• Wpisów:1321
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:wczoraj, 22:54
  • Licznik odwiedzin:61 101 / 1915 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 



Karis był w najlepszej sytuacji bo mógł zdawać egzaminy kwartalne przez milanderłącze. Tolo i Nola na czas egzaminów zamieszkali w Degeden pod opieką Aldusi i innych mieszkańców domu oraz gospodyni, która z tego powodu dostała większe zaopatrzenie.
Netusia i Tali miały zamieszkać w bursie w Kansmeron.
Walturian drżał o nie najbardziej, choć Milareza tłumaczyła mu, że bursa jest bezpiecznym miejscem.
Zwątpiła gdy po zawiezieniu córek dowiedziała się, że zmieniono kierowniczkę a trzy przewidziane dla dziewczynek miejsca owszem są, niestety nie tam gdzie uzgodniła z poprzednią kierowniczką lecz w dwóch różnych pokojach a nawet w tym gdzie są dwa wolne łóżka to też nie koło siebie. Płaciła za trzy miejsca choć łóżka potrzebne były dwa bo trzecie miejsce miał zająć ochroniarz - maszyna. Nie było sensu trzymać go w innym pokoju.
-Przepraszam ale ja mam wyraźną umowę i zapłaciłam więcej niż wasza taryfa przewiduje - powiedziała z pozbawionym złości zdziwieniem w głosie.
-To nie jet tak, że skoro jest się bogatszym to można decydować o polityce bursy - odpowiedziała kierowniczka.
-Takie komentarze należało wygłosić nim została podpisane umowa i ja zapłaciłam - tłumaczyła spokojnie, jak dziecku, Milareza - w innym przypadku jest to oszustwem.
-Umawiałaś się z Eridą.
-Umawiałam się z bursą i bursa nie Erida zwróci mi pieniądze - spokój zachowywany przez Milarezę ułatwiał jej rozmówczyni panowanie nad emocjami.
-Chwileczkę, skoro się upierasz, poprzesuwam dziewczęta.
Rzut oka na przysłuchujące się mieszkanki pokoju przekonał Milarezę, że to nie byłoby dobre rozwiązanie.
-Wybacz - odpowiedziała - moje córki nie znajdą się w sytuacji winnych porozdzielania koleżanek. Te miejsca powinny były na nie czekać. Zwrotu pieniędzy oczywiście będę się domagać.
-Przegrasz bo ja jestem gotowa udostępnić te miejsca.
-Miałabyś rację gdybym zapłaciła tylko za czas egzaminów a nie cały kwartał. Chodźcie córki.
-Gdzie teraz znajdziesz dla nich mieszkanie?
-Jeżeli nie znajdę, to zażądam też zwrotu czesnego a córek nie zostawię na pastwę losu w miejscu gdzie będą źle traktowane - wyjaśniła grzecznym tonem.
-A jak mają być traktowane? Jak księżniczki?
-Nie, jak każdy człowiek bo wobec każdego należy przejawiać uczciwość i szacunek oraz wywiązywać się ze zobowiązań. Nawet wobec bogatego.
Znalezienie mieszkania w pół dnia wydawało się niemożliwe. Milareza najpierw szukała na płotach ogłoszeniowych.
A ściślej szukał Walturian na przesłanych mu fotografiach, przesuwając sobie obraz naturalnej wielkości na monitorach wielkiej sali konferencyjnej.Wybierał wszystko co dotyczyło mieszkań oraz pokoi do wynajęcia, segregował i odsyłał żonie. Ona zaś odwiedzała te miejsca z córeczkami. Wypytywała też ludzi o następne płoty.
-A co przyklejacie? - Zaciekawiła się starsza dama. Zwracała się do dziewczynek.
-Nie przyklejamy tylko szukamy lokum - wyjaśniła Tali wychylając się z okna samochodu - Jestem Tali - dodała - przyjechałam z siostrą do szkoły żeby trochę ocen dostać przed zamknięciem kwartału ale to się chyba nie uda no i trudno. Mnie tam nie zależy. Kiedy skończę 11 arli to mnie przyjmą w Degeden i będę się uczyć zawodu reżysera.
-Zdaje się, że nie masz nawet dziewięciu (myliła się, Tali miała ponad 9 arli)
A jakie to ma być lokum?
-W przeddzień egzaminu nie możemy wybrzydzać - wyjaśniła Milareza odchodząc od płotu do samochodu - najważniejsze aby dzieci były tam bezpieczne.
-A czemu nie w bursie?
-Bo się o moje dzieci boję a nie wyglądało na to, że tam będą bezpieczne.
-Ja znam takie jedno lokum, właściciele są nawet mili ale tam brudno i chcą wyłącznie sprzedać a kwota jest przesadzona.
-Zobaczę, może mi się uda posprzątać.
-No nie wiem ale adres mogę dać.
Gospodarze byli zdecydowani na sprzedaż całej kamienicy z lokatorami a nie mieszkania. Milareza poprosiła o pokazanie aktu własności oraz umów z lokatorami.
Okazało się, że umów nie ma więc najpierw pojechała po urzędniczkę, dała datek na cele rozwoju miasta, a potem przeszła się z nią i gospodarzami po mieszkaniach, było ich w sumie sześć, w tym jedno gospodarzy a dwa wolne. Obejrzała oba, następnie uporządkowała sprawy umów w dwóch lokalach, w trzecim umówiła się na nieco późniejszą porę bo żona na zakupach a mąż nie chciał sam decydować. Przedstawił się jako dozorca, uzgodniła z nim, gdzie mogą stawiać auto dziewczynki a nim to uzgodnili wróciła żona i sfinalizowali sprawę umowy.
Dotychczasowi właściciele z podziwu wyjść nie mogli, że to tak szybko i łatwo poszło.

Wbrew obawom uczynnej damy, Milareza i jej córki zdołały posprzątać większe z mieszkań. W tym samym czasie Andzio naprawiał co było do naprawienia. Wykorzystali rozmaite urządzenia z lotopławy. Na koniec zachwycone swoją rolą dzieciaki czyli Tali, Netusia i bliźniacy sterujący maszynami na odległość pomalowali sufity i ściany, futryny i drzwi. Na razie nie wstawili ścian dodatkowych, którymi Milareza chciała przedłużyć mieszkanie o dodatkowy przedsionek ochronny ale były już zamówione i to wraz z drzwiami bo Milareza wzięła na nie wymiary nim jeszcze sfinalizowała kupno kamienicy.
Milarezie spodobało się to, że mieszkanie jest skanalizowane zaś byłym właścicielom to, że ta kanalizacja znowu działa i to w całym domu.
Tę noc dziewczęta spędziły jednak z matką w lotopławie bo nie wszystko zostało ukończone.
Trudno, małżonek Milarezy musiał ją trochę dłużej zastąpić na stanowisku ambasadora. Właśnie jemu to powierzyła. Z rana musiała wracać ale zostawiła dziewczynkom dwa auta. Jedno wielkie na wypadek gdyby to jednak w nim musiały na razie nocować. Jednak Rezeryka, Milaryk i Walturian już pracowali nad tym aby nie było takiej konieczności.
==============

Tali raptownie zatrzymała autko, nastraszywszy przez to dwie dziewczyny idące poboczem.
-O, przepraszam - powiedziała wychyliwszy się - jestem Tali zobaczyłam was w ostatniej chwili i pomyślałam, że pojazd jest wprawdzie mały ale torby mogę wam podwieźć.
Zawahały się. Znów je przeprosiła - nie przemyślałam tego. Macie prawo się bać o torby bo przecież się nie znamy. Jestem z najniższej klasy o profilu plastycznym ale na co dzień uczę się w domu, przyjechałam z siostrą bo chcemy dostać parę ocen. Tak nam zalecono. Mieszkamy w kamienicy Rabhida. No cóż, może innym razem skorzystacie z naszej pomocy.
-A może się wciśniemy - powiedziała ruda.
-Jedna tak ale przecież drugiej będzie smutno.
-Wciśniemy się.
-Nie bo ja muszę mieć przestrzeń manipulacyjną.
-A nie możemy usiąść na tej skrzyni?
-No dobrze ale może najpierw wrzućcie do niej torby, żeby mieć wolne ręce. Szybko im się przydały.
Chłopak, który szedł za nimi podbiegł i pomogły mu wsiąść. Tali je przytrzymała ramionami systemu obronnego. Chłopak torbę rzucił za Netusię i w ogóle usiadł twarzą w kierunku jazdy,przeciwnie niż dziewczęta.
Po drodze namawiał Tali do przyśpieszenia.
-Co ty, oburzyła się nań Nety - to by rodzice zaraz zabrali nam to auto.
-Przecież nie muszą wiedzieć.
-Ja moich rodziców okłamywać nie będę.
-Ale ty masz nieużyteczną siostrę Tali - powiedziała dziewczyna, na którą wołali Laisa.
-Ona źle to sformułowała, miała na myśli to, że wobec własnych rodziców trzeba mieć ciut lojalności - wyjaśniła Tali - Nasi wobec nas są bardzo lojalni a człowiek ... zwłaszcza ja, tyle z pośpiechu narozrabia - zaśmieli się - że rozmyślne winy już by zanadto obciążyły moje konto. A co gorsza moglibyście mi z bagażnika pospadać.
-Tatuś mówi, że lepiej się spóźnić niż utopić - dodała Nety.
-Talka ty uważaj, żeby ci chłopaki jakiegoś głupiego dowcipu nie zrobiły - powiedział Hunzon - żadne z nich się nie przedstawiło lecz w rozmowie używali imion, drugą dziewczynkę nazywali Zolena.
-A ja? - spytała Nety.
-Ty nie uważaj - odrzekł.
Netusia nadała treść rozmowy do rodziców.
-Przede wszystkim tatuś będzie uważał - pomyślał Walturian wysłuchawszy- a może i mamusia znajdzie czas. Byłoby nieźle.
Mamusia była w drodze a więc miała czas.
============
-Której? - Zapytał jeden z chłopców.
-Starszej - zdecydował mężczyzna.
-Nie,lepiej młodszej bo starsza jest fajna - powiedział Hunzon.
- Który to zrobi?
- No najlepiej ty dyrektorze bo ciebie nikt nie śmie posądzić -powiedział inny chłopiec -a nam jest łatwiej pilnować, w coś pogramy a ty byś stał jak kołek. One mają torby z wyhaftowanymi kwiatami magnolii, młodsza różową, siedzą z tyłu. Torby są zapinane na kulki. Milareza każdemu z uczestników narady przypięła malutką kamerę i obserwowała to co się nagrało, na kilku monitorach.

Ledwo dyrektor wyszedł z klasy Walturian z pomocą dużej ilości agentarów wyciął otwór i wyprowadził z torby lalkę. Była mała ale gdy posłużyła się piękną agrafką Tali odpiętą od torby zdołała z pomocą agentarów sterowanych przez Milarezę wyciągąć portfelik i uciągnąć za kosz, tylko musiała się schować za piecem bo nie zdążyła wrócić na miejsce.
W tym czasie Tali i Netusia czekały na egzamin z geografii.
Weszły razem.
-Prosiliśmy Tali - powiedziała surowym tonem młoda nauczycielka.
-Nety nie może zostać sama - odpowiedziała Tali - bo dziwnie się tu czujemy. Ja bym się tu bała o nią a ona bałaby się tam.
-To chyba przesada. Nety, proszę iść do swojej klasy, wezwiemy cię.
-Puść sygnał gdy dojdziesz - poprosiła Tali.

Wylosowała do omówienia Joksolanię i Kareborgę.
-Coś nie tak? -Spytała nauczycielka.
-Liczyłam na bardziej egzotyczne tereny no ale dobrze. Zacznijmy od położenia naszej kochanej wyspy, nie sięgając po mapy rysowała wszystko na tablicy, opowiedziała jakie jest tam ukształtowanie terenu, jakie zwierzęta, jaka roślinność, co się uprawia, kto rządzi krajem, jakie są zwyczaje, jaka sztuka.
-To tak w skrócie - oświadczyła po długim wywodzie - bo właściwie o Joksolanii mogłabym gadać długo. A jeszcze nie wspomniałam o przepisach kulinarnych więc może jeden. Placki żil - gruszkowe.
Najpierw Joksolańczycy zbierają owoce żiliby. Najlepsze są takie nie całkiem dojrzałe zbierane w drugim kwartale arla, tnie się je o takim nożem na plastry - narysowała a potem zademonstrowała czynność cięcia -powtarzając przy tym szybko: cia cia cia.
Potem trzeba to wysuszyć a następnie ...
-A jakie wydarzenie miało ostatnio tam miejsce?
-Ślub Wczysłe z Wodzem Mdeszem świeżo odznaczonym za udział w odparciu napadu piratów.
Placki też podano. Układa się na przemian suszone żile i twarde plastry gruszek przesypane ...
-A coś więcej o tym napadzie nam powiesz?
-Damy o bitwach nie rozmawiają. Doszło do tragedii wielu osób. Nie wiem co ich skłoniło do najazdu na Joksolanię. Nie wiem dlaczego sławi się zwycięzców i wpina im kolorowe piórka we włosy zamiast płakać nad ludzką nikczemnością.
W tym wypadku nad nikczemnością pokonanych, oraz poniesioną za to karą. Szkoda, że się na to narazili mogli przecież być dobrymi ludźmi i uprawiać swoje pola. A ślub był już po bitwie więc jest to ostatniejsze wydarzenie. Wczesłe założyła na siebie ...
-Wystarczy. Przejdź do opowiedzenia co wiesz o Karebordze.
Tali zmazała rysunki przedstawiające drzewo i owoce omawianej rośliny oraz nóż.
-Trochę szkoda bo mogłabym opowiedzieć jak się w Joksolanii barwi tkaniny królewskie na czerwono.. No ale dobrze narysuję mapę.
-My mamy mapy - powiedziała nauczycielka.
-Tak ale dużo i nie podpisane na odwrocie. Zacznę od narysowania kontynentu. Kareborga jest tutaj.
Takich placków jak na Joksolani to się tu nie robi a na pączki używa się mąki z ziarna traw iksaja.
-Zaznacz stolicę - zażądała nauczycielka.
-O tu, na wyżynie koczańskiej, tu w okolicy też się uprawia iksaję ale przede wszystkim są tu hodowle drożdży. Do pączków drożdże są niezbędne.Na tej wyżynie bierze początek rzeka Grawia (wyrysowała ją)- Ma bystry nurt, krajobraz urozmaicają stojące nad nią młyny. To w nich uzyskuje się mąkę na pączki. Gdy się stosuje różne odmiany iksaji to plony można mieć pół arla.
-Jakie obiekty kulturalne znajdziemy w Rizie?
-Wszelkie, nawet kino, najsłynniejszy obiekt to filharmonia nawerska a wracając do iksai ...
-Gdzie w Karebordze znajduje się najsłynniejszy kompleks szkolny?
-W Degeden a najlepsze nadzienie do pączków jest z dzikich róż. W okolicach Degeden najlepiej je zbierać w szóstym nonestrze nad Dżają. Potem przy smażeniu najlepiej używać mieszadeł z gałęzi sombra - Tali uzupełniała swe wywody ilustracjami, rysowała trawę o dojrzałych kłosach, wspominane drzewa i krzewy. Nauczycielka starała się odwrócić jej uwagę od przepisu na pączki ale o cokolwiek pytała Tali znajdowała okazję by do niego wrócić.
- W Czurze wydobywa się rudę miedzi- wyjaśniała na przykład - Miedziane rondle świetnie nadają się do robienia marmolady.Najlepiej aby miały grube dno. Z tym, że w Czurze to jako nadzienia używają ...
-A co powiesz nam o Palerie?
-Stamtąd pochodzi przepiękna porcelana, która może uświetnić przyjęcie z pączkami, z tym, że nie na dworze bo na dworze kuzary kradną pączki. -Tali narysowała kuzara zajadającego się pączkiem i dodała - taki, porcelany nie uszanuje, ale to nie wszystko. W tamtych okolicach produkuje się najlepszy olej do smażenia pączków. Olej wyrabia się tam z nasion lipawca. Pozyskuje się je w piątym nonestrze i magazynuje w spichrzach, które ...
-Dość, dostajesz celujący, możesz wyjść i poprosić siostrę.
-A spichrze ...
-Dziękujemy.
========
A to dziumdzia - zaśmiał się nauczyciel - jesteś pewna, że tam było jakieś wesele?
-Nie, ale wiedzę na temat, za mało jak dla niej egzotycznej Joksolanii, to ona ma perfekcyjną. A o tej bitwie też to co najważniejsze powiedziała. Po za tym jak dla mnie to jest kapitalna i jakoś nie wierzę, że cokolwiek zmyślała choć osobiście nie wiedziałabym gdzie się produkuje olej a gdzie drożdże.
==========
Gdy Tali zdawała geografię Nety doszła do klasy, puściła sygnał, weszła.
Nauczyciel omawiał metody udzielania pierwszej pomocy przy zasłabnięciu. Gdy Tali weszła do sali Netusia szlochała. Szybko podbiegła do niej, objęła ramieniem - co się stało siostrzyczko?
-Najpierw omawiał - tu Netusia pokazała gestami, uciskanie klatki piersiowej.
-Chodzi o to jak reanimowaliśmy tatusia?
Nagle zaległa przeogromna cisza zakłócona jedynie głosem Nety.
-Tak i żartował. Głupio żartował z ratowanego- tłumaczyła a łkanie przerywało jej słowa.
-Potem ta - wskazała czarnowłosą dziewczynę - powiedziała, że zginął jej portfel i sprawdzali torby. Wszystkie raz a moją dwa razy i nie ma tam mojej lalki a portfel się nie znalazł i ja myślę, że jest u nauczyciela albo damy bo u nich nie szukali.
-Jesteś w stanie zdawać geografię?
-Nie.
-To mamusia będzie musiała interweniować. A wy -popatrzyła na nauczyciela i damę klasową -zechciejcie pokazać swoje torby.
Oboje się obruszyli.
-Słucham? - Zapytał surowym tonem nauczyciel.
-Tak myślałam. Netusiu opiszemy wizytę w tym mieście i wydamy to drukiem. Imion nie wolno podawać więc narysujemy karykatury.
-Co to za groźby?! - Obruszył się nauczyciel.
-Nie groźby tylko wyraz oburzenia.
Netusiu zabieramy torby i wychodzimy. Uczęszczanie do szkoły, w której nauczyciele kradną, ubliża naszej godności. Żeby zabrać pieniądze biednej dziewczynie, to jest po prostu haniebne, a kradzież lalki jest żałosna. Wstydu nie macie. Czarnulko biegnij wezwać dyrektora - zwróciła się do poszkodowanej.
-Ale to jest dyrektor - wyjaśniła czarnulka wskazując nauczyciela. Tali klasnęła w ręce - no nie, to szczyt wszystkiego.
W takim razie biegnij na ulicę i wołaj na straż.
-Bez wygłupów - powiedział dyrektor.
-No chyba nie zaprzeczysz, że wchodziłeś do sali przed lekcją? - Spytała takim tonem jakby to osobiście widziała a przecież nie mogła widzieć bo znajdowała się w zupełnie innym miejscu. Gdy jedna z dziewczyn otwierała usta, pewnie po to aby to wyjaśnić, Nety spojrzała na nią groźnie.
- Tak ale tylko po to aby wywietrzyć - wyjaśnił dyrektor.
-I wywietrzyłeś?
-Jak ty się zachowujesz?
-Jak osoba dogłębnie wzburzona. Ukradziono pieniądze dziewczynie, którą nawet na całe buty nie stać. Może właśnie na nie odkładała, może ciężko na nie pracuje.
-To może jej daj bo ciebie stać - zakpił.
-Sposób na zarabianie sobie znalazłeś?
Przecież to wstyd dla całego miasta, szkoły i kuratorium. No biegnij po straże dziewczyno. Wyrwiemy im z gardła twoje pieniądze.
-Kiedy to tylko miał być taki żart. Ktoś miał podrzucić portfel jednej z was. Ale gdzie on właściwie jest?
-Portfel? A gdzie może być? Zapewne w teczce dyrektora a co masz z tolimańskiego?
-A o co ci chodzi?
-Słownictwo masz ubogie i używasz słowa żart zamiast podłość.Tak to się nazywa kochanieńka. Podłość! Żart to jest zupełnie co innego.
-Albo czyn karalny się nazywa - dodała Netusia.
-Zagrożony minimum publicznym przeproszeniem - dodała Tali - a w skrajnych wypadkach może być nawet dożywotnie zamknięcie w wieży.
-Albo lochach - dopowiedziała Netusia - ale to wtedy jakby na przykład twoi rodzice mnie w wyniku pomówienia napadli i pobili.
-Przecież my byśmy od razu powiedzieli prawdę.
-Moglibyście nie zdążyć.
-Powiedziałybyśmy zaraz po znalezieniu portfela, jakbyś już trochę popłakała, myśmy to robili dla żartu a nie z żadnej podłości.
-Dyrektor brał w tym udział? - Spytała Tali - Nie odpowiadaj bo skłamiesz a to byłoby brzydko.
No proszę pokazać zawartość teczki dyrektorze.
-Tali a ty widziałaś abym ja tu wchodził z teczką?
-W ogóle nie widziałam, zastosowałam blef a ty się przyznałeś. A teraz pokaż zawartość teczki bo pewno masz tam lalkę mojej siostry.
Dziewczyny się roześmiały.
Zdenerwowany dyrektor otworzywszy teczkę wysypał jej zawartość na stół. Zgniatał w kule przetłuszczone papiery, prawdopodobnie opakowania po dawno zjedzonych kanapkach, i rzucał w kierunku kosza. Nie wszystkie trafiały.
-Przy okazji zrobię sobie porządek - zażartował. Prawdopodobnie odprężył się nie widząc tam trefnych przedmiotów.
Jedna z dziewcząt zajęła się zbieraniem papierowych kul i przy okazji podsunęła kosz bliżej dyrektora.
-Oooo - krzyknęła inna bo właśnie zobaczyła portfelik, skryty przedtem za koszem.
W tym momencie weszła zdenerwowana nauczycielka - Nety długo będziemy na ciebie czekać?
-Pilnuj mojej torby krzyknęła Nety do Tali.
-Idę z tobą bo jeszcze cię tam skrzywdzą - krzyknęła Tali łapiąc obie torby.
-Podpowiadaczy nie potrzebujemy - powiedziała nauczycielka.
-Ani moja siostra - odpowiedziała Tali. Nauczycielka spojrzała na dyrektora, nic nie odpowiedział i Tali poszła.
-A co to się dzieje, że obie przychodzicie? - Spytał starszy wiekiem nauczyciel.
-Pod moją nieobecność usiłowano zrobić krzywdę Netusi. Już teraz jej samej nie zostawię - oświadczyła Tali.
Netusia wylosowała arandię Arblandy.
-Dodajcie jej jeszcze Orbortport do kompletu - powiedziała Tali.
-No coś ty - zaprotestowała Netusia - Orbortport to był stryja Lanborta a arandią rządził dziadek.
Zapanowała chwila konsternacji.
-Widzę, że macie tu dużo map - stwierdziła Netusia - rozwijajmy je po kolei bo chyba na każdej znajdzie się kawałek naszej arandii, nawet na naszej Joksolanii.
-Joksolania też jest wasza?
-Mamusia jest tam ambasadorem.
-A w Karebordze? - Zapytała starsza nauczycielka.
-Tatuś jest Karebordżaninem mamy tam dom w Degeden i przyjaciół.
-No - przyznała Tali - przepis na pączki dostałam od Laroki.
-A ja od babci bo mnie lubi bardziej niż ciebie.
-Ale i tak nie możesz go teraz podać a przepisów z arandii to nie znamy.
-Co za ulga - stwierdziła nauczycielka.
-Chyba, że tapuneckie - dorzuciła Tali.
-Nie lubisz kucharzyć? -Spytała Netusia nauczycielkę.
- Nety a na wyspach hrabandzkich byłaś?
-Jeszcze nie. Talka to chce tam przede wszystkim zobaczyć kamienne rzeźby a ja bazary bo mamusia mówi, że są malownicze. A która mapa pokazuje te wyspy?
-Poszukaj.
-Eee, to już wolę narysować, albo Talka ty narysuj, lepiej ci to idzie.
-Najpierw powiedz gdzie leżą.
- Przecież wiesz.
-No i co z tego? To może nikogo tu nie obchodzić, ty jesteś pytana.
-Ano tak - Jakieś trzy rumpy na południe od Unasu a szesnaście na zachód.
-Jakiego znów Unasu?
-Talka narysuj Unas bo nauczycielka nie wie.
-Nie wie bo tu się mówi Bakarabesz.

Ostatecznie Netusia dostała bardzo dobrą notę.
-Nie jestem pewna czy słusznie dostałam wyższą ocenę niż Nety - stwierdziła Tali.
-To za refleksyjność - odpowiedziała nauczycielka.
-Ona najbardziej refleksyjna się staje gdy wpierw coś bez namysłu zbroi - poinformowała Nety.
- A co takiego zbroiła podczas napaści na Joksolanię - uśmiechnął się stary nauczyciel.
-Przestawiła statek piracki, który szykował się do ostrzelania łodzi wodza ale później oczywiście i tak się zastanawiała czy miała prawo interweniować.
-Ale jak ty to zrobiłaś Tali?
-Przypadkiem zobaczyła sytuację ...
-A ona może powiedzieć?
-Ja nie lubię - wyjaśniła Tali - bo potem cała załoga tego okrętu została wybita. Tatuś mi tłumaczył, że te dwa piórka to dostałam za uratowanie łodzi wodza a mamusia, że nie należy ich wyrzucać bo to obelga a ja przecież naprawdę przestawiłam ten okręt tylko po to by chronić łódź. No więc trzymam te piórka w szkatułce ale ich nie noszę i już.
-Jak to zrobiłaś?
-Chwytakami pływającymi, obróciłam i odholowałam.
Zwyczajnie posterowałam nimi na odległość, To teraz mi zmienicie ocenę?
-Nie, nie ma powodu, możecie już iść.
====
-Ano teraz to ja też obstawiam, że to wesele się odbyło - stwierdził nauczyciel.




Milareza słuchając odpowiedzi Netusi równocześnie obserwowała mężczyznę, kręcącego się przy mieszkaniu urządzanym dla dziewczynek a w pewnym momencie musiała się właśnie na nim skupić bardziej niż na Netusi. Oglądał z dezaprobatą płytkie lecz szeroki rowki w ścianach i podłodze Wycięć na suficie, sięgających strychu nie zauważył. Usiłował otworzyć mieszkanie własnym kluczem i klął siarczyście amarantową damulkę czyli właśnie Milarezę co zresztą wynikało też z innych jego słów.
Wybiegł na zewnątrz i usiłował się wdrapać po wieży dźwigu omal nie zleciał z wrażenia chyba na widok puszystego dywanu i odmalowanych ścian.
Pognał do byłych właścicieli i zapytał co tam się dzieje bo przecież to jemu mieszkanie sprzedali i właśnie brał się za remont a tam zamki powymieniane.
-A masz umowę?
-Dobrze wiesz stary łotrze, że nie.
-No to znikaj bo wzywam straże.
-Ale pieniądze wziąłeś oszuście?
-Jakie pieniądze? Widział to ktoś?
-Ja cię tu gnoju podpalę!
-A to powodzenia.

Grożący podpaleniem, łaził przed domem w te i we wte. Wreszcie znów pognał na górę a tam w międzyczasie Milaryk z Anderezem zdążyli dostawić dwie ściany, jedną z drzwiami. Zatkało go. wyraźnie miał chęć kopnąć w tę dostępną.
-Opanuj się - powiedział Milaryk. Spoiwo jeszcze nie było utwardzone, lepiej więc było zapobiec kopnięciu. Mężczyzna rozejrzał się - kto tu jest?
-Ekipa remontowa.
-To miało być moje mieszkanie.
- Wyjaśniaj sprawę z właścicielami i strażą.
Nieszczęśnik machnął ręką i odszedł.
Tego dnia gospodarze opuścili dom. Milareza posłała za nimi malutkiego szpiega a z braku jakichkolwiek dowodów zgłosiła sprawę Kororowi zamiast bezpośrednio miejscowym władzom.
Coś ją tknęło by obserwować też poszkodowanego.
Zapobiegła samobójstwu.
-Słuchaj ja ci wierzę - powiedziała.
-A gdzie ty jesteś?
-Już daleko stąd. Jestem tą amarantową damulką. Uczciwie kupiłam kamienicę, mam na to dowody. Nikt mnie nie ostrzegł, że to mieszkanie zostało sprzedane. Będę się starała ci pomóc.
Na kiedy potrzebujesz mieszkania?
-Ja tam spałem.
-A musi być właśnie to?
-To mi pasowało.
- Mam nadzieję, że możesz dziś zanocować w mieszkaniu po byłych gospodarzach. Wzięli ode mnie pieniądze i uciekli.
Postaram się o przeniesienie na dół skrzyń z majdanem do wyrzucenia, będziesz musiał stamtąd wybrać swoje rzeczy. Potem jakoś domówimy sprawę. Zgłosiłam oszustwo władzom centralnym. Będziemy wyjaśniać.
Tę noc dziewczynki spędziły w aucie a niedoszły samobójca i podpalacz w opuszczonym mieszkaniu z dozorcą na popijawie. Chełpił się, że nastraszył amarantową damulkę a słuchał tego jeden z ludzi Korora bo przecież musieli mieć całkowitą pewność, że podpalenia nie będzie a w razie czego zapobiec rozprzestrzenieniu się ognia. Nie wyglądało na to, że dom jest odpowiedni dla dziewczynek jednak auto było jeszcze gorsze, następnego wieczora kierowniczka bursy wraz z towarzyszącą jej nauczycielką zastały je w kamienicy. Przybyły na kontrolę.
Padła nieoczekiwana propozycja by zainstalować tu jeszcze dwie dziewczynki, które nie mają się gdzie podziać.
-Zapytam mamę - oświadczyła Netusia.
-A te trzy miejsca co jeszcze były w bursie? - Spytała Tali i dodała - o takich sprawach to się nie rozmawia z dziećmi tylko rodzicami.
-No wy już prawie nie dzieci.
-Ale bez praw osób dorosłych i jeszcze jesteśmy za głupie aby podejmować takie ważne decyzje i dysponować własnością mamy.
Po ich odejściu Nety zapytała - po co ty mówisz, że jesteśmy głupie?
-Bo taki argument zamyka dyskusję a ja tu nikogo obcego nie chcę.
-Masz rację.
============
Dyrektor przed egzaminem spytał dziewczynki czy miały kontrolę.
-Tak - przyznała Tali.
-Zabrano wam dzbanek?
-Nie, ta dama poprosiła - Nety wskazała obecną przy egzaminie nauczycielkę- dałam bo przecież sobie ulepię drugi lepszy.
-Coś w tym dzbanku było?
-Aaaa no było.
-Co?
-Ja zapomniałam o tym wierszu, wiem, że był do niczego dlatego go schowałam ale mam takie uczucie jakbyś ty go uważał za jakiś ... jakby tu określić ...? Albo sam powiedz, które słowa cię zbulwersowały.
-A jak to szło?
-To było po karebordżańsku.
-Znam karebordżański.
-Zimno i spadają liście. Rzeczywiście, Rzeczywiście.
Nie chce mi się iść na spacer więc napiszę szkolną pracę.
Pracy mi się pisać nie chce więc się jeszcze trochę prześpię.
Do spania też nie mam chęci więc się jakiś wiersz ukręci. Potem namaluję słotę bo malować mam ochotę.
No to teraz powiedz o co ci chodzi? O to, że nie chciało mi się pisać pracy czy o co? Nigdy nie miałeś gorszego dnia?
-Miałem. A powiedz mi jak wyglądała ta kontrola?
-Podejrzanie, damy chciały nam wcisnąć dwie dziewczyny pod pozorem, że nie mają się one gdzie podziać.
-Może naprawdę nie miały gdzie?
-Tra la la la.Mamusia musiała kupić całą kamienicę
bo w bursie nie dotrzymano słowa i nie dano nam trzech miejsc w wybranym miejscu a mamusia zapłaciła więcej za tę rezerwację no i za cały kwartał zapłaciła ale nie o to chodzi. Te trzy miejsca które kierowniczka nam proponowała były. Były, tylko rozstrzelone po sypialniach a skoro były to gdzie się nagle podziały?
Talka im to powiedziała tylko, że grzeczniej i jeszcze, że jesteśmy za głupie żeby podejmować decyzje będące w kompetencji rodziców. Ja nie uważam, że jesteśmy głupie ale Talka mi wyjaśniła, że z takim argumentem trudno dyskutować. I rzeczywiście nie dyskutowały, poprosiły o mój dzbanuszek więc im dałam i sobie poszły.
-No to już mi wszystko wytłumaczyłaś. Który temat wypracowania wybierasz? Przejrzyj sobie i wybierz a Tali wybierze inny.
-A nie powinny wylosować? - Zapytała nauczycielka.
-Nie są Tolimankami, wystarczy, że są biegłe w mowie. Nety wprawdzie raz się zacięła ale w gruncie rzeczy od razu znalazła dobre słowo: "bulwersować".
-Ty niezupełnie masz rację - powiedziała Tali - nasza babusia i mamusia są z wyboru i potwierdzenia prześwietnej Orfanty Tolimankami a my to w połowie Karebordżankami a w połowie arblandzkimi Tolimankami ale oczywiście wolę wybrać temat bo nie wszystkich bohaterów literatury obowiązkowej jednakowo lubię.
-Tali ale to nie są tematy z literatury tylko ze sztuki plastycznej, trzeba opisać z zastosowaniem wskazanych form gramatycznych - wyjaśniła Nety.
-Nie lubię takich połączeń ale dobrze, wybierz coś a ja wylosuję.
-To ja też, bo nie mogę się zdecydować a tego to nie chcę.
Nety odłożyła jeden temat na bok. Tali zerknęła.
-No i nie masz racji bo o takiej na wpół sztuce łatwiej pisać z zastosowaniem.Człowieka wciągnie wyłącznie gramatyka i już...
-A to daj.
-Jesteś pewna? Bo ja mam koncepcję.
-Biorę - stanowczo oświadczyła Netusia.
Tali wylosowała sobie temat i wtedy Netusia powiedziała - albo nie, ty to bierz bo jednak nie mam koncepcji.
-Dobra, biorę oba tematy - zdecydowała Tali.
-Nie zdążysz - powiedziała nauczycielka.
-To najwyżej poczekacie - startuję.
-To ja też chcę dwa tematy - oświadczyła Netusia.
-Nie, jeden! A, że za długo marudzisz sam ci wylosuję - oświadczył dyrektor.
Netusia szybko złapała jeden, zerknęła, odrzuciła i powiedziała - no dobrze wylosuj.
Podał jej właśnie ten bo choć z powodu zadrażnień między nimi był gotów dać im fory to jednak nie zamierzał z tym przesadzać.
Westchnęła i wzięła się za pisanie.
Tali dość szybko rozprawiła się z jednym tematem
i skupiła na drugim.
Dyrektor wziął opracowaną pracę i sobie przeczytał choć nie był tolimanistą.
-Arbotyka to sztuka polegająca (polegać) na paćkaniu farbą przypomina wędrujące(wędrować) obłoki układające (układać) się w różne obrazy, co sobie oglądający (oglądać), czy w tym wypadku podpisujący (podpisywać) powstałe (powstawać) plamy wyobrazi tak to będzie przez niego nazwane(nazywać). Prekursorem tej sztuki był pochodzący(pochodzić) z Arbot niezwykle urodziwy (urodzić) [Dyrektor zauważył błąd ale nawet nie drgnął] Dalej pisała w podobnym stylu.
=========

Dyrektor pojechał wraz z żoną i opiekunką najmłodszej klasy plastycznej dorożką do kamienicy Milarezy by pogadać z dozorcą i jego żoną.Zaskoczyło ich, że muszą mówić do niebieskiej, kratki (wysokiej aby nikt nie musiał się schylać a nawet dziecko dało radę się nie wspinać na palce) a rozbawiły ostatnie dochodzące z niej słowa - stara, gdzie tu się naciska na otwarcie?
Po wejściu Baberian zapytał dozorcostwo jak się dziewczynki zachowują i kto do nich w gości przychodzi.
-One tu wczoraj pierwszy raz nocowały. Były u nich dwie kobiety. - Wyjaśnił dozorca - jakieś takie niesympatyczne bo napiwku nie dały.
-Chyba nie lubią tych dziewczynek - dodała dozorcowa - bo mówiły do siebie, że trzeba to elegancko rozegrać i nie będzie takich wszy w szkole.
-Wszy? - Upewnił się.
-Małe musiały której na odcisk nastąpić ale nie wiem czemu bo dla nas są grzeczne. Dygają, witają się a wczoraj to się nawet przedstawiły. Siedzą grzecznie u siebie, pewnie się uczą. A matka też dobra kobiecina bo tu w ich mieszkaniu Eligar miał mieszkać. Załatwiła mu inne miejsce też dobre, a nie miał dowodu kupna mieszkania. Gospodarze nie powiadomili amarantowej bo pewnie by kamienicy nie kupiła. Mieszkanie potrzebowała a nie dom.
-Tylko, że daleko mu to miejsce znalazła a przecież tu się zwolniło mieszkanie - narzekał dozorca.
-Dla mnie to i lepiej bo nie będziecie się stowarzyszać. A to mieszkanie to jeszcze nie wiadomo zwolniło się czy nie zwolniło. Amarantowa to lubi mieć na wszystko dokument. Przeszła się po mieszkaniach i wszyscy musieliśmy umowy ze starymi gospodarzami podpisać i całe szczęście bo jak uciekli to mogłaby nas teraz eksmitować jako dzikich lokatorów.
-No patrz stara o tym nie pomyślałem. I umowę o pracę z nimi podpisałem to chyba ktoś mi będzie musiał zapłacić?
-To zależy czy amarantowa przejęła wszystkie zobowiązania - odrzekł dyrektor.

Postarał się jeszcze pogadać z najbliższym sąsiadem i przy okazji zauważył, że odgrodzono część korytarza. Zresztą na to odgrodzenie sąsiad sobie narzekał bo mu jego szafę stojącą na korytarzu przesunięto i teraz na strych jest kiepskie wejście.
-A szafa tu nie powinna stać - wtrącił się dozorca, bo oboje z żoną przyszli za nauczycielami - proszę żebyś ją usunął.
Pan dyrektor szkoły się pyta czy dziewczynki są grzeczne.
-Są i co mi z tego?
Coś ostro zastukało, dozorca dumnie podniósł niebieski przedmiot kształtem przypominający tłuczek tyle, że mniejszy i lżejszy, powiedział a czego? Mówić do niebieskiej kratki!
- Tali i Nety już tu mieszkają? - usłyszeli znajomy chłopięcy głos (w protokole wizytacji była wzmianka o tym, że dziewczęta przyjmują chłopców i piją z nimi alkohol.)
-A ty zaproszony? - Spytał dozorca.
-Nie, odwiedzić chcieliśmy i pogadać. One nas znają bo się po drodze do szkoły z nimi zabieramy.
Przedwczoraj się o nie pytaliśmy.
Za chwilę usłyszeli dziewczęcy głos - jesteśmy Laisa, Zolena i Hunzon. Sprzątaczka znalazła lalkę Nety, przyszliśmy odnieść.
-A to się jeszcze koleżanek zapytam, niech zaczekacie. Gdzie się to naciska? - spytał żonę.
Odebrała mu przedmiot - tu ja, stróżka - kolega i dwie koleżanki do was przyszli, ci co razem do szkoły jeździcie.
-Można wpuścić, a tych wczorajszych kobiet to prosimy nie wpuszczać - rozpoznali głos Netusi
-A innych nauczycielów? - Spytał dozorca.
-Innych to tak. Ostatecznie duzi też mogą w jakąś planszówkę pograć - zdecydowała Tali i wtedy dyrektor dotknął kołatki wahając się czy zakołatać a po chwili zostało im otworzone, Tali właśnie odkładała książki na półki, zeszyty leżały już do wyschnięcia na parapecie, Netusia zakręcała kałamarze.
-To tylko wy? - Zdziwiła się Tali - źle się złożyło bo akurat mają nas odwiedzić koleżanki i kolega ale może jakoś to pogodzimy. Nety rozpakuj ciastka. Na szczęście mamusia nas na wizytowy przypadek zaopatrzyła, kuchnię tu mamy za małą więc chyba podejmiemy was w pokoju. Nie będzie wam to przeszkadzać?
-Ależ skądże.
-A jak wygląda kuchnia? - Zainteresowała się opiekunka klasy.
-Pink pank - krzyknęła Netusia, przydepnęła linię namalowaną przed ścianą, ściana się rozsunęła ukazując kuchnię.
-Czemu mi o tym nie powiedziałaś? - Zawołała Tali - przecież to jest rewelacyjne rozwiązanie, kuchnia nam się powiększy o pokój.
-Byłaś zajęta odmienianiem długich słów przez przypadki a potem przyszły te kobiety i ja sobie pomyślałam, że jak nie damy im ciastek i napoi to sobie szybko pójdą.
-Ja też tak pomyślałam - przyznała się Tali - wyglądały jak ...
-Kataklizm? - Spytała Nety.
-Nie, jak kat przed egzekucją.
-Widziałaś kiedyś kata przed egzekucją?
-To wymyśl trafniejsze porównanie.
-Jastrząb wypatrujący zdobyczy?
-Sędzia szykujący się do ogłoszenia wyroku?
Tę zabawę przerwało im przyjście trojga uczniów, speszyli się na widok nauczycieli.
-Dziewczęta pomóżcie mi szukać naczyń - poprosiła Tali.
-Nie, niech sobie siadają - zdecydowała żona dyrektora - czego szukamy?
-Talerzyki mogą być w okrągłym opakowaniu.
-Szklanki ...
-Są szklanki. Nieużywane, trzeba umyć.
-Nie mamy zmywarki - powiedziała Netusia - bo się na kilkanaście dni nie opłaciło wstawiać aż dziw, że mamusia nam tego nie umyła.
-Mamusia ma dużo zajęć - wyjaśniła Tali - i umiejętność dzielenia się pracą z innymi. Tym razem z Talusią.
-A umiesz? - Spytała Laisa.
-A ty nie umiesz? - Zdziwiła się Tali - to nic trudnego nauczę cię.
-Ja umiem tylko myślałam, że wy takich rzeczy nie robicie.
-Robimy, robimy. Ja już nawet całkiem sama gotuję.
-A ja to nie? - Oburzyła się Netusia - nie byłaś od początku na Joksolanii, gotowałyśmy przy ognisku.
-A ja byłam u Hrdy i pomagałam prasować placki i do barwiarni też mam zaproszenie.
-Małpa!
-Wszystko ci opowiem.
-Jędza!
Dyrektora śmieszyły te ich siostrzane zwady, pomagał nosić naczynia na nakryty czystym obrusem stół. Bacznie wszystko obserwował
-Podobno odniosłyście Netusi lalkę - powiedział do dziewcząt.
-Przecież tę lalkę to już mam - oświadczyła Netusia.
-Coś musieliśmy temu dozorcy powiedzieć - wyjaśniła Laisa.
-No i gdzie była? - Zapytał.
-Nawet nie wiem bo to tatuś...
-A co z twoim psem Zolenko? - Zapytała Tali.
-A już lepiej, dziadek dolał mu wywar z ziół do żarcia.
-To podaj mi przepis.
-Uważaj - wrzasnęła Nety ale było za późno, krojąca ogórki Tali dziabnęła się w palec, wrzasnęła odsunęła dłoń.
Za chwilę wrzasnęła na Nety -gdzie? Tam - wskazała szafkę, domyślił się o co chodzi.Rzeczywiście była tam apteczka.
-Co jest w tych buteleczkach? -Zapytał.
Tali tymczasem tłumaczyła Netusi - może jeszcze operatora do paluszka wezwiesz a on może czyjeś życie ratuje?
-Zwyczajnie bierz zieloną buteleczkę, pędzel ..
-ouuu - wrzasnęła bo zirytowana Netusia nie bawiła się w żadne pędzle, wylała chyba pół zawartości buteleczki na ranę siostry.
-Zostaw gapulko, sama to zrobię.
-Siadaj!
-Pokaż co bierzesz, żebyś mi jakiej trucizny nie nałożyła.
-O, ty wredna krowo.
Inwektywy go nie interesowały, przyglądał się jak Nety robi opatrunek.
Powąchał zawartość zielonej buteleczki a potem pudełeczka z maścią - będzie dobrze - powiedział do Tali.
-No wiem ale ja bym tyle na jej paluszek nie wylała.
-To może by się dłużej goił.
-I tam, babcia nas uczyła jak to się robi. Zasadniczo jest lekarzem.
-A mniej zasadniczo?
-Namiestnikiem.
-Babcia Rezeryka?
-No, fajna jest. Nawet poród potrafi odebrać.
A widziałeś jak się o nas rodzice boją? Nawet automeda nam dali. Przynajmniej wiadomo, że chociaż nas posyłają do szkoły to jednak kochają.
Roześmieli się.
Tali jakoś potrafiła pogodzić obecność nauczycieli z obecnością kolegów, atmosfera nie była sztywna.
Nazajutrz dyrektor wezwał do siebie opiekunkę klasy i obie autorki protokółu.
- To co się stało jest nie do przyjęcia - powiedział - Zedonio przykro mi, że Bursa musi zwrócić pieniądze ale nie dotrzymałaś umowy.
-Chciałam przesunąć dziewczęta i zrobić te miejsca obok siebie.
-Widocznie za słabo się starałaś. Mszczenie się na dziewczynkach jest nie na miejscu.
-Wierzysz im a nie nam?
-Powiedziałyście, że zrobiłyście kontrolę bo były skargi na ich zachowanie. Ja tymczasem dowiedziałem się, że nocowały tam wtedy po raz pierwszy. Pierwszą noc spędziły z mamą w pojeździe latającym, drugą same w dużym aucie z funkcjami mieszkaniowymi.
Nikt się na nie nie skarży.
Nylpa! Tali owszem powiedziała o twojej córce, że jest biedna bo nie ma nawet całych butów ale nie traktowała tego jak obelgę. Byłem przy tym to wiem. Po prostu powiedziała klasie, że to jest draństwo okraść biedną dziewczynę. Wystąpiła w jej obronie.
A skoro jesteś aż tak wrażliwa na to co się mówi o twojej córce to po prostu kup jej buty i naucz tak chodzić aby ich szybko nie zdzierała.
- Z tym portfelem to chyba też jakaś ich manipulacja? - Zapytała sugerując, że dziewczęta go oszukały.
-Wolałbym ale same dobrze wiecie, że bywam zbyt dowcipny. Niestety próbowałem głupio z małych zażartować. Oberwałem za to i jeszcze mogę mieć kłopoty ale się nie mszczę. To po prostu nie uchodzi.
-Jak tam wyniki dziewczynek z tolimańskiego?
-Tali zrobiła koszmarny błąd napisała, że urodziwy pochodzi...
-Od czasownika urodzić, ja tam się uśmiałem a ty wyglądasz jak kat przed egzekucją. Niech ją Embel jeszcze dodatkowo przepyta a ty się już nie wtrącaj i pracę też mu daj do oceny bo po za tym jednym błędem była niezła a ty obiektywna nie będziesz.
Byłem na rekontroli, oczywiście nie sam, rozmawiałem z dozorcą, rozmawiałem z sąsiadem, byłem w mieszkaniu. One nawet nie zdążyły wszystkich naczyń rozpakować. Tak, że nie wmawiaj mi, że ktoś mnie omamił.

Był obecny na ich egzaminie z historii. Historyczka spytała Netusię z jakiego okresu chce odpowiadać.
-Z panowania Orborta - odpowiedziała bez namysłu dziewczynka.
-No dobrze.Kto to w ogóle był Orbort?
-Postać szczególnie tajemnicza. Według źródeł oficjalnych ...
-A nie oficjalnych? -Przerwał dyrektor z uśmiechem.
-Wydaje mi się, że moi rodzice to wiedzą ale ja wolę nie dociekać bo mi się robi galimatias. Powróćmy do źródeł oficjalnych.
Omówiła temat bardzo dobrze.
-A ty Tali, który okres chcesz omówić? - Zapytała nauczycielka.
-Więcej wiem z karebordżańskiej historii.
-Nie wątpię, jednak poprosimy o tolimańską.
-Może pierwszą połowę czwartego stuarla - zaproponował inny nauczyciel.
-Fatalnie - stwierdziła Tali - ośmiu mironów i każdy z innymi upodobaniami. Przy każdej zmianie władzy zmieniano meble i obrazy w mironejskim apartamencie, będę miała duuuużo rysowania.
Najpierw był Mikredon ...
-To może jednak przejdziemy do okresu mirona Fanteora - zaproponowała nauczycielka.
-Dostojny Fanteor nigdy nie był mironem ponieważ ...
-Omów okres Lanborta.
-Ja tak nie lubię, chcę jeden temat.
-No to omów okres panowania Lanborta.
-Tak ale prześwietny Lanbort był wprawdzie mironem i to aż 62 arle i ułamek ale nie panował.
Ciocia Cypryla wspomina nieliczne przypadki kiedy pokazał, że jest władcą a zwłaszcza wspomina, jak wykryła, że podmieniono prześwietnego Orborta i nasza mamusia zawiadomiła naszego prześwietnego dziadka Milandera i prześwietny Lanbort przybył niespodziewanie do Tolimanii. Pozarządzał a potem zrzucił władzę na barki prześwietnego Fanteora i sobie poleciał bo był bardziej historykiem niż mironem. Mironem został jako dziecko, panował za niego ojciec aż do 501 arla kiedy to zastąpił go Fanteor następnie po śmierci Fanteora ...
-Starczy, to jest według mnie doskonale zdany egzamin, chyba, że koledzy mają jeszcze jakieś pytania.
-Krótko omów style w sztuce w pierwszej połowie czwartego stuarla - zarządził dyrektor - lubię kiedy rysujesz.
-Bo nie widziałeś jak rysuje moja mama.
Lubił czy nie realizował swoją koncepcję aby nie przesadzać z ilością egzaminów. Można było na przykład zrezygnować z przedmiotów takich jak historia sztuki, rysunki, pierwsza pomoc bo przy innych okazjach było widać,że dziewczyny sobie z tym radzą.
-Powiedz dlaczego Fanteor zmarł - zażądała od siostry Netusia.
-Apopleksja - odpowiedziała Tali.
-Ale naprawdę!
-Apopleksja. Przechodzimy do schyłku panowania Mikredona.
Netusia aż nogą tupnęła ze złości. A Tali spokojnie omówiła zadany temat.
-Musisz jeszcze popracować nad streszczeniami - powiedział nauczyciel - trzeba po prostu trafiać w sedno.
-No pewnie, Tali się streści - powiedziała urażona Netusia - ona jak rozwiązywała zadanie z matematyki to przy tym bajkę układała. Jedna nauczycielka omal apopleksji nie dostała zanim Tali doszła do sedna. Bo o tym szczurku detektywie to na pewno układałaś na złość nauczycielce już ja cię znam.
-No oczywiście, że tak, bo się znielubiłyśmy od pierwszego wejrzenia ale teraz nie mówiłam na złość tylko z potrzeby serca.
- Co o nich sądzicie? - Zapytał dyrektor gdy wyszły.
-Mają niesamowitą wiedzę - powiedział nauczyciel i to jakby zbieraną przypadkiem a jednak usystematyzowaną.
-Ty zdaje się zgłębiałaś to zagadnienie - zwrócił się do opiekunki klasy, spojrzała na niego tak jakby zamierzała powiedzieć: ty też, więc dodał stanowczym tonem - zreferuj.
- One po za drobnymi epizodami uczyły się w domu - powiedziała to czego się dowiedzieli w luźnej rozmowie w czasie wizyty. -Tatuś historyk, robił filmy ze sterowanymi zdalnie laleczkami, dzieci pomagały albo przeszkadzały, każąc królom skakać na łóżkach ale się przy tym uczyły.Matka znakomity prawnik i kierowca lotopławy, z zamiłowania historyk sztuki.
Dzieci miały też prywatnych nauczycieli. Metodą nauczania najpierw była zabawa potem zlecanie zadań do opracowania w tym zadań z zakresu prawa i obyczajów.
============
WIRGILLA I DIKKIKA
Wirgilla i Dikkika wciąż pozostawały w domu Milarezy ale już nie na jej utrzymaniu i przez to stały się pewniejsze siebie. Urządziły i to niestety do spółki z Aldmarą imprezę z udziałem kolegów z kabaretu. Nie była to pierwsza impreza.
Po pierwszej Enilioborian uznał, że sam towarzystwo okiełzna ale dziewczyny przez to tylko się rozzuchwaliły. Nastpnym razem Dagrida powiadomiła Milarezę a Milareza zdecydowała, że Dikkika i Wirgilla albo się wyprowadzą albo opłacą czynsz. Płaciły bo miały blisko do teatru i mogły zarządać lepszych warunków. Nie wzięła pieniędzy od Aldmary tylko sobie z nią pogadała informując, że jeśli jeszcze raz coś takiego się zdarzy zabiera ją na Joksolanię. Dice i Wice też powiedziała, że opuszczą dom. Liczyła na to, że biorąc pieniądze za czynsz ukróci środki na imprezy. Niestety zdarzyło się to po raz trzeci i to podczas obecności Tola i Noli. Z tym, że impreza była nie przy nich lecz w pralni a goście wprowadzeni ukradkiem tak, że zrazu nikt o tym nie wiedział.Dopiero kiedy jeden z uczestników imprezy podpiwszy starał się uruchomić auto Aldmary. Milarezę obudził na Joksolanii alarm zaś auto wypluło pijanego kierowcę i otoczyło się kokonem. Wokół domu pozapalały się światła.
Milareza uruchomiła mechanicznych strażników i przekazała imprezowiczom nagraną jej głosem prośbę aby osoby nie zakwaterowane przez właścicieli opuściły posesję. Odtwarzały to uporczywie, jeżdżąc wszędzie za imprezowiczami. Na szczęście ten upór wystarczył, nie trzeba było przechodzić do etapu ostrzeżeń.

Nazajutrz Dagrida przekazała dziewczynom decyzję Milarezy - Wirgilla i Dikkika mają się spakować, przyśle po nie transport i wracają do Arbland.
-Aldmara też brała w tym udział - powiedziała Wirgilla.
-Aldmara jest podopieczną Milarezy a nikt własnego dziecka z domu nie wypędza. Zresztą ona też ma się spakować, wyjeżdża na Joksolanię. To już nie wasza sprawa. Wy byłyście tylko lokatorkami i nie wiem skąd wam przyszło do głowy, że Milareza, Walturian i my wszyscy musimy was tolerować.
-A nasz kabaret?
-Najwyżej się rozleci - oświadczył Enilioborian - próbowaliśmy was zdyscyplinować, nie udało się. Wracajcie do mamy i taty, tak będzie dla was najpożyteczniej.
-Jesteście nietolerancyjni.
-Staroświecko nietolerancyjni -dopowiedziała Sewilanta - a wy jesteście nowocześnie nietolerancyjne bo nie tolerujecie naszego prawa do staroświeckiego spokoju.
Dikkika i Wirgilla nie zdołały znaleźć w krótkim czasie zakwaterowania, przybył po nie Milaryk z Knieją. Były rozgniewane bo czuły się zbyt dorosłe ale nie miały wyboru, Milareza wymówiła im mieszkanie i zabroniła nocowania w teatrze a Enilioborian był zdecydowany tego dopilnować.
Aldusi Milareza na spokojnie wyjaśniła, że jeszcze jej się ten start w dorosłość nie udał i lepiej będzie jeśli zamieszka z nimi, przygotowując się do drugiej próby. Będziesz z nami i rodzeństwem a nie sama jak porzucone kurczątko. Popełniłam błąd przedwcześnie dając cię do szkoły zawodowej, powinnaś się była uczyć w szkole wyższego stopnia jak pozostałe dzieci i dopiero teraz zaczynać naukę sztuki aktorskiej.


Młodsze dzieci radośnie przyjęły Aldmarę i wciągnęły ją w swoje zajęcia. Zwłaszcza w joksolańskie rodzaje teatru - mimiczny, tańczony, śpiewany oraz w sporządzanie joksolańskich ubrań, głównie dla lalek.
Jednak Ridelineta chyba coś podejrzewała bo przy okazji spotkania przy robótkach zapytała Aldmarę kto zdecydował,że rzuci teatr i do nich dołączy.
-Stęskiniliśmy się - powiedział Karuś bo tak właśnie rozumiał sprawę.
-A ty też się za nami stęskniłaś? - Zapytał Aldę Wiernyszek.
-Jeszcze jak! - Odpowiedziała.
Milareza zauważyła, że teściowa Leokastera naszykowała sobie czerwone nici więc spokojnie zapytała do czego.
Będę haftować dla Leoridy joksolański wzór na bluzce.
-To proszę cię nie używaj królewskich barw Joksolanii, żadnych czerwieni ani barw spokrewnionych. Przecież inne kolory też są piękne.
-Ty nosisz amarantowe suknie - to zabrzmiało jak oskarżenie.
-Amarant to kolor Milandera.
-A jaki jest kolor Lanborta?
-Miał prawo do amarantowych naszywek więc i Leorida może mieć suknię z amarantowym haftem, byle nie zdominował całości. Tu na Joksolanii Milander miał wyższą rangę niż Lanbort, w Tolimani było na odwrót ale jakoś sobie z tym radzili.
-To prawda - przyznał Leokaster, który siedział z boku i grał w grę planszową z Walturianem.
-Przecież ty nawet nie jesteś prawdziwą córką Milandera - zauważyła kobieta.
-Na Joksolanii uznaje się adopcję - wyjaśniła
grzecznie Milareza - Ponadto potwierdzono to prawo osobiście dla mnie, Walturiana i naszych potomków.
-To Koror ma tu niższą rangę od ciebie? Teściowa Leokastera była zbulwersowana.
-Nie, ponieważ prześwietny Milander przedstawiał go jako syna i dał mu tu spuściznę.
-Jakich kolorów ja mogę używać? -Spytała Aldmara.
-Na Joksolanii uchodzisz za moją córkę.
Milareza zauważyła, że niektórzy są oburzeni jej wywodem.
Nie zmieniało to jednak jego prawdziwości. Ponadto pogadanka o kolorach odwróciła uwagę od Aldmary.
Dagrida załatwiła jej konsultacje mimo, że oficjalnie dziewczyna musiała przerwać naukę ze względu na brak zatrudnienia w zawodzie. Po prostu potraktowano to jak lekcje prywatne. Kosztowały więcej niż czesne ale dużo Aldzie dawały.
Wkrótce Milareza musiała znów na krótko opuścić wyspę i znów powierzyła zastępstwo Walturianowi.
Dzieci po za dwójką najmłodszych zabrała na pogrzeb Aksona. Były przecież z nim zaprzyjaźnione. To był krótki wyjazd, Byli tylko na głównej uroczystości, złożyli kondolencję wdowie oraz innym członkom rodziny i zaraz wrócili.
Gwiazdy Korala chciała z nią porozmawiać. Milareza poprosiła - przedstaw sprawę krótko.
-Nie chcę abyś pomyślała - zaczęła Gwiazdy, potem zaraz podszedł jakiś mężczyzna - a co będzie ze stanowiskiem po Aksonie?
-Finansowałam ten program wyłącznie ze względu na Aksona. Nie wyobrażam sobie kogokolwiek innego w tej roli.
-Ten program był pożyteczny. Pomagał Tamtenlądczykom zaaklimaty ...
-A zatem poproszę siostrę aby puściła odcinki od nowa. Wybaczcie, mój czas się kurczy. Ukłoniła się i odeszła choć jeszcze próbowano ją zatrzymywać.Niemal dosłownie uciekła.
Dopiero po powrocie Milareza zajęła się załatwianiem spraw związanych z utratą Aksona
zaś dzieci pogaduszkami z Waltusią, Werbeną, kuzynami wychowywanymi przez Milaryka i innymi znajomymi.
===========
Leokaster przełączywszy Korora na Milarezę, zostawił sobie podsłuch. Sam wprawdzie nie zgłaszał protestów ale wiedział, że takowe pojawiły się w Tolimanii dokąd szybko przepłynęła informacja.Zaskoczył go grzeczny ton Korora: Milarezuniu, ja się wprawdzie zgodziłem na to aby Walturiam cię zastępował ale w na przyszłość tak być nie może bo on nie jest Tolimańczykiem. Niech cię zastępuje Zilbranc albo Leokaster.
-Rozumiem a nie masz też nacisków aby zmienić mnie?
-Ciebie nie zmienię.
-Nawet gdybym nie miała o to żadnych pretensji?
-Nie ufasz Leokasterowi?
-To nie w tym rzecz. Do tego stopnia ja i Walturian drżymy gdy dzieci same zostają by zdawać egzaminy, że aż się zastanawiamy czy je posyłać do szkoły a jeśli już to czy do tolimańskiej bo ostatnio oboje z powodu dziewczynek przechodziliśmy katusze.
-Przyjrzę się tej sprawie.
-A co do Leokastera to bardzo dobrze wywiązuje się ze swoich obowiązków i nie usiłuje sięgnąć po to co do niego nie należy.
-Mimo to nie wybrałaś go na zastępcę.
-Bo Walturianowi najbardziej ufam. Uważam jednak, że Leokaster mógłby być ambasadorem.
-A ja wolę ciebie. To ty i twoje dzieci propagujecie tam kulturę tolimańską.
-To za dużo powiedziane.
-Przecież nie oczekuję abyś coś wdrażała, tak jak ty to robisz, tak jest dobrze. Chodzi mi o to aby coś o nas wiedzieli i mieli jakieś wyobrażenie.
Dokładnie o to mi chodzi co ty robisz a z tego co wiem Leokaster nawet w tym nie uczestniczy i wierz mi bardzo mi się to nie podoba.
-Postaram się go wciągnąć.
-Tam kobiety robią złą robotę, gwiżdżą do mnie przy lada sposobności i nadają na ciebie.
-Walka o tron - uśmiechnęła się Milareza - gdy już go zdobędą będą godnie wspierać męża i zięcia.
-Przyjrzę się sprawie twoich córeczek Mizuniu.
-Problemy chyba już są rozwiązane. Dyrektor bardzo się stara. Jedną z dam zwolnił i to nie z powodu moich córeczek, były ponoć poważniejsze skargi. Sprawy kamienicy rozwiązała upoważniona przeze mnie urzędniczka. Wolałam jej zapłacić i dać pełnomocnictwo niż godzić się by przyleciał i męczył się tym Walturian.
-Już ty tam na pewno dobrze ją wybrałaś.
-Fakty pokazują, że często się mylę.
-Rzadziej niż inni. Na przykład twój współpracownik Akson był wspaniałym nauczycielem i zawsze mogliście na niego liczyć.
Nazwał Aksona współpracownikiem Milarezy a według wiedzy Leokastera zarzucano jej, że jednak nie w pełni czuje się Tolimanką skoro poleciała na pogrzeb biologicznego dziadka.
 

 


Rezemcia konferowała teraz z Milarezą w sprawie programu "Kurs Aksona" Akson pozostawił go nagle, zdawało się, że wciąż jest w pełni sił, do końca znakomicie sobie radził.
-Nie wyobrażam sobie kogoś innego na tym miejscu - powiedziała Rezemcia - ale z czegoś muszę utrzymać dzieci. A ty też coś musisz mieć na swoim kanale aby nie umarł śmiercią naturalną. Powiedz co mam robić.
Milareza już na pogrzebie dostrzegła, że siostra się zaokrągliła tak jakby spodziewała się dziecka. To było dziwne skoro Waltarberd ją porzucił. Wolała nie pytać.
- To może zmień program, bo ja też tego bez Aksona nie widzę. Wymyślcie po prostu coś innego a póki co puszczajcie całość od początku z odpwiedziami na zapytania bo podobno jest na to zapotrzebowanie.
Rada o ponownym puszczeniu starych odcinków pozornie nielogiczna była jednak dobra zwłaszcza z nowymi komentarzami i uzupełnieniami. W dodatku nie wszyscy pukatańczycy umieli sami wybierać materiał z archiwum kanału.
Prawdę powiedziawszy kanałowi wcale śmierć naturalna jeszcze nie groziła, szły na nim też inne programy.
To Rezemcia musiała mieć swój kącik. Przyszło jej do głowy, że na pytania może odpowiadać Waltareza, jeżeli nie będzie nowych, wyciągnie się stare. Córka musi być po prostu dobrze przygotowana. Tylko trzeba by mieć jeszcze coś ...
A może podesłałabyś coś o ambasadzie w Joksolanii?
-Na to musiałby zezwolić Koror. Pomyśl nad czymś innym.


Milareza nie miała czasu na rozwiązywanie tego problemu, do mnóstwa zajęć doszło jej dopięcie zainicjowanej przez Korora organizacji teleszkoły. Na razie objęto tym dziewczynki - Tali, Netusię, Leoridę Rideleę oraz Norbę.
Aldmara, Tolo i Nola też mieli swoje konsultacje z nauczycielami w Degeden, to już załatwiała Milareza za pośrednictwem Dagridy i poszło szybciej bo nie trzeba było dodatkowych sal i aparatury, wystarczyło zatrudnić odpowiednie osoby.

Ujęła takie zajęcia w grafik sali telekonferencyjnej.
Niestety powstał pewien problem. Z sali tej lubiły korzystać inne osoby. N.p.Hazana chciała sobie zorganizować telekonferencyjne spotkanie przy robótkach a kiedy dowiedziała się, że wybrała nieodpowiedni termin upierała się, że to dzieci powinny zmienić termin konsultacji.
-Wykluczone - powiedziała Milareza, która została o problemie zawiadomiona przez osobę zatrudnioną do obsługi apartamentu. przyszła więc z interwencją w porę - proszę o opuszczenie sali.
-Ale wszystko już uzgodniłyśmy.
-Za moimi plecami? Z kim uzgodniłyście?
-Ma być Orkora z najważniejszymi damami.
Milareza natychmiast połączyła się z Orkorą i zapytała czy nie będzie dla niej problemem urządzić spotkanie przy robótkach tylko we własnym gronie, bez udziału dam z ambasady.
-A dlaczego? - Spytała atelina. Widać zmówiona z damami.
-Uzgodniłam na ten dzień konsultację dzieci z degedeńskimi nauczycielami. Co prawda obciążyłabym damy z ambasady kosztami nie odbytych lekcji ale to trochę niepoważnie wygląda.
Ludzie przychodzą a ściślej przyjeżdżają dorożkami lub własnym transportem i okazuje się, że na próżno bo w tolimańskiej ambasadzie bałagan. Następnym razem zechciejcie ze mną uzgodnić termin - mówiła błagalnym tonem - a teraz bardzo cię przepraszam za tę niedogodność. Po prostu damy przekroczyły swoje kompetencje. Kto wie czy nie będę musiała uzgodnić z Kororem zmiany sekretarza. Jeszcze raz błagam o wybaczenie i dziękuję za posłuchanie. Ponieważ Orkora milczała ukłoniła się lecz zanim rozłączyła wszedł w asyście Tali i Netusi Leokaster.
-Co się dzieje? - Zapytał.
-Źle zarządzasz salą - odpowiedziała.
-Przepraszam, nikt mnie o zgodę nie prosił. Tutaj nie ma anarchii ... - zwrócił się do dam, kątem oka ujrzał Orkorę, złożył niski ukłon - obiecuję prześwietna Atelino - powiedział - że damy poniosą konsekwencje za doznaną przez ciebie przykrość.

-Jakim prawem zaprosiłyście atelinę do cudzego domu? Na co wy ją narażacie? Jak śmiecie? Może chociaż przeprosicie prześwietną?
Nagle wszedł Koror - powiedział - proszę cię Leokaster zabierz damy i natychmiast wyjdźcie.
Rozłączył się. Wszyscy zrozumieli, że już długo stał po za zasięgiem kamery, słuchając i dlatego atelina milczała.
Wyszli tuż przed czasem rozpoczęcia konsultacji.
Dzieci ledwo zdążyły rozłożyć zeszyty.
===========

Leokaster był naprawdę wściekły - jeżeli ci się tu nie podoba Ridelineto to bierz rozwód i wracaj do domu. Bo ja zamierzam robić karierę a taka żona mi nie pomaga.
-To kariera jest dla ciebie ważniejsza niż żona i dzieci - oburzyła się teściowa.
-Dzieci ze mną zostaną. Ja już dawno wiedziałem, że powinienem się ożenić z Milarezą, tylko ona mnie nie chciała.
-To chcesz sobie zrobić szansę na ciche schadzki?
-Dokuczyła mu żona.
-Głupia jesteś. To byłoby małżeństwo polityczne a schadzki polityczne nie są. Podobała mi się Grifana ale zrezygnowałem z niej gdy się zorientowałem, że to intrygantka a ty mi się wydawałaś i piękna, i mądra. Gdybyś tylko myślała bardziej o wspieraniu mnie niż swoich ambicyjkach byłbym zadowolony.
A teraz się nie kłóć ze mną bo dobrze wiesz, że nie jesteś w porządku.
-To przecież Hazana - tłumaczyła teściowa.
-Mojej żony i teściowej być tam nie powinno - odrzekł.
Wkrótce to Milareza i Orfanta urządziły telekonferencyjne spotkanie przy robótkach.
-Gdybyś miała wątpliwości córciu od kogo to wyszła powiedziała atelinie Orfanta - to ode mnie.
-Ty i Koror mówicie tak jakby to była moja wina - oburzyła się.
-Bo skoro zaproszenie nie wyszło od Milarezy powinnaś je była odrzucić. Chyba nie poszłabyś do czyjegoś domu z oficjalną wizytą na zaproszenie kucharki?
-Też porównanie.
-Hazana nie zaprosiła cię do siebie tylko do ambasady więc porównanie jest jak najbardziej na miejscu.
Spotkanie odbyło się w całkiem miłej atmosferze bo w obecności najwyższej rangą Tolimanki nikt fochów robić nie miał prawa.
============
TELESZKOŁA W KANSMERON
Tali, Netusia, Leorida, Ridelea i Norba brały udział w lekcjach raz w szestnicy. Lekcje odbywały się wówczas w sali kinowej w Kansmeron. Dzieci siedziały z przodu, z tyłu obserwatorzy.
------
Spora grupa chłopców a także niektóre dziewczęta zajmowali w ambasadzie miejsca obserwatorów.
-Czy to konieczne? - Spytał tolimanista Embel.
-Trochę tak - wyjaśnił Siegrid wyszedłszy na przód -bo na przykład ja i brat przygotowujemy się do egzaminu kontynentalnego i mamy wysoko postawioną poprzeczkę bo ostatnio Tali zajęła tam najlepsze miejsce od kilku arli.
-Tali? - Zdziwił się Embel.
-Z tolimańskiej gramatyki tam nie pytali - wyjaśniła Tali.
-Aha. A możesz mi powiedzieć z czego wynikały błędy w twojej pracy?
-Z zarozumialstwa i pośpiechu.
-No to chyba się z tobą zgodzę. Na przyszłość pamiętaj, że na egzaminie nie robimy więcej niż od nas wymagają. Wystarczyłoby abyś nie wypisała czasowników niedokonanych w nawiasach.
-Albo zrobiła tylko jedną pracę - dodała Tali.
-Były dwie?
-Tak, druga ze spójnikami.
-A przekazano mi tylko tę bo miałem z tobą pogadać o błędach ale jakoś się nie złożyło.
Popracuj nad tym a teraz przejdźmy do lekcji. Omawiamy dziś poezje Taeposa.
-O! - Wykrzyknęła Tali - byliśmy w jego wsi aby ustalić dlaczego nikt go nie zaprosił kiedy szedł głodny, zmęczony i zziębnięty.
-I co wam powiedzieli?
-Opracowujemy sobie listy i pamiętniki z tamtego okresu.
Mój brat - dodała Netusia -podał pewnemu lekarzowi psychiatrze opisane tam symptomy występujące u poety ale lekarz twierdzi, że to zbyt nikła podstawa i musiałby zbadać chorego by się zorientować na co on cierpi.
-Chętnie bym dłużej o tych waszych ustaleniach pogadał ale musimy zważać na innych uczniów i przerobić materiał.
Dziś omówimy "Wiersze o tamtej dziewczynie".
Embel przygotował się do lekcji tak jakby była pierwszą jaką w życiu przeprowadził.
Warto było bo dzieciaki z ambasady miały swoje własne wnioski i przemyślenia. W dodatku dość szybko większość obserwatorów stała się uczestnikami.
Nawet mała czarnulka z wieloma warkoczykami miała swój pogląd w sprawie "tatmtej" dziewczyny..
-Niedziećna! Nie olno hi hi hi - Oznajmiła z oburzeniem.
-Tak? A ty się ze mnie naśmiewasz - oznajmił starszy chłopczyk.
No ja... ja... ja ... - zastanawiała się co by tu powiedzieć a potem żwawiej dokończyła - a jaby jaka inna to ja by jej o ho ho - tu mała pogroziła paluszkiem.
========
Świetnie sobie poradziłeś pochwalił go później Baberian - w końcu to nie taka zwykła lekcja, chyba dobrze się złożyło, że zamieniłem tej klasie tolimanistę.
Embel był już wolny Baberian denerwował się spóźnieniem biolożki.
W końcu zdecydował, że poprowadzi lekcję udzielania pierwszej pomocy i tak zrobił. Przeprosił wszystkie dzieci za tę zmianę. Lekcja już trwała w najlepsze gdy wbiegła spóźniona Istmegara. Gestem wskazał jej miejsce na widowni i kontynuował lekcję.
=======
Nylpa była zła bo straciła swoją szansę a dyrektorowi jakoś wszystko się udało, musiał tylko obiecać unikanie głupich żartów. Możliwe, że gdyby dano jej prowadzić te lekcje przed kamerą, wymiotowałaby ze strachu jak Istmegara ale teraz zdawało jej się, że została skrzywdzona.
Obiektywnie rzecz biorąc była świetną tolimanistką, przepięknie czytała,wspaniale recytowała wiersze, z powodzeniem prowadziła szkolny teatr. Embel nie miał nawet połowy jej talentów. W dodatku za łatwo przeszedł do porządku
dziennego nad tym, że smarkacze zdiagnozowali u sławnego poety chorobę psychiczną i nie umiał zachować dyscypliny. Oczywiście Nylpa skrywała te myśli i starała się dobrze pracować na swoim miejscu, z zadowoleniem jednak czytała krytyczne uwagi na temat swojego kolegi, oficjalnie mu gratulując. Niestety były też pochwały choć najwięcej to ich zebrał ten frant dyrektor.
=====

PREZENTY DLA WŁADCY

Król Hodrero Astirs z całkowitym spokojem przyjął wiadomość, że Milareza w ukrytej tkalni mechanicznej tka dla siebie czerwoną materię ze złotymi pasami po bokach.
-Nic nie zrobisz w tej sprawie królu? - Spytał syn.
-Zbliża się czas prezentów - odrzekł.
Ufał Milarezie, przecież nieraz udowodniła, że na to zasługuje a ostatnio dała im do sprawdzenia filmy zrobione w ambasadzie aby zwrócono uwagę, czy nie przesmyknie się na świat wiadomość, którą według niego i rady mędrców należy przemilczeć. Nic tam takiego nie było. Poprosił o sfilmowanie wyspy z unikaniem pokazania miejsc strategicznych, także jego rodzina miała się pojawić na filmie i tę produkcję dogłębniej analizowano i poprawiano.
W dodatku Walturian poprosił o to by jakiś znawca opowiadał przed kamerą o historii Joksolanii i Hodrero wyznaczył swego stryja.
W dniu składania prezentów Milareza przywiozła przed króla skrzynie, beczki i torby, które same w sobie były piękne i cenne a zawierały wspaniałe dary. Wśród nich bele czerwonych tkanin z ozdobnym obramowaniem.
Milareza zauważyła, że wódz patrzy na syna z triumfem ale nie pojęła znaczenia jego miny.
-Milarezo - rzekł - zarządzam, że złote upiększenia tkanin mogę nosić tylko ja i moja rodzina oraz ty i twoja rodzina ale oczywiście czerwieni wam nosić nie wolno.
Złożyła niski ukłon.
Uroczystość była na prośbę Hodrera filmowana.
============
-Dlaczego wszystko musi być tak aby ambasadorce pasowało? - Narzekała Ridelineta - dlaczego na przykład moje córki nie mogą się uczyć w Sarinei tylko muszą w Kansmeron?
-Twoje córki uczą się w ambasadzie odrzekł Leokaster, był tego dnia zły bo dokonał przykrego odkrycia. - Przykro mi, że to nie ty jesteś tu najważniejsza - mówił kąśliwie.
-W ogóle przykro mi, że nie jesteś najważniejsza w Tolimanii i na świecie, przykro mi, że nie masz żadnych insygniów i nie wolno ci w Joksolanii nosić barw królewskich.
-Gdybyż ona przynajmniej była Tolimanką! - Powiedziała swoje żona.
-Zdziwisz się ale ma tolimańskie obywatelstwo.
Leokaster szybko zorientował się, że musi popierać Milarezę i tego samego wymagać od rodziny.
Damom jednak nie odpowiadało to, że po inauguracji teleszkoły straciły rolę nauczycielek z racji tego, że podopieczne Milarezy umiały już uczyć się same a nawet pomagały Norbie.
Dziewczyna się poryczała, gdy pracodawczynie zwróciły jej uwagę, że powinna raczej korzystać z ich pomocy. Leokaster się wtedy za nią wstawił - a co to wam przeszkadza? W Tolimanii nie ma niewolnictwa i ona nie musi się drapać po głowie pod wasze dyktando.

Nie przypadkiem popierał Norbę. Zdradziła mu straszną tajemnicę. Jego żona przed dniem wręczenia prezentów Hodrerowi usiłowała ją namówić aby sobie razem z Tali odcięły po kawałku czerwonej tkaniny.
- A co to ja złodziejka jestem? - oburzała się dziewczyna - i po co mi to? Po co mi czerwona tkanina?
-Faktycznie - to bez sensu przyznał - trzymaj się swojej uczciwości bo to większy skarb niż tkanina, z której sukienki sobie nie uszyjesz.
Tego dnia gdy żonie zebrało się na biadolenie znalazł wśród filmów przygotowanych do oceny przez radę mędrców. nagranie na którym Leorida namawiała Tali aby ucięły sobie po kawałku czerwonej, obramowanej złotym szlakiem tkaniny przygotowanej dla Hodrera i usłyszała - ale po co ci to? Przecież i tak nie wolno nam tu tego nosić. Chodźmy stąd i to szybko a więcej tu nie wchodź i pamiętaj, że to byłaby kradzież. Twój ojciec ze wstydu by się spalił. A na dodatek Hodrero mógłby się tak rozgniewać, że wybiłby całą ambasadę. Właściwie powinnam to natychmiast zgłosić twojemu ojcu.
-Bo akurat by ci uwierzył! Powie ci, że jego Lorcia nie byłaby do tego zdolna.
-O! To ty jednak wiesz do czego Lorcia nie powinna być zdolna?
Uważaj bo nawet w Tolimanii można stracić ucho i będziesz mogła nosić tylko jeden kolczyk.
Jednak lepiej będzie jeśli powiem twojemu ojcu, uwierzy, nie uwierzy a zastanowić się musi bo uszu szkoda.
-To ci zabiję Tawię.
-A ja Leolinety nie tknę tylko podam ciebie do sądu i będzie śmierć za śmierć. Jasne?
-Przecież bym tego nie zrobiła. Proszę cię nie mów tacie, ja tu już nawet nie wejdę.
-No dobrze, tylko więcej absolutnie nie rób takich rzeczy i nie groź nikomu bo to bardzo złe.
Tali była młodsza od Lorci ale Lorcia musiała wysłuchać jej upomnienia. Bo Tali miała rację.

-Co cię dziś ugryzło? - Spytała żona.
-Dowiedziałem się, że usiłowałyście wykorzystać Lorcię aby doprowadzić do śmierci Tali.
-Bzdura.
-Wiem, że wy zrobiłyście to nie udane nagranie filmowe w magazynie, nie wiem tylko, kto chciał je wykorzystać aby skazać na śmierć głupią Lorcię.
Nie wy i nie Milareza więc kto?
-O czym ty mówisz? - zaniepokoiła się żona.
-Ktoś podrzucił te twoje nagranie do szkatuły dla Hodrera.
-Dobrze, zrobiłam to, ale przecież nie po to aby zabić Tali!
-A po co?
-Zależało ci na karierze - przypomniała teściowa.
-Tak ale właśnie zrozumiałem, że jednak rodzina jest dla mnie najważniejsza. Składam rezygnację i prawdopodobnie na moje miejsce mianują Zilbranca.
-Wstrzymaj się - powiedziała żona -zacznijmy to jeszcze raz.
Powiedziała tak bo nagle ją olśniło - Hazana właśnie do tego chciała doprowadzić.
-Aż tak mi nie zależy na stanowisku abym wolał raczej córkę martwą oglądać niż nie dostać awansu.
- Ja w ogóle nie rozumiem tego co ty mówisz.
-Karą za usiłowanie kradzieży rzeczy należących do władcy jest śmierć a nasza córcia na dodatek chciała czegoś co symbolizuje ród królewski.
-Skąd się to nagranie wzięło przecież ja je zniszczyłam, może to inne?
-A to nie wiesz, że twoja kamerka ma wadę?
-Widocznie trafiło nie tylko do twojego odbiornika. Uważaj co robisz abyśmy tu nie zostawili grobu dziecka.Szykowałaś pułapkę na Tali a to nasza Lorcia mogłaby zostać zastrzelona z pukawki.
-Nie chciałam śmierci Tali!
-Dlaczego uważasz,że to nie Milareza podrzuciła nagranie? - Spytała teściowa.
-Bo ona po prostu takich rzeczy nie robi.
Zresztą posłuchaj co powiedziała jej córka, puścił fragment nagrania: To ci zabiję Tawię.
-A ja Leolinety nie tknę tylko podam ciebie do sądu i będzie śmierć za śmierć. Jasne?
-One stosują się do prawa więc gdyby Milareza coś takiego znalazła odesłała by nas do Tolimanii i oddała pod sąd.
Redelineta poprosiła Milarezę o pouczenia na temat praw Joksolanii.
Milareza była już na takim etapie zżycia z Joksolanią, że mogła poprosić o cykl wykładów tutejszego znawcę a sama lub jej dzieci służyć jako tłumacze. Przy okazji utrwalali znajomość języka i dokładniej poznawali tutejsze prawo.

Karis choć jeszcze dzieciak zaczął opracowywać alfabet joksolański. Właściwie możnaby korzystać ze śniegulicy i tylko dodać znaki dla słów i zwrotów nie mających odpowiednika w tolimańskim, jednak Karis chciał aby jego joksolańscy koledzy mieli swoje, łatwiejsze dla nich do zapamiętania pismo. Obmyślał więc i zapisywał znaki graficzne dla joksolańskich dźwięków.Rodzice go w tym wspierali i z wolna powstawał jego abecadlarz złożony z liter, słów i obrazków. Pierwszą osobą, która się na tym uczyła czytania była Tawia. Gdy to spostrzegła Milareza zaczęła z trudem i mozołem spisywać dla niej, krótkie, ilustrowane opowiadania. Musiały być krótkie bo ambasadorka dopiero się tego alfabetu uczyła.
Inni też zaczęli pisać, Netusia wiersze dla Tawii, takie w stylu: Po źdźble trawy idzie żuk a żuka chce porwać kruk. Oj nie damy go krukowi, niech je ziarno a nie łowi.
Tawii się to podobało i powtarzała - po źle dziawy dzidzie dziuk.
Za to Wiernyszek gdy już się nauczył alfabetu czytał płynnie i denerwował się na siostrę - gdzie tu pisze dziawy? No, gdzie tu pisze dziawy? Czytaj dokładnie!
-Czy ja kiedykolwiek tak na ciebie krzyczałem? - Spytał go Walturian - przyjdzie czas to sama się nauczy, tak jak ty.
-Pośpiechu nie ma bo dopiero tworzymy tutejszą literaturę.
Nauczyli wskazanych przez Hodrera młodzieńców alfabetu aby uczestniczyli w spisywaniu tutejszch opowieści. Starsze dzieci co prawda chętnie tłumaczyły na joksolański już spisane opowiadania
ale Milareza rozumiała, że jeśli takie dzieło ma być wykonane, najlepiej zrobią to sami Joksolańczycy.
Wszyscy chętni mieszkańcy ambasady rozdawali przy różnych okazjach abecadlarze.
-Zauważasz dlaczego Koror chce mieć tu Milarezę? - Zapytał żonę Leokaster.
-Bo jej dzieciaki wymyślaja alfabet?
-Ona szanuje Joksolańczyków - odrzekł i dodał - jej rodzina też.
-Już mógłbyś nam wybaczyć.
-Próbuję ale jeszcze nie umiem się nie bać i nie sprawdzać co robicie.
=========
Walturian angażował się przede wszystkim w pogadanki historyczne i angażował w to dzieci.
Pierwszą Karis, Tali i Netusia przetłumaczyli po kawałku na tolimański zaś Tolo, Nola i bliźniacy na karebordżański. Zrobili to bardzo chętnie. Nie można ich było jednak nadmiernie obciążać więc następną tłumaczyli nie bez trudności a więc i pośpiechu Leokaster i Walturian.
Netusia uważała, że zrobi to lepiej i pewnego dnia Walturian zastał dokończone tłumaczenie na karebordżański jednak z błędami rzeczowymi.
Poprosił córeczkę aby się nie przejmowała i pomógł jej wnieść poprawki.
Dzieci się do pomocy przydawały bo lepiej niż dorośli znały joksolański. Wyjatkiem byli Zilbranc i Milareza ale oboje uważali, że są zbyt zajęci.
Zilbranc odkąd go żona nakryła zajmował się mechanicznymi zabawkami oficjalnie i pokój nazwany przez Karisa mechanizatorskim zamykał tylko wtedy gdy go opuszczał. Twierdził,że to przed maluchami ale prawdopodobnie i przed żoną.
Tylko ona uważała jego zajęcie za śmieszne, dzieciaki nagrywały u niego filmiki z lalkami.

Aldmara też chciała nagrać jakiś film na Joksolanii ale taki by jak twierdziła - trochę popracować zawodowo.
Milareza pomogła jej to uzgodnić z Joksolańczykami. Hodrero udostępnił zespół, zwykle występujący przed nim. Królewscy aktorzy byli oczywiście znakomici i zorganizowani. Mieli swojego reżysera a on swoje ulubienice toteż Aldusi nie udało się dostać głównej roli. Napracowała się do upartego ćwicząc tańce i mimikę i gesty a wciąż nie grała tego co chciała.
-Powiększasz swoje umiejętności - tłumaczyła jej Milareza.
Aldusia jednak nie była szczęśliwa.

Czas mijał szybko, dobrze przygotowani bliźniacy polecieli z ojcem na egzamin kontynentalny. Aldusia poprosiła Milarezę aby odesłała ją przy tej okazji do Degeden.
Milareza przychyliła się do jej prośby i odesłała pod opiekę Dagridy.
Bliźniacy byli pełni nadziei i wiary w swoje umiejętności.
Po ogłoszeniu wyników posmutnieli bo zajęli 10 i 11 miejsce.
-To wszystko przez tych Unasjan - powiedział Siegrid nieświadomy, że właśnie jest filmowany - podtruli nas gdy się mieliśmy urodzić i przez to jesteśmy tępi!
-Tępi? - Zdumiał się Walturian - synku wyście właśnie zdali trudny, kontynentalny egzamin. I to na wysokich pozycjach, wstydziłbyś się narzekać Przeszło połowa nie zdała a to były na tyle zdolne dzieciaki by móc tu przyjechać i próbować swoich sił.
Ty wiesz jak one się teraz czują?
-A ty wiesz jak ja się czuję?
- Ja w każdym razie jestem z was dumny i mamusia na pewno też. Tęskni za nami biedulka i ciasteczka piecze. Wracamy.
Magnoliusz milczał bo to on zajął 11 miejsce.
Walturiana martwiło jego zachowanie.
Po powrocie rodzeństwo zaczęło ich ściskać.
-Ho ho - powiedział Karis - to wy już chyba starszyzna jesteście.
-Chyba nie - odrzekł ponuro Magnoliusz.
-Chyba tak - odrzekł Walturian.
-Usmażyłam pączki - oświadczyła Tali.
-A tam!
-Nie rób mi przykrości bo się starałam.
-A co mi tam, najwyżej dostanę rozwolnienia.
Nie tylko nie dostał ale wyraźnie poprawił mu się nastrój.
-Ale do szkoły wyższego stopnia mogę iść tak samo jak Siegrid - stwierdził.
-Oj przecież jesteście prawie na tym samym miejscu - powiedziała Lorka.
-On jest w pierwszej dziesiątce a ja dopiero w pierwszej dwudziestce.
-Obaj jesteście w pierwszym tuzinie - oznajmiła Tali.
-O właśnie - ucieszył się Magnoliusz - mogę jeszcze jednego pączka? Nie są aż takie złe jak myślałem. Będziemy teraz mieli swoją teleklasę?
-Podjęliśmy takie starania. Odpowiada wam profil historyczny?
-To dobre dla Siegrida ...
-Zaklepuję prawniczy - krzyknął Siegrid.
-Nie, to ja zaklepuję prawniczy.
-Nie ma profilu prawniczego. Na razie historyczny a potem jeśli nie zmienicie zdania zawodówka prawnicza - oświadczył Walturian.
-No niech będzie.
A teraz macie wolne na odpoczynek po egzaminie.
Na razie wszyscy cieszyli się ze zdanego przez bliźniaków egzaminu ale już kładł się na tym pewien cień. Zbliżał się czas wyjazdu Karusia.
Dla dzieci był to jeszcze odległy termin ale rodzice wiedzieli, że zwyczajowy czas wakacji szybko minie i drugi podopieczny ich opuści tak jak już to zrobiła Alda a potem wyjadą następni.
========
W pierwszym półarlu nauki w Degeden nie było obowiązku pracować ale Walturian i Milareza myśleli o miejscach zatrudnienia lub przynajmniej ćwiczeń na zapas. Chcieli aby o ile to możliwe dzieci miały swoje miejsce pracy w domu lub przynajmniej blisko.
Ściskając najstarszego syna na pożegnanie Walturian powiedział - korzystaj z mojej pracowni ale pamiętaj, że ja tam kiedyś wrócę i wtedy się zastanowimy co dalej, pewnie się jakoś pogodzimy w jednej. Może będziemy razem pracować?
Na razie archiwizuj pisma i filmy, które sporządziliśmy w Joksolanii. Oczywiście w tłumaczeniu na karebordżański.
Cztery nonestry później później wyjechał Tolo. Zafascynowany ulubionym zajęciem Zilbranca postanowił się kształcić na zegarmistrza. Wyszykowali więc pracownię do precyzyjnych robótek mechanicznych. Na razie należała do nich a Tolo z niej w pełni korzystał.

Na wyjeżdżającą nieco później Tali czekała charakteryzatornia z manekinami, które mogła do woli czesać, charakteryzować, stroić, ozdabiać.
- No, to jest wreszcie porządny, pożyteczny i bardzo odpowiedni zawód - pochwalił Enilioborian oglądając pracownię. Było dla niego jasne co wybrała Tali. Gdy już przyjechała popatrzył jak jej idzie ta zabawa, po czym zdecydował, że ją od razu zatrudni. Tali miała już pewną praktykę bo charakteryzowała lalki i rodzeństwo do sztuk nagrywanych na Joksolanii. Przyleciała do Degeden z opóźnieniem ponieważ kiedy rozpoczynało się nowe półarle nauki nie miała ukończonych 11 arli. W zasadzie uczeń powinien je mieć rozpoczynając naukę.
Dagrida kiedyś zrobiła wyjątek dla Aldmary, potem jednak tego żałowała. Aby nie nadwyrężać jej sumienia, Milareza nie wysłała Tali o tych brakujących 35 dni wcześniej. Nawet o to nie poprosiła ale, że Tali przerabiała materiał kursu w domu, dołączono ją z opóźnieniem do koleżanek zaczynających naukę 1.01.520 arla.

To opóźnienie z pozoru nie było korzystne bo na kursie potworzyły się już rozmaite struktury i przyjaźnie. Tali jednak wcale się tym nie przejęła, by nie zdradzać, że jest córką właścicielki teatru przybrała pseudonim Tama z Po za domem czesała się i ubierała inaczej niż dawniej. Na czole nosiła szeroką przepaskę co szybko stało się jej znakiem charakterystycznym i gniewało ojca.
Nie podjęła nauki w szkole filmowej lecz szkole usług domowych wybierając kierunki - fryzjerstwo, kosmetyka. Pytającym o więcej szczegółów dawała odpowiedzi zdawkowe. Na zacieśnianie więzi koleżeńskich nie miała czasu bo pracowała.

Ustalono, że Tali zamieszka we wspólnym pokoju z Aldą, tak podpowiedziała Dagrida. Aldzie niekoniecznie to pasowało. Za to jej epuzer dostrzegł tu pewną szansę. Wierzył, że zarządzająca domem pozwoli mu odwiedzać Aldę w jej pokoju jeśli będzie przy tym Tali. Nie,nie pozwoliła, zaś Tali znalazła okazję aby mu powiedzieć - albo się z Aldą ożenisz albo znajdę sposób abyś już nie miał okazji zawracać jej głowy. Zaśmiał się, ona zaś odeszła nie wdając się w dyskusje.
-Podpytała za to Enilioboriana czy bardzo mu na tym aktorze zależy.
-No, trochę tak ale jeśli będzie nie w porządku znajdę innego.
-Zaczekaj bo dałam mu ultimatum.
-O?
-Albo ten osobnik jej się oświadczy, albo przestanie z nią spotykać.
-A jeśli porzucona Alda się zapłacze?
-Jeżeli ma ją porzucić to im szybciej tym lepiej.
-Fiu, nie znałem cię od tej strony.
-Wkrótce postaram się o tytuł dorosłej a czyż nie powinnam być dorosła zanim go otrzymam?
-O la la, chyba się starzeję skoro dzieci stają się dorosłe.
Tali stanowczo i konsekwentnie na ile mogła ograniczała spotkania Aldy i Nalderiusza.
Zauważyła, że jej mniej to przeszkadza.
-Aldusiu - powiedziała wreszcie pewnego wieczora - jeśli ty go nie traktujesz poważnie to rzuć, niech sobie ułoży życie z inną.
-Z kim na przykład?
-To już nie nasza rzecz.
Zaręczyli się, Milareza i Walturian z młodszymi dziećmi przylecieli na te zaręczyny zostawiając Leokastera na zastępstwie.
Rodzice Nalderiusza chcieli od razu uzgodnić kwestie uroczystości zaślubin i posagu.
-W stroje Aldusia już jest dobrze wyposażona - powiedziała Milareza - ale jeszcze dostanie nowe na podkreślenie zmiany statusu. Do sukien będą odpowiednie dodatki.
Oczywiście Alda dostanie też dużo pościeli, ręczników i obrusów z jej znakami, dostanie też wszelkie naczynia kuchenne i wszelki sprzęt domowy a ponadto młodzi mogą zamieszkać w moim domu, pokoje są umeblowane.
-A gdyby trzeba było zmienić jaką tapicerkę będzie nieodpłatnie - zadeklarował się Argiż.
-A portret mamy? - Spytała Alda.
-Oczywiście.
-Oryginał?
-Oryginał. Znajdę czas aby namalować repliki dla twojego rodzeństwa.
-A dasz mi jeszcze jakieś swoje obrazy?
-Tak, a które byś chciała?
Przyszła teściowa- Ata - trochę się niepokoiła bo obrazy interesowały ją najmniej - a jakieś pojazdy? - Zapytała.
-Auto Aldusia już ma - odpowiedziała Milareza - dam jej też drugie aby miała co pożyczać mężowi. To był leciutki zgrzyt lecz Ata postanowiła go nie zauważyć.
-A pojazdy latające?
-Nie ale gdyby była potrzeba każdorazowo uzgodnimy kwestię transportu ludzi lub rzeczy.
Ata może i nie do końca była usatysfakcjonowana
ale w duchu musiała przyznać, że młodym niczego nie zabraknie.

Gdy Milareza i Walturian z dziećmi jechali autem do lotopławy (Milareza wykupiła sobie i urządziła odpowiedni plac na lądowisko) drogę zastąpiła im dziewczyna z noworodkiem. Wyglądała tragicznie, brudna, obdarta. Milareza wyszła do niej.
-Weź ją - powiedziała dziewczyna podając dziecko w równie brudnych szmatach - ma na imię Hadia, nie mogę jej zatrzymać, nie mam gdzie się podziać ...
-Masz prawa osoby dorosłej?
-Mam a ona ma na imię Hadia - wyraźnie zależało jej na tym imieniu,
-To wsiadaj. Zabiorę was obie, sama się zajmiesz Hadią. Tak będzie dla was obu najlepiej a i ja już nie mam sił i czasu na nowe dziecko. Dziewczyna nim wsiadła podała dziecko Netusi. Netusia poczuła przykry odór lecz to przemilczała - najwyżej przebiorę się w lotopławie - pomyślała i zajęła się gapieniem na dzidziusia.
Dzieciaki się ścisnęły i jakoś żadne nie ośmieliło się powiedzieć, że od pasażerek cuchnie.
Znoszenia rozmaitych zapachów nauczyły się na Joksolanii.
-Córeńko czy maleństwo normalnie oddycha? - Zapytał Walturian.
-No. Wszystko z nim w porządku tylko trzeba umyć i przebrać - odpowiedziała Netusia.
-Wytrzyma na razie bez picia? - Zapytała Milareza.
-No przecież nie płacze.
W lotopławie Milareza wskazała młodej matce jedną z łazienek i dostarczyła jej tam wszystko co potrzeba, nawet wodę zdalnie nalała do wanny.
Sama zajęła się maleństwem. Tym razem Walturian prowadził lotopławę ale miała na to podgląd.
-Chcę aby nazywała się Oft - powiedziała Tawia asystując przy kąpiel maleńkiej dziewczynki.
-O imieniu decyduje mama.
-Moje też ty wybrałaś?
-Nie, dla was wszystkich imiona wybierał tatuś.
-Ale ona nie chciała tego dzidziusia.
-Gdyby nie chciała to by nie wsiadła do auta tylko podała dziecko Netusi i uciekła.
-A dlaczego Netusia ma ładne imię a ja brzydkie?
-Mnie się oba podobają.
Gdy dziewczyna wróciła czysto przyodziana, Milareza wreszcie zapytała ją o imię.
-Firsena - padła odpowiedź.
-Wiesz, że lecimy na Joksolanię?
-Na Joksolanię?
-Tak, nie przejmuj się na zapas, damy sobie radę.
-Przygotujemy ci pokój - oznajmiła Nola.
-Tak właśnie zrobili. przygotowali czysty pokój
ale po drodze "zawadzili" o Rizę i kupili wyprawkę. Nie bardzo mieli czas wybierać, brali to co było. Za najważniejsze uznali pieluchy.
Póki co dziecko spało z mamą na jednym łóżku ale już nazajutrz Milareza przystąpiła do rzeźbienia kołyski.
Pracę przerwało jej wezwanie do sali telekonferencyjnej. Chciał z nią mówić Grygital
- Milarezo - poprosił - powiedz mi czy zabierałaś po drodze młodą kobietę z dzieckiem.
-Ona sama prawie dziecko ale powiedziała,że ma prawa dorosłej.
-Nagrałaś to?
-Tak. Od razu zauważyłam,że to poważna sprawa. W dodatku ktoś tę scenę podglądał zza krzaków,nie wiedziałam jakie ma zamiary.
-Prześlij nagranie bo wpłynęła skarga, że ją porwałaś.
-Dobrze, przy okazji sama obejrzę, jeszcze nie miałam na to czasu. Uważaj, będziesz miał kilka obrazów, głos postaram się wybierać na bieżąco.
Włączam nagrania z wszystkich kamer potem to uporządkuję.
Na nagraniach było widać wychylającą się zza krzaka, w chwili gdy Milareza wsiadała do auta, postać mężczyzny.
-Aha - mruknął Grygital i dodał - czyli ty wsiadłaś pierwsza, Firsena podała dziecko twojej córce i wsiadła dobrowolnie. Dobrze, możesz wezwać Firsenę?
Tak ale musisz poczekać, nie wiem czy nie karmi dziecka.
-Poczekam. Zajęła mnie ta sprawa.
Milareza postarała się w miarę szybko dowieźć Firsenę z dzieckiem wózkiem samojezdnym.
-A co ja mam mówić? - niepokoiła się dziewczyna po drodze.
-Prawdę, tak zawsze jest najlepiej.
Usadowiła ją z Hadią wygodnie w fotelu,wskazała monitor.
-Witaj Firseno - powiedział naczelnik - jak to się stało, że jesteś w Joksolanii?
Firsena popatrzyła na Milarezę ta jednak
zajęta robótką nie odwzajemniła spojrzenia.
-Chciałam oddać komuś ... a właściwie ambasadorce dziecko ale ona powiedziała żebym wsiadła bo najlepiej dla nas obu będzie ... to znaczy dla mnie i Hadii, jeśli to ja się będę nią zajmować no to wsiadłam.
-Chcesz się zajmować dzieckiem?
-No chcę ale ono nie ma ojca, to znaczy jego ojciec go nie chce, no to wsiadłam.
-Czy ktoś ci kazał zaczepić ambasadorkę?
Firsena znów nadaremnie spojrzała na Milarezę.
-Firseno - ponaglił Grygital.
-Tata.
-No dobrze, w tej kwestii tyle mi na razie wystarczy. Czy uznano cię już za dorosłą?
-Nie.
-Powiedziałaś to Milarezie?
-Nie.
-Dlaczego?
-Tata tak kazał bo inaczej mogłaby się przestraszyć i odwieźć mnie do naczelnika a nie wziąć dziecka.
-No dobrze.
Milarezo!
-Tak?
-A nie mogłabyś odesłać ich do swojego domu w Degeden i zapewnić opiekę?
-Mogłabym ale po pierwsze nie jestem niczyim kierowcą, po drugie każdorazowe opuszczenie wyspy muszę uzgodnić z władcą Tolimanii, po trzecie nie chcę zachęcać naśladowców i tworzyć sztucznego sierocińca. Firstena zostanie tu ze mną póki nie nauczy się radzić sobie sama. Wprowadzę ją w dorosłość, dopilnuję by wyuczyła się jakiegoś zawodu, w międzyczasie dziecko trochę podrośnie.
Zawód może zdobywać w Degeden.
-Jeżeli jej rodzice zaakceptują, że ma dziecko i zgodzą się ją wspierać odeślę ją do Degeden gdy Nola i Netusia będą zaczynać naukę w szkole zawodowej a planuję to na początek przyszłego arla.
-A nie w szóstym nonestrze?
-Nie, bo Noli będzie wtedy brakować nonestra do 11 arli a Netusi trzech.
-Czyli mamy mnóstwo czasu a nie będziesz zabierać dzieci w piątym nonestrze na wyspę?
-Nie, zamierzamy spędzić wakacje gdzie indziej i kto inny przyleci po nasze pociechy do Degeden.
-A kiedy ślub Aldy?
-Nie będzie nas na jej ślubie. Wybraliśmy wakacje z dziećmi.
-Czuję się pokonany.


Nola miała nadzieję, że jej najbliższa przyjaciółka Netusia da się namówić aby nadal uczyły się razem i zamierzała na nią poczekać. Niestety Netusia od dawna marzyła o zawodzie grafika sądowego bo była pełna podziwu dla mamy, która potrafiła odtworzyć wygląd kobiety, której nigdy nie widziała. Na razie Nola nie traciła nadziei - ja bym poszła na kurs grafików ale przecież mnie nie przyjmą - tłumaczyła.
Netusia poradziła się matki.
- A wspólnego męża będziecie mogły mieć? - zapytała Milareza.
-To nie to samo - wyjaśniła Netusia.
-Nie zadecyduję za ciebie, jak dla mnie możesz zostać tu ze mną jak długo się da. Przecież ty jak cię znam i tak szybko wyjdziesz za mąż i zajmiesz się domem. Im później wyjedziesz, tym później założysz rodzinę czyli będziesz do tego lepiej przygotowana, zwłaszcza, że pomożesz przy Hadii. I według mnie lepiej abyście obracały się każda w innym towarzystwie aby przypadkiem nie spodobał wam się ten sam młodzieniec. Wiem, że jeszcze jesteście za młodziutkie ale czas tak szybko mija ...
Milareza nawet nie przypuszczała jak naiwne jest jej rozumowanie.
Wkrótce dziewczęta pokłóciły się i to poważnie.
Milareza i Walturian usiłowali dociec o co chodzi.
On rozmawiał z córką, ona z podopieczną. Milczały. Zdradziła je Tawia - bo one kochają się w tm Brdeszu, który przychodzi z nami pośpiewać.
-Obie? -Zdumiał się Walturian.
- W tym problem - odpowiedziała. Bawiły go jej poważne odzywki ale dziecięcym zakochaniem Noli i Netusi się przejął.
-Dobrze, że odsyłamy dzieci - powiedział żonie - bo mogłyby tu zostać na zawsze a my na zawsze nie zostaniemy.
Wkrótce mieli kolejny problem.
Zaginęła Norba. Poszukiwania były żmudne i na razie bezowocne, wszyscy bardzo to przeżywali, Tali chciała przylecieć aby pomóc.
Enilioborian oświadczył, że nie da jej wolnego.
Walturian proszony by namówił mamę do przysłania latającego pojazdu wściekł się - nie zawracaj mi głowy - wrzasnął tak, że się przeraziła - siedź tam i rób co do ciebie należy. Mnie ma tu kto przeszkadzać.
Poszła roztrzęsiona do kuchni.
-Co się stało? - Zapytała Dagrida.
-Nienawidzi mnie.
-Kto?
-Tata. Krzyczał na mnie a ja tylko chcę znaleźć Norbę. Boję się, że leży w jakimś dole ze złamaną nogą a oni nie umieją jej znaleźć. To musi być dla niej straszne.
-Twój ojciec też się boi - powiedział Sforletes - a gdybyś ty tam była i biegała po wyspie, odchodziłby od zmysłów. Daj mu się skupić nad szukaniem Norby i nie mów bzdur, że cię nienawidzi.
Norba się wreszcie znalazła. Była cała, zdrowa, uśmiechnięta i w czerwonych szatach, które przysługiwały jej teraz jako żonie następcy tronu.
Mimo wszystko nadal się martwili. Starali się często ją i jej męża zapraszać, bywać u niej i dawać prezenty aby podnieść jej wartość w oczach Joksolańczyków.
Leokaster czym prędzej zaręczył swoje starsze córki z młodymi Tolimańczykami. Zaręczyny odbyły się w Tolimanii lecz były sfilmowane i pokazywano to przy różnych okazjach bo Joksolańczycy przywiązywali wielką wagę do zaręczyn i nietykalności cudzych narzeczonych.
 

 
http://b3.pinger.pl/36a1db31e4f1baa02e38e127635565ff/abc.jpg
http://b1.pinger.pl/17a494bbe1ea36d9d88fffc99706f249/021.jpg
Walturian też się zaniepokoił choć ich dziewczynki były rzeczywiście jeszcze za smarkate.
Gdy Nola upierała się by zaraz po wakacjach wyjechać do Degeden bo przecież powinna być na weselu siostry poparł ją.
Zauważyli, że od czasu zaginięcia Norby młody śpiewak przestał przychodzić. Zrazu nie zwrócili na to uwagi ale gdy ochłonęli od razu rzuciło im się to w oczy, zwłaszcza Walturianowi, który uczestniczył w zbiorowym śpiewie odkąd dowiedział się o zauroczeniu dziewczynek.
-Nie sądzisz Mizuniu, że on tu był zwiadowcą? - Zapytał żonę.
-Jeżeli tak, to twoja obecność bardzo mu przeszkadzała i raczej nie jest zainteresowany naszymi dziewczynkami.
Po pewnym czasie dziewczynki wreszcie zaczęły ze sobą normalnie rozmawiać. Milareza i Walturian tego się spodziewali i nie byli zaskoczeni.
Okazało się jednak, że obie zgodnie zdają się gniewać na to rodzeństwo, które już wyjechało i nie chcą z nim rozmawiać.
-Czy wy nie przesadzacie? - spytał rozgniewany Walturian po tym jak kolejny raz nie przyszły na rozmowę do sali telekonferencyjnej.
-A bo jeden gościu co one się w nim kochały to się kochał w Tali - wyjaśnił Wiernysz nie bacząc na ich mordercze spojrzenia.
-A Tali? - Zapytał Walturian.
-Chyba nie wie bo kto by jej powiedział?
-A wam kto powiedział?
-No jego siostra, bo Netka ją spytała dlaczego on już nie przychodzi.
-O, to może wcale nie być prawda - ocenił Walturian.
-No może nie być ale może być bo on przychodził patrzeć na Norbę czy nie wyjedzie tak jak Aldmara.
Bo najpierw to Hodrero syn chciał sobie porwać Aldmarę ale jak Aldmara się zaręczyła ...
-A skąd ty to wiesz? - Spytała nieco wystraszona Nola.
-Od Dwisa bo przecież mężczyźni są mądrzejsi i więcej rzeczy zauważają a zresztą komu miał Brdeszu marudzić, że Tali się tak pięknie śmieje i mu opatrzyła rękę? Siostrze czy bratu? Przecież siostra zaraz by rozgadała, a mężczyzna to powie najwyżej jednemu i to zaufanemu kumplowi.
-I myślisz, że nie rozmawiał o tym z Tali?
-No tata...- Wiernyszek pojąć nie mógł jego ignorancji - no czyją sprawę on musiał załatwić najpierw: swoją czy młodszego Hodrera? No oczywiście, że nie mógł rozmawiać z Tali póki Hodrero syn nie poślubi Norby. A nie myśl sobie, że Tali jak zdała najlepiej kontynentalny to jest taka bystra. Nie. Właśnie jej najłatwiej można podebrać deser.
Nie możemy tu za długo trzymać Firseny zorientowała się Milareza oszołomiona rewelacjami opowiedzianymi przez męża - odwieziemy ją z Nolą po wakacjach a na razie trzeba pilnować.
Wakacje spędzili w Arblandach. Po urokach wyspy miasto było najlepsze na odpoczynek.
Chodzili na spacery podczas których przeważnie coś kupili, ze dwa razy wyjechali do sklepu w Unasie.
Tali pierwsza sprawiła sobie wózek zakupowy.
W Arblandach namiętnie kupowała peruki, sztuczne wąsy. Nici nadające się na peruki. Ponadto wyposażenie, przybory i mteriały do najrozmaitszego rękodzielnictwa.
W błędnyryskich sklepach kupowała farby do włosów, farbki do ciała, sztuczne nosy, sztuczne uszy, składniki do robienia najrozmaitszych mas.
Tawia chodziła za nią i Tali musiała jej tłumaczyć, że nie może kupować tego samego co ona bo jej zabraknie pieniążków na rzeczy dla niej najważniejsze.
-A jakie, jakie? - Dopytywała się Tawia bo doprawdy nie wiedziała czego jej jeszcze brakuje.
Na początek kupiły jej solidny rowerek do jeżdżenia po korytarzach ambasady.
Omal nie wjechała nim pod auto i Tali została skrzyczana przez ojca. Walturian szybko o tym zapomniał a Tali nie.
Oczywiście sklepy nie były główną atrakcją ich wakacji. Odwiedzali też i zapraszali do siebie rodzinę. Najwięcej mieli jej w Arblandach ale pojechali też do Rezemci mieszkającej w Orbortporcie i Cyprysi od której zawsze można się było czegoś ciekawego z czasów jej młodości dowiedzieć.
Milareza pomagała jej w kuchni a Walturian rozprawiał z dzieciakami w pewnym momencie przechwycił podebrany przez Wiernysza deser i oddał Tali z żartobliwymi słowami - pilnuj swego gamoniu.
-Nie jestem gamoniem - odpowiedziała grzecznym tonem i podała deser bratu - zjedz sobie Wiernyszku - ja nie mam apetytu.

Nieco skrócili swój pobyt na Meduzie aby odwieźć
Nolę oraz Firsenę z dziećmi a przy okazji zaprosić Irbisa z rodziną i coraz mniej licznych przyjaciół Laroki, no i pogawędzić z przyjaciółmi.
Musieli też stawić czoła rodzicom Firseny, którzy chcieli przyjąć do domu tylko córkę lecz bez dziecka.
Niestety wbrew temu co sądzili młoda matka miała coś do powiedzenia w tej sprawie, właśnie dlatego, że była matką. Zdecydowała, że zostanie w t.z. twierdzy Milarezy i zostało to od ręki prawnie usankcjonowane.
Wrócili na Joksoanię w poczuciu, że upłynęły wieki a nie tylko 55 dni (piąty nonestr był o jeden dzień dłuższy niż pozostałe.)
Powitała ich Hazana z wielką ucztą a oni nie byli głodni. Tak ich namawiała, że Milarezę coś tknęło i posterowała mikropróbnikami zaś na Wiernysza krzyknęła - nie pchaj się do jedzenia tak jakbyś nigdy go na oczy nie widział, lepiej trochę pobiegaj, żebyś wyprzystojniał.
-Oj, przecież to chłopiec, musi zjeść - tłumaczyła Hazana.
-Nie gniewajcie się na nas. Na głodniaka nas z Degeden nie wypuszczono. Zaczynam tyć a ty Hazeno przeciwnie, szczuplejesz. Zjedz moją porcję ...
Albo nie, właśnie zobaczyłam barwy próbników akurat ta porcja jest zatruta. Twoja jest w porządku Wiernyszku, możesz jeść.
Nikt już niczego z tej uczty nie tknął nawet gdy laboratorium potwierdziło, że zatruta była jedynie porcja Milarezy. Wiernyszek w ogóle na długo stracił apetyt i już zawsze sprawdzał co ma na talerzu. Pozostałe dzieciaki były wstrząśnięte
a Walturian musiał zażyć leki.

-Straszny jest ten nasz - powrót na Joksolanię
-stwierdziła Netusia.
-Uspokoję się przynajmniej na jakiś czas gdy już ciebie stąd odeślę - odrzekł.
Milareza w towarzystwie Leokastera porządkowała dokumentację, w tym spisy inwentaryzacyjne bo przecież trzeba było dopisać nowe zakupy i sprawdzić czy nic bez zapisania nie zostało wyrzucone.
Wpisała też nowe zabawki mechaniczne na listę "mechanizmów" Zilbranca. Dołączyła kopie dowodów zakupu.
-Doprawdy przesadzasz Milarezo - powiedział.
Milareza długo się zastanawiała co zrobić z Hazaną i w końcu zleciła jedynie jej inwigilację i ograniczenie możliwości poruszania się po ambasadzie. Uznała, że lepiej mieć wrogów na oku.
http://b3.pinger.pl/d35346b84b57106ad875197208fc3eca/001.jpg
Najważniejszą rzeczą jaką się teraz zajmowali była zbiórka plonów, z których znaczną część dostawali właściciele: Koror, Rezeryka, Miladris, Milafort, Milaryk i Kordian, symboliczną część Hodrero, bo kompensowały mu to inne prezenty, a reszta zostawała dla ambasady. Pracowali z użyciem maszyn, delikatnie sterując ich mackami. Na jednej z nich siedział jak arl temu Walturian a miejsce Tali zajmowała przy nim Netusia, obok po raz pierwszy siedział Wiernyszek. Każde miało swoje macki do obsługi a przy ty śpiewali. Milareza pracowała z bliźniakami, Tawię zostawili pod opieką autoochroniarzy i żony piekarza.
Miała synka w wieku Tawii, który jeszcze trochę seplenił. Dzieciaki bawiły się razem
ale oboje rodzice od czasu do czasu zerkali na Tawię.
Milareza z przyjemnością korzystała z pięknej pogody. Praca na maszynie nazwanej dżakiem wydawała jej się odpoczynkiem.
Chłopcy ćwiczyli tę samą pieśń co Walturian z Netusią i Wiernyszkiem.
Milareza trochę się śpiewania nauczyła ale przede wszystkim ćwiczyła mimikę a chłopcy za nią.
===========
Dzieciaki w Degeden miały wprawdzie domowy regulamin ale mimo to dużo swobody. Można im było zaufać bo miały pęd do nauki i chciały robić coś ciekawego. Karis uczył się w szkole badaczy dawnych dziejów i pracował nad książką "Historia Joksolanii" co bardzo mobilizowało jego ojca do zbierania materiałów na miejscu. Dużo ze sobą konferowali wizjofonicznie.
Tolo konsultował się z Milarykiem w sprawie budowy ciekawych urządzeń i demonstrował je w szkole. Tali tworzyła sobie nowe pracownie by lepiej wywiązywać się z pracy w teatrze.
Enilioborian przydzielił jej pod opiekę dwie przodujące aktorki. Aldmarę grającą rolę młodych ślicznotek i Elindorę grywającą jako matrona. obsługiwała je nie tylko jako charakteryzatorka ale też fryzjerka i kostiumolog. Zgarniała za to niezłą kasę.
Milareza udzielająca córce konsultacji sądziła,że wciągną do współpracy Firsenę, jednak Firsenie trzeba było wymyślić coś innego i okazało się, że dobre będzie montowanie filmów na czym znały się wszystkie dzieci ambasadorki i mogły dopomóc.
Trochę nabrała opiekunów Nola i to z pomocą Tali ale tego dowiedzieli się poniewczasie.
Zamiast jak obiecała uczyć się w domu chodziłą na zajęcia jako wolny słuchacz. Enilioborian od początku ją zatrudniał w teatrze bo dziewczyna przesiąknęła manierą joksolańską
i chciał to wykorzystać zanim przeminie. Kazał scenarzystom dopisywać dla niej rólki charakterystyczne dla ubarwienia spektakli.
Za prawo słuchania lekcji zapłaciła pieniędzmi pożyczonymi od Tali. Tak wyszło, że Tali była z nich najbogatsza. Wprawdzie dużo wydała podczas wakacji ale widząc, że Nola jest w potrzebie wzięła od Enilioboriana zaliczkę, zaczęła też dorabiać jako "domowa" fryzjerka w te dni kiedy w teatrze nie było spektakli, czasem też robiła makijaże. Nadal nie chwaliła się, że jest córką Milarezy, zostawiała wszędzie wizytówki z napisem Tama fryzjerka, makijażystka, kosmetyczka. Do wynajecia przez mikrołącze kod Tamalia lub przez biuro usług domowych "Binazlaleb". Dziewczęta wolały nie wypraszać od opiekunów pieniędzy, słusznie obawiając się, że usłyszą - nie ma takiej potrzeby.
=============
http://b2.pinger.pl/1f29f3a822f7e0e2567dd6e60b440f9d/004.jpg
Garmidas pojawił się w życiu Tali niespodziewanie
i nieelegancko.
Zaprosiła ją stała klientka,na miejscu okazało się,że tym razem chodzi o ucharakteryzowanie jej uczącego się na kursie aktorów siostrzeńca.
Tali rozpoczęła swe dzieło, klientkę odwołała kucharka. Po pewnym czasie Tali na moment odwróciła się od młodzieńca do swoich farbek i kątem oka zauważyła, że Garmidas cicho wstawszy zamierza dać jej klapsa, odchyliła się, podstawiła mu nogę. Wywalił się na jej drogie akcesoria a ona wybiegła, spotkawszy po drodze panią domu, która tymczasem o niej zapomniała - To wstyd aby taka dama z elity bawiła się w stręczycielstwo.
-Nic jej nie zrobiłem - tłumaczył potłuczony Garmidas wyłoniwszy się z pokoju.
-Bo na to nie pozwoliłam -odpowiedziała Tali i szybko opuściła ten dom.
Zamiast spodziewanych przeprosin dostała rachunek za pranie dywanu. W rewanżu wysłała rachunek za zniszczone akcesoria i doznane szkody moralne. Był znacznie wyższy. Na tym wymiana liścików się zakończyła, żadna rachunku nie zapłaciła ale Tali trzymała je wpięte w teczkę. Kopię swojego z potwierdzeniem pocztowym doręczenia.

Pewnego razu wezwano Tali do ... teatru.
Miała uczesać i ucharakteryzować dziewczynę występującą w szkolnym spektaklu. To była najgorsza klientka jaką miała a przyglądała się temu podobno równie uciążliwa aktorka komediowa Luta.
-Wciąż coś było źle, cierpliwie poprawiała aż wreszcie Fidella powiedziała - no skoro nie potrafisz lepiej, to niech już będzie ale ci za to nie zapłacę. Tali zanurzyła wacik w specjalnym płynie.
Cisza zaległa. -Świnia z ciebie - powiedział do Fidelli Garmidas.
-Mam płacić za to z czego nie jestem zadowolona?
Gdy to mówiła Tali przyłożyła jej wacik do powieki, która odruchowo zasłoniła oko.
-Co ty wyprawiasz? -Wrzasnęła dziewczyna.
-Spokojnie,sztuczne rzęsy są drogie, muszę zabrać.
-Oddam po spektaklu.
-No dobrze, tą drugą oddasz po spektaklu. Ostrożnie się z nią obchodź.
-Przyklej mi tamtą.
-Raczej odkleję tą co została bo to głupio wygląda.
-Zapłacę.
-To najpierw zapłać.
-Kirns pożyczysz? - Zapytała kolegę.
-Głupiego sobie znalazłaś? przecież mi nie oddasz.Wszyscy odwrócili się jakby w obawie,że teraz oni będą poproszeni o pożyczkę.
-Kiedy ci nie oddałam?
-Widziałem jak naciągasz charakteryzatorkę i to mi wystarczy.
Dziewczyna pozwoliła zdjąć drugi paseczek z rzęsami, Tali przy okazji zmyła makijaż.
-Czuję się zobowiązana usunąć nieudaną charakteryzację - wyjaśniła - spokojnie, zaraz wszystko będzie dobrze, nie ruszaj się.
-Nie mogłabyś raz coś zrobić za darmo dla rozwoju sztuki?
-Przekonałaś mnie -oświadczyła Tali przepraszam koleżanko - zwróciła się do bladawej blondynki - jaką grasz rolę?
-Sajany w sztuce "Intrygantka"
-Siadaj, ucharakteryzuję cię za darmo dla rozwoju sztuki.
-Tylko nie na ślicznotkę - poradził Garmidas
-A gdzie jest napisane, że Sajana była brzydka? - Tali nie zdawała sobie sprawy, że mówiąc to zdobywa sobie uznanie młodych adeptów sztuki aktorskiej, dotąd przekonanych, że jakaś tam charakteryzatorka się na takich sprawach nie zna.
-Ma być głupia i smarkata, na taką ją zrobię.
Siadaj bo czas leci - poleciła dziewczynie, tym razem pracowała bez poprawek. "Jej" Sajana była śliczną dziewczynką. Celowo powyciągała jej szczypcami pojedyńcze włosy z warkoczy.
-Jeszcze je trochę targaj na scenie - poradziła.
Wszedł Enilioborian - Ta... ona wygląda jakby czesała się przed nonestrem - powiedział.
-To źle? - Zapytała Tali.
Pomyślał chwilę i orzekł - a nie, bardzo dobrze.
- A ta co? - Wskazał Fidellę.
-Nie stać jej na mnie a ja już gratisowy wkład do rozwoju sztuki zrobiłam.
-No trudno, nie ma czasu, zaraz zaczynamy.
Fidella nie polubiła Tamy. Za to wkrótce Enilioborian powiedział Tali - Luta chciała abyś ją charakteryzowała.
-Czyli zarobię więcej.
-Odmówiłem, przecież by cię zadręczyła.
-A może sama sprawdzę?
Luta owszem miała wymagania,chciała aby Tama
była na próbach aby mieć wyobrażenie jak ona powinna wyglądać, co do tego jakoś się dogadały, Tali była na niektórych próbach.


Rodzina z ambasady w Krutusale uczestniczyła we fragmentach wesela Aldy za pośrednictwem sali telekonferencyjnej.
Stamtąd odśpiewali joksolańską pieśń o nowożeńcach podejmujących nowe, nie zawsze dobrze opanowane role, Milareza raczej nie śpiewała, nadrabiła mimiką w czym wspierali ją śpiewający bliźniacy, do śpiewu dołączyły się dzieci, które opuściły Joksolanię.
-To jest świetne - oświadczył Tagunak.
-Co za teatr - pochwalił Argiż.
"Byli" też na spektaklu teatralnym, który zapoczątkował Enilioborian. Wyszedł na scenę i powiedział - a dziś dla nowożeńców i kochanej publiczności wystąpią moi ukochani uczniowie szkoły filmowej ale żeby łatwo nie było, przetasowałem im role. Jako główna bohaterka wystąpi ceniona charakteryzatorka i kostiumolożka znana jako Tama ucharakteryzowana przez najmarudniejszą gwiazdę, jako główny bohater sufler, o oświetlenie zadba najmarudniejszy aktor, za wszelkie błędy i uchybienia z góry przepraszamy. Zaczynamy!
Tali była ucharakteryzowana paskudnie. Wszyscy gruchnęli śmiechem na jej widok. Spojrzała w stronę matki i wypowiedziała pierwsze słowa. Szybko przestała być śmieszna, przecież uczyła się teatrologii a ponadto pod okiem matki przećwiczyła swą rolę. Eni zadbał o chłopaka.
Sztuka dostała wielkie brawa. -A dlaczegoś ty nie wybrała zawodu aktorki? - Zapytała Tali niezbyt urodziwa lecz ceniona przez Enilia kanydatka na aktorkę
- Bo Enilio zawsze powtarzał, że pięknotek do głównych ról to on może mieć rzesze na pstryk a ja bym na pstryk być nie chciała.
-Żadna tam z ciebie pięknotka - powiedziała Fidella.
-Gdybym się sama ucharakteryzowała to na pewno bym była.
Fidella poczerwieniała i poprzysięgła sobie zemstę. Na razie jednak musiała ją odłożyć bo Enilioborian spostrzegł, że otrzymana nauczka jej nie wystarczyła i nie obsadzał jej w szkoleniowych spektaklach.
Gdy wreszcie dał jej rolę, na próżno czekała na charakteryzację. Tali ucharakteryzowała inne dziewczyny, które ją zamówiły i jedną którą zapytała czy też chce charakteryzację.
-Nie stać mnie - odpowiedziała tamta.
-A ja nie chcę aby mi wyrzucano, że nic nie robię za darmo dla rozwoju sztuki Właśnie ciebie chcę ucharakteryzować bo mam wizję jak powinnaś wyglądać do swej roli, siadaj zrobię to gratis.
-Tamo ja czekam - powiedziała Fidella.
-A nie ma innej charakteryzatorki?

Fidella poszła na skargę do opiekuna ich grupy.
-A co ja ci poradzę? Ona zarabia tyle, że może sobie wybierać klientki. Znajdź kogoś tańszego.
-Rimellę ucharakteryzowała gratis a to ja mam główną rolę.
-Charakteryzacja Rimelli jest ważniejsza, bo jej epizodzik jest perełką spektaklu.Ona musi wyglądać zabawnie a zarazem ma to być w dobrym tonie. Tama to potrafi.
Fidella straciła chęć na zemstę. Zaczęło do niej docierać, że charakteryzatorka to ktoś ważny. Tą straciła,przynajmniej dopóki nie zostanie na stałe aktorką w teatrze Enilioboriana.
=======
Tali znów stała się bogata i żadnej z klientek nie dziwiło, że podjeżdża autkiem a jeśli dziwiło wyjaśniała - sporo zarabiam więc mogę sobie na to pozwolić.
W tym czasie uznano ją za dorosłą co przeszło bez echa bo akurat Karis wydał swoją drugą książkę, Magnoliusz wygrał konkurs młodych prawników w Sarinei, co napełniło goryczą Siegrida zdobywającego "zaledwie" drugie miejsce, Aldmara poinformowała, że spodziewa się potomka a Netusia miała wystawę swoich grafik.
Za to nie przemknął niezauważony fakt, że Tali spotyka się z jakimś młodzieńcem. Ojciec powiedział jej, że stanowczo sobie tego nie życzy,
będzie miała na to czas gdy dorośnie.
Tym młodzieńcem był Garmidas. Tali już zapomniała żenujące okoliczności zapoznania. Teraz był grzeczny, elegancki, czarujący, bywali razem na tańcach. Nigdy nie ośmielił się posunąć za daleko bo od początku mu powiedziała, że chce mieć jedynie partnera do tańca. Płaciła za wejściówki i ewentualne przekąski czy napoje bezalkoholowe.
- Tato, my tylko chodzimy razem na tańce - wyjaśniła.
-A ja sobie nie życzę - odrzekł stanowczo - będziesz dorosła, to będziesz się umawiać na tańce. A teraz proszę siedzieć w domu.
-Od razu widać jaka jestem dla ciebie ważna. Dobrze tatusiu, będę się umawiać na tańce gdy tylko zostanę uznana za dorosłą.
-Bez przesady.
-Oczywiście tato, kiedyś muszę się też uczyć i pracować.
-No - odrzekł zadowolony. Potem zaś powiedział Milarezie - zadbajmy aby nasze dziewczynki nie za szybko dostały prawa dorosłych.
-Masz na myśli ...
-Talinkę ale ...
-Talinka już ma te prawa.
Usiadł z wrażenia.
-A dlaczego ja nic nie wiem?
-Wiedziałeś. Musiałeś zapomnieć.
=============

http://b2.pinger.pl/57cf19b55f1446469fd164bb0feac57b/004.jpg
Czas biegł przynajmniej dla Walturiana i Milarezy szybko. Karuś skończył naukę i zajął się filmowaniem dalszej części historii Salwastura.
Tolo wyjechał do Arbland by tam studiować mechanikę precyzyjną. Tali zakończyła naukę na kursie fryzjerek a na wyższym kursie wybrała dekorowanie wnętrz.
Nauczycielki same jej podpowiadały, że powinna zmienić kierunek bo jako fryzjerka i kosmetyczka już jest znakomita.
Do Degeden zjechała Netusia. Pojawiła się w szkole już jako grafik, który miał własną wystawę
Po cichu koleżanki mawiały złośliwie - pewnie, jak się ma bogatych rodziców można mieć wystawy. Oficjalnie jednak okazywały jej przyjaźń.
Tali dotąd nie miała po za Milwaltdomem przyjaciółek i to się nie zmieniło w nowym składzie kursantek.
Nie zabiegała o niczyja przyjaźń. Przyjaciół miała w pracy i domu mimo, że niektórzy (Dagrida) byli gotowi informować rodziców o jej błędach.
Niestety Netusia nie była przyjazna. Nie podobało jej się to, że Nola i Tali są "kumpelkami"
Gdy zaanektowała pracownię Milarezy, Tali spytała - mama wie i się zgadza?
- A ty zajęłaś sobie 10 pokoi na swoje pracownie.
-Pięć i magazyn ale za zgodą rodziców. Dobra nie wtrącam się.
- No ja myślę. Masz sto pracowni a czepiasz się mojej jednej.
Tali zaczęła się rozglądać za domem do wynajęcia.
W tym czasie przyjechała mama ale na krótko i po to aby być przy Aldusi gdy będzie rodziła dziecko. Maluch dostał imię Euzibin bo tak się nazywał grany akurat przez jego tatę bohater. Mileareza była z Aldą przez kilka dni, potem zastapiła ją pielęgniarka (której zdążyła się przyjrzeć) i teściowa. Ucałowała dzieci, pożegnała sie ze wszystkimi domownikami i wróciła na Joksolanię.
Pewnego dnia Garmidas oświadczył Tali - musimy zerwać. Moi rodzice cię nie akceptują.
-No dobrze - odpowiedziała - jakby to dla niej był drobiazg. Miał prawo myśleć, że naprawdę się nie przejęła, pewnie dlatego dodał - chcą abym zabiegał o ambasadorównę bo czyni mi pewne awanse, no i wiesz ... Jej matka jest właścicielką teatru.Będę miał chody.
-No skoro wolisz Nolę to mam nadzieję ...
Chciała powiedzieć - mam nadzieję, że jej nie skrzywdzisz- ale wpadł jej w słowo - nie, mierzę wyżej. Będę zabiegał o Nety, ona zresztą jest mi bardzo przychylna.
-Tak szybko?
-Ty mnie chyba nie doceniasz, jesteś trudniejsza od Nety a nawet ciebie wyrwałem. Proszę cię zostańmy nadal przyjaciółmi. Z nikim nie rozmawia się tak dobrze jak z tobą.
-Nigdy nie byliśmy przyjaciółmi, choć mało brakowało a popełniłabym ten błąd i zaczęła ci się zwierzać. Na szczęście ty potrzebujesz wyłącznie słuchacza. Pozwól, że wstanę i powiem: do widzenia. Nie wracaj do mnie gdy ci się nie uda "wyrwać" Nety mimo, że robi ci awanse i jest przychylna.
-Tama nie gniewaj się, przecież tak naprawdę nigdy ze sobą nie byliśmy a ja muszę być posłuszny rodzicom.
-Już wszystko omówiliśmy, nie ma potrzeby tego drążyć: do widzenia.
-Chętnie zapoznam cię z kolegą.
Odwróciła się, trzasnęła go w twarz i dopiero, spokojnie z podniesioną głową wyszła z dancingu.

-Dziewczyna z charakterem - stwierdziła obserwująca tę scenę mama Garmidasa - szkoda, że tylko charakteryzatorka. Kim są jej rodzice?
-Nigdy o tym nie rozmawialiśmy.
-O, to faktycznie nie byliście przyjaciółmi. Po co się spotykaliście?
-Żeby potańczyć.
-A nie będę miała z tego wnuka?
-O ile wiem dzieci się z tańca nie biorą.

Tali popłakała sobie na łożu olbrzyma.
Zastała ją tam Dagrida.
-Co się dzieje? - Zapytała zaniepokojona.
-Rzucił mnie.
-Bo to nie był jeszcze ten jedyny. Czy aby cię jakoś dodatkowo nie skrzywdził?
-Wybacz Dagrido to nie są sprawy, które starsze osoby mogą zrozumieć.
Roześmiała się i przytuliła ją - ja nie zawsze byłam starsza. To raczej ty mnie nie rozumiesz.
Obchodzisz mnie i dlatego się czepiam. Czy on cię skrzywdził bardziej?
-Nie i ja nawet nie mam prawa mieć pretensji. W pewnym sensie to ja go wynajmowałam jako żigolaka.
-W jakim sensie?
-To trochę żenujące, chciałam potańczyć ... Nie płaciłam mu, tylko fundowałam imprezy.
-Nie rycz, może trzeba będzie w szkole zorganizować jakieś lekcje tańca dla zaawansowanych albo potańcówki w domu.
-Kiedy on mi się już naprawdę podobał i wiem, że gdybym mu powiedziała - jestem Tali Magnolia ambasadorówna, kocham cię - natychmiast by się oświadczył. Tylko ja tak nie chcę.
Wygadała się, uspokoiła i poszły na powidła.
Potem spróbowała pomówić z Nety. Nety była niesamowicie poprawna i nieszczera.

Wkrótce Tali udało się wynająć umeblowane mieszkanie, powiesiła na drzwiach tabliczkę: "Tama" i nawet zaprosiła tam koleżanki.
Potem z wolna zaczęła wywozić tam wyposażenie swoich pracowni w skrzyni swego autka i zmieniała jeden pokój w magazyn. W przynależnej do mieszkania komórce zamknęła sprowadzony z Rizy na adres tego mieszkania motorower. Kupiła i wprawiła nowe zamki za co dostała burę od właścicieli.
-A skąd wiecie? - Zdziwiła się - Wchodzicie tam pod moją nieobecność? Tego nie było w umowie.
Nie wynajęłabym mieszkania, gdybym wiedziała, że nie będę w nim bezpieczna.

Garmidas umówił się z Nety na pozowanie. Tali powiadomiona przez Nolę, próbowała zaalarmować ojca.
-Są sami? - Zapytał.
-Nie z Tanaretą i Rozem.
-No to wszystko w porządku. Nie przesadzaj z tą zazdrością.
Nocą Tali z pomocą cichych maszyn spakowała resztę wyposażenia pracowni i część sukien do auta dostawczego a potem jak co dzień wyjechała małym autkiem. Zwolniła się ze szkoły. Pieszo poszła do wynajętego mieszkania, motorowerem pognała do Milwaltdomu. Wróciła autem dostawczym, opłaceni robotnicy wnieśli paczki do wynajętego mieszkania. Odstawiła auto na miejsce a zabrała motorower. Jednak nie odważyła się zanocować w wynajętym mieszkaniu. Zrozumiała, że i później się nie odważy. Wróciła autkiem do domu. Tej nocy dobrze spała ale następnej wstawiła do pokoi po zlikwidowanych pracowniach meble, które były tam przedtem.
Tym razem ktoś to zauważył, nie był jednak pewien czy należy się tym faktem przejmować i powiedział tylko nazajutrz Tali - mogę ci wyznaczyć miejsce na pracownię w teatrze - po co masz trzymać maszyny do szycia, nitowaczki i co tam jeszcze masz w piwnicy.
-Świetna myśl - odpowiedziała - wyznacz.

=========
Nety została zaproszona do ciotki Garmidasa.
-Idziesz tam sama? - Zapytała Tali.
-Nie, z koleżanką. A co? Chciała byś iść? Masz tam opinię awanturnicy.
-Oczywiście stawałaś w mojej obronie? No, wiedziałam, na siostrę zawsze można liczyć. Poprawić ci kokardkę?
-Nie trzeba.
-Gdybyś potrzebowała pomocy gwiżdż. Od tego ...
-Daj spokój.
Tali nie mogła nic mądrego wymyślić by powstrzymać Nety od spotykania się z młodym aktorem, weszła więc do Karusia.
-Nety pojechała z wizytą do rodziny zainteresowanego małżeństwem z nią mężczyzny. Ja jej stamtąd nie wyciągnę bo wcześniej chodziłam z nim na tańce i zrobiłabym z siebie zazdrosną kretynkę.
-To może trzeba zawiadomić tatę?
-Tata uzna, że robię to z zazdrości. Bo to ja jestem be a Netusia cacy.
-No nie wiem - westchnął Karis, Tali poszła więc do Enilia i powiedziała mu mniej więcej to samo.
-Taty nie możesz zaalarmować? - Zapytał.
-Już ja go tak zaalarmuję, że przyleci łopocąc rzęsami - odpowiedziała i poszła się naradzić z Nolą.

Netusia źle się bawiła a nawet była wystraszona bo rodzina młodego aktora mówiła już o małżeństwie.
-A co będzie z Tamą? - Zapytała by przygotować grunt pod zerwanie.
-Tama nigdy nie traktowała mnie poważnie - wyjaśnił Garmidas -chodziliśmy tylko na tańce.
-On stawiał a jej to pasowało - stwierdził ojciec aktorczyka.
-O! Przepraszam, nie pomyślałam o tym, a ile już wydałeś na mnie? - Sięgnęła po portfelik.
-Ależ to zupełnie co innego - wykrzyknął skonsternowany ojciec.
-Nie, nie, nie. Trzy razy ciastko z kremem - po ile są ciastka lipetki? - spytała koleżankę a zresztą przyśpieszmy to trzy ciastka, dwa napoje, raz alkoholizowany, czekoladki, dwie wejściówki na tańce, dwa razy kino, raz karuzela. Czy wystarczy ...
-Nie obrażaj nas - powiedział ojciec młodzieńca.
Właśnie wtedy nieoczekiwanie pojawiło się dwóch gości.
Gdy ich zaanonsowano Netusia pobladła - Karis Lagengrit i Enilioborian dyrektor teatru.
- My tylko na chwilę - odważnie powiedział Karis - chcę was poinformować co moja siostra ma a czego nie ma. Ma rodziców, nie ma praw osoby dorosłej. Netusiu, zbieraj się, wracamy do domu.
Nie wypowiedziała ani słowa protestu.
-Przepraszamy - tłumaczył ojciec Garmidasa - to tylko niezobowiązująca wizyta koleżanek syna.
-Syn oczywiście wie, że jej mama jest właścicielką teatru? - Spytał Enilioborian i dodał - Netusiu nie każ nam czekać. Koleżankę też odwieziemy do domu.
-Ale ja jeszcze muszę się rozliczyć - przypomniała sobie Nety.
-Nigdy w życiu oburzył się ojciec Garmidasa.
-A jaka jest różnica w tym czy stawiał Tamie czy mnie? Kupuje coś przez to czy jak?
Zresztą to chyba on zerwał z Tamą. Tak przynajmniej twierdził. Ja nie znam aktualnych cen...
-Zadzwonię gdzie trzeba a ustalę - oświadczył Eni siadając. Nety rozliczyła się dokładnie, położyła pieniądze i wyszła.
=======

Po długich staraniach Garmidas wreszcie "przypadkiem" ją spotkał.
- Rodzice bardzo się gniewają? - Zapytał.
-Chyba nawet nie wiedzą. Teraz świat się kręci w okół Tali i nikt mnie nie zauważa.
-A kto to jest Tali?
-Duża córeczka tatusia. Umawiałam się z tobą tylko po to żeby zrobić jej na złość.
-Tylko na złość?
-Nie myślałam, że ty to traktujesz tak poważnie, ja jeszcze nie zamierzam wychodzić za mąż a wy już tylko o ślubie mówiliście. Pasowało mi, że Eni i Karuś po mnie przyjechali.
=====
- Nie spodziewałam się czegoś takiego po tobie
-powiedziała Rimella gdy jej Tali zakładła sztuczny nos - jak mogłaś rozkochać w sobie chłopaka, pozwolić by ci wszystko fundował a potem rzucić?
- Masz złe informacje. Fundowałam ja ale bez zobowiązań więc nie mam pretensji, że zrezygnował ze ...
Fidella pogardliwie wydęła usta - kupowałaś sobie chłopaka?
-To nie tak. Dużo pracuję, nie mam czasu się rozglądać, nawiązywać znajomości, uwielbiam tańczyć, on był pod ręką a ja więcej od was zarabiam.
Nawet nie wiedziała jakie wrażenie zrobiło na nich to ostatnie zdanie.
- Słuchaj, ja mam starszego brata - powiedziała po chwili jedna z aktoreczek - jeśli załatwisz mi rolę Tirisy ...
-Ty się przymierz do roli swatki w jakiejś sztuce. Mówię może ciut złośliwie ale całkiem serio. Byłabyś w tym naprawdę dobra a co do braci to ja też mam starszego, ładnie tańczy a w dodatku na zdrowie by mu wyszło bo za dużo w książkach siedzi.
A o roli swatki dla ciebie oczywiście pogadam, najwyzhttp://b2.pinger.pl/6209ce901a64a3e85687c68640daf3a8/005.jpgj odmówi.
- Enilioborian nie wystawia teraz odpowiedniej dla was sztuki - powiedziała pogardliwie Fidella.
-To sama wystawię.
-Ciekawe gdzie, bo teatr ma rozplanowane zajęcia na pół arla do przodu.
-To zrobię film.
-Ciekawe za co, aż tyle laleczko to nawet ty nie zarabiasz.
-Jakoś sobie poradzę.
Tali zapytała Enilioboriana czy naprawdę ma pozajmowane wszystkie terminy.
-Nie. A co?
-Tak mi się wypsnęło, że jeśli nie dasz Zafice roli swatki to sama wystawię jakąś sztukę.
-Wystaw Padpandelę.
-Tam nie ma roli dla swatki.
-No i co z tego? Ale są tańce i wnętrza do dekorowania a rolę swatki to ja Zafice dam, nie ma problemu, każę dopisać a dam, masz to załatwione. A co byś zrobiła gdybym nie miał wolnych terminów?
-Film.
- W następnym półarlu zacznij się uczyć reżyserii, będziesz dobrze wykształconym dyrektorem teatru.
-Ty jesteś dyrektorem.
-Kiedyś będę musiał odpocząć a ty przecież możesz być najpierw asystentem reżysera, potem reżyserem i zastępcą dyrektora, czas leci, wszystko się zmienia.
Garmidas zupełnie nieświadomy, że jest teraz ulubionym obiektem plotek kolegów spróbował zaczepić Tali.
-Wybacz mi chwilowe zauroczenie, ta debilka nie sięga ci do pięt - tłumaczył - może i jest ładna ale łatwa a ja takich nie lubię.
-A ja nie lubię kłamców, hipokrytów i oszczerców.
-Ciekawe ile takich farmazonów rozpowszechniasz na mój temat. Na razie wiem, że naciągam cię na pieniądze i ...
-Nie mówiłem nic takiego, mój ojciec uznał to za oczywiste. Pomyślałem, że tak jest godniej dla nas obojga bo dziewczyna nie powinna płacić.
-Ja tak nie myślałam, po prostu miałam więcej pieniędzy. Kochałam cię ale na szczęście byłam zbyt dumna aby ci to powiedzieć a teraz wiem, że byłeś moim największym błędem i wstydzę się tego.
Idź już bo to nie wróci. Żegnam.
Zatkało go.
================
Tali nakłaniana przez Enilioboriana by obrała sobie za cel zarządzanie teatrem i zaczęła dodatkowo chodzić na wykłady z prawa administracyjnego. Robiła staranne notatki, zadawała pytania.
Przez jakąś chwilę się zastanawiała czy nie iść na kurs prawa ale musiałaby wszystko zmieniać a przecież już miała wszystko zaplanowane do swojego spektaklu.
W czasie wakacji zajęła się szykowaniem scenografii i przygotowaniem do egzaminu z pierwszego nonestra nauki, bo na ten nonestr miała swoje wakacyjne plany.

http://b2.pinger.pl/bc1d6b69f5646ee79509b65183008da3/005.jpg
Netusia oczywiście po wakacjach musiała pracować ale tę pracę dawała jej mama - właścicielka wydawnictwa i sieci introligatorni, dla tych ostatnich można było ryć stemple na okładki toteż dziewczyna brała też lekcje rytownictwa.
Sądziła, że będzie już mogła być uznana za dorosłą ale rodzice uznali, że popełnili błąd przedwcześnie uznając za dorosłe Aldmarę i Tali.
Dlatego wstrzymali się z taką decyzją w stosunku młodszych dziewcząt. Nola to nawet nie piliła ale Netusia była rozgoryczona - mam cierpieć za to, że one nabroiły?
-To nie takie znów cierpienia - powiedziała Milareza.
-Ale ty kiedyś cierpiałaś?
-W moim przypadku chodziło o to bym miała prawa dorosłej wjeżdżając do Unasu, w twoim nie ma to znaczenia. Cierpliwie poczekaj, chyba, że też chcesz nabroić?
W sumie mało brakowało Netusia całkiem serio zainteresowała się jednym z nauczycieli, on nawet ją lubił bo była zdolna i pracowita.
-Któregoś dnia zapytał - ty chyba znasz Tamę bo was razem widziałem na mieście, mogłabyś mnie z nią skontaktować?
-Aż tak dobrze to się nie znamy.
To był tylko taki nieważny epizodzik a Netusia poczuła głębokie ukłucie w sercu i zrobiła kolejny wpis w swoim "pamiętniku" o tym jak Tamysza zdobywa serce nauczyciela.
Tymczasem Tama została po prostu poproszona o uczesanie narzeczonej nauczyciela do ślubu.
Netusia zrobiła nowy wpis - ach, on się żeni. Chciał tylko abym filmowała uroczystość. Łeb mu ukręcę albo jej, bo siebie przecież nie zastrzelę.
Stałam i gapiłam się na uroczystość a łzy kąpały moje oczy.
http://b3.pinger.pl/84f9d5cbb6274747465c28f3275567c9/Alagrif.jpg
Alagrif był zagniewany bo ojciec jak zwykle ustąpił Alafanie. Uważał ją za wybitnie zdolną bo na uroczystościach szkolnych czytała swoje wypracowania i recytowała wiersze.
-Chce się dziewucha kształcić, niech się kształci - powiedział.
-Ale dlaczego akurat w Degeden? - Denerwowała się matka.
-Spokojnie nasze wrogi na razie są na Joksolanii i szybko stamtąd nie zawrócą a w Degeden szkoła jest żeńska.
Alagrif też niech jedzie bo dziewuchy musi ktoś dopilnować.
-To ja mam do żeńskiej szkoły chodzić? - Denerwował się Alagrif.
-Remgel mówił, że chłopaki też tam chodzą, może jaką uczoną dziewczynę weźmiesz za żonę skoro ci żadna tutejsza nie pasuje.
-Też tata wymyślił, młody jeszcze jestem.
Nie było dyskusji. Ojciec postanowił a babka go poparła.
http://b3.pinger.pl/7bd9e96d8ec082b6bf564567251f817b/P1204030745249.jpg
Matka surowo nakazała aby występowali pod pseudonimami n.p. Alek i Ana z Goros i nigdzie się nie zdradzali kim są naprawdę. Kompletnie zaskoczyło Anę to, że na obranym przez nią kursie reżyserskim są oprócz niej jeszcze tylko trzy dziewczyny. Dwie rozchichotane stały w kątku. Alka zagadnął jeden z kolegów i zaraz tak się stało, że znaleźli się się w otoczeniu chłopców wypytujących skąd pochodzą i dlaczego chcą być reżyserami, Odpowiadał głównie Alek, trochę nałgał ale nie za dużo, odwzajemniali się podobnymi pytaniami i wtedy pojawiła się ta trzecia dziewczyna.
-Widzieliście to dziwadełko? - Spytał jeden z chłopców. A dziwadełko podeszło prosto do nich aby się przywitać, zrobiono jej miejsce - jestem Tama - powiedziała - pracuję w teatrze jako charakteryzatorka.
Właściwie dziwne w niej było tylko to, że jej czoło zasłaniała szeroka przepaska zrobiona ze zwiniętej chustki a stopy miała bose
i nieproporcjonalnie duże w stosunku do dłoni.
- Znasz tam reżyserów? - spytała Ana
-Znam.
-Bardzo wymagający?
-Mniej niż niektóre aktorki. Reżyser powie po prostu - ma wyglądać jak dziumdzia - i więcej się nie interesuje ale z aktorkami jest różnie. Nadchodzą czasy kiedy ja nimi porządzę.
Roześmieli się i zaczęli przedstawiać - Garon,
Liunger, Alafana, Wiklud, Alek.
===========
Dziewczęta zajęły miejsca obok siebie przy narożniku w którym siedziała dama. To ona im wskazała te miejsca i przy okazji przedstawiła się - jestem damą klasową, mam na imię Derdeta, moim zadaniem będzie opieka nad waszą grupką, od razu powiem, że nie toleruję ekstrawagancji - przedstaw nam się - zwróciła się do Tamy.
-Tama z Degeden.
-Proszę iść założyć buty i zdjąć opaskę.
-Buty mam na nogach - wyjaśniła grzecznie - to taki specjalny typ.
-Nie czaruj mnie.
- Mogę je zdjąć bo mam czyste skarpetki.
Wszyscy kursanci się roześmieli. A Tama wstała, kucnęła i ściągnęła jeden bucik wyobrażający gołą stopę.
-O przepraszam skarpeta zeszła mi z butem - tłumaczyła grzeczniutko.
A przepaska musi zostać bo inaczej włosy by mi w oczy wchodziły.
-To uczesz się jak ta dzieweczka Derdeta wskazała Anę. Ona autem nie jeździ, za to ubrać się potrafi, ciekawe jak zarabiasz na te swoje gadżety.
Ja cię już od dawna obserwuję. Jeździsz do domów na jakieś dwa trzy tempry, kogo tam odwiedzasz?
Podobno pewien reżyser daje ci wysoką pożyczkę, czy to aby na pewno jest pożyczka?
-Pozwolę sobie wyjaśnić - delikatnym tonem odpowiedziałą Tama - jestem fryzjerką, kosmetyczką, dekoratorem wnętrz a przy tym pracuję jako charakteryzatorka w teatrze.Częściowo w ramach etatu ale aktorów nie zatrudnionych w teatrze charakteryzuję odpłatnie. Pożyczkę brałam z teatru bo akurat potrzebowałam większej gotówki. Już jest spłacona,
-No ciekawe.
-Skończyłam wyższy kurs w zakresie usług domowych. Wydatki mam duże to mi praca charakteryzatorki w teatrze nie wystarcza i w ramach usług domowych czeszę damy, to moje główne zamówienia ale inne też są legalne i zgodne z moimi kwalifikacjami.
-Z kwalifikacjami?
-Tak mam bardzo wysokie, nawet na prawie też się znam z tym, że administracyjnym a pomówienia podlegają pod ... - tłumacząc to ani odrobinę nie uniosła głosu, nie widać też było na jej twarzy kpiny ale Derdeta poczerwieniała.
-Tama co ty wyprawiasz? - Usłyszeli męski głos - w tej chwili zakładaj swoją bosonóżkę i bez wygłupów proszę. Tolerujemy tu różne dziwactwa ale ściąganie butów tuż przed zajęciami jest niezbyt mądre, jeszcze cię kto nadepnie. Na przykład ja.
Ja się nazywam Enilioborian, Tamę znam bo to mój pracownik, kogoś tam jeszcze znam a resztę zdążę poznać.
Rozmawiając z matką przez milanderłącze Ana opowiadała głównie o Tamie i jej cudownych butach wyobrażających gołe nogi.
Nazajutrz Tama miała inne ale z przepaski nie zrezygnowała. Derdeta to przemilczała
Wkrótce Tama zaprosiła wszystkie dziewczęta z kursu do swojego mieszkanka.
Arsadara przyszła z kolegą - trochę jestem zaskoczona - stwierdziła Tama - no ale trudno będziesz musiał wypróbować damskie rozrywki.
Jeden pokój miał kilka stanowisk do charakteryzacji.
Bianona i Ana od razu rzuciły się do luster.
-Bawcie się dobrze - powiedziała Tama i wyszła do kuchni smażyć z przygotowanego ciasta pączki.
Liu wyciągnął alkohol i krzyknęł na Tamę czy ma kieliszki.
Natychmiast do nich weszła.
-Schowaj - poleciła bardzo stanowczym tonem - a jeszcze lepiej wylej.
Alafanie bardzo się ta stanowczość podobała.
Bianona za to spytała kpiąco - no coś ty, wymiękasz?
Zaś Arsadara - nie wygłupiaj się, chyba masz tu jakieś kieliszki?
-Arsadaro to ja tu jestem gospodynią i ja odpowiadam za przebieg spotkania, Liu nie był zaproszony i żądam aby opuścił moje mieszkanie.
To nie jest żadna speluna - Wyjaśniła Tama.
Arsadara i Bianona wyszły z chłopakiem.
Alafana jeszcze została i pomogła Tamie posprzątać.
-Odważna jesteś - stwierdziła.
-Nie, po prostu chciałam się z wami zapoznać a nie popić. Nie spodziewałam się, że to tak wyjdzie.
Od następnego dnia Tama stała się obiektem kpin za to Alek zaczął nosić opaskę z szalika na czole.
- Jakiś stuknięty - powiedziała dziewczętom Derdeta - w dodatku posługuje się pseudonimem ale to chyba teraz modne nawet wśród was, już ja takie anonimy rozszyfruję.
Wkrótce Tama wyjechała.
Liu spytał, któregoś dnia na zajęciach Enilioboriana - a gdzie się podziała ta zabawna charakteryzatorka z szeroka przepaską?
-Tama? O ile wiem bierze udział w pracach polowych
ale bez obaw, przerobiła materiał w wakacje i nie będzie miała zaległości.
-A to nie mogła w wakacje popracować w polu?
-A myślisz, że ja się na tym znam? Dla mnie ważne, że materiał ma przerobiony.
Wreszcie wróciła, pięknie opalona ale jak niektórzy zauważyli z "delikatniutkimi rączętami".
Alafana już się na nią doczekać nie mogła bo Arsadara i Bianona trzymały razem ona zaś czuła się osamotniona. Tama od razu rzuciła się w wir pracy, reżyserowała sztukę. Dla uczennicy z pierwszego półarla kursu niższego to był szczególny przywilej. Normalnie reżyserowała sztukę.
Alafanie udało się zostać pomocnikiem reżysera.
Oczywiście pochwaliła się mamie. Była zauroczona Tamą a mama cieszyła się, że nawiązała kontakt z tak wartościową dziewczyną.
O jednym jednak Alafana mamy nie poinformowała. 0 tym, że niektóre dzieci Milarezy były w Degeden. Nie chciała matki denerwować, wolała opowiadać o swojej pracy u boku Tamy, zresztą nie widywała milarezjan.
- Trochę mi dokuczają koleżanki w szkole, że się najęłam za sprzątaczkę i zaopatrzeniowca - zwierzała się - ale już wiem, że taka praca jest uznawana przez dyrekcje szkoły, więc jeśli się utrzymam na niej w przyszłym półarlu to będę mogła kontynuować naukę. Chyba nie powinnam kaprysić?
-Skończ szkołę a później pokaprysisz. Ciężkie jest te sprzątanie?
-Nie. Teatr ma maszyny sprzątające a Tama uczy mnie je obsługiwać.
-O, kochana, kto wie czy koleżanki nie chcą cię na tym stanowisku zastąpić. Ciesz się, że pracujesz i trzymaj się tego.

Najdziwniejsze było to, że ilekroć chciała odwiedzić Tamę zastawała zamknięte drzwi, może po tym pierwszym doświadczeniu Tama nie chciała nikogo wpuszczać?
Pewnego razu przypadkiem zobaczyła jej autko i weszła. Tama nie miała akurat czym ją poczęstować więc wyszły do ciastkarni a tam ich szkolny kolega Garon grał na organkach jakąś melodię i miał przed sobą kapelusz na datki. Udawał,że ich nie widzi, Tama nie wiele myśląc podeszła rzuciła monetę i zaśpiewała głupawą piosenkę pasującą do tej melodii: "Lecą pszczoły, lud wesoły, lecą złotym korowodem by spróbować ciastek z miodem. Lecą pszczoły z brzękiem skrzydeł bo skosztować chcą powideł. Lecą pszczoły do szarlotki i na wszelki wyrób słodki, a ja chwycę w łapy kiecę i na ciastka też polecę."
To nie tak leciało -oznajmił jakiś mężczyzna, Tama podsunęła mu kapelusz, wrzucił monetę i zaśpiewał coś o złej dziewczynie.
Tama poczęła bić brawo i rzuciła monetę. Inni się do braw dołączyli, niektórzy dorzucili coś do kapelusza.

-Fajrant - krzyknęła jak do swoich aktorów - a w stronę lady - trzy ciacha ze szpinakiem i ciepłe napoje.
-Nie cierpię szpinaku - odrzekł kolega - ale zjem, żeby ci nie robić przykrości a jakiś kieliszeczek?
-Aż tak szerokiego gestu to ja nie mam.

- A to łobuziara - zaśmiał się Alek gdy mu o tym Ana opowiedziała.
http://b3.pinger.pl/17d325549a0bb0a0c92aa7381dd7ffb9/Alagrif.jpg
Alek kręcił się w okół teatru by znaleźć jakiekolwiek zajęcie. Tama się nad nim zlitowała i powierzyła rolę inspicjenta dając mu dokładne notatki i każąc się przygotować.
-Bałem się, że da to Garonowi bo jest biedny - zwierzył się siostrze Alek.
-Może by tak było gdyby Garon nie przymówił się o kieliszeczek - odpowiedziała - Tama nie chce pijaczków w zespole.
Alek był wręcz uszczęśliwiony i to nie dlatego, że inaczej po półarlu wróciłby do domu i musiał wysłuchiwać, że jak zwykle siostra jest obrotniejsza. Było coś ważniejszego - Tama mu się podobała a jak na razie jedyne co robił w tej kwestii to noszenie opasek czy się to komuś podobało czy nie. Teraz przynajmniej był blisko niej lecz wciąż nie odważał się na okazanie głębokiej sympatii. Starał się tylko wykuwać na pamięć swoją rolę i jak najlepiej wywiązywać ze swoich zadań gdy już sztuka została wystawiona.
A jednak jeden z aktorów zwrócił mu uwagę, że się na Tamę zagapia.
Wkrótce trafił się ktoś co się zagapiał na
niego. Spotkali się gdy ona wbiegała po schodach z teką, on zbiegając niechcący potrącił tą tekę, rozsypały się rysunki, pomógł je zbierać. Nie dało się nie zawiesić na niej oka ale tak tylko popatrzył i zaraz zapomniał, na świecie było mnóstwo pięknych dziewcząt. Tama tylko jedna.
Jednak dziewczyna o nim nie zapomniała spotykali
się "przypadkiem" co najmniej raz dziennie.
Nawet mu się przedstawiła - Nety Walturianówna. Zupełnie niepotrzebnie bo już wiedział kim jest.

Pewnego dnia podwiozła go do teatru. Tama widziała jak wysiadał a potem zapytała czy jest zainteresowany tą dziewczyną.
-Raczej ona mną - odrzekł - pomogłabyś mi zrobić jej psikusa?
-Jakiego?
-Umówiłbym się z nią, że mnie gdzieś podwiezie a ty byś podjechała swoim autkiem i wsiadłbym do ciebie. Powiedziałbym, że jesteś moją dziewczyną.
-Przecież nie jestem.
-Chciałbym abyś była.
-A ona co ci zrobiła?
-Jest namolna i pochodzi z paskudnej rodziny.
-Bo ja wiem ...
-Zapewniam cię, że paskudnej, intryganci, oszuści, moja babka siedzi przez nich w wieży.
-Za co? - Pytała z czarującym zdziwieniem.
-Przez ich intrygi.
-A oficjalnie?
-Nawet nie wiem.
-To powinieneś sprawdzić. Nie pomogę ci skrzywdzić Nety, nie bawię się w intrygi, i ty jeśli chcesz ze mną pracować też się w to nie baw. Odwróciła się i odeszła.
==========
/877c5cad02b873fff12f9f4a190809aa/005.jpg
http://b4.pinger.pl

Tali przyjęła do pracy syna Grifany - powiedziała Netusia - i robi mi awantury, że chcę go jej odbić.
-Nety streszczaj się - powiedziała Tali wchodząc niespodziewania do pokoju - chodzi o to - zwróciła się do ojca, że Nety cacy Tali be, a teraz poproś mamę.
-Mamusia ma ważną telekonferencję, powiedz mi Talinko przecież jesteś moją dużą córeczką i zawsze się dogadywaliśmy. Jeżeli to konieczne wywołam mamusię ale przecież jestem już stary, zrozumiem cię.
Wytrzeszczyła na niego oczy bo przesadzał z tą starością.
-Kto ci to wmówił? .... Ty spytała Netusię.
-Jak mnie możesz oskarżać?
-Osoba będąca intrygantką i manipulantką musi się liczyć z tym, że będzie podejrzewana nawet o te podłości, których nie zrobiła.
-Dlaczego mówisz, że jestem intrygantką?
-A dlaczego ty nastawiasz przeciwko mnie mojego ojca.
-Żebyś ty nie przyleciała pierwsza i na mnie głupot do mojego ojca nie nagadała.
-Ja akurat nie jestem twoim wrogiem.
-A dlaczego trzymasz z Nolą?
-A dlaczego ty nie trzymasz z nami?
-Talusiu co się stało? - Spytał Walturian.
-Sprawa jest trudna i delikatna. Zdaje się, że omyłkowo zatrudniłam syna Grifany a Netusia się w nim zakochała.
-Nieprawda - krzyknęła Netusia.
-Jak to omyłkowo? - Zapytał Walturian.
-On być może nadal nie wie u kogo się zatrudnił.
Oboje używamy pseudonimów. On się zwie Alek z Tolimanii, doskonale wie kim jest Netusia i chętnie sobie z niej zakpi. Proponował mi współudział. Nie mogę go zwolnić bo nie mam podstaw, nie mogę zabronić Netusi łażenia za nim.
-Nie łażę za nim!
-Owszem łazisz! Jest jeszcze dziewczyna ale to nie jest taki problem. Na początku kiedy mi się przedstawiała powiedziała - Alafana.
W dokumentach szkoły figuruje jako Ana Fala. Zaprzyjaźniłyśmy się. Tak wyszło, na kursie jest nas cztery, ona najlepiej ułożona.
http://b1.pinger.pl/bee36a6cead13c4c5222eef3f6c95080/001.jpg


Krótko po telekonferencji na której zostały omówione dalsze plany ambasady Koror otrzymał prośbę Milarezy o zwolnienie ze stanowiska ze względu na problemy rodzinne.
-Zagwizdał do niej - Co tak nagle? - Zapytał.
-Kłopoty z dziećmi. Obawiamy się poważnych komplikacji. Tam nie znajdziemy dostatecznego zastępstwa a tu Leokaster doskonale mnie zastąpi. Przejął część moich metod, te które sam proponuje są dobre.
- No trudno. Dla własnego dobra zrób inwentaryzację i sfilmuj ją Film musi być chroniony przed zniszczeniem i nie traktowany jako poufny. Próbuj dogadywać się z dziećmi przez milanderłącze, proś o pomoc przyjaciół. Nie możesz wyjechać tak jakbyś uciekała. Oczywiście zabierz swój sprzęt. Moje polecenie ma się znaleźć na początku filmu.
-Niepokoisz mnie.
-Zrób co kazałem. Jeżeli nie nagrałaś rozmowy, przesyłam ci nagranie.
========

-Ku zaskoczeniu wszystkich mieszkańców ambasady zarządziła kolejną inwentaryzację.
-Zabierasz większość monitorów? - Spytał zaskoczony Leokaster.
-Koror polecił mi zabrać mój sprzęt wstawiony do ambasady. Wyposażyłam ją lepiej niż chciał za to płacić i prawdę mówiąc większości urządzeń potrzebowałam ja z rodziną do prywatnych celów. Może uda ci się wyprosić dodatkowe fundusze.

Na wszystko miała dokumenty. Zresztą na tyle obudowy każdego sprzętu było napisane co jest własnością ambasady, co jej a z inwentaryzacji wynikało, że niczego co jest własnością ambasady nie brakuje. Ustępująca ambasadorka wykonała wszystko tak jak polecił Koror a w tym czasie jej przyjaciele czuwali nad dziećmi. Zwłaszcza nad Netusią, której Milareza zleciła grafiki do dzieł literackich. Dagrida dopytywała się jak jej idzie a Sewilanta pewnego razu wprost jej powiedziała - nie biegaj za tym chłopakiem bo to się rzuca w oczy i możesz się stać obiektem kpin, zwłaszcza, że on nie odwzajemnia tego uczucia. Co gorsza jest zagapiony w Tali i ona może cię zacząć podejrzewać, że chcesz jej odbić każdego epuzera.
-Nie zauważyłam aby mieli się ku sobie.
-Bo nie bywasz tyle w teatrze co my.
Enilioborian czuwał nad Tali. Przyglądał się próbom Robił uwagi, podpowiadał co zmienić, omawiał ich błędy na lekcjach. Alka to deprymowało ale Tama znosiła całkiem dobrze a nawet wchodziła w dyskusje.
==============

Na koniec pożegnali się z Joksolańczykami. Tak wypadało, no i z Norbą się jeszcze chcieli ostatni raz zobaczyć.
-Czy wiesz Milarezo, że moja synowa nie chce nosić rzeczy amarantowych bo to twoja barwa? - Zapytał król Hodrero.
Uśmiechnęła się do Norby - władca Joksolanii i jego rodzina mają prawo nosić szaty we wszystkich kolorach - wyjaśniła i zdjęła naszyjnik z kamieniami o amarantowej barwie oprawionymi w złoto a następnie zapięła na szyi Norby.
Popłakały się obie - dlaczego Koror cię odwołuje? -Pytała Norba - przecież był z ciebie zadowolony.
-Nie, to ja rezygnuję. Nie możemy wiązać przyszłości naszych dzieci z Joksolanią bo kiedyś i tak musielibyśmy ją opuścić a chcemy je mieć blisko. Funkcja ambasadora nie jest dożywotnia. Nasze dzieci są w trudnym wieku, chcemy być przy nich i je wspierać.
-Nawet Koror musiał to zrozumieć - dodał Walturian.
-Chyba ma własne problemy z dziećmi - orzekł Hodrero.

http://b1.pinger.pl/473380383fa8c37288f072aae6348c7c/003.jpg
Ana przerażona tym co zrobiła zagwizdała z autka Tamy do matki wprowadzając jej kod i usłyszała pytanie - czy na pewno chcesz się połączyć z użytkownikiem o kodzie Grifana?
-Tak na pewno - odpowiedziała niecierpliwie.
-Jest na liście niebezpiecznych.
-Łącz!
Szokowało ją to oświadczenie ale już nie miała czasu rozważać, matka się zgłosiła.
-Co za zaszczyt - powiedziała kpiąco - czego chce ode mnie ...
-Pomocy - wrzasnęła Ana nie pojmując tej złośliwości.
-Co się stało? - Krzyknęła zaniepokojona matka
- wyjechałam aby kupić deski.
-Co?
-No deski, nieważne. A jakiś pajac lazł ulicą w jaskrawym stroju, walił w bęben i wrzeszczał: Mój brat został arandem. Milaryk Siegrid jest arandem.
Małe dzieci szły za nim, chłopczyk walił w talerze dziewczynka dzwoniła dzwonkiem. Pojechałam za nimi kawałek, ta mała w końcu się zmęczyła i usiadła na środku jezdni a ja się nią zajęłam.
-Przecież nie masz jej gdzie ukryć! Zapamięta cię?
-Nie wiem.
-Wypuść i wszystkiego się wyprzyj.
-Mamo niedługo zrobi się ciemno, nie wiem gdzie jestem, dziecko się zgubi.
-Tym lepiej a chociaż kupiłaś te deski?
-Nie.
-Niedobrze. Wypuść tą małą powiedz, że stolarza nie było, bo nie było skoro lazł i się wygłupiał.
Czekałaś na niego ale go nie było więc wróciłaś z niczym.
-A to brat Milaryka jest stolarzem?
-Tak ty trąbo. Rób co ci każę i to szybko.
Nie mogła, Chwilę siedziała w aucie nie wiedząc co począć.
Może zaczekać aż Tama skończy próbę? Spróbować dotrzeć do teatru a może do naczelnika?
Mała marudziła, że chce jeść, potem chciała siusiu i trzeba było skorzystać z marnej ochrony przydrożnego krzaczka.
-Trzeba znaleźć jakąś piekarnię albo serownię, albo ciastkarnię, cokolwiek - pomyślała Ana.
Obok zatrzymało się zielone auto.
-W czymś pomóc? - Spytała kobieta.
-Tak błagam, muszę znaleźć najpierw sklep z żywnością a potem pałac naczelnika albo warsztat stolarza.
Mała przybiegła do nieznajomej - chcę jeść!
-To twoje dziecko? - Zapytała kobieta.
-Nie ciociu, ja jestem mamusi i tatusia. Ja jestem Tasia! Zawieź mnie - szarpnęła ją za spódnicę dziewczynka.
-Zgubiła się - wyjaśniła Ana.
-Zajmę się tym.
-Jej ojciec jest stolarzem.
-Ważna wskazówka. Damy radę. Jedź za nami .
Kobieta jechała pewnie, Ana jednak zaczęła mieć wątpliwości czy słusznie powierzyła jej maleństwo. Przecież jej nie znała.
Zajechały przed jakiś dom, przy bramie czekała kobieta, wypuszczona dziewczynka pobiegła do niej wrzeszcząc - mamusia.
Kobiety sobie pomachały.
- To gdzie teraz? - Spytała Anę ta z zielonego auta.
-Powinnam jeszcze kupić deski i wracać do teatru.
-Desek to już dziś nie kupisz. Mieszkasz w teatrze?
-Nie w bursie.
-To jedziemy do bursy.
-Autko muszę oddać.
-Jutro oddasz. Przecież już wieczór. I tak się będziesz w bursie tłumaczyć. Powiadom właścicielkę auta.
Zagwizdała do Tamy.
-Nawaliłam - wyjaśniła od razu.
-A co się stało?
-Nawet nie pytaj. Autko jest całe, stoi przed bursą. Czy muszę je dziś dostarczyć przed ten dom, w którym mieszkasz?
-Nie.Przyjedź nim jutro do szkoły.
-Nie mam desek.
-Poprosiłam mamę i kupiła.
W szkole przed lekcjami Ana przyznała się Tamie, że miała w aucie dziecko i ono zwymiotowało na pelerynkę (wożoną przez Tamę w aucie), którą je otuliła.
-Nie będę zdziwiona, jeśli mnie wywalisz - powiedziała a kolega, który przechodził obok raptownie się zatrzymał - mogę zająć jej miejsce - powiedział.
-Nie, najpierw muszę jej ze dwa razy dać w łeb a potem zwolnię - oświadczyła Tama - już ją we wszystko wprowadziłam, kogoś nowego musiałabym uczyć od nowa ale może gdy już będę robić filmy pomyślę o tobie.
-O, to masz wysokie aspiracje - wtrącił się inny.
- Czasem karierę trzeba zacząć od stanowiska sprzątaczki.
-Byłaś najpierw sprzątaczką?
-Kiedy trzeba to jestem.
=========

Tym razem Ana zastała w pracy jeszcze jedną osobę. to była kobieta, która pomogła jej oddać dziecko i trafić do bursy. Tym razem miała na czole szeroką wzorzystą przepaskę, suknię w tych samych barwach i bosonóżki. Wyglądała jak starsza wersja Tamy.
Poprosiła ją o chwilę rozmowy.
-Możemy przejść do twojej pracowni? - Zapytała Tamę.
-No jasne - padła odpowiedź.
Usiadły, kobieta zapytała ją jak się czuje w szkole.
-Gdyby nie było Tamy czułabym się obco a i teraz mam wrażenie, że pozornie życzliwi koledzy czyhają na moje miejsce.
-Córka mi już to dawno mówiła. Chciałabym cię zapytać dlaczego wczoraj to zrobiłaś. Bo ty porwałaś Tasię. Prawda?
Zaufała tej kobiecie, było w niej coś co budziło zaufanie.
-Nasze rodziny są skłócone. W zasadzie powinnam uznać, że mnie to nie dotyczy ale kiedy zobaczyłam tego mężczyznę jak idzie i wrzeszczy, że jego brat został arandem coś mnie dźgnęło. W dodatku wcale nie zważał na swoje dzieci.
-Jest upośledzony umysłowo - kobieta powiedziała to zwyczajnie bez kpiny czy zażenowania, raczej ciepło.
-Jego prawdziwi rodzice nigdy go nie uznali a gdy się urodził napisali prośbę o uśmiercenie.
-Jak to? Gdzie tak można? - Ana była wstrząśnięta, komu innemu by nie uwierzyła. Jeszcze do niej nie docierało dlaczego ta kobieta tak dużo wie.
-W Unasie czyli po naszemu Bakarabesz. Tam było wtedy troje dzieci skazanych na śmierć a wykonanie wyroku zlecono młodej lekarce Rezeryce. Naczelny lubił się nad nią poznęcać. Wiedział, że chce tego chłopczyka usynowić i właśnie dlatego wyznaczył ją. Nie była w stanie, szukała drogi wyjścia. Milander wówczas na polecenie Orborta interesował się dziewczynką z tej trójki bo była z nim spokrewniona, nazwali ją Cypryla a mnie wzięli żeby nie mieć wyrzutów sumienia - teraz już wszystko było jasne ale Ana nie znała tej historii, słuchała w napięciu.
-... Nie wiedzieli jeszcze, że się pobiorą więc dali mi takie imię jakie powinna nosić ich najstarsza córka. Właśnie mnie je dali jako przeprosiny, że byłam tylko dodatkiem.
Mnie i Cyprylę zabrał Orbort. Jednak Milander dbał o zapewnienie mi uczciwych, miłych opiekunek a z czasem też guwernantki. Kupował mi też stroje, obsypywał prezentami jakich nie dostawała twoja matka. Moje życie mogłoby być całkiem znośne gdyby nie twoja babcia. Z jakichś powodów uznała,że jestem pod jej opieką. Surowo karała mnie za najdrobniejsze wykroczenia. Jej dzieci lubiły mnie obciążać swoimi winami choć ich nigdy tak okrutnie nie karała. Starała się za to wykazać, że pozostaję za nimi daleko w tyle.
Nie lubiła też mojej przybranej matki a ona z kolei nie należała do kobiet, które dają sobie w kaszę dmuchać. Długo mogłabym ci opowiadać historię tej waśni ale skrócę: moja rodzina występowała zawsze otwarcie, nikogo nie pory...
Nie! Nie mam na myśli ciebie. Najpierw porwano Waltarezę, potem Rezemilę z Waltarezą i Rezewaltą.
Ciosy ze strony twojej rodziny spadały znienacka gdy już się nam wydawało, że o sobie nawzajem zapomnieliśmy.
Wrócę do Irbisa. Jego biologiczna rodzina chciała aby go zabito, a on sobie żyje, zarabia na utrzymanie rodziny, całkiem nieźle prosperuje i miewa swoje drobne radości.
Uśmiechnęła się - co cię właściwie zezłościło w tym, że tłukł w bęben?
Przecież nie robił tego na złość twojej rodzinie.
A to czy Milaryk jest czy nie jest arandem też nic dla waszej rodziny nie zmienia.
Zastanów się czy warto nosić w sercu nienawiść i to na dodatek nie własną tylko cudzą? Na razie wracaj do pracy. Możliwe, że będę cię chciała odsunąć od Tali ale to raczej nie ze względu na twoje winy ani z nienawiści i nie tak aby cię skrzywdzić. Chcę chronić moje dziecko i wcale nie przed tobą. Ostrzeż brata, że wyleci przed czasem jeżeli będzie próbował się zbliżyć do którejś z moich dziewcząt.
Doprawdy nie wiedziała jak to zrobić ale Alagrif odezwał się pierwszy - Milareza opuściła Joksolanię. Oficjalnie ze względu na sprawy rodzinne.
-Ty ją tak przypiliłeś.
-Cooo?
-Powiedziała mi, że wylecisz z pracy przed czasem jeżeli zbliżysz się do którejś z jej dziewcząt.
-Nety sama za mną biega.
-Sam mówiłeś, że przestała.
-No i lepiej bo żadna z córek Milarezy mnie nie obchodzi.
-Nie byłabym taka pewna. To wcale nie przypadek, że Enilioborian przyłazi na próby.
-Nie chcesz mi chyba powiedzieć ...
-Niestety Tama to pseudonim.
-Niemożliwe, córka Milarezy się tu wychowała. Musi mieć jakieś szkolne koleżanki, któraś by ją rozpoznała.
-Degeden jest duże, ona mieszkała na peryferiach a ostatnio długi czas spędziła na Joksolanii. Po za tym nosi się trochę ekstrawagancko a Tali mogła być jak Nety uczesana w warkocz i kto wie czy chodziły do szkoły.
-W Karebordze to jest obowiązek.
===========
Mama ponaglała ją do wyjazdu - przez ciebie Alagrif tam siedzi - mówiła - bo chce na ciebie uważać.
-Niech on lepiej uważa na siebie - zezłościła się
Alafana.
Rzeczywiście jeżeli Alagrif na kogoś uważał to nie na siostrę.
===========
JUNJA
-Ja cię skądś znam - powiedziała Junja na widok Tamy.
-Możliwe. - Odpowiedziała Tali - Jak czeszemy? Mam tu wzory fryzurek, osobiście polecam dla mamy tą, dla córki tą.
-Chcę koronę - powiedziała Faraga i Tama zabrała się do pracy.
Junja obserwowała ją.
-A nie byłaś moją uczennicą?
-W szkole usług domowych? Nie, raczej nie.
-Jesteś w szkole usług domowych?
-Już ukończyłam. Czy taki splot będzie dobry?
-Mnie się podoba. Naprawdę mam wrażenie, że się znamy.
-Zapewniam, że nie należałam nigdy do kręgu twoich znajomych, jeżeli się spotkałyśmy to raczej incydentalnie, raz chyba w holu szkoły filmowej. Zastanawiam się co zrobić z tym pryszczem, dać mu spokój, zamalować czy zakleić?
-A to jej nie zaszkodzi?
-Nie, stosuję kosmetyki i naklejki łagodne a nawet lecznicze. Na wszelki wypadek mogę wypróbować na ręku, w miejscu, które będzie zakryte i gdy skończę czesać zobaczymy czy wszystko jest w porządku. Spięła włosy sporym spinaczem i maznęła we wskazanym miejscu rękę Faragi a obok przykleiła gwiazdkę po czym usunęła spinacz i kontynuowała pracę.
Czy zechciałaś już wybrać fryzurę dla siebie? - spytała Junję
-Zaufam ci, niech będzie ta, którą ty wybrałaś.
- Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz.
=======
 

 



No i co rozszyfrowałaś ją? - Zapytała Derdeta przyjaciółkę na weselu.
-Nie. Mam wrażenie, że była wśród moich uczennic ale nie mogę sobie nic o niej przypomnieć a ona też mi tego nie ułatwia. W każdym razie fryzjerką jest doskonałą.
-O, tak i powiem ci, że twoja fryzura choć skromniejsza bardziej mi się podoba, pasuje do ciebie.
-Nie ty pierwsza mi to mówisz.
Wkrótce i to całkiem przypadkiem udało się Derdecie dowiedzieć kim jest Garon.
-Powinnyście zachować w stosunku do niego dystans - powiedziała dziewczętom - to syn zamiatacza ulic i handlarki. Zarabia żebrząc.
Chłopak właśnie wchodził i Tama pomachała mu ręką.
-Tamo jak ty się zachowujesz - oburzyła się Derdeta - twoją tożsamość też znam ale ty przynajmniej sama masz uczciwy zawód.
-Sugerujesz, że praca moich rodziców nie jest uczciwa?
-A dlaczego się ich wstydzisz?
-Nie wstydzę się tylko wyrabiam sobie własną pozycję. Tak zresztą jak ty.
-Ja nie używam pseudonimu.
-Pseudonimu nie ale kamuflażu tak. Zwiesz się damą klasową a kim jesteś? Detektywem na własne zlecenie i to przesadnie podejrzliwym.
-Jesteś bezczelna.
-Bo wzburzona - poinformowała Tama bez unoszenia głosu - Gdy jadę do klientki by ją uczesać
to ją czeszę a nie wchodzę do kuchni aby gotować zupę. Nie sądzę aby szkoła zatrudniła cię w celu inwigilowania uczniów.
Derdeta poczuła jeszcze większy gniew na Tamę.
Tymczasem Tama miała za dużo pracy by przejmować się Derdetą uwijała jak w ukropie, charakteryzując aktorów i udzielając ostatnich rad. W czasie samego spektaklu współpracowała z Alkiem obserwując przy tym jak sobie radzi.
Anę szykowała na inspicjenta nowej sztuki.
Na wakacje wyjechała bez pożegnania tylko po solidnej naradzie zespołu na temat zadań każdego jej członka na następne półarle.
-Tym razem Alku ty będziesz reżyserował, Garon będzie twoim pomocnikiem i macie się szanować.
Dla siebie zachowuję rolę szefa.
-Skąd ty na to bierzesz pieniądze? - Spytał Garon.
-Spokojnie, wszystko jest z uczciwych źródeł, gdy przyjdzie czas wyjaśnię.
Netusia ciężko przeżywała popełniony błąd. Tali się zbytnio nie przejmowała.
-No szkoda Joksolanii - przyznała - ale przynajmniej dobrze wykorzystałam czas kiedy tam byłam. Zebrałam dużo materiałów, zrobiłam dużo rysunków, dużo się nauczyłam a i tak nie moglibyśmy tam zostać na wieki.
Głowa do góry, oczy do przodu siostrzyczko.
No skoro Tali była zadowolona to chyba jedyna poszkodowaną była Netusia.
Bliźniacy mieli dopiero zacząć naukę w szkole zawodowej więc po prostu pójdą do szoły prawniczej tam gdzie ich teraz los rzucił.
Nola właśnie skończyła drugi stopień szkoły aktorskiej w Degeden pierwszy stopień trwał arl, drugi pół arla.
Tali ten pierwszy arl na reżyserii przerwano w połowie ale przecież miała już za sobą "usługi domowe"
Netusia ukończyła pierwszy stopień grafiki i teraz nawet nie miała prawa marudzić, że nie zrobi stacjonarnie drugiego bo i tak chciała się przerzucić na aktorstwo, ostatecznie wybrała scenografię.



Grifana w końcu nie wytrzymała a ponieważ od niedawna wolno jej było opuszczać Muresto pojechała z Fantegrisem po dzieci.
-Mamo - zdenerwował się Alek - my tu już mamy pracę, damy radę się utrzymać. Mam tu dziewczynę, nie wyjadę.
-A któż ona?
-No jeszcze nie jest moją dziewczyną ale będzie i się z nią ożenie, i kropka.
-W Tolimanii jest mnóstwo dziewczyn, pakujcie się.
-Mnie się podoba tylko ta. Siłą byście musieli mnie zabrać!
-Dostałam posadę inspicjentki - nieśmiało wyjaśniła Alafana - od jutra przystępujemy do przygotowania nowej sztuki

Tama złożyła wyjaśnienia ... przez milanderłącze.
-Moi drodzy, niektórzy z was się zastanawiali kim jestem i skąd biorę pieniądze. Moje prawdziwe imiona brzmią: Tali Magnolia. Jestem córką historyka i producenta filmowego Walturiana Lagengrita oraz zastępcy mirona Tolimanii Milarezy Magnolii.
Będę nadal uczestniczyć w lekcjach ale z monitora,
pracę mojego zespołu teatralnego będę nadzorować ale w mniejszym niż dotąd zakresie. Każdy wie co ma robić więc do dzieła.
Derdeta omal nie spadła z krzesła.
-Jest problem - krzyknął Garon - Alka i Anę zabrano prawie siłą do Tolimanii.
-Jak to?
-No a co, miał matce łapy wykręcić? Wzięła za ucho i gotowe.
Tali się roześmiała - tylko nie mów tego mojemu tatusiowi bo będę musiała nosić kask ochronny.
U la la la. Oczywiście szkoda mi Alka ale ta wizja ... No niesamowite. A w dodatku po prostu komedia pomyłek.
No dobrze albo to odkręcę albo znajdę kogoś na reżysera.
-Ja bym się podjął - od razu powiedział Garon.
-Niby nie głupio, dorzucę ci do pensji za odwagę ale jeśli nie uda mi się sprowadzić Alka i Any to będę się starała nająć Bładzyta z poprzedniego kursu.
-Dlaczego?
-Bo już go widziałam w akcji. No dobra, Zidorze prowadź tą lekcję.
-Dzięki za zezwolenie, i to tak eleganckie jak damie przystoi - odrzekł z uśmiechem.

-Mamy problemy z Tali - wyjaśnił Walturian.
-Mylisz się - powiedziała Milareza - problemy to my mamy z Netusią.
-No przepraszam cię bardzo ale to Tali ubiera sie ekstrawagancko i Tali zatrudniła Alagrifa.
-Ani Alagrif nie wiedział, że Tama to Tali ani Tali, że Alek to Alagrif. Nie zawracajmy Kororowi głowy naszymi problemami...
-Przecież sam pytałem, więc jest problem z Netusią?
-Tak, jest zazdrosna i muszę jej pomóc przez to przebrnąć. Najgorsze, że zazdrości siostrze.
-Niby czego? - Zdziwił się Walturian ale już dało się słyszeć szybkie plaskanie bosonóżek i w kuchni zjawiła się Tali a za nią Tawia i Hadia.



Jak to dobrze, że siedzicie - powiedziała Tali- bo byście się poprzewracali.
Czy potraficie sobie wyobrazić dostojną damę wyciągającą drągala za ucho z teatru? Kask będę nosić, kask będę nosić albo jakąś szczególną przepaskę na wypadek gdyby to się stało modne.
-Kaśk, kaśk, kaśk - cieszyła się Hadia.
-Talusiu kto kogo wyciągnął? - spytał grzeczniutko Walturian - i dlaczego to cię cieszy?
-Dostojna Grifana mojego reżysera, już mam chętnych na jego miejsce. Takie życie a nie cieszy mnie tylko bawi.
Dostanę też pierożki czy mam sobie coś zrobić?
-I co zamierzasz zrobić? - Spytała Milareza.
-Naleśniki.
-Teź, teź - krzyknęła Hadia.
-Pytam o sprawy teatru - wyjaśniła Milareza.
-No nie wiem, zrazu myślałam, że jakoś poślę dostojnej Grifanie donos, że jesteśmy w Tolimanii to może odeśle Alka i Anę z powrotem bo się nawet, nawet nadają a zresztą trochę mi ich szkoda. To nie w porządku, że jakaś stara, zakurzona historia zmienia bieg ich życia.
-Czyjego? - Spytała wchodząc Netusia.
-Alagrifa i Any. Dostojna Grifana zabrała ich z Degeden, myślałam, że skoro my wyjechaliśmy, oni będą mogli tam wrócić. Niestety okazuje się, że Alek miał tam dziewczynę.
-Nieprawda - aż zbyt ostro zareagowała Netusia.
-Albo skłamał mamie... ale to by było nieładnie - dodała mając na uwadze sześcioarlową już Tawię oraz dwuarlową Hadię - to, że mogłabym go o to podejrzewać to też nieładnie. Tylko podli ludzie kłamią.
-Ja paplałam - oświadczyła mężnie Hadia.
-To ci daruję, nie jest ładnie paprać cudze lalki ale to nie to samo co kłamać i zrzucać winę na inną osobę, ty na szczęście taka nie jesteś.
-A oćko?
-Udało się wyczyścić operacyjnie, już znowu jest ładna.
-I mogę paplać?
-Tak ale pod moją opieką. Tawia jest wprawdzie duża ale jej też to dotyczy.
-Albo pod opieką mamusi? - Zapytała Tawia.
-Tak! - zawołała Tali i nie wiedzieć czemu wybuchnęła śmiechem.

-A jak plany filmowe? - Zapytał Koror zapominając o własnych zmartwieniach.
-No niestety to nie ja tylko Karis będzie reżyserem, ja mam być pomocnikiem a dodatkowo grać rolę mojej mamusi.

Wkrótce Koror wyjechał z żoną do Arbland na inspekcję. Jego młody następca Parendeor się złościł -mógł mnie chociaż zabrać ze sobą.
Milareza ukłoniła się nisko i podała mu podpisany przez Korora nakaz przeprowadzenia inspekcji w arandii Hazeljana.
-Prześwietny Koror ufa, że nie potrzebny ci już jego nadzór.
-Ale na zastępcę wyznaczył ciebie!
-Uwierz proszę, że się mu tu w rządzie nie zagnieżdżę, wykonam co zlecone i gdy nie będę już potrzebna wyjadę. A teraz zwyczajnie poukładam i oprawię papierki.
Nawet nie wiedziała jak bardzo tego jej układania obawiali się urzędnicy.
=========
W kancelarii zjawił się Alagrif. Milareza go przyjęła.
W Sarinei nie było kursu reżyserów a on i Ana nie dokończyli nawet pierwszego stopnia, byli tak jak Tali w połowie. Dowiedzieli się, że Tali korzysta z lekcji przez milanderłącze i Alagrif przyszedł zapytać czy nie mogliby jej towarzyszyć.
- Przykro mi ale nie. Gdyby jednak wasi rodzice się zgodzili pomogę wam wrócić do Degeden.
O ile mam aktualne informacje to wasze miejsca w teatrze jeszcze nie są zajęte. To byłoby najrozsądniejsze wyjście.
-Chcielibyśmy zostać tutaj i kontynuować naukę zaocznie.
-Macie pracę?
-Podobno robicie jakiś film.
-Tak ale głównie grają w nim lalki.
-Sterowane przez ludzi a są też sceny z ludźmi.
Podobno mógłbym zagrać mego dziadka Fanteora.
-Netusia ma niepełne informacje, nie potrzebujemy nikogo do tej roli.

-Może mógłbym być pomocnikiem reżysera?
-To stanowisko jest zajęte.
-W Degeden mogę już nie mieć miejsca w Bursie.
-Na jakąś chwilę zakwateruję was w naszym domu i poproszę dyrektorkę aby załatwiła wam miejsca w bursie. Przemyśl to i omów z rodziną.
-Dlaczego nie mógłbym zostać tu?
-Możesz. A teraz kończymy rozmowę bo nasz czas jest cenny. Ja jestem w pracy, ty szukasz pracy.
-Nie możesz mi pomóc?
-Mogę ale we wskazany przeze mnie sposób. Skoro masz więcej argumentów na to by było po twojemu, zechciej je spisać i złożyć w sekretariacie a teraz naprawdę pozwól mi pracować i naradź się z rodziną bo ona na pewno chce dla ciebie jak najlepiej, podobnie jak ja dla moich dzieci.
==========
Wrócił do domu wuja zdruzgotany.
=======
-Czy wiecie coś o tym, że Alagrif i Alafana są w Sarinei? - Zapytała Milareza przy kolacji.
Walturian nastawił uszu.
-No wiem - powiedziała Tali - Alafana chce wracać do Degeden co oczywiście naszych problemów nie rozwiązuje. Natomiast Alagrif prosił abym go zrobiła zastępcą reżysera. Wyjaśniłam, że to ja jestem zastępcą, reżyserem jest Karis, nadzorcą reżyserów tatuś i zasugerowałam, że raczej jesteśmy tu na krótko, ot tyle żeby papierki poukładać ale zaznaczyłam, że to nie od nas zależy. A w ogóle skoro tu nie ma kierunku reżyserskiego to mogliby wybrać scenografię.
Walturian aż podskoczył a Tali mówiąc jednym ciurkiem zmieniła temat:
W tych powidłach jest za dużo cukru.
-Ty je robiłaś - przypomniał Siegrid.
-Możliwe ale cukru jest za dużo.
-Mnie się wydaje, że w sam raz - odrzekł Wiernysz.
========
-Słyszałaś co proponowała Tali Alagrifowi? - spytał później zgniewany Walturian w sypialni.
-Słyszałam. Powiedziała mu, że nie warto aby wiązali się z Sarineją bo my w każdej chwili możemy wrócić do Degeden, powiedziała, że nie dostanie pracy przy waszym filmie a nawet pokręcić się przy nim nie warto bo tatuś tam wciąż jest.
-Radziła mu iść na scenografię a przecież tam jest nasza Netusia.
-Tak ale to nie za Netusią wypatruje oczy Alagrif.
=========
Rzeczywiście ku irytacji Walturiana przychodził obserwować nagrania i gapił się na Tali. Nic nie wskazywało na to, że Tali odwzajemnia te odczucia ale to właśnie na niej Walturian nieświadomie skupiał swój gniew.
wciąż miał do niej uwagi, zrobił z niej raczej ustawiacza i poprawiacza makiet niż drugigo reżysera. Pilnowała tych w większości wykonanych już dawno przez mamę makiet jak oka w głowie ale on wciąż znajdował powód by mieć pretensje i nie wiedzieć czemu nazywał ją "pożeraczką serc."
======
Zajęty córką Walturian nie zauważał, że Karis z upodobaniem przygląda się jednej z aktorek, ciut od niego starszej Romazundzie. Właściwie niewiele go zdradzało, był dla Romy grzeczny jak dla wszystkich. Walturian absolutnie nie widział powodu do niepokoju i był zdziwiony gdy Milareza go zapytała - a nasz najstarszy synek czasem się w kimś nie zakochał?
-Nie, przecież bym zauważył - odrzekł.
============
Tali tymczasem bardzo się starała ale wciąż było coś nie tak a zbliżał się czas nagrywania akcji ratowania Orborta z udziałem Milarezy. Strach ją brał co wtedy będzie. Miała nadzieję, że uda się nagrać te sceny kiedy ojciec będzie w Karebordze z Wiernyszkiem ale on zapowiedział, że mają z tym czekać na niego.
-Fatalnie - powiedziała do Karisa - Tata tylko kombinuje w czym by mi dociąć.
- Przesadzasz - odrzekł brat - zresztą na pewno maluchowi dobrze pójdzie egzamin więc tatuś wróci uszczęśliwiony.
Nie bardzo wierzyła, że to coś da.
Wreszcie uparła się i wbrew przeszkodom skontaktowała z Kororem. Okazało się, że przebywa jako pacjent w klinice Rezeryki.
-No co tam słychać Talinko? - Zapytał.
-Tata mnie nie akceptuje nie wiem co i jakim prawem on sobie o mnie myśli ale przezywa mnie pożeraczką serc i tak pogania, że tego najwierniejszy pies nie wytrzyma, jestem już bliska załamania. Czy istnieją jakieś nagrania z tego jak mama prowadzi lotopławę i wykonuje dokładnie polecenia Milandera?
Chodzi o lot na ratunek uwięzionemu Orbortowi.
-Są - odrzekł - notuj kody i zachowaj te filmy na pamiątkę.
Podał jej kody życząc wytrwałości w pracy.
Łatwo mu było powiedzieć ale jej wykonać trudno.
Ojciec wydawał się programowo niezadowolony i wciąż stosował docinki, których nawet nie zrozumiała..... do czasu gdy znalazła w poczcie wizjofonicznej list od Waltarezy - Droga kuzynko, szukając potrzebnych mi informacji trafiłam na pamiętnik Tamyszy. Wydaje mi się niemożliwe abyś ty go pisała ale jest wiele szczegółów pasujących do ciebie. Nie wierzę, że ty się tak zachowujesz. Sprawdź to, posyłam ci adres.
Zajęła się pamiętnikiem Tamyszy. Rzeczywiście było wiele pasujących szczegółów. Natychmiast wysłała prośbę o likwidację kącika pisząc do administratora ścieżki: Kącik zawiera wiele szczegółów mogących się znajomym kojarzyć ze mną i zresztą już się skojarzył, dlatego się o nim dowiedziałam. Na przykład patronująca kącikowi Tamyszy lalka to lalka mojej małej siostrzyczki, szeroka opaska też może się kojarzyć właśnie ze mną, jest zrobiona z szarfy innej siostry. Imię Tamysza jest bardzo podobne do używanego przeze mnie pseudonimu Tama, w dodatku Tamysza studiuje podobnie jak ja reżyserię i podobnie jak ja reżyserowała w teatrze a teraz gra w filmie. Inne opisane fakty są nieprawdziwe i uwłaczają mojej godności, narażając mnie na utratę dobrej opinii i przyjaciół.
==========
Następnego dnia miała zgodnie z planem zajęć wolne w pracy i tylko niechętnie pomrukiwała gdy Nola i Netusia chciały ją obudzić.
Wygrzebała się jednak na tyle wcześnie by czyściutko, starannie choć bez wykwintu przyodziana pojawić się na lekcji. Wśród uczniów była jej inspicjentka Ana, która jako, że miała już prawa osoby dorosłej, zgłosiła się do Milarezy, skorzystała z proponowanej przez nią pomocy, zamieszkała w Milwaltdomu i kontynuowała naukę.
===============
Po lekcjach Tali przeczytała odpowiedź od administratora ścieżki przy której Netusia założyła zakątek: Żądanie bezpodstawne zakątek należy do osoby, której dane podałaś w swojej prośbie.
Jeszcze raz poprosiła o zamianę klucza ale tym razem podała własne dane. Zrobiło jej się nieprzyjemnie gdy zadziałało.
Zamiast po prostu zlikwidować zakątek
siadła do pracy. Zaczęła od zmiany klucza. Potem zastąpiła lalę rysunkiem szczerbatej, łysiejącej damy o wydatnym i krzywym nosie,za to pięknych, piwnych oczach.
Zmieniała wpis po wpisie, gdzie były ilustracje też je zmieniała, dodawała nowe, piękni w relacji Netusi panowie stawali się brzydalami, opisy zmieniała, zostawiając jednak nutę podziwu oraz samouwielbienia. Aż niesamowite, że tyle czasu jej to zajęło bo przecież niektóre zmiany wprowadzała automatycznie wszędzie gdzie występowały poprzedniki n.p. Tamyszę zmieniła na
Chahichę, szkołę reżyserów na klinikę leczenia chorób psychicznych, lekcje na zajęcia terapeutyczne, teatr na kręgielnię, reżysera na trenera it.p. Musiała sprawdzić czy nie powstały przez to błędy gramatyczne lub logiczne i poprawić. Każdy kawałeczek wpisywała do autonotu by móc się nim posłużyć powtórnie gdyby Netusia odzyskała zakątek. Wreszcie skończyła, wystarczyło zatwierdzić .... Zawahała się ale ... To przecież był jej kącik. Netusia tylko go założyła i bezprawnie używała.

=================
-Przestudiowała każdy gest, każdą minę młodszej wówczas niż ona teraz Milarezy. Przećwiczyła to wielokrotnie, nagrywając te próby by sprawdzić jak wyszło. Wreszcie odegrała to na planie.
Wydawało jej się, że jej naśladownictwo jest wierne.
-Źle! - Krzyknął ojciec -Za szybko, za energicznie, więcej skupienia. Masz to zrobić precyzyjnie a nie szybko.
-Fajrant - wrzasnęła nieoczekiwanie Tali i wyszła z kabiny pozorującej wnętrze lotopławy.
Karuś zdążył tylko szepnąć ojcu - nie masz racji.
-Od kiedy ty ogłaszasz fajrant? - Zapytał córkę zirytowany Walturian.
-Musimy przedyskutować pewne kwestie - powiedziała stanowczym tonem.
Podeszli on, Karuś i Alagrif.
-Alku to już przesada - powiedziała - zajmij się wreszcie własnymi sprawami. Jestem w tej chwili wściekła, na ojcu wyżyć się nie mogę, brata mi szkoda więc tobie może się oberwać. Do widzenia.
Odszedł a wtedy zwróciła się do ojca -paprzesz ten film. Twoja Milareza to jakaś niedojda. Przyjrzyj się wreszcie mamie, na przykład w momencie gdy robi ci sweterek.Czy jej druty poruszają się: łaaaam... łaaaam. Czy: tak tak tak.
"Łaaaam" było wypowiadane aż do przesady wolno, śpiąco zaś "tak tak tak" szybko, energicznie i towarzyszyły temu odpowiednie gesty.
-No niby masz rację - powiedział wyciszony nagle Walturian.
-Widzę dwa rozwiązania jedno złe, drugie dobre więc zacznę od drugiego. Dysponuję oryginalnymi nagraniami rozmów przeprowadzonych między uczestnikami akcji, w trakcie akcji. Można wstawić sceny z mamą do filmu, byłoby idealnie.
-A dlaczego nie powiedziałaś mi o tych nagraniach?
-Bo chciałam zrobić na tobie wrażenie. Przygotowałam się, napracowałam i odtworzyłam rolę mamy. Dokładnie! Wydaje mi się, że lepiej się nie dało ale w zimnych oczach nadreżysera terrorysty nie dostrzegłam błysku uznania.
Mógłbyś chociaż udawać, że nie czujesz do mnie nienawiści lub zdobyć się na odrobinę uczciwości aby powiedzieć o co naprawdę ci chodzi.
Zamurowało go.
-To na razie tyle, kolejny raz już tej sceny nie zagram. - Szybko się skłoniła i odeszła zanim Walturiana odmurowało.
-Tatusiu masz złe dni, musisz odpocząć - powiedział Karis.
-Dlaczego ona mówi, że ja jej nienawidzę? - zapytał nim w pełni dotarło do niego to co powiedział Karis.
-Bo tak się zachowujesz. Tali jest dla ciebie matoł, do niczego się nie nadaje, wszystko robi źle. Skąd to się wzięło? Przecież ty taki nie byłeś. Nie możesz tego reżyserować - powiedział -
musisz odpocząć. Później sobie obejrzę te
nagrania od Tali i przemyślę co robić dalej a ty nam zaufaj i odpoczywaj.
===========
Netusia dowiedziała się, że opuszczony przez własną siostrę Alagrif musi się wreszcie postarać o pracę bo nikt go nie chce utrzmywać skoro za nic ma wolę rodziny, i będzie próbował zdobyć rolę w filmie "Miedziana wieża" Postanowiła również kandydować i urwała się z lekcji, czekała i czekała bo kandydatek było dużo. Nagle weszła jeszcze jedna i natychmiast poproszono ją do sali rekrutacji.
To była Tali. Dostała rolę a Netusia odeszła z kwitkiem. Była tak przejęta, że musiała się położyć, zwalczając zmęczenie wysłała do swego zakątka następny wpis, chciała jeszcze coś poprawić, sprawdzić ale zasnęła z mikrołączem w ręku.
Nawet nie widziała jak Tali na paluszkach krząta się pakując swoje rzeczy.


============
-Co się stało? - Zapytała Walturiana zaniepokojona jego wyglądem Milareza.
-Tali uciekła z planu a ja zostałem wylany z pracy.
-Jak to?
-Normalnie, Karuś powiedział, żebym im zaufał i
odpoczywał.
-To coś ty nabroił? - Zaśmiała się.
-Paprałem film a tak dokładniej to chciałem aby Tali była prawdziwsza od oryginału.
Powiedziała mi, że jej nienawidzę a ja tak stumaniałem, że zamiast zaprzeczyć pozwoliłem aby odjechała. Nazwała mnie nadreżyserem terrorystą.
- Pogadamy szczerze przy kolacji. Tali wiele potrafi wybaczyć.
Niestety przy kolacji Tali nie było. Nola przyniosła list: "Wybaczcie, czuję się nie kochana więc odchodzę. Już znalazłam nową pracę.
Poradzę sobie. Zabrałam część moich rzeczy, pewnie już nie wrócę po resztę więc możecie rozdać."
-Zamawiam kosmetyki - krzyknęła Tawia.
-Niech nikt się nie waży tknąć czegokolwiek z rzeczy Tali - powiedział Walturian i wyszedł płacząc.
-Wszystko będzie dobrze - powiedziała Milareza do dzieci po czym śpiesznie wyszła za mężem.
-Znajdziemy ją Walturku - krzyknęła. Zatrzymał się.


Po odjeździe z planu Tali szybko gnała do domu
i nagle równie szybko zmieniła kierunek budząc przerażenie widzów nieczęsto widujących auta potrafiące zawirować w okół pionowej osi. Przypomniało jej się, że właśnie dziś odbywają się rekrutacje do filmu w reżyserii Arsanda i pognała prosto na nie. Już się kończyły.
-Na dziś starczy kandydatek - powiedział młody odźwierny.
-Jutro mi impet minie i kto wie czy nie stracicie najjaśniejszej z gwiazd - poinformowała.
-To nie jest rola dla gwiazdy.
-Gwiazda z każdej roli zrobi arcydzieło a musisz wiedzieć, że to nie główne role czynią film czy sztukę pożądanymi. Pierwszy plan jest jak potrawa, drugi jak przyprawa, danie bez przypraw nie ma smaku.
-A właź! Może kiedyś mi się to zdanie przyda, to użyję.
-Dziękuję - powiedziała.
Gdy wchodziła do poczekalni otworzyły się przeciwległe drzwi.
- A ty po co? Już dosyć mamy kandydatek.
-To najwyżej spławicie mnie w trzy momenty.
-Wejdź.
Pięć oczekujących a wśród nich Netusia zaszemrało. Tali weszła na salę
-A ta teczuszka? - zapytała jedna z dam.
-Jeśli nie dacie mi roli to mam już za sobą staż chrakteryzatorki, może się uda zdobyć pracę.
Co mam grać?
-Rolę służącej.
-Dobrej czy zgrywnej? Nim jej odpowiedziano zatańczyła i zaśpiewała - nie ma, nie ma gospodyni, nie ma, nie ma, rim tom tim, Pełna laba, pełna laba
Rim ti ti ti ti rim
Jedna z dam wstała, wyszła na plan - a niech no Busia wreszcie łóżka pościeli - rozkazała.
-Słusznie, już pędzę bo dosyć się pościel wietrzyła.
"Przebiegła chwilę w miejscu, udała , że zbiera pościel, na niby wróciła i cisnęła wszystko na podłogę.
-Co Busia wyprawia?
-Dywan czyściuteńki. (nie było żadnego dywanu)
-Jak czyściuteńki skoro Busia po nim chodziła?
-Ale butki wpierw wymyła.
-Ta, jasne ...
Tali udawała że ściele i ta wyimaginowana praca szła jej szybko, przygładziła prześcieradło, strzepnęła poduszki.
-A teraz łapiemy za dwa rogi - dała wskazówkę "gospodyni"
-Busia się chyba zapomniała?
-Musimy jeszcze zdążyć z fryzowaniem - Tali poprzebierała paluchami nad swą głową - a okazja wyjątkowa i sama inteligencja gospodyni nie wystarczy, trzeba jeszcze wyglądać.
-Nie czytałaś "Miedzianej wieży"? - Padło pytanie.
-Oo - Tali przeszła kawałek kulejąc - a więc jednakowoż nie jestem idealną Resmminą - stwierdziła obolałym tonem.
-Nie kończyłaś przypadkiem szkoły aktorskiej?
-Nie ale akurat to było lekturą obowiązkową w mojej szkole.
-Aha. A czemu przyszłaś na rekrutacje nieprzygotowana?
-Spontanicznie pod wpływem silnego, usprawiedliwionego okolicznościami wzburzenia i dlatego spóźniona.
-No dobra, dostaniesz rolę głupiej Cylki.
- I bardzo dobrze. Cylka to chociaż sobie potańczy a dla mnie to wspaniałe wyzwanie jak się ucharakteryzować i opracować choreografię.
-Charakteryzatorki i choreografów to my mamy lepszych niż aktorów.
-Będzie się zatem od kogo uczyć. Tak lubię.
Spać położyła się w swoim autku skurczona, oczywiście w ubraniu i w ubraniu się obudziła ale na łóżku, pod przykryciem.
Była w dużym aucie, gdzie nawet mogła się umyć i przebrać. Łazienka tu była całkiem przyzwoita, wodę można było podgrzać, suknia wisiała na płaskim manekinie - wieszaku , w szufladkach leżały ręczniki i inne potrzebne rzeczy, na lustrze kartka - czego nasza bardzo kochana córeczka jeszcze potrzebuje?
- No i udowodnili, że ich - pomyślała i roześmiała się a po porannej toalecie jeszcze zanim się ucharakteryzowała na Cylkę i chwilowo ubrana w świeżą sukienkę, zagwizdała do ojca.
-Bardzo wam dziękuję - powiedziała - to oczywiste, że wszędzie i zawsze najbardziej was potrzebuję ale muszę wyjść z waszego cienia i stać się osobą dojrzałą i samodzielną.
Jeżeli nic się od wczoraj nie zmieniło gram w filmie "Miedziana wieża" w reżyserii Arsanda.
-Podpisałaś już jakąś umowę?
-Jeszcze nie.
-To wróć do taty.
-Będę nocować i uczyć się w domu.
-Chociaż tyle.
===========
Wieczorem zdradziła ojcu, że chyba za długo tam nie popracuje bo już z wszystkimi zadarła.
-Co? - Zdumiał się - ty?
-Przyszłam na plan osobiście ucharakteryzowana i w tej sukni, w której spałam, tańczyłam jak mi pasowało, byłam odporna na uwagi, zapytałam reżysera czy nie mógł by do mnie dostosować zdjęć, był odporny na prośby ale umowę podpisałam a co mi tam, niech mnie sami zwolnią.
=========

Walturian przeszedł się do Arsanda. Przedstawił się - Jestem Walturian Lagengrit. Producent filmowy. Właśnie nadzoruję film "Atel Orbort Wspaniały" i nawiała do was jedna z moich współpracownic. Była u mnie drugim reżyserem ...
-Nie powiesz mi, że Tali.
-Owszem, jest na kursie reżyserii w Degeden.
-No ja coś czułem ale myślałem raczej o szkole aktorskiej bo ona nieźle gra.
-Od niemowlęctwa bierze udział w moich filmach. Zaczęła zdaje się rolą maleństwa znalezionego przy drodze. Choć nie jestem pewny ... Tak, tak, to była właśnie Tali, przecież to niemowlę to była Tali Szawala i grała ją moja Tali.
-Twoja córka?
-Tak.
- Słuchaj, niech już będzie, ja jej pójdę na rękę z tymi zdjęciami ale chcę ją mieć jako Cylkę. Jest Cylką doskonałą od razu to wyczułem.
-No dobra, jakoś się dogadamy.

=========

Po przyjeździe na plan swego filmu zastał tam Netusię wiozącą na wózku jedną z mini budowli.

-A co ty tu robisz? - Zapytał.
-Karis każe mi to ustawiać.
-Normalne, skoro już jesteś to się przydaj ale chyba powinnaś być w szkole.
-Nadrobię, chciałam zobaczyć jak pracujecie.
-Alcio znów przyszedł ale się zawiedzie bo Tali nie ma - stwierdził.
-A Tali się zawiedzie bo on też nie dostał roli w "Miedzianej Wieży"
-Też? Czyli wczoraj też nie byłaś w szkole? Oj córcia, córcia, pogadamy w domu.
============

Walturian i Milareza odbyli rozmowę z Netusią.
Włączyli kącik zatytułowany - Tamysza, pożeraczka serc.
-Co nam o tym powiesz kochanie? - Spytał Walturiam.
-Podobna do lalki Tawii.
-Tak i do szarfy od sukienki, która została na Joksolanii - dopowiedziała Milareza - perukę lalce musiałam już po twoim wyjeździe zmienić bo dzieci powyrywały jej włosy. Obecnie ma rude. Zresztą data pierwszego wpisu jest z czasów gdy jeszcze ty byłaś na Joksolanii.
-Na te szczegóły - dodał Walturian - mamusia zwróciła mi uwagę. Braliśmy różne osoby pod uwagę, niektóre mogły to zrobić z głupoty. Niestety musiałem sobie wreszcie uświadomić, że to było zrobione z premedytacją bo moja słodka, kochana Netusia stała się wredną intrygantką. Uświadomiłem sobie, że ty wciąż napuszczasz mnie na Tali.
-Nie!
-A co znaczyło dzisiejsze: "Tali się zawiedzie bo Alek też się nie zakwalifikował?" Za co jej tak nienawidzisz? Powiedz, jeśli jest winna to z nią też porozmawiamy ale to by i tak cię nie usprawiedliwiało. Intrygant jest podobny do zbójcy czającego się na swą ofiarę. Twoja matka przez taką osobę omal życia nie straciła. Myśleliśmy, że w naszej rodzinie kogoś takiego nie ma. Chyba byliśmy zbyt zarozumiali.
Nie sądzisz, że powinnaś przeprosić Tali?
-Ale ja to robiłam tylko dla zabawy.
-Tak? I dla zabawy psułaś siostrze opinię?
-Przecież tego nikt nie czytał.
-Nikt? To dlaczego mój kolega z Arbland poinformował mnie o tym pamiętniku a niejakie "W" najprawdopodobniej poinformowało Tali?
Tali też się zresztą brzydko zachowała bo ci ten kącik ukradła i nie będę miał pretensji jeśli to zgłosisz. Tylko .... czy to był twój kącik?
Może weszła do swojego i posprzątała?
To co widzisz przed sobą to kopia z odzysku przysłana mi przez Korora, który też się o sprawie dowiedział. A aktualny oryginał zaraz sobie zobaczymy.
Wstęp jest zabójczy. Włączył jej to.
Na początku był tytuł: Legitymacja Pacjenta.
Poniżej: Powieść pisana w formie pamiętnika.
Wstęp
Ja Chahicha miałam kiedyś piękną i miłą siostrę, kochałam ją, ufałam jej, nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że Smutycha mogłaby knuć przeciwko mnie
a ona ukradła moje dane osobowe by pisać w moim imieniu szkalujący mnie pamiętnik. Chciała abym straciła godność, przyjaciół i ojca. Pożarłam ją więc, była bardzo zła i zepsuta. Fuj, jeszcze dziś chce mi się wymiotować na wspomnienie tego odrażającego smaku. Od tego czasu mam jedną siostrę mniej.
Rozgniewani rodzice umieścili mnie w klinice chorób psychicznych i zaraz opiszę swoje w niej przypadki.
Pod spodem był komentarze osoby podpisującej się jako "W" i odpowiedzi "Chahichy"
-"A może to nie "Ny" tylko ktoś ze służby?"

- "Służbę to nasza mama starannie dobiera i z nikim nie mam zadrażnień. Dotąd to ja nawet nie wiedziałam, że "Ny" mnie nienawidzi. Myślałam, że po dziecinnemu jest zazdrosna nie ceniąc tego w czym mnie przewyższa. Jest piękniejsza, zgrabniejsza, ładniej śpiewa, lepiej rysuje ale to dla niej nic nie znaczy bo ja jestem starsza, odważniejsza, szybsza. Chciałaby abym we wszystkim była w tyle za nią. No niestety urodzić się drugi raz nie mogę."
-"Daj jej po pysku i daruj, ja tak robię z moim rodzeństwem, to by było straszne gdyby z jej powodu wasza rodzina już nigdy nie była taka piękna i szczęśliwa".
-"Tego się nie odkręci na pstryk, moje z pozoru silne zaufanie, pękło jak bańka mydlana a serce nie przestaje krwawić"
- Na końcu jest najciekawszy komentarz - powiedział Walturian - wpisny pod pseudonimem Niety Aja. Skądś go znam. Chyba będziesz musiała zmienić ale najpierw sobie przeczytajmy: Alabaster idzie na rekrutacje do nowego filmu. Postanowiłam więc, że też pójdę.
Śpiesznie się ubrałam we wzorzyste ubranko, uczesałam w milion warkoczyków i wkroczyłam tak aby zrobić wrażenie jako spóźniona wielka dama. Portier nie oparł się mojemu urokowi i drobnej łapówce. Znajomy reżyser rozpromienił i zachęcił - wejdź moja śliczna.
Pięć oczekujących Busiek posmutniało, nie zaszczyciłam tego motłochu moim spoj...
-Na tym urywa się komentarz, a tak brzmi odpowiedź: Dziękuje, wykorzystam po poprawieniu.
A teraz tekst poprawiony - pokłóciłam się z trenerem na kręgielni. Nic mu się nie podobało, nawet moje ubranko uszyte na wzór stroju dzielnej ratowniczki z ambulansu medycznego ani zmałpowana z niej fryzura. W gniewie cisnęłam w niego kręglem. wsiadłam do auta i pognałam do innej kręgielni.
Oczarowałam portiera moim szczerbatym uśmiechem, wpuścił mnie choć był już komplet graczy.
Pięć Busiek patrzyło z nienawiścią jak śmiało zmierzałam do gabinetu prezesa.
Nie zaszczyciłam zazdrośnic moim promiennym uśmiechem, niech kisną w swojej złości.
-A ty tu po co? - Zapytał prezes.
-Jestem genialnym graczem, musicie mnie przyjąć odpowiedziałam puszczając mu oczko, zdążył złapać nim upadło.
-Brawo, brawo - zawołałam - co za refleks i maestria.
Natychmiast zostałam przyjęta.
Jedna z Busiek tak się przejęła, że dostała wysypki, drugiej wyprostowały się na sztywno loki, trzecia, przewróciła się na czwartą, piąta słodko usnęła z mikrołączem w rączynie i była śliczna ale nie próbowałam pożreć jej serca wiedząc, że jest pełne jadu.
-No to już masz córciu obraz sytuacji. Powiem ci jeszcze, że myśmy kochali tę naszą piękną, szczęśliwą rodzinę i jest nam bardzo źle i smutno, że ją roztłukłaś. I choćbyś sobie nie wiem co wmawiała ani bez ciebie, ani bez Tali już nie będziemy szczęśliwi a dwie naraz jeśli natychmiast tego nie posklejasz będą nie do wytrzymania.
Przed Netusią stanęło najgorsze w życiu zadanie
ale wiedziała, że zarówno "W" jak Werbena lub Waltareza, i rodzice mają rację a na "roztłuczeniu" rodziny najwięcej straci ona i to właśnie teraz gdy zbliża się dzień nadania jej praw osoby dorosłej. Rodzice nie wspomnieli, że ją z tego wycofają i chyba tego nie zrobią ale jakże będzie to można podkreślić choćby najskromniejszą uroczystością? W dodatku jeden z kolegów szkolnych okazał jej zainteresowanie i jest całkiem sympatyczny.
Musiała, naprawdę musiała iść do zranionej Tali i przeprosić.
Musiała pójść do jej pokoju szkolnego bo do sypialni Tali przychodziła już późno i były tam wtedy we trzy.

Wchodząc czuła się okropnie, ledwo się wślizgnęła.
-Siadaj - poleciła siostra - i mów dlaczego.
To się zaczęło gdy ja odleciałam z Joksolanii a ty jeszcze tam byłaś, co ja ci wtedy zrobiłam? Jeżeli zrobiłam coś źle dlaczego nie powiedziałaś?
-Taki jeden zakochał się w tobie a ja chciałam żeby we mnie.
-Nawet nie wiem kto.
-Brdeszu.
-Nawet go nie pamiętam ale myślę, że ani on nie chciałby zostawić Joksolanii ani nasi rodzice ciebie.
- I ja przede wszystkim nie przypuszczałam, że ktoś to będzie czytał.
-To trzeba było nie dać dostępu. Dlaczego użyłaś moich danych osobowych?
-Bo miałam tam już swój kącik a drugiego nie pozwolili mi założyć.
-To dlaczego nie wybrałaś innej ścieżki?
-Bo tą lubię i chciałam z mojego kątka pozytywnie opiniować Tamyszę.
-Ouuu. A dlaczego wprowadziłaś tak dużo elementów pomagających utożsamić Tamyszę ze mną.
-Ze szkołą reżyserów to był przypadek, ty jeszcze do niej nie chodziłaś.
-A szeroka przepaska?
-Bardzo ją chciałam nosić jak ty ale wiedziałam, że tacie się nie podoba. A ja chciałam dokładnie tą co miałaś ty. Tą pomarańczową.
Tali nagle zaczęła się śmiać a to już był dobry znak.
-A dlaczego imię Tamysza?
-Specjalnie wprowadziłam "y" zamiast "a" i wytłumaczyłam na początku, że kiedy się urodziła była wyjątkowo malutka i z myszą się kojarzyła, żeby nie było aż tak podobne do Tali Magnolii Szawala.
-Za to było nadal podobne do Tamy i miało się kojarzyć ze mną.
-Tylko mnie się miało kojarzyć. W żaden sposób nie reklamowałam tego kącika.
-Netusiaaaa. Zobacz sobie kolejny komentarz.-
Brzmiał:
-Tamo. Cieszę się, że to jednak nie był twój pamiętnik. Uwierzyłem, że choć opisanych rzeczy nie robisz bo wiem, że nie robisz, to jednak o nich marzysz a mnie skrycie kochasz tylko świetnie udajesz, że jest inaczej. Chciałem cię porwać ale teraz już nie chcę bo mam siostrę i nie chciałbym aby ktoś tak z nią postąpił a po za tym nie chciałbym aby to policzono mojej rodzinie za kolejny cios wymierzony w twoją, no i powód najważniejszy: kocham cię naprawdę i chcę abyś była szczęśliwa a nasze rodziny a przynajmniej niektórzy ich członkowie uprzykrzyliby nam życie w sposób niewyobrażalny. Wyjeżdżam do domu . Nie pozdrawiaj ode mnie Ny. Ala'baster.
-Tali powiedz mi co ja mam robić - powiedziała bliska płaczu Netusia: wyjechać gdzieś, zabić się, napisać ogromniaste przeprosiny?
-Ogromniaste przeprosiny. Nawet bym ci podyktowała ale aż taką jędzą nie jestem - Tali, przytuliła siostrę, pocałowała w policzek a potem szybko wyszła.
Oszołomiona tym przejawem siostrzanej miłości Netusia łatwiej się przełamała by usiąść i napisać "ogromniaste" przeprosiny.
===========
Walturian musiał się pogodzić z faktem, że na rodzinnej uroczystości z okazji otrzymania praw osoby dorosłej Netusia wystąpiła w pomarańczowej, szerokiej opasce.

Wiernyszek akurat śpiewał: "to fajans, to fajans."
gdy Koror wprowadzony przez Karisa cicho stanął w ledwo uchylonych drzwiach.
-Tofaj nas, tofaj nas - przekrzykiwała Wiernyszka Hadia.
-To fajans, to fajans.
-Tajunia! - Wezwała mała pomocy.
-Od nowa - krzyknęła Aldmara - kochamy cię póki czas,
-puci ciaś, puci ciaś, puci ciaś
-I ty także ...
-tofaj naś, tofaj naś, tofaj naś.
-To fajans ...
-Nie, nie, nie, nie - roztupała się Hadia.
-Wiernyszkuuuu - Powiedziała Tali. Koror wszedł - widzę, że świetnie trafiłem - powiedział - nie robicie wielkiej imprezy?
-Nie robiliśmy takiej żadnej z dziewcząt - wyjaśniła Milareza - na większości nawet nie byliśmy.
-Taka jest lepsza - oświadczyła Netusia - a tobie Tali nie było przykro, że nie miałaś żadnej imprezy? (Była jedyną, która jej wcale nie miała)
-Było ale przede wszystkim zrozumiałam wtedy co to znaczy upamiętniać. To jest coś takiego dzięki czemu ojciec nigdy nie powie do dorosłej córki: kiedy będziesz dorosła ... Dlatego dziś się wyszalejemy, żeby było wiadomo, że jesteśmy dorosłe. Bo skoro ty już jesteś to ja tym bardziej. Zamalować żadnej ściany nie możemy bo to są ściany babci Rezeryki więc zatańczymy jakiś tolimański taniec.
-Dlaczego tolimański?
Siegrid tymczasem dokądś gwizdał.
-Dlatego, że jesteśmy w Tolimanii i trzeba utrwalić tę informację.
-Babciu czy my możemy ci coś namalować na ścianie? - pytał Siegrid.
-A co konkretnie?
-Jeszcze nie wiem, coś dla upamiętnienia, że Nety jest dorosła. Może twój portret?
-A może portret Milandera?
-No tak ale to by musiała mamusia.
-Rzekłeś. A teraz wybacz, mam zaraz operację.
-Uuuu.
-Z tym malowaniem to chyba nie w tej chwili - powiedziała Milareza. Teraz tańczymy w korowodzie.

==============
Powrót Korora nie oznaczał, że musieli automatycznie natychmiast wyjechać, Milareza nadal była zastępcą mirona tyle, że teraz on sam zajmował się zarządzaniem państwem,a ona mu asystowała.
Walturian nadal nadzorował swój w przeważającej mierze lalkowy film, Karis był reżyserem, Nola sterowała lalkami, oczywiście nie sama, było też parę innych osób, gdy było trzeba same grały.
Tali grała Cylkę w filmie "Miedziana wieża" i uczyła się z pomocą milanderłącza, Netusia i bliźniacy kontynuowali naukę w swoich szkołach.
Nagły wyjazd nie był wskazany nawet po wakacjach a do wakacji zostały jeszcze ponad dwa nonestry.
Nagle poszła fama, że Koror zmarł. Służba pałacowa zaprzeczyła jednak do stolicy wrócił

Parandeor i pierwszą rzeczą jaką zrobił był zakaz nagrywania filmu o atelu Orborcie Wspaniałym pod zarzutem szkalowania rodu mironejskiego. Nie dość tego na plan weszli stróże porządku niszcząc rozwalając domki rozkopując sztucznie wzniesione wzgórza a na koniec podpalając wszystko.
Na szczęście nie wtargnęli do postawionych w pewnej odległości kontenerów i barakowozów więc część rzeczy ocalała.
Walturian był zdruzgotany mimo, że mini zabudowa i inne elemetnty były zapisane w pamięci odtwórczej.
Niby jak miał ich teraz użyć?
Już lepsze były posiadane filmiki z samą makietą w różnych warunkach pogodowych ale i tak należało respektować nakaz następcy.
Karuś w tajemnicy przed rodziną nocą pogrzebał z pomocą zdalnie sterowanych maszyn w spalenisku wybierając to co ocalało z pożogi: niepalne części lalek, przypalone fragmenty muru, niedopalone mebelki.
W zaciszu sypialni Milareza powiedziała mężowi - makiety zawsze można odtworzyć, lalki też, a sceny niszczenia nagrałam dla potomnych. Nie waż się mówić tego komukolwiek i już o tym nie rozmawiajmy póki nie opuścimy Tolimanii.
Budowle maszyny mogły odtworzyć według programu samodzielnie, zapasowe mebelki posiadali bo zwykle zamawiali u Irbisa i w warsztatach MM.
Tym razem znów je zamówiła u Irbisa, niech on ma zamówienie a ona znów zapasowe meble.
==========

Tamansa uznała to zamówienie za priorytetowe
i pilnowała aby tak właśnie było traktowane.
-Twoja siostra jest przecież zastępcą mirona - wyjaśniała mężowi - A po za tym oni już realizują film, do którego potrzebują tych mebelków.
-Ciekawe czy ja dostanę jakieś ważne stanowisko? - rozważał. Śmiać jej się z tego chciało ale stłumiła to w sobie. Jej mąż nie miał szans na ważne stanowisko ale przecież dobrze zarabiał, ona też, w razie potrzeby mogli dostać dodatkowe środki od Rezeryki a przede wszystkim służono im transportem. Irbis chciał mieć własny lecz Rezeryka była do tego nastawiona sceptycznie, jednak gdy koniecznie chciał sobie kupić auteczko, przysłała mu. Wściekał się na nie, że wciąż się zatrzymuje lecz Tamansa nieraz widziała te nagłe zatrzymania a nawet zjazdy w bok. Auto nie dopuszczało do kolizji.
-A tam, takie auto - marudził - ja chcę jechać jak Tali. Dlaczego ona me lepsze autko niż ja?
Odkładał na "porządne" autko lecz Tamansa dbała by wciąż były pilniejsze potrzeby. Irbis może i nie był cudownym mężem ale ją kochał i dawał poczucie stabilizacji. Tracąc jego mogłaby stracić kontrolę nad majątkiem.
Rezeryka pewnie przysłałaby kogoś do zarządzania pralnią i stolarnią jako własnością dzieci, nie Tamansy.
W dodatku nic pewnego czy Irbis zginąłby sam jeden, przecież lubił wozić rodzinę.
==========
SIŁY PORZĄDKOWE W MILANDERDOMU

Spodziewała się nakazu wyjazdu, tymczasem, siły porządkowe przyszły pod wodzą Parendeora by ją aresztować pod zarzutem ... otrucia Korora i zlecenia wykradnięcia jego ciała. To był szok dla całej rodziny.
W dodatku gdy wtargnięto do holu Netusia, Nola i Tali w przypominających sędziowskie narzutkach, jednakże różnobarwnych, z kawałków będących pod ręką , tańcząc wygrażały żartem Tawii, która nieopatrznie pochwaliła się jak zażartowała z "głupka" wyznającego, że mu się podoba. Śpiewały jej: "Niegrzeczna, tak wyrok w sprawie brzmi ....
Urwały widząc straże lecz biegająca za nimi Hadia kontynuowałą - nie zesna! Tak wiju, wiju wi nie olno hi hi hi.
Czując coś złego pobiegły za strażą do gabinetu matki. Nie tylko one.
Wystraszeni Siegrid i Magnoliusz spojrzeli po sobie, słysząc zarzuty, lecz nim któryś otworzył usta Tali wykrzyknęła:
-Przecież to nie byłoby w interesie naszej mamy.
-Ją też aresztować - wskazał dziewczynę następca tronu.
-Zarzuty postaw - zażądał Magnoliusz.
-Pod zarzutem kpin z sądu. A ciebie też aresztować? - Zapytał chłopaka Parendeor.
-Prześwietny muszę odmówić wykonania poleceń - oświadczył pobladły dowódca straży - nie masz jeszcze do tego prawa, a nawet gdybyś miał to i tak te działania są bezprawne. Dziewczyna prawdę powiedziała, to nie Milareza miała powód do zbrodni. Ona może być zastępcą mirona tylko do chwili gdy ty zasiądziesz na tronie. Jeszcze nie zasiadłeś.
Parandeor popatrzył na strażników i nagle wyszedł nie czując żadnym poparcia. Przeholował każąc aresztować Tali, tym bardziej grożąc Magnoliuszowi a przecież już samo polecenie aresztowania Milarezy było dla straży obrzydliwe.
Nazajutrz sam został aresztowany z polecenia Orfanty.
Teraz on był w szoku. Chciał się widzieć z babką. Odmówiła ale odwiedził go ktoś inny.
-Jestem zaskoczony - powiedział ów gość - do objęcia władzy wystarczyła ci plotka?
-Dostałem informację z wiarygodnego źródła.
- O tym za moment.
Na podstawie plotki wtargnąłeś do Milanderdomu aresztować ustanowionego przeze mnie zastępcę?
Zdajesz sobie oczywiście sprawę, że mogę uznać cię za niegodnego zasiadania na tronie Tolimanii i ustanowić moim następcą twego siostrzeńca Orselina?
-Nie zrobiłem niczego co by to usprawiedliwiało.
-Jesteś podejrzany o zlecenie zabójstwa.
-Czyjego?
-Mojego. Podano mi śmiertelną dawkę trucizny. Zresztą od pewnego czasu byłem podtruwany i dlatego wyjechałem do Arbland. Nie na inspekcję tylko do kliniki.
-Nic takiego nie zrobiłem.
-Kto cię wezwał?
-Orparena.
-Dlaczego zacząłeś wizytę od dokonania zniszczeń na planie filmu?
-Bo nie życzę sobie aby ten film został zrealizowany. Zawiera kłamstwa i pomówienia.
-Żadnych - stwierdził lakonicznie Koror i zaraz zapytał - Kto wpadł na pomysł aresztowania Milarezy?
-Ja. Wściekłem się, że zaginęły zwłoki.
-Przecież pałac dementował pogłoskę o mojej śmierci.
-Uznałem to za kłamstwo, zwłaszcza, że nie pozwolono mi się z tobą spotkać.
-Trzeba było czekać.
-Obawiałem się, że ucieknie.
-A może po prostu jesteś jeszcze za smarkaty i twoje ambicyjki oraz domniemane urazy są dla ciebie najważniejsze?
Ważniejsze niż dobro państwa!
A teraz słuchaj tego co ci powiem najstarszy synu mojej siostry: Otóż kiedy zrozumiałem, że ktoś mnie regularnie truje musiałem wykryć kto ale przede wszystkim odtruć organizm i pozwolić medykom naprawić to co jeszcze było do naprawienia. Potrzebowałem czasu ja i śledczy a nie chciałem pozwolić aby morderca władał państwem w czasie gdy ja będę się leczył. Pewnie zauważyłeś, że przed wyjazdem nigdzie nie bywałem a już zwłaszcza na pałacowych obiadach? Jadałem wyłącznie to co przygotowała mi żona ale na pewno nie wiesz, że wszystko było sprawdzane w różnych fazach przygotowania i na koniec tuż przedtem nim zaczęliśmy jeść. Brałem też przepisane mi leki i korzystałem z automeda, dzięki temu Milareza nie musiała przyjechać tak nagle by aż to zwracało uwagę. Potem wyjechałem i mogłem w pełni o siebie zadbać. W tajemnicy przygotowywano lalkę w której korpusie jest laboratorium. Takie korpusy są w milandryjskich magazynach, trzeba było jeszcze według dokładnego projektu wykonać twarz i ręce, dostosować wysokość z pomocą długości nóg, zadbać o figurę oraz inne detale aby lalka mogła przybyć w moich strojach do Sarinei i zjadać posiłki trafiające do oddzielnych pojemniczków w jej wnętrzu. Można było ustalić gdzie, czym i kiedy próbowano mnie truć. Po "zażyciu" śmiertelnej dawki lalka odegrała scenę agonii, Później jednak było ozdrowienie.
W międzyczasie wieść o mojej śmierci przeniknęła przez mury pałacu i dotarła do mordercy. Potrzebował cię jak najszybciej sprowadzić i posłużył się twoją siostrą, jak doprowadził i czy w ogóle doprowadził do tego, że zacząłeś wyczyniać głupoty wiecie wy dwaj. Może wcale nie musiał, może wiedział, że zamiast robić to co powinieneś zaczniesz wariować ze szczęścia ...
-Jakiego znów szczęścia?
-Dorwałeś się do władzy. Nie przyjąłeś do wiadomości, że żyję bo to ci nie było na rękę.
Gdyby plan mojego niedoszłego zabójcy się powiódł. Milareza zleciłaby zbadanie co się stało. Przecież dobrze się czułem, tańczyłem nawet z jej dzieciakami, więc dlaczego tak nagle?
Sekcja zwłok wykazałaby truciznę.
-Mnie tu nie było.
-Byli twoi teściowie i szwagrowie a ty swoim zachowaniem pokazywałeś jak mało obchodzę cię ja i zwykła przyzwoitość, która nakazywałaby się w pierwszej kolejności zająć pogrzebem, a jak bardzo władza.
-Kto cię truł?
-Tali ci go wskazała: ten kto coś na tym zyskiwał. W czyim interesie było zabicie mnie i zrzucenie winy na ciebie?
-Ale Orselin jest malutki.
-No właśnie, zanim dostanie prawa dorosłego i w pełni zdatnego do objęcia władzy ....
-Zatłukę drania!
-No nie bardzo możesz. Jesteś w areszcie. Kazałem cię dobrze traktować ale masz tu siedzieć i nie robić głupstw. Ja się wszystkim zajmę. Oczywiście zapłacisz Milarezie za zniszczenia jakich dokonałeś bo władca powinien przestrzegać prawa.
Ciekawi mnie czy ty gdy już obejmiesz rządy będziesz miał przyjaciół, którym będziesz mógł tak dalece zaufać jak ja swoim, w tym Milarezie.
===========
==========
Jeszcze trwały posiedzenia sądu a Milareza zwróciła uwagę na najstarszego syna - Co jest Karusiowi? - Zapytała Walturiana.
-No wszystkim nam ostatnie wydarzenia dały w kość.
-Nie, proszę cię porozmawiaj z nim o tym kim jest ta dziewczyna i co się między nimi stało. On to aż za bardzo przeżywa.
Walturian jednak nie mógł się niczego dowiedzieć. Szczęśliwie Karuś poweselał po nocnym spotkaniu młodzieży w kuchni z okazji przyjazdu Tola.
Możliwe, że zadziałała obietnica pomocy w naprawianiu laleczek. W każdym razie następnego dnia usiedli do tego wszyscy. Tolo zajmował się mechanizmem pozostałe dzieciaki wyglądem.
-O czym takim ważnym oni rozmawiają? - Spytał na wpół żartem Walturian Hadię.
-Nie olno hi hi hi - wyjaśniła i zrozumiał.
- Czy to możliwe Mizuniu aby nasz mały Karuś był zakochany? - Zapytał później żonę.
-No pewnie.
-Ten babsztyl musiał go wyśmiać bo podobno dzieciaki rozmawiają o tym, że nie wolno hi hi hi.
-Hadia ci powiedziała?
-No, a to jest tekst naszej Tawiuni z czasów gdy w teleszkole omawiano ... Czekaj, gdzieś to znajdę. Rzeczywiście znalazł filmik i włączył.
Tali czytała wiersz: Bo mój kubrak nazbyt lichy,
z takich jak ja stroisz chichy, bo ty ...
Tu wtrąciła się malutka Tawia: -Niedziećna! Nie olno hi hi hi!.
-Tak? A ty się ze mnie naśmiewasz - zarzucił jej Wiernyszek.
No ja... ja... ja ... - zastanawiała się mała i nagle dokończyła - a jaby jaka inna to ja by jej o ho ho - tu pogroziła paluszkiem.
-No to jest bardzo ciekawe - stwierdził żartobliwie Walturian. Na razie sprawami sercowymi Tawii nie musiał się przejmować.
-Żeby one tylko nie zrobiły jakiegoś o ho ho - jęknęła Milareza.

Owszem zrobili ale nie takie jakiego się spodziewała. Tali miała odegrać śmierć Cylki, bardzo to przeżywała zwłaszcza, że wstępem miało być odegranie roli wśród autentycznych gapiów a nie wiedziała jak ci zareagują. Postanowili zrobić próbę w innym mieście, wybrali Kansmeron. Tali miała śmieszne ubranie kryjące poduszki powietrzne. Idąc tańczyła dziwaczny, pozornie nieskładny taniec a ponieważ uważała za nieetyczne odegranie w obecności przypadkowych obserwatorów roli z cudzego filmu, który jeszcze nie wszedł na ekrany zamiast planowanej wzruszającej pieśni śpiewała: A jaby jaki inny niegrzeczny no no no, to ja by ja by ja by, to ja by o ho ho.
Biegały za nią dzieciaki, małpując jej ruchy i śpiewając - to ja by ja by ja by , jacyś młodziankowie je przegonili ale sami szli za nią rechocąc z własnych żarcików . Bracia i siostry ukryci w auteczkach odwlekali moment interwencji by nagrać jak najwięcej. Czekali na znak Tali.
Tali podbiegła do rusztowania wspięła się. Mężczyźni pognali w górę schodami.
-Talka schodź - rozkazał przez głośniczek Karis ale ona weszła jeszcze kawałek i
na widok mężczyzny na górze autentycznie przerażona, zawadziwszy o coś nogą spadła. Z dołu Karis i Tolo niemal równocześnie wydali polecenie poduszkom na wypadek gdyby Tali tego nie zrobiła, a nie zrobiła rzeczywiście bo zemdlała, przy zetknięciu z ziemią poduszki wolno wypuściły powietrze.
Zaprogramowane kamerki nagrywały wszystko nawet moment gdy leżała a rodzeństwo podbiegło by sprawdzić czy wszystko w porządku.
Napastnicy uciekli. Ocuconą Tali Netusia z Nolą odprowadziły do autka prowadzonego przez Tola, i zaraz uciekli przerażeni sprzed oczu tłumu.
-Nigdy więcej - oświadczył Karis.
==========
Nie dam rady - powiedziała Tali swojemu reżyserowi - boję się tłumu.
-Bzdury gadasz - odrzekł - podpisałaś umowę?
No to do roboty.

====

Zgodnie zajęli sie ratowaniem i zabezpieczaniem filmu a Karusiowi wsparcie emocjonalne rodzeństwa, doznany szok w związku z Tali i nawał pracy pomogły się otrząsnąć.
Większość aktorów pomnych, że kiedyś Parandeor zostanie mironem wolało się wycofać.
-Na wszelki wypadek róbmy to w warunkach konspiracji - powiedział rodzeństwu i pozostałym aktorom Karis. Niektóre sceny filmu należało nagrać od nowa, przeważnie zastępowali ostrożnych aktorów laleczkami z zapasowego kompletu, dorobionych, lub tych, które ocalały. Dużo pracy mieli jako montażyści. Sama Firsena robiłby to za długo więc jej pomagali.

Walturian zajęty wspieraniem żony, w zakres czego wchodziło obserwowanie działań sądu i obecność na posiedzeniach rady rodziny, mniej czasu poświęcał filmowi za to Tali po zakończeniu swego udziału w "Miedzianej wieży" oddała się temu całym sercem. Działała w kilku zawodach - reżyser, charakteryzatorka, aktorka, scenograf, montażystka, zaopatrzeniowiec, sprzątaczka, i pracownik obsługi a nawet producent bo dała na to dużo swoich środków w tym sporą pożyczkę i wiele spraw to ona załatwiała. Zresztą, wszyscy łączyli różne funkcje w zależności od tego co akurat było potrzebne. Nie nagrywali już w miejscu zniszczonym przez następcę tronu, Tali kupiła inny plac daleko od Sarinei. A właściwie kupił go dla niej i za jej pieniądze Milaryk. Tam usypali wzgórza i odtworzyli wszelkie szczegóły ze zniszczonych, wykorzystując gotowe programy ich wykonania. Na szczęście mama uwzględniała, że coś z jej prac może ulec zniszczeniu i sporządzała programy odtwórcze.Trzeba było tylko mieć odpowiednie materiały. Co było można nagrywali w domu.
Zwłaszcza w szkolnym pokoju Tali gdzie stały jeden na drugim pudła oklejone i urządzone wewnątrz jak pokoiki. Na czas lekcji zasłaniało się je ekranem.
======
ATELIANIE

Atelinetowi Selinsarafowi ojcu atelinety Selinory i drugiego nastepcy tronu Orselina udowodniono winę.
Orparena próbowała się wstawiać za mężem i do tego samego nakłaniała matkę, która zwykle jej ustępowała. Zwykle, ale nie tym razem.
Orkora popatrzyła jej prosto w oczy i zapytała - a gdyby kiedyś twój zięć usiłował zabić twego brata i doprowadzić do wyroku skazującego na syna wstawiałabyś się za nim? Albo kpisz albo nie rozumiesz tego co się stało, twój brat miał być stracony jako morderca. Choćby cię cały kraj poparł to nie ja. Wyjdź.
============
Na posiedzeniu rady rodziny obejrzano film atel Orbort Wspaniały a raczej to co zostało nagrane do wtargnięcia na plan następcy tronu. Musiał przyznać, że film nie zawierał niczego szkalującego dynastię i zgodzić się na sfinansowanie odtworzenia tego co zniszczył.
============

Mieli już sporo roboty zrobionej gdy zjawił się ojciec z Kororem, Parendeorem i aktorami, którzy wcześniej ich opuścili.
Ojciec był zadowolony, dzieci oklapły i to było widać.
-Co się dzieje? - Zapytał Koror, któremu się zdawało, że uzyskanie pełnego zezwolenia tym razem także od Parendeora oraz powrót aktorów powinien ich ucieszyć.
-Jesteśmy uradowani waszą zgodą - powiedział Karis - jednak poczyniliśmy już tak ogromne zmiany, że aktorzy nie są nam potrzebni. W dodatku nie mamy na nich funduszy.
-Fundusze się znajdą - oznajmił Walturian.
-Za późno. Nie chciałeś rozmawiać o filmie a nam na nim zależało i mamy już nowego producenta mocno przez ten film zadłużonego.
-Kogo?
-Ktokolwiek by to był długi musi spłacić - oświadczył Magnoliusz - nie możemy się wycofać bo to by go finansowo zniszczyło - i mógłby nas pozwać do sądu. Ja i Siegrid nie moglibyśmy potem pracować jako prawnicy.
-No i tyle roboty na nic? - smuciła się Tawia.
-Nie widać było abyście coś robili - zauważył Koror.
-Baliśmy się aby znów nam ktoś wszystkiego nie zniszczył - wyjaśnił Karis.
-Robiliśmy to w warunkach konspiracji - błysnęła znanym od rodzeństwa określeniem Tawia.
-Chcę obejrzeć film - zażyczył sobie Parendeor.
-Oczywiście - odrzekł Karis ale ostrzegam, że jeśli ktoś będzie to nagrywał, zniszczą mu się urządzenia, bo to byłaby kradzież.
Pokazali film przybyłym.
-Kto gra Dianilottę? - zapytał zaskoczony Koror.
Przedtem była to rola Romazundy.
-To laleczka sterowana przez osobę ekonomicznie opłacalną - wyjaśnił Karis - jestem z nich zadowolony.
-Ja też - odrzekł Koror - a myślałem, że nikt nie zrobi tego lepiej od Romy. Kto wykonał taką lalkę?
-A mnie się bardziej w tej roli podobała Roma - oświadczył Parendeor.
-Bo nie znałeś młodej Dianilotty - odrzekł Koror nie świadom, że zabiera Parendeorowi szpiega na planie. To, który z aktorów jest wam jeszcze potrzebny? Pieniądze będą, także na spłatę producenta aby was nie pozwał do sądu.
- Tak - odpowiedziała Tali - ale on ma nadzieję zgarnąć na tym filmie masę kasy.
-To trzeba go będzie spłacić z naddatkiem. Nie wyobrażam sobie przy tym filmie innego producenta niż wasz ojciec.
-Nie przesadzajmy, zadowoli się spłatą pożyczki oraz innych nakładów. - Powiedziała Tali. Do sterowania lalkami chętnie weźmiemy Binhala, Stynlesa, Tantrisa i Wintjasa.
-Dlaczego akurat tych? - Spytał Parendeor.
-Bo dobrze wykonywali swoją pracę i nieźle naśladują różne głosy - Zaopiniował Karis.
-Samych mężczyzn?
-Tak, ról męskich jest więcej a damskie są obsadzone - wyjaśnił.
- No dobrze ale ojciec wraca do gry na dawnych warunkach.
-Nie, na nowych - oświadczyła Tali - będę równorzędnym partnerem. Pożyczkę spłacę z zysków jakie przyniesie film a wszelkie środki jakie miałyby iść na spłacenie mnie pójdą na film. Ponieważ taty nie było w grze wyjaśnię mu na co i dlaczego warto zainwestować. On podejmie ostateczną decyzję ale uwzględniając moje zdanie.
-Pogadamy później - powiedział podirytowany Walturian.
Uważał, że pożyczkę należy spłacić natychmiast
i tak zrobili.
Ponieważ Milareza przestała pełnić rolę zastępcy mirona oboje mieli dość czasu aby zająć się filmem.
Został ukończony do końca wakacji.
Potem wyjechali na Joksolanię by po raz kolejny wziąć udział w zbiorach na dżakach Milarezy.
Jednak Siegrid i Magnoliusz nie brali w tym udziału. Wakacje spędzili w Arblandach. . Gdy wakacje się skończyły zamieszkali u Korora by kontynuować naukę w szkole prawniczej.
=========

Po wakacjach Alafanta zamieszkała w bursie.
Obawiała się, że rodzice mogą już jej nie puścić do szkoły ale ojciec się uparł -zdolna jest niech się kształci.
Od aptekarzowej usłyszała, że Tali to miła dziewczyna i ładnie z jej strony, że nie chciała jeszcze wracać do Degeden aby ona miała szansę skończyć szkołę.
Skąd mogła to wiedzieć aptekarzowa? Niestety z listu Tali, który Alafana trzymała w swoich zeszytach. Ojciec nie umiał czytać więc raczej nie przeglądałby jej zeszytów. Raczej ...
A gdyby jednak przeglądał i znalazł pięknie ilustrowany list to chyba poszedłby z nim nie do kolegi- aptekarza tylko do mamy.
Chyba.
=========
Na wyższym kursie było ich dziesięcioro i każdy dla każdego stanowił konkurencję.
Z dziewcząt przetrwały Ana i Tali ale dołączyła jeszcze Weryksa, która naukę przerwała po niższym kursie i pracowała w swoim mieście jako reżyser w teatrze. Stwierdziła, że wyższy kurs by się jej przydał i uskładała na niego pieniądze.
To nie było tanie, należało zapłacić za materiały do filmu, który się na koniec reżyserowało, Milareza płacąc za Tali czesne, zapłaciła też dyskretnie za Garona i Radgora (całość łącznie z czesnym) oraz dopłaciła do Any.

Temat losowali. Ona wylosowała uliczne rekrutacje do filmu.
Liu był wściekły - to jakieś oszustwo, dlaczego ty wylosowałaś najlepszy temat?
Już miała okazać zdziwienie, że akurat ten jest najlepszy ale nagle zmieniła zamiar - dla mnie, żaden nie jest zły. Co wylosowałeś?
-Pierwszą część sztuki "Zwyczajny chłopak"
-Spytaj Enilioboriana może się zgodzi na zamianę - powiedziała ukrywając, że bardzo chciałaby właśnie ten temat.
Było to przy Enim ale postanowiła, że ona nie poprosi, niech zrobi to Liu.
Enilioborian spokojnie obserwował sytuację i czekał aż zostanie poproszony.
-To jak? - Spytał go Liu.
-Niebiesko - odrzekł reżyser.
-Nie zrozumiałem odpowiedzi.
-A ja pytania. O co mnie pytałeś?
-Czy mogę się zamienić z Tali, chciałbym reżyserować rekrutacje.
-Zrobimy inaczej. Oboje robicie rekrutacje Tali w Sarinei, ty w Degeden.
To nie wszystko, rekrutujecie do sztuki "Zwyczajny chłopak" A potem reżyserujecie, ty pierwszy akt ...
-Pierwszy jest nudny.
-Wiedziałem! Dobra oboje reżyserujecie pierwszy.
Koniec dyskusji.

Tali też nie była zachwycona, że pierwszy akt ale postanowiła, że jeśli uda jej się wybrać fajnych aktorów, zrobi swoimi środkami całość.
Przede wszystkim udała się do szkoły aktorskiej w Sarinei by zapytać którzy uczniowie zgodziliby się odegrać role rekrutatorów.
Musiała to załatwić przed odlotem na Joksolanię.
Musiała mieć rekrutatorów i umowiony sposób kontaktowania się aby przećwiczyć z nimi ich role.
Ona korzystała z aparatury w lotopławie, oni byli wpuszczani przez służbę do jej pokoju szkolnego.
Ponieważ dbała też o reklamę zaplanowanego z góry wydarzenia obiecała listownie Liu, że dla wyrównania szans zapłaci rachunki za jego akcję reklamową.
===========
Wkrótce zaczęto mówić o filmie, który właśnie wszedł na ekrany i pojawił się też w Degeden w tłumaczeniu Dagridy i Sforletesa.
W biuletynie większość imion członków ekipy wielokrotnie się powtarzała.
-Niezłą mieli tam zaprawę - stwierdził Liu - ale rekordy kasowe film bije głównie z uwagi na reklamę jaką nieświadomie zrobił mu Parencośtam podpalając makietę.
-Kwestie reklamy omówią sobie w innej szkole, my omawiamy film - oświadczyła nauczycielka Aldmara.
============
 

 
http://b2.pinger.pl/9278d755d40d9d561db4c590fdb6897a/abc.jpg
http://b4.pinger.pl/557a350b768226aee043c466f6849ac8/012.jpg
Po powrocie z Joksolanii Tali od razu zajęła się rekrutacjami.
Za zgodą dyrekcji odbyły się przed teatrem. Już wcześniej dała ogłoszenia w prasie oraz w kinie za pomocą filmików, na których dwie babcie: Chahicha i Smutycha przy różnych zajęciach na Joksolanii rozmawiały o tym, że koniecznie muszą wziąć w tym udział. Filmiki zgodzono się pokazywać w kinie przed właściwym spektaklem. W dniu rekrutacji wywieszono na budynku teatru transparent informujący - "Rekrutacje do sztuki: 'Zwyczajny chłopak' Uwaga nagrywamy! Zachowuj się tak abyś nie musiał się wstydzić. ZAPRASZAMY."
Aktorzy dobrze przygotowani do ról rekrutatorów zachowywali się bardzo sympatycznie i profesjonalnie
Operatorka z degedeńskieg kursu operatorów starała się jak mogła.
Do roli zwyczajnego chłopaka zgłaszali się przeróżni fanfaroni.
Zgłaszały się też do innych ról najpiękniejsze degedeńskie dziewczyny a nawet matki z dziećmi. Owszem wszystkim warto się było przyjrzeć ale Tali rozglądała się przede wszystkim za odtwórcą roli tytułowej.
-Zaproś tego rudego, przechodzącego obok arkad - poprosiła najbardziej kontaktowego z rekrutatorów.
-Ale co w nim takiego jest?
-Zwyczajność - odpowiedziała.
-Oż... - mruknął rekrutator i podszedł do rudego.
-Witamy i zapraszamy do spróbowania swoich sił -powiedział - a może to właśnie ty nadasz się do roli tytułowej?
-A co miałbym robić?
-Nic szczególnego, postaraj się przekonać komisję, że to właśnie ty powinieneś otrzymać tę rolę.
-No ale co ja mogę powiedzieć? - Drapał się po głowie. Na imię mam Estefor, jestem uczniem niższego kursu szkoły aktorskiej. Chcę tą rolę...
Wyciągnęła wizytówkę.
-Znasz sztukę - stwierdził już żywszym tonem - złapał wizytówkę i zatańczył fanfaroński taniec.
Roześmiała się.
==============
Przy najbliższej okazji Liu spytał kiedy wreszcie uzgodni z nim termin raekrutacji bo chciałby wreszcie przystąpić do prób sztuki.
-Nikt mi nie powiedział, że miałam to z tobą uzgodnić. Ja już robię próby. Usiadł z wrażenia.
Liu bowiem bardzo nie chciał zrobić rekrutacji przed Tali aby nie podpatrzyła jego metod. Uważał za oczywiste, że powinni to zrobić równocześnie.
Jakby w odwecie postarał się o bardzo kosztowną reklamę. Aby nie brakło na nią środków musiała sprzedać kilka nieużywanych, kosztownych sukienek i mnóstwo bucików ale przecież nie musiała tego mieć aż tyle.


Niespodziewanie zmarł ojciec Walturiana. Matka zwróciła się do niego z prośbą aby zezwolił na przyjazd Andorisa.
-Rozważę to - powiedział.
-Co to znaczy rozważę?
-Na pogrzebie może być tylko jeden z nas. Przepraszam mamo, odpowiem ci szybko ale najpierw muszę się porozumieć z siostrą i szwagrem. Poleciał do Degeden pogadać z siostrą, jej mężem. Załatwił sprawę w biurze naczelnika. Potem przyszedł do matki, pokłonił się i rzekł - wyrażam zgodę a oto glejt dla Andorisa. Chwilę czekał czy matka coś powie, potem znów się skłonił i wyszedł.
=======
Liu dokuczał Tali z powodu nieobecności na pogrzebie dziadka.
-Z uwagi na poważne zatargi, na pogrzebie mógł być tylko jeden z braci. Mój ojciec z rodziną lub stryj - wyjaśniła.
-A nie mogli się nad grobem ojca pogodzić?
-Nie, bo nie chodziło o wiaderko i szpadelek tylko próbę wymordowania mojemu ojcu jego rodziny.
-To chyba jednak twój ojciec powinien przylecieć.
-Przyleciał aby załatwić stryjowi prawo przyjazdu na pogrzeb bo babcia wybrała stryja.
-Na pewno miała powód.
Do klasy wszedł Enilioborian.
-O co się kłócicie? - Zapytał.
-Liu wtrąca się w prywatne sprawy rodziny Tali - wyjaśniła Alafana.
-A to na pewno chce tylko udzielić dobrych rad. Nie on pierwszy wie co powinni robić inni. Pewno chodzi o pogrzeb?
-Tak - przyznała Derdeta.
-Andoris stanowi zagrożenie dla rodziny Walturiana wyjaśnił Enilioborian - już wcześniej sponsorował akcję, w której mogła zginąć Milareza z jednym dzieckiem na ręku a drugim czyli Tali w łonie. Oczywiście Liu wolałby aby tacy jak Tali, Ana, Radgor, Garon czy Ist się nie urodzili albo przynajmniej z głupoty odpadli jak Alek, nie uwz...
-No ty akurat wiesz co ja bym wolał! - Oburzył się Liu.
-Niestety nie uwzględniasz, że gdyby tych sześciorga nie było, przyszedłby na ich miejsce jakiś chłopaczek prosto od pługa i pracował, pracował, pracował. Łaził by za mną, łaził za kim się da i prosił, i prosił, i prosił aż ja sam, aby się odczepił ufundowałbym logopedę i dał pracę w teatrze.
-Mnie jakoś nie chcesz dać.
-Mówimy o dwóch różnych rodzajach natrętów, ty o imprezowiczu, ja o pracusiu. Koniec tematu.
-Bo ty bogatym to byś się do nóg ścielił. Tali stać na to aby mieć własny teatr a ty dawałeś jej zatrudnienie.
-Tali jest pracowita a teatr należy do jej matki.
Co nam powiesz o ...
Enilioborian szybko przeszedł do egzaminowania dyskutanta.
O sprawę nieobecności na pogrzebie ojca pewna karebordżańska reporterka przebywająca w Tolimanii zapytała Walturiana, powiedział mniej więcej to samo co Tali i Enilioborian z tym, że tym razem dotarło to do większej liczby osób, w tym jego matki.
Poczuła się zraniona - jak on może mówić, że nie mógł narażać rodziny na niebezpieczeństwo?
Jakie niebezpieczeństwo? - Pytała każdego, kto chciał słuchać ale mało kto odpowiadał. Pamiętano jej jak potraktowała Walturiana w sądzie.
===============

W czasie gdy Milareza uczestniczyła jako asystentka mirona w posiedzeniu a Walturian miał na zebraniu w szkole bliźniaków Slemert odprowadzał Netusię do domu i już
mieli się prześlizgnąć ogrodową furtką gdy usłyszeli gromkie: - Witajcie. Widzę, że się już żegnacie. Chodź Netusia dalej ja cię odprowadzę. Dziękujemy już koledze. (zebranie przesunięto na inny termin)
Walturian zachowywał spokój ale aż się w nim gotowało. Milczał nie komentując już wydarzenia tylko czekając na powrót żony i rozważając jak takim sytuacjom na przyszłość zaradzić.
Pogadali sobie z córeczką. Tłumaczyła,że kolega chciał tylko zobaczyć jak mieszka.
-Dlaczego pod naszą nieobecność? - Zdziwiła się Milareza.
- Dlaczego tylnymi drzwiami? - Dołożył swoje zdumienie Walturian.
Później zdecydowali, że Netusia będzie się uczyć w domu, brać prywatne lekcje i zdawać egzaminy. Nawet nie ważyła się dyskutować.

http://b4.pinger.pl/8b68247d8a98a871c425cf4f6e07e6f7/004.jpg

Irbis zaoszczędził i kupił sobie "prawdziwy" samochód. Nie dojechał nim nawet do domu. Gnał szczęśliwy, że kury przed nim uciekają, trąbiąc głośno co niejednemu pewnie życie ocaliło ale nie jemu. Przełamawszy barierę mostu wpadł do rzeki. Rodzina zjechała licznie. Tym razem ruszyła się nawet Cyprysia.
W czasie zwyczajowych wspomnień o zmarłym na salę gdzie się to odbywało, wtargnęła matka Walturiana by naubliżać synowi, że na pogrzebie ojca nie był ale na pogrzeb szwagra przyleciał.
Wymyślała też Milarezie, że ona tym wszystkim kręci. Wszyscy jak zaczarowani siedzieli bez słowa.
Nagle Walturian powiedział stanowczo - Mizuniu wychodzimy, niech przynajmniej twoi bliscy godnie pożegnają twego brata.
Dał znak dzieciom aby zostały.
Matka wyszła za nimi i jeszcze jakiś czas ich obrażała, stali spokojnie, trzymając się za ręce i nie reagując w żaden sposób.
Popłakała się w końcu i odeszła obserwowali ją przez ukrytą kamerkę aż doszła bezpiecznie do domu koleżanki.
-Dobrze, że nie poszła do siebie - stwierdził Walturian - byłaby teraz sama a nie powinna.
Kto wie czy nie będziemy musieli jej zabrać do siebie.
Gdy wrócili na salę Milaryk poprosił ich o rozmowę w oddzielnej izbie. Chciał aby zajęli się zabezpieczeniem majatku dzieci Irbisa.
-Ja nie mogę - tłumaczył - a was już właściwie nic w Tolimanii nie trzyma.
-Oprócz szkół dzieci i...
-Nie pierwszy raz założycie teleszkoły.
-Zacząłem realizację filmu.
-odłóż na później.
-Bez większych strat finansowych? Wątpię.
-To niech się Karis tym zajmie.
-To jeszcze dziecko.
-Jak my wszyscy w wieku ponad 14 arli.
- Nie zrozumiesz mnie.
-Któż by mógł?
-Nigdy nie trzymałeś takiego maleństwa na rękach, nie obiecywałeś mu, że tatuś zawsze go wesprze.
-Zazdroszczę ci ale nie gadaj bzdur. Owszem w przeciwieństwie do Tali nie ma jeszcze praw osoby dorosłej bo jest chłopakiem ale aby naprawdę stał się dorosły nie możesz go wiecznie niańczyć. Zostaw mu ten film a sam albo weź się za inny albo wróć do zawodu.
-Już mnie nie zechcą. Zresztą ja sobie z tym zabezpieczaniem majątku nie poradzę a na Mizunię też nie pozwolę tego zepchnąć bo niech coś pójdzie nie tak, kłótnie w rodzinie gotowe.
Ostatecznie podjęli się tego zadania ale po swojemu. Najpierw Milareza sporządziła umowę, którą podpisała ona, Rezeryka, Milaryk i Tanasa. Dokument był długi ale przejrzysty i zawierał wszystko co było zdaniem Milarezy konieczne m.in uprawnienia i obowiązki zainteresowanych, rozliczenia strat i zysków.
Wróciła z Karisem i Tolem do Degeden. Pozostałe dzieci zostały z ojcem by nie burzyć im systemu nauczania lub pracy (Nola) a Tali została bo nie chciała zawieść Any.
========
Milareza często teraz korzystała z pojazdów latających bo nie cały czas spędzała w Degeden.
Przecież nie zamierzała osobiście wykonywać mebli. Zatrudniła chłopców na przeszkolenie oraz sprowadzonego z Arbland fachowca jako nauczyciela zawodu.W miarę możliwości obserwowała to szkolenie, przyglądała się adeptom by wybrać odpowiedniego a przy okazji sama odświeżała umiejętość programowania maszyn stolarskich, uczyli się też tego Karuś, Tolo i Tali. Karuś wprawdzie zamierzał samodzielnie kręcić film ale chwilowo zafascynował się stolarką. Wspólnymi siłami całego zespołu starali się wykonać zamówienia, których już nie zdążył załatwić Irbis.
===========
Walturian też był bardzo zajęty. Tak zajęty, że nie miał czasu chodzić do kina ale to nie przeszkodziło mu usłyszeć równie modnej co głupiej piosenki " ... to ja by ja by ja by, to ja by o ho ho"
-Co to jest? - Zapytał Netusię.
- Jaby jaby.
-Co?
-No taki jest tytuł, co ja ci poradzę?
Później zapytał Tawię - znasz tę piosenkę? Zanucił.
- A, to chyba z Miedzianej Wieży.
-Z czego?
-Taki film czy coś.
Znalazł czas aby iść do kina.
Autentycznie popłakał się gdy Cylka w dniu wesela ukochanego śpiewała: "Czy wy jesteście mądrzy a głupia tylko ja?"
I gdy leżała na trotuarze ze skronią zapaćkaną czymś czerwonym.
-Ale ty się szybko wzruszasz - szepnęła zalotnie jakaś kobieta.
-Bo to moja córeczka - odrzekł i płakał dalej.
=================

- Ty to czytałaś? - Spytała Dagrida Milarezę podtykając jej kobiece pisemko.
Tytuł artykułu brzmiał: "Skandal w Kansmeron"
Podtytuł "Tali Walturianówna w opałach."
Fragment tekstu - mieszkańcy tolimańskiego miasta Kansmeron był zaskoczeny widząc swoje dzieci grające w filmie "Miedziana Wieża" Rodzice zorganizowali się aby zaprotestować u władz ale inni przypadkowi przechodnie twierdzili, że ich zdaniem nikt nie był wynajęty. Młoda aktorka przetańczyła ulicą i nawet nie widać było aby ktoś to filmował.
Zapytany reżyser wyjaśnił, że aktorka po prostu sprawdzała czy da radę przejść ulicą udając niedorozwiniętą dziewczynę a jej młodzi pomocnicy programowali wiele mikrokamer filmujących z odmiennych pozycji, ktoś to pięknie zmontował. My nagraliśmy później inną wersję, zgodną z książką i scenariuszem ale jednemu z członków obsługi udało się dostać nagranie zrobione przez młodych. Robiło wrażenie swym autentyzmem. Szybko opracowaliśmy drugą wersję filmu bo nie zdawałem sobie sprawy, że film młodzieży trafił do nas nielegalnie. Tali mi to uświadomiła zwracając równocześnie uwagę na to, że ona wobec mnie była lojalna i nie wykorzystała naszego scenariusza do swoich prób odwagi. Musieliśmy szybko wycofać z kin nową wersję a dać całkowicie naszą, która przecież też jest dobra.

==========
Wkrótce Dagridzie zgłoszono sprawę oficjalnie.
Tali groziło wyrzucenie ze szkoły co większej krzywdy by jej nie zrobiło bo miała już ukończony pierwszy kurs reżyserii a w dodatku nigdzie nie było powiedziane, że brak szkoły uniemożliwia pracę w zawodzie. Tali jednak zamierzała po ukończeniu reżyserii kształcić się w szkole nauczycielskiej. Zauważywszy, że mogą z tym być kłopoty zwróciła się do Milaryka aby w razie czego pomógł jej dostać się do szkoły w Arblandach.
-Talusia! Trzecia szkoła? A po co? Ty się za mężem rozglądnij - Odrzekł - no ale dobra, poprę cię. U nas osoby po jakimś innym kierunku mogą robić skrócony kurs pedagogiczny.
==========
W szkole przybywszy osobiście w towarzystwie ojca złożyła spokojne rzeczowe wyjaśnienia
i sprawa "przyschła". Jedynie Liu drążył - nasza Tali coś przeskrobała ale bogaty zawsze się wywinie - twierdził.
-Głupoty gadasz - odpowiedział - Ist - gdybyś czytał gazety to byś wiedział i nie musiał się domyślać. Tali po prostu zrobiła taki eksperyment uliczny o jakim ty marzysz.
-Podebrałaś mi mój pomysł - zarzucił Tali.
-Nie znam twoich pomysłów i nie zrobiłam niczego nowego, nie znanego w światowej kinematografii.
A ty skup się na sobie nie na innych, pracuj na swój sukces uczciwie a nie przez szykanowanie konkurencji.
-Ja kogoś szykanuję? - rozejrzał sie po sali zdumiony.
-Każdego kto stanowi dla ciebie konkurencję - oświadczył Garon.
=========


Magnoliusz i Siegrid towarzyszyli matce na posiedzeniach sądu w Kansmeron, tak jak wcześniej towarzyszyli Tali przy rozmowie z reżyserem.
Wpuszczono ich tylko dlatego, że mieli pozytywną opinię szkoły prawniczej i obiecali nie zabierać głosu.
-Tak, będziemy co najwyżej podpowiadać mamie - obiecali.
Walturian miał też być ale w ostatniej chwili zrezygnował czując, że jest gotów krzywdzicieli córki zadusić gołymi rękoma.
Oskarżeni o napaść bronili się twierdząc, że nie wiedzieli kim jest dziewczyna tańcząca na ulicy.
-A to ma znaczenie? - Zapytała Milareza - nie pierwszy raz pytam kogoś ... ( obaj bliźniacy równocześnie zaczęli zapisywać) ... jakie znaczenie ma to kim była napadnięta osoba, zwłaszcza nieznana. Czy wolno było napaść i skrzywdzić upośledzoną dziewczynę, która sobie szła i śpiewała?
Tu Siegrid nie wytrzymała i włączył na moment piosenkę w wykonaniu Tali: "Czy wy jesteście mądrzy a głupia tylko ja?" Zaraz to wyłączył i siedział sobie jakby nigdy nic z zeszytem na kolanach, pisakiem w zębach i oczkami wlepionymi w oskarżonych.
-Przepraszamy - powiedziała Milareza - chciałam mówić o tym, że upośledzeni nie są wyjęci spod prawa i nawet kota nie wolno tak krzywdzić ale sobie to daruję a poruszę inną kwestię - co zrobiliście widząc, że atakowana przez was dziewczyna spadła?
-Tam byli inni co się nią zajęli.
-Uciekliście nim mogliście to zauważyć.
Bliźniacy z żalem musieli przyznać, że nie potrzebowała wsparcia.

=======
Tali zajmowała się reżyserowaniem sztuki, Kawałek do zrobienia był krótki ale trudny. Obawiała się, że będą ją traktować ją jak zarozumiałą amatorkę ale oni dobrze wiedzieli, że sama już nieraz grała (Zasłynęła zwłaszcza drugoplanową ale dobrze wykonaną rolą Cylki i to w dwóch wersjach) i nie stawia pierwszych kroków w zawodzie reżysera. Przygotowanie jednego aktu zajęło jej więcej czasu niż koledze i Liu się tym pysznił lecz po obejrzeniu obu części wykonanych przez nich zadań stało się jasne, że Tali zrobiła to dużo lepiej.
-Na pewno rodzice i brat jej pomogli - twierdził Liu.
-Myślisz, że oszukiwałabym dla jednego sukcesu? Ja chcę być dobrym reżyserem a nie łowcą nagród.
Mam wyższe ambicje niż pokonanie kolegi w zadaniach szkolnych.
-Pięknie potrafisz mówić.
Zrobiła gest znaczący - myśl sobie jak chcesz.
Enilioborian omawiając z nimi ocenę powiedział - widać było, że Tali przygotowywała swoją ekipę do odegrania ról.
-To trochę dlatego, że ja już wcześniej grałam scenki uliczne. - Wyjaśniła Tali. Zagrałam dwie. Jedną własną na żywioł i omal drogo za to nie zapłaciłam, drugą dobrze przez mojego reżysera przygotowaną. Nie było problemów. Przemyślałam to.
-Z dobrym skutkiem. Idziesz do mnie do pracy?
-To też przemyślałam. Idę a równocześnie będę z pomocą tego co zwiemy teleszkołą robić skrócony kurs pedagogiczny w Arblandach.
-U la la, no ale dobrze, dobrze, rób ale najpierw skończ ten. Pracę u mnie możesz podjąć od jutra.
-Znowu faworyzujesz bogatszych - oświadczył Liu.
-Byś się wstydził - palnęła bez namysłu Ana - twój ojciec ma stocznię!
Cisza zaległa i dopiero Liu przerwał ja pytaniem - a niby skąd masz takie informacje?
-Interesowało mnie kim jest najzrzędliwszy ze znanych mi ludzi.
Liu najwyraźniej poczuł się głupio.
========
Tali jeszcze przed końcem nauki przyleciała do Degeden by podjąć pracę w teatrze i reżyserować sztukę.
Po krótkim czasie Eni wezwał ją do gabinetu dyrektora. Oprócz niego był tam Liu w towarzystwie bogato przyodzianego jegomościa. Sam Liu zresztą też miał na sobie złoty surdut. Wyglądał jakoś czyściej niż zawsze.
-Tali - powiedział Eni - chciałbym aby Liu popracował jako twój asystent.
-Nie zgadzam się.
-Decyzja zapadła, podajcie sobie ręce.
-Nie. Odchodzę! Nie będę ani z nim pracować, ani podawać mu ręki.
Wyszła po swoje rzeczy.
Przed wyjściem z teatru spotkała Liu i jego ojca. Ojciec z drwiącą miną zaśpiewał: "to jaby jaby jaby"
Spojrzała mu w oczy i powiedziała - ale przynajmniej nie jestem oszustką jak twój syn i nie udawałam nędzarki aby ktoś inny płacił za moją akcję reklamową.
-Ja płaciłem! - Krzyknął oburzony.
-Tak? A ja mam wszystkie rachunki i dowody wpłat.
- Sama się zadeklarowałaś, nie prosiłem cię - odpalił Liu.
Zaśpiewała: to jaby jaby jaby i zaraz wsiadłwszy do autka odjechała.
Liu nie objął po niej posady ani ona już na nią nie wróciła.
http://b1.pinger.pl/7bb6946b0f380b4a1b625ec01d0ec7e4/010.jpg
Wywiedziała się gdzie na kontynencie może skończyć skrócony kurs pedagogiczny i po skończeniu reżyserskiego wyjechała do Dżawans w Bambelocie. Zamieszkała w bursie i podjęła naukę stacjonarnie.
Wybranie kursu skróconego było dobrą decyzją bo dzięki temu nie była na nim najstarsza.
Najmłodsze miały powyżej 12 arli. Tali już 14 i nie była wyjątkiem. Najstarsza miała 23 ale to właśnie z nią zaprzyjaźniła się Tali. Doszło do tego przypadkiem.
Jedna z młodych kobiet poprawiała sobie fryzurę, Tali podeszła i powiedziała - pomogę.
-Ale ja się nie czeszę jak u was na prowincji w warkoczyki - odpowiedziała nieco wyniośle dziewczyna.
- Chcesz kaskady? Akurat przy twojej urodzie warkocz byłby najlepszy ale mogę ci zrobić kaskady, dlaczego miałabyś być ładniejsza ode mnie?
-Od razu widać, że się na tym znasz - powiedziała Lita.
-Czesałam aktorki w teatrze i damy w ich domach.
-Zrób jej te kaskady, chcę zobaczyć jak ci idzie.
Warkocz to każdy potrafi.
-Znam różne rodzaje splotów - pochwaliła się - i nie lubię źle dobranych fryzur.
-Czasem klientka się uprze i musisz zrobić źle dobraną.
-W porządku, dziś będzie w kaskady.
-Upleć ten warkocz - zażądała dziewczyna - płaski.
Tali szybko uplotła z czterech pasemek, zaczynając dość wysoko, z boku zostawiła jej celowo po loczku.
-Potrzebuję pracownika - powiedziała Lita.
-Czemu nie? A masz zakład stacjonarny?
-Robimy też usługi domowe. Obgadamy po lekcji,
Pierwsza lekcja poszła na rozkurz. Przedstawiały się kolejno według alfabetu. Jako pierwsza uczennica w płaskim warkoczu. - Jestem Dżawansa z Dżawans córka cukiernika, burmistrzowa. wiek 14 arli. Ukończyłam szkołę muzyczną.
Tali przedstawiła się krótko - Tali kilkuzawodowiec wiek 14 arli.
Dżawansa zaprosiła niektóre koleżanki do siebie na imprezę, same młode mężatki. Tali jako panna nie miała szans, Lita była dla tego towarzystwa za stara. Niemniej koleżanki prosiły je o uczesanie przed imprezą i Tali się zgodziła.
Uczesała za darmo.
-Nie było ci przykro? - Zapytała Lita.
-Nie. Bywałam już na imprezach. A po tym półarlu moja siostra bierze ślub więc się wytańczę.

============
Netusia musiała się przenieść do szkoły w Degeden, korzystała z pokoju szkolnego w Milanderdomu, zajmowanego dawniej przez Tali.
Rodzice dali jej do wyboru zrobienie wyższego kursu grafiki lub scenografii, wybrała grafikę.
Slemert mógł ją odwiedzać ale w obecności rodziców. Milareza i Walturian zaprosili też jego rodziców. Chcieli ich poznać i omówić wszelkie szczegóły, które ich córcia mogłaby przeoczyć.
Wkrótce w podobny sposób musieli się zająć Nolcią. Karis dostał prawa dorosłego, urządzili mu imprezę w Sarinei zapraszając przyszłych teściów i mężów dziewczynek. Tali też przyleciała a ściślej przywiózł ją Karis, który specjalnie po nią poleciał. Oboje z Tolem starali się z nią tańczyć bo nie miała partnera.
W rozmowach Netusia i Nola chętnie mówiły o tym jakie suknie szyją na oba wesela i jak urządzą swoje mieszkania, Tali o tym czego się uczą w szkole.
-Uważaj Tali bo jeszcze Tawia cię ubiegnie do ślubu - zażartował mąż Aldmary.
-Ja się tak nie ścigam - zaskoczyła go Tawia - ja się będę uczyć w tylu szkołach co Tali.
-Dobre plany - pochwalił ją ojciec.
-Muszę przyznać -powiedziała Tali do szwagra - że mamy nieuregulowane rachunki bo ja się kiedyś wtrąciłam w twoje życie.
-Ale ja nie mam o to żalu, gdybym sam nie chciał poślubić Aldusi, twoje wtrącanie nic by nie dało.
-I tu masz odpowiedź na twoje wtrącanie. Jak nie będę chciała to wcale nie wyjdę za mąż, przecież mogę skończyć tyle szkół ile mi przyjdzie do głowy.
-Za bardzo nie przesadzaj - poprosiła Tawia.
-Albo zostać reżyserem w Degeden - dodała Tali.
-No i bardzo dobrze bo miałbym chody.
===========
W szkole nauczycielka teatrologii zaproponowała wystawienie jakiejś sztuki.
-Ja się mogę podjąć reżyserowania - zgłosiła się Dżawansa. Nauczycielka spojrzała na Tali a po chwili powiedziała - no skoro nie ma innych propozycji...
-Chyba nie ma - powiedziała Tali rozejrzawszy się po klasie po czym dodała - ale ja mogę zagrać główną rolę.
-Ty? Z twoim wsiowym akcentem? No raczej tego nie widzę - oświadczyła Dżawansa.
Tali uniosła ręce na znak, że się poddaje. Jej pełne dane były zastrzeżone więc naczycielka milczała.
Tali oczywiście ucharakteryzowała aktorki, nie oczekując żadnej zapłaty ani podziękowań. Nawet się nie zdziwiła gdy jej imię nie pojawiło się wśród tych, którym oficjalnie za pomoc podziękowano.
W plotkarskiej gazetce pojawiła się za to informacja - jedyne co w tej sztuce było dobre to charakteryzacja.
Tali była dumna ale taktownie nie odzywała się w tej sprawie. Zorganizowała za to piknik, na który zaprosiła całą klasę.
-Z mężami? - Spytała Dżawansa.
-Nie, odpowiedziała Tali.
-Wobec tego my nie przychodzimy, prawda brygado? - Zwróciła się do przyjaciółek.
-Jak chcecie - powiedziała Tali - ja dla was miejsca uwzględnię.
-Na kocu? - Zakpiła Dżawansa ale nie dostała odpowiedzi.
Nieoczekiwanie na pikniku zjawiły się niemal wszystkie. Po ułomną Dorinanę Tali posłała taksówkę z dwoma koleżankami, które chętnie się na to zgodziły. Przywiozły też jej brata jako opiekuna.
Przydało się krzesło zrezerwowane dla Dżawansy.
Tali nazwała imprezę piknikiem ale siedzieli przy długich, prowizorycznych stołach, na wynajętym placu pod zabudowę. Korzystając z maszyn matki i zezwolenia właściciela placu pomalowała parkan i barak, postawiła dodatkowe ubikacje, w tym odpowiednią dla Dorinany, zmontowała nad stołami wielki namiot na wypadek deszczu, z automatycznie rozkładającą się plandeką.
Na ziemi ułożono podłogę i puszczono z głośniczków muzykę można więc było potańczyć. Gdy zmierzchało rozwiesili na rusztowaniu namiotu lampiony.
Na tą imprezę Tali naprawdę sporo wydała ale nikt z obecnych przecież nie wiedział ile kosztował wynajem i zezwolenia na wszelkie nawet chwilowe zmiany, nikt też nie widział placu przed dokonaniem zmian.
Alkohol był ale mało, jedzenie dobre ale nie wykwintne, naczynia proste, obrusy tanie. Trochę pośpiewali, kolejno podając sobie kielich. Gdy go Tali podała dalej, zaśpiewała nieprzetłumaczoną pieśń Cylki.
-Co to za melodia, bo jakbym ją gdzieś słyszał - powiedział brat Dorinany.
-Możliwe, to melodia Surijana z Tolimanii, słowa Genara też z Tolimanii. Następna śpiewa!
Słysząc to Lita szybko oddała kielich bratu Doriany i zaśpiewała ludową przyśpiewkę. Potem on z siostrą w duecie cudną balladę.
Gdy po wszystkich przyjechał autobus by ich rozwieźć do domów Elzantro podszedł do Tali, podziękował za zaproszenie siostry i zadbanie o nią.
-Przeważnie wszyscy o niej zapominają - powiedział - to moja wizytówka chciałbym abyś przyszła do nas na eliminacje do filmu "Tragedia Amindy"
-O czym to jest? - pytała jeszcze w autobusie siedząc obok Dorinany i to Dorinana jej wyjaśniła - Aminda to upośledzona umysłowo dziewczyna, z którą umawia się Dersandod dla rozrywki, mają ubaw z kolegami bo dziewczyna naprawdę się zakochuje. Przynosi mu owoce, zagaduje do niego, gapi się, uśmiecha i takie tam.
Tymczasem Dersandod zakochuje się w Azzozizie i narzucanie się Amindy coraz bardziej mu ciąży zwłaszcza, że Aminda idzie do Azzozizy zażądać by zostawiła jej ukochanego, Azzoziza ją wyśmiewa ale Aminda nie odpuszcza, wciąż nachodzi ukochanego. W końcu Dersandod mówi jej wprost, że chodził z nią dla żartu bo z taką głupią by się nie ożenił. W dniu swego wesela jedzie z Azzozizą by hojnie wesprzeć sierociniec, wszyscy ich wychwalają, że tacy dobrzy a tymczasem Aminda idzie się utopić.
- Ależ to mniej więcej historia Cylki z Miedzianej Wieży.
-Tak ale mocno przerobiona i u nas Aminda będzie główną bohaterką.
-Wszystkie prawa załatwione? Chociaż ... Nie lepszy byłby ktoś młodszy?
-A ty co, stara? Amindę będzie grać jeszcze starsza, wybierają kogoś do roli Azzozizy.
- Nie bardzo mam teraz czas, chcę jak najlepiej ukończyć kurs a pracuję u Lity.
Lita słyszała tę rozmowę i spytała ją nazajutrz - a gdybyś miała szansę na rolę Amindy?
-Nie. Mam inne plany i nie zamierzam na dłużej zatrzymać się w Bambelocie. Ponadto rzeczywiście nie odpowiada mi rola Azzozizy.
-Gdybym ja była młoda nie przepuściłabym okazji byle od czegoś zacząć.
-Pomyślę nad tym.

============
Wkrótce Tali jako pierwszej polecono przeprowadzić lekcję matematyki.
-Jaki temat? - Zapytała a potem spokojnie oświadczyła - się zrobi. Kilkakrotnie nauczyciel prosił ją o konspekt, w końcu się zezłościł - potrafisz napisać konspekt, czy mam tę lekcję powierzyć komu innemu a z tobą przerabiać pisanie konspektu jeszcze raz?
Ona też się zdenerwowała, wyciągnęła elegancką teczuszkę z konspektem i mu podała ze słowami - i tak mnie nie odwiedziesz od zrobienia tego właśnie w ten sposób!
-No to nie będę próbował - odrzekł - dawno masz ten konspekt?
- Nie wiem bo zaczęłam pisać od razu ale potem jeszcze poprawiałam.
Na lekcji byli jako obserwatorzy: stały nauczyciel dzieci i cała klasa Tali z nauczycielem.
- Witajcie młodzi matematycy - powiedziała - dziś przerabiamy bajkę o szczurku detektywie, zaginionym korku i wystraszonych kreciątkach.
Dzieciaki chichotały więc ona też się zaśmiała - proszę uważać bo w bajce jest ukryte zadanie.
Omówiła je, dzieci zadanie rozwiązały więc sądziła, że wszystko jest dobrze.
-To dla nas było trochę za dziecinne - powiedział jej po lekcji najlepszy w klasie matematyk.
-Cenna uwaga - odpowiedziała - na pewno ją sobie zapiszę, może się przydać.
========
Na lekcji w ich szkole koleżanki nie szczędziły jej krytycznych uwag, nieoczekiwanie wziął ją w obronę nauczyciel - poradziła sobie i skupiła uwagę dzieci, lekcję przeprowadziła w sposób zabawny, na pewno są tam rzeczy do poprawienia ale nikt nie oczekuje, że będziecie od razu doskonałymi belframi. Ja wystawiłem wysoką notę i albo wasza klasa jest genialna albo będziecie mi wdzięczni, że nie ustawiłem za wysoko poprzeczki.
=========
Niedługo potem prowadziła w teatrze pod okiem swojej nauczycielki lekcje dla chętnych do zawodu charakteryzatorki. Uczennice były w różnym wieku i do każdej musiała się dostosować.
Tu zobaczył ją i obserwował do końca Elzantro - nie przyszłaś na eliminacje - powiedział po lekcji.
-Przecież sam widzisz ile mam zajęć - odpowiedziała.
-Szkoda ale gdybyś chciała posadę charakteryzatorki to cię w moim teatrze zatrudnię.
-Masz swój teatr?
-Właśnie ten. Nieźle ci idzie. Podobno chciałaś zacząć od głównej roli? To się czasem zdarza ale częściej trzeba zaczynać od pomniejszych. Trzeba było spróbować.
-Nie twierdziłam, że chcę główną rolę.
-Moja siostra odniosła takie wrażenie. I nie miej do niej żalu, jesteśmy ci naprawdę życzliwi.
-Rozumiem cię i nie mam żalu ani nawet nie widzę do niego powodu a Azzozizę uważam po prostu za postać nudną, drętwą i nie chciałabym jej grać. Już szybciej jakąś pannę służącą ale ogólnie mi nie zależy bo skończę kurs i wyjeżdżam z Bambelotu. Filmu w dwa nonestry nie zrobisz, ponadto za bardzo byś mnie angażował, musiałabym rzucić pracę fryzjerki.
-To prawda ale czy na pewno musisz wyjeżdżać?
Moja siostra jest przekonana, że masz talent aktorski, zapewniłbym ci zrobienie kariery.
- No to już muszę ci powiedzieć prawdę - ja ukończyłam szkołę reżyserów ...
-No to zatrudnię cię u siebie, ja się teraz bardziej zajmuje filmem, więc jeszcze jeden w teatrze nie zaszkodzi.
-Nie gniewaj się ale ja tu przyleciałam tylko na kurs.
===========
-Akurat jest reżyserem - zakpił Isemondo - po prostu chce jakoś ukryć, że liczyła na główną rolę. Nie ma takiego reżysera w naszym kraju. Pewnie wiedziała, że kręcisz film i dlatego tak miło potraktowała naszą Dorianankę.
-Nieprawda - oburzyła się Dorianana - ona taka jest a normalnie traktuje mnie jak każdą inną ani lepiej ani gorzej i to od początku a w ogóle moim zdaniem ma talent aktorski, to było widać kiedy prowadziła lekcję matematyki - ja bym jej dała tą główną rolę.
-Wykluczone, nie możemy obrazić Łypolippy bo jak nam przyjdzie przepraszać i błagać aby jednak zagrała to zaśpiewa taką cenę, że się nie pozbieramy ale wiecie co ....?
Niech teraz Dorianana urządzi przyjęcie i zaprosi
wybrane koleżanki a przede wszystkim Tali.
-I Litę - bo one się trzymają razem - powiedziała Dorianana.
-I jakieś koleżanki z bursy bo koniecznie trzeba po Tali posłać samochód tak jak ona posłała po ciebie - oświadczyła matka. Możnaby zresztą zaprosić wszystkie ...
-To i Dżawansę - padło pytanie z trojga ust.
-Z mężami a Dżawansa raczej wyniośle odmówi. Gdy będą mężowie można będzie dać tańce w parach i Elz wręcz będzie zobowiązany tańczyć z pannami.
-A dużo ich jest?
-Beze mnie osiem - powiedziała Dorianana.
-Załatwię ze dwóch płatnych tancerzy i zapowiem, które mają prosić do tańca, a ty Dorianana postaraj się o grupową fotografię klasy, żeby pomyłek nie było.
=======
Na fotografii obok, poniżej i ponad Dorianą cisnęło się tyle dziewcząt ile to było możliwe.
Wszystkie ekstra uczesane. Tali z Litą stały z boku w fartuszkach z zakładu fryzjerskiego.
-Zobaczcie - powiedziała Dorianana prezentując fotografię rodzinie - ma zwyczajne warkocze a przedtem razem z Litą wszystkie dziewczyny uczesały. Mnie czesała Tali, poprosiłam aby mi sama dobrała fryzurę.
- No na tym to ona się dobrze zna - przyznał ojciec. Przydałaby ci się taka bratowa.
===========
Lita nie lubiła czesać za darmo ale tym razem miała w tym swój cel, kupiła od fotografa powiększone zdjęcie, oprawiła i powiesiła w salonie fryzjerskim.
Dorianana zaprosiła do siebie gości.
Tym razem przyszła nawet Dżawansa a po Tali i zamieszkujące w bursie Lizyndę i Patilonię, Elzantro przyjechał swoim autem. Przyjęcie było urządzone w sadzie pod baldachimem pokrytych kwieciem gałęzi. Gości witali rodzice Elzantro i Dorianany, było wykwintnie i pięknie mimo, że podano sporo alkoholu bo jak mówił pan domu - to się wytańczy.
Tali mało wypiła, za to tańczyła chętnie i to głównie z Elzantrano. Uważała to za naturalne bo nie był niczyim mężem tylko bratem koleżanki.
Zaniepokoiły ją pytania pani domu ale nie od razu, najpierw spokojnie i nieco wymijająco odpowiadała
- Gdzie mieszkasz na stałe?
- Mamy dom w Isage.
-A gdzie to jest?
-W Haberlandach.
-Oboje rodzice żyją?
-Tak.
-Masz rodzeństwo?
-Tak.
-Starsze?
-Więcej młodszego niż starszego.
-Uczą się?
-Tak.
-Podobno jesteś reżyserem?
-Tak. Jednak mężczyźni nie umieją utrzymać tajemnicy.
-Co reżyserowałaś?
Tali się nagle uśmiechnęła - nic wielkiego, kończąc szkołę musiałam coś tam reżyserować ale ty chyba nie myślisz, że ja i Elzantro tworzymy parę?
-On by chciał.
-Dziękuję za informację, dla jego dobra muszę szybko uciąć tę znajomość.
Kobiecie wyraźnie zrobiło się głupio.
-Nie gniewaj się. Po prostu nie jest dla mnie nikim więcej niż bratem szkolnej koleżanki a nie chciałabym być osobą igrającą z cudzymi uczuciami.
Wyciągnęła robótkę i już więcej nie tańczyła a gdy nadarzyła się okazja wymknęła się zostawiając torbę pasująca do jej kreacji.
Sytuację ułatwiła jej Dżawansa bo popiwszy narzucała się Elzantro i wszyscy na to zwracali uwagę. Tali pobiegła za róg do dużo wcześniej zdalnie tam doprowadzonego swojego zielonego autka. Przywiozła je przy okazji ostatniej wizyty w Sarinei i trzymała na różnych parkingach.
Wróciła do bursy i znów umiejscowiła autko na jednym z parkingów. Tym razem blisko teatru.

-Biedna dziewczynka trafiła na księcia - kpiła z niej nazjutrz Dżawansa. Tali milczała bo nie widziała powodu by się jej tłumaczyć. Odpowiedziała za to Lizynda - jest wolna to jej wolno.
-Podoba mi się to powiedzonko - stwierdziła Tali.
---------
Dokładnie obejrzeli zawartość torebki Tali.Nie było tam nic szczególnego a wszystko kupione w Dżawans, nawet przybornik do robótek.
-Widoczne się dorobiła na tym fryzjerstwie - stwierdził Isemondo.
-Albo po prostu powinniśmy ją zostawić w spokoju - odpowiedziała jakby zupełnie nie na temat - Latemaja -nie wiadomo kto to jest, informacje z Haberland byłyby niesłychanie drogie a wszystko co ona o sobie mówi może być kłamstwem, raczej nie mieszka w żadnym Lisage i nie skończyła szkoły reżyserskiej.
Isemondo próbował się jeszcze dowiadywać o absolwentów reżyseri ale nie było wśród nich żadnej Tali.
Kłamała. Co gorsza detektywi ojca wypatrzyli, że często podjeżdża po nią niestandardowe zielone autko i Tali do niego wsiada od strony pasażera.
Na jakiś czas Elzantro dał sobie z nią spokój
ale później sam ujrzał ją, wysiadła z autka, ono odjechało, pobiegła do teatru a on pojechał za tym autkiem. Stanęło na parkingu i spokojnie stało, nikt z niego wysiadł. Wyglądało na dwuosobowe, i miało spory bagażnik z tyłu.Taki skrzyniowaty, było wyższe niż przeciętne auta. Nie pomyliłby go z żadnym innym.
Czekał i czekał, wreszcie pojechało znów pod teatr. Tali przybiegła auto ruszyło jak szalone, zgubił je jadąc za nim nowym autem ojca, zaryzykował i pojechał w stronę bursy, był już blisko gdy auteczko jadąc statecznie minęło go.
Nie mógł tak łatwo zawrócić rozpędzonym autem, jadąc dalej ujrzał Tali wbiegającą po schodach.
Sytuacja chyba wcale nie wyglądała tak źle.
Ten ktoś ją tylko podwoził.
===========
Zlecił detektywom aby ustalili czyje to jest auto ale nagle nagle przestało się pojawiać i nigdzie nie można było go wypatrzeć a Tali zaczęła jeździć motorowerem.
Postarał się z nią spotkać.
-Słuchaj Tali - powiedział - nie podoba mi się to co robisz - przecież spódnica może ci się w koła wkręcić i się zabijesz. Pozwól, że będę cię woził.
-Oplotkują nas.
-Nie, jeżeli postaramy się aby jakaś dama z nami jeździła. Jestem gotów taką wynająć lub poprosić moją siostrę albo mamę.
-A dlaczego ty mnie śledzisz? - Zapytała.
-Kocham cię i chcę się żenić ale muszę wiedzieć z kim.
- Rozumiem tylko, że ja nie chcę. Już raz kogoś pokochałam, powiedział mi, że inna jest dla niego lepszą partią ale chciałby abyśmy zostali przyjaciółmi i przedstawi mnie koledze. Od tej pory nie interesuje mnie miłość. Absolutnie nie. On nawet nie był tak bardzo winien, niczego nie deklarował, spotykaliśmy się tylko po to aby potańczyć, nawet nie wiedział,że go pokochałam ale bardzo mnie uraził.
Potem chodził za mną chłopak z wrogiej rodziny, nie kochałam go ale też nie czułam niechęci, to bardziej rodzice się bali, że mogłabym mieć fatalnych teściów, w końcu i on to zrozumiał.
- Tak ale moich rodziców nie musisz się obawiać a ja sam jestem dobrą partią, ty nie musisz. Wystarczy, że mi się podobasz, ja jestem w stanie nawet wybaczyć ewentualne błędy przeszłości jeśli z tym zerwiesz. Uczynię cię jedną z pierwszych dam tego miasta, kupisz sobie takie stroje, że burmistrzowa uschnie z zazdrości.
Mam własne auto, jestem współwłaścicielem teatru.
Na początek zamieszkamy z rodzicami, mają duży dom, potem zbudujemy coś własnego, będziemy siadywać przy kominku,chodzić na długie spacery,spotykać się z innymi notablami...
Tali słuchała z zaciekawieniem a w końcu powiedziała - chętnie zaproszę cię na ślub mojej rodzonej siostry w Sarinei i prawie siostry w Degeden.
-Duży rozstrzał - stwierdził zdziwiony.
-Tak bo wprawdzie obaj narzeczeni są Sarinejczykami ale ojciec Noli mieszka w Degeden
więc ślub odbędzie się w naszym degedeńskim domu.
-Mojej mamie mówiłaś, że mieszkacie w Lisage.
-Nie, że mieszkamy, tylko, że mamy dom i nie w Lisage a Isage. Nigdy tam nie mieszkałam, po prostu pradziadek Orbort ...
-A nie mogłabyś mówić prawdy? - Zapytał błagalnie.
Uśmiechnęła się. - To może nie mówmy o mnie. Powiedziałeś mi co posiadasz a teraz powiedz kim jesteś.
Wydawał się zaskoczony ale szybko odpowiedział - tu w pobliżu jest kawiarenka, wejdźmy tam.
Kawiarenka była nieczynna, przeszli jeszcze kawałek dalej do kina. Szedł film "Zielona mysz"
ale na początku dawali t.z.śmieszne kawałki.
Pokazał się tytuł: " Mój mąż kręci film"
Jasnowłosy, śliczny chłopczyk robił miny, odtwarzane (w przybliżeniu) przez lalkę. Wyglądało to dość zabawnie.
-Ty tego nie udawaj - poprosił chłopca mężczyzna - ty to sobie wyobraź.
-Ja to zrobię tatusiu - krzyknęła dziewczynka z czarnymi warkoczami.
-Podobna do ciebie - szepnął Elzantro - kładąc dłoń na ręce Tali.
-Magnol biegnij po zraszacz.
-Bez wygłupów - krzyknął mężczyzna - mama nas wygoni.
-Ależ skąd. mama nas kocha.
-Wbrew wszystkiemu - zaśmiała się starsza dziewczynka.
Czarnowłosa opatuliła się kocem, wzięła do ręki kij by się podpierać, młodszy chłopczyk polał ją obficie z jakiegoś urządzenia imitującego deszcz. Dziewczynce teraz łatwiej było udawać, że brnie przez błotniste kałuże w strugach deszczu.
-Nagrało się tatusiu, nagrało - wykrzyknęła .... młodsza.
-Tali! W tej chwili biegnij się przebrać i wysuszyć. Aldusiu dopilnuj tego - polecił mężczyzna.
- Nawet imię ma twoje - zauważył Elzantro.
Nic mu nie odpowiedziała ale śmiała się obserwując dalsze perypetie maluchów.
Odtąd pozwalała częściej się gdzieś zaprosić ale nie wybierała kina, raczej tańce i dbała o osobay towarzyszące, zwykle wybierała Litę i jej męża płaciła za nich i za siebie, w tym wypadku była nieugięta.
Pewnego dnia gościł u nich Bładzyt, który szkołę reżyserską ukończył w Degeden. Starał się u nich o pracę i matka zaprosiła go na obiad.
Ojca coś podkusiło i zapytał -tam chyba kończyła szkołę Tali z Isage czy jakoś tak.
-Nooo, w każdym razie nie ze mną a słyszałem tylko o jednej Tali ale nie z Isage tylko z Degeden. Walturianówna. Jej ojciec to jeden z pierwszych reżyserów na kontynencie ale jego filmy już dawno mają znaczenie tylko dla historyków. Nie byłoby dziwne gdyby Tali studiowała reżyserię bo jeszcze na dodatek jej matka jest właścicielką teatru. Latemaja wyciągnęła szkolną fotografię córki - zobacz czy jest tutaj - poprosiła.
-Nie znałem jej ale ta jest trochę podobna do małej butowniczki Tamy bosonóżki, nawet bardzo podobna a ktoś u nas się zastanawiał czy to czasem nie jest Tali Walturianówna ale go zakrzyczano.
-Ta? - Upewniła się matka wskazując kogoś na fotografii.
-Tak, tylko, że Tama wyglądała trochę zadziornie w szerokich przepaskach na czole i buciorach udających gołe nogi. Uczyła się w szkole usług domowych, była charakteryzatorką w teatrze i jeździła po domach w zielonym autku czesać damy. Nawet mi się podobała ale to taka smarkula była, zresztą pewien aktor się uparł,że musi się z nią umówić a jak mu się raz udało to potem ciągle na tańce razem biegali póki na horyzoncie nie pojawiła się Nety Walturianówna. Śliczna i bogata. Jej koleżanka opowiadała później, że gdy raz wraz z Nety była u jego rodziny w gościach i ktoś tam powiedział, że Tamie to zależało tylko na tym aby on jej fundował, to Nety się uniosła honorem, uparła i zwróciła wszelkie koszty jakie poniósł na nią i już nigdy więcej się z nim nie spotkała. Podobno ten aktor chciał później odzyskać Tamę, bezskutecznie. Ta dziewczyna ze zdjęcia wygląda poważniej niż Tama ale Tama zaczynając naukę miała 11 arli. Ja wtedy byłem na reżyserii ... Teraz może mieć ponad 14 arli.
-Czyli kochana rodzino - powiedział po odejściu gościa ojciec - nasza Tali prawdopodobnie nie kłamie. Mogła przed przyjazdem tutaj skończyć dwie szkoły, zwłaszcza jeśli ma bogatych rodziców a wygląda na to, że ma.
-Mówiła, że jest wielozawodowcem - oświadczyła Dorinana.
-Pasują wszystkie szczegóły - stwierdził Elzantro - nawet to, że nie pozwala za siebie płacić. Pocieszające, że nie próbuje płacić też za mnie.
Tym razem szukali informacji o Walturianie i nie przez wizjofon tylko w podręczniku historii kinematografii, który stał sobie grzecznie u nich w domu na półce obok nowszego ale bardziej wyświechtanego poradnika filmowca. Nikt z nich nie kończył szkoły filmowej, wszyscy studiowali teatrologię i obchodziły ich raczej techniki robienia filmu niż jego historia.
O Walturianie w podręczniku napisano: prosty archiwariusz i nauczyciel historii, zrobił karierę nie tylko dzięki pasji historyka i przegrzebywacza dokumentów ale też małżeństwu (zresztą bardzo udanemu) z córką potentata Milandera co zaowocowało też przyjaźnią z mironem Tolimanii. Pierwsze filmy Walturiana były w zasadzie sfilmowanymi wykładami historii ze statystami w tle. Wśród statystów często występowały jego małe dzieci: Karis, Tali, Nety, Siegrid i Magnoliusz. Później nagrywał filmy lalkowe a jego żona robiła z tego samego materiału cykl filmowy: "Mój mąż kręci film" Oprócz dzieci występowali w nim też wychowankowie: Aldmara, Toland i Nolaja.
Walturian należy do grupy pionierów degedeńskich wśród, których poczesną rolę zajmuje jego teściowa Rezeryka. Sama filmów nie kręciła ale ogromnie wsparła przemysł kinematograficzny o czym mowa pod hasłem: Pierwsze kino i pierwsza szkoła filmowa na kontynencie.
- Czyli ja wcale nie jestem taką dobrą partią jak mi się zdawało - zmartwił się Elzantro.
Przynajmniej wiedzieli, że zaproszenia na dwa wesela są na serio i na stroje trzeba wydać.
W związku z tymi zaproszeniami Elzantro nadal chadzał na tańce z Tali ale już z rodziną i nie często bo Tali musiała się kiedyś uczyć, za to zapraszali do siebie ją oraz Litę aby uczyły się z Doriananą. Przy okazji coraz lepiej ją poznawali, świetnie sobie radziła z krótkimi wyjaśnieniam, często na przykładach zmyślonych lub z życia wziętych oraz z zadawaniem trafnych pytań.
Pewnego razu spotkali się na tańcach z Łypolippą
i jej partnerem Rumim, nawet usiedli przy jednym stoliku.
-Widziałem cię w roli Cylki i to w obu wersjach - powiedział Rumi - świetne, a nie pragnęłaś zagrać Amindy?
-Wżniejsze od tego czego ja bym chciała jest to czego by chcieli widzowie. Na pewno nie drugiej Cylki i nawet gdyby udało mi się to zagrać zupełnie inaczej mogłabym zaszkodzić obu filmom.
Te dwie postacie absolutnie nie powinny być do siebie podobne.
-Mądrze mówisz Tali - pochwalił Ismondo - ja właśnie też tak uważam i dlatego zabroniłem aktorom oglądać "Miedzianą Wieżę" Czy mnie posłuchają to inna kwestia.
http://b1.pinger.pl/d67dd8e6791af6269a430a80136d07af/003.jpg

Na koniec miała pokazową lekcję dla starszej młodzieży i zaczęła od słów - Witajcie młodzi matematycy. Dzieci są na to za dorosłe ale wy już nie dzieci więc opowiem wam bajkę.
Roześmieli się.
-Jedzie sobie autko ulicą i myśli - wyciągnęła autko ozdobione cyfrą trzy i ustawiła niziuteńką równię pochyłą - jestem fajniejsze od innych autek i nie wiem skąd ja takie mądre, ojciec Autobus potrafi tylko warczeć, wyciągnęła drugą zabawkę z namalowaną ósemką - a jak wyżłopie osiem wiader paliwa to zajedzie najwyżej sto odkładów pod górkę. O taką małą góreczkę. Tycią, tycią, Mamusia Mamutka - dodała kolejne auto zabawkę tym razem z dziesiątką - potrzebuje dziesięciu wiader a mnie wystarczą trzy i nawet nie zrzędzę. Na wyhamowanie każde z nas zużywa całe pół wiadra. Narysowała na tablicy miarę oznaczającą wiadro, napełnioną do połowy.
Tata to wielki, wielki skąpiec, potrafi policzyć ile minimum paliwa zużyjemy jeżeli pojedziemy wszyscy na wycieczkę po tym samym stoku i z powrotem 135 odkładów. Wy też policzcie a żebym ja się nie nudziła będę łazić i patrzeć jak wam idzie.
Uuuu tam, taka strzałka - powiedziała przechwytując papierową zabawkę - gdybyś bardziej się postarał to byś we mnie trafił. Rozwiązuj, rozwiązuj, bo to tylko na pozór takie proste a jak nie umiesz, możesz się pobawić autkami bo szkoda twojego czasu. Nie mówiła do nikogo konkretnego, patrzyła w okno.
Znów się roześmieli. Tylko jedna dziewczyna się oburzyła - nauczycielka nie powinna ubliżać uczniom.
-To nie była obelga tylko rzeczowa rada, zabawa autkami może nasunąć pomysł jak to rozwiązać - wyjaśniła. -Ja z rodzeństwem zawsze się tak bawiłam.
-Też mi sposób nauczania. Nauczycielka powinna być poważna.
-Oj coś czuję, że zanim wyjdę zaśpiewacie mi ... i Tali zaśpiewała: "Niegrzeczna, ten wyrok sąd dziś da. Niegrzeczna, nie wolno ha ha ha.
-Wcale tak ładnie nie śpiewasz.
No ale trudno, nauczycieli się nie wybiera, rozwiązuj zadanie bo zaraz dam następne, też o samochodzikach. Do roboty.
Do roboty -powtórzyła stanowczo widząc, że dziewczyna jeszcze chce dyskutować a w duchu pomyślała - a co mi się stanie jak zawalę szkołę?
Czego się miałam nauczyć już się nauczyłam a to są tylko egzaminy.
Gdy już miała opuszczać klasę jeden uczeń zaintonował a reszta się dołączyła i Tali też - "Niegrzeczna, ten wyrok sąd dziś da, niegrzeczna, nie wolno ha ha ha".
-Aaa - dorzucił ten od strzałki - śpiewasz zdecydowanie lepiej niż Kalima.
-To ja cię chciałam bronić - oburzyła się ta dziewczyna, która przeszkadzała w lekcji.
-Przed czym? - okazała pełne niepokoju zdumienie Tali - co mu zagrażało?
Odpowiedziała jej cisza.
- No cóż i tak nie pomogę wam rozwiązać tego problemu. Sami musicie sobie poradzić. Zegnam was matematycy, autka zostawiam bo jesteście wystarczająco duzi aby się nimi pobawić przed lekcją.
-Nie, nie, nie - zaprotestowała nauczycielka - zbieraj to.
-A no trudno, wyższa konieczność szkoda bo muszę znów to targać.
-No, choć nie pochwalam wystąpienia Kalimy - powiedziała nieco później nauczycielka - trochę racji miała - nauczyciel powinien zachować powagę ale ogólnie sobie poradziłaś. Będzie z ciebie nauczycielka.
Kalima dorwała ją nim doszła do auta oczekującego na nią Elzantro - mój ojciec jest szefem komisji, dopilnuję abyś nie dostała dyplomu.
Tali szeroko się uśmiechnęła - ale tego czego się nauczyłam ani ty, ani twój tata nie zdołacie mi zabrać a mnie są potrzebna umiejętności a nie dyplom. Na pożegnanie pomachała dziewczynie wesoło ręką i zupełnie obojętne jej było czy tatuś jest pod pantoflem córeczki.
Szkołę skończyła z wyróżnieniem.
Jej ojciec słuchał tego z dumą bo tym razem to on przyleciał po nią lotobusem, zabierał przecież też Isemondo Latemaję Doriananę i Elzantro.
-Talinko ty poprowadzisz - powiedział - ja jestem stary, muszę odpocząć.
-Wziąłeś leki?
-Aż tak źle ze mną nie jest ale wziąłem. O proszę, pokazał opakowanie.
-Jest niedobrze chorować - zwrócił się później do gości - dzieci gotowe człowieka ubezwłasnowolnić.
I ma się takie mieszane uczucia - fajnie, że rosną, fatalnie, że robią sobie miejsce moim kosztem. Twój syn nie usiłuje przejąć teatru? Bo moja Talusia chyba chce objąć kiedyś teatr swojej matki.
-Oddelegowałem go do kinematografii.
-Pomysłowo. Ja tak nie mogę bo sam w tym tkwię po uszy. Talusię wspiera mój przyjaciel, dyrektor naszego teatru. Chce aby na razie została jego asystentką bo Talusia zamierza kończyć szkołę zarządzania.
-Czas jej za mąż - uśmiechnął się Isemondo.
-I tu jest problem. Ona wprawdzie już jest najbardziej wykształconym z moich dzieci ale chciałbym aby ukończyła i tę szkołę. Sfinansuję jej to. Cieszyłem się, że ona nie śpieszy się do bycia panią domu ale jeśli już, to czemu nie w Degeden? Netusia zamieszka w Sarinei to niechby Tali zamieszkała z nami. Nasz dom gotów się w końcu stać za duży a my jesteśmy coraz starsi.
-Kiedy poznaliśmy Tali sądziliśmy, że nie jest ze zbyt zamożnej rodziny - odrzekł Isemondo - ale to nam nie przeszkadzało. Chciałem aby syn przejął po mnie sukcesję.
-To córka przejmie. Żona się dowiadywała, jej schorzenie jest uleczalne.
-Interesowaliście się nami?
-Wy zaczęliście pierwsi, nawet nas wystraszyliście. A już jak się dowiedzieliśmy, że wynajmujecie detektywów, zabraliśmy auto Tali do domu i omal nie poprosiliśmy królewny Santry o pomoc. Przecież wyście stwarzali dla naszego dziecka zagrożenie. A gdyby detektywi chcieli się dofinansować i ją porwali? Okup okupem ale co za okropne przeżycie dla dziecka! Nie mogliśmy dopuścić abyście zauważyli, że autko samo po nią przyjeżdża, was przecież też nie znaliśmy, nie wiedzieliśmy jakie macie zamiary.
No niestety rozmowy o planowanym mariażu bywają trudne ale wesele Nety Walturianówny i Slemerta Sarinejczyka zapowiadało się pięknie .
-Czemu tak skromnie się ubrałaś ? - Spytała Latemaja na widok przyszłej synowej.
- Bo to wesele mojej siostry i to ona ma błyszczeć.
Mimo wszystko wyglądała elegancko, załatwiały to dodatki nadające sukniom elegancki wygląd. Spokojnie mogła rozmawiać nawet z najważniejszymi osobami w państwie a takowe na tym weselu były. Przez trzy dni ona wyglądała elegancko, jej siostra olśniewająco. Okazywały sobie przez dwa dni tyle siostrzanej miłości aż miło było popatrzeć. Trzeciego dnia zaszło coś niesamowitego. Nety nie zdecydowała się złożyć przysięgi małżeńskiej Slemertowi.
Za to wzięła za rękę Elzantro i oboje poczęli przepraszać po kolei: Selmentra, Tali, niedoszłych teściów, rodziców obojga, Nety z płaczem rzuciła się do nóg Tali - wybacz mi, błagam wybacz mi siostrzyczko, to było jakby jakiś piorun strzelił, kochamy się, nie wiem jak to się stało ale jeszcze nikogo tak nie kochałam. Milareza podeszła przytulić Tali. Walturian siadł wprost na podłodze i płakał, synowie poklękali przy nim by go pocieszać.
Rezeryka stała oszołomiona, Milaryk podszedł ją wspierać.
Niedoszli teściowie obejmowali syna. W ogóle zrobiło się jak na pogrzebie a tamci dwoje płacząc złożyli sobie przysięgę i popatrzywszy na gości podchodzących do poszkodowanych jakby z kondolencjami chcieli wyjść.
-Zaczekajcie - powiedziała Tali, która wcześniej uzgodniła z Elzantro, że zamieszkają w Dżawans.
-Ja zamieszkam w Degeden, ilekroć będziemy chciały odwiedzić rodziców, zawiadamiajmy ich aby nie dopuścili do naszego spotkania.
-Nie wybaczysz mi? Przecież się kochałyśmy - powiedziała zdruzgotana Nety.
-Ja cię nadal kocham ale tak będzie lepiej dla was dwojga, dla mnie i mojego ewentualnego męża.
-To może pobierzcie się ty i Slemert - zaproponował ktoś z rodziny Slemerta.
-Nie - odpowiedziała - nie będziemy dla siebie nagrodami pocieszenia.
http://b3.pinger.pl/136d58ecc499c771f44c3f057c4a4085/Nety..jpg
Kto wie czy Netusia nie znalazła się w gorszej sytuacji niż Tali. Czuła się tak jakby zyskując ukochanego straciła rodzinę w dodatku teściowie
i szwagierka choć zachowywali się poprawnie to jednak z rezerwą i to wobec obojga. Zdążyli już polubić Tali i przyzwyczaić się do myśli, że to ona zostanie Elzantrową a Netusia ją skrzywdziła.
Zależało jej na tym aby przełamać lody więc zajęła się sprawą Dorianany. Musiała poprosić o pomoc swych rodziców. Rozmawiali z nią rzeczowo. Oczywiście zgodzili się wszystko załatwić ale o nic co nie dotyczyło sprawy nie pytali, nawet o to jak się Nety czuje. Było tak jakby ją skreślili, wymazali jako córkę, no i nie zaprosili ich na wesele Noli uzgodnili tylko kiedy ktoś przyleci po Dorinanę.
Oboje teściowie zdecydowali się lecieć z córką do Arbland, rodzice zaoferowali im noclegi i wyżywienie w swoim domu. Teściowie woleli zabrać prowiant ale na noclegi chętnie przystali.
Na jakiś czas Netusia i Elzantro zostali sami i atmosfera zrobiła się lżejsza. Nie tak do końca, bo przecież kontaktowali się z babcią
Rezeryką. Pytali o Doriananę, przekazywali jej pozdrowienia.
Netusia nawet spróbowała się wytłumaczyć przed babcią. - Ja go tak bardzo pokochałam, no czy ja mogłam coś na to poradzić?
-Mogłaś Netusiu - padła odpowiedź - mogłaś. Wystarczyło mu się nie przyglądać, nie porównywać z narzeczonym i z nim nie tańczyć a najlepiej nawet nie rozmawiać.
-To miałam się zachowywać jak dzikuska?
-Tak, jeśli dzikuski nie zabierają narzeczonych swoim siostrom i nie porzucają własnych w dniu ślubu.
W kinie szła akurat "Miedziana wieża" Postanowiła, że na nią pójdą a w każdym razie ona pójdzie skoro on nie ma ochoty.
-Muszę ją zobaczyć - oświadczyła.
-Wieżę? Nie wierzę - zażartował.
-Nie. Tali.
Poszedł i on a szkoda. Popłakał się razem z nią gdy Tali jako Cylka śpiewała przy fryzowaniu włosów: "On taki jest kochany, ja piękna muszę być. Rząd spinek powpinanych przecudnie będzie lśnić" Nagle Tali zostawiła czesanie, zatańczyła a potem równie raptownie wróciła do lustra - "To szminka mojej mamy. Podkreślę usta swe. On taki jest kochany więc piękna ja być chcę.
Inni widzowie się śmieli bo wyglądała zabawnie. Głupia, zakochana smarkula, tylko oni dwoje płakali a potem on stracił zainteresowanie swoim filmem i musiała go z tego marazmu wyciągać a nawet chwilowo przejąć reżyserowanie.
Przy okazji zmieniła aktorkę grającą główną rolę na siebie.
Pomógł przypadek. Łypolippa była dość chimerycza, na Elzantro obrażała się raz po raz. Netusi tylko raz powiedziała, że w takim razie ona tego nie gra.
-No dobrze - odpowiedziała Nety - jakoś sobie poradzimy.
Kazała filmowcom nagrywać od początku sceny z
Amindą. Marudzili więc sama wzięła się za montaż.
Zaalarmowany wieścią, że Nety niszczy film Elzantro wreszcie się ruszył.
Był zaskoczony jak świetnie praca jej idzie i odzyskał wigor.
-Ty ją wciąż kochasz - powiedziała któregoś dnia.
-Nie - odrzekł - to dla ciebie, nie dla niej zdecydowałem się na drastyczną zmianę obsady ale czuję się jak ten pacan "z Miedzianej Wieży". Rozbudziłem jej miłość a potem zobaczyłem ciebie. Nie darowałbym sobie gdyby Tali skończyła jak Cylka.
-Ona tego nie zrobi. Jest silna.
Netusia już właściwie wiedziała, że nie zostanie zaproszona na ślub Noli i przygotowane na ten cel suknie będą musiały poczekać na inne okazje. Szkoda jej jednak było tej rodzinnej imprezy.
-A może pojedźmy autem - poprosiła męża - powinnam być na weselu Noli.Przyjaźniłyśmy się.
-To nie jest dobry pomysł - odrzekł.

KALIMA
http://b2.pinger.pl/70b255e00edc813084769f1edd97d38f/002.jpg
Ojciec pomógł jej wszystko załatwić. Zatrzymał się w hotelu aby nie zostawiać tego na jej głowie, była przecież jeszcze młoda i w obcym kraju, zapisał ją do szkoły, załatwił bursę.
Teraz wreszcie poszli do teatru, próbować czy nie dostanie od razy pracy. Koniecznie chciał się dostać do dyrektora.
-To teraz niemożliwe - oświadczyła sekretareczka.
-Jest moim krewnym - skłamał butnie.
Filuterny uśmiech pojawił się na twarzy młodej kobiety - chętnie pomogę, są kłopoty w zakwaterowaniu?
Kalima znała ojca, poczuł się niepewnie choć nadrabiał miną.
-Nie. Obiecał pracę mojej córce.
Uśmiech sekretarki stał się jeszcze szerszy. Kalima znała go.
-Jeżeli nie chcesz wylecieć z pracy zaanonsuj nas wujkowi - zażądała.
Sekretarka się roześmiała - więc chcesz dostać pracę Kalimo? spytała uspokoiwszy się - ojciec drgnął na dźwięk tego imienia bo przecież się nie przedstawiali
- W teatrze się nie uda - wyjaśniała - bo bardziej potrzebujący i efektywni są uczniowie z drugiego półarla. Oczywiście nie jest to jedyny teatr w mieście ale nie radzę się przedstawiać jako rodzina z Dżawans bo właściciele teatrów chętnie zatrudniają członków najbliższej i kłamstwo szybko wyjdzie na jaw.
Jeżeli mogłabym coś jeszcze podpowiedzieć to można na początek popracować sezonowo w okolicznych wsiach. Można też poprosić o pomoc dyrektorkę szkoły.
-Stać mnie aby opłacić córce pierwsze półarle ale gdyby teraz zaczęła miałaby już zaklepaną pracę na drugie.
-Albo wręcz przeciwnie. Kłótliwość nie popłaca.
-Córka wcale nie jest kłótliwa.
-A ty wcale nie pracujesz w oświacie? - Pytała z uśmiechem.
-No oczywiście, że nie. Jestem fabrykantem.
-To wspaniale, niech więc córka na razie nie podejmuje pracy a zafunduj jej kurs dobrych manier.
-A w zęby chcesz? - Nie wytrzymała Kalima.
-Przemyśl to - zwróciła się sekretarka do jej ojca - bo ja mówię całkiem serio. Jeżeli nad tym nie popracuje to ani aktorką nie będzie ani pracy sezonowej nie dostanie.
Wyszedł z gabinetu mężczyzna - Talusia zrób nam pięć herbat, tylko gorących.
Uśmiechnęła się - zawsze robię gorące dyrektorze tylko ty długo pijesz. Czy znajdziemy zatrudnienie dla nowej uczennicy?
-Jeśli ci zależy to ją gdzieś upchnij - odrzekł i wrócił do gabinetu.
-No to tak jak uzgodniliśmy - powiedziała sekretarka - najpierw lekcje dobrych manier.
Kalima miała ochotę kopnąć w jej krzesło ale wyszła bez słowa i dopiero później powiedziała - to krowa.
-Daj spokój, też bym cię nie zatrudnił i odmówiłbym mniej grzecznie. Zaczekaj chwilę - powiedział, wszedł jeszcze do sekretariatu i wrócił z kartonikiem - ona ma rację trzeba abyś brała te lekcje, tu mamy adres.
Nie ma się o co obrażać, tyle na te twoje fanaberie wydałem, że lepiej aby się nie zmarnowało.
Sekretarka zjawiła się u nich na lekcji historii kinematografii.
-Witajcie młodzi adepci sztuki - aktorskiej - powiedziała - jestem Tali, boję się bardziej od was. Wykład wygłoszę w zastępstwie Gakindy, której wakacje się przedłużyły w skutek powodzi, ale już po nią i innych powodzian poleciał transport więc bez obaw będziecie mieli fachową wykładowczynię. Tyle wyjaśnień.
Z filmami na naszym kontynencie było tak, że najpierw nagrywano rzeczywiste wydarzenia na urządzeniach, co ciekawe wyższej jakości niż stosowane dziś powszechnie kamery.
Z czasem filmy zaczęto wykorzystywać na na pogrzebach tolimańskich dostojników jako materiał wspomnieniowy. Pierwszy raz na pogrzebie następcy tronu Fanteora w arlu ...
Jakoś sobie radziła. Kalima miała chęć strzelić dla zgrywy kapiszonem ale siedzący obok sporo starszy i niezwykle przystojny kolega przytrzymał jej rękę z młoteczkiem - przedszkole jest dwie przecznice dalej - powiedział.
- Jak ty w ogóle mogłaś o czymś takim pomyśleć - dziwiła się później jedna z koleżanek - ona jest przecież nie wiele od nas starsza, bała się jak jej pójdzie, jej matka akurat ratowała powodzian a ty chciałaś robić takie dowcipy jak jaka smarkula? To nawet nie wypada.
- W dodatku to jest córka właścicielki teatru - dodał ktoś inny.
-I grała Cylkę - wyjaśniano dalej.
-Co gorsza jest reżyserem - dopowiedział jeszcze ktoś.
-To w ilu zawodach ona pracuje?
-Na razie jako asystentka ale wszystko może się zmienić i reżyser Tali nie da ci roli a jak nie Tali to Enilioborian bo zna ją od dziecka i przyjaźni się z jej rodzicami.
=========
Wśród kursantów nie była zbytnio lubiana ale dobrze się dogadywała z jedną starsza mieszkanką bursy i z nią wybrała się raz na tańce do lokalu. Zauważyła, że najstarszy kolega na kursie pełni tu rolę zawodowego tancerza.
-Przystojniak - stwierdziła koleżanka i poszła z nim zatańczyć. Do Kalimy podszedł chłopak starszy od nich obu.
-Jestem Siegrid, uczę się prawa.Zatańczysz?
Zgodziła się, tańczył doskonale.
-Czego się uczysz?
-Aktorstwa.
-No i fajnie a jaki typ ról cię interesuje?
-Wyłącznie główne.
-Chodziło mi o to, czy słodkie, czy wytrawne. Moja siostra to chyba ostatnio trafia na wytrawne. W zasadzie jest słodka tylko, że nie idiotka.
-Czyli masz siostrę?
-Trzy i trzech braci, jeden to nawet bliźniak.
-To dlaczego nie przyszliście razem?
-Tatuś nam zapowiedział, że dopóki nie skończymy szkoły mamy się nie zakochiwać a już w żadnym wypadku w tej samej dziewczynie. To drugie wzięliśmy sobie do serca dlatego on chodzi się bawić do Percepcji a ja tu.
Dla zgrywy następnym razem wyciągnęła koleżankę do Percepcji. Nie wiedziała tylko kto się bardziej zgrywa ona czy on. Był tam, podszedł, przedstawił się - Jestem Magnoliusz - pozwolisz, że porwę przyjaciółkę do tańca? - Zwrócił się do koleżanki.
-Czemu nie mnie? - Zapytała zalotnie - tego się nie da wytłumaczyć, jesteś piękna, na pewno ktoś cię poprosi a mnie podoba się ona z przyczyn nie wiadomych.
-Mógłbyś choć poflirtować.
-A w żadnym wypadku. Nigdy nie kpię z kobiet a flirtowanie jest bliskie kpiny.
Tańczył pięknie. Zaczęła się umawiać z oboma,
miały z tego ubaw.

http://b2.pinger.pl/766ee6f0e0abc0b4d65597dd8e9c1445/082.jpg

 

 




Siegrid postawił portrecik na swoim biureczku. Magnoliusz na chwilę osłupiał a potem podał mu ten, który właśnie zamierzał postawić na swoim.
-Kalima - stwierdził Siegrid stawiając obok swojego.
-Mnie się przedstawiła jako Danalgia. Zawsze przychodzi z koleżanką.
-Rysuj polecił Siegrid i sięgnął po kredki.
Tak, to była ta sama koleżanka.
-O nie, tak tego zostawić nie można - stwierdził Magnoliusz i zanucił melodyjkę "niegrzeczna"

Na razie oznajmili rodzicom, że jednak pojadą na Joksolanie bo rzeczywiście dadzą sobie w szkole radę. Milareza popatrzyła na nich z zaciekawieniem.
-No i uważamy, że należy jednak słuchać tatusia i mamusi - poinformował Siegrid w przekonaniu, ze to ich uspokoi. Nie bardzo mu się to udało, już lepiej Magnoliuszowi, który oświadczył - pod waszą opieką nic głupiego nie zrobimy.
Milarezie i Walturianowi zależało na ich pomocy bo mało brakowało, że pojechaliby z nimi tylko Tawia i Wiernysz. Karis widząc na co się zanosi pozmieniał swoje plany, Tali znalazła zastępstwo w pracy.
Na czas jej nieobecności miała ja zastąpić Julilla.
Wychowankowie przedstawili nieodparte argumenty na to, że jechać nie mogą ale teraz na szczęście bliźniacy się zdecydowali.

SZKOŁA AKTORSKA

Mieli wybrać tematy do opracowania. Najstarszy zrobił to błyskawicznie.
-Ja to chciałam - powiedziała aby go jakoś zaczepić.
-A ha ha ha - dziecku się coś wydaje - odpowiedział.
-Lepiej niech ona się tym zajmie - zdecydowała Aldmara - tobie proponuję Alarda Barda. Zrobisz to w parze z Terezbetem. Więcej zyskacie na przyjrzeniu się rolom mężczyzny. Kto do pary z Kalimą?
Nikt się nie odezwał.
-Widziałabym tu Emellę bo chyba ma podobny potencjał do tej aktorki - powiedziała Aldmara.
W ten sposób Kalima znalazła się w parze z wiecznie wesołą i uczynną Emelle.
Miały do opracowania postać Tali Szawala Magnolii Walturianówny.
Zdumiewające ale jej dorobek był naprawdę spory choć rozgłos przyniosła jej dopiero rola Cylki.

Aldmara dostarczyła im całą masę filmów do przejrzenia, na niektórych była też ona. Aż się im tego wszystkiego nie chciało przeglądać i losowały. Aldmara później powiedziała - no nie jest źle ale jak można było ominąć rolę Tali Szawala?
Po cyklu uczniowskich opracowań okazało się, że najlepiej wypadli Alagrif i Terezbet.
Alagrif musiał chyba kochać się w Tali. Bronił jej, chciał opracowywać materiał z jej filmów i pracował tam gdzie ona.
Nie widywała ich jednak razem a przecież kręciła się przed tym teatrem. W ogóle jakoś nie trafiała na Tali i bardzo dobrze.
Kto by pomyślał, że zadzierając z praktykantką w Dżawans narazi się na kłopoty z wpływową osobą w Degeden. Nie warto było.

Lita zawizjofonowała do Tali z urzędu łączności wizjofonicznej. Tali nie wiele myśląc ku przerażeniu ojca zeszła z Dżaka.
-No witaj kochana - zawołała Lita - Chyba będziesz pomszczona. Wiesz co ta twoja super siostra wyprawia?
Były wczoraj u mnie w zakładzie dwie aktorki i właśnie o tym rozmawiały. Jedną Blondzia zwolniła i sama gra jej rolę a druga: Dadziunia opowiadała tej zwolnionej, że teraz Blondzia poprawia film "wklejając" swoją twarz twarzy tamtej i wyjatkowo dobrze jej się to udaje. Chce z tym zdążyć aby film trafił do kin przed powrotem teściów.
Ta zwolniona powiedziała - nie przeszkadzajcie jej, niech dokończy dzieła, niech się cieszy a wtedy rozdepczę tę złodziejkę jak muchę co się nażłopała krwi i jest nieruchawa.
Dadziunia nazwała twoją siostrę opóźnioną w rozwoju bo chyba nawet nie rozumie, że kradnie.
-No to znów będę musiała ratować Netusię.
-A coś ty. Niech raz smarkula dostanie w łeb to się nauczy. Jak będziesz ją tak ratować nie poczuje się odpowiedzialna za siebie i nadejdzie taki moment, że nikt jej nie da rady dopomóc.
-Dobra, dzięki za informację. Wracam do pracy.
-Co robisz?
- Ścinam trzcinę.
-Gdzie?
-Talka w tej chwili na Dżaka! - huknął ojciec, który od czasu porwania Norby bał się aby którąś z jego córeczek to nie spotkało.
Zobaczył z daleka grupkę Joksolańczyków i się zdenerwował.
-To było naprawdę takie ważne i takie tajne? - Zapytał.
-Czy tajne jeszcze nie wiem ale może się okazać dużo ważniejsze niżby ktokolwiek z nas chciał.
Walturian poczuł niepokój a Tali zastanawiała się czy nie zaangażować w sprawę mamy.
===========
W nocy, z lotopławy próbowała wizjofonować do Netusi. Zamiast niej odebrał Elzantro.
-Coś nie tak z Doriananą? - zapytał zaniepokojony.
-Nie,nie, doszły mnie wieści z innych rejonów.
Czy ty masz prawnika?
-O co chodzi?
-Zanim twój film trafi do kin upewnij się, że od strony prawnej wszystko jest w porządku.
-O co konkretnie masz pretensje?
-Ty się nie przejmuj moimi pretensjami, ty pilnuj aby ktoś inny nie rozdeptał was jak muchy,które się nażłopały krwi. Nic więcej nie powiem bo mogę mieć złe informacje ale wy się tak nie śpieszcie, sprawdźcie każdy szczegół ale nie sami tylko z prawnikiem.
Rozłączyła się.
Pomyślała, że dla oszczędności mogliby skorzystać z pomocy mamy ale ona im tego sugerować nie będzie.
Nawet nie wiedziała, że parafrazując Łypolippe dokładnie wyjaśniła małżonkowi Netusi o co w tej sprawie chodzi.
Zajął się tym nawet nie biegnąc do prawnika.

Na Joksolanii szczególnym rarytasem były różnej wielkości owoce o twardniejącej dzięki suszeniu skórce. Specjalne substancje nasączające pomagały zachować jej urodę i kształtować. Wypychało się te skórki piaskiem by podczas procesu suszenia zachowywały swój lub nadany
kształt. Pracowali nad tym później i tylko nad swoją częścią bo przecież najwięcej zabierali właściciele ziemi, oni to co było ich zapłatą za pracę i to z królewskiej części co wymienili na inne dobra. Tym razem na lustra, metalowe kuchnie, elegancko oprawione książki napisane joksolańskim alfabetem a przygotowane w wydawnictwie Milarezy oraz instrumenty
muzyczne. Niezależnie od tego Norba dostała to o co prosiła. Rower, kołyskę i ubranka dla dzieci.
- Chyba ostatni raz się tym zajmuję - powiedziała mężowi Milareza - to jest za kosztowne a przyzwyczailiśmy już Hodrera do prezentów. On ma coraz większe żądania. No i dzieci coraz mniej chętnie będą nam pomagać. Mają swoje sprawy.
-Szkoda - westchnął Walturian - lubię to zajęcie.
-Oby tylko operacja się udała - odpowiedziała zupełnie nie na temat Milareza. On jednak zrozumiał.
-Myślisz, że nie należało się w to mieszać? - zapytał.
-Gdyby Netusia nie poprosiła wolałabym się nie mieszać. Przecież można żyć z kalectwem. A co jak operacja się nie uda?
On też się tego bał. Ich może niegrzeczna ale kochana córeczka znalazłaby się w trudnej sytuacji.
Już tęsknili za Netusią ale przecież była z nimi Tali, też kochana a dwie naraz być nie mogły.
-Głupia sytuacja - stwierdził Walturian - powinna być na weselu Noli ale przecież nie możemy jej zaprosić z mężem.
-Ty nie rozumiesz Walturku - Odpowiedziała Milareza - Netusia jest większym zagrożeniem dla Tali niż Elzantro bo Tali za cudzym mężem nie poleci a z Netusią nie wiadomo.
-Tali chyba nikogo nie ma?
-To przestaniemy zapraszać Nety gdy będzie miała?
Trzymajmy się tego co powiedziała Tali.
Operacja Dorianany na szczęście przebiegła pomyślnie. Dziewczyna przebywała jeszcze w klinice a potem jakiś czas miała spędzić w domu Milarezy i korzystać z rehabilitacji.
========
Do Degeden wrócili krótko przed weselem Noli.
Ogromnym zgrzytem było to, że zastali w domu panoszącą się Kwiludę i jej synów z żonami.
Mężczyźni bardzo przepraszali Tali. Przyjęła przeprosiny bo wydawały jej się szczere ale i tak ich później unikała.
Kwiluda zwyczajnie wszystkim rządziła. Wyjaśniała co jutro będą robić.
-Nie gniewaj się - powiedziała niemal błagalnie Milareza - ale to jednak ja jestem tu gospodynią. Wyjeżdżając zostawiłam Aldusi i Noli listę spraw, których załatwienia trzeba dopilnować.
Okazało się, że Kwiluda wszystko pozmieniała, nawet fasony zamówionych dla Tali sukien, bo wydały jej się za skromne.
-Nie wiem co robić - powiedziała Walturianowi Milareza - z jednej strony nie chciałabym jej urazić, z drugiej ...
-Nola i Alda wciąż tu były, skoro pozwoliły Kwiludzie rządzić to zaakceptujmy to, byle na przyszłość nam tu ze swoimi rządami nie weszła.
Powiedziałaś jej, kto tu jest gospodynią. Powinno wystarczyć.
- Nie - powiedziała Milareza - bo one posunęły się stanowczo za daleko wtrącając się do sukien Tali. - Wypadałoby teraz zażądać zwrotu kosztów materiałów.
I chyba właśnie to zrobię bo co do reszty masz rację. Nola tu była i na to pozwoliła więc zakładamy, że wszystko jest tak jak chciała i niech tak zostanie ale wtrącania sie do garderoby mojej córki nie daruję.
-Może krawcowe miały dość rozumu aby uszyć tak jak poleciła Tali.
Niestety tylko jedna z nich nie dała sie omamić Kwiludzie zapewnieniami, że to Tali chce tych zmian.
============
Tali nie miała czasu na szycie nowych sukien, przecież musiała zdawać egzamin z zaległego nonestra, wystąpienie w sukniach "od Kwiludy" było wykluczone i to nie tylko dlatego, że jej się nie podobały, przede wszystkim nie podobało jej się to, że Kwiluda chciała nią rządzić. Matki też szyciem nie chciała obciążać, bo dość już miała zajęć z zapoznawaniem się z tym co namieszała Kwiluda.
Zawizjofonowała do babci czy może na czas ewentualnego pobytu Netusi zamieszkać w Siegridówce.
-Tak, w Magnolii. Sprawdź czy wszystko tam w porządku.
Powiedziała o tym rodzicom - To przede wszystkim Nety powinna być na weselu Noli, jeżeli ma w co się ubrać niech przyjeżdża ale niech nie ważą się mnie odwiedzić. Przykro mi ale to jeszcze nie jest czas na pogodzenie. Naprawdę nie. - powiedziała stanowczo na wypadek gdyby chcieli protestować.
-My to wiemy - powiedziała Milareza - sama sprawdzę czy wszystko w Magnolii jest w porządku ale na jeden dzień masz suknię więc Netusia będzie dwa pierwsze, potem ich odwiozę, ostatniego będziesz ty.
Kolejno ją przytulili. Wyprowadziła się już po egzaminie, tuż przed przyjazdem siostry z mężem.
============
Elzantro początkowo nie był zachwycony wyjazdem do Degeden.
-Będzie ci jeszcze gorzej niż gdybyś się z rodziną nie zobaczyła - ostrzegał żonę. -Wyobrażasz sobie te spojrzenia i te ploty?
Jednak ona bardzo chciała jechać a jemu przyszło do głowy, że może coś przy tej okazji załatwi więc się zgodził. Pilnie jednak ją obserwował ze strachu by mu z kimś nie uciekła.

===========
Kwiluda brylowała w towarzystwie. Nigdy nie wychowywała Noli mimo to teraz poczuła się jej matką opowiadała też o tym co załatwiła na wesele.
-A ile cię kosztowało? - Spytała złośliwie Laroka.
-Ach, o kosztach się nie mówi.
-Nie fajnie - powiedział Tolo do Milarezy.
-Najważniejsze aby Nola była szczęśliwa - odpowiedziała Milareza.
-Jeżeli Hildmond jej nie pomoże to Kwiluda będzie nią rządzić dopóki Nola to wytrzyma a potem wybuchnie awantura.
Kwiluda na próżno oglądała się za Tali. Zaczepiła Netusię.
-A gdzie Tali? - Zapytała.
-A dlaczego pytasz?
-Chciałam zobaczyć czy jest zadowolona z tego jak pozmieniałam projekty jej sukien.
Netusia najpierw wytrzeszczyła oczy ze zdumienia a potem odpowiedziała - no przecież widzisz. Nie ma jej.
Do Kwiludy nie od razu dotarł sens tych słów.
-Ale przecież chyba odebrała sukienki? - Zapytała po chwili.
-Na jej miejscu bym tego nie zrobiła. Tylko w ten sposób można nauczyć niektórych prawidłowego wykonywania usług.
Kwiluda bardzo się zaniepokoiła.
===========
Elzantro choć nie było to dla niego łatwe poprosił teściów o pożyczkę, tłumacząc, że Nety naraziła go na koszty przerabiając nagrania a teraz trzeba nowych nakładów aby to naprawić. Po prostu zużywają za dużo kapsuł a kapsuły do nagrywania są drogie.
-A gdzie ty wtedy byłeś? - Zapytała Milareza.
-Kiedy?
-A czy te drogie kapsuły leżą byle jak, byle gdzie? - Zadała drugie pytanie.
Teraz zrozumiał - masz rację, zgodziłem się na to ale później Tali coś namieszała ...
Ręce teścia zaczęły się trząść, dłoń teściowej zrobiła gest uspokajający.
-No to opowiedz nam co takiego zrobiła nasza Tali - poprosiła.
-Dokładnie nie wiem ale zawizjofonowała do mnie i ostrzegła, że będziemy mieć kłopoty. Wydaje mi się, że nas śledziła a potem rozmawiała z aktorką, którą Nety zastąpiła na planie i podpowiedziała jej jak nas zniszczyć.
Walturian miał chęć wstać, Milareza znowu zrobiła gest powstrzymujący.
-Tali ma za dużo pracy aby was śledzić i na pewno nie będzie się mścić.
-Ktoś do niej gwizdał kiedy pracowaliśmy na Dżaku - wyjaśnił uspokojony już Walturian - Tali bardzo się tą rozmową przejęła. To ładnie z jej strony, że was ostrzegła.
-Co to takiego zrobiliście, że ta aktorka mogłaby wam zagrażać? - Spytała Milareza.
Pożałował, że się do nich zwrócił ostatecznie jednak po uzmysłowieniu mu, że on ponosi główną winę bo to on był decydentem obiecali pomóc, tylko że nie w taki sposób jakiego oczekiwał i trudno mu było wytłumaczyć to żonie.
- Musisz zrozumieć Nety - tłumaczył - zapożyczyłem się - oni zgodzili się spłacić pożyczkę z tymi odsetkami, które już narosły ale w zamian będę musiał im dać udziały w przedsiębiorstwie i pozwolić, że to oni uratują ten film ale nie z tobą tylko Łypolippą.
-Boją się, że byłabym lepsza od Tali - stwierdziła spokojnie - ale bez obaw niczego nie będziesz musiał im dać bo pożyczyłam od Karisa mikrokamerki i odbiornik. Zrobimy ten film.
Gdy wyjeżdżali Milareza o nic nie zapytała, już wiedziała.
===========
Mimo pewnych zgrzytów ogólnie wesele było udane a Nola zadowolona.
Później jednak Kwiluda chciała jej podpowiadać jak urządzić mieszkanie.
-Nie wiem co robić - przyznała się Nola przy śniadaniu rodzinie.
-Słuchać, kiwać głową i robić swoje - oznajmiła Laroka.
- Musisz uczciwie jej powiedzieć, że to twoje mieszkanie i ty decydujesz - oświadczyła Milareza.
-Żeby to było takie proste - westchnęła Nola.
-To jest proste Nolusiu.
=====

Wkrótce przyszła do nich Kwiluda z pretensjami, że się Noli we wszystko wtrącają. Walturian zerwał się z miejsca - Chyba już czas potrząsnąć smarkulą! - Wrzasnął ku przerażeniu Kwiludy.
-Spokojnie Walturku - powiedziała Milareza - ja to załatwię, usiądź i mnie popieraj. Nawet głosu na Nolusię nie podnoś.Ma być grzecznie.
Kwiluda była zdezorientowana.
Poszli we trójkę do mieszkanka przydzielonego Nolci.
-Nolusiu ja i Walturian chcemy cię przeprosić za wtrącanie się - powiedziała Milareza - zaraz wszystko naprawimy. Co zmienić? mów śmiało, to wasze mieszkanie, co jest nie tak?
Kwiluda zaczęła mówić za Nolę - firanki powinny być a nie rolety.
-Jakie chcecie firanki? - Spytała Milareza, dokładnie to z Kwiludą wyjaśniła, rysując i pytając czy o to chodzi, potem podała Walturianowi rysunek z objaśnieniami - bardzo cię proszę zamów dokładnie takie - poprosiła.
-Oczywiście - odrzekł - do jakiej ceny? - Spytał Kwiludę.
-Co dalej? - Spytała Milareza nim kobieta zdążyła na poprzednie pytanie odpowiedzieć.
-Nie! - wrzasnęła Nola - nie róbcie mi tego. Wiem, że powinnam to wziąć na siebie a nie zwalać na was ale nie chciałam urazić Kwiludy.
-A nas można? - Spytał Walturian - Wiesz jak się poczuliśmy kiedy Kwiluda przyszła z awanturą?
-Nie z awanturą - oburzyła się Kwiluda ale on ją zignorował i nadal mówił do Noli:
Dorośnij. Jesteś mężatką, jeszcze trochę a dzieci będziesz wychowywać a ty nie umiesz powiedzieć jakie chcesz mieć firanki? Otrząśnij się! - Wstał i wyszedł.
-Nolusiu musisz sobie poradzić - powiedziała Milareza i też wyszła.
Nazajutrz znów mieli wizytę Kwiludy tym razem z Argiżem. Chcieli rozmawiać z Tali lecz przyjęli ich Milareza i Walturian.
Kwiluda dostała wezwanie do naczelnika w celu rozpatrzenia sprawy oszustwa dokonanego na szkodę dwóch krawcowych.
-Przykro mi - powiedziała stanowczo Milareza zwracając się do Kwiludy - nie podobało mi się już to, że w moim domu, na mój koszt pozmieniałaś moje zarządzenia ale uznaliśmy - tu spojrzała na Walturiana - że skoro Nola tu cały czas była i akceptowała te poprawki to my je też zaakceptujemy zamiast robić aferę i żądać zwrotu zbędnie poniesionych kosztów.
-Jak to zbędnie? - Wykrzyknęła Kwiluda.
-Byłyby zbędne gdybym wszystko pozmieniała na nowo - wyjaśniła Milareza - ale przecież skoro Nola tak chciała, niech jej będzie. Za to sprawy wtrącania się do garderoby mojej nieobecnej przy załatwianiu tych spraw córki nie odpuszczę i tego absolutnie niczym usprawiedliwić się nie da.
A co do kosztów - spróbujcie sprzedać te zmarnowane sukienki, może uda wam się za cenę materiału.
Ostatecznie sami je wykupili ale dopiero wtedy gdy Kwiluda wpadła na pomysł aby przeprosić.
==========



Alek zniknął z sekretariatu w teatrze. To on zastępował Tali bo Julilla dostała pracę tłumacza. Taką na od zaraz albo wcale.
-No, dobrze, że jesteś - powiedział Eni na widok Tali - bo prawie sam sobie radziłem. Przynajmniej z parzeniem kawy. Upiecz jakieś ciasto na jutro bo mam naradę. Na Alagrifa nie można było w tej kwestii liczyć.
===========
Garmidas po długiej nieobecności przybył do Degeden, stracił pracę w rodzimym teatrze więc pomyślał, że wróci tu gdzie zaczynał.
Przyjęła go asystentka uczesana w kok.
-Tama? -Zapytał zaskoczony.
-Tak występowałam pod takim pseudonimem. W czym mogę pomóc?
-Szukam pracy.Pomożesz?
-Spróbuję - odpowiedziała. Masz jakieś podanie?
Podał a ona przebiegła oczyma i połączyła się z
teatrem w sąsiednim mieście.
-Nisko się kłaniam się - powiedziała - jestem asystentką dyrektora teatru w dzielnicy Degeden Czżikichar. Czy potrzebujecie aktora w wieku 16 arli? Jest po szkole aktorskiej, przystojny, ładnie tańczy ... Bo ja i on nie możemy pracować w tym samym teatrze....
To miłe ale zostanę tutaj. Według mnie nadałby się na kolegę Korizoma.
..... Tak znam, interesuje mnie wasz repertuar i uważam, że macie dobrych reżyserów za to braki w wyposażeniu a ja mam na zbyciu dwie sukienki balowe modne za czasów mojej mamy, mogę do niego dorzucić.
...Nieużywane. Dodam sztuczną biżuterię. Wygląda jak prawdziwa.
...Nie, jest całkiem dobry tylko ja go tu nie chcę. Powody ściśle prywatne.
... Tak? Wspaniale.Już go tam wysyłam. Dziś pewnie nie zdąży dotrzeć ale jutro powinien.
Zapisała na kartoniku adres oraz imię osoby do której aktor ma się zgłosić. Podała mu bez słowa.
-Jak tam, wyszłaś za mąż? - zapytał - Bo ja jestem wciąż wolny.
-Znajdziesz sobie kogoś.
-No to opowiadaj co u ciebie. - Rozsiadł się wygodnie.
-Mam dużo pracy, już ci wszystko załatwiłam nie ma potrzeby abyś zabawiał mnie rozmową.

Wszedł Enilioborian, wylewnie się z Garmidasem przywitał i zaproponował rolę.
- A bardzo chętnie - odrzekł mężczyzna.
-Ja go nie chcę - powiedziała Tali i Garimadas bardzo się zdziwił gdy Enilioborian go przeprosił.
-Wybacz Garmidas za bardzo się pośpieszyłem. Jednak nie będe mógł ci dać tej roli.
Nazajutrz w tym teatrze do którego go wysłała zapytano - Czym ty się tak naraziłeś Tali Walturianównie, że aż nam dopłaciła abyśmy cię zabrali?
Garimadas dopiero w tym momencie zrozumiał,że zabiegając o Nety odrzucił jej siostrę.
-To była Walturianówna? Mimo wszystko Eni za bardzo chodzi u niej na pasku, już chciał mi dać rolę gdy sie sprzeciwiła.
-Szykuje ją na swojego następcę. Musi się liczyć z jej zdaniem.
==========
Alagrifowi nieoczekiwanie udało się dostać rolę.
-Tali się zgodziła - powiedział Enilio - bo ufa, że nie będziesz jej się narzucał. Uważaj bo już z jednego musiałem zrezygnować.

==========
Siegrid i Magnoliusz w przeciwieństwie do Tali nie musieli zdawać egzaminów z "zarwanego" nonestra bo przecież byli już dyplomowanymi prawnikami, mniejsza o to, że tolimańskimi za to z dobrą opinią. Ufano, że sobie poradzą i wszystko nadrobią.
Siadywali teraz wszyscy - rodzina i domownicy w dużej izbie i obrabiali plony zdobyte w Joksolanii.
Najpierw trzeba było wydrążyć skórki, robili to sterowanymi urządzeniami włażącymi w środek owocu. Miąższ odkładali do glinianych pojemników i ustawiali w przetrwalniku, na zwolnionych przez owoce miejscach. Część zabierano na bieżące potrzeby mieszkańców.
Sama robota była trochę żmudna ale się przynajmniej nagadali.

Kalima miała nadzieję, że na balu szkolnym zdoła zainteresować sobą Alagrifa. Przecież powinien z nią zatańczyć choćby z grzeczności. Niestety on tak nie uważał. Gdy były tańce, tańczył z tą zarozumiałą małpą - Tali. Nawet imię miała idiotyczne i w ogóle do najpiękniejszych się nie zaliczała a po za tym stara już była.
Mogła mieć ze 14 a może nawet 15 arli.
-A ona co tu robi? - spytała koleżankę.
-No przecież jest uczennicą.
- Nie za stara?
-Są starsi, Alagrif na przykład a nawet jeszcze starsi.
-No tak ale ona skończyła taką szkołę pedagogiczną, którą się kończy po innej.
-Łoj tam. Stać ją i lubi to się szkoli.
-Zaraz zrobię zgrywę - zdecydowała Kalima i aby się przypadkiem nie rozmyślić podbiegła do tańczącej pary i zrobiła awanturę.

Przy najbliższej okazji Alagrif wyznał Tali - było mi przykro, że się ze mnie śmiałaś.
-Nie z ciebie tylko z sytuacji a twoja reakcja mnie się akurat podobała a zaskoczona buźka Kalimy była warta uwiecznienia.
Naprawdę trudno jest zrobić coś super mądrego w takiej sytuacji.
Znowu się roześmiała ale teraz się przyłączył.
Dobrze wiedział, że Tali tańczyła z nim bo nikt inny nie prosi jej do tańca.
To, że tańczyli tylko ze sobą wzbudziło powszechną uwagę, zwłaszcza z powodu Kalimy.
Ponieważ interweniujący bliźniacy dostatecznie ją upokorzyli postanowił nie wnosić sprawy do sądu. Dziewczyny ostentacyjnie unikał.
RODZICE

Informacja dotarła także do rodziców. Nie byli zachwyceni. Przed Walturianem i Milarezą musiała się tłumaczyć najpierw Tali potem Alagrif.
Tali powiedziała, że spodobał jej się zwiając w kłębek by się chronić przed uściskiem Kalimy.
-Niby nic - tłumaczyła - ale to chyba była jedyna mądra rzecz jaką mógł zrobić. A jeszcze jak powiedział, że przecież nie może uderzyć dziecka, to już całkiem mnie zachwycił. Tylko, że on już
dawno o mnie nie myśli i przedtem to się z tego cieszyłam a teraz to wiem, że tak jest lepiej i chyba w przyszłym półarlu zajmę się reżyserowaniem filmu, do którego Alka nie zatrudnię. Z czasem on się ożeni z kim innym a ja wcale nie muszę być mężatką. Małżeństwo mogłoby mi nawet przeszkodzić w samorealizacji.
Alek oświadczył - tak, zamierzam się z nią ożenić. Przecież możemy gdzieś wyjechać, choćby i na Joksolanię.
Potem przyjechali rodzice Alagrifa i sprawujący w rodzinie przewodnią rolę wuj Fantegris.
Najpierw pogadali z Alagrifem.
-Mów prawdę - zażądał wujek - Co łączy cię z Tali Magnolią?
-Wspólne miejsce pracy.
-Podobno tańczyłeś tylko z nią?
-Tak. Ja dlatego, że chciałem, ona bo ma już prawie 15 arli a uczniowie zwykle są młodsi.
-Zdajesz sobie sprawę, że wasze ewentualne małżeństwo byłoby niekomfortowe dla obu rodzin?
-Świat jest duży.
-Wiem. Jesteś najstarszym synem.
-Brat może przejąć moje prawa i obowiązki.
-Czyli będziesz o nią walczył?
-Zdecydowanie tak.
-To chyba wszystko co chcieliśmy wiedzieć? - Wujek popatrzył na rodziców Alagrifa.
- Naraziłeś mnie na bardzo upokarzającą rozmowę - powiedziała Alagrifowi matka - ale drugi raz cię za ucho stąd nie wyciągnę. Trudno Alad - spojrzała na męża - musimy do nich iść a właściwie ja muszę.
Jeszcze raz spojrzała na syna - naprawdę nie mógłbyś znaleźć innej dziewczyny?
-Naprawdę nie. Tali jeszcze tego nie wie ale gotów jestem zrobić wszystko byle została moją żoną. Ona musi zrozumieć, że nikt nie pokocha jej bardziej niż ja.
-Nigdy, w najgorszych snach ... - zaczęła matka i machnęła ręką - idę do Milarezy, a..., i postaram się zbudować poprawne stosunki z tą ... Tali ale ona niech też się stara.
=========
Do ojca Kalimy przyszła informacja oficjalna. Zaproszono go na rozmowę do dyrekcji.
-Ja rozumiem, że młodym dziewczętom przychodzą do głowy głupie pomysły - powiedziała dyrektorka - ale to już było za dużo.
Niewinny chłopak musi uciekać na jej widok.
-A może wcale nie jest taki niewinny?
-Przeprowadziłam dochodzenie. Nigdy pozytywnie nie odpowiadał na jej zaloty. Nikt nigdy nie zauważył czegokolwiek sugerującego, że ona mu się podoba. Natomiast są dowody na to, że ..., zresztą sam zobacz, nasze bale od dawna są filmowane. Włączyła film na rozmowie dwóch dziewcząt:
...-No tak ale ona skończyła taką szkołę pedagogiczną, którą się kończy po innej - twierdziła wyraźnie oburzona Kalima.
-Łoj tam. Stać ją i lubi to się szkoli.
-Zaraz zrobię zgrywę - oświadczyła Kalima i podbiegła do tańczącej pary, szarpnęła mężczyznę.
-To tak się robi? - Krzyknęła - to mnie obiecujesz małżeństwo i w ogóle mówisz, że jestem śliczna a tańczysz z tą starą idiotką? Na jej majątek lecisz? A ja cię tak kocham!
Omal go nie objęła i ucałowała ale się raptownie skulił.
Sekretarka z teatru się roześmiała, młody mężczyzna się wyprostował - a co miałem zrobić?- Zapytał -przecież dziecka nie uderzę nawet jeśli kłamie aby mi dla zabawy życie zniszczyć ale do sądu podam. Ktoś ją przecież tak wychował, to niech poniesie konsekwencje.
Nagle zaklekotała kołatka a potem rozległ się śpiew - Niegrzeczna! Tak wyrok w sprawie brzmi. Niegrzeczna ta co z uczucia kpi.
Niegrzeczna! Tak sędzia groźnie grzmi. Niegrzeczna! Nie wolno hi hi hi.
To śpiewali dwaj bliźniacy a potem jeden z nich powiedział - to okrutna zgrywuska. Umawiała się z nami oboma.
-I nigdy nie pomyliła imienia - dodał drugi - gdybyśmy nie namalowali portretów do dziś by nas wodziła za nos.
-Śpiewamy to czego mieliśmy już jej nie śpiewać? - Zapytał pierwszy.
-Śpiewamy!
Nie wszystkie słowa piosenki śpiewanej w obcym dlań języku zrozumiał ale część zupełnie dobrze: -A gdy z oboma naraz flirtuje dziewczę złe.
To wtedy obaj naraz mówimy "żegnam cię"
Mówimy: żegnam cię. I choćby to bolało, nie liczy się do strat, dziewczę się zapodziało lecz został mi mój brat. Lecz został mi mój brat.
-a teraz braciszkowie - krzyknęła sekretarka - ty na lewo, ty na prawo. Muzyka ram ciach ciach!
-I tańczymy! - Dokończył partner porywając ją do tańca. Kalima nagle została sama na środku sali, nikt jej nie poprosił.
-A ja cię mogę zapewnić, że o żaden majątek tu nie szło - wyjaśniła dyrektorka, wyłączając film. Chłopak zakochał się w dziewczynie ponad dwa arle temu. Oboje występowali pod pseudonimami i nie wiedzieli z kim mają do czynienia. W dodatku większe szanse miał u innej nie mniej majętnej dziewczyny ale dla niego liczyła się tylko ta, za nią tu przyjechał do szkoły i z całą pewnością nie pocieszał się twoją córką.
Nasza decyzja jest taka: O ile nie zajdzie nic nowego do końca półarla córka może się u nas uczyć, potem ją zabierzesz ze szkoły. Możesz oddać do innej naszej nie mającej związku z filmem lub teatrem ale wtedy zaczyna wszystko od nowa i bacznie obserwujemy czy znowu czegoś nie zmaluje, inne rozwiązanie: podejmie pracę w zawodzie, będzie się uczyć samodzielnie, poniesiesz koszt egzaminów.
Inne decyzje nie mają z naszym zespołem szkół związku.


Z dobrze zaprogramowanymi przez Netusię kamerkami udało im się film szybko nagrać.
Dłużej trwał montaż niż nagrywanie.
-Isemondo uważnie się temu przyglądał i nie był zachwycony.
-Aminda za bardzo przypomina Cylkę - stwierdził raz - w dodatku jest marną kopią Cylki.
-A radziłeś nam nie oglądać "Miedzianej wieży" - Zauważył Elzantro.
-Tak ale kiedy dowiedziałem się,że Amindę zagrała Nety, specjalnie pojechałem tam gdzie teraz to leci w kinach aby porównać. Nety usiłuje naśladować Tali zamiast być sobą.
-A to może chociaż zmieńcie zakończenie zaproponowała Latemaja - Nety spodziewa się dziecka. Wykorzystajcie to, niech się okaże, że Amida spodziewa się dziecka i niech tamci jej doradzą aby oddała do sierocińca nooo, zresztą sami coś wymyślicie.
-I niech nie będzie samobójstwa - doradziła Dorianana niech jej ktoś pomoże.
-No nie wiem czy Nety się na takie zmiany zgodzi - Elzantro był sceptyczny.
-Namów ją - odrzekł ojciec - i już każ scenarzyście pisać inne zakończenie. Musi być poruszające!
==========
Netusia trochę była rozczarowana bo sceny końcowe uważała za najlepsze lecz Isemondo sam jej powiedział - takie zakończenie to już było w "Miedzianej Wieży" Po co ktoś ma oglądać prawie taki sam film dwa razy? Szkoda na to naszych pieniędzy.
-Zanadto zwlekając też je tracimy.
-Za to jeszcze bardziej dystansujemy sie od "Miedzianej wieży.
Film wreszcie pojawił się na afiszach i w informatorach o repertuarach kin.
=============
Isemondo najchętniej chodził do kina na kronikę
i pewnego dnia ujrzał na ekrania Tali w amarantowej sukni z mnóstwa materiału obok przystojnego mężczyzny wystrojonego w kremowy, uroczysty strój.

Jakiś inny mężczyzna się do nich przedarł -wkrótce wchodzi na ekrany film z twoją siostrą w roli głównej czego jej życzysz? - Zapytał.
-Aby była sobą bo to klucz do sukcesu.
-Podobno gra rolę wzorowaną na Cylce z Miedzianej Wieży. Ludzie będą was porównywać jak sądzisz, która będzie lepsza?
- Aby "Tragedia Amindy" odniosła sukces musimy być nieporównywalne.
-A co jeśli okaże się, że Nety jest dużo lepsza?
- No to będzie jedną więcej bo jest wiele aktorek dużo lepszych ode mnie i aktorów dużo lepszych od ciebie, jakąż różnicę sprawiłby jeszcze jeden?
-Jesteśmy teraz zajęci naszym weselem, to nie jest dobry moment na wywiady - dodał towarzyszący jej mężczyzna.
Isemondo wrócił do domu przybity. Koledzy sobie z niego żartowali, że synowa pewnie dowie się o ślubie siostry z kina. Nie wiedział jak to powiedzieć rodzinie a wiedział, że jeśli nie on to ktoś inny ich powiadomi.
-Coś ty taki nieswój? - -Spytała Latemaja przy kolacji.
-Aaaa. Nety .... a u rodziny co słychać?
-Nic szczególnego. Karis właśnie zaczął pracować jako nauczyciel w szkole.
Bliźniacy udzielają się w kabarecie.
- Nie jesteś ciekawa co powie Tali o naszym filmie?
-Tali nie jest małostkowa ani zawistna zresztą ma wyższe aspiracje niż bycie aktorką. Chyba chce z czasem zostać dyrektorką teatru.
-Może i nie jest małostkowa ale na ślub was nie zaprosiła.
Nety upuściła nóż, którym właśnie smarowała chleb.
-A skąd ty masz takie informacje? - Zapytała Latemaja.
Widziałem na kronice filmowej. Jakiś palant robił z nią wywiad w czasie spaceru w ślubnych strojach.
Pytał co będzie czuła jeśli Nety się okaże lepszą aktorką. Pięknie go spławiła. Chyba w jego czuły punkt trafiła.
==========
Netusia z Elzantro pojechali obejrzeć tę kronikę w innym mieście.
-Alek - powiedziała ze zdziwieniem Nety - widocznie zdecydowała się na kogokolwiek byle tylko wyjść za mąż. Alek jej nigdy nie interesował. I to wszystko dzieje się w Sarinei, i jeszcze ta jego rodzinka Tyle świństw naszej rodzinie zrobili i teraz tak zwyczajnie idą razem? Ciekawe co na to babcia i reszta rodziny. No chyba nam nie darują.
A ten drugi ,, niby reporter, też ją kiedyś adorował a właściwie nas obie, że też chciało mu się aż tam za nią jechać?
Elzantro przypomniał sobie szczegóły rozmów z Tali, porównał z tym co powiedziała Nety ale przemilczał.
Jednak, gdy wkrótce szyła sukienkę zapytał - a dlaczego właśnie w tym kolorze?
-Podobała mi się u Tali a przecież mieszkamy w różnych rejonach.
-Nie zgadzam się - powiedział.
-No coś ty ...
-Fason też będzie ten sam? Myślałem, że żenię się z tobą a nie odbitką Tali. Zostaw ten materiał, masz dość sukien, niepotrzebna ci nowa.
Niby gdzie się w niej pokażesz? Wszędzie może być ktoś kto oglądał kronikę.
-Kiedy to jest nasz joksolański kolor i ja zawsze wyglądałam w nim lepiej niż Tali.
-Ty nie masz wyglądać lepiej niż Tali, ty masz wyglądać jak Nety. Zaczynam sie obawiać, że ty mnie wcale nie pokochałaś, ty tylko chciałaś mieć to co Tali i nic cię nie obeszło, że ja właśnie ciebie wolałem od niej.
Po tym nieoczekiwanym ciosie przyszedł następny.
W prasie bambelockiej napisano: Aminda to do pewnego momentu Cylka z "Miedzianej wieży" A ściślej negatyw Cylki. Aktorka, która w drodze intryg zastąpiła Łyppolipę, wyraźnie acz kiepsko usiłuje naśladować Tali grającą Cylkę i kładzie film na łopatki. O ile Cylka jest głupią ale bardzo wrażliwą, sympatyczną smarkulą o tyle Aminda jest głupią cwaniarą usiłującą zdobyć mężczyznę za wszelką cenę.Nawet za cenę urodzenia nieślubnego dziecka. Dopiero w ostatnich scenach staje się dzielną heroiną ale te sceny nie uratowały filmu.
A w innej gazecie jeszcze gorzej - Nety ukradła epuzera siostrze a rolę Łypolippie, gdybyż chociaż z sukcesem. Czy wytwórnia Elzantro podniesie się po takim ciosie?
Ktoś ewidentnie robił im złą prasę. Mogła to być Łypolippa ale mogła być Tali a może w ogóle rodzina? Netusia nie miała pewności.
- Dziwne, że jeśli piszą o Tali to w samych superlatywach - powiedziała przy obiedzie.
-Tali uważała, że widzowie woleliby widzieć na filmie nie ją tylko Łypolippę - odrzekł Isemondo.
- A kiedy była z nami na planie - dodała Dorianana - pochwaliła grę Łypolippy a po za tym musisz uważać co komu i gdzie mówisz bo podobno żaliłaś się, że twoja mama pożyczyłaby wam pieniądze pod warunkiem, że przywrócicie Łypolippę. A o tym, że Tali mogłaby ci coś takiego zrobić nawet nie myśl. Ona taka nie jest a Łypolippa jak najbardziej.
-I z tym się należało liczyć dodał Isemondo - a na co potrzebowaliście pożyczkę?
-Na nowe kapsuły do nagrywania - wyjaśnił Elzantro - ale Nety dostała je od brata.
-No toście nieźle poszaleli. Kto wie czy i tak nie będziecie musieli prosić o pomoc jeśli film zrobi plajtę a niekoniecznie musi zrobić, niektórzy będą chcieli osobiście się przekonać jak bardzo Aminda jest podobna do Cylki i jakie jest zakończenie.
Netusia uspokoiła się co do roli odegranej przez rodzinę. W dodatku dostała z dużym wyprzedzeniem zaproszenie na ślub Tali.
Zaskoczona zawizjofonowała - a co to było z tym wywiadem w Sarinei? - Zapytała - Alek powiedział, że jesteście zajęci weselem.
-Niezręcznie to sformułował. Chodziło o przygotowania do wesela. Nasz mariaż to bardzo poważna sprawa bo ma zakończyć konflikt dwóch rodzin i trzeba ze wszystkimi porozmawiać. Wtedy byliśmy umówieni z Kororem i musieliśmy jak najszybciej spławić Garmidasa.
Wkrótce wyjeżdżamy we dwoje do Arbland. Gdy tylko skończę 15 arli i bez łaski będę miała w Unasie prawa dorosłej.
Zaprosiłam cię na ślub z własnej inicjatywy by on i jego rodzina wiedzieli, że mam do niego zaufanie.
=========
Niestety to Elzantro powiedział - Nie!
-Nie ufasz mi? - Zapytała.
-Ufam ale ostrożność nie zawadzi. Mimo wszystko zajęła się szyciem sukien. Próbowała też namówić Elzantra na wyjazd do Arbland. Bezskutecznie - nie stać mnie na twoje fanaberie - powiedział - a nie zapominaj, że musimy utrzymać naszego synka.
-Albo córeczkę - odpowiedziała zalotnie.
-Chcę mieć syna - odrzekł stanowczo.
=======
Na razie jedyną uroczystością w jakiej Netusia w Dżawans wzięła udział był pogrzeb burmistrza.
Ponieważ mąż zaczął jej skąpić prosiła rodziców o trochę pieniędzy bo w takiej biedzie to ona żyć nie potrafi.
-Aleśmy dzieci wychowali - powiedział w obecności bliźniaków do Milarezy Walturian - one prawdziwej biedy nie widziały. Co robimy?
Szykujemy pełne wyposażenie dla maleństwa - odpowiedziała.
-I opłaćcie jej gdzieś obiady - doradził Siegrid.
-Nie pisała, że głoduje - odrzekł Walturian.
Odpisali jej, że dostanie pełne wyposażenie dla dziecka i że przyjadą na czas porodu.
Kupili sobie dom w pobliżu i spokojnie doprowadzali do stanu pełnej używalności budzącymi w koło podziw maszynami.

================
-Dlaczego to tak długo trwa? - Denerwował się.
-Musi potrwać - odrzekł ojciec.
Dżawansa przyszła pomóc pakować rzeczy Netusi gdyż Elzantro wynajął dom.
-To zły pomysł - narzekali rodzice - pieniędzy nie macie...
-To niech się dorzucą teściowie odrzekł.
-I akurat teraz nie powinniście mieszkać sami - tłumaczyła matka.
-Oj przecież możecie ich odwiedzać - wtrąciła sie Dżawansa.
-A ktoś zawiadomił jej rodziców? - Zapytała Dorianana.
-Oczywiście - odrzekł Elzantro - ale może są zajęci. Nikt się nie spodziewał, że będzie rodzić przedwcześnie.
- Nety już rodzi? - usłyszeli niespokojny kobiecy głos. Milareza sama weszła do domu bo było zamieszanie w związku z wynoszeniem pakunków i nikt nie zwracał uwagi na kołatkę, za to drzwi były szeroko otwarte.
-Dlaczego nas nikt nie zawiadomił? - Zapytała.
-Zawiadamiałem- odrzekł Elzantro - widocznie wam nie przekazano.
- Mogę wejść do córki?
-Oczywiście chodź - zaprosiła ją Latemaja.
-Umyję ręce.
==========
Milareza wbrew pozorom była przerażona. Elzantro kłamał. Gdyby próbował zawiadomić nie byłoby żadnych pośredników. Miał podany kod jej mikrołącza. Na dodatek jego rodzice też się przerazili. Włączyła mikrokamery.

Netusia ucieszyła się na jej widok a wkrótce potem urodziła śliczną córeczkę.
-To nie moje dziecko - oświadczył Elzantro - urodziło się przed czasem (5 dni) a ma prawidłową wagę.
-To jest twoje dziecko - odpowiedziała stanowczo Latemaja - widziałam ...
-Zresztą ja chciałem syna!
-Dlaczego ty się w ogóle z nią ożeniłeś? - Zapytała Milareza - przecież nie z miłości.
-Kochałem ją ale to małżeństwo to był najgorszy błąd mojego życia. Ta kobieta doprowadziłaby mnie do ruiny a nawet posagu porządnego nie dostała.
-Lwia część jej posagu poszła na odszkodowanie za zerwanie małżeństwa. Nie należał wam się drugi.
-Oddajcie rzeczy Nety - zażądał Isemondo.
- A to z kolei jest odszkodowanie za straty, które już poniósł Elzantro - odpowiedziała Dżawansa.
- Radziłabym oddać dobrowolnie - powiedziała półgłosem Milareza.
-Bo co mi zrobisz? - Zakpiła młoda kobieta - tym miastem rządzi moja rodzina.
-Na razie zajmiemy się Netusią - odpowiedziała spokojnie Milareza.
Przede wszystkim zabrała córkę i wnuczkę do wyremontowanego domu. Wystraszona zawstydzona rodzina Elzantro odwiozła im rzeczy,których Dżawansa nie zdążyła wynieść.
======
Milareza rozumiejąc jak bardzo kradzież rzeczy upokarza Netusię porozmawiała z jej teściami - załatwcie to po cichu - poradziła - może obędzie się bez skandalu. Ponadto to Elzantro ma jej dać zadośćuczynienie za zerwane małżeństwo.
A jeśli chodzi o te poprawki w filmie to ponowię pytanie jakie już kiedyś zadałam waszemu synowi - gdzie on wtedy był? Chyba razem to robili? A to on był odpowiedzialny za prawidłową realizację filmu. Zwalając winę na Netusię dowodzi braku kompetencji.
Nie musiał się godzić na jej fanaberie.
-Ile chcecie tego zadośćuczynienia? - Zapytał wystraszony Isemondo.
-Symbolicznego i z prawnie zawartą umową.
-20 czempirów - wtrącił się szybko Walturian, który też już zdążył przybyć.
-To nie takie symboliczne - przeraził się Isemondo.
-Bo ja się w tym momencie z żoną nie zgadzam a to ja jestem odpowiedzialny za rodzinę i czuję się jak najbardziej kompetentny. Nas zadowoliłaby kwota symboliczna ale Elzantro powinien odczuć, że nie wolno mu igrać z czyimiś uczuciami.
My krzywdzić naszych dzieci nie pozwolimy.
Może płacić w ratach ale on nie ty, w końcu te pieniądze pójdą na utrzymanie jego córeczki.
========
Nie udało im się załatwić sprawy na drodze ugody
Toteż straże wkroczyły do wynajętego przez Elzantra domu aby odebrać rzeczy Netusi i sprawdziły wszystko według spisu.
-Przecież zamierzałam to odwieźć - płakała Dżawansa - już czeka auto transportowe.
-Nic mi o tym nie było wiadomo - odpowiedziała Milareza.
-A po za tym to nie wiadomo czy połowy byś nie ukradła - dorzuciła kobieta w bogatym stroju.
-Zaskarżę cię o pomówienie - oburzyła się na nią Dżawansa.
-A zaskarż - odpowiedziała kobieta nonszalancko.
-Te rzeczy już zostały ukradzione - powiedziała Milareza - więc nie ma mowy o pomówieniu.
-Nie ukradzione tylko zabrane jako odszkodowanie przez spowodowane przez twoją córkę straty.
-Nety jest winna twoich strat? To przynajmniej okaż decyzję sądu, wykaz swoich strat i tytuł wykonawczy.
-Co?
-Nie można tak sobie zabierać cudzych rzeczy według własnego uznania. Dlatego ja weszłam z przedstawicielami władz, postanowieniem burmistrza i spisem rzeczy. A gdybym uznała, że powinnaś za straty moralne oraz zapach twoich perfum na rzeczach mojej córki dać jakąś nawiązkę i chciałabym ją sobie zabrać byłoby to bezprawne.

============
Dżawansa była wściekła - dlaczego ty ich w ogóle wpuściłeś i to z tymi babsztylami? - Zapytała później Elzantra.
- A którą miałem przegonić? - Odpowiedział pytaniem - asystentkę władcy Tolimanii, czy siostrę naszego?
Prosiłem abyś natychmiast odniosła te rzeczy.
-Właśnie je pakowałam.
-Natychmiast znaczyło bez rozpakowywania i perfumowania.
-Mogłeś mnie ostrzec.
-Przecież ostrzegłem. Nie słuchałaś.
Jakby mało było Dżawansie tego upokorzenia wkrótce zobaczyła kłębowisko w okół kramu, przecisnęła się.
-A mogę dla siostry? Pytał młodzieniec.
-Siostra też kobieta.
-Ale ja mam cztery.
-To bierz w czterech kolorach. Może tą tą, tą i tą wybrała za niego matka Nety - każda inna, będą się mogły zamieniać.
Tak, rozdawano suknie Nety. Jeszcze chwila i już nie było żadnej.
- Niektóre suknie zostały rozdarte przez walczące o nie kobiety ale ani kawałeczek z nich nie pozostał na ziemi. Materiał był znakomity, mógł się nadać do jakichś przyozdobień.
Zresztą później widywała wstążki, kołnierze mankiety, kwiaty, nawet kapelusze i jedną sukienkę z tym co zostało po spódnicy, starannie obszytą i zakładaną na inną spódnicę. Ten "awaryjny" fason szybko znalazł naśladowczynie.
Po mieście krążyła wieść, że Nety nie chciała sukien,które zakładała na siebie jej rywalka.
Wstyd było się gdziekolwiek pokazać.
-Wyjedźmy stąd poprosiła Elzantra - oddaj tej babie wytwórnię w ramach odszkodowania i wyjedźmy.
-Ona nie chce wytwórni.
-Przecież chciała.
-Już nie chce. Mają swoją.
===========
Milareza brała pod uwagę zakup wytwórni ale aż tak by godzić się na cenę proponowaną przez zięcia jej nie zależało. Cena była znacznie zawyżona, ona poprosiła o wycenę rzeczoznawców sprowadzonych z innego miasta i tyle na ile wycenili była gotowa zapłacić. Spodziewała się, że inni zaproponują mniej więc podjęła starania w celu poprawienia filmu o tytule - "Tragedia Amindy". Niektóre nowe sceny należało nagrać natychmiast a nie mogła uzyskać pomocy od zapracowanej rodziny, musiała więc zatrudnić aktorów i reżysera.
Dogrywano nowe sceny, skracano stare, nie rzadko dobierając inne ujęcia z ogromu materiału nagranego mikrokamerami Karisa a więc trafiającego też do odbiornika Milarezy.
===========
Netusia wróciła do Degeden ale nic nie było tak jak dawniej.
Tali dostała od babci chylącą sie do upadku Siegridówkę i szykowała ją sobie z pomocą członków rodziny. Pomagał ojciec, bracia i szwagrowie.
Raz Nalderiusz gdy zmieniał wraz z Alkiem i Hildmondem, Walturiana, Tali i Siegrida zapytał (ponoć ze szczerej życzliwości) dlaczego nie zapraszają już Alka na obiady. Wypadałoby choćby w podzięce za pomoc.
-Na jutro zapraszam cię z całą rodziną - odrzekł Walturian.
-Nie o to chodziło. Przecież chyba nie boicie się, że Netusia go porwie? Tali zaproś go to się upewnisz czy jest ciebie wart.
-Nalderiuszu mnie stać na obiad, przecież pracuję - odrzekł Alek.
-Chyba się nie obraziłeś?
-Ależ skąd, ja tylko nie rozumiem dlaczego siejesz ferment w rodzinie i pomniejszasz moją wartość. Nie jestem jakimś chłystkiem, który przyszedł pomagać, to ja powinienem dziękować teściowi a nie on mnie. Będę tu przecież mieszkał a Tali sprawdzać mnie nie potrzebuje, nigdy nie oglądałem się za inną kobietą. Netusi też nie ma potrzeby sprawdzać bo jak sądzę jest zajęta córeczką.
=====
Rzeczywiście była. Dużo pomagała jej matka i inne kobiety ale zwłaszcza matka. Opiekunki nie najęła bo uznała, że tak będzie lepiej dla Netusi. Niech się skupi na Elizi.
Stroje miała bo wyjeżdżając z Elzantro w pośpiechu nie ogołociła wszystkich miejsc gdzie je można było znaleźć a szyła ich sobie całe mnóstwo. Milareza zamówiła jej u tej krawcowej, która nie zmieniła za namową Kwiludy zamówienia Tali trzy na wesele i w Rizie trzy bo wesele miało trwać pięć dni. Tak sobie życzyli przyszli teściowie dla podkreślenia, że są z rodu mironejskiego.
=========
Pewnego dnia zwołała naradę i powiedziała - coraz prawdopodobniejsze jest to, że kupię wytwórnię Elzantro. Mamy w przygotowaniu "Amindę" ale należy jak najszybciej podjąć produkcję nowego filmu. Podpowiedzcie mi jakiego.
-Piękna i młoda - powiedziała Tali bardziej zajęta rozmyślaniem co sprawia, że ciasteczka mają wyjątkowy smak niż tematem narady.
-Zakochana Katrila - poddała Nety.
-Szalony prawnik - palnął Siegrid.
-A scenariusz do tego jest? - Spytała go Milareza.
-Jeszcze nie.
-To na razie się z tym wstrzymamy.
-Tali, gdzie się dzieje akcja?
-W dawnej stolicy Bambelotu.
-Brzmi dobrze - stwierdził Walturian - a o czym to jest?
-O pięknej siostrze starzejącej się królowej w czasach gdy Bambelot odgrywał wiodącą rolę na kontynencie. Konkretnie w pierwszej połowie trzeciego stuarla za panowania ...
-Ronzalda?
-Tak.
-Dobre ale będzie kosztować - stwierdziła Milareza.
-O czas chodzi - odrzekł Enilio - nie mamy nawet odpowiednich makiet.
-Wystarczy dobry montażysta, migdały? - Zainteresowała się Tali.
-Jakie znów migdały Talinko?
-Miażdżone ale wracając do filmu. Te monitory co były w ambasadzie i dobry montażysta, może ciocię Erę ściągniecie.
-Ja się mogę podjąć - oznajmił Wiernysz.
-To kolosalna praca a ty jesteś prawie dziecko - odpowiedziała Tali - ale mógłbyś tu ze mną przejąć montaż nad "Amindą" a tam Eni zabrałby Firsenę.
-Kto? - Zdziwienie Enilioboriana sugerowało, że się tego nie podejmie..
-Firsena może zostać tutaj powiedziała Nety. Nie ma potrzeby aby montażysta jechał tam. Natomiast monitory .... albo fototapety, dużo odpowiednich fototapet. Trzeba namalować parę obrazów i powiększyć, taką mam propozycję i oczywiście potrzebny jest reżyser. Chętnie spróbuję.
-No, dobrze myślisz - oceniła Milareza - ale można też zrobić inaczej. Zamówić potrzebne budowle, kupić plac w Karebordze, najlepiej na terytoriach dawnego Bambelotu. Wykupić film "Tragedia Amindy" Dać sobie spokój z wytwórnią "Elzantro" Co o tym sądzicie?
-To miała być wytwórnia mojej córki - przypomniała Nety - i pieniądze, które miał z tego uzyskać Elzantro ...
-Zrobimy tak jak proponuje mama - odrzekł stanowczo Walturian - no chyba żeby Elzantro bardzo nas prosił o wykupienie wytwórni, to się jeszcze zastanowimy. Co sądzisz Karis?
-Jestem za.

Dwa dni później Tali dostała skonsultowane z Enilioborianem polecenie - montujesz ekipę i jedziesz do Dżawans. Wytwórnia należy do Elzanety.
- No a ja? - Spytała Nety.
-Ty masz małe dziecko i grasz w filmie - powiedziała Milereza - oczywiście, że byś się tam przydała ale wiele potrzebnych rzeczy możesz w wolnym czasie zrobić tu i dosłać.
- Talusiu, dasz radę? - Zapytał Walturian - może z tobą pojadę?
-Nie, biorę dziewczyny więc nie wypada. Dam radę a po za tym tam już są jacyś pracownicy,
trzeba to na miejscu rozeznać. Mamusiu proszę pilotuj moje suknie weselne. Od razu zakładam teleszkołę.
-Braciszek to załatwi - odrzekł Karis - sam bym pojechał ale mam tu pracę. Nie mogę. Ty jesteś najodpowiedniejsza i z wykształcenia i dlatego, że znasz Dżawans.
-Tatusiu kiedy już coś wynajmę dla nas udostępnię ci wasz dom.
Tylko machnął na to ręką. Poleciała po Alafanę już gotową do wyjazdu.
Po drodze wstąpiły do szkolnej koleżanki bliźniaków Bambelotki: Karii, która musiała przerwać naukę po pierwszym półarlu bo nie znalazła pracy.
Zaskoczył ją ich widok. - Nie dostałaś naszego listu? -Domyśliła się Tali -szkoda bo chciałam cię zabrać do Dżawans. Miałabym dla ciebie pracę w zarządzie wytwórni filmowej.
-Ja się zgadzam!
Wobec tego spakuj się przyjadę po ciebie za dwa dni, nie za wcześnie?
-A nie mogę od razu?
-To się porządnie nie spakujesz a jeszcze nie masz wypłaty aby się obkupić.
-Koleżanka ma rację - wtrącił się ojciec - potrzebne ci pięć dni, musisz przeprać i rodzinę poodwiedzać. A w ogóle dlaczego bierzecie akurat moją córkę?
-Bo była jedyną Bambelotką na kursie prawa, w dodatku z dobrymi wynikami w nauce.
-A to ta wytwórnia jest w Bambelocie?
-Tak. W Dżawans. Na razie nazywa się Elzantro ale zmienię to na Elzaneta. Na pewno gdzieś w gazetach jest wzmianka o zmianie właściciela na Elzanetę Magnolię. Ona jest jeszcze za młoda by zająć się tym osobiście więc moja mama Milareza Magnolia...
-Czekaj, czekaj, ty jesteś córką Milarezy?
-Tak.
-Prymuska na kursie zarządzania?
-Tak wyszło.
-No dobrze, zgadzam się. Za pięć dni.
- W porządku. I tak na razie konsultacji będzie nam udzielać nauczycielka, którą wynajęłyśmy aby dawała nam lekcje z podstaw bambelockiego prawa.
Ty musisz się szczególnie do tego przyłożyć.
==========
Najpierw zrobiły rozeznanie w wytwórni i okolicy.
Szukały z pomocą zatrudnionego przez poprzednich właścicieli szefa produkcji odpowiedniego miejsca na wielką makietę pałacu i park.
Zamówili tapety i meble. Pracownicy techniczni mieli co robić, przybyły dodatowe ekipy. Tali też się nie oszczędzała.
Aktorzy na razie nie byli potrzebni.
-Zatrudnimy gdy przystąpię do produkcji - mówiła Tali ale już niektórzy widząc wielki ruch zaczęli się zgłaszać.
Ona sama poszukiwała pracowników innego typu.
Dała na przykład ogłoszenie, że szuka choreografa najlepiej z okolic Dżawans. Ostatecznie wybrała jednak parę małżeńską, której trzeba było zamówić lokum. Umówiła się z nimi na powakacjach.
-Waszym zadaniem będzie wybranie statystów ze szkoły tańca - wyjaśniła - opracowanie choregografii na bal, przećwiczenie tańców z aktorami i statystami. Oczywiście statystów będzie trzeba więcej, w tańcu wezmą udział także osoby mniej zdolne. To nie będzie balet, ewentualne niedopasowania są akceptowalne. Trzeba wypośrodkować tak aby było dobrze ale nie do przesady.
Szczególnie popracujecie nad królem, królową i Miczą, zwłaszcza Miczą. Dlatego będziecie przy jej wyborze ale to wszystko na później. Zaczynacie pracę od 1 dnia szóstego nonestra.
 

 


- A ty co tu robisz? - Oburzyła się Kalima.
-Maluję podróbę obrazu Pekusza do salonu królowej - odpowiedziała Tali - to jest legalne jak chcesz wiedzieć bo nie zostanie sprzedane jako oryginał. Rozumiała,że Kalimie nie w smak jest jej widok ona zresztą też nie ucieszyła się z tej wizyty.
-Chcę zagrać w tym filmie, kto tu rządzi?
-Ja. Nie odmawiam ci przez złośliwość tylko ze strachu - wyjaśniła lubisz rozrabiać. Ja nawet mam rolę do której byś się nadawała gdybyś umiała się podporządkować. Nie umiesz i to wyczerpuje sprawę.
Inaczej się zachowała wobec Łypolippy, przyprowadzonej przez Isemondo. Netusia pewnie chętnie zagrałaby jej na nosie ale Tali patrzyła na sprawę realistycznie. Łypolippa mogła się przydać lub zaszkodzić.
-Zdajesz sobie sprawę, że my obie powoli przesuwamy się do kategorii mamuś? - zapytała - nawiasem mówiąc głównie dla tego biorę cię pod uwagę.
Mój znajomy reżyser mawiał - aby znaleźć smarkulę do roli ślicznotki to wystarczy abym wyszedł na rynek i zagwizdał. Oczywiście ciut przesadzał ale przyznasz, że łut prawdy to w tym jest?
Mam teraz na tapecie scenariusz, w którym ty pasowałabyś mi do roli mamuśki właśnie. To jest taka rola w której można się wykazać i ozdobić film. Niestety główną bohaterką będzie młodsza siostra tej mamuśki, chcę do tej roli wybrać piękną dziewczynę ...
-Mam kuzynkę. Podobną do mnie.
-Wiek?
-12 arli.
-Obycie?
-Dobrze wychowana.
-Chcę delikatną kicię no ale przyprowadź, przyjrzę się, zdecyduję.
-Masz tu dla niej fragment roli do przygotowania na waszą wizytę i od razu umówmy termin.
-Ależ ... ! Łypolippa nagle, niespodziewanie ucałowała Tali i zaczęła się śmiać - rola mamuśki powtarzała z zachwytem - rola mamuśki.
Tak, była to rzeczywiście rola mamuśki i starszej siostry ale zarazem historycznej królowej Bambelotu Frisbiny.
-Zawsze chciałam zagrać królową - oświadczyła - i uważam, że Frisbina była jak orlica a Micza jak gęś. Nawet nie wiem czy kuzynka zechce ją zagrać.
A może trochę byśmy to przerobiły tak aby rozbudować rolę królowej?
-Ja rządzę na planie odpowiedziała Tali unosząc palec do góry.
Chwilowo jeśli podpisywała jakieś umowy to tylko przedwstępne i jeszcze nie powierzała konkretnych ról.
===
Podczas gdy Tali zajmowała się wytwórnią
"Elzaneta", W Degedeńskiej wciąż jeszcze kończono "Amindę". Netusia nie zawsze występowała czasem, zwłaszcza w scenach z Alkiem, zastępowała ją pozorantka w jednym ze strojów Amindy, ot tak aby było widać tył sukni lub kawałek rękawa.
To było bardzo niepokojące, przecież sama mogła to zagrać. Planowała wreszcie zapytać czy się boją, że porwie Alka. Wciąż to odwlekała, aż nagle wypadła inna kwestia.
W najlepszym zakładzie krawieckim Tolimanii szyto suknie dla Tali mierząc je na specjalnych manekinach w wystarczającym stopniu markujących sylwetkę Tali. Po uszyciu zabierano je na na tych manekinach, podobnie zresztą buciki były szyte z użyciem wzoru stóp Tali i na takich wzorach przybywały aby się przypadkiem nie zdeformowały.
-Ja na moim weselu nie miałam takich sukien - powiedziała Nety nieopatrznie. Matka zachowała pozory spokoju,
-A co masz na myśli? - Spytała- w jakim sensie nie były takie? Bo przecież identyczne być nie mogą. Ty zaprojektowałaś swoje, Tali swoje, co jest nie tak?
Nety poczuła, że matce bardzo się jej uwaga nie spodobała. Mimo to spytała:
-Dlaczego moje suknie nie mogły być tam uszyte?
-Były właśnie tam szyte na twoje wesele. Czy do ciebie nie dociera, że tym razem to jest wesele Tali i to ona ma być najpiękniejsza?
Twoje suknie też były piękne ale tego już nie pamiętasz?
A może wydaje ci się, że Tali powinna założyć dokładnie takie same albo szmaty?
A jakoś zaakceptujesz to, że Alek kocha właśnie ją a nie ciebie?
-Mamo!
-A kiedy będą mieli dzieci nie będziesz ich porównywać do Elzi na jej niekorzyść?
-Dlaczego tak mówisz?
-Bo masz się cieszyć ze ślubu siostry a nie myśleć tylko o sobie. W tym momencie to nie ty jesteś najważniejsza.
Netusi już było niesamowicie przykro a matka jeszcze puściła fragmenty filmów z jej wesela. Nie komentowała strojów Nety, które rzeczywiście w niczym nie ustępowały weselnym strojom Tali.
Popatrz na swoją siostrę - powiedziała - czy usiłowała cię przyćmić? Zobacz sobie! W jej oczach jest siostrzana czułość i żadnych podejrzeń. To już nie wróci Netusiu ale przynajmniej nie rób niczego co pogorszy wasze wzajemne relacje i na dodatek cię ośmieszy.
===========
Im bardziej zbliżał się ślub Tali i Alka tym więcej o nich mówiono. No choćby o tym, że gdy się poznali oboje występowali pod pseudonimami i nie wiedzieli kim jest naprawdę ta druga osoba. W Tolimanii pisano z jakiego wspaniałego rodu pochodzi Alek. Jest prawnukiem ateli Orlany a jego dziadek choć nie zdążył zostać mironem to jednak przez pewien czas sprawował władzę w Tolimanii. Pisano, że w rodzie często zdarzały się zrazu nie akceptowane ale jak się z czasem okazywało bardzo dobre mariaże a ten ma zakończyć wieloarlową wojnę między dwoma odłamami rodu Orborta bo miłość adepta reżyserii Alka do radosnej charakteryzatorki Tamy okazała się silniejsza niż narosłe urazy.
Fajnie to brzmiało. Netusia po cicho żałowała, że to nie ona jest przyczyną pogodzenia się rodzin...

Do wakacji odlano w fabryce domów wielkie fragmenty budowli oczywiście na podstawie opisów i rysunków Milarezy. Teraz je składano ale Tali wyjechała a wszystkiego pilnował szef produkcji i dobrze zorganizowana ekipa budowlana.
Alafanę oczywiście zabrała ze sobą ale Karia została. Mieszkała na razie w domu rodziców Tali wraz z gosposią i księgową.
A Tali tymczasem mierzyła swoje suknie i partnerowała Alkowi w niektórych scenach do "Amindy" To były krótkie epizody jej twarzy nie było na nich widać. Miała za to kamerkę na czole by filmować Alka. Tak sobie zażyczył Enilioborian - przecież na nikogo innego z twarzą zakochanego głuptasa gapić się nie będzie umiał - wyjaśnił. Dla Eniego film był najważniejszy. Dla nich ślub.
===========
ŚLUB TALI I ALKA
Tym razem Tali nie wahała się ubrać jak najpiękniej. Wiedziała, że będzie filmowana i wszystko musi być zrobione tak jak powinno. Grifana też zadbała aby Alek się pięknie prezentował i nawet się wywiadywała jak Tali będzie ubrana by choć jakimś drobiazgiem uwzględnić to w stroju Alagrifa. W końcu okazało się, że jego stroje są wspanialsze, bogato wyszywane i zdobione.

Musiał wyglądać wspaniale. Grifana by nie przeżyła gdyby jej synek nie błyszczał bardziej niż Tali. On mógł lecz Grifald i Alafana choć też pięknie przyodziani nie mogli zaćmić tych dwojga.
Grifana aż za dobrze pamiętała wesele Milarezy i nie chciała żadnych zgrzytów.
Nie pasowało jej, że po wakacjach byli zdecydowani wyjechać do Dżawans i jeszcze na dodatek Alafna się z nimi wybierała.
- Za mąż by ci trzeba - powiedziała.
-Nie po to szkoliłam się na reżysera - by nie mieć pracy w zwodzie - odpowiedziała - popracuje z Tali to będę miała większe szanse coś znaleźć.
-To może coś w Tolimanii ...
-Język już poznałam w stopniu wystarczającym aby się porozumieć no i w Muresto i tak bym pracy reżysera nie dostała.
W oczach matki pojawił się dziwny błysk.
A potem owszem Alafana dostała pracę w Muresto: w szkolnej świetlicy. Na daremnie Milareza zainwestowała w jej przeszkolenie. W świetlicy ani język ani elementy bambelockiego prawa nie były potrzebne.
Trudno, nie wszystkie inwestycje mogą być trafione a Grifanę akurat w tym względzie rozumiała. Sama kiedyś nie chciała zostawić córek na Joksolanii.
==============

W wybranym przez Tali na "pierwszy ogień" scenariuszu było miejsce dla Lity. Zagrałaby fryzjerkę a zarazem doradczynię królowej.
Łypolippa proponowała kogo innego - aktorkę o imieniu Dada, zwaną Dadziunią. Tali wiedziała od Lity, że to zausznica Łypolippy. Grała w "Tragedii Amindy" rolę Azzozizy.
-Nie, chcę mieć tu prawdziwą fryzjerkę - odpowiedziała stanowczo - koniec dyskusji.
Dla kliki aktorskiej a zwłaszcza Łypolippy to wcale nie był koniec. W prasie pojawiły się śmieszki, że młoda niedoświadczona reżyserka chce aby fryzjerkę grała fryzjerka, lokaja lokaj a królową królowa ale to, że ktoś w życiu jest dobrym golibrodą nie znaczy, że najlepiej arię golibrody zaśpiewa. Lita nie chciała walczyć, zrezygnowała.
Tali skonsultowała się z matką, będącą szefem wytwórni.
-Mam ochotę ogłosić rekrutacje nie tylko do roli doradczyni ale też do roli tytułowej i roli królowej - powiedziała - wtedy inni może się uspokoją.
-Zacznij od roli tytułowej - poradziła matka - bo to będzie najłatwiejsze, doradczynię możesz zagrać sama.
- Na rolę królowej też ogłoszę rekrutacje, ostrzegawczo, ale w razie czego będą wiedziała na kogo Łypolippę wymienić a Lita może jeszcze wróci.
Ostatecznie ogłosiła rekrutacje do trzech ról bo jeszcze jednej męskiej. Ekipą aktorską wstrząsnęło.
-Najwyżej położy film - powiedziała Łypolippa.
-A co nam po tym? - Spytał aktor i poszedł do zarządczyń aby się dogadać.
==============
Kandydatki do roli Miczy musiały umieć tańczyć.
Dla Tali ważna była niewinna buzia, jednak choreografowie Andum i Olfada odrzucali "jej kandydatki"
Ona natomiast odrzucała kandydatki wyglądające za mało delikatnie choćby nie wiem jak pięknie tańczyły, polecając im jednak role statystek na balu.
- No co chcesz od tej? - Zdenerwował się w pewnym momencie Andum - buzia słodkiej laleczki, ruchy baletnicy.
-I jeszcze nad tym poćwiczę - oświadczyła Kalima - no i nie mam zwyczaju uwodzić cudzych mężów.
Tali się roześmiała - dobrze ale nie wolno ci też zapominać, że na planie rządzi reżyser.
-Już się tak do mnie z góry nie uprzedzaj bo mi zależy i nie zapomnę.
-Już powiedziałam, że się zgadzam.
Łypolippa była obecna przy rekrutacjach bo jak powiadała - takiego teatru nie można sobie odpuścić, uśmiechała się lekceważąco oglądając kolejne kandydatki na królową. Jedna wydała jej się bardzo odpowiednia, musiała być chyba znakomita bo rekrutujący wlepili w nią oczy.
-Zapisać? - Spytała Karia.
-Nie, podpiszemy umowę - odpowiedziała Tali.
Isemondo potem do niej przyszedł ostrzec, że popełnia ten sam błąd co Nety.
-Błąd to ja popełniłam kiedy ją przyjęłam - odpowiedziała Tali - ale na szczęście nie zrobiłam go przy zawieraniu umowy. Mam dobrych prawników do pomocy.
Milareza radziła czym prędzej udzielić wywiadu i Tali to zrobiła.
-Czy to prawda, że zwolniłaś Łypolippę mimo podpisanej umowy? - Zapytał podstawiony reporter.
-Tak. Ponieważ się jej nie trzymała, spóźniała się i wszyscy musieliśmy na nią czekać, to według umowy wystarczy aby ją zwolnić. Ponadto w umowach zawarłam klauzulę, że aktor nie może podejmować prób narzucania swojej woli innym członkom ekipy a zwłaszcza reżyserowi. Z Łypolippą po prostu nie dało się pracować, Rekrutacje zarządziłam aby ją ostrzec i zapisać sobie imiona osób, które w razie konieczności mogłyby ją zastąpić. Jednak zjawiła się na rekrutacjach aktorka, którą uznałam za dużo lepszą i to mimo tego, że już Łypolippa jest naprawdę świetna i nie wykluczam współpracy z nią w przyszłości. Musi tylko pamiętać kto rządzi na planie i że nie jest jedyną świetną aktorką na świecie.
Nagle podszedł inny reporter, zaprzyjaźniony z Łypolippą.
-Czy to prawda, że spór zaczął się od czasu zatrudnienia twojej znajomej?
Tak - wyjaśniła - zresztą Łypolippa też została zatrudniona po znajomości.
Poprosił mnie o to nasz wspólny znajomy w dodatku dziadek właścicielki wytwórni.-
Isemondo słuchający wywiadu zamieszczonego w kronice filmowej aż się poprawił na siedzeniu z wrażenia.
Prawo nie zabrania zatrudniać znajomych - tłumaczyła dalej Tali - Moja kandydatka była bardzo dobra bo fryzjerka więc nie trzeba jej było uczyć jak czesać a wobec klientek też musi się umieć zachować i każdą traktuje jak królową. Dawała radę ale ją zaszczuto bo Łypolippa chciała zatrudnić własną znajomą. Mam nadzieję, że po dokonaniu zmian w składzie uda mi się tę fryzjerkę odzyskać.

ISEMONDO ciekaw jaka jest ta nowa "Frisbina"
PostanowIł się przejść do wytwórni i zobaczyć. Przecież naprawdę był dziadkiem nowej właścicielki. Tali kazała go wpuścić i skinęła głową na znak powitania ale nawet nie zeszła z podwyższenia a on wcale tego nie oczekiwał.
Nie widział gry poprzedniej "Miczy" ale ta nowa była dobra.
-Z większym szacunkiem - powiedziała Tali gdy aktorka w strojach siostry przeglądała się w lustrze - to jest suknia królowej, wspaniała, godna podziwu i pożądania. Obchodź się z nią delikatnie.
-Za obszerna.
- Nie szkodzi, znajdź jakąś szarfę.Włóż jeszcze koronę, podziwiaj swoje oblicze, poczuj się królową wielkiego państwa. Dobrze.
Tali podniosła rękę, weszła "Frisbina", przez moment była niemile zaskoczona, potem powiedziała - nie baw się koroną kochanie i zdejm już tą sukienkę. Gadżeganie u bram Dżawans a ty wciąż się bawisz. Dorośnij wreszcie.
-----------
Znał tę aktorkę ale postanowił nikomu nie zdradzić. Efilanta była najpierw prowincjonalną aktorką, potem żoną aktualnego władcy Bambelotu, odrzuconą z powodu bardziej opłacalnego mariażu.
Zaciekawionej Łypolippie powiedział - no nie jest zła ale ciebie nikt nie zaćmi.

W postawionych budowlach nie wszystkie komnaty były wspaniale urządzone. Urządzono tu magazyny sprzętu, pomieszczenia socjalne,wartownię, przebieralnie. Było też mieszkanka: Alka i Tali, Karii z gosposią i księgową oraz pary odpowiadającej za choreografię.
Ćwiczyli z całą ekipą i statystami tańce na bal.
A że potrzeba było wielu statystów cała siódemka mieszkańców "pałacu"też miała w tym uczestniczyć "bez względu na wiek i wykształcenie" - jak mawiał choreograf Andum. Komuś szło lepiej, komuś gorzej jak w życiu.
Wieczorami zbierali się w na królewskim tarasie by pośpiewać. Tali bardzo się nie spodobało gdy choreografowie zaprosili na taki wieczorek Kalimę ale ani słówkiem się w tej kwestii nie odezwała za to Alek jej zaproponował - idziemy na spacer?
-Chętnie - odpowiedziała.
-To chodźmy wszyscy - zaproponowała Karia.
-Nie - odrzekł stanowczo Alek - ja z żoną idę.
Ponieważ od razu odeszli, dopiero później dowiedzieli się, że choreografowie postanowili przyjąć do siebie na mieszkanie Kalimę.
- Kto wam dał takie prawo? - Spytała spokojnie Tali.
-A co mieliśmy zrobić skoro ojciec wyrzucił ją z domu?
-Jej ojciec? Niemożliwe.
-Macocha go podpuściła.
-Nie wiedziałam, że ma macochę.
-A ty ja w ogóle znasz? Tak bliżej?
-Bliżej to nie, zainteresuję się tą sprawą.
Umówiła siebie i Alka z ojcem Kalimy w kawiarni.
Niestety przyszedł z żoną co utrudniało spokojną rozmowę. Tyle się dowiedzieli, że Kalima robiła macosze na przekór, upokarzała, usiłowała skłócać z ojcem. Wierzyła w to bo znała Kalimę. W końcu Alek zapłacił rachunek i pożegnali się nie wypowiadając swojej opinii.
-Nie powinien był przychodzić z nią - stwierdził Alek - no ale na szczęście ty nie jesteś taka emocjonalna?
-Jaaaa? Albo się zmieniłam albo się mylisz. Zawsze byłam emocjonalna tylko, że w tym wypadku chciałam tylko mieć informacje i mam. Nasza gwiazda zadarła z macochą, jest dorosła, pracuje więc z domu pa pa. Coś więcej wyłuskałeś z tej powodzi za pewne słusznych pretensji?
-W skrócie jest tak jak powiedziałaś. Moja propozycja: znaleźć jej lokum zanim między naszą siódemką namiesza.
-Jest problem. Nie powinna mieszkać sama.
-No to jakiś pensjonat bo jak mi się nagle gdzieś rzuci na szyję to konsekwencje mogą być fatalne.
-No dobrze szukamy pensjonatu z dobrą opinią.
Nim wrócili do domu już mieli gotowy inny plan i poczynili co do niego wstępne ustalenia.
Mieszkańcy pałacu też układali plan - Kalima musi zostać bo jest młoda, nie będzie sama chodzić tak daleko do pracy, oni widzą dla niej miejsce i będą pomagać je sprzątać.
Brali pod uwagę grożenie, że inaczej wszyscy sześcioro się zwolnią ale Karia powiedziała - oprócz mnie bo mnie i Wilgardzie pozwolą odejść natychmiast.
Wy musicie najpierw dokończyć swoją pracę, zwłaszcza Linc bo za niedopełnienie obowiązków może się znaleźć w sądzie a gdy już dopełni czyli wyśle też raport do Degeden, z łatwością zastąpi ją inny księgowy, choćby jej zastępca. Andum i Olfada biorą pieniądze za układanie choreografii więc ta choreografia jest własnością wytwórni. W umowach wszystko jest zawarte. Tali będzie szkoda, że wyjeżdżacie ale was nie zatrzyma aby każdy wiedział, że nie toleruje szantażu. Kalima ma umowę tak skonstruowaną, że będzie ją można przesunąć do roli tańczącej dublerki a na jej miejsce wziąć jakąś źle tańczącą ale słodką Niunię. Ja radzę omówić to z nimi po dobroci, bez szantażu.
Inaczej stracimy wszyscy pracę i przyjaciół.
==========
-Gdzie? -Spytała Tali z prostej ciekawości gdy tłumaczyli, że jest -miejsce gdzie może sypiać Kalima.
-Komnata Miczy. Przed zdjęciami wszystko się uprzątnie.

-Dlaczego wam tak na tym zależy? - Drążyła temat Tali.
-To młode delikatne dziecko - tłumaczyła Linc - rodzice ją skrzywdzili, trzeba pomóc.
Wysłuchali wszystkiego, wreszcie Alek powiedział
- Tę noc Kalima może spędzić z Karią, Linc i Wilgardą, jakoś się pomieścicie. Od jutra wyszykujecie jej inne lokum.
-Ale gdzie?
-Nasze mieszkanko, Linc też się tam przeniesie aby było zgodnie z zasadami przyzwoitości i nie opowiadano żadnych głupot na temat prowadzenia się naszych aktorek. My zamieszkamy w domu teściów, łatwiej będzie nam dojeżdżać niż dowozić Kalimę, zwłaszcza gdyby trzeba było na nią czekać.
Tu na miejscu będzie mogła ciut dłużej pospać a w razie potrzeby Linc weźmie ją za warkocz i ściągnie z łóżka.
No i słyszałyście? - Zapytała Karia wieczorem
- dobrze, że nie wyskoczyliśmy z szantażem.
Szkoda mi, że się wynoszą ale fakt jest faktem, im jest łatwiej dojeżdżać, a to sypianie w komnacie Miczy nie było dobrym pomysłem. Tu przecież są też mężczyźni a ludzie lubią plotkować.

ELZANTRO oczywiście poszedł obejrzeć "Amindę" Film miał dobrą prasę ale przecież nowych zarządców Wytwórni stać było na reklamę. W biuletynie do filmu podano, że film pochodzi głównie z wytwórni "Degeden", część scen z wytwórni "Elzantro" Główny reżyser to Enilioborian, reżyserzy cząstkowi Elzantro, Nety Magnolia, Dwinbald.
Rzeczywiście mieli prawo tak pisać bo film został zrobiony od początku z zachowaniem niektórych scen nagranych w Dżawans.
Aminda nie popełniła samobójstwa, zamieszkała na wsi u bogatego gospodarza. Pomagała gospodyni zajmować się domem i razem opiekowały się maleństwem. Aminda uczyła się przy boku doświadczonej kobiety bycia matką. W filmie zagrała też Elzaneta i to od pojawienia się na świecie jako istotka aż do bólu podobna do nowej córeczki Elzantara, po dzień gdy szła prowadzona za rączki przez Amindę i ograniczonego umysłowo umysłowo panicza, który mało mówił a głównie gapił się na Amindę. (Aktor robił to znakomicie)
Oboje nie byli zbyt mądrzy a jednak ich miłość poruszała, zwłaszcza że musiała pokonać przeszkody ze strony tych mądrzejszych.
To naprawdę była już inna opowieść i słusznie zaniechano tytułu "Tragedia Amindy.
W duchu musiał przyznać, że zrobili kawał dobrej roboty.
Żałował jednak, że poszedł na ten film, już od momentu gdy ujrzał na nim córeczkę żałował, najgorsze jednak było to, że po wyjściu z kina zatrzymała go Netusia z dzieckiem na ręku.
-Dlaczego ty się ze mną ożeniłeś? - Zapytała zastępując mu drogę.
-Bo jesteś piękna i bogata.
-A dlaczego chciałeś się żenić z Tali?
-Bo jest dobra. Coś jeszcze, czy mogę przejść?
Przepuściła go.
Do domu wrócił przygnębiony. Wziął na ręce małą Dżananę tak jak nigdy nie brał Elzanety.
Był zdenerwowany, przecież Nety mogła jakoś nagrać a potem opublikować jego wypowiedź. Gdyby to przemyślał powiedziałby, (też zgodnie z prawdą) że chciał sobie ułożyć życie, podobała mu się i pewnie żyliby długo i szczęśliwie gdyby kobieta, którą zawsze kochał nie odzyskała wolności. Zadał sobie pytanie czy rzuciłby też Tali czy raczej udał przed Dżawansą, że już go nie obchodzi. Odpowiedź tylko pozornie była prosta - rzucił Tali dla Nety ale czy rzuciłby dla Dżawansy? Nic pewnego, miałaby dużo większy posag i była dobrym nabytkiem dla wytwórni.
Naprawdę nie znał odpowiedzi na swoje pytanie.
=======================
Netusia zjawiła się w dżawawanskim domu rodziców z córeczką i wynajętą na czas podróży dziewczyną. Nie ujrzała entuzjazmu na twarzach siostry i Alka.
-Chciałabym osobiście zająć się wytwórnią Elzanety - powiedziała.
-Nie zmienia się kapitana na środku oceanu - odrzekł Alek.
-Jak to sobie konkretnie wyobrażasz? - Spytała Tali - jaką funkcję będziesz sprawować? Dyrektora - figuranta?
-Chcę przejąć reżyserowanie tego filmu.
-Nie siostrzyczko, myśmy już zrobili kawał roboty a ty chcesz to sobie przejąć i zniszczyć?
Musiałabym ci dobrowolnie ustąpić a tego nie zrobię po pierwsze ze względu na ludzi, którzy sa tu zatrudnieni i wiedzą czego się po nich oczekuje i ogólnie na czym stoją, po drugie ze względu na naszych rodziców, którzy są tu prawnie decydentami, po trzecie ze względu na Elzanetę, która ma dostać wytwórnię z dobrą renomą.
Tej nocy Alek zanocował w hotelu a nazajutrz zjawili się Walturian i bliźniacy.
Trochę się przeszli wraz z siostrami i szwagrem po wytwórni.
Zrobili sobie a zwłaszcza Elzi dużo fotografii, pochwalili pracowników obsługi. Potem Walturian z Netusią, opiekunką i wnuczką odleciał do Degeden a chłopcy jeszcze zostali aby dopełnić wszystkich formalności prawnych w związku z powierzeniem na wypadek śmierci rodziców zarządu nad wytwórnią "Elzaneta" ich córce Tali Magnolii do chwili spełnienia przez Elzanetę warunków jej przejęcia.
Kopię dokumentu dostała między innymi Netusia.
===========
-Jak mogliście mi to zrobić? - Zapytała rodziców.
-Netusiu a jak ty mogłaś? - Zapytał Walturian - na jakiej zasadzie uważasz, że wytwórnia jest twoja?
-Mojej córki a ja sprawuję opiekę nad córką.
-A nie słyszałaś,że czasem wnuki dziedziczą po dziadkach? - spytała Milareza - to my a nie ty kupiliśmy wytwórnię i my a nie ty nią zarządzamy.
Mieliśmy kaprys ją zapisać na wnuczkę to zapisaliśmy, uznaliśmy, że najlepiej poprowadzi ją Tali to powierzyliśmy Tali.
-Dlaczego wy mnie tak nienawidzicie?
-Złe pytanie bo my cię kochamy i dajemy ci pracę, w której najlepiej się sprawdzasz i osiągasz sukcesy. Natomiast właściwe będzie pytanie: dlaczego ty nie sznujesz nas?
Bo to co zrobiłaś Netusiu, wynikało właśnie z braku szacunku.
Netusia była wysoko cenionym ilustratorem książek ale tym razem nie sprawiła radości swoim rodzicom. Urządzili natomiast imprezę z okazji pokończenia szkół przez Tali, bliźniaków i Alka.
Grifana miała pretensję, że jej nie zaprosili.
Milareza wyjaśniła, że to była mała, rodzinna uroczystość, której nie chcieli nadawać większego rozgłosu.
Griana zaprosiła więc Alka i Tali do siebie i tu urządziła też małą uroczystość.Zrobiłaby większą ale wesele Alka tyle ją kosztowało,że dotąd spłacała długi. Grifald popsuł uroczystość zdradzając tę informację i to w formie pretensji do Alagrifa i Tali.
-Nie żądaliśmy ani tego ani dzisiejszej imprezy - powiedział mu Alek - chodź Talusiu bo niezbyt mile nas tu widzą.
-Przepraszam - powiedziała Tali wychodząc z mężem.
Później wywiedziała się dokładnie o dług teściów, zaciągnęła pożyczkę u rodziców i wszystko spłaciła.
Tymczasem Netusia postarała się o pracę niezależną od rodziców. Została grafikiem sądowym,
Milareza i Walturian postanowili to uczcić.
-Nasza córeczka staje się samodzielna - uroczyście pochwalił ją Walturian. Zupełnie nie takiej reakcji się spodziewała. Myślała, że będzie im przykro i zaproponują jej nakręcenie następnego filmu.
-A że ja zostałem uczniem szkoły zarządzania to nikt nie zauważył - oznajmił z goryczą Wiernyszek.
-Ja zauważyłem - oświadczył Enilioborian - porzuciłeś dla niej kurs montażystów. Nie jestem zachwycony.
-A tam - machnął ręką Walturian - na montażu to on się zna. Netusiu, Wiernyszku ustawcie się na tej linii ... i zrobimy symboliczny start ku nowemu!
-Ja też - oznajmiła Hadia uczennica najniższej klasy szkoły pierwszego stopnia. Jeszcze u nich mieszkała ale już pozamawiali w fabryce domów domy dla swoich wychowanków (prócz Tola, któremu kupili dom położonym w dogodnym dla rzemieślnika punkcie miasta, Tali będącej w posiadaniu Siegridówki i Karisa mającego odziedziczyć fortecę.
Na razie kupowali place.
W pierwszej kolejności dla Aldmary. Był plac blisko szkoły ale Aldmara chciała coś bliżej teatru. Jako najstarsza, mogła wybierać. Plac obok szkoły wykupili Sforletes i Dagrida dla Naldrina, który też na razie mieszkał w fortecy i był kawalerem, wybrali dla niego taki dom aby i dla nich było tam miejsce. Córki już wyfrunęły z do mężów i dostały swoje posagi.
Podobnie jak oni postąpili Enilioborian i Sewilanta. Enilioborian trochę się dąsał, że Aldmara wybrała najlepsze miejsce.
-Oj nie wiem o co te pretensje - powiedział Walturian - dopóki pracujesz mieszkaj z nami, stąd masz blisko, już nie wspomnę, że masz auto.
========
Jeszcze nie wszedł na ekrany film "Micza, piękna i młoda" a Tali już przedstawiła mamie dwa scenariusze - to bym chciała nakręcić ale to jest ekonomiczniejsze. Netusia mogłaby rozrysować zmiany w scenografii ale w zasadzie wszystko mamy już gotowe do nakręcenia "Króla Gamberda Czwartego" Niewielkim nakładem środków mamy scenografię.
-A ty co o tym sądzisz Alku? - Spytała Milareza.
-Zdecydowanie jestem po stronie króla.
-Pomyślę, przejrzę scenariusze. Czego potrzebowałabyś do mieszczanek z Alei Usługowej? - Zwróciła się do Tali.
-Staroświeckiej uliczki z pralnią, maglem, zakładem krawieckim i zakładem fryzjerskim.
-Mamy ostatnio spore wydatki.
-Wiem, dlatego oczywiście wezmę "króla" choć ten drugi scenariusz napisano specjalnie dla mnie i jest fajny.
- To może zrobisz film laleczkowy?
-Nasze laleczki są w coraz gorszym stanie, musiałabyś zlecić naprawę a to też koszty, makiety następne koszty.
-Tańsze będą makiety dla laleczek. Trzeba będzie zadziałać starą metodą twojego tatusia - trochę lalek, trochę ludzi. Zresztą jeszcze to przemyślę.
=======

O KROK OD ZAMKNIĘCIA WYTWÓRNI

Dżawansa z upodobaniem czytała gazety piszące o proteście króla Bambelotu przeciwko wyemitowaniu filmu z Efilantą co grozi ruiną finansową wytwórni "Elzaneta".
Gazety rozpisywały się o ogromnych kosztach filmu dla którego postawiono pałac, zakupiono wytworne meble, uszyto wspaniałe kostiumy i.t.d.
Inne pisały o niewłaściwości tego, że w filmie zagrała ekskrólowa.
Niemal codziennie coś fajnego można było przeczytać.
Aż nagle zobaczyła fotografię z wiszącym w górze segmentem pałacu i Obok stojącego króla, gazeta donosiła - "Król Rambryk powstrzymał demontaż pałacu w Dżawans. Specjalna komisja ma obejrzeć film z Efilantą w roli królowej i ocenić czy jej gra przynosi hańbę dynastii."
-Szlag by trafił - powiedziała - przecież jeśli pozwolą wyemitować film, to po tej aferze wszyscy na niego pójdą.
-To chyba dobrze, że wytwórnia mojej córki nie padnie - odpowiedział Elzantro.
-Jaka tam ona twoja córka?
-Nie widziałaś jej. Można by pomyśleć, że dziecko w "Amindzie" to Dżanana, takie są podobne.
Zresztą czy ty naprawdę myślisz, że ja chciałbym aby padło i poszło na zmarnowanie coś czemu tyle pracy i serca poświęciłem zanim sprzedałem?
===========
"Micza Śliczna i Młoda" weszła na ekrany w kilku krajach naraz i był to ogromny sukces.
Kto mógł robił na tym pieniądze choćby na wywiadach i plotkach.
- Z dobrze poinformowanych źródeł wiemy, że król chciałby aby film o jego pradziadku reżyserowała autorka sukcesu "Miczy" - pisano.
Odpowiedź Tali brzmiała - nie zapominaj proszę dostojny władco, że tamten film to historia dwóch kobiet a ja potrafię się wczuć w naturę innej kobiety, natomiast sposób myślenia mężczyzn to dla mnie zagadka. Będzie dobrze jeśli ten film nakręci mój mąż a ja poświęcę się produkcji nowej opowieści o kobietach.
Był też wywiad z ekskrólową - dowiedziałam się o tym filmie kiedy w gazetach zaczęto wyśmiewać Tali twierdząc, że najchętniej w roli królowej widziałaby królową. To mnie zainspirowało. Ostatecznie byłam kiedyś aktorką i przeszłam przeszkolenie przed i po ślubie z Rambrykiem aby się stosownie do pozycji królowej zachowywać.
Czemu więc nie miałabym spróbować?
Oczywiście nie wyjaśniałam kim jestem, chciałam wiedzieć czy wybiorą mnie dla mnie samej czy dlatego, że byłam kiedyś królową. Nie wiem jak Rambryk się o mnie dowiedział. W każdym razie na pewno Tali była wobec mnie śmielsza nie wiedząc kim jestem. Plastycznie wyjaśniała mi co mam czuć wobec tej młodej lamparcicy, którą wychowywałam myśląc, że to kociątko. Dla mnie miała być teraz potworem a we własnych oczach wciąż kociątkiem. Dzidzią, która zlizała krem z tortu i jej przykro a dorosłych robiących z tego straszną aferę zupełnie nie rozumie. Fajnie było patrzeć jak tłumaczy to młodej aktoreczce, która wolałaby być świadomą swego wdzięku kokietką. Żałuję, że uznała siebie za zbyt starą do tej roli, byłaby idealna.
-Uważasz, że Kalima była słabsza?
-Myślę, że Tali stworzyła z niej taką Miczę jakiej pragnęła i że możemy mieć do czynienia z początkiem wspaniałej kariery młodej aktorki.
Już się o nią biją reżyserzy i wcale im się nie dziwię.
======
Mniej wymowna podczas wywiadu była Lita - Tali wciąż powtarzała, że mam być sobą i traktować królową jak stałą klientkę mojego salonu.
Bardzo pomagała mi życzliwa postawa "królowej"
Zresztą sama mnie do przyjęcia roli swojej fryzjerki zachęciła.
=========
Na Netusi szczególne wrażenie zrobił fragment
nagrania z planu.
-Nie, nie - mówiła Tali - ty masz być rozpieszczoną dziewczynką a nie tupeciarą.
Wyobraź sobie, że jesteś dzidzią, która wlazła do spiżarni bo chciała zerknąć, tylko zerknąć na piękny tort przygotowany dla gości i najpierw wzięła trochę na paluszek - ummm dobre, no to jeszcze troszeczkę, no bo trudno się powstrzymać, a teraz łyżeczką ... No i nagle patrzysz! Nie ma kremu!
No ale przecież ty nie chciałaś, nie wiedziałaś, że tak to wyjdzie, muszą ci wybaczyć, no bo jak?
Rozumiesz?
-Kompletna idiotka!
-To ma być urocza idiotka - i tu Tali wygłosiła znaną Netusi, tyle, że przełożoną na bambelocki kwestię - wybacz mi, błagam wybacz mi siostrzyczko, to było jakby jakiś piorun strzelił, kochamy się, nie wiem jak to się stało ale jeszcze nikogo tak nie kochałam.
- Ma być zmiana w tekście? - Zapytała Kalima.
-Nie, chodziło mi o ogólne wyobrażenie co czuje Micza. Nie poczuwa się do winy i wciąż jest słodką dziewczynką.
Tym większy ból czuje jej siostra, przecież kochała Miczę, opiekowała się nią, zachwycała jej dziecięcym powabem i uroczymi głupstewkami, broniła jej, chroniła ją, wybaczała.
Rozumiesz mnie Frisbino?
Czujesz przede wszystkim ból, twoja kochana mała siostrzyczka, wbiła ci nóż w serce. Już jej tego nie wybaczysz.
To ostatnie zdanie aż przeraziło Nety - "już jej tego nie wybaczysz". Czy aby na pewno mówiła tylko o Frisbinie"?
=======
Elzantro obejrzał film. Na początku ukazało się logo przejętej wytwórni - buzia Elzanety. Teraz bardziej niż Dżananę przypominała Netusię. Mała, słodka, piwnooka. Potem był krótki rys historyczny podany przez Walturiana i wreszcie właściwy film. Był świetny niezależnie od tego, że dobrze rozreklamowany, i pomyśleć, że kiedyś nie dowierzali, że Tali jest reżyserem.
Film kończył się na scenie kiedy aż nienaturalnie dla swego wieku podstarzała królowa siedzi nad arkuszem z wyrokiem śmierci dla Miczy, macza pióro, usuwa nadmiar atramentu o brzeg kałamarza.
Potem znów pojawił się Walturian - na waszym miejscu rozgniewałby mnie ten brak zakończenia - oświadczył - ale można je poznać zaglądając do podręczników, encyklopedii lub książki o tytule "Piękna i Młoda", która właśnie pojawiła się na niektórych rynkach. Zamieszczam też dokładniejsze omówienie, dla wielbicieli historii, w filmie z cyklu: "Wykłady Walturiana" Są jednak osoby, które będą wolały same sobie dopowiedzieć zakończenie. Czemu nie? Tylko nie podawajcie go jako fakt historyczny. Do zobaczenia.
Czyli zareklamował wydawnictwo żony i swoją produkcję filmową - pomyślał Elzantro - ja zarzucałem Nety, zniszczenie wytwórni a wytwórnia dopiero pod zarządem byłych teściów naprawdę rozkwita. Pokazali mi, że wszystko było do uratowania.

Łypolippa już od dawna nie chodziła do zakładu fryzjerskiego Lity a żaden inny nie odpowiadał jej tak jak tamten.
Tym razem zaszły z córką w jakąś boczną uliczkę i dziewczyna namówiła ją aby spontanicznie skorzystały z zakładu w bocznej uliczce. Szyld mówił, że to zakład mistrza Nitijana.
Młoda fryzjerka miała na sobie szary fartuch i śmieszny czepek.
- A nie ma szefa? - Zapytała Łypolippa - nie zamierzam pozwolić aby na moich włosach ćwiczyła jakaś uczennica.
-Wiem, rozumiem ale to byłby dla mnie niesłychany zaszczyt. Bardzo dobrze wychodzi mi kok Cużetty a tobie z pewnością będzie w nim do twarzy. Dlaczego nie miałabyś spróbować?
-Dobrze ale jak sknocisz nie zapłacę. Czego chichoczesz?
-Przypomniała mi się stara historia.
- Mojej koleżance zróbcie warkocz dobierany. Co to za historia?
- O młodej charakteryzatorce - odpowiedziała fryzjerka dziarsko przystępując do czesania - otóż uczennicy szkoły aktorskiej nie spodobała się charakteryzacja więc oświadczyła, że nie zapłaci.
Charakteryzatorka odpowiedziała, że wobec tego musi oddać sztuczne rzęsy bo są drogei i zdjęła jej pasek z rzęsami z jednego oka.
Aktorka powiedziała, że odda po spektaklu. Charakteryzatorka zgodziła się aby ten drugi pasek oddała po spektaklu.
Wynikła drobna dyskusja czy dokleić z powrotem pierwszy czy zabrać drugi. Aktorka wolała wersję numer jeden ale wówczas musiałaby zapłacić za charakteryzację a nikt jej nie chciał pożyczyć pieniędzy.
-No daruj ale ja pieniądze mam.
-A ja raczej zniosę krzywdę niż zrobię takiej gwieździe brzydki kawał. Widziałam cię ostatnio w teatrze w roli Raoklesy. Mimika rewelacyjna. Jak ty to robisz?
-A co chcesz zostać aktorką? Nie byłabyś pierwszą fryzjerką, która to robi.
-A tamtej jak się udało?
-Nie widziałaś filmu "Micza Śliczna i Młoda"?
-Widziałam ale kto tam był fryzjerką?
-Fryzjerka.
-Ooo, to całkiem nieźle jej poszło, prawda?
-No nie było aż tak źle.
-W twoich ustach to niewątpliwie pochwała. Spójrz w lustro. Zostawić te loczki po bokach czy podpiąć? O tak by wyglądało z podpiętymi - uniosła loczki do góry. Co myślisz? - Jej oczy się śmiały.
-Nie za bardzo nadajesz się na fryzjerkę.
-Przykro mi, że fryzura się nie udała.
-Fryzura jest w porządku, loczki mają zostać. To ty się nie nadajesz. Kpisz z klientki.
-Nie kpię. Trochę mnie bawisz i to rzeczywiście jest nieprofesjonalne, ale na pewno nie kpię.
A fryzura będzie gratis w zamian za cenne pouczenie i jako rekompensata za doznaną przykrość.
-A szef się na to zgodzi?
-Na planie to ja jestem szefem.
-Córeczka sławnej mamusi też za darmo? - Spytała córka wstając z drugiego fotela.
-Ależ oczywiście - odpowiedziała Tali. Nim Łypolippa zdążyła zareagować weszła następna klientka - było w gazecie ogłoszenie, że dziś czeszecie za darmo - powiedziała.
-Ogłoszenie nie kłamało - proszę na mój fotel. Robimy spirale?
-Robimy.
- Nieznośny bachor - powiedziała Łypolippa do córki gdy już wyszły.
-Córeczka godna mamusi - odpowiedziało dziewczę - cud, że zrobiły mi ten warkocz dobierany bo w ogłoszeniu pisało, że dostosowują fryzury do twarzy klientki.
-Widocznie mam dobry gust. One chyba robią rozgrzewkę przed filmem "Ulica Usługowa"
Przeszły się po ulicy. Była bardzo blisko pałacu. Oprócz domków były tu rozmaite zakłady. Oczywiście z szyldami, wszystko trochę staroświeckie.
- No tak - stwierdziła - na "Miczy" robią wielką kasę to i uliczkę postawili.
============
 

 
58






Taka dziewczna ze starszej klasy mi dokucza - poskarżyła się rodzicom i babci Dżanana.
-Wiesz jak ma na imię? - Spytał Elzantro.
-Zeta. A jak ktoś na nią powie Elzaneta to dostaje w dziób.
-Jak ty się wyrażasz?
- Ona się tak wyraża. Jest okropna. Nosi spodnie i jeździ motorowerem.
-Taka mała dziewczynka?
-Jaka mała! Jest o dwie klasy wyżej niż ja!
-I ma na imię Elzaneta?
-Zeta. Za Elzanetę wali w twarz.
-Czyje to jest dziecko?
-A bo ja wiem? Nawet po nią nikt nie przychodzi tylko wsiada na motorower i fiuuu.
-To mi się nie podoba. Przejdę się do tej waszej szkoły. Taka dziewczynka powinna mieć opiekę.
Rzeczywiście to zrobił ale nie poszedł do nauczycieli. Poczekał przy jedynym motorowerze przed szkołą aż podeszła panna w spodniach i krótkiej sukieneczce.
-Elzaneta? - Zapytał.
-Co za zaszczyt, sam pan reżyser Elzantro. Czego to może chcieć od pani Zety? Zupełnie nie wiem - stwierdziła, wsiadła na motorower nie dopasowany do jej wzrostu i odjechała zostawiając go osłupiałego.
Dowiedział się od matki jaki jest adres Nety. Mieszkała przy Usługowej 48. Ulicy której nie było gdy stąd wyjeżdżał.
Drzwi otworzył mężczyzna - w jakiej sprawie przyjechałeś? - Zapytał.
-Chcę pomówić o zachowaniu Elzanety.
-To chyba nie twoja sprawa?
-A po za tym nie znamy żadnej Elzanety - oświadczyła dziewczynka wychodząc z pokoju.
- Uważam, że nie powinniście dziecku pozwalać jeździć na motorowerze - mówił do mężczyzny - a już zwłaszcza nie dopasowanym do jej wzrostu, to po pierwsze, po drugie nie powinna krzywdzić swoich sióstr.
-Ja mam tylko braci.
-Słuchaj, masz prawo mieć do mnie żal ale do nich o co?
-Bo są dziewczynami a tobie to nie przeszkadza. kochający tatusiek! Aż tu przylazłeś aby ich bronić. Zabierz te gnidy z mojej szkoły, zanim którą rozdepczę.
-A dlaczego to one mają zmieniać szkołę?
-Bo ja tu byłam pierwsza.
-Nie wymagam abyś je kochała ale toleruj. Powiedz mnie, że byłem draniem, że cię zostawiłem pod pozorem, że jesteś dziewczynką. Myślisz, że nie miałem wyrzutów sumienia?
-Ale to nie przeszkodziło ci minąć mnie bez słowa przed kinem w Grel.
-Minąłem raczej twoją mamę ale faktycznie miała cię wtedy na rękach.Musiałem. Miałem już inną żonę i nie chciałem komplikacji.
-Bo to tak łatwo bierze się inną żonę i rodzi inne dzieci? Idź już sobie i zabierz je z mojej szkoły nie chcę mieć ani z tobą, ani z nimi nic wspólnego.
-Ta szkoła jest dla nich najbliższa a cokolwiek ja zrobiłem, to ja nie one. Nie jesteście w jednej klasie, nie musisz ich spotykać.
-Och, biedne laleczki-córeczki, tatuś musi je osłonić własną piersią.
- Elziu dosyć - powiedział mężczyzna - i proszę abyś więcej nie brała motoroweru. Zresztą zamknę go skoro nie umiesz się powstrzymać, a jeśli nie przestaniesz dokuczać tym dziewczynkom przeniesiemy cię do innej szkoły. To naprawdę nie jest ich wina.
Mam nadzieję, że to już wszystko? - Zapytał gościa - bo nie dokończyliśmy gry w wyścigi. Chodź córka, tym razem wygram.
-Ach ta nadzieja!
------------------
Nie rozmawiali już na temat Elzantra, dokończyli wyścigi sterowanymi samochodzikami.
Trzeba się było śpieszyć nim malcy wrócą ze spaceru. Oni na razie odbywali wyścigi mniej skomplikowanymi autkami.
Na ulicy Usługowej Elzaneta była najstarszym dzieckiem więc zależało jej na przyjaciołach ze szkoły, nie chciała ich stracić a wiedziała, że ojczym nie żartuje, przenieśliby ją gdyby nadal dokuczała Dżananie. Elzantro mówił o córkach w liczbie mnogiej ale chodziło o Dżananę, tej małej to Elzaneta nawet nie zauważała.
==========
Tali kończyła jeden film i już miała scenariusz do kolejnego w związku z tym zleciła Nety pracę nad scenografią. Wykorzystywali jedno z wielkich pomieszczeń pałacu zdjęciowego na przygotowania. Meble dostali z wymienianych na nowe w szpitalu (zapłacili za te nowe) trzeba je było jeszcze odpowiednio postarzyć po malowaniu na właściwy kolor i tym się akurat Nety ze swoją ekipą zajmowała gdy nagle z impetem weszła jak do swego domu Dżawansa a za nią wsunęła się jak najmniej ważna służąca Tali w stroju szpitalnej pomocnicy. W jednym ręku miała wiadro, które uważała za stanowczo zbyt nowe, w drugim szczotkę. Nikt nawet za bardzo się nie zdziwił gdy przystąpiła do mycia podłogi, była znana z takich akcji.
Gdy Dżawansa ubliżała Nety i jej córeczce, Tali spokojnie myła podłogę co bardzo uspokajająco działało na jej siostrę.
-Jeśli jeszcze raz ta wywłoka żmijowata zbliży się do mojego dziecka to nie ręczę za siebie - krzyczała Dżawansa.
-A któż by śmiał ręczyć za ciebie - wymamrotała Netusia.
-Jak śmiesz tak do mnie mówić szantrapo! Wychowałaś ulicznicę, ladacznicę, kanalię, chuligankę ...
-Pani się przesunie bo tu myję - powiedziała Tali. Dała w ten sposób obu skonfliktowanym paniom czas na uspokojenie bo już mało brakowało a wzięłyby się za kudły.
Chwilę potem gdy znów zaczęło się robić gorąco zażądała - a pani scenograf to niech powie siostrze aby lepszy proszek kupowała bo ten mi podłóg nie domywa. No, przesunie mi się - ponagliła jednego z pracowników - bo tu teraz myję i niech idą na kanapki żeby podłoga wyschła.
No już, już, już.
Po mojemu powiedziała co chciała i idzie do domu - zaleciła Dżawansie. Po co to tyle roztrząsać i ludziom w pracy przeszkadzać?
-A ty się nie wtrącaj śmieciuchu!
-A po mojemu to musi być pomyłka i jaka inna musi stać z paniusią na rogu bo Zaneta na to za mała.
-To chyba ty się pomyliłaś! Jak śmiesz się wtrącać do rozmów ludzi z towarzystwa!
-A jakiego tam towarzystwa jak paniusi rynsztokiem z buzi leci? - dziwiła się Tali.
Rozwścieczona Dżawansa kopnęła wiadro. Tali ledwo zdołała odskoczyć, Nety zaraz włączyła urządzenia sprzątające i raz dwa osuszyła a przy okazji domyła podłogę.
Dżawansa aż oczy wytrzeszczyła zaś ekipa Netusi ryknęła śmiechem.
-Czy wiaderko się poobijało? - Spytała Tali mężczyznę, który je podniósł.
-Niestety nie ale mogę nim rąbnąć jeszcze raz.
- To później. Dżawanso tak jak powiedziałam, przedstawiłaś swoją sprawę i wystarczy. Pomówimy z Elzanetką, wytłumaczymy jej, że Dżanusia nie ponosi winy za jej krzywdę.
-Jaką znowu krzywdę? Co tej kretynce mogła zrobić moja mała dziewczynka?!
-Idź już Dżawanso bo ludzie przez ciebie z robotą nie zdążą i premii nie dostaną.
Wszyscy jak na komendę rzucili się do pracy.
Dżawansa nie wytrzymała i nie tylko jeszcze raz walnęła wiadrem ale na dodatek usiłowała po nim skakać ale to jej się już nie udało i gdyby Tali z najbliżej stojącym mężczyzną w porę nie zainterweniowali byłaby spadła co mogłoby się źle skończyć dla jej twarzy.
-Jeżeli ta mała wesz zbliży się do mojego dziecka to ją skopię - krzyknęła jeszcze kobieta i wybiegła ze łzami upokorzenia.
-No teraz wiadro jest chyba takie jak chciałaś - oceniła Netusia.
-Za to jej nie chciałam aż tak dołożyć. Przeholowałam. No dobra. Ściera do prania, fartuch do prania, suszenia i prasowania . Szczoty nie czyścić, wiadra nie myć. A kanapki idźcie zjeść bo się zestarzeją. Potem nadgonicie.
=========
Netusia może ostatecznie zignorowałaby całą sprawę ale w domu się dowiedziała o wizycie Elzantra i o tym, że Elzia postanowiła dać już spokój jego córkom.
Nety nie mogła pozwolić aby Dżawansa triumfowała, sądząc, że to wynik jej interwencji, dlatego już nazajutrz zjawiła się przed lekcją w klasie małej Dżanany. Z gotowym, ułożonym w głowie tekstem:
-Słuchaj, mnie jest przykro, że moja córeczka ci dokucza ale już nam obiecała, że więcej tego nie zrobi. Chciałabym tylko abyś ją zrozumiała. Jest twoją siostrą, byłam żoną twojego taty kiedy się urodziła. Bardzo się na nas rozgniewał kiedy usłyszał, że jest dziewczynką a ja przecież nie miałam na to żadnego wpływu, tym bardziej Elzia. W dodatku kiedy leżałam osłabiona po połogu twoja mama kradła mi moje sukienki i biżuterię.
Nie przeszło jej przez gardło ani jedno słowo, popatrzyła na małą i wyszła. Nie mogła jej skrzywdzić i zetrzeć z buzi dziecięcego uśmiechu.
Jednak samo jej przyjście nie pozostało niezauważone.
Wkrótce zaczepił ją Elzantro aby zapytać dlaczego przyszła patrzeć na jego córkę.
Zrobiła słodko dziecięcą minkę.
-Ach to nie wolno patrzeć na "księżniczkę" Dżananę? Netusia niegrzeczna?
-Nie wygłupiaj się. To jest tylko dziecko, nie wciągaj jej w nasze sprawy.
-No tak, twoja córcia to dziecko, moja to szmata, łajdaczka, wykolejeniec ...
-Niczego takiego nie powiedziałem.
-Oooo,to ładnie. Za to twoja żona sobie nie żałowała ale dlaczegóż miała sobie żałować? Już zapomniała, że sama jest złodziejką.
-Nety!
-Jest złodziejką i wulgarnym babsztylem, choćbyś nie wiem jak zaprzeczał, takie są fakty. Nie chcę więcej jej widzieć w wytwórni Elzanety i ty też nie nachodź mojej córki.
-To także moja córka.
-Niemożliwe! Elzantro przyznaje się do ojcostwa! Zapiszę to w pamiętniku. Szkoda tylko, że jej tak nie bronisz jak swojej dzidzi, na którą nawet spojrzeć nie wolno bo kolki dostaje. A teraz zejdź mi z drogi i namów żonę aby mnie i moje dzieci szerokim łukiem omijała.
============
Dał spokój Nety, nawet się grzecznie ukłonił nim odszedł.
W następnej kolejności pogadał ze swoim dawnym przyjacielem. Erkuzim. Zrobił go kiedyś kierownikiem zaopatrzenia i Erkuzi nadal nim był po przejęciu wytwórni przez Milarezę.
Fatalnie, że wtedy Elzantro sprzedał jej tę wytwórnię ale ona dawała tyle ile wytwórnia była warta, inni grubo po niżej ceny. Formalnie wytwórnia należała teraz do jej wnuczki Elzanety a to bardzo utrudniało nawiązanie z dziewczynką przyjaznych stosunków. Mógł być posądzony, że chce jedynie dostać tam pracę.
Erkuziego nie było przy kłótni kobiet lecz przecież wiedział co się o tym mówi.
-Podobno jedna była jak dama, druga jak ulicznica - wyjaśnił - ludzie są oburzeni bo obrzuciła błotem dziecko i to naszą Elzię a muszę ci powiedzieć, że Elzia jest bardzo lubiana. Urocza śpiewaczka odrzucona przez tatę a teraz zaocznie sponiewierana przez kobietę, która jej tatusia zabrała. Tak to wygląda.
U dziadków

Przyszli nie zapowiedziani i zastali Zetę. Dżawansa w pierwszej chwili nie rozumiała co ta smarkula tu robi, jakim prawem przyszła.
-Zetusia - ucieszył się Elzantro - to miłe, że odwiedzasz dziadków.
Tak, niestety Zeta miała prawo tu być i prawdopodobnie to nie ona z dziadkami, tylko dziadkowie z nią nawiązali kontakt.
-Nie powinni nam tego robić - pomyślała Dżawansa a równocześnie uśmiechnęła się do dziewczynki - no to poznaj się wreszcie z siostrami - powiedziała pierwszą rzecz jaka przyszła jej do głowy. Zaraz zorientowała się, że to bez sensu, w dodatku córki spojrzały na nią zaskoczone ale nie wiedząc jak wybrnąć kontynuowała - to jest Dżanana a to Isemonda.
Pobawcie się razem.
-Nie, ja już będę iść, po co mam przeszkadzać prawdziwym wnuczkom? - Zaczęła się zbierać do wyjścia Zeta.
-Ty też jesteś prawdziwa - odrzekł Isemondo - najprawdziwsza na świecie.
-To, że ja nie okazałem się dobrym ojcem to chyba automatycznie dziadków nie skreśla? - Dorzucił Elzantro i Dżawansa zrozumiała, że on też nigdy nie skreślił Elzanety.
-Przyjdę kiedy indziej - Oświadczyła dziewczynka.
-Proszę cię zostań. Podobno pięknie śpiewasz, chciałbym to usłyszeć.
-To niedługo w szkole będą występy.
Namówił ją aby została ale śpiewać nie chciała - Jakiś egzamin czy co? - Zapytała - ja tu przyszłam do dziadków a nie na eliminacje.
Oczywiście poszedł na te występy.
=============

WYJAZD TALI
Dlaczego wy tak bardzo przeżywacie wyjazd cioci Tali i wujka Alka? - Zapytała ojczyma Elzaneta.
-A ty nie przeżywasz?
-Oczywiście, że tak bo ich lubię ale dla was to jakby kataklizm.
-To znakomici reżyserzy. Wytwórnia dzięki nim zarobiła krocie. Teraz Alagrif jeszcze dokończy film tutaj, na rzecz naszej wytwórni ale co potem?
W dodatku skoro wytwórnia zarabiała to i oni zarabiali i to dużo bo im się to należało a są takimi zapaleńcami, że wszystko pakowali w wytwórnię. Teraz trzeba będzie oddać im ich udziały. To może być początek końca.
- A gdyby zatrudnić innego zdolnego reżysera?
-Zatrudnimy. Konkretnie babcia nam kogoś podeśle spośród uczniów degedeńskich.
-A nie mógłby być ktoś stąd?
-Elzantro?
-No, na przykład.
-Odpada. Przede wszystkim dlatego, że gdyby on pracował w wytwórni odeszłaby stamtąd twoja mama.
Nie mogą pracować razem i nie można pozwolić na to aby kręciła się tam jego żona.
Nawet nie wiesz jaką potworną awanturę zrobiła tego samego dnia kiedy twój ojciec był tutaj. Obrzuciła twoją mamę i ciebie najgorszymi wyzwiskami. Dobrze, że była tam ciocia Tali bo mama by się z tą wulgarną kobietą pobiła i byłby skandal na cały kraj. A ciocia Tali udawała sprzątaczkę i kazała się tej ordynarnej osobie przesuwać, bo sprząta.
Trochę się głupio Zecie zrobiło. Dobrze wiedziała, że ponosi winę za nagłą decyzję cioci.
Powiedziała jej, że się dorobiła na jej wytwórni. Powtórzyła tylko to co mama jej sióstr powiedziała. Dżawansa sprawiała wrażenie całkiem miłej i sama ją zapraszała, a tu taki cios.
No cóż ciotka nagrywała ciekawe sceny a Elzaneta potrafiła się do nich dobrać na odbiorniku mamusi. Wiedziała kiedy odbyła się awantura więc szybko znalazła. Ojczym nie przesadzał nazywając Dżawansę wulgarną. W dodatku była kłamczuchą. Przedstawiła jej swoje córki tak jakby nie wiedziała, że już się znają.
Postanowiła pomówić z ciocią jakoś ją przeprosić, udobruchać, wszystko odkręcić. Powiedziała jej całą prawdę.
- Elziu ja wcale się na ciebie nie gniewam - odpowiedziała ciocia - po prostu nadszedł czas abym zaczęła pracować na siebie ale nie bój się skarbie, wytwórnia nie padnie. Ja i wujek nie jesteśmy jedynymi reżyserami świata a kontrolę nad finansami wytwórni i tak zawsze miała babcia. Nie pozwoli aby cię ktoś okradł. Wszystko będzie dobrze.
-Tak ale nie zamierzałaś wyjeżdżać dopóki ja ci głupot nie nagadałam.
-To prawda lecz zawsze wiedziałam, że nadejdzie moment gdy będę się musiała oddzielić.
Doszłam do wniosku, że już nadszedł. To nie znaczy, że mam do ciebie jakiekolwiek pretensje albo, że już cię nie kocham. Nadal jesteś moją słodką Elzią. Po prostu skończyłam "Rozterki Dunaseli" więc jest dobry moment abym wyjechała.
Część rzeczy oczywiście zabiorę bo to ja je kupiłam ale wierz mi wytwórnia nie zostanie doszczętnie ogołocona, i tak będzie dużo wspanialsza niż wtedy gdy twoja babcia Milareza ją kupiła.
I wiesz co? Tobie drugiej po moim mężu powiem coś ważnego, na razie nikomu tego nie powtarzaj.
Spodziewamy się dziecka.
-Myślałam, że ty nie możesz mieć dzieci.
-Były takie obawy. Wyleczyłam się i mam nadzieję, że mój skarbuś będzie równie fajny jak ty.

Ostatecznie ciocia zabrała tylko to co było potrzebne do jej nowego filmu, resztę nakładów babcia jej zrefundowała ale w zamian udziały ciotki zostały zapisane na babcię.
===================

NETUSIA owszem martwiła się odejściem Tali ale to nie przyćmiewało wewnętrznej radości, że wreszcie to ona jest szefem wytwórni.
Tego dnia miał się zgłosić nowy reżyser Falidundrin. Mama prosiła aby mu przygotowano jedno z gościnnych mieszkanek w pałacu. Nety postanowiła sobie z niego zażartować.

Tali ostatnio sama myła podłogi aby ścierki do filmu nie były nowe, ona miała gimnastykę i nie trzeba było do tego kogoś specjalnie zatrudniać lub odrywać od innych zajęć. Znana była historia o tym jak aktor pragnący zagrać w filmie najpierw jej ubliżył gdy grzecznie prosiła o poczekanie aż podłoga wyschnie a potem właśnie z nią o tym zatrudnieniu rozmawiał i był mocno speszony. Tym razem Netusia postanowiła ją zastąpić. w czasie gdy można się było nowego pracownika spodziewać przystąpiła do mycia korytarza oczywiście z pomocą ścierki, szczotki i wiaderka. Specjalnie je sobie na ten cel kupiła bo tamte zabrała Tali.
Wszedł. - Przepraszam - powiedział.
-Co przepraszam?! - Nety koniecznie chciała doprowadzić do tego aby się niewłaściwie zachował - niech zaczeka bo mi podłogę brudzi.
-Mogę na momencik tą szczotkę? Poprawię, moja babcia tak to robiła - wyjaśnił i przeszedł zacierając za sobą ślady.
O tę babcię to Nety była na niego zła. Miała dopiero ciut ponad 21 arli* a on ją do babci porównał.
-I nie szkodziłoby jeszcze suchą szmatą przetrzeć - podpowiedział z sympatycznym wyrazem twarzy i otworzył sobie czipem drzwi gabinetu po Tali. Nety sama chciałaby ten gabinet zająć tylko nie mogła znaleźć czipa.
-A skąd masz czipa? - Zapytała.
-Od szefowej - wyjaśnił, a przecież to ona czuła się tu szefową (choć w zasadzie nikt jej na takową nie mianował) i ona zamierzała przeprowadzić z nim wstępną rozmowę.
- Otworzę okno to szybciej podłoga wyschnie - dodał nie zamykając drzwi gabinetu - zaraz tu przyjdzie cała grupa.
-Kto?
-Szefostwo.
-Wiedziałabym coś o tym.
-Widocznie ktoś zapomniał przekazać - odrzekł z rozbawieniem i zaraz grzecznie wyjaśnił - mam przejąć zarząd nad wytwórnią. Jestem pewien, że będzie nam się przyjemnie współpracować. Mam na imię Gersando...
Krótka przerwa świadczyła o tym, że teraz ona ma się przedstawić.
-Nety, scenograf.
-A wobec tego dlaczego ty myjesz podłogi?
-Ścierki trzeba podniszczyć.
-Do którego filmu?
Nagle na korytarzu pojawiła się Milareza a za nią Alek, Walturian i nieznajomy młokos.
- O, Netusia - powiedziała mama równocześnie lustrując ją wzrokiem i niewątpliwie myśląc z dezaprobatą, że Nety znów wchodzi w rolę Tali - przedstawiać ci nowego szefa produkcji nie muszę? Gersando ma już praktykę bo około arla pracował z twoim ojcem, tutaj go wesprze Magnoliusz i Samanda. Na razie instalują się w naszym domku. Gersando i Falidundrin - obejrzała się na młokosa zamieszkają z Alkiem i tatą. Bo tata chce jakąś chwilę poświęcić tej wytwórni. Na razie więc to gościnne mieszkanko nie jest potrzebne ale lepiej aby było w pogotowiu bo jeden reżyser tu nie wystarczy ale to sprawy na później.
Przepraszam za zamieszanie. Rezygnacja Tali była taka nagła, że koncepcje na temat tego co robić się zmieniały.
-No ale dziecko podobno też trudno zaplanować - powiedział Gersando z uśmiechem.
-Jakie dziecko? - Zdumiała się Nety.
-Nie powiedziała ci? - Zdziwił się Walturian - ona i Alek spodziewają się dziecka. To przecież oczywiste, że w takiej sytuacji woli być przy mamie ta moja duża córeczka.
=============
Wyobraźcie sobie: Tali będzie miała dziecko - powiedziała w domu Nety.
- A duże? - Zapytał mały Argiż.
-A niby jakie? - Odrzekł starszy od niego Walturian - tacy starzy ludzie nie mają małych dzieci.
Nety i Toland popatrzyli po sobie. Ona była od Tali 7 nonestrów i 23 dni** młodsza on 3 nonestry i 7 dni starszy***.
Elzaneta w ogóle nie zareagowała więc ją później Toland zapytał - wiedziałaś, że ciocia będzie miała dziecko Elziu?
-Tak ale zdradziła mi to w tajemnicy więc nie mogłam nawet tobie powiedzieć.
-Szanuję to.
========
Tolowi nie tak trudno było wejść w rolę ojca Elzanety. Znał ją od pierwszych dni życia. od dnia gdy Walturian i Milareza przywieźli ją z młodą mamusią do swego domu.
Bardzo przeżywali gdy Tolo i Nety postanowili się pobrać. To prawda, że nigdy nie adoptowali jego i jego sióstr ale się o nich troszczyli i byli najlepszymi przyjaciółmi, tak jak teraz on dla Elzanety. Wychowali, wykształcili, wyposażyli i wciąż ich wspierali.
-A co to mój syn to jakiś gorszy? - Zapytał ich Argiż senior gdy się wzbraniali przed zaakceptowaniem tego małżeństwa.
-Wręcz przeciwnie - odrzekł Walturian - jest niemal jak brat Netusi, czujemy się dokładnie tak jak ty byś się czuł gdyby poślubiał Nolę.
- W dodatku - dodała Milareza - gdyby coś między nimi nie wyszło, tobie łatwiej będzie z tym żyć niż nam. Skreślisz Nety i już, a my nie damy rady skreślić żadnego z nich.

FIRANKI
- Nie rób tego Talusiu - powiedziała Milareza.
-Dlaczego? - Tali była zaskoczona. Wspomniała przy obiedzie, że chce kupić używane firanki i zastanawia się czy lepiej dać ogłoszenie czy jeździć od domu do domu.
-Bo tu ludzie są wycwanieni. Sprzedadzą ci stare, zetlałe, może nawet tu i ówdzie podarte za cenę nowych, najwyższej jakości - wyjaśniła matka.
-Albo i drożej - dorzucił Sierid. Ponieważ wciąż był kawalerem przychodził do mamy na obiady i tylko cudem udało mu się wyprowadzić do własnego domu bo go rodzice puścić nie chcieli. Kawalerem był też Wiernyszek ale wkrótce miało się to zmienić. On jako młodszy z domu się jeszcze wyprowadzić nie zdołał, zwłaszcza, że dla niego i Tawii jakoś rodzice na razie nic nie postawili, Tawia mieszkała u nich z mężem i mocno trzymała się swego postanowienia by skończyć co najmniej tyle szkół co Tali. Za radą rodziców najpierw zajęła się nauką montowania filmów, potem na własne życzenie skończyła szkołę aktorską a teraz uczyła się w szkole reżyserów, w planie miała jeszcze skrócony kurs zarządzania w Arblandach. W Degeden wciąż skróconych nie praktykowano choć Dagrida zaczęła już się wahać czy przynajmniej w żeńskim zespole szkół zawodowych tego nie wprowadzić. Nawiasem mówiąc szkoły w Degeden już tylko formalnie dzieliły się na męskie i żeńskie.
============
- Zrobimy tak - powiedziała Milareza kontynuując kwestię firanek - zamówimy dwie bele w tkalni...
-Jednakowe? - W głosie Tali był zmieszany ze zdumieniem delikatny protest.
- To może nawet ciekawie wyglądać - powiedziała Milareza.
-Kiedy ja nie chcę firanek do szpitala tylko do najbliższych chatek, tych, które mają oddzielać strefę Garona od mojej i tych, które weszły w skład mojej.
- Źle mnie zrozumiałaś. Te nowe będziemy wymieniać na stare w stosunku 1:2. Wyślę doświadczonych zaopatrzeniowców, tylko najpierw załatwię im zgodę na handel obwoźny w innym mieście. Z dala od Degeden.
-No to nie wiem czy w kosztach będziesz miała wielką różnicę, ludziom trzeba zapłacić.
-A dlaczego nie mieliby zarobić na uczciwej pracy?
Zresztą i tak musieliby nad zakupem starych firanek popracować.
-No i jak zawsze masz rację.
-Nie zawsze, nie przesadzaj Talinko.
-A przegrałaś już wreszcie jakąś sprawę w sądzie?
Milareza się roześmiała - nie mam na to szans, od dawna żadnej nie prowadziłam.
Nie zgodziła się aby Tali póki nie sprowadzi się tu Alek zamieszkała w Siegridówce. (Ja powinienem był ją dostać - mawiał żartem Siegrid) Sama jednak tam zaglądała by przewietrzyć pościel a przede wszystkim pojeździć sobie na maszynie sprzątającej i porozmyślać.
Jeden z domków w Siegridówce Tali urządziła w stylu joksolańskim. Konkretnie "Nasturcję" Oczywiście nie była to kopia joksolańskiej chaty ale meble były z materiałów joksolańskich , nie dopracowane przez porządnego stolarza wyglądały topornie, choć zadr nie było a powierzchnie pociągnięte bezbarwnym środkiem zabezpieczającym. Za to nogi stołów niekoniecznie musiały mieć tę samą średnicę.
W okrągłym pojemniku z rośliny, którą przezwali bomblowcem Milareza znalazła dużo obrazków Tali, niektóre wykonane na drzewie (fajnie byłoby je tu powiesić), inne na brystolach, pochowanych w teczkach a ten na widok którego aż pobladła wprost na tekturze takiej teczki.
Joksolańczyk a może wcale nie Joksolańczyk? W każdym razie na tym portrecie był odziany jak Joksolańczyk i stał na tle joksolańskiego krajobrazu..
Gdyby zobaczyła ten portret w czasach gdy była ambasadorem Tolimaii na Joksolanii pewnie by się przeraziła i usiłowała coś z tym zrobić. Teraz po prostu sfotografowała i zapisała w swym kalendarzu:
Dziś chcąc przewietrzyć i wymyć kufry Tali postawione w Siegridówce znalazłam ten portret. Joksolańczyk jest niebywale podobny do jednego z mężczyzn, którzy mnie napadli i poranili tu w Degeden gdy na rękach miałam maleńkiego Karusia a w łonie Tali. Dziwnym trafem Joksolańczyk przypomina właśnie tego mężczyznę za którego kogoś podstawiono gdy odgrzebywano sprawę aby wyjaśnić jaką rolę odegrał wówczas Andoris. Oczywiście jestem ciekawa czy miała z tym coś wspólnego Joksolania o której wciąż za mało wiemy ale nie będę w tym grzebać. Minęło zbyt wiele czasu.
========

Wieczorem przyszli Szulada i Ferragan, jakoś nie obiło im się o uszy, że Walturian nie wrócił z Dżawans a była potrzeba omówienia opieki nad jego matką. W dodatku staruszka chciała przed śmiercią ujrzeć Andorisa.
-I tak nie uzgodnimy wszystkiego dziś - powiedziała Milareza - ...
-Dlaczego nie? - Zaprotestowała Tali - to jednak nasza babcia. Pomogę się nią zajmować.
-Nie ty. Kwestię opieki możemy oczywiście ...
-Dlaczego nie ja?
-Bo ty masz się teraz zajmować życiem nadchodzącym, zresztą jesteś zbyt podobna do mnie a twoja babcia mnie nie znosi. Po prostu wynajmiemy dwie albo trzy pielęgniarki aby były przy babci na zmianę. Posiłki można dostarczać z naszej ... Nie, posiłki będziesz gotowała ty Szuado bo mnie twoja mama posądzi o chęć otrucia, ewentualnie wynajmiemy jeszcze kucharkę i kogoś kto posprząta a ty będziesz w miarę możliwości dotrzymywać mamie towarzystwa.
-Zawzięta jesteś - stwierdziła Szuada.
-Dlaczego tak mówisz?
-Nigdy jej nie wybaczysz?
-To ona nie chce wybaczyć mnie a co gorsza ...
-Coś ty, dawno wybaczyła tylko duma nie pozwala jej się odezwać jako pierwszej.
-Do mnie niech się nie odzywa ale do Walturiana?
Zresztą to bez znaczenia.Potrzebuje pomocy więc ją dostanie. Ona przecież też kiedyś zajmowała się Walturianem choć go nie kochała.
-Co ty mówisz Milarezo? Jak to go nie kochała?
-Gdy się kocha, duma nie przeszkadza się odezwać.
-To działa w obie strony. Walturian też się nie odezwał.
-Nie mówmy o tym, skupmy się na aktualnym problemie.
-Czekaj, tamtą sprawę trzeba wreszcie zamknąć i zapomnieć - powiedziała Szuada i wtedy pojawił się na jednym z monitorów film. Widać było degedeńską salę sądową a na niej matkę Walturiana.
-A żebyś zdechł za to co zrobiłeś mojemu dziecku- powiedziała. Na sali zapanowała niesamowita cisza.
Potem odezwał się Walturian - a co on chciał zrobić moim i Milarezie?
-Chciałem cię uwolnić od tej kaleki! - Krzyknął Andoris.
-W nadziei, że wyłudzisz choć ćwierć jej majątku?
Ja ją kocham Andorisie, nigdy nie mógłbym mieć lepszej żony ani fajniejszych dzieci. A ty jesteś hipokrytą bo sam kiedyś mi dokuczałeś, że mnie żadna nie chce, a gdy już któraś wreszcie zechciała postanowiłeś mnie od niej uwolnić?
-Byłaś tam ciociu - powiedział Karis - słyszałaś co powiedziała twoja matka. Nie uważała mojego ojca za swoje dziecko. Pomocy nie odmawiamy i nawet skoro babci tak bardzo zależy na zobaczeniu wujka jesteśmy gotowi zamówić dla niej transport ale nie wmawiajcie nam, że jesteśmy jej winni coś więcej. Popierała mordercę.
-A miałeś prawo to nagrywać? - Zapytała Szuada.
-O, to jest dla ciebie ciociu najważniejsze? Owszem było takie zezwolenie sądu. Ostatecznie akta z poprzedniej sprawy zaginęły, prawda?
- To chyba nie moja wina?
-Tak więc jesteśmy gotowi zatrudnić trzy pielęgniarki - zmieniła temat Milareza - kucharkę i sprzątaczkę a zarazem zaopatrzeniowca, jesteśmy gotowi pokryć koszty wyżywienia i leczenia dostojnej mamy Walturiana. Będziemy też kontaktować się z zatrudnionym personelem w sprawie innych potrzeb. Na co dostojna teściowa może liczyć z waszej strony?
-My nie mamy tyle pieniędzy.
-To wszystko?
================
- Nie była gotowa nawet swojego czasu poświęcić?
-Spytała zdumiona Tali po wyjściu gości.
-Bo prawdopodobnie droga córeczko twoja babcia jest zdrowa i dobrze się miewa a cała sprawa szła o to by twój tatuś podpisał zgodę na powrót stryjka Andorisa.
Tak sobie tylko myślę a jutro pójdzie tam pielęgniarka i więcej ustali.
-Może jeszcze lekarz - zaproponował Karis.
-Masz rację synku, trzeba rozeznać zakres pomocy.
http://b3.pinger.pl/b9d221e3369d02acc6b9e5dc73bd7c7a/002.jpg
No i jak? - Zapytał Andoris.
-Zatrudnią huk ludzi, którzy się zaopiekują mamą - wyjaśniła Szuada.
-Jaki huk? - Zaniepokoiła się matka.
-Pięć osób.
-A to wiedźma - stwierdziła matka.
-No nie, nie, nie - zaprotestował zięć - wszystko wzięła na siebie leki, wyżywienie i co tam jeszcze będzie trzeba.
-Ale co z Andorisem?
-Mocno wątpliwa sprawa. Karuś puścił nam odczytanie wyroku w sądzie. A oboje powiedzieliście wtedy rzeczy straszne - rzypomniała Szuada - nikt by się nie zdziwił gdyby odmówiła wszelkiej pomocy. A jeśli ja ją cokolwiek znam przyśle ci tą całą armię jutro z samego rana. Andorisa nie powinno tu wtedy być.
- A to jędza.
-Żadna jędza, pomóc chce. Ja byłabym gorsza na jej miejscu.
-Karuś nawet obiecał wynająć transport aby zawieźć mamusię do Andorisa - słodziutko poinformował Ferragan.
-Tak lubiłam tego chłopca a w nim tyle jadu.
Nawet porządną żonę chciałam mu znaleźć ale nie,
ożenił się z jakąś lafiryndą z wyspy. On jest najgorszy z dzieci Walturiana.
http://b3.pinger.pl/b9d221e3369d02acc6b9e5dc73bd7c7a/002.jpg
 

 




CZEGO NIE WOLNO POWTARZAĆ NETUSI
Twoja siostra jest nieodpowiedzialna - oświadczyła zirytowana Silwiranda Karisowi.
-Tawia? - Zdziwił się.
-Nie, Tali!
-Aaaaa - uśmiechnął się - co znowu wymyśliła?
-Łatała dach na jednej z chat Ewrenillii.
-Oż, to łobuz! Nie powtarzaj tego Netusi bo też wlezie na jakiś dach i oczywiście spadnie.
-Netusia przynajmniej nie jest brzemienna. Ty wiesz co ja przeżyłam?!
-No domyślam się, nie powinnaś łazić za Tali bo zaszkodzisz naszemu dziecku.
-A dziecko Tali cię nie obchodzi?
- Bardzo obchodzi ale widzisz Tali ... Tali nie spada.
-Dotąd nie spadła!
===================
Tali nie wlazła na dach ot tak sobie. Chciała jako dublerka nagrać scenę w której niewykwalifikowana, za to zaradna kobieta łata dach, zaś Silwiranda nie łaziła za nią tak sobie, tylko jako wykwalifikowany operator mikrokamer.
Walturian zatrudnił ją aby nagrywała wykłady terenowe jego i Karisa. W efekcie zyskał synową.
Właśnie oczekiwała drugiego dziecka. Pierwszym była córka: Walturina. Oczywiście mieszkali w Miltwaltdomu (przezywanym też przez okoliczną ludność fortecą lub pałacem), bo to kiedyś miał być ich dom.
W swojej pracowni Silwiranda obejrzała film przy współudziale Tawii.
-A kazała ci nagrywać te sceny kiedy radzi się wieśniaków jak naprawiać dach? - Spytała Tawia.
-Tak, bo na ich podstawie chce zrealizować sceny jak bohaterka o to wypytuje różnych doradców. Z tego remontu będziemy wybierać sceny, kiedy Tali jest tyłem.
-Oj, ja bym zrobiła inaczej, przecież może sama zagrać tę rolę a tych wieśniaków trzeba by zapytać czy się zgodzą wystąpić w filmie.
Nie umiem już sobie wyobrazić kogoś innego w tej roli.
==========
Tali tymczasem kręciła się po "swoim" szpitalu.
Zamiast siedzieć z komisją kwalifikacyjną i wybierać aktorów rozglądała się jak idą prace.
Budynek szpitala wykonano według jej projektu.
Miał stanąć w Dżawans ale ostatecznie Milareza znalazła mu miejsce w Ewrenillii czyli niedawno wykupionej wyludnionej wsi. Młodzi, za pieniądze ze sprzedaży starych chat, budowali sobie domy w lepszym miejscu. Niektórzy mieszkańcy zostali bo nie chcieli się stąd wynosić ale byli to głównie ludzie starzy i nie psuli "klimatu" swym wyglądem choć lubili się tu i ówdzie pokręcić. Milareza podrzuciła im nawet trochę nowych ubrań szytych według dawnej mody, licząc się z tym, że do czasu kręcenia filmu zdążą je ponosić i przeprać. Faktycznie nosili.
Stroje dla aktorów od razu były prane bo Tali nie lubiła jeśli coś "niepotrzebnie" lśniło nowością.
Weszła do jednej z sal, popatrzyła, przesunęła krzesło tak aby przełamywało surowy porządek, otworzyła drzwiczki jednej z szafek. Podłożyła nakrętkę od słoika pod koło jednego z łóżek.
-Młoda, co ci odbija? - Spytał starzejący się fircyk w modnie ciasnych spodenkach - nieporządku to ja nie zniosę. U siebie w domu możesz bałaganić bo pewno tylko to potrafisz.
-Robię wrażenie używalności. Jeszcze wygnieciemy niektóre koce.
-Ja tu rządzę laleczko, ty przesuń tę szafę.
-Za ciężka.
-Nie żartuj jest kompletnie pusta.
-Sama w sobie jest za ciężka a ja oczekuję dziecka.
-To nie należało się do takiej pracy przyjmować, nikt się tu twoim bachorem przejmować nie będzie, trzeba pracować a nie gzić się po kątach. Przypomnij mi swoje imię.
-Tali Magnolia, a ty jak się domyślam Zerbzel, naczelny scenograf. Na ogół nie jestem drażliwa ale nie chcę w swojej ekipie kogoś, kto nie zna swoich współpracowników, nie ma względu na ich słabość, nie przejmuje się ich dziećmi i z góry zakłada, że pochodzą z nieprawego łoża.
Proszę tu więcej nie przychodzić.
-A kto się zajmie scenografią? Jestem w tym najlepszy.
-Nie sądzę, nawet mojego wieku nie umiałeś ocenić prawidłowo. Tobie już dziękuję, pozostali członkowie ekipy niech się teraz zajmą wygniataniem pościeli na tej sali. Jedno albo dwa łóżka mogą być nie ruszone, na reszcie proszę się położyć.
-Chwileczkę. Ty nie jesteś Tali Magnolia - zaprotestował - Tali kwalifikuje teraz aktorów.
-Nie, Tali robi to na czym najlepiej się zna czyli bałagani a aktorów wybiera Eni, Alda, Laroka i Fifi. Zrobią wstępną selekcję i wybiorą personel szpitala a gdy uznają, że Tali jest potrzebna to zagwiżdżą.
=================
Nie będziesz zachwycony Walturku - mówiła Milareza. - Nasza Talusia rozrabia.
-To nic nowego, co zrobiła?
-Po pierwsze naprawiła dach na chałupce w Ewrenillii, po drugie ...
-No?
-Przegoniła twojego ulubionego scenografa.
-Pewno jej nie był potrzebny. Prosiłem aby się tym zajął bo nie chcę aby się zanadto męczyła.
-Niestety powody są poważniejsze. Nie rozpoznał, że Talusia nie jest jego pracownicą i zbeształ ją za bałaganienie.
-No, bałaganu to on nie lubi.
-Za to Tali lubi żeby wszystko wyglądało prawdziwie. Nawet kazała się ekipie kłaść na łóżkach aby wyglądały na używane.
- Jak Zerbzel to zniósł?
-Przegnała go i złożyła do mnie wniosek o zwolnienie.
-Tali? Przecież ona tak się nie zachowuje - wtrącił się Alek - musiała mieć poważne powody. Przecież takie akcje to już z nią bywały, na przykład kiedy "wyrabiała ścierkom używalność" nie jeden buc ją źle potraktował i to nie był powód aby go nie przyjęła do pracy.
-Zgadza się ale Zerbzel pokazał, że jest bezlitosnym szefem, Talusi na przykład kazał przesuwać szafę i nie tylko nie przejął się tym, że jest brzemienna ale jeszcze jej dokuczył, że gdyby się nie gziła po kątach ...
-Jakim prawem mówi jej takie rzeczy skoro jej nawet nie zna? - oburzył się Walturian.
-Powiedział też, że nikt się jej bachorem nie będzie przejmował. Tali nie chce aby w ten sposób traktowano nasze pracownice.
-Porozmawiaj z nim jeszcze i sama zdecyduj a Talusi zapowiedz aby po dachach nie chodziła.
Nie, dach to pewno chciała naprawić tylko jeden, ja się bardziej obawiam aby nie poszła na przeszkolenie do jakiegoś prowincjonalnego szpitala bo ja namawiają aby rolę jedej z bohaterek sama zagrała. Gotowa złapać jakąś infekcję.
-Bez obaw - wtrącił się Alek - Talusia już przeszła takie przeszkolenie.
Sądzicie, że skąd się wziął pomysł, że wiadra mają być obite, szczotki zatłuczone a ścierki używane? Talusia nie robi filmów bez rozeznania tematu.
==========

Dwa dni później Netusia spadła z dachu łamiąc rękę i nogę.
-Kto jej powtórzył, że Tali naprawiała dach? - Zdenerwował się Walturian.
- Ja - wyznał nowy kierownik produkcji - nie wiedziałem, że nie wolno.
==========


Gersando miał chęć odwiedzić Nety ale nie wypadało. Przekazał więc jedynie pozdrowienia przez Walturiana.
-Nie zawiedź mnie - powiedział Walturian patrząc mu głęboko w oczy - i od wszystkich mężatek a w pierwszej kolejności moich córek trzymaj się z daleka.
- Ależ nawet tak nie pomyślałem - skłamał - przecież pani Nety jest ode mnie starsza.
-Gdyby ośmieliła się skrzywdzić Tolanda, zapomniałbym, że jest moją córką. Nawet gdyby bolało. I nie zaakceptowałbym nowego zięcia.
============
Gersando pożalił się później pozostałym współlokatorom, że Walturian jest przesadnie podejrzliwy.
-Jeżeli takie podejrzenia zaszczepiła mu Milareza to uważaj kolego i mijaj Nety szerokim łukiem - poradził Alagrif - bo teść może się w takich sprawach mylić ale teściowa na pewno nie. Ja na ich miejscu nie darowałbym ci i musiałbyś zacząć karierę gdzie indziej od zera.
Nie zapominaj, że Toland jest ich wychowankiem a Nety ma troje dzieci więc skrzywdziłbyś pięć bliskich im osób. Nie wolno ci w to wdepnąć
i nawet nie myśl, że uda ci się przejąć wytwórnię Elzanety.
-Co ty mi insynuujesz?
-Nic. Ostrzegam.
Gersando wolał sobie to wziąć do serca choć Nety spodobała mu się od pierwszego wejrzenia a dodatkowo bawiły go te jej dziecinne zagrywki z naśladowaniem Tali, wcale mu też nie przeszkadzało, że jest aż 4 arle starsza od niego.
Wkrótce wróciła do pracy. Korzystała z wózka sterowanego myślą i wydawała dyspozycje. Jej ekipa przygotowywała projekt nowej scenografii.

Nety rysowała na odległość, zdrową ręką, z pomocą specjalnego wskaźnika.
Falidundrin wybrał scenariusz napisany na podstawie festryjskiej książki, był bowiem Festryjczykiem. Tytuł brzmiał - Uczeń krawiecki.
Netusia zamierzała wykorzystać ulicę Usługową ale konieczne były pewne zmiany i nad tym teraz ofiarnie pracowała. Tym ofiarniej im bardziej się czuła ośmieszona i upokorzona. Stanowczo nie powinna była włazić na dach. Elzaneta powiedziała nawet - zupełnie cię nie rozumiem mamo, ten dach przecież wcale nie wymagał naprawy. Inne mamy są poważne a ty łazisz po dachach, po prostu wstydzę się ludziom w oczy patrzeć.
Odkąd wyjechała ciocia to przynajmniej młodzieżowych sportów z nią nie uprawiasz ale tym dachem to już przekroczyłaś wszelkie granice przyzwoitości.
- Jak to jest - poskarżyła się Nety Tolowi - że kiedy Tali zrobi coś niekonwencjonalnego wszyscy ją podziwiają a kiedy ja zrobię to samo krytykują.
- Trochę to uprościłaś ale przede wszystkim wy wcale nie robicie tego samego.
Jej działania mają jakiś sens. To tak jakby był deszcz i ona osłaniała się wielkim liściem a ty byś się o tym dowiedziała i przeszła z takim liściem po mieście w czasie pogody. Bez sensu.
A co do Elzi, to się nie martw jakoś jej to wytłumaczyłem.
Tolo też miał dużo pracy tyle, że pracował w domu i mógł dopilnować dzieci, które zresztą miały opiekunkę, zwaną babcią Dewandą.
===========
Biedulko - powiedziała Dżawansa - tyle wstydu ci ta twoja mama narobiła.
-Jakiego tam wstydu? - Obruszyła się Elzaneta choć rzeczywiście się za mamę wstydziła - po prostu jest rewelacyjna. Nie każdy taką może mieć.
Inne matki są nudnymi matronami a moja na ich tle jest jak zimorodek pośród wron.
-Szkoda tylko, że się połamała.
-Wyleczy się, wszystko się pięknie zrośnie i znowu będzie skakać bo ma dobrą kondycję. A ty w końcu idź do dentysty bo się jakieś zakażenie wda, wszystkie zęby ci wylecą i nawet nie będziesz będziesz szczerbata tylko bezzębna.
- Ja przecież mówię tak z dobrego serca.
-Czyjego?
-Ty pewnie myślisz, że jestem zła bo zabrałam męża twojej mamie ale przecież ona wpierw odbiła go Tali i to na własnym weselu. Ludzie mówią, że jest pierwowzorem Miczy z filmu "Micza śliczna i młoda" Owi "ludzie" to był Elzantro ale tego to już Dżawansa nie powiedziała.
-A ty wkroczyłaś jako sprawiedliwość dziejowa, ukradłaś jej męża i sukienki - zreplikowała Elzaneta, która niczego nowego się od Dżawansy nie dowiedziała. "Sprawiedliwość dziejowa" to był żart wujka Alka. Dżawansa pobladła.
- Jakie sukienki? - Spytała mała Isemonda.
-Twoja mama uważała to za odszkodowanie za to, że jej zdaniem moja mama doprowadziła do ruiny wytwórnię waszego taty - wytłumaczyła Elzaneta.
-To podłość - krzyknęła Dżawansa.
-To fakt! A błędne decyzje to podjęli razem moja mama i jej ówczesny mąż, wytwórnia nie była twoja o ile mi wiadomo.
-Ale co się stało z tą wytwórnią? - Zapytała Dżanana.
-Kiedy twoi rodzice po tej akcji z kradzieżą rzeczy mojej mamy wynosili się z Dżawans sprzedali wytwórnię mojej babci i teraz to jest moja wytwórnia.
-Celowo doprowadzili ją do ruiny aby przejąć - postawiła zarzut Dżawansa.
- Kłamiesz - wtrąciła się nieoczekiwanie ciotka Dorianana - po pierwsze nie rujnowaliby wytwórni zięcia i to z pomocą jego żony, po drugie proponowali pomoc ...
-Pod warunkiem, że będą mieli kontrolę nad wytwórnią.
-A co, mieli wciąż naprawiać aby ktoś bezmyślnie niszczył? Po trzecie zapłacili uczciwą cenę, po czwarte zapisali wytwórnię na córkę mojego brata a po piąte udowodnili, że są w stanie uratować nie tylko wytwórnię ale nawet ten nieszczęsny film przez który omal nie padła.
-A co ty ich tak bronisz?
-Bezinteresownie opłacili moją operację i rehabilitację więc nie będę milczeć gdy ktoś rzuca na nich kalumnie.
-A to nie dlatego, że przyjaźnisz się z Tali? - Spytała drwiąco Dżawansa.
=========
Elzaneta podjęła w tym momencie dwa postanowienia 1/ lepiej poznać historię rodziny
2/ Obejrzeć film "Micza śliczna i młoda".
To drugie było łatwiejsze bo na odbiorniku mamusi można było zamówić każdy film z wytwórni "Degeden" i wytwórni "Elzaneta" oraz niektóre inne.
"Micza" była zrealizowana w jej wytwórni, reżyserem była ciocia Tali. Bohaterkę tytułową grała aktorka zupełnie nie podobna do mamy. Elzia nie dopatrzyła się kompletnie żadnych podobieństw.
Bardzo zdenerwowało ją zakończenie. Królowa wahała się czy podpisać wyrok śmierci na ukochaną siostrę.
Brakowało jakiegoś konkretu, zapłakana Elzia żądała - nie podpisuj! Niestety film prawie się skończył na tej scenie, potem jeszcze wystąpił dziadek i powiedział, że można sięgnąć do źródeł lub wyobrazić sobie własny epilog.
Elzia sięgnęła do źródeł. Niestety historyczna Micza została skazana i wyrok wykonano. Dobrze, że już tego nie pokazywano na filmie. W nocy przyśniło jej się lepsze zakończenie.


W szkole pojawiła się nowa nauczycielka. No nie!
To była Dżawansa.
http://b3.pinger.pl/b9d221e3369d02acc6b9e5dc73bd7c7a/002.jpg
Elzantro rozpaczliwie potrzebował pracy. Dotąd utrzymywał się z oszczędności. Ojciec nie potrzebował dodatkowego reżysera bo teatr z wolna przegrywał z kinem i na widowni nie było pełnej frekwencji.
Zaryzykował i przeszedł się do wytwórni. Dotarł do kierownika produkcji. Mówił jedynie o swoich kwalifikacjach, nic o powiązaniach z tą wytwórnią i został przyjęty.
-Wolę kogoś stąd - przyznał Gersando - bo nie muszę się troszczyć o to gdzie go zakwaterować.
Na razie mamy tylko dwóch reżyserów. Jeden ma już renomę ale kiedy skończy film wyjedzie do Degeden.
Bardzo chciałbym go zatrzymać, raczej się to nie uda. Drugi jest świeżo po szkole, zafascynowany postacią Tali Magnolii. Bardzo chciałbym aby jej dorównał.
Ty zaproponujesz o czym chcesz film? Wolałbym abyś wybrał coś z tych scenariuszy, które już mamy.
-Moim marzeniem jest Szpital w Doerbgal.
-Nie, nie, nie, to robi Tali. Wątpię abyś jej dorównał a gdyby nawet to sytuacja będzie niezręczna.
-Tali robi szpital w Ewrenillii, gazety piszą, że scenariusz jest mocno przerobiony a głównymi postaciami będą pracownice geriatrii. Ja natomiast proponuję zająć się głównie małżeństwem lekarzy: laryngologa i okulistki, i pod tym kątem pisać scenariusz.
-Dobrze skonsultuję to z szefową i Tali, może się zgodzą.
Elzantro pożałował podsunięcia pomysłu na "szpital". Nie przewidział, że to będzie wymagało konsultacji.
==========


Tali półleżała na łóżku. Na sobie miała szary strój sprzątaczki (przy okazji go gniotła), przed sobą monitor, na szafce kompot i miseczkę z bakaliami.
Czytała na ekranie poprawki do scenariusza. Nagle weszło dwoje młodych - ale nie leżymy, nie leżymy - powiedział młodzieniec - łóżko się wygniecie, kompot wyleje.
-To się wtedy przeniosę na inne - odpowiedziała, rozjaśniając twarz uśmiechem - szefowa mi poleciła wyrabiać pościeli używalność. Spryciara, boi się, że inaczej wypastuję i wyfroteruję podłogi a uważa to za niezdrowe dla jej przyszłego wnuka albo wnuczki. Jakie wiatry was tu przywiały? Bo na moje oko to ty udajesz przed koleżanką, że jesteś tu kierownikiem i możesz załatwić jej pracę. Mam nadzieję, że się mylę?
A jakie są kwalifikacje dziewczęcia? - Spytała wstając - jestem reżyserem i mogłabym pomóc.
- Akurat - odrzekł młodzieniec - reżyser tak nie wygląda.
-Ma chłopak rację - oświadczył Enilioborian wchodząc - reżyser wygląda tak jak ja, przyjrzyj się Talciu i naśladuj.
Skandalicznej sytuacji się doczekałem - zwrócił się do młodych - moja była uczennica jest moim szefem.
-A to aktualny uczeń Rambert - wyjaśnił reżyserce - wielki zgrywus. Rambercie przedstaw nam koleżankę.
-Hanita. Chętnie by zgrała w filmie, chyba się nada, jest śliczna.
-Ślicznych panien to ja co dzień tłumy mijam. Tali potrzebujemy pięknych i młodych na wydziale geriatrii?
-Myślę nad tym. Zróbcie tę scenkę jeszcze raz. Z tym, że udajesz lekarza i obiecałeś jej miejsce sekretarki.
Wyjdźcie, namówcie się i wejdźcie. Hanitko próbuj udawać idiotkę olśnioną doktorkiem.
- Trzeba jej było powiedzieć, że ma grać mądrą dziewczynę zafascynowaną doktorkiem. Wypadłaby lepiej - oznajmił Enilioborian gdy wyszli.
-Bardziej o niego mi chodzi - odpowiedziała Tali.
-To zwykły fanfaron.
-No i bardzo dobrze.
Nie spodziewała się niczego ciekawego po dziewczynie ale oczyma to Hanitka wywracała zabójczo.
- Dobra, jakąś rolę ci znajdę - powiedziała do niej a do niego - dziękuję, że mi ją przyprowadziłeś.
=============
Powiadomiła Sewilantę, że chce mieć w swoim filmie młodą ślicznotkę wywracającą oczyma, od razu zademonstrowała jak. I mógłby być jakiś noszowy udający przed dziewczynami lekarza. Taki wiesz... fircyk ale to już niekoniecznie bo nie mam na widoku odtwórcy.
-Kogoś ci znajdę - oświadczył Enilioborian - przecież wciąż jeszcze uczę w aktorskiej i reżyserskiej a pajaców jest tam pełno.
- Przerabiajcie, przerabiajcie - powiedziała mama - im bardziej przerobicie scenariusz tym lepiej bo w Dżawans chcą wziąć za podstawę tę samą książkę tylko bardziej się skupić na postaci Femnoda i Selissy.
-Ależ to przecież główne postacie!
-Trudno, odrzucisz ten wątek.
-Główny wątek? Nie!
-To książka bambelocka niech oni to robią a ty masz tutaj raporty pielęgniarskie z archiwum tatusia. może coś się przyda.
-Mamo!
-Wierzę w ciebie Talusiu i zaraz ci wytłumaczę dlaczego na to poszłam. Nasz kochany kierownik produkcji nie konsultując się z nikim zatrudnił Elzantro. Nie spostrzegł się, że to były mąż Netusi, jeżeli cofniemy to zatrudnienie Elzia może mieć do nas żal, dobrze myślę?
-Niestety tak ale dlaczego on ma robić mój film?
-Bo wyjdzie mnie to taniej. Postawię im szpital według twojego projektu tylko w innym kolorycie.
Na pewno inaczej go urządzą.
-Akurat. Netusia brała udział w opracowywaniu scenografii.
-Córeczko, kupię im pościel w innym kolorze, podłogi będą inne, meble zamówię inne. Powiem Netusi, że ma wszystko rozplanować inaczej i będę to kontrolować.
-Czyli Sewilanto czeka nas niespodziewany nawał pracy - powiedziała zrezygnowana Tali - a niechby tego Elzantro komary pokąsały. Ciekawe co nam dadzą raporty pielęgniarskie!
- Córeczko ty z niczego potrafisz zbudować silną twierdzę. Ty to zrobisz.
-Owszem twoje zaufanie mi pochlebia ale w szoku jestem.
Pół nocy przeglądała z Sewilantą raporty pielęgniarskie, no pewnie, że nie była to porywająca lektura ale natchnienie dawała,
zwłaszcza, że choć rzadko, zdażały się jednak wpisy dowcipne.
N.p. na wpisany pod jednym z raportów zarzut, że pielegniarki spały na nocnym dyżurze, któraś odpisała - noc jest od spania i miłości wyznawania.
Tali nie zapisała sobie odpowiedzi tylko wskazówkę dla Sewilanty - pielęgniarki zasypiają na nocnym dyżurze - wykorzystać.
Nazajutrz Sewilanta pisała zaś Tali konsultowała się z babcią, która co prawda już nie pracowała za to sporo pamiętała.
- Talusiu - powiedziała - przecież ja ci nie będę opowiadać o perypetiach miłosnych moich kolegów i podwładnych. Znajdź sobie jakąś książkę typu romans i dopasuj do scenerii szpitala.
-Dobra myśl - powiedziała, zamierzała jeszcze zapytać o jakieś błędy w sztuce ale zrezygnowała.
Pojechała swoim zielonym autkiem do szpitala w Kloto. Usiadła w poczekalni izby przyjęć i wszczęła rozmowę z najbliżej siedzącą osobą. Ukradkiem nagrywała z obawy, że coś ważnego jej umknie. Wkrótce wszyscy rozmawiali. Oczywiście o chorobach.
==========
A dlaczego ja mam wszystko projektować od nowa? - Denerwowała się Netusia - dlaczego Tali nam wszystko zabrała i uciekła? Dlaczego to my mamy mieć nowe meble a nie ona?
Niech jej Sewilanta dopasuje scenariusz do nowoczesnego wystroju!
- Tali też pracowała nad tą scenografią - tłumaczyła Milareza - i kupiła meble do szpitala w Dżawans na wymianę. Sama opłaciła odkażenie starych.
-No nie całkiem sama bo obracała pieniędzmi wytwórni.
-Co było z pieniędzy wytwórni, to wytwórni a odkażenie mebli opłaciła ze swoich, po za tym to ona wyrysowała dla fabryki domów projekt szpitala.
Dostaniecie drugi egzemplarz tego szpitala.
-Mam projekt innego! Ja go też wtedy zrobiłam ale Tali oczywiście wybrała swój chociaż mój jest lepszy.
-Netusiu ja nie zapłacę za nowy. Zadowolicie się takim jak ma Tali. Opracujesz zmiany, dasz radę. Kochanie jesteś jednym z najzdolniejszych scenografów, zrobisz to ... Czekaj mam drugą rozmowę, postaram się szybko ją skończyć.
-Mamo! Ja się tak starałam, to jest naprawdę dobry projekt!
-Chwileczkę kochanie. Milareza podjęła tą drugą rozmowę - Milareza Magnolia, chętnie cię widzę.
-Wątpię. Jestem ze szpitala w Kloto. Przyjęliśmy Tali Magnolię na obserwację. Nadal mnie chętnie widzisz?
-Dziękuję za informację ale dlaczego w Kloto?
-Zgłosiła się do nas na izbę przyjęć. Zemdlała. Trzeba by jej przywieźć trochę rzeczy.
- Zaraz się tym zajmę.
No i nie było już rozmowy - przepraszam cię Netusiu - powiedziała mama - sama słyszałaś, że muszę jechać do Tali.
=============
Ona dostała się do szpitala aby poobserwować jego pracę od wewnątrz- powiedziała oszołomiona Netusia.
-Ty nie musisz, nie jesteś reżyserem tylko scenografem wystarczy jak się przejdziesz po szpitalu - odrzekł Tolo.
- Dlaczego od razu myślisz, że chcę zrobić to samo co ona?
-Tak tylko mówię.
-Ale w związku z tym opóźni się ich produkcja, pogadam z Tali aby zamieniła się z nami na wyposażenie.
-Elzantro tego chce?
-Nie rozmawiałam z nim.
-Wobec tego ja z porozmawiam. To on jest reżyserem i może akurat będzie chciał nowe meble.
- Daj spokój pogadam z Gersando.
Najpierw jednak odbyła wizjofoniczną rozmowę z Tali.
-No jak się czujesz? - Zapytała.
-A ty połamańcu? - Zażartowała Tali - Zupełnie zapomniałam, że nie powinnam ci dawać złego przykładu a mamusia od najmłodszych arli mi powtarzała: - Talusiu, córeczko jesteś już duża, powinnaś dawać dobry przykład. Pomyśl zanim coś zrobisz. No i co to dało? Człowiek się tylko nagadał a smarkula swoje.
Ty chyba czegoś ode mnie chcesz Netusiu, tylko nie wiesz jak poprosić. Mam się całkowicie wycofać z tego scenariusza? Dlaczego ja? Przecież pierwsza się tym zajęłam i już wielu ludzi nad tym pracuje, jak się mam wycofać?
-Nie, chodzi tylko o to abyś zamieniła się z nami na wyposażenie.
-Nie mogę, pasuje do całości, do brzydkich ścian i podłóg, musiałabym wymieniać wszystko, gdybyś powiedziała wcześniej to bym ci ustąpiła, teraz po prostu nie mogę.
- Przecież wystarczy wszystko pomalować albo okleić. Pamiętaj, że meble kupiłaś na koszt naszej wytwórni.
-Ależ wytwórnia degedeńska to zrefundowała.
Netusiu, poprawianie wszystkiego mieści się w tym co mama określa jako bezsensowne koszty ale nie martw się już tą sprawą, duża siostra wszystko załatwi a teraz przepraszam cię, muszę kończyć, jest późno i nasza rozmowa przeszkadza moim koleżankom z sali.
Nie to chciała Nety usłyszeć.
Nazajutrz wszedł do ich działu Elzantro - Nety, co ty wprawiasz z tym wyposażeniem? Jakie dostanę z takim zrobię film.
-Kiedy wyposażenie proponowane przez moją mamę nie pasuje do scenariusza.
Dopasowałbym scenariusz ale Tali dała mi inną propozycję. Odeśle nam wyposażenie jednego oddziału i jeszcze paru pokoi bo przecież wszystkich otwierać nie musimy.
-Tak ale wtedy będziemy mieli takie samo wyposażenie my i ona.
-Chyba widz się nie będzie skupiał na wyposażeniu?
-Ależ będzie, bo zgodnie z naszą tradycją filmową tata powie na początku filmu coś o czasach pokazanych na filmie a wcześniej opisanych w książce i na pewno wspomnie o wyposażeniu szpitali.
-Tato, musisz mi przyznać rację - zwróciła się do Walturiana - powieść z połowy czwartego stuarla nie może być sfilmowana wśród współczesnych urządzeń. To byłby kompletny dysonans a wyposażenie identyczne jak u Tali będzie żałosne. No i szpital nie może być w krasnych kolorkach.
-Niby masz rację Netuś ale nie można by tego uwspółcześnić?
-Uwspółcześnić to można film Tali a tego nie.
Pogadajcie z wujkiem Milarykiem on ma sposoby na przewóz całego budynku.
-Ty już lepiej Netuś nie przesadzaj. Po prostu weź te meble od Tali.
-Kiedy ona powinna mieć bardziej karebordżańskie.
-Nie było w tym zakresie większych różnic w tym okręgu. Mogę o tym zaświadczyć moim autorytetem historyka.
=============
W końcu jednak Netusia dopięła swego i dostała to co chciała. Nawet szpital według własnego projektu. Temu który miała Tali błyskawicznie nadano piękny wygląd i nowocześnie wyposażono.
Elzantro był zirytowany stanem otrzymanych "gałganów"
-Przykro mi skwitował jego pretensje Gersando - z tego co wiem Tali Magnolia usilnie nad tym pracowała aby tak to właśnie wyglądało. Chodzą słuchy, że nakazała pracownikom aby w ramach dodatkowego odpoczynku wylegiwali się na łóżkach, "wyrabiając pościeli używalność", że pozwolę sobie ją zacytować.
-Skoro jej tak na tym zależało to może uda się to wszystko odkręcić?
-I głupów z siebie zrobić? Alagrif i tak już podejrzewa, że Netusi chodzi głównie o rzucanie kłód pod nogi Tali jeśli teraz się wycofamy, będzie miał pewność. Przecież dla Tali już przerobiono scenariusz, ludzie wykuli pod okiem Enilioboriana swoje pierwsze role. Eni by się wściekł. Wszystko jest gotowe, nie rób zamieszania.
- To chyba Nety narobiła zamieszania?
-Nie! Nety spełniła swój obowiązek i zadbała o scenografię. Wszystko jest tak jak być powinno. Gdzieś ty widział szpitale bez wygniecionej pościeli? Chyba w bajkach albo świeżo po remoncie. A niby jak mają filmowe panie zmieniać tę pościel? Z czystej na czystą i cały czas, wszystko ma być pod linijkę? Myśl czasem.
-Ja widziałem, że w szpitalach jest czysto.
-A ja wiem, że chorzy leżą w łóżkach a nie stoją na baczność. Jest czysto bo ktoś o to dba a nie dlatego, że się niczego nie używa.
==========
W Degeden ruszyły zdjęcia. Do szpitala weszła nieco klapiąc zużytymi butami Aldmara, biegiem minęła ją Hanitka.
-Pani, pani - zawołała za nią Aldmara.
-a co? - Zapytała rzeczowo Hanitka.
-A bo ja tu chcę pracować a nie wiem jak się ruszyć w tym kolosie - Nie pokazywano całego szpitala lecz fragmenty lub wyobrażający go obraz namalowany przez Milarezę. Mającą go zastąpić makietę dopiero wykonywano - też w pośpiechu. Przygotowano też dach aby Aldusia naprawiając go nie musiała wchodzić wysoko.
Na razie pokazano czyściuteńkie wnętrza. Szpital dopiero miał zacząć pracę. Właśnie ścielono łóżka. Młody kierownik oprowadzał piękną dziewczynę. Weszły Aldmara i Hanita.
-Bo my tu mamy pracować - wyjaśniła z zakłopotaniem Aldmara. Hanitka wywróciła oczyma,
druga ślicznotka zamarkowała dyskretne kopnięcie jej w kostkę.
Kierownik zadysponował - to proszę ścielić łóżeczka, tylko zwijajcie się. Nie marnować czasu.
- Nie tak dziewczyny - wtrąciła się Nola widząc jak się biorą do pracy, tak to się możecie bawić u siebie w chałupie a my ...
Kierownik poszedł dalej ze swoją ślicznotką.
-Nie stój tak - ponaglił aktorkę w sąsiedniej sali - pościel to łóżko.
Uśmiechnęła się - to pokaż jak - poprosiła.
-To nie ja od tego jestem, tylko ty. Śpieszcie się bo zaraz odbiór.
-U nas na medycynie tego nie uczyli.
-Słucham?
-Jestem Dikoletta. Będę na tym oddziale ordynatorem a z kim mam przyjemność?
-Mondzio - jest to kierownikiem - wyjaśniła towarzysząca mu blondynka. Obiecał mi pracę sekretarki.
-Mondzio? Kierownik? - Spytała sarkastycznie pani ordynator.
W tym samym czasie jeden z degedeńskich fachowców w innym pomieszczeniu demonstrował uczniom niektórych wydziałów medycznych i aktorom jak należy się posługiwać urządzeniami, które znalazły się na wyposażeniu filmowego szpitala.
Od razu potraktowano bowiem sprzęt jako szkoleniowy (wyrabiając mu przy okazji używalność)
a potem miał trafić do Kloto bo w Degeden już takowy posiadano acz nie w każdym szpitalu.
Lekcje były nagrywane bo Tali wszystko mogło się przydać choćby jako materiał poglądowy.
http://b3.pinger.pl/b9d221e3369d02acc6b9e5dc73bd7c7a/002.jpg
Elzantro wprawdzie zaklinał aby tego co jej powiedział nie powtarzała ani ich córeczkom ani tym bardziej Elzanecie ale Dżawansa nie mogła się powstrzymać.
Prowadziła ćwiczenia konwersacji.
Tym razem tematem rozmowy była sztuka wystawiana ostatnio w teatrze i Elzaneta zwróciła uwagę na udaną scenografię. Trzeba przyznać smarkuli, że konwersować umiała.
-Rzeczywiście - przyznała Dżawansa - tu wszystko współgrało a niedobrze jest kiedy scenograf narzuca swoją wolę reżyserowi
-Nie znam takich przypadków - odpowiedziała Elzaneta.
-Niedawno w wytwórni pani scenograf uparła się, że łóżka szpitalne muszą być wygniecione.
- Nie. To reżyserka, moja ciocia lubi naturalność.
-Raczej mamusia.
-To na pewno wiedziała co robi. Jest znakomitym scenografem a twój mąż jakoś nie zrobił wielkiej kariery i pewno nie zrobi jeśli nie będzie słuchał doświadczonych scenografów i uczył się od genialnych reżyserów.
-To kto niby jest takim genialnym reżyserem?
-Wystarczy chodzić do kina a będzie się wiedziało.
Elzaneta wstała i skierowała się do wyjścia.
- A ty dokąd? - Spytała Dżawansa.
-Jadę ratować film tatusia. Zaraz mu wytłumaczę, że gdy w pościeli leżą chorzy to nie może być cały czas wyprasowana.
-Siadaj!
Dżawansa zastąpiła Elzanecie drogę więc dziewczynka skorzystała z okna i zjechała po rynnie. Wsiadłszy na rower pognała do wytwórni.
Odnalazła biologicznego ojca na planie.
-Słuchaj Elzantro - powiedziała - przejdź ty się do prawdziwego szpitala, obejrzyj jak tam wygląda. Ciocia Tali się przeszła a ona najlepiej wie jak się przygotować do filmu i na przyszłość zamiast żalić się przed żonką rozmawiaj z mądrzejszymi. Nie życzę sobie aby ona na lekcji w szkole krytykowała moją mamę bo mama na pewno lepiej zna się na scenografii niż ty i twoja żonusia razem wzięci.
- Przepraszam cię Zetusiu, ja tylko ...
-Nie Zetusiu tylko Zeto - pouczyła go i wyszła nie dając szans aby się wytłumaczył.
Zrozumiał, że nie może ufać żonie a równocześnie zły był na córeczkę bo nie powinna była się tak zachowywać a jeszcze bardziej zły na Nety, że ją źle wychowała.
Zirytowany zarządził przerwę i pojechał z nią pogadać.
Wyminął jadącą na rowerze Zetę. Szybko poszedł do sali, w której zwykle pracowała Nety i jeszcze szybciej z niej wyskoczył. Jego zachowanie zwróciło uwagę przechodzącego Walturiana, teraz on tam wszedł.
Nagle rozległ się wrzask Netusi. Reżyser pobiegł tam. Nety reanimowała ojca, Gersando wycofywał się boczkiem. Elzantro wezwał służby medyczne i dopiero potem spytał Netusię - co mam robić?
Podłączamy automeda - powiedziała przerażona, pod ścianą stanęła bledziutka Elzaneta, prawdopodobnie nie widziała wymykającego się Gersando. Wrócił z medykami i zachowywał się jak na kierownika przystało. Natychmiastowa pomoc jeszcze tym razem uratowała życie Walturiana ale zalecono mu spokój.
Po krótkim pobycie w szpitalu (Oczywiście prawdziwym) wyjechał z Milarezą do Degeden. Zabrali też Gersanda.
Sprawami wytwórni zajął się Magnoliusz.
http://b3.pinger.pl/b9d221e3369d02acc6b9e5dc73bd7c7a/002.jpg

Akwiton nie umiał się powstrzymać.
-No i co z tego, że szefowa była starsza od niego skoro wciąż ponętna?
Spała sobie na łóżku szpitalnym,przed nią na monitorze leciał rysunkowy filmik, zdaje się, że pierwowzór ich filmu, coś jakby szkic. W ręku miała pilota, twarz uśmiechniętą.
Przyblokował drzwi, zdjął kitel. Pochylił się nad Tali i nagle ... Z przerażenia wrzasnął, zamruczała przez sen i obróciła się na bok.
Już nie krzyczał, analizował sytuację, musiało być jakieś wyjście. Niestety nie mógł sięgnąć mechanicznego potwora aby cokolwiek w nim przestawić. Do sali wdarła się obsługa.
Akwiton wisiał w obręczach potwora, na monitorze przesuwał się film, Tali się obudziła.
-Nie hałasujcie tak, przecież ja dziecko przez was stracę - powiedziała - a ten? - Wskazała Akwitona i gwałtownie się poderwała, rzuciło się do niej dwóch pomagierów aby ją podeprzeć.
-Chciałem ci poprawić poduszkę - wyjaśnił.
-Po co poprawiać? Przecież sama się dostosowuje i chyba nie sądziłeś, że jestem aż tak głupia aby się kłaść tutaj na łóżku bez autoochroniarza?
Włączyła na monitorze obraz z kamery i wszyscy mogli zobaczyć co się naprawdę wydarzyło.
-No i znów czekają nas poprawki w scenariuszu - stwierdziła zirytowana - Sewilanta się wścieknie.
-Oj tam zaraz wścieknie - odrzekł Enilioborian, który wszedł za obsługą - po prostu zrobimy scenę jak nasz doktorek próbuje skrzywdzić pacjentkę a tu wpada zazdrosny mąż ...
-Ty - wskazał jednego z szeregowych pracowników - facet wisi tu w powietrzu ... Niepotrzebni wyjść!
Talusia śpi! Ty wpadasz - poinstruował po kolei wszystkich.
-Daj spokój Eni powiedziała Tali - nie jestem odpowiednio ubrana!
-Śpisz! Albo jeszcze lepiej won! - Rozkazał - a o kiecki niech się retuszerzy martwią!
-Czekaj, niech sobie wpierw wyobrażę, że tu moja Ślubna leży- poprosił wybrany pracownik.
-Nie zabij go bo jesteś swojej rodzinie potrzebny.
Wyjdź i wejdź - objaśniał Enilioborian.
Ja nie wyjdę - oświadczyła Tali - wiem, że ten człowiek zasługuje na nauczkę - ale bicia i kopania to tutaj nie będzie. Ściągacie człowieka, ja wam zdalnie pomogę, ściągacie, wygładzacie włosięta, zapinacie koszulę i mówicie - idź ty już do domciu doktorku bo nam takich nie potrzeba.
-Dobra, moja wersja była lepsza ale ty tu rządzisz, tylko żeby chociaż Dikoletta weszła i dała mu w pysk - poprosił Enilioborian.
- Zgoda - zaaprobowała Tali i połączyła się z Dikolettą.
- Zaraz wbiegnie do ciebie zdyszany pracownik i wezwie pilnie na salę numer trzy. Wejdziesz, zobaczysz uniesionego w górę Akwitona, każesz go zdjąć, dasz w pysk i zajmiesz się pacjentką.
.... Run biegniesz, podążam za tobą kamerami, ordynatorka jest w swoim gabinecie. Start.
Obserwując pracownika równocześnie wzywała Hanitkę - bądź gotowa. Na moje wezwanie wejdziesz do trójki i się poryczysz tak jakby ci najlepsza przyjaciółka wymarzoną suknię w sklepie wyrwała i sama kupiła.
Wybrany wcześniej przez Eniego pracownik pobiegł najszybciej jak potrafił i faktycznie dostał zadyszki, ledwo z siebie wydobył słowa - sala trzy, szybko. -
Dikoletta też biegła. Mimo to Akwitonowi wydawało się, że wisi całe wieki, zzieleniał.
-Co się dzieje? - Zapytała ordynatorka.
-No chyba widzisz - odpowiedziała zirytowana Tali -chciał mnie wykorzystać. Wykastrować łobuza!
-Ściągnijcie go na dół bo się spaskudzi - zażądała Dikoletta. Klaśnięcie w policzek przypomniało mu, że miał dostać w twarz.
Po chwili wbiegła Hanitka, poprawiła i się rozbeczała.
-Opanuj się huknęła na nią Dikoletta - to był mój narzeczony! A jak pani się czuje?
-A jak mam się czuć? - Spytała zgryźliwie Tali - to jest niewyobrażalny skandal, zawiadomię mojego brata prawnika. Nieźle mi za to bekniecie!
===========
Hanituś czy ja ci nie zrobiłam krzywdy? - Zapytała Tali skończywszy nagrywać - ty go kochałaś?
-Ja tylko gram rolę idiotki - odpowiedziała Hanita - wyobraziłam sobie, że to on mi zabrał moją wymarzoną sukienkę bo się lubi przebierać.
Tali jej nie uwierzyła lecz udała, że wierzy.
-Idź ty dziecko do szkoły aktorskiej.
-Właśnie zarabiam na czesne.
-To ja ci za pierwsze półarle zapłacę.Jutro masz dołączyć do kursu. Poproszę Aldmarę aby pomogła ci wyrównać zaległości.
Hanita była oszołomiona. A Tali zatrzymała kamery przed wejściem do ubikacji gdzie śpiesznie dotarł Akwiton.
-Niech ktoś z panów przypilnuje aby głupstwa nie zrobił - poprosiła.
Enilioborian i jeszcze dwóch pracowników wyszli.
Miała wrażenie, że już nigdy nie ośmieli się położyć na szpitalnym łóżku.
============
Sewilanta zdecydowała, że nie będzie poprawek w stroju Tali. Reżyserka miała na sobie nie krępującą ruchów suknię o przedłużonym stanie, uszytą z miękkiej materii, lekko wygniecioną od leżenia ale niestety wyraźnie suknię.
Sewilanta dopisała jej rólkę damuli, żony dyrektora teatru, która z obawy by źle nie wyglądać podczas wizyt gości zamiast koszul nosi sukienki i leży sama na małej sali bo tak sobie życzyła a mąż zapłacił.
Dopisanie roli było drobiazgiem w porównaniu ze zlikwidowaniem roli Akwitona - jednej z pierwszoplanowych.
==================
Film Tali ukazał się szybko. Mogłyby to uzasadnić długie przygotowania ale przecież dokonano tam ogromnych zmian w planach i obsadzie więc Elzantro był zdumiony, że tak szybko to poszło. Podobno wykorzystywano też scenki przypadkowe ale przecież nie da się zrobić filmu ze scenek przypadkowych, nic się samo nie zrobi. Nawet najlepsi aktorzy muszą się przygotować.
Oczywiście poszedł to obejrzeć. Tali aktorów a nawet statystów miała jak zawsze znakomitych albo jeszcze lepszych, zresztą sama też całkiem fajnie grała. Pojawiła się jako pacjentka z kuframi bo przecież kiedy ją koleżanki odwiedzą a już zwłaszcza naczelnikowa, musi przyzwoicie wyglądać, inaczej ją obadają.
Mąż przyniósł jej lustro bo na sali "Oczywiście!" takowego nie było, były w łazienkach ale łazienki okupowała "hałaśliwa gawiedź" a przecież ta pacjentka musiała zadbać o makijaż "osobiście, bo nikt jej usłużyć nie chciał".
Nękała pracownicę gospodarczą mnóstwem drobnych interesów bo przydałby się jakiś wazonik, przydałaby się serwetka, koniecznie należy zawiesić firanki bo te nowomodne przesłony może i są skuteczne ale bez wdzięku.
Dochodziło do utarczek z salowymi - a rączek paniusia nie ma? - Spytała, zirytowana smarkula, która przybiegła na gwizdek opuszczając przez to ciekawe szkolenie z zakresu obsługi maszyn sprzątających, a chodziło o zwykłe wytarcie odrobiny kompotu z szafki.
-No to już jest bezczelność! Ja porozmawiam z waszą ordynatorką! I proszę mi przynieść drugi kompot - zażądała Tali a potem rzeczywiście usiłowała zająć sprawą ordynatorkę i to biegnącą na ratunek choremu. Jechała za nią na wózku bo mogła to robić sama.
Zwykle angażowała jednak pracownice aby robiły jej zakupy w szpitalnym sklepie, przynosiły książki ze szpitalnej biblioteki, woziły ją do szpitalnego fryzjera i do szpitalnego kina albo na taras wypoczynkowy, oczywiście na wózku choć jak się później okazało wstać potrafiła.
Gdy jednak potrzebowano wózka dla innego chorego zaprotestowała.
-Nie jest pani naszą jedyną pacjentką - powiedziała młoda pielęgniarka.
-Ale może inni nie są tak chorzy - odpowiedziała Tali.

Szczególnie dynamiczna była scena gdy Tali jechała sobie na wózeczku pojawiwszy się po raz kolejny w szpitalu. Opowiadała pielęgniarce o ostatnim raucie u doktorowej gdy nagle jakaś rozglądająca się niespokojnie staruszka zaczęła się osuwać. Tali błyskawicznie zeskoczyła z wózka i podsunęła go z pomocą pilota kobiecie, przytrzymała ją by się nie zsunęła, krzyknęła na "pielęgniarkę" - pomocy! Podbiegł młody noszowy i razem poprawili staruszkę na wózku.
-Zawiadom instruktora medycznego- powiedziała do niego wyraźnie Tali.
Przypięła staruszkę do wózka, stanęła z tyłu na podpórce i pojechała krzycząc - na bok, na bok, na bok. - Na boook -wrzasnął starszy mężczyzna, sam też się usuwając. - Na boook - rozdarli się jeden po drugim pacjenci. Instruktor już był zawiadomiony, jego buźka zdawała się zielonkawa.
-Mów co ci potrzeba, dysponuj mną - powiedziała Tali - wszyscy spiąć się! Bo wam łby pourywam!
Marudna pacjentka nagle zmieniła się w osobę enericzną by za moment stać się dokładnie wykonującą zlecone zadania natury pomocniczej. Na koniec zaczęła całować nauczycielki i uczennice, omal nie ucałowała medyka - instruktora, powstrzymała się w ostatniej chwili, łzy radości płynęły z jej oczu.
-Pani Zirmino. Jest pani wspaniała - powiedział z uśmiechem lekarz - bardzo nam pani pomogła i widzę, że z nóżkami się poprawiło - moje gratulacje ale teraz proszę usiąść. Umówiliśmy się, że ja tu rządzę. Siadamy, nogi wysoko ... Trochę zaufania.
- Jak tyś to zrobiła? - Zapytał ją już na sali pomocnik pielęgniarek.
-A skąd ja to mogę wiedzieć? - Odpowiedziała pytaniem.
Na łóżkach poruszyły się inne pacjentki - ale co? - Zainteresowała się jedna z nich a to wszystko wyglądało niesamowicie naturalnie.


Innymi postaciami ubarwiającymi film były dwie salowe stające się z wolna pod okiem przysłanej z Arbland instruktorki głównymi operatorkami maszyn sprzątających w całym szpitalu. Dzielna matka kilkorga dzieci, (które też czasem tu wpadały) i urocza, wiecznie zakochana smarkula zupełnie odmienne a jednak zaprzyjaźnione.
Głównymi jednak bohaterami byli: pomocnik pielęgniarek a zarazem fanfaron i piękna, zdolna pani doktor biorący na koniec ślub w urokliwej scenerii.
Choć film zrobiono pośpiesznie, należał do udanych. Nawet wplecione w niego instruktaże nie były irytujące bo zatrudniono znakomitych instruktorów umiejących zainteresować a momentami rozbawić słuchaczy.
Ktoś nawet nazwał ten film fabularno - instruktażowym.
=====
Wychodząc z kina słyszał jak Alagrif mówi do Magnoliusza - nie daliby jej takiej roli. No sam powiedz, jak można brzemiennej kobiecie kazać dżwigać taki ciężar?
-Jakoś to zamarkowali.
- I dlatego nawet Enilio w tym zagrał? Głupot mi tu nie wciskaj. Robię przerwę ...
-Przerwę to chyba ona teraz ma, ty wreszcie skończ ten swój film.
- Jadę do Talusi! Najwyżej zmienisz reżysera.
-To chyba tylko na Tali.
-Tali musi się czuć pewnie w temacie aby coś wziąć.
-No to sam to skończę.
-Skończ!
-Nie mam kwalifikacji.
-Całe życie spędziłeś wśród producentów, reżyserów, aktorów, operatorów, monażystów.
-Ja to się mogę wziąć za film z sal sądowych bo w tym zakresie ja i Siegrid jesteśmy specami.
-No i mamusia. To byłby film dla Talusi!
-Ona już tu nie wróci - wtrącił się Tolo.
======
Tali faktycznie nie zamierzała wracać do Bambelotu. Obawiała się, że jeśli tam zostanie, prędzej czy później dojdzie do konfliktu z Elzanetą a ona chciała żyć w zgodzie z rodziną.
Nie miała też ochoty pracować z Elzantro a po za tym wytwórnia w Degeden była większa, można tu było działać z większym rozmachem. Ponadto w Degeden była szkoła filmowa a zatem i aktorów dużo.
Niestety zwłaszcza młodych. To nasunęło jej pomysł by robić film o młodzieży. Na razie jednak została poproszona by zaczęła myśleć o drugiej części filmu "Szpital w Ewrenilii"
-Mamo, mam już dość szpitala, wymiotować mi się chce gdy o nim pomyślę a sądzę,że to samo czują inni członkowie ekipy, przecież mało ich nie wykończyłam, nie zajeździłam jak konie robocze - powiedziała.
Film zatytułowany szpital w Ewrenilli zrobiono rzeczywiście szybko ale z wielkim nakładem pracy wszystkich działów. Często po nocach nie spali kombinując, pisząc, montując, ćwicząc. Stąd zresztą wzięło się zaśnięcie Tali na łóżku szpitalnym za dnia. Położyła się na chwilkę z zamiarem oddania się pracy koncepcyjnej i zasnęła tak mocno, że nawet wrzask intruza jej nie obudził.
Chciała ten film już skończyć aby oddać sprzęt tam gdzie bardziej się przyda i zapomnieć o przykrych przeżyciach a teraz bała się, że w pośpiechu zrobili szmirę i nawet nie miała ochoty iść do kina by jeszcze raz to obejrzeć.
Milareza zrobiła spotkanie trzonu ekipy.
-Tali uważa, że macie już dość tego filmu - powiedziała.
- Należy nam się jakaś chwila odpoczynku, zresztą Hanita musi zdać ezaminy ale potem chętnie do tego wrócę - odpowiedziała Aldmara - lubię moją bohaterkę.

- Wyposażenie obiecaliśmy oddać - powiedziała Tali.
-to kupimy drugie bo mamy zamówienia na ten film, tym razem z innymi urządzeniami medycznymi i dostaniemy te urządzenia za darmo. Musimy tylko kupić wyposażenie podstawowe.
-Przecież może to zrobić inny reżyser.
-Chcą ciebie i trzeba się za to wziąć szybko. Hanitka niech zdaje ezaminy, dajcie na razie kogo innego w to miejsce.
No i córeczko wkrótce będziesz miała super makietę z wyposażeniem. Tej makiety szkoda, aby nie była wykorzystana. Droga jest.

Zajęli się omawianiem filmu na lekcji konwersacji. Dżawansa postawiła zarzut, że pacjentka nie powinna wiedzieć gdzie znajdzie materiały opatrunkowe i jak je wysterylizować.
-Po pierwsze - odpowiedziała Elzaneta - jest żoną sponsora i wciąż wszędzie się kręci, i wszystko sprawdza czy nie kradną. Po drugie akurat w tej scenie jest tyle zgrzytów, że wniosek jest prosty To nie była planowana scena. Ta historia wydarzyła się naprawdę. Staruszka zobaczyła napis "Szpital w Ewrenilli" i weszła by uzyskać pomoc a taki reżyser jak moja ciocia naprawdę dobrze wie gdzie co się znajduje i do czego służy.
-No to jakie to zgrzyty?
-Nie możemy zdominować rozmowy bo to nie elegancko. Inni też chcą się wypowiedzieć.
-Moja mamusia mówi, że elegancka dama nie krzyczy: "bo wam łby poukręcam" - oświadczyła Jalika.
-No widzisz Elzantro, twoja ciocia nie jest elegancką damą - stwierdziła Dżawansa.
-I bardzo dobrze - oznajmił Akrus - bo elegancka dama na nic by się tam nie przydała.
-Ciocia nie jest jedyną nieelegancką damą - oświadczyła Elzaneta. Dżawansa poczerwieniała ale szybko (szybciej niż pomyślała) odpowiedziała - mamusia też nie bo za bardzo lubi panów.
-Za to ty nie lubisz nikogo i jesteś złą kobietą.
- W tej chwili wyjdź! - krzyknęła Dżawansa co też Elzaneta zrobiła, spotykając się oko w oko z dyrektorką.
-Co zbroiłaś? - Zapytała.
-Stanęłam w obronie mojej mamy.Nauczycielka powiedziała, że jest nieelegancka ale śmiesznie to umotywowała, że lubi panów. Moja mama lubi wszystkich a ona tylko siebie i swoje córki. Jest podłą osobą - oświadczyła Elzaneta wyzywająco patrząc w oczy dyrektorki.
Nawet nie wiedziała, że w tym momencie wyzbywa się ze szkoły nielubianej nauczycielki i uruchamia proces, który być może dla niej samej pomyślnie się nie zakończy.


Dżawansa odwiedziła Nety i powiedziała przy jej mężu przez płot - przez twoją córkę zwolniono mnie z pracy bo powiedziałam prawdę na twój temat. Zostaw w spokoju mojego męża! Powiedziawszy to szybko odeszła.
- O czym ona mówi? - Spytał Tolo.
-O podejrzeniach bez pokrycia.
-Zaraz, zaraz, dlaczego właściwie Walturian dostał w naszej wytwórni zawału?
-Przecież dobrze wiesz, że z jego sercem jest źle.
Zresztą nie pozwoliłby aby Elzantro tu nadal pracował gdyby ...
Nie skończyła zdania bo ich oczy się spotkały.
-A Gersando? Taki był z niego zadowolony i nagle zabrał?
-Uznał, że w Isage lepiej się przyda a Mgnoliusz chciał spróbować swoich sił.
-Aha - skwitował sprawę Tolo.
Elzaneta nie zamierzała iść do szkoły bo nie wiedziała, że już tam nie ma Dżawansy. Normalnie się wyszykowała i nawet zjadła śniadanie. Ojczym jak nigdy ucałował ją na pożegnanie w czoło. Czuła, że za nią patrzy. Szła więc spokojnie póki winorośle nie zakryły jej przed jego oczyma, potem przeszła kawałek w okół płotu, przelazła przez niego wdrapała się na drzewo i już miała po gałęzi przejść do swego otwartego okna gdy usłyszała rozmowę - proszę cię powiedz mi prawdę, czy dostałeś zawału bo przyłapałeś Nety z Gersandem?
Zapadła długa cisza potem ojczym powiedział - Też bym miał dylemat gdyby chodziło o moją Elzię.
Najgorsze jest to, że nawet nie mogę się z nią porządnie pożegnać. Byliśmy przyjaciółmi ale teraz nie mogę jej zabrać. Wracam z chłopcami do Degeden byłbym wdzięczny gdybyście przysłali transport latający, jeśli nie, to dotrę samochodem.
Bez wahania ukryła się w stojącym na podwórzu wielkim aucie dostawczym. Były tam już jakieś paki. Ojczym poupychał ich więcej.
============

Nety późno wróciła z pracy. Nie było kolacji tylko cisza i pustka. Nie było chłopców ani ich rzeczy, opustoszał warsztat, nawet listu nie było, znalazła go w końcu w pokoju córki.
Tolo napisał: "Wybacz mi Elziu. Opuszczam twoją mamę bo zaszło między nami coś złego. Jeżeli będziesz w czymkolwiek potrzebowała pomocy gwiżdż do mnie. Przepraszam, musiałem."
Zdenerwowana zaczęła szukać Elzanety. Sprawdziła monitoring, Elzia pewno usunęłaby zapis poranny ale nie miała czasu.
Nety zagwizdała do Tolanda, nie odbierał. Zagwizdała do rodziców i od razu powiedziała: Elzaneta była w samochodzie dostawczym.
-Wiemy o tym. Postanowiła wyjechać z ojcem i braćmi - wyjaśniła Milareza - uważam, że byłoby nierozsądne gdybyś ją zabrała ale skontaktuj się z nią.
Ojciec leżał na wygodnym łóżku w eleganckim nocnym stroju i milczał.
-Wzięliście łóżka z filmu Tali? - Zapytała.
-Nie - wyjaśniła mama - tamte zgodnie z obietnicą wysłaliśmy do szpitala w Kloto ale dlaczego nie mielibyśmy mieć w domu równie wygodnych skoro nas na to stać?
To była spokojna, grzeczna rozmowa, zabrakło tylko uśmiechu i choćby jednego słowa typu: córeczko, Netusiu.
http://b3.pinger.pl/b9d221e3369d02acc6b9e5dc73bd7c7a/002.jpg
Elzaneta długo nie odbierała, wreszcie nie wytrzymała. Netusia czuła, że córka nie wytrzyma ale nie przewidziała tego co powie - dobrze, że gwiżdżesz mamo, bądź tak miła i spakuj moje rzeczy. Przyślij na adres taty. Dobranoc.
Nety jednego dnia straciła całą rodzinę.
Chyba całą. Zagwizdała jeszcze do starszej siostry
i tu owszem usłyszała te miłe słowa - Netuś, kochanie - a dalej - nie tym razem, proszę cię siostrzyczko nie tym razem, zróbcie jakiś ....
Co za "jakieś" mieli zrobić tego się Nety nie dowiedziała bo Tali zasnęła na swoim szpitalnym, ślicznym łóżeczku.
Nety próbowała jeszcze zagadać ale słyszała tylko równy oddech. Gdy już sama się położyła dotarł do niej sens słów siostry, to chyba miało brzmieć: "Zróbcie jakiś inny film" Inny czyli nie ten, którym Tali zajmuje się aktualnie. Najwyraźniej pomyślała, że Nety gwiżdże bo czegoś od niej chce n.p. scenariusza.
================
Tali siedziała na wózku gdy nagle mężczyzna w służbowym stroju raczej zażądał niż poprosił aby pożyczyła wózek i przesiadła się na ławkę bo on musi zawieźć pacjenta na zabiegi. Przez moment chciała to zrobić ale nagle zmieniła zamiar. Zeskoczyła, włączyła blokadę, zrzuciła szlafrok, odsłaniając sukienkę, zabrała z siedzenia (opornego na próby uruchomienia przez mężczyznę) wózka papierki, przeczytała i rozdarła się na cały oddział: Hagantolino piekarz! Auzeta szewcowa!
-Co pani wyprawia?! - zdenerwował się pracownik szpitala.
-Wózka nie dam ale pacjenta mogę na masaż wodny zawieźć. Wózek jest mój przyszłam tu na przeszpiegi Jeśli ty mnie teraz ze sobą zabierzesz to ja ci później pozwolę zwieźć naszego pacjenta na dializę a jeśli opowiesz mi ciekawą historię z życia medyków wkręcę cię na szkolenie z obsługi urządzeń diagnostycznych.
-Niesamowite - odrzekł zgryźliwie ale jednak wskazał do której sali ma podjechać i chciał aby pomogła mu dźwignąć pacjenta.
-Odpada - odpowiedziała - spodziewam się dziecka.
-To chociaż podjedź mi tym wózkiem - poprosił i sam posadził pacjenta. Objął go postawił i błyskawicznie posadził na podsunięty wózek. Miał już zebraną grupę pacjentów, dwoje pchało wózki z innymi.
-Tak im łatwiej iść - wyjaśnił idąc przy jej wózku z pacjentem(ona jechała stojąc na tylnej poprzeczce)- a z którego jesteś oddziału? Bo nie znam.
-Na boook rozdarł się nagle wieziony przez nią pacjent - Zasuwamy pani Zirmino!
-Kiedy to nie operacja - odpowiedziała Tali - Teraz to byłoby chuligaństwo a nie ratowanie życia, no i pan pomocnik musi za nami nadążyć z resztą pacjentów. Pojedziemy dostojnie.
-A odkąd to pani taka subtelna pani Zimrino? - Dziwił się pacjent. - Początkowo to mnie pani denerwowała.
-No cóż taka rola - powiedziała do pacjenta, równocześnie odpowiadając gestami na pozdrowienia mijających ich osób.
Jestem reżyserem - wyjaśniła sceptycznemu pracownikowi i nie zdołała wyjawić nic więcej bo pacjent się zwierzał - ale kiedy zobaczyłem jak pani zasuwa na tym wózku i potem pomaga, to zupełnie o pani zmieniłem zdanie.
-No, nieraz można ludzi źle ocenić - przyznała.
Obserwowała wszystko nawet to jak pomocnik pielęgniarek własną osobą blokuje windę aby pacjenci zdążyli wejść bez pośpiechu. Oddała mu kwitki i pozwoliła aby spełnił swoją rolę. Gdy pacjenci korzystali z wirówek wodnych rozpętała rozmowę ogólną. Pacjenci mówili co jeszcze powinno lepiej funkcjonować w "jej" szpitalu, jakie powinny tam być udogodnienia.
-Pani Zimrinko - powiedział nagle pacjent, którego wiozła - bo pani mąż przecież sponsoruje szpital w Ewrenilli, to jakby pan słówko za mną przemówiła to by mnie tam przyjęli.
- Muszę przyznać, że już kombinowałam czy nie przyjąć dwóch albo czterech prawdziwych pacjentów powiedziała - bo cała reszta to aktorzy i lalki.
Moja mama mówi, że nie wolno się bawić ludźmi ale przecież oni by dobrze wiedzieli, że są filmowani a badania przeprowadzilibyśmy im naprawdę. Tyle, że te osoby musiałyby się też kwalifikować ze względu na schorzenia i musiałby nad nimi czuwać prawdziwy lekarz a to trochę kosztowne więc chyba ten pomysł nie przejdzie.

Pogadali sobie, potem Tali odwiozła "swojego" pacjenta na jego salę a nazajutrz kupiła od znajomego już pomocnika pielęgniarek degedeńskich pamiętnik. Targował się i nawet miała zrezygnować ale zajrzała do środka. Trafiła na taki fragment, że od razu kazała pracownicy sporządzić umowę. Przeczytała ją dokładnie na głos i podpisawszy naszykowała pieniądze.
-Nie, więcej nie dorzucę - powiedziała z uśmiechem czując, że sprzedawca się zastanawia - podpisz umowę albo podrzyj - podpowiedziała grzecznie.
Jeszcze moment wahania i podpisał. Dostał naprawdę dużą kwotę. Za ten pamiętnik najpierw wzięła się Tali. Na sporządzanej kopii zmieniała imiona, zacierała cechy rozpoznawcze, poprawiała słownictwo, pomijała przynudzania i nieistotne fragmenty.
I właśnie wtedy, gdy Tali nocą nad tym pracowała, zagwizdała Netusia. Nad ranem Tali pamiętała z tego już tylko tyle, że Nety chciała zabrać jej film.
Zagwizdała do niej - Siostrzyczko ja nie wiem dlaczego ty mi to robisz. Może chcesz sobie udowodnić, że wszystko potrafisz załatwić ale robisz to cudzym kosztem. Ja się musiałam napracować, ja musiałam noce zarywać a ty teraz chcesz to sobie po prostu zabrać? Jak tak można?
Mimo że Tali starała się mówić jak najdelikatniej Nety się rozpłakała i przerwała połączenie. Jej starsza siostra znów zasnęła bo była bardzo zmęczona.
===========
Netusia czuła się skrzywdzona i osamotniona. Rodzice rozmawiali z nią służbowo, Tali przypisała złe intencje, Elzia wybrała Tolanda i nawet Dewanda ją opuściła. Rozczulając się nad sobą Nety pomyślała o samobójstwie ale szybko zrozumiała, że tego nie może zrobić swojej rodzinie. Jednak jakaś kara się im wszystkim za to odrzucenie należała. Netusia zamiast iść do pracy położyła się spać. Nikt, nawet Magnoliusz nie zagwizdał aby ustalić co się z nią dzieje.
Dopiero po trzech dniach zagwizdał aby zapytać czy zatrudnić kogoś na jej miejsce.
Odpowiedziała, że nie, potrzebowała tylko krótkiego odpoczynku ale zaraz będzie w wytwórni.
 

 



Dewanda na krótko wróciła do Dżawans była zdenerwowana gdyż Milareza chciała aby się spakowała i pozwoliła zabrać do Degeden.
Od dawna była przy rodzinie Milarezy, ostatnio z Netusią, którą bezwarunkowo kochała. Wiedziała, że nie jest to najlepsze z dzieci Walturianostwa ale właśnie ona była najbliższa jej sercu i Dewanda przeżyła szok gdy powiedziano, że ona i Tolo się rozstali. Absolutnie nic nie zapowiadało takiego zwrotu akcji.
Na jej widok Netusia się popłakała.
-Myślałam, że i ty mnie opuściłaś.
-Ależ Gwiazdeczko byłam przecież na wyjezdnym.
- Z tego wszystkiego zapomniałam.
-Co się dzieje Gwiazdeczko? - Zapytała Dewanda.
-Toland mnie opuścił i zabrał dzieci.
-Jak mógł?!
-Zdradziłam go. Tylko raz i nawet nie spytał dlaczego.
-A dlaczego? - Dewanda była stropiona bo przecież Toland na to nie zasługiwał. Był dobrym mężem.
- Chciałam coś przeżyć. Gersando jest taki wyjątkowy. To było tylko raz. Czy Toland nie mógłby mi wybaczyć?
-Widocznie nie mógł żabciu. Czasem tak jest. Życie nie jest wieczną zabawą, niektóre rzeczy dzieją się na poważnie. Może kiedyś zatęskni ale nie mogę ci tego obiecać. Musisz być silna i robić wszystko aby twoje dzieci jeszcze kiedyś były z ciebie dumne.
Dewanda wiedziała, że nie pocieszyła Netusi no ale co jej miała powiedzieć? Że wszystko jest w porządku? Przecież nie było. Netusia zawiodła po raz kolejny i tym razem chyba najbardziej. Dotąd najgorsze było to co zrobiła Slemertowi i Tali ale teraz chodziło także o dzieci.
Tali wybaczyła ale im częściej ktoś musiał Netusi wybaczać tym bardziej zbliżał się moment gdy już nie wybaczy i nawet Dewanda choć było jej żal "gwiazdeczki" straciła wszelkie wątpliwości czy nie powinna z nią zostać bo przecież Netusia nawet nie pamiętała, że ona jest na wyjezdnym. A teraz też nie próbowała jej zatrzymać i słusznie. Dewanda bardziej potrzebna była jej dzieciom.
-Jadę z tobą! - Powiedziała nagle Nety i też się śpiesznie spakowała.
-To przecież są moje dzieci i on nie ma prawa mi ich zabrać!

Mylisz się powiedziała Milareza gdy córka wyłuszczyła jej ten pogląd - ma prawo choćby dlatego, że to on się dziećmi zajmował.
-Tak mówi? Ciekawe kto to potwierdzi.
- Ilekroć tam byłam on się zajmował.
-Wystąpisz przeciwko mnie?
- Po prostu powiem prawdę.
-Jesteś moją matką! Powinnaś trzymać moją stronę!
-A jego skrzywdzić?
- No a gdyby ktoś chciał ci nas zabrać? Przecież na pewno też nie zawsze byłaś wierna tacie.
-A kiedy nie byłam? - Spytała oschle matka - przypomnij mi to córko.
-No przecież zdarzało się, że nie byliście razem.
-I co? Coś niepokojącego zauważyłaś?
-Mówię ogólnie, przecież każdemu się to czasem zdarza.
- A mnie się nie zdarzyło ... Tak masz rację córciu, nie dorównywałam ci urodą.
-Dla mnie byłaś najpiękniejsza - oznajmiła wchodząc Tali - i tatuś też.
-No przecież dla mnie też - oburzyła się Netusia.
-Podlizuj się, podlizuj Talusiu - uśmiechnęła się Milareza - to takie miłe kiedy córka się podlizuje ... albo synek. Zobaczysz, na początku to będą najbardziej urocze dzieci tej planety a im starsze tym bardziej będą dawać ci w kość.
-Dostojna teściowa chce aby nosiły imiona Alamil albo Alamila i Milalag albo Milala.
-Bliźnięta? - Zorientowała się Nety.
-No, tak lekarz mówi. Kiedy już urządzimy "mój" szpital to przy okazji ściągnę do niego unaską ewidencję i wszystko będę wiedziała.
-To nie jest dobry pomysł - oświadczyła Nety - zaczniesz badać kobiety i pokomplikujesz w rodzinach.
-Netuś! - Wykrzyknęła wystraszona Milareza.
-Nie! Tak nie myśl, moje dzieci znają prawdziwych ojców. Ja tylko raz zdradziłam Tola - tłumaczyła gdy wchodził Walturian
- Jeśli to prawda - oświadczył - to po prostu więcej razy nie miałaś okazji bo ci przeszkodziłem.

Tali jeszcze nie zaczęła nagrywać filmu, któremu nadała tytuł "Ciemne strony szpitala w Ewrenilli" a już ogłosiła konkurs na pamiętniki prawników.
Ewrenilla tym razem znów kosztowała.
-To kosztuje tyle córeczko, że trzeba będzie robić następne części albo otworzyć szpital - mówiła Milareza.
-Jestem za tą drugą opcją.
-To nie rób z tego szpitala jaskini zła.
-Nie zrobię, bo będą dobrzy, którzy zwyciężą, może nawet jakiś pacjent prawnik, który pojawi się też w moim następnym filmie.
- W między czasie urodzisz dzieci a wierz mi, że to wszystko zmienia.
-I dlatego się śpieszę aby chociaż grunt przygotować.

Tali robiła nabór uzupełniający poprzednią kadrę, wybrała między innym młodzieńca, który miał jeździć specjalnym wózkiem z książkami i półką na ewentualne zakupy, golarza i manikiurzystkę. Negocjowała z mamą zakup autoewidencji i przyjęcie kilku prawdziwych pacjentów.

Alagrif nagrywał końcową scenę swego filmu ciesząc się, że wkrótce pojedzie do żony.
Nagle zobaczył bliźniaków. Gdyby był jeden to choćby to był Siegrid pomyślałby, że Magnoliusz ale byli obaj. Stali i milczeli. Przerwał nagranie, podszedł.
Patrzyli jeden na drugiego i milczeli wreszcie Siegrid wydukał - czworaczki już są.
Alagrif zaczął skakać z radości a Siegrid osunął się na ziemię.
Uśmiech zamarł na twarzy Alagrifa - co z dziećmi? - Zapytał.Nikt mu nie odpowiedział bo wszyscy zajęli się ratowaniem Siegrida.
Dopiero później dowiedział się, że zmarła Tali.
==========
Cios był tak silny, że śmierć Tali pociągnęła za sobą śmierć Walturiana. Milareza myślała, że i ona tego nie przeżyje.
-Karis - jesteś najstarszym synem - powiedziała Silwiranda tuląc swoje maleństwo i nie musiała niczego więcej tłumaczyć.
To on miał teraz obowiązek wszystkim się zająć. Dotąd wszystko załatwiali rodzice a czasem Tali ale nie było już ojca i siostry o niesamowitym refleksie a matki nic nie obchodziło. Był najstarszy, musiał się wziąć w garść.
Z pomocą żony zrobił listę rzeczy do załatwienia.
Najgorsze wydawało mu się załatwienie mamek ale ten problem rozwiązał się sam. Tali nie rodziła w domu bo ją zabrano z ulicy do kliniki i tam dwie kobiety spontanicznie zaczęły karmić jej dzieci. Obie udało się namówić aby to kontynuowały. To wcale nie było łatwe, zwłaszcza w przypadku starszej i posiadającej ogółem troje dzieci. Młodsza chętnie się wraz z mężem przeprowadziła do jednego z domków Siegridówki. Mąż mniej chętnie ale proponowana żonie pensja go "urzekła".
Drugie małżeństwo w końcu (też z powodu zapłaty)
zdecydowało się na jakiś czas zamieszkać w sąsiednim domku, w późniejszym okresie chłopcy na karmienie mieli być dowożeni.


Oczywiście zjawiła się babcia z żądaniem by zezwolili przyjechać Andorisowi na pogrzeb.
- Nie - odrzekł stanowczo Karis.
-Chcę mówić z twoją matką - upierała się.
-Nie. Straciła męża i córkę. Nie pozwolę jej dręczyć. Po co tu Andoris? Przecież nie kochał swego brata więc po co? Aby napawać swoje oczy naszą tragedią? Zaręczam ci, że jeśli go zobaczę, wskażę straży. Niech się nie ośmieli pokazać i ty też nie przychodź i nie udawaj żalu bo nikt ci nie uwierzy.
-Jak możesz?!
-A ty jak mogłaś powiedzieć, że chcesz aby zdechł?
Nie przychodź na pogrzeb mojego ojca i mojej siostry.
-Ja tak nie myślałam.
-Ja nie potrafiłbym tak powiedzieć swojemu dziecku a ty nigdy nie próbowałaś przeprosić i zawsze chodziło ci tylko o to aby przyjechał Andoris. O nic więcej. Kochany stryjaszek napuścił zbirów na moją mamę, na mnie i na moją jeszcze nie narodzoną siostrę a ty to popierałaś.
Nie przychodź na pogrzeb - powtórzył po raz kolejny. Babcia wyszła z płaczem. Trudno, naprawdę nie chciał jej widzieć na pogrzebie.

Nie, córeczko - mówiła babcia przytulając mamę - on cię bardzo kocha ale Tali i Tola też.
Tali na szczęście ci wybaczyła bo to jest dobre dziecko ale Tola dźgnęłaś w serce. Nie oczekuj, że ja i ojciec pomożemy go ci go krzywdzić jeszcze bardziej.
Babcia się chyba przejęzyczała mówiła o dziadku i cioci tak jakby żyli.
Elzaneta była później świadkiem jak woła Tali.
Przyszedł wujek Karis - w czym ci pomóc mamusiu? - Zapytał.
-Powiedz Talusi, że ja się zgadzam, kupimy tę ewidencję i może przyjąć pacjentów.
-Naradzimy się jeszcze - powiedział.

Rzeczywiście zwołał naradę na następny dzień.
Z dzieci zaprosił Elzanetę i Euzibina bo jak powiedział - kiedyś mogą się znaleźć w mojej sytuacji. Ja nie byłem przygotowany na przyjęcie odpowiedzialności za naszą rodzinę.
-A gdzie Walturian? - Zapytała słysząc to babcia.
Popatrzyli po sobie - co z Walturianem? - Spytała zaniepokojona. Na szczęście Karis zaliczył do rodziny tych, którzy wiele arli mieszkali w ich domu lub byli przyjaciółmi. Dagrida objęła Milarezę - tym razem naradę poprowadzi Karis - powiedziała - jest już dojrzałym mężczyzną. Słuchamy cię Karisie.
Mama chce kupić dla Tali ewidencję i pozwolić jej przyjąć pacjentów. Ja uważam, że to akurat nie jest potrzebne ale kto teraz będzie reżyserował ten film? Zdecydujcie i niech się wypowie.
-Alagrif - powiedziała Milareza - skoro nie ma Talusi to Alagrif i kupcie tę ewidencję. Gdyby Talusia ją miała to by nie umarła.
-To by jej nie pomogło Milarezuniu - powiedziała Laroka, nam się zawsze wydaje, że mogliśmy coś zrobić ale tylko się wydaje.
-Proponuję mamo aby ten film wyreżyserował Enilioborian - powiedział Alagrif - ja teraz muszę się skupić na dzieciach.
-Na dzieciach skupię się ja. Mają zamieszkać w moim domu, ty też bo jeszcze nie możesz być sam z dziećmi.
Nikt jej na to na razie nie odpowiedział.
- Potrzebujesz drugiego reżysera, ściągnij Alafanę - poradził Enilioborian - ona miała niezły potencjał i weźcie się za ten drugi film. Ten na podstawie pamiętników prawników. Trzeba dokończyć konkurs. A ten o szpitalu Milarezo niech weźmie Tawia.
-Przecież to jeszcze dziecko.
-Ona już nawet w Unasie ma prawa osoby dorosłej - odrzekł - Czas aby się na poważnie wzięła do pracy.
Zresztą służę pomocą jako drugi reżyser.
=======
Karis nie zaprosił mamy na naradę, przyprowadziła ją żona Wiernysza Olita. Od niedawna była w rodzinie i starała się do wszystkich przymilić pewnie z obawy, że w przeciwnym razie ją "pożrą". Nie miał do niej pretensji bo w sumie dobrze się stało. Mama doszła do siebie, przynajmniej o tyle, że rozumiała co się dzieje.
Zaczęła jednak mieć rozmaite nastroje. To gniewała się na Tali, że takich rzeczy się matce nie robi i na ojca, że ją zostawił w najgorszych chwilach jej życia, to znów obwiniała siebie bo gdyby kupiła, gdyby pozwoliła, gdyby nie pozwoliła ... To wszystko byłoby dobrze.
W dniu pogrzebu długo była jak otumaniona. Popłakała się dopiero podczas oglądania przygotowanego przez współpracowników zestawu filmów wspomnieniowych. Wiele osób płakało, nawet Grifana. Wykorzystano sporo materiałów z serii "Mój mąż kręci film" Obowiązkowo musiał być ten fragment, w którym Walturian mówił ze sporą dozą przesady, że mama ich zabije a mała Tali odpowiadała, że nie, bo mama ich kocha.
Fontanny łez poleciały z oczu Milarezy.
Dobrze, że mogła płakać.
Tamten dzień gdy najpierw umarła Tali a potem Walturian dużo zmienił w jej życiu, długo nie mogła się pozbierać. Alagrif zresztą też. Gdyby nie wsparcie Karisa i Silwirandy w ogóle nie wiedziałby co robić.
Imiona czworaczkom nadał Grifana: Alamil, Milala, Alawalta i Milagrif.
Grifana chciała aby dzieci wraz z Alkiem pojechały do Muresto lecz Karis zaprotestował - wynajęliśmy już mamki zaś Alagrif ma z nami kontrakt, nie tylko jego nie puścimy ale najchętniej zatrudnilibyśmy też Alafanę bo niektórzy twierdzą, że mogłaby dorównać Tali ale oczywiście nie będziemy próbować ci jej zabrać.
=========
Pochwalenie Alafany wystarczyło. Gdy usłyszała, że jej zdolności są oceniane tak wysoko nakłoniła męża by już dłużej nie tkwili w Muresto. Nawet babcia Grisolda ją poparła. Od niedawna mieszkała u Fantegrisa w Sarinei. Zwolniono ją bo jej zdrowie wymagało podreperowania a między obiema dawniej skłóconymi rodzinami panował pokój.
-Na pewno okażesz się lepsza od Tali - powiedziała z całym przekonaniem

Zamieszkali w Siegridówce.
Potem zamierzali coś sobie wybudować. Teraz najważniejsze było wspieranie Alka.
Milareza znalazła z pomocą Dagridy odpowiednią zarządzającą domem.
-Tak mi szkoda, że Tali nie będzie przyjmować gości w tym kompleksie kuchennym - zwierzyła się przyjaciółce Milareza gdy przechadzały się po Siegridówce z którą łączyło je wiele wspomnień - marzyłam o tym a teraz po prostu zamieszka tu kiedyś inna kobieta i będzie rządzić jak w Miltwaltdomu Silwiranda.
-Przecież możesz jej nie pozwolić.
-Nie. Przecież się dogadujemy, to dobra dziewczyna a kiedyś i tak musiałaby przejąć rządy.
==============
http://b2.pinger.pl/a314c96b65fc15bfac9be5ee05ac5f73/010.jpg
Elzantro otworzył drzwi. Odwiedziła ich koleżanka Dżawansy. Taka psiapsiółka z dawnych czasów.
- Wejdź do salonu -zaprosił - Dżawa akurat tam jest z dziećmi.
Chciał jeszcze przejrzeć zmiany w scenariuszu, pokręcił się chwilę i gdy był gotów zawołał:
-Dżawa - wychodzę!
Z salonu wybiegły dziewczynki.
- Idziemy z tobą - krzyknęła Isemonda.
-Tak zabierz je trochę na spacer - poprosiła żona - my tu mamy do pogadania.
-Ciocia Zety umarła a mama się cieszy - poinformowała wzburzona Dżanana - nie rozumiem dorosłych.
-Jak to umarła?
-Ciocia Erida tak powiedziała a mama powiedziała, że ciocia to zmyśliła, żeby jej humor poprawić, a ciocia, że w kinie jest analekta - tak nazywano film złożony z fragmentów innych i najczęściej chodziło o wspomnienia pośmiertne.
-Musiałaś coś źle zrozumieć - odrzekł - Tali to wspaniała kobieta, nikt by się nie cieszył z jej śmierci.
Zamierzał dziewczynki podrzucić do dziadków ale po drodze spojrzał na repertuar kina. Analekta niedługo się zaczynała. Skorzystał ze swego abonamentu i zabrał też po znajomości córeczki.
Analekta była dobrze zrobiona, nie było tylko żadnego fragmentu nakręconego za czasów gdy Tali tu w Dżawans wraz z Dżawansą, Eridą, Litą i Doriananą kończyła kurs nauczycielski. Były inne zabawne scenki stąd - Tali czesząca Łyppolipę, Tali tłumacząca aktorom jak grać niektóre role.
Nawet pokazywanie wściekłości w wykonaniu Tali było zabawne - jesteś wściekły, jesteś tak wściekły, że łubudubudubudu! Skakałbyś, żeby hukać o podłogę i wrzeszczał gdyby wypadało ale nie wypada. Poczuj to! Ona cię skrzywdziła! Ona jest podła! Jesteś wściekły ale musisz to stłamsić i spokojnie wyjść. Spokojnie ale niezwłocznie bo inaczej łeb jej ukręcisz.
Były też migawki z tego jak Tali robi rozpoznanie tematu i terenu do tego zaliczono próbę przejścia przez miasto w roli upośledzonej umysłowo Cylki, fragment ten pokazano bez późniejszych poprawek.
Przedostatni był jak Tali jedzie z pacjentami na wirówki wodne i jak podczas wirówkowego masażu jedna z pacjentek twierdzi, że w szpitalu w Ewrenilli powinna być makijażystka.
-E tam, to szpital a nie rewia mody - protestował pacjent - ja pani mówię pani Zimrinko ...
A ostatni gdy Tali siedzi w sali sądowej i robi notatki, wzbudzając zaciekawienie obecnych i później poważny naczelnik do niej podchodzi - Talinko, córeczko mojej ulubionej koleżanki, tylko daj mi później scenariusz do weryfikacji.
-Nie zajmuję się konkretną sprawą tylko klimatem, obchodzą mnie gesty, miny, uczucia - wyjaśniła.
-Tylko nie zrób parodii - powiedział stanowczo a potem dorzucił z uśmiechem zwłaszcza ze mnie, bo ci przypomnę jak nawiałaś ze szkoły i to przy twoich maluchach przypomnę - mówił żartobliwym tonem.
-Sama im to zawczasu opowiem. Wyobraź sobie, że ma ich być czworo, dwie dziewczynki i dwóch chłopców. Dzieci są zdrowe.
-Skąd wiesz?
-Medycyna robi wielkie postępy.
-Zwłaszcza w Ewrenilii?
-Ewrenilla jest odbiciem tego postępu.

Film kończył się pokazaniem czwórki wrzeszczących noworodków.
========
-I kto się teraz nimi zajmie? - Zapytała do głębi przejęta Isemonda.
-Mają ojca - odrzekł.
-A jeśli ich zostawi tak jak ty Elzanetę? - Dociekała Dżanana.
-Nie zostawiłbym gdyby nie miał kto się nią zająć.
Jeżeli Alagrif by je zostawił a zapewne nie zostawi to mają jeszcze dziadków.
-No nie bardzo - odrzekł - ktoś z tyłu - Walturian na wieść o śmierci córki dostał zawału i też zmarł a Milareza oszalała.
-Ale jak to? - Zatrwożyła się Isemonda. Był zły na nieznajomego, że poruszył takie sprawy przy dziewczynkach, jeszcze bardziej złościła się Dżawansa gdy dowiedziała się gdzie zabrał córki.
Pewnie by się z nią pokłócił ale spodziewała się dziecka a nie chciał mu zaszkodzić.
-Kochałeś ją? - Zapytała - Nie. Lubiłem i nie zapominaj, że kiedy się o nią starałem, ty byłaś mężatką. Miałem prawo ułożyć sobie życie. Czego się napijesz? Proponuję kompot gruszkowy.
-Nie zmieniaj tematu!
-Muszę bo inaczej zacznę skakać i wrzeszczeć - odrzekł i natychmiast wyszedł by tego nie zrobić.
http://b2.pinger.pl/a314c96b65fc15bfac9be5ee05ac5f73/010.jpg
Dobrze, że Karis zwołał tamtą naradę w sprawie filmu bo kiedy zjawili się zleceniodawcy aby umowę polubownie rozwiązać, Milareza mogła odpowiedzieć - Nie widzę powodu bo my się wywiążemy. Moja córka Tali przygotowała grunt, teraz już pójdzie szybko. Oczywiście bylibyśmy wdzięczni gdybyście dodali nam pół nonestra bo ... Bo jednak śmierć Tali spowodowała poważne zakłócenia ale mamy scenariusz, scenografię, aktorzy uczą się kolejnych ról a w Ewrenilli już zaczęto kręcić film.
-Kto jest reżyserem?
-Młodsza siostra Tali, ma porównywalne wykształcenie i zna metody Tali a drugi reżyser pozostał bez zmian.
Zostawili im ten film, inaczej musieliby umowę zerwać jednostronnie i ponieść koszty zerwania.
Milareza zrozumiała, że muszą się ostro wziąć do pracy i poszła pomagać. Przy okazji sprawdziła sprzęt.
-Talusia nie miała ewidencji ludności, to byłoby za drogie ale miała coś odpowiedniejszego dla szpitala: diagnozer wielozadaniowy w najtańszej wersji czyli z małą pojemnością pamięci w dodatku nie nowiutki tylko wycofany z kliniki na rzecz nowocześniejszych. Babunia wciąż jeszcze będąca szefową swej kliniki dała go jej za darmo. Drogie były dodatki jednorazowego użytku ale tych Tali zakupiła malutko, na swój koszt i swój użytek. Miała wszystkie dokumenty w porządku, dowód otrzymania urządzenia, pokwitowania zakupu kapsułek do badań ze wzmianką, że zakup był na użytek własny. Trochę tych kapsułek jeszcze zostało. Milareza zdecydowała się dokupić więcej, choć uważała, że jeśli mają się wywiązać z zadania należy się skupić na tych urządzeniach, które dostarczył zleceniodawca.
-Talinko - powiedziała do Tawii, od razu poczuła, że coś jest nie tak, ale dopiero po przeanalizowaniu pojęła co - musisz zrobić film w ciągu dwóch nonestrów.
-Ale mamo to jest niemożliwe, trzeba jeszcze poprawić scenografię, Tali chciała tu mieć windę, która się wolno zamyka i idealnie dojeżdża do poziomu korytarza.
-Córeczko, mamy na to tylko dwa nonestry, drzwi do pokoiku udającego windę są zamontowane. Bierz się do roboty. Ja pomogę, zlece ...
-Mamo w dwa nonestry to my to sknocimy, potrzebujemy co najmniej trzech. Co najmniej.
-Tawciu my nie mamy tego czasu bo ....
-Mamo ... - Tawia poczęła przedstawiać całkiem logiczne argumenty, no i trochę buntowniczych: nikt nie jest maszyną, potrzebujemy czasu dla naszych rodzin, nie możemy chodzić nieprzytomni.
- w porządku, zmienimy reżysera - powiedziała - dam ci później jakiś inny film - ten zrobię ja.
-Ale przecież ty nie dasz rady mamo, zrozum ...
-Nie, Tawio, to ty musisz zrozumieć, że czasem warto posłuchać co inni ludzie mają do powiedzenia.
Zjawił się Enilioborian i zapytał w czym rzecz.
-Mamy dwa nonestry na skończenie filmu.
-No to się zrobi, prawda Tawciu? - Zapytał a Milareza z tej jego pewności siebie wywnioskowała, że dałby radę.
-Mama chce mnie zastąpić.
-Kim?
-Sobą - powiedziała oburzona Tawia - bo uważam, że musimy mieć więcej czasu.
- Skoro twoja mama mówi, że go nie mamy to nie mamy.
-Inaczej zleceniodawca uzna, że się nie wywiązaliśmy i zabierze nam to zadanie wraz ze sprzętem - wyjaśniła- no i kary umowne do tego dojdą.
-Mogłaś mi to od razu powiedzieć.
-Nie słuchałaś. Uznałaś, że skoro jestem stara (przesadzała ale podejrzewała, że tak właśnie przesadza Tawia) i czasem pomylę jakieś imię to można mnie lekceważyć i nie słuchać co mam do powiedzenia. Przykro mi Tawio ale skoro nie potrafisz się zmieścić w czasie ...
-Będę się starała.
-Nie o to chodzi abyś się starała. To ma być zrobione. Dostaniesz inny film, taki przy którym nie trzeba się śpieszyć a ten zrobi Eni z moją pomocą.
-A nie ty z moją? - Zdziwił sie Enilioborian.
-Masz większe doświadczenie, ja zadbam aby nie było rozgardiaszu. Gdy każdy będzie znał swoje miejsce, pójdzie sprawniej. Mamy świetny zespół, damy radę.
Tawia bardzo przeżywała odebranie jej filmu.
-Musisz się z tym pogodzić - odrzekł Karis - dobrze, że mama chce pracować, i na pewno wie co robi. Widocznie to było zadanie ponad twoje siły.
-A ja myślę, że po prostu chciała sama to zrobić.
-Nie Tawio, powód musiał być poważniejszy, jestem pewien, że jeśli się zastanowisz to go odkryjesz a jeśli nie to spytaj mamę.
-Mama od śmierci taty i Tali nie jest sobą.
-Mama kocha każde z nas i śmierć tak bliskich osób nie mogła się na niej nie odbić. Potrzebuje teraz naszej miłości i pomocy ale na pewno jest sobą, i jest przewidywalna.
========
Enilio szybko się przekonał,że Milareza była idealnym współpracownikiem. Tawia chciała dużo zmieniać i nie obchodziły jej sceny już nagrane pod kierownictwem Tali.Oni chcieli plan Tali realizować. Milareza dbała aby wszyscy i wszystko byli na miejscu i na czas. Z niektórymi jeśli tego potrzebowali ćwiczyła ich role. Pracowała tak jakby nic po za pracą nie istniało. Przeglądała z Eniliem notatki Tali + filmiki rysunkowe z objaśnieniami i pilnowała aby było tak jak jej najstarsza córeczka chciała.
Na planie mimo nonestra wakacyjnego pojawiła się Hanita bo jej Tawia powiedziała, że w przeciwnym razie znajdzie kogo innego
Bardzo się to Milarezie nie podobało ale dziewczę miało już poodkręcane plany wakacyjne więc obie z Aldmarą pilnowały tylko aby miało trochę odpoczynku i nie musząc codziennie grać mogło korzystać z rozmaitych wakacyjnych atrakcji atrakcji.



Elzia poszła sama zapisać się do szkoły. Tolo był zaskoczony. Zrobiła to na początku wakacji gdy jeszcze nikt o tym nie pomyślał.
-No przecież mieliście poważniejsze sprawy na głowie - powiedziała - a ja bądź co bądź mam już 8 arli i nawet wujek Karis uważa, że mogę brać udział w ważnych naradach rodzinnych.
Do szkoły jednak ją odprowadził. Przed wejściem spotkali się z mamą. Tym bardziej nie chciała aby szli z nią dalej.
-Dam sobie radę - powiedziała stanowczo. Jeszcze nie wiedziała, że to będzie trudne. Nauczycielka poprosiła aby coś powiedziała o sobie.
- Mam na imię Elzaneta ... - zaczęła.
-Wyjdź na środek - poprosiła nauczycielka więc Elzia wyszła i kontynuowała - jestem córką ...
-Zacznij od początku.
Jestem Elzaneta córka ...
- Postaraj się stać prosto.
-Jestem córką Elzantra Bambelotczyka i Nety o nie sprecyzowanej narodowości. Ojczym, który mnie wychowywał jest Karebordżaninem. Przyjechałam tu z Bambelotu bo dorośli narobili galimatiasu. To wszystko.
- Jakiego galimatiasu?
-Jak to dorośli.
-Ale mów pełnym zdaniem, wyprostuj się i nie miej takiej smętnej miny, uśmiechnij się. A więc podsumujmy masz na imię Elzaneta, jesteś córką ...
Powtórz.
-Kobieto ty się z powołaniem minęłaś - wypaliła Elzia - powinnaś być śledczym albo treserem dzikich zwierząt.
Klasa wybuchnęła śmiechem.
-Możesz poprosić aby następnym razem przyszli rodzice?
-A oczywiście, niech sami chodzą do tej szkoły i uśmiechają się na komendę jeśli dadzą radę.

Sytuacja raz po raz zmuszała Tola i Netusię do rozmowy. Oboje byli zapraszani na narady rodzinne.
Musieli też ze sobą rozmawiać o dzieciach no i oboje spotykali się w szkole Elzanety by zgodnie występować w jej obronie. Niemal od początku musieli się uczyć właściwych zachowań.
Dzieci nawet miały nadzieję, że wszystko idzie ku dobremu, że znów będą jedną rodziną.
-czy nie mógłbyś mi wybaczyć? - Spytała Nety w obecności Elzanety.
- Bo to taki drobiazg? Nie, Nety dla mnie to nie był drobiazg.
-To było tylko raz, zauroczył mnie.
-Nie, Nety to nie było tylko raz. Nie pierwszy raz kogoś zawiodłaś i nie mów mi, że nie wiesz jak to się stało, że to było jak piorun, samo tak wyszło a ty nic nie mogłaś na to poradzić. Ciekawe, że nikomu tak "samo" to nie wychodzi Milareza i Walturian byli piękną parą bo się kochali i szanowali, Tali też nigdy nie zdradziła Alka a on jej.
-Skąd ty możesz wiedzieć? Takich rzeczy się nie wie.
-Jakoś nie bała się kupić diagnozera. Twoja matka też nigdy się nie bała unaskiej ewidencji.
-Ale na przykład twoja ciotka zdradziła twojego ojca.
-Bo prawie ją zmuszono do tego ślubu a ciebie ktoś zmuszał?
Twoi rodzice wręcz nie chcieli a wiesz dlaczego? Bo od początku się bali, że tak będzie. Nawet mojemu ojcu powiedzieli, że jeśli coś się między nami zepsuje to on bez problemu skreśli ciebie a oni nie będą umieli skreślić żadnego z nas.
-A jednak mnie skreślili.
-Ty się dobrze zastanów nad tym co mówisz. A tak w ogóle skończmy temat bo patrzymy na sprawę inaczej. Dla ciebie pewnie poważne byłoby jedynie gdybym to ja zdradził, w odwrotną stronę to tylko nieważny epizodzik. Następnym razem też będzie nieważnym epizodzikiem.
-Nie będzie następnego razu.
-Będzie Netusiu bo ty po prostu taka jesteś i nie widzisz w tym nic złego.
Netusia chce. Netusia musi i nie ważne ile osób skrzywdzisz po drodze. No niestety miałaś taką siostrę, która wiecznie ci wszystko wybaczała i oddawała. Zauważ, że mimo to Tali była szczęśliwa a ty nie.
==========
Elzaneta starała się nie poruszać, gdyby mogła przestałaby oddychać. A więc jednak Dżawansa miała rację i mama była Miczą. Tyle, że ciocia nie była Frisbiną i wybaczyła. Mama już dłużej nie wysłuchiwała Tola, popłakała się i wyszła.
A on oparł się czołem o ręce i tak siedział wpatrzony w stół.
Usiłowała cichutko wyjść.
-Przepraszam cię Elziu - powiedział.
-Za co?
-Nie powinienem wylewać swoich żalów przy tobie.
-Przynajmniej wiem co się dzieje.
-Kochałem ją i chyba wciąż kocham ale to się już nie sklei. Mam nadzieję, że gdy po raz trzeci wyjdzie za mąż już tego nie zmarnuje. Tyle mogę dla niej zrobić. Wierz mi Elziu tylko tyle. A co słychać w szkole? Ta nauczycielka ci jeszcze dokucza?
-Nie, wcale, nawet zaprotegowała mnie do szkolnego chóru. Za to matematyk jest strasznie dziecinny. Omawia zadania z punktu widzenia detektywa szczurka.
Tolo niespodziewanie zaczął się śmiać a potem powiedział - ciekawe czy zawsze tak robił czy teraz zaczął na twoją cześć.
-Niby dlaczego na moją?
-Bo tak rozwiązywała zadania Tali. Póki robiła to jako uczennica prawie nikomu to nie przeszkadzało ale gdy powieliła to jako kandydatka na nauczycielkę jedno z dzieci grzecznie jej wytłumaczyło, że oni już są na to za dorośli.



ZROBILI TEN FILM. Tawia po cichu liczyła na to, że nie zdążą albo sknocą i zrozumieją, że warto stawiać na młodych.
Obejrzała jednak razem z zespołem oraz przedstawicielami zleceniodawcy film w małej salce. Był dobry.
-Druga córeczka też jest niezła - powiedział ktoś do matki.
-Jestem tego pewna - odpowiedziała - lecz widząc jak bardzo się śpieszycie wolałam tym razem postawić na kogoś z większym doświadczeniem. Enilioborian współpracował z Tali przy robieniu pierwszego filmu z tej serii i kawałka tego który właśnie obejrzeliśmy. Był więc dokładnie zorientowany co zamierzyła tym razem. Ona wszystko przygotowała, dlatego kazałam jej imiona umieścić w biuletynie jako kierownika produkcji. Innego już nie było trzeba.
-A ty mamo? - Spytała Tawia.
-Ja tylko pilnowałam sprawnej realizacji.
-I dzięki temu daliśmy radę - wtrącił się Enilio - powinnaś Milarezo być inspicjentem u mnie w teatrze.
Tawia już nie dostała trzeciego filmu z tej serii.
-Nowe dla nowych, stare dla starych - powiedział Milarezie Enilioborian - ty to rób bo ja zdziadziałem i potrzebuję odpoczynku.
Tali i Walturiana już nie było ale życie toczyło się dalej i wymagało uwagi.

Gdy wychodzili z kina, z filmu dla dzieci Elzaneta zobaczyła swoją nauczycielkę. Niby normalnie powiedziały sobie - dzień dobry lecz Elzaneta poczuła, że jest źle.
-Pewnie będzie mi robić przytyki, że na takie filmy chodzę - powiedziała.
- A ja też chodzę - uśmiechnął się Toland - jak myślisz dlaczego?
-Bo nie można chłopców puścić samych.
-A ty dlaczego?
Zastanowiła się nad tym zagadnieniem.
Jak zawsze w wolny dzień byli najpierw na placu gier i zabaw, potem na obiedzie w ulubionej restauracji, po obiedzie spacerem poszli do kina a potem Tolo wezwał swoje auto i pojechali do wujka Alka. Dużo gości zbierało się w wolny dzień w Siegridówce.

Zbierali się w kompleksie kuchennym. Normalnie kucharka gotowała w tej kuchni, która znajdowała się w "Sasance" a w tym kompleksie to najwyżej babcia Milareza i mama Alka robiły przetwory. Tylko w dzień wolny od pracy kiedy kucharka miała wolne gotowano tutaj. Oczywiście robiły to babcia Milareza i pani Grifana a dołączały się ich córki Alafana, mama i Tawia.

Babcia Milareza pierwsza tu zmieszkała. Wujek Alek pozwolił jej zająć "Nasturcję"
Potem gdy przybyła jego matka zdecydował, że zamieszka z nim, kucharką i ogrodnikiem będącymi małżeństwem, ich synem, sprzątającym za pomocą maszyn oraz dwoma psami należącymi do sprzątacza i trzecim, który się przypętał, w dużym domu czyli Sasance.
Tym razem przybywszy do Siegridówki Tolo, Elzaneta i chłopcy wciąż dyskutowali o walorach razem spędzanego czasu.
-A co wam się tak zebrało na czułostki? - Spytała Alafana
- bo Elzia boi się nauczycielki, że będzie jej dokuczać bo była na naszym filmie - wyjaśnił mały Walturian.
Przedyskutowali ten temat i dobrze bo Elzia "miała nosa" a parę usłyszanych tu argumentów i zachęt do tego by nie dać się wyprowadzić z równowagi bardzo jej się przydało, zwłaszcza, że babcia udzieliła rad jak trzymać w ryzach emocje.

Od nieudanego startu aż do tej pory nauczycielka jej się nie czepiała ale tego dnia była wizytacja i poprosiła ją do odpowiedzi.
-Może powiesz nam jaką sztukę ostatnio oglądałaś - poprosiła.
-Ostatnio oglądam sztuki odpowiednie dla moich małych braci ...
-Dlaczego? - Grzeczniutko spytała nauczycielka.
-Ponieważ chodzimy do teatru całą rodziną ale ...
-Należałoby poprosić aby raz były to sztuki odpowiednie dla ciebie, raz dla braci - przerwała jej nadal miluśko nauczycielka.
-To nie jest dobry pomysł - równie miluśko odpowiedziała Elzaneta miała zamiar omówić sztukę oglądaną dawniej lecz nagle zmieniła zamiar - bo ja mogę coś ciekawego dostrzec w sztukach dla nich zaś oni z nudów będą spać lub marudzić na sztuce dla dorosłych. Owszem nieco dawniej niż ostatnio oglądałam ciekawe sztuki ale dziś omówię właśnie coś dla dzieci, w końcu sama jeszcze jestem dzieckiem. To była sztuka o nieznośnym, marudnym, wiecznie niezadowolonym misiu, który uważał siebie za najmądrzejszą istotę na świecie i chciał wszystkich pouczać a nie rozumiał ich sytuacji.
I tu Elzaneta przeszła do omawiania sztuki wskazując czego ciekawego mogą się z niej nauczyć dzieci i dorośli a przy okazji porównując do znanych sobie "dorosłych" dzieł z postaciami zarozumialców.
Na przykład Ugdara z operetki Pinkasa "Dumna idiotka" wysyła służącą zimą po jabłka do sadu i ta nieszczęsna służąca zupełnie nie wie co robić i śpiewa: Oj jakże ja nieszczęśliwa, że zimą nie rodzi sad a moja pani złośliwa w głupocie okrutnej trwa. Jakże mam jej wytłumaczyć ... no i tak dalej - powiedziała przerywając śpiew bo nie pamiętała całego tłumaczenia tekstu na karebordżański - a wracając do misia to bardzo ciekawa a zarazem prosta jest scenografia - podeszła do tablicy aby narysować.
-To nam wystarczy - powiedziała nauczycielka.
Elzaneta ukłoniła się i usiadła.
- Ostatnio byliśmy razem, wyjąwszy niektórych nie mających czasu uczniów - tu nauczycielka spojrzała na Elzanetę - na sztuce "Stara czereśnia" Kto chciałby o tej sztuce opowiedzieć?
Elzaneta lekko uniosła rękę, choć to właśnie ona nie była z klasą w teatrze, a ponieważ siedziała z przodu nie widziała, że tylko ona się zgłosiła i była zdziwiona, że to ją zapytano.
-Tę sztukę oglądałam jeszcze w Bambelocie - wyjaśniła - ale nic nie zrozumiałam bo dorośli są kompletnie nieprzewidywalni w dodatku autor natworzył mnóstwo zbędnych, dziwacznych postaci.
Główny bohater sztuki nie bardzo wiedział w kim jest zakochany i urządził zawody. Miał się ożenić z tą która przyniesie smaczniejsze owoce. Zarozumiały kretyn ale za to pięknie ubrany bo on był księciem, no i co z tego, że księciem? Przecież nie wystarczy wygrać wyścig do jego książęcej ręki. Trzeba jeszcze z nim żyć. Ja tam bym wolała prostego rzemieślnika, który zerknie czy ciasto się nie przypala i z dziećmi pogada, i na spacer je weźmie tam gdzie im odpowiada a nie na przykład do knajpy. Tymczasem te dwie niemądre kobiety godzą się na ten konkurs a potem obie biegną do starej czereśni i jeszcze bójkę wszczynają. Wstyd, moim zdaniem. Kłócą się o tego fircyka jak moi mali bracia o ostatnią zapiekankę. No wytłumacz mi proszę bo jesteś starsza i mądrzejsza dlaczego Eli się decyduje być zapiekanką?
-Kto?
-Eli. być może w waszym języku Blask bo w orygiale Helonga. Nie ważne. Ważne co fajnego jest w byciu główną nagrodą w konkursie.
Nauczycielka zajęła się wyjaśnianiem choć zapewne deprymował ją spuszczony w dół wzrok Elzanety.
Wizytatorka też go zauważyła i zapytała - a co ci się nie podoba Elzanetko?
- Wszystko to napisała Wiliana z Pakmos a skoro mieliśmy tę sztukę omawiać, należało założyć, że to przeczytałam i nadal nie rozumiem. Wiliana wcale nie tłumaczy dlaczego Blask chciał być zapiekanką. Mówi tylko o tym, że Rbyt była złą osobą bo zabiła a pomija fakt, że Terca też się biła i jedyną jej zasługa tkwi w tym, że przegrała. Obie były siebie warte. Chuliganki z przedmieścia. Zabić człowieka z powodu czereśni? Ohyda ale obie były ohydne i już.
- Widzę, że dużo czytasz i rozmyślasz.
-Bo zastanawiam się jaki scenariusz wybiorę gdy już będę kręcić mój film i za każdym razem rozpatruję to tak jak rozpatrywałaby to moja ciocia.
-Tali?! - Wyglądało na to, że wizytatorkę olśniło.
-Trochę ją przypominasz, też zawsze miała swoje zdanie. Czyją córką jesteś?
-Nety.
-A, Netusi. Ta z kolei pisała wiersze.
-Chyba już nie pisze.
- Szkoda a wracając do Tali, też zwróciłam uwagę na jej sposób działania: wszystko sobie wyobrazić i poczuć. Już jako dziecko kazała się oblać wodą aby dobrze zagrać rolę wędrującego w czasie deszczu i później się tej metody trzymała. Oglądałaś może ...
No i dyskusja poszła w kierunku tego jak się przygotowywała do swoich filmów Tali Magnolia bo jak się okazało wiele osób w klasie wiedziało coś na temat tej prawie, że degedeńskiej reżyserki.
===============
Elzaneta wpadła wieczorem do babci Milerezy zapytać czy coś wie o wierszach mamy.
-Tak - przyznała babcia - kiedyś Netusia to lubiła. Nawet w joksolańskim abecadlarzu jest kilka jej rymowanek ale oczywiście po joksolańsku, dla dzieci. Trochę jej wierszy znajdziesz w szkatułce Talusi. Jest w "Nasturcji, w dużym pokoju na półce pod obrazem przedstawiającym Joksolanki gotujące nad ogniskiem, jest tam też więcej postaci. Szkatułka jest prostokątna z formowanego bomblowca.
W środku zeszyty. Wiersze zawiera gruby, zielony zeszyt leżący pod czerwonym, podpisany - "Moja siostra Nety".
Wejdź i sobie poszukaj.
Oczywiście zeszyt znalazła dokładnie tam, gdzie wskazała babcia.
Zatopiła się w czytaniu.
Babcia była na dworze, odpoczywała po dniu wypełnionym pracą, w pobliżu siedziały opiekunki z dziećmi w wózeczkach.
Dzieci Alagrifa jeszcze nie mieszkały w dużej "Sasance" Dziewczynki z opiekunką i mamką oraz jej maleństwem w większym pokoju Magnolii a chłopcy też z opiekunką, mamką i jej synkiem w "Piwonii". Mniejsze pokoje w tych domkach zajmowali mężowie mamek. Jeden sam, drugi ze starszymi dziećmi.
============
Okno "Nasturcji" było otwarte ale Grifana nie spodziewała się, że ktoś tam jest a właśnie tu w pobliżu spotkała syna i zawołała aby sobie przysiedli na ławeczce, na ganku "Nasturcji".
Mówiła powoli, z namysłem, ostrożnie - Słuchaj ja jakoś zaakceptowałam Tali i chyba nie byłam złą teściową?
-Nie mamusiu, i przyznaj, że Tali też była dobrą synową.
-Tak. Ja naprawdę żałuję, ze umarła, byliście tacy szczęśliwi. Nie ma dla matki nic lepszego niż szczęśliwe dziecko ... ale proszę cię nie ożeń się z Nety.
-Nie mam takiego zamiaru.
-Prędzej czy później pomyślisz, że dzieciom potrzebna jest matka a tobie żona.
-Na pewno nie. Dzieciom wystarczą nianie a ja nie chcę innej żony. Skoro nie mogę mieć Tali to nie chcę żadnej.
-Nie zarzekaj się, życie potrafi nas zaskoczyć.
Gdybyś jednak nie umiał żyć bez żony nie bierz pierwszej jaka się trafi. Dobrze się jej przyjrzyj. No, nie będę ci już więcej marudzić, tyle tylko chciałam ci powiedzieć. Nie bierz Nety.
Patrz kogo bierzesz.Pamiętaj - dodała jeszcze na odchodnym - skoro Netusię porzuciło już dwóch mężów to coś z nią jest nie tak.
Elzaneta poczuła niechęć do Grifany.


Szczerą miłością do siebie to Milareza i Grifana nie pałały. Żyły w zgodzie dla dobra rodziny i własnego. Milareza jakoś wyczuła, że Grifka postara się przyjechać do Siegridówki więc była tu pierwsza. Później już trudno byłoby o pretekst. Grifka i tak jej "życzliwie" powiedziała, że teraz skoro ona już tu jest Milareza może wrócić do siebie.
Odpowiedziała, że tam nie jest potrzebna. Młodzi sobie radzą bo przecież nawet mała Tawia jest już mężatką a tutaj to chociaż popołudniami się przyda, no i zakupy załatwi bo widzi czego brakuje.
Ten drugi argument był lepszy niż pierwszy bo popołudniami w Siegridówce był też Alek i mógł sie sam zajmować dziećmi. Natomiast zakupy Milareza robiła z własnych pieniędzy. Alek nie miał teraz do takich rzeczy głowy zaś Grifana wiedziała, że taki zastrzyk gotówki się przyda a przecież nie mogła powiedzieć Milarezie - daj pieniądze i poradzimy sobie bez ciebie. Zresztą Milareza też mogłaby (o czym Grifka wiedziała) przedstawić argument na to, że to Grifka powinna ustąpić z placu boju - "mąż już pewnie tęskni a ja się wszystkim zajmę".
Przewagą Grifki było to, że miała więcej czasu
lecz Milareza potrafiła dobrze wykorzystać swój.
Obie panie pilnowały by ta druga nie zabrała jej wnuków. Atut, że Alagrif jest synem Grifany równoważył się z atutem, że Milareza daje Alagrifowi szansę na duże zarobki i satysfakcjonującą pracę a da mu ją tam gdzie jej pasuje czyli w Degeden.
Jej obecność w Siegridówce hamowała władcze zapędy Grifany.
Wystarczyło, że była.
Obie panie dokładały starań by żyć w zgodzie.
Milareza uczyła Grifanę jak korzystać z rozmaitych urządzeń w "jej" kompleksie kuchennym by szybko, sprawnie drylować, na różne sposoby rozdrabniać, tłoczyć, odwirowywać, mieszać i w ogóle obrabiać żywność i każdorazowo wybierać najlepszy rodzaj pieca.
Dzięki niej Grifana łatwo zrobiła sporo przetworów i posłała do domu.
Bardziej denerwowali ją Netusia i Siegrid. Mieli taką pracę, że w pewnej mierze mogli wybierać kiedy i gdzie ją wykonają.
Oboje chętnie pomagali opiekunkom. Śpiewali dzieciakom, masowali brzuszki, nosili każde jedno póki nie bekną, zabawiali, z czasem to nawet tańczyć z nimi zaczęli i utworzyło się sześć par z niemowlakami bo mamki tańczyły z własnymi a były przecież jeszcze dwie opiekunki. Zważali też na starsze dzieci organizując im zajęcia.
Trzeba przyznać, że zwykle Nety wyjeżdżała gdy wracał Alagrif.


Elzaneta tak jak przypuszczała została wreszcie zapytana (nie na ocenę, zwyczajnie zapytana) czy już zna jakiś wiersz mamy.
-Tak, są w joksolańskim abecadlarzu na szczę ...
- W czym?
-Tak mój wujek Karis nazwał książkę z wymyślonymi przez siebie znakami pisarskimi dla Joksolańczyków. Te wierszyki, które tam zmieściła mama są dziecinnymi rymowankami ułatwiającymi zapamiętanie liter czyli znaków pisarskich odpowiadających jednostkom fonetycznym czyli głoskom. Jednak mnie podobnie jak cioci Tali najbardziej podobał się ...
-Skąd wiesz co się podobało cioci Tali, przecież nie żyje - wtrącił się kolega.
-Umiała pisać i to na różne sposoby a ja umiem czytać i jeszcze ciocię Dagridę mogę zaangażować do pomocy. Ten wiersz to "Norbo bądź królową"
Nauczycielka pozwoliła wyrecytować.
-Tu niestety jest taki problem - wyjaśniła Elzaneta - że wiersz był ułożony po tolimańsku. Musiała mi go na karebordżański przełożyć ciocia Dagrida więc jest prawie współautorką - Elzaneta powiedziała to w nadziei, że nauczycielka nie będzie chciała krytykować dyrektorki żeńskiego zespołu szkół zawodowych.
-Prosimy - powtórzyła nauczycielka.
Tak się złożyło, że dopiero po tej lekcji Elzaneta miała okazję zapytać mamę o jej wiersze i czy mogłaby je wykorzystać na lekcji.
-Dawno to zniszczyłam - powiedziała mama - głupie były.
-A cioci się podobały.
-Której?
-Tali. Ma zeszyt zapisany miłymi słowami o tobie i tam jest wklejonych parę twoich wierszy.
-Co o mnie napisała?
-A takie tam a chociaż wiersz o Norbie mogę przeczytać klasie?
- I tak jest po toli ... Już to zrobiłaś? - Zorientowała się mama.
-Tylko ten, nie sądziłam, że będziesz miała coś przeciw. Wizytatorka wspomniała, że układałaś wiersze i ...
======
Netusię zainteresowała głównie wizytatorka ale w międzyczasie zajrzała za zezwoleniem mamy do zeszytu Tali. No owszem było tam trochę miłych słów ale były też gorzkie:
"Kiedyś Netusia podarła mi moje obrazki była malutka i nie rozumiała, że źle robi. Mam wrażenie, że mentalnie taka została - 13 i półarlowa dzidzia. Dzidzie są urocze, kiedy są dzidziami".
To było po tym jak Nety zabrała jej Elzantra. Po jej rozstaniu z Tolem napisała tylko - "Chyba już wiem dlaczego tata miał zawał". Napisała to w zeszycie poświęconym Netusi.

MĘŻCZYZNA Z PARKU

Milareza jechała na spotkanie z klientem. Umówiła je w biurze Binazlaleba, wynajmującego gabinety. Ten człowiek zawsze wiedział jak zarobić.
Z Siegridówki przejeżdżała przez park. Każdy inny przejechałby nie zważając na mężczyznę wspartego o drzewo. Ona wysłała agentary, zatrzymała się tak, że osłaniały ją zarośla. Obserwowała. Niby nic dziwnego nie było w tej scenie. Mężczyzna często patrzył na zegarek. Ona też, na ten, który miała przed sobą. W końcu zdecydowała, że czas jechać, zaprogramowane agentary jednak zostawiła.
Zobaczyła na ekranie jak znów patrzy na zegarek a zaraz potem ujrzała idącą szybkim krokiem w jego kierunku Aldmarę. Wyciągnął nóż i schował za sobą. Zatrzymała się.
-Aldusiu zawróć - rozkazała półgłosem przez głośniczek, który do niej zbliżyła.
Alda w tej chwili zawróć! - powtórzyła ostrzej i sama zawróciła. Nie musiała w tym celu dokonywć jakichś szczególnych manewrów pojazdem, sama się obróciła ze sterami a wtedy tył auta stał się przodem.
-Idź inną drogą - dodała spokojnie widząc, że Alda się zatrzymuje.
Widziała wyraźnie jej twarz, Alda była na nią zła lecz wykonała polecenie, mężczyzna rzucił się w pościg, przez moment zawahał się widząc inną przechodzącą. To nie miało znaczenia. Milareza narzędziem fantomowym podcięła mu nogi. Krzyknął.
Dopiero teraz pomyślała o zawiadomieniu straży. Alda słysząc krzyk zawróciła, tamta kobieta też podbiegła na pomoc, mężczyzna uciekł zostawiając nóż. Alda i tamta popatrzyły na siebie i natychmiast razem opuściły park. Milareza za wszystkimi trzema osobami posłała agentary, Widziała ich na monitorze z podzielnym obrazem gdy powoli zmierzała do biura.
Wiedziała kto na nią czeka, wpuściła więc przed sobą do wynajętego gabinetu urządzenia obronne. Otworzyła drzwi wiodące na poczekalnię i zaprosiła klienta przepraszając za spóźnienie.
Z akt wiedziała, że jest głuchy, to nie przeszkadzało jej od czasu do czasu mówić coś półgłosem by dyskretnie obserwować reakcję, Przeprowadziła z nim rozmowę nie we własnym stylu lecz według metod opracowanych przez Walensea, zrobiła notatki. Potem półgłosem powiedziała - nie podejmę się tej sprawy.
Obrócił się ku niej z wściekłością na twarzy i sięgnął za pazuchę. Nie miał tam już noża.
Zapytała znakami Walensea czy coś go zdenerwowało.
Przez chwilę nie wiedział co robić. Tymi samymi znakami podziękowała mu za rozmowę obiecując, że przekaże notatki komuś kto podejmie się występować jako jego rzecznik w sprawie o zabicie jego żony przez mieszkańca slamsów.
Popatrzył na nią. Nie odwracała wzroku, nie okazywała emocji. Wyszedł.
Zastanawiała się dlaczego tuż przed spotkaniem z nią próbował zabić kobietę i na razie nie znajdowała odpowiedzi.



ANRIDO zadał pytanie - ale dlaczego właściwie go obserwowałaś? Masz taki zwyczaj czy jak?
-Coś mnie w nim zaniepokoiło.
-Jechałaś samochodem i nagle coś cię zaniepokoiło?
-Pytał ją lecz zerkał porozumiewawczo na Grygitala, który zachował obojętną minę.
-Tak ale załóżmy, że mam zwyczaj obserwować i nagrywać ludzi chodzących ulicami, na pewno wymyślisz w jakim celu ...
-Nie. Może mi powiesz?
-Nie rozdrabniajmy się. A zatem załóżmy, że mam taki zwyczaj i co w związku z tym?
-Śpieszyłaś się na spotkanie a mimo to się zatrzymałaś bo coś cię zaniepokoiło ...
-Do rzeczy rzeczniku - ponaglił Grygital - jakie to ma znaczenie z jakiego powodu został nagrany ten film?
-Wydaje mi się to dziwne.
-Ale nie zmienia tego co zostało nagrane.
-A może jednak zmienia. Mam pytanie do oskarżonego - jak skomentujesz to co zostało nagrane?
W rozmowie uczestniczył tłumacz języka głuchych.
-Namówiono mnie abym zagrał w filmie, że niby napadam na kobiety - poinformował Skawor za pomocą znaków Walensea.
Milareza ani drgnęła, spokojnie obejrzała przepytywanie oskarżonego, dopiero potem zadała pytanie na migi - czy masz umowę na zagranie tej sceny?
-Nie. Wiedziałaś co robisz kiedy jej nie sporządziłaś.
-Ja mam zawsze wszystkie umowy w porządku. Załóżmy jednak, że tym razem było inaczej - migała bez pomocy tłumacza, który śpieszył się aby przetłumaczyć to składowi sędziowskiemu i widzom. - Dlaczego zgodziłeś się zagrać bez umowy?
-Bo się na tym nie zna - przejął pytanie Anrido.
-Rozumiem, że ty byś się bez umowy zagrać nie zgodził?
-No na pewno!
-Proszę o zaprotokołowania bo jeszcze wrócę do tego stwierdzenia. A teraz chciałabym przedłożyć kopie umów zawartych przez Skawora przy udziale rejenta, niektóre zawierał z własnymi rodzicami o sprzątanie podwórza, wyrywanie chwastów, koszenie trawy i inne czynności. Dlaczego zatem nie zawarł umowy z obcą kobietą? Dlaczego?
Po tym jak tłumacz przełożył te słowa zapanowała dłuższa chwila ciszy a następnie Milareza wymigała - jeżeli grałeś tylko swoją rolę to muszę przyznać, że zrobiłeś to doskonale Rozumiem, że wywracając się padłeś na coś miękkiego i absolutnie się nie poraniłeś?
- Wywróciłaś mnie znienacka.
-Broniłam realnie zagrożonej kobiety.
-Twojej córki, jak to się stało, że akurat jej?
-Bo akurat ona o zaplanowanym przez ciebie czasie tamtędy przechodziła.
-Taki przypadek?
-Właśnie. A dlaczego groziłeś swojemu rzecznikowi?
-Zapytała głosem.
-Nikomu nie groziłem! To też było zaplanowane.
-To nich twój rzecznik przedłoży swą umowę z moją wytwórnią.
-Nie miałaś prawa nagrywać nas w mieszkaniu - zaprotestował Anrido.
-A ty nie miałeś prawa podsuwać oskarżonemu pomysłu jak oszukać sędziów.
-Niczego nie podsuwałem!
-Jesteś pewien, że formułowałeś pytania tak aby niczego nie sugerować?
-Na pewno , zresztą podobno masz nagranie naszej rozmowy?
- Czy rozmawiając z oskarżonym korzystałeś z pomocy tłumacza?
-Oczywiście a jakbym ina... - Anrido zamilkł w pół słowa.
-A jednak tylko ja i ty nie zdziwiliśmy się kiedy odpowiedział na pytanie wyartykułowane. To naturalne, przecież obaj pochodzicie z Baruji a tam twój klient jeszcze słyszał. Nazywał się Ganrido i jest twoim ojcem. Czy byłeś przy tym jak przy współudziale Ismy zamordował swego dalekiego kuzyna Skawora, którego imię potem przybrał?
-Nikogo nie zamordował!
-A jak to się stało, że zamieszkaliście w domu Skawora?
-To oszczerstwo!
-Wnoszę o przesłuchanie siostry Anrido, Seissy.
W tym momencie osobnik sądzony pod imieniem Skawor stracił panowanie nad sobą. Zresztą tego po nim oczekiwała Milareza, zaczął wrzeszczeć, że Seissa to zła córka, że wciąż mu robi na przekór, że ma żal bo nie dał jej na czesne do tej szkoły, którą ona chciała, że jest gotowa oczerniać, potem zwyzywał Milarezę nazywając podłością napuszczanie na niego córki.
Anrido na próżno próbował go uspokoić. Grygital nawet się nie starał aż wreszcie uznał że starczy i dał znak strażom aby go skuły póki się nie uspokoi.
-Mam już poprosić Seissę? - Spytał Milarezę.
-Nie, po co? Przecież by kłamała, i to przed sądem, bo podobnie jak jej brat panicznie się boi ojca. Zresztą najprawdopodobniej w ogóle nie stawiła się w sądzie. Nie sprawdzaj to nie będziesz musiał jej ukarać.
-Wobec tego już ci dziękuję, możesz usiąść.

Usiadła a Grygital zapytał oskarżonego czy już się uspokoił. Nie zaryzykował jednak polecenia by go rozkuć bo piana toczyła mu się z ust lecz powiedział - A zatem przyznałeś się, że Seissa jest twoją córką i że dobrze słyszysz. Dlaczego próbowałeś napaść na nauczycielkę Aldmarę?
-Nie znam Aldmary.
-No to na dowolną kobietę idącą przez park?
-Bo zabił naszą macochę Ismę i chciał mieć pewność, że pójdzie to na konto kogoś innego - powiedział Anrido - on miałby na czas zabicia Aldmary alibi bo już wcześniej zameldował się w biurze a znał skrót.
-Ryzykowne - stwierdził Grygital.
-Specjalnie zaproponował spotkanie w tym biurze, wiedział jak wejść niespostrzeżenie.

Grifana nie poszła na wystąpienie Milarezy w sądzie. Źle jej się kojarzyło. Nikt nie miał o to do niej pretensji bo na widowni była ograniczona liczba miejsc.
Ona też nie miała pretensji o to, że Alek i Ana poszli. W ogóle chodzili na posiedzenia sądu aby otrzaskać się z tematem bo przecież robili film o prawnikach.
Właściwie jeszcze nie robili, wciąż byli w fazie przygotowań. W Ewrenillii postawiono kopię arblandzkiego pałacu aranda odtworzoną w według zachomikowanych przez fabrykę domów planów z czasów Milandera. Teraz wszystko urządzano według rysunków Netusi a niektóre pomieszczenia według projektów Milarezy.
Milareza zatrudniła dwoje uczniów do pomocy przy reżyserowaniu trzeciej części szpitala w Ewrenillii.
Szkoda było takiego wyposażenia jakie tu mieli (zresztą jeszcze dokupiła) by poprzestać na dwóch częściach. Zakupiła też parę pamiętników osób pracujących w szpitalu a pisząca scenariusz Sewilanta przeprowadziła wiele rozmów z pracownikami oraz pacjentami.
Tawia reżyserowała film w dawniejszym niż Ewrenilla kompleksie wytwórni a oprócz tego kręcono jeszcze dwa będące na ukończeniu i jeden w środkowej fazie. Magnoliusz domagał się aby przysłano mu reżysera do Dżawans.
Obiecała znaleźć kogoś odpowiedniego. Miała na uwadze jedno z dwojga swoich pomocników gdy tylko ukończą szkołę. Przyszłościowo myślała też o wykształceniu na reżysera Elzanety. Dziewczynka jednak zaczęła twierdzić, że chce być prawnikiem jak babcia. Elzia z racji wieku nie mogła być w sądzie lecz doświadczała względów ze strony mieszkańców slamsów jako wnuczka "tej kobietki", która wskazując prawdziwego mordercę automatycznie obroniła przed zarzutem popełnienia zbrodni jednego z biedaków. Elzia zapragnęła bronić biedaków.
Tymczasem Grifana sprowadziła do pomocy przy dzieciach Zalenukę z Muresto a nikt taki nie był potrzebny. Milareza nie wątpiła, że jest to kandydatka na żonę Alagrifa, cóż jednak miała powiedzieć?
Żądać aby Alagrif pozostał samotny czy podsunąć mu kontrkandydatkę?
Jedyną wadą jaką u dziewczyny dostrzegała było to, że pochodziła z Muresto ale ... Tę wadę można było zniwelować. Przyglądała się dziewczęciu rozważając co można by jej zaproponować aby zechciała zostać w Degeden zamiast ciągnąć Alagrifa do Muresto. Niespodziewanie Alagrif sam ją zagadnął przy kolacji - Milarezo, Zalenuka chciałaby zagrać w filmie, ja nie mam dla niej roli ... - Zirytowana Grifka odłożyła sztućce, Milareza udała, że tego nie widzi, inni czekali niemal w bezruchu, Alagrif zapytał - może dałoby się coś dla niej znaleźć w "Szpitalu".
-Pewnie tak, na razie raczej statystowanie i może jakiś epizod ale dobrze byłoby gdyby zaczęła naukę w szkole aktorskiej, jeżeli uznam, że warto w to inwestować opłacę jej czesne - odpowiedziała Milareza. Dziewczyna patrzyła na nią z nadzieją.
Najwyraźniej zależało jej na filmie nie na Alagrifie.
-Alafanko naprawdę nie ma u was miejsca? - Spytała Grifana.
-Miejsce to by się stworzyło ale wychowaniem nowych lepiej się zajmie Milareza, ja nie mam do tego drygu, Alek chęci a Milareza jest idealna i ma w swym zespole doskonałą nauczycielkę więc naprawdę Zalenuka nie mogłaby lepiej trafić.
Alafana mówiła to szczerze. Milareza w żaden sposób nie zdradziła uczucia triumfu, umówiła z Zaneluką tempr w jakim ma się stawić w "szpitalu w Ewrenillii.
-Na razie trochę się rozejrzysz, oswoisz, później zrobimy przesłuchanie - wyjaśniła.
Niestety Aldmara była zdecydowanie przeciwna.
-Milarezo - tłumaczyła - przecież ta dziewczyna nawet ruszać się nie potrafi.
-Naucz ją Aldmarko - poprosiła - zależy mi na tym.
-Nie da się słonia przerobić na kangura - odpowiedziała Aldmara.
W tej sytuacji Milareza sama się tym zajęła.
Czuła, że Aldmara (zresztą nie bezpodstawnie)
będzie przeciwna przyjęciu dziewczyny do szkoły.
Tym usilniej nad Zalenuką pracowała.
==============
Pewnego dnia Alek zobaczył skuloną postać siedzącą na schodach "Pałacu prawa" (tak nazwali kopię pałacu latającego aranda w Arblandach) Chciał do niej zbiec ale ktoś go wyprzedził, usiadł więc na tym stopniu gdzie stał i natężył słuch.
-Co się dzieje Milarezo? - Zapytał Grygital.
-A takie tam żale starej, niepotrzebnej kobiety.
Bardzo przesadzała, nie była jeszcze stara.
- W czym mogę ci pomóc?
-Chcę wyjechać. Jedyne co mnie tu trzyma to wnuki, zwłaszcza czworaczki. W tej chwili wszystko jest dobrze i może zawsze będzie ale sytuacja może się też zmienić. Prędzej czy później Alagrif poślubi inną kobietę. Dam ci kontakt ze mną, zawiadom mnie jaka ona jest, czy kocha te dzieci, czy je chce. Alagrif jest dobrym, kochającym ojcem ale zapracowany, może nie zauważyć jeśli ukochana kobieta będzie krzywdzić dzieci.
Oczywiście jest jeszcze druga babcia i wierzę, że będzie je strzegła.
Na razie prowadzimy subtelną wojnę ...
Tego Alagrif nie wiedział.
-Ona chce dzieci zabrać do Muresto, ja staram się zarówno Alagrifa jak i wybraną przez jego matkę kandydatkę związać z Degeden.
Alagrif ma tu gdzie mieszkać ale ma też zarobki, które mu pozwolą postawić nową sadybę tam gdzie zechce. Skoro wyjadę, to znaczenie dla mnie będzie miało tylko to co się dzieje z maleństwami i gdzie jest ich mieszkanie, nawet lepiej jeśli w Muresto, blisko dziadków. Zawiadom mnie gdzie się wyprowadził. Zawiadom mnie również, i to szybko gdyby chciał, korzystając z prawa opiekuna młodocianych właścicieli, sprzedać Siegridówkę, odłożę na taką ewentualność środki na zakup.
-Dlaczego chcesz wyjechać?
-Bo tu świat należy do młodych a ja im już zawadzam, nawet nie pytają mnie o zdanie zarządzając moim mieniem. Nie pytaj bo płaczę - ostatnie zdania mówiła rzeczywiście z płaczem.
Nagle Alagrif usłyszał nad głową - panie reżyserze.
Wstał, spojrzał na młodą aktorkę tak, że się skuliła - zaczekaj - powiedział i zbiegł na dół a ona za nim by się wytłumaczyć - tam miałaś zaczekać a nie tu - huknął a potem zwrócił się do Milarezy słowami, które właśnie przyszły mu do głowy - chcę abyś zagrała w moim filmie wdowę po poprzednim naczelniku.
-Nie mogę, tam już nie ma mojego miejsca.
-To je sobie zrób - odrzekł nawet nie wiedząc o jakim "tam" mówi - a gdybyś wyjeżdżała, kontaktuj się ze mną.
-Dziękuję.
Ponieważ płakała a aktoreczka wciąż stała obok odszedł zapraszając młodą gniewnym gestem.
-Co się stało Milarezie? - Zapytała.
-Nie twój zasmarkany interes, nie wścibiaj nosa w cudze sprawy bo ci go utną. Masz jakieś propozycje co do filmu?
-Nie, już nie - teraz ona się popłakała i uciekła.
- Ach, baby - mruknął wściekły sam na siebie.

W domu czekała kolejna kobieta z problemami.
-Muszę wracać do Muresto - powiedziała mama pokazując list od Grifalada. Brat Alagrifa i Alafany ostrzegał matkę, że jeśli szybko nie wróci do Muresto może stracić wszystko pod zarzutem porzucenia męża.

http://b2.pinger.pl/a314c96b65fc15bfac9be5ee05ac5f73/010.jpg

 

 


Grifana była zła bo Milareza wyznaczyła termin jej odlotu dopiero za trzy dni a przecież nie wiadomo co przez trzy dni może się zdarzyć.
Skontaktowała się z Fantegrisem. Ten potrzebował pięciu dni bo miał rozplanowane sprawy do załatwienia.
-Specjalnie chce aby wasz ojciec mnie rzucił - powiedziała na temat Milarezy Alafanie - złośliwa wiedźma.
-O nie! - Zaprotestowała Alafana - gdyby ona była złośliwą wiedźmą to ja nie byłabym reżyserem i miała na wieki zepsutą opinię. Po prostu nie możesz wymagać, aby ludzie rzucali wszystkie swoje sprawy bo ty nagle potrzebujesz transportu. Przecież wiesz, że Milareza jest dobrze zorganizowana i wszystko musi zrobić na czas. Świat się przez te trzy dni nie zawali.
Nagle zostały poinformowane przez anonsera, że przyszła Milareza.
Weszła tylko na chwilę.
-To dokumenty i powiadomienia w interesującej cię sprawie - powiedziała Grifanie - wybacz proszę ale nie poświęcę ci więcej czasu bo muszę dobrze wykorzystać ten, który został nam do wyjazdu.
Grifana otworzyła pakiet. Na początku było powiadomienie o terminie sprawy rozwodowej. Upadło na podłogę więc Alafana je podniosła.
-O la! - Krzyknęła - teraz to ja cię rozumiem ale zdążysz, ty też dobrze wykorzystaj czas do wyjazdu. Mam ci pomóc w pakowaniu rzeczy?
-Nie wszystkich. Co nieco musi tu zostać.
Grifana przejrzała dokumenty i wiedząc już na czym stoi zaczęła działać racjonalnie.
=============
Ostatni dzień przed wyjazdem był dniem wolnym lecz Milareza miała mnóstwo pracy. Tak ją rozplanowała, że tego dnia nie musiała niczego załatwiać w urzędach. Zostały jej zadania, które mogła wykonać w domu lub lotopławie.
Wieczorem zebrała się w Siegridówce cała rodzina, gwar był jak zawsze.
Przed odjazdem gości spytała Netusię - czy mi się zdaje czy chcesz mi coś powiedzieć?
-Zawsze i wszędzie - zaśmiała się córka - będziemy miały jeszcze mnóstwo czasu aby pogadać.
-To tylko ty masz czas Netusiu - uśmiechnęła się - mój się kurczy. Mam już 42 arle.
-Oj nie mów tak mamo! 42 arle to znowu nie tak wiele.
==============
Nazajutrz skoro świt obie: Milareza i Grifana odleciały. Najpierw Milareza zawiozła Grifanę do Muresto, nie wątpiła, że kuzynka ma nadzieję zrobić mężowi kompromitujące zdjęcie ale nie chciała przy tym być.
- Postaraj się aby od dziś jak najwięcej osób cię widywało jeśli masz jakieś urzędowe sprawy do załatwienia załatw osobiście, jeśli nie masz to znajdź, niech i w urzędzie cię zobaczą i nie rób żadnych awantur - poradziła przed odlotem.

Nety wstąpiła do "szpitala" w Ewrenillii. Mamę zobaczyła na ekranie - pracowała przez wizjofon i stanowczo oznajmiła, że nie ma czasu na pogaduszki.
- Chcę omówić sprawę urządzenia "Pałacu prawa" - powiedziała.
-W tym względzie już wszystko zostało ustalone. Nie przeszkadzaj.
-Kiedy możemy porozmawiać?
-Miałaś na to czas, teraz ja nie mam go dla ciebie.
============
Karis zwołał rodzinne zebranie bo okazało się, że mama wyjechała i nie odbiera połączeń. Istnieje tylko urzędowo. W jej apartamencie w Milwaltdomu (O czym Karisa powiadomił naczelnik Grygital) było nagranie z samymi wytycznymi co należy zrobić. Zaczynało się od słów - Żegnajcie moi drodzy, pozwalam wam przetworzyć dla siebie wszystkie moje miejsca tak jakbym umarła. Nie ma już w waszym życiu miejsca dla mnie i niech go nie będzie nawet symbololicznie. Chciałabym was prosić o dokończenie spraw, które rozpoczęłam. Po tym następowało rozdzielenie zadań dla Aldmary, Karisa, Tola, Noli, Magnoliusza, Siegrida, Wiernysza, Tawii oraz innych osób ale nie dla Nety. Poczuła się tym pominięciem skrzywdzona.
- Dlaczego mama uważa, że nie ma dla niej miejsca? - Rozważał Magnoliusz.
- Mamo, dlaczego ty tak robisz? - wykrzyknęła Nety
- dlaczego nie porozmawiasz, dlaczego nie powiesz o co chodzi?
-Nie słyszy cię - wyjaśnił Karis. Zamilkła ale czuła, że musi z nią porozmawiać.
-To dziecinne - powiedziała po chwili obrażona - co my takiego zrobiliśmy?
-Posadziłam jaskrawce zamiast jej ulubionych szawali - przyznała się Silwiranda.
-Musiałaś?! - Oburzyła się Netusia.
-Mama to akceptowała - stanął w obronie żony Karis.
- Nie zaprosiłem mamy na prapremierę filmu - przyznał skruszony Magnoliusz - myślałem, że wystarczy posłać jej kopię filmu, no i marudziłem o przysłanie jeszcze jednego reżysera.
-Powinieneś był zaprosić - dąsała się Nety, i tak słowem, miną lub gestem komentowała każdego.
-Domagałem się aby oddała mi, którąś z instytucji pod kierownictwo - przyznał się Wiernysz.
-A ja aby nie wtrącała się do moich filmów - zdradziła Tawia.
-A ja nie chciałam się zająć jej protegowaną - wyznała Aldmara.
-A dopiero co uratowała ci życie - przypomniała Nety.
-Tobie je dała a też nie zawsze byłaś wobec niej w porządku - wstawił się za siostrą Tolo - ja nie wywiązałem się w terminie z zamówienia - ale natarła mi za to uszu i obiecałem się poprawić.
-Myślę, że główny powód wyjazdu mamy jest poważniejszy a skoro Nety usilnie szuka winnego to chce odwrócić uwagę od siebie - oświadczył Karis.
-No i co takiego zrobiłam?
-Ty to wiesz Netusiu. Ja nie zapraszałem mamy do nas bo myślałem, że to przecież do śmierci jest jej dom ale być może oczekiwała jakiejś zachęty.
-A ja nie przedstawiłem jej dziewczyny, z którą się spotykam - przyznał się wreszcie Siegrid.
-Byłam obrażona, że zajmuje się tylko czworaczkami - przyznała się Nola a moje dzieci już nie są dla niej ważne - a ty Nety?
Ponieważ akurat Nola dobrze to wiedziała Netusia postanowiła nie czekać aż to zdradzi.
-Kazałam wynieść meble z dwóch apartamentów w pałacu prawa i umeblowałam je po swojemu.
-Skąd miałaś fundusze? - Zapytał Karis.
-Sprzedałam meble, które tam były.
-Jakim prawem? Jakim prawem z pałacu należącego do naszej mamy wyprzedajesz jej meble?
- Wymieniłam, tylko wymieniłam i teraz jest lepiej.
-Czyli twoim zdaniem mama się na niczym nie zna, ma zły gust i powinna poprzestać na finansowaniu naszych rozrywek a sama zrezygnować ze wszystkiego i nie mieć żadnych praw?
-Przecież ja tak nie powiedziałam.
-Twoje czyny powiedziały i co ciekawe tylko ty czujesz się nic niewinna. Netusia chce, Netusia musi, że zacytuję tatę.
-Ktoś inny powiedział: "Tali be, Netusia cacy" - przypomniał słowa Tali Tolo - zdaje się, że ta zasada obowiązuje nadal. Wszyscy be, Nety cacy.
Popłakała się i wyszła. Znów miała myśli samobójcze ale rozumiała, że tego nie wolno jej zrobić, nie była skrajną egoistką.
Wróciła - a właśnie, że czuję się winna - powiedziała - nie myślałam, że mama aż tak zareaguje. Nie powinna.
-Siadaj - powiedział Karis - i przyjmij do wiadomości, że są rzeczy, których to ty nie powinnaś. Na przykład tłumaczyć siebie cudzym kosztem. Teraz dyskutujemy jak naprawić sytuację.
Najgorszym punktem tej naprawy było odzyskanie wyposażenia wymienionego przez Nety na inne. Musiała iść, na szczęście z Karisem i Siegridem do salonu Irbitama. Niestety mebli do jednego z apartamentów w magazynie już nie było zaś sprzedawczyni marudziła, że tylko niszczą się w transporcie i należy być bardziej zdecydowanym.
-Ja byłam za bardzo zdecydowana - wyjaśniła Nety - wymieniłam meble wybrane przez mamę na wybrane przeze mnie i wyszło na to, że neguję gust i prawa mamy, dlatego muszę teraz to odkręcać.
-No i brawa dla mamy, zresztą gust to akurat ona ma lepszy.
-Mnie bardziej chodziło o koncepcję artystyczną niż gust.
-Ja tam nie widzę różnicy.
Wymieniła meble z jednego apartamentu, niestety czuła, że mamie bardziej zależało na tym drugim.
Odważyła się znów z nią zobaczyć.
-Wymieniłam z powrotem meble z liliowego apartamentu, tamtych kuchennych i stołowych już nie ma - powiedziała - wrócisz?
- Urządzałam to dla siebie - odpowiedziała mama - już się niczym nie martw, dam sobie radę, kiedyś porozmawiamy ale teraz pracuję.
Nety lekko się ukłoniła i wyszła.
No tak, tego nie przewidziała, mama mogła i miała prawo przygotować w tym pałacu swoje miejsce a to zmieniało kategorię czynu Netusi.Nie dokonała wymiany dekoracji tylko ukradła mamie mieszkanie.
Mama nie powiedziała,że wróci zaś Nety bała się naciskać w obawie, że rodzicielka z jej winy porzuci reżyserowanie aby już nikt jej głowy nie zawracał.
==================


Dopiero co rozmawiała z Litą i bardzo ją ta rozmowa zmartwiła.
-No to znów będę musiała ratować Netusię - powiedziała.
Netusia postąpiła wrednie, to fakt, ale to była jej siostra i Tali wbrew wszystkiemu ją kochała.
Ją a nie Elzantra, do kłamliwego reżysera czuła już tylko żal. Tak, to nie była nienawiść ani pogarda tylko żal, że ją oszukał graniczący z politowaniem nad jego zmiennością.
-A coś ty! Niech raz smarkula dostanie w łeb to się nauczy - doradzała Lita - Jak będziesz ją tak ratować nie poczuje się odpowiedzialna za siebie i nadejdzie taki moment, że nikt jej nie da rady dopomóc.
-Dobra, dzięki za informację. Wracam do pracy.
-Co robisz?
Tali już nie pamiętała czy odpowiedziała na to pytanie, widziała ojca wychylającego się z dżaka ale to było ostatnie co zapamiętała.

Potem obudziła się i jeszcze wciąż czuła w ręku mikrołącze lecz go nie było. Znajdowała się w chacie Brdeszu. Tak, to był Brdeszu ale ...
Stary! Miał już na pewno grubo ponad 20 arli. No owszem można uznać za przesadę nazywanie starym osobnika, który ma coś po między 20 a 25 arli ale nie wtedy gdy stara się o kobietę mającą około 14 i pół.
W dodatku jego matka przynosiła jakieś zioła mające sprawić, że Tali będzie mogła mieć dzieci
bo Brdeszu nie ożenił się nigdy z żadną inną kobietą czekając aż się Tali obudzi i nie dał jej wnuka.
Ponoć kupili ją na żonę od jej rodziców, którzy ją specjalnie po to uśpili bo chcieli aby wreszcie wyszła za mąż.
Niestety dali jej za silną dawkę środka nasennego i Tali przespała 9 arli.
Coś tu nie pasowało. Widziała odbicie swojej twarzy w wodzie i w polerowanym, nowym rondlu, wyglądała najwyżej na 15 arli a przecież przez sen też powinna się starzeć.
W dodatku rodzice nie mogliby jej sprzedać a już zwłaszcza komuś z innego narodu. Nigdy nie chcieli aby któraś z ich dziewcząt została na Joksolanii. I ta twarz ojca gdy wychylał się z dżaka... wyglądał jakby chciał na nią nakrzyczeć za to, że zeszła na ziemię.
Co tu się działo?
Pracowała na równi z innymi kobietami, to nie było łatwe ale przynajmniej wiedziała o co w każdej pracy chodzi bo znała Joksolanię.
Brdeszu dał jej trochę czasu by mogła się w nim zakochać, dbał o nią, pomagał, wspierał.
Zdecydowała się nie z miłości ale dlatego, że zaczął się starać o nią jego kuzyn. Był młodszy, miał mniej więcej tyle arli co Tali ale było w nim coś opychającego, podejrzewała, że mógłby ją zgwałcić byle zmusić do małżeństwa.
Kiedyś powiedział, że Brdeszu ją okłamuje a on jej powie prawdę jeśli zgodzi się zostać jego żoną.
To byłaby zbyt wysoka cena. Odmówiła.
Niedługo potem naszli go jak coś przekładał w grocie. On i Brdeszu się pobili. Kuzyn nazwał go samolubem, który sam wszystko chciałby mieć a innemu nie da choć nic go to nie kosztuje. Nie miał prawa niszczyć jakiegoś zapisu bo inni też mają prawo się z niego cieszyć.
Przeraziła się lecz potem uwierzyła Brdeszu, że to była bardzo poważna sprawa coś jak zdrada lub zbrodnia i musiał reagować. Gdyby nie zareagował to byłoby tak jakby ją ktoś napadł a on sobie poszedł dalej i nawet się nie obejrzał.
Ufała Brdeszu, wierzyła że może być dobrym mężem i był. Teraz oczekiwała jego dziecka. Tak więc niesłuszne były podejrzenia jego rodziny, że długi sen może ją uczynić bezpłodną. Postanowili, że jeśli to będzie chłopiec nazwą go tak jak chciał Hodrero: Milander a jeśli córeczka to Oft bo to imię kiedyś podobało się Tawii.
Wszystko jakoś się układało, Tali znalazła swoje miejsce w tutejszej społeczności. Aby miała jakieś dane (i to niezłe dane) adoptował ją Hodrero Astris wraz z aktualną żoną Frasil. Pewnego dnia gdy razem z córką Norby - Olfikt plotła dzieciom wianki ta powiedziała - ciekawe ciociu czy będziesz miała czworaczki jak ta pierwsza Tali.
-Tak sądzisz? - Spytała niemal automatycznie.
-Ale może nie bo tamta długo się leczyła aby mieć dzieci i zupełnie inaczej niż ty.
-Nie pamiętam jak ma na imię jej mąż - powiedziała obojętnym tonem Tali.
-Abryf - wyjaśniła dziewczynka. Tali nie znała nikogo o tym imieniu.
Nie wiedzieć czemu wiadomość, że istniała jakaś pierwsza Tali skojarzyła jej się z filmami ojca gdzie wciąż grała ta sama lala a właściwie seria lalek, przedstawiających tę samą osobę w różnym wieku.
Prawdopodobnie powodem ciągłego wykorzystywania tej serii było to, że trudno taką stworzyć, zwłaszcza, że składały się na nią lalki o szczególnych możliwościach, robiły nawet miny.
Zależnie od epoki różnie je czesano i ubierano niemniej miało się wrażenie, że w każdym filmie z serii "Pamiętniki Salwasturów" gra główną rolę ten sam aktor.
===========
Wkrótce usłyszała, że lotopława Milarezy wylądowała na wyspie Ung.
-Dlaczego na Ung? - Zadała sobie pytanie ale nie znała odpowiedzi.
Nikogo nie spytała by nie wzbudzać czujności. Ung nie była daleko, tak jej się przynajmniej wydawało. Postanowiła dopłynąć. Ilekroć słabła powtarzała sobie - tam są mama, tata, Karis, Tawia, Wiernyszek, bliźniacy, Netusia a może jeszcze Aldmara z rodziną ...
Wszyscy mogą już mieć rodziny no i może tam być pierwsza Tali.
W pewnym momencie podpłynęła do niej łódź - wsiądź - poprosił Brdeszu.
-Nie, ja muszę ich zobaczyć, tęsknię.
-Zawiozę cię.
Wsiadła. To też wymagało wysiłku ale dała radę.
Na pewno mnie oszukał pomyślała płacząc ale on płynął dalej, na Ung.
- Dlaczego Ung? - Zapytała uspokojona - dlaczego wylądowali na Ung?
-Jakaś ty silna i zdrowa - pochwalił - na Ung zrobili sobie bazę filmową. Hodrero stary sprzedał im wyspę. Nagrywali filmy historyczne.
-Już nie nagrywają?
-Od śmierci Walturiana nawet tu nie byli.
-Tata nie żyje?
-Przykro mi. Zmarł na zawał.
-A co wtedy robiła Tali pierwsza? Dlaczego go nie uratowała?
-Nie zawsze można wygrać walkę ze śmiercią. Nie mówmy teraz o tym.
Po wyjściu z łodzi przeszli kawałek.
-Wiesz dokąd iść? - Spytała bo była zmęczona.
- Tak. Do chaty Walturiana - wziął ja na ręce, przeniósł kawałek, potem znowu szła.
Przed chatą ujrzeli starzejącą się kobietę o twarzy zrytej bólem. Tali zauważyła to gdy spojrzały na siebie. Obie zamarły.
Dopiero po chwili Milareza wstała, podeszła, chwyciła ją w objęcia.
-Mama - pierwsza odezwała się Tali - mama a gdzie inni?
-Uciekłam od innych - powiedziała roniąc łzy Milareza - pogniewałam się o różne drobiazgi i jedną ważniejszą sprawę ale właściwie już nie ma żadnych ważnych spraw.
-Mamo ty?
-Nie jestem już sobą kochanie, opuściło mnie dwoje ważnych dla mnie ludzi.
-Kto jeszcze mamo? Wiem tylko o tacie.
- Tali - powiedziała - zmarła moja Tali. Najpierw ona, zaraz potem Walturian. Jego serce nie wytrzymało.
-Zostaw, zostaw to Milarezo, moja żona spodziewa się dziecka. Jest silna i zdrowa, przepłynęła niewiarygodnie wielki dystans nim się spostrzegłem i popłynęłem za nią łodzią. Jest moją żoną, moim ukochaniem, dlatego ją tu przywiozłem. Tak bardzo wytężyła siły aby cię spotkać. Czy mogłaby się położyć w chacie Tali? Czuwałbym przy niej.Moglibyśmy zostać parę dni.
To ją przekonało by nie proponować posłania w swojej chacie.


W nocy Milareza skontaktowała się z lotopławy z Milarykim.
Chyba wziął ją z szaloną.

-Braciszku musisz mi to sprawdzić - tłumaczyła przecież takich kopii może być setki i nie wiadomo co się z nimi dzieje.
Z jednej strony cieszę się, że jest moja Tali, z drugiej wiem do jakich strasznych nadużyć może dochodzić.
-Mizuniu co ty klepiesz?
-Wiesz na jakiej podstawie były robione filmy mojego męża z serii pamiętniki Salwasturów?
Bazę stanowiły pisma, które Kimprusja chciała spalić a ja wolałam mieć na to zezwolenie Orborta.
Długo nie wiedziałam co tam jest. Cyprysia przez złośliwość pokazała to Walturianowi. Potrzebował specjalnej zgody Lanborta a potem Korora aby to filmować bo to jest historia kopii jednego człowieka. Lanbort i Milander zniszczyli kopiarkę żywych istot w Olianie ale chyba jest też coś takiego na Joksolanii. Nie chcę aby moja Talusia cierpiała w rękach jakichś potworów.
Postaraj się dotrzeć do dokumentacji prześwietnego Milandera. O ile istnieją. Mógł zniszczyć. Przepraszam, że cię tym trudzę ale nie znam nikogo innego kto mógłby sobie z tym poradzić.
-Mizuniu ja znam wszelkie dokumentacje zostawione przez Milandera!
-Ale dobrze .... Poszukam w innych żódłach i będę badał aktywność maszyn tapuneckich na Joksolanii.
=============
Alek się poskarżył, że Walturianie od wyjazdu Milarezy wcale go nie odwiedzają ani nie zapraszają, tak jakby nagle przestał istnieć.
-To nie w porządku - powiedziała Tali.
Do tego czasu zdążyli już sobie wszystko wyjaśnić. Zwłaszcza to, że pretensje Alka o "powtórne" małżeństwo są nieuzasadnione. Ona, Tali Oft wyszła za mąż po raz pierwszy.
- Zostałam odtworzona z czasów gdy zaczęłam naukę w szkole zarządzania - wyjaśniła - ty byłeś w aktorskiej. Nic nie świadczyło o tym, że ty i Tali Szawala Magnolia Walturianówna będziecie małżeństwem.
Twoje dzieci nie są moimi dziećmi co nie znaczy, że nie chciałabym ich poznać albo, że unaska ewidencja nie wykazałaby, że są moje ale ja ich nie urodziłam i nie do końca jestem tą samą osobą co Tali Szawala, dzieli nas to co ona przeżyła od momentu gdy powiedziała na Joksolanii: "-Dobra, dzięki za informację. Wracam do pracy."
Prawdopodobnie zaraz wróciła na dżaka, prawdopodobnie ojciec na nią nakrzyczał, że zeszła ale już nie na mnie. Od tamtego czasu przestałyśmy być tą samą osobą.
- Alku - a może zaproś ich na wolny wieczór do siebie - podsunęła Milareza - przecież masz kucharkę, przyznałam ci też fundusze na dzieci i utrzymanie Siegridówki. Myślę, że moje dzieci zaproponują jakiś swój udział w nakrywaniu stołu. Proszę cię, spróbuj.
-A jak nic nie przyniosą to poproś aby na następny raz przynieśli. Wprost powiedz - poradziła Tali.
Milareza postanowiła zamówić skrócony kurs zarządzania.
-W Degeden mają już przygotowany program - powiedziała córce i zięciowi - ale jest wielu oponentów. Moglibyśmy jednak spróbować zamówić kurs specjalnie dla nas lub kupić kopię programu i zdobyć wszelkie materiały.
-No tak ale po co Tali ten kurs? - Nie zachwycił się propozycją Brdeszu.
- Mogłaby zdalnie reżyserować filmy. Tali Szawala była cenionym reżyserem. Zawsze twierdziła, że szkoła zarządzania jej w tym pomogła choć ja uważałam, że kurs nauczycielski powinien wystarczyć.
-Moja Tali nie musi powielać drogi tamtej.
-A co wyreżyserowała? - Spytała Tali Oft - chciałabym obejrzeć jej film.
-Wylosuję, któryś.
-Było ich dużo?
-Tak, zostawiła bogaty dorobek.
-Proszę cię sprowadź, będę wybierać.
-Jak chcesz kochanie. A sprawę kursu przemyślcie, może rzeczywiście nie jest potrzebny. Nie powinnam się wtrącać w wasze życie.
===================

-Babcia nic się nawet czworaczkami nie interesuje? - Zapytała w trakcie spotkania Elzaneta.
-Kto tak twierdzi? - Zdziwił się Alek - Oczywiście, że się interesuje, regularnie posyłam jej filmiki z moimi maluchami.
-Ty masz z mamą kontakt? - Zdumiał się Wiernysz.
-Prosiłem ją aby go ze mną utrzymywała.
-Wiedziałeś, że wyjedzie?
-Niezupełnie.Miałem nadzieję, że Grygital ją przekona aby została. Widziałem pewnego razu jak siedziała na schodach pałacu prawa i płakała.
-Płakała? - Przeraziła się Netusia.
-Nie martw się. Już nie płacze, poukładała sobie życie, nawet jest zaprzyjaźniona z dziewczyną, którą traktuje jak córkę a po za tym stara się o nią paru wdowców.
-Cooo? - Wykrzyknęła Tawia - przecież tak bardzo kochała tatę.
-Ja też bardzo kochałem Tali i nikt mi jej z serca nie wydrze ale czy muszę na zawsze zostać sam? Zresztą nie powiedziałem, że to Milareza się o nich stara.
-A jaka jest ta nowa córka? - Spytała Netusia z oczyma pełnymi łez - pewno taka, która nigdy jej nie zawiedzie.
-Gdzie jest mama? - Spytał Siegrid.
-Zgodziła się utrzymywać kontakt bezpośrednio ze mną zamiast nasyłać mi szpicli pod warunkiem, że nie powiem wam niczego do czego mnie nie upoważni.
-Ale przecież my ją kochamy - powiedziała Tawia - Wiem, że nie jestem ideałem córki ale czy nie mogłaby mnie kochać mimo wszystko?
-A zgodzicie się abym przesłał film z naszego spotkania mamie?
Od tego momentu impreza dużo straciła na szczerości.

Milareza aż się popłakała wysłuchując swoich dzieci.
- Jaka ona dorosła - stwierdziła Tali - moja mała Tawia jest teraz starsza ode mnie. To prawie tak jakby nie było mojej małej Tawii. Oni wszyscy się zmienili - dodała przytulając się do matki. -Mój dawny świat, ten za którym tęskniłam przeminął mamusiu. Moje miejsce zarosło i już go nie ma. Brdeszu aż się jej łzami przeraził.
-Masz nowe miejsce - powiedział.

Milareza tuląc córkę zważała też na wiele innych kwestii ale i tak musiała powtórnie obejrzeć nagranie z imprezy by usłyszeć co powiedział Karis - dajcie mamie czas. Skąd ten pomysł Tawciu, że mama nas nie kocha? Była rozżalona. Nie pamiętasz jak gniewała się na tatę i Tali,za to że umarli? Czy to znaczy, że ich nie kochała? Myślisz, że ja nigdy nie złoszczę się na moją Walturinę? A przecież życie bym za nią oddał.
- Tawia nie ma dzieci? - Spytała Tali.
-Nie ma.
-To może trzeba jej posłać zioła twojej matki? - Spytała męża.
-Dobrze, tu tego jest dużo. Pójdę nazrywać.
-To ja też.
=============
Zgodził się na kurs bo Tali go chciała a on bardzo ją kochał. Omówili warunki.
- Spróbujmy zamówić kurs gdzie mnie ... gdzie Tali nie znano - poprosiła Tali Oft.
-W arblandzkim Askundom - oznajmiła zdecydowanym tonem Milareza.
To się nie udało ale inne ośrodki szkolne były chętne. W haberlandzkim Ajon, gdzie pojechała osobiście, dyrektor wyznał - jestem na skraju bankructwa. Nie ukrywam, że pieniądze za kurs trochę by mnie poratowały bo nie mam nawet na ostatnie pensje ale nie jesteśmy już w stanie tego kursu przeprowadzić.
-To zróbmy inaczej - powiedziała ujęta uczciwym postawieniem sprawy - sprzedajcie mi prawa do kursu, program kursu i o ile to możliwe komplet podręczników. Domyślam się, że nie możesz na moją propozycję odpowiedzieć od razu ...
-A właśnie, że mogę bo mam wszelkie potrzebne kalkulacje. Z tym, że gdybyś się zdecydowała to możesz też zatrudnić naszych nauczycieli i jednak zorganizować ten kurs o ile cię na to stać.
-To byłoby najlepsze dla was ale ja też muszę liczyć pieniądze.
-Kurs mogę ci sprzedać tylko wtedy gdy umowę podpisze też ktoś z wykształceniem pedagogicznym.
-Znajdę. Jaka jest cena i ewentualne inne warunki?

Milareza w pierwszym momencie pomyślała o Tali Oft, potem zorientowała się, że Tali Oft nie ma takich uprawnień mimo, że ukończyła kurs pedagogiczny i to z wyróżnieniem.Tego się przecież nie da się udowodnić i lepiej nie próbować.
Pozostawała Dagrida. Przyjaciółka miała dostęp do wizjofonii bo Milareza już dawno wyposażyła w niezbędne urządzenia oba zespoły szkół dla własnej i swoich dzieci wygody. Teraz znów się to przydało - zależy mi na tym kursie, bardzo zależy Dagridko - powiedziała i Dagrida zgodziła się z nią lecieć do tych Haberlandów skąd niegdyś klimat ją wygnał.
Dopiero gdy załatwiły sprawę spytała - dlaczego ci zależy?
-Wiedziałam, że będę ci musiała powiedzieć, zresztą po prostu muszę z kimś porozmawiać - oświadczyła Milareza lecz równocześnie pomyślała - weźmiesz mnie za szaloną.
-Kiedyś w moim domu w Isage Kimprusja znalazła pewne dokumenty i tylko dlatego rozumiem to co się ostatnio wydarzyło. Starożytni znali metodę na powielania ludzi. Na Joksolanii istniał taki powielacz ale zdaniem mojego brata całkiem niedawno został zniszczony. Prosiłam aby monitorował tę sprawę bo ktoś powielił Talusię.
-Kopia mojej córeczki niedługo kończy 15 arli, ostatnie co pamięta sprzed powielenia to praca na dżaku. Miała już wtedy ukończony kurs pedagogiczny. Niestety nie może tego udokumentować dlatego musiałam prosić ciebie o pomoc.
-Mogłabym jej pomóc odświeżyć wiedzę aby przygotowała się do egzaminu.
-Dziękuję, zapytam czy się zgodzi, z tym, że musiałaby zdawać gdzieś, gdzie jej nie znają.
-Aaaa, i dlatego nie próbowałaś załatwić u nas kursu zarządzania.
-Właśnie. Myślę, że skoro kończyła szkołę w Bambelocie ...
- Nie, niech zdaje w Rizie.
-Myślę, że to dobry pomysł. Dziękuję, że mi uwierzyłaś.
-Zawsze ci wierzyłam. Skontaktuj mnie z Tali. Pojechałabym do was ale mam rodzinę i pracę.

Milareza skontaktowała Dagridę z Tali od ręki. Dagrida siedziała w eleganckim salonie lotopławy, Tali wbiegła do chaty zostawiając obieranie warzyw (później dokończyła) W pośpiechu wycierała ręce w ściereczkę.
-Mama mnie ostrzegała, że możesz chcieć ze mną mówić - powiedziała - ale nie wiedziałam kiedy.
-Czy wydaję ci się bardzo stara?
-Nie bardzo, najbardziej przeżywam to, że moje rodzeństwo wydoroślało i jestem młodsza nawet od Tawii, gdybyśmy się spotkali, nie mogłabym się już wymądrzać a to przykre.
=================
Dagrida nie bez kozery zaproponowała aby Tali zdawała w stolicy Kareborgi. Mogły istnieć duże różnice w programie bambelockim a karebordżańskim. Jej łatwiej było przerabiać program karebordżański.
Tali się zgodziła. To zmuszało panią dyrektor do przypomnienia sobie materiału i zaobserwowania zmian jakie powstały z upływem czasu. Tali natomiast dawały możliwość porównania programu karebordżańskiego z bambelockim. Milareza też bywała na tych zajęciach. W ogóle dużo robiły razem ona i Tali.Na przykład sprawdzały jak sobie radzi dwójka młodych reżyserów, dyskutowały a potem Milareza zlecała poprawki.
Tali uczestniczyła też w tłumaczeniu na joksolański podręczników z kursu zarządzania. Milareza powielała je w broszurkach. Po przygotowaniu pierwszych trzech rozpoczęły prowadzenie kursu. Tak, Tali nie była tu uczennicą lecz nauczycielką.
Najpierw same się przygotowywały, potem prowadziły zajęcia z trojgiem chętnych młodych mieszkańców Ung. Oczywiście to one najwięcej na tym korzystały. Nie podzieliły między siebie materiału. Nauczały we dwie i razem się przygotowywały. Przecież nie musiały na tym zarabiać. Przyjmowały to co im przyniesiono ale niczego nie żądały. Zajęcia przygotowywały najlepiej jak umiały bo to im dawało radość. Same sporządzały na nie rozmaite pomoce.
W połowie kursu Tali powiła córkę. Ponieważ Hodrero to jej nadał imię Oft, chciała córeczkę nazwać Hadia lecz Brdeszu zapytał - a czemu nie Dagrida? Przecież ta Dagrida, z którą masz lekcje bardzo cię lubi i jest dobrą kobietą. Nazwali dziewczynkę Dagrida Brdesz Magnolia.

=================

Mimo nowych obowiązków, Tali Oft nie zrezygnowała z żadnego kursu. Wspierali ją Milareza, Brdeszu, jego matka i okoliczni mieszkańcy. Coraz więcej z nich było obserwatorami prowadzonych przez nią i Milarezę lekcji bo uważali je za ciekawe i zabawne. Coraz częściej udawało się ich zachęcić do udziału w inscenizacji.
Gdy Tali musiała się wyłączyć uważali za stosowne poczekać choć Milareza mogłaby sama pociągnąć lekcję.
-W dwie jest najlepiej - twierdzili. Czasem to one musiały poczekać na zajętych ważną pracą uczniów. Nauczyły się wykorzystywać ten czas na dalsze tłumaczenie podręczników i nie planować niczego na dłuższy czas po zajęciach. Naprawdę dłuższy bo często zajęcia kończyły się wspólnym posiłkiem, śpiewem, anegdotkami, opowiastkami, dyskusjami o sprawach domowych i gospodarczych.
Tu się można było dowiedzieć jak najlepiej przygotować marynatę, wyleczyć niestrawność, uprawiać ogródek i.t.p. Toteż zamiast się martwić, że nie wszystko da się zaplanować spisywały poradnik domowy, zwykle robiły to nazajutrz z rana po nocnej imprezie.
Brdeszu i Tali na dobre zadomowili się w Ung, sąsiedzi nawet nie wyobrażali sobie, że mogliby wyjechać.
Milareza chciała wpisać T. Oft Magnolię do biuletynu trzeciej części szpitala w Ewrenillii ale Brdeszu się sprzeciwił bo to mogłoby wywołać domysły. Wpisała więc jedynie imię Oft.
-Kto to jest Oft - zastanawiała się Tawia. Wpisała to imię w wyszukiwarkę i nic. Sprawdzała za wcześnie.
Tali zdała zdała egzamin nauczycielski w Rizie jako Oft córka Hodrera i Frasil.
Ubrała się w skromny, szary strój,włosy zaczesała gładko, z tyłu ułożyła je w ciasny kok.Mimo to ktoś zauważył, że jest podobna do znanej reżyserki.
-To cudownie - odpowiedziała.
Próbowano jakoś rozluźnić atmosferę.
-Wybaczcie proszę - powiedziała - na korytarzu mój mąż zabawia moją córeczkę. Jest maleńka, gdy zachce się jej jeść narobi wrzasku.
Wylosowano dla niej pytania. Odpowiadała spokojnie, nawet z uśmiechem bo pytania wydały jej się łatwe. Zaskoczyła komisję wspominając jak niektóre teorie sprawdzają się w praktyce.
-Zawsze dobrze jest znać zespół uczniów - zdradziła swoje przemyślenia - bo to co się sprawdzi w jednym może nas ośmieszyć przed drugim ale nawet ośmieszeniem nie ma sensu się za bardzo martwić, warto pamiętać,że nie jesteśmy aż tak ważni abyśmy nie mogli czasem głupstwa palnąć.
Tali nie potrzebowała żadnego rozluźnienia. Rozmawiała z komisją jak z grupą przyjaciół przy herbacie. Na koniec Dagridka rzeczywiście się rozdarła i Brdeszu musiał ją przynieść. Tali utulając maleństwo szybko acz nie nerwowo dokończyła kwestię i przeprosiła, że teraz musi małą nakarmić. Życzono jej powodzenia a jedna z nauczycielek zaprowadziła ich oboje do pomieszczenia socjalnego.
-Dziwnie wyglądał ten jej mąż - stwierdził przewodniczący - ciekawe gdzie ona mieszka?
- Podała, że na Joksolanii - wyjaśniła sekretarka.
-Ale wykształcenie, i to niezłe posiada - stwierdził.
-Szkoda, że nie potrafi podać daty urodzenia - odpowiedziała z przekąsem sekretarka.
-A wiecie kim ona jest? - spytał geograf - figuruje jako córka Hodrero Astirs a takie jest imię króla Joksolanii.
-Może to jakieś popularne imię - powiedziała karebordżystka.
-Nie, Hodrero to imię królów, Hodrero Astirs to imiona aktualnego króla a w dodatku jej dzidzia była ubrana na czerwono. Do tego ma prawo tylko rodzina królewska.
-No, takie pochodzenie mogłoby tłumaczyć jej wykształcenie - orzekł przewodniczący.
W gazecie szkolnej podano do wiadomości, że z najlepszym wynikiem zdała 15 arlowa Oft z Ung córka króla Joksolanii, żona Brdeszu z Krutusale.
Wkrótce ktoś to wrzucił do wizjofonii i to z fotografiami, Tali Oft, Brdeszu oraz Dagridki.
Tali głównie dlatego zdecydowała się zdawać ten egzamin by udokumentować w Pukatanie swoje istnienie. Brdeszu niechętnie się na to zgodził.
-Nie zamierzam cię porzucać - powiedziała stanowczo - ale chcę mieć tożsamość i to nie tylko na Joksolanii.
Mam prawo do jakiejś tożsamości i chcę reżyserować film. Już wybrałam temat.
Jęknął - tylko proszę cię - powiedział - niech to będzie tu na Joksolanii. Co to za temat?
-Tytuł ma brzmieć "zdradzona" Będzie to historia dwóch joksolanek. Matki i córki. Matka wcześnie owdowiała, wyszła ponownie za mąż gdy córka była mała, córka dorasta i zakochuje się z wzajemnością w ojczymie.
-Powtórka z "Miczy pięknej i młodej" ?
-Tego nie oglądałam.
-To obejrzyj aby się nie okazało, że powielasz drogę Tali Szawala. Ja widziałem wszystkie jej filmy.
-Dziękuję, sprawdzę .... A może na początek ty mi podsuń temat.
-Nie mam koncepcji.
-To poszukam czegoś w literaturze.

-Mamo? - Spytała później - czy mogłabyś poprosić Alagrifa o kopie moich zeszytów ze szkatuły w Nasturcji?
-Ja mam te kopie. Mieszkałam w tym domku by czuwać nad czworaczkami.
==========

Brdeszu zdawał sobie sprawę, że Tali nim rządzi (szczęściem nie demonstracyjnie.) Była młodsza, była córką Hodrera, mieszkali przy jej mamie a w dodatku miał wobec niej poczucie winy dlatego tak się działo ale dłużej tak się żyć nie dało. Postanowił, że gdy tylko Milareza wyjedzie na ślub Siegrida wywiezie Tali w głąb wyspy. Tali musi się przyzwyczaić, że jest mężatką i teraz on oraz Dagrida są najważniejsi a nie mamusia. Powinna się stać normalną joksolańską żoną. Tak wtedy rozgoryczony swą podległością myślał.
Jednak Milareza jakoś nie szykowała się do wyjazdu. Spytał zatem Tali - kiedy mama wyjeżdża?
-Nie wyjeżdża. Boi się, że jeśli wyjedzie ja zniknę, rozwieję się jak dym, opadnę jak mgła a ona tego drugi raz nie przeżyje. W tej sytuacji nie wywierałam na nią nacisku choć Siegridowi będzie na pewno przykro.
Mnie samej jest szkoda, że ja nie mogę jechać. A właściwie dlaczego nie mogę? Dlaczego mam żyć jak banita i oszust, który się boi pokazać twarz i zdradzić datę urodzenia?
Pojadę na ślub Siegrida.
-Nie możesz!
-Tali chce, Tali może - odpowiedziała stanowczo - lecisz ze mną?
-Tu jest mój świat - odrzekł przerażony.
-A mój tam. Pojadę z mamą i Dagridką, i razem wrócimy.
-Nie! Ty wiesz jakie to by spowodowało zamieszanie?
-Nie chcę i nie mogę żyć w kłamstwie. Jestem Tali i chcę być Tali. Ja zawsze patrzyłam ludziom śmiało w twarz, dlaczego teraz mam się przemykać przez życie ukradkiem? Jedź ze mną.
-Nie Tali. Nie pojedziemy.
Odtworzenie jej było poważnym błędem i zresztą już Hodrero Astirs zmieszał za to jego i Hodrera Edereta z błotem.

-Zostań ze mną Tali - prosił Brdeszu - kocham cię.
Nie powiedziała mu tego samego, nigdy nie powiedziała mu - kocham cię. Była dobrą matką dla ich córeczki, jemu okazywała szacunek ale go nie kochała. Bał się, że łatwo może ją stracić.
Przecież nie zatrzyma jej siłą, nie mógłby.
Fatalnie, fatalnie postąpił już wtedy gdy uprosił stryja aby ją zapisał w pamięci "luko". Czy naprawdę nie było w Joksolanii innych dziewcząt? Czy musiał mieć tą? Stryj ją zapisał ale nie chciał odtworzyć aż do dnia gdy przyszła wieść, że umarła. Walturianie od dawna nie odwiedzali Joksolanii, wydawało się, że wszystko będzie dobrze aż nagle Milareza przyleciała.


Siegrid odwiedził Karisa w ważnej sprawie.
-Mama nie chce przylecieć nawet na mój ślub. Obawiam się, że ktoś ją więzi. Prawie płakała gdy mnie informowała.
Mieli już w miarę normalny kontakt z mamą tylko nie powiadamiała ich gdzie przebywa.
-Tu się dzieje coś złego - twierdził Siegrid - choćbym miał przesunąć ślub muszę do niej lecieć.
Wujek Milaryk nie chce nam pomóc ale możemy jeszcze błagać Korora.
-Tylko jak ustalić gdzie ona jest? - Wykrzyknął Karis, wszystkie ściany w studiu ma wytapetowane w widoki mojej kuchni. Nie miała przedtem takich.
Weszła Tawia - przepraszam jeśli przeszkadzam, chciałam tylko powiedzieć, że prawdopodobnie mama jest na Ung.
-Dlaczego tak myślisz?
-W biuletynie z ostatniego swojego filmu wpisała jako konsultanta Oft.
-Owszem to joksolańskie imię - przyznał Karis - przyglądając się siostrze z uwagą
-To nie wszystko. Tak sobie sprawdzałam w wizjofonii czy nic nie pisze o Oft i nawet rzuciłam pytanie - "Kto to jest Oft?"
Dziś zajrzałam na mój kącik i znalazłam odpowiedź.
-Do rzeczy - ponaglił Siegrid.
-Wejdź do mojego kącika "Tawia ja" Przysłano mi odsyłacz do artykułu, zwłaszcza ten artykuł przeczytaj bo tam są dane Oft, no i fotografie takie, że aż im nie wierzę.
A w dodatku mama zamówiła dwie suknie, jedną czerwoną ze złotym szlaczkiem i mają być szyte na te manekiny co ślubne stroje Tali.
Siegrid wykonał to do czego go zachęcała. Ledwo otworzył artykuł a już przyciągnęły jego wzrok fotografie.
- Brdeszu pewnie współczesny - ocenił - a Tali sporo młodsza, jakaś wklejka?
Nie czekając na odpowiedź przeczytał głośno:
Zakłady rozstrzygnięte. Pierwszego miejsca nie zdobył żaden ze zgłoszonych kandytatów tylko ponad 15 arlowa Oft z Ung córka króla Joksolanii, żona Brdeszu z Krutusale.
-Co tu się dzieje? - Spytał Karis - kopia? Przecież ludokopiarka z Olianu została zniszczona!
Wytrzeszczyli na niego oczy - czekajcie - powiedział - skontaktuję się z Kororem i lecimy po mamusię i Talusię.
W trakcie rozmowy wizjofonicznej z Karisem Koror odebrał drugą rozmowę. Milareza błagała o pomoc.
==============
Nie poprzestała na zawiadomieniu Korora i Milaryka.
Prześledziła okolice agentarami. Nie było łodzi Brdeszu zacumowanej u wybrzeża Ung więc siedząc już w lotopławie śledziła wszelkie miejsca, z którymi związany był Brdeszu oraz wybrzeża Joksolanii gdzie mógł zostawić łódź. Mimo, że łódź była podobna do innych rozpoznała ją wśród wielu i przeczesywała agentarami okolice.

Brdeszu nie zdążył uciec daleko.
- Ona za długo śpi - mówił zdenerwowany do siostry.
-Trzeba przystawić jej małą bo dzieciak się zaryczy.
-Oszalałaś? Tali musi się wpierw wyzbyć leku z organizmu.
Dłużej Milareza nie czekała. Posłała chwytakowce. Ponieważ Brdeszu tulił zapłakane maleństwo porwała go razem z nim.
Natychmiast zajęła się Tali. Podłączyła jej automeda i skontaktowała się z kliniką w Arblandach.
Brdeszu podała wyciągniętą z przetrwalnika buteleczkę z mlekiem.
-Co ty robisz z Tali? - Zapytał przerażony.
-Ty zajmuj się swoją córką, ja swoją - odpowiedziała.
-Człowieku coś ty narobił? - Włączył się Koror.
-Chciała lecieć na ślub brata. A przecież to już nie jest jej brat, to brat Tali Szawala.
Brdeszu był zdruzgotany. Uprowadzenie Tali wydawało mu się przedtem takim dobrym pomysłem a było najgorszym na jaki mógł wpaść, zwłaszcza gdy ją przy tym uśpił bo mógł ją uśpić na wieki.
Nie uwzględnił, że tolerancja Tali na joksolańskie leki mogła być niższa niż u równie drobnej joksolanki.
Co gorsza według joksolańskiego prawa targnięcie się na życie współmałżonka lub choćby tylko świadome spowodowanie zagrożenia rozwiązywało małżeństwo tak jak rozwiązałaby je zadana śmierć.
==============
Na razie nie wiedzieli czy Tali Oft się z tego nagłego uzyskania wolności ucieszy ale choć wcześniej Brdeszu bardzo się o nią troszczył nie mogli mu jej zostawić.
Obudziła się w lotobusie z wyposażeniem medycznym. Medyk zezwolił jej karmić.
-Co się dzieje? - Zapytała Tawię.
-Ten pacan dał ci środek nasenny - wyjaśniła siostra.
-Brdeszu? Nie nazywaj go pacanem. To w gruncie rzeczy postać tragiczna. Kochał mnie od czasów gdy byłam dziewczynką a potem zamiast o mnie zapomnieć i wziąć za żonę hożą, miłą sąsiadkę to mnie powielił. Mam nadzieję, że nie pozwoliliście go zabić?
-Możesz się z nim pożegnać. Mama uważa, że to objawy złej choroby, to że cię chciał na własność i skorzystał z wszelkich dostępnych metod, i że musi się z tego leczyć. Powiedziała mu to.
-Mama coś czuła, dlatego nawet na ślub własnego syna nie chciała polecieć. A ja myślałam, że to lęk spowodowany śmiercią Tali Szawala i taty.
===============
Porozmawiali - nie możesz mieć do mnie żalu
- powiedziała - gdybyś od początku dał mi wolność, uciekłabym. Wyszłam za ciebie bo to w mojej sytuacji był najlepszy wybór. To wszystko co stało się potem to była moja walka o prawo do bycia sobą. Prawdziwą. Myślałam, że mnie taką akceptujesz ale ty chciałeś Tali ze swojej wyobraźni a nie mnie.
-Nieprawda - oburzył się - chciałem ciebie, momentami wydawało mi się, że chcę abyś była zwykłą joksolańską żoną. Tylko mi się wydawało. Kocham ciebie. Boli mnie to, że ty nie kochasz mnie, że godzisz się na nasz związek tylko na swoich prawach.
-A ty chciałeś aby to było na twoich. Nie jestem zadowolona z twojej krzywdy ale to nie ja cię skrzywdziłam. Ty sam to zrobiłeś uznając mnie za swoją własność.
Czy teraz gdybym cię zabrała do mojego świata nie chciałbyś abym ci pomogła stworzyć kawałek twojej przestrzeni?
-Tak, chciałbym.
-Jesteś ojcem mojego dziecka ale ja nie wrócę z tobą do Joksolanii aby wciąż bać się, że mnie porwiesz albo inaczej skrzywdzisz.
================
Tali prawie nie uczestniczyła w imprezach z okazji ślubu Siegrida i Afii.
Nie bardzo miała co na siebie włożyć, nie chciała się zbytnio w oczy rzucać, no i miała malutkie dziecko oraz męża.
Konkretnie to zjawiła się wśród gości tylko dwa razy na krótko gdy zabawa była już tak rozkręcona, że nie bardzo zwracano uwagę na to kto się bawi. Wystąpiła w sukienkach przygotowanych dla niej na zamówienie Milarezy jako reprezentacyjne. W czerwonej ze złotymi szlaczkami i amarantowej ze srebrnymi. Brdeszu choć z duszą na ramieniu towarzyszył jej w strojach sprowadzonych z Joksolanii. Nie musiał udawać kogoś innego.
===========


-Dlaczego nie zapraszacie nas na narady rodzinne? - Zapytał Goczelad.
-Nie należycie do rodziny - odrzekł Karis, Tali odeszła trochę dalej ze szkicownikiem ale wszystko słyszała.
-Alagrif należy?
-Jest wdowcem po naszej siostrze i ojcem jej dzieci.
- A Nola i Aldmara?
-Wychowały się z nami jak siostry.
-Firsena też była z wami jak siostra.
-Nie, jak osoba, która nie ma domu. Owszem przyjaźniliśmy się, rodzice postawili jej dom taki sam jak domy Netusi i bliźniaków, teraz kiedy będziemy stawiać dla Wiernysza i Tawii, postawimy też dla Hadii.
-Chyba powinniście to z nami przedyskutować.
-Hadia ma już prawa osoby dorosłej, zresztą nad prezentami się nie wydziwia. Lubimy Hadię bo znamy ją od niemowlęctwa, chcemy aby miała z czym startować w dorosłe życie ale obowiązków wobec żadnego z was nie mamy i spraw naszej rodziny nie chcemy z wami omawiać bo są nasze a nie publiczne.
Karis czuł, że jego odpowiedź nie przekonała samozwańczego szwagra. Goczelad pożyczył kiedyś od nich pieniądze by rozkręcić własny interes. Nie rozkręcił i nigdy pieniędzy nie oddał, próbował jeszcze pożyczać ale Walturian powiedział stanowczo - nie!
================

Goczelad czuł się poniżony - ja do niego z sercem na dłoni - powiedział w domu przy kolacji - a on, że my dla nich to nie rodzina, tylko żebraki.
- Chciałeś pożyczkę - domyśliła się Firsena, która powoli zaczynała mieć męża dość.
-Nie - zdenerwował się - chciałem tylko podziękować, że dom Hadii stawiają
- No i po co? - Rozgniewała się Hadia - zdenerwują się i nie postawią. Przecież ten Karis to cię widział na wylot i wiedział, że chcesz aby stawiali też dla Szchila i Menbura.
-No a co to my gorsi? - Zapytał Menbur.
Goczelad próbował wpierw wysyłać Firsenę z tą sprawą do Milarezy więc dobrze wiedziały w czym rzecz. Chłopcy byli jeszcze dziećmi ale Goczelad już na zapas myślał o ich przyszłości.
-Tak samo dobrzy jak pierwszy lepszy przechodzień na ulicy - wyjaśniła Hadia.
-A ty?
- Ja się u nich wychowałam niczym podrzutek.
-Nie mów tak córeczko - poprosiła Firsena.
-To, że wasi dziadkowie mnie za wnuczkę nie uważają to dla was normalne - zwróciła sie Hadia do chłopców - ale, że dla kogoś ja mogę być jak rodzina a wy nie, tego już pojąć nie możecie.
- Zamknij tą jadaczkę - huknął Goczelad na pasierbicę. Firsenie bardzo się to nie spodobało, nic jednak nie powiedziała.
Nazajutrz z samego rana udał się do naczelnika i powiedział mu, że Tali żyje bo sam ją widział.
Naczelnik o wszystko wypytał, zapisał i podziękował za informacje.
========
Na naradzie rodzinnej Karis opowiedział o spotkaniu z Goczeladem - boję się - wyznał, że będzie się na nas mścił jeśli nie opłacimy czesnego za jego synów jak za Hadię a kiedy opłacimy zażąda domów a potem jeszcze czegoś więcej. Co gorsza widział Tali.
-Dlaczego co gorsza? - Zdziwiła się Milareza - z Tali jest wszystko załatwione legalnie.
-To fatalne, że Firsena ma dom na tym samym osiedlu co my - powiedziała Netusia - w dodatku mają tam stanąć domy Tawii i Wiernyszka.
-Jakoś sobie z tym poradzimy - odpowiedziała Milareza.

Dostałam skierowanie do From - powiedziała Frirsena.
-Jakie znów skierowanie? - Zdziwił się Goczelad.
-Służbowe. Tam teraz będę pracowała jako montażysta.
-Ja się stąd nie ruszam - oznajmił.
-Jeżeli będziesz miał z czego żyć to proszę bardzo. Ja w każdym razie zabieram dzieci i wyjeżdżam.
-Trzeba się było ostrzej postawić!
Wzruszyła ramionami a potem cichaczem sprzedała dom bo trafiła się okazja i równie cichaczem wyjechała z chłopcami. Hadia na okres przejściowy zamieszkała u Karisa.
Wściekły Goczelad zjawił się u Milarezy - rozwaliłaś mi życie - powiedział - a ja zniszczę twoją rodzinę.
Potem udał się do redakcji "Wieści z Degeden"
by poinformować, że Tali Walturianówna żyje i tylko podstępem odeszła od męża a Milareza oszukańczo ukrywa ją przed władzami.
Wkrótce ukazał się sensacyjny artykuł - "Tali skopiowana"
Informacji udzielił Grygital.
-"Starożytni mieli urządzenia zdolne skopiować człowieka. Niektóre przetrwały do naszych czasów choć prawdopodobnie żadne już nie istnieje. Ostatnie zniszczył władca pewnej wyspy, gdy zorientował się, że poszukuje tego inny władca. Obawiał się, że w rękach kogoś nieodpowiedzialnego urządzenie może być niebezpieczne. Już zresztą uznał za poważne nadużycie skopiowanie Tali. Stało się to podczas jej ostatniego pobytu na tej wyspie. Nie była jeszcze wówczas żoną Alagrifa. Zresztą potwierdziły to badania przeprowadzone z pomocą unaskich urządzeń. Badaniom poddano Tali i kilkoro reprezentatywnych członków jej rodziny.
Według tych urządzeń, przetestowanych wcześniej przez nas na innych osobach Tali Oft, wiek 15 - 16 arli, jest córką Milarezy, siostrą Siegrida Lambrekina, bliską krewną Szuady - siostry Walturiana, matką Milali i Dagridy. Równocześnie urządzenia informują, że rodziła tylko raz. Z tego wynika, że w rzeczywistości jej córką jest jedynie Dagrida. Milalę urodziła oryginalna Tali.
Po wnikliwym zbadaniu sprawy zarejestrowaliśmy kopię Tali jako Tali Oft Magnolię. Niedawno Tali Oft Magnolia opuściła nasz kraj wraz z mężem: Joksolańczykiem Bredeszu. To wszystko co mam do powiedzenia w tej sprawie."


Milareza miała spore wydatki. W pierwszej kolejności na trzy domy nieco na północ od osiedla Walturianówka gdzie były już sadyby bliźniaków, Nety, Nolai i Szarna. Nowe domy były dla Wiernysza, Tawii i Hadii.
Ona płaciła ale załatwiał wszystko Karis w porozumieniu z rodzeństwem. Ten wydatek wszystkie jej dzieci rozumiały, krzywiły się na zakupioną od Milaryka podróbę unaskiej ewidencji wstawioną do pałacu prawa. Nie śmiały jednak protestować aby znów im nie uciekła.
Nadzorowanie pałacu prawa Milareza powierzyła Siegridowi.
Najważniejsze dla niej było pełne zalegalizowanie Tali Oft. Zgodnie z oświadczeniem Grygitala już to osiągnęła. Kopia Tali dostała dokument stanowiący wyciąg z autoewidencji gdzie się zaewidencjonowała według wzoru ustanowionego niegdyś w Unasie przez Milarezę.
Imiona własne Tali Oft,
imię rodowe Magnolia, jako datę urodzenia podaje się do celów ewidencji 517.01.35 Jako miejsce urodzenia podaje się...
Niedługo po tym jak ją zobaczył Goczelad (zamieszkały obecnie u rodziców) wyjechała z mężem do Joksolanii. Odwiozła ich Milareza. Najpierw stawili się przed Hodrerem starszym by zawrzeć umowę w myśl której ich miejscem zamieszkania miało być Ung chyba, że zdecydują się na zmianę za obopólną, zatwierdzoną przez króla,zgodą. Tali ma prawo wyjeżdżać po za Joksolanię po każdorazowym uzgodnieniu tego z mężem i ma prawo rozwijać swoje umiejętności zwłaszcza plastyczne i reżyserskie. W sprawach domowych decyzje podejmuje Brdeszu, uwzględniając zdanie Tali.
Punktów było dużo lecz Brdeszu i tak był zadowolony bo wrócił do kraju. Wiedzieli już to co Grygital podając oświadczenie do prasy celowo przemilczał. Tali oczekiwała drugiej córeczki. Mimo to nie zrezygnowała z przygotowań do filmu oraz z udziału w zbiorach. Wraz z nią na dżaku pracowali Brdeszu, Milareza i Netusia, Dagridka leżała w osłoniętej przed słońcem kolebusi lub była noszona przez jedno z rodziców.
Najpierw zebrali plony u rodziców Brdeszu oczywiście nieodpłatnie, potem na ziemiach tolimańskich właścicieli oddając należną część Hodrerowi i pobierając swoją zapłatę.
Na koniec pomogli niektórym innym członkom rodziny Brdeszu.
Uzyskaną część ze zbiorów na ziemiach tolimańskich właścicieli, Milareza podzieliła mniej więcej równo na cztery części czyli połowa została dla Tali i Brdeszu.
Zostawiła ich zadowolając się kontaktem wizjofonicznym.
=================
Po sensacyjnym artykule w gazecie degedeńskiej na nowo popularne stały się filmy Walturiana z serii "Pamiętniki Salwaturów" oraz same pamiętniki śpiesznie wydane drukiem.
Milareza otworzyła skrócony kurs zarządzania ilustrowany przetłumaczonymi filmami z kursu w Ung. To pozwoliło jej zatrudnić mniej nauczycieli,
na wykłady wykorzystywała kino, część zajęć odbywała się w pałacu prawa.
http://b1.pinger.pl/fc7f9da015b94c11edb914525c219ecd/005.jpg
Tali , scenariusze miała już dawno tyle, że jeden nie zatwierdzony, drugi odmieniony tak, że ręce można było załamać. Rozmawiała z joksolańczykami by poznać ich zdanie na różne kwestie, szykowała z pomocą otrzymanych narzędzi sprzęty ze swojej puli drzewa, trzciny i drewniejących łupin owoców, przy okazji robiąc przetwory z miąższu. Czuła jednak, że filmu nie zrobi póki coś nie zmieni się w Joksolanii. Tym czymś była przesadna cenzura. Poprawiony przez joksolańskich speców scenariusz nadawał się wyłącznie na laurkowy i niestety zafałszowany pokaz życia na Joksolanii. Wspaniali mężczyźni mówili tylko mądre rzeczy i to nie wiadomo po co, skoro wszyscy mieszkańcy byli równie mądrzy, nawet ich synowie i to bodaj od urodzenia.
Wspaniałe kobiety, wspaniale wychowywały wspaniałe córki, idealnie dbały o dom, wspierały sąsiadki też nie wiedzieć po co skoro sąsiadki były równie idealne.
-Gdyby tak było w życiu, byłoby wspaniale - zwierzyła się matce - za to na filmie powiałoby nudą i obłudą.
Zgodziłabym się pokazać taką jedną cudowną rodzinę ale chociaż w tle chciałabym mieć prawdziwych ludzi. Niestety wszystko musi być jak prosto ze sklepu, z atestem jakości. Rzucę reżyserię i zajmę się sztuką plastyczną.
Tak właśnie zrobiła. Władze jednak nalegały na nią aby robiła film joksolański więc zostawiwszy nie dokończony obraz na sztalugach włączyła sobie film "Micza śliczna i młoda". Oglądała fragment po fragmencie potem rysowała i mówiła za narysowane postaci zmienianym głosem. Joksolańska Micza nosiła tu imię Riers i wygłaszała teksty w stylu - nie spotykajmy się bo mogłoby dojść do zdrady a moja siostra jest mi droższa ponad wszystko i nigdy bym jej nie skrzywdziła.
-O czym ty mówisz? - Zdumiewał się mąż siostry - u nas na Joksolanii takie rzeczy się nie zdarzają byłoby bowiem nikczemnością gdybym pomyślał o tobie inaczej niż o czystej, uczciwej kobiecie, która taką powinna pozostać by zadowolić swego męża.
Gdy to Hodrerowi przynieśli wzburzeni cenzorzy, przybył do niej rozgniewany - przecież to co zrobiłaś to kpina z Joksolanii - wykrzyknął.
-Nie z Joksolanii tylko z cenzury - odpowiedziała
- celowo wysłałam wam to abyście zrozumieli, że nie ma sensu robić zakłamanego filmu. Albo będą na nim tacy ludzie jakich naprawdę można spotkać na Joksolanii albo lepiej w ogóle tego nie robić bo wcale nie przysporzy chluby Joksolanii a może ją wręcz ośmieszyć. Jeżeli będę robić film to mają być na nim kobiety, które się targają za włosy, prawią złośliwości, plotkują ale dzielnie dbają o swoje domy i w razie potrzeby są gotowe przyjść z pomocą, mężczyźni, którzy czasem robią głupstwa co nie znaczy, że są idiotami. Biją się kłócą, obgadują ale potrafią się przyznać do błędu i przeprosić. Jeżeli tego mi nie wolno to nie naciskajcie abym w ogóle robiła ten film.
Hodrero wysłuchując jej gapił się na niedokończony obraz.
- No dobrze - powiedział wreszcie - zrób joksolańską wersję "Miczy ślicznej i młodej" ale ten obraz ma być w tle.
Już nazajutrz a był to 3 dzień 9 nonestra 533 arla dostała pisemo powiadamiające, że Hodrero oczekuje na przedstawiający joksolańskie realia film: "MANCZ CÓRKA AGIWDAD" według niesłusznie odrzuconego wcześniej scenariusza.
Szybko pojawił się nowy problem - żadna młoda Joksolanka nie chciała zagrać Mancz.
Tali by zagrała ale uważała, że jest na to za stara.
Uczennice degedeńskiej szkoły aktorskiej obawiały się, przyjechać aby ich tu ktoś nie porwał.
-No juści - powiedział z przekąsem Hodrero - bo, któryś mężczyzna będzie chciał Mancz za żonę.
-Aaaaa - zrozumiała Tali - dlatego Joksolanki nie chcą tego zagrać.
Za porozumieniem z mamą podwoiła gażę Mancz, dla Joksolanek przewidzianą w tkaninach i jeszcze dorzuciła komplet naczyń kuchennych i stołowych.
Niezależnie od tego wygłosiła w różnych miejscach prelekcję na temat tego czym się różni postać filmowa od rzeczywistej.
Po dorzuceniu paru kocy zgłosiła się do niej para narzeczeńska. Ona była gotowa zagrać. Tali omal się nie załamała bo dziewczyna absolutnie się do tego nie nadawała. W ramach rekompensaty za odmowę dała im nocleg w chacie przygotowanej do filmu, zaprosiła na wieczorne spotkanie przy ognisku a nazajutrz odwiozła do domu z wiktuałami.
W końcu za aprobatą Hodrera zmieniła scenariusz w części końcowej a konkretnie przerobiła go na jej prośbę niezawodna Sewilanta.
Wkrótce zgłosiło się więcej chętnych. Wybrała
Ims z Ung. Zaraz potem można było kręcić film.
Ponieważ obraz miał być w tle, ustawiła go pod wiatą na sztalugach obok postawiła łóżeczko z wydrążonego baniakowca chronione przed chybotaniem obrobionymi, odpowiednio przyciętymi pniakami, na podłodze ułożyła plecione na wzór joksolański dywaniki, na nie czasem wyłaziła wspierając się o pniaki Dagridka.
Tali, filmowa siostra gospodarza malowała obraz a w razie potrzeby zajmowała się dzieckiem.
Często wysłuchiwała przytyków o lenistwo, była też powiernicą dwóch kobiet i jednego mężczyzny.
-Co jest mojej córeczce - pytała ją Agiwdad - ty na pewno wiesz, powiedz mi. Muszę jej pomóc od tego są matki, ty też jesteś matką powinnaś rozumieć.
---------


-No co ja mogę poradzić na to, że się zakochałam? - pytała Mancz.
- Nie mów takich rzeczy przy dziecku - skarciła ją Tali - moje kochanie musi mieć respekt przed mamą i liczyć się z jej uczuciami. Prawda - zwróciła się z czułym uśmiechem do małej, która zachichotała i spontanicznie ugryzła ją w nogę czego scenariusz nie przewidywał, zresztą w ogóle sceny z Dagridą były przypadkowe a Tali później decydowała co wyrzucić, co zostawić.
-Niegrzeczna - wykrzyknęła do córeczki.
-Aaaa? - Dagusia się śmiała, Tali zajęła się nogą. Ims sądząc, że to się nie nagrywa ruszyła z pomocą używając rosnącego w pobliżu, osobiście przeżutego ziela na okład. Ta scena pozostała właśnie ze względu na oryginalny, joksolański okład.

Film udało się zrobić w takim tempie, że sama Tali była zdziwiona.
-Czasem tak robiłaś - powiedziała Milareza - to znaczy Tali Szawala tak robiła. Najpierw długie przygotowania a potem łubudubudu.
Przecież przygotowania wcale nie były długie.
-A kiedy tak naprawdę je zaczęłaś córeczko? Bo mnie się zdaje, że wkrótce po tym jak się spotkałyśmy.
Do filmu od razu było tłumaczenie karebordżańskie (scenariusz z naniesionymi poprawkami) a z pomocą wielu tłumaczy (niektórzy czyli dzieci Milarezy, tłumaczyli wprost z joksolańskiego) szybko przełożono to na inne języki. Przekładem na bambelocki ofiarnie zajął się Magnoliusz.
- Podejrzewam, że gdyby wszystko było jak chce Talusia powstałaby niemal dokładna kopia "Miczy ślicznej i młodej" powiedział do współpracowników, którzy z zaciekawieniem obejrzeli film nim trafił do bambelockich kin - na szczęście musi szyć z tego co ma pod ręką - dokończył.
-----------
Mancz nie popełniła zdrady. Przełomowy moment w jej życiu nastąpił gdy o młodą wdowę imieniem Tali starał się przystojny, bogaty sąsiad a ona odmówiła. Agiwdad jej dokuczała - wreszcie mogłabyś iść na swoje a nie siedzieć nam na karku - powiedziała.
- Jeszcze nie zapomniałam mojego Kazmu - odpowiedziała dotykając przy tym swego wyraźnie już zaokrąglonego brzuszka Tali.
- Chyba już czas - odrzekł jej brat - bierz przykład z Agiwdad, też była wdową z małym dzieckiem. Czy nie lepiej jej ze mną niż samotnie?
- Nie, nie lepiej.
-A skąd ty możesz wiedzieć? - oburzyła się Agiwdad - ja twego brata pokochałam - i tu Agiwdad wygłosiła na cześć drugiego męża pean pełen miłości.
Mancz tego wszystkiego słuchała a potem spytała malarkę na osobności - czy to przeze mnie? przeze mnie chcesz być samotna?
- Nie, przez moją Dag. Wiele mogę jej wybaczyć nawet ugryzienie w nogę ale nie chcę sprawdzać czy wszystko.
Mancz uciekła z domu matki co nie obyło się bez perypetii w drodze. Wreszcie znalazła przystań w domu zakochanego Joksolańczyka zaś ojczym odnalazł ją tylko po to aby sprawdzić czy nic złego się z nią nie dzieje a potem był już tylko wiernym mężem jej matki.
http://b1.pinger.pl/fc7f9da015b94c11edb914525c219ecd/005.jpg
W degedeńskiej wytwórni podziwiano Tali Oft, dokonała czegoś co wydawało niemożliwe - uzyskała zgodę na zrobienie "normalnego" filmu w Joksolanii. Enilioborian chciał aby reżyserowała kolejny odcinek szpitala w Ewrenillii ale Milareza zamierzała skończyć z filmowym szpitalem.
Jeszcze nie teraz mamo - poprosił Karis - mieliśmy duże wydatki. Odzyskajmy te środki.
- Wciąż wpływają finanse za nasze ostatnie filmy - odpowiedziała.
-Zróbmy jeszcze jedną część - poprosił - Enilio dobrze radzi. Tali może to nadzorować na odległość.
-Na odległość nie da się pojeździć wózkiem po żadnym szpitalu - odpowiedziała. Roześmieli się bo niewątpliwie rację miała. To chyba jednak nie był film dla Tali. Nie na tym etapie kiedy lada dzień mogła urodzić.
Już lepszy byłby pałac prawa ale tym zajmował się Alek.
-A jednak szpital w Ewrenilli - upierał się Enilioborian - w ścisłej współpracy z Netusią.
-Nieeee. Będzie jej przykro, że teraz Nety jest starsza a w dodatku Nety może sobie jakąś krzywdę zrobić.
-Mamo! - Wykrzyknęła oburzona Netusia po czym spytała - a może powierzyć Tali coś w wytwórni Elzaneta?
-Nie. Tam już teraz mają dosyć reżyserów ale przydałby się ktoś ...
Nie dokończyła bo zaanansowano Goczelada.
Przyjęła go w swoim gabinecie w towarzystwie Siegrida.
Znowu mieszkała w Milwaltdomu i chyba jednak tu było jej najlepiej.
- Dlaczego mi to zrobiłaś? - Spytał Goczelad.
-Sprecyzuj swoje pytanie.
-Dlaczego wysłałaś Firsenę do From.
-Nie chciałam abyś mieszkał na tym samym osiedlu co moje dzieci. Reprezentujesz postawę wrogą i roszczeniową. Sądziłam, że oboje wyjedziecie.
-Odtrącasz Firsenę?
-Zrobiłam dla niej wszystko co było potrzebne aby mogła sobie radzić samodzielnie. To nie moja wina, że poślubiła kogoś kogo musi utrzymywać.
-Mogliście mi pomóc abym stanął na nogi.
-Żadne z nas nie jest psychoterapeutą a pieniądze ci nie pomogą bo nie umiesz ich wykorzystać. Po prostu najmij się do jakiejś pracy.
-Ty nie musisz pracować.
-Muszę i pracuję, inaczej dawno bym się znalazła w twojej sytuacji. Przykro mi ale to ty sam musisz sobie pomóc. Jesteś dorosły i w pełni sprawny. Powinieneś zarabiać na swoje dzieci.
-Hadię finansujesz.
-To prawda. Opłacam jej czesne już w kolejnej szkole i postawiłam dla niej dom. To był mój kaprys, nie obowiązek. Wolno mi mieć kaprysy i wydawać moje pieniądze na co zechcę. Nic ci przez to nie zabieram. Przeciwnie, przynajmniej o nią nie musisz zadbać. Przykro mi, że muszę ci takie rzeczy mówić. Chcę aby sytuacja była jasna. Nic ci nie jestem winna.
-Namówiłaś Firsenę aby mnie rzuciła.
-Nie - odpowiedziała beznamiętnie.
-Odkupiłaś jej dom.
-Tak -padła równie beznamiętna odpowiedź.
-W tajemnicy przede mną.
-Tego nie wiedziałam i nie musiałam. Dom należał tylko do niej.
Mówiła patrząc mu prosto w oczy, to go peszyło.
Sądziła, że zarzuci jej kłamstwo. Nie próbował.
Poprosił natomiast - pomóż mi wyjechać do From.
-Jeżeli Firsena się na to zgodzi.
-To mnie z nią skontaktuj.
Zrobiła to i przez cały czas rozmowy małżonków ona i Siegrid siedzieli w milczeniu. Nie byłoby mądrze wyjść i zostawić go samego w gabinecie.
Nie zasługiwał na zaufanie.
- Nie bałaś się go ranić? Spytał później matkę Siegrid - przecież może się mścicić.
- Nie. Bardzo przeżył utratę rodziny i potrzebował aby ktoś go kopnął we właściwym kierunku. Wdzięczny nie będzie ale mściwy też nie.
-Myślisz, że mu w ogóle na tej rodzinie zależało?
Bo ja mam wątpliwości co do tego dlaczego się ożenił.
===============

Goczelad dopiero straciwszy rodzinę poczuł jak mu na niej zależy. Za aprobatą Firseny Milareza odwiozła go do From, ponadto dostarczyła Firsenie nabijaczkę oczek na dziurki. Mógł więc zarabiać wykańczając damskie torebki, paski, buciki, serdaczki i.t.p.
W nowym domu jego żony (tanio go kupiła) znalazło się miejsce na warsztat a on był gotów pracować zamiast kombinować jak zdobyć pieniądze albo jak się na kim zemścić za domniemane krzywdy.
Ponieważ nie znał jeszcze języka tolimańskiego zamówienia (w określonych dniach i temprach) pomagała mu przyjmować Firsena.
http://b1.pinger.pl/fc7f9da015b94c11edb914525c219ecd/005.jpg


 

 

62



Tali tymczasem sama się troszczyła o to jaki film będzie kręcić. Miała już pewien zatwierdzony scenariusz ale go zostawiła a zaczęła rozmyślać o zrobieniu filmu w którym główną postacią będzie żona sędziego. Poprosiła joksolańskiego opowiadacza o podyktowanie wnuczce (bo pisać nie umiał) opowieści na ten temat (wydanej później drukiem) a sama dużo rozmawiała z sędziami oraz ich żonami. Dojeżdżała tam wraz z mężem i dzieckiem autem terenowym kupionym jej przez Milarezę.
-A dlaczego to nie miałaby być opowieść o sędzim? - Zapytał ją Hodrero syn.
-Bo lepiej niż mężczyzn rozumiem kobiety - wyjaśniła.
W jej małżeństwie mimo, że oboje bardzo się starali nie zawsze było idealnie.
Ostatnio Brdeszu się gniewał bo naszedł ją na oglądaniu z Dagridką pukatańskich książeczek i opowiadaniu w nieznanym mu języku co tam jest na obrazkach.
-Ucz ją z joksolańskich książek powiedział.
-Joksolańskie też ogląda - odpowiedziała.
-Ona ma być Joksolanką - oświadczył stanowczo i Tali poczuła jak wielkimi błędami było zgodzenie się na ślub z Brdeszu a następnie powrót na Joksolanię. Wcale nie chciała aby jej dzieci były tylko i wyłącznie Joksolańczykami.
Gdy urodziła im się druga córka Brdeszu nazwał ją Oft, ona Hadią Oft Magnolią Brdeszanką. Za pośrednictwem rodziny zarejestrowała ją w Degeden i mówiła do niej Hadia.
- Syn będzie się zwał Iszwu - oznajmił Brdeszu a ona pomyślała - zrobię wszystko aby nie mieć już z Brdeszu dziecka i odmawiała mu współżycia pod pozorem, że przecież karmi.
-Przy Dagridzie ci to nie przeszkadzało - narzekał.
-A przy Hadii przeszkadza.
-To głupie, rozumiałem cię kiedy byłaś w ciąży ale teraz to przesada.
Córeczkom nadal czytywała pukatańskie książeczki i mówiła do nich po pukatańsku, głównie karebordżańsku ale nie tylko.
Któregoś dnia nie znalazła pukatańskich i unaskich książeczek córek na miejscu, zaczęła więc sama je dla nich rysować, podpisywać i ukrywać tak by nie znalazł.
Gdy zastał ją na mówieniu do córek po karebordżańsku zapytał - dlaczego ty mi to robisz?
-Tobie? Tu chodzi o moje dzieci a nie o ciebie - odpowiedziała i od razu zrozumiał.
-Nie chcesz aby były Joksolankami?
-Nie chcę aby były wyłącznie Joksolankami - odpowiedziała kładąc nacisk na słowo: "Wyłącznie".- To są także moje dzieci a ja nie jestem Joksolanką.
-Mogłabyś być.Znasz nasz kraj i zawsze bardzo się nim interesowałaś, w dodatku jesteś adoptowaną córką Hodrera.
-A ja myślę, że jeśli nasze małżeństwo ma ocaleć musimy się nawzajem szanować.
-No właśnie a ty nie szanujesz mnie. Wszystko robisz po swojemu.
-A ja myślę, że powinniśmy usiąść i na spokojnie porozmawiać.
Chwilę na siebie patrzyli jakby prowadząc wojnę a potem oboje naraz usiedli i ta równoczesność sprawiła, że wybuchnęli śmiechem. Brdeszu nie wiele myśląc przytulił żonę.
-No więc? - Zapytał.
-W sprawie nauczania dzieci nie ustąpię bo to dla mnie ważne - oświadczyła - Nie przeprowadzę się też do twoich rodziców ani nie pozwolę zrobić z siebie niewolnicy, co jeszcze cię u mnie drażni?
Poszli na parę wzajemnych ustępstw. Niestety głównie Brdeszu ale w sprawach dotyczących Tali i dzieci.
-Czy tylko ja muszę ustępować? - Marudził.
-Tak, bo ja na bieżąco ustępuję. Na przykład mieszkam z tobą w Joksolanii, nie protestuję gdy płyniesz pogadać z kolegami, nie wymagam abyś pomagał mi w domu, nie kontroluję cię, nie obmawiam, okazuję szacunek, wykonuję rozsądne polecenia, obsługuję twoich gości nawet gdy ich zaprosisz niespodziewanie, odwiedzam z tobą twoją rodzinę i pomagam wówczas twojej matce a upieram się tylko w sprawach, które są dla mnie ważne, no to w czym ci jeszcze mam ustąpić?
============
Tali rzeczywiście sama dbała o dom i o ile miała czas starała się to robić jak zwykła Joksolanka. Radziła się Joksolanek Często jednak by ze wszystkim nadążyć używała sprzątadeł oraz pralki. Do tego nigdy nie miał zastrzeżeń. Musiała jedynie ustąpić co do unikania zbliżeń. Miała jednak nadzieję, że skoro on pozwolił jej uczyć dzieci także innych języków po za joksolańskim, liczba tychże dzieci nie będzie problemem.
Wstając zemdlał, Tali niemal automatycznie wezwała automeda i przystąpiła do udzielania pomocy.
Wieczorem miała dla męża złe wieści.
-Zdradziłeś mnie? - Zapytała.
-Nigdy.
-A gdzie mogłeś się nabawić choroby zwanej erotozą? To jest przekazywane drogą płciową. Ja nie jestem zarażona.

Meldatrin, żyła sobie spokojnie przy rodzinie bowiem po śmierci męża wróciła do matki. Myślała, że jutro będzie gotować kluski z konfiturą i wyszoruje podłogę aż tu nagle dostała inne zadanie.
-Wyjeżdżam się leczyć kuzynko - powiedział Brdeszu - i chciałbym abyś w tym czasie pomogła mojej żonie.
- Gdzie wyjeżdżasz? Tu się nie możesz leczyć? Dlaczego żona nie leci z tobą?- wzburzona Meldatrin zasypała go pytaniami. Tali skromnie stała z boku.
- Na tę chorobę nie ma u nas lekarstwa - wyjaśnił - lecę do ośrodka w Arblandach. Tali zostaje aby dbać o dom i córki, po za tym ma swoją pracę.
- Będzie nam razem dobrze - uśmiechnęła się Tali - nie jestem uciążliwa i wierzę, że wiele mogę się od ciebie nauczyć. Chata jest duża, będziesz miała swój pokój.
Meldatrin dobrze wiedziała w czym rzecz, miała pilnować aby Tali nie znalazła sobie zastępstwa za Brdeszu a przy okazji pewnie też ciężko pracować bo Tali zapewne nic nie potrafi.
-Już ja ją pogonię - pomyślała a powiedziała słodziutko - postaram się rzeczywiście czegoś cię nauczyć.
Na szczęście myliła się co do Tali. Młoda kobieta nie przydzielała jej żadnej pracy. Sama dbała o dom i dzieci a Meldatrin zapraszała na posiłki. Przy okazji opowiadała o sobie i wypytywała o różne rzeczy ale bez nacisku. Zapytała na przykład czy rodzina miała jakieś sprawy w sądzie.
- Nie - oburzyła się Meldatrin - nasz pradziadek powtarzał - "z sąsiadami trzeba się samemu dogadać, lepiej odrobinę stracić
niż chodzić do sędziów i oddawać im dorobek życia." Dlaczego cię to w ogóle obchodzi?
-Bo chcę zrobić film o żonie sędziego, interesuje mnie wszystko co jest związane z tym zawodem.
Któregoś razu przy luźnej rozmowie Meldatrin wspomniała, że jeden z kolegów Brdeszu niedawno zmarł na sinicę skóry i podpytywana przez zaciekawioną Tali opowiedziała jak wyglądał po śmierci.
-A jak się czuje jego żona? - Zapytała Brdeszowa.
-Jak ma się czuć? Niełatwo być wdową.
Tali spakowała trochę rzeczy i zapytała - jedziesz ze mną odwiedzić wdowę?
Meldatrin oczywiście pojechała.
Po wręczeniu prezentów i pogadaniu o byle czym Tali powiedziała - muszę spełnić trudne zadanie. Przykro mi Balim. Pocieszające jest że można to wyleczyć...
Jesteś nosicielem erotozy, ciężkiej choroby przenoszonej drogą płciową.
- Co ty pleciesz?! - oburzyła się Balim.
-Prawdopodobnie zakaził cię mąż - powiedziała Tali - ale czy ty nie zakaziłaś kogoś innego po za moim mężem? Musisz ostrzec wszystkich z którymi obcowałaś płciowo.
Balim je przegnała i wyrzuciła za nimi prezenty, których nie podniosły. Meldatrin powlokła się za Brdeszową - coś ty najlepszego zrobiła Tali? - biadoliła - jak tak można?
-Nawet trzeba - odpowiedziała Tali - jej mąż zmarł, mój się leczy, ona jest zarażona.
-Może wcale nie jest?
-Jest. Sprawdziłam z pomocą płytki na opakowaniu, które podałam jej tak aby tej płytki dotknęła. Jest zarażona.
-Zaczekaj, zaraz wrócę - powiedziała Meldatrin i popędziła do chaty wdowy.
-Balim. Nie złość się na Tali. Brdeszu naprawdę wyjechał się leczyć.
-Ale ja nigdy nie zdradziłam męża.
-Widocznie on zdradził ciebie a Brdeszu Tali z tą samą małpą. Wiesz o kim mówię? Musimy pogadać z Tali. Ty musisz żyć aby twój syn nie został sierotą.
-Ale może ona się myli.
-A jeśli się nie myli?
- To mnie ukłuj i sprawdź.
-Dobrze, daj ostry nożyk i jakieś szmaty, i nie szarp ręką!
Podeszły potem razem do auta gdzie znajdowała się Tali z córeczkami.
Opowiedziały jej o kobiecie przyjmującej mężczyzn.
-Będę musiała dotrzeć i do niej - powiedziała Tali.
-Ani się waż - krzyknęła Meldatrin - mogłaby cię celowo czymś skaleczyć. Trzeba zawiadomić sędziego, niech zarządzi kwarantannę.
Kobiety pojechały więc porozmawiać z sędzią. Chciał ukłuć Balim nożykiem ale Meldatrin go powstrzymała
- Ja już to zrobiłam - wyjaśniła - zobacz ranę, tu na ręce. Tali mówi,że wyśle Balim do obcych medyków i wyleczą.
-Oby wyleczyli - odrzekł - wyślij - zwrócił się do Tali.
Balim i jej dziecko byli ostatnimi osobami które przyjęto z powodu tego zarażenia w Arblandach, dla innych przysłano zastrzyki z instrukcją i stanowczym poleceniem aby robione były regularnie i tylko tym, którzy rokują nadzieję bo więcej zestawów nie dostaną. Zastrzyki są drogie i jest ich mało. Zestaw musi być zrobiony jednej osobie i to cały. Tego trzeba dopilnować! - Usłyszała Tali po czym zwróciła się z tą sprawą do sędziego.
-Mogę dopilnować - powiedział - ale kto zrobi te zastrzyki?
-Ja - odpowiedziała - będę sterować specjalnym urządzeniem a sama chorego nawet nie dotknę. Najgorsze jest to, że niektórym musimy odmówić.
- Albo to, że niektórych trzeba kłuć - odpowiedziała Meldatrin. Miała rację. To zakwalifikowani do leczenia i pilnowani przez społeczność wiejską obsypywali pielęgniarkę z przypadku najgorszymi wyzwiskami bo i tak nie wierzyli w uleczenie a chcieli mieć spokój.
Ci, których zamknięto w t.z.drugiej kwarantannie raczej płakali niż się złościli. Tali samej chciało się płakać wraz z nimi, zwłaszcza tymi, którzy niczemu nie byli winni.
Brdeszu zapytał za to po powrocie - a ja nie mogłem mieć tych zastrzyków robionych w kraju?
- I też by cię trzeba było chwytać, szukać, izolować, zaznaczać miejsce odosobienia i kłuć na przekór twej woli? - Zapytała - ja tam wolę,że leżałeś w klinice i żadnych cyrków mi tu nie wyprawiałeś.
-Po coś ty się za to wzięła? Tylko wrogów nam narobiłaś.
-Może chciałam aby więcej ludzi przeżyło a następni nie zostali zarażeni?
-Po to tu zostałaś?
-Oczywiście.
-I narażałaś nasze córki?
-A skąd? - Oburzyła się Meldatrin - dziewczynki były dobrze pilnowane a ty się powinieneś cieszyć, że masz dzielną żonę.
-Taką sobie uczyniłem.
-Nieprawda - oburzyła się Tali - ja nie jestem twoim produktem. Ja jestem sobą i to jaka jestem nie jest ani twoją winą ani zasługą. Jestem żywym człowiekiem a nie produktem!
===========
Tali nadal przygotowywała siebie, aktorów i scenerię do filmu. Zbierała też informacje, zwłaszcza na temat epidemii.
W zarysie rysowanego przez nią scenariusza z wolna na główną postać wyrastał sędzia Ramosz.
Oczywiście w filmie miały być też interesujące kobiety lecz najważniejszy stał się Ramosz, sędzia zmuszony podejmować niepopularne decyzje.
Na podstawie rysunków Tali scenariusz pisała Sewilanta. Był potem tłumaczony i konsultowany z sędzią Ung i jego małżonką.
W rodzinie królewskiej też to czytano.
-Widzę,że jednak poszłaś za moją radą - cieszył się Hodrero młodszy.
-Wszelkie rady są cenne - odpowiedziała. Wiele takowych udzielił jej Hodrero starszy. Miał szersze spojrzenie na sprawę niż sędzia Ung.
Do Sewilanty posyłała wciąż prośby o poprawki.
-Zadręcza cię? - Zapytał żonę Enilioborian.
-Człowieku, to będzie dzieło wiekopomne a takie bez bólu się nie rodzą - wyjaśniła.
-Nigdy nie wiadomo co naprawdę jest wiekopomne - odrzekł.
============

PRZED JOKSOLAŃSKIM SĄDEM
Nagle przygotowania do filmu zostały brutalnie przerwane. Tali została oskarżona o zdradę małżeńską i gdyby nie to, że była adoptowaną córką Hodrera wrzucono by ją do lochu razem z Hadią bo jeszcze karmiła ją piersią.

Stanęła przed sądem Hodrera. Chyba liczył na to, że ucieknie z pomocą rodziny ale nie. Tali nie uciekła.
Brdeszu nie żądał dla niej kary śmierci lecz rozwiązania małżeństwa i wypłacenia odszkodowania.
Chciał też zabrać córki.
Odpowiadała odważnie i mówiła prawdę niczego nie ukrywając. Robiła to nie po to aby się obronić przed sądem joksolańskim ale dla siebie samej bo nigdy nie chciała być kłamcą, i dla swojej obserwującej ją teraz, gotowej przyjść z pomocą rodziny.
- Nie kochałam Brdeszu - przyznała - zgodziłam się za niego wyjść ze strachu przed jego kuzynem Arymu, który zachowywał się tak jakby ewentualne zgwałcenie mnie było dla niego drobnostką.
Brdeszu w tamtym czasie był wobec mnie absolutnie w porządku. Do niczego mnie nie zmuszał, szedł na ustępstwa. Prawdopodobnie narastał w nim gniew o to, że on wciąż ustępuje.
Wydawało mu się, że jest absolutnie w porządku i był, po za tym, że nagle wyrwał mnie z mojego świata i uczynił swoją własnością. Czasem wydawało mi się, że to rozumie i że jakoś ułożymy wzajemne relacje, może nawet staniemy się tak dobrym małżeństwem jakim byli moi rodzice. Brdeszu poleciał ze mną do Bambelotu abym mogła zdać egzamin, który w jego oczach był zupełnie niepotrzebny. Doceniałam to i pracowałam nad sobą aby stać się dobrą żoną.
Potem jednak się zmienił. Pewnego dnia dał mi środki nasenne aby mnie porwać i wywieźć z Ung.
Gdyby nie czujność mojej ... Gdyby nie czujność prześwietnej Milarezy Magnolii zmarłabym z przedawkowania. Niestety później zgodziłam się wrócić z nim do Ung bo przecież był ojcem moich dzieci i dobrze widziałam, że źle się czuje w Pukatanie.
Wbrew temu co mówi nigdy go nie zdradziłam i nawet nie miałam kiedy o tym pomyśleć, zajmowałam się dziećmi, domem i filmem. Chciałam jakoś ułożyć tu sobie życie.
Dużo uczyłam się od moich sąsiadek.
Spokojnie opowiedziała o swoim życiu rodzinnym nie przemilczając własnych błędów.
Tak jak się spodziewała Brdeszu uchwycił się tych błędów by ją pogrążyć.
Mówił o niej same najgorsze rzeczy ale nagle spotkał się z oporem.
Pierwsza zaprotestowała Ims gdy twierdził, że to Tali go zaraziła.
-A nie, bo nieprawda - krzyknęła - kiedy Dag ugryzła Tali w nogę to leciała normalna krew. Wiem bo sama tamowałam i zresztą Dag się nie zaraziła a ta noga się normalnie goiła.
-Obie córki Tali są zdrowe - oświadczył sędzia z Ung - musiałaby się więc zarazić po urodzeniu Hadii czyli od męża bo po za nim w Ung nikt nie był zarażony a ona w tym czasie nie wyjeżdżała do Krutusale.
- Według mnie, to ona nie zdradzała męża i nawet nikt się w okół niej nie kręcił - twierdziła Meldatrin - za to Brdeszu żądał abym zeznawała, że miała kochanka a sam bywał u Balim. Wredna kobieta. Tali jej życie ocaliła a teraz ona pospołu z Brdeszu chce ją zabić.
-Nieprawda - krzyknęła Balim - jak możesz mówić takie okropne rzeczy? Zaprzyjaźniliśmy się dopiero w Arblandach. Wspólna krzywda nas zbliżyła.
-Niby kto wam zrobił tę krzywdę, Tali? Ona was ratowała. Pojechała cię ratować mimo, że zaraziłaś jej męża.
-Nie zaraziłam!
-Nie łżyj! A ja głupia ci uwierzyłam i jeszcze namawiałam żebyś się ratowała i żeby twoje dziecko nie było sierotą. Ładnie się odpłaciłaś! Chcesz dzieci Tali uczynić sierotami?!
-Przecież Brdeszu nie żądał kary śmierci.
-Co nie znaczy, że nie może być zasądzona.
-To byśmy się nimi zajęli a ona nawet nie jest prawdziwą osobą.
-Ty podła suko, ona jest prawdziwsza niż ty i Brdeszu razem wzięci. Prawdziwe dzieci urodziła, prawdziwa krew płynie w jej żyłach, prawdziwe łzy wylewała nad losem tych, których nie może ocalić bo jest już za późno. A co zrobił Brdeszu? Wyjechał się leczyć i nie myślał o innych, których też trzeba ratować. Gdyby raczył powiedzieć od kogo się zaraził to byśmy z Tali i sędzią Krutusale tam szybciej dotarli i chociaż Hansalin dałoby się ocalić. Innych pewnie i tak nie ale dla niej tylko trochę się spóźniłyśmy.
- Nie zaraziłbym się gdyby ona nie odmawiała mi współżycia -zmienił taktykę Brdeszu.
-Co na to odpowiesz? - Spytał Tali Hodrero.
-To prawda, że odmawiałam ale obiecałam mu, że tego więcej nie zrobię.
-Ale robiłaś!
-To była nasza wspólna decyzja bo tego dnia kiedy złożyłam obietnicę wyszło na jaw, że jesteś chory.
Ty sam nie chciałeś mnie zarazić ale po twoim powrocie z Arbland, gdy byłeś już zdrowy współżyliśmy i w ogóle wszystko się tak pięknie układało, że przeżyłam szok gdy nagle zamknięto mnie w areszcie domowym.
- A ty mówiłeś, że nie współżyjecie - gniewał się Adaliu na syna.
-Jak to nie współżyli? - Oburzył się Hodrero - Salale! Powtórz co mi powiedziałeś aby wytłumaczyć dlaczego nie przyprowadziliście Tali!
(Balim zaczęła gryźć palce ze złości.)
-Weszliśmy najpierw cicho ale zaraz dla przyzwoitości się wycofaliśmy - wyjaśnił wódz straży - narobiliśmy hałasu i dopiero znów weszliśmy. Słychać było odgłosy szamotania się z ubraniem. Wewnątrz zastaliśmy Brdeszu i Tali, kończyli się ubierać, potem Tali pośpiesznie poprawiła pościel. Nikogo więcej nie było i nikt stamtąd nie uciekał. No to kto tam współżył?
Nie zabraliśmy Tali bo myśleliśmy, że się dogadają. Zresztą tak to wyglądało jakby mieli się dogadać. Brdeszu pocieszał Tali, że na pewno wszystko się wyjaśni. No i właśnie się wyjaśnia.
- Co było później? - Zapytał oskarżoną Hodrero.
-Brdeszu doradzał mi ucieczkę. Nie zgodziłam się bo ufałam w waszą sprawiedliwość. Nie chcę uciekać, chcę ludziom patrzeć śmiało w oczy. Mam mnóstwo wad ale nie jestem ani oszustką, ani zdrajczynią.
=========
Brdeszu był zaskoczony bo nie poparła go nawet najbliższa rodzina ani przyjaciele. Ci sami przyjaciele, którzy go wpierw na żonę napuszczali twierdząc, że nie może jej tak ulegać i w gruncie rzeczy zniszczyli ich małżeństwo.
Zmienili zdanie usłyszawszy, że Tali się starała, uwierzyli jej.
Nagle wszyscy byli po stronie Tali.
-Dlaczego? - Zapytał matkę.
-Wielu ludzi zawdzięcza jej życie, ty też -odpowiedziała - mam rzucać oszczerstwa na kobietę, która ocaliła życie mojemu dziecku? A najbardziej to mnie ujęła tym, że dobrze o tobie mówiła i swoją winę brała na siebie. Szanuję ją i nie skrzywdzę.
Tali została uniewinniona a jej małżeństwo rozwiązano z winy Brdeszu unieważniając tym samym -co zostało podkreślone - jej obietnicę dotyczącą współżycia bo złożyła ją mężowi a Brdeszu już nim nie jest. Nałożono też na niego te same kary jakich żądał dla Tali (odszkodowania nie zapłacił a Tali nie naciskała).
-Moja córka nie byłaby bezpieczna gdyby nadal z tobą pozostała - powiedział mu Hodrero - już drugi raz to udowadniasz.

Brdeszu musił opuścić Ung i przenieść się do domu Balim w Krutusale. Niezbyt chętnie go w tej okolicy widziano i rozważał przeprowadzkę.
Tali tymczasem przystąpiła do nagrywania filmu "Sędzia Ramosz"
Chciała na nagranie poświęcić więcej czasu aby mieć sceny w różnych porach arla. Na razie nagrała takie z okresu szarugi czyniąc je początkiem filmu a potem wyjechała do Degeden.
http://b1.pinger.pl/fc7f9da015b94c11edb914525c219ecd/005.jpg

Przyjechała Tali. Mama oczywiście stanowczo żądała aby zatrzymała się w Milwaltdomu. Osobiście zadbała o opiekunkę dziewczynek.
- W zasadzie teraz kiedy nie mam nic do roboty mogłabym się sama nimi zajmować - powiedziała Tali.
- Chciałabym abyś zajęła się "Szpitalem w Ewrenillii" - Pwiedziała mama.
- Nie mogę, zajmuję się "Sędzią Rumoszem"
-Sama powiedziałaś, że nie masz nic do roboty.
-Tak, w sensie intensywnej pracy na planie ale koncepcyjna mnie wciąż ściga. Zresztą niedługo zacznie się na Joksolanii czas rozkwitu. Nie mogę go przeoczyć.
Właściwie powinnam tam siedzieć na miejscu i nie latać w te i z powrotem, zwłaszcza, że spodziewam się kolejnego dziecka.
-Z kim? - wyrwało się Netusi.
-A niby z kim? - Oburzyła się Tali - Oczywiście, że z Brdeszu.
-I nie powiedziałaś tego przed sądem?
-Bo nie wiedziałam. Ono mogło zaistnieć tuż przed przyjściem strażników ale pewna nie jestem.
- To może tym razem kto inny poleci na Joksolanię? - zaproponowała mama.
-A nie, nie, nie. Ja tym filmem żyję i oddycham.
-Sterowałabyś nim zdalnie.
-Z Joksolańczykami? Nie, to nie jest dobry pomysł.
- Chociaż zerknij na nasz szpital - poprosiła mama.
- To mogę.
W Ewrenilli czekano na nią niemal jak na królową, wszyscy byli ciekawi co powie i zrobi.
Enilioborian celowo zarządził generalne porządki z praniem i prasowaniem w specjalnych maszynach pościeli oraz innymi tego typu zabiegami aby wszędzie błyszczało i było ślicznie.
Tali zwiedziła obiekt.
- Nie mam jeszcze scenariusza - powiedziała z namysłem ...
-Masz, masz, tylko musisz przeczytać - odrzekł Enilio.
-Czy według scenariusza szpital jest świeżo oddany lub po remoncie?
-Ależ skąd?!
-Dobrze, na razie może tak być bo jeszcze nie zaczęłam pracy - stwierdziła a oni oczekiwali, że każe im się natychmiast kłaść na łóżkach i nawet ubrali się tak aby nie szkoda było pognieść odzienie.
Spodziewali się równeż że na jednej z sal urządzi swoje miejsce pracy. Był przygotowany specjalny, sprzężony z wizjofonią ekran dla rysownika - projektanta wraz ze wskaźnikami i rysowakami oraz wizjer - anonser do zamontowania w wybranej przez Tali sali a ponadto trzej autostrażnicy.
Nic z tego. Zapytała - wszystkie urządzenia w tym szpitalu są działające?
-Oczywiście.
-I da się przeprowadzić prawdziwym pacjentom badania?
-Da się.
-Mamy do tego fachowców?
-Mamy. Szkolenia się tu odbywają.
-A można by przyjąć paru pacjentów w celu porobienia badań albo na jakieś zabiegi czy coś? Chodzi mi o to żeby przyszli jak do normalnego szpitala ze swoimi rzeczami i zagospodarowali jeden pokój. Wygląd pokoju trzeba co jakiś czas fotografować. Wtedy będziemy mieli wyobrażenie jak to wszystko powinno wyglądać.
Jeżeli Milareza się zgodzi to tak - odrzekł Enilio - a pewnie się zgodzi. Tylko nie nadużywaj jej ustępliwości wobec córeczki odzyskanej.
-Będę to miała na względzie.
Milareza wyraziła zgodę i obiecała na czas pobytu pacjentów zatrudnić wyszkolonych fachowców.
-Tylko najpierw przeczytaj scenariusz kochanie - poprosiła gdy omawiali w domu sprawę.
-Już zrobiłam wstępny łyk całościowy i tam jest coś jakby o zatruciu. Jakoś nigdy nie zwróciłam uwagi na to co jedzą pacjenci w szpitalu a ty wiesz mamusiu?
-Zależy od tego jaką im przepisano dietę.
-Kto tego pilnuje i kto tę żywność dostarcza?
-Tutejsze szpitale mają własne kuchnie.
- Aaaa, to ja muszę taką kuchnię obejrzeć.
-Poproszę Dagridę aby ci przysłała na konsultację zatrudnioną tam uczennicę.
-Własnym okiem muszę obejrzeć. - Spojrzała na dzieci a potem ich wszystkich omiotła spojrzeniem - albo ty Hadiuniu się przejdź - zwróciła się do córki Firseny.
-Dlaczego nie ja? - Oburzyła się Nety.
-Zaistniała taka głupia okoliczność, że jesteś ode mnie starsza i nie czułabym się komfortowo używając cię na posyłki.
-To ja jestem scenografem.
-No to już zrobiłaś swoją pracę, reszta niech się dokończy sama. Chyba, że bardzo chcesz mi pomóc, to wtedy tak.
-Przepraszam, akurat w tym szpitalu to ja nie robiłam scenografii. Ty zrobiłaś pierwszy film w Ewrenilli i przygotowałaś drugi.
-Tali Szawala? Ciekawe, ja bym wolała taki zwykły, szary szpital.
-Ona też - odpowiedziała Milareza - ale potem się w to wgryzła i było dobrze. Ty też się wgryź a do prawdziwego szpitala wyślemy agentara.
- To trochę nieładnie.
-Nie będziemy podsłuchiwać prywatnych rozmów ani podglądać intymnych sytuacji. Zrobimy zwiad powierzchowny.
-To może jednak zacznijmy najpierw od pracownicy kuchni - zdecydowała Tali - szkoda, że sama nie mogę iść - no ale Dagunia albo by człapała, albo uciekała, albo płakała, że chce na ręce a ja już miałabym na rękach Hadię i ....
-Do szpitala nie wolno dzieci wprowadzać - oświadczyła Netusia.
-Dlaczego?
-Żeby jakiegoś bakcyla nie złapały.
-No i tu mi mówisz rzecz interesującą.
W szpitalu akurat nie pracowała żadna uczennica. Mama zwróciła się z prośbą do dyrekcji aby oddelegowano kogoś kto wszystko Tali wyjaśni.
-Możliwe, że będziemy musieli skorzystać z pomocy większej liczby osób - nadmieniła - na razie Tali jest zainteresowana posiłkami chorych ale przecież w szpitalu jest wiele mało widocznych działów.
Prośbę o pomoc dla Tali potraktowano bardzo życzliwie i oddelegowano do niej na rozmowę kierowniczkę kuchni. Tali miała mnóstwo pytań, między innymi interesowała się zadaniami wykonywanymi przez kierowniczkę i tym jakie tam są stanowiska pracy a zwłaszcza kto robi zakupy i czy bada kupowaną żywność.
- Pytasz tak jakbyś chciała taką kuchnię w Ewrenillii zorganizować - zauważyła kierowniczka.
-Chciałabym ale nie mogę mamy naciągać na ogromniaste koszty. Przynajmniej chcę wiedzieć jak to wygląda bo każda informacja może się przydać.


Swoje miejsce pracy wraz z kącikiem córeczek Tali urządziła w Milwaltdomu, w udostępnionym na jej potrzeby saloniku, na dywanie. Nagrywała co robi bo Dagusia chętnie mazała po jej rysunkach a Hadia je w miarę możności rozszarpywała. Opiekunka Jawisa wiedziała na ile można to tolerować.
Tali pracowała przede wszystkim nad "sędzią Ramoszem" a gdy ją zmęczył to nad szpitalem w Ewrenilli. Trzeba się było przyjrzeć aktorom. Niektórzy przetrwali tam przez wszystkie części ale potrzebni byli też nowi i niektórzy mieli się stać pacjentami. Kandydatów pytała czy już kiedyś w szpitalu byli i wiedzą co ze sobą zabrać.
-A to nie dostaniemy zestawu służbowego? - Spytał pewien starszy aktor.
- Nie, za to dostaniecie służbowe wyżywienie według przepisanej diety. Po co mam biegać i kupować dla każdego inną piżamę skoro na pewno jakieś macie i to używane. Kapcie też swoje zabierz, najlepiej przydeptane.
Gdy Tali (wyprzedzona przez Tawię z mężem) wyjechała na Ung mama zajęła się zaplanowaną wcześniej dobudową kuchni, oczywiście super nowoczesnej z drugiej strony dostawiono pralnię bo mogła być potrzebna a jeśli nie to chociaż przydatna. Jeden i drugi obiekt były wykonane i wyposażone według gotowych wzorców.
-Ależ cię ta Tali Oft kosztuje - zauważyła Netusia.
- Te koszty się zwrócą bo będziemy przyjmować rzeczy do prania i sprzedawać obiady w szpitalnej stołówce - wyjaśniła mama.
========

Tawia została porządnie wyposażona i prywatnie, i zawodowo.
Zapoznała się z nagranymi przez Tali tekstami ról, niektóre nawet we współpracy z mężem przećwiczyła.
Zamieszkała w domu Karisa, dom Walturiana musiał zostać dla mamy. Zatrzymała się w nim dwa dni. Osobiście pogadała z prawą ręką Tali Meldatrin, wręczyła aktorom teksty ról i wyjechała.
-No całkiem nie wiem po co ja tu jestem - stwierdziła Tawia.
-Będziemy mieli okazję pracować ze znakomitym reżyserem - odrzekł Burhurt.
-Wolałabym sama dostać szansę na to aby być znakomitym reżyserem. Ona jest młodsza ale opromieniona sukcesami prawdziwej Tali więc automatycznie uważa się ją z lepszą.

No cóż, wspierana przez męża dbała aby aktorzy przygotowali role.
Gdy zjawiła się Tali i tak jeszcze to poprawiła.
-Ty masz w oczach pewność wygranej tłumaczyła aktorowi- a przecież jeszcze nie wiesz, że wygrasz. Powinieneś czuć lęk.
-A ty czułaś kiedy cię przesłuchiwano?
-Oczywiście, że tak.
-Nie było tego widać.
-A triumf widziałeś? Na pewno nie bo go nie czułam.
Zastanów się: przecież przeciwnik ma stado krewnych zeznających przeciwko tobie. Nie zostaniesz skazany tylko dzięki wnikliwości sędziego a jeszcze nawet nie wiesz, że to jest bardzo porządny, nie przekupny człowiek. Wiesz za to, że w interesie sędziego nie jest narażanie się tak silnej, wpływowej rodzinie.
-Gdyby ktoś tak przede mną chojraczył - odezwał się obserwujący akcję sędzia z Ung - starłbym mu ten uśmieszek z twarzy. Ty się skup nad tym jak się bronić a nie jak spodobać dziewczętom bo na co skazańcowi ich uznanie? Zresztą kobiety też cenią rozum bardziej niż pajacowanie.
Wieczorami robili sobie rodzinne ognisko czyli takie na którym najpierw byli tylko Tali z domownikami oraz Tawia z Burhurtem a potem pół wsi licząc w to aktorów o ile akurat nie zrobili sobie wolnego na prace polowe (Tali wykorzystywała takie okresy na przygotowywanie się do kręcenia "Szpitala w Ewrenilli) i spora gromada z dalszych części wyspy.
Śpiewali, tańczyli, gadali. Fajnie było ... do czasu.
Któregoś dnia przypłynął Brdeszu, przywiózł wieniec na głowę Tali. Klęknął przed nią i powiedział - wybacz mi, kocham tylko ciebie, proszę cię znów bądźmy mężem i żoną, niech nasze dzieci mają ojca. A jeśli tym razem urodzi się syn obsypię cię najcenniejszymi muszelkami i nazwiemy go Adaliu na cześć mego ojca.
Wszyscy klaskali, cieszyli się, ponaglali Tali aby pocałowała Brdeszu a tymczasem do niej podjechały i osłoniły ją oraz dziewczynki autostrażniki.
-Dlaczego tak robisz? - Wykrzyknął.
-Czuję się zaatakowana i chcę się bronić.
-Przede mną? Ja sam chcę być twoim obrońcą.
-A co z Balim? - Spytała drżącym głosem - jej nie chcesz bronić?
-To była zwykła pomyłka, chwilowe zauroczenie, byliśmy oboje obcy w Arblandach, tak samo skrzywdzeni.
-Ona wie? Czy może przyjechałeś tu prosto od niej zostawiając swoje plemniki w jej łonie?
- Nie, Tali. Przecież nie mógłbym cię okłamać.
-Mógłbyś i okłamywałeś. A teraz zapewne okłamujesz inną kobietę.
Autostrażniki pomogły jej wycofać się do chaty wraz z dziećmi.
Na próżno Brdeszu próbował ją zatrzymać. Jawisa wbiegła za Tali do chaty. Zamki się zatrzasnęły, metalowe sztaby zapadły.
-Chyba musisz wracać do domu kuzynie - powiedziała
Meldatrin. Ona sama musiała tym razem zanocować u kogo innego.
Tawia nie byłaby zdziwiona gdyby nazajutrz zjawiła się mama po Tali. Zjawiła się po nią. Burhurt przestraszył się wieczorną akcją. Należał do nielicznych, którym wystąpienie Brdeszu wcale nie wydało się romantyczne a to, że Tawii się podobało tylko go złościło.
Ona przez noc zdążyła sprawę przemyśleć, zmieniła zdanie, tylko czy w tej sytuacji należało się do tego przyznać?
Mama pomogła jej podjąć decyzję
-Naprawdę Tawciu uważasz, że to było urocze? - Zapytała.
-Wczoraj mi się wydawało ale wczoraj były tańce i muzyka - wyjaśniła pod wpływem jej przenikliwego spojrzenia.
-No tak - przyznała mama - zresztą patrzyłaś na to z boku. Wszystko inaczej wygląda kiedy to my mamy ponosić konsekwencje.
=============
Milareza już nie widziała nic ważniejszego niż ochrona pozostawionej na Joksolanii córeczki a jak się okazało nie było to potrzebne. Brdeszu wprawdzie poczuł się upokorzony i chętnie porwałby Tali albo chociaż dzieci ale nie znalazł wspólników.
- Daj jej spokój - radzili koledzy - małżeństwo rozwiązał sam Hodrero, to który sędzia stanie teraz po twojej stronie? A jeszcze możemy mieć na karku rodzinę Tali z Pukatanu pod wodzą króla Tolimanii.
- To już nie jest jej rodzina.
-No nie wiem czy bym tak uważał gdyby ktoś skopiował moją siostrę - odrzekł jeden z kolegów.
-I raz już pokazali, e będą jej bronić - dodał drugi.
-Chciałem wszystko załatwić pokojowo - burczał Brdeszu.
-I załatwiłeś. Poprosiłeś: to było twoje prawo, ona odmówiła: to było jej prawo, nic tu więcej nie da się zrobić. Ona jeszcze kiedyś będzie żałowała, że cię odrzuciła ale wtedy ty powiedz jej - hola, hola, już za późno.
Takie postawienie sprawy było bardzo pocieszające a jednak nie wystarczająco pocieszyło Brdeszu. Pewnej nocy przypłynął na Ung i próbował podpalić chatę Tali choć przecież były tam też jego córki. Odpowiednio ustawione aparaty szpiegowskie zarejestrowały fakt, że jego łodź wypłynęła z przystani i zawiadomiły Milarezę. Była gotowa by gasić ale nagle on sam zdeptał ogień w zarodku i przerażony uciekł.(sprawdziła czy nie trzeba poprawić)
Wreszcie się uspokoił, zresztą Balim naprawdę spodziewała się dziecka i jej rodzina zaczęła naciskać na zalegalizowanie związku.

Tali spędziła na Joksolanii naprawdę dużo czasu, stosując się do wydanych przez Milarezę zarządzeń ochronnych m.in nie uczestniczenia w żadnych imprezach, zakwaterowania kuzynki Brdeszu w innej chacie, nie ingerowania w zaprogramowaną przez Milarezę pracę autostrażników chyba, że byłaby nagła potrzeba obrony, a w czasie zbiorów nie schodzenia z Dżaka.
Zgodnie z planem skończyła film do zbiorów kiedy to wszyscy aktorzy się rozpierzchli do pracy na rodzinnych włościach (zresztą i wcześniej robiono na takowe prace przerwy)
Tali choć ciąża była już zaawansowana wzięła udział w zbiorach filmując przy okazji prace polowe prowadzone konwencjonalnymi metodami by dodać wybrane sceny na koniec filmu. W pracy na Dżaku pomagała jej znów Milareza i Netusia.Tym razem swój zarobek podzieliły na trzy części. Załadowały go do Lotopławy wraz z innymi zabieranymi już rzeczami i odleciały. Niedługo potem Tali powiła syna i nazwała go Adaliusz Brdesz.
=====

Teraz dopiero leżąc z nogami na dywanie, z nogami wspartymi o poduszki, obejrzała zmontowany według wcześniejszych zaleceń film, gdzieniegdzie zleciła poprawki, znów obejrzała. Praca reżysera wymagała od niej wielkiej podzielności uwagi bo jak się rzekło dywan dzieliły z nią maluchy. Nie były to tylko jej własne maluchy, często także dzieci Tali Szawala i jej rodzeństwa. To prawda,że towarzyszyły im opiekunki ale harmidru to nie zmniejszało. Robiąc sobie przerwy uczyła je joksolańskich piosenek choć etap joksolański w swoim życiu uważała za zakończony.
W końcu zatwierdziła "Sędziego" i zajęła się całkowicie szpitalem w Ewrenillii. Pacjenci - aktorzy wreszcie trafili na sale wcześniej wykorzystywane dla kolejnych grup pacjentów, którym robiono specjalistyczne badania a później w razie potrzeby zabiegi, wszystko to z pożytkiem dla szkolących się pod kierunkiem specjalistów młodych medyków.
Tali częściej teraz przebywała w Ewrenilli,
znalazła tu salę dla siebie i dzieci z opiekunkami ale dużo biegała po całym obiekcie, gdziekolwiek nagrywali jakieś sceny. W męskiej sali chorych zapytała - czy nikt z was nie ma szlafroka aby zawiesić na tym haku?
- Ten hak jest do kroplówek - padła odpowiedź.
-Tak ale ilekroć byli tu nie związani ze sceną pacjenci w tym miejscu wisiał jakiś szlafrok.
Czy wy się kładziecie na tych łóżkach? Kładźcie się ilekroć macie taką możliwość, dostosowujcie je do swojej wygody. Tu widzę książkę i bardzo dobrze. A czegoś na przekąskę w przerwie to sobie nie przynosicie? Zresztą trzeba będzie kupić - zwróciła się do pomocnika - i ustawić tak jak mamy na fotografiach. Z raz można jakieś ciastko rozdeptać na podłodze. Niech to wygląda przyzwoicie - podsumowała ku uciesze aktorów.
========
Dla Tali film "Sędzia Rumosz" był już przeszłością. Teraz ekscytowała się piątą częścią "Szpitala w Ewrenilli" w której poważną rolę miała
intendentka Hanita. Właśnie obejmowała to stanowisko, otwierano bowiem kuchnię szpitalną zaprzestając dowożenia posiłków z zewnątrz. Intendent z sąsiedniego szpitala (autentyczny) uczył ją jak oceniać żywność po wyglądzie.
W trakcie wspólnych zakupów Hanita uparła się by odrzuconą przez niego kapustę zbadać z pomocą podręcznego urządzenia sprzężonego z autolabolatorium bo według niej wyglądała ślicznie.
- I po co? - Marudził - przecież te próbki do badania są drogie a ja ci mówię, że tego badziewia nie należy kupować i już, zaufaj staremu fachowcowi. Nie wszystko co ładne nadaje się do jedzenia, trzeba jeszcze zerknąć na ...
Okazało się, że kapusta jest czymś skażona,
dalszym wyjaśnianiem sprawy miał się zająć pałac prawa natomiast do szpitala nieco wcześniej trafiło parę osób z objawami zatrucia. Jeden z lekarzy słysząc opowieść podekscytowanej Hanitki zainteresował się wynikiem badania skażonej kapusty i dzięki temu szybciej mógł zastosować właściwe metody leczenia.
-Moje stanowisko jest bardzo ważne - tłumaczyła później filmowa Hanitka matce podczas zakupów - wręcz kluczowe, nie, nie, tego nie kupuj ...
- Bardzo mi się twoja mimika podoba - pochwaliła ją Tali.
- Dzięki tej mimice, i to nawet uboższej niż aktualna znalazła się w naszej ekipie - zdradził Enilioborian - początkowo wcale nie brałaś jej pod uwagę - miała tylko zagrać w scence umożliwiającej ci ocenienie chłopaka, który ją do nas przyprowadził.
-O, tego nie wiedziałam - wyznała Hanita.
-A co z chłopakiem? - Zainteresowała się Tali.
-Nie przyjęłaś go - wyjaśnił Enilioborian
Enilio był bardzo Tali potrzebny ze względu na to, że w celu zajęcia się dziećmi musiała się często odrywać od pracy. Najchętniej siedział na jeżdżącym, doskonale zachowującym równowagę, nawet na nierównościach, krześle o regulowanej, bez potrzeby schodzenia z niego, wysokości. To krzesło Tali brała do auta gdy jechali robić zdjęcia plenerowe. Nie miała już swojego zielonego autka, zresztą do jej aktualnych warunków lepiej pasowało wielkie z mnóstwem miejsca dla dzieci i opiekunki.
Zielone autko stało sobie w Siegridówce z wolna niszczejąc póki Tali ot tak mimochodem nie zapytała Alka czy o nie dba, żeby dzieci Tali Szawala miały z niego pożytek. Natychmiast (czego już nie wiedziała) zlecił przegląd, naprawę i odświeżenie.
======
Milareza chwilowo nie mogła wspierać swoich dzieci.Milaryk wezwał ją do Arbland.
-Mama chce nas wszystkich widzieć - oznajmił i nie wykluczam, że trzeba będzie ją pielęgnować.
Twoich dzieci nie wzywam ale byłoby ładnie gdyby każde znalazło czas aby odwiedzić chorą babcię.
==============

-A z jakiej racji mam jechać do Rezeryki - dąsała się Cyprysia - bo Milaryk tak chce? Ja jego władzy nie podlegam. Zresztą co ja tu mogę pomóc? w dodatku sama jestem stara i schorowana a jakoś nikt o tym nie pomyśli.

Wyjąwszy Cyprysię Rezeryka była kochana przez swoje rodzone i adoptowane dzieci, ceniona przez zięciów i synowe. Wszystkimi się zawsze życzliwie interesowała, pomagała gdy zaszła potrzeba, dobrze o nich mówiła.
Teraz oni ją wspierali.
Dzieci Milarezy dowiedziawszy się jak wygląda sytuacja postanowiły nie przyjeżdżać hurmem tylko w rozplanowanych terminach za to na życzenie Milaryka przysłały grupową fotografię do wmontowania w fotografię całej rodziny. Chciał pokazać mamie jak licznej grupy potomków się doczekała.
w dniu gdy przyjechała Netusia i Tolo ze wspólnymi dziećmi oraz nową narzeczoną Tola Łygaggą, Rada naukowa Arbland przyznająca m. in. nagrody za dokonania w różnych dziedzinach nauki nominowała film Tali "Sędzia Rumosz" do nagrody za szerzenia wiedzy o mało znanych grupach narodowościowych.
Nagrody przyznawano Arblandczykom a Tali można było pod to podciągnąć. Jej rodzice mieli tu dom, ona się tu urodziła i jakiś czas wychowywała, matka była adoptowaną córką pierwszego aranda Arbland, ojciec współpracownikiem Lanborta.
- Paradoksalnie ta nominacja może położyć film - powiedział Karis powiadomiony o decyzji rady wizjofonicznie. - Wielu ludzi niechętnie ogląda i czyta coś ze stempelkiem "naukowe" Dam w gazecie wzmiankę o tym, że jest to dzieło fabularne, przy okazji ukazujące joksolańskie realia.
- Tatuś tyle filmów zrobił na temat Olianu a nigdy żaden nie został nominowany - zauważyła Netusia - to niesprawiedliwe.
- Masz trochę racji - przyznał arand Milaryk - o nominacji często decyduje przypadek. Tym razem to, że Rezemcia ten film zauważyła i zgłosiła radzie. Fachowcy obejrzeli, stwierdzili, że odwzorowuje joksolańską rzeczywistość a więc można nominować. Nie musieli tego robić, Waltusia zgłosiła im wcześniej film: "Mancz, córka Agiwdad" podobno też odwzorowuje tyle, że wyłącznie deszczową. Wtedy pojawiły się różne zastrzeżenia n.p., że nie o taki rodzaj szerzenia wiedzy chodziło. Teraz też mogliby tak powiedzieć lecz zmieniły im się poglądy, pewnie zresztą nie na tyle aby film został nagrodzony.
-Cieszmy się więc z nominacji - wtrąciła się Milareza - wasz ojciec cieszył się z wszystkich waszych sukcesów i nie był o nie zazdrosny.
-Ależ ja nie jestem.
-Jesteś, w imieniu taty więc ci tłumaczę jaki byłby jego pogląd.
-No tak, na pewno taki - przyznała Netusia.
- Chyba jednak zostanę reżyserem - oświadczyła Elzaneta - może nawet jeszcze lepszym niż ciocia.
-Jej trudno dorównać -stwierdziła Łygagga.
-Nie jest to jednak niemożliwe - odpowiedziała Milareza.
Od niedawna Elzaneta mieszkała z Netusią zaś Dewanda w Milwaltdomu. Prawdopodobnie miało to jakiś związek Łygaggą.
Milareza nigdy dotąd nie miała problemu z zaakceptowaniem osób wybranych przez jej dzieci, nawet Brdeszu akceptowała tak długo, jak długo Tali chciała z nim być, jednak Łygaggi nie polubiła choć starała się tego nie okazywać.
Gdy przyszedł czas odwiedzenia babci przez bliźniaków, przyjechali Magnoliusz i Wiernysz z żonami i synkami.
-Bardzo nam przykro - oznajmił z roześmianą twarzą Magnoliusz - że mój brat bliźniak tym razem nie przyjechał ale same problemy go ścigają.
Po pierwsze żona w ciąży, po drugie nominowano go na naczelnika Degeden.
- Oooo. A co z Grygitalem? - Zapytała Milareza.
-Zrezygnował z funkcji bo ma dość funduszy żeby na starość poszaleć. Póki co wyjechał na wyprawę turystyczną z małżonką i Siegrid musi sam wszystko ogarniać.
Pożałowała, że nie ma jej przy synku aby go wspierać. Magnoliusz jakby to wyczuł objął ją ramieniem i powiedział - da sobie radę, duży jest.
Wiernysz miał się za niego opiekować pałacem prawa ale Siegrid się nigdzie nie przenosi bo mu tam dobrze, zresztą Alek z ekipą się tam kręci. Potem jak już Siegrid wszystko ogarnie to ja go zastąpię na stanowisku a Wiernysz w pałacu aby mógł tu przyjechać. Jakoś to urządzimy.
Następni przyjechali Alek oraz Tali z dziećmi i jak to przesadnie ujął Milaryk: armią opiekunek. Tali planowała, że do odwiedzin skończy film, nie udało się bo miała nowe pomysły więc zarządziła przerwę.
-Wydaje mi się, że to mój najważniejszy film - powiedziała babci - wprawdzie przy dwóch poprzednich też tak myślałam ale teraz czuję, że tamte to była zwykła chałtura.
-Ty jesteś prawdziwa Tali - powiedziała Rezeryka.
Tali ją za to spontanicznie ucałowała.

Później Rezeryka oglądając na monitorze jak Tali z pomocą opiekunek zabawia siedmioro małych dzieci spytała Alka - a jak ty się w tym czujesz?
-Musiałem zrozumieć - odrzekł. Na podstawie rzeczy zrozumiałem. Chętnie bym oddał tej Tali to co należało do tamtej ale to już należy do moich dzieci. Okradałbym je. Sama mi kiedyś powiedziała:
"Nie weszłam na jej miejsce. Jej mąż nie jest moim mężem, jej dzieci nie są moimi dziećmi, jej rzeczy nie są moimi rzeczami. Zostałam wyrwana z mojego świata i urządzam się na nowo."
- Aha.
- Nawet Siegridówka już nie jest jej - wyznał - należy do czworaczków. Z czasem Tali ma zamieszkać w domu, który Rezeryka odkupiła od Firseny. Tak mówi Milareza a Tali, że sama sobie coś postawi.
Najgorsze, że moim dzieciom ktoś powiedział, że ona jest kopią ich mamy. Mówią na nią mama. Tali jest przykro, że musi im tłumaczyć jaka jest prawda. Na szczęście choć preferuje swoje maluchy moich nie odtrąca, pozwala im się przytulać do siebie. Gdyby to było możliwe poślubiłbym ją na nowo ale to nie jest tak proste jak klaśnięcie w ręce i nawet nie wiem czy byłoby dla nas wszystkich dobre. Musiałbym pamiętać, że to wcale nie jest powrót Tali tylko małżeństwo z drugą kobietą. To jest tak skomplikowane, że mój umysł nie ogarnia. Tak jakby moja Tali miała zostać macochą własnych dzieci.
=========
Umysł sędziego Siegrida musiał ogarnąć.
Przewrotny los sprawił bowiem, że go zaproszono do miasta Czef by wystąpił jako sędzia w podobnej sprawie. Pewien osobnik podawał się za kopię niejakiego Epliferra zmarłego przed ośmiu arlami i domagał się zwrotu majątku.
Siegrid zadał mu pytania - Epliferr naprawdę żył?
-No oczywiście.
-Naprawdę umarł?
-No wiadomo.
-Spadkobierców zostawił?
-No tak ale skoro ja żyję ...
- Ile jest takich kopii?
-Słucham?
-Chodzi mi o to w ilu egzemplarzach cię powielono i czy naprawdę akurat tobie się należy majątek a nie którejś innej kopii. A może należy go podzielić na 100?
-Jakby były inne kopie to by się zgłosiły.
-Kopia to nie oryginał mimo,że jest rzeczywistym człowiekiem i ma poczucie, że jest oryginałem.
I to jest sedno sprawy. A co by było gdyby kopia pojawiła się za życia oryginału? To jest przecież możliwe, kto byłby wówczas właścicielem majątku kopia czy oryginał? Kto mieszkałby w domu oryginału i budził się przy jego żonie?
Miałby do tego prawo tylko oryginał a zatem po jego śmierci kopia też nie ma prawa do jego majątku.
W dodatku uznając inaczej stwarzalibyśmy furtkę dla rozmaitych oszustów i wciąż każdego musieli przebadać a najpierw zalegalizować w kraju urządzenia do takiego badania. Oczywiście pewną trudność stanowiłoby zgłoszenie się nieznanego rodzinie bliźniaka.
Zdarzają się niestety takie sytuacje gdy ktoś adoptuje jedno z porzuconych bliźniąt a drugie zostawi i tu poproszę na świadka ....
Siegrid przedstawił grupę dowodów na to, że powód jest takim zostawionym bliźniakiem lecz w podsumowaniu podkreślił, że kopia nie może zająć miejsca oryginału bo jest już nowym, oddzielnym bytem i jako taki powinna się na nowo zarejestrować, najlepiej w Degeden bo tam są warunki do zbadania tożsamości. Z tym, że nie należy się spodziewać napływu kopii bo aparaty do tego rodzaju reprodukcji zostały zniszczone.
Więcej powiedział w wywiadzie udzielonym redaktorowi miejscowej gazety, który pragnął wiedzieć jak została rozstrzygnięta kwestia Tali.
-Tali Oft nigdy nie próbowała zająć miejsca Tali Szawala - odrzekł - i sama dążyła do swego zalegalizowania. Naczelnik Grygital po przeprowadzeniu serii badań podjął w tej kwestii precedensową decyzję

Elzaneta towarzyszyła Tali i Enilioborianowi.
Na razie ze względu na wiek nie mogła być przyjęta do szkoły zawodowej a ukończyła już ogólną obu stopni. Mama posłała ją na lekcje śpiewu, tańca, plastyki i prawa, pozostawało jednak trochę wolnego czasu aby się przyjrzeć pracy reżyserów.

Któregoś dnia Tali zapytała - ty chyba wiesz Elzanetko jakim oni byli małżeństwem?
-Kto?
-Tali Szawala i Alagrif.
-Łanym - poinformował łażący za nimi Alawalt.
-Naprawdę? - uśmiechnęła się Tali.
-Chyba naprawdę ładnym - przyznała Elzaneta - ale co ja ci mogę powiedzieć?
-A dlaczego Tali Szawala tak nagle sama wyjechała?
Elza jakby się zmieszała a po chwili powiedziała - bo Alek jeszcze kończył film.
Ze względu na biegające w piżamach, po sali z małymi łóżeczkami, dzieciaki Tali musiała skończyć temat ale czuła, że coś tu jest nie tak.
Po namyśle jeszcze tego dnia spytała wprost Alka o co pokłócił się z Tali tak bardzo, że uciekła.
Patrzył na nią jakby nie rozumiał - ktoś ci jakichś głupot naopowiadał czy co?
-Wróciła tu bez ciebie.
-Bo skończyła film i już nie chciała tam zaczynać następnego. Ja znam powód ale nie uważam za słuszne ci go zdradzać. Na pewno nie byłem nim ja.
Zostałem aby dokończyć mój film. Nie grzeb w tym Talusiu - dokończył łagodnie. Zabrał swoje dzieciaki i odjechał.
-Jeśli nie on to kto? - Rozważała - Netusia?

Netusia wyjaśniła - po prostu Tali chciała być przed porodem u mamy. Narobiła zamieszania. Miała już wszystko przygotowane do kolejnego filmu, zostawiła to bo dzieci były dla niej ważniejsze. Długo nie mogła ich mieć.


Przy następnej wizycie u babci Tali pogadała z mamą.
-Bo wiesz mi się wydaje nieprawdopodobne aby to o poród chodziło - wyznała.
-Ja wiem o co chodziło ale mówiąc ci o tym nadużyłabym czyjegoś zufania.
-Chodzi o Alagrifa?
-Nie. Wy ... Oni byli do końca wobec siebie lojalni.
Z babcią nie można już było porozmawiać ale lubiła słuchać śpiewu dzieci więc na prośbę mamy Tali śpiewała z Dagusią i Hadiunią joksolańskie piosenki, Dagusia przy tym upraszczała słowa a Hadiunia śpiewała na głosce "o". Babci to nie przeszkadzało, uśmiechała a nawet sama próbowała śpiewać.


Nim z Arbland wyjechała Tali, nieoczekiwanie pojawiła się Cyprysia, próbowała z adopcyjną matką porozmawiać na temat testamentu.
-Komu? - Zapytała Rezeryka ale nie potrafiła znleźć dalszych słów. Pomogła jej Milareza - przekażesz? - Zapytała.
-Tak - potwierdziła Rezeryka - ma dość.
-Chodzi o to, że ja nie mam dzieci a ty masz siedmioro? - Zdenerwowała się Cyprysia na Milarezę.
-Dziesięć i ona - powiedziała Rezeryka wskazując Tali, którą Cyprysia obrzuciła nienawistnym spojrzeniem.
-Wychowankowie się nie liczą - powiedziała odwracając wzrok od kopii autentycznej córki.
-Więc czego ty chcesz Cyprylo? - Zapytał Milaryk ironicznie.
-Ja jestem adoptowana.
-Szkoda, że pamiętasz o tym tylko wtedy gdy czegoś chcesz.
- Bo ja nie byłam dla was jak rodzina.
-Za to ci, którzy podpisali prośbę o eutanazję są rodziną i to ich krewni mają dziedziczyć po tobie.
Dla nich chcesz zgarnąć jak najwięcej?
Niech ci wystarczy to co masz a zwłaszcza to, że dzięki zafundowanej ci przez mojego ojca operacji możesz się wykłócać o majątek nad łożem mojej matki.
- Wyjdźcie - poprosiła Milareza.
-Należy się nic - powiedziała Rezeryka. Milaryk okazując ogromną stanowczość zabrał przybraną siostrę z komnaty matki i pokłócili się w jego gabinecie.
Wreszcie wszedł zirytowany Rezeander - czy wy nie rozumiecie, że mama nie ma już sił aby cokolwiek zmieniać w testamencie? Ona umiera a wy prowadzicie bezprzedmiotową dyskusję. Co zapisała, to zapisała, każde z nas poradziłoby sobie bez tego.
Redzio miał rację, Rezeryka już niczego nie mogła zmienić, już jej się nawet jeść nie chciało, nie ucieszyła jej wizyta czworaczków ani Siegrida, obchodził ją już tylko własny ból i dyskomfort, wkrótce zmarła. Swój wielki majątek rozdzieliła na mniej więcej równe działy między ośmioro dzieci i 33 wnucząt, także tych nie żyjących bo przecież zostawili spadkobierców, oraz Tali Oft Magnolię.
Cyprysia też swój dział otrzymała.


Tali Oft dostała zapis kłopotliwy: Joksolańską majętność Rezeryki wraz z postawionymi tam zabudowaniami.
Bardziej ucieszył ją dżak najnowszej generacji oraz joksolańskie plony Rezeryki z poprzedniego arla razem pojemnikami w tym przetrwalnikiem w którym umieszczono te nietrwałe
-Mam nadzieję, że obskoczysz też moje włości - rzekł Milaryk - bo ja nie będę miał na to czasu.
-Wujku ja nawet nie wiem czy tam jeszcze pojadę.
- Gdybyś wzięła najpierw ślub nie byłoby problemu.
-Zbyt pochopnie to ja już tym razem tego nie zrobię.
-Z Alkiem się pobierz.
-Nie wiem dlaczego Tali od niego uciekła.
-A uciekła?
- On został w Dżawans, ona wróciła do Degeden.
-Była przy nadziei a skończyła już kręcić film.
-Miała przygotowany drugi. Mnie żadna ciąża nie przeszkodziła w kręceniu filmu.
-Była starsza, długo na dziecko czekała.
-Co nie przeszkodziło jej chodzić po dachach, zwiedzać szpitale i przygotowywać kolejny film.
- Mimo wszystko nic nie wskazywało na to, że jest skłócona z Alkiem. Twoja mama by coś zauważyła a ona Alka traktuje przyjaźnie. Szybciej Netusia ... Mogło chodzić o władzę nad wytwórnią.
-Nie sądzę aby Netusia ale ... Dziękuję za twoje sugestie. A co do Alka to nawet mi się nie oświadczył.
Tali nagle uprzytomniła sobie, że Elza przestała odwiedzać szpital w Ewrenilli.


Jeszcze będziemy mieli dużo kłopotów i procesów w związku ze spadkiem - powiedział znękany Milaryk do Milarezy - sam mam wątpliwości ale najbardziej chciałbym aby to było już po za mną. Jak mama podzieliła tak niech będzie.
Gdy my umrzemy też będą kłótnie?
Siegrid słuchając tej rozmowy pomyślał - dobrze, że u nas będzie spokój.
Nie uwzględnił wszystkich zamieszkałych w Degeden spadkobierców.
Gdy już był w swoim biurze usłyszał kłótnię na korytarzu, wyszedł więc z gabinetu by zgromić kłótników spojrzeniem naczelnika. Kiedy zobaczył kto się awanturuje zaprosił gromadkę do środka.
Sekretarce kazał wezwać prawnika Olwirianda.
-Zaczekamy - powiedział a petenci nadal się kłócili ignorując powagę stanowiska.
Przez chwilę żałował, że laskę Milandera babcia zapisała Magnoliuszowi.
Chyba wszyscy męscy potomkowie nie wyłączając Milaryka chcieli ją dostać a trafiła się Magnoliuszowi. Może i lepiej bo głupio i pretensjonalnie by wyglądało takie stukanie lachą przez 25 arlowego a więc jeszcze młodego mężczyznę.
Zamiast tego huknął pięścią w biurko i powtórzył - zaczekamy.
-Ty nie jesteś właściwą osobą do rozpatrzenia tej sprawy - oznajmił nieadekwatnie do sytuacji ojciec Tamansy.
-Toteż rozpatrzy ją kompetentny prawnik Olwiriand - oznajmił Siegrid wskazując wchodzącego syna Grygitala.
-Radź sobie - dodał w stronę prawnika - gdybyś potrzebował ode mnie informacji to jestem.
Zabrał papiery ze swego biurka i przeniósł się z nimi do stoliczka.
-No to zrelacjonuj o co chodzi -Olwiriand wskazał ojca Tamansy.
-O podział majątku Rezeryki.
-Podzieliła jak sama chciała. Czy tak? - Zapytał prawnik naczelnika.
-Tak, po równo między dzieci, wnuki i Tali Oft. W przybliżeniu po równo bo większość majątku to rzeczy i nieruchomości. Tak samo potraktowała dzieci rodzone jak adoptowane tak więc zarówno mój wujek Irbis jak i każde z jego dzieci dostali po czterdziestej drugiej części majątku. Ponieważ wujek nie żyje jego część została podzielona na sześć czyli na pięcioro dzieci i żonę przy czym działka żony na dwie: zmarłą Kimifuwę i Tamansę.
-Logicznie - orzekł Olwiriand choć na ogół dzieli się tylko na dzieci ale zmarła miała prawo zdecydować inaczej.
-Ponadto - dodał Siegrid - nie jest Karebordżanką - majątek podzieliła jako Arblandka przed arblandzkim rejentem.
- Tak ale część Irbisa to tu powinna być podzielona - oświadczyła matka Tamansy - bo tu jest jego rodzina!
-Nie cała.
-Cała!
- A jakie wy zgłaszacie zastrzeżenia? - Tym razem prawnik zwrócił się do brata Kimifuwy.
-Po pierwsze z jakiej racji dziedziczy Tamansa skoro ma już drugiego mężczyznę? Nieślubnego ale tym gorzej bo hańbę rodzinie przynosi.
-Swojej - mruknął Siegrid.
-To oszczerstwo! - Wrzasnął ojciec Tamansy.
-Masz jakieś dowody? - spokojnie zapytał rzucającego oskarżenia Olwiriand.
-Jakby rodzina Rezeryki chciała to by je znalazła.
-Co o tym sądzisz? - Zapytał Olwiriand Siegrida.
-Rodzina Rezeryki doskonale o tym wie Pozwólcie, że zacytuję słowa miej czcigodnej babci:
"Gdyby Tamansa powtórnie wyszła za mąż i nie możnaby jej już traktować jak wdowę po Irbisie to należy pamiętać, że jakiś czas z nim żyła, dała mu dwójkę dzieci i on był wtedy szczęśliwy."
- Z naszą siostrą też był szczęśliwy! - Zaznaczył jeden z braci Kimifuwy.
-To prawda. Dlatego i ona została uwzględniona.
-Ja bym radził tymi waszymi maszynami sprawdzić czy dzieci Tamansy są dziećmi Irbisa!
-Zwrócił się drugi z braci do Siegrida.
-Też o tym pomyśleliśmy i dyskretnie sprawdziliśmy. Są i nic nie wskazuje na to aby Tamansa zdradzała Irbisa.
-Teraz zdradza jego pamięć.
-Teraz źle się prowadzi i nie może już być uważana za członka naszej rodziny, niemniej za życia Irbisa tego nie robiła.
-Nie wiadomo.
- Skoro nie wiadomo to uznajemy, że nie robiła. Niepotrzebnie tak się martwicie o majątek swoich siostrzeńców. Oni na pewno nie są pokrzywdzeni bo Milaryk o nich zadbał.
-Właśnie, to już są synowie Milaryka i nie powinni dziedziczyć po naszej siostrze.
-A kto powinien?
-Jej rodzina.
-Jej rodzina nie była w porządku wobec Irbisa i nie może po nim dziedziczyć nawet pośrednio a Milaryk nie odebrał dzieci Irbisowi tylko się nimi opiekował. Tak więc - tu Siegrid zwrócił się do matki Tamansy - nie można twierdzić, że cała pochodząca od Irbisa rodzina jest w Degeden bo synowie Kimifuwy to jego synowie.
-Jak to nasza rodzina nie była w porządku? - Oburzali się bracia Kimifuwy.
-A to proponowałbym omówić bez udziału osób niezainteresowanych.
-Czy macie jakieś pytania lub zastrzeżenia w sprawie podziału majątku Arblandki Rezeryki?
-Zapytał prawnik rodziców Tamansy.
-Nie - odrzekł ojciec patrząc pytająco na żonę, która skinęła mu głową - naczelnik już wyjaśnił wszystko co chcieliśmy wiedzieć.
Gdy wyszli Siegrid zwrócił się do braci Kimifuwy - pogadamy gdy wyciągnę z archiwum dowody. Na kiedy się umówimy?


Nie mam obowiązku wam się zwierzać - wrzeszczała Tamansa - to są moje prywatne sprawy a wy nie mieliście prawa iść za moimi plecami do naczelnika. W impecie wściekłości pognała autem do naczelnika, wtargnęła do jego gabinetu i nie bacząc na to kto tego słucha zrobiła awanturę o to, że ją obgaduje.
- Przepraszam - powiedział - pewnych rzeczy nie powinienem był powiedzieć publicznie - masz pełne prawo mnie zaskarżyć. Talusiu, zostawisz nas samych?
- Nie, dlaczego? Taką ekspresję chciałabym wykorzystać w następnym filmie. Spróbuj proszę to powtórzyć ciociu bo może będę miała dla ciebie propozycję.
Tamansa wybiegła trzaskając drzwiami.
=========
Skończywszy piątą część "Szpitala w Ewrenilli"
Tali wstapiła do Netusi by zaproponować Elzie pracę.
-Nie dałabym ci na razie jakiegoś ambitnego stanowiska - wyjaśniła siostrzenicy - byłabyś moją przyboczną do załatwiania drobiazgów ale wspólnie zastanowiłybyśmy się nad tematyką i przygotowaniem następnego filmu. Wiem, że masz ambicje być lepsza ode mnie no to przyjrzyj się mojej pracy i pracy Enilioboriana to stary wyga, warto znać jego metody.
-Ciociu ja nie mogę.
-Niby dlaczego? - Zapytała Netusia.
-Bo to przeze mnie umarła Tali Szawala.
- Pchnęłaś ją ze schodów czy dolałaś trucizny? - Zapytała żartobliwie Tali Oft a równocześnie Nety wykrzyknęła - Co ty za bzdury opowiadasz córeczko?!
- To przeze mnie wyjechała z Dżawans!
-Przecież powiedziała ci, że jest w ciąży.
-A ja myślę, że wyjechała bo powiedziałam, że obłowiła się na mojej wytwórni. Później Tolo wyjaśnił mi, że to co zarobiła to jej się należało i każdy reżyser musiałby swoją pensję dostać a ona jeszcze ładowała swoje pieniądze w wytwórnię powiększając przez to następne zyski. Wytwórnia dużo straciła kiedy opuścili ją Tali i Alagrif.
-Z Tolem o tym rozmawiałaś a ze mną nie? - Netusi było przykro.
-On miał dla mnie czas i gdyby nie ta wredna Łygagga miałby go nadal.
-Za plecami Tola kazała jej się z jego domu wynosić - wyjaśniła Netusia.
-No to i chłopców ci wkrótce przywiezie. Biedny Tolo, ktoś mu powinien otworzyć oczy.
-Próbowałam, nie da się - odpowiedziała Elza.
-Próbowałaś, jesteś w porządku a za cały świat nie ponosisz odpowiedzialności. Nie jesteś winna śmierci Tali Szawala. Owszem byłaś niemądra i niegrzeczna ale nie spowodowałaś jej śmierci. Gdyby rodziła w Dżawans też mogłaby umrzeć. Przedyskutuj z mamą kwestię pracy u mnie, uwzględnij, że nie zapłacę ci więcej niż innym uczennicom i że nie jestem znowu aż takim super reżyserem, zawsze jednak czegoś możesz się nauczyć. Na dziś tyle, czekam na decyzję.

Pożałowała złożenia tej propozycji gdy nazajutrz na naradzie rodzinnej Milareza powiedziała - nagrodzono Tali za jej filmy joksolańskie. Nagroda jest przewidziana na dalszą działalność. Widzę dwa rozwiązania - odrzucenie nagrody albo zdalne sterowanie kolejnym filmem joksolańskim.
-Z Joksolańczykami nie da się pracować na odległość - odpowiedziała Tali - trzeba przy nich być kiedy się coś tłumaczy.
-Wobec tego tym razem zrobisz film z naszymi aktorami.
-To będę im musiała wtłaczać do głowy mentalność joksolańską, uczyć prawa spisanego i zwyczajowego i pilnować aby byli grzeczni.
Czy ta nagroda musi być zużyta na film joksolański?
-Nie ale Joksolanię już znasz.
-I dlatego nie boję się tam lecieć - zdecydowała Tali Oft.
-To chyba tylko ze mną - powiedziała Milareza.
-Nie, ty jesteś potrzebna w sztabie głównym, nie możesz być tylko moja.
-To fakt - przyznał Karis - tu się mamo lepiej przydasz nam wszystkim.
-Sewilanta przepracuje mi scenariusz - powiedziała Tali - a ja sobie przygotuję miejsce na bezpieczne mieszkanie.
Chciałabym być gotowa na koniec trzeciego nonestra. Sewilanto zdążysz.
-Dawaj ten scenariusz - zażądała Sewilanta- w obu wersjach. Pierwsza wprawdzie lepsza od drugiej ale z drugiej można coś wyłuskać..
-Jeszcze mi tam wkomponujesz ... a raczej zamienisz jednego z "tylnych" bohaterów w postać przednią i tragiczną. To może być dotychczasowy wytwórca biżuterii z muszelek jak się na razie zwie nie ważne, zmienimy mu imię na Iszwu a tytuł filmu na "Iszwu postać tragiczna"
Szczegóły wyjaśnię ci przy innej okazji.
Milareza tylko ręce załamała.
============
Elzia wolała milczeć a i tak mama jej w drodze do domu powiedziała - tylko nic nie kombinuj bo się postaram abyś za szybko tytułu dorosłej nie dostała.
-O czym ty mówisz mamciu? - Elzia udała ogromne zdziwienie.
-O tym, że do pracy u Tali nie pójdziesz. Nie musisz jeszcze pracować.
No cóż na razie za Elzanetę decydowała mama.
Elzia miała jednak swoje tajne plany i aby odwrócić uwagę mamy do Tali nie chodziła, snuła się za Tawią.

===========


W PAŁACU NACZELNIKOWSKIM
Łygagga pracowała w biurze naczelnika dzięki temu poznała Tolanda zajmującego się konserwacją i naprawą gadżetów biurowych n.p podajników dokumentów i przyborów.
Miał dobry fach, porządny dom i auto. Mniej fajne było to, że miał też dzieci a pieniądze,
otrzymywane od byłej żony najpierw na trójkę a obecnie dwójkę dzieci wpłacał tymże dzieciom na ich konta. Nawet dziewczynie, która nie była jego córką no ale dziewczynę już Łygagga pogoniła. Pannica lada moment powinna dostać status dorosłej a z ojczymem mieszkała.
Gdy Grygital wyjeżdżał na "podbój świata"
wszyscy pracownicy zadrżeli oczekując, że nowy naczelnik większość z nich pozwalnia by wprowadzić swoich ludzi ale nie ... Nie było żadnych zmian.
Siegrid jak sam twierdził nie lubił bałaganu.
Po pewnym czasie Grygital wrócił by pochować żonę.
-Biedna wyjechała po śmierć - litowała się kasjerka.
-Raczej mimo bliskiej śmierci - odrzekł księgowy - stary zabrał ją w ostatnią podróż.
Grygital wrócił do swego, nigdy przez Siegrida nie zaanektowanego mieszkania w pałacu i podjął pracę sędziego.
Wkrótce potem zjawiła się zdenerwowana kobieta.
-Ja do naczelnika Grygitala - powiedziała.
-Chyba do naczelnika Siegrida? - poprawiła Łygagga.
-Nie, ja ze skargą na naczelnika Siegrida.
-Dobrze, zaanosuję - powiedziała, włączyła anonser i powiedziała - panie sędzio, przyszła petentka ze skargą na naczelnika.
-Wpuść.

http://b4.pinger.pl/f9dea48bb7
 

 



Tą kobietą była Tamansa skorzystała z okazji i złożyła Grygitalowi skargę na Siegrida.
Znał już sprawę od młodego kolegi, spostrzegł różnice w ich relacjach.
Zamyślił, pomasował brodę.
-Stawiasz mnie w trudnej sytuacji bo teraz to on jest moim szefem ale oczywiście nie uchylam się od rozpatrzenia sprawy. Jeżeli kłamał poniesie poważne konsekwencje. Kto był świadkiem zdarzenia?
-Moi rodzice.
-Kto jeszcze?
-Ktoś z rodziny Kimifuwy.
-Dobrze, rozpatrzę sprawę, dostaniesz wezwanie ty i wszyscy świadkowie, uzgodnię termin z naczelnikiem.
-Z naczelnikiem?
-On musi wiedzieć co tu się dzieje ale bez obaw ma obowiązek pozwolić aby rozpatrzył to inny sędzia, możesz nawet zażądać aby to był ktoś spoza Degeden. Jeżeli naczelnik mówił prawdę prawdopodobnie otrzyma naganę bo nie powinien był tego powiedzieć a zwłaszcza użyć obraźliwych słów, jeśli kłamał może dożywotnio być usunięty z listy prawników i wypłacić ci odszkodowanie. Czy jesteś pewna, że sprawa wyglądała dokładnie tak jak mi to przedstawiłaś?
-No przecież przeprosił, gdyby nie był winny to by nie przepraszał.
-Mmm. Dobrze. Przyjąłem sprawę i zajmę się nią w trybie pilnym.
=======
Tamansa zaczęła się niepokoić czy aby na pewno dobrze postąpiła. Rozmowa z rodzicami najpierw doprowadziła do kłótni.
-Że niby co? Ja ci tak mówiłem, że cię szmatą nazwał? Sama to sobie wymyśliłaś - nakrzyczał na nią ojciec.
-Mówiłeś!
-Że jesteś szmatą ale nie to, że on tak powiedział. Słuchaj co ludzie mówią a nie zmyślaj. Potem już na spokojnie ustalili co właściwie powiedział Siegrid i nazajutrz z samego rana pobiegła odkręcać sprawę.
Spośród prawników zastała tylko Siegrida.
-Widzisz ciociu Grygital tak wcześnie nie przychodzi i nawet tego od niego nie żądam. Musi odpocząć po tym okropnym stresie. Dla mnie ważne, że w ogóle jest. Nie gniewaj się ale dobrze by było gdybyś zaczekała w sekretariacie. Łygaggo zrób mojej cioci coś do picia. Zniknął w swoim naczelnikowskim gabinecie.
-Pewnie zaraz przybiegnie Tali - powiedziała po pewnym czasie Łygagga bo skoro petentka była ciotką Siegrida należało uyrzymywać z nią poprawne stosunki - szuka tematu do następniejszego filmu.. Tamansa omal się nie zakrztusiła i to bynajmniej nie ze względu na ten szokujący słowotwór: "następniejszego" , szczęśliwie Tali tego dnia wcale nie przyszła.
Ucharakteryzowana jeździła taksówką robiąc przerwy na karmienie synka i przytulanie wszystkich swoich dzieci czekających z opiekunkami w domu.
Właśnie tego dnia przewiozła swoim jeszcze całkiem dobrym autem odkupionym z korporacji taksówkarskiej pewnego mężczyznę. Zrazu ujrzawszy "babę za kierownicą" chciał zrezygnować ale potem wsiadł.
Kazał podjechać pod pałac naczelnika.
-Nie ma pan zaufania do kobiet - zagaiła.
-Nie mam - warknął, postanowiła więc nie kontynuować rozmowy. Po prostu odstawiła go na podany adres.
-Pani zaczeka warknął wychodząc. Wrócił z Łygaggą.
W czasie jazdy kłócili się bo on twierdził,że jakieś dziecko nie jest jego.
-To tego palanta - powiedział.
-Nie bo on jest z tych co najpierw muszą się ożenić.
-Dopiero teraz do Tali dotarło o jakim dziecku mowa. Byli tak zaabsorbowani, że odeszli nie płacąc.


- Podobno Łygagga oczekuje dziecka - powiedziała Tolowi przy najbliższej okazji.
-Tali ja do Netusi i tak nie wrócę - odrzekł -więc się nie wysilaj.
-Zdenerwował się - ile razy cię okłamałam? Do łba ci nie przychodzi, że może mi chodzić o ciebie?
Tylko się pokłócili a potem wybiegła.
Parę dni później powiedział - Talusiu chcę ci podać ciekawą informację - Łygagga dała się zaewidencjonować unaskim urządzeniem. Nie jest w ciąży.
-Może się myliła.
-Daj już spokój i nie słuchaj plotkujących taksówkareczek.
- Albo nie chcieli za kurs zapłacić.
-Albo co? - Spytał kpiąco.
-Albo nic - odpowiedziała i zajęła się mieszaniem jarzyn na ciepło.
-Nie przeprosisz? - Zapytał.
-Skoro ci zależy mogę przeprosić ale to tylko tak na odczepne. Przepraszam.
- No dobra, wiem, że to taksówkarka ci tak napytlowała. Nigdy więcej plotek nie powtarzaj i przestań się dąsać bo dobrze wiesz że mam rację.
-Tylko dlaczego oni się kłócili przy tej taksówkarce?
-Nie kłócili się tylko żartowali, na dodatek Łyga jechała wtedy z bratem. Tali ja cię proszę abyś się tak negatywie do niej nie nastawiała.
===========
- Miałaś rację - powiedział później Łygagdze - to ta taksówkarka. Powiedziała Tali, że się kłóciliście.
-Akurat. Po prostu wiedzieliśmy, że to plotkara a
Fałcebio lubi żartować, nie pomyśleliśmy.


WREDNA TEŚCIOWA

W krótki czas potem narzeczeństwo Tola przechodziło kryzys bo Łygagga chciała mieć huczne wesele on zaś skromne. Milareza zorientowawszy się przed czasem na co się zanosi złożyła u Tola zamówienie na kilka mechanizmów lalkowych a kiedy wyczuła, że już doszło do zerwania, dopilnowała aby Tolo nie pognał za nie lubianą przez nią kobietą. Zajęła mu czas. Przyniosła świeżo zrobione elementy lalkowych ciałek, aby wszystko spasować oboje musieli dokonywać poprawek. Przy okazji pogadali. Wyżalił się.

-Ona wróci - powiedziała Milareza - wróci synku do twoich pieniędzy.
-Nie. Ona taka nie jest.
Gdy domawiał tych słów rozległo się kołatanie. To była Łygagga.
Milareza, wolno, dokładnie zebrała i pochowała do kasetek rozłożone elementy, tak wolno, że nim wyszła, Łygagga zdążyła powiedzieć, że zgadza się na skromny ślub.
-Drobne zwycięstwo wrednej teściowej - powiedziała sobie Milareza. Wkrótce odniosła większe, doprowadziła do podpisania intercyzy.
Łygagga patrzyła na nią z nienawiścią choć przecież także jej interesy intercyza zabezpieczała. Milareza głównie na to zwróciła Tolowi uwagę.

-Gdybyś ją porzucił choć ona nic nie zawiniła dostanie odszkodowanie w wysokości jednej części twego majątku podzielonego w równych częściach na was i twoje ślubne dzieci.
-Nie zamierzam jej porzucić.
-A ona zapewne nie zamierza porzucić ciebie ale życie pisze różne scenariusze niech więc ma to zabezpieczenie. No chyba, że oboje zdecydujecie inaczej.

===============

Wyjazd Tali stanął pod znakiem zapytania gdy okazało się, że jedna z opiekunek nie poleci ponieważ boi się o nią jej rodzina.
Wcześniej Tali zdalnie starannie wysprzątała i odświeżyła tamtejszy, należący już do niej Milanderdom. Była to kamienna, solidna budowla, niby opuszczona ale jednak Rezeryka o nią dbała bo tu składano zbiory przed wysyłką do Arbland.
Naprawy jakich Tali dokonała były nieliczne, dotyczyły zwłaszcza stolarki oraz barierek i poręczy. To trochę kosztowało a Tali nagle postanowiła dla dobra filmu zamieszkać na Ung, w joksolańskiej chacie, żyć jak Joksolanka i nawet znów uczestniczyć w imprezach aby nie izolować się od sąsiadów.
-Talusiu, ty masz dzieci - załamywała ręce Milareza.
-Dzieci będą przy mnie.
-To się nie uda Talusiu. Dzieciom trzeba dawać coraz większą miarę wolności. Dziewczynki będą chciały pobiegać, w dodatku mogą zachorować, jak dasz radę pilnować dzieci i robić film?

Nieoczekiwanie Netusia też zdecydowała się lecieć czym kompletnie zaskoczyła córkę.
-Ty mamusiu tu powinnaś zostać bo przecież Łygagga
przywiezie ci chłopców - powiedziała Elzaneta.
-Nie przed ślubem - odpowiedziała Nety - a na ślub to my tu przylecimy, choćby ze względu na ciebie.Tam jest dużo roboty no i dzieci trzeba popilnować. Przydamy się Tali.
==========
KOBIETA Z REKLAMY

Milareza zapytała Tola czy będzie mu potrzebna w przygotowaniach do ślubu bo jeśli tak to chciałaby wiedzieć w czym aby mogła się tym zająć przed wyjazdem na Joksolanię.
-Wyjeżdżasz z Tali? - Zaniepokoił się.
-Z Tali i Netusią.
Chciał jeszcze o coś zapytać ale wyprzedziła go Łygagga - a kto się zajmie dziećmi w czasie wesela?
-Możemy zabrać - zaproponowała Milareza.
-Mamo ja się nie zgadzam - odrzekł Tolo - a Elzia?
-Niestety też jedzie i pojedzie choćby Netusia została. Ma już status dorosłej. Chce pracować z Tali. Tali jej to obiecała zanim wynikła sprawa kręcenia kolejnego filmu w Joksolanii.
- Nie mogłaś ich jakoś zatrzymać?
-Próbowałam namówić Tali do zrobienia filmu lalkowego. Przecież mogłybyśmy malować scenerię ale powiedziała, że nic nie zastąpi autentycznej natury i autentycznych ludzi. Tym razem zamierza zatrudnić do gry w filmie rozmaitych wytwórców joksolańskich. Autentyzm to hobby Tali.
-No wiem - westchnął - a chociaż przylecicie na ślub?
-Ja zamierzam przylecieć.
-A Tali? Zależy mi na niej. Przyjaźniłem się z tą właściwą ale Tali Oft ostatnio jest nie do wytrzymania. Czy nie mogłaby po prostu zaakceptować mojego wyboru?
-Może się w tobie kocha? - Łygagga mówiła do Tolanda ale chciała dopiec Milarezie.
-No coś ty, to przecież moja siostra - zaooponował Toland, sam od razu spostrzegł mizerność takiego argumentu a Łygagga podchwyciła - taka sama jak Nety.
-Nie, nie taka sama - odrzekł stanowczo.
-Zostawmy to - powiedziała Milareza - spiszmy co powinno być do ślubu załatwione i zaznaczmy co już jest a czego trzeba dopilnować.
Łygagga najchętniej by ją pogoniła no bo właściwie kim ona była dla Tolanda? Eks teściową?
Niestety Tolo traktował ją jak matkę, właśnie ją a nie swoją macochę. Szanował Milarezę i ona mogła dokonać więcej niż taka siostrunia Talunia i to w odmłodzonej wersji. Trzeba się było z tym liczyć.
-A mnie się wydaje, że Nety ucieka bo nie chce się zająć dziećmi - powiedziała później Łygagga do Tolanda.
-Nie widzę problemu - odrzekł - mam jeszcze dwie rodzone siostry oraz Tawię i czterech przybranych braci a moi chłopcy nie są niemowlętami. Poradzimy sobie. Zmilczała a on jeszcze dodał - Ważne, że Milareza nam sprzyja, we wszystkim pomaga, o wszystkim pomyślała. Jest nieoceniona.
Nawet nie wiesz jakie to dla mnie ważne, że zrobiła ten wykaz.

Dni do ślubu zleciały błyskawicznie, spis spraw zrobiony przez Milarezę bardzo się przydał. Wbrew absolutnie nie podzielanym przez Tolanda obawom cała jego rodzina wywiązała się na czas z przyjętych zobowiązań a w dniu uroczystości zjawili się niemal wszyscy.
Toland liczył ich wzrokiem.
-Tali też jest tylko kręci się przy obsłudze - powiedziała Milareza. Uspokoił się ale jeszcze od czasu do czasu się rozglądał.
Nagle wbiegli jego synkowie.
-Strzelali do nas - zawołali podekscytowani i obficie gestykulując relacjonowali - ciocia Tali to fiiit prawie taką rewoltę zrobiła samochodem! Tatusiu! Zwykłym samochodem! - Wyjaśniali jeden przez drugiego - a jak na tego strzelacza omal nie wjechała to rzucił broń i uciekał, że mało portek nie pogubił. A nam nic, tylko szybę rozwaliło w drobny mak i utknęło w torebce bo ciocia się zasłoniła a tam jak na złość był scenariusz oprócz swetra, dobrze, że w twardej oprawie to może całego nie zniszczyło no ale niestety go zabrali i ciocia to aż się popłakała i ciocię też nam zatrzymali a nie ma drugiego egzemplarza a myśmy uciekli. No, że ja nie wiedziałem jaką genialną mamy ciocię! No taką rewoltę czy jak to się tam nazywa to nawet Elza by nie zrobiła, ani nawet ja. No tak fruu, fruuu i na niego. No będę próbował ten manewr powtórzyć.
Może ciocia pożyczy mi to auto.
Mimo, że momentami relacja stawała się zabawna dorośli byli przerażeni.
-Przepraszam - powiedział Toland - musimy odłożyć ten ślub. Siegrid jedź tam, ja pokieruję zabezpieczeniem budynku.
-To nie widzisz, że to zwykła zgrywa? - spytała Łygagga.
-Nie, nie widzę - odrzekł ze złością. Znał swoich chłopaków i wiedział kiedy się zgrywają.
Matka wyszła z Siegridem. Żona została by z innymi kobietami zająć się dziećmi i zapłakaną narzeczoną.
Łygagga całkiem serio zastanawiała się czy nie zerwać z Tolandem. Nie powinien był jej tak potraktować, chyba honor wymagał aby zerwać.
Nieszczęsna nie wiedziała, że ten dzień przyniesie jej jeszcze gorsze przeżycia.
Niedługo po wyjeździe naczelnika przyjechali strażnicy i poprosili aby z nimi pojechała w sprawie brata.
- Ja też jadę - wykrzyknęła matka, ojciec nic nie mówił tylko się szybko zebrał. Rzeczywiście chodziło o Fałcebia.
To on strzelał do Tali.
-Ale dlaczego miałby strzelać przecież nie jest wariatem - labiedziła matka.
Łygaggę poproszono do pokoju przesłuchań. Siegrid siedział z boku.
- O czym rozmawiałaś z bratem w białej taksówce nie istniejącej korporacji pikolo? - Zapytał śledczy.
-O głupotach.
-Z powodu tych głupot twój brat strzelał do kobiety prowadzącej auto, narażając przy okazji życie synów twojego narzeczonego więc bądź łaskawa wyjaśnić co takiego było w tej rozmowie.
A może to właśnie o chłopców chodziło? Bałaś się, że Toland nie odda ich matce?

W końcu musiała się przyznać, że kłótniami, tyle że zwykle o uszkodzenie przez nią jakiegoś sprzętu odwracali uwagę osoby prowadzącej taksówkę by nie zapłacić.
-Pracownica naszego biura naciągała taksówkarzy - jęknął Siegrid.
-To wciąż nie tłumaczy dlaczego strzelał -stwierdził śledczy ale na razie jej podziękował.
==========
Jeszcze raz przesłuchano Tali. Proszono aby przypomniała sobie szczegóły.
-Na pewno o czymś z nim rozmawiałaś - podpowiadał Siegrid - nie po to jeździłaś aby zarobić.
-No tak ale on nienawidził kobiet, to się czuło więc wyjątkowo z nim nie rozmawiałam.
-A później próbowałaś ustalić kim jest?
-No tak, to już mówiłam, trochę się za nim kręciłam. Nie chciało mi się wierzyć, że to brat. Nawet jeśli przyjąć, że naciągali taksówkarzy to taki temat kłótni między siostrą a bratem jest dziwny. Nie umieściłabym czegoś takiego w moim filmie. No chyba, że improwizowali i tak im głupio wyszło. Bardzo głupio.
-A śledząc go wykryłaś może jakieś jego tajemnice?
-Nie, żadnych.
W końcu odnaleziono brata Łygaggi. Powód dla którego strzelał do Tali był szokujący.
Fałcebio dużo pracował przy wizjofonie i niesamowicie go denerwowała reklama. Pojawiała się stopniowo, najpierw blakł ekran i nic nie można było na nim zdziałać, potem ukazywała się uśmiechnięta kobieta stojąca przy aucie tego samego typu jakie miała Tali, napis zachęcał do kupienia auta na raty. Fałcebio szybko kasował ten obraz ale reklama pojawiała się ilekroć zapisywał zmianę w swoim opracowaniu i była wyjątkowo irytująca. Znienawidził kobietę ze zdjęcia. Nieraz tej fotografii naubliżał ale pozostała niewzruszona. W dodatku przypominała mu tego "babsztyla" przy którym tak niefortunny temat wybrał do kłótni z siostrą. No a co miał się przy babie kłócić o wrzucenie wszystkich śrubek do jednego słoika? Później cała rodzina mu dogryzała.
-Dogryzali bo zły temat wybrałeś? - Upewnił się Siegrid.
-A co dobry?
-Nadziwić się wszyscy nie możemy dlaczego akurat taki - przyznał.
-Słuchaj - odezwał się śledczy - przecież ta kobieta z reklamy i ta do której strzelałeś nie są do siebie podobne. Pominął już to, że Tali jako taksówkarz była ucharakteryzowana.
-Ale auto mają takie samo - odrzekł Fałcebio.
-No nie bardzo, wprawdzie obie "ostrygę" ale na fotografii z reklamy jest niebieska a ta kobieta do której strzelałeś jechała białą.
- A co mnie kolor obchodzi?
-A po tym jak cię wiozła widziałeś ją jeszcze kiedyś?
-Nie.
-Czyli strzeliłeś do kobiety bo ma takie samo auto jak na reklamie?
- A pan byś nie strzelił gdyby co chwilę zasłaniała mu ekran?
-No nie, nie strzeliłbym, nawet gdyby to była ta sama kobieta.
-Na dodatek rozsiewała ploty.
-Gdyby rozsiewała to już całe miasto by mówiło, że żyjesz w kazirodczym związku z własną siostrą. Czy nie lepiej było zapłacić za ten kurs?
- Za drogo sobie ci taksówkarze liczą.
-To można chodzić pieszo albo kupić sobie jakiś pojazd, choćby rower.
===========
I tak z powodu denerwującej reklamy małżeństwo Tola nie doszło do skutku a Łygagga straciła pracę.


Uczta weselna była przygotowana w pałacu prawa. Zeszli się nazajutrz by sobie podjeść i pobyć razem a przy okazji uczcić niedawny ślub Jawisy - opiekunki, którą Milareza wybrała kiedyś dla córeczek Tali Oft.
Przez ten ślub Jawisa z nimi na Joksolanię nie poleciała tylko została z rodziną, druga opiekunka Sorinda też nie poleciała. W opiece nad dziećmi pomagała nowa - Kselipona. Jednak teraz Jawisa chciała wrócić na swoje stanowisko o ile jej mąż zostanie zatrudniony jako scenarzysta.
-To trochę kłopot - powiedziała Tali - bo ja współpracuje z Sewilantą i ona za mną nadąża a ja jestem trudnym bo trochę zwariowanym szefem.
-Mam propozycję - wtrąciła się Milareza - niech mąż potraktuje wyjazd trochę jak wyprawę w nieznane, trochę jak dodatkowe szkolenie, trochę jak polowanie na ciekawy temat.
Może też robić album z podróży na pamiątkę dla rodziny, którą właśnie założyliście.
Gryszding się zgodził więc teraz wiwatowano na ich część.
==========

Tolo starał się nadrabiać miną. Przysiadł się do Elzanety.
-Łyga naprawdę kazała ci się wynosić? - Zapytał.
-A co myślałeś? Że w innym wypadku zostawiłabym chłopaków na jej łasce?
-Jeszcze ja byłem.
-Ty nic nie widziałeś, mógłbyś się potknąć o jej wredność i nie zauważyć a ona mi straszne rzeczy mówiła, nawet wstyd powtarzać. Mamusia przyjechała na ślub, żeby ułatwić jej oddanie chłopców a wyjechała po to by lepiej ją zdopingować, żeby myślała, że potem może nie być okazji.
Wolał nie komentować tej rewelacji.
- A jak wam w ogóle na Joksolanii? - Zapytał.
-Może teraz będzie inaczej ale dotąd to miałyśmy dużo pracy bo wyposażenie do chat trzeba było nowe szykować. Mieszkałyśmy w Milanderdomu.
-A najęci rzemieślnicy?
-Spytałam ciocię jak ona się z nimi dogaduje. Zgadnij co powiedziała?
-Że się nie dogaduje?
-Skąd wiesz?
-Znam Joksolańczyków.
- No i przez to oni robią co chcą i chyba marnują jej materiał a my musimy robić to co chce ciocia choć mamusia i babunia są starsze.
-Maszynami babuni?
-Tak, głównie to te sprzęty robiła mamusia.
-Ona to lubi.
-A babcia lubi robić malutkie ale takie porządne jak duże. Spytałam ją po co to robi, powiedziała, że na wypadek gdybym Tali zmieniła zdanie. Pomyślałam, że może to ja zrobię kiedyś film lalkowy i zapytałam czy mogę robić te małe sprzęty. Babcia powiedziała, że wbrew pozorom to trudniejsze i łatwo zepsuć materiał a mamy limity ile wolno nam zebrać i lepiej abym ćwiczyła na dużych bo łatwiej poprawić błąd. Trochę dziwna logika bo małych zbiera sie dużo więcej.
Zgodziła się jednak abym lepiła chatki, wtedy mama zaczęła robić chatki z wydrążonych bomblowców, pięknie rzeźbione i utwardzane.
-Rzeźbione? - Tolo nie przypominał sobie rzeźbionych chat na Joksolanii. Zresztą materiał z jakiego były robione mógł być rzeźbiony tylko specjalistycznymi urządzeniami jakich Joksolańczycy nie mieli.
Z wolna inni zaczęli się przysłuchiwać rozmowie ale oni na to nie zważali.
-No - przyznała Elza - ciocia się nie zachwyciła. Sama nie miała dużo czasu na ciesielskie robótki bo wciąż się odrywała a to do dzieci a to do scenografii albo scenariusza.. No i nad filmem ciocia pracowała, żeby pierwsze sceny były nagrane więc nas nie pilnowała.
-No, litości, jeszcze was miała pilnować?
- Kiedy się zorientowała to się śmiała - "wy też robicie to co chcecie. Joksolańczyków to ja przynajmniej filmuję przy pracy a wy do mojego filmu nie pasujecie, no ale dobrze, jakoś sobie poradzę."
Mama powiedziała,że chciałyśmy się trochę wyżyć artystycznie a ciocia: "to tak jak ja ale błagam: zostawcie trochę materiału na urządzanie chat i przedchać "... Tak powiedziała - "przedchać" "Przedchać do filmu." A mamę to dopiero śmiesznie oceniła:
"Te chatki, które ty robisz siostrzyczko są śliczne ale nieprawdziwe. Elzy tak ale twoje to najwyżej na jakąś wystawę wyrobów z egzotycznego materiału albo ozdobę salonu się nadają".
No i trudno musiałyśmy jednak robić te duże sprzęty. Teraz ciach, ciach przemeblujemy i ruszamy z filmem pełną parą.
-A nic scenerii nie będziecie zmieniać? - Wtrącił się zaciekawiony Alagrif.
-No przecież mówię, że będziemy, przedchacia się zmieni.



CHATA DLA HODRERA MŁODSZEGO
Ten, ten chcę - oświadczył Hodrero Ederet - albo ten - mówił to oglądając domki Netusi.
-Czy może ten - zastanawiała się Norba nad jeszcze innym.
- A dobrze niech będzie ten - zgodził się.
- To może zrobimy kopię - delikatnie zaproponowała Milareza , która wiedziała, że Nety pragnie te domki zabrać.
-No przecież w ten byśmy się nie zmieścili - odrzekł.
-Aaaa. Tylko, że nie mamy dostatecznie wielkiego pnia hodreżenu dziuplastego i ...
-Ja mam.
Szał zachwytu to Milarezy nie ogarnął. Przyleciała pomagać Tali w robieniu filmu a nie stawiać chatę dla
przyszłego władcy.
-Netkę trzeba do tego oddelegować - powiedziała później Tali. Milareza też tak myślała ale wyraz twarzy Netusi podpowiedział jej, że córeczka do tego dążyła i prawdopodobnie doprowadziła do żłożenia takiego zamówienia. Milareza powiedziała więc - przemyślę to.
-Ależ mamo - zaczęła Nety.
-Przemyślę to - twardo powtórzyła Milareza.
-Przecież mogłabym równocześnie czuwać nad ochroną.
Nety chciała w ten sposób zwiększyć swoje szanse a całkowicie je zaprzepaściła i od razu to zrozumiała, ręce matki zaczęły się trząść.
-Przecież nie chcę zająć twojego miejsca - tłumaczyła Nety.
-I nie zajmiesz - odpowiedziała już spokojnie Milareza - bo ja ci systemu ochrony nie powierzę.
Dopiero teraz do Netusi dotarło o co mogła być podejrzewana proponując zajęcie się ochroną.
Z przerażeniem popatrzyła na matkę.
-Myśl o tym co mówisz a nie tylko o tym co chcesz dostać -poradziła jej Milareza - Mam nie mniejszą podzielność uwagi niż ty. Sama zajmę się tą sadybą.
-Ty mi chyba robisz to na złość!
-Przykro mi, że tak myślisz - odpowiedziała Milareza. Decyzja była już podjęta.
Milareza w gruncie rzeczy była w stanie wykonać zdanie szybciej i lepiej niż Nety, nawet nie dotykając materiałów lecz zdalnie sterując i programując na samodzielną pracę maszyny tnące. Wciąż była w tym najlepsza.
Urządziła się z monitorami w chacie Walturiana, dzieci bawiły się przy niej z dobrze opłacanymi opiekunkami.
To matka Kselipony wywindowała pensję dla córki domagając się dodatku "wyjazdowego"
Jawisa nie mogła przecież dostać mniej.
Gdyby nie dzieci Milareza wolałaby zostać w Milanderdomu. Musiały być blisko matki, mały Adaliusz wciąż był karmiony piersią a dziewczynki też były malutkie.

=========
Gryszding bardzo chciał pracować z Tali i uważał, że przy jej tempie robienia filmów przydadzą się dwaj scenarzyści.
Starał się być w pobliżu ekipy aby reżyserka go widziała. Przedkładał jej swoje pomysły, uwagi i prośby.
Ponadto robił ten album, o którym wspomniała Milareza, niekoniecznie dla rodziny go robił. Album z takiego otoczenia mógł się nieźle sprzedać. W wielkiej księdze zamieszczał zdjęcia i zapisywał różne zdarzenia, przeważnie całkiem zwykłe typu - reżyserka świetnie tańczy, idealnie wtapia się w towarzystwo Joksolańczyków.
Albo - wreszcie dostałem zadanie i ręce mi opadły - mam napisać epizodzik o ciężkiej, niedocenianej pracy kobiet. Moją bohaterką ma być stara kobieta. To dopiero wyzwanie dla młodego mężczyzny. Myślałem sobie, że jestem w lepszej sytuacji niż Sewilanta bo przebywam tu na miejscu, w Joksolanii.
Co mi po tym skoro pogadać z nikim nie mogę.
Muszę korzystać z tej wiedzy jaką posiadają damy o wspólnym imieniu Magnolia.
==========
Tali dała Gryszdingowi do napisania ten epizod na odczepne. Szybko się o tym dowiedział bo Jawisa podsłuchała rozmowę wizjofoniczną między Tali a Sewilantą.
-Przekazuję ci opis - mówiła Tali - przeczytaj ale pracuj na razie nad kelnereczką.
-To miała być taksówkarka.
-Zraziłam się do taksówek. A wracając do starej Joksolanki: poprosiłam Gryszdinga o zrobienie wstawki do scenariusza . Na pewno sobie nie poradzi bo to nie jest temat dla mężczyzny. Wybaczę mu, zrozumiem i kiedy mi będzie pasowało dam mu coś do napisania. Na razie mi nie pasuje a on marudzi i aż głupio mi to wciąż ignorować. Wysuwa nie przemyślane argumenty, takie jak to, że będąc na Joksolanii łatwiej mógłby coś napisać niż ktoś komu trzeba tłumaczyć wszystko z detalami. No to niech poczuje, że jemu choć jest na miejscu też trzeba tłumaczyć. Sama bym nie zrozumiała takich kobiet gdybym nie posłuchała o czym rozmawiają stare Joksolanki. Traktowałabym je marginalnie bo nie znam osób tego typu, wydawały mi się po prostu marudne i wiecznie niezadowolone a to niezupełnie tak.
Proszę, przeczytaj, przemyśl, wrzuć do szuflady i na razie to wszystko, napiszesz gdy cię poproszę.
Gryszding się zawziął. Rzeczywiście nie mógł posłuchać rozmów starych Joksolanek bo nie rozumiał ich języka ale mógł skorzystać ze znanego wzorca przerobionego na warunki joksolańskie. Zaczął rozmyślać o swojej matce. Chciała zostać tancerką a wylądowała przy garach i kołysce.
Porównywał jej życie z tym czego się dowiadywał o życiu Joksolanek.
-Bywają wrzaskliwe bo nie umieją sobie poradzić - zapisała w swoich wytycznych do roli Tali - nikt im z własnej woli nie przychodzi z pomocą, o wszystko muszą męża i dzieci prosić. Chciałyby być idealnymi paniami domu ale nie ze wszystkim dają sobie radę, wrzeszczą z bezsilności a ich mężowie uchodzą za wzór cnót bo z wielkim samozaparciem, wylegując się w trawie znoszą te zapracowane, sierdziste zołzy.
-Czy nie tak był postrzegany mój ojciec? - Zadał sobie pytanie Gryszding - a jakie marzenia mogła mieć taka Joksolanka nim została żoną?
-Uuuu - powiedziała z uznaniem Tali gdy przyniósł jej swoją pracę zaczynającą się od słów - Stara kobieta przygląda się tańczącym, roześmianym dziewczętom.
Tali miała zdolność szybkiego pochłaniania tekstu - chyba jest dobrze - powiedziała - ale przeczytam to sobie później jeszcze raz.
==========
Tymczasem Sewilanta też przysłała wstawkę do scenariusza. Jej kobieta była zupełnie inna niż ta od Gryszdinga a przy tym spełniała te same wymogi i też była postacią interesującą.
Często by utrzymać rodzinę wykonywała za leniwego męża ozdoby z muszelek, on słyszał pochwały znawców ona narzekania rodziny na zaniedbania w pracach domowych.
- Żadnej nie wyrzucę - zdecydowała Tali - ta od Sewilanty będzie żoną muszelkarza twoja cieśli. Weź mi to zrób - poleciła Gryszdingowi - znajdź miejsce dla obu.
Odwrotnie niż w poprzednim filmie, który miał być o kobietach a na główną postać wyrósł mężczyzna, tu mężczyzna poszedł w cień a ważne zaczęły być właśnie kobiety.
Jedna z aktorek zaśpiewała Tali tęskną piosenkę, która stała się przewodnim motywem filmu - "Twój głos był miękki niczym aksamit, kochałam cię. Miałeś obsypać mnie muszelkami, mieliśmy tańczyć we wszystkie dnie."
- No i pomyśleć, że tyle było płaczu kiedy scenariusz został przestrzelony - powiedziała Elzaneta - nie dość, że dało się wszystko odtworzyć to i tak prawie niepotrzebnie.
Tylko poboczne wątki zostały a główny wyyyyyleciał.
=============
Gryszding zapisał w swoim albumie a raczej pamiętniku ilustrowanym zdjęciami - los scenarzysty przy takim reżyserze jak Tali jest na pewno trudny. Przeczytałem sobie jeszcze raz ten wątek, który miał być główny a wypadł. Gdybym ja go napisał chyba bym się zapłakał,
był dobry.
-No i co z tego, że dobry - taka była odpowiedź Tali na moje uwagi - kiedy już mi nie pasuje do całości.
-Sewilancie na pewno jest przykro - zasugerowałem.
Zdziwiła się - a dlaczego Sewilancie? A nie ... To to akurat napisało życie, ona tylko zaadaptowała to do filmu i zmieniła mnie na dziewczynę porwaną z innego plemienia.
A więc to była jej historia. Historia Tali.
====================
Gdy mijał piąty nonestr 535 arla Nety z Elzą wróciły do Degeden bo od 1 dnia 6 nonestra Elzaneta zaczynała naukę na kursie reżyserskim.
W pracy nad filmem nastąpiła przerwa na czas zbiorów.
==========

Elzaneta postanowiła już w pierwszym półarlu zacząć robić swój film wykorzystując to, że właśnie teraz ma na niego pomysł.
Mama jej pomagała n.p malując scenerie i sterując lalkami.
No niestety często się wykłócały bo Nety miała swoje koncepcje a to przecież powinien być film Elzanety.
-Skoro nie umiesz mi pomóc to przynajmniej nie przeszkadzaj - powiedziała raz bardzo niesprawiedliwie córka.
-Przecież pomagam.
-Nie! Ty zarządzasz! Robisz z tego swój film! I co ja powiem w szkole? Mam kłamać czy przyznać się, że to moja mamusia reżyserowała? Zajmij się swoimi sprawami, jakoś sobie poradzę.
To był film o Tali Oft, żonie Brdeszu. Elzaneta nikomu po za mamą i Tolem o tym nie mówiła.
Tolo dorobił więcej lalkowych mechanizmów. Mama też bardzo się przydawała, zrobiła jej odpowiednie buźki dla lalek, szyła ubranka. Nauczyła się ustępować, jakoś przeżyła nawet to, że Elzia nie wykorzystała jej chatek.
-Zależy mi - tłumaczyła.
-A mi zależy na realizmie - odpowiedziała Elzaneta.
- Ja nie mam u niej żadnego autorytetu - poskarżyła się Nety Tolowi.
-To spróbuj wymagać tylko tego co słuszne - poradził - pamiętaj, że jest podobna do ciebie i działa w myśl zasady: Elzia chce,Elzia musi. To nie jest druga Tali tylko druga Nety a z Nety może wygrać chyba tylko jej dziecko.

Daleko od Degeden Brdeszu czaił się w lasach Milanderbumbre. Od Hodrera młodszego Edereta wiedział, które połacie ziemi zostaną oczyszczone przez wycięcie czy to olbrzymów czy mniejszych roślin za to w większej ilości.
Oczekiwał, że Tali z Milarezą pojawią sie tu na początku okresu zbiorów, będącym też okresem wycinki drzew. Niestety nie pojawiały się, coraz bardziej zaczynał się niecierpliwić, długie zwlekanie groziło mu dekonspiracją. Czatował na uwolnione miejsce by zaznaczyć je na swą chatę. Planował postawić na razie szałas, obłożyć go ziemią i kamieniami aby łatwo się nie rozwalił.
Wybrał sobie miejsce najbliższe Milanderdomu. Powinien teraz sam uczestniczyć w zbiorach a zostawił z tym żonę choć miała malutkie dziecko, myślał, że mu to wiele czasu nie zajmie, tymczasem wyglądało na to, że posiedzi tu do końca okresu zbiorów.
Zajmował się więc zrywaniem oraz suszeniem ziół, i nagle któregoś dnia ujrzał chatę w miejscu gdzie przedtem rósł kilkusetarlowy hodreżen dziuplasty. Trzon chaty stanowił kręg z wydrążonego drzewa tego samego gatunku, najwyraźniej niedawno ściętego ale nie tego samego, tego Brdeszu był pewien bo ten miał dziuplę w której on dotąd mieszkał. Niestety nie mógł sobie prawa do niej uzurpować bo zanim ją zasiedlił drzewo było zaznaczone do wycinki.
Brdeszu natychmiast pobiegł na "swoje" miejsce w wątłej nadziei, że uda mu się je zaznaczyć. Tu bomblowce dopiero karczowano. Przyczaił się i czekał. Na koniec wykonywanych w tym miejscu prac w wyrównany wykop wstawiono idealnie wpasowaną platformę z dwoma lepiankami.
Pomyślał, że zasiedli jedną z nich a potem dowiedzie, że właścicielki wcale tego mieszkania nie potrzebują. Porzuci też żonę aby było jasne, że on potrzebuje. Niestety obok każdej lepianki stały sprzęty a wewnątrz były łoża z przeciętego na pół baniakowca. To oznaczało, że lepianki są zasiedlone i zajęcie ich podlega karze, no chyba że na 1 - 2 noclegi.

Osowiały poświęcił ten dzień na oględziny okolic Milanderdomu. Niestety akcja była dobrze przygotowana, nigdzie nie było miejsca, które mógłby zająć. Poczekał jeszcze dwa dni w nadziei, że coś sie jednak uwolni. Niestety wszystkie wolne kawałki od razu zagospodarowywano choćby pod zasiew a on nie miał prawa do wycinki tutejszych roślin i wiedział, że samowola nie ujdzie mu na sucho. Wreszcie począł wędrować w stronę domu, gdy po wielu dniach dotarł było już po zbiorach, Milareza i Tali choć nie miały powodów lubić Balim jednak ją wsparły.
-Czuję się tak jakby mnie spoliczkowano - szlochała przed Brdeszu Balim - ty mnie zostawiłeś a one zebrały co należy i nawet na "dziękuję" nie zaczekały. Jak mogłeś mi tak zrobić?
-Bo mnie drażnisz, któż by wytrzymał z taką zrzędą i płaksą? - Dogryzł jej a potem pomógł w obróbce zbiorów bo jednak trochę czuł się winny. Przy najbliższej okazji zapytał Hodrera młodszego czy to w porządku aby ktoś stawiał sobie dużo domów.
-To do filmów - odrzekł uspokajająco Hodrero.
-Ale tego jest za dużo!
-Bez obaw, skończą film w Ung i opróżnią tamtejsze chaty na znak, że można je zasiedlić.
========


Gdy tylko wróciły do Degeden Milareza została zaproszona do Enilioboriana. Odbyli naradę czworga a potem już w Milwaltdomu zaprosili na rozmowę Tali Oft i Tawię.
-Enilio rezygnuje z nadzorowania teatru - powiedziała Milareza - chcemy aby któraś z was go przejęła - co powiecie na ten temat?
Tali czekała, Tawia zaś popatrzyła na nią i zapytała - losujemy?
-Nie. Ty z podwójnej racji masz prawo pierwsza zabrać głos. Po pierwsze jesteś oryginałem, po drugie żyjesz dłużej. Bierzesz tę funkcję?
-Biorę.
-Czyli mamy jasność w sprawie. Mogę wobec tego wracać do dzieci?
-Momencik - powiedziała Dagrida - Enilio odchodzi też ze szkoły a ty masz uprawnienia nauczycielskie. Enilio dawał sobie radę jako dyrektor, reżyser i nauczyciel więc spodziewam się, że ty też sobie poradzisz.
- No tak ale czy taki wariat jak ja nadaje się do szkolenia nowych populacji?
-Na pewno.
-A gdyby Tawia wzięła na siebie nauczanie, to czy nie łatwiej byłoby wkręcać uczniów do teatru?
-To wciąż jest teatr twojej mamy - odrzekł Enilio - a Tawia będzie się chciała przyjrzeć naszemu narybkowi więc i tak go tam Dagrida wkręci. Ty przemyśl czy chcesz uczyć.
-Nie chcę, chcę się skupiać na filmowaniu.
-Taluuuusia. Nie bądź egoistką - poprosił Enilio.
No i pojawiła się od 1 dnia 536 arla w szkole jako nauczycielka nowych uczniów. Lekcje, które Enilio miał ze starszymi kursami przejął Alagrif.
============


-Dobrze byłoby gdybyś wybrała inny temat - powiedział Elzanecie Alagrif.
-Ale dlaczego?
-Nie no, możesz wybrać ten ale fakt, że już ktoś ten motyw wykorzystał osłabi wartość pracy.
-Niby kto wykorzystał?
-Tali Oft.
-Nieprawda, ona to odrzuciła.
-Rób jak uważasz bylebyś nie powieliła dokładnie tego samego.
Elzaneta była pewna, że Alagrif się myli. Gdy później chciała usłyszeć potwierdzenie z ust Tali, ta przyznała - wróciłam do tego motywu lecz ukazałam to z punktu widzenia żony Iszwu.
-No nie - wykrzyknęła zirytowana Elzaneta i aż torebkę ze złości cisnęła na ziemię. Parę osób się na nie obejrzało.
-Musiałaś mi to zrobić? - wykrzyknęło dziewczę.
- Porozmawiamy gdy się uspokoisz - powiedziała Tali. Wsiadła do samochodu i odjechała.
Elza miała ochotę jeszcze się pozłościć. Nie mogła bo podszedł kolega ze starszego kursu: Abriliusz.
-A co, ukradła ci scenariusz? - Zapytał.
-Nie, to był jej scenariusz. A właściwie Sewilanty ale dla niej napisany.
-To o co ci chodzi?
-Odrzuciła ciekawy wątek i ja chciałam to wykorzystać.
-Czyli pozwoliła ci a potem znów do tego wróciła?
-Nie, po prostu myślałam, że mogę wykorzystać.
-No to ja bym się na twoim miejscu tak nie awanturował.
- Ja się nie awanturuję! - Wrzasnęła i tupnęła nogą.

Ta historia mogła się potoczyć zupełnie inaczej gdyby nie
pewien spacer rodzinny. Od pewnego czasu Nety, Tolo i chłopcy a czasem też Elzaneta o ile nie była bardzo zajęta, chodzili na rodzinne spacery.
Tamtego dnia złapał ich deszcz, chłopcy uciekli do bramy a oni śmiejąc się i trzymając za rękę biegli za nimi. Nic wielkiego ale dla Nety to było jak objawienie.
Owszem dokończyła swój film ale nie wysłała go bezpośrednio do wytwórni "Elzaneta" gdzie już nie było Magnoliusza tylko życzliwy jej Gersando lecz przedłożyła matce.
-Tali wie? - Zapytała po obejrzeniu Milareza. Nety się zmieszała więc matka nie czekając na odpowiedź zadała następne pytanie - a Elzia?
-Elzia zrezygnowała z tego filmu i robi nowy.
-No tak - westchnęła Milareza - że mnie nigdy nie stracisz wiesz doskonale, tym, że mogłabyś stracić Tali nigdy się nie przejmowałaś ale dlaczego ja mam stracić je obie?
-Przesadzasz mamo.
-To jest bardzo dobry film Netusiu ale czy chciałabyś aby Tali wzięła odwet i zrobiła film o tobie?
-Przecież tu nic złego o niej nie ma.
-To dlaczego nie mogłabyś zapytać jej o zgodę?
Po za tym włączasz fragmenty zrobione przez twoją córkę.
-Przecież wymieniłam jej imiona jako głównej reżyserki.
-I to załatwia sprawę? Bo według mnie to jest jeszcze gorsze świństwo. Zrzucasz na niczego nieświadomą córkę winę za nielojalność wobec Joksolańczyków oraz za rzucenie Tali złym językom na pożarcie.
-Przecież tam naprawdę niczego złego o Tali nie ma!
-Poddano w wątpliwość czy jest prawdziwym człowiekiem.
-Przeciwnie dobitnie uzasadniono dlaczego jest.
-Tego, że ty nim jesteś nikt uzasadniać nie musi to i w przypadku Tali nie ma takiej potrzeby. Pokazałaś tam postaci autentycznych ludzi z ich imionami i adresami, dałaś nawet fragmenty rzeczywistych, sfilmowanych zdarzeń z ich udziałem!
Wiedzą o tym?
-Mamo!
-Netusiu! Wyżywaj ty się artystycznie w innych dziedzinach. Ja tego filmu nie puszczę bo jest zrobiony w sposób nieuczciwy.
-Mamo!
-Wykorzystałaś cudze nagrania i skompilowałaś je, ujwniłaś szereg informacji o ludziach, którzy mogą sobie tego nie życzyć i oskarżać o wyrządzenie im krzywdy nie ciebie tylko Tali, mnie i Elzanetę. Dobrze, że chociaż nie spróbowałaś tego puścić za pośrednictwem Gersando bo to byłaby już super nielojalność.
-Ten film mógłby bardzo wzbogacić wytwórnię "Elzaneta"
-My nie w ten sposób zdobywamy środki Netusiu.
==========
Spytała Tali o zdanie.
-Coś kombinujesz Nety no ale dobra, pokaż ten film.
Oglądając go zmieniała się na twarzy.
-Sensacyjne - stwierdziła - teraz wataha szaleńców zrobi łubu du bu du na Joksolanię aby znaleźć machinę do powielania a przy okazji zarąbią Brdeszu w przekonaniu, że mają prawo go sądzić a innych bo tak.
- Nie mów tak Tali.
- Mogę nie mówić ale to niczego nie zmieni. Skoro tak bardzo chcesz robić filmy to rób. Na przykład rysunkowe, o postaciach fikcyjnych. Znajdź coś ciekawego w literaturze. Mówię serio. Ten film jest świetny lecz nie powinien się ukazać. Przynajmniej nie w tej wersji.
Elzi już o zdanie nie pytała. Dziewczyna mogłaby zrobić awanturę.
http://b3.pinger.pl/6bc13f9f7f4d4c8e07dde5dc2123f14b/005.jpg
Elzaneta robiła nowy film lalkowy ale tym razem nie z mamusią lecz koleżankami za szkoły aktorskiej, młodą scenarzystką, plastyczkami.
- Do tego starego kiedyś wrócę - powiedziała matce - bo wprawdzie ciocia Tali zrobiła film z punktu widzenia żony Brdeszu ale tej drugiej. Miałyśmy ten sam scenariusz jak ten sam port i ocean lecz pożeglowałyśmy w innych kierunkach. Niepotrzebnie się wściekałam. Doszłam jednak do wniosku, że nie mogę być takim sobkiem, niech inne dziewczyny też mają zatrudnienie przy mojej produkcji, czyli jak powiada Alagrif: też się pobawią moimi lalkami.
-No nie wszystkie są twoje.
-Nie szkodzi, jest się czym pobawić.
Tym razem przy pomocy plastyczek i scenografki stworzyła świat, w którym wykorzystała nie tylko chatki mamusi ale też przerobione na chatki: garnek, wazę, dzbanek a nawet gąsior z odtłuczonym dnem.
Nie obyło się bez cichych interwencji mamusi. Powycinała im fantomiakiem otwory na drzwi i okna a raczej fragmenciki okien w wyrysowanych ramkach, w gąsiorze tylko otwór drzwiowy bo cały słój był pomalowany, tylko "szyby" zostały. Namalowane wcześniej przez dziewczyny drzwiczki wycięła dokładnie , dorobiła i przykleiła malutkie zawiasiki
i na powrót wpasowała drzwi. Z daleka to nawet tej interwencji widać nie było, mimo to przed ich przyjściem zwiała z domu aby nie wysłuchiwać ewentualnych pretensji.
Przeszła się do synków i przy okazji pogadała z Tolem.
-No czy ja coś złego zrobiłam? - Spytała.
-Chyba tylko to, że wcześniej nie zapytałaś - odrzekł.
-Myślisz że Elzia się wścieknie?
-Niekoniecznie, może nawet się ucieszy ale to i tak nie jest w porządku Netusiu, powinnaś była zapytać.
Na szczęście miał rację Elzia i jej koleżanki się ucieszyły.
-Dziewczyny żałowały tylko, że nie widziały jak to robiłaś - wyznała córka.

Początkowo nikt z nich nie zważał za coraz większą przyjaźń między matką i Grygitalem. Oboje owdowieli tracąc nie tylko współmałżonka ale też przyjaciela. Mieli już "swoje" arle. Milareza 46, Grygital 47 więc nikomu nie przychodziło do głowy, że łączy ich coś po za wspólnymi wspomnieniami aż nagle zebrali wszystkie swoje dzieci i oznajmili, że zamierzają się pobrać.
-Matka jeszcze nie ostygła - krzyknęła córka Grygitala i nagle posypały się na głowę Milarezy gromy i niewybredne wyzwiska ze strony jego potomków.
Olwiriand nawet oskarżył Milarezę, że dała ojcu pożyczkę na wyjazd z ich matką bo chciała aby szybciej umarła.
-Ty podły gadzie - powiedział mu rozeźlony ojciec - wziąłem pożyczkę z banku.
Dzieci Milarezy zrazu nie zamierzały się odzywać, wszystkie pomyślały, że trzeba się naradzić ale słysząc co się dzieje równocześnie wstały i skupiły się przy matce.
-Olwiriandzie - powiedział Siegrid - my twojemu ojcu nie ubliżamy.
-Bo zarazem ubliżylibyśmy naszej matce, traktując ją jak małe nic nie mające do powiedzenia dziecko - dodał Karis - też nie jesteśmy zachwyceni i to ze względów egoistycznych tak samo jak wy ale przecież można to jakoś pouzgadniać abyśmy my nie stracili naszej mamy a wy waszego taty.
-Siłą się tego nie załatwi - dodała Tali - nie mają statusu naszych niewolników.
-A ty się nie odzywaj, bo ty w ogóle nie jesteś człowiekiem - krzyknęła Gagita.
-Jestem, jestem - odpowiedziała Tali - nawet bardziej niż ty bo myślę po ludzku.
-Ma prawdziwe serce, rodzi prawdziwe dzieci, prawdziwa krew płynie w jej żyłach - dopowiedziała Elzia całkiem świadomie raniąc bezpłodną Gagitę.
-Proponuję mamusiu abyśmy opuścili tę naradę - powiedziała Nety.
-To nie jest narada - odrzekł Grygital - tylko spotkanie w celu zapoznania was z sytuacją - ale ogólnie się z tobą zgadzam: opuśćmy to spotkanie - skoro moje dzieci mnie lekceważą, to ja też tu nie zostanę.
-Tato to nie jest kwestia lekceważenia - zaoponował Olwiriand .
-Tylko próba nałożenia mi smyczy? Nie wyrażam na to zgody. Milarezo pozwól, że podam ci ramię.



Siegrid przydzielił prawnikom biura naczelnika sprawy sądowe.
Starał się jak mógł aby przydział był optymalny mimo to Olwiriand miał pretensje i twierdził, że przydziela mu byle jakie zdanie ze względu na osobiste urazy a najciekawsze powierza matce choć nie jest ona stałym pracownikiem sądu.
Siegrid chciał się tłumaczyć lecz wtrącił się Grygital - on ma rację - powiedział - dlaczego nie powierzysz mu roli rzecznika Cysgisa a tej sprawy, którą dałaś jemu - Ajlinie? Czas aby stała się samodzielnym prawnikiem.
Rozległy się chichoty, Olwiriand poczerwieniał zaś Siegrid przystąpił do wyjaśniania - od dawna w tym sądzie gdy tylko było to możliwe sprawy osób dla których trzeba by ściągać tłumacza powierzano mojej matce bo ona tłumacza nie potrzebuje więc na takowego nie wydajemy.
Co do Ajliny wiem, że trzeba jej wreszcie pozwolić pracować samodzielnie więc skoro dla Olwirianda powierzone zadanie jest byle jakie i wobec tego zapewne skłonny by je był byle jak potraktować ....
-Nie przenoś prywatnych animozji do pracy - odrzekł Olwiriand .

-To raczej ty nie stosuj szantażu emocjonalnego i nie przypisuj mi złych intencji. Ja cię nie szykanuję tylko wychowuję, licząc na to, że nigdy więcej nie nazwiesz sprawy, która dla kogoś spośród naszych klientów jest najważniejsza na świecie, byle jaką.
Nie ma byle jakich spraw!
Ajlino, w razie problemów śmiało zwracaj się o pomoc do starszych kolegów, na przykład do mnie lub Grygitala.


Walturianie mieli przewagę nad Grygitalanami choćby dlatego, że to Siegrid był teraz naczelnikiem, po za tym byli bogatsi i z tego punktu widzenia to raczej oni powinni się przeciwstawiać temu małżeństwu ale właśnie oni już rozumieli, że nie wolno im ubezwłasnowolniać matki.
Ich dodatkową przewagą była liczebność.
Pomogli urządzać dla przyszłego małżeństwa mieszkanie w Pałacu Prawa . Urządzać a nie decydować jak ma być urządzone.
W przygotowaniach do wesela postanowili pomóc Grifana i Aladiaz bo byli wraz z grupą ważnych dla Milarezy Tolimańczyków zaproszeni.
- Ty czasem nie myśl o poślubieniu Tali Oft - ostrzegła Grifana starszego syna - to już nie jest ta sama Tali, ma dzieci z innym.
-Ja też mam dzieci z inną.
-Jak to z inną?
-Czworaczki to nie są dzieci Tali Oft. Tali Oft nigdy nie była ani moją żoną ani narzeczoną. Jest ode mnie około 10 i ćwierć arla młodsza. To poważna różnica wieku. Ja zanim pomyślę, nie zdaję sobie z tego sprawy ale ona przecież musi, od strony młodszego to się inaczej spostrzega. Czy poślubiłaby takiego dziadka?
-No nie przesadzaj!
-Patrz z jej punktu widzenia.
-No może i tak ale w ogóle o małżeństwie powinieneś pomyśleć.
-Dobrze, oświadczę jej się.
-Nie z Tali!
-Mamo może i nie jestem dziadkiem ale na to abyś wybierała mi żonę to ja już jestem za stary.


-No i zobacz - powiedziała Netusia do Tali gdy przysiedli zmęczeni na stopniach Pałacu Prawa - mamusia szybciej sobie ułoży życie niż my.
-No chyba, że zdecydowalibyśmy się jednak do siebie wrócić - powiedział do niej Tolo.
-A ja to bym się nawet zdecydowała machnąć za Alka tylko, że mi się nie oświadczył - oświadczyła Tali.
-Bo jestem od ciebie dużo starszy ale skoro byś się zdecydowała to wiedz, że nigdy nie kochałem żadnej innej kobiety i chcę abyś została moją żoną.
-Cwano - powiedział Magnoliusz - możesz do woli chwalić przy niej pierwszą żonę a nie popłacze się, że je porównujesz.
- Dlaczego mnie chcesz mimo, że jestem starszy?
- Na logikę to wzięłam. Twoje dzieci, to dla mnie coś więcej niż dzieci siostry, ty podchodzisz mądrze do życia a mnie nie próbujesz traktować jak swoją własność, przyjemnie się z tobą rozmawia. Nie przeszkadza ci kiedy uczę dzieci joksolańskich piosenek.
-A dlaczego miałoby mi przeszkadzać?
-Pracujemy w tym samym zawodzie, mamy o czym pogadać rozumiemy się, moja mama cię akceptuje. Myślę, że przyjaźń w małżeństwie jest bardzo ważna a my się przecież przyjaźnimy.
-Wiesz co? Skoro moi rodzice już są w Degeden....
-Może tak być ale najpierw pogadajmy z moją mamą o terminie bo ja bym proponowała dzień po.



http://b3.pinger.pl/6bc13f9f7f4d4c8e07dde5dc2123f14b/005.jpg
 

 




Grygital i Milareza widząc utrzymującą się niechęć rodziny Grygitala omal nie zrezygnowali ze ślubu.
Tymczasem do Siegrida przyszło zapytanie z kancelarii królewskiej jakie jest jego zdanie na temat przymusowego skierowania Tali Oft na badania, czego domaga się w celach naukowych klinika Labzotara. Aż nim zatrzęsło gdy to przeczytał. Odpisał: "Nie ma w naszym kraju zwyczaju ani podstaw prawnych kierowania obywateli na przymusowe badania w celach naukowych. i nie należy stwarzać takiego precedensu. Żaden człowiek nie powinien być traktowany jak bezwolny przedmiot.
Nie sądzę aby chodziło o badania zagrażające życiu pacjentki ale i bez tego żądanie zaaprobowania przeprowadzenia ich na człowieku bez pytania go o zgodę jest tak nieetyczne , że skłania mnie do bliższego przyjrzenia się poczynaniom tej kliniki w obawie, czy już tam nie dochodziło do medycznych nadużyć.
Stanowczo przeciwko tym badaniom protestuję."

Ku jego zaskoczeniu sekretarka przyniosła mu wkrótce gazetę degedeńską z zakreślonym przedrukiem z prasy medycznej. Pod tytułem: Czy właściciel renomowanej kliniki jest szaleńcem była wytłuszczona notka: "Naczelnik Degeden stanowczo protestuje przeciwko pogłoskom jakoby L. chciał uśmiercić Tali Oft w celu przeprowadzenia sekcji zwłok".
Natychmiast zgłosił protest do kancelarii królewskiej przeciwko ujawnianiu pism urzędowych a pismo protestacyjne zawiózł osobiście wraz z kopiami tych, które je poprzedzały i przedrukiem z gazety degedeńskiej. Nie dyskutował z usiłującą go powstrzymać sekretarką lecz znając jej imię z tabliczki na drzwiach powiedział śmiało: Pani Ceriano mój czas jest cenny, proszę podać kanclerzowi moją wizytówkę.
Zerknęła na nią i ręce jej zadrżały.
-Coś nie tak? - Zapytał.
-Proszę podać mi w jakiej sprawie, przekażę.
Wzbudziła w nim nieufność.
-Nie, skoro się tu pofatygowałem to poczekam - odrzekł i usiadł. Na momencik usiadł bo z gabinetu wyszedł kanclerz i ujrzawszy go zaprosił do środka.
Sprawa była na tyle poważna, że natychmiast się nią zajęto.

Tymczasem od sekretarki Siegrida wszystkiego dowiedział się Grygital. Natychmiast w furii wpadł do domu córki, gdzie właśnie zebrano się by uczcić jego rezygnację z małżeństwa. Na ścianie był pod jego wielką ślubną fotografią namalowany na brystolu napis: Witaj z powrotem tato.
To go jeszcze bardziej rozdrażniło.
-Gagito chcę z tobą porozmawiać!
-Ależ oczywiście tatusiu, siadaj i mów, my tu nie mamy przed sobą tajemnic.
-Naprawdę? Siadał nie będę, powiem ci tylko mądra damo, że ja już nie jestem naczelnikiem, twoim wygłupem zajmuje się kto inny i na pewno go nie zatuszuje.
-Ale o co chodzi?
-Ty wiesz. Robisz to nie po raz pierwszy, żałuję, że wtedy cię ratowałem, teraz się tego nie doczekasz. Jeżeli Labzotar się zgodzi sam wystąpię jako jego rzecznik i rozdepczę cię jak pluskwę.
A te hasełka możecie sobie pościągać ze ściany, przeholowaliście i nie chcę już z wami mieć nic wspólnego, nie będziecie mi dyktować jak mam sobie życie układać.
-Mogę się dowiedzieć o co chodzi? - Zdenerwowała się Gagita.
-Nie miej mnie za durnia - odrzekł i wyszedł trzaskając drzwiami.
-No co to jest? - Krzyknęła zirytowana.
Potem się okazało, że pewien pismak dokonywał prowokacji aby zwiększyć poczytność swych artykułów a wspierała go sekretarka z królewskiej kancelarii mająca dostęp do pieczęci.
Temat nieświadomie nadała jej zamieszkała w stolicy siostrzenica Grygitala zwierzając się przyjaciółkom z tego, że córka kobiety, z którą chce się żenić wuj jej mamy nie jest prawdziwym człowiekiem, podały to dalej.
Dziennikarz sam wysłał pismo w tej sprawie do Degeden.
Trafił wraz z sekretarką przed królewski sąd.
Efektem ubocznym tej sprawy było to, że Grygital i Milareza zdecydowali się pobrać mimo sprzeciwów rodziny byłej żony Grygitala, rodziny Walturiana i dzieci Grygitala. Te ostatnie niby wyglądały na pogodzone z sytuacją lecz Milareza obawiała się, że mogą zepsuć uroczystość. Wiernysz i Tawia obiecali czuwać. Przydało się.
===============
Gagita znała plany ceremonii. wyciągnęła szczegóły od ojca, który jednak wcale nie chciał stracić swoich dzieci. Gdy rozpoczął się kulminacyjny punkt i dzieciaki Walturian na znak Alagrifa zaintonowały piosenkę: "Miałeś obsypać mnie muszelkami" dała znak wynajętej ekipie by podniosła tablicę ze zdjęciem jej matki i zaśpiewała: "Miałeś obsypać ją muszelkami"
Sama też była z tą ekipą i przejęta tym, że zaraz zaśpiewają nie od razu zwróciła uwagę na deskę, nie wiedziała też, że specjalne wytłumiacze ściszają ich głos, toteż nie rozumiała dlaczego ojciec przyjaźnie macha jej ręką i sama też mu pomachała w poczuciu triumfu.
Tali tańczyła z maluchami śpiewając po joksolańsku i w końcu wyszło tak, że kawałek ona i maluchy śpiewały po joksolańsku a kawałek grupa, w której dominowały dzieci Nety i Tolanda po karebordżańsku. Trzej nowożeńcy podeszli do swoich pań by zakładać im podawane przez trzech starszych synów Milarezy naszyjniki z muszelek. Nic im tego momentu nie zepsuło. Grygital był szczęśliwy, Milareza, która rozpoznała w tablicy z napisem "Wiwat nowożeńcy" dużą kuchenna deskę do krojenia, podziękowała później swoim młodszym dzieciom oraz ich współmałżonkom. Olita, żona Wiernysza dopiero teraz poczuła się pełnoprawnym członkiem rodziny. Przytrzymywała przecież drążek przybijany przez Wiernysza do deski.
Chętni do zabawy mieszkańcy miasta balowali dłużej niż nowożeńcy. W dzień wesela były na głównym placu miasta wystawione stoły ze smakołykami a napis ponad nimi głosił - zapraszamy wszystkich przyjaciół. Muzyka z głośnika zachęcała do tańca. Później w trzech kinach Milarezy przez pięć dni na nieodpłatnych seansach wyświetlano joksolańskie filmy Tali. Milareza zrobiła to z premedytacją ponieważ te filmy były w jej odczuciu bardzo dobre a nie cieszyły się wielką frekwencją na odpłatnych seansach. Tak jak przewidział Karis zaszkodziła im niezbyt słuszna etykietka naukowych. Nie były naukowe tylko osadzone w realiach.

Gagita odebrała przesłaną pocztą deseczke z portretem matki a później zobaczyła w kronice Degeden film na którym widać było jak ona z ekipą śpiewa stojąc pod transparentem z kuchennej deski
ale nie słychać co śpiewa. Teraz odbierała machanie ręką ojca jak kpinę i omal szału nie dostała. Wkrótce przyszło eleganckie zaproszenie na rodzinne spotkanie w pałacu prawa.
Nie poszła ale jej mąż poszedł (wbrew jej woli)aby ją jakoś wytłumaczyć i reprezentować. Czuł, że spowinowacenie się z Walturianami dodaje mu splendoru i bardzo chciał u nich bywać.
Była tak rozsierdzona, że omal nie pobiegła tam aby zepsuć im to spotkanie ale akurat dawną koleżankę naszło coś aby ją odwiedzić.
-No muszę powiedzieć, że bardzo mi zaimponowałaś - pochwaliła ją przy okazji. Ten występ z transparetem był wspaniały. Ja niestety nie potrafiłam się się równie pięknie zachować gdy chodziło o mojego ojca. Zawsze tego żałowałam i nie tylko dlatego, że mnie wydziedziczył. Zakaz wstępu do jego domu był równie bolesny, zwłaszcza, że przypominałam sobie tyle pięknych chwil spędzonych razem. Byłam wtedy zbyt małostkowa. Nie rozumiałam, że lepiej jest rozszerzyć niż zawęzić rodzinę. Brakowało mi go.
Gagita zdała sobie sprawę, że jej też będzie brakować ojca a niczego już nie zmieni. Klamka zapadła, ożenił się.



Alagrif i Tali wybierali się na Joksolanię. Tym razem ekipa miała być duża bo przecież mieli łącznie siedmioro dzieci w wieku od 2- 4arli.
Ze skompletowaniem ekipy były poważne problemy. Jedynie rodzice Alagrifa chętnie i szybko się zadeklarowali co wcale nie zachwyciło świeżo upieczonych małżonków.
Burhurta i Tawię trzeba było namawiać. Największy problem był z opiekunkami zatrudnianymi przez Tali.
Jawisa oczekiwała dziecka, rodzina Sorindy się na jej wyjazd nie zgadzała, mama Ksenolipy żądała wyjazdowego a po ostatnim powrocie córki zdołała przeforsować włączenie wyjazdowego do stałej pensji bo przecież "córka wciąż musi być gotowa na wyjazd"
- Nie - odpowiedziała teraz Tali - skoro Ksenolipa nie jest gotowa do wyjazdu rozwiązujemy umowę w wyniku nie dopełnienia jej warunków. To wszystko, znajdę kogoś innego.
-Przecież ja się tylko pytałam.
- Druga możliwość: obetnę pensję o to wyjazdowe,które poprzednio do niej włączyłam i niech przez ten nonestr zostanie w Degeden aby wypocząć.
-Aby wypocząć - powtórzył Alagrif - nie zapłacimy jeśli będzie w tym czasie pracować u kogo innego. Ma wypoczywać i być gotowa zająć się po naszym powrocie naszymi dziećmi z nową energią.
Tali dała ogłoszenie, że poszukuje opiekunki chętnej na wyjazd do Joksolanii, długo nikt się nie zgłaszał.
Matka Ksenolipy triumfowała i opowiadała koleżankom, że Tali jeszcze przyjdzie na klęczkach prosić jej córeczkę aby z nimi poleciała a wtedy ona zażąda dwa razy większego wyjazdowego.
-Oby tak nie było - powiedziała Tali do męża gdy doszły ich pogłoski na ten temat - dziewczyna rzeczywiście jest dobrą opiekunką, dlatego zresztą nie odcięłam jej drogi powrotu po zbiorach.
Na szczęście mama Ksenolipy nieświadomie nagłośniła wśród osób nie czytających gazet, że Tali szuka opiekunki. Niespodziewanie chęć wyjazdu zgłosiła młoda i odważna kandydatka na nauczycielkę: Igreda. Wymyśliła sobie, że ich dzieci rosną, warto by je przygotować do szkoły.
Oni właściwie zamierzali przyjąć nauczycielkę i nauczyciela ale najwcześniej od siódmego nonestra czyli po joksolańskich zbiorach. Tali, którą mama wyczuliła na porządek w dokumentach poprosiła aby rodzice dziewczęcia oraz szkoła przysłali zgodę na ten wyjazd.
-Mam prawa osoby dorosłej - odpowiedziała dziewczyna.
-A ja nie mam praw porywacza - roześmiała się Tali - muszę mieć na piśmie, że wyjeżdżasz a nie uciekasz.
-No wiesz! Jestem na ucieczki za dorosła!
-A na to aby załatwić tę sprawę wystarczająco?
Tali już nabrała podejrzeń.
-Wybacz - dodała - ale ja nawet od doroślejszych niż ty oczekuję potwierdzenia, że wyjeżdżają za wiedzą rodziny. Nawet gdybyś była babcią ...
-A! - To zabrzmiało jak wyraz zaskoczenia połączonego ze zrozumieniem. - Ale ja nie powiedziałam, że nie załatwię, tylko nadmieniłam, że nie jest to niezbędne. Oczywiście, że załatwię.
Przyniosła list od rodziców ze zgodą na swój wyjazd i adnotacją Dagridy, że przyjmuje do wiadomości.
(Bo zgody faktycznie wyrażać nie musiała)
Była pieczęć szkoły oraz informacja jakie są koszty egzaminu zaliczeniowego dla osób nie uczęszczających na zajęcia. Zresztą Dagrida wcześniej wspomniała Tali, że to podpisała.
-Widzisz - powiedziała - jej rodzina ma takie problemy finansowe, że aby dziewczyna mogła się uczyć, nie wzięliśmy czesnego za pierwsze półarle i przesunęliśmy termnin płatności za drugie. Pewnie rodzice sami ją popchnęli do wyjazdu bo zapożyczyli się na nowe ogrodzenie.
Musieli, babcia z zanikami pamięci stale im uciekała a nie stać ich na opiekunkę.
-Dobra, dobra zapłacę za ten egzamin - odpowiedziała Tali Dagridzie i uzgodniła z Alkiem, że podwyższą pensję dziewczynie.
Gdy jednak Igreda poprosiła o "wyjazdowe" Alek odrzekł - dostaniesz - i podał taką kwotę wyjazdowego o jaką mieli podnieść jej pensję.
-Później się zobaczy - powiedział żonie - może nie będzie się nadawała.
-Mama ją zaakceptowała.
-Może było jej żal, że to taka biedna rodzina.
-To by najwyżej dała im zasiłek na pokrycie kosztów ogrodzenia a nie protegowała ją na nauczycielkę własnych wnuków.
-Masz rację - przyznał. .



Zatrudniana przez Alka Czigimtana nie robiła problemów lecz jedna opiekunka na siedmioro dzieci zapracowanych rodziców to było za mało. Tali w towarzystwie Milarezy prowadziła rozmowy z kandydatkami, które się wreszcie zgłosiły

Jedyną jaka spodobała się Milarezie była Pergezarcza. Wprawdzie ani Tali ani Alagrif nie zachwycili się tym, że była to osoba, która uciekła gdy napadnięto na Milarezę i malutkiego Karusia.
-Miała wtedy zaledwie 11 arli - tłumaczyła Milareza - przestraszła się.
-A co jeśli się wystraszy kiedy naszym dzieciom trzeba będzie pomóc? - Zapytała Tali.
-Jest już za stara - orzekł Alek.
-Wy decydujecie - odpowiedziała starsza od Pergezarczy Milareza.
-Z dziećmi trzeba skakać, tańczyć - nadążać za nimi - tłumaczyła Tali.
-Trzeba też tulić, wycierać noski, tłumaczyć, wychowywać, pocieszać, czytać, opowiadać - odpowiedziała Milareza - a przecież ta wasza Ksenolipa jeszcze ze dwa razy wróci nim zgodzi się na stawkę którą proponujecie i będzie z dziećmi tańczyć.
-Nie chcemy jej - odrzekł Alagrif.
-Nie ma co się tak dumą unosić ale zrobicie jak zechcecie.
Zatrudnili obie te kandydatki. W końcu chodziło o ich dzieci a nikt nie oceniał przydatności chętnych do pracy lepiej niż Milareza.
Ksenolipa ze swą mamą przyszła tylko raz, proponując już mniejsze wyjazdowe. Alek odpowiedział stanowczo - żadnego. Tak stanowczo, że wolały się zgodzić od razu.
Poleciało ich z Degeden 23 osoby.


Nie dość tego Milaryk tym razem zdecydował się zostawić arandię pod zarządem swego następcy, niewiele od Tali Oft starszego Waltmila a sam z żoną i późną córką Aksonetą przybył na Joksolanię.
O ile synów Irbisa wychowywał bardzo rozsądnie o tyle "własna" córeczka nim zawładnęła. Knieja miała sporo rozsądku ale Milaryk ustępował dziewczęciu na każdym kroku.
Chciała być podczas zbiorów na Joksolanii więc tatuś nagle miał czas. To nic, że Walt był jeszcze młody, przecież przez nonestr arandia sie nie zawali. To nic, że zamieszkają w domu Tali (bo gdzieżby?) i spotkają się tam z Grifaną, Przecież córeczka będzie z nimi na milarykdżaku ...
W tej kwestii doszło do sporów między Milarykiem i Aksonetą. Dziewczę szybko miało dość pracy a on jej samej w pobliżu Grifany nie wyobrażał sobie zostawić.

=================

Początkowo Alagrif i Tali nie widzieli nic złego w tym,że dziadkowie, zwiedziawszy się o Igredzie, zafundowali wnuczętom tolimańską nauczycielkę.
Była to całkiem fajna rówieśnica Tali - Sewwa mająca już praktykę nauczycielską.
Wieczorem na wielkim tarasie pięknie grała na mandolinie. Instrumenty mieli też Tawia, Burhurt, Ksenolipa i Cyrion sprzątacz. Przyjemnie było razem pośpiewać po pracy.
Tyle, że kiedy już Tali układała dzieci do snu i z tarasu zniknęły też opiekunki oraz Igreda, Alek musiał wysłuchiwać skarg na młodziutką nauczycielkę - że na niczym się nie zna,
tylko bawić by się chciała, niczego nie uczy a nawet woli pomóc w kuchni niż zajmować się dziećmi.
Dopóki ze skarg wynikało, że tracą pieniądze na bezużyteczną dziewczynę Alek to ignorował ale gdy się dowiedział, że uderzyła Milagrifa powiedział Tali, że trzeba tej smarkuli zabronić zbliżania się do dzieci. Najchętniej od razu by nią potrząsnął ale nie mógł przecież wejść w nocy do sypialni kobiety. Cały był roztrzęsiony.
-Tu coś nie gra Alku - odpowiedziała Tali - dzieci bardzo lubią Igredę i zawsze chętnie całują ją na dobranoc. Dziś przy kolacji Milagrif poprosił ją aby mu nalała kompotu. Nigdy o nic nie proszą Sewwy i koło niej nie siadają.
-Faktycznie - przyznał Alek - dlaczego mi dotąd nie zwróciłaś na to uwagi?
-Lubię Sewwę więc myślałam, że to rzeczy bez znaczenia i może są bez znaczenia, ktoś kto tak pięknie gra i śpiewa na pewno nie robi dzieciom krzywdy. Jak sądzisz?
-Za to może robić krzywdę komu innemu. Koniecznie trzeba się temu przyjrzeć. Koniecznie!
Nie wiedział jak to zrobić bo dzieci miały sporo miejsca do zabawy: taras, podwórze i wiele miejsc w domu. Poradził się
Milaryka
- Sie zrobi - odrzekł arand - akurat jutro siedzę w domu bo mała nie chce pracować, to się tym zajmę. Kiedy indziej to by mi się nawet myśleć nad tym nie chciało.
Rzeczywiście zrobił nagranie i przesłał im na dżaka.
Przy pobieżnym obejrzeniu zauważyli, że Igreda od rana bawi się z dziećmi w piaskownicy, ucząc je przy okazji wierszyka - ja mam grabki, on szpadelek a ona wiaderko ma, postawimy babek wiele, zbudujemy z piachu gmach.
Potem przyszła babcia z asystą i wysłała Igredę do kuchni pod wodzą swej pokojówki, czworaczki musiały szybciutko się umyć a potem w salonie miały lekcję. Sztywno przeprowadzoną lekcję z przypomnieniem wcześniejszego materiału poprzez odpytywanie.
-Uuuuu nie - powiedziała Tali Oft - Tali Szawala natychmiast skończyłaby na dziś pracę na dżaku i gnała ratować dzieci.
- Spokojnie - powiedział Alek - dziś niech już tak będzie.Od jutra Sewwa będzie nam śpiewać na dżaku - niech się zajmuje tym co potrafi.
Ten sam materiał podzielony na fragmenty obejrzeli: Milareza, Grygital, Dagrida, Aldmara, Karis i Magnoliusz.
Ustalili więcej szczegółów n.p., że Igreda robi w kuchni przetwory dla rodziców Alka, opiekunki prawidłowo zajmują się małymi dziećmi, Sewwa jest oschła wobec czworaczków ....
i wyłowili fragmencik, na którym Alamila, zasłania twarz przed nauczycielką jakby w obawie ciosu.
Ciosu nie było, Sewwa nawet się nie zamierzyła, spojrzała tylko potępiająco.
-Uuuuu nie - powiedział Alagrif - ja tej kobiety nie chcę nawet na dżaku. Najchętniej zaraz wysłałbym ją do Tolimanii.
To na razie nie było możliwe więc poprosił aby już więcej nie prowadziła lekcji z jego dziećmi.
-Ale dlaczego? - Zaprotestowała Grifana.
-Bo to są małe dzieci i daruj mamo, gdybym chciał aby ktoś je musztrował wysłałbym do szkoły choć na to jeszcze za wcześnie.
-To wyjaśnij o co chodzi, ona się dostosuje.
-Tali wyjaśniała, to powinno wystarczyć. Podjęłem decyzję i proszę aby Sewwa nie zbliżała się do moich dzieci.
-To nie w porządku!
-A Igredzie nie za to płacę aby robiła dla ciebie przetwory, niech robi to co do niej należy. I to dotyczy wszystkich naszych pracowników. Koniec dyskusji.
Może i był ostry, przemilczał jednak fakt, że matka angażując do robienia swoich przetworów, opłacanych przez niego pracowników była w stanie przygotować ich dużo więcej a jakoś nie dbała o to, że te owoce pracowicie na ziemiach Tali pozyskuje ich czworo a więc coś się z tego należy Tawii i Burhurtowi, coś powinno zostać tutaj, coś chcieliby zabrać do Degeden. A Hodrero też czeka na swoją część.
Nie powiedział tego wszystkiego ale odtąd pakowali owoce w skrzyniach do piwnic.
Nie wiadomo czy Grifana to zauważyła, nie podnosiła tego tematu, za to zaczęła się przyglądać zajęciom siedmiorga dzieci i jedyne co jej się nie podobało to to, że Igreda nie znała tolimańskiego.
Któregoś dnia Grifana nagle przerwała spór z synem i powiedziała - a właściwie to nie wiem po co wam nauczycielki skoro Tali lepiej uczy niż one obie razem wzięte. Szkoda naszych i waszych pieniędzy.
Spór znowu dotyczył nauki języka tolimańskiego. Tali tymczasem nie robiła nic wielkiego, wykonywała z dziećmi rodzaj gimnastyki naśladowczej, śpiewając po kolei w różnych językach: kaczka kwacze kwa kwa kwa, kura gdacze ko ko dak a ja szukam, a ja patrzę, gdzie to kwa kwa, gdzie to dak.
- No i te książeczki takie piękne Dagusi w różnych językach napisałaś - pochwalił młodą mamę Aladiaz (Tali udostępniła je Igredzie)
-Raczej narysowałam.
-No i bardzo dobrze.
Milaryk nie dokończył pracy nawet na swoim terytorium bo Aksoneta wolała zwiedzać wyspę.
W końcu nauczył Tali obsługi milarykdżaka, wypożyczył jej go i zobowiązał do dokończenia zbiorów u niego i pozostałych właścicieli.
Odlatując zabrał kuzynkę Grifanę z mężem pokojówką, nauczycielką i przetworami.
Sewwie musieli cichaczem (acz za pokwitowaniem) dopłacić bo Grifana obcięła jej wypłatę.
-Uffff - odetchnęła większość tymczasowych mieszkańców
Milanderdomu.
Odtąd Tali pracowała sama na milarykdżaku, Tawia, Burhurt i Alek na dżaku. Alkowi nie bardzo się to podobało lecz tak było ekonomiczniej bo milarykdżak był wydajniejszy,
trzeba było tylko odpowiednio programować oprzyrządowanie.

Podczas uroczystości oddawania Hodrerowi jego części zaproponował on a nawet prawie zażądał aby Tali zrobiła następny film. Była zaskoczona zwłaszcza, że o cenzurze nawet sie nie zająknął.
-Musisz mi wybaczyć ojcze - powiedziała - nie dostanę na to funduszy bo filmy joksolańskie nie przynoszą spodziewanych dochodów.
-A to dlaczego? - Zapytał zaniepokojony.
Zdaniem Karisa dlatego, że Rada Naukowa Arbland przyznała mi nagrodę za dwa pierwsze filmy i ludzie spodziewają się, że są naukowe a więc nudne ale może po prostu filmy nie trafiają w gusty publiczności. To nie istotne, faktem jest, że nie zwróciły się poniesione na nie nakłady a produkcja bardzo dużo kosztuje. Trzeba opłcić aktorów, scenarzystę, scenografa, montażystów i inne zatrudnione przy filmie osoby. Są też koszty scenografii, akcesoriów...
Życzliwie, spokojnie wszystko wymieniła i dodała - a niezależnie od tego ja muszę mieć przygotowany i przemyślany scenariusz, muszę mieć koncepcję filmu i muszę wcześniej wszystko przygotować. Teraz jestem przygotowana do kręcenia filmu w Degeden, nie mogę go odłożyć a tu ... mam tylko słabo umeblowane chaty.
-To umebluj.
-Muszę wiedzieć jak. Najpierw musi być scenariusz, potem scenografia. Inaczej przecież wygląda dom rolnika, inaczej sędziego, inaczej rzemieślnika, twój też inaczej.
-To może nakręć coś o mnie.
-Napisz mi scenariusz i bądź gotów na poprawki.
-Nie umiem pisać scenariuszy.
-No to pamiętnik.


Tamtego dnia Grifana spostrzegła jak bardzo Tali jest podobna do czworaczków, zwłaszcza dziewczynek. Bardziej niż do swoich, posiadających pewne joksolańskie cechy dzieci. Milala i Alamila nawet tak samo się poruszały.
Wszystkie dzieci naśladowały Tali ale w przypadku tych dziewczynek to było coś więcej niż naśladownictwo.
Z wrażenia na moment się zapowietrzyła bo zawsze jej się zdawało, że wnuczęta są podobne do Alka. Aby pokryć zmieszanie powiedziała - a właściwie to nie wiem po co wam nauczycielki skoro Tali lepiej uczy niż one obie razem wzięte.

- Trochę za dużo tych przetworów zrobiłam? - Spytała przy pierwszej okazji synową.
Tali się uśmiechnęła - no, mamy limity na to ile czego wolno nam zebrać, nic się nie martw, po prostu teraz już od tego odpocznij.
Zdecydowanie co innego wolałaby usłyszeć Grifana ale przynajmniej było to bardzo grzecznie powiedziane.
============
Wkrótce mogła widywać tańczące wnuki w sprawozdaniach filmowych o toczących się na Joksolanii
walkach. Alagrif z rodziną i służbą oraz Tawia z mężem nie zdążyli wyjechać przed wybuchem zamieszek a rebelianci skutecznie blokowali niemal wszelkie próby pomocy. Szokujące, tego nie potrafili nawet Unasjanie. Inna rzecz, że Unasjanie mieli więcej wolnej przestrzeni.
Jednak wieści z Joksolanii docierały w świat. Przysyłaniem sprawozdań zajmowali się Burhurt i Tawia.
Małych lataczy szpiegowskich czyli agentarów Joksolańczycy nie potrafili skutecznie wyłapać a jeśli im się udało to kamerka przeważnie działała dalej podpatrując co się dzieje w obozie i na bieżąco przekazując to do odbiorników w Milanderdomu, jednak na ogół był to już mniej wartościowy materiał niż z kamerek sterowanych.
O wiele łatwiejsze było filmowanie tego co sie dzieje w domu. Były więc migawki o tym jak domownicy doskonale się bawiąc pracują przy przetwarzaniu zebranych surowców.
Nawet dzieci miały tam swoje zajęcia i były radosne.

Grifana nie wiedziała, że Tali i Alek dokładnie filtrowali to co Tawia może pokazać i nawet dochodziło na tym tle do kłótni bo blokowali najciekawsze fragmenty mogące informować walczące strony o strategii przeciwnika lub dawać za dużo informacji o Milanderdomu.
-Jesteś tchórzem - krzyczała na siostrę Tawia - Tali Szawala taka nie była.
-Bo nie miała dzieci pod opieką - odpowiedziała Tali Oft - a nie wyobrażaj sobie, że Joksolańczycy nie mają dostępu do twoich sprawozdań.
Absolutnie nie mógł się w sprawozdaniach pojawić nawet cień wzmianki o Hodrero Astrisie nagrywającym swoje pamiętniki w przydzielonym jemu i Frasil pokoju ani członkach jego rodziny, ukrytych w wewnętrznych komnatach.
Nie można było nawet pokazać jak utrzymująca z Milanderdomem łączność Milareza robiąc dziwne ruchy woła - "Talusiu am am" a Tali błyskawicznie powiela te ruchy przy pulpicie sterowniczym otwierając na moment dach zamczyska i "pochłania" lotobus z żywnością oraz materiałami na stroje "azylantów"
Tymże lotobusem przesłała później Tali Milarezie stłoczoną cząstkę rodziny Hodrera.
Nazajutrz Tawia wybierała się małym, obronnym autkiem pozbierać utracone agentary, których kamerki wciąż działały gdzieś w zaroślach.
- Zatrzymał ją Alek Dotąd tego nie robił a próbowała już wyjeżdżać po rannych, tyle, że Joksolańczycy zawsze pierwsi zdążyli ich zabrać i Tali za każdym razem kazała jej zawracać. - Nigdzie nie pojedziesz Tawio - powiedział tym razem. Wszelkie wejścia są zablokowane.
-Ależ z ciebie tchórz! - Zawołała zirytowana.
-Ja mam dzieci Tawio i nie pozwolę aby po tobie płakały. Oni one, ani Tali, ani twoja matka, ani Burhurt i reszta rodziny.
I żeby to chociaż było bohaterstwo ale to jest zwykła głupota i pazerność!
-Słucham?
- A jak nazwiesz narażanie życia dla kamerek?
Choćby najdroższych?

Niedługo potem grupie wojowników udało się wtargnąć na taras Milanderdomu. Tali wstała i zrobiła pierwszą rzecz jaka przyszła jej do głowy zaczęła śpiewać - a ślimaczek sobie pełznie a ptaszyna frunie w dal, a kangurek hop, hop skacze ...
Dzieci powtarzały za nią, przesuwając się do wyjścia, za nimi domowniczki prócz zajętej filmowaniem Tawii. Alek siedział sprężony, gotów do nagłego skoku gdyby ktoś napastował jego rodzinę.
Tali przepuściła przed sobą Igredę, która śpiewając zainicjowaną przez Tali piosenkę wzięła za rączkę i delikatnie pociągnęła za sobą Milalę. Zgodnie z dawanymi przez Tali znakami Milala podała rączką Alalmili, Alamila Ksenolipie i tak powoli dzieci z opiekunkami, kucharkami, pomocnicami kuchennymi opuściły taras korowodem na oczach zaskoczonych wojowników. Tali, śpiewała dalej - Alku, Burciu i Cyrionie wychodzicie raz raz raz.
-Tali do dzieci - powiedział spokojnie Alek nie ruszając się z krzesła - do dzieci.
Nie wiadomo czemu, joksolańscy wojownicy najpierw zastygli, potem opuścili taras.
Alek wziął Tali za rękę, Burhurt Tawię i w ostatniej piątce opuścili taras. W salonie dzieci wraz z opiekunkami nadal się bawiły. Tali ze łzami przytuliła Tawię - dziękuję siostrzyczko, to tylko dzięki twojej odwadze się uratowaliśmy.
Tawia wytrzeszczyła oczy a Ksenolipa zawołała - nie stoimy, tańczymy, wszyscy tańczą.
Wykonali jej polecenie bo dzieci trzeba było chronić przed paniką.
Hodrero Astris pogratulował później Tawii - widziałem w wizjofonii jak sobie radziłaś. Dzielna dziewczyna, tak samo jak moja córka Oft Tali.
-Ja tylko filmowałam - powiedziała Tawia.
-I o to chodzi. Nikt nie chce być filmowany gdy morduje ludzi, którzy nie walczą. Potem jeszcze wiele pokoleń na Joksolanii to przecież zobaczy i cały świat.
Do Tawii dotarło, że Tali miała rację blokując wysyłanie najciekawszych fragmentów sprawozdań. Joksolańczycy naprawdę to oglądali.
Alek podziękował wieczorem wszystkim dorosłym domownikom za odważną postawę.
-Każdy z was - oświadczył - robił dokładnie to co powinien.
Nie wiemy jak długo jeszcze będziemy musieli tu zostać ale jestem pewien, że dotrwamy.
Mimo wszystko byli wystraszeni, już się nie ośmielali wychodzić na taras a do snu ubierali się tak aby być gotowi do ucieczki i zajmowali nie wiele sypialni, położonych jedna obok drugiej.
Milarezie jeszcze raz udało się do nich posłać lotobus.
Powiedziała - Córciu am - i lotobus został wchłonięty.
Wyładowali z niego co tam było (między innymi nowe agentary w miejsce utraconych) ale potem Milanderdom był lepiej pilnowany dniem i nocą.
-Tak samo by się działo gdyby mi się stąd udało wyjechać autkiem - uświadomiła sobie Tawia.


W Degeden Enilioborian marudził, że musi przeciągnąć zastępstwo za Tali i Alka dłużej niż oczekiwał.
-Wypoczywałeś pięć nonestrów - odpowiedziała Dagrida - to teraz trochę popracuj bo co ja mam zrobić? Co chwila zastępców wymieniać?
-A czy to droga Dagridko jest mój problem?
Zastępujący Tawię w teatrze Naldgier nie marudził tylko realizował swoje koncepcje przeciwne wcześniejszym decyzjom Tawii a równocześnie zapewniał ją wizjofonicznie, że wszystko jest tak jak chciała. Wiedział, że nie każdy może z nią porozmawiać bo połączenia są wykorzystywane na inne cele n.p. na kontakt z Milarezą, lekcje w szkole Igredy, rozmowy z rodzinami i.t.p.
Był więc spokojny, że nikt go nie zdradzi.
Nagle Tawia zjawiła się w teatrze i od razu energicznie zabrała się do pracy.
Zauważywszy zmiany w spektaklach nieoczekiwanie zaakceptowała je ale na swojego zastępcę mianowała Szarna - syna Enilioboriana.
- Tawciu, to nie jest dobry pomysł - powiedział jej w zaufaniu Enilioborian - Szran jest dobrym reżyserem ale na dyrektora to on się nie nadaje więc gdyby musiał cię zastąpić ....
-To ty go będziesz wspierał - odpowiedziała energicznie.
Tawia tą energią i stanowczością przykrywała niezadowolenie z siebie. Gdy spostrzegła, że jest w ciąży najpierw zrobiła awanturę, że ktoś - tu patrzyła oskarżająco na męża - musiał jej do jedzenia joksolańskich ziółek przeciw bezpłodności dodawać.
-Nic takiego nie robiłem - odrzekł Burhurt - chcę mieć dziecko ale nie w tej chwili.
-No to Tali!
-Ja nikomu życia nie mebluję - odpowiedziała Tali.
-A ja nie mogę urodzić i wychowywać dziecka tutaj i teraz . Nigdy nie zrozumiem dlaczego wolałaś odesłać stąd Joksolańczyków niż swoje dzieci.
-Liczyłam na to, że odlecimy później.
-Po prostu nie chciałaś im zostawić swojego domu.
-Albo ich na łasce losu.
Ostatecznie zdecydowali, że wyczekają na dobry moment i odeślą Tawię lotobusem z osobami, które nie są niezbędne.
-Zabiorę też dzieci - powiedziała uspokojona Tawia.
-Nie, zaprotestowała stanowczo Tali - dzieci zostaną z nami. Zabierzesz męża, kucharkę, pomoce kuchenne, opiekunki, nauczycielkę, sprzątacza i resztę Joksolańczyków. Przekażesz ich mamusi bo od dawna jest na to gotowa!
-A dlaczego wy nie wyjedziecie?
-Bo ktoś musi tu dopilnować waszego bezpieczeństwa.
-Zawiadom mamę.
-Tawiuniu o tym nie wolno nikogo spoza Milanderdomu informować. Bądź spokojna siostrzyczko. Damy sobie radę, zacieśnimy więzy rodzinne.
Zrobili jak uzgodnili. Wyznaczeni do wyjazdu musieli wstać w środku nocy i jak stali udać się do lotobusu.
-Startuj! - Poleciła Tawii Tali.
-Nie ma Burhurta.
-Startuj! - To był głos jej męża - teraz!
-Wybacz siostrzyczko - powiedziała Tali i lotobus wystartował. Widocznie była to chwila optymalna.
Tawia leciała płacząc, czuła się niemal wygnana i porzucona.
Mąż wprawdzie chciał zostać ale wydawało jej się, że już to przegadali i uzgodnili a on tam został nie bacząc na to, że będzie ojcem i powinien ją wspierać.
=========
Wszystkich (albo niemal wszystkich) zaskoczyła cisza, która zapanowała po odlocie Tawii. Nie było żadnego kontaktu z mieszkańcami joksolańskiego Milanderdomu.
Zamiast nowych informacji z wyspy, w kronikach pojawiała się wciąż ta sama scena jak Tali śpiewa: "a ślimaczek pełznie" zaś dzieci ją naśladują oraz napis:Brak informacji z Joksolanii.
===========
Co się dzieje? - Zapytano Tawię - dlaczego przyleciałaś tylko z czterema osobami?
Popłakała się - sądziłam, że jestem odważna a gdy zorientowałam się, że będę matką wpadłam w panikę. Chciałam koniecznie opuścić Joksolanię aby rodzić w Degeden.
Nasze podręczne bagaże stały w lotobusie . Potem okazało się, że Burhurt wymienił to co ja mu spakowałam na brudne ubrania.
Pudła Pergezorczy, Igredy i Cyriona były puste czyli też nie zamierzali lecieć.
-A Joksolańczycy?
Tawię przeraziło to pytanie ale szybko znalazła odpowiedź - nie wiem, musieli zasnąć, inaczej mogliby wyłączyć nam silnik, nie wiem jak oni to robią ale to się już zdarzało. Starczy tego wywiadu, proszę zrozumieć: spodziewam się dziecka, nie wiem co się dzieje z moim mężem, siostrzyczką, jej dziećmi. Nic nie wiem.
Poprosiła Siegrida aby zajął się reporterem i jego kamerzystą.
-Oni nie powinni wiedzieć, że w Milanderdomu byli Joksolańczycy - wyjaśniła.
-Ja nie wiedziałem - przyznał - wezmę ich pod lupę.
Zaczęła się bać sama wychodzić z domu. Wcale nie czuła się w Degeden bezpieczniej niż na Joksolanii a nie było przy niej ani męża ani mamy.
============
Burhurt został w Milanderdomu z trzech powodów - nie chciał okazać się tchórzem, zamierzał kontynuować nagrania do kroniki, miał dość histerii żony. Przyznawał się tylko do drugiego a właśnie nagrywanie było teraz mocno ograniczone.
Mieli przebywać jedynie w wewnętrznych komnatach i jeść wyłącznie zimne posiłki.
Dzieci na to marudziły.
-Nie mamy kucharki - tłumaczył Alagrif.
-To mamusia niech coś ukotuje - prosiła Dagusia.
Nie podobało im się też to, że nie mogą biegać po całym domu a tym bardziej wyjść na dwór.
Na szczęście się nie nudziły. Igreda prowadziła z nimi swoje zajęcia, Tali swoje, no i brali je do pomocy w pracach domowych przydzielając odpowiednie do ich wieku zadania . Raz starsze dzieci mogły zejść z Alkiem do piwnic by przynieść warzywa i owoce nadające się do obróbki na zimno zabrał wtedy pojemniki z bomblowców wyposażone w uchwyty wiązał je do lin spuszczanych z góry a potem Cyrian i wujek wciągali je i wysypywali produkty do innych naczyń a pojemniki znów spuszczali.
Dzieci w tym czasie zamiast przynosić mniejsze owoce w małych wiaderkach zwiedzały mroczne okolice. Gniewał się na nie. Za to na zajęciach z Tali czworaczki rysowały co takiego ciekawego jest w piwnicy. Jej nie wolno było tam schodzić więc nie dziwiło ich, że chce takie rysunki.
Swoim dzieciom dała zadanie narysowania co też tam może być. Prócz dzieci tylko ona jedna uważała to za świetny pomysł.
Alawalt narysował dziwny mebel.
-Przetrwalnik - pomyślała Tali i wypytała chłopczyka gdzie to stoi a rankiem przed śniadaniem, cichaczem tam zeszła. Wróciła by wciągnąć na linie baniak zupy.
-Czyś ty Talusiu oszalała? - Zdenerwował się Alek ruszając jej na pomoc - chcesz zaszkodzić naszemu maleństwu?
-Potem będziesz krzyczał. Teraz przynieś jeszcze te dwa, które stoją przed schodami i jemy zanim wystygnie - odpowiedziała.
-Gotowałaś?
-Nie. Przetrwalniki przechowują wszystko w takim stanie i temperaturze w jakich je tam włożono.
-To trzeba było mnie posłać.
-Najpierw musiałabym cię przeszkolić jak się z tego urządzenia korzysta a przecież nie byłam pewna czy to jest to.
Zupa była naprawdę ciepła i gęsta.
-Aleś się nadźwigała głuptasie - stwierdził Alek wcinając z apetytem tolimańskie danie z czasów gdy Milander był mężem Drisforty.
Hodrerowi i Frasil mniej to smakowało ale jedli bo nie wolno wyrzucać żywności.
Odtąd robili częściej wyprawy do piwnicy. Alek schodził z Tali, dowozili ciepłe dania wózeczkiem i zaczepiali linki, do których panowie dorobili bloki z korbami. Może nie były to urządzenia super piękne ale działały.
Któregoś dnia Tali na chwilę zostawiła dzieci w sali szkolnej bo jej się zbierało na wymioty. Ta chwila potrwała ciut dłużej niż się spodziewała. Gdy wróciła nie było starszych chłopców.
Poprosiła Alka aby zerknął gdzie się podziewają.
-Eeee no Talusia - powiedział na razie spokojnie bo niczego złego się nie spodziewali - tak się nie robi, kiedy wychodzisz poproś kogoś aby posiedział z dziećmi.
Naprawdę zdenerwował się kiedy malców nie można było znaleźć. W końcu musiała przerwać zajęcia z dziećmi i monitorować okolice. Wypatrzyła ich dość daleko od Milanderdomu wdrapujących się na drzewo. Przed nikim nie uciekali, po prostu się bawili.
-Zatłukę - wycedził przez zęby.
-To może lepiej ja po nich pojadę - zaoferowała się wystraszona Tali.
-Siedź - warknął i pojechał po chłopców obronnym samochodem terenowym. Śledziła ich oraz najbliższe okolice. Nikt, kompletnie nikt spoza Milanderdomu się nimi nie interesował. Wrócili podziemną drogą.
Oczywiście Alek nikogo nie zatłukł przeciwnie, przeprosił Tali.
-Sama na siebie byłam zła - wyznała.
-Ale ja powinienem zauważyć, że od razu mnie zawiadomiłaś - odrzekł.
-Wiesz co? - Powiedziała - ja myślę, że skoro auto już jest w piwnicy ....
- Mamy drobny problem - przerwał jej - autem się z wyspy nie wyjedzie.
-No wiem - uśmiechnęła się - ale moglibyśmy już siedząc w aucie posłać do mamy hasło - szukaj nas - a potem zaraz wyjechać.
-Genialne, każdy do kogo dotrze ten sygnał ruszy na poszukiwanie.
-Zaryzykujmy.
-Za bardzo boję się o ośmioro dzieci, Talusię i resztę towarzystwa. Odpada. Liczmy na to, że mama sama się zorientuje a w międzyczasie spakujmy się, nagotujmy kaszy i warzyw aby schować na miejsce tego co wybraliśmy ale ostrożnie, dym wypuszczamy przez piwnicę, w kuchni poruszamy się tak aby nie być widoczni przez okna. .
Tak właśnie zrobili. Hodrero dopilnował aby kopie jego nagrań znalazły się w aucie i systematycznie je uzupełniał.
Nie mieli kucharki ale na szczęście Tali wiedziała jak co przyprawić aby było dobre, pakowali to do baniaków po zupie. Dzieci zamalowywały stare napisy i malowały co się w baniaku znajduje. Tali domalowywała datę, nazwę produktu oraz imię autora rysunku.
-Kiedyś może kto inny to znajdzie i zobaczy kto to i kiedy namalował - wyjaśniała.
============




Milareza dała sygnał ewakuacji.
- Każdy prócz Tali i Hodrera dziecko na ręce - krzyknął Alagrif - Frasil Adaliusza!
Adaliusza wzięła jednak Tali, na nic się już nie oglądając pognali do lotopławy. Staruszek Hodrero wraz z żoną dźwigali kocioł kaszy.
-My wszystkiego nie zjemy - tłumaczył - a jedzenie nie może się marnować.
-Wsiadajcie - zarządziła Milareza - nie możecie tu sami zostać.
-Ale, myśmy trochę tej kaszy odłożyli.
-Bez obaw, zdążę zabrać. Coś jeszcze?
-To odwieź nas ....
Tali z pomocą pilota wezwała auto z bagażami, potem sterowanym wózkiem zabrała tę nieszczęsną kaszę i pomyślała - ciekawe czy i tak się to wszystko nie zmarnuje.
Milareza zawiozła Hodrera na wyspę Reefrk, którą władał jego kuzyn Zdemazlefinorec. Przy okazji zostawiła
mieszkańcom postawionych tam przez nią kontenerów kociołek kaszy a garnuszek odłożonej wstawiła do kontenera czekającego na Hodrera i Frasil.
W mieszkanku były świeże ubrania i wszelkie wyposażenie oraz takie narzędzia do jakich przywykli choć Hodrero był już za stary aby pracować i mógł liczyć na hojność kuzyna.
Tydzień później wrócili wszyscy do swoich domów. Wojna z niejasnych przyczyn się skończyła.


Badżim czuł, że zapytanie Tawii o Joksolańczyków było błędem dlatego nie drążył tematu. Sprawa ucichła i wyglądało na to, że nikt się nim nie interesuje.
Do dnia gdy nagle dostał wezwanie do pałacu prawa celem złożenia zeznań w sprawie danych personalnych.
Ponieważ jego dane personalne nie były w porządku
sprawa była niepokojąca. Zgłosił to do centrali, polecono mu się stawić i mówić prawdę.
-Ja nie mogę mówić prawdy - zdenerwował się.
-A oni nie mogą cię sądzić za winy Asgora - odrzekł Ginbisadij. To napełniło Badżima podejrzeniami.
-Nie miałem prawa tu przyjeżdżać - odrzekł maskując je.
-Asgor nie miał prawa. Według wcześniejszego rozstrzygnięcia w Czef, w sprawie kopii Epliferra, kopia nie może przejąć dóbr oryginału. Możesz więc śmiało powiedzieć, że skoro dóbr to i długów, win i wyroków.
Naczelnik Degeden prowadzący tę sprawę na zaproszenie władz Czef orzekł, że: "kopia to nie oryginał mimo, że jest rzeczywistym człowiekiem i ma poczucie, że jest oryginałem".
-A dlaczego od razu nie powiedzieliście mi, że jestem kopią?
-To byłby dla ciebie szok a kiedy sam o to zapytałeś nie wiedziałem jak zareagować. Skłamałem, i tak zostało ale teraz musisz znać prawdę aby się bronić. Zanotuj te dane, które ci teraz podam. Informator ....
Badżim przed stawieniem się w pałacu prawa, tak dokładnie jak to było możliwe zapoznał się ze sprawą pozornej kopii Epliferra.
==================
Niby chodziło o zeznania ale wprowadzono go do znanej z filmów sali sądowej. Widownia była szczególna bo wszyscy z notatnikami i dużo młodzieży.
Rozmowę prowadził młodziutki śledczy Klesfosor.
-Dlaczego podałeś fałszywe dane? - Zapytał.
-Sądziłem, że nie będziecie tego sprawdzać.
-I nie sprawdzalibyśmy gdybyś nie popełnił błędu w rozmowie z Tawią Dagridą Magnolią. Skąd wiedziałeś, że w Milanderdomu byli Joksolańczycy?
-Tylko podejrzewałem.
-Na jakiej podstawie?
-Bo nie rozumiem dlaczego Tali z rodziną tam została, gdyby nie było Joksolańczyków zmieściliby się w lotobusie.
Śledczy poprosił o pokazanie nie publikowanego nagrania z Milanderdomu na którym Tawia pyta - A dlaczego wy nie wyjedziecie? Odtworzono:
- A dlaczego wy nie wyjedziecie?
-Bo ktoś musi tu dopilnować waszego bezpieczeństwa - wyjaśniła Tali.
-Zawiadom mamę.
-Tawiuniu o tym nie wolno nikogo spoza Milanderdomu informować. Bądź spokojna siostrzyczko. Damy sobie radę, zacieśnimy więzy rodzinne.
- No może i tak było - zastanowił się reporter - ale dla mnie prawdopodobniejsze byłoby wyjaśnienie, że nie starczy dla nich miejsca a nie chcą zostawić Joksolańczyków samych w tak strategicznym punkcie ani wyganiać ich na zewnątrz.
- Milanderdom to punkt strategiczny?
-Tak uważam, podobno jest to największy budynek na Joksolanii, wyposażony w aparaturę łącznościową, środki transportu, maszyny obronne i inne takie rzeczy.
- Rozumowanie niby logiczne ale jest pewien szkopuł. Milareza Magnolia ma niesamowitą pamięć wzrokową i uważa, że jesteś kopią człowieka, który kiedyś uczestniczył w napadzie na nią. Taką samą postać widziała później na obrazku jednego ze swoich dzieci zrobionym na Joksolanii, w czasie gdy była tam tolimańskim ambasadorem.
Proszę o rysunek - zwrócił się do Magnoliusza i portret pojawił się na ekranie. Osoba na nim była wyraźnie starsza od oskarżonego.
-Nie wiem o co tu chodzi - oświadczył tenże.
-To raczej ja nie wiem. W każdym razie ani zapuszczanie brody, ani farbowanie włosów ani zmiana fryzury (gdy o tym mówił zmieniało się to też na portrecie) - ani upływ czasu nie pomogły, zostałeś rozpoznany.
-Badania jakim cię dyskretnie poddano nie stwierdzają abyś był Joksolańczykiem.
- No, na pewno.
-Stwierdzają za to, że jesteś rodzonym bratem
Gwidji z Czżikicharu, córki Zytwagera i Elyndadory a brat owej Gwidji Asgor uczestniczył w napaści na Milarezę.
Ja na pewno nie byłem tym napastnikiem.
-Wierzę, może się okazać, że nie zrobił też tego oryginał. Co się z nim stało?
-A skąd ja mam to wiedzieć?
- Zostawmy to, nie zajmujemy się tamtym napadem tylko fałszowaniem danych i szpiegostwem na rzecz wrogiego Hodrerowi stronnictwa w Joksolanii - wyjaśnił śledczy.
-Nie ma stronnictwa wrogiego Hodrerowi.
-To skąd te walki?
-Nie było żadnych walk.
-Doprawdy? Zapytam tę panienkę ze szkoły filmowej, której się nie chce notować, wskazał kogoś a potem dodał - trzy rzędy wyżej z sztucznym motylkiem we włosach. Tak. Nagłośnijcie. Powiedz nam koleżanko, czy ty wierzysz, że na Joksolanii nie było wojny domowej?

-Joksolańczycy umieją wykrywać kamery i robić inscenizacje - przerwał mu Badżim.
-Niby po co mieliby to robić?
-Hodrero miał duże zarobki na kinie objazdowym. Największą popularnością cieszyły się joksolańskie filmy Tali a ona już nie chciała kręcić następnego bo jej się nie opłaca. Chciał przyciągnąć uwagę kontynentu do Joksolanii.
-A jemu się opłacało robić te inscenizacje?
-Chciał filmu o sobie. Bardzo chciał i dlatego zamierzał doprowadzić do tego by filmy Tali zaczęły być oglądane także na kontynencie bo wtedy jej by się opłacało.
-A nie lepiej gdyby Joksolańczycy sami zrobili ten film?
- Wielu tak uważało ale Hodrero jest królem i on decyduje.
Gdybym miał moje nagrania udowodniłbym, że było jak mówię.

-Proszę o włączenie nagrania oczywiście z napisami w języku karebordżańskim. Nie wyłączamy dźwięku w języku joksolańskim bo na sali są znawcy tego języka - powiedział śledczy i Magnoliusz włączył. Na filmiku Hodrero mówił przez milanderłącze do syna:
- Natychmiast zbierzcie rannych i zabitych bo Tawia wybiera się po nich ambulansem a Tali ma ją z domu osłaniać.
-Ale to nie są nasi ranni.... Zrobi się, Tiijjo przydepnie kamerkę i sami wstaną.
Na sali rozległy się chichoty.
- Kto odzyskał te nagrania? - Spytał śledczy Klesfosor.
- To nie był problem - wyjaśnił Magnoliusz mamy na wyposażeniu rozmaite urządzenia używane głównie do filmów ale działające, wystarczyło ustalić, że Badżim posiada mikrokamery milandryjskie sprzężone z odbiornikiem starego typu. Właściwie posiada kopie tych urządzeń ale równoważne oryginałom. Odbiornik jest urządzeniem milandryjskim a większość z milandryjskich odbiorników przesyła dane do centralnego. Wystarczyło poszukać.
-A na bieżąco nikt tego nie sprawdza?
-Za dużo napływa informacji aby się w tym babrać, no ale gdy jakaś jest potrzebna to się ją znajdzie.
Otworzyły się drzwi, weszła kobieta w połyskliwej, wzorzystej sukni z przewagą brązów. Na rękach miała zawiniątko. Wszyscy spojrzeli w jej kierunku więc i oskarżony się odwrócił - najpierw krzyknął z przerażenia potem wybuchnął śmiechem. Kobieta usiadła wśród publiczności a niezrażony Magnoliusz zapowiedział - a to nagranie potwierdza, że niektórzy Joksolańczycy woleliby rodzimą produkcję - włączył następne nagranie a na nim Frasil powiedziała przez wizjofon do brata.
-Potrzebuję więcej ziela fauzajla.
-Po co?
-Denerwuje mnie ta smarkata Tawia, gdyby miała dzieci to by się z nimi grzecznie bawiła jak Oft ze swoimi i talinymi . Wrzuciłam im to ziele, które miałam, do ich przypraw ale bez efektu. Już mnie nerwy biorą. Dziś chciała jechać zbierać kamerki. Na szczęście ten strachajło Alag jej zabronił.
-A co by ci to szkodziło?
-Sama chcę je potem pozbierać. Znajdą się u nas ludzie, którzy zrobią lepsze filmy niż kontynentalni.
-Nie mamy montażystów.
- Montować muszą ci, którzy nie potrafią od razu nagrać dobrze.
-Może i racja królowo, zrobię wszystko byś była zadowolona ale powinnaś wiedzieć, że Oft już dawno jej to ziele posyłała i też nie zadziałało. Obmyśl inną strategię.
-Ta jest najskuteczniejsza. Gdyby Oft nie miała dzieci nie kryłaby się za murami Milanderdomu. Tamta była odważna.

==========
- A tak z ciekawości zapytam - zwrócił się do przesłuchiwanego Klesfosor - co zabawnego jest w kobiecie z dzieckiem na ręku ucharakteryzowanej na Milarezę?

Ponieważ to mogło go pokazać w naprawdę złym świetle Badżim odpowiedział - to, że była ucharakteryzowana. Pokazano mi ją aby zrobić na mnie wrażenie ale nie miała nawet takiej samej sukni.
- Dlaczego uważasz, że to nie była ta sukienka?
-Tamta miała dużo szersze rękawy.
-Pamiętasz to bo w jeden trafiłeś ostrym kamieniem?
-Tak pamiętam bo przeraziłem się, że trafiłem w dziecko.
Pamiętam ten dzień. Byliśmy pijani. Tak naprawdę to myśmy nie chcieli nikogo zabić, chcieliśmy ją przerazić. Żałuję i każdy z nas żałował, że to zrobiliśmy.
Później w sądzie usiłowaliśmy grać odważniaków i mścicieli cudzej krzywdy. Niestety udowodniono nam, że byliśmy tylko żałosnymi pijanymi kretynami. Nic nie wiedzieliśmy a działaliśmy.
-Jak znalazłeś się na Joksolanii?
-Byłem wygnańcem. Zaoferowano mi duże pieniądze za to, że będę reporterem na Joksolanii.
-Kto ci zaoferował?
-Agencja reporterska Okolana.
-Co więcej wiesz o tej agencji?
-Nic, kontaktował się ze mną mężczyzna z akcentem auretańskim, nie zapamiętałem imienia. Wyposażył mnie w mikrokamery i aparaturę do podsłuchiwania rozmów ambasady.
-A jak wróciłeś do kraju?
- Dowiedziałem się, że jest organizowana akcja pomocy dla Joksolańczyków i zgłosiłem się z nielicznymi na statek. Uciekali z powodu jakichś swoich win wobec Hodrera albo z oburzenia spowodowanego ostatnimi wydarzeniami.
Nikomu się nie podobała ta udawana wojna.
-Zamierzasz osiąść w Degeden?
-A są jakieś przeciwwskazania?
-Najpierw zapłacisz grzywnę za wprowadzanie władz w błąd a potem otrzymasz właściwy dokument tożsamości.
Urządzenia, które dostałeś od agencji szpiegowskiej zostały już wyłączone.
-To nie była agencja szpiegowska.
-A jaka? Przecież nigdzie nie publikowano przesyłanych przez Asgora informacji.
Z Ginbisadijem nie potrzebujesz utrzymywać kontaktu. On się tylko tobą bawił bo odziedziczył ten odbiornik. Ostatnie informacje jakie od niego dostałeś zostały przekazane przez Magnoliusza i są zgodne z prawdą. Nie możesz być sądzony za winy Asgora nawet jeśli zostałeś skopiowany już po ich popełnieniu na co wskazują przede wszystkim twoje zeznania. Teraz Magnoliusz Lagengrit wyjaśni jakie i dlaczego są rozstrzygnięcia w sprawie ludzkich kopii i jak ustalać, że mamy do czynienia z kopią.


-Świetnie sobie poradził - cieszył się Magnoliusz.
-Tylko dlaczego wyrwał do odpowiedzi dziewczynę ze szkoły filmowej skoro trójka z jego szkoły też nie robiła notatek? - spytała Milareza.
-Czy to ważne mamusiu?
-Ważne synku, ty tak nigdy nie rób.
Magnoliusz doskonale zrozumiał przesłanie matki, podszedł do ucznia - świetny chłopak no nie? - Zapytał go inny nauczyciel.
-Poszło wspaniale tylko dlaczego - tu Magnoliusz zwrócił się do Klesfosora - wyrwałeś do odpowiedzi dziewczynę z filmówki skoro mogłeś koleżankę lub kolegę?
-To szczegół - odrzekł kolega nauczyciel.
-Nad którym uczeń z którego jesteśmy dumni powinien się zastanowić a tak w ogóle to ci gratuluję Klesfosorze. Było naprawdę dobrze.
- A ja już nad tym myślałem - powiedział młodzieniec nawiązując do jego pytania -Ta dziewczyna jest bardzo ładna, skupia uwagę a ja byłem zbyt zestresowany by szukać kogo innego. To wcale nie znaczy, że będę zawsze upatrywał winnego wśród nieznajomych, prawda?
- Prawda - przyświadczył z uśmiechem Magnoliusz.


Elzaneta stanęła sobie z boku i słuchała awantury.
Wrzeszcząca na pracownicę kobieta swoje racje miała, szew był byle jaki.
Tylko, że ...
Elzaneta nie znosiła tej wrzeszczącej a była dawną koleżanką szkolną ruganej. Niedawno wujek Magnoliusz wyjaśniał babci a Elzaneta przypadkiem to słyszała:
- Z młodzieńcem wszystko w porządku. Zagapił się na dziewczynę i dlatego ją zapytał. Obiecał nie kierować się w swej pracy przyjaźniami i uprzedzeniami.
-Tak ci wyjaśnił?
-Nie wierzysz mu?
-Może to ja mam uprzedzenia.
-Ty?
-Tak, do śledczych ale kiedy indziej opowiem ci tę historię.
Elzaneta wprawdzie śledczym nie była ale chyba też nie powinna się kierować sympatiami i antypatiami.
-A ty co tu robisz? - Zdenerwowała się na nią Dżawansa. Elzanecie ani przez myśl nie przyszło, że mogła jej nie rozpoznać. Odpowiedziała pytaniem - a ty? Jesteś tu zatrudniona?
-A mogłabyś się najpierw przedstawić?
-Co za nauczycielskie zwyczaje! Uważasz, że możesz mnie musztrować?
-Elzaneta? - Dżawansa dopiero w tym momencie zdała sobie sprawę z kim rozmawia - nie jestem zatrudniona ale jestem żoną tego reżysera do którego filmu jest ta suknia.
-Mam prośbę. Nigdy więcej tu nie przychodź. To wszystko.
Ponieważ Dżawansa się nie śpieszyła z odejściem powtórzyła z naciskiem - To wszystko!
Gdy kobieta wyszła, zwróciła się grzecznie do koleżanki - spruj to Datylmo i zszyj jeszcze raz.
-Ale nie mam nożyka.
-Dlaczego nie masz nożyka?
-Dżawansa zabrała mi zestaw kupiony dla teatru i przyniosła swój a w nim nie ma nożyka.
-Macie tylko jeden przybornik?
-Każda szwaczka swój zamyka.
Elzaneta wyciągnęła z podręcznej torby przybornik i dała Datylmie - kupię sobie nowy - powiedziała - spruj tę suknię bo widzisz Dżawansa nie miała prawa na ciebie wrzeszczeć więc ją pogoniłam mimo, że co do jakości wykonania miała rację. Zrób to jeszcze raz.
Gdy już się oddalała spotkała ojca i Dżawansę zmierzających do szwalni. Aż się w niej zagotowało ale postanowiła stłumić ogień.
-Wróć się - poleciła jej ostrym tonem Dżawansa.
-Nie, to ty się wróć - odpowiedziała spokojnie.
-Elzanetko ta suknia już jest potrzebna a dziewczyna ma dwie lewe ręce, nie chce jej się pracować a na dodatek kradnie - tłumaczył Elzantro.
- I twoja żona ma ten problem rozwiązać? Czy wam się nie pomyliły kompetencje? Proszę abyś natychmiast wrócił do swojej pracy.
-Mówisz do ojca - krzyknęła Dżawansa.
-Nie. Mówię do mojego pracownika i awanturnicy.
-Co proszę?!
-Mam wezwać ochronę czy sama wyjdziesz? Wezwę bo lepiej aby się tu obce osoby jak po swoim nie kręciły.
Wezwała ochroniarza, przedstawiła się i poleciła wskazać osobie nie zatrudnionej wyjście.
-Reżyserowa sama trafi - odrzekł poufale.
-To źle. Nie powinniście byli dopuścić aby osoby nie zatrudnione znały tu wszystkie zakamarki. Twoja żona też tu się kręci po wszystkich salach? Proszę odprowadzić reżyserową i nigdy więcej nie wpuszczać.
Dżawansa próbowała ją zakrzyczeć. Datylma aż wyszła z pracowni aby obejrzeć awanturę. Wielu innych uczyniło podobnie. Elzaneta wyciągnęła notes i podeszła do pierwszego z brzega - witaj jestem Elzaneta, właścicielka wytwórni czy zechciałbyś mi się przedstawić?
Wszyscy się uciszyli.
-A po co?
-Bo cię proszę. Co to jakiś bunt na pokładzie? Nikt tu nie ma zajęcia? Rozeszli się wszyscy prócz Elzantra, Dżawansy, ochroniarza i zagadniętego mężczyzny.
- Ja tylko na chwilę, chciałem zobaczyć co się dzieje - wyjaśnił.
-Zły moment. Jestem tak wściekła, że mogę kogoś zwolić a kto wie czy później bym nie żałowała. Czym się zajmujesz?
-Szewcem jestem.
-O, proszę. Jeśli dobrym to faktycznie byłoby szkoda ale widzisz ja nie mogę pozwolić aby mnie ignorowano, muszą od razu złapać wilka za gardło zanim się rozzuchwali więc wykonuj swoją pracę... I nie tylko do ciebie to mówię.
-Proszę ze mną - zwrócił się ochroniarz do Dżawansy a szewc się oddalił.
-Ciekawe jak zamierzasz zdyscyplinować tę szwaczkę - zakpiła z Elzanety Dżawansa.
-A jak sobie radzisz w domu? Sprawdź czy dzieci nie zniedbujesz bo ja tu zarządców z ulicy nie potrzebuję, jeśli natychmiast nie wyjdziesz oskarżę cię o wtargnięcie i robienie awantur.
-Ja robię awantury?
- Tak, wrzeszczałaś na moją pracownicę.
-Miałam powody.
-Żadne powody nie usprawiedliwiają wtargnięcia do wytwórni.
-Jestem żoną reżysera.
-A ja mogę cię tego tytułu pozbawić.
-Ciekawe jak?!
- Chyba masz dość inteligencji aby się domyśleć? To podaj rączkę reżyserowi a pracownik ochrony sprawdzi czy na pewno wyszłaś.
Później odnalazła Elzantra - no to jakie masz problemy? - Zapytała.
-Naprawdę zwolniłabyś mnie?
-Gdyby to był jedyny sposób na pozbycie się stąd kobiety, która próbuje przejąć władzę nad wytwórnią, nie wahałabym się ani chwili. Nie mówmy teraz o tej ordynusce, wspomniałeś o kłopotach z kostiumami, podaj mi konkrety, może zanim zaprowadzę porządek w szwalni trzeba będzie coś zamówić.


Elzantrowi nie spodobało się słowo "ordynuska", nie był to jednak czas i miejsce na wychowywanie dorosłej córki skupił się na sprawach zawodowych. W domu choć nie chciał pokłócił się z Dżawansą i wyszedł trzaskając drzwiami.
================

ELZANETA przyjechała na obiad do domu rodziców.
Wyjazd do Dżawans wydawał się pewnym poświęceniem ze strony Tolanda. Miała nawet nadzieję, że się na to nie zdobędzie ale przemyśleli to oboje z mamą i zostawili dom w Degeden pod opieką Euzibina przeszkolonego, wraz z dwoma uczniami szkoły biuralistów, w zakresie znajomości wykonywanych przez Tolanda usług. Mieli przyjmować zamówienia. Babcia obiecała, że będzie kurierem.
Trochę to było karkołomne i niepotrzebne bo Elzaneta dałaby sobie radę.
No trudno, trzeba było udawać, że się cieszy choć wolałaby stać się samodzielna.
Opowiedziała co i kogo zastała w pracy.
-Nie chciałabym ci nic sugerować kochanie - powiedziała mama - chyba jednak powinnaś zwolnić Elzantra.
-Kim go zastąpię?
-Zaproś Alagrifa i Tali.
-Przecież nie chcieli tu wracać - przypomniał Toland dawne dzieje.
-Sytuacja się zmieniła.Teraz Elzaneta jest tu szefową - wyjaśniła mama.
-Nooo. Możesz mieć rację. Tylko, że już tam podjęli pracę. Nie rzucą wszystkiego.
Ta rozmowa nasunęła Elzanecie pewien pomysł - a gdyby tak wujostwo przyjechało i rozejrzało się po wytwórni?
Na razie nie mogła jednak wykorzystać cioci i wujka do postraszenia Elzantra. Byli na zbiorach w Joksolanii. Już drugi raz po upozorowanym zamachu stanu ale starsze dzieci zostały z babcią i opiekunkami. Zabrali jedynie bliźnięta:
Nalicemaryndę i Winiriusza. Wcześniej także Adaliusza ale teraz woleli go zostawić i kontaktować się wizjofonicznie by zapewniać, że wszystkie dzieci bardzo kochają i opowiadać co ciekawego robią.
http://b1.pinger.pl/e5a730a829a2531e3e7ec6872fb8359a/005.jpg
 

 





Elzaneta wiedziała, że jest na etapie wojny o władzę i musi uważać na wszystko co robi. Dlatego nie wdzięczyła się do kamery tylko odpowiadała rzeczowo, tak jak ją nauczono w szkole zarządzania.
Z tą szkołą to musiała ulec babci. Sama kombinowała inaczej.
Celowo zamiast wziąć się za nowy film zajęła się doszlifowaniem robionego na początku szkoły kiedy jeszcze nie miała obowiązku pracować a potem niewykorzystanego.
Nic nikomu nie mówiła tylko wkuwała materiał skróconego kursu zarządzania.
i w zaciszu domowym ogldała filmy z joksolańskiego pod pozorem, że obserwuje zachowania Joksolańczyków: gesty, mimikę, mentalność.
Tymczasem niemal wszyscy członkowie rodziny nakłaniali ją aby poszła na kurs zarządzania.
-Najlepiej zrób to w trybie normalnym - powiedziała babcia choć to akurat nie było w jej interesie bo była właścicielką szkółki ze skróconym kursem.
- Nie wystarczy skrócony? - spytała Elzia przymilnie.
-Nie - odpowiedziała babcia - nie rzucę cię wilkom na pożarcie. Musisz być dobrze przygotowana a im starsza tym lepiej.
Skup się teraz na tym aby ukończyć kurs reżyserii z jak najlepszym wynikiem aby nikt sobie nie podkpiwał, że ledwo ledwo cię rodzinka przepchnęła a przyjechałaś się mądrzyć. Ja cię tam wcześniej niż po ukończeniu kursu nie wyślę i to nie powinien być kurs u babciuni.
Omal się nie załamała.
-A gdzie się śpieszysz? - Spytał Tolo gdy mu się zwierzyła - najpierw zrób jedno a porządnie, potem drugie.
Ukończyła kurs reżyserski z wyróżnieniem a potem jednak poszła do wskazanej przez babcię szkoły. Nie żałowała. Czuła się pewnie bo wiedziała, że jest fachowcem, no i była dojrzalsza niż te półtora arla temu kiedy zgodnie z własnym planem zamierzała przejąć wytwórnię.
W szkole o normalnym trybie mieli też zajęcia, które wydawały jej się śmieszne i zbędne n.p. ćwiczenia z dystynkcji i opanowania.
A jednak się przydały






Wpadła do nich kuzynka Dżawansy i powiedziała - nie wygramy z tą dziewczyną. Ona wie co robi i ma za sobą potężną rodzinę a w niej co najmniej czterech prawników.
-Chyba nie masz na myśli mojej córki? - Zapytał. Zmieszała się a potem powiedziała - ona się do ciebie nie przyznaje. Posłałam reportera aby się ośmieszyła a ona się nawet ustawić do pozowania nie pozwoliła. Powiedziała, że ustawiać to sobie mogą laleczki na półce.
Zresztą zobaczcie ten wywiad. Mogę go nie puścić ale na przeróbki się nie ośmielę. Mogła przecież sama też jakimś mikrusem nagrywać.

===========

Elzanetę zapytano o sprawę wyprowadzenia Dżawansy przez ochronę.
-Nie sprawiło mi to przyjemności - odpowiedziała - nie mogłam jednak pozwolić na dwuwładzę w wytwórni ani na to by zarządzała nią osoba niekompetentna. Pani, która weszła sobie tam prosto z ulicy. To w końcu nie ona tylko ja poniosę konsekwencję złego zarządzania.
-Domyślam się, że Dżawansa wydała złe zarządzenia?
-I sądzisz, że gdybyś ty lub twoja stryjenka wydali dobre to ja bym was nie wyprosiła? To nie miało znaczenia. Dziś wyda dobre, jutro złe zależnie od fantazji. Ja nie mogę na to pozwolić.
-Czy prawdą jest, że zagroziłaś ojcu zwolnieniem?
-Nie przesadzajmy z tym ojcostwem reżysera Elzantra. Jeżeli nie poradzi sobie z żoną to oczywiście, że go zwolnię. Zrobię to choćby z obawy, że skoro nie radzi sobie z własną rodziną to nie można mu powierzyć zarządzania zespołem.
-Kogo zatrudnisz na jego miejsce?
-Najchętniej kogoś z Bambelotu ale mam też wiele szkolnych kolegów i koleżanek.
- A Tali Oft?
-Ona i wujek Alagrif są rozchwytywani więc raczej się nie zdecydują.
-A zatem składałaś im propozycję?
-Oczywiście. Przecież moja wytwórnia bardzo by na tym zyskała.
-Słyszeliśmy też, że zawróciłaś reżysera Elzantra spod drzwi pracowni twojej matki.
-Brawo, masz dobry wywiad. Zawróciłam. Ma wizjofon niech gwiżdże zamiast tracić czas na bezproduktywne spacery. A dlaczego akurat tego kamerzystę ze sobą zabierasz?
-Bo mi odpowiada.
-Mnie też, podoba mi się sposób jego pracy. Nie wolałbyś być operatorem filmowym? - Zwróciła się do kamerzysty.
-Może najpierw zakończmy wywiad - zaproponował reporter.
-Już zakończyliśmy.
===========

Chciało mu się śmiać ale wiedział, że zaraz będzie miał przeprawę z żoną i rzeczywiście:
-Po co szedłeś do Nety? - Zapytała.
-Jest naszym scenografem.

NETUSIA była dumna z córki niemal wszyscy członkowie rodziny słuchający jej wizjofonicznej relacji ubawieni lecz Tali po powrocie z Joksolanii i obejrzeniu materiału wyznała matce: każdy szef jest irytujący ale wolę być twoją podwładną.
-A ja sądzę, że ty i Elzia byście się dogadały.
-O, nie nie nie. Ona ma za plecami Netusię.
-I pewnie też klakierów - westchnęła Milareza - inaczej to wszystko sobie wyobrażałam gdy kupowałam wytwórnię, no ale przynajmniej sobie radzi.
Ponadto Dżawansa naprawdę nie powinna się tam kręcić a Elzia nie przekroczyła granic dobrego tonu - broniła wnuczkę.
Nagle zaterkotało milanderłącze. Milareza włączyła wielki monitor w kuchni, przekierowując nań rozmowę, ukazała się wesoła buzia okolona kądziorami, "dyscyplinowanymi" przez wianek i równie wesoły głos powiedział - hej, hej, to ja Tali.
- Ty gwiżdżesz? - zdziwiła się Milareza. Tali tymczasem próbowała namierzyć połączenie. Widziały jakąś kotłowaninę, słyszały odgłosy walki. Tali krzyknęła - Gwiżdż do wujka Milaryka. Powiedz mu, że wiemy o Tali i narobimy rabanu.
Ja zawiadamiam wszystkich!

http://b2.pinger.pl/8eee0a1a0bb6804568e531143b8002f7/001.jpg


ETIUDA
Milaryk się denerwował. Miał naprawdę ważną naradę a wciąż mu przeszkadzano. Najpierw asystent podał mikrołącze.
-Tato proszę cię przyjedź do war ... - zaczęła Aksoneta. Nie powinna była tego robić. Już nieraz się przez nią ośmieszył.
-Ktoś umiera? - Zapytał zirytowany.
-Prawie.
-To gwiżdż do kliniki. Mam naradę - odrzekł i się rozłączył. Niby nic takiego się nie stało ale już nie mógł się skupić.
W jakiś czas potem obserwator powiadomił - alarm od Tali Magnolii.
-Zorientujcie się o co chodzi i czy moja obecność jest niezbędna - odrzekł. Skąd dochodzi alarm?
-Z Arbland.
-No to raz dwa rozwiążcie problem. Może trzeba skądś wykurzyć myszy albo pająki, no to wykurzcie - odrzekł gniewnie. Chichoty rozległy się na sali i zaraz ucichły bo był naprawdę zdenerwowany. Ledwo mu się udało zapanować nad sobą wszedł sekretarz -
- Parendeor - pyta co się u nas dzieje - poinformował. - Gwizdała też Milareza, pilnie chce rozmawiać.
-Przerwa - powiedział. Wstał i wyszedł by pogadać na osobności z siostrą.
- Co się dzieje w twoim warsztacie prototypów? - Zapytała a ręce jej się trzęsły.
-Zaraz tam kogoś wyślę - odrzekł.
-Ja wiem, że odtworzyłeś moją Tali.
-Zgłupiałaś? - Krzyknął i ruszył biegiem. - Na boook - wrzasnął nie zdając sobie sprawy, że parodiuje scenę ze "Szpitala w Ewrenilli." Za sobą słyszł tupot ale już po chwili wskoczył na wózek chwycił jego drążek, włączył napęd i gnał nie bacząc na nic i nikogo jak szaleniec z rozwianym włosem. Chyba już wszystko wiedział ale miał nadzieję, że się myli.
Krótki końcowy odcinek po zostawieniu hulajnogi wykorzystał na nabranie dostojeństwa.
Wszedł. Sługa właśnie zatrzaskiwał wieko płonącego od wewnątrz
urządzenia. Knieja wciąż waliła w nie imadłem.
-I jak ja teraz udowodnię Milarezie ... - zaczął ale twarz żony była wręcz nienawistna.
Co to za urządzenie?
-Powielacz "luko" z Joksolanii.
-A podobno Hodrero go zniszczył, co mi powiesz?
-Taka jest oficjalna wersja. W rzeczywistości zniszczył kasę pancerną bo byłem szybszy.
Pomyślałem, że zachowam to urządzenie ale nie chciałem robić nic złego.
-Już zrobiłeś. Twoja córeczka stworzyła sobie niewolnicę.
-Wcale nie - zaprotestowała Tali - ona mnie nie stworzyła tylko przeniosła!
O zobacz, jeszcze płatki kwiatów pospadały ze mnie na dywan.
Delikatnie z pomocą precyzyjnych urządzeń zebrał kilka płatków do probówki.
-Chyba jednak nie Talinko - powiedział - Zrelacjonuj mi co się wydarzyło.
-Zeszłam z dżaka aby pogadać z moją przyjaciółką z Dżawans przez mikrołącze. Dowiedziałam się rzeczy, które wymagają mojej interwencji.
-Że Netusia paprze film?
-Przepraszam, nie czuję się uprawniona wprowadzać kogokolwiek w szczegóły, właśnie kończyłam rozmowę i miałam wracać na dżaka, kiedy nagle okazało się, że leżę na podłodze. Wstałam a ta osoba, powiedziała mi, że jestem jej niewolnicą i noszę jakieś takie dziwne imię Befbarefba czy coś.
-Befarymba?
-Tak.
-Twoja mama mi nie daruje. Błagała mnie o pomoc w znalezieniu tego urządzenia aby już nikt cię nie odtworzył.Pomyślałem, że przesadza i że miała szcżęście, że to jest możliwe a ona od początku się bała gdzie może trafić jej córeczka. I słusznie - dodał rzucając gniewne spojrzenie córce.
-Tam - wskazał rozsypującą się skrzynię było wiele cennych postaci ale chyba lepiej, że nikt już ich nigdy nie odtworzy. Coś ty sobie myślała? - Zwrócił się do córki - że to się nie wyda? I Jak ja teraz wyglądam wobec Milarezy? A! i Parendeora muszę powiadomić.


Osobiście wyjaśniał co takiego się stało, że trzecia włączyła alarm. Jej wyjaśnienia były klarowne.
-Ocknęłam się w zupełnie innym miejscu, czułam czyjąś obecność, miałam w ręku mikrołącze bo dopiero co przez nie rozmawiałam i nawet się nie zastanawiałam tylko wcisnęłam alarm.
Zapytał później Tali Oft dlaczego ona w swoim czasie nie skorzystała z mikrołącza.
-Bo zniknęło - powiedziała - mógł je ktoś zabrać kiedy spałam.
-Opisz sytuację - poprosił.
Obie Tali mówiły mniej więcej to samo, przynajmniej do momentu kiedy się ocknęły. Aranda Knieja też wyjaśniała prosto i jasno. Zobaczyłam sygnał alarmu. Sprawdziłam kto i skąd. Okazało się, że Tali Magnolia z magazynu prototypów. Natychmiast tam pobiegłam. Prawie wiedziałam co się stało.
-Skąd?
- Bo Tali Oft nie używa tego mirołącza. Ma inne. Ponadto nie przebywała w Arblandach.
-Wiedziałaś o istnieniu odtwarzacza?
-Nie wiedziałam, że mamy go w Arblandach.
-Skąd pewność, że zniszczyłaś właśnie to urządzenie i w ogóle po co? Dla zatarcia śladów?
-Nie, wpadłam w szał, pobiłam nawet własną córkę i byłam gotowa porzucić Milaryka bo strasznie mnie zawiódł. Nie chcę aby bawiono się w odtwarzanie ludzi i nie patrz tak na mnie, wcale byś tym sposobem nie przedłużył swojego istnienia. Przecież to, że istnieje Tali Oft i Tali .... Etiuda nie zmienia faktu, że Tali Szawala umarła.
Po prostu ocknąłbyś się nagle, przeniesiony do innego świata, oderwany od własnej tożsamości. Zdany na łaskę nie wiedzieć kogo.
Milareza Magnolia jest nie tylko moją biologiczną siostrą, to najlepsza przyjaciółka jaką kiedykolwiek miałam. Nie chcę aby krzywdzono jej dziecko.
======
Milaryk spytany dlaczego zachował sprawę odtwarzacza w tajemnicy wyjaśnił - bo nie byłem pewien, czy odtwarzanie ludzi jest moralne. Moja córka udowodniła mi, że nie.
======


Aksoneta kręciła trudno było ustalić jak dowiedziała się do przetrwalnika i skąd wiedziała jak się nim posłużyć. W końcu wyznała, że lubi coś dla siebie zrobić w warsztatach ojca a w skrzyni przetrwalnika były instrukcje spisane po tapunecku.
Chciała spróbować jak to działa.
- Dlaczego wybrałaś akurat Tali? - Zapytał.
-Wcale nie wiedziałam, że to Tali. Pisało "amarantowa księżniczka" a przecież Tali nie jest księżniczką.
- Coś cię zainspirowało w tym określeniu?
Przy innych były podane dziedziny w jakich są wybitni a ja na razie nie potrzebowałam, żadnego geniusza,
-Zniszczyłaś geniuszy! - Zwrócił się pełnym oburzenia tonem do Kniei.
-Nie geniuszy tylko zapisy ludzi, których ktoś mógł odtworzyć i trzymać w klatce aby na niego pracowali. - Odpowiedziała.
-Istot o które nikt by się nie upomniał. Tali przynajmniej miała mikrołącze a inni? Ktoby wiedział o ich istnieniu? Dobrze, że Aksoneta nie odtworzyła jakiegoś dziecka żeby się nim bawić.
-Swoją drogą dziwne, że nie wybrałaś maleństwa - powiedział do Aksonety.
-Nie było tam dzieci tylko prawie sami mężczyźni a z kobiet ona była najmłodsza - wyjaśniła.
-Jak zamierzałaś to ukryć?
-Tata jakoś musiałby to załatwić, ja tylko chciałam wiedzieć czy naprawdę można odtworzyć człowieka. Najgorsze było to, że leżała jak martwa, a w instrukcjach nie było napisane jak taką osobę wycofać.
-Dobrze, że ci nie przyszło do głowy poćwiartować - powiedział.
Zwymiotowała.
==========

W rzeczywistości przyszło to do głowy ale nie mogła, to było zbyt obrzydliwe. Nie byłaby w stanie nawet dotknąć trupa.
Nawet wyjąć mu z ręki przedmiotu przypominającego milandryjskie mikrołącze nie potrafiła.
Poczuła ulgę, kiedy kobieta się ocknęła.
Może się to wydawać dziwne ale nie rozpoznała kuzynki. Wstydziła się tego i nie przyznawała. Tymczasem z zeznań Tali nazwanej przez mamę Etiudą wynikało, że się pobiły bo Aksoneta usiłowała jej wyrwać mikrołącze.
- Dlaczego?- Zapytał Parendeor gdy wznowili posiedzenie. Milczała.
- Powiedziałaś jej, że jest teraz twoją niewolnicą. Czy posiadaliście w domu jakichś ukrytych niewolników?
-Nie.
-A jednak wierzyłaś, że ojciec sprawę zatuszuje i pozwoli ci mieć Tali jako niewolnicę.









Milaryk znalazł się w bardzo trudnym położeniu i doprawdy żałował, że nie zamknął pamiętnego posiedzenia i nie pobiegł na pierwsze wezwanie córki, załatwiliby sprawę w rodzinie.
-Dlaczego od razu mnie nie zawiadomiłeś? - Zapytał miron Parendeor.
-Bo najpierw sam musiałem się dowiedzieć o co chodzi.

Na udzieleniu wyjaśnień się nie skończyło. Parendeor kazał przetrząsnąć warsztaty.W pośpiechu ukryto przed jego ludźmi dokumentację.
Niepokój w Arblandach zaalarmował Unasjan, oni też chcieli wyjaśnić sytuację.
Przy okazji zobowiązano Milaryka i Knieję do adoptowania Tali numer trzy. Uznali to za słuszne i adoptowali pod imionami Tali Etiuda Korala.
Aksie od początku się tą adopcja nie podobało choć jeszcze nie ogarniała całości zagadnienia.
- A nie powinna jej raczej Milareza adoptować? - Zapytała.
-Milareza wydała na świat tylko jedną Tali - odpowiedziała matka - a gdy się kogoś powoła do życia trzeba o niego dbać. Nie wiedziałaś o tym?
-Wy o mnie nie dbacie.
-Jasne. Biedulka, nie ma gdzie spać, co zjeść, w co się ubrać. Idź z tym do sądu.
Na czas kontroli Milaryk postanowił wysłać swoje kobiety w spokojniejsze miejsce.
Niestety nie mogła to być Tolimania. W ogóle odpadały miejsca gdzie miał domy, tak się złożyło. Nety chciała im odnająć swój na osiedlu Walturianówka ale Milaryk nie zamierzał wysyłać córki do Degeden. O Aksę tu chodziło aby nie spotykała się z niechęcią rodziny ale powiedział, że że o to aby przypadkiem Alek się nie pomylił, która Tali jest jego żoną.
Alek się z tego śmiał - ani ja ani żadna Tali się nie lubimy mylić w takich sprawach. Mamy twarde zasady.
Wyjechały do Sanchrinaze w Bambelocie bo wszystkie trzy znały bambelocki.


Knieja postanowiła zapisać dziewczęta do jakiegoś tutejszgo szapio.
Ku zadowoleniu Aksy Etiuda powiedziała - to nie jest czas zaczynania nauki.
-A kiedy jest? - Zapytała Knieja.
- Teraz to dopiero od nowego arla. Okresy szkolne trwają po cztery nonestry. Piąty nonestr jest wolny od nauki.
-A, chodźcie, dowiemy się czy nie można zorganizować jakichś lekcji prywatnych - zdecydowała Knieja.
- Ja się nie będę uczyć prawa - oznajmiła Aksa na złość matce.
-A może i racja, bo z ciebie i tak żadnego prawnika nie będzie, to co proponujesz?
-Medycynę.
-Może być? - Zapytała Knieja Etiudę - chcę abyście uczyły się razem, będzie nam raźniej w tym obcym kraju. Czymś się tu przecież zająć musimy.
-Dobrze, zasadniczo chcę zostać reżyserem i wszelkie doświadczenie życiowe mi się przyda - odpowiedziała Tali z zainteresowaniem przyglądając się podstarzałej cioci. Czyżby też zamierzała się uczyć?
Okazało się, że da się (za odpowiednią zapłatę) mini kursik załatwić ale muszą mieć bezpłatną praktykę w szpitalu.
- Ja na żadną praktykę nie idę - oświadczyła Aksa.
-A ja cię samej w domu nie zostawię - odpowiedziała Knieja - z fochami gwiżdż do tatusia.
-A czyż nie jest teraz bardzo zestresowany? - Zapytała Tali.
BYŁ.
-Córeczko ja nie wiem czym się ta nasza afera zakończy - powiedział - lepiej się ucz bo nie wiadomo czy nie będziemy musieli wszyscy ciężko pracować aby się wyżywić.
Musisz mieć jakiś fach. Odwagi, praktyki nie trwają wiecznie, potem będzie lżej.
-Przecież masz wielki majątek.
-Majątek można stracić w jednej chwili. Ojca też a kim będziesz beze mnie? Proszę cię susz głowę mamusi.

Aksoneta była przerażona - co się dzieje mamo? - Zapytała.
-Parendeor nie jest nam przychylny - odpowiedziała - i chętnie położyłby łapę na majątku ojca jeśli znajdzie pretekst.
-To niech mu tata wypowie posłuszeństwo.
-Nie rządź arandią. On to lepiej potrafi.
Jednym z warunków zorganizowania kursu było przyjęcie w skład uczestniczek uczennicy niesłusznie wyrzuconej ze szkoły pod zarzutem kradzieży. Później się wydało, że złodziejem był jeden z lekarzy czyli osoba po za wszelkimi podejrzeniami.
Knieja się oczywiście zgodziła. Nie sądziła jak niefortunna może być taka decyzja.
Ona to by właściwie jakoś to zniosła. Zależało jej na bezpłatnych praktykach dla Aksy bardziej niż na samym kursie. Chciała aby córeczka przestała żyć wyłącznie w świecie "śrubokrętów" a zapoznała się z problemami zwykłych ludzi.
Knieja też chodziła na te praktyki i uczestniczyła w kursie bo nie chciała być samotna w kuchni. Tak zorganizowała czas aby miały go też na prace domowe.
Kiedy Aksoneta narzekała na jakość kursu Etiuda wyznała - czasem mam ochotę zaproponować, że ja poprowadzę a Rinkarda będzie czuwać aby ...
-Ta, jasne, ty byś poprowadziła! - Zrzędliwie ironizowała Aksoneta, której uwagi uszło to, że Tali ma ukończony kurs pedagogiczny.
-No wszak przygotowujemy się na wszystkie lekcje - powiedziała przybrana siostra a tak naprawdę to kuzynka.
Rzeczywiście wstawały wcześnie i w dresach przygotowywały się do lekcji, potem biegły na dwór, robiły krótką gimnastykę, biegiem wracały, myły się każda w swojej łazience i biegły do saloniku na śniadanie z przetrwalnika.
Knieja wołała wtedy czekającą już zwykle na ławce przed domem Epungarę. Dziewczyna przychodziła na lekcje za wcześnie. Nauczyły się wybiegać wejściem kuchennym aby nie gapiła się na ich gimnastykę (dołączyć nie chciała).








Ten kurs dawał jej szansę na to, że w przyszłym arlu dołączy do swych przyjaciółek. Było warto, dziewczyny się wysiliły, znalazły dowody na to, że niesłusznie została oskarżana i wyrzucona ze szkoły.
Z Aksą jakoś nie umiała się zaprzyjaźnić. W jej pojęciu była równie tępa jak jej matka.
Co innego Eta. Już po mowie można było wyczuć inteligencję. Mówiła płynnie, ładnie, nie zacinała się, nie zapominała i nie przekręcała słów.
Na praktykach Epungara najczęściej pracowała właśnie z nią, czasem z mamuśką, nigdy z Aksą.
- Mamuśka pilnuje siostrzyczki? - Spytała Etę jedna z pielęgniarek.
-Od tego jest mamą. Przepraszam cię ale obiecałam pani Funygizie z dwunastki, że dziś ją wykąpię i uczeszę. Kto mi pomoże? Bo Epunga jej nie dźwignie. Szkoda, że nie ma Trasji, nie dokończyła mi opowiadać ciekawej historii o lewatywach.
Roześmiały się a potem jedna z pielęgniarek wstała i wzięła komplet pościeli aby przy okazji ją zmienić.
Niedługo potem instruktorka zapytała jak im się układa współpraca z pielęgniarkami.
-Prawie fajnie - odpowiedziała Eta - tylko, że leków nam nie pozwalają rozkładać.
-No wspominały, że jesteś chętna - odpowiedziała z uśmiechem - ogólnie są z was zadowolone, nawet z Aksy bo naprawiła nie działające dzwonki.
Epungarę zatkało, nie spodziewała się czegoś takiego po tępej z pozoru dziewczynie.
Nazajutrz w trakcie lekcji Aksa się zdenerwowała - czy moje tato pałci za to aby ona - wskazała na Epungarę - miała darme korepety?
- Przecież twoja mama się zgodziła - tłumaczyła się Rinkarda
- Na co ja zgodziła się? - Zapytała mamuśka - ty spradzij. Bo ja wiem, że na ucz.. niste...te ...czenie onej w nasz zajęć a nie patrzowanie my na onej zajęć. Tali ty prowadzij ta lekcja.
- Dobrze - odpowiedziała Eta - poprowadzę lekcję a ty nauczycielko zechciej zważać na to czy nie robię błędów.
Rinkarda była zszokowana ale Eta już wstała.
-Umówy się, że zgłaszacie gotowość udzielenia odpowiedzi przez podniesienie ręki i to ja decyduję kto będzie odpowiadał - powiedziała.
Zarówno Rinkardzie jak Epungarze zrobiło się głupio bo dotychczas lekcje polegały na ich dialogu.
Jednak gdy poproszona przez Etę do odpowiedzi mamuśka zaczęła się zacinać i jąkać Epungara nie wytrzymała i dorwała się do głosu. Eta uniosła obie ręce z dłońmi otwartymi w jej stronę - okaż cierpliwość, pacjenci też miewają trudności z wypowiedzeniem myśli, ucz się czekać, albo ... wiesz co? Pisz na kartce odpowiedź, tylko się streszczaj.
Prowadziła tę lekcję całkiem dobrze. Zdumiewająco dobrze. Następną znów przejęła Rinkarda ale już nie pozwoliła by ją Epungara zdominowała.
-Musisz sie hamować - powiedziała jej później na osobności - to faktycznie one za ten kurs płacą.
Dwa dni później siedząc na ławeczce przed domem zobaczyła wychodzącą stamtąd kobietę. Od razu pomyślała - złodziejka - cichuteńko wstała i zaczaiła się by ją walnąć parasolką, kobieta odwróciła się, spojrzała jej prosto w oczy i powiedziała - zaczekaj proszę - sięgnęła przy tym do torebki.
- wyciąga broń - zrozumiala Epungara i natychmiast ruszyła do ataku - kobieta zaczęła najpierw wrzeszczeć potem się bronić
ale już inni biegli na pomoc. Owszem na pomoc tylko komu? Ktoś złapał Epungarę za włosy, teraz ona wrzasnęła.
-Spokojnie - poprosiła kobieta - wyjaśnijmy sprawę. Skąd ty się tu wzięłaś?
- No mogę odłożnąć tasakę? - Spytała Epungarę mamuśka.
- Odłóż parasolkę - poleciła młodszej koleżance Eta. To ona dobiegła pierwsza i odciągnęła Epungarę za włosy.
-Skąd się - wzięłaś? - Powtórzyła pytanie kobieta.
-Przyszłam na lekcję.
-Furtka była otwarta?
-No tak.
-Tak nie może być - zwróciła się kobieta do mamuśki - biegnijcie się szykować na zajęcia a ja najpierw zabawię tę dzieweczkę rozmową ...
Nie, nie bójcie się, już nie będzie atakować, Po prostu broniła domu. Poczekam aż będziecie gotowe ją przyjąć.
- Przepraszam - bąknęła Epungara - ale dlaczego zaglądałaś do torebki?
-Po mikrołącze aby wezwać panią domu w celu wyjaśnienia sprawy. To chyba był zły pomysł? Od razu powinnam krzyczeć, ty zresztą też. No trudno. Na przyszłość będziemy wiedziały.
===========
Niedługo potem zgodnie z planem rozpoczęły się lekcje pierwszej pomocy. Przeniesiono miejsce nauki do szopy z dobrze wyposażonym wnętrzem. Były nawet lalki do ćwiczeń. W zajęciach wzięło udział jeszcze kilka osób. Nauczyciel je przedstawił ale na razie nie zapamiętała.
Przed szopą stała ławeczka, można więc było poczekać. Odechciało jej się jednak wczesnych przyjazdów autobusem bo razem z nią przyjeżdżał Purion a ona go nie lubiła. Przesiadła się na rower.

Purion zapytał czy nie możnaby zajęć zaczynać wcześniej.
-O nie - krzyknęła Aksa - ja jeszcze wcześniej wstawać nie będę.
- No a gdybyście zrezygnowały z gimnastyki porannej? - Spytała Epungara.
- I jeszcze z czego?
- To byłoby rzeczywiście trudne - powiedziała Eta - ale możliwe.
-Nie! Niech później wychodzą z domu!
- Skończcie - polecił nauczyciel - teraz jest lekcja a nie klub dyskusyjny. Panował nad sytuacją i Eta nie musiała mu pokazywać jak się prowadzi lekcję. Zresztą tych lalek było tyle, że mogli działać wszyscy naraz. Robił różne uwagi ale najczęściej słyszeli: Eta dobrze, pani dobrze.
Raz prosił - Eta przestań, Eta starczy, jest dobrze ale już starczy.
Mamuśka wymruczała pod jego adresem jakieś ironiczne: yyy po czym wyświstała wijuwiju i złapała za wózek do przewożenia chorych, zrozumiał, chwycił z drugiej strony - przejmujemy - krzyknął do Ety ale działała jeszcze nadal gdy już zabierali lalkę na nosze, mamuśka fachowo podłączyła aparaturę.
-Znasz się na tym - wykrzyknął.
-Moja teścia nas uczyła. Była lekarz.
Od tego zdarzenia częściej zarządzał inscenizacje z podziałem na role.


http://b4.pinger.pl/bb4bcc2802425f91a9dc119746194303/002.jpg
Zdaniem mironejskich specjalistów zniszczona została naprawdę pamięć połączona z kopiarką zdolną z dostarczonych jej pierwiastków, głównie w postaci ziemi odtworzyć zapamiętanych ludzi.
Niezależnie od naukowców, pracowali śledczy. Według nich aranda Knieja Korala raczej nie mogła się pomylić. Znała warsztaty męża, studiowała kulturę Tapuneków, rozpoznałaby ich maszynę.
Dziwne jednak było dla Parendeora to że arand nie przejmuje się utratą tak ważnego urządzenia. Węszył mistyfikację. Lubił wejść do Milaryka niespodziewanie. Najczęściej przyłapywał go na rozmowach z córką i to bynajmniej nie na temat "luko", tylko problemów Aksonety, to było coś w stylu ostatniej jaką podsłuchał "córuchna przecież wiedziałaś, że na widok krwi robi ci się niedobrze, jak mogłaś wybrać medycynę?". "A wiedziałam, że mama się zgodzi?" "To co, chciałaś się z nią kłócić? Wytrzymaj jeszcze trochę mój skarbie. Kobiety w naszej rodzinie były zawsze wspaniałe. Weź za wzór mamę i babcię Rezerykę. Na pewno nie jesteś gorsza od nich."
Milaryk zajmował się też problemami synów Irbisa z pierwszego małżeństwa. Sprowadzał dla nich materiały do przerobu w ich warsztatach, pomagał w rozwiązywaniu kwesii prawnych, uspakajał, że wujek Parendeor nie ma prawa położyć ręki na ich majątku a w razie gdyby to jednak zrobił powinni się z nim procesować przed sądami: arblandzkim, tolimańskim, unaskim i karebordżańskim bo są milandryjczykami, synami Irbisa.
Nagle miron dostał wieści o tym co się zdarzyło na Joksolanii. Na polecenie Hodrero Edereta wybito tolimańską załogę w Krutusale. Podobno oszczędzono dzieci i niezamężne kobiety ale brak było w tej kwestii dokładniejszych wieści.
Był gotów zarządzić wojnę a na naradę musiał wezwać też Milaryka - aranda a zarazem naczelnego inżyniera Tolimanii.
-Odradzam - powiedział arand Arbland gdy proponowano najazd - stracimy ocalałych. Oczywiście majątek też ale bez niego możemy się obyć. Najważniejsze jest odzyskanie dzieci i tych kobiet, których jeszcze nie wydali za mąż.
Od razu zyskał poparcie zarówno od rodów z których pochodzili załoganci Krutusale jak i właścicieli majątków na Joksolanii w tym potomków Korora.
- Tak to jest jak się na mężów stanu wybiera kolegów i krewnych żonki a nie fachowców - odważnie powiedział Gristeor - za Lanborta i Korora nie było żadnych zadrażnień z Joksolanią, no ale wtedy byli tam tacy ambasadorzy jak Harmond, Milareza czy Leokaster.
-Mówisz tak bo pretendowałeś do tej roli.
-I powinieneś mnie wziąć pod uwagę. Nie doprowadziłbym do rzezi w ambasadzie.
----------
Ktoś zaproponował aby wysłać rozjemców ale sam jechać się nie zgodził - za stary jestem, mam problemy z koncentracją i pamięcią - odrzekł.
Arandowie mówili - nie zostawię arandii, ojcowie - nie zostawię rodziny. Nawet syn mirona Parenpuld odmówił - za młody jestem aby umierać. Ci którzy się zgłaszali raczej nie budzili zaufania.
-Gristeor - ty masz zawsze tyle do powiedzenia . Ty pojedziesz - oznajmił stanowczym tonem miron.
-Teraz kiedy tam nawet nie ma gdzie zamieszkać?
- Można by w Miladerdomu.
-Gdyby należał do nas a nie przybranej siostry władcy Joksolanii.
-Siostra Hodrera - powiedział w zmyśleniu Parendeor - trzeba to umiejętnie z Tali Oft rozegrać.
Na kolejną turę rozmów zaprosił Milarezę i jej trzech synów (naczelnikowi Siegridowi dał spokój) oraz Tali Oft. Zaproszenia obejmowały także współmałżonków.
Najpierw zaproponował wyjazd z misją Milarezie.
-Wykluczone - powiedział Grygital biorąc żonę za rękę.
-A ty, Tali Oft? - Zwrócił się miron ku młodej kobiecie.
-Z dziewięciorgiem dzieci? - Spytała. Takiej odpowiedzi oczekiwał. Alagrif jeszcze to podbudował - jesteśmy reżyserami i nauczycielami. Już raz ze względu na Joksolanię zawiedliśmy. Wystarczy.
Na razie wszystko szło zgodnie z planem. Karis, Magnoliusz i Wiernysz też mieli rodziny i pracę a ponadto jakoś nigdy nie palili się do wyjazdu na Joksolanię.
-To może któryś z męskich potomków Milarezy? - Zapytał udając, że ma na to nadzieję.
I tu go panie, które powinny być przeciw, zaskoczyły - w zasadzie ... Senem mógłby cię przez jakiś czas zastąpić - powiedziała Olita patrząc w oczy Wiernysza.
-Magnoliusz byłby odpowiedniejszy - odpowiedziała Samanda - jest znawcą prawa, także joksolańskiego no i ma laskę Milandera.
Ponadto mamy tylko jednego syna a wy dwóch.
- Gdzie zamieszkamy? - Zapytał Magnoliusz mirona.
-Myślę, że Tali Oft użyczy wam Milanderdomu.
-Chętnie ci wynajmę - odpowiedziała błyskawicznie.
Zapanowała chwila konsternacji po czym Magnoliusz powiedział
-Talusiu jednak użycz mnie i żonie.
-No skoro ty tak radzisz i gwarantujesz, że nie zdewastujesz to będę się tego trzymać a planowałam wynająć mironowi za kwotę, która naprawdę podreperowała by mój budżet.
Popatrzyli sobie ona i miron w oczy. Tali milutko się uśmiechała i on się wreszcie też uśmiechnął.

- Ty łotrze - powiedział do niej Alek gdy już wracali do domu.
-Kiedyś chciał mnie aresztować a teraz zapomniał, że to on powinien zabezpieczyć lokum swoim wysłannikom - wyjaśniła.
-On wcale nie pragnął posyłać nikogo z nas - powiedziała Milareza - chodziło mu wyłącznie o bezpłatne zainstalowanie wysłanników w Milanderdomu. Dziewczyny pokrzyżowały mu plany. Będzie je bardziej szanował.
W tej sytuacji wolałabym jechać z synem - powiedziała Grygitalowi.
-Duży jestem - zaoponował Magnoliusz - lepiej rozdzielcie między siebie moje lekcje do końca arla bo kto wie kiedy wrócę.
-To może ja z bratem pojadę? - Zapytał Wiernysz - na duchu go wesprę i może wreszcie na uznanie mamusi zasłużę?
- Wątpliwe czy miron zatrudni was obu - zauważyła Milareza.
-No przecież muszę mieć jakąś swoją ekipę - odrzekł Magnoliusz.
-Nawet ty miałaś swojego sekretarza - przypomniał Wiernysz matce.
- A ja potrzebuję asystenta - objaśnił Magnoliusz - no i dziewczyny powinny coś dostać za prowadzenie nam domu.
============
Każdy wysłannik zorganizowałby swoją ekipę - tłumaczył Parendeorowi jeden z jego doradców - no chyba, że byłby głupcem a głupca nie warto posyłać. Magnoliusz jest wart swojej ceny. To naprawdę wytrawny prawnik. Nie bez znaczenia jest to, że zarówno on jak i jego asystent znają język i obyczaje joksolańskie. To są naprawdę dobrzy kandydaci.

---------
Parendeor już nie wrócił na kontrolę do Arbland. To nie był dobry czas na takie kwestie zwłaszcza, że wysyłał jego siostrzeńców z ważną misją. Kazał zakończyć kontrolę i podpisał protokłół, którego w przeciwieństwie do Milaryka nawet nie przeczytał.
Magnoliusz dokładnie ustalił z Oft, z których pomieszczeń mają prawo korzystać. Zrobił to przez wzgląd na żonę. Dobrze wiedział jakie myśli gnieżdżą się w główce ukochanej Samandy. Pragnęła przygód i ludzkiego podziwu. Chciała mieć o czym opowiadać i chciała sie czuć ważna a powinna pamiętać, że wspaniały dom, w którym zamieszkają należy do Oft.

Milaryk często tłumaczył - córeczko przecież ja też bym chciał abyście już wróciły. Tęsknię. - ale skoro zapłaciłem za ten kurs to wytrzymaj jeszcze troszeczkę.
-Tak, jasne to nie ciebie boli brzuch, nie ty wymiotujesz. Na praktykach muszę myć staruchy, na zajęciach słuchać i oglądać obrazki o tym co ma człowiek w środku.
-Córcia, sama wybrałaś medycynę.
-Bo myślałam, że to polega na podawaniu tabletek. A to jest obrzydliwe.
- Dlaczego Etiuda nie narzeka?
- Bo jest mniej wrażliwa. Już nawet krew pobierała.
===
Przestała narzekać gdy przeniesiono je na praktykę na pediatrię. Dzieci to było zupełnie co innego niż starcy a w dodatku na praktyce był też Celisander kończący szkołę medyczną wyższego szczebla.
Starała się mu towarzyszyć. Raz zastali Etę bawiącą się z dziećmi, wcale się nie speszyła tylko śpiewała dalej, wyraziście przy tym gestykulując: A pajączek tak się snuje, tak po nici pnie się w górę.
- A pająciek tak się siuje .. - Powtarzały maluchy.
-Tak po nici - włączył się Celisander naśladując ruchy akrobaty włażącego po linie.
- Pie się guje - dośpiewały dzieci.
Kiedy indziej weszli gdy przewijała maleństwo.
- Byłaby z ciebie dobra mamusia - powiedział Celisander.
- Miałam młodsze rodzeństwo, przy tych najmniejszych mama pozwalała mi pomagać.
-Pozwalała nie wymagała?
-Pozwalała.
-Słuchaj, nieraz słyszałem jak ty ładnie śpiewasz, nie wystąpiłabyś w naszym szkolnym kabarecie?
-No pewnie, że bym wystąpiła.
-A ja też mogę? - Wprosiła się Aksa. Nie umiał odmówić ale chyba wcale jej nie chciał.
Etiuda później ćwiczyła z nią rolę.
Na tym zastał je Milaryk: o, widzę, że pani reżyser w akcji - zaśmiał się - przyjechałem po was.
-Tak nagle? - Oburzyła się Aksoneta - ja chcę zostać. Przynajmniej do końca kursu.
-Ale ja tęsknię.
-Jeszcze trochę wytrzymaj.
-Nie, już starczy.
-A nie szkoda ci pieniędzy, które wyłożyłeś na kurs?
- Oj, tam, już prawie skończyłyście.
-Ale ja zamierzam całkiem skończyć a potem dostać się do tutejszej szkoły medycznej
-Ależ córeczko! Nie chciałaś, mierziło cię to - dziwił się Milaryk.
-Już nie mierzi.
Nie zdawała sobie sprawy, że tatuś doskonale wie w czym rzecz a im bardziej ona się upiera, tym bardziej on jest pewien, że trzeba położyć kres jej narzucaniu się łodemu mężczyźnie. Od żony wiedział, że mężczyzna zupełnie na Aksonetę nie zważa i to mu nasunęło pewien pomysł. Przeszedł się do szpitala, spotkał z opiekunką praktyk, poprosił o przesunięcie dziewcząt na inny oddział i dawanie Aksie dyżurów wyłącznie z mamą.
- Sama zamierzałam je przesunąć, z tym, że Ety z pediatrii nie puszczą.
-Ale żona twierdzi, że pewien pracujący tam młody człowiek jest Etą zainteresowany.
-Niemożliwe, coś bym zauważyła. To porządny młodzieniec z dobrej rodziny. Nie zawróci żadnej dziewczynie w głowie dopóki nie będzie gotów do małżeństwa. Zresztą to w końcu ja decyduję gdzie odbywają praktykę dziewczęta, skoro ci zależy przesunę obie na ginekologię.
- A nie może być jakaś okulistyka albo laryngologia? Złożę datek na szkołę.
-Pomyślimy.
Wylądowały na okulistyce gdzie było w miarę czysto ale musiały dokładnie sprzątać blok operacyjny.
============
Zastanawia mnie ta rodzinka - zwierzyła się instruktorka dyrektorce szkoły - Eta do niej nie całkiem pasuje. Powiedziała mojemu synowi, że ma młodsze rodzeństwo, ciekawe gdzie ono jest i dlaczego Keja traktuje Aksę jak jedynaczkę.
- Aksa jest młodsza - uspokajała dyrektorka.
-A to jeszcze młodsze rodzeństwo?
-Może jacyś kuzyni. Mam inny problem, tatko prosił aby kurs przyśpieszyć. Ma być intensywniej i krócej a przecież już jest intensywniej i krócej niż normalnie. Przesadza.


Dziewczyny i Knieja opanowały materiał z pierwszego półarla szkoły medycznej niższego szczebla i na tym miały poprzestać, aż tu nagle Aksoneta oświadczyła, że zamierza skończyć szkołę medyczną w Sanchrinaze.
-Skończysz w Arblandach - powiedział - nasza szkoła ma wyższą renomę.
-Nie! - Tupnęła nogą - w Sanchrinaze!
-Mowy nie ma. Chcę abyś mieszkała z nami a ja się do Sanchrinaze nie przeniosę. Tak powiedziałem!
Płakała, prosiła ale naprawdę nie widział takiej możliwości.
- Z jakiej racji miałbym przedłużać rozłąkę z żoną skoro arblandzka szkoła medyczna jest bardzo dobra? - Pytał.
- A małą córeczkę mam zostawić bez opieki? To mi się w głowie nie mieści.
-Eta przecież możesz ze mną zostać - powiedziała Aksoneta.
Eta milczała.
-Nie, nie może - odpowiedziała wreszcie Knieja - nie jest twoją niewolnicą. Według mnie powinniśmy ją wysłać do szkoły plastycznej a ty, skoro chcesz, pójdziesz do medycznej ale w Arblandach.
-No, ciekawe dlaczego ona nie może iść do medycznej.
-Bo docelowo chce być reżyserem. Tyle co jej potrzeba aby ewentualnie zrobić film o szpitalu to już się nauczyła i sobie w pamiętniku zapisała.
-To ja chcę zobaczyć ten pamiętnik!
-Słucham? - Oburzyła się Knieja.
-Przeholowałaś córeczko - przyznał Milaryk.

W swoim czasie Milaryk lubił Tali jak córkę, której jeszcze wtedy nie posiadał, później Aksoneta przesłoniła mu cały świat
ale przecież rozumiał, że Tali Etiuda nie może być podporządkowana Aksonecie. Odbył z adoptowaną córką rozmowę. Była zdecydowana zostać reżyserem.
- A co chciałabyś wyreżyserować?
-Najchętniej Opowieść o dwóch siostrach i jednym mężczyźnie.
-Tali Szawala wyreżyserowała Miczę piękną i młodą, Tali Oft zakamuflowała siebie i Netusię jako matkę i córkę a jak ty to zrobisz?
-Oj, chyba lepiej wyreżyseruję film o szpitalu.
-Obie to robiły. Znajdź własną drogę. Filmu o środowisku plastyków żadna z nich nie robiła. Możesz wybrać w szkole plastycznej kierunek "charakteryzator". A co tak patrzysz z politowaniem?
-Nie politowaniem, chodzi o to, że ja już pracowałam jako charakteryzatorka. Pójdę na jakiś skrócony kurs, na przykład zarządzania.
- Tamte dwie też go robiły ale każda gdzie indziej. W Arblandach żadna.
 

 

Jestem zły bo ktoś uprowadził moje cukierki i czekoladki, i co ja teraz będę gryzł?
--------------
 

 

Milaryk usłyszał spór dziewcząt. Nie wszedł bo pewnie stanąłby po stronie swojej Aksonetki choćby poprzez usprawiedliwianie jej czynów, a wiedział, że nie ma prawa być niesprawiedliwy.
Szło o to, że zdaniem jego córeńki Etiuda wdzięczyła się do Celisandra.
- Skoro tak uważałaś to dlaczego chciałaś abym tam z tobą została?
-Bo z tobą by mnie zostawili.
- A wiesz w jakiej sytuacji ja bym się znalazła? Między samowolną i bez powodu zazdrosną małą córeczką tatusia a jej rodzicami oczekującymi, że wezmę za nią odpowiedzialność.
-Mogłabyś trochę poudawać, ostatecznie dałam ci życie, powinnaś mi być wdzięczna.
- Za co? Wiesz co ty naprawdę zrobiłaś, tak jak ja to czuję a nie jak ty sobie wyobrażasz? Wyrwałaś mnie z mojego świata i umieściłaś w takim gdzie już nie żyje ktoś kto mówił do mnie: "moja duża córeczka", mama bardzo się zestarzała i jest żoną innego mężczyzny. Nie jestem jej potrzebna bo ma już swoją Tali.
Moje rodzeństwo też się zestarzało. Nety to matrona a różnica wieku między Tawią a mną jest nieco większa niż to było w moim świecie w odwrotą stronę i ona mówi do mnie: "cześć smarkulo"
- Oj wielki mi problem!
-Może szkoda, że ja nie mogę ciebie zapisać i odtworzyć za 15 arli?
Znalazłabyś się świecie gdzie nikt ci nie powie: "moja mała córeczko" a tupotanie twoich nóżek wszystkim będzie obojętne. Byłabyś całkowicie zależna ode mnie. Pasowałoby?
- Ojejku, przecież masz wszystko czego chcesz.
-Oprócz mojego dawnego miejsca na świecie.
Spróbuj to sobie wyobrazić, rozmawiasz ze mną, kłócimy się, jeszcze widzisz moją twarz i nagle leżysz na brudnej podłodze ...
-Nie była brudna.
-Ty leżysz na brudnej, chociaż wcale się nie kładłaś, a nad tobą stoi jakaś dziwnie ubrana ...
-Nie byłam dziwnie ubrana.
- Dla mnie bardzo dziwnie i śmiesznie bo w moim świecie nikt się tak nie ubierał. A więc stoi nad tobą dziwnie ubrana dziewuszka i mówi - "jestem twoim stwórcą, masz mi być posłuszna."
A w twoich oczach ona wcale nie jest stwórcą tylko porywaczką. Przecież ty już istniałaś. Wszystko pamiętasz, tatuś nazywał cię "małą córeczką", skończyłaś mini kurs medyczny, nawet się zakochałaś a ta twierdzi, że to ona cię stworzyła. Prowadzi cię do sali, gdzie jakaś kobieta dzielnie opiekuje się starowinką. Potem dowiadujesz się, że to Aksoneta obiega swoją mamę Knieję Korala. To do niej Knieja mówi - córuchno a ty już nie masz swojej mamy, nie ma już dawnej Kniei Korala. A ta rozwydrzona smarkula ....
-Nie jestem rozwydrzoną smarkulą!
-Gdybyś nie była to byś mnie nie odtworzyła.
-To weź się zabij.
-Aksoneto, ja już istnieję. Jestem żywym człowiekiem, chcę żyć, nawet w tym nie moim świecie ale nie chcę abyś mnie traktowała jak swoją chusteczkę do nosa. Jestem człowiekiem Aksoneto.
-Moi rodzice cię adoptowali. Traktują cię jak córkę.
-Bardzo się starają Aksoneto i ja to doceniam ale tego, że ty porwałaś mnie z mojego świata, nie. Nikt nie musi być wdzięczny porywaczowi. I skończmy tę rozmowę bo wcale nie jesteś taka głupia jaką udajesz.
-Chwileczkę, kim jest ta dziewczyna, która mnie odtworzyła?
-Małą siostrzyczką albo córeczką Aksonety Korala a tobie muszą wymyśleć jakieś nowe imię. Może Befarymba?
- Odwal się, to najgłupsza z moich koleżanek a teraz ustalmy fakty, jesteś moją jedyną siostrą i wara ci od Celisandra.
Nagle obie zaczęły się śmiać.
Cichuteńko się oddalił.

Nie przypadkiem prosił dyrektorkę szkoły plastycznej aby skrócono kurs choć o kilka dni. Inaczej dziewczyny musiałyby natychmiast po powrocie do Arbland, bez chwili odpoczynku rozpocząć naukę w innych szkołach. Początkowo o tym nie myślał ale w miarę jak jego sytuacja ulegała poprawie coraz chętniej zajmował się sprawami rodziny i uzgadniał miejsca dla dziewcząt.

Tali Etiuda zdecydowała się na szkołę plastyczną ale w Unasie i absolutnie nie na proponowanch jej kierukach mających związek z filmem - "charakteryzator", "scenograf", "kamerzysta" lecz na klasycznym czyli : "obrazy płaskie i przestrznne."
Rzeźbę doradzała jej osoba z której zdaniem Etiuda najbardziej się liczyła czyli Oft
- Czasem trzeba coś skopiować z wystroju dawnych pałaców - powiedziała - wprawdzie i tak sama wszystkiego nie zrobisz. Tak się nie da ale już bywało, że Tali Szawala albo ja namalowałyśmy jakiś obraz do filmu, a z rzeźbą to jak sama wiesz nie da rady, nie mamy wystarczających umiejętności.
Kierunku z samą rzeźbę nie było. Przynajmniej nie w unaskiej szkole plastycznej a Etiuda chciała się nauczyć rzeźbić unaskimi szybkościowymi urządzeniami wzgardzonymi przez arblandzkich nauczycieli. Uważali, że wykonywanie prac po unasku to nie sztuka tylko wyrobnictwo. Etiuda jednak nie pragnęła zostać artystką tylko umiejętnym odtwarzaczem istniejących dzieł.
Milaryk kupił jej więc wszelkie potrzebne do szkoły przybory i opłacił naukę. Na jej czas zamieszkała u ciotki Cypryli w Arkadach a konkretnie Cytrusowysadzie.
Aksoneta zrezygnowała ze szkoły medycznej i wybrała techniczną.
Czas spokoju


Nastał czas spokoju. Miron nie mógł teraz tknąć syna Milandera.
Wszak Magnoliusz spotkał się na Joksolanii z wielkim szacunkiem nie tylko jako syn Milarezy i brat Tali Oft ale głównie jako wnuk wielkiego Milandra, mieszkający w jego domu i dzierżący jego laskę.
Śmieli się z Samandy, że podkreśliła ten aspekt lecz dla Joksolańczyków laska miała znaczenie.
Magnoliusz pomyślnie załatwił wszelkie sprawy, nawet zezwolenie na odbudowę ambasady i przysłanie nowego ambasadora, pod warunkiem, że będzie to ktoś znający i szanujący prawa Joksolanii a nie : "pierwszy lepszy idiota."
Przy okazji w prasie pukatańskiej napisano co nieco o Tali Oft i niestety także o Tali Etiudzie odtworzonej przez rozkapryszoną arandetę z Arbland.
Aksoneta przeczytawszy, że jest rozkapryszona płakała, darła się i tupała ze złości ale raczej nikogo tym nie przekonała, że ją skrzywdzono.
=========

Początki były trudne. Tali, chociaż najstarsza w zespole, najsłabiej posługiwała się przyborami. Coś tam umiała bo przecież mama miała takie przybory i Netusia świetnie sobie z nimi radziła. Niestety Tali zajmowała się wtedy zupełnie innymi dziedzinami. Teraz w oczach kolegów uchodziła za upośledzoną a sytuacji nie poprawiło to, że zwróciła się do nauczyciela z prośbą o pomoc w nauce.
- Gustuję w młodszych - powiedział drwiąco a wszyscy sie roześmieli.
Miała chęć odpowiedzieć coś w stylu - nie wiedziałam, że brzydcy ludzie bywają tacy zarozumiali. Powstrzymała się. Nie powinna nikogo obrażać.

Po prostu zagwizdała do Milarezy i poprosiła o instrukcje. Mama to co najważniejsze wyjaśniła i poradziła aby poprosiła ciocię o pomoc. - Przynajmniej spróbuj - powiedziała - a jeśli odmówi to podeślę tam Tola i Netusię a swoją drogą spróbuję ci nagrać jakiś instruktaż.
Ciocia zazwyczaj nie była chętna do pomocy, nawet teraz powiedziała ironicznie - o ho ho, córka Pelikana prosi mnie o pomoc - zaraz jednak dodała - no to do roboty. Umiała rzeźbić i chętnie to demonstrowała nie szczędząc jej przy tym uwag - "że też mamusia cię tego nie nauczyła".
Mniejsza o te złośliwostki. Ważne, że była chętna i wytrwała a po lekcji z nią Tali wiedziała co ćwiczyć. Ciocia co prawda obciążyła ją sporą ilością obowiązków domowych lecz jakoś udawało się wszystko pogodzić. Po prostu Tali nie mogła niczego odkładać na później i musiała dobrze wykorzystać każdą chwilę.
Kiedy szkoła organizowała bal, ciocia zapytała - chyba nie zostawisz mnie samej na cały wieczór?
- No oczywiście, że nie zostawię - odpowiedziała bez namysłu.
- A zresztą idź, poproszę przyjaciółki aby ze mną posiedziały.

-Nawet nie miałabym z kim tańczyć bo tam same dzieci albo pedofile. Pogadamy o dawnych czasach - odpowiedziała Tali.
-Idź, idź. Odkąd tu mieszkasz wcale u mnie nie były to akurat będzie okazja, tylko byś nam przeszkadzała.
Trochę się Tali głupio zrobiło. Nie miała pojęcia, że z jej powodu ciocia nie zaprasza przyjaciółek. Z drugiej strony przecież sama zaproponowała aby Tali zamieszkała u niej a nie w pobliskim Orbortporcie.

Naszykowała dla cioci i jej przyjaciółek przekąski, posprzątała w całym domu. Gdy już miała wychodzić ciocia dostała bólu żołądka. Tali zajęła się więc parzeniem ziółek i niestety myciem toalety. Przydała się zaprawa na praktykach w szpitalu oraz urządzenia sprzątające.
Przyjaciółki przyszły spóźnione i wydawały się bardzo speszone, zapewne obecnością Tali.
-Ciocia się trochę źle czuje - wyjaśniła - więc zostanę w domu ale będę siedzieć u siebie. Nie będę wam przeszkadzała, gdyby jednak potrzebna była pomoc to bez wahania mnie wołajcie.
- Nie ma mowy - powiedziała jedna z nich - posiedzisz z nami, przyda się taki powiew młodości.
Posiedziały więc i całkiem wesoło pogadały, Tali sobie później zrobiła z tego notatkę bo dowiedziała się paru ciekawych rzeczy.
Ciocia śmiejąc się powtórzyła koleżankom opinię Tali na temat mężczyzn w szkole. Było fajnie i wesoło a nazajutrz poproszono ją na rozmowę do zastępcy pryncypała zwanego potocznie trudnym.
- Podobno rozpowszechniasz plotkę, że nasi nauczyciele to pedofile? - Zagaił, od razu wiedziała, że trzeba mówić całą prawdę.
-Powiedziałam tylko cioci aby nie miała wyrzutów sumienia, że nie idę na szkolny bal. Nie moja wina, że powtórzyła to koleżankom.
-Psujesz szkole opinię.
- A co ja mogę pomyśleć o nauczycielu, który na zwyczajną, nie zawierającą, żadnych podtekstów prośbę o pomoc w opanowaniu sztuki posługiwania się przyborami odpowiada, że gustuje w młodszych?
-Tak powiedział? A który?
Ponieważ z wrażenia zapomniała imiona nauczyciela wyciągnęła szkicownik i narysowała jego portret. W trakcie rysowania jej się przypomniało - Arcyklon Sztorm.
-Antycyklon Szkwał - poprawił trudny - Idiotycznie sobie zażartował ale na pewno nie jest pedofilem.
-A ja myślę, że po prostu ci się z tego nie zwierzył.
-Wiedziałbym.
-No dobrze, nie mam dowodów ale swoje myślę.
-Uważaj na to co mówisz, zwłaszcza kiedy nie masz dowodów. A pomoc w nauce postaram się dla ciebie załatwić.
-Już nie potrzeba, ciocia mnie uczy.
- Wobec tego to na razie wszystko, możesz iść na lekcję.

Trudny natychmiast poprosił nauczyciela.
-Słuchaj co ty za bzdury mówisz młodzieży? - Zaatakował - podobno gustujesz w młodszych? Jakich młodszych? O co tu chodzi?
-Ja coś takiego mówiłem?
-Tali Korala tak twierdzi.
-Ale to w innym sensie. Podrywała mnie.
-Na co?
-Niby na to abym jej pomógł się nauczyć posługiwania fandłutkiem ale ja znam takie dziewuszki i wiem co o tym myśleć.
-A jak sobie z tym fandłutkiem radzi?
-Trzeba przyznać, że coraz lepiej.
- Czyli wtedy kiedy cię prosiła o pomoc nie umiała? Niestety nie zdołałem jej przekonać, że nie jesteś pedofilem. Gratulacje, a na przyszłość powiedz takiemu dziewczęciu, że postarasz się aby uzyskało pomoc i zawiadom mnie. Ja coś zorganizuję. Aaaa, rysuje całkiem dobrze, zerknij na swój portret.


Po tym jak starsze panie i Tali nawzajem się zaakceptowały Cypryla na powrót zaczęła często zapraszać koleżanki. Tali dbała o porządek i zaopatrzenie, zresztą panie też pomagały.
Zawsze przychodziła się z nimi przywitać i wyjaśnić, że w razie potrzeby jest gotowa przyjść z pomocą.
-Jej matka zdobywała wysokie miejsca na konkursach plastycznych - mówiła ciocia - na przykład "powrót" czyli mężczyzna z pochodnią to jej dzieło a córki nie nauczyła nawet posługiwania się unaskimi przyborami. Muszę jej to teraz kompensować.
Panie były ze środowiska plastyków. Dowiedziawszy się, że Tali ma kłopoty w szkole same przychodziły do jej pokoju aby zaproponować pomoc i zdradzały jej różne praktyczne sekrety.
Czasem jednak była z nimi i słuchała ich opowieści. Nawet nie wiedziała, że wśród pań uchodzi za bardzo miłą ale tępą.
- A dlaczego ty Talinko tak późno zgłosiłaś się do szkoły? - Spytała raz Robinia. Tali szeroko się uśmiechnęła - to jest moja czwarta szkoła nie licząc kawałka medycznej bo nie ukończone się nie liczą.
- To jakie skończyłaś?
-Najpierw usług domowych z uwzględnieniem kierunków: fryzjerstwo, kosmetyka, dekoracja wnętrz. Potem reżyserię a potem jeszcze przyśpieszony kurs nauczycielski.
- A z medycznej dlaczego zrezygnowałaś?
- Od początku nie zamierzałam tam kontynuować nauki. Byłyśmy na kontynencie pukatańskim, ciocio - mama postanowiła, że będziemy się uczyć razem, kuzynko -siostra wybrała medycynę. W zasadzie nie miałam nic przeciwko temu bo w życiu i filmie nic się nie zmarnuje.
Niedługo po tej rozmowie "trudny" znów ją wezwał - ty podobno jesteś z zawodu reżyserem?
- Oj, masz dojścia do grona miłych pań - stwierdziła - no jestem.
- Mogłabyś się zająć reżyserowaniem naszych szkolnych filmików.
- I z wielką przyjemnością bym się zajęła ale muszę się czasem uczyć i wspierać moimi siłami ciocię.
-Jednak spróbuj.
- Spróbowałabym gdybym mogła to robić po swojemu a w to akurat wątpię.
-Nie podoba ci się nasza szkolna produkcja?
-Nie pytaj o coś na co nie chciałbyś uzyskać odpowiedzi. Ja pochodzę z innego świata i co innego mi się podoba.
- No to tym bardziej spróbuj.
-Pod warunkiem, że ja wybieram temat, aktorów, i rządzę na planie.
-To to raczej nie przejdzie. Opiekun filmowców sam chce podejmować decyzje.
-To niech też sam reżyseruje - odpowiedziała rozkładając ręce.
Jakoś to jednak z nią uzgodniono. Najpierw wybrała z dwóch zaproponowanych scenariuszy ten, który wydał jej się lepszy. Ponieważ jednak uczeń - scenarzysta nie godził się na żadne poprawki, wzięła pod obróbkę ten drugi bo dziewczyna była chętniejsza do współpracy.
Na pierwszy ogień poszła do wymiany wymyślona przez autorkę postać rywalki głównej bohaterki - Cyrkonii. Osoba wyjątkowo nikczmna.
- Zrobiłaś z niej postać tak odpychającą, że chyba nikt by się nie mógł w niej zakochać - powiedziała Tali - ona musi w sobie coś mieć. Coś co przyciąga. Musi być miła, urocza, nieświadoma wyrządzanego zła. Czy uczy u was Antyszkwał Cyklon?
-No, uczy.
-To wybierz sobie za wzór dziewczynę, którą bezwiednie adoruje i taka niech będzie nasza Perła.
-Ale on nikogo nie adoruje.
-No dobra, to ma być taka dziunia- lalunia, wzbudzająca uczucia opiekuńcze. Nawet w Cyrkonii ma je wzbudzać.
Wkrótce po tej rozmowie Antycyklon ją zagadnął podczas lekcji - powiedz mi jak ja się nazywam.
- Jakoś tak Anty.
-To sobie zapisz i wykuj na pamięć: Antycyklon Szkwał. A kogo to ja w waszym zespole adoruję?
-Diamentę.
-O! Skąd ten pomysł?
- Tkliwie się uśmiechasz ilekroć palnie jakieś urocze głupstewko.
-To moja córka i ma na imię Brylanta więc niech cię już tak nie rozsadza z zazdrości.
-Brylanta to wprawdzie ładne imię ale nie sądź, że zaraz każdy chciałby je mieć. Mnie wystarcza moje, a taty też jej wcale nie zazdroszczę. Mój był rozumniejszy i skromniejszy.
Tego samego dnia "trudny" ją zapytał czy jest zadowolona z reżyserowania filmu.
- To była najgorsza decyzja jaką w życiu podjęłam - odpowiedziała.
-Dlaczego?
- Bo w tej szkole i okolicy wszyscy wszystkim wszystko donoszą i teraz Antycośtam będzie mi usypywał górkę, żebym się zziajała. No ale dobra, chce wojny będzie miał wojnę i niech uważa, żeby z tej górki nie zleciał.
-Żadnych takich numerów. Co się stało?
-Mam się nauczyć jego nazwiska na pamięć. Zdaje się, że to jedyna rzecz jakiej zamierza mnie nauczyć. Dobrze, że nie jest jedynym znawcą sztuk plastycznych we wszechświecie.
###############

Niestety scenariusz nie był jedynym problemem Tali. Największym okazała się zaproponowana przez opiekuna sekcji filmowej odtwórczyni głównej roli - Makagiga. Tali miała swoją koncepcję Cyrkonii, Makagiga swoją. Opiekun trzymał stronę Makagigi.
Widząc, że to on ma posłuch u wszystkich powiedziała wreszcie: wygrałeś. Ty to reżyseruj, ja się pod taką produkcją nie podpiszę.
-No, skoro się obrażasz ...
-O, nie - odpowiedziała stanowczo - problem nie w tym czy ja się obrażam tylko w tym czy film może mieć dwóch naczelnych reżyserów. Albo ja nim będę albo twoja córuchna.
Wszyscy wyglądali na zaskoczonych a nauczyciel na mocno speszonego.
Wróciła do domu wcześniej niż planowała. Panie coś tańczyły, wyglądało na to, że je na tym przyłapała, natychmiast się przyłączyła ratując sytuację. Panie zmęczyły się szybciej niż ona i jedna po drugiej usiadły, no to ona też usiadła.
-Co się stało Talisiu, nie reżyserujesz dzisiaj? - Zapytała Morela.
-Rzuciłam to.
-Dlaczego? - Niemal oburzyła się ciocia.
-Za bardzo mi się opiekun sekcji wtrącał - miałam być tylko marionetką udającą reżysera. Coś takiego to nie dla mnie.
-Może chciał po prostu coś podpowiedzieć. - Tłumaczyła Skra.
-Nie. On nie podpowiadał, on zarządzał, stanowczo i bezapelacyjnie. W sekcji jest dziewczyna, którą bezwzględnie popiera. Intuicja i logika podpowiada mi, że jego córka bo ilekroć miałam problem z jakąś nauczycielką, to zawsze się okazywało, że chodzi o jej córkę. Zresztą nawet imiona do siebie pasują. Ona Makagiga on Wafel.
Nazajutrz oczywiście wylądowała u "trudnego". Był tam też opiekun sekcji filmowej.
-Zaprosiłem was aby wyjaśnić o co chodzi z tym przesadnym wtrącaniem się do reżyserowania.
- Służę wyjaśnieniem - odpowiedziała natychmiast.
- Zaczniemy od Gafla - odrzekł - co zaszło?
- Próbowałem Tali coś doradzić ale się obraziła.
- Dlaczego się obraziłaś?
-Nie obraziłam się i Kafel doskonale o tym wie. Niczego nie usiłował mi doradzić. Użył za to słów: "Tak ma być i kropka"
Czy coś przekręciłam? - Spytała opiekuna sekcji a z niejasnych
dla niej powodów "trudny" się zakrztusił dławiąc śmiech.
Opanowawszy się zapytał - dlaczego uważasz, że Makagiga jest córką Gafla?
-Bo popiera ją jak matka córkę, nawet wbrew oczywistości.
- Jakiej znów oczywistości? - Zaprotestował Gafel.
-Cyrkonia nie może być wyzywającą arogantką bo wtedy widz nie będzie jej współczuł tylko stanie po stronie Perły, która jest nie lojalna i wyjdzie na to, że bycie nielojalnym można usprawiedliwić.
Takie przesłanie jest niemoralne.
- Chciałbym abyś to jednak ty reżyserowała ten film - oznajmił "trudny"
-No to Makagiga w nim nie zagra.
-No to nie zagra. Coś ty taka zaskoczona?
-Nie spodziewałam się takiej decyzji.
- Mam nadzieję, że nie będę jej żałował, - to wszystko co mam do ciebie. Gafel zostań jeszcze.

Zawody międzyszkolne w dziedzinie kinematografii wygrał film zatytułowany "Nielojalność" nakręcony przez uczniów szkoły plastycznej w Arkadach - Poinformowano w wizjofonii - To pierwszy taki sukces opiekuna sekcji filmowej Gafla Kryptonima. Film pod jego nadzorem wyreżyserowała Tali Etiuda Korala ... dalej następowały imiona całej ekipy. Szczególną uwagę zwrócono na rolę Perły i pochwalono scenariusz.
Tali zyskała wysoką pozycję w szkole. Już nikt nie uważał, że jest tępa.
- Żałuję, że nie zgodziłem się na poprawki w scenariuszu - powiedział Kataklizm - mam nadzieję, że zrobimy to w przyszłym półarlu.
Zgodnie z unaskim systemem dla ich grupy (pierwszej) następowały teraz wakacje mające trwać od 1 do 27 dnia piątego nonestra.
- Nie jestem pewna czy wrócę do szkoły - wyznała koledze - ukończyłam już 15 arli i mogę sama zdecydować ale mamy to jeszcze przedyskutować na forum rodziny.
Rzeczywiście nosiła się z zamiarem rezygnacji. Milaryk o tym wiedział i wciąż ją zachęcał - wytrzymaj jeszcze trochę, naucz się porządnie operować narzędziami, niech moje pieniądze nie idą w
błoto. Nakręć ten film, nie możesz zawieść ekipy i.t.p.

==========
"Trudny" znowu ją wezwał.
-Wróć w przyszłym półarlu do szkoły - powiedział - w siódmym nonestrze zawsze się u nas odbywają pokazy sztuk plastycznych a nauczyciele uważają, że ty masz duże szanse zająć wysoką pozycję.
Czekamy na ciebie. To wszystko co chciałem ci powiedzieć.
===========
Na wakacje wyjechała z mamą, Grygitalem i Elzanetą na wyspy hrabandzkie. Wreszcie mogła zobaczyć tamtejsze kamienne rzeźby a przy okazji także barwne bazary.
Zaprzyjaźniła się z Elzanetą, która wprawdzie była od niej starsza ale tylko o 28 dni a to się przecież nie liczyło.
- Gwiżdż na tą szkołę plastyczną i przyjedź do mnie jako reżyser - namawiała ją córka Netusi i Elzantra.
==========
Tymczasem przyjaciółeczki z Cytrusowysadu też miały swoje zakusy. Ustaliły, że spomiędzy ich wnuków najbardziej pasowny dla Talisi jest Radian Słysz a bardzo dobrze byłoby ją wydać za tutejszego młodzieńca. Wprawdzie już wcześniej o tym myślały, nie miały jednak dostatecznych argumentów aby zainteresować nią Radiana a teraz była "tą" reżyserką, która zapewniła szkole plastycznej wygraną. Zresztą jego babcia Łodyga mogłaby go
poprosić o podwiezienie do Cypryli z ciężkimi pakunkami (przecież auto może się babci zepsuć). Potem musiałby te pakunki wnieść a potem trochę odpocząć po wysiłku, coś by się wymyśliło. Pod warunkiem, że Tali wróci.
-Dlaczego miałaby nie wrócić? Zdecydowanie powinna zostać plastyczką a nie reżyserem - oświadczyła Cypryla. Uważała, że Tali Etiuda absolutnie nie powinna się trzymać drogi poprzedniczek.
Milaryk był tego samego zdania. Grygital powiedział jej - ucz się dopóki możesz. Ja osobiście wolałbym abyś wybrała prawo ale ja tu nie mam nic do gadania. Tak jak Oft słusznie twierdziła, że nie może wejść na miejsce Tali, tak ja nie mogę wejść na miejsce Walturiana.
- Nie można się wiecznie tylko uczyć - odpowiedziała - kiedyś trzeba zacząć na siebie zarabiać.
-Czas zleci szybciej niż byś chciała - odpowiedziała mama - Tali próbowała ją nazywać inaczej ale to jednak była jej mama - weź udział w pokazach plastycznych. Ja kiedyś byłam wyżej punktowana za trudne czyli nasze pukatańskie techniki więc niektóre dzieła wykonaj po pukatańsku.
-Mam konkurować z dziećmi? Już nie jestem pewna czy sprawiedliwie wygrał mój film.
-Sprawiedliwie, przecież dawniej reżyserował tam filmy Gafel i nikt nie widział w tym nic złego, co więcej ten też jemu przypisano.
A w pokazach plastycznych biorą udział osoby w zróżnicowanym wieku także uznani artyści. Ponadto wracając do szkoły możesz wyreżyserować kolejny film, nie ważne czy wygra. Lubisz reżyserować.
-Tylko się tam nie zakochaj - zażartował Grygital.
- Bez obaw - odpowiedziała Milareza - Tali jest taka jak ja, byle kogo nie poślubi. A niech się nie uczy uciekać tylko stawi czoło ewentualnym przeciwnościom.
- Skończ co zaczęłaś - powiedział na naradzie rodzinnej Milaryk.
Tak właśnie zdecydowała - skończy co zaczęła, głównie dlatego, że to samo radziła mama. Może i była już podstarzała ale to wciąż była ta sama mamusia. Tali ją kochała i już wiedziała, że i ona jest przez mamę kochana. Ma w jej sercu swoje miejsce tak samo jak każde z czworaczków czy bliźniaków.
Do Cytrusowysadu też teraz mama ją zawiozła.

Milaryk podjechał do lotopławy liliowym auteczkiem ze skrzynią z tyłu. Na skrzyni siedziała replika Fatyganta Netusi. Tak naprawdę wujek Milaryk zrobił go niegdyś dla Tali ale okazało się, że Netusi bardziej się przyda, Tali więc dostała później zielone autko. Postanowiła nadać replice Fatyganta inne imię ale jeszcze nie wiedziała jakie.

-Jest twoje - powiedział przybranej córce Milaryk, wskazując autko - różni się od pierwszego jakie ci zrobiłem kolorem i wyposażeniem bagażnika. Bądź dzielna.
W skrzyni bagażowej znalazła milanderłącze, odtwarzacz z programem do montażu filmów oraz zestaw mikrokamer z pilotem.
- A co ci jeszcze będzie do realizacji filmu potrzebne, kupimy - oświadczył - tylko już nie powielaj tego co zrobiły Tali Szawala i Tali Oft. Niech kto inny decyduje co nakręcisz.
Zresztą i tak nie jesteś w stanie nakręcić identycznego filmu. Robisz to w innych warunkach i z innymi ludźmi.
Tymczasem Gafel nie zamierzał powierzyć Tali reżyserowania następnego filmu i jasno jej to powiedział gdy się do niego zgłosiła.
-Chyba zainterweniuję - zdenerwowała się ciocia Cypryla.
-Ależ nie - odpowiedziała Tali - mam kamery i program do montażu,
potrzebne mi tylko miejsce i ekipa. Z tym miejscem może być problem.
- A jakie ono powinno być?
-Niestety szkoła, boisko .... Gównie boisko bo scenariusz jest sportowy.
-Idź do trudnego i ustal kiedy możesz korzystać ze szkolnego boiska.
-Nie mam ochoty podporządkowywać mojego filmu szkole.
-Popytamy z dziewczynami o to boisko.
-Fajnie by było gdyby choć jedna z was była kibicem.
-Rzucimy losy.
-Na tą najważniejszą. Jeżeli autor scenariusza się zgodzi, będzie babcią głównego bohatera ale przecież może mieć wspierające ją przyjaciółki.
Odnalazła Kataklizma. - Proponowałeś, że popracujesz nad scenariuszem - powiedziała.
-No tak ale to ma reżyserować Oregano Prezenter.
-A, w porządku, znajdę sobie coś innego.
-Będziesz reżyserować na własną rękę?
-Taki mam zamiar, dostałam sprzęt i chcę wykorzystać.
-To ja się piszę na współpracę z tobą.Co mam zmienić w scenariuszu?
- Na razie dopisać babcie. Taką fajną brygadę babć. Jedna będzie babcią Cyprysa ...
-Cytrusa, to imię pochodzi od naszego osiedla.
-Aha, zapamiętam. To może powinniśmy wypożyczyć jakieś boisko na naszym osiedlu? Zresztą niekoniecznie na osiedlu, byle było boisko.
- A jaka ta babcia ma być?
-Rewelacyjna, fajna miła, uwielbiająca wnuka do tego stopnia, że nie tylko będzie chodzić na wszystkie mecze z jego udziałem ale jeśli się aktorka zgodzi to nawet ćwiczyć. Zresztą nie musi tego demonstrować, wystarczy zrobić o tym jakąś wzmiankę w rozmowie. Może nawet udzielać wnukowi fachowych rad. Ty się postarasz aby były fachowe. Zresztą pójdę na jakiś mecz i popatrzę jak się tam ludzie zachowują.
- No to ja cię zapraszam w najbliższy szóstek.
=========
W szóstek gdy Tali zbierała się do wyjazdu, Łodyga niemal z płaczem powiadomiła Cyprylę, że wnuk jej nie chce podwieźć bo ma mecz a ona nagotowała dużo na kolację.
Tali na migi dała cioci do zrozumienia, że ona może po Łodygę pojechać.
-Talisia już jedzie - uspokoiła Łodygę Cypryla.
-Ale we dwie nie damy rady tego przydźwigać.
-To jej hajduk przyniesie. Ten no wiesz ...
Ciocia nieświadomie nadała imię autoochroniarzowi. Pozostał już Hajdukiem.
Tali zostawiła go w domu a gary podawała mu z pomocą macek auta przez okno.
- Miło mi, że mogłam pomóc - oświadczyła - a teraz gnam bo jestem spóźniona.
Ledwo, ledwo zdążyła i Kataklizm już od początku był na nią zły. Później jeszcze bardziej się zezłościł.
- Chyba już nigdy więcej nie pójdę z tobą na mecz! - obwieścił.
- Ale dlaczego? - Spytała zaskoczona.
-Cieszysz się kiedy nasi przegrywają.
-A co za różnica kto wygrywa? Ważne żeby się odpowiednio zachować.
- Ale ty się zachowujesz nieodpowiedni! Zupełnie tak jakbyś w niewłaściwym momencie wyrywała się w szkole do odpowiedzi.
Zapamiętaj sobie: masz małpować zielonych a nie czerwonych.
-Kiedy oni wszyscy mi się podobają i chcę od razu potrenować.
Młody mężczyzna siedzący obok śmiał się - będę ci dawał znak, kiedy masz się cieszyć a kiedy tupać ze złości - zaoferował się.
- Dzięki.
- No i na razie faktycznie małpuj tylko tych w zielonych koszulkach.
- Szkoda, ci w czerwonych są bardziej żywiołowi. Czy sądzisz, że mogę ich sobie nagrać?
- A pewnie.
-Dobra, to teraz jeszcze mi mów na czym to wszystko polega bo muszę się wczuć.
- Ja ci mogę mówić! - Oburzył się Kataklizm.
-To mów, muszę się przecież szybko wszystkiego naumieć. I wybierz odpowiedniego Cytrusa.
-No chyba żartujesz, to są sportowcy a nie aktorzy.
- Co myślisz o tym rudym?
-Jest z drużyny czerwonych.
-A to akurat mnie najmniej obchodzi, często macha do swojej dziewczyny. To mi pasuje. Cytrus musi tak machać. Najlepiej będzie zaangażować oboje, tylko jeszcze muszę sprawdzić jak na siebie patrzą. Czy on dobrze piłkuje?
- Bardzo dobrze - wtrącił się nieznajomy mężczyzna - to chluba czerwonych.
-A gdybym przez wzgląd na uczucia scenarzysty musiała wybrać zielonego to którego mi radzisz?
-Oni się nie zgodzą - protestował Kataklizm - to nie tu trzeba szukać aktora.
Zielona publika zaczęła się nagle drzeć: Radian, Radian, brawo Radian!
-Który to jest Radian? - Zapytała nieznajomego.
-Ten łysy.
-Eeeee. On musi mieć dziewczynę a której podobałby się łysy bez intelektu?
-Skąd wiesz, że bez intelektu?
- Ze scenariusza. (Kataklizm zesztywniał) Czekaj, czekaj. Ma dziewczynę! Frunę do niej.
Tali jakoś zdołała się przedostać do dziewczyny - siemanko - zawołała na wzór swoich szkolnych koleżanek - jestem Tali Korala - potrzebuję do mojego filmu pięknej dziewczyny i piłkarza. Zagrasz u mnie?
-Ta Korala od "Nielojalności" ?
-Tak ale teraz chcę zrobić film o piłkarzach, pomóż mi jakiegoś wybrać, tylko pamiętaj, że gralibyście parę więc odrażający być nie może.
=============


- A nie mogłoby to być stare, zarośnięte boisko? - dopytywała się Skra.
-Nie, bo trzeba by całkowicie zmienić scenariusz a takiego kataklizmu to ja Kataklizmowi nie zrobię.
-Szkoda.
-Oj tam, Mielareza nie takie rzeczy sprzątała - oznajmiła Cypryla - pogonię Milaryka.
-Nie, to już lepiej ja go grzecznie zapytam, tylko muszę najpierw obejrzeć to boisko.
Był to w zasadzie stadion.
Pojechała tam z Kataklizmem i poznaną na meczu parą, którą namawiała do wystąpienia w filmie.
- No nie, taka "rozpacz" do mojego scenariusza nie pasuje - słusznie ocenił scenarzysta.
- Wiem ale może udałoby się to główne boisko posprzątać i doprowadzić do kultury. Fasady budynków od strony boiska też należałoby wyelegantować.
-A dlaczego nie całe budynki?
-Bo może mi się taka "rozpacz" do innego filmu przyda. Popytam co się da z tym zrobić.
-Nic się nie da - odrzekł Radian - trzeba wynajmować takie prawdziwe boisko.
-To może wcale nie wyjść taniej - odpowiedziała bo już się dowiadywała - spróbuję. Może jednak da się posprzątać.
--------------------------------------------
===============
Milaryk kupił obiekt wytargowawszy się wpierw zawzięcie.
Już miał nawet zrezygnować.
-Za tyle co wy żądacie to ja bym mógł nowy obiekt postawić - orzekł - a "duża" potrzebuje go może tylko do jednego filmu. Już wolę wozić jej ekipę do Arbland.
Cena spadała tak długo aż gotów był ją zaaprobować.
Potem pojawiły się jego brygady i lotopława Milarezy. W szokująco szybkim czasie obiekt zmienił wygląd. Główne boisko wyglądało zachwycająco.
- To nie mogliście wszystkiego tak wypięknić? - Spytał naczelny protektoriusz okręgu.
-Nie, bo może arandeta będzie potrzebowała zaniedbanych boisk do innych filmów - wyjaśnił koordynator akcji.
- A ja bym jednak chciał aby obiekt wrócił do dawnej świetności i znów służył sportowcom.
- Ale to już nie jest wasz obiekt - odpowiedziała grzecznie Milareza.
-No tak ale jakaś pomoc nam się od was należy.
-Na razie Tali nakręci tu film a potem konferujcie z dostojnym arandem Arbland bo to jego własność.
Po tej rozmowie Milareza zadbała aby stadion był zamykany i strzeżony.


Obiekt był gotów już 7 dnia 6 nonestra. Nie wszystkie ściany budynków ładnie się prezentowały ale wewnątrz urządzone było jak należy.
Mieli tam przebieralnie, prysznice, pomieszczenie socjalne, magazyn, gabinety, wykorzystywane i do filmu i do bieżącej pracy oraz
fragment mieszkania głównego bohatera.
Scenariusz też był przygotowany i omówiony. W głównych rolach Tali obsadziła Radiana i jego dziewczynę Aralię. Rolę babci Cytrusa wylosowała ciocia Cypryla. Na razie Tali ćwiczyła z ferajną babć ich role oddzielnie. Przyjeżdżały sobie na wyludnione boisko i uczyły się reagowania na gole. Łodydze szło to najlepiej bo już wcześniej umiała. Wobec tego Tali uczyniła z niej "babcię szkoleniowca". Poprosiła aby uczyła ciocię Cyprylę jak ma wspierać wnuka i od razu to filmowała a Kataklizm musiał wprowadzić poprawki do scenariusza.
Był zły.
-No co ja ci poradzę, gdybyś ty chciał z Radianem losować, który będzie głównym bohaterem to bym się sprzeciwiła ale z babciami tak nie mogę. Trzeba dopasować scenariusz do nich a nie je do scenariusza. Będzie dobrze. Weź mi to napisz.
========


Wpisał w wyszukiwarkę słowa - Arkady. Kobieta ok 13 - 14 arli, Reżyser.
Nie było. Chyba zanadto zawęził poszukiwania. Wpisał więc: Kobieta, reżyser wiek 12 - 16 arli.
Wyskoczyło mu sporo imion, zwłaszcza uczennic wydziału reżyserii. Na czele była Tali Etiuda Korala, orientacyjna data urodzenia (ciekawe określenie) 524. 02. 22. Reż, filmu "Nielojalność" zgłoszonego na konkurs w pierwszym półarlu 539 przez SP w Arkadach - 1 miejsce.
Ponieważ w okręgu arkadyjskim nie było szkoły filmowej po zanotowaniu:
"Tali - uczennica lub była uczennica SP", zawęził poszukiwania do mieszkanek okręgu arkadyjskiego, studiujących reżyserię. Niewiele pozostało. Najpierw zajął się Tali. Sprawdził dane z pokazów plastycznych ale jej tam nie znalazł.
Przeszedł się do szkoły. Zaryzykował wizytę w sekcji filmowej, nagrywno coś ale reżyserował chłopak pod nadzorem nauczyciela.
- O co chodzi? - Zapytał tenże nauczyciel.
-Chciałbym się spotkać z laureatką konkursu filmowego, podobno coś reżyseruje.
-Tak - odezwał się chłopak - według ....
-A ty jesteś punkt informacji? - Spytał go nauczyciel po czym zwrócił się do Lazuryta - zgłoś się do "trudnego" a teraz nie przeszkadzaj.
Było więcej niż pewne, że "trudny" nie poda mu danych uczennicy.
Wpadł jednak na inny pomysł. Obserwował Radiana. Niestety jego też zaobserwowano i musiał się tłumaczyć.
- Nie chodzi mi o Radiana - powiedział - tylko o dziewczynę, która zamierzała go zaangażować do filmu. Miałem nadzieję, że on mnie do niej doprowadzi.
- A co ona ci zrobiła?
-Wpadła w oko i uciekła.
-Dlaczego uciekła?
- Bo wypatrzyła dziewczynę do której machał Radian. A chciała zaangażować do filmu dobrego piłkarza z dziewczyną. Przecież później to by jej ta dziewczyna w tłumie zginęła więc się pośpieszyła a ja zostałem jak dureń.
Niedługo potem go wypuszczono. Oczywiście namiarów na Tali nie podano.
Nie szkodzi. Upewnił się, że ona coś reżyseruje a skoro podane przez niego informacje zadowoliły protektoriuszy, to prawdopodobnie Radiana ktoś co najmniej próbował zaangażować do filmu. Przejrzał w wizjofonii informacje dotyczące filmów o piłkarzach. W końcu natrafił na istotną - "Stadion salamandryjski tak zachwaszczony, zaśmiecony i zdewastowany, że miastu nie opłacało się go remontować, częściowo wrócił do dawnej świetności. Dlaczego tylko częściowo?
- 'Bo może arandeta będzie potrzebowała zaniedbanych boisk do innych filmów' - wyjaśniają robotnicy".
==============
Pokręcił się przy stadionie ale obiekt był pilnie strzeżony.
Na szczęście jego starania zostały zauważone i pewnego dnia zatrzymało się przy nim liliowe autko.
-Słuchaj - powiedziała całkiem grzecznie dziewczyna - nie wiem dlaczego mnie szukasz. Ja ci naprawdę nic nie ukradłam.
-Oprócz serca - odrzekł natychmiast.
-Trochę się obawiałam, że właśnie o to chodzi - odpowiedziała westchnąwszy - proszę cię wybacz mi. Podobał byś mi się gdybyś nie był Unasjaninem.
-A co złego jest w byciu Unasjaninem?
-Gdybym urodziła więcej niż dwoje dzieci ktoś mógłby mi trzecie porwać.
-Nonsens.
- No to więcej niż troje, były już takie wypadki a ja na pewno kochałabym czwarte dziecko tak samo jak pierwsze i byłaby to dla mnie ogromna tragedia. Proszę cię znajdź dla siebie Unasjankę bo ja twoją żoną nie będę.
Odjechała.
Był zdecydowany łatwo się nie poddać. Na razie szukał wszelkich informacji na jej temat. Wpisał do wyszukiwarki słowa: "Arandeta Tali"
Wyskoczyła mu informacja - Arandeta Milareza matka trojga dzieci: Karisa, Tali i Nety...
To był stary wpis. Mówił o próbie porwania nienarodzonych jeszcze bliźniąt i to bardzo ordynarnej próbie, z narażeniem życia matki a może nawet dzieci. Jednak wpis był tak stary, że nie mogło chodzić o jego Tali. Widocznie to imię powtarzało się w jej rodzinie. W każdym razie ta stara historia usprawiedliwiała zachowanie młodej kobiety.

- Czym ty się tak gryziesz synku? - Zapytała wreszcie matka.
-Pewna dziewczyna powiedziała mi, że nie wyjdzie za Unasjanina.
-To ty się oświadczyłeś?
-Nie, na razie tylko ją odszukałem.
-A ona już pomyślała, że chcesz się żenić?
-Kiedy mnie się to podoba. Nie jest flirciarą i nie chce mi robić nadziei.
-Co ma przeciwko Unasajanom?
-W jej rodzinie zdarzyła się próba porwania dzieci przez Unasjan, boi się, że mogłoby ją to spotkać.
- Za porywanie dzieci grożą bardzo wysokie kary.Od dawna nic takiego się nie zdarzyło a zresztą ty nie możesz mieć dzieci.
- Obawiam się, że to jej do mnie nie przekona.
==========
-Milaryk naciska na Tali aby przeniosła się do Arbland - zwierzyła się przyjaciółkom Cypryla.
- No przecież ona musi skończyć film - oburzyła się Łodyga. Grała jedną z głównych ról i to obok wnuka.
Zarzuciła próby wyswatania go Tali gdy okazało się, że reżyserka zaangażowała go do filmu razem z dziewczyną. Najwyraźniej nie było szans aby to ona zajęła miejsce u jego boku, nawet o tym nie myślała. Przeciwnie nakłaniała go by czulej na Aralię patrzył.
Najfajniejsze sceny dla "babć" były te najkosztowniejsze w których na boisku walczyły prawdziwe zespoły dobrych graczy w zbijaka. Oczywiście musiała im zapłacić za to, że grali. Opłaciła też kibiców. Pieniądze na to dawali na przemian Milaryk i Milareza w nadziei, że zwrócą się po wyemitowaniu filmu.
- Patrz uważnie na mecze - zażądała Tali od Kataklizma bo może wypatrzysz jakiś detal na którym warto byłoby coś zbudować a jeśli zieloni przegrają będziesz musiał przerabiać scenariusz.
-Zapłać przeciwnikom aby przegrali.
- Nie. Chcę mieć tu prawdziwą ekspresję. Dostosujesz scenariusz, w końcu w życiu raz się wygrywa, raz przegrywa.
Ferajna babć zakładała zielone koszulki i żywiołowo dopingowała zawodników. Tali gdy drugą drużyną byli czerwoni założyła czerwoną
i dopingowała ich drużynę tak jak się nauczyła na meczach.
Ten "strategiczny" mecz wygrali zgodnie ze scenariuszem zieloni. Kataklizm skakał z radości nieświadom, że Tali go filmuje zachwycona naturalną ekspresją.
Niestety po tych meczach trzeba było stadion sprzątać. Tali filmowała go także w czasie gdy opuszczali go widzowie, zwłaszcza ci ostatni. Miała mnóstwo pracy przy montowaniu scen bo przecież całych nagrań nie mogła wykorzystać.
Dlatego napisała prośbę o zezwolenie jej na złożenie prac pisemnych oraz zdanie egzaminu ustnego w późniejszym terminie.
- Tyś chyba oszalała - skarcił ją Antycyklon - nikt na coś takiego nie wyrazi zgody. W tej chwili bierz się za pisanie rozprawek bo nie zostaniesz dopuszczona do pokazów.
-Trudno, film jest dla mnie ważniejszy.

Wśród widzów na swoim stadionie widywała Lazuryta, obserwował widownię a nie mecz.
Raz zorganizowała zwyczajne sprzątanie boiska aby to sfilmować, za to też trzeba było zapłacić a i tak dokończyli maszynami .

Zrobiła przerwę w kręceniu filmu na czas odbywających się w Gwarnygrodzie pokazów sztuk plastycznych.
Tak jak radziła mama Milareza część prac wykonała technikami pukatańskimi.
W wizjofonii podano, że byłaby wśród najlepszych gdyby nie to,
że odłożyła zaliczenie teorii na późniejszy termin. Przy okazji wzmiankowano, że uzyskała na to zgodę ponieważ kręci film co zabiera jej dużo czasu i energii a już udowodniła, że jest znakomitym reżyserem. Tym razem na dodatek pełni rolę kamerzysty i montażysty.
Gdy się pokazy skończyły okazało się, że Radian i Aralia nie będą już grali w jej filmie ponieważ on dostał zaproszenie do drużyny zbijaka w wyższej ligi innego miasta a ona znalazła sposób by jechać razem z nim.
Tali musiała znaleźć i charakteryzować przed nagraniami inną dwójkę. Tym razem to już nie była para a na dodatek on nie był piłkarzem bo najważniejsze było podobieństwo do poprzedników.
Jakoś dokończyła ten film ale nie wysłała na konkurs tylko wstawiła do wizjofonii. Nosił tytuł "Miłość na boisku". Za sprawą Milaryka bardzo go rozreklamowano. Recenzje nie opłacanych przez niego krytyków też były w większości pozytywne. Dotrwała w szkole do końca półarla. W tym czasie napisała rozprawki i zdała egzamin ustny.
Postanowiła jednak nie kontynuować nauki stacjonarnie i tym razem Milaryk ją poparł bo nie podobało mu się, że gania za nią jakiś Unasjanin.
Wyjechała do Dżawans.
==========
Przed wyjazdem udzieliła wywiadu cioci Amaldynie.
Gotowy przesłano do domu Walturiana i Milarezy w Dżawans.
Nawet nie wiedziała, że mieli tam dom. Dla niej jednej byłby za duży ale Milareza zatrudniła jej do pomocy za pośrednictwem specjalnego biura ale osobiście obejrzaną i wysłuchaną gosposię.
Bambelotkę Szagerę wdowę, która naprawdę utrzymywała idealny porządek, tylko trzeba było przed nią zamykać gabinet aby nie być zmuszoną do odtwarzania dokumentów.
Zresztą Walturian syn Nety (Nie umiała już jej nazywać Netusią) z przejęciem jej doradził - Tali Etiudo (On z kolei podobnie jak jego rodzeństwo nie umiał mówić do tej Tali - ciociu - nigdy nie miej tylko jednego egzemplarza scenariusza. Często rób kopie bo gdybyś się scenariuszem zasłoniła to raz, że mogą ci przestrzelić najważniejsze fragmenty a dwa, że straże zbiorą go jako dowód rzeczowy.
- Tu jest tak niebezpiecznie?
-Nie ale mogłabyś na przykład zgubić.
Obaj młodzieńcy chętnie jej towarzyszyli, zdaje się, że lubili obie jej poprzedniczki. We czwórkę (bo z gosposią) obejrzeli przeprowadzony z nią wywiad.
- Nie było ci szkoda porzucać szkołę? - Pytała Amaldyna.
-Jeszcze nie wiem czy ją porzuciłam ale pewnie tak. Będę teraz reżyserować film w Dżawans a reżyserowanie jest dla mnie najważniejsze. Do szkoły poszłam aby się nauczyć posługiwania unaskimi przyborami zwłaszcza do obrazów przestrzennych, no i tego się nauczyłam. Wprawdzie nie od nauczycieli ale dzięki temu, że byłam w tej szkole. Najlepszą rzeczą jaką mi szkoła zaproponowała było zrobienie filmu. Bardzo mi pomógł zastępca pryncypała do spraw trudnych. Nie będę próbowała podać jego imion bo jeszcze mogłabym poprzekręcać. Pewnie wielkodusznie by mi wybaczył ale może byłoby mu przykro.
- Drugi film "Miłość na boisku" Robiłaś już po za szkołą.
-Tak bo jestem zbyt samodzielna by któryś nauczyciel wytrzymał współpracę ze mną. Scenarzysta strasznie na mnie narzekał. Chyba nie będę należeć do jego ulubionych reżyserów. Szkoda bo mnie współpraca z nim odpowiadała. Zagrzytał zębami a potem siadał i wprowadzał bardzo dobre poprawki do scenariusza
-Film od początku cieszy się popularnością.
-Tak ale mecze są prawdziwe i przez to nieprzewidywalne, musiał do nich dostosowywać resztę akcji. Na przykład główny bohater zamiast zgodnie z pierwotnym planem iść z dziewczyną i kumplami fetować zwycięstwo musiał słuchać pocieszeń ukochanej babci po porażce.
-Akurat te sceny wydają mi się fantastyczne. Zwłaszcza babciny instruktaż jak wygrać następnym razem.
-Tak bo kiedy mój scenarzysta się najpierw porządnie zezłościł to zaraz dostawał weny i pisał fenomenalnie.
-Miałaś kłopot pod koniec kręcenia tego filmu.
-Tak musiałam zastąpić głównych bohaterów a tym samym uruchomić mój pierwszy fach czyli stać się charakteryzatorką.
-Dużo funkcji pełniłaś przy tym filmie.
-A i tak był drogi.
-Podobno wart swojej ceny.
-Oby.
-A jak sobie radził drugi zestaw głównych aktorów?
- W zasadzie świetnie. Okazali się znakomici tyle, że chłopak mistrzem zbijaka nie jest więc Karambol musiał znów zmieniać scenariusz.
- I dzięki temu mamy wspaniały wątek kłótni z trenerem skutkującej zawieszeniem występów piłkarza.
-No, trochę więcej perypetii filmowi nie szkodzi. - Podsumowała Tali.
Ten wywiad za pośrednictwem chłopców i pożądającej reklamy Elzanety trafił do filmowych kronik.
http://b4.pinger.pl/ebdccb8d9c6df766d1eee17fb0221f28/014.jpg
Elzanecie pasowało, że Tali nie góruje nad nią wiekiem i wykształceniem. "Takich tam rzeczy" jak skrócony kurs nauczycielski, kawałeczek szkoły medycznej, odrobina plastycznej, nie liczyła. Ważne, że ta Tali nie miała ukończonej szkoły zarządzania, a zresztą tak czy siak wytwórnia należała do Elzanety.
Zaprosiła do swojego gabinetu kopię cioci by omówić z nią czego po niej oczekuje.
- Masz tu scenariusz - powiedziała - zapoznaj się. Zrobimy to jako film lalkowy ...
-Elzaaa. Ja bardzo lubię pracować z ludźmi.
-Tym razem zrób lalkowca.
-Odpada.
- Następnym razem przydzielę ci film z ludźmi, teraz zrób lalkowca.
- Poczułam się jak zapaśnik, któremu powiedziano, że tym razem wystąpi jako tancerz. Zróbmy tak, że do tego filmu znajdziesz kogo innego a ja wyreżyseruję następnym razem, kiedy wystąpią żywi aktorzy. Rzuć mi jakiś scenariusz to się z nim zapoznam i przemyślę a póki co pouczę się według programu szkoły plastycznej.


- Ona chyba serio myśli, że po znajomości będę czekać aż jej się zachce przystąpić do pracy złościła się Elza w gronie rodzinnym.
-Kiedy ona naprawdę woli pracować z ludźmi - powiedział Tolo.
- No i chyba jest takim reżyserem, na którego warto poczekać - stwierdziła Nety.
-A ja to myślę, że przecież się nie obraziła, nie tupnęła, nie trzasnęła drzwiami tylko po prostu nie chce tego filmu - stwierdził Argiż - to i ty się nie powinnaś obrażać i fochów stroić.
-Zwłaszcza, że Milaryk może ją z powrotem ściągnąć do Arkad i sfinansować taki film jaki ona zechce nakręcić - dodał Tolo.
-To ma mi rządzić?
=========
Elzaneta myślała nad sprawą. Z jednej strony warto by się było z Tali dogadać a z drugiej nie dać sygnału, że jest gotowa do daleko idących ustępstw. Na razie nie wiedziała jak to rozegrać a tymczasem Tali też rozważała.
- Chyba powinnam podjąć pracę nawet jeśli mi się ona nie podoba - powiedziała do mamy - przecież nie mogę naciągać wujka Milaryka aby wciąż mnie finansował. Mamusiu ty kiedyś używałaś takiego środka aby psy cię nie zaatakowały. Bardzo go potrzebuję.
Poślę ci cały strój jaki wtedy nałożyłam ale zdecydowanie wolę abyś między psy nie wchodziła. Ja musiałam bo szłam po Nolę a ty nie dawaj złego przykładu synom Netusi.
Przede wszystkim Tali pogadała z Elzanetą - wezmę ten film jeśli jest jeszcze do wzięcia - oświadczyła - przeczytałam scenariusz i to się da zrobić.

Tali wzięła sobie słowa mamy do serca, postanowiła działać tak aby synowie Nety się nie dowiedzieli. Przebrała się w łuskowatą suknię oraz inne ochronne elementy ubioru i rankiem podjechała na znajdującą się w sąsiednim mieście hodowlę groźnych psów. Były niestety dobrze zamknięte a na dodatek wcale jej zapachem nie zainteresowane. Porządnie umyła "zbroję", czekając na właścicieli. Właściwie to Hajduk umył ale ona nim sterowała. Dzięki temu był blisko.
Teraz psy już zaczęły na nią warczeć. Podeszła bliżej. Była zamaskowana, całkowicie chroniona i naszpikowana kamerkami. Rozszczekały się.
Zirytowany pracownik celowo wypuścił psy i jeszcze na nią poszczuł, nie dość tego złapał za widły. Filmowała tak długo jak się dało czyli aż Hajduk złapał wymierzone w nią widły.
- Spokojnie, spokojnie, powiedziała do mężczyzny - wracaj do pracy i nie napadaj na ludzi, którzy ci przecież nie robią żadnej krzywdy.
- A czego się tu kręcisz?
-Filmuję psią ekspresję - wyjaśniła i wsiadła w wezwane liliowe autko.
Hajduk zajął swoje miejsce na skrzyni. Odjechała.
Zawizjofonowała potem do Milaryka. - Wuuujkuuu - powiedziała przymilnie, tylko się nie denerwuj bo zawsze przecież możesz kulturalnie odmówić.
-O co chodzi?
-Elzaneta dała mi do zrobienia film lalkowy. W scenariuszu występuje gromada groźnych psów i ja już takowe sfilmowałam ale potrzebuję ich lalkowej wersji w skali 1: 10 a co najtrudniejsze ze zdolnością do takiej ekspresji jak te na filmie. I tam jeszcze występuje człowiek z widłami, też bym takiego chciała. Tylko się nie przestrasz. Byłam w takiej damskiej zbroi więc on się przestraszył i chciał bronić posesji.
========
- A gdzieś ty wczoraj była? - Spytała Elzaneta gdy Tali zjawiła się w jej biurze.
-Robię, przygotowania. Wczoraj obejrzałam groźne psy i zapytałam wujka Milaryka czy może nam takie zrobić. Zgodził się, możesz wysłać zamówienie i omówmy jeszcze kwestię ulicznego balu, musimy taki zorganizować aby się przypatrzeć zachowaniu obecnych. Wstępny koszt lalek oceniam na ....
- Przecież ta zołza zrobi film lalkowy co najmniej dwa razy droższy niż ludziowy - denerwowała się Elza.
-Chcesz sukcesów, musisz być przygotowana na nakłady - odpowiedziała Nety.
==============
- Chcę takiego! - Oznajmiła Aksoneta oglądając film ze zgrają psów - w skali 2:1!
-Czemu nie 3:1?
-Bo jestem minimalistką.
-No dobrze ale jeśli dla ciebie zrobię kolosa to dla Tali będę musiał zrobić ze dwa malutkie w prezencie bo teraz też jest moją córką.
-Zrobiłeś dla niej autko i fatyganta.
-Ty już to miałaś.
- Finansowałeś jej film.
-Nie będę wypominał co tobie finansuję, a za jej film to mi się koszty zwracają. Należy do ulubionych młodzieżowców. Stadion też już sprzedałem z dużym zyskiem.
-Myślę Aksoniu, że powinno ci wystarczyć to, że nie potrafimy Tali kochać aż tak jak ciebie - powiedziała Knieja.
-A kiedy już opracujesz mobilny szkielet psa to możemy według tego samego projektu zrobić pięć małych i jednego wielkiego - zwróciła się do Milaryka.
-Dwa wielkie bo ja też chcę - oznajmił.
-Ale innego niż ja - krzyknęła Aksoneta - zamawiam tego żółtego!
===========
- Zanim ona zrobi ten film to ja zbankrutuję - oświadczyła w domu Elzaneta. Wytwórnia dostała pięć sterowanych psich mechanizmów, które jeszcze należało odziać w futra, zębiska, oczy i różne detale.
Netusia siadła do roboty, była najtańszym wykonawcą ale jednak nie darmowym - my też musimy zarabiać na utrzymanie siebie i domu - uzmysłowił kiedyś Toland Elzanecie.
Pięć psich mechanizmów dostała Tali od Milaryka w prezencie i były to mechanizmy według innego wzorca niż zamówione przez wytwórnię a według jeszcze innego 8 kupiła Milareza i teraz nad nimi z dorywczą pomocą synów pracowała. Tali zajmowała się swoimi. Dostała na nie od Milaryka fundusze bo to już były jej pieski.
Co gorsza psy wcale nie były ani jedynymi ani nawet najważniejszymi "aktorami" Elzaneta musiała się jeszcze postarać o zmianę główek posiadanych laleczek, takimi bzdetami jak pozostałe części ciała nie zamierzała się zajmować, ostatecznie w filmach z "ludzką" obsadą też grywają ci sami aktorzy.
- To po co się uparłaś na lalkowca? - Oburzył się na Elzanetę jej brat Walturian - z żywymi aktorami byłoby szybciej a tak to Tali nawet makiety musi zrobić.
-To mało mamy zmagazynowanych makiet w wytwórni?! - Wrzasnęła Elzaneta.
===========
- Ty się wcale nie śpiesz duża - doradzał tymczasem Milaryk - stać mnie aby cię utrzymać. Zrób fajny film a przy okazji udokumentuj to co sama wykonujesz bo przyda ci się jako szkolne prace.
Dosłać ci jeszcze jakieś mechanizmy?
-Najlepiej ludzikowe, czy zgodzisz się abym podała wymiary?
-No jasne.
-Bo widzisz wytwórnia dysponuje lalkowymi mechanizmami ale ja bym chciała nieco inne, takie super mobilne z minowatymi buziami, z tym, że buzie mogą być oddzielnie w dowolnej skali wtedy je odzielnie sfilmuję i wkomponuję.
-A jakieś auta, rowery? Coś ci się należy za to, że zyski z "Miłości na boisku" stale napływają.
-Rowery, to jest wspaniała myśl wujku, wprowadzę tam rowery. Autka też się w tle przydadzą.
-Acha i sprzedałem twój stadion więc gdybyś chciała w zamian inny obiekt aby poustawiać tam zabawki to go sobie wypatrz. Właściwie to mógłbym ci założyć zaczątek samodzielnej wytwórni ale to już raczej nie w Bambelocie. Przyjedź ten film robić w Arkadach, przecież Elzie obojętne gdzie zrealizujesz byle dla jej wytwórni.
Milaryk przemilczał, że Aksoneta chce brać w tym udział ale Tali w lot to pojęła.
- No tak ale ja jestem wyjątkowo marudnym reżyserem i mogłoby dochodzić do konfliktów - wyjaśniła - mam swoją wizję i nawet Elza jest już na mnie wściekła.
- Jeżeli zechce cię wywalić to spróbuj odkupić scenariusz a jeśli się nie uda znajdę kogoś kto ci napisze nowy też z pieskami i rowerami.
... Aha - Milaryk był bystry i domyślił się jakich konfliktów obawia się Tali - Aksoneta chce się w to bawić ale ty wcale nie jesteś konfliktowa, będziesz umiała nakreślić strefę wpływów.
-Ja się już w tego lalkowca wkręciłam ale ...
-To go zrób. Chyba warto jakoś dogadywać się z Aksonetką w zamian za akcesoria?
- Jesteś bardzo przekonywujący, zostawię sobie ten plan jako awaryjny.
- Szlag by ich trafił - zaklęła w swoim gabinecie Elzaneta po wyłączeniu podsłuchu - no bardzo ci wujaszku dziękuję!
- A może zgodzić się aby robiła ten film dla nas w Arblandach?
-Radziła się matki.
-To chyba nie znasz Aksonety, jeżeli się wścieknie to w jednej chwili zniszczy cały plan zdjęciowy.
=========
Milaryk miał plan jak ściągnąć przybraną córkę do Arbland.
Na razie jednak "ruch" należał do Elzanety - Tali, mam wrażenie, że przygotowania do tego lalkowca zajmą ci wieki. Nakręcisz na razie film z obsadą aktorską a do "lalkowca" przygotowuj się swoją drogą.
Przejrzyj ten scenariusz - poleciła.
Szczerze mówiąc nagła zmiana nie była Tali na rękę. Już się przecież "wgryzła" w "lalkowca. Nowy scenariusz też jej nie zachwycił.
Była to historia ekswięźniarki, aktualnej teściowej księcia, szukającej zemsty na tych, którzy intrygami zawiedli ją do lochu.
Tali nie narzekała, tylko wzięła się za dobieranie aktorów.
-Konieczne przyślij mi scenarzystę - poprosiła Elzanetę.
-A co jest źle?
-Chodzi tylko o szczegół. Natymenkleja nie będzie niewinną ofiarą tylko podłą, wyrafinowaną zbrodniarką. Wtedy cała reszta będzie pasowała.
- Bo ty nie rozumiesz. Ją bardzo skrzywdzono.
-A może i ty masz rację, załatw mi konsultacje z biegłym psychiatrą.
Najlepiej gdyby wcześniej leczył więźniów. Kogoś kto mi nakreśli jakie warunki panują w lochu znajdę sama.
Elzaneta była załamana. To był jej własny scenariusz.
- Lepiej zgódź się aby bohaterka była wyrafinowaną zbrodniarką bo inaczej Tali wlezie do lochu i jeszcze jej się jaka krzywda stanie - powiedział Toland. - Wiecznie jest to samo. Talusia każe sie oblać wodą, Talusia jedzie do wsi poety aby zrozumieć jego wiersze, Talusia włazi na dach a twoja mama z niego spada. Oszaleć można. Ktoś wreszcie powinien złapać za te kręcone kudły i potrząsnąć. Przez te jej fanaberie Walturiana ugryzł pies.
-Chyba jesteś trochę niesprawiedliwy. Gdyby Waltek zrobił dokładnie tak jak Tali albo jeszcze lepiej wcale nie drażnił tego psa to nic by mu się nie stało.
-Masz rację. Namów ją aby zadowoliła się konsultacją z psychiatrą.
-Żałuję, że dałam jej ten scenariusz. Przecież wiedziałam, że scenarzyści nie mają z nią lekko.
-Bo dla niej najlepsza jest Sewilanta. Ona się nie zakochuje w swoich bohaterach.
===========
Tali zatrzymała się by pomóc zemdlonej kobiecie.
- Proszę wezwać pogotowie - poleciła młodszej, stojącej obok i zajęła się zemdloną. (Ta druga stała jak drąg). Nie było tak źle. Na jej oko starsza pani całkiem nieźle udawała. Nie należało jednak śpieszyć się z takim werdyktem więc powiedziała tej drugiej co ma robić i sama wezwała pogotowie przez mikrołącze.
W składzie przybyłej karetki był Celisander.
-Eta. Ty nie poznałaś, że to udawane? - Zdziwił się.
-Ty jesteś od tego aby to rozpoznać i to po wnikliwych badaniach - wyjaśniła.
Ja co najwyżej mogę później zaproponować tej damie jakąś rólkę.
- Jestem jej bardzo wdzięczny bo przybyłem do Dżawans z twojego powodu a jakoś nie mogę się do tej wytwórni dostać. Jest bardziej strzeżona niż dom burmistrza. Umów się ze mną.
-Jesteś w pracy.
-Gdzie cię spotkam?
-Nie możemy się spotykać. Obiecałam to kuzynce.
-Przecież to jakieś wariactwo!
-Ja dotrzymuję obietnic.
Dama otworzyła, jakby z trudem, oczy a potem wlepiła je w młodą ratowniczkę.
-Tali? - Zapytała nabierając wigoru i zaraz dodała - właściwie mogłabym coś zagrać.
-To co robimy panie doktorze? - Zapytał pomocnik.
-Zabieramy damę na wnikliwe badania i wracamy - zdecydował.
Nie było sensu przedłużać rozmowy. Przynajmniej wiedział jakim Eta jeździ autem.
--------------

Dżawansa przeżyła lekki szok. Była z Isemondą na eliminacjach do filmu "Skrzywdzona" Siedząca na szczeblu drabiny, irytująco młoda, Tali obserwowała popis młodej kobiety. Po chwili powiedziała - Nie, do tej roli potrzebuję kogoś z charakterkiem ale ciebie ... - wskazała na Dżawansę, która bezwiednie dyrygowała córką - wezmę pod uwagę do głównej bo taka właśnie dyktatorska, bezwzględa nawet wobec córki powinna być Natymenkleja. Tylko umówimy się na konsultacje psychiatryczne.
-Słucham?!
- W sprawie bohaterki. Jeśli cię zatrudnię to musisz wiedzieć co tkwi w głowie i sercu tej kobiety.
Dżawansa miała ochotę odpowiedzieć coś nieprzyjemnego.
W porę się powstrzymała bo przecież Tali dawała jej szansę na przeniknięcie do wytwórni.
-Dobrze ale z Isemondą - powiedziała.
-Jeżeli się na to zdecyduję to popracuję nad jej charakterkiem. Nie może być taką mdłą, bezwolną postacią.
-Jesteś bezczelna.
-Ale szczera. Popracuj nad sobą Iska. Jesteś dorosła i zdaje się, że nawet mężatka? (Tali oceniła to po stroju) Nie pozwól aby mama była ważniejsza od męża - poradziła i zwróciła się do Dżawansy - No to zawiadomię cię Dżawanso z Dżawans jeśli nikt lepszy mi się nie trafi.

Dżawansa do końca zapanowała nad sobą. W drodze powrotnej zapytała córkę - czy ja naprawdę cię zdominowałam?
Nie dostała odpowiedzi a wkrótce Isemonda wbrew jej woli zaczęła uczęszczać na lekcje tańca popisowego.
-Po co ci to? -Spytała przy kolacji.
-Mój mąż to popiera - padła odpowiedź.
-Tali namąciła ci w głowie.
-Nie. Uświadomiła, że nie tylko ja, inni też widzą we mnie bezwolną kukłę i że muszę to zmienić.
-Popieram - powiedział Resmondyk - taniec doda jej energii, ja zresztą też się zapiszę.
=========
Elzaneta nad sobą nie zapanowała. Dostała od lubującej się w sensacjach Amaretty informację, że Tali dała główną rolę Dżawansie.
Zdenerwowana pognała do Tali, zobaczyła jeszcze tylko przerażenie w oczach sekretarki.
Wpadła jak burza do sali w której odbywały się eliminacje i nie bacząc na nic i nikogo wrzasnęła do Tali - jesteś zwolniona!
- Za co? - Zapytała Tali.
-Ty nie masz rozdawać ról. Ja od tego jestem!
-No dobra, nie wyszło nam na gruncie zawodowym ale później pogódźmy się na prywatnym. Koniec Eliminacji!
Jej reakcja kompletnie zaskoczyła Elzanetę. Poczuła, że zachwała się jak idiotka. Wyszła aby ochłonąć.
Na spokojnie przejrzała materiał z eliminacji. Wszystko było w porządku. Tali nie powiedziała, że Dżawansa na pewno dostanie tę rolę.
-Amaretto - wezwała sekretarkę i bez emocji powiedziała - zbierz swoje rzeczy. Już dla mnie nie pracujesz. Mało brakowała a przez twoje intrygi zwolniłabym potrzebnego mi reżysera.
-Ale ...
-Amaretto. To nie jest pierwsza intryga z twoim udziałem.
-Ale ja tylko chciałam żeby się coś działo.
-No i się dzieje. Udało ci się mnie wprawić w szał i straciłaś pracę. Mało? Nic więcej nie mam ci do powiedzenia.
Już nazajutrz pojawiły się w prasie zdjęcia oraz informacje - Elzaneta zwalnia Tali za przeprowadzenie eliminacji do filmu.
To nie była prawda. Eliminacje Tali przeprowadzała za wiedzą i zgodą Elzanety, miała jej tylko później pokazać wybrane kandydatury aby razem podjęły ostateczną decyzję.
Zacytowano też słowa Tali o pogodzeniu się na gruncie prywatnym.
PRYWATNYM - dopiero teraz do Elzi dotarło to słowo.
Tali potraktowała zwolnienie bardzo poważnie i nie tylko nie przyszła się dogadać na gruncie zawodowym ale nie dała też szans Elzanecie na wycofanie zwolnienia. Natychmiast wyjechała.
Zawizjofonowała do niej - Elzaneto jest szansa abym nakręciła tego "lalkowca" ale musiałabyś podpisać umowę z arandem Milarykiem ponieważ on jest gotów wyłożyć finanse. W zamian chce mieć adekwatny do nakładów udział w zyskach.
- Czyli niemal całe?
- No nie, wzięłabyś swoje za scenariusz i firmę.
-Dobrze - pogadam z arandem.
Chyba lepiej było dla niej na to pójść. Nie odtrącała Tali i zyskiwała najprawdopodobniej dobry film na konto wytwórni.
Tylko tyle ale zawsze coś.
- Może jeszcze kiedyś podejmemy współpracę - powiedziała.
-Nie wykluczone. Tylko pamiętaj, że ja chcę robić filmy a nie zarządzać wytwórnią. Wytwórnia jest twoja a ja Tali Etiuda Korala nigdy nie byłam tam szefem.
W każdym razie gdyby jeszcze kiedyś trafiły nam się wspólne wakacje to ja jestem chętna i jeszcze dwie kwestie. Chętnie odkupię twój scenariusz "Skrzywdzonej" z prawami do wprowadzania poprawek.
-Sama je wprowadzę.
-Wiedziałam, czułam, że to twój. Nie wytrzymasz mojej ingerencji.
-Wytrzymam. Prawidłowo wyczułaś, że scenariusz jest mój a teraz jeszcze wyczuj, że tak ma zostać. Wprowadzę te poprawki. A druga sprawa?
- Nie obraziłam się na ciebie. Zrozumiałam. Wykorzystałam okazję aby czmychnąć przed zalotami całkiem miłego mężczyzny do którego na mocy pewnej obietnicy nie mam prawa. Pojawił się nawet na eliminacjach. Poczułam się osaczona.




Najsłabiej wychodzą mi zakończenia bo przywiązuję się do moich bohaterów ale przecież kiedyś skończyć trzeba. Przynajmniej oficjalnie bo jak znam siebie i tak to jeszcze będę pisać w jakimś zakątku ale już dla siebie a czytelnika i tak już zbyt długim opowiadaniem dłużej nużyć nie chcę i wreszcie znalazłam prosty od dawien dawna znany sposób na zakończenie.
Czekam jeszcze na wyproszony u jednej z rysowniczek portret Elzanety, gdy dostanę zamieszczę z podaniem kto jest autorem.




  • awatar Irysa: @RainbowxD: Czekam na niego i dziękuję, że zgodziłaś się narysować.
  • awatar RainbowxD: Rysunek Elzanety już wkrótce prześlę :).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Dżanana chciała dostać stanowisko reżysera.
-Prosiłam tatę aby z tobą pogadał ale on nie chce - wyjaśniła Elzanecie.
-I ma rację. Nie przyjmę cię.
-Dlaczego? Przecież jesteś moją siostrą.
- Po pierwsze nic mi nie wiadomo abyś ukończyła szkołę reżyserską.
- Uczyłam się od taty. Kiedy cię tu nie było mogłam mu pomagać.
-Po drugie nie chcę aby się tu wytworzył klan Dżawansy.
- Przecież mama nigdy nic złego ci nie zrobiła. Była dla ciebie miła.
-Tak sądzisz? Bo mi w pysk nie dała? Twoja mamusia posługuje się subtelniejszą bronią. Jest intrygantką. Zresztą... Nawet nie taką znów subtelną intrygantką. Zrozum, ja nie mam nic przeciwko tobie ale jeśli wpuszczę cię do wytwórni od razu wlezie tu twoja mamusia i będzie dyrygować. Właśnie dlatego cię nie wpuszczę.
Obiecuję, że nie wlezie. Czytałam scenariusz tego filmu co go miała zrobić Tali. Jest świetny. To będzie hit, daj mi szansę.
-Coś byś poprawiła?
-Nic. To jest arcydzieło.
-Arcydzieło to jesteś ty a ten scenariusz już sprzedałam z zastrzeżeniem, że poprawki może wprowadzać tylko autor.
-A ten drugi "Uwięziona?"
-Też już ma reżysera. Wybacz siostro ale nie przekonałaś mnie.
-Potrzebuję tej pracy! Powinnaś mi pomóc!
-Bo?
-Bo jesteś moją siostrą.
-Teraz lepiej ale dlaczego w ogóle musisz pracować?
-Mój mąż uległ wypadkowi. Nie nadaje się do pracy. Cud, że jakoś dziećmi się zajmie a i tak strach go z nimi zostawić bo co będzie jeśli straci przytomność?
-Mama nie może pomóc?
- Teściowa pomaga ale jest przez to uwiązana w domu.
- Nie dam ci pracy reżysera choćbyś przede mną pyłki ścierała i miłe wonie rozpryskiwała. "Skrzywdzoną" nakręci Tali choćby mi szpile w serce wbijała bo ona się na reżyserii zna. A tobie na początek mogę zaoferować sprzątanie.
-Nie dam rady - odpowiedziała Dżanana ale to była tylko obawa, nie oburzenie. Elzaneta wyczuła tę subtelną różnicę i się zadeklarowała:
- To cię nauczę ale mamusia ma tu nie przychodzić nawet z kanapkami. Pamiętaj aby się w nie zaopatrzyć.
Osobiście zresztą powiadomiła portiera - zatrudniłam córkę Elzantra ale to nie znaczy, że jej mama ma prawo tu wchodzić.
-To oczywiste odrzekł i jeszcze tego dnia miał okazję wymienionej nie wpuścić. Zawiadomił za to Elzantra.
-Jeżeli nie zdołasz spławić żonki, Dżanna się na stanowisku nie utrzyma. Oni prawie nie mają z czego żyć a Twoja żona się awanturuje, że córkę przyjęto do sprzątania. A co, to sprzątanie gorsze? Pojeździ na maszynie jak jaka królowa i tyle jej roboty. Szefowa sama ją uczy bo umie. A Alkowa Tali to co? Nie sprzątała aby ścierkom wyrobić używalność? I jakoś się nie wstydziła. Jeśli nie chcecie by Dżanusia pracowała to sami jej płaćcie pensję.
Potem wrócił do Dżawansy i powiedział twardo - albo się od małej odczep albo płać jej te pieniądze jakie tu może zarobić. Gdyby mój syn tak bardzo jej nie kochał a ja nie szanował (ten szacunek czuł od niedawna), to bym już ją dawno pogonił za to jaką teściową mu na kark ściągnęła. Jesteś NORMALNĄ wariatką.
- Ty uważaj bo kiedy mój mąż tę wytwórnię odzyska to ty pierwszy z hukiem odlecisz.
-Nawet sam odejdę aby twego oblicza nie oglądać. Ja mam cztery fachy, robotę znajdę a zresztą przestań marzyć. Ja dziś miałem ciastko, zjadłem i już go nie odzyskam. Lepiej byś wnuki piastowała albo zakupy robiła aby córce pomóc a nie szkodzić.
=============
Elzantro najszybciej jak się dało wyszedł do żony.
-Dżawa, dlaczego chcesz zniszczyć życie Dżananie?
-Moja córka nie będzie sprzątaczką!
-Dostała stanowisko operatora maszyn sprzątających. Elzaneta sama ją wdraża do pracy, nikt tu twojej córki nie upokorzy bo my wszystkich naszych kolegów i koleżanki tak samo szanujemy a może z czasem kiedy Elzaneta nabierze do niej zaufania da jej wyższe stanowisko, tylko na pewno nie na twoje zawołanie. Ty się nie wtrącaj.
-Przecież to była twoja wytwórnia. One ci ją ukradły.
-Nieprawda. Milareza i Walturian kupili za uczciwą i najwyższą oferowaną mi cenę ale teraz widzę, że powinienem wtedy stracić a sprzedać komuś innemu, żeby tobie się nie zdawało, że jeszcze mamy do niej jakieś prawa.
I żałuję, że nie mogłem pokochać Tali bardziej niż ciebie i Nety. Miałbym tę wytwórnię w tak kwitnącym stanie jak obecnie i żonę, która rozsiewa pokój a nie wojnę ale miłość jest durna i nie zawsze wybiera grzeczne dziewczynki. Gdybym chociaż wytrwał przy Nety!
Nie jest awanturnicą twojego pokroju ale ja idiota, najbardziej na świecie kocham ciebie. Wredną zołzę! Tylko jak długo jeszcze te twoje awantury zniosę? Myślisz, że jestem ze stali?

-Ja tylko kanapki córce przyniosłam.
-Niepotrzebnie - wtrącił się teść - Dżanana zawsze mężowi i mnie szykowała to i sobie naszykuje. To jest dzielna kobieta a nie córunia mamusi jak Isemonda albo wariatka jak Eltramaja.
-Nie obrażaj moich córek - powiedział mu Elzantro - są jakie są ale się starają. Każdy ma jakieś wady.
-Przepraszam - odrzekł portier i odszedł na swoje krzesło. Wkrótce potem odeszła też Dżawansa.

Milaryk dwa razy w nonestrze spraszał na obiad całą zamieszkałą w Arblandach rodzinę a mieszkały tam dwie jego siostry i dwaj bracia oraz synowie Kimifuwy a większość miała trzypokoleniowe rodziny, Rezemcia doczekała się już dzięki Waltarezie prawnucząt. Korzystano z wielkiej jadalni i wielkiego stołu.
Milaryk z żoną siadali u jego szczytu. Obok nich po bokach niezamężne córki, dalej wychowankowie oraz rodzeństwo z rodzinami. Na przeciw aranda i arandy siadała Rezemila bez męża. Milaryk nie pozwolił aby Waltarberd do niej wrócił, ona zaś nie zgodziła się poślubić nikogo innego. Wszystkie jej dzieci były też jego, nawet najmłodsza Rezerberda, choć doprawdy nie wiadomo kiedy się przed jej poczęciem zeszli. Wśród dzieci Rezemci był jeden tylko syn - następca aranda Waltamil a wśród wnucząt drugi następca Rudwalt z żoną i dwiema córeczkami.
Milaryk nie życzył sobie aby Waltarberd miał jakikolwiek wpływ na tak ważne dla arandii potomstwo.

Na rodzinnych spotkaniach obowiązywały stroje wizytowe.
Tali już raz na takowym była i wcale nie poczuła się fajnie choć przecież większość z obecnych znała. Wszyscy ją oglądali i wypytywali, w dodatku musiała nosić suknię taką jak Aksoneta (i według gustu Aksonety) aby podkreślić, że są siostrami. Tym razem jej na szczęście do tego nie zobowiązano.
Początkowo siedziała obok córki Rezeandera - Rezemondy ale potem, gdy atmosfera się rozluźniła Aksoneta przesiadła się do swego towarzystwa, Rezemonda z mężem do swego a że jej mama Mondarita już wsześniej wyszła na taras Rezeander poczuł się zobowiązany zabawiać Tali rozmową.
- Bardzo się cieszę, że to ty obejmiesz w posiadanie Milwaltdom w Pistacjowygaju - powiedział - już dawno został odkażony poprzez zamrożenie a teraz Milaryk po odkupieniu zarządził generalne pucowanie. Jest identyczny z tym jaki macie w Degeden.
- Znam go, wszak tam mieszkałam. Szkoda tylko, że nie ma stołu olbrzyma.
-To sobie kiedyś postawisz, zabawna była historia z tym ...
I nagle, niemal w pół słowa wujek zsiniał i spadł z krzesła.
Tali natychmiast przystąpiła do oceny sytuacji a potem udzielania pomocy. Przybiegła z tarasu Knieja.
- Powietrze - krzyknęła - odsunąć się, otworzyć okna. Aksa, wzywaj pogotowie. Tali! Zmieniam cię.
-Za moment, bądź gotowa.
-Jestem.
Tali nie przerywając reanimacji zdawała Kniei raport.
Aksa stała jak wryta. Pogotowie wezwał Anderez, wykorzystując przy tym informacje zasłyszane od Tali.
Siny ze strachu Milaryk podszedł by pomóc w ratowaniu brata.
Gdy nadeszła jego kolej Knieja dyktowała co ma robić a on wykonywał.
Tali dała zmianę, Knieja dyktowała zebranym gdzie mają stanąć aby nie tarasować drogi ratownikom z pogotowia.
Gdy ci przybyli Milaryk huknął - co tak długo?
-Szybciej się nie dało - wyjaśnił kierowca - a zresztą przecież nasz szef tu jest.
-No jest, jest - przytwierdził Milaryk wskazując na podłogę gdzie ów szef leżał i właśnie Tali zmieniał przy nim lekarz. Gdy Milaryk ochłonął musiał przyznać, że pogotowie dość szybko przybyło, tylko jemu wydawało się, że minęły wieki.
-Mało się ze strachu nie .... przewróciłem - wyznał później na osobności żonie.
-Byłeś dzielny - odpowiedziała.
-Bez ciebie nie dałbym rady.
-Zafundowałeś nam ten kurs.
-Teraz jeszcze ja go zrobię. Z Aksunią bo widać słabo z tamtego skorzystała.
- Nie będzie z niej lekarza.
-Taki sam z niej tchórz jak ze mnie.
-Ty nie jesteś tchórzem.
-No musi być jakaś różnica między starzejącym się mężczyzną a wchodzącym w życie dziewczątkiem.
Gdy Tali zajęła się "lalkowcem" Aksoneta już była znudzona zabawą mechanicznymi lalkami, zresztą podjęła wraz z ojcem naukę na kursie ratowników i tym razem nie marudziła bo była wstrząśnięta własną reakcją.
Rezeander, trafił do własnej kliniki. Tej, którą przejął po matce jeszcze za jej życia, gdy przestała pracować.
Tali dostała od Milaryka dom, który kiedyś postawiono tu według projektu jej mamy dla ich rodziny a potem odkupił go na swoją klinikę Rezeander. Było tu dość sal, które mogła wykorzystać do "rozstawiania zabawek"
Zabawki też były, bo czego zapragnęła Aksoneta lub o co poprosiła Tali dostawały obie. Nic tylko kręcić film ale to i tak wymagało jeszcze rozpracowania i ułożenia programów. Poprosiła o pomoc mamę. Obiecała popracować nad częścią programów ale zachęciła też do poproszenia o pomoc Knieji.
-To w końcu moja biologiczna siostra - wyjaśniła - i też się interesowała techniką, wyremontowała sobie nawet kiedyś stary autolot. W dodatku jest żoną Milaryka ...
-Tak, masz rację mamusiu. Poproszę ciocię.
Usłyszała tę rozmowę Aksoneta i zapytała z oburzeniem - dlaczego ty mówisz na ciocię Milarezę mamusia a na mamę ciocia?
- Mam nadzieję, że twoja mama mnie zrozumie bo na pewno, chociaż mnie kocha jak siostrzenicę, ty jesteś dla niej sto razy bardziej córeczką niż ja.
Aksoneta zamilkła i nawet jeśli poruszyła jeszcze ten temat z ojcem to już bez gniewu.
- Mnie się wydaje, że Tali tylko formalnie jest nasza ale tak naprawdę, sto razy bardziej czuje się córką cioci Milarezy.
- To skomplikowana sytuacja córeczko. Oryginalna Tali to przecież córka mojej przybranej, a mamy rzeczywistej, siostry więc Tali Etiuda jest nam bliska ale nie aż tak jak ty.
Poczuwam się do winy za to, że dopuściłem abyś ją odtworzyła czyli w jej odczuciu wyrwała z jej świata i uważam za swój obowiązek pomóc jej zainstalować się w nowym. Nie mam prawa mieć pretensji, że Milareza jest bliższa jej sercu bo ty jesteś bliższa mojemu.
Tak już jest. Majątkiem was podzielę ....
-Z jakiej racji?
-Z takiej, że gdy się kogoś powoła do życia trzeba o niego dbać.
-No, bez przesady.
-Tak? A ja czuję, że powinienem o ciebie zadbać bo cię powołałem do życia.
-Kupiłeś jej dom!
-A ty dostaniesz ten, który postawiłem dla siebie.
-Nie dostałam!
-Jest już na ciebie zapisany a swój warsztat też masz.
==========
Elzaneta pomogła Celisanderowi skontaktować się z
Aksonetą i to nie raz. Mężczyzna usilnie prosił arandetę aby zwolniła Tali z obietnicy, że się nie będzie z nim spotykać.
Trzeciej rozmowy wysłuchał Milaryk bo poczuł się zaalarmowany tym, że wytwórnia "Elzaneta" tak często gwiżdże do jego córki.
Gdyby do Tali to by zrozumiał ale dlaczego do Aksonety?
Tym razem Aksoneta od razu nawrzeszczała na Elzanetę.
-Czy ty nie rozumiesz co to znaczy nie? Przestań mnie z nim łączyć. A on niech zrozumie, że jeśli nie będzie mój, to nie będzie też Tali!
- Aksoneto, twój na pewno nie będę i przykro mi, że nie umiesz się z tym pogodzić - Włączył się Celisander. Przy takim nastawieniu nigdy nie zdobędziesz mężczyzny, no chyba, że masochistę. Któż mógłby być z tak okrutną zołzą?
Aksoneta się rozsierdziła i tak nabluzgała młodemu lekarzowi aż jej tatuś czuł, że mu więdną uszy.
Nie był pewien czy powinien się w to mieszać ale jednak zdecydował się pogadać z dziewczynami. Podjął temat przy kolacji.
- Doszły mnie słuchy Aksoneto, że stajesz na drodze Tali i jakiegoś mężczyzny z Dżawans, o co tu chodzi?
- To już do ciebie ta małpa zagwizdała?
-Nie gwiżdżą do mnie żadne małpy. O co tu chodzi?
-Tali obiecała mi, że nie będzie się z nim spotykać ale jakimś sposobem ściągnęła go z Sanchrinaze ...
-To jest ten medyk?!
Aksoneta na chwilę sie zapowietrzyła, nie przypuszczała, że ojciec wie o medyku.
- To on pojechał za Tali do Dżawans?
- Może przypadkiem się tam znalazł - podpowiedziała Knieja.
-Nie, nie przypadkiem - oznajmiła Tali.
-No, wiedziałam! - Wykrzyknęła triumfalnie Aksoneta.
-W kronikach filmowych mówiono o mnie i postarał się ...
-Akurat! Nie jesteś aż tak ważna aby mówiono o tobie w kronikach.
-A jednak mówiono - wtrącił się Milaryk - możesz to sama sprawdzić córko. W dodatku skoro on cię prosi abyś zwolniła Tali z obietnicy to znaczy, że Tali jej się trzyma. Czy nie rozsądniej byłoby ją zwolnić?
- I jak ty sobie to wyobrażasz? Będziesz go zapraszał na obiadki, będziemy siedzieć przy jednym stole?
- Z czasem poznasz kogoś kto odwzajemni twoje uczucia.
-Nie, bo wszystkich zwinie mi ona.
-Bez obaw, można mieć tylko jednego męża - wtrąciła się Knieja.
Aksoneta czuła, że rodzice choć już więcej nie naciskali są z niej niezadowoleni.
-Jak ty mogłaś? - Spytała ją przyjaciółka - przecież Tali już się podstarzała, może to była jej ostatnia szansa wyjścia za mąż.
Aksoneta potrzebowała trochę czasu na przemyślenie, wreszcie oświadczyła Tali, że zwalnia ją z obietnicy.
- To już bez znaczenia - powiedziała po chwili dziwnej konsternacji przybrana siostra - Celisander oświadczył się Elzanecie. Tak wyszło.
- Wredna małpa!
-Nie, ona naprawdę z serca chciała mu pomóc, wkońcu to docenił.
Tak wyszło - powtórzyła.Aksa mimo wszystko była na Elzanetę oburzona. Jeszcze bardziej się zdenerwowała gdy przyszło zaproszenie na ślub.
-Jeszcze ma czelność nas zapraszać! - Wykrzyknęła - no nie, teraz to już naprawdę jej wygarnę co o tym myślę.
- Zaczekaj - powiedziała Tali - konsultowała się ze mną bo sytuacja jest niezręczna. Powiedziałam, że byłoby nieelegancko nas nie zaprosić a co my zdecydujemy to już zależy od prześwietnego aranda i arandy.
- A ty chcesz jechać? - Zapytał Milaryk.
- Nie, nie chcę. Pragnę abyśmy ja i moja dostojna siostra wysłały przez was pozdrowienia i jakieś symboliczne prezenty.
-O nie, nie, nie - powiedziała Aksoneta - ja pojadę i dam im do wiwatu!
- Czyli decyzja zapadła - powiedział Milaryk - nie jedziemy. Posyłamy list gratulacyjny i coś w prezencie.
- Powiedziałam, że ja jadę - przypomniała Aksoneta.
-No i tym bardziej nie jedziemy. Nie zrobili nic złego bo przecież Tali mu odmówiła. Niestety wspólne działanie zbliża ludzi. Następnym razem Talisiu nie dawaj takich obietnic.
Sam uważał, że lepiej byłoby nie jechać lecz dać jakiś wyraz akceptacji. Co prawda lubił wesela ale w tym wypadku uważał, że bezpieczniej będzie nie narażać Tali i medyka na żadne pokusy.
Pamiętał co się stało na pierwszym weselu Netusi. Tali co prawda zdawała się inna ale lepiej było tego nie sprawdzać a już deklaracja Aksonety, że da "do wiwatu" absolutnie sprawę przesądzała.
Milaryk zaczął rozumieć, że "małą" córeczkę trzeba będzie wkrótce wydać za mąż i zaczął się przyglądać odpowiednim według niego młodzieńcom. Oczywiście dla obu panien.
-Musimy zaplanować jakieś bale - powiedział żonie.
-Nie ma potrzeby, obracają się wśród ludzi.
Tymczasem Tali znów prowadziła elimnacje. Te z Dżawans nie były już ważne bo to był teren Elzi (pozatrudniała zresztą większość aktorów, którzy spodobali się Tali.
Do roli Natymenkleji młoda pani reżyser zaangażowała Dikkikę i bez przeszkód załatwiła konsultacje psychiatry by omówić jak mogła się ukształtować psychika byłej więźniarki, osoby bardzo skrzywdzonej przez pozornych przyjaciół, dzięki temu obie się dowiedziały jak powinna być zagrana ta rola.
- Czy nie byłoby dobrze zmienić jej imię? - Spytała Dikkika.
- Autorka się nie zgadza wyjaśniła Tali.
-A spróbuj jeszcze raz poprosić - doradziła towarzysząca im Knieja.
Tali spróbowała i usłyszała odpowiedź - a zmieniaj sobie co chcesz i jak chcesz, czy to ważne?
Nie, Dla Elzanety w tej chwili to wcale nie było ważne.
Główna bohaterka została więc Wincylą , stała się Hrabandką a akcja miała się dziać w Wincis gdzie im Milaryk udostępnił na potrzeby filmu tę samą rezydencję w której arl temu Tali z Elzanetą spędziły wakacje a na dodatek postawił blisko i ładnie odpacykował segmenty z rozebranych domów wielorodzinnych, które nie miały już lokatorów i chyliły się ku upadkowi.

-Ja też jadę - oznajmiła Aksoneta.
-Nie - odrzekł Milaryk - najpierw skończ kurs i doczekaj się wakacji w szkole.
Głównym jednak powodem dla którego nie chciał się zgodzić było to, że postanowił w duchu aby do ślubu przynajmniej jednej z nich, obracały się w różnych środowiskach. Niestety Milareza miała tak napięte plany, że nie mogła całego czasu nagrań być przy Tali a Milaryk chciał aby ktoś godny zaufania z nią mieszkał.
Czas miała Rezemcia, której możnaby już pozwolić wyjeżdżać po za arandię ale Milaryk ze względu na Waltarberda wolał nie pozwalać.
-A może ciocia Cypryla się zgodzi? Najlepiej z całą ferajną - powiedziała Tali - one wszystkie są wspaniałe. Milaryk miał trochę inne zdanie o Cypryli. Mimo to zagwizdał do niej i powiedział, że potrzebna jakaś kuratela dla Tali a Tali sama poprosiła aby ją o zgodę zapytać.
-A bo ja wiem? .... - Zastanawiała się Cypryla - może jeśli się, któraś z moich przyjacółek też zgodzi ...
-Nawet wszystkie - odrzekł - zrobicie sobie wakacje i będziecie miały oko na Tali.
-No i żeby nam jakąś rolę w filmie dała.
-Potrzebuje dużo statystów.
-Noooo..... pomyślimy. A w co byśmy były ubrane?
-W stroje wielkich dam bo rzecz dzieje się na książęcym dworze.
-Noooo może.
Zgodziły się jechać i to całą pięcioosobową ekipą a Robinia uparła się zabrać prawnuczkę Cedrę bo akurat wnuczka miała rodzić drugie dziecko.
Morela i Skra zabrały gitary. Panie niestety nie miały za wiele czasu by pilnować Tali. Gdy nie uczestniczyły w sesjach filmowych, zwiedzały okolice i robiły fotografie do swoich wizjofonicznych zakątków.
Za to w wolne od zdjęć wieczory (nie wszystkie były wolne) siedziały z całym trzonem ekipy filmowej przy ognisku i udzielały się przy śpiewie. Jak wszyscy były złe na "prohibicję" i jak wszyscy się mimo niej dobrze bawiły. Bywały nawet tańce.
W zdjęciach brali udział miejscowi statyści a czasem drugoplanowi aktorzy. Do takich zaliczał się kucharz namiestnika Lapszaszdor. Tali zapisywała sobie niektóre jego przepisy.
========

Aksonetę aż skręcało gdy oglądała filmowe relacje Amaldyny
i zakątki wizjofoniczne reszty "babć"
-To takie staruchy mają co wrzucić na wizjofon a ja nie? - marudziła ojcu.
-O, dziękuję ci córeczko - powiedziała Knieja, która od dwóch z tych staruch była ciut starsza.
-Ty nie jesteś taka dziecinna jak one - replikowała Aksoneta.
-To będę musiała nad sobą popracować - zaskoczyła ją mama.
Niedługo potem Aksia dopuściła się karygodnego wybryku.
Postraszyła swoim wielgachnym autopsem o imieniu "Kosmos" jadącą autem koleżankę. Na szczęście dziewczyna dopiero ruszała. Widział to Milaryk, który zagadał się z instruktorem i wyszedł z zajęć nieco później niż córka. Wskoczył przed następne nadjeżdżające auto dając znak gdzie ono ma skręcić i już tam został by sterować ruchem, jakiś chłopak dobiegł w tym czasie, ignorując psisko, do auta dziewczyny, wskoczył i bezpiecznie zahamował.
Dobiegającym z uczelni medykom Milaryk polecił dokładnie przebadać dziewczynę i zapewnić pomoc psychologiczną.
Podbiegł do Kosmosa, wyszarpnął mu ucho a z nim centrum zarządzania.
- Tato! - wrzasnęła Aksoneta.
- Srato - odwrzasnął mało elegancko i spowodował rozpadanie się automatu.
-Tato! No, tato!
-Podszedł do poszkodowanej, która siedziała na ziemi rycząc, młody ratownik ją obejmował.
-Czyj to samochód? - Spytał Milaryk.
-Mojego ojca - wyjaśniła.
-Zlecę przegląd i naprawy na mój koszt. A ty zgłoś się po nowy w ramach odszkodowania za szok. Zaraz dam ci adres. Tego psiska już nie będzie, możesz bezpiecznie jeździć.
-A drugie auto dla ciebie - powiedział sam jeszcze będąc w szoku do chłopaka.
-Tato! - Wrzasnęła Aksoneta.
-Przestań! - Odkrzyknął - nawet nie wiesz do jakiego karambolu mogłaś doprowadzić. Nie wszystko dałoby się zrefundować.
- Gdyby mama nie zniszczyła "luko" ....
Aksoneta nie dokończyła bo nagle po raz pierwszy dostała od ojca w twarz.
Wezwał odpowiednie służby aby sprzątnęły szczątki Kosmosa a ojca dziewczyny aby odholował auto do naprawy.
-Ale ono wyszło bez szwanku - ocenił mężczyzna.
-No widzisz - podchwyciła Aksoneta.
-Milcz! - Huknął Milaryk po czym wyliczył na podstawie zaobserwowanego zachowania pojazdu co w nim jest nie tak.
-Ale tak już było i z tym się jeździło - tłumaczył mężczyzna.
-Auto będzie naprawione na mój koszt i na mój koszt dziewczyna dostanie drugie plus opiekę psychologa a odważny chłopak trzecie. Jestem szczęśliwy, że nikt nie stracił życia bo tego bym zwrócić nie był w stanie.
Milcz! - Huknął na Aksonetę choć doprawdy nie zamierzała się odezwać.
- Arandzie ty też przeżyłeś szok - powiedział jeden z medyków - pozwól, że i tobą się zajmiemy.
Dzieciakami się zajmijcie!
-Arandzie nie możesz teraz wsiąść do samochodu! W żadnym wypadku! Musisz ochłonąć.
===========
Aksoneta czuła się skrzywdzona - nic takiego ja i Kosmos nie zrobiliśmy - narzekała.
-Do niczego tragicznego nie doszło bo był tam twój ojciec - odpowiedziała Knieja - szkoda, że mnie nie posłuchał i zrobił te psiska. Po co to komu?
Aksonetę zwolniono ze szkoły.
-Inżynier powinien być zdrowy moralnie - odważnie wyjaśnił arandowi rektor - przecież taka uczona wariatka może być zagrożeniem dla ludzkości.
W tej sytuacji Milaryk zgodził się aby dołączyła do Tali. Panowała wokół niej nieprzychylna atmosfera. Doszły go nawet słuchy, że gdyby sam nie dał jej w twarz zostałaby zlinczowana.
Mówiono, że zazdrościła koleżance chłopaka i celowo chciała ją zabić. To nie była prawda. Tamci dwoje zeznali, że do chwili tego zdarzenia nie byli parą a Milaryk sam doskonale wiedział, że Aksoneta za żadnym ratownikiem oczyma nie wodziła. Ten nawet nie był w ich grupie.
Niestety, jego spowodowana silnym szokiem reakcja zdawała się ploty potwierdzać i musiał się z tego tłumaczyć przed mironem w Tolimanii.
Na szczęście okazał dość rozsądku aby nie wsiadać zaraz po zdarzeniu do auta a dać się przebadać. Mógł teraz przedłożyć zaświadczenia.
- A co cię tak zszokowało? - Zapytał Parendeor.
-Mam nagranie zrobione przez przypadkowego widza - oświadczył Milaryk i od razu je uruchomił.
Trochę się chyba mogłem zdenerwować? - Zapytał na koniec.
- Niezbyt udało ci się wychowanie córeczki.
-A któż z nas nie popełniał błędów? Nawet ciebie prześwietny mironie nie ominęły a cóż dopiero mnie, szarego aranda?
Gdybyśmy uważali, że to powód do zmian dalibyśmy zezwolenie na anarchię.


Kiedy przybyła Aksoneta, wszyscy już byli w doskonałej komitywie.
Ekipa miała "historyczne" stroje, ćwiczyła dawne tańce i pieśni a przy Tali kręcił się potomek dawnych książąt, bibliotekarz aktualnego namiestnika.
W planach mieli wielki bal i zwłaszcza babcie się na niego cieszyły.
Aksoneta uparła się, że weźmie w tym udział.
-Lepiej nie - ostrzegała Tali ciotka Cypryla.
Tali jednak uznała, że nic złego się nie stanie, Aksa musi tylko poćwiczyć z organizatorem imprez Deryzydem jak tańczyć niektóre tańce, w czasie innych może siedzieć przy matce, na którą wyznaczyła jedną ze statystek.
Niestety Aksia nie zamierzała się trzymać ustaleń.
-Obawiam się, że siostrzyczka chce z tobą konkurować o Biriuszę - ostrzegła reżyserkę Ladukor, konsultantka historyczna.
-Świetnie, jeśli Biriusza nie ulegnie jej urokowi to pewnie zgodzę się zostać jego żoną, jeśli ulegnie, to nie powtórzy oświadczyn a ja nie poślubię nieodpowiedniego mężczyzny.
- To książę.
- Jeżeli kiedykolwiek zdecyduję się kogoś poślubić, to on będzie moim księciem.
Wreszcie doczekali się balu. Wszystko było jak trzeba, wyposażenie, dekoracje, stroje, potrawy, orkiestra.
Niestety Aksoneta starała się szaleć po całej sali psując ujęcia.
-Gdyby to nie była córka aranda dałabym jej kopniaka - denerwowała się Amaldyna - tyle forsy i wysiłku włożyliśmy w ten bal ....
Cypryli nie trzeba było tego dwa razy powtarzać, już była gotowa do akcji.
-Ciociu nie - zmobilizowała się do działania Tali - taki incydent też by wszystko popsuł. Spróbuję czego innego.
Podeszła do Aksonety szalejącej z roześmianym Biriuszą.
- Będziesz ją uczył tańczyć - oświadczyła.
-Ale kiedy?
-Teraz, bo ty umiesz a ona zdecydowanie nie.
- Przecież tańczę - oburzyła się Aksoneta.
-Nie tak jak trzeba. Psujesz nagranie. Albo zaczniesz się grzecznie uczyć tańca w kąciku albo wyjdziesz, albo poproszę aktorki aby plotkowały, na potrzeby filmu oczywiście, że jesteś upośledzoną córką ministra oświaty, i że to skandal przyprowadzać cię do towarzystwa.
Wybieraj. Za dużo pieniędzy twojego ojca poszło na ten bal aby to zmarnować.
Obrażona Aksoneta wyszła do swojej komnaty odprowadzana oczyma mikorokamer a oni dokończyli ujęcia.
Tali oczekiwała, że zagwiżdże Milaryk aby się dowiedzieć o co chodzi i przygotowała na tę okoliczność rachunki za orkiestrę, zespół taneczny, kwiaty, wykwintne potrawy, fachową obsługę kuchni i stołów ale nie zagwizdał.
Zwołała naradę ale nie całej ekipy, wezwała Cyprylę i Amaldynę.
- Chcę się was poradzić jaką powinnam podjąć decyzję - damy radę utrzymać Aksonetę na wodzy czy powinnam zawiadomić aranda.
-Zawiadomić aranda! - Powiedziała Cypryla.
-Już, czy damy sobie chociaż trzy dni na nagranie scen plenerowych?
- Sądzisz, że arand każe nam się zwijać? - Spytała Amaldyna.
-Brałam to pod uwagę już wtedy kiedy Biriusza starał się o mnie.
Trzymałam go na dystans aby jego zaloty nie zepsuły nam filmu ale teraz wszystko będę musiała powiedzieć.
- Dobrze - powiedziała Amaldyna - ja biegnę nagrywać plenery.Ty natychmiast zawiadom aranda bo nie wiadomo jak mu sprawę przedstawiła Aksoneta. Milander bardzo cenił Milarezę ale omal się jej nie wyrzekł gdy wydawało mu się, że oczerniła jego ukochaną córeczkę Rezemcię.
Rezemcia była przynajmniej wobec Milarezy lojalna, Aksoneta wobec ciebie nie będzie.
-A może lepiej nie rozpaprywać sprawy - poradziła Cypryla, której się żal zrobiło filmu.
-Aksonetę utrzymać w ryzach będzie trudno ale pogońmy księcia.
Tali pogadała z Biriuszą.
- Aksoneta nie ma jeszcze praw osoby dorosłej bo w Arblandach przyjęto, kilkanaście arli temu, ten sam zwyczaj co w Unasie i za dorosłe uznaje się osoby, które ukończyły 15 arli.
Jestem za nią odpowiedzialna i nie zgadzam się abyś ją kokietował.
-Myślę o niej poważnie.
- Jeszcze niedawno poważnie myślałeś o mnie.
-Przecież nie chciałaś.
-Teraz tym bardziej nie chcę bo ktoś tak zmienny nie jest dobrym kandydatem na mężą.
Dopóki nie ma tu jej ojca, ty też tu nie bywaj.
Szybko zajęli się nagrywaniem scen w plenerze. Tali angażowała do tego Aksonetę. Dziewczyna bystro się w okół rozglądała ale nie było Biriuszy.
Organizowali różne imprezy a na ich tle rozgrywały się intrygi Wincyli, przeplecione z losami innych bohaterów. Pracowali więcej niż dotąd, wykorzystując każdą pogodę. Wybierali odpowiednie do niej sceny lub je zmieniali. Na przykład zamiast zawodów w łapanie na kije rzucanych pierścieni filmowali ekipę kryjącą się przed wichurą a główni bohaterzy rozmawiali przekrzykując wiatr.
Tali osobiście stanęła na słabo osłoniętej przestrzeni aby Amaldyna mogła nagrać jak wiatr szarpie jej szatami. Na głowie niosła ciężki kosz.
- Pamiętam - powiedziała wpatrzona w nią Dikkika -dzień kiedy jak tamta dziewczyna szłam przez pole a wiatr był tak silny, że aż się bałam czy mnie nie porwie. Wiatr wszystko zmienia, prawda? - Podała swoje własne przemyślenia - zawieje nie wiadomo kiedy, nie wiadomo skąd, powala silne drzewa, zrywa dachy. Wiatr wszystko może zmienić - powiedziała i wróciła do oryginalnego tekstu.
- A może by tak tytuł "Skrzywdzona" zmienić na "Wiatr" - zaproponowała później Skra. Tali, pijąca profilaktycznie napar leczniczy, chwilę się zastanowiła a potem powiedziała z aprobatą - no!
http://b1.pinger.pl/36727799cf88c2e24687715bdb596ba9/009.jpg
Aksoneta spotkała się z Biriuszą. Tali od razu miała w tej kwestii meldunek agentarów.
-Podjadę tam autkiem - powiedziała Cypryli.
-My pojedziemy - odpowiedziała Morela - wsiadaj Cypryla a oni niech korzystają z tego, że się wypogodziło i nagrywają następną scenę. My w niej niepotrzebne.