• Wpisów:1321
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:wczoraj, 22:54
  • Licznik odwiedzin:61 113 / 1915 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 





Otek został bohaterem narodowym jako ten, który podstępem dostał się do władzy i cichcem sprowadził Unasjan.
Perfekcja przybiegła aby mi się tym pochwalić a ja wiem, że po prostu nie był w stanie się utrzymać, wolał strzec swego życia niż władzy.
Nie powiedziałem jej tego nawet gdy klasnęła w dłonie i zawołała - a wyobraź sobie jest taki skromny, że zgodzi się u ciebie pracować.
Jaka szkoda Perfutko, że ja tam nie wracam -powiedziałem. Właśnie w tym momencie podjęłem taką decyzję - bo widzisz ani mojego domu już nie mam ani siedziby gdzie było biuro. Tu się urządziłem.
-Ale tamten dom należy teraz do Otka a on pozwoli ci tam mieszkać i prowadzić biuro.
-Łaskawca - pomyślałem a głośno powiedziałem - co za wspaniały chłopak ale nie, nie będę go wykorzystywał - dodałem myśląc: wy to zrobicie.
-A jak przyjęliście wiadomość, że zmienił nie tylko imię własne ale i rodowe?
-Brzdąc też zmienił nazywa się teraz Brzask Karakuł- Karmazyn.
Udałem, że nie dosłyszałem i zapytałem - Wrzask a dlaczego?
B b jak brzdąc - powiedziała wyraziście - Brzask.
Ty też powinieneś przybrać sobie inne imię. Małymiś jest żenujące.
-Ale pod takim jestem znany - odpowiedziałem.

Poleciłem Milarezie zalożyć filię Biniusu w Błędnyrysie a chyba liczyła na Arkady.
-Masz tam ten swój plac - powiedziałem - chyba mogłabyś to jakoś urządzić?
-Oczywiście - odpowiedziała grzecznie - jestem teraz bardzo zajęta więc zatrudnię kogoś kto się tym zajmie. Byłoby dobrze gdybyś mu udzielił wsparcia.
-Jasne- odpowiedziałem - nie byłem zachwycony ale cóż: jest moją wspólniczką, może podejmować takie decyzje.
- A może ja ci tam kogoś oddeleguję? - Wymyśliłem nagle.
-Odpowiem gdy już zechcesz mi podać kandydaturę. Osobiście miałam na względzie Aksona Roztrzepańca.
-Wątpię czy się zgodzi, ma swoje arle. Najpierw jednak jego zapytamy - zaaprobowałem. Akson to mój dawny belfer i już się pogodziliśmy. Zawsze tego chciałem ale nie miałem odwagi do niego zagwizdać.
===========
Zgodził się, o cudzie zgodził się, będziemy współpracować. Ja i Akson, niesamowite. Już się cieszę tylko gdzie on tam zamieszka?

Zamieszkaliśmy na słynnym placu Filodendrona.
Tam są mieszkanka początkowo przeznaczone dla innych ale teraz teraz ci inni już mieszkają gdzie indziej. Ja zajęłam bardzo wygodne lokum przeznaczone dla bezdomnego, który nie zdążył w nim zamieszkać ani nawet go obejrzeć, rodzice i Knieja większe. Nie do końca urządzone ale przysłano nam z Meduzy materace, piernaty, poduchy, dywany, tkaniny ozdobne a i Gwiazdy nie wiedząc co dostanniemy co nieco właśnie takich rzeczy dołożyła. Jest tego aż w nadmiarze a bez niczego przecież z Arkad nie wyjeżdżaliśmy. Będzie dobrze.
Na razie ważne, że jest gdzie spać bo przede wszystkim zajmujemy się organizowaniem biura.
Lokum też już mamy a jeszcze poszerzymy, ważniejsze są auta i pracownicy. Auta dostaliśmy, część pracowników zatrudniło nasze szefostwo czyli Misiek i Miśka bo tak ich nazywam. Zgłaszają się też inni na przykład Otodar Karmazyn znany nam jako jeden z błędnyryskich książąt. Knieja, która się bardzo wszystkim ekscytuje siedziała wtedy za centralnie ustawionym biurkiem starannie ubrana, uczesana. Chyba czuje się szefem. Obserwowaliśmy akcję zza bocznych biurek.
-Otosyn Karakuł? - Zapytała poważnie.
-Nie, Otodar Karmazyn - jestem byłym pracownikiem Biniusu.
-Wiem ale nie będziemy mogli cię u nas zatrudnić, mamy prawie komplet, potrzebujemy jeszcze księgowej i bufetowej. Oczywiście mogą to być mężczyźni ale ze stosownymi kwalifikacjami.
-Jestem bratankiem Małymisia Murmurando.
-No przecież wiem. Czy ty naprawdę nie poznajesz ludzi?
Przyjrzał jej się uważnie - a my się znamy? Przypomnij mi.
-Nie myśl, że ten kopniak na schodach dawnego Biniusu ma jakieś znaczenie. Ja nie jestem pamiętliwa po prostu porzebuję fachowców w dziedzinach, na których się nie znasz. Spróbuj w protektoriacie, przecież mają u ciebie dług wdzięczności. Na pewno coś dla ciebie znajdą.
Gapił się na nią jak oszołom a wreszcie wrzasnął: Knieja!
-No, Knieja Korala.Bardzo mi przykro, że cię zawiodłam.

