim Knieja dostała zestaw opracowanych dla niej oraz wylosowanych przez nią pytań Gostek już poprosił aby powiedziała jakie oprawki do okularów
nosił Mandor. Jej twarz przez chwilę wyrażała tak wielkie zdumienie, że Krokodylian był pewien porażki jednak doszedłwszy do do siebie powiedziała Gostkowi coś dziwnego - popatrz mi głęboko w oczy...A teraz spróbuj odpowiedzieć na pytanie które ojciec prapradziadka mojego prapradziadka zadałby ci w analogicznej sytuacji: "a co to są okulary?
- A co wiesz o szkatułkach znalezionych w Abrisol? -Zmienił temat.
-Kompletnie nic (nie znaleziono tam żadnych szkatułek) ale chętnie się dowiem a w zamian zdradzę ci czyj pamiętnik odkryto w Kniejowitaju.
-A odkryto?
-Badasz grunt czy faktycznie nic o tym nie słyszałeś? Nadmienię, że to się stało przy
okazji montowania windy na Niezłomną.
-Nie, nie słyszałem.
-Pamiętnik Fiwuki.
-Fiwuka nie umiała pisać - replikował bez namysłu Krokodylian.
-I co z tego? Jej wnuk Grdyl umiał a ona mu dyktowała. Mam kopię ale i tak ci nie pożyczę bo cię nie lubię.
-Jaki swój obraz uważasz za najlepszy i dlaczego? -Zapytała Jaśmina.
-To akurat taki, którego jestem współautorem. Dziadek Krokodylian namalował mdłą mazaję a ja kilkoma trafnymi przyłożeniami rączek nie umytych po obiedzie tak zgrabnie to dzieło poprawiłam, że zostało uhonorowane wieloma pozytywnymi recenzjami.
Dziadek mi nawet nie podziękował tylko utrzymał w mocy swoje obwieszczenie, że moi rodzice mają do niego nie przywozić tego wstrętnego bachora czyli mnie.
-Nie kłam. To ty się tak obraziłaś.... albo ...
Przejdź lepiej do swoich tematów - mówiąc to patrzył w twarz wnuczki i dostrzegł dziwny szczegół - miała oczy Mandora czyli jak słusznie wyliczyła ojca prapradziadka jej prapradziadka.
-Ależ ty nie miałaś takich oczu - zawołał - zauważyłbym.
-Jestem zakochana w Mandorze i na dowód noszę na jednym oku szkiełko z zieloną tęczówką a na drugim z piwną.
To znaczy na egzaminy założyłam, żeby się wyróżniać i szokować. Mogę już odpowiadać?
-Tak - krótko odpowiedziała Jaśmina i dalej Knieja mogła mówić bez przeszkód.

Co ci odbiło?! - krzyczała Cudna - jak ja się teraz ludziom na oczy pokażę?
W twoim wieku to już się albo jest w Plejadzie albo się sztukami plastycznymi nie zajmuje. 212 miejsce! Nie, no świetnie, świetnie! Rewelacyjny wynik!
-Może na praktycznym poprawię -odpowiedziała ugodowo.
-Nie weźmiesz udziału w praktycznym! Nie pozwalam!
Weszła Knieja i słysząc to wybuchnęła gromkim śmiechem. Gwiazdy stała rozważając co ją
rozśmieszyło a gdy śmiech umilkł powiedziała - gratuluję córeczko. Jestem z ciebie dumna.
-Ciekawe jak jej się to udało - dąsała się zazdrosna Cudna.
-Po prostu mam normalny poziom inteligencji - wyjaśniła Knieja - a mieszkam z osobą zdecydowanie poniżej przeciętnej, która z trudem i mozołem uczy się na głos.Jak więc mogłabym ja się tego nie nauczyć przy okazji?
-Tak? To ciekawe....
Gwiazdy nigdy nie dowiedziała się o co pytała Cudna bo zwróciła uszy ku Kniei, która w tym samym czasie powiedziała do niej- ja tobie też gratuluję. Nie rozumiem tylko kwestii rozprawek czyżbyś nie podjęła tej decyzji spontanicznie?
-Zaliczono mi te, które złożyłam przed przyjściem na świat Cudny, nie miałam potem siły i chęci brać udziału w popisie. A teraz skoro i tak kupiłam
przybory....
-Czy ja was coś obchodzę? - zapytała Cudna.
-Tyle samo co my ciebie - odpowiedziała Knieja - dlaczego nie chcesz aby twoja mama
brała udział w popisie? To jest jej życie i ty się nie wtrącaj.
-A pasuje ci, że zajęła tak niską pozycję?
-Odpadali dopiero ci po pięćsetnej. Cały tłum.
-Ale ona jest za stara. Wszyscy będą mi wytykać .....
-TOBIE! No właśnie kto się dla ciebie liczy? TY, TY tylko TY. A odpyskować nie umiesz?
-Jasne! Ciebie nikt nie zna to się nie przejmujesz.
-Uważaj bo po sławie łatwo może przyjść niesława a ludzie łatwiej wybaczą komuś to, że jego matka kąpie się nago w fontannie niż to, że on ją kopie - odpowiedziała Gwiazdy.
-Coś w tym jest - przyznała Knieja- bo słyszałam jak jedna osoba mówiła, że nie powinnaś robić tego Cudnie i powiedziałam,że ja jestem z ciebie dumna bo podejmujesz wyzwania.
No tak sobie powiedziałam w obronie mojego a nie twojego honoru i wtedy wszyscy zaczęli mnie popierać i mówić, że ty masz prawo żyć jak chcesz a Cudna jest ohydna bo nie chciała się do ciebie przyznać i twierdzili, że oni by tak swoim matkom nie zrobili. No i zyskałam opinię dobrej córki.
-Ty dobrej córki?! - Wrzasnęła wzburzona Cudna.
-A co zła jestem? Sprzątam w domu, roznoszę gotowe ubrania do klientów.
-Jak ci się chce.
-W moim wieku ma prawo mi się czasem nie chcieć a ty nigdy nie roznosisz. A ja na dodatek tobą się opiekuję.
-Cooo?
-Gdybym ja nie istniała twoja mama musiałaby kupić niewolnicę i zapewnić jej to wszystko co się niewolnikowi należy a czego jakoś mnie zapewnić nie czuje się zobowiązana. Prawdopodobnie urodziła mnie tylko po to aby niższym kosztem zapewnić ci obsługę.
-Knieja! - Krzyknęła wzburzona Gwiazdy
 

 


Knieja chciała poprawić obraz ale nagle przypomniała sobie ostentacyjne zignorowaną radę matki.
"-Nie baw się w poprawianie swoich prac bo nie masz do tego talentu i spaprzesz dokumentnie, już to nieraz u ciebie widziałam, za to jesteś dobra w pisaniu więc lepiej wymyśl tytuł sugerujący że tak właśnie miało być."
Przyjrzała się dokładnie nieudolnemu wykonaniu obrazu płaskiego na podstawie przestrzennego przedstawiającego dziewczynę jedzącą śniadanie na trawie i dodała podtytuł -
" Niech chrząszcze gospodarze nie zastaną po tobie bałaganu." Zaraz potem wyszła i nie miała już czasu rozważać czy zrobiła dobrze czy źle bo jej mikrołącze zasygnalizowało, że Milaryk chce z nią rozmawiać. Pytał jak jej idzie. Fajny był z niego kolega. Dużo jej pomógł przy naprawie pełniącego
rolę dawno nie odwiedzanej szopy autolotu a przede wszystkim dał odpowiednie narzędzia i choć to był smarkacz to pod jego dyktando dorobiła parę części. Od pewnego czasu nie miała przywilejów na wysypisku Filodendrona i już nie mogła ich sobie wyszperać za darmo. Zresztą inni szperacze też byli niechętnie widziani jako, że Filodendron wciąż był pewien, że Milander kupi jego plac.
Twierdził, że musi kupić bo potrzebuje więcej pływolotów więc je wyremontuje.
Udaje, że nie kupi aby zbić cenę. Filodendron był tego absolutnie pewien i już nie chciał aby Knieja zajmowała się tą sprawą. Cenę oczywiście zmienił gdy tylko usłyszał, że Milareza się o ten plac pytała.
Życzył sobie być współwłaścicielem i otrzymywać 50% zysków.
-Nawet gdyby prześwietny Milander w istocie wolał remontować powietrzne statki niż je budować -wyjaśniła jej w swoim czasie Milareza - to i tak nikt by nie chciał za wspólnika oszusta.
-Jakiego oszusta? - Zdziwiła się Knieja.
-A jaką cenę za plac szacowny Filodendron wystawił początkowo?
-200 podtalarów.
-Dla jakiego nabywcy była to cena? - Milareza patrzyła jej prosto w oczy i Knieja poczuła się niepewnie.
-Jaką cechę musiałby mieć człowiek, któryby to kupił? ......A dlaczego w ofercie nie ma ani słowa o zobowiązaniach ciążących na właścicielu?
-Bo by nie kupił - musiała przyznać.
-A dlaczego by nie kupił? -Pytanie było denne ale Knieja nie chciała zrazić do siebie Milarezy więc odpowiedziała.
-Noooo bo by musiał to posprzątać.
-To by posprzątał - odpowiedziała Milareza.
-Gdyby to było możliwe nikt by placu nie sprzedawał - ripostowała szybko Knieja.
-Czyli jaką cechę nabywcy chciałby wykorzystać Filodendron?
-Naiwność ale jego też ktoś tak zrobił.
-Tak liczył na łatwowierność, pewnie się ucieszył i bardzo mu ulżyło kiedy trafił się nabywca zdolny to posprzątać?
-No tak - przyznała Knieja.
-A co konkretnie go ucieszyło? - Drążyła temat Milareza i Knieja już nie wątpiła do czego zmierza.
-Chodzi ci o to, że bez skrupułów wykorzystałby każdego nabywcę?
-A ty Knieszko?
-Co ja?
-Zależy mi na tobie dlatego pytam ale zostawię cię z tym pytaniem, od tego jak sobie na nie odpowiesz zależy twoja przyszłość.
Knieja bywała zła na Milarezę i jej mentorstwo ale tak niewielu ludziom na niej zależało, że w końcu wybaczała.



Cudna poza programem obowiązkowym brała udział w konkursie klawibarwistycznym.
Większość startujących już znała. Szczególnie zagrażali jej Tornado i Logika.
Logi stała w kręgu rodziny - O, Cudna - powiedziała nie siląc się na ściszenie głosu ciotka dziewczyny. (Cudna widziała się z nią na imprezie w klubie Badyla) - jak elegancko ubrana w długich spodniach - to była aluzja do jej imprezowej, kusej kreacji .
Cały klan Logi nie znosił Cudny odkąd słusznie nazwała koleżankę żabą na szczudłach.
- Jej oczy są już mniej wyłupiaste - powiedziała do mamy - ale nogi sięgają jej aż do głowy. Nie sądzisz, że przypomina pająka?
Logi zagrała owszem nieźle ale Cudna lepiej. Była tego pewna i poczuła się bardzo skrzywdzona gdy ogłoszono, że pierwsze miejsce zajęła Logika Gładka, drugie Cudna Korala.
Wybiegła z sali ale zdążyła jeszcze usłyszeć, że trzecie Poezja Poemata.
Niemal wpadła na stryja Witaja - to nie był sprawiedliwy wynik krzyknęła nie bacząc na to kto jej słucha - byłam lepsza! Na pewno byłam lepsza. Dali jej pierwsze miejsce bo jest córką Dzierżystera.
-Logika wygrała? Spytał dość obojętnie a Tornado?
Nie wiem. Trzecia była jakaś Poezja Poemata.
-A kto drugi?
-No przecież mówiłam, że ja.
-No to świetnie. W dodatku przed Tornadem. Gratuluję.
-Byłam od niej lepsza!
-W komisji nie było żadnych popleczników Dzierżystera.
-Byłam lepsza i już!
-Ty się ciesz, że punkty z konkursu poprawią ci wynik ogólny bo groziła ci nawet dyskwalifikacja.
-A to z jakiej racji?
-Co ci strzeliło do głowy aby pisać w rozprawce o chrząszczach? Nie musiałaś, chodziło o zwierzątka z porcelany.
-Lubię chrząszcze no i co?
-Miałaś ten fragment nieprzyzwoicie podobny do tego co napisała osoba, która wybrała sobie temat "Chrząszcze w Sztuce". Na szczęście ojciec tamtej osoby zapłacił niezależnym ekspertom za dokonanie dokładnej analizy i okazało się, że to jednak nie był plagiat. Jestem mu wdzięczny bo przez te chrząszcze miałem kłopoty ponieważ byłem recenzentem jej pracy a jestem twoim krewnym.
Cudny jakoś za bardzo to nie interesowało.


Gwiazdy była bardzo zadowolona wprawdzie za rozprawki i egzamin ustny dostała w sumie tylko 80 punktów ale za każdą pracę na popisie 100 lub niemal 100 punktów ogółem 495 plus te 80, plus punkty za grę na klawibarwie 100, za skomponowaną barwlodię 100 i za egzamin dodatkowy z zakresu projektowania strojów 100 to dawało 875 punktów i plasowało ją w pierwszej dwudziestce. Daleko, daleko wyprzedziła ją i wszystkich innych osoba występująca pod pseudonimem Anemon. W sumie zdobyłe 1260 punktów. Następny za nią miał 986 punktów i Gwiazdy sama widziała jak skakał z radości bo to był wynik znakomity i jak poszarzał na twarzy gdy zobaczył ile punktów uzyskał Anemon.
-To jakieś oszustwo - powiedział do matki.
-Po prostu była znakomita - odpowiedziała mu egzaminatorka nieświadomie zdradzając płeć Anemona.
-Ale tyle się nie da natrzaskać. To jest nieprawdopodobne!
-Brała udział w 3 popisach dodatkowych. Za wszystko zdobywała maksymalną liczbę punktów i jeszcze po 10 extra za trudną technikę przy pięciu pracach i 10 za egzamin dodatkowy zarządzony przez komisję.
-Nie wierzę, nie wierzę.
- To zaskarż ale przegrasz - powiedziała i podeszła do Gwiazdy.
-Gratuluję odwagi, wyniku i córek -oświadczyła - A teraz co? Jakiś wspólny raucik?
-Pewnie tak - odpowiedziała Gwiazdy ale nie miała ochoty na żaden raucik z córkami.
Wolałaby aby Czyniład zaprosił ją do owocarni. On jednak też był zdania, że powinna spędzić ten wieczór z córkami. Cudna zdobyła 872 punkty i to mimo tego, że za ustny tylko 50 a za rozprawki 10. Na konkursie klawibarwistycznym dostała 100 za bardzo dobrą grę dodatkowe 100 za drugie miejsce i 60 za skomponowaną barwlodię a za popisy praktyczne punktów 480, Doszło jej jeszcze 72 punktów premii za poprzedni popis a Gwiazdy już tego nie miała. Tym bardziej czuła satysfakcję, że wyprzedziła Cudnę nie ważne, że tylko o 3 punkty ale jednak. Knieja otrzymała punktów 610.
Gwiazdy czuła, że to nie jest dobry pomysł ale jednak zaproponowała córkom wspólny
wypad do owocarni.
-Przejdźcie się - odpowiedziała Knieja a niemal równocześnie Cudna - z nią nie idę.
Gwiazdy wzruszyła ramionami, poszła do swojej sypialni i przestała się cieszyć no bo jak długo może trwać samotna radość?
Wyciągnęła pisma Kniei i po raz kolejny zaczęła czytać przeczuwała, że szybkimi krokami zbliża się czas gdy będzie na podstawie tych pism przepytywana przez śledczych.
============
FILODENDRON
Zagwizdał wizjofon ojca w górnym holu. Przeniesiono go tu z jego gabinetu.
Nie było szans aby rodzice usłyszeli a wizjofon gwizdał, gwizdał i gwizdał. Nawet aby go wyłączyć musiałaby wstać.Odebrała a potem tego żałowała.
Wizjofonował straszny człowiek.Wyglądał na wariata.Włos miał zmierzwiony, w oczacH szaleństwo.
-A ty kto? - krzyknął
-Ja to ja -odpowiedziała bardzo trafnie - a ty?
-Z Kniejem Komandorem! -wrzasnął - natychmiast!
-Ojca nie ma w domu.
-To gdzie jest? -Zbluzgał ją, postraszył nawet, że zabije jeśli ojciec nie zjawi się natychmiast. Wyglądał na zdeterminowanego ale ona nie mogła spełnić jego życzenia.
-Zaczekaj - poprosiła i ze swego mikrołącza zawiadomiła protektoriat. Poradzono jej aby była grzeczna i rozmawiała długo a mikrołącze miała ukryte i włączone.
Wróciwszy powiedziała - no niestety nie mogę się z nim skontaktować ale może ja mogę w czymś pomóc?
-Wołaj Knieję - polecił.
-Knieję? A kto ją dobudzi.Nie ma szans. Powiedz przynajmniej o co chodzi.
-No jak to o co? Głupia jesteś? Przecież tłumaczę, że ojciec obiecał sprzedać ten plac.
-Skoro obiecał to sprzeda.
-No nie! Z tobą się nie da rozmawiać! Wołaj Knieję!
-To uważasz, że Knieja sprzeda ten plac?
-Coś wymyśli.
-Niby co?
-Ona nie zadaje takich głupich pytań. Wołaj ją.
Obudzenie Kniei to było zadanie nie lada.Dała jej kopniaka.
-Zostaw mnie ty wariatko! - krzyknęła siostra bo zawiadomię szapio.
-Jakiś wariat chce żeby ojciec sprzedał plac a jak nie ojciec to ty, rozumiesz coś z tego?
-Jeśli to Filodendron powiedz mu żeby mi tym głowy nie zawracał
-On twierdzi, że ty coś wymyślisz.
-Nie jestem od ratowania kretynów przed ich kretyństwem. Dobranoc.
-On grozi, że mnie zabije.
-Powiedziałam dobranoc.
Cudna wróciła na górę.
-Ty jesteś Filodendron ? - zapytała.
-Tak.
-Przykro mi ale powiedziała, że nie jest od ratowanie kretynów przed ich kretyństwem.
-Zatłukę gówniarę!
-Powodzenia - powiedziała i się rozłączyła ale za chwilę gwizdał znów.Odebrała -podaję ci kod wizjofonu do Kniei - powiedziała - notuj bo drugi raz nie powtórzę a ten wizjofon wyłączę. Jest noc człowieku.
Zanotował podany kod.Zbiegła na dół i ukryła się we wnęce pralniczej. Rozgwizdał się wizjofon w dolnym holu. Trochę potrwało ale wreszcie usłyszała plaskanie bosych stóp Kniei. Gdy siostra odbierała przemknęła się do ich wspólnego pokoju wdrapała na antresolę i poszła spać.
Rano spytała Knieję przy rodzicach - no i co z tym nocnym szaleńcem?
-Jakim znowu szaleńcem? Człowiek był zdenerwowany a nie szalony. Wystarczyło załatwić jego sprawę.
-Słucham?
-Trzeba było go najpierw uspokoić, potem wypytać i załatwić.
No ale mniejsza o to. Ja załatwiłam.
-O co chodzi? - spytała mama. Cudna ją zignorowała i zwróciła się do siostry
- Najpierw powiedziałaś, że nie jesteś od ratowania kretynów.
-Bo byłam śpiąca a on wpadł w kłopoty bo się nie trzymał moich zaleceń.
-Czyli znałaś sprawę?
-A ty mogłaś rozpoznać.
-O co chodzi? - Ponowiła pytanie mama.
- W środku nocy zawizjofonował jakiś szaleniec - zaczęła Cudna.
-Nie szaleniec tylko człowiek zdenerwowany - poprawiła Knieja.
-Zdenerwowany człowiek z szaleństwem w oczach - podjęła zirytowana Cudna - zażądał rozmowy z tatą bo tata obiecał sprzedać jakiś plac ....
-Filodendrona - poderwał się ojciec - i co zrobiłaś?- spytał Knieję.
-Znalazłam klienta.
-Kogo?
-Zaprzyjaźnioną osobę. Zgodziła się kupić za 100 podtalarów. Zrezygnowałam z procentu za pośrednictwo.
-Jakim prawem podejmujesz decyzje w moim imieniu?
-Jakim twoim? Przecież to ja pośredniczyłam a nie ty.
-Miałem klienta, który w końcu zapłaciłby dużo więcej!
-Kiedy? Dziś o świcie minął termin.
-I co z tego? Klientowi zależało więc by przedłużył.
-Nie, nie zależało i nie układaj bajek. Klient nie potrzebuje rupieci. Plac się przyda ale trzeba go najpierw posprzątać. Zostało na to 14 dni. Nikt nie zamierza płacić grzywny.
-Sprzedałaś plac Milarezie?
-Dziś już by go nie kupiła.
-Nie mieszaj się do moich spraw!
-To już nie były twoje sprawy. Przespałeś je.
Ojciec chwycił ciężką tacę walnął nią o ścianę i wybiegł.
 

 



Gdy zdumiewające maszyny wjechawszy na plac Filodendrona delikatnie przenosiły nawet ogromne wraki, wypruwały z nich aparaturę a potem ją cięły i mieliły na proszek ku rozpaczy Filodenderona, Milarezy nie było już w Unasie.
Wyjechała wcześniej, nawet nie czekając na wyniki popisów plastycznych, do Degeden.
Ponieważ jednak stała się właścicielką placu informowano ją o istotnych tyczących go wydarzeniach.
Bardzo istotne było to, że w jednym z wraków znaleziono zadomowionego tam włóczęgę. Był poważnie odwodniony , prawdopodobnie od paru dni nie miał sił by się wyczołgać i znaleźć jakąś żywność.
Kazała go umieścić w placówce medycznej na swój koszt a wrak po oczyszczeniu ustawić od strony miasta odgradzając przy nim podwórko dla tego włóczęgi.Zaprojektowano wydzielenie ściankami działowymi oraz urządzenie mieszkanka i sklepiku, do którego potem zamierzano wstawić nieodpłatnie towar w postaci owoców z różnych stron świata. Oczywiście to byłaby pomoc jednorazowa. Dalej mężczyzna miał radzić sobie sam.
Niegdyś był sprzedawcą.
Gdy wieść o pomocy uzyskanej przez włóczęgę rozeszła się po okolicy, inny już wypatroszony z aparatury i oczyszczony wrak zasiedliła pewna rodzina twierdząc, że była tu zawsze.
Milareza nakazała przeprowadzić co do niej wywiad a potem wynająć jej za niewielką odpłatnością mieszkanko wydzielone w większym pływolocie od strony portu. Strasznie pyskowali, usiłując zastraszyć ekipę więc nadzorca robót sam zdecydował, że niczego im nie wynajmą. Nie znosił cwaniaków i oszustów, przyznała mu rację. Na próżno później ojciec rodziny prosił o to mieszkanie.
Nawiasem mówiąc to nie byli bezdomni, chcieli tylko poprawić sobie warunki mieszkaniowe i to bezpłatnie.
Bezpłatnie dostała to mieszkanie biedna pukatańska rodzina ze slamsów, błagająca o pomoc. Rodzina miała też dostawać sukcesywnie wszystko co do urządzenia mieszkania było potrzebne. Nigdy go jednak nie urządziła do końca a włóczęga też nie zdążył tu zamieszkać bo nagle wszystko się zmieniło.
Szczerze mówiąc ekipa to ignorowała pracując dalej nad wykończeniem prac lecz komisja z protektoriatu zjawiła się tego samego dnia gdy wybuchły zamieszki tylko wcześniej, z rana jakby w nadziei, że dzięki jej punktualności ludzie Milandera nie zdążą posprzątać. Zdążyli, protokół był pomyślny bo inny być nie mógł. Dostali jedynie zalecenie odświeżenia elewacji do czego przystąpiono zaraz po odejęciu komisji.


Gwiazdy leciała z córką i jej przyjaciółmi do Orbortportu na konkurs gdy nagle zaterkotało jej mikrołącze. To Perfekcja przewodnicząca klubu matek domagała się aby przyjechała do portu
i wraz z innymi matkami zaprotestowała przeciwko rozłączaniu rodzin.
-Ale wyspałaś się dzisiaj?- spytała ironicznie Gwiazdy.
-Trzeba było być na zebraniu to byś wiedziała co się stało. Podczas ewakuacji pasażerów z porannego lotu dzielono ludzi na kategorie:
1.płodni, potencjalnie płodni, pracujący,
2.pozostali zdrowi i sprawni do 40 arla życia.
3.sprawni powyżej 40 arla
4.inwalidzi, starcy, przewlekle chorzy.
Taką instrukcję mają! Nic ich nie wzruszało, że
małe dzieci oddzielają od babć i siebie nawzajem.-
No i wszystko było jasne. Matka Perfekcji miała w tych dniach lecieć z prawnuczętami (a wnuczętami Perfekcji) do lądowiska w Szumzbóżu. Jeden wnuczek nadawał się do grupy pierwszej a drugi i wnuczka do drugiej. Prababcia chyba do trzeciej a może do czwartej.
-Dołącz do nas - zażądała Perfekcja nie dawszy Gwiazdy dojść do słowa i rozłączyła się.
Na próżno Gwiazdy próbowała się później do niej dogwizdać. Perfekcja nie odbierała.
W końcu Gwiazdy wzruszyła ramionami. Ostatecznie nie jej problem.Miała swoje, musiała wspierać młodych poza tym chciała wreszcie odwiedzić ojca.
Odwiedzić a nie spotkać przypadkiem, niestety zobaczyli się w rejestracji. Też brał udział w tym konkursie razem z Energikiem i jego nie akceptowaną w swoim czasie żoną Azalią. Tych troje poznała a oni ją? Nie dali tego po sobie poznać. Domyślała się, że dziewczyna niewiele starsza od Cudny to dotąd nie poznana siostra jej i Energika Iskry, dziewczynka młodsza od Kniei jest zapewne córką Energika, Kobieta w średnim wieku i młody mężczyzna to jacyś krewni Azalii.
Na pewno słyszeli jak grupa Ścichapęka się rejestruje a Gwiazdy zabiega o dobrą kwaterę ale nie reagowali. może co najwyżej ojciec spojrzał na Cudnę i to wszystko.
Zakwaterowali się w zlepku segmentów z fabryki domów,wycofanych z użytku pojazdów, kontenerów mieszkalnych i spajających to przybudówek. Trafiło im się mieszkanko z fabryki domów. Dwa pokoiki i sanitariaty. Szybko zdecydowali, że na czas pracy biura pokój Ścichapęka będzie się zmieniał w bagażownię zaś ich w biuro. Gwiazdy miała zamiar wywiedzieć się jak inni, bardziej doświadczeni chcą zorganizować sobie pracę. Wyszła na rekonesans ale wszyscy mówili tylko o tym, że klub matek zablokował biuro zarządu portu w Błędnyrysie więc chwilowo zamknięto ten port .Na wszelki wypadek zagwizdała do Kniei. Córka nie odbierała. Nie odbierał też Kniejo, zdenerwowana zagwizdała do Czyniłada.
========
Długo czekała na jego odpowiedź, w końcu nagrał jej się w środku nocy.
-Gwiazdylko - mówił zmęczonym a mimo to ujmującym głosem - mamy tu dużo pracy ale nie mógłbym zostawić ciebie bez pomocy. Kiedy się na twą prośbę interesowałem Knieszką ustaliłem dużo więcej niż miałbym ci prawo przekazać. Wiesz o tym. Trafiłem na kogoś, kto nie jest zaangażowny w Błędnyrysie, dysponuje dostatecznymi środkami, zależy mu na Kniesi, zrobi wszystko aby ją znaleźć a dzięki temu, że wcześniej ją wspierał mam kod wizjofonu. Udało mi się skontaktować. Jeżeli jeszcze czegoś się dowiem to cię zawiadomie. Śpij dobrze. Zazdroszczę twemu mężowi, że wolno mu czulej do ciebie przemawiać.
Nie powiedział tego wprost ale było jasne, że jej córka zaginęła. Denerwowała się ale nic nie mogła zrobić, co najwyżej zająć się czymś co oderwie jej uwagę.

=============
Biuro Ścichapęka miało na swą działalność trzy dni .
Pierwszy okazał się totalną porażką. Mimo znakomicie (zdawałoby się) opracowanej propagandy (kosztowało) nikt się do ich biura nie zgłosił. Na próżno Gwiazdy wyczekiwała przed nim, na próżno powieszono ogromne plakaty i nadawano informację przez portowe telebimy. Niepotrzebnie rankiem śpiesznie przemieniali sypialnię w biuro, żaden klient nawet nosa tu nie wściubił.Gwiazdy poszła odwiedzić biuro Małymisia.
Siedział tam sobie wygodnie rozparty na poduszkach Jaskier i popijał sok przez słomkę.
Na jej widok zgrabnie się zerwał, pstryknął powitalnie palcami i zapytał - w czym mogę pomóc?
-A gdzie reszta? -zapytała.
-Poszli pograć w szmacianą kulę - wyjaśnił - to taka nowa gra ...
Czuła, że kłamie. -To ja też pogram - oznajmiła wychodząc.Intuicja zawiodła ją tam gdzie właśnie przypłynął statek.
Małymiś ze swoimi ludźmi nie czekał aż ktoś do nich przyjdzie. To oni poszli do ludzi. Byli ubrani jednakowo w długie spodnie i długie bluzy z małymi dekoltami, przewiązane w pasie. Każdy niósł pod pachą kartonową teczkę i jak po dłuższym czasie stwierdziła mieli wielkie odkryte auta, którymi przewozili ludzi oraz ich bagaże do właściwych biur pomagając załatwić wszelkie formalności a potem do kwater.
Porozumiewali się z przybyszami za pomocą zestawu rysunków.
Wszelkie prawa zastrzeżone - powiedział półgłosem zza jej pleców Małymiś Murmurando gdy byli w biurze ewidencji.
Wróciła załamana.Nie mniej załamani byli młodzi i tym nieudanym dniem i jej opowieścią.
-A ja mówiłam, mówiłam, żeby dokooptować Knieję - przypomniała Makaka - ona się na tym zna.
-Tak byłoby lepiej - powiedziała Gwiazdy nie wyjawiając, że nie to samo co Makaka ma na myśli.
Następne dni nie były lepsze. Wyszli wprawdzie do ludzi ale akurat nie przypłynął żaden statek. A jeżeli już ktoś szukał pomocy to wchodził po schodkach do małymisiowego auta, gdzie sam szef siedział po tamtenlądzku na wysokim siedzisku za pulpitem wspartym na dwóch szafkach i rozmawiał z klientami siedzacymi podobnie jak on wysoko, z nogami opuszczonymi pionowo w dół ale zwykle opartymi stopami nie jak Małymś o podłogę lecz rodzaj schodka, to dlatego, że Małymiś był wyjątkowo wysoki.
Korzystał w pracy z pomocy niewidzialnego tłumacza i zlecał pracownikom zadania przez coś w rodzaju wizjofonu.
==========
Milareza niemal natychmiast odnalazła Knieję, wystarczyło sprawdzić co zarejestrowała jej kamera. Wiedziała, że Knieja zdążyła wziąć udział w konkursie pilotów imigrantów. Wiedziała, że na koniec przekazała sprawy do dalszego załatwienia konkursowej filii Biniusu. Dodała do tego dwa tempry i włączyła film. Ujrzała Knieję w niezbyt wytwornym wnętrzu małago autolotu
z małym dzieckiem. W głowę zachodziła kim jest to maleństwo.
Błyskawicznie obliczyła kiedy znajdzie się w Błędnyrysie i przesuwając film najpierw skokowo potem precyzyjniej wreszcie ją ujrzała, zakrwawioną w opuszczonej przez bezdomnych niszy. Pierwszej pomocy udzieliły dziewczynie automedy sterowane przez Rezerykę. W placówce medycznej wydano zgodę na jej przewiezienie do innej a równocześnie zgłoszono, że placówka potrzebuje daleko idącej pomocy a najlepiej ewakuacji choćby części chorych.
- Mogę się tego podjąć jeśli będę miała zgodę waszych władz i mojego prześwietnego ojca - odpowiedziała.
 

 
http://b4.pinger.pl/65ef4059110a4fa911f2fe543df7734d/009.jpg
-Interesuje nas osiedle pukatańskie Rabata, placówka medyczna......
-Dlaczego placówka medyczna?
-Bo nie potrafimy zabrać interesujących nas chorych pozostawiając innych.
-A którzy was interesują?
-Ewakuujemy wszystkich. Jeżeli chcecie coś w zamian mówcie ale przede wszystkim zrealizujemy nasze cele, wasze tylko przy okazji - oznajmił stanowczo Milander.
-Możemy nie wyrazić zgody na lądowanie.
-Czy ja wiem? - odpowiedział pytaniem Milander.
-Dlaczego chcecie ewakuować akurat osiedle Rabata? -Spytał Unasjanin.
-Bo tam mieszkają najbardziej bezradni ludzie z najmniejszą ilością bagaży.
-Dlaczego wy to w ogóle robicie?
-Tego się nie da wytłumaczyć.To trzeba poczuć.
-I my mamy wam to zorganizować?
-Gdybyście byli tak mili ....
Zorganizowali, podobnie jak Takta i jej koledzy zorganizowali ewakuację biura, rodzin pracowników i rodziny z placu Filodendrona (włóczęga wciąż przebywał w placówce medycznej.)
Władze Unasu ustanowiły kierownika transportu.
-Jestem Adadżio Muzyk, sportowiec z osiągnięciami....- moment przerwy zapewne powinna była jakoś ona wypełnić ale nie wypełniła bo to nie była towarzyska rozmowa - ...i kierownik tego transportu.
Zaskoczył ją. To ona czuła się tu zarządcą ale nie zamierzała dyskutować o detalach.
Gdyby Adadżio umiał utrzymać porządek w ogóle by mu się nie wtrącała ale on usiłując zwrócić uwagę na to, że jest szefem wprowadzał zamieszanie. W tej sytuacji rozesławszy agentery z głośniczkami zaczęła wydawać spokojne polecenia zwykle poprzedzone słowami: kierowca lotopławy prosi ... To skutkowało i na ogół nawet jeśli Adadżio wykrzykiwał sprzeczne polecenia trzymano się jej cichych próśb.
Oczywiście nie w każdym przypadku. Jedna z dziewcząt się zdenerwowała - to kogo w końcu mam słuchać?
-Tego kto wie o co mu chodzi - cicho wyjaśnił pomagający tak jak ona w ewakuacji chorych kolega.
-Czyli?
-Tego kto zarządza lotopławą. Tłumaczyć dlaczego?
-Nie trzeba - odburknęła a jakiś czas później gdy Adadżio się zirytował i zapytał - to kto w końcu rządzi w naszym kraju my czy Tamtenlądczycy? Właśnie ta dziewczyna odpowiedziała mu - w kraju my, w lotopławie, właściciel lub ten kogo on upoważni.
-Kierowca zna rozkład pomieszczeń - grzecznie dodał Unasjanin w średnim wieku.
Milareza dysponowała nie tylko lotopławą ale też szalupami, które posyłała w inne miejsca skąd należało zabrać ludzi i aby móc się na tym skupić zwróciła się właśnie do tego mężczyzny - Dostojny Unasjaninie w czerwonej chuście na głowie... Nie od razu się zorientował ale,że wszyscy na niego patrzyli dotknął ręką głowy i namacawszy chustę zapytał -ja?
-Tak, to o ciebie chodzi, proszę abyś przejął dowodzenie.
-Ale...
-Chorzy z opiekunami wjeżdżają bramami, które oznaczyłam na niebiesko, Osiedleńcy z Rabaty na żółto, pozostałych kieruj do bram czerwonych - powtórzyła to co już wcześniej wielokrotnie wyjaśniała i w zasadzie było kierującym ruchem uciekinierów i transportującym chorych wiadome. - nie dopuść aby ktoś to zakłócił - dodała.
-Przepraszam ale to ja zostałem mianowany - oburzył się Adadżio.
-Ale tu nie chodzi o ciebie - odrzekł mężczyzna w czerwonej chuście -tylko o sprawne przeprowadzenie akcji więc nie przeszkadzaj.
Jedną z szalup Milareza ewakuowała domowników Małymisia. Jego rodzinka marudziła bo miała chęć zabrać wiele bagaży, nieoczekiwanie zdradzili ich niewolnicy pierwsi umykając do pojazdu.
-Nie daruję tego! - krzyknęła matka Małymisia.
-Ratują swoje życie - odpowiedziała półgłosem Milareza przez głośnik - to dobry wybór.
Dziwne ale poskutkowało natychmiast. Biegli do szalupy ciągnąc za sobą tyle ile zdołali i nie oglądając się za resztą rzeczy. Mało dzieci nie pogubili.
Oczywiście protektoriat nie za darmo jej na tę akcję pozwolił. Ewakuowała też rodziny protetoriuszy, uczniów szapio i szkoły medycznej a przy okazji też inne osoby uczestniczące w ewakuacji placówki medycznej i pokaźny depozyt, który sprawdziła tylko pod względem bezpieczeństwa odpowiednimi czujnikami. Mieszkańcy slamsów byli przedtem tak zorganizowani, że z ich ewakuacją nie było problemu a zamieszki nie osiągnęły jeszcze takiego stadium aby jakieś grupy przestępcze usiłowały Milarezie przeszkodzić. Możliwe zresztą, że nie wiedziały o depozycie a mogli też uwzględniać czyją jest córką.
Po cóż mieliby zadzierać z Milanderem?
================

Gdy zakończono ewaluację placówki i sąsiadujących z nią slamsów. Adadżio wbiegł do lotopławy po bocznych schodkach kojarzących się Unasjaninowi z wejściem dla kierowcy. W rzeczywistości wiodły do pozorowni. Była urządzona tak jak kabina kierowcy w unaskich pływolotach.
-Gdzie jesteś? - Spytał. Milczała bo była zdenerwowana i przerażona tak jakby naprawdę wszedł do jej pomieszczeń. Przecież chciał.
-My młodzi powinniśmy się jakoś dogadać ... -powiedział.
-Też mi młody - pomyślała i w tym momencie znalazła prostą odpowiedź - jestem mężatką.
-Nie za wcześnie? I co to przeszkadza? -Zdziwił się. Spokojnie zaadresowała pojazd na plac przed placówką medyczną w Orbortporcie.
-Mogłoby to być źle zrozumiane gdybyśmy przebywali sam na sam.
-Czy taka nowoczesna, przebojowa dziewczyna może się tym przejmować?
Już wiedziała, że nie warto z nim dyskutować. Wyłączyła go i zajęła się poważniejszymi sprawami.
Adadżio był w szoku. Lot szedł mu nawet nieźle ale trzeba było jeszcze wylądować.
Niemal cały plac przed protektoriatem w Poświacie był zajęty (a i w okolicach nie było lepiej) choć powinien być całkowicie wolny, zaklął widząc, że ktoś tego zaniedbał. Nie umiał ustawić pojazdu tak by wylądować na wolnym spłachetku.
Wrzeszczał wzywając kierowcę ale dziewczyna milczała.
Nie rozumiał jej. Doprawdy nie rozumiał.
-Ląduję w polu - wrzasnął. Milczała.
-Nie rozumiesz, że niektórzy chorzy mogą umrzeć w czasie ewakuacji? Myślisz, że łatwo będzie ją tak nagle zorganizować ? Masz tu szalupy ewakuacyjne?
Milczała.
Spróbował wezwać szalupy z portu ale .... Nie było łączności.
Postanowił się skupić i nie liczyć już na nikogo. Po prostu musiał trafić na wolne miejsce. Niemożliwe aby Adadżiowi Muzykowi coś się nie udało.
Było prawie dobrze, tylko leciutko zawadził o jakieś autko, tak mu się przynajmniej wydawało.
-Gra skończona.- usłyszał męski głos o dziwnym akcencie -a dalej podany był w oparciu o dokładnie wskazane przepisy prawne wyrok za rozgniecenie auta z pasażerami.
Był wściekły. Cud, że piana nie toczyła mu się z ust. Spróbował czy da się wyjść. Nie było problemu. Przed zejściem w dół rozejrzał się w koło. Najwyraźniej stali przed placówką medyczną. Trwała ewauacja chorych.
On tymczasem miał polecenie sprawić by najpierw pojazd dotarł do Poświaty.W razie potrzeby powinien był użyć swego uroku osobistego i sprytu, w ostateczności siły. Niestety dla tej dziewczyny jego urok się nie liczył, spryt zawiódł, siły nie było okazji użyć.
Czuł się doszczętnie skompromitowany.
==================
Do Błędnyrysu wciąż nie można było wrócić a minął czas na jaki brygada Ścichapęka dostała kwaterę.
Ścichapęka wezwano do zarządu konkursowego zaś Gwiazdy wraz z dziewczętami odnalazły biuro zakwaterowań. Przyjęła je kobieta należąca do zespołu jej ojca.
-Gwiazdy Korala ..... - powiedziała i popatrzyła na nią z namysłem - Jest was pięć?
-Plus mężczyzna, ale ...
-Tak wiem. Dostał przydział do służby ochrony Błędnyrysian... Sprawdzam ...... Malwa Różyca? Ty jesteś zaproszona do zespołu Małymisia Murmurando i w związku z tym przydzielimy ci miejsce w Agamie.
Makaka Szarańczyna i Cudna Korala ....... Drobna jesteś Cudna .....ale to na pewno zostanie uwzględnione przy przydziale prac......
-Ale ja się spodziewam dziecka! - Dziewczyny aż podskoczyły.
-A to by zmieniało postać rzeczy. Makaka Szrańczyna jesteś skierowana do służb sterowania ruchem ulicznym, który ostatnio ....
-To mogę! - zawołała Cudna.
-Nie. Nie możesz - stanowczym tonem - odpowiedziała urzędniczka.
-To twój przydział kwatery - zwróciła się do Makaki podając jej arkusik.
-A wy trzy możecie zamieszkać w starym domu mojego męża. Do wykorzystania są dwa pokoje ......
-Nie! - Stanowczo sprzeciwiła się Filigrana - mieszkałam z tą bałaganiarą - wskazała na Cudnę - trzy dni i już wiem co przez całe życie czuła jej siostra. Proszę o przydział oddzielnej kwatery.
-Dobrze dołączysz do kolonii młodzieżowej w Agamie.
- A wy - zwróciła się do Gwiazdy - zamieszkacie w kontenerze na nowo organizowanym osiedlu Legwania.
Osiedlamy tam kobiety brzemienne wraz z rodzinami.
Gwiazdy była pewna, że urzędniczka zmieniła decyzję o zakwaterowaniu pod wpływem informacji o bałaganiarstwie Cudny.
-No dziękuję ci koleżanko - powiedziała do Filigrany Cudna gdy wyszły - ładną opinię mi wyrabiasz.
-No i dobra. Za służącą twoją robić nie myślę. A kto jest tatusiem?
-Nie twoja sprawa
===========================

Legwania była właściwie osiedlem pukatańskim ale na skraju zakwaterowano unaską parę małżeńską oraz Gwiazdy i Cudnę.
Tamci dwoje szybko się przystosowali i nakłaniali je do wspólnych gier.
Gwiazdy była chętna lecz Cudna marudziła więc się do nich zrazili. Zwłaszcza od momentu gdy Cudna dostała histerii.
Doszło do tego ponieważ skradziono im samochód z rzeczami a Cudna nie miała ochoty nosić tych, które im dostarczono.
Faktycznie fason był niewyszukany jednak większość uchodźców tak się tu teraz ubierała więc dało się wytrzymać.
Cudna jednak uważała, że to poniżej jej godności.
-Przecież ta dziewczyna co przewiozła rodziny i mienie władz błędnyrysu to jakaś koleżanka Kniei -twierdziła i żądała - idź do niej i poproś żeby nam przywiozła rzeczy, twoją pracownię, mój klawibarw, wizjofon i auto.
No to przecież paranoja, żeby córka lepiarki chodziła w czymś takim- tu szarpnęła przydużą bluzę.
-Nie poproszę aby ktoś narażał życie dla twoich majtek - odpowiedziała zupełnie tak jakby była Knieją.
-No mamo! - Krzyknęła wzburzona Cudna a gdy Gwiazdy ją ignorowała usiłując się skupić na grze, dostała histerii i to był ostatni raz kiedy Imbir Imbryk oraz Cekina Sekwoja chcieli z nimi zagrać
Awantury powtarzały się często awkońcu do Gwiazdy zgłosiła się Milareza - twoja córka, dostojna Gwiazdy Korala, prosiła mnie w twoim imieniu o przywiezienie waszych rzeczy z Błędnyrysu, to byłoby możliwe, wkrótce i tak tam na prośbę protektoriatu polecę ale nie mogę wejść do cudzego domu pod nieobecność gospodarzy, byłoby to z mojej strony lekkomyślne.
-Polecę z tobą- szybko zadeklarowała się Gwiazdy.
Poleciała a oprócz niej przedstawiciele protektoriatu. Całą drogę wypytywali ją o Knieję a w domu wszystko najpierw obfotografowali i zabezpieczyli to co uznali za materiał dowodowy w tym wizjonony i zegar.
Zegar dlatego, że gdy jeden z nich powiedział, że się lekko śpieszy odpowiedziała - nigdybym do tego nie dopuściła a stwierdziwszy, że mają rację oceniła - ktoś w nim grzebał.
Oczywiście zinwentaryzowali to co zabierali i kazali jej pokwitować.
Milareza załadowała z pomocą sterowanych maszyn
najważniejsze rzeczy z wposażenia domu i całe wyposażenie lepiarni.
Były tam też piernaty i poduszki w zaprojektowanym przez Milarezę wzorze.
-To twoje zamówienie - powiedziała Gwiazdy.
-Nie, moje miało być z tapuneckiej masy, dostarczyłam nawet składniki - odpowiedziała i zmieniła temat - będziesz potrzebowała nowego lokum.
-Tak, już prosiłam biuro zakwaterowań powiedzieli, że pomyślą o tym gdy już sprowadzę pracownię wyjaśniła Gwiazdy.
-Niestety nie ma na to miejsca w Legwanii ale mogłybyście się przenieść do osiedla Rubież, Jestem przygotowana aby dostawić tam kontener na pracownię.
-To byłoby wspaniale, mogłabym tam wygospodarować jakiś kąt dla mnie a córka lepiej aby zostałą w Legwanii ma tam lepszą opiekę ze strony domu narodzin a po za tym lepiej jej pomogę gdy nie będzie mnie wdeptywać w ziemię. I mam jeszcze młodszą córkę, którą muszę się zająć gdy już opuści placówkę medyczną.
-Byłoby trudno w kącie pracowni leciutko uśmiechnęła się widziana na monitorze Milareza.
Tego dnia zabierała też inne osoby ewakuowane z Błędnyrysu w tym protestujące matki.
Gwiazdy przestraszyła się czy czasem nie zamieszkają na tym samym osiedlu, na szczęście to nie wchodziło w grę.










 

 


Małymiś dokooptował najlepiej radzących sobie uczestników konkursu, najchętniej z Arkad bo zamierzał sobie wyszkolić pracowników do arkadyjskiej filii biura ale i z Błędnyrysu a jak się zdarzyli jacyś namolni a równocześnie zdolni z innych stron to ich także. Cyranika Lambrekina absolwenta szapio w Błędnyrysie przysłali Pukatańczycy aby nadzorował organizacje kolonii młodzieżowej.
Tę kolonię wymyślił Małymiś Murmurando. Sam w wolnym czasie wybierał nowych członków swojego zespołu. Od razu pomyślał też o tym,że trzeba zadbać nie tylko o to aby mieli gdzie mieszkać ale i o coś co szumnie nazwał infrastrukturą. Dlatego zaproponował zorganizowanie kolonii młodzieżowej do której będą należeć jego pracownicy oraz młodzi gotowi się zająć aprowizacją, przygotowywaniem posiłków, praniem, usługami, pilnowaniem porządku i.t.p.
Milareza załatwiła mu lokum a Cyranika przysłano z Meduzy gdzie odbywał szkolenie wśród Pukatańczyków. Małymiś go zapytał co to za szkolenie. Chłopak się speszył - to trochę nie było dla mnie-wyjaśnił - tylko dla Pukatańczyków Ałbarańczyków jak mają sobie radzić w Unasie - ja miałem notować z czym mogą mieć problemy.
-No i dobrze. Notowałeś?
-Tak. Na szczęście miałem autotłumacza. To oczywiście trochę co innego niż organizowanie kolonii
ale mam kontakt z Milanderem. Obiecał, że mi pomoże.
-Jak ci sie udało tam trafić?
-Sam się wprosiłem kiedy po zaewidencjonowaniu Milarezy okazało się, że ją nagrywali aby mieć materiał szkoleniowy o tym jak się zachować w biurze ewidencjii i dlaczego trzeba sie najpierw wyspać.
-Ba - odrzekł - nie zawsze można. Chłopak mu się spodobał. Kiedy już mi wszystko zorganizujesz to cię wezmę do biura - powiedział.
-to będe się starał - uśmiechnął się Cyranik.
Małymiś miał teraz mnóstwo pracy. Obecność Milarezy przyjął w pierwszej chwili z dystansem.
Szybko się jednak przekonał, że nie musi się nią opiekować, przeciwnie dziewczyna jest bardzo pomocna i to nie tylko jako tłumacz.
-Denerwuje mnie - oświadczył mu Żbik rozdziela zadania.
-Nie możesz jej ustawić?
-Mógłbym ale ona robi to dobrze i skraca pracę przez pominięcie etapu tłumaczenia mi o czym rozmawia z klietem. Po prostu wolałbym, żebyś mnie z nią nie dawał na jedno auto.
- Moja szkoła - mruknął zadawolony z Milarezy Małymiś


======
Milareza właśnie zajmowała się Knieją.
Ujęto ją w grafik odwiedzin. Przy dziewczynce cały czas był ktoś z rodziny albo ona.
Niestety tego dna zjawił się tam Adadżio i niby to całkiem grzecznie pouczał ją przy innych hospitalizowanych dziewczynkach co i jak robić przy chorym a wreszcie z westchnieniem powiedział
- dobrze, że chociaż masz wyrzuty sumienia.
-A to z jakiego powodu?
-nie oceniam cię, każdemu zdarza się zrobić głupstwo ale widzisz jak ona przez to cierpi.
-sugerujesz, że mam z ty coś wspólnego?
-Wszyscy tak mówią. Broniłem cię.
-Miał fałszywe oczka.
-To potwarz - powiedziała patrząc mu spokojnie w oczy.
- Nie denerwuj się mnie możesz powiedzieć prawdę.
Bez dalszej dyskusji wezwała ochronę i ku zaskoczeniu Adadżia grzecznie lecz stanowczo poproszono go o opuszczenie sali. Ta placówka znajdowała się Orbortporcie a tu nikogo nie wprawiały w podziw sportowe osiągnięcia Adadżia.
-Nie chcesz chyba abyśmy zgłosili sprawę do komisji ochrony czystości tytułu protektoriusza? - Zapytał
członek ochrony.
-Ja tylko chciałem jej pomóc.
-Nie traktuj nas jak idiotów. Zwyczajnie mścisz się bo nie pozwoliła ci porwać lotopławy.
-Ja chciałem porwać lotopławę?
-Są na to dowody.
Milarezie obiecano, że Adadżio więcej do placówki nie zostanie wpuszczony.
-----------------------------------
Tego samego dnia do sąsiadująch z Orbortportem Arkad dotarła Begonia Mrówka.Miała polecenie zorganizowania młodzieży błędnyryskiej. W protektoriacie powiedziano jej, że kolonia młodzieżowa już funkcjonuje w Agamie. Podjechała więc tam swoim autem.
Zjawiła się w gabinecie Cyranika w chwili gdy ten odmawiał kwatery Adadżiowi Muzykowi.
-A właściwie dlaczego miałby z nami nie zamieszkać? - Zapytała.
-Z nami? - Zdziwił się Cyranik. Podała mu swoją nominację. Cyranik absolutnie nie mógł pozwolić aby Adadżio z nimi zamieszkał. Znał go i wiedział, że z tego wynikłyby same kłopoty. Dlatego był zdecydowany i odważny.
-Potrzebujesz pokoju dla jednej osoby? - Spytał.
-Sypialnego i dwóch biurowych odpowiedziała.
Nawiązał kontakt wizjofoniczny z biurem kwaterunkowym i wyjaśnił, że potrzebna jest kwatera dla
protektoriuszki.
Była wyraźnie zaskoczona.
-Znajdujemy sie na terenie prywatnym nie podlegającym protektoriatowi - wyjaśnił - i jedynie właściciel tego terenu mógłby mnie zmusić do zakwaterowania Adadżia lub kogokolwiek.
Adadżio ma już kwaterę więc niech się jej trzyma.
-Wobec tego na razie ci dziękujemy - zwróciła się do Adadżia Begonia - zostaw nas samych.
Adadżio nie miał na to ochoty i od razu zaczął wyjaśniać czego Cyranik mu zazdrości a w jego mniemaniu zazdrościł osiągnięć sportowych, sukcesów na każdym dostępnym polu i powodzenia
u kobiet.
-Wielkie mi mecyje - powiedziała - dziewcząt na świecie tyle, że dla wszystkich chętnych panów po jednej starczy.
-Tak ale każda, która pozna mnie jego już nie chce.
-No to nie chciałabym cię mieć na nadzorowanej przeze mnie kolonii - oświadczyła - bo strach
pomyśleć jak by się te dziewczyny o ciebie biły. Idź już. Przeszkadzasz.
Cyranikowi zapewne trudno byłoby wyjaśnić dlaczego nie chce Adadżia. On sam zrobił to lepiej.
-No to skontaktujesz mnie z właścicielem? - Zapytała Begonia a Adadżio ciągle tkwił w gabinecie. Cyranik spełnił życzenie Begonii.
Ona przedstawiała Milanderowi sprawę a Milander wpatrywał się w Adadżia.
-Czy to Adadżio Muzyk - upewnił się.
-Tak ucieszył się swą rpzpoznawalnością Adadżio.
-A co robisz w Agamie?
-Chcę się tu zakwaterować.
-Cyraniku w tej chwili cofnij mu przydział!
-Nie dałem.
-No to nie dawaj!
-A mógłbym skorzystać z pomocy służb ochrony Orbortportu bo ...
-Zaraz ci kogoś przyślę. Przepraszam was na razie.
Adadżio rzucił tylko na odchodne - cześć bracie, dzięki za wsparcie i wyszedł.
-Sprawa wygląda następująco - powiedział do Begonii Cyranik - my tu nie skupiamy całej błędnyryskiej młodzieży i nasza jest już zorganizowana. Mamy swoje cele i zajęcia. Nie mogę dopuścić aby ktoś z zewnątrz wszedł w nasze struktury i je rozsadził za to chętnie posłużę ci pomocą w zbieraniu informacji
i rozwiązywaniu pierwszych problemów.
-Źle zaczęłam - zrozumiała - ale spróbujmy się jakoś dogadać.
-Oczywiście, że się dogadamy. Obiecałem pomóc i pomogę.
Begonia podziękowała ale nie zamierzała korzystać z rad młokosa. To był błąd. Przez to popadła w konflikt z kimś ważniejszym - Małymisiem Murmurando.
Begonii się zdawało, że podlega jej cała Agama a on uważał, że jedynie młodzież przy czym ta, którą on zatrudnia, w ograniczonym zakresie.
Pierwsze ich starcie nastąpiło dość szybko. Wpadł wtedy do jej biura jak bomba i lekceważąc protest jej sekretarki wszedł do gabinetu, który sobie wydzieliła.
-Jak śmiałaś pojawić się z bandą golasów na budowie osiedla? - Wykrzyknął - Słuchaj ja próbuję ignorować to co mi robisz na złość ale teraz przekroczyłaś wszelkie granice. Nie będę tego tolerował.
-O co ci chodzi? Przecież wszystko było w porządku. Tamtenlądczycy przyjęli nas bardzo życzliwie ...
-Bo oni umieją się zachować. Nie dyskutowali z wami tylko zgłosili skargę w Orbortporcie a Orbortport pretensje do mnie bo to ja jestem za to odpowiedzialny. Wbij to sobie do tego twojego małego móżdżku i jeszcze to że amator nie będzie rządził fachowcami. Ja jestem fachowcem od wspierania Pukatańczyków a ty mimo tego różowego epoletu tylko zarozumiałą paniusią. Natomiast ludzie, którym grupa nie ubranych młokosów...
-Byli ubrani.
-Ale nieodpowiednio i okazali się zadufanymi w sobie dyletantami.
Kobieto, tam byli inżynierowie, doświadczeni majstrowie, doświadczeni robotnicy a wy kim jesteście, żeby się przed nimi wymądrzać?
Przecież oni się z waszych zarządzeń śmieją a ja muszę świecić oczami.
-Dobrze, usiądźmy i spokojnie omówmy zakres naszych kompetencji. Dostałam z protektoriatu centralnego polecenie zorganizowania .....
-Tu już jest wszystko zorganizowane ale proszę bardzo zniszcz naszą ciężką pracę i przeorganizuj sobie co chcesz tylko nie wtrącaj się do Pukatańczyków...
-Ależ polecono mi o nich zadbać.
-To im nie przeszkadzaj a wystarczająco zadbasz i wara ci od mojego biura. to ja ustalam, kto tam pracuje i o jakiej porze.
Po za tym urządzaj sobie wszystko jak chcesz, mnie obchodzi tylko aby moi ludzie mieli posiłek na czas ......
-A dlaczego ja mam żywić twoich ludzi?
-O la la to ty ich żywisz?
-No chyba mamy jakieś środki na wyżywienie kolonii? - Zaniepokoiła się.
-Od zbadania tego należało zacząć. To biuro żywi kolonię a nie na odwrót.
Mamy to miejsce i zaprowiantowanie tylko ze względu na pracę biura. Pożyteczną pracę a nie zabawę i wywyższanie się nad wszystkie nacje, więc chyba nam się należy abyście nas w zamian oprali i przygotowali posiłek?

Na szczęście Begonia zrozumiała i przestała się szrogęsić. Dlatego następnym razem wszedł do jej biura bez awantury.
 

 

Jechało ich w aucie czworo. Ryś, zabrana z Arkad ewidencjonerka Berberysa i Milareza z Cyprylą.
Milareza starała się wykorzystać każdą wolną chwilę na przygotowania do egzaminu w Degeden.
Tym razem miały się po drodze zająć przygotowaniem Cypryli.
Niestety zatrzymał ich Adadżio. Berberysa ujrzała go z daleka i spytała Rysia - To nie jest ten Adadżio, który wygrał ostatnią błędnyrysiadę?
-no ten - przyznał Ryś.
-to weź go zabierz.
-Nie - powiedziała stanowczo Milareza .
-No weź się mała nie wygłupiaj - ofuknęła ja Berberysa - nie bądź taką egoistką, po co chłopak ma pieszo zasuwać?
-Nie - powtórzyła Milareza ale Ryś zwolnił a to Adadżiowi wystarczyło dobiegł i wskoczył.
Milareza natychmiast wcisnęła alarm (co spostrzegła jedynie Cypryla).
Wahała się czy nie opuścić auta, pomyślała jednak, że byłoby to równoznaczne z wydaniem przybyłej wczoraj rodziny na łaskę i domyślność Berberysy.
Berberysa chichotliwie usiłowała zagadywać Adadżia i przez jakiś czas jej się to udawało.
Cypryla domagała się aby przystąpiły do nauki więc Milareza choć trochę rozkojarzona otworzyła skrypt
i zaczęła czytać.
-Kolekcjonujesz takie kaleki? - Zapytał Adadżio - to ciekawe a co tej się stało? Czytała dalej jakby go tu nie było. Oplótł ja ramieniem i wtedy jak na komendę ona i Cypryla zaczęły wrzeszczeć. Samochód się zatrzymał.
-Wysiadaj - niemal krzyknął na Adadżia Ryś.
-Nie wygłupiaj się - odpowiedział mu Adadżio - nie ma się o co denerwować.
-Powiedziałem wysiadaj!
Powiedzieć było łatwo ale Adadżio nie zamierzał posłuchać.
-Oj, jedźcie dalej, przecież nic takiego się nie stało - powiedziała Berberysa.
-Nie, Unasjanko - powiedziała Milareza - ja już wezwałam pomoc z Orbortportu i chcę tu na nią zaczekać bo jeśli pojedziemy dalej, ten lubieżny ...
-No nie przesadzaj. Śmieszna jesteś - zdenerwował się Adadżio ponieważ jednak usłyszeli charakterystyczny sygnał straży z Orbortportu wysiadł i poszedł dalej boczną drogą.
Straż towarzyszyła im aż na miejsce i czekała w pobliżu. Berberysa już zachowywała się profesjonalnie.
Przy pomocy Milarezy prawidłowo przybyszy zaewidencjonowała, potem Milareza przeprowadziła
rozmowę aby ustalić jaka pomoc będzie potrzebna aby pomóc rodzinie wrosnąć w tutejsze struktury
i zarobić na utrzymanie.
Przy tym wszystkim zgodnie ze zwyczajem obecny był naczelnik wioski podsuwający swoje, na ogół słuszne rady. To było ważne aby ich wysłuchać i uwzględnić w planie pomocy tak aby naczelnik poczuł się za tę rodzinę odpowiedzialny.
Wszystko poszło znakomicie a straż eskortowała ich potem do Arkad gdzie zostawili Berberysę a następnie do Orfantezy.
=========
Begonia przejęła kierownictwo nie tylko nad kolonią w Agamie ale też zorganizowaną później kolonią w Gekonie. Postanowiła jakoś te placówki zasymilować.
Dlatego z pomocą aktywów obu kolonii zorganizowała spotkanie. "Gekonianie" uparli się, że u nich.
Transportem dysponowała Milareza i to bardzo różnorodnym.Tym razem przewiozła ich wielkim autem. Begonia uprosiła aby poszła choć zobaczyć imprezę. Bardzo jej zależało aby Milareza też się integrowała ale nie prosiłaby jej gdyby przewidziała skutki.
Niemal od razu do Milarezy podszedł przystojny, wspaniale zbudowany młodzian, którego już znała, z odkrytym torsem proponując taniec.Odmówiła.
Begonię zawsze uczono, że to nieładnie odmawiać, a że była tuż przy Milarezie powtórzyła jej tę prawdę.
Wobec tego muszę się sprzeciwić zasadom obowiązującym w twoim kraju dostojna Begonio aby nie sprzeniewierzyć się zasadom mojego i mojemu instynktowi. Z pięknym Adadżiem nie zatańczyłabym nawet gdyby nie był półnagi.
-A może chodzi ci o naszą tajemnicę - spytał drwiąco i Begonia w tym momencie pojęła, że czasem jednak powinno się odmówić.
-My nie mamy wspólnych tajemnic piękny Adadżio.
Po prostu musiałam cię wtedy odsunąć bo przeszkadzałeś.
-A może chodzi o to, że ja wiem co się stało z Knieją? - Szydził.
-Jeśli rzeczywiście wiesz a nie ufasz urojeniom przekaż to właściwym służbom.
-Które trzymają twoją stronę?!
-Są wyższe szczeble piękny Adadżio.
-A one też siedzą u was w kieszeni.
-Aż tak złe pojęcie masz o waszych urzędach? I to ty agent do zadań specjalnych? Adadżio nie umiał ukryć jak ta niby niewinna (ale jakże cenna) uwaga wstrząsnęła aż zaniemówił co jak się szybko Begonia przekonała było u niego rzadkością. -Smutne - kontynuowała Milareza - A dlaczego właśnie teraz chcesz o tym porozmawiać?
Adadżio ruszył w jej stronę tak jakby chciał ją zmusić do tańca.
Zrobiła krok do tyłu i zaczęła wrzeszczeć.
-Spokojnie - powiedział drwiąco - nikt cię nie napastuje.
- Ja widziałem co innego - powiedział jakiś Pukatańczyk.
Impreza odbywała się na dworze i nagle zjawiło się tam kilku nie gorzej niż młody Unasjanin zbudowanych Pukatańczyków.
-Nie panoszcie się w naszym kraju - zawołał Unasjanin.
-Nie będziemy wam przeszadzać - odrzekł Puatańczyk -zadbaliśmy tylko o bezpieczeństwo córki Milandera bo było zagrożone. Jeżeli ktoś z Agamitów chce wracać samochodem to teraz bo Milareza odjedzie aby się dłużej nie narażać. Wszak nikt z was protektoriusze i przyszli protektoriusze nie przyszedł jej z pomocą.

Nikt się nie ruszył. Milareza faktycznie odjechała.
Po tym incydencie impreza długo jakoś się nie kleiła a kiedy wreszcie zaczęła się rozkręcać musieli wracać.
Wcześniej niż planowali bo przecież szli pieszo.
Niektórym to pasowało ale większość była zła.
Jedni na Adadżia inni na Milarezę i jej ochronę.
Nigdy więcej Milareza nie zgodziła się na wożenie agamitów lub asymilowanie sie z unaską młodzieżą.
Twierdziła, że nie chodzi jej wyłącznie o zachowanie Adadżia ale i zachowanie agamitów w czasie drogi.
Dziwne Begonia nic nagannego nie zauważyła.
-To kwestia różnicy kultur - wyjaśnił jej Małymiś - to co dla ciebie jest dopuszczalne ona ocenia jako niesłychaną demoralizację. Nie próbuj sklejać na siłę nie pasujących do siebie elementów i daj spokój Milarezie, niech ona się tu czuje bezpiecznie. Nie zapominaj, że jest córką właściciela tego obiektu i bardzo mi przydatną pracownicą Biniusu. Niestety musi pracować przez wizjofon aby Adadżio jej nie nękał. Szlag by trafił agencika, kogo innego już pozbawiono by tytułu protektoriusza choćby za rozsiewanie plotek.

KNOWANIA ADADŻIA

Gdy Milareza nazwała Adadżia agentem on już nim nie był. Po nieudanej próbie doprowadzenia lotopławy do Poświaty uznano, że jest nieprzydatny. Miała zatem spóźnione informacje ale miała. Obawiał się, że to go może całkowicie obrzydzić byłym przełożonym. Nadzieja była w tym, że nie od razu ta wieść do nich dotrze. Uznał, że trzeba jak najszybciej się z Milarezą rozprawić rękoma tutejszych władz a potem wszystko co powiedziała łatwiej będzie dementować. Poszedł pogadać z Wiernyszem Ponikiem. Młody protektoriusz miał nieprzeniknioną twarz.
-Na jakiej podstawie ją oskarżasz? - Pytał nie okazując żadnych emocji.
-Sam się zastanów, ni z gruszki ni z pietruszki, przylatuje do Unasu i zaraz odnajduje Knieję. W dodatku nagle się robi taka troskliwa jakby coś chciała tym zakryć, odwiedza Knieję, poprawia jej poduszki, nawet ją myje. Czy to nie dziwne?
-Nie. Nasz wydział dysponuje pełnym materiałem dowodowym i się nie dziwi. Masz jakieś nie znane nam dowody?
-Ma motywy. Knieja wrobiła ją w kupno placu Filodendrona, nie informując, że tam jest składowisko.
-A Milareza wszystko sama sprawdziła zanim kupiła. Kupiła z uprzejmości wobec Kniei Korala i natychmiast plac uprzątnęła. Został komisyjnie sprawdzony. Co dalej?
-W placówce jest jeszcze jedna pobita dziewczyna i też związana z Milarezą. Co ty na to?
-Która ? Bo ja wiem tylko o Cypryli Magnolii ale ona nie jest pobita tylko niesprawna od urodzenia. Dziś ją operują, kontynuuj, ja słucham.
-Ale co masz za dowody, że Milareza nie pobiła Kniei?
-Ja tu zadaję pytania i ja żądam dowodów. Czekam aż je przedstawisz i radziłbym zrobić to szybko bo oczernianie i to w tak poważnych kwestiach jest karalne. Podobno siedzimy w kieszeni u Milandera, przedstaw i na to dowody.
Wiernysz nie wyglądał na kogoś, kogo można "ugadać"
Adadżio postanowił jeszcze raz odwiedzić Knieję Korala, nagrywać spotkanie i prowadzić rozmowę tak aby wyglądało na to, że Knieja mu przytakuje.
Dotąd nie było z nią kontaktu, tym razem jednak spotkała go nie miła niespodzianka. Knieja na jego widok usiadła i zaczęła tak przeraźliwie wrzeszczeć aż się w jej sali zrobiło zbiegowisko.
Ręką pokazywała na niego powtarzając - o o o o - i nic po za tym, żadnych konkretów. Jednak to wystarczyło aby go aresztowano.
Wkrótce wylądował na przesłuchaniu u Wiernysza.
-Po co byłeś u Kniei? - Spytał tenże.
-Z troski.
-Nie znasz jej, skąd ta nagła troska? Chcesz coś ukryć czy ugrać?
-Nie sądzisz chyba, że ja ją pobiłem?
-Nie sądzę, wiem kto to zrobił. Nie wiem tylko dlaczego odwiedzasz Knieję i to na tyle często, że wiesz jak się nią opiekuje Milareza.
Co ciekawe zjawiasz sie tam tylko w te dni kiedy ją tam możesz zastać i próbujesz ...
-Prowadzę śledztwo.
-Nie. To ja prowadzę śledztwo. Ty dręczysz Milarezę a przy okazji Knieję, która najwyraźniej nie chce abyś ją w tej rozgrywce wykorzystywał.
Znienawidziłeś Milarezę bo nie jest tobą oczarowana. Wymyśliłeś zbrodnię, którą chcesz jej przypisać i jesteś gotów fabrykować dowody nie licząc się z tym ile osób przy okazji krzywdzisz.
Nie przyszło ci do głowy, że ty sam się wśród nich znajdziesz.
===============
Niestety Wiernysz miał rację. Wielu uwierzyło,że to Adadżio pobił Knieję i aby to zataić próbował zrzucić winę na Milarezę.Na próżno próbował się tłumaczyć. Chciał nawet wejść do Kniei aby zażądać oczyszczenia ale go nie wpuszczono.
-Niedługo będzie mogła złożyć zeznania i złoży je odpowiednim władzom - usłyszał od szefa ochrony - a ty gdybyś był bez winy nie próbowałbyś nachodzić tego dziecka. To skandal,że cię wypuszczono z aresztu.
Gdy Knieja opuściła placówkę by zamieszkać w domu dziadka i jego drugiej żony Adadżio ponowił próbę skontaktowania się z nią. Nawet mu się to udało ale dziewczynka nie powiedziała niczego co ukradkiem nagrane mogłoby go oczyścić. Gorzej, powiedziała - myślałeś, że nigdy nie dojdę do siebie i chciałeś oskarżyć moją najlepszą przyjaciółkę.
-Dlaczego kłamiesz? Dlaczego chcesz mnie zniszczyć? - Próbował doprowadzić do tego, że przyzna się do kłamstwa, ona jednak odpowiedziała
-To ty wciąż kłamałeś aby zrzucić winę na niewinną osobę. To ty ją chciałeś zniszczyć. Myślałeś, że ja tego nie widziałam? Próbowałeś się mną posłużyć jak kukiełką przeciw komuś kto mnie uratował i jest dla mnie najważniejszy zaraz po dziadku. 16 razy mówiłeś do niej, że nie znalazłaby mnie gdyby sama nie pobiła i że nie opiekowałaby się mną gdyby nie pobiła a ja nie mogłam nic zrobić - prawie się popłakała.
Nie rozumiał tego, przecież tamtego dnia nawet nie zaczął z nią rozmawiać a ona już narobiła wrzasku.
Tym razem cały czas siedział przy nich jej dziadek i na próżno Adadżio domagał się aby pozwolił im pomówić sam na sam. W tym czasie jego córka wezwała straże.
Gdy miał do niej pretensje odpowiedziała - wtargnąłeś do naszego domu wbrew naszej woli a ja miałam siedzieć i czekać aż kogoś pobijesz? Paradny jesteś.
==========
Co ty wyprawiasz? - Zapytał go Wiernysz - to naprawdę nie jest dobry sposób na przekonanie świata o swej niewinności.
Wkrótce potem odesłano go do Orlabazy z zakazem jakichkolwiek prób kontaktowania się z Knieją lub Milarezą.
 

 

====================================
W to czy naprawdę mają szczęście Arnusz i Czezinaro zwątpili po kilkunastu dniach podróży kiedy kapitan przestał być miły, załoga zmieniła się w dozorców, większość pasażerów, w tym Arnusza zagnano do pracy a serwowane im posiłki zmieniły jakość na zdecydowanie podlejszą.
Czezi oraz Czekebaro jednak pozostały wolne i dobrze obsługiwane.
-Nie są tacy najgorsi - powiedziała Czezi przy rzadkiej okazji Arnuszowi - mają wzgląd na brzemienne.
Przez chwilę chciał jej powiedzieć co o tym myśli ale to nie byłoby dla niej dobre więc przemilczał.
Ci sami, którzy mieli wzgląd na brzemienne oraz dzieci, najcięższe prace przydzielali starym, słabym i posiadającym jakieś felery czyli najmniej jako towar opłacalnym. Brzemienne były bezcenne.
Bardzo wielu Unasjan cierpiało na bezpłodność. Arnusz był pewien, że straci ukochaną z jeszcze nienarodzonym dzieckiem i już całe życie będzie rozważał jaki los ich spotkał. Oby Czezi poślubił jakiś porządny Unasjanin, który pokocha oboje.
Wmawiał sobie, że właśnie tak będzie. Nie miał sił wyobrażać sobie innych możliwości.
O sobie też wolał nie myśleć i nawet nie wiedział jak bardzo jest przerażony.
Pracował i milczał niemal pogodzony z losem.
Czasem tylko próbował się skontaktować z Czezi. Ostatnio go na tym przyłapano i dotkliwie ukarano a potem posadzono przy wiosłach. Znalazła go tu Czekebaro i usiłowała prowadzić konwersacje na temat: dlaczego wiosłuje.
Najchętniej powiedziałby jej, że źli ludzie mu kazali ale to byłoby niebezpieczne więc milczał. Zresztą dość szybko zjawiła się opiekunka i
dawszy dziecku parę solidnych klapsów zabrała na górę.
------------
Nagle znaleźli się we mgle. Najpierw słychać było wrzask przerażonej kobiety, potem rozpłakały się dzieci.
-Spokój - wrzasnął kapitan - zapalić pochodnie. Nie zdążono ich nawet przynieść. Mgła opadła równie szybko jak się pojawiła.
Rejwach się zrobił wśród złogi. Krzyki, bieganina, sprzeczne rozkazy.
Zdezorientowani wioślarze wstrzymali pracę póki kapitan nie zdecydował by płynąć w stronę lądu, który im się po opadnięciu mgły ukazał.
Arnusz nie wątpił, że zadziałała Milareza i był spokojny a nawet siedzących obok próbował uspokajać powtarzając im - będzie dobrze, wytrwajcie.
W porcie weszło na statek wielu Unasjan ale słyszał jak członkowie załogi mówią do siebie z lękiem, że to Pukatańczycy. Nie mieli racji. Pukatańczyk był tylko jeden.
-Witajcie - powiedział - jestem Haberlandczykiem, z zawodu dentystą ale tu w Orbotporcie Haberlandczyków mało dlatego akurat mnie przysłano abym był waszym tłumaczem. Unascy urzędnicy chcą wam pomóc Na początek zostaniecie tymczasowo gdzieś zakwaterowani dlatego stańcie w takich grupach w jakich chcecie się tam znaleźć, najlepiej rodzinami albo w grupie przyjaciół.
Zapanowała chwila ciszy. Pasażerowie i załoga z rozmaitych powodów nie ufali urzędnikom.
-Czezi, Czekebaro do mnie - zawołał Arnusz, natychmiast obie go posłuchały i zaraz wszczął się ruch a głowy rodzin nawoływały swych bliskich.
Ktoś dopytywał się o rzeczy.
-Cały ładunek zostanie zabezpieczony - przetłumaczył odpowiedź urzędnika dentysta - i powoli zostanie ustalone co do kogo należy.
-Moja lalka! - Krzyknęła Czekebaro.
-Jej poszukamy przede wszystkim. Na razie załatwmy to co najważniejsze - kwatery, posiłek i ubrania, niezbyt efektowne ale czyste, potem będzie czas na resztę.
Arnusza to zadowałało. Chciał się porządnie wyspać. Czekebaro też była usatysfakcjonowana bo lalkę naprawdę znaleziono w pierwszej kolejności, tylko Czezi twierdziła, że coś jej tu się nie zgadza.
-Gdyby ci się wcześniej zgadzało to już bylibyśmy w Karebordze - odrzekł i dodał stanowczo - jedziemy tam gdzie nas zawiozą. Masz inne propozycje?
Zmilczała.
W swoim czasie uparła się aby płynąć do Unasu bo wiedziała, że tam gdzie chciałby płynąć Arnusz uczy się Milareza.Nie chciała jej ciągle napotykać. Tu jej jak sądziła nie było a jednak szybko pożałowała swego wyboru. Ona przecież też bała się co będzie z nimi u kresu podróży.
===============
Nazajutrz stała się rzecz gorsza. Przybyli do ich mieszkanka ewidencjonerzy.
Niby nic takiego się nie działo. Byli grzeczni, delikatni, mieli ze sobą wszystkie potrzebne urządzenia. Zadbali o to by Czezi siedziała wygodnie. Uszczęśliwiony Arnusz się uśmiechał i nagle usłyszeli głos, który Czezi natychmiast rozpoznała - Czezinaro będziesz podawać dane w swoim języku a ja je przetłumaczę na unaski: Najpierw imię...podaj imię.
-No przecież Czezinaro.
-Stop. Twój głos jest nagrywany do celów ewidencji, podawaj proszę jedynie dane bez komentarzy. Zaczynamy od początku: imię...
- Potem zaszła rzecz gorsza, jakaś totalna bzdura a jednak zawierała znaną Czezi prawdę. Podobno dzięki pomocy dodatkowych urządzeń wstępnie zaewidencjonowano dziecko w jej łonie
- od niedawna to jest możliwe i służy ochronie przed kradzieżą dzieci, masz córkę - powiedziała Milareza - proponuję do celów ewidencji nazwać ją Fantazja
-Nie. Meliwaretta - zaprotestował Arnusz.
-Niestety imię przynajmniej to do ewidencji musi być unaskie potem Czezinaro będzi mogła je zmienić gdy dziecko się narodzi, jednak też na unaskie.
-A zdanie ojca się nie liczy? - Denerwował się Arnusz.
- Przykro mi ojcem jest ktoś spokrewniony z prześwietnym Kororem Tolimańczykiem. Dziecko ma już 200 dni ...
-A jaka teraz jest data?
Data niestety wyjawiała okrutną prawdę - on naprawdę nie mógł być ojcem tego dziecka. Jego dziecko musiałoby się urodzić już około 30 dni temu . Dotąd jednak nie zważał ile dni upłynęło im w podróży i nie bawił się w rachowanie.
Choć trudno było uwierzyć, że jakieś maszyny, które nawet Czezi nie dotykały umiały ustalić tak wiele, prawdziwość ustaleń była trudna do zakwestionowania.

Arnuszowi trzeba było dać coś na uspokojenie więc zajęto się najpierw ewidencjonowaniem Czekebaro a potem na jej życzenie lalki, w końcu był gotów nad sobą zapanować. Zażądał jednak aby go gdzieś przeniesiono bo nie może patrzeć na kobietę, która zmarnowałamu życie.
-A ty - zdecydował się zwrócić do Milarezy - czy dopełniłaś ostatecznych formalności rozwiązujących nasze małżeństwo?
-Nie i nie zamierzam tego robić.Nie znaczy to jednak, że chciałabym się z tobą związać. Jedyne na co możesz liczyć ton pomoc prawna lub finansowa.
Bycie tylko na wpół żoną bardzo mi odpowiada.
-Dlaczego?
-Akurat tego wyjaśnić nie potrafię.
 

 

-Nie mogę już się więcej tobą zajmować - powiedziała Gwiazdy - moja ciąża jest zagrożona.
-Jaka ciąża? - wykrzyknęła Cudna - nic mi nie mówiłaś!
-Bo to dopiero czwarta szestnica.
-To czyje to jest dziecko? -Wrzasnęła córka świadoma, że przecież ojca nie widziały od siedemnastu.
-A powiedziałaś mi czyje jest twoje? ...... Nic się nie martw tutaj umieją takie sprawy załatwiać.
Będziesz uczyć Tamtenlądki unaskiego i prowadzać je do sklepów. Dostaniesz za to osobę, która ci posprząta i wyżywienie.
-Wolałabym normalną wypłatę.
-Którą przetrwoniłabyś na głupoty. Póki jesteś niearlowa ja decyduję o formie zapłaty. Tylko przypadkiem nie myśl, że jak się źle sprawisz, wezmę cię z powrotem pod swoje skrzydła. Nie po tym co zrobiłaś Kniei.
-A niby co ja jej zrobiłam? Palcem jej nie tknęłam.
-Może i nie tknęłaś ale lepiej szybko zacznij na siebie pracować bo ja muszę zadbać o to małe, które się urodzi. Tego już ci skrzywdzić nie pozwolę.
-Czy ty nie rozumiesz, że to Knieja krzywdziła mnie?
-Bez dyskusji proszę. Decyzji nie zmienię a swoje wiem.
-Ale jak ty sobie wyobrażasz, że będę mieszkać w strefie pukatańskiej?
A nie będziesz chciała jeszcze kiedyś wziąć udziału w konkursie dla pilotów imigrantów?
-No raczej nie.
-Twoja sprawa.
-Wiesz jesteś kompletną egoistką.
-Masz to po mnie.

Cudna czuła, że nie pomogą żadne fochy, dąsy.Matka porzuciła ją tak samo jak to wcześniej uczynił ojciec. Bo przecież tu do nich nie dołączył. Miała ochotę się za to na nich zemścić ale chwilowo brakło jej czasu.
Mama naprawdę przestała przyjeżdżać aby jej posprzątać i dostarczyć żywność. W dodatku już dawno zabrała sobie jej samochód bo jak twierdziła to z winy Cudny straciła swój a zresztą bardziej go potrzebuje. Teraz zabrała też klawibarw bo zdaniem Lukierji Cudna stanowczo za dużo grała.
Mieszkanko, Cudny niby małe, miało jednak wszystko co trzeba nawet pralnię i spiżarnię. Mniej fajna była nowa, zajmująca dawne miejsce mamy lokatorka . Potężna baba, która zdaje się uważała siebie za piękność a Cudnę za
brzydactwo. Miała sprzątać a zachowywała się jak instruktorka pokazała jej jak używać sprzątadeł, pralki Twierdziła, że przecież później Cudna powinna pokazywać swoim podopiecznym jak to działa. Przy okazji robiła irytujące uwagi: swoje rzeczy będziesz odkładać na miejsce", "oczywiście posegregujesz rzeczy do prania".
-Ciekawe po co komu sprzątaczka skoro sam ma wszystko robić? - spytała ją ironicznie.
-A cóż to za problem odłożyć każdą rzecz na miejsce a rzeczy do prania wrzucać od razu do
właściwego koszyka i myć po sobie sedes? Przecież to nakazuje zwykła ludzka przyzwoitość.
Najbardziej Cudnę gniewało to, że zagospodarowano jej czas zupełnie nie tak jakby jej odpowiadało.
Ważniejsze niż to czego ona chce było to czego chcą inne kobiety z jej grupy a chciały na przykład wczesnym rankiem udawać się na zakupy. Cudna musiała im pokazywać jak się to robi choć sama nie miała za co czegokolwiek sobie kupić.
Jej współmieszkanka a zarazem sprzątaczka Kuidiza bardzo się szanowała. Była raczej kontrolerką niż sprzątaczką choć tak naprawdę zajęło by jej mniej czasu gdyby się uczciwie wzięła do roboty zamiast wymagać tego od Cudny. Co gorsza usiłowała mieć wpływ na to jak się Cudna ubiera.
-Wszystkich kiedyś powystrzelam - powiedziała sobie rozgoryczona Cudna.
Tymczasem zdarzyło się coś co diametralnie zmieniło jej życie.
Na świat nieco przed czasem przyszedł mały chłopczyk. Kuidiza nawet nie zawiadomiła domu narodzin i jak to przeważnie działo się w przypadku Pukatanek poród odebrała pilnie wezwana Muzupfe. Kobiety natychmiast się nim zajęły i czyściutkiego owiniętego w prześcieradło podały Cudnie. O nią zresztą też w międzyczasie zadbano.
-Jak go nazwiesz?
-Mama miała go zabrać ale teraz to już nie wiem.
-Nie bądź głupia, nie oddaj go nikomu. Damy sobie radę, wszystkiego cię nauczę.



Matka przybyła z nowym partnerem zaproponować, że zabiorą ją i dziecko.
-Nie - odpowiedziała - tu zostanę.
-A dziecko? - W oczach matki był strach. Zależało jej na tym malcu. Pewnie niewiele się zmieniło od pewnej rodzinnej "niby" narady, którą ojciec tak niefortunnie zagaił - Ja i mamusia spodziewamy się kolejnego potomka - chodziło wyłącznie o powiadomienie Kniei, że urodzi się dziecko jej rodziców. Zrozumiała to inaczej, zwłaszcza, że ojciec kontynuował - firma mamy ma dobrą opinię bo mama jest znakomitą formierką i projektantką aby nie utracić renomy mama będzie musiała pracować dalej. Ja też bo przecież potrzeba będzie więcej środków na utrzymanie.
-Ja się uczę - przypomniała Cudna.
-Znam dobrego pośrednika adopcji - oświadczyła Knieja. Mama gwałtownie odstawiła talerzyk.
-Nie oddamy go nikomu - oświadczyła.
-Tak? A ja żałuję, że mnie nie oddaliście. Pewnie ktoś by mnie kochał a nie traktował wyłącznie jak sprzątaczkę i niańkę waszych bachorów. Spróbujcie mi tylko dać to pod opiekę a zgłoszę w protektoriacie, że mnie wykorzystujecie i nie dbacie o niemowlę.
-Nikt nie zamierza cię obarczać - powiedziała mama.
-To po co to głupie gadanie, że chcecie bachora a nie macie na niego czasu?
-Bo będziemy musieli nająć kogoś do opieki - mama zapewne wymyśliła to naprędce- i trzeba będzie znależć dla tej osoby jakieś lokum. nie wiemy jak to zrobić i uznaliśmy, że jeśli wszyscy się zastanowimy jakoś rozwiążemy ten problem.
-Jeżeli stać was na przybudówkę to znam kogoś kto to dobrze wykona.
-O, to masz szerokie znajomości - rozluźnił się ojciec.
============
Tamtym razem mama zprotestowała przeciw oddaniu dziecka i teraz zapewne też tego nie chciała.
-Dziecko jest moje i zostanie ze mną oświadczyła Cudna - i będzie miało na imię Cieszylud. Zapytam jego ojca czy zgodzi się aby nosiło jego imię rodowe.
-Nie musisz - odrzekł Czyniład - twoja sprawa czy zawiadomisz ojca Cieszka ale jego imię rodowe dostał automatycznie. Obecnie ewidencja sama wskazuje rodziców biologicznych. Możesz tu oczywiście zostać ale chcemy abyś wiedziała, że jesteś mile widziana w naszym domu.
-Zawsze tak uważałam - powiedziała mama - tylko chciałam abyś nauczyła się żyć. Przedtem to zaniedbałam.
-A dlaczego uważasz, że ja skrzywdziłam Knieję?
-Bo dodałam dwa do dwóch ale z pewnością tego nie chciałaś.
-Ja w ogóle nic nie zrobiłam.
-A wiesz, że twoje autko notuje przejechane trasy?
-No i co z tego? Auto zostało wtedy w Błędnyrysie a ja byłam w Orbortporcie.
-Rano w drodze do szkoły zatrzymałaś się w okolicy slamsów. Zawróciłaś do domu po co? Nie myśl, że tylko ja cię o to pytam. Mnie już pytano o wasze wzajemne stosunki i o to co za dziecko miała ze sobą na konkursie w Orbortporcie Knieja i co sądzę o tym zbiegu okoliczności, że Knieja została pobito w tym miejscu, w którym ty się wtedy ....
Co się dzieje? - Zaniepokoiła się nagle.
-Po prostu się zmęczyłam - odpowiedziała Cudna zapanowawszy nad sobą. Już wiedziała, że wcale nie jest taka niewinna w kwestii pobicia Kniei.
-A jak to możliwe, że wróciła do Błędnyrysu? - Zapytała.
-O wiele dziwniejsze jest to jak dotarła do Orbortportu - odpowiedziała mama.
-Chyba mnie boli żołądek - poinformowała ją Cudna.


W nocy dużo nad tą sprawą myślała a rano zawizjofonowała do Krzepiluda. Skrzywił się na jej widok.
-Mało mnie obchodzi co o mnie myślisz - powiedziała - to o co cię proszę masz zrobić dla swojego syna Cieszyluda Budujświata. Przyjedź po nas. nie wiem czym, wymyśl. Muszę dotrzeć do protektoriatu aby złożyć wyjaśnienia.
-O jakim Cieszyludzie ty mówisz?
-Byliśmy ze sobą tylko raz ale to wystarczyło.
Bez obaw nie obciążę cię obowiązkami ojca. Wiem jak do tego doszło.
A doszło w sposób paskudy. Wygrała tego przystojniaka od Kukuły i w nocy zajęła jej miejsce w wynajętym przez Krzepiluda pokoju hotelowym.Za późno się spostrzegł.
- Zaraz będę - powiedział - jeżeli w sprawie Kniei to może od razu z kolegą, który się tym zajmuje.
-No dobrze - zgodziła się.
Przybyli we trójkę.Trzecim był Złaziświat ale to już nie było ważne.Ważne, że Krzepilud cały czas zabawiał dziecko.
-Zależy mi na jednym - oświadczyła - tylko na jednym. Chcę wychować to dziecko, chcę je kochać i strzec. Nie zamierzałam tak strasznie skrzywdzić Kniei ale to co zrobiłam było podłe. Ja porwałam niemowlę i zawiozłam Kniei żeby na pewno nie mogła
dotrzeć na konkurs. Zrobiłam wszystko co możliwe aby nie dotarła.Przestawiłam zegar, schowałam jej pieniądze a kiedy zobaczyłam zostawione przy ulicy dziecko zrobiłam jeszcze i to... Sama zatłukłabym kogoś kto by mi porwał Cieszka ... a potem żeby się nie spóźnić na lekcje pojechałam jak szalona drogą dla uprzywilejowanych.
-Aha - wymruczał Wiernysz - mniej więcej taki scenariusz ułożyłem ale pewnych kwestii nie rozumiem.
-Sprawdź. Podobno obfotografowaliście nasz dom i ogród. Ona sobie remontowała stary autolot szopę.
Myślała, że nikt o tym nie wie ale na mój wizjofon ściągała instrukcje.To było kiedyś, potem chyba się zniechęciła ale wolałabym wiedzieć, że szopa stoi na miejscu.
-Sprawdzę. Dziękuję za wyjaśnienia. Będę po twojej stronie.
-A ja chyba mam jakieś prawa do syna? - Spytał Krzepilud.
-Tylko takie jakich zechcesz ale w porozumieniu ze mną - odpowiedziała.
==================================================

to było mniej więcej tak - mówił w drodze powrotnej Wiernysz do współtowarzyszy - Knieja szykuje się do wyjazdu. Nagle wpada Cudna i każe jej się zająć dzieckiem. To opóźnia przygotowania. Prawdopodobnie coś trzeba przy dziecku zrobić a ona to potrafi, wpada na genialny pmysł jak opóźnić odlot pływolotu do Arkad. Wizjofonuje na lądowisko z informacją o materiałach wybuchowych. Nie wie, że zegar w jej domu sie późni i pływolot już wystartował. Gdy jest gotowa, stwierdza, że nie ma pieniędzy na przelot. Dużo zrobiła aby ją zakwalifikowano i to już w fazie gdy mało kto o planowanym konkursie wiedział, omal życia nie straciła nocując na łodzi ojca po to aby rankiem dorwać wychodzącego z pieskiem na spacer naczelnika okręgu. Złożyła mnóstwo petycji, zaangażowała w swoją sprawę mnóstwo ludzi i ma teraz zrezygnować?
Nie Knieja Korala nie rezygnuje wpada na kolejny "genialny" pomysł i leci do Orbortportu osobiście wyremontowanym autolotem narażając życie swoje i dziecka. Wróciwszy do Błędnyrysu odnajduje rodziców maleństwa. To w mojej ocenie ludzie bardzo zgorzkniali, wszędzie węszący podłość i fałsz. Nie rozmawiałem z nimi osobiście ale widziałem nagrania.
Posępny jesteś Złaziświacie.
-Tak bo gdybym uczciwiej się zainteresował tym co chce wyszperać Knieja na składowisku złomu, dopilnowałbym zezłomowania tej ich szopy. Przecież to działo się niemal na moich oczach, wspomniała nawet o narzędziach, które dostarczył jej młodszy brat Milarezy obiecała,że pożyczy. Gdybymż choć raz poszedł je pożyczyć ... Przecież mogło dojść do tragedii a ja byłem tak blisko rozpoznania sprawy i ani przez moment nie pomyślałem,że robi coś niebezpiecznego. A przecież powinienem się zastanowić. Ona podpowiadała ówczesnemu właścicielowi składowiska uprzątnięcie go w jakiś dziwny sposób tłumaczony aktem desperacji.
-Ale,że chciała ci pożyczyć narzędzia - zadziwił się Krzepilud - ja bym nie pożyczył.
-Polubiła mnie, zresztą z pełną wzajemnością.
Nie mogłem wyjść z zachwytu nad szybkością i zmyślnością z jaką sprząta w domu ale to dłuższa historia.
-A jak oceniasz jej ówczesne kontakty z Milarezą?
- Jako przyjazne. Powiedziała kiedyś, że wolałaby aby to Milareza była jej siostrą.
-A no właśnie - mruknął Wiernysz jakby do swoich myśli.

 

 

Gdy Arnusz i Czezinaro przybyli do Unasu Milarezy już tam nie było. Ostrzeżona, że wkrótce ewidencja będzie wskazywać rodziców biologicznych każdej zaewidencjonowanej osoby wolała odlecieć na Meduzę. Milander zresztą tego właśnie sobie życzył. Nie wiadomo było jakie mogą być z tego dla
niej konsekwencje lepiej było w porę się wycofać nawet z Orbortportu.
Rzeczywiście wkrótce otrzymała na swój wizjofoniczny adres pismo skierowane do Etiudy Korala z żądaniem stawienia się celem wyjaśnienia
kwestii prawnych. Odpisała, że z tego co jej wiadomo na podstawie unaskiej dokumentacji Etiuda Korala córka Gwiazdy i Knieja Komandora urodzona 48 dnia 7 nonestra 490 arla o temprze12,
momencie 36, zmarła 51 dnia 7 nonestra 490 arla o temprze 34, momencie 62 w skutek podania śmiertelnego zastrzyku.
Odbyło się to zgodnie z unaskim prawem całkowicie legalnie po stwierdzeniu choroby Numeryka i na prośbę rodziców Etiudy. Adresatka zatem nie jest w stanie odpisać.
Podpisała się na tym piśmie jako Milareza Magnolia, Tolimanka, córka Milandera i Rezeryki załączając plik kopii dokumentów wystawionych w
sprawie Etiudy. Uzyskała je na żądanie przy pełnej obsłudze automatów.
Automatom było obojętne, że składający prośbę jest denatem. Grunt, że prosi o swoje dane i ma prawa osoby dorosłej.
Dołączyła też kopię dokumentu stwierdzającego, że przebywała w Unasie jako
gość, tylko w ograniczonym stopniu podlegający władzom Unasu.
- Odpowiedź przyszła szybko - dziękujemy za uregulowanie kwestii
prawnych. W oficjalnej wersji będzie się podawać dane zarejestrowane przez
Milarezę Magnolię. Jednak wzmianka o tym, że przyszła na świat jako Etiuda Korala pozostanie w ewidencji i w związku z tym Milareza Magnolia uzyskuje prawo goszczenia w Unasie kiedy sama tego zechce. Oczywiście po zgłoszeniu swojego przybycia i dopełnieniu formalności prawnych.
Wyjeżdżając z Orbortportu zbrała Cyprysię z placówki medycznej. Do niej jednak nie przyszedł żaden list.
-Sama możesz te sprawy uregulować - powiedziała jej Rezeryka - jeśli zechcesz.
Póki co Cyprysia przechodziła kosztowną terapię. Wprawdzie coś jej tam poprawiono w mózgu i czuła, że jest inaczej ale nie była pewna czy lepiej.
W dodatku nagle zaczęto od niej dużo wymagać. Miała się uczyć chodzić, mówić, koordynować ruchy, usprawniać ręce i w ogóle bardzo ja męczyli, tak
jak niegdyś Mizę aby mimo kalectwa pięknie chodziła i tańczyła. Gdyby Cyprysia przewidziała, że to będzie takie uciążliwe nie zdecydowałaby się na operację. Była pewna, że po operacji będzie jak po naciśnięciu pstryczka i natychmiast będzie umiała wszystko to co jej rówieśnice.
Milareza raz w ramach motywowania jej spytała - a nie chciałabyś się pokazać po terapii wszystkim, którzy cię lekceważyli?
No pewnie że by chciała.
===========


Milareza dowiedziała się od Symelki, że została wytypowana jako jedna z najlepszych kursantów prawa do szczególnego egzaminu dodatkowego. Miała
wystąpić przed prawdziwym sądem w prawdziwej sprawie jako rzecznik jednej ze stron. Symelka po prostu składała jej gratulacje przy okazji
omawiania spraw biurowych ale Milareza jeszcze o niczym nie wiedziała. Tym serdeczniej jej podziękowała za te gratulacje i wypytała o szczegóły.
Już wcześniej wiedziała, że Rifada sama się zwolniła z jej biura i pracuje teraz w miejsce Ewaldyny jako szkola sekretarka. Prawdopodobnie to ona powinna była poinformować Milarezę o spotykającym ją wyróżnieniu.
Czyż można przeoczyć coś dotyczącego byłej szefowej? Milareza w to wątpiła.
Nie to jednak było teraz najważniejsze. Powiadomiła o wszystkim Emriwaldę, już wcześniej została wyposażona w upoważnienie do załatwiania
spraw szkolnych w jej imieniu. Powiedziała też, że za tempr ma być u ojca i spodziewa się uzyskać zezwolanie na przyjazd. Byłoby jednak dobrze gdyby
Emriwalda nie zwlekając odwiedziła pałac naczelnika i o wszystkim się wywiedziała bo może potrzebne jest śpieszne załatwienie jakichś formalności.
Potem weszła do ojca, przepuszczając przed sobą Drisbenda z listem. Ojciec już na nią czekał, była też Rezeryka. -Pilna korespondencja - powiedział
Drisbend i nagle Milareza przechwyciła list. Stało sie to tak błyskawicznie, że nawet ona była zaskoczona.
-Co się stało Mizuniu? Spytał Mialnder.
-Kolor atramentu jest dokładnie taki jak tej farby z joksolańskiego ziela - jeszcze mówiła a on już wiedział o co chodzi i pociągnął jakąś dźwignię - które mi zabroniłeś stosować jako barwnik - dokończyła.
-Na tacę - warknął - i porządnie umyj ręce.
Jej ręce były bez skazy, jego chorobowo zmienione i jakby pocięte.Ręce Drisbenda zakrywały eleganckie rękawiczki.
-Nie bardzo rozumiem co się dzieje - powiedział
-Tym lepiej dla ciebie - odrzekł Milander ale wezwał straże i nakazał aresztować Drisbenda choć ten był jego wnukiem.
-Ręce - warknął na Milarezę. Natychmiast dokładnie je umyła i nakremowała. dopiero wtedy powiedział -dziękuję i wezwał Korora.
-Aha Milarezuniu - przypomniał sobie gdy jeszcze z nim rozmawiał a ona chciała wyjść - polecisz do Snesz - zeznasz, że Arnusz jest mężem innej kobietyi definitywnie rozwiążesz małżeństwo.
-Nie jest mężem prześwietny ojcze.
-Załatwisz to Miza - odrzekł i machnął ręką na znak, że ma wyjść.
Tymczasem sytuacja jeszcze sie skąplikowała bo uprowadzono grupkę matek i ciężarnych oprowadzanych przez Cudnę po unaskich instytucjach przy ulicy Usługowej. Wśród kobiet była Czezinaro.
 

 


-Ci Pukatańczycy są bezczelni - zdenerwowała się Gwiazdy- Dlaczego władze na to pozwalają?
-A coś ty taka pewna? - Zapytała ironicznie Perfekcja - w aktualnościach mówili, że Pukatańczycy nie porywaliby dzieci. Mają dosyć własnych .
Wkrótce rozeszła się wieść, że dużo więcej niż z "aktualności" można się dowiedzieć obserwując mało dotąd znany kanał "Wolna przestrzeń."
Rzeczywiście tam dawano relacje z wydarzeń na terenach niezagospodarowanych przez Unasjan gdzie ukradkiem rozwinęły się miasta, Błędnyrys też już teraz należał do "wolnej przestrzeni" i był tam ceniony. Co drugi dzień nadawano Kronikę Błędnyrysu i głównie tam można było ujrzeć porwane i to przy boku dostojników unaskiego pochodzenia.
Przyodziane w pukatańskie stroje wyglądały malowniczo ale choć Gwiazdy prześledziła wszystkie odcinki nie znalazła tam Cudny. Władze przyznały, że jej jednej na tych filmach nie ma.




Ani przez myśl jej mi nie przeszło, że mógłby ją strząsnąć i zadeptać jak robaka. Drapała go, gryzła i kopała wrzeszcząc - moje dziecko! moje dziecko!
-Czy ty zawsze będziesz takim idiotą? - wrzasnął na rudego brunet - ten pajac lubi głupie dowcipy - powiedział głośno i wyraźnie. Czuła, że to nie są
dowcipy ale brunet kazał jej siadać na wolnym miejscu obok drzwi, polecił oddać jej dziecko i bardzo bardzo przepraszał za kolegę dowcipnisia, który ponoć nawet z pogrzebu ojca umiał żartować.
Auto zaraz ruszyło Tęcza odwróciła się do tyłu, pomachała nam wesoło i zaintonowała znaną wszystkim piosenkę. "Przypadki chodzą po ludziach"
Cudna natężyła słuch na jedną tylko rozmowę:
-Skąd mogłem wiedzieć, że to wariatka?
-Nie wariatka tylko matka. Nie rozdziela się matki z jej maleństwem. Co ci strzeliło do głowy żeby jej drzwi przed nosem zamykać?
-Brzydka.
-Nie brzydka tylko łysa.... prawie.
Niestety Cieszko domagał się pokarmu więc nic dalej nie słyszała, przynajmniej z tej rozmowy bo refren piosenki o różnych śmiesznych zdarzeniach aż huczał jej w głowie:
"Jak świnka po ogródku, jak stonka po kartoflach,
przypadki chodzą po ludziach i to nie zawsze w miękkich pantoflach"
Do tej piosenki dziewczyny podokładały sporo zwrotek o zdarzeniach z z ich osiedla więc się ciągnęła i ciągnęła.
-Widzisz, karmi piersią - usłyszała szept bruneta. Poczuła się zażenowana ale nawet nie drgnęła, była wdzięczna Kuidizie, że ją tego nauczyła . Dzięki
temu jej dziecko nie było teraz głodne.
-O tym nie pomyślałem - przyznał rudy. Wygląda na Unasjankę, Unasjanki faszerują dzieci jakimiś świństwami. Ty masz rację, to jest matka.
To zabrzmiało jak pochwała.
Niestety, trafnie przeczuła, że to nie była zwykła wycieczka. Auto wjechało do
podstawionego w polu pływolotu. Do tego czasu wszystkie kobiety oprócz niej (wylała podaną tak jak pozostałym lemoniadkę do torby ze zużytymi pieluchomajtkami Cieszka), już spały, siedzenia zostały rozłożone tak, że utworzyły miejsca do spania, dzieci nie uśpiono, leżały obok matek, jeśli, któreś płakało zajmowała się nim Tęcza po czym odkładała na miejsce.
Cudna wiedziała o tym z rozmów, które już teraz były dobrze słyszalne ale patrzeć się bała, tuliła tylko Cieszka niby to przez sen.
Gdy lądowali zaryzykowała z nadzieją, że porywacze są teraz zajęci lądowaniem a nie porwanymi, cicho wstała, cichutko otworzyła drzwi auta i wysunęła na zewnątrz. Nawet się za siebie nie obejrzała w ogóle nie patrzyła na tych ludzi.
Nie wiedziała czy dobrze robi. Ryzykowała.
Miała szczęście Cieszko nie płakał i nie interesowali w tym momencie nikogo, Ukryła się w innym aucie między skrzyniami pełnymi owoców, podkradła kilka, o których wiedziała, że mogą je jeść matki karmiące. Pływolot wylądował, zaraz potem "jej " auto ruszyło.
==========
Przez kilka dni z zapartym tchem przeczesywała z pomocą agentarów Błędnyrys, fragment po fragmencie. Niestety Cudna nie miała żadnego przedmiotu, który mógłby pomóc ją znaleźć ale przecież Milareza nie była jedyną, która jej szukała. Specjalne służby Milandera szybko uporały się ze zlokalizowaniem pozostałych porwanych a przy okazji uwięzionej w piwnicy zaadoptowanego na pałac największego błędnyryskiego hotelu, Andi żony Margonomracha.


REFLEKSJE MILANDERA

Andi to córka Fruzlofa był u mnie inżynierem zaś Margonomrach kierowcą . Przyjaźnili się i Fruzlof dał mu swą córkę za żonę. Umierał w przekonaniu, że dobrze o nią zadbał. Przeraża mnie myśl co będzie z moimi dziećmi gdy odejdę. Też staram się je zabezpieczyć ale czy się nie przeliczę? Czy na
przykład słusznie wybrałem nowego męża dla Milarezy i trafnie układam się w sprawie przyszłego zamęścia Rezemci?
Wyłączyłem Margonomrachowi lotopławę o imieniu Rezis, to moja lotopława ja ją skonstruowałem i ja najlepiej wiedziałem jak ją wyłączyć .Ponadto założyłem mu podgląd.
Zażądałem aby wydał mi więzioną przez niego Andi, jej córki Nandi i Anandi, Cudnę Korala, Czezinaro Sneszankę, Nełkiszede Śmieszkę,
Ernildę Czubatkę i Tuidirę Panterę z dziećmi oraz Tęczę Szarą. Celowo nie robiłem różnic dla młodych matek oraz tych, które nimi dopiero będą.
Gdybym na przykład zażądał tylko Czezinaro nie wspominając o dziecku a ona w międzyczasie urodziła, mogliby zatrzymać maleństwo pod pozorem, że jego nie zażądałem.
Margonomrach zaczął wypytywać wykonawców porwania o Cudnę.
Zaprzeczali jej istnieniu ale później w rozmowach między sobą zdradzili mi miejsce gdzie mogła wysiąść w trakcie międzylądowania.
Margonomrach odpowiedział mi, że nie odda córek, Tęcza i Czezinaro nie chcą odejść o Cudnie Korala nie słyszał ale odda jeśli mu wskażę jej miejsce
pobytu, odda też Andi i te kobiety, które chcą odejść oczywiście z dziećmi lecz w zamian mam mu włączyć Rezis.
Odpowiedziałem, że nie przyjmuję żadnych warunków. Rezis jest moja. On nią tylko powoził.Następnie metodą na wycięcie ściany wywiozłem z pałacu
wszystkie interesujące mnie osoby i zabrałem do Rezis, Którą zaadresowałem na Meduzę. Oczywiście ściany starannie wkleiłem na miejsce.
Wkrótce potem w wyniku przewrotu pałacowego władzę przejął i ogłosił się księciem Błędnyrysu Dobroduch Topolian. Margonomrach salwował się wraz
z nową rodziną ucieczką.
Dobroduch poślubił wcześniej Czezinaro i domaga się ode mnie jej oddania bo to jego żona a nienarodzone dziecko już adoptował. Dziewczyna jest na mnie zła, że nie może być księżną. Może powinienem w tej sprawie ustąpić?
===========
Byłaby księżną tylko 8 dni.
Potem nadciągnął Onibchadinzer najpotężniejszy władca wolnej przestrzeni by ukarać Dobroducha za ten przewrót.
Ponieważ samozwaniec ostro bronił miasta stracił życie. Śmierć poniosło też wiele innych osób w tym kobiety i dzieci a Czezinaro i jej dziecko żyją i mają się nieźle. Nazwała córeczkę Fado ale zaewidencjonowano ją pod imieniem wybranym przez Dobroducha (o tym wyborze informował szeroką publiczność w nagraniach wizjofonicznych) -Dobrotliwa.
W wizjofonii nazywają ją księżniczką Dobrotliwą.
Onibchadinzer uczynił zdobyte miasto stolicą swego imperium i przezwał Onibchadinzerportem, wyraźnie na wzór Orbortportu.
 

 
http://b4.pinger.pl/e33ddf90b5f4a8e792cb7c7da678fec5/009.jpg
To jest kradzież !!! - Wrzeszczał ktoś za mną.
-Muszę wyżywić dziecko! - odkrzyknęłam z determinacją. Byłam gotowa skoczyć mu do gardła.
- To trzeba zbierać po właścicielu to co zostanie a nie przed nim a zresztą moja matka gotowała lubadę i też nas wyżywiła.
Ja nawet nie wiedziałam co to jest lubada.
-Nie mam kuchenki, nie mam garnków, nie mam nic! - krzyczałam.
-To skądeś się tu wzięła?
Złapałam dziecko i chciałam uciekać ale zastąpił mi drogę. - Pomogę ci - powiedział.
Zaufałam mu bo właściwie jaki miałam wybór? Zabrał mnie do chaty gdzie mieszkała starsza kobieta.
-Przyjmij ją - polecił jej i od razu widać było, że ma do tego prawo - razem łatwiej dacie sobie radę.
-Palisandra - powiedziała kobieta wskazując na siebie.
-Cudka - Odpowiedziałam. Tak mówiła na mnie opiekunka Kniei gdy byłam mała.
- Unasjanka? - spytałam bo nie byłam pewna, włosy sięgały jej aż do karku.
-Obywatelka Księstwa błędnyryskiego -odpowiedziała.
Mężczyzna ją pochwalił - o właśnie. Zapiszę sobie ciebie Cudka a już dalej Palisandra cię o wszystkim pouczy.Nie nawykłaś do takiego życia?-Zapytał.
-Nie -przyznałam.
-Moja matka była w podobnej sytuacji i dała radę. Ty też dasz. Zbieraj dzikie rośliny i to co zostanie po zbiorach albo oddaj dziecko ludziom, których na nie stać ....
Odruchowo przytuliłam Cieszka.
-Tak przypuszczałem - powiedział - pracy ci na razie nie mogę dać bo masz dziecko więc pozostaje ci zbieractwo. A te warzywa weź - burknął oddając mi torbę. Zaraz potem wyszedł.
CUDNA I PALISANDRA.
Gdyby ktoś spytał Cudnę o Palisandrę(a nie pytał) powiedziałaby:
To wspaniała kobieta, zawsze życzliwa, wspieramy się wzajemnie.
Zbieram dzikie rośliny i resztki z pól z taką zajadłością z jaką kiedyś grałam na klawibarwie a i tak nie dorównuję Palisandrze.
Erkedaosz miał rację, razem jest nam łatwiej.
Uczę się od niej jakie rośliny zbierać i jak przyrządzać. Wychodzimy razem więc może mi pomóc przy dziecku. Jak to dobrze, że wcześniej dużo się nauczyłam od Lukierji, Tęczy, no i bądźmy szczerzy także od Kuidizy inaczej wyglądałabym na kompletną niedojdę.
===============
A gdyby ktoś godny zaufania (z pierwszym lepszym nie gadała) zapytał Palisandrę o Cudnę usłyszałby:
Ta dziewczyna to kompletna niedojda. Młoda a ma siły mniej niż ja. Wszystkiego trzeba ją uczyć. Przyjmuje za naturalne, że dzielę się z nią moją strawą (bo cóż tam ona uzbiera), że pomagam jej przy dzieciaku, nawet w nocy do niego wstaję a nigdy nie zaproponuje, że zrobi coś dla mnie na przykład przy okazji swego prania upierze też moje.Przeklinam w duchu Erkedaosza. Żyłam sobie spokojnie, beztrosko a teraz ....? Pieluchy i kolki. To już nie na mój wiek. Mam tego dość.
================

Palisandra poprosiła abym tym razem sama poszła narwać warzyw bo ona musi zrobić generalne porządki ale dziecko mogę zostawić. Coś mnie tknęło i odpowiedziałam, że tylko by jej przeszkadzało, zabiorę ze sobą.
-Zostaw Cieszulka, będzie ci łatwiej córuchno.
-Nie, nie, już dosyć korzystam z twojej życzliwości....
-Ale ty dziecko musisz dziś nazbierać wszystkiego za siebie i za mnie, nie dasz rady.
-To wrócę później.
-Nie ja muszę jeść posiłki o czasie.
Zaczęłyśmy od uprzejmości a skończyłyśmy na zajadłej kłótni nawet nie umiałabym odtworzyć krok po kroku jak do tego doszło.
Wrzeszczałyśmy na siebie. Dowiedziałam się, że siedzę jej na karku, że nie ma ze mnie żadnego pożytku, że nawet nie raczę wstać kiedy mój bachor (już nie Cieszulek) drze się w nocy a przecież nie jest moją matką, że nawet naparu dla niej nigdy nie zrobię i że gdybym nie miała dziecka to bym poszła do pracy zamiast obciążać innych swoją osobą i że ona przecież się ze mną pieniędzmi za dziecko podzieli. Gdy to usłyszałam odepchnęłam ją, złapałam Cieszka i torbę z jego rzeczami w chybotliwych drzwiach zderzyłam się z młodą kobietą, dostała moją torbą w brzuch.
Byłam pewna, że przyszła po moje dziecko ale wszelkie słowa uwięzły mi w gardle.
-Co tu się dzieje? - Wrzasnęła.
Palisandra podniosła się ze swych betów i dopiero teraz spostrzegłam, że padając musiała o piórko minąć głową ciężką szafę, brzuch zaczął mnie boleć tak jakbym to ja dostała weń torbą.
- Ja się tylko tej histeryczki zapytałam czy nie lepiej byłoby komuś kogo na to stać oddać dziecko, przecież prędzej czy później będzie musiała - tłumaczyła niedoszła denatka.
-Raczej później - odpowiedziała szorstko nieznajoma i zaraz się przedstawiła - Jestem Turusa urzędniczka Onibchadinzera władcy połowy obszaru wolnej przestrzeni oraz Onibchadinzerportu. A ty? - zwróciła się do mnie.
-Cudka.
-Dobra. Co umiesz robić?
-Najlepiej to grać na klawibarwie.
-Dalej? - Widać było, że sztuka jej nie obchodzi więc skupiłam się na tym czego uczyłam się w szapio.
Wybrała ewidencjonowanie.
-Właśnie zakładamy własną ewidencję na wzór unaskiej, to się przydasz, znajdę ci miejsce, gdzie będziesz mogła siedzieć z dzieckiem.
-Dziękuję.
-Mnie? Za co? Jesteś teraz zakładniczką i dopóki Milander nie będzie się do nas wtrącał nic ci nie grozi.




 

 


Milarezie żal było Cudny. Milander jednak powiedział - teraz jest czas by wzięła swoje życie w swoją garść. Jutro będzie za późno. A ty się zastanów co chcesz zrobić z własnym.
-Skończę szkołę w Degeden...
-To już niedługo.
-Podejmę pracę w moim biurze, będę przyjmować zlecenia od Małymisia Murmurando.
-A dom? Rodzina?
-Są kobiety, które nigdy jej nie założyły. Choćby Emriwalda albo Eneroze.
Nie uważam aby były przez to nieszczęśliwe.
-A nie sądzisz, że to ja powinienem o twój los zadbać? Bo widzisz Milarezuniu, ja ci ufam ale już niejeden ojciec się zawiódł bo nawet najlepsza dziewczyna może sobie nie poradzić z pewnymi napięciami i przynieść wstyd rodzinie a przy okazji zmarnować sobie życie.
-Tak, zważ jednak, że ja jestem brzydka, kaleka i stale zajęta.
-Dla mnie jesteś piękna a kalectwa nie widać. Nie chcialbym czegoś zaniedbać.
-A czyż inżynier Fruzlof nie próbował zadbać o los dostojnej Andi?
-No właśnie - westchnął Milander - tylko, że jeśli ja mogę popełnić błąd to ty tym bardziej. W każdym razie tę sprawę z Arnuszem załatw. Teraz jest dobry moment bo zamieszkał z Czezinaro. Nie zapomnij wziąć dowodów na to, że nie było cię na miejscu kiedy ratowałaś tych dwoje od napaści i kiedy byłaś dla nich tłumaczem w Unasie. W tym ostatnim wypadku najlepszy będzie filmik.
Nie spodziewała się aby to było potrzebne i słyszne ale nasunęło jej inną myśl, poprosiła ojca Amalki o nagrania filmu z wypowiedziami Arnusza do rodziny.
Pojechała z tym do Snesz oświadczyć, że małżeństwo z Arnuszem uważa za definitywnie rozwiązane z jego winy i wziąć na to poświadczenie. Sprawa wydawała się prosta, jej oświadczenie powinno być wystarczające ponieważ wszyscy wiedzieli, że Arnusz związał się z inną kobietą a już wcześniej dał wyraz temu, że Milarezy nie chce i nie została przyjęta w domu teściów czego dowodem były cztery sterczące nad ich polem kamienne siegridy na kolumnach oraz brama wiodąca na odgrodzone poletko Milarezy. W tej sytuacji oświadczenie powinno być zwykłą formalnością.
Rodzina Arnusza stawiała jej zarzuty n.p.: że specjalnie dopuściła aby urządzili powitanie w Isage.
-To prawda ale nie wyraziłam zgody.
-Nie powiedziałaś, że się nie zgadzasz.
-Owszem, jednak w tym wypadku istotne jest to, że nie wyraziłam zgody.
-Ale Orbort wyraził.
-Nie wiem, nie było mnie przy tym. Przyjmuję, że mówicie prawdę bo mogło tak być ale dlaczego nie chcieliście mnie przyjąć u siebie? Co było nieodpowiednie dom czy ja?
-Ty - warknął nienawistnie dziadek Arnusza.
-A zatem rozwiązanie małżeństwa powinno wam być na rękę.
-A po coś zaprzysięgała Czezinaro? - Spytał z żalem w głosie jej ojciec.
-W nadziei, że skorzysta z okazji i da podstawy do unieważnienia mojego małżeństwa z Arnuszem.
========
Ku jej zaskoczeniu pojawił się też Fantegris. Twierdził, że ona kocha Arnusza, i że powiedziała to jego siostrze. A w dodatku Arnusz, którego ostatnio odwiedził jest gotów wrócić do Milarezy.
-Przypomnij mi proszę nazwę grodu w którym zamieszkali - poprosiła.
-Też nie pamiętam,to taka trudna unaska nazwa.
-A gdzie się w Unasie ewidencjonowałeś?
- W Błędnyrysie.
-Czyli na obszarze aktulnie podległym Onibchadinzerowi masz zapewne przy sobie dokument zezwalający ci na przelot stamtąd do Unasu?
O, coś takiego - podała mu kopię własnego zezwolenia na wjazdy i wyjazdy do i ze swej posiadłości w Błędnyrysie.
- Nie będziesz miał problemu z odczytaniem bo Onibchadinzer nakazuje sporządzać dokumenty w trzech językach. Znasz wszak auretański?
Naczelnik wziął dokument od Fantegrisa ten zaś tłumaczył:
-Przepraszam nie wzięłem tego zezwolenia, nie sądziłem, że będzie mi potrzebne.
-A pod jakim imieniem się zaewidencjonowałeś?
-Pod własnym.
-Który z tłumaczy w tym pośredniczył? Zapewniam, że znasz wszystkich Tolimańczyków współpracujących z unaską ewidencją jako tłumacze bo to prześwietny Lanbort ich wyznaczył. Łatwo uzyskamy potwierdzenie, że tam byłeś, zwłaszcza jeśli podasz datę i tempr.
.... Milczał.
-Przywiozłeś list od Arnusza?
......
A zawiozłeś jakiś prezent dla dziecka? Choćby któreś z twoich niemowlęcych ubranek? - Celowo zasugerowała w ten sposób, że dziecko jest chłopcem.
-Nie, nie zawiozłem, ubranka po mnie dostali moi bracia, nie bywam w domu, ciężko pracuję lecz nie stać mnie na zakup odpowiedniego prezentu.
-A kiedy ostatni raz widziałeś się z siostrą?
-Była u mnie.
-Wbrew woli waszego ojca? A ty w te pędy przyleciałeś tu nie bacząc na to, że ją zdradzasz? Czy zrobiłeś to tylko po to aby zemścić się za to, że zatrudniono mnie na stanowisku, którego ty pragnąłeś?
-Ależ skąd?!
-To dlaczego? Przecież mógłbyś się obawiać powrotu Arnusza. Gdybyś sobie życzył wyjaśnię dlaczego - nie czekając na takie zezwolenie pytała dalej- Jaka jest płeć jej dziecka?
-Nie wiem. Nie było mnie tam, jestem teraz biedny a ...
-A ty przywiozłaś list od Arnusza? - Pośpiesznie zaatakowała Sunelao i Milareza zanotowała sobie tę pośpieszność w pamięci.
-Tak nagranie filmowe - odpowiedziała spokojnie.
-Aha, to go nagrywałaś czyli go odwiedzasz?
-Nie twierdziłam, że to ja nagrywałam. Ja pomyślałam tylko, że może chcielibyście coś takiego zobaczyć ale wykonał ktoś inny.
Najpierw chcę jednak dopełnić formalności i przypomnę, że ważne jest jedynie moje oświadczenie, ani zdanie Arnusza, ani zdanie jego rodziny, ani opinia nawet całkiem szczerych świadków nie ma tu nic do rzeczy.

-Dlaczego dopiero teraz chcesz je złożyć? - Spytał ironicznie dziadek Arnusza.
-Dlatego, że wcześniej używałam statusu mężatki do wyjaśniania innym mężczyznom dlaczego z nimi nie flirtuję a teraz już są do tego przyzwyczjeni.
-A może teraz chcesz poflirtować?
-Gdyby nawet, to już nie byłby twój problem dostojny złotniku lecz mego ojca a ty powinieneś wręcz pragnąć wymazania tego niefortunnego małżeństwa. Chyba, że uważasz je za intratne?
-A co to dla ciebie mało spowinowacić się z mironejskim rodem?
Chwilę wymieniali spojrzenia po czym odpowiedziała
-Ja już jestem spowinowacona - i nadal spokojnie patrzyła mu w oczy. Nie podjął tematu bo przecież sam był spowinowacony przez małżeństwo syna.
-Nigdy nie pragnęłam małżeństwa z Arnuszem - wyjaśniła.
-To po co w nie lazłaś?
-Najpierw bo byłam posłuszna decyzjom rodziny.
Potem by nikt nieuczciwie na mnie nie zarabiał. Jeżeli zażądasz dowodów przedstawię ale sugerowałabym by dać spokój imieniu Arnusza. Stara się żyć uczciwie i na siebie zarabiać a ja myślą, że Czezinaro jest jedyną kobietą, którą naprawdę pokochał i od początku należało mu pozwolić ją poślubić. Mniej złych rzeczy by się wydarzyło.
-Ale jakich? - Zapytała Sunelao.
-W drodze zostali napadnięci i okradzeni, potem wybrali zły statek i zostali zaliczeni w poczet niewolników, póżniej Czezinaro została uprowadzona.
-Ta ... to jakby z tego wszystkiego wybrnęli? - Wyraził niedowierzanie ktoś z tłumu.
-Od czasu do czasu się nimi interesowałam, a że nigdy nie kochałam Arnusza, żadne złe emocje nie przeszkodziły mi im pomóc. Natomiast wydania Czezinaro oraz innych porwanych kobiet po prostu zażądał mój prześwietny ojciec.
W tej chwili Czezinaro mieszka z córeczkami i ...
-Jak to córeczkami? Ma bliźniaczki? - Zdumiał się Fantegris.
-Nie, jedną przygarnęli po drodze. Mieszkają razem ona i Arnusz. Są małżeństwem na mocy unaskiego prawa
-A przecie Arnusz umie pisać, trzeba było przywieźć list - oświadczył stary złotnik, któremu chyba umknęło, że już była o tym mowa.
-Przywiozłam coś lepszego - odpowiedziała. - Dziś już nie będzie na to czasu. Jestem umówiona z osobą, której sprawę bedę przedstawiać w sądzie.
-Ty zawsze nie masz czasu. - Rozzłosciła się Sunelao - nawet na własnym weselu nie miałaś czasu.
-To prawda - przyznała Milareza - a teraz proszę o przyjęcie mojego oświadczenia, że moje małżeństwo z Arnuszem będe traktować jako niebyłe. Tak oświadczyłam i to najzupełniej wystarczy proszę o zgodę na to abym po gotową decyzję mogła przyjechać następnym razem i przy tej okazji pokażę filmowy list Arnusza. Będę miała czas pojutrze o tej samej porze.
Oczywiście, że miała jeszcze trochę czasu jednak nie wystarczyłoby go na pokazanie całego filmu a przecież można się było spodziewać dalszych dyskusji. Lepiej było dać go sobie więcej na odpoczynek.
=======================

Milareza spotkała się z klientem i jego rodziną w ich domu. Zadając parę trafnych pytań udowodniła, że to jego adwersarz ma rację. Próbowała nakłonić do do ugody, wykazując ile może stracić jeżeli tego nie zrobi. Klient jej naubliżał, nawtykał, że smarkata i na niczym się nie zna, przypomniał, że jej obowiązkiem jest występować po jego stronie.
Spokojnie jeszcze raz wyjaśniła jakie straty finansowe, towarzyskie i emocjonalne może ponieść jeżeli jak najszybciej nie pogodzi się z przeciwnikiem.
-Przecież my nie pracujemy za darmo - wyjaśniła - a ta sprawa może się ciągnąć arlami. Zechciej to proszę na spokojnie przemyśleć a za pięć dni podasz mi swą decyzję.
-Zmienię sobie przedstawiciela - odrzekł gniewnie.
-Masz takie prawo. Mimo to wrócę po decyzję za pięć dni i oczywiście nie będę się upierała aby prowadzić tę sprawę.
-A ja cię w ogóle nie chcę tu widzieć!
-Zgoda. Nie przyjadę.
Wysłała zgłoszenie do Tusarady,której kancelarię miała w tej sprawie reprezentować. Oczywiście wysłała za pośrednictwem Emriwaldy.


=============
Dwa dni później rzeczywiście poleciała do Snesz, odebrala dokument i pokazała filmowy list od Arnusza ilustrowany wstwkami dokumentalnymi. Ostrzeżona przez Milandera wzięła aparat odtwórczy z tym jednym sporządzonym przez pracowników Lanborta i autoryzowanym przez Arnusza filmem.
Sceny, których nie życzył sobie pokazać zostały wycięte. Gdy do wypowiedzi młodego mężczyzny dodawano wstawki dokumentalne on sam był pokazywany w prawym górnym rogu. Reporter wspierał go zadając od czasu do czasu pytania.
Na koniec pokazano jak Arnusz oprowadza Czezinaro i Czekebaro po unaskim mieście ucząc je jak się tam należy zachowywać i z czego można korzystać.
-A co on taki mądry? - Zdziwił się Tanas.
-Uczęszcza na specjalne kursy - wyjaśniła przemilczając, że sama je opłaciła.
Dzięki temu szybciej nauczy się tam żyć i znajdzie pracę.
-O pracę to ty już się nie musisz troszczyć, to złotnik - powiedziała Sunelao.
Milareza tylko się leciutko uśmiechnęła.
-Ale przecież tam noszą złote ozdoby? - Zaniepokoiła się Sunelao.
-Tak, biedna ludność pochodzenia pukatańskiego bo są tam bardzo tanie. Aby na tym zrobić trzeba uruchomić masową produkcję maszynową.
- To jakbyście razem byli to przecież dalibyście radę zakupić maszyny.
-Z pewnością ale po co byłby mi wtedy Arnusz? Potrafię zrobić projekt i odpowiednio maszynę zaprogramować. Ponadto Czezinaro nie zniosłaby gdybym z Arnuszem współpracowała.
-To znaczy, że moglibyście jeszcze do siebie wrócić? - Opacznie zrozumiała tę uwagę Sunelao.
-Nie. Ja się nigdy na to nie zgodzę.
-Ale skoro go wspierałaś to musi ci jakoś na nim zależeć.
-Wyłącznie jak na człowieku potrzebującym pomocy ale zapasową żoną dla nikogo nie będę.
-A myślisz, że ci się lepszy trafi?
-Nie pierwszy raz dajesz mi do zrozumienia, że jestem dla ciebie nikim.
To prawda, że jestem nieurodziwa, kaleka i tylko adoptowana ale za to uczciwa i choćby z tego powodu na odrobinę szacunku zasługuję. Choćby nie trafił mi się żaden to i tak nie poślubię ani zakochanego w innej ani kogoś dla kogo liczy się tylko mój majątek. Nie jestem tak zdesperowana.
Wyszła ale zatrzymali ją ci, którzy nie mieli okazji obejrzeć filmu o Arnuszu bo się na sali nie zmieścili.
Wróciła więc podeszła do naczelnika, pokazała mu jak włączać aparat odtwórczy i zostawiła aby każdy kto zechce mógł obejrzeć.
Nieoczekiwanie podszedł do niej dziadek Arnusza Powiedział - dziękuję ci za ten film i przepraszam.
Tego się nie spodziewała, jednak odruchowo zareagowała uprzejmym ukłonem.
==========
http://b4.pinger.pl/7df0fa02c4546a19f8e5b1cd90b7fa07/WOSYM.jpg
Za pośrednictwem Emriwaldy skontaktowała się z Milarezą przez milanderłącze Tusarada jedyna kobieta prowadząca kancelarie prawniczą. Kształciła się prywatnie wspierana przez dziadka i po nim tę kancelarie odziedziczyła. Milareza ją podziwiała ale nie teraz. Teraz Tusarada była wściekła i miała nieprzyjemną twarz. Powiedziała, że nigdy w życiu nie zatrudniłaby w swej kancelarii kogoś takiego jak Milareza bo przecież tak działając "puściłaby ją z torbami". Miała oczywiście na myśli nakłanianie klienta do ugody a tym samym wycofania sprawy.
-Na szczęście udało mi się to odkręcić -powiedziała.
-Rozumiem - oznajmiła Milareza ale zechciej mi wybaczyć, ja jako rzecznik w niesłusznej sprawie, nie wystąpię.
Tusarada sie roześmiała - nie wystąpisz bo ja cię od niej odsunęłam. Nie chcę współpracować z taką niedojdą.
Milareza tego nie skomentowała skłoniła się tylko i sluchała dalej bo przecież Tusarada miała prawo wylać na nią swoje żale a w dodatku powiedziała wiele o specyfice działania kancelarii. Milareza ukradkiem zaznaczała na wydruku ważniejsze fragmenty. Dopiero po dłuższym czasie powiedziała - przepraszam, skończył się czas, który mogłam ci poświęcić.Dziękuję za cenne wskazówki, niektóre z pewnością wykorzystam.
Skłoniła się nisko i przerwała połączenie.

Sprawa się nie odbyła bo dwaj adwersarze zgłosili się do Lodwara by poinformwać, że zawarli ugodę.
Na jego pytanie dlaczego dopiero teraz, niedoszły klient Milarezy powiedział - a bo głupi byliśmy - dopiero ta mała prawniczka otwarła mi oczy,że lepiej żyć z sąsiadami w zgodzie niż włóczyć sie po sądach i wydawać na prawników.
============


Milareza dostała jeszcze jedną szansę. Sprawa była podobna do poprzedniej. Chodziło o przestawienie znaków wytyczających posiadłość. Dokładnie się z materiałem zapoznała. Zebrała dodatkowe informacje. Była zadowolona bo wyglądało na to, że tym razem będzie bronić słusznej sprawy.
Potem nagle zdecydowano, że będzie reprezentować drugą stronę.
-Dlaczego? - Zapytała zawiedziona - to przecież nieetyczne, rozmawiałam już z jego przeciwnikiem.
-Tak sobie życzył twój nowy klient - odrzekł Lodwar - a jego przeciwnik nie widzi przeciwwskazań. Mam to na piśmie.
Porozmawiała z tym nowym klientem. Powiedziała mu, że to nie był dobry pomysł.
-Bo widzisz mnie na razie stać na wybieranie klientów a nie potrafię bronić spraw co do, których nie mam przekonania.
Przekonał ją.
Miała jednak mało czasu na przygotowanie i nie wszystko szło po jej myśli.
Weszła do halu w swej nowej specjalnie na tę okazję uszytej brązowej sukni towarzysząc klientowi, pod pachą miała teczkę z aktami na nogach buty na wysokim obcasie bo choć od przyjazdu do szkoły nieco podrosła nie szkodziło jeszcze się podwyższyć. Spotkawszy Rifadę, lekko się jej ukłoniła i przeszła ale nie na tyle szybko by nie zobaczyć zaskoczenia na jej twarzy. Czy to możliwe, że nic nie wiedziała o przydzieleniu Milarezie tej sprawy?
-Nieeee - pomyślała Milareza -przecież Eneroze o tym wiedziała, niemożliwe aby nic nie wspomniała swojej sekretarce. W dodatku byłam u Lodwara osobiście a i Emriwalda jeździła w moich sprawach.
..............
Na rozprawie przyjęła taktykę przeciągania.
Zadawała dużo pytań. Część miała wcześniej przygotowaną, niektóre nasuwały jej się na bieżąco.
Tylko niektóre pomagały jej zdobyć dodatkowe informacje za to wszystkie denerwowały przeciwnika jej klienta. W odwecie zaczął z nich kpić. Udawała, że tego nie spostrzega.
Prowadzący rozprawę uczeń co jakiś czas upewniał się jaki jej pytania mają związek ze sprawą.
-Zmierzam do wyjaśnienia - odpowiadała ale w pewnym momencie wyczuła, że miarka się przebrała i prowadzący będzie torpedował takie pytania toteż powiedziała: Większości z obecnych wydaje się, że sprawa dotyczy przestawionych słupków tymczasem chodzi o coś o wiele poważniejszego - chwilę mówiła to do ukrytej wysoko za filarem dziewszynki ta zaś zamarła bez ruchu na galeryjce. - Mój klient nie wybrał mnie dla mojej sławy dobrego prawnika bo jej nie mam. Nie wybrał mnie też dlatego, że ma coś przeciwko rzecznikowi drugiej strony. A zatem dlaczego? Może ze względu na urodę? Nie, rzecznik przeciwnej strony ma jej więcej ode mnie, tu skłoniła się Tusaradzie a więc dlaczego? Powód jest prozaiczny. Ze względu na moje koligacje. Ja mogłam poprosić o zlecenie zbadania z pomocą czułych urządzeń co kryje się pod sporną ziemią - wyczuła, że przeciwnika jej klienta trochę to uspokaja więc dodała - oraz w innych podejrzanych punktach.
Dobrze byłoby zabrać to dziecko z galerii - dodała patrząc w górę i w tym samym momencie wrzasnęła z ból, chwyciwszy się za fryzurę, Mały haczyk wbił się w jej włosy tuż obok diademu.
Na dodatek zgodnie z umową, punktualnie w umówionym czasie weszła Dagrida.
-Mam ważne pismo do Milarezy. Dotyczy tej sprawy.
-Daj mi - polecił przewodniczący posiedzenia. Jedna z koleżanek podbiegła z nożyczkami od robótek, którymi się zajmowała na widowni. Nad salą fajtały damskie nogi w znanych Milarezie pantofelkach.
-Elu ... wyszeptała podczas gdy Mendelisa odcinała haczyk
-Elu - zachowaj spokój - powiedział Lodwar - i mocno się trzymaj tej belki. Wszystko będzie dobrze.
Niczego się nie bój. Paru mężczyzn pobiegło damę ratować, ktoś się śmiał, ktoś histeryzował tylko Lodwar spokojnie przemawiał do wystawionej na pośmiewisko kobiety.
Zdezorientowana Dagrida pozwoliła zbrać sobie arkusz z notatką Milarezy zawierającą informacje o tym co sama ustaliła w sprawie.
Przewodniczący przebiegał notatkę uważnie oczyma. Adwersarz klienta Milarezy zaczął się cichaczem cofać , przewodniczący bojąc się krzyczeć próbował gestami zwrócić na to uwagę obsługi.
Dopiero gdy ten człowiek był tuż u drzwi nie wytrzymał i wrzasnął - zatrzymać!
-Ciszej, dziewczynę straszysz - powiedział ktoś.
-Bo gapicie się jakbyście nigdy wywieszonego prania nie widzieli a morderca ucieka.
Ktoś go jednak zatrzymał.
-Proszę o zachowanie spokoju i powagi -powiedział przewodniczący czyli grający tę rolę uczeń szkoły prawniczej - przecież tu dzieci na sali nie ma.(Dziewczynkę już wyprowadzono) Nie widzę powodu do ekscytacji . - Kiedy młoda kobieta była już bezpieczna dodał - proszę ustalić dane tej osoby spod sufitu bo będziemy musieli przesłuchać na okoliczność pomagania mordercy w ucieczce. A wracając do sprawy: nie wiedziałem, że są urządzenia umiejące tak łatwo odkryć zwłoki sprzed 10 arli ....
Potem zwrócił się do uciekiniera.
-Jak mogłeś? To przecież była twoja teściowa. Matka twojej żony i babka twoich dzieci. Zabiłeś ją dla pieniędzy. Okropne. Dla 30 rafli , tyle było warte jej życie?
-Nieprawda. Popchnąłem ją w kłótni ale nie chciałem zabić a żadnych pieniędzy ona nie miała.
-Miała - odkrzyknął klient Milarezy - a niby za co postawiłeś sobie spichlerz?
- Kiedy popełniono tę zbrodnię? - Spytał Lodwar bo najwyraźniej umknęła mu ta informacja.
-10 arli temu - wyjaśniła Milareza - uznano wówczas, że kobieta opuściła męża by związać się z kimś innym ale mój klient a syn tej kobiety nigdy w to nie wierzył a ponieważ tamtego dnia widział swego szwagra z łopatą na spornym kawałku ziemi postanowił go zagarnąć w celu przekopania. To już jednak sprawa na inne posiedzenie.
Tymczasem panowie ratownicy przyprowadzili młodą damę i głośno przedstawili: Eluksendrea córka Riehana.
-Współczuję twojemu ojcu - powiedział przewodniczący i głośno poprosił - niech się któraś z dam nią zaopiekuje bo dziewczyna jest w przykrej sytuacji.
Po zakończeniu rozprawy i wyprowadzeniu winnego Lodwar spytał przewodniczącego gdzie są zwoki. Ten wzruszył ramionami - nie wiem.
-A skąd wiesz, że w ogóle były zwłoki i czyje ?
-Notatka jest przejrzysta - odrzekł.
-Sądzę, że należy szukać pod spichlerzem - oświadczyła Milareza.
-Sądzisz czy wiesz?
-Widziałam jak przeciwnik mojego klienta zareagował na słowo spichlerz a jak ustaliłam ten spichlerz zaczęto wtedy stawiać. Mój klient uważał, że jego szwagier postawił go za pieniądze z rozboju a ja myślę, że te pieniądze są przy zmarłej. Lodwar wziął arkusik od prowadzącego posiedzenie.
-Ładne pismo - stwierdził - i czytelne, uporządkowane informacje. Kto to pisał?
-Ja dostojny Lodwarze - odpowiedziała.
-Sama do siebie? Mogę to zabrać ?
-Tak, ten egzemplarz jest przeznaczony dla ciebie.
-Wszystkie są przeznaczone dla mnie - odrzekł z naciskiem w głosie - bo to nie jest sprawa dla arbiturientów ani dokument do prywatnego archiwum.
-Tak, w istocie masz rację - przyznała i oddała mu teczkę z aktami sprawy.
-W ogóle nie powinnaś była tego przyjąć tylko od razu oddać mnie - wyjaśnił.
-Nie chciałam zawieść człowieka, który mi zaufał.
-A jak to możliwe, że zauważyłaś dziecko a nie zauważyłaś kobiety z wędką? -zainteresował się woźny.
-Początkowo jej tam nie było - wyjaśniła - nie wiem kiedy i jak weszła. Najwyraźniej mam za słabą podzielność uwagi.Skupiałam się na obserwowaniu twarzy biorących bezpośredni udział w sprawie.
-O co Elu mogło chodzić? - Zastanawiał się Lodwar.
-Nie wiem, może chciała sprawdzić czy włosów nie ścięłam - mówiąc to rozpuściła je - A może chodziło o diadem. To już sprawa sędziego Riehana i dostojnej Eneroze. - Tym samym dała do zrozumienia, że nie zamierza tej sprawy załatwiać przed sądem.

Eluksendrea była drugą uczennicą na kursie. Całkiem nieźle poszły jej egzaminy a mimo to odpadła. Głupio odpadła. Niestety nie przyszła na
zakończenie i nikt jej nawet nie mógł zapytać - dlaczegoś ty to zrobiła?
-No zobaczcie dziwiła się Nala: takie dobre uczennice jak Elukssendrea i Meliwaretta odpadły aż żal. No i dlaczego? .
-Niby takie mądre a idiotki dodała Nakeregoen - nie rozumiem takich ludzi.
No jak można w czasie posiedzenia sądu rzucać na kogoś haczyk? Milarezo, o co jej mogło chodzić?
-Nie wiem, nigdy nic złego jej nie zrobiłam.
-Zostałaś na jej miejsce prymuską - podpowiedziała Symelinda.
-No i to co powiedziałaś na rozprawie - dodała Mendelisa - o tym, że myślała, że skoro przebywasz stale w Unasie to ścięłaś włosy a teraz masz perukę i dlatego zmieniłaś uczesanie. Sama słyszałam jak Rifada powiedziała tak do Eneroze. Elu chciała cię skompromitować, pewnie myślała, że uda jej się uciec.
-Uciekłaby gdyby zostawiła wędkę - stwierdziła Gedeszama.
-To by ustalono czyja to wędka - oświadczyła Luirduetea wchodząc w towarzystwie innych nauczycielek - Milarezo była zażarta dyskusja czy nie ukarać ciebie i Grygitala za podjęcie się sprawy o morderstwo.
Dlaczego? Przeciez nigdzie nie ma wzmianki, że nie wolno a na dodatek on nie był na to przygotowany, improwizował. Dagrida mnie miała podać to pismo,
nie jemu.
-No i dlatego, że rzeczywiście nie ma takiej wzmianki.Szuarad was wybronił.
-To ładnie z jego strony ale powiedz proszę co miał zrobić przewodniczący? Przecież zachował się adekwatnie do sytuacji, wycofanie się na tym etapie byłoby poważnym błędem.
-Tym bardziej doceń, że Szuarad bronił was oboje. Nie dostaniesz teraz promocji tylko jutro przed balem na głównej sali z wszystkimi, którzy są
najlepsi na swoich kursach.
Wśród najlepszych była też Dagrida, Amaldyna, Lalotta i Grygital mający podjąć pracę w kancelarii ojca. Tańcząc z Milarezą namawiał ją aby też sie tam zatrudniła.
-To byłoby trudno - wyznała - bo mam jeszcze dwa inne miejsca pracy, moje biuro i Binius w Unasie. Te dwa etaty połączę ale więcej nie dam rady.
Możemy jednak współpracować ... Przerwał jej dżwięk mikromilanderłącza zwiastujący Małymisia Murmurando.
-Wybacz - powiedziała - to może być bardzo pilne, wybiegł za nią na hol gdzie odebrała rozmowę. Nic z niej nie rozumiał.
-Misiu potrzebujemy pomocy - powiedział Ryś korzystając z aparatu Małymisia - jesteśmy uwięzieni w gmachu protektoriatu w Szczurołapach, a ty gdzie jesteś?
-W Degeden - chyba wcale nie słuchał odpowiedzi bo zaraz po zapytaniu objaśniał strategię.
-Nie zdążę w podanym przez ciebie czasie - powiedziała - musicie wytrwać trzy tempry. Wszystko czego potrzebujecie mam w lotopławie, zorganizujcie ewakuację.
Ryś chciał jeszce coś mówić.
-Później - przerwała mu - teraz muszę dotrzeć do lotopławy. Wybiegła a Grigidal za nią.
-Nie możesz ze mną lecieć - powiedziała - w niczym mi nie pomożesz a opinię zepsujesz.
Przestał za nią biec.
Z lotopławy skontaktowała się z Małymisiem.
-Organizujemy się Mizo - powiedział - nie da się przyśpieszyć?
-Jestem za daleko ale ...Zapytam mojego prześwietnego ojca. Przepraszam, jeżeli masz coś ważnego do powiedzenia to mów, ja nagrywam.
Poczekał aż skontaktuje się z ojcem a przy tym robił takie dziwne miny jakby ktoś dawał mu niezrozumiałe znaki. Odebrała Rezeryka - dobrze
posyłam autoloty z Meduzy - powiedziała po wysłuchaniu - strategia pozostaje bez zmian. Miza zarządzaj tym, przekazuję ci stery.
-A co z prześwietnym ojcem?
-To już nie na jego nerwy córeczko. Nastał czas kiedy musimy go oszczędzać. - Ujrzała wyraz ulgi i zadowolenia na twarzy odbijającej się w przeszklonej szfie. rozważała coby to mogło znaczyć.
Skup się na Twoim zadaniu -porosiła Rezeryka rozradowując tą samą twarz -jesteś dokładniejsza niż ja więc ci go nie zabieram. Dokładność tu jest bardzo ważna. Mimo to jednak Rezeryka dyrygowała akcją. Po prostu nie umiała inaczej.
Dzięki sprawnemu zarządzaniu ewakuacją przez przywódców uwięzionych Unasjan akcja trwała króciuteńko. Porzucili wiele nawet cennych rzeczy byle ratować życie.
W autolotach też było wszystko czego teraz potrzebowali. Mogli się umyć przebrać, zjeść, napić, opatulić w koce. Wycieńczonymi zajęli sie natychmiast Rezeryka i inni operatorzy automedów.
-Wracaj na bal - poleciła jej Rezeryka - my już sobie poradzimy.
-Sądzisz, że mogłabym teraz tańczyć? Najpierw koniecznie sprawdź jaki błąd popełniamy zabierając unaskich protektoriuszy ze Szczurołap na Meduzę. Czuję, że to jest poważny błąd i trzeba spytać kogoś kompetentnego.
- Po co? Po prostu rozwieźmy ich po terytorium Unasu. Tych twoich na przykład do Arkad, dobre miejsce to Orlabaza albo Jarmgieł, im bardziej w głąb terytorium tym lepiej. Na Meduzę nie weźmiemy nawet chorych. Ustal, która placówka medyczna ich przyjmie.
Milareza skontaktowała się z koordynatoriatem medycznym oraz trzema protektoriatami. Te ostatnie po prostu poinformowała iloma osobami będą musiały się zająć i nie wdawała się w dyskusje. Po prostu mówiła, że nie może prowadzić długich rozmów bo pilotuje cztery autoloty i rozłączała się. Wiedziała, że Unasjanie mogą po kilkakroć zmieniać decyzje więc podjęła je za nich. Dopilnowała dolotów. Zorientowała się, że na wszystkich ewakuowanych czekano by im przydzielić zakwaterowanie a potem na polecenie Rezeryki wróciła na bal.

-To były ważne sprawy biura, które mnie zatrudnia w Unasie - wyjaśniła krótko ciekawskim.
-A co tak szybko? - Zapytał Szuarad.
-Wysłano transport z lepszego miejsca. Ja byłam za daleko.
-No to czemu tak długo?
-Bo trochę jednak byłam przydatna.
-A konkretnie o co chodziło? - Spytała Eneroze.
-Na części terytorium Unasu trwają walki. Zapanował tam w krótkim czasie już trzeci książę.
Unasjanie pilnują pobliskich terenów. Właśnie czwarty kandydat na księcia zaatakował sąsiadujące z zaanektowanym terenem miasto. Przebywali tam moi
współpracownicy, ewakuowaliśmy ich oraz innych przebywających razem z nimi.
-A ludność?
-"Radośnie" przyjęła przewrót lub umknęła. Jedni na własną rękę, inni pod ochroną trzeciego, aktualnie panującego księcia. Chyba pójdę już do domu, nie cieszy mnie ten bal.
-Nie dokończyliśmy tańca a powinniśmy - oświadczył Grygidal.
-No dobrze coś ci jestem winna za to, że mnie posłuchałeś i zawróciłeś.
Wkrótce tańczyła i została do końca bo już nikt nie watpił, że potrafi tańczyć i miała wielu partnerów.
Nawet Walturian ją poprosił.
-Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? - Zapytał.
Zarumieniła się - Było trochę niefortunne - przyznała.
Oczywiście, że pamiętała, to właśnie Walturian ją podtrzymał gdy potknęła się schodząc po schodkach z tarasu.
Roześmiał się.
-A co z Cyprysią? - Zapytał.
-Dochodzi do siebie po operacji.


 

 





Adadżio wrócił pełen werwy i radości czyli "chowajcie się kto potrafi" . Dostał zamianowanie na kierownika kolonii.
Begonia została odwołana za źle zorganizowaną akcję ewakuacji w Szczurołapach choć doprawdy nie miała i nie mogła mieć z tym nic wspólnego.
Natychmiast kazał wręczyć bilety pożegnalne 22 osobom. Ja też dostałem więc mogę zacytować treść a jest tak podła jak sam Adadżio: Prosimy Cyranika Lambrekina o opuszczenie kolonii w Agamie ponieważ został zaliczony do osób opornych wobec władzy, konfliktowych lub posiadających możliwość zamieszkania w innym miejscu.
To wszysto jednym ciurkiem bez wskazania właściwego powodu. Ohyda. Najpierw zawiadomiłem Milandera bo to jego dom oraz Małymisia Murmurando bo jest tu szefem.
-Już mi kto inny zgłosił - wyjaśnił Milander- pakujcie się powoli - rozkazał - grajcie na zwłokę.
Na razie pozwólmy im działać abym mógł to potem radykalnie załatwić. Bilety zachowajcie jako dowody rzeczowe. Zachowujcie się grzecznie cokolwiek będzie się działo. Wy macie być w porządku bo ja zbieram dowody i wszystko filmuję. nie informujcie o tym Adadżia.
To było ważne pouczenie. Pamiętaliśmy o nim ja i mój współlokator Łoś Szafran i kiedy Adadżio z ekipą wpakowali się do naszego pokoju aby nam pomóc się spakować ja odsunęłem się na bok a Łoś stał na środku i do mnie zagadywał bez złości:
- patrz pognietli ci koszulę przyszli protektoriusze.
Potłukli mi pamiątkową filiżankę (kupił ją wczoraj w arkadyjskim sklepiku) Strach pomyśleć co się stanie z naszym krajem pod rządami niszczycieli.
Pośpiesz się - rozkazał mu Leksykon.
-Jak możesz - odrzekł Łoś nie dość, że mnie stąd wyrzucasz, że niszczysz moje mienie to jeszcze upokarzasz protektoriuszu? Kim ty jesteś?
-Nikt cię nie upokarza - zaprotestował Adadżio.
-To dlaczego ja się czuję upokorzony?
-Trzeba się było bardziej pośpieszyć. Ludzie czekają.
-no i co z tego skoro ja mam legalny przydział na miejsce w tym pokoju.
-Właśnie cofnęłem ci ten przydział.
-Pismo jest nieważne bo nie wskazuje na żadne twoje uprawnienia ....
-Jestem szefem kolonii.
-Nie wyjawiłeś też za co mnie wyrzucasz na bruk.
-Wyjawiłem. Masz możliwość zamieszkania z Cyranikiem u jego ojca.
-To proszę mi to napisać konkretnie zamiast sugerować, że jestem złoczyńcą. Masz tu bilecik skreśl niepotrzebne i dopisz gdzie konkretnie mam zamieszkać.
-Swoim zachowaniem udowadniasz, że moja decyzja co do ciebie jest słuszna.
Widzisz, Cyranik jest grzeczny - tu Adadżio pogłaskał mnie po głowie. Czułem, że sztywnieję ale zwyciężając łzy powiedziałem w stylu Milarezy - zechciej proszę mnie nie poniżać i cofnij tę rękę.
-Ale cóż ja takiego zrobiłem?
-Jeżeli tego nie rozumiesz to ten kto cię mianował protektoriuszem powinien się wstydzić. Proszę abyście natychmiast opuścili ten pokój bo zamierzam się rozpłakać, no chyba, że wasze sadystyczne skłonności zostaną przez to usatysfakcjonowane.
Dziwne ale gdy tylko powiedziałem, że będę płakał odeszła mi na to ochota.
-Cyraniku no przecież oni wręcz uwielbiają pomiatać ludźmi - wyjaśnił mi Łoś - inaczej nawet by tu nie weszli.
-Wyjdźmy - zażądał Leksykon.
-Daję wam jeszcze tempr - oznajmił Adadżio.
Zużyliśmy dwa. Milander cichaczem zabrał część naszych rzeczy do magazynu. Zabraliśmy tylko te najpotrzebniejsze i szliśmy ja naprawdę Łoś na niby zgięty pod ich ciężarem. za bramą weszliśmy do podstawionego wozu, który natychmiast odjechał tak. że Adadżio wyszedłwszy krótko za nami (co zobaczyłem na filmie) na próżno się rozglądał, W samochodzie było sporo wykwaterowanych a jeszcze zawrócił po następnych.
Chwilowo zabrano nas do hotelu w Orbortporcie. Pobyt mamy gratis. Od razu odwiedził nas mój ojciec.


Adadżio był w euforii i nagle czyjeś głupie słowa to zniweczyły.
Wtargnął na czele grupy swych wielbicieli do siedziby Biniusu i zażądał czipów od transportu. Małymiś popatrzył po nich jakby zdziwiony - a co to chłopcy jest? - Zapytał spokojnie - rebelia na wzór błędnyryskiego przewrotu,
pod wodzą księcia Adadżia wspaniałego?
To natychmiast ostudziło zapał wielbicieli. Tak, te idiotyczne słowa: rebelia i książę Adadżio. To nadawało sprawie zupełnie inny, fałszywy wymiar.
-Nnnie -wyjaśnił Doceludąż Komandor - Adadżio został zamianowany naczelnikiem kolonii.
-No i co z tego? Po pierwsze kolonia nie dysponuje transportem, po drugie Adadżio ma zakaz przekraczania bram i murów tej posesj, która też nie jest własnością kolonii, ponadto w moim biurze też go sobie nie życzę oglądać.
-No to jak ma być naczelnikiem?- Zapytał zdezorientowany Leksykon.
-A to już nie jest mój problem. Jeżeli natychmiast się stąd nie wyniesiecie zgłoszę napaść na biuro. Wyszli, zwyczajnie wyszli. Adadżio chwilę został sam
ale tylko chwilę.Miał już kiedyś spięcie z tym człowiekiem i wiedział, że gość nie żartuje.
Wyszedł i udałsię do protektoriatu aby przestawić sprawę.
-Nic ci na to nie poradzimy - powiedział szef okręgu.
-Nie odbierzemy gościnnemu właścicielowi jego mienia ani prawa do decydowania, kto może tam wejść.
-Dobra, przejme na razie Gekon a powiedzcie mi do kogo należy ziemia w okół zagrody Milandera, po części do niego po części do naszego miasta.
-Dobra to postaram się o kontenery na części miejskiej.
-Kogo zapytasz o zgodę?
-Mianowanie mam z naczelnego protektoriatu. To nie była, żadna rebelia jak to chce przedstawiać Mumrmurando.
-Nie wiem ale napaść i bezprawne wyganianie mieszkańców z pewnością.
W dodatku dotykaliście rzeczy wypędzanych i włamywaliście się do zamkniętych pokoi w tym do pokoi córek Milandera. Szperaliście nawet w ich bieliźnie. Nie możemy pozwolić aby ktoś kto ma na koncie włamania zarządzał kolonią.
-Jakie włamania? To jest tendencyjna przesada.
-Wasze działania zostały utrwalone na filmach i tam wyraźnie widać,że to nie jest tendencyjna przesada. Przykro mi ale więcej czasu nie mogę ci poświęcić.
Nie wiem czy ty nie myślisz co robisz, czy uważasz, że mistrzowi stadionów wszystko wolno - mówił wstając i kierując się do wyjścia z pokoju posłuchań.

Adadżio miał mnóstwo planów i ani myślał z nich rezygnować.
-Pomagam ci ostatni raz - powiedziala zirytowana matka - kto ci kazal włazić na teren prywatny, włazić do cudzych pokoi, wyrzucać zawartość szaf
-Niczego nie wyrzucałem!
-Przynajmniej nie kłam Sfilmowano was jak grzebiecie w szafach i wyśmiewacie pukatańskie spodnie noszone pod sukniami, gnieciecie cudze koszule, rozbijacie filiżanki, poniżacie protektoriuszy.
Filiżankę stłukli niechcący a niby kogo poniżaliśmy? Cyraniczka? Nie przesadzaj.
-Ja mogę nie przesadzać - odpowiedziała - ale inni będą a poniżałeś nie tylko Cyranika ale też innych a mnie zwłaszcza chodzi o Begonię.
Pogadała sobie ale postarała się o utwierdzenie w mocy zamianowanie Adadżia na naczelnika kolonii młodzieżowych na terenie Arkad.
Od razu wziął się za realizację planów a przy okazji dokopanie przeciwnikom.
Zamówił na koszt okręgu arkadyjskiego kontenery. Ustawiono je za murami posiadłości Milandera w Agamie. Niestety nie tuż przy murach bo pas zieleni w okół nich też do Milandera należał. Młodzież dostała nakaz przeniesienia się ale ci, którzy wcześniej dostali słynne bilety relegowanych pozostali na części Milandera.
Stanowczo zakazał używania nazwy Agama dla tej części i niemal natychmiast nad jej bramą pojawił się napis: "Orfanteza". Za co został zbluzgany przez naczelnika okręgu. Ten facet go drażnił ale jeszcze nie była na niego kolej. Najpierw należało się rozprawić z przyszywanym bratem Cyranikiem i jego poplecznikiem Małymisiem Murmurando.
Zacząłod tego, że korzystając ze swoich wpływów narzucił Biniusowi czwórkę praktykantów. Dwoje z Arkad, Dwoje z Agamy, tej właściwej czyli "jego" Agamy. Dzięki tym dwojgu mógłmieć wgląd w sprawy biura. Nawet mianował się ich opiekunem praktyk ale ... Do biura go nie wpuszczono a szkoła (ojczymuś) wyznaczyła jednego opiekuna dla wszystkich.
Pozostało mu tylko podpytywać "swoją" dwójkę co robią, przeglądać ich dzienniczki praktyk, dowiadywać się co słychać w biurze.
 

 

Takta zgodnie z harmonogramem odwiedzała różne osiedla pukatańskie. Tego dnia na osiedlu nazwanym przez Pukatańczyków Tanferą zapytano ją o sprawę, której nie znała a co gorsze nie wpisano jej do biurowego rejestru co od razu za pośrednictwem mikrowglądarki sprawdziła.
Z pomocą pytań i fotografii ustaliła, że skargę przyjęła ją dwójka
praktykantów zamieszkałych w Agamie.


Milareza skontaktowała się z pryncypałem szapio w Arkadach.
-Ta sprawa jest trudna - powiedziała - i obawiam, że moje wtrącanie do waszych spraw może cię zirytować .. - Miał przyjazne, sympatyczne spojrzenie.
-No coś ty - odrzekł - ja się tak łatwo nie irytuję, najwyżej powiem, że się nie zgadzam. Mów o co chodzi.
-Zależy mi na przniesieniu dwojga praktykantów z Agamy na inne kwatery w celu odizolowania ich od wpływu osób chcących mieć wgląd w pracę Biniusu.
-Roooozuuuumiem - powiedział to jakoś tak dziwnie, przeciągle i tak jakby naprawdę rozumiał i się zgadzał.
-Chcesz odseparować od wpływów? A jakie kwatery proponujesz? Czy to ja mam załatwić?
-Byłabym zobowiązana bo nie przyjmiemy ich z powrotem do Orfantezy.
-Trochę to dla mnie niezręczne. Dla ciebie pewno też? Daj mi jakąś chwilę bo muszę pomyśleć - poprosił i wbrew tej prośbie od razu zapytał - a jakie są przejawy złego wpływu?
-Nie mam żadnych dowodów na zły wpływ i nie będę się tym zajmować. Zbiorę raczej dowody przeciwko tej dwójce. Próba odseparowania ich od ewentualnego złego wpływu to akt dobrej woli ale wierz mi jest mało prawdopodobne aby ten wpływ ustał.
-No właśnie - westchnął - no dobrze ale ty masz większe możliwości znalezienia kwater dasz mi jakieś adresy żebym chociaż wiedział z kim gadać?
-Ja się przygotowywuję do takich rozmów i wierz mi przygotowałam się na dużo kłopotliwszą - odpowiedziała podając mu plastikowy arkusik z adresami.
-W takim razie bardzo się cieszę, że ta rozmowa była mniej kłopotliwa niż oczekiwałaś.
To nie koniec. Trzeba zmienić opiekuna praktyk. Nasza propozycja Złaziświat Czupurnylis były zastępca pryncypała do spraw trudnych Szkoły Administracji, Prawa i Opieki w Błędnyrysie.
-Nie znam go, musiałbym zasięgnąć opinii.
- Z tego wnioskuję, że krótko pracujesz w arkadyjskiej szkole bo on jest jej absolwentem.
-Wobec tego świetnie się składa bo wcześniej byłem trudnym w Błędnyrysie, zasięgnę więc opinii z najlepszych źródeł. Sądzę, że będą dobre ale na wypadek gdybym sie na niego nie zdecydował moja kontrpropozycja brzmi" Akson Roztrzepaniec. Sprawdź go sobie. A tak z ciekawości dlaczego to nie Małymiś ze mna rozmawia?
Stałam się jego wspólnikiem, poprosił mnie o to.
-No tak - westchnął pryncypał - przekaż mu co ustaliliśmy a dlaczego obecny opiekun praktyk wam nie odpowiada?
-Nie chodzi o jego kwalifikacje tylko przyjaźnie.
-Aha, nie wiedziałem,że się kumpluje z ... nieodpowiednimi osobami. Zwrócić mu na to uwagę?
-Nie, nie chcę przesadnie denerwować niodpowiednich osób.
http://b2.pinger.pl/861ab222eba52b70bc6ba5c2c690a560/zakadka1.jpg
Gniew sprawił, że popełniał nowe błędy. Podjął nawet działania ,z których już wcześniej po namyśle zrezygnował w tym zorganizowanie konkursu rzeźbiarskiego na ogrodzeniu Orfantezy. Okazało się, że kamień z którego je zrobiono jest zbyt trwardy co gorsza pojawili się wojownicy z Orbortportu i to akurat w momencie gdy Adadżio wszedł na pas zieleni okalający Orfantezę. Aresztowali go za naruszenie terytorium należącego do Pukatańczyków. Tylko jego bo to on miał zakaz zbliżania się do murów. Potem usłyszał nienawistny damski głos - drodzy koledzy i koleżanki konkurs się odbędzie ale w innym terminie, miejscu i na podatniejszym materiale. A czy w ogóle rozumiecie, że nie wolno naruszać cudzej własności? A jak sądzicie po co waszemu przywódcy wcięcia na ogrodzeniu? Czy nie potraktowałby je jako schodki i miejsca do zaczepienia liny? Może nie, może nie miał tego w planach ale czyż nie znalazłby sie ktoś kto w ten sposób wykorzystałby dzieła waszych rąk?
Oczywiście nie mogliście wiedzieć czy jest zgoda właściciela na pocięcie
ogrodzenia na przyszłość jednak warto sobie zadać takie pytanie i to sprawdzić aby nie okazać się współwinnym naruszenia cudzej własności i złamania
prawa. Proponuję aby do czasu wyjaśnienia sprawy przez protektoriat kolonią zajął się Leksykon.
-Jakim prawem ustanawiasz swoje władze w naszej kolonii? - Rozgniewał się Adadżio.
-To tylko propozycja, Leksykon nie jest kimś kogo popieram ale na ten moment wystarczy. Ktoś kolonią w czasie twojej nieobecności zarządzać powinien i byłoby ładnie gdyby zechciał liczyć się z waszym prawem.
To wszystko, postąpicie jak zechcecie.
http://b4.pinger.pl/88e70bea83f335678b69856dbc0eaef7/001.jpg
Kiedy go przesłuchiwano w Orbortporcie, ona pojawiła się w monitorze.
Na innych byli przedstawiciele centralnych władz Orbortportu zaś w sali gdzie go publicznie przesłuchiwano przedstawiciele władz arkadyjskich oraz osoby zainteresowane w tym Bezmiardni Lambrekin jego nieaktualny już ojczym oraz Małymiś Murmurando. O ile dla obecności tego pierwszego można było znależć uzasadnienie, obeność drugiego nie była niczym usprawiedliwiona.
-To przesłuchanie czy sąd? - Zapytał zirytowany Adadżio.
-Raczej przedstawienie naszych racji waszym władzom centralnym - odrzekł przewodniczący - nie byłoby ładnie gdybyśmy nie dali ci szans na przedstawienie swoich racji. Na początek odczytam listę zarzutów: Usiłowałeś porwać lotopławę Milarezy, niejednokrotnie próbowałeś Milarezę napastować..
-Brednia - wrzasnął - za mną dziewczyny same biegają i to najpiękniejsze a wasza Milareza na mis się nie nadaje.
Nikt z tym nie dyskutował. Przewodniczący pozwolił mu dokończyć zdanie. Adadżio mówił więcej aby zdyskredytować urok Milarezy ale przewodniczący kontynuował: posunęłeś sie do złośliwych pomówień, napadłeś na dom Milandera gdzie nawet nie miałeś prawa wstępu, poniżałeś waszych protektoriuszy i młodzież, wyganiałeś legalnych lokatorów z przydzielonych im mieszkań, wdzierałeś się tam siłą, wpływałeś na pracę Biniusu z wyraźnym zamiarem skompromitowania tej instytucji, Próbowałeś pod pozorem konkursu rzeźbarskiego zniszczyć ogrodzenie Orfantezy.

-A dlaczego wy rzucacie mi kłody pod nogi - rozgniewał się Adadżio - mam tyle planów, tyle jeszcze dobrego mogę zrobić ale wy nie macie zrozumienia dla młodzieńczego wigoru ...
-Ouu - wyrwało się Milarezie coś na kształt jeku pomieszanego ze wzburzeniem.
-Czy chcesz coś powiedzieć arandeto? - Zapytał z szacunkiem przewodniczący.
-Tak, powiem to.
-Proszę.
-Ty już nie jesteś młody Adadżio. Masz bez ośmiu dni 21 arli, jesteś dojrzałym mężczyzną. Jesteś protektoriuszem. Nie wiem co bawi zebranych - mówiła bez złości, raczej ze zdziwienie - może to, że ty nie jesteś tylko powinieneś już być dojrzałym mężczyzną a skoro masz pociąg do kobiet powinieneś się ożenić i troszczyć o swą żonę, dzieci i dom zamiast szukać coraz to nowych zabawek. Czym ty się chlubisz? Tym że kobiety za tobą biegają? A czy któraś z nich pragnie być twoją żoną czy jedynie chcą się z tobą pokazać?
-Zdziwiłabyś się laleczko.
- Nie jestem laleczką. Jestem, żywą rozsądną Tolimanką i choćbym była nie wiem jak brzydka masz mnie szanować. Tak powiedziałam. Skończyła i usiadła.
-No to kwestię wieku zatrzymanego mamy omówioną - stwierdził z uśmiechem przewodniczący a teraz przejdźmy do odczytanych zarzutów Adadżio, czy któryś z nich chciałbyś zakwestionować?
-Wszystkie.
-W takim razie obejrzjmy filmiki ilustrujące każdy z nich.
To trochę dużo ale skoro nie mamy wyboru to zacznijmy może od ... napaści na Orfantezę. Może być czy wolałbyś coś innego?
-Chwileczkę - spróbował zmienić temat Adadżio - a mogę wiedzieć dlaczego mój ojczym wtrąca sie do kolonii i przenosi mieszkańców w inne miejsce?
Milareza uniosła rękę.
-Wiesz coś na ten temat arandeto? - Spytał przewodniczący.
-Tak, stało się to na moją prośbę gdy pracownicy Biniusu odkryli, że praktykanci nie wykonują swojej pracy a zamiast tego, przegrzebują dane w autonocie i szpiegują pracowników. Obawiałam się,że informacje na ten temat mogą później trafiać do Adadżia a nie mam do niego zaufania. Mógłby szkodzić nam i naszym klientom. Jeżeli się mylę to przepraszam, wolałam jednak być ostrożna.
-A do opiekuna praktyk z Arkad też ty nie miałaś zaufania? - Zaatakował pytaniem Adadżio.
-Nie znam go, nie mam na jego temat wyrobionej opinii ale na temat Obieżyświata Zadziornylisa mam i dlatego poleciłam go Nieskończonemu Bzikowi - Mówiła to bardzo poważnie, Bezmiardni przezywany Bzikiem skulił się w znany Adadżiowi sposób mający na celu ukryć ogrome rozbawienie
i słumić śmiech.
Udało się Adadżiowi doprowadzić do tego,że filmów nie wyświetlono ale każda zainteresowana instytucja dostała swój komplet na kasecie.
-to są fragmenty - powiedział przewodniczący - nie poddaną obróbce całość można obejrzeć u nas na życzenie.
 

 

Milareza z oficjalnego komunikatu w wizjofonii dowiedziała się, że Koror udzielił jej reprymendy za to, że zabrała unaskich wojowników ze Szczurołap. Owszem niedługo po tej akcji Koror z nią rozmawiał. Wypytał o wszystko, dlaczegował i dlaczegował - jakby to określił jej braciszek Redzio.
Dlaczego w ogóle, dlaczego tak, skąd zmiana decyzji i.t.p. Na koniec powiedział; nie rób takich rzeczy Milarezko bo ja się później muszę tłumaczyć.
Wtedy nagabywali go Unasjanie a chodziło im o to dlaczego nie zabrała uwolnionych na Meduzę.
-Powiedziałem im, że dobrze zrobiłaś - wyjaśnił - bo Meduza to dobre miejsce wypadowe do Błędnyrysu a my tam żadnych baz wojskowych sobie nie życzymy.
No i taka była ta jego reprymenda. Dodał wprawdzie, że powinna była się z nim skontaktować ale zrobił to bardzo grzecznie.
Teraz czwarty książę Błędnyrysu rozpętał walkę wizjofoniczną z Tolimańczykami, którzy nie powinni się do nie swoich spraw mieszać a tymczasem wspierają wroga.
Kotor oświadczył, że Tolimania nie jest w stanie wojny z Unasem a wsparcia wojownikom i to wyłącznie w ucieczce a nie działaniach wojennych udzieliła arandeta na własną rękę bo byli wśród nich jej przyjaciele z czasów pokoju i oni się do niej z taką prośbą zwrócili.
-Udzieliłem jej za to reprymendy - oświadczył - ale w zasadzie ona tylko ratowała przyjaciół i to przed śmiercią. Rozwiozła protektoriuszy do
nieobiętych działaniami wojennymi okręgów Unasu. Ludzie ci już nie wrócili do walki a zatem pretensje Rumagaosza Rumagasza zdają się dotyczyć wyłącznie tego, że nie mógł ich pozabijać.
=============
Milareza sama za bardzo wiadomości z Unasu nie śledziła. Pytała o interesujące ją kwestie a ponadto dostawała skrót wiadomości ze wskazaniem co może być dla niej istotne prywatnie i w pracy. Tym razem przywiozła jej to osobiście Rezmcia. Przyjechała podjąć naukę na kursie pomocnic biurowych bo podziwiała Milarezę i we wszystkim chciała ją naśladować. Już na wstępie naraziła się Zuluare mówiąc wesoło - za dużo to ja się uczyć nie będę bo takie piękne kobiety jak ja nie muszą być mądre. Już w domu przygotowano ją na pierwszą lekcję, Milareza jeszcze to sprawdziła i Rezemcia zrobiła furrorę odpowiadając (bez zgłaszania się) nie tylko doskonale ale i zabawnie.
Na razie nie podjęła pracy w biurze Milarezy bo nie musiała, była za młoda
i za mało umiała.
Furrorę robiła też Cyprysia. Już pierwszego dnia jedna z nauczycielek: Fassara zapytała - a ty kim jesteś? Ja cię nie znam.
-Jak to? Przecież to ja poczwara, która niepotrzebnie zajmuje tu miejsce a zdobytej wiedzy i tak nigdy jej nie wykorzysta ku pożytkowi ogółu - ledwo zaczęła mówić Fassara pobladła.
-A skąd ty możesz wiedzieć, która z nas wykorzysta? - Dodała jeszcze Cyprysia.
-Rozpocznijmy lekcję - zmieniła temat Fassara i nawet nie przedstawiła jej nowym koleżankom. Zresztą nie było to potrzebne bo część robiła pierwszy stopień kursu gdy ona była na drugim i już wcześniej ją otoczyły aby porozmawiać. Nareszcie mogła z nimi rozmawiać i opowiadać o sobie a to je przynajmniej na początku znajomości ogromnie interesowało.
Oczywiście Fassara nigdy jej nie polubiła ale nie starała się tego okazać.

 

 



Przewieziono mnie do Błę... stop! Do Onibchadinzerportu. Lepiej nawet w myślach się nie mylić. Wykułam tę nazwę na pamięć.Zakwaterowano mnie w dawnym ośrodku leczenia uzależnień. Teraz jest tu hotel pracowników państwowych.
Nieźle tu mieli ci uzależnieni. Mam pokój z założenia dwuosobowy (no ale nas przecież jest dwoje), z łazienką, ubikacją.No i całe szczęście,
ale już na przykład aby sobie zagrzać wodę muszę iść do t.z. pomieszczeń socjalnych. mieszczą się w jednoosobowym zestawie.
Jeżeli się kiedyś dorobię, kupię kuchenkę i ustawię pod okienkiem w korytarzyku mojego mieszkania.
Jeżeli .....
Podobno płacą nam mało, za to mamy ubrania służbowe prane na koszt pracodawcy, darmowe zakwaterowanie i wyżywienie.
To wszystko wiem od Kertegane, zajmującej jednoosobowy zestaw na przeciw mnie. Wieczorem szykowała się na imprezę, więc jednak jakoś musi być je na to stać. Chciała abym szła z nią lecz ja mam przecież Cieszka.
-No jak chcesz - powiedziała ale jak dostaniesz wypłatę musisz się jakoś wkupić, inaczej będą ci dokuczać. Postanowiłam to wytrzymać. Trzy razy otarłam się o morderstwo, jakaś kara musi być.
Przemknęłam z Cieszkiem do pomieszczeń socjalnych gdzie jak się zorientowałam najłatwiej będzie go kąpać bo w kranach nie ma ciepłej wody a tu zagrzeję od razu wleję do zakorkowanego zlewu
i będzie całkiem wygodnie.
Wiedziałam, że muszę po sobie posprzątać, niestety jedna rozbawiona dziewczyna wbiegła nim zdążyłam ubrać synka i od razu narobiła wrzasku, że jakieś kupy, brudy, smród, bałagan. Przerażony Cieszko nie rozwrzeszczał się bo go zaraz przytuliłam. Ktoś wszedł i usłyszałam męski gulgot: a gdzie się moja dziewcinka podziała, kto na tak długo pieseczka ziośta...
Gdy się zaczęłam obracać w kierunku głosu mężczyzna czmychnął ale nie dość szybko abym go nie poznała.Nie wiem skąd wzięłam dość sił aby nie tylko nie zemdleć lecz wręcz zachować absolutny spokój.
-Przepraszam zaraz posprzątam - powiedziałam dziewusze, której najchętniej splunęłabym w twarz.
-No mam nadzieję - odburknęła szorstko. Nie dyskutowałam. Na szczęście zaraz wybiegła za moim tatusiem a ja mogłam utulić dziecko i na spokojnie posprzątać.

MIJAJĄ DNI
Inne dziewczyny stanowią swoista wspólnotę bawią się, śmieją, plotkują, imprezują. Tylko ja jestem tu wyrodkiem. Co szestnicową wypłatę odkładam. Wydałabym pewnie na dziecko ale na razie nie wiem gdzie. Dziewczyn boję się o cokolwiek zapytać. Raz spróbowałam zagadnąć Kertegane, wydawała mi się miła jednak gdy zapytałam o sklepy odpowiedziała, żebym dała pieniądze jej a ona mi wszystko kupi na imprezę.Śmieją się ze mnie, nazywają skąpiradłem, egoistką i czymś tam jeszcze. Znoszę to tak jak sobie obiecałam.
Nie pracuję bezpośrednio przy ewidencjonowaniu.Sprawdzam czy nasi obywatele figurują w ewidencji Unasu. Jeśli tak, kopiuję ich dane do naszej ewidencji. Wczoraj było trochę luzu więc sprawdziłam też dane ojca w obu ewidencjach.
Od dawna był pracownikiem Onibchadinzera.
Od dawna... ale tego już się domyśliłam więc przyjęłam dość spokojnie.Gorzej, że miał też drugą rodzinę.
Potem ot, tak sobie sprawdziłam swoje dane.
Wydawało mi się, że je znam a jednak przeżyłam szok.Już wiem dlaczego Milareza pomagałamojej rodzinie i dlaczego jestem zakładnikiem.
============

Orchidea podpatrzyła, że karmię Cieszka piersią i robią sobie ze mnie śmichy razem z tą Kapustyną, którą czasem widuję z moim ojcem.
Udajemy wtedy, że się nie znamy. Pewnie też się ze mnie śmieje drań. A jak ja inaczej mam wyżywić dziecko?
Kertegane powiedziała mi, że tamte dwie to puste Unasjanki, reszta mnie rozumie.
- Nie dzielmy ludzi na narody bo tutaj wszyscy jesteśmy poddanymi władcy wolnej przestrzeni - odpowiedziałam biorąc wzór z Palisandry. Biorę z niej też przykład gdy Kertegane znosi mi plotki o dziewczynach Milczę lub co najwyżej podtrzymuję rozmowę pytaniami typu- to ta ruda z pieskiem? Albo jakimś: aha, ehe, naprawdę? Jednak swojej opinii nie wyrażam i nie psioczę nawet na moje prześladowczynie.Nie rozumiem tego świata a muszę w nim przetrwać.
Ktoś ukradł mi pieniądze. Czuję się bardzo skrzywdzona i aby ukoić mój ból tulę synka starając się by łzy nie spadały na jego śliczną główkę.Wytrzymam.ri.pinger.pl/pgr482/e5315fb9001e757550548661/przegr%C3%B3dka.jpg
Niespodziewanie przyszła Kertegena, pytała dlaczego płaczę, odpowiedziałam, że tęsknię za moją mamą. Była zwiedziona. Pomyślałam - ty wiesz skąd te łzy ale nie powiedziałam tego głośno.
-No pewnie, pewnie, mama by ci pomogła ale ja właściwie przyszłam aby ci zaproponować jak możesz zarobić.
Alarm zawył w moim sercu.
-Legalnie? -Zapytałam.
-Nie, ale chodzi o drobne przysługi a nie tymczasowe małżeństwo. Pracujesz w ewidencji.
Jutro zgłosi się tam człowiek ubrany w fioletową sukmanę. Jest Unasjaninem ale ty to przeoczysz. Dostaniesz za to 100 Onibów.
-Nie zrobię tego.
-A ja ci dobrze radzę: zrób bo przypomnimy sobie, że już były takie sytuacje.
Faktycznie była jedna ciut podobna, skasowałam wtedy dane Wiatrognaja z ewidencji unaskiej. Przypadkiem wiedziałam jak to zrobić.
Mimo to spojrzawszy Kertegane prosto w oczy powiedziałam - nie, nie było i nie będzie.
-Ty nic nie rozumiesz - odpowiedziała - oni to spreparują. Nie możesz wystawić tego człowieka na śmierć.
-Zastanowię się - powiedziałam - wzięłam Cieszka na ręce i wyszłam.
Zamierzałam uciec ale tak bez niczego?
Z gołymi rękoma? co pocznę z dzieckiem?
Weszłam do gabinetu zarządcy hotelu i powiedziałam, że Kertegane chce mnie zwerbować i powtórzyłam naszą rozmowę.
Roześmiał się - Bzdura, żartują z ciebie.
-Może ale ja nie mam poczucia humoru - odpowiedziałam i wyszłam. Wybiegł za mną - proszę zaczekaj, wyjaśnimy to w naszym gronie.
-W naszym gronie moglibyśmy wyjaśniać kto mi ukradł pieniądze. Sądzę, że albo Kertegane albo przynajmniej ona wie kto. Przyszła mnie werbować zaraz po tej kradzieży. Taki dziwny zbieg okoliczności.
Był zdenerwowany, chyba jednak zbagatelizowałby sprawę gdybym na to pozwoliła, zawołał po drodze Kapustynę a potem w jej obecności przeszukał dokładnie mieszkanie Kertegane.
Nic nie znalazł.
-To może jeszcze poszukaj u niej - wskazałam Kapustnę.
-To już przesada - odrzekł zirytowany - oczywiście
przekażę twoją skargę na Keretegane do Strażników Praworządności ale tylko w kwestii werbowania do działania na niekorzyść państwa.
-To był żart - krzyknęła Kertegane i w tym momencie dostała od niego w twarz.
-Wiesz co ci grozi za takie dowcipy? -Spytał i zaraz zwrócił się do mnie - wycofasz skargę?
-To nie był niewinny żart - krzyknęłam - ona chciała mnie skrzywdzić. Jeśli nawet nie jest szpiegiem to złodziejką na pewno. Nie obchodzi mnie, że nie znalazłeś tych pieniędzy. Ona brała w tym udział. Kapustyna nie wiem, wiem tylko, że mnie nienawidzi ale ....
-A mam cię kochać? - wrzasnęła Kapustyna - dowalasz się do mojego tymczasowego męża
-Cooooo? Chyba ci mózg przeżarło albo on ci takie wredne bzdury opowiada żeby na mnie napuszczać.
Oczy mu wydrapię przy najbliższej okazji.
-Nie. On tylko pytał dlaczego cię tak nie lubię.Wstawiał się za tobą.
Zmilczałam. Dobre choć tyle.
Dobrze, że zostałam, wszystko się poprawiło.Nikt nie śmie mi douczać. Nawet pieniądze się znalazły. Ktoś je podrzucił między świeżo wyprane (już po tej awanturze) ciuszki Cieszka.
Powiedziałam to Doradzie gdy mnie o te pieniądze pytała.
-Dobrze, że chociaż podrzucił - powiedziała.
Dzięki jej pomocy znalazłam sklep. Kupiłam Cieszkowi ubranka i jestem szczęśliwa.
 

 


Wezwał mnie mój przełożony Rumagaosz Rumagasz i oznajmił, że dokładnie zbadali sprawę Kertegane i okazało się, że to była prowokacja ze strony grupy mieszkanek hotelu. Mężczyzna ubrany na fioletowo faktycznie miał się zjawić i jest Unasjaninem ale nie potrzebował mojej pomocy. Chodziło o złapanie mnie na gorącym uczynku. Na szczęście dla mnie okazałam się lojalna i dostanę nagrodę pieniężną za właściwą postawę. Natomiast nadgorliwe koleżanki otrzymują ostrzeżenia na piśmie.
Przy okazji zapytał co o nich sądzę.
Odpowiedziałam, że w ogóle się z nimi nie stowarzyszam. Mam dziecko i nie zostawię go samego by iść na imprezę lub wdawać się w plotki.
-Słusznie robisz - odrzekł - Onibchadinzer to nie taka błyskawica jak Margonomrach albo Dobroduch. Panuje od wielu arli i nie zniknie przy lada dmuchnięciu.
-To dobrze - odpowiedziałam całkiem szczerze bo najgroźniejsze wydają mi się zmiany władzy.
Dziewczyny krzywo na mnie teraz patrzą ale co mi tam? Ważne, że nie ważą mi się dokuczać. Nie pragnę ich przyjaźni i uznania, wszystko wynagradza mi Cieszo.
Noooo....Bywają momenty gdy da mi tak w kość jak nikt inny by nie zdołał ale jest taki milutki, mądrutki, cieplutki i robi takie minki, że wszystko mu wybaczę. Uwielbiam kiedy się przeciąga, kiedy uśmiecha połową buzi i kiedy ufnie patrzy mi w oczy albo leży wtulony we mnie. Nie wiedziałam, że dziecko może dać tyle radości i wyzwala takie siły.
Pewnego ranka zbudził mnie jak zwykle jego krzyk,rutynowo dałam mu pierś.Potem w pośpiechu umyłam się i przebrałam, spakowałam Cieszka i gotowa już do pracy wyszłam by zejść na śniadanie.
Zaniepokoiła mnie cisza. Cisza i rzeczy upuszczone w pośpiechu. Podnosiłam je ładując na wierzch czyjejś torby. Gdy ustawiałam to na koszu w holu do budynku wtargnęli strażnicy,przewiązani biało - złotymi szarfami.
- A ty co tu jeszcze robisz? -Zapytał jeden a potem wziął mnie za rękę, torbę wziął w drugą i wyprowadził bocznym wyjściem.
-Idź stąd - polecił - teraz będzie tu siedziba straży prześwietnego Rumagaosza.
Nie powiedział gdzie mam się udać ale upchnął część zebranych przeze mnie rzeczy w tej cudzej torbie, część w torbie Cieszka a więksce sztuki użył by mnie tymi bagażami i Cieszkiem objuczyć.
No idź już - powtórzył.
Nawet nie pomyślałam, że przecież boję się sama chodzić po ulicy i nigdy później już się nie bałam.
Jakaś kobieta widząc mnie uginającą się pod ciężarem bagaży zatrzymała swe auto - podwiozę - zaproponowała. Bez namysłu wsiadłam dopiero potem zaczęłam się bać ale ona zapytała - gdzie cię zawieźć i to mnie uspokoiło odruchowo podałam mój adres sprzed rozruchów.
Furtka była otwarta, zamknęłam ją za sobą, tu też leżały porzucone rzeczy.
Kiedy już oporządziłam i nakarmiłam Cieszka zdecydowałam się je pozbierać. Dom od środka wyglądał obco.
W pokoju moim i Kniei leżało pięć materacy bez pościeli na jednym została duża torba. Na szczęście to właśnie w niej były koce.
Nie wiedziałam co robić. Urządzić się w piwnicy? Uciec gdzieś dalej?

http://b4.pinger.pl/1a963cdfac8496b62ae62de79f3fcdef/003.jpg

Z PAMIĘTNIKA ELISENDY

Saknomd zgłosił mi, że nie może zająć wskazanego mu lokalu bo mieszka tam niejaka Cudna Korala. Zależało mu na tym aby to sprawdzić bo dziewczyna
jest tak pewna siebie jakby to mieszkanie jej się należało a nie zamierza się tłumaczyć.
Sprawdziłam najpierw adres. Sama tam podwoziłam dziewczynę z niemowlęciem. Potem sprawdziłam dane Cudny Korala vel Cudki Dwunastej.To córka jednego z dostojników Onibchadinzera ale i tak bym jej
nie skrzywdziła bo jestem matką a na dodatek to pokrewieństwo jest nieistotne bo zaobserwowano, że nie tylko nie utrzymują ze sobą kontaktów ale nawet się nie pozdrawiają.
Dom, który wskazano Saknomdowi to ich dawny dom.
Ostatnio mieszał tu Grist pierwszy vel Kniejo Komandor z alternatywną żoną Ekspresją oraz dziećmi: Kniejowitem, Niezłomną, Lenem, Brylantem i Witajnaszą.
Co nie przeszkadzało mu mieć na boku t.z. żonę tymczasową Kapustynę Pierwszą. Nawiasem mówiąc jej prawdziwe imiona brzmią Fioleta Kapusta tylko, że jako Fioleta nosiłaby dłuższy numerek to wolała być Kapustyną.
Rumagaosz Rumagasz zarządził by każdy nosił takie imiona jakie nadali mu rodzice. W ten sposób łatwo już wstępnie ocenić narodowość.
Spostrzegłam, że Cudna była jedną z osób wskazanych przez naszego nowego władcę na stanowisko, które sam dotąd zajmował. W uzasadnieniu napisał: Bardzo dobry specjalista, szybko się uczy, rzetelnie wykonuje swoją pracę. Apolityczna nie pozwoli się wmanipulować w żadną opozycję, będzie cicho pracować niezależnie od tego pod czyimi rządami.
Była też opinia Kertegany 68 o Cudnie: Niezguła, każdy może jej wejść na głowę. Nie ma przyjaciół.
Skąpiradło.
Coś mi w tej opinii nie grało: czyż skąpiradła naprawdę pozwalają sobie wejść na głowę?
To jednak bez znaczenia gdyż jej konkurent ma lepsze referencje ale.... Jedna rzecz zwróciła moją uwagę - Onibchadinzer ją ochraniał. Dlaczego?
Wyjaśnienie znalazłam anlizując jej dane. Jest siostrą bliźniaczką podopiecznej Milandera.
-Dobrze - powiedziałam do Saknomda -Nie możemy jej ruszyć znajdę ci inny lokal.
Poleciłam podwładnemu zameldować Cudnę w zajętym przez nią lokalu i wezwać do pracy na tym samym co uprzednio stanowisku.
==========
http://b4.pinger.pl/1a963cdfac8496b62ae62de79f3fcdef/003.jpg


ZWIERZENIA CUDKI
Okazuje się, że wybrałam najlepszą opcję. Zostałam oficjalnie w domu moich rodziców. Mam do niego klucze bo zawsze je miałam i to przy sobie
przyczepione do nogi na czymś w rodzaju obroży jako ozdoba i jako obietnica, że jeszcze tu wrócę. No i wróciłam. Wróciłam i obroniłam się a co najlepsze dostałam tu przydział oraz zaproszenie do pracy na dawnym stanowisku.
Mam też klucz do sypialni rodziców.
Kiedyś ojciec zostawił a ja dałam do dorobienia. Był schowany na antresoli za obluzowaną klepką boazerii. Jednak kiedy tam poszłam okazało się, że drzwi są otwarte. Może w ogóle ich nie zamykano?
Weszłam tam. Na ścianie wisiała pięknie oprawiona fotografia ojca i tej

jego...... kobiety.
No jasne, gdyby tu mieszkał ktoś inny zamki zostałyby zmienione.
Zdjęłam tę fotografię i właśnie w tym pokoju zamieszkałam z Cieszkiem.
Postanowiłam sobie zabierać do pracy wszystkie wyprane rzeczy Cieszka. Zakładać na siebie najmniej dwa ubrania i zawsze nosić klucze przy nodze.
Posiłki gotuję teraz sama. Na razie wykorzystuję te rośliny z ogrodu rodziców o których dawniej nie zawsze wiedziałam, że są jadalne oraz zapasy ze spiżarki ale tych jest mało.
Na nowo uczę się tego domu bo od środka bardzo się zmienił. Ojciec musiał go na nowo meblować. No i słusznie. Mamie należały się te meble i urządzenia, które stąd zabrała.
Nie wiem jak dalej będzie wyglądało moje życie lecz jestem pełna nadziei.
Przetrwam.
http://b4.pinger.pl/1a963cdfac8496b62ae62de79f3fcdef/003.jpg



PRZYRODNIE RODZEŃSTWO

Spisałam od sąsiadki, byłej mieszkanki slamsów przepis do którego część sładników znajdę w ogrodzie lub bujnie porośniętych gliniankach, resztę zamierzałam dokupić. I tak muszę wydać oniby póki są ważne. Władze zapowiadają zmianę waluty.
Zobaczyłam jednak bardzo pakowny, solidny lecz mało reprezetacyjny wózek w przystępnej cenie i kupiłam.
Kupiłam bo wciąż się boję zmian. Mam na tym punkcie kręćka.Uważam, że trzeba być przygotowanym na ewakuację. Mimo to zdobyłam się na odwagę,
pomalowałam wózek specjalnie kupionymi najtańszymi malownikami.
Potem na całą noc i czas pracy następnego dnia zostawiłam w ogrodzie aby wysechł bo malowniki nie zawierały szybkoschnących farb.
Szczęśliwie wróciłam na czas by dorwać piątkę smarkaczy z których dwoje ładowało na mój wózek rzeczy podawane im przez okno. Zaczęłam wrzeszczeć
bo co miałam zrobić? Zostawić Cieszka by im dokopać?
-Wiecie jak kończą złodzieje? - Wykrzyczałam - zaraz zawiadamiam stróżów prawa!
-To wszystko jest nasze - Oświadczył najstarszy. Byli gotowi walczyć a ja nie mogłam sobie pozwolić na luksus okazania im zrozumienia choć rozumiałam.
Byliśmy jak psy walczące o gnat.
-Bezczelny jesteś - wrzeszczałam -To nie jest wasz dom tylko mój!
-A nie bo był naszego ojca - odpowiedziałam. dziewczynka.
-A nie bo był mojej matki - odpowiedziałam.
-Nieprawda! - Wrzasnął chłopiec.
- Ależ prawda, prawda drogi Kniejowicie - użyłam imienia bo już wiedziałam kim są. Przecież nie mieszkałeś tu przed buntem matek.
-A właśnie, że mieszkałem.
-He he he. Tu mieszkali moi rodzice, ja i moja siostra.
- Aha to ty jesteś córką tej żony co okradła naszego ojca?
-He he he okradła? A czy wasz tatuś na was łożył?
-No pewnie.
-No widzisz? To on okradał moją matkę aby łożyć na was. Na wszystko co było w tym domu ona pracowała.
Dom owszem kupił on ale ona sama go wyremontowała i tysiąckrotnie spłaciła żywiąc waszego tatusia.
-Nieprawda! - Krzyknęła dziewczynka.
-Prawda, prawda mała królewno, taka sama jak to ...-Chciałam powiedzieć o Kapustynie ale na szczęście chłopiec mi przerwał
- Ale tu są nasze rzeczy.
-A to akurat jest prawda.Tylko, że przekazanie ich
musi nastąpić oficjalnie, z protokołem przekazania i przy świadkach. Bo takie kłamczuchy ...
-Jesteś chyba naszą siostrą - powiedziała dziewczynka - powinnaś nam pomóc.
-Słusznie i dlatego wyjaśnię wam ja wygląda legalna droga załatwiania takich spraw.
-Nie możemy złatwiać legalnie - powiedział chłopiec - nasi rodzice zostali aresztowani przez bandytów Rumagaosza.
Zamarłam.
-Kłamiesz - powiedziałam po chwili. Wiedziałam, że wszyscy schwytani słudzy Onibchadinzera są skazywani na śmierć.
-Dobrze możecie zamieszkać w pokoju na dole - dorzuciłam nie wiedząc co czynię.
Cała złość jaką miałam do ojca nagle się ulotniła
Odeszłam by popłakać w samotności.
Potem okazało się, że smarkacze są głodni, kazałam im nazrywać nie jadanych w porządnych domach owoców łiduwii. Sama poszłam po parę grzybków i liści stanowiących przyprawy. Ugotowałam to, zagęściłam zmielonymi nasionami a smarkacze patrzyli na mnie z przerażeniem.
Brylant oświadczył, że on tego jeść nie będzie.
-No to nie będziesz ale nie musisz tego obwieszczać mnie i światu bo ani mnie
ani świat to nie obchodzi - odpowiedziałam zgodnie z prawdą i nie bacząc na nich wzięłam się za swoją porcję.
Popatrzyli na mnie a, że faktycznie byli głodni,
jedno po drugim, nawet Brylant podnieśli do ust swoje miseczki. Niezłomna przyznała, że to jest smaczne.
-Jasne - powiedziałam - nauczyłam się gotować od kobiety, która zawsze była biedna i musiała sobie radzić. Wy też powinniście się nauczyć bo nie wiadomo co nas w życiu czeka.


Następnego dnia zabrałam wózek tak wyładowany by mieć jak najwięcej niezbędnych rzeczy przy zachowaniu odrobiny konfortu dla
Cieszka.
Gdy to zobaczył mój szef strasznie mnie zwymyślał powiedział, że daję wszystkim do zrozumienia, że nie ufam w trwałość rządu, którego władzę reprezentuję i jestem gotowa do ucieczki.
Miał rację a ja milczałam przerażona.
To mogło się skończyć fatalnie. Nie przewidziałam tego. Na szczęście to najgorsze nie nastąpiło.
Powiedział,że mogę nająć opiekunkę. Niejedna zgodzi się tylko za mieszkanie i wyżywienia.
Odpowiedziałam,że przecież karmię go piersią.
-To najwyższy czas przestać - odrzekł - dziecko w jego wieku powinno już dla własnego dobra jeść inne pokarmy. Uświadamiał mnie dlaczego ale ja to wiem i uzupełniam dietę Cieszka o te inne pokarmy. Jednak się nie tłumaczyłam.
Zrezygnowałam z pracy. Chyba się ucieszył od razu dał mi kwitek na wypłatę za pół nonestra choć pracuję pod rządami tego reżimu tylko 15 dni.
Po drodze pokupiłam różne potrzebne rzeczy, zwłaszcza żywność ale żadne fiku miku tylko to co można zmagazynować.

 

 



Rumagaosza Rumagasza zastąpił Otodar Karmazyn. Stało się to prawie cichaczem. Powiadają, że Rumagaosz naraził się jakiemuś pukatańskiemu książątku. Lampartowi czy jakoś tak bo nie chciał mu oddać wskazanych osób oraz zagrabionych dóbr i jeszcze sobie z niego kpił, że własnym krajem rządzić nie potrafi a do niego się wtrąca więc ten Lampart go zabrał z jego własnej sypialni, pilnie strzeżonej w obwarowanym budynku. Wyniesiono go na łóżku a straże nie wiedzą jak to się stało. Podobno w ogóle za dużo fikał temu Lampartowi. Równocześnie zabrano
pięcioro więźniów mam przeczucie, że był wśród nich mój ojciec bo przetrząśnięto mój dom.Niczego nie znaleźli, już jest spokój a bałam się strasznie. Mało serce mi nie wyskoczyło z piersi, tuliłam Cieszka i jeszcze przyrodniaki się przy mnie skupiły.
Ten Otodar kazał szukać jeszcze jako prawa ręka Rumagaosza ale jako kolejny książę Błędnyrysu już nie szuka, ludzie mówią, że dostał pouczenie od Lamparta i raczej nie będzie mu fikał.
Zostałam wezwanie do pracy na miejsce mojego byłego szefa. Jetem teraz kierownikiem wydziału ewidencji i dostanę niezłą pensję. Niestety musiałam zatudnić opiekunkę. Dobrze ją wybrałam i zresztą znałam wcześniej zwie się
Mariblanda, mieszkała w sąsiedztwie ale teraz
musiałam jej znaleźć kąt w moim domu, wyznaczyłam na to dawną wnękę pralniczą, ta "alternatywna" mojego tatulka i tak urządziła sobie pralnię na górze a we wnęce na dole były zabawki i hulajnogi przyrodniaków. Na początek Marioblanda zajęła się urządzaniem swojego kącika, pomogłam jej powynosić wszystko do garażu, przyrodniaki nawet nie protestowały. Nie jestem ich mamusią aby zważać na fanaberie i doskonale o tym wiedzą. Materac i zasłonę dla Marioblandy kupiłam na razie na kredyt, pościel przyniosła z domu. Pzwoliłam aby jej bracia powbijali jakieś kołki i haki na półeczki, zasłonę, poprzeczkę do wieszania ubrań.Dużo rzeczy to jej się nie zmieści i w ogóle wnęka nie jest najfajniejszym miejsce, tyle, że jest w niej okienko wystarczające by rozjaśnić to nie za wielkie pomieszczenie.
Kiedyś Knieja chciała je zaanektowąć, z tym, że życzyła sobie wtawienie ściany. Wtedy wydawało się, że to będzie duży dyskomfort dla pozostałych, zwłaszcza rodziców a teraz jakoś się nas tu pomieściło ośmioro i mnie nie przeszkadza, że mam pralenkę po sąsiedzku. Nawet lepiej bo Cieszyluda trzeba stale opierać. Ciągle biega umorusany.Gdyby wtedy rodzice wstawili tę ścianę byłoby teraz lepiej i zasłony nie musiałabym kupować. To już jednak nie ważne jest jak jest.



Oczywiście ja gotuję i dlatego zrywam w ogrodzie co mi potrzeba, niektóre rośliny, tu zasadziłam. Oczywiście nie kupowałam, nauczyłam się od pukatanek jak wykopywać z dzikich terenów i wkopywać u siebie sadzonki.
Nieoczekiwanie zobaczyłam kobietę wyrywającą sadzonki najpopularniejszej wśród moich sąsiadów rośliny jadalnej, nazywamy to dzikim chlebem. Tak mnie ten widok rozwścieczył, że złapałam łopatę i byłabym jej rozwaliła głowę gdyby się nie obejrzała. Zatkało mnie.Poznałam ją choć nowe "bolesne" rysy wyryły się na jej twarzy, ta kobieta musiała przechodzić piekło ale to przecież nie był powód aby niszczyć moje uprawy.
-Jakim prawem niszczysz moją ciężką pracę? - Zapytałam odstawiając łopatę.
-Chciałam tylko pomóc, nie umiem być bezczynna, wydawało mi się, że to chwasty.
-Może i chwasty ale jadalne, my tu paniusiu w sklepie żarcia nie zamawiamy a twoje dzieciaki też muszę wyżywić, myślisz,że mi łatwo?
Nazwałam ją paniusią bo w swej sukni z lepszych czasów wyglądała bogato
ale ta jej postarzała, kryjąca jakieś złe przeżycia twarz mnie zawstydzała.
-Dawno tu mieszkasz? - Zapytałam już spokojniej.
-Poznałaś mnie - stwierdziła.
-W mojej sypialni było wasze zdjęcie.
-Zawiesiłaś zdjęcie swoich rodziców?
Nie byłam szczęśliwa z tego, że zaglądała do mojej sypialni. Zdjęcie rodziców wyszperwłam w wizjofonii, takie, które niegdyś sama tam zamieściłam.
- Gdzie sypiasz? - Spytałam.
-W garażu na starych szmatach. Nie mam się gdzie podziać. Mogłabym ci przecież pomóc, zająć się domem... dzieckiem...
-Do dziecka nająłam nianię, nie sądzisz chyba, że ci raptem zaufam? Cieszko to mój największy skarb, tobie go nie powierzę. Możesz spać na antresoli albo jeśli się zmieścisz na dole z dziećmi. Możesz dbać o porządek ale gotować będę sama bo kobieta niszcząca dziki chleb raczej się na tym nie zna.
Czułam się tak jakbym zdradzała własną matkę ale rozymiałam sytuację tej "alternatywnej" i nie mogłam jej wygonić. Nie mogłam zwłaszcza dlatego, że była matką mojego rodzeństwa i miała taką zrytą bólem twarz a na dodatek wcale się nie stawiała, była wręcz pokorna.
Po trochu dowiaduję się jak to było z Ekspresją. Oczekiwała wykonania na niej wyroku śmierci. Domyślam się co mogła czuć wiedząc, że jej dzieci zostaną osierocone. W ogóle bała się o nie, zostały samew nieprzyjaznym świecie. Niespodziewanie ich uwolniono. Nie wiedziała jak to się stało. Usłyszała kobiecy głos, ta kobieta, najwyraźniej młoda kobieta poinformowała, że zostana przewiezieni do protektoriatu w spokojnej części Unasu i osądzeni według praw Unasu. To już było coś, nie groziła im śmierć. Ekspresja zaczęła wyć, że musi do dzieci, że jej maleństwa gdzieś się błąkają i zaklinała aby jeśli kobieta jest matką wypuściła ja. Kobieta powiedziała - twoje dzieci są tam bezpieczne a ty nie. Ostatecznie jednak ją wypuściła i powiedziała gdzie się ukryć. Konkretnie na placu Filodendrona.
-To dziwne, że nikt nie odważył się tam zamieszkać - powiedziała Ekspresja - Onibchadinzer szanował ten plac jako własność córki dygnitarza ale Rumagaosz?
W czym rzecz dowiedziałam się w pracy - Ponoć Onibchadinzer twierdził, że ilekroć Milander coś tracił zyskiwał podgląd a że tracił bogate i solidne budowle bywało, że podsłuchiwał narady najwyższych, zajmujących je władz. Tę wiedzę lub może plotkę przekazał Rumagaoszowi Onibchadinzer a Otodar i wiele innych osób też o tym wiedziało.
Nie wątpię, że kobiecy głos słyszany przez Ekspresję należał do Milarezy ale jej tego nie powiem. O podsłuchu też lepiej nie, niech jak najmniej informacji wychodzi ode mnie.

Przyrodniaki mnie namawiały abym sfałszowała dane ich matki w ewidencji dzięki czemu mogłaby się swobodnie poruszać i znaleźć jakąś pracę.
Ona się nie odezwała, patrzyła tylko na mnie z nadzieją a ja nie mogę tego zrobić. To zbyt niebezpieczne. Od razu przypomniała mi się intryga koleżanek z hotelu pracowniczego i zaczęły mi drżeć ręce. Nie mogłam nad tym zapanować, tym bardziej, że wystraszona Ekspresja wpiła w nie swój wzrok
-Nie - powiedziałam stanowczo - ja tego nie zrobię. Jeżeli wasza mamusia chce się zalegalizować to niech prosi Otodara... - zaczęłam i dopiero wtedy zrozumiałam co mówię, przecież wyszłoby na jaw, że ją ukrywam - A w ogóle proszę skończyć tę dyskusję. Ja fałszować ewidencji nie będę. Chyba się nudzicie. Idźcie juto na łąki i przynieście trochę sadzonek dzikiego chleba na
miejsce tych, które zniszczyła wasza matka. To wszystko w tym temacie - zakończyłam tak ostro jak moja i chyba tym samym tonem a tak nie lubię tego
jej powiedzonka. Przyrodniaki jeszcze się nie zamknęły i na mnie napierały, bo niby dlaczego nie mogłabym dla ich mamusi zrobić takiego drobiazgu. - Dość - wrzasnęłam - wynocha! wygodniej by się wam mieszkało gdyby mnie zabili co? co? Teraz już cała się trzęsłm.
Zapanowała głucha cisza.
Oskarżenie był asurdalne. Gdyby sprawa się wydała wszyscy ponieślibyśmy konsekwencje, dzieci też bo straciłyby matki. Mój Cieszulek straciłby matkę.
Przytuliłam go i zwyczajnie się rozpłakałam.
-Wybacz im - powiedziała Ekspresja - dzieci nie chciały źle.
-Dzieci? - Zapytałam - już tak się nimi nie zasłaniaj i zapamiętaj sobie - najlepszą z sióstr to ja nie jestem ale pozwoliłam im tu mieszkać, żywiłam, leczyłam, opatrywałam, łatałam ubrania, zdobywałam żywność, wreszcie pozwoliłam tu zostać ich matce a wy mi propo .. Nie! Wy ode mnie żądacie czegoś po czym moje dziecko może zostać sierotą. Zatruliście mi ten obiad waszą podłością.
-Bo taka pani nam kazała - wyjaśniła Witusia.
-Jaka pani? - wystraszyła się Ekspresja.
-Powiedziała, że da nam po dużym placku. Takim prawdziwym, przedwojennym i ze śliwkami.
-Za kawałek placka - wykrzyknęła zdruzgotana Ekspresja i zaczęła się pośpiesznie pakować.
-Ale mama, co ty robisz? - Krzyknął Len.
-Jakaś pani wie, że tu jestem. Dla nas wszystkich będzie lepiej jeśli zniknę.
Mówcie, że nigdy mnie tu nie było i zrozumci ktoś kto płaci za takie przysługi na pewno nie ma czystych intencji.
-Zostaw to - usłyszałyśmy czyjś głos i weszła Kapustyna z bronią w ręku. Nie wytrzymałam, wybuchnęłam śmiechem.
-Co się dzieje?! - Wykrzyknęła zdezorientowana Ekspresja to jakiś żart?
Kniejowit i Niezłomna rzucili się na Kapustynę dołączyły maluchy, Brylant ugryzł ją w uzbrojoną rękę.
-Trzecia żonka mojego tatusia - śmiałam się a zresztą tylko o trzech mi wiadomo - dodałam i znów się śmiałam.
-Jak to żona naszego taty? - Zdnerwował się Kniejowit.
-Pomóż mi - huknęła na niego Ekspresja. Związali Kapustnnę wszystkim co było pod ręką. -I co teraz? - Spytała mnie Ekspresja.
-Najlepiej będzie zgłosić to władzom bo co innego możemy zrobić? To najprostsze wyjście z największymi szansami powodzenia.
Wiedziałam jak ryzykowne jest to wyjście ale co miałam zrobić? Zabić Kapustynę i zakopać w ogrodzie?
Oczywiście, że zaraz nawiązałam bezpłatne połączenie wizjofoniczne ze służbą ochrony obywateli i przyznałam się do wszystkiego.-To moje rodzeństwo oraz ich matka - tłumaczyłam - a nie ma ich na liście poszukiwanych.
Na szczęście Kapustyna miała przy sobie nagranie od momentu gdy wróciłam z pracy do chwili jej aresztowania przez służbę "och" zaś Ekspresja naprawdę nie figuruje na liście poszukiwanych. Spisano tylko, że mieszka u mnie. Może już się starać o pracę.
==========
Otodar abdykował i oddał Błędnyrys Unasjanom. Nie cierpię zmian.

 

 

Mogłoby się wydać dziwne, że Cudna wcale nie cieszyła się z powrotu Unasjan ale swoje racje miała. Nauczyła się, że zmiany burzą zaistniały porządek siejąc niepokój. Zagospodarowała się już w domu swojego dzieciństwa ale czy go zachowa i na jakich warunkach? a może zabierze go, któreś z rodziców? Tylko jedno bo już nie są razem. A co z jej sąsiadami? Już się do nich przyzwyczaiła, nawiązała przyjaźnie. Czy nie zostaną przepędzeni przez dawnych właścicieli? O nie, nic nie będzie tak samo jak przed przewrotem więc może lepiej niech zostanie tak jak jest?
Matka przyjechała ale tylko na krótko aby się spotkać z córką i wnukiem.Zamieszkała z najmłodszą córeczką w dawnym hotelu pracowniczym, znów na hotel przerobionym. Zaprosiła tam Cudnę bo nie chciała się widzieć z Ekspresją.
-Musiałam ją przyjąć - tłumaczyła Cudna - to matka moich przyrodniaków. Niestety kiedy wróci ojciec pewnie mnie stamtąd przepędzą, ich jest więcej a na niczyją lojalność nie ma co liczyć.
-Nie tak prędko wróci, ma za bardzo obciążoną "hipotekę" ale mam propozycję - zostaw im ten dom i jedź ze mną do Arkad. Postawiliśmy tam duży dom oboje dobrze zarabiamy, on ma posadę, ja pracownię no i ten dom, nie rzucimy tego a miejsce dla ciebie przewidzieliśmy już przy zakupie segmentów mieszkalnych. Jedź ze mną.
-Nie pasuje mi to. Nie teraz. Teraz zdaję onibchadinzerowską ewidencję no i dostałam propozycję wzięcia udziału w konkursie rzeźbiarskim, potem zdecyduję co dalej.
-Mogłabyś pracować u mnie w pracowni.
- A właściwie dlaczego nie? Pomyślę. To byłoby jakieś rozwiązanie.




Cudna wzięła udział w konkursie rzeżby odbywającego się głównie w Cytrusowysadzie. To wyludniona dzielnica Arkad ale na potrzeby konkursu uporządkowano główny plac . Myślę że zwyczajnie wycięto tak, że powstał obszerny, okrągły dół, czymś go wyłożono ustawiono 125 kamiennych bloków w okręgu,zalano masą budowlaną wsypano barwne kamienie i wreszcie wlano zielonkawą masę przezroczystą. To tak w skrócie bo są też miejsca przygotowane na inne obiekty. Te miejsca psują obraz spokojnej wody nad kamiennym dnem. Bloki ustawiono jeszcze w innych miejscach Cytrusowysadu już pojedyńczo lub parami, dodatkowych 125 ale na te zwraca się mniejszą uwagę. Więcej obserwatorów ma 125 rozsianych na Meduzie bo chodzą tam okoliczni mieszkańcy.
Były protesty ze strony władz, że powinno się w ten sposób uhonorować odzyskany Błędnyrys. Odpowiedź była prosta: przygotowania poczyniono zanim pojawiły się szanse na odzyskanie Błędnyrysu, pochłonęły mnóstwo środków, konkurs młodzieży obiecano a więc się odbędzie. Nic nie stoi na przeszkodzie aby władze Błędnyrysu urządziły taki sam u siebie.
Ależ oczywiście, że wiele stoi na przeszkodzie. Błędnyrys nie ma na to środków, nie jest w stanie tak szybko wszystkiego urządzić, nie ma na to miejsca, ma sie za to czym zająć.
Przed konkursem rynek w Cytrusowysadzie ogrodzono ale między metalowymi prętami widać bloki nad którymi pracują sterowane przez niewidzialnych operatorów małe skałogryzarki. Operatorzy siedzą w różnych miejscach. Sporo kabin dla nich urządzono w Gwarnygrodzie, w Arkadach 50 bo oprócz osiemnastu, którym konkurs obiecano znalazlo się i zostało zatwierdzonych 20 spośród mieszkańców Arkad i okolic a przybyło też sporo osób na kwatery, są też stanowiska w innych miejscach a nawet na Meduzie. Wszystkie pod kontrolą aby nikt nie oszukiwał.
Jeździmy na cytrusowosadzki rynek a raczej do tego ogrodzenie z naszą kochaną Barwlodią i Cieszkiem bo Cudna zamieszkała z nim u nas na czas konkursu. Dzięki Czyńkowi poprawiły się moje stosunki z ojcem i Knieją więc kiedy się tu spotykamy nie udajemy nieznajomych. Myślę, że spory udział ma w tym nasza Barwlodzia a teraz też Cieszek. Nie wiemy, który blok rzeźbi Cudna, to było losowane tak jak pseudonimy artystów. W każdym razie wiem, że osoby zatrudnione dostają swoje wypłaty za czas poświęcony na udział w konkursie. To ważne. Nocują u siebie lub na kwaterach ale za to sami nie znają swych pseudonimów a informacji na temat ich bloku nie mogą podawać pod groźbą wykluczenia z konkursu. Nie usunięto im z ekranów widoku na okolice bo to może być istotne przy wyborze tematu.
Początkowo próbowałam podpytywać Cudnę co rzeźbi i gdzie ale bezskutecznie. Czyniek na osobności stanowczo poprosił mnie abym tego nie robiła, raz dlatego aby nie dręczyć córki, dwa aby jej nie móc niechcący zaszkodzić. Któregoś dnia zobaczyłam blok, który przestano rzeźbić. Najwidoczniej ktoś odpadł z konkursu.
-Może to jego mama powiedziała coś w tajemnicy najlepszej przyjaciółce - osądziła Cudna gdy o tym usłyszała i dodała - ja już nie jedno przeżyłam dlatego umiem milczeć.-
Lękam sę tego co przeżyła moja córeczka.

Otek został bohaterem narodowym jako ten, który podstępem dostał się do władzy i cichcem sprowadził Unasjan.
Perfekcja przybiegła aby mi się tym pochwalić a ja wiem, że po prostu nie był w stanie się utrzymać, wolał strzec swego życia niż władzy.
Nie powiedziałem jej tego nawet gdy klasnęła w dłonie i zawołała - a wyobraź sobie jest taki skromny, że zgodzi się u ciebie pracować.
Jaka szkoda Perfutko, że ja tam nie wracam -powiedziałem. Właśnie w tym momencie podjęłem taką decyzję - bo widzisz ani mojego domu już nie mam ani siedziby gdzie było biuro. Tu się urządziłem.
-Ale tamten dom należy teraz do Otka a on pozwoli ci tam mieszkać i prowadzić biuro.
-Łaskawca - pomyślałem a głośno powiedziałem - co za wspaniały chłopak ale nie, nie będę go wykorzystywał - dodałem myśląc - wy to zrobicie.
-A jak przyjęliście wiadomość, że zmienił nie tylko imię własne ale i rodowe?
-Brzdąc też zmienił nazywa się teraz Brzask Karakuł- Karmazyn.
Udałem, że nie dosłyszałem i zapytałem - Wrzask a dlaczego?
B b jak brzdąc - powiedziała wyraziście - Brzask.
Ty też powinieneś przybrać sobie inne imię. Małymiś jest żanujące.
-Ale pod takim jestem znany - odpowiedziałem.

Poleciłem Milarezie zalożyć filię Biniusu w Błędnyrysie a chyba liczyła na Arkady.
-Masz tam ten swój plac - powiedziałem - chyba mogłabyś to jakoś urządzić?
-Oczywiście - odpowiedziała grzecznie - jestem teraz bardzo zajęta więc zatrudnię kogoś kto się tym zajmie. Byłoby dobrze gdybyś mu udzielił wsparcia.
-Jasne- odpowiedziałem - nie byłem zachwycony ale cóż: jest moją wspólniczką, może podejmować takie decyzje.
- A może ja ci tam kogoś oddeleguję? - Wymyśliłem nagle.
Odpowiem gdy już zechcesz mi podac kandydaturę. Osobiście miałam na względzie Aksona Roztrzepańca.
-Wątpię czy się zgodzi, ma swoje arle. Najpierw jednak jego zapytamy - zaaprobowałem. Akson to mój dawny belfer i już się pogodziliśmy. Zawsze tego chciałem ale nie miałem odwagi do niego zagwizdać.
===========
Zgodził się, o cudzie zgodził się, będziemy współpracować. Ja i Akson, niesamowite. Już się cieszę tylko gdzie on tam zamieszka?

Zamieszkaliśmy na słynnym placu Filodendrona.
Tam są mieszkanka początkowo przeznaczone dla innych ale teraz te osoby już mieszkają gdzie indziej. Ja zajęłam bardzo wygodne lokum przeznaczone dla bezdomnego, który nie zdążył w nim zamieszkać ani nawet go obejrzeć, rodzice i Knieja większe. Nie do końca urządzone ale przysłano nam z Meduzy materace, piernaty, poduchy, dywany, tkaniny ozdobne a i Gwiazdy nie wiedząc co dostanniemy co nieco właśnie takich rzeczy dołożyła. Jest tego aż w nadmiarze a bez niczego przecież z Arkad nie wyjeżdżaliśmy. Będzie dobrze.
Na razie ważne, że jest gdzie spać bo przede wszystki zajmujemy się organizowaniem biura.
Lokum też już mamy a jeszcze poszerzymy, ważniejsze są auta i pracownicy. Auta dostaliśmy, część pracowników zatrudniło nasze szefostwo czyli Misiek i Miśka bo tak ich nazywam. Zgłaszają się też inni na przykład Otodar Karmazyn znany nam jako jeden z błędnyryskich książąt. Knieja, która się bardzo wszystkim ekscytuje siedziała wtedyza centralnie ustawionym biurkiem starannie ubrana, uczesana. Chyba czuje się szefem. Obserwowaliśmy akcję zza bocznych biurek.
-Otosyn Karakuł? - Zapytała poważnie.
-Nie, Otodar Karmazyn - jestem byłym pracownikiem Biniusu.
-Wiem ale nie będziemy mogli cię u nas zatrudnić, mamy prawie komplet, potrzebujemy jeszczeksięgowej i bufetowej. Oczywiście mogą to być mężczyźni ale ze stosownymi kwalifikacjami.
-Jestem bratankiem Małymisia Murmurando.
-No przecież wiem. Czy ty naprawdę nie poznajesz ludzi?
Przyjrzał jej się uważnie - a my się znamy? Przypomnij mi.
-Nie myśl, że ten kopniak na schodach dawnego Biniusu ma jakieś znaczenie. Ja nie jestem pamiętliwa po prostu porzebuję fachowców w dziedzinach, na których się nie znasz. Spróbuj w protektoriacie przecież mają u ciebie dług wdzięczności. Na pewno coś dla ciebie znajdą.
Gapił się na nią jak oszołom a wreszcie wrzasnął: Knieja!
-No, Knieja Korala.Bardzo mi przykro, że cię zawidłam.

Druga żona dziadka w zasadzie nie jest moją babcią ale postanowiłam ją tak nazywać bo bardzo się stara a na dodatek Iska mówi na nią mama.
Pierwsza żona nie żyje. Iska jej zupełnie nie pamięta. Zmarła nim się Cudka urodziła czyli wieki temu. Myślę,że dziadek bardzo ją kochał ale nie rozmawiamy na ten temat. Dziadkowie postanowili, że będę uczęszczać do szapio. Mam wrażenie, że wszyscy ich a zwłaszcza dziadka znają i szanują więc wcale nie było kłopotu z tym aby mnie przyjęto. Na zwyczajową rozmowę z kandydatami przyszedł do nas między innymi ten gość, który kiedyś gapił się jak sprzątam w domu aż wsyd bo ja się wtedy głupio zachowywałam. Potem widzieliśmy się jeszcze na składowisku, którym wówczas był plac Filodendrona a potem przyłapał mnie na bazarze jak za zapłatę zrażałam ludzi do towaru konkurencji płatnika a zachwycałam się jego śliwkami. No ... Nieciekawe okoliczności ale on skupił się na składowisku gdzie chybanajmniej narozrabiałam. Tak mi się przynajmniej zdawało. Spytał czy tam wybierałam części do autolotu służącego nam za szopę i czy to ja powiadomiłam lądowisko o materiałach wybuchowych ponoć przewożonych w aparaturze.
-No dobra - przyznałam się - ja ale bez zamiaru zrobienia przewrotu. Świat wyglądałby inaczej gdybym zwyczajnie zrezygnowała z konkursu a dziecko odniosła do ogródka dziecięcego. Ambicja mi nie pozwoliła i wszyscy źle na tym wyszliśmy.
Naprawdę tego żałuję. Co nie znaczy, że na pewno już będę lepsza.
Siedząca obok niego kobieta, zapewne szef grupy, zdawała sie patrzeć na mnie z dezaprobatą za to Honoritakt uśmiechał się pełną gębą, będzie teraz moim nauczycielem.
Człowiek, któremu powiedziałam, że jeśli chce coś ukraść to niech się nie krępuje. Jemu i temu drugiemu tak powiedziałam. wtedy mnie to bawiło ale teraz nie bardzo.

Konkurs został rozstrzygnięty ale nie zawsze osoby występujące pod pseudonimami chciały się ujawnić. Okazało się że wzięli w nim udział niektórzy sławni artyści i to z nimi był największy kłopot. Ujawnił się Linoryt Złotyptak, który zdobył najwięcej punktów i Lew Brzeszczot , którego pseudonim znalazł się wśród dwóchzajmujących trzecią pozycję ale ci, których wynik nie zadowalał na ogół woleli to przemilczeć. Nawet Pelikan, jeden z trójki na pozycji drugiej milczał. Widocznie był to ktoś kogo zraniła przegrana z Linorytem i zrównanie z dwojgiem uczniów szkoły plastycznej. Dla młodzieży (po za osiemnastką, która musiała być zaliczona do konkursowiczów z racji tego, że im to obiecano) już samo dopuszczenie do konkursu było wyróżnieniem więc na ogół nie ukrywała swych pseudonimów.
Cudka uznała, że nie ma się czego wstydzić zajęła samotnie pozycję piątą a za nią było osiemnaście nie ujawnionych pseudonimów.
Wyrzeźbiła kobietę zmierzającą przed siebie z chmurną twarzą, obdartą, rozczochraną, z dzieckiem w chuście i bagażem na głowie. Zatytułowała to "Powrót" Identyczny tytuł miało dzieło Pelikana przedstawiającego mężczyznę w rozwianych, pukatańskich szatach z płonącą pochodnią.
Niektórzy mieli wątpliwości do tego dzieła znajdującego się Cytrusowysadzie na rynku bo było wykonywane z przerwami, dwu, trzy nawet
parodniowymi a potem rzeźbione z niezwykłą szybkością ale kontrolerzy twierdzili, że ta osoba naprawdę potrafi to szybko.
-Czemu nie - pomyślała Cudna - jeżeli jest wprawna i ma dokładną wizję tego co chce wyrzeźbić to da radę. Ja w zasadzie też mogłabym szybciej gdyby mi nie płacono za okres udziału w konkursie.
Co ciekawe mniej więcej to samo powiedziała jej nauczycielka rzeźby - Pelikan na pewno nie jest jedynym, który był w stanie rzeźbić tak szybko ja wśród kolegów a nawet uczniów dostrzegam jeszcze najmniej dziewięcioro, którzy mogliby się z Pelikanem zmierzyć ale po co mieliby za szybko wracać do stałej pracy, skoro mogli sobie dłużej porzeźbić?
O, na przykład taki Grog Złotyptak jest słabszym artystą niż jego kuzyn Linoryt ale szybkość ma albo Cudna Korala pewnie wyszła z wprawy bo z tego co wiem mamuśka się z niej zrobiła i to na terenie okupowanym, bez dostępu nawet do klawibarwu, który zwiększał sprawność jej rąk ale gdyby nawet miała dawną sprawność to i tak póki rzeźbiła wiedziała, że zarobi a mama się dzieckiem zajmie. Pod panowaniem księciów była szefem ewidencji bo mało mieli w swych łapach osób wyszkolonych i nawet przymykali oko na to, że z dzieckiem przychodziła ale teraz kto ją zatrudni?
Recenzentka miała niepełne informacje ale najwyraźniej coś tam na temat Cudny wiedziała.
Ta sama recenzentka wypowiedziała się też w sprawie Cypryli Magnolii z pozycji 34 czyli na miejscu 112 - 115. Były wątpliwości czy osoba, która niedawno nic z pomocą rąk nie była w stanie zrobić mogła zająć tak wysoką pozycję.
-Mogła - powiedziała stanowczo recenzentka - przeszła wyspecjalizowaną terapię mającą na celu nie tylko ją usprawnić fizycznie ale i psychicznie. Oczywiście, że jest to swego rodzaju cud ale jej dzieło nie wymagało super precyzyjnych cięć widocznych w dziełach Pelikana, Linoryta, Tornada czy Cyprysa. Po za tym ta dziewczyna pochodzi ze znanego ... I tu wyłączono program.

Milander dotrzymał słowa i w nagrodę za dotrwania do końca konkursu zapisał na mnie jeszcze nie postwiony dom w Cytrusowysadzie. Szkoda tylko, że moja rzeżba stoi w Poświstowie Górnym. Jestem pewna, że gdyby Milareza brała udział w konkursie dostałaby dom tam gdzie rzeźbiła. No i w końcu co to za nagroda? Przecież i tak by mi musiał dać dom.
-A jak tam będe dolatywać? - Zapytałam.
-Będziesz mogła korzystać z linii unaskich albo kogoś poprosić o podwiezienie - odrzekł. -Kształtuj swoją samodzielność i zaradność. Wiem, że to trudne ale im dłużej będziemy z tym zwlekać tym będzie trudniejsze.
-No ale tego domu jeszcze nie ma.
-A ty nie masz 15 arli i twoi biologiczni rodzice mogliby ci go zabrać.
-Milareza ma tyle samo arli co ja.
-Tak ale w Tolimanii została uznana za dorosłą a to zgodnie z porozumieniem błędnyryskim jest w Unasie respektowane.
-To niech ja też zostanę uznana za dorosłą.
-Do tego zmierzam. Chcę ci pomóc wydorośleć. A teraz strzeżemy cię przed podejmowaniem błędnych decyzji.
- Tak, oczywiście - pomyślałam zła i rozżalona - ciekawe jak to się ma jedno do drugiego. Trzymają mnie z dala od Unasu, najwyżej w pukatańskich enklawach na Meduzie. Nawet nie na stałym lądzie tylko tutaj a jeszcze chętniej w Degeden. Zaczynam wątpić czy ta degedeńska szkoła jest mi potrzebna, przecież tak naprawdę jestem Unasjanką. Potrzebny jest mi jednak akt uznania za dorosłą, gdyby udało mi się szybko wyjść za mąż dostałabym go automatycznie, tylko jak to zrobić? Nie wiem.
Z wyniku konkursu to już jestem zadowolona, przedtem było mi przykro bo mam lokatę 34 a to w sumie oznacza, że 111 osób było lepszych. Kiedy jednak pojawiły się głosy niedowierzania, że tyle osiągnęłam i recenzentka powiedziała, że to jest cud zrozumiałam, że to naprawdę jest wielkie osiągnięcie. Przecież startowało 425 osób a tylko 111 jest ode mnie lepszych.
Nikt na tyle nie liczył, miałam tylko dotrwać do końca. W dodatku Milander dopilnował abym nie miała urządzeń sterowanych myślą a wyłącznie takie jak wszyscy inni. Musiałam to zrobić moimi własnymi rękoma ... a właściwie wskaźnikiem sterującym skałogryzarkami no ale trzymanym w ręku. Moje ręce są sprawne i to jest sukces. Pochwaliłam się w szkole, nauczyciele są pod wrażeniem.
Tylko Fassara zapytała - skoro to taki konkurs dla najlepszych to jak to się stało, że ciebie zakwalifikowano? Przecież jeszcze nie miałaś tam żadnych sukcesów.
-Milander załatwił to na prawach organizatora.
-Ooo to pewno lokatę też ci załatwił.
-Nieprawda! - Wrzasnęłam - tak mnie ocenili ci, którzy mieli prawo głosu czyli członkowie komisji, z których każdy miał po 100 punktów do dyspozycji, członkowie plejady, każdy po 50, członkowie szkół po 10 oraz dowolni obserwatorzy po 1. A żeby nie było przekrętów nikt nie wiedział, która jest czyja rzeźba.
-Akurat.
-Może i akurat ale ja popleczników w Unasie nie posiadam.
-Mam nadzieje, że udowodnisz nam rzetelną pracą słuszność tej decyzji a które miejsce zajęła Milareza?
-W ogóle nie brała udziału.
-Szkoda ale gdyby udało się u nas zorganizować jakiś konkurs rysownika to może weźmie.
No i mam nowy, ważny cel, przygotować się do konkursu rysownika tak aby Fassarze oczy na wierzch powychodziły. Muszę dużo rysować. Na pewno dam radę przecież moi rodzice pochodzą ze sławnych unaskich rodów artystów plastyków i oboje należą do plejady. Chciałabym aby kiedyś byli ze mnie dumni.
-To wcale nie jest przypadek, że wszyscy troje: ja, Milareza, Irbis jesteśmy uzdolnieni plastycznie.
Przyszliśmy na świat w Gwarnygrodzie w czasie trwania egzaminów w szkole plastycznej. Nasze matki brały w nich udział.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.