Druga żona dziadka w zasadzie nie jest moją babcią ale postanowiłam ją tak nazywać bo bardzo się stara a na dodatek Iska mówi na nią mama.
Pierwsza żona nie żyje. Iska jej zupełnie nie pamięta. Zmarła nim się Cudka urodziła czyli wieki temu. Myślę,że dziadek bardzo ją kochał ale nie rozmawiamy na ten temat. Dziadkowie postanowili, że będę uczęszczać do szapio. Mam wrażenie, że wszyscy ich a zwłaszcza dziadka znają i szanują więc wcale nie było kłopotu z tym aby mnie przyjęto. Na zwyczajową rozmowę z kandydatami przyszedł do nas między innymi ten gość, który kiedyś gapił się jak sprzątam w domu aż wsyd bo ja się wtedy głupio zachowywałam. Potem widzieliśmy się jeszcze na składowisku, którym wówczas był plac Filodendrona a potem przyłapał mnie na bazarze jak za zapłatę zrażałam ludzi do towaru konkurencji tego kto mnie wynajął a zachwycałam się jego śliwkami. No ... Nieciekawe okoliczności ale on skupił się na składowisku gdzie chyba najmniej narozrabiałam. Tak mi się przynajmniej zdawało. Spytał czy tam wybierałam części do autolotu służącego nam za szopę i czy to ja powiadomiłam lądowisko o materiałach wybuchowych ponoć przewożonych w aparaturze.
-No dobra - przyznałam się - ja ale bez zamiaru zrobienia przewrotu. Świat wyglądałby inaczej gdybym zwyczajnie zrezygnowała z konkursu a dziecko odniosła do ogródka dziecięcego. Ambicja mi nie pozwoliła i wszyscy źle na tym wyszliśmy.
Naprawdę tego żałuję. Co nie znaczy, że na pewno już będę lepsza.
Siedząca obok niego kobieta, zapewne szef grupy, zdawała sie patrzeć na mnie z dezaprobatą za to Honoritakt uśmiechał się pełną gębą, będzie teraz moim nauczycielem.
Człowiek, któremu powiedziałam, że jeśli chce coś ukraść to niech się nie krępuje. Jemu i temu drugiemu tak powiedziałam. wtedy mnie to bawiło, teraz nie bardzo.


Konkurs został rozstrzygnięty ale nie zawsze osoby występujące pod pseudonimami chciały się ujawnić. Okazało się że wzięli w nim udział niektórzy sławni artyści i to z nimi był największy kłopot. Ujawnił się Linoryt Złotyptak, który zdobył najwięcej punktów i Lew Brzeszczot , którego pseudonim znalazły się wśród dwóch zajmujących trzecią pozycję ale ci, których wynik nie zadowalał na ogół woleli to przemilczeć. Nawet Pelikan, jeden z trójki na pozycji drugiej milczał. Widocznie był to ktoś kogo zraniła przegrana z Linorytem i zrównanie z dwojgiem uczniów szkoły plastycznej. Dla młodzieży (po za osiemnastką, która musiała być zaliczona do konkursowiczów z racji tego, że im to obiecano) już samo dopuszczenie do konkursu było wyróżnieniem więc na ogół nie ukrywała swych pseudonimów.
Cudka uznała, że nie ma się czego wstydzić zajęła samotnie pozycję piątą a za nią było osiemnaście nie ujawnionych pseudonimów.
Wyrzeźbiła kobietę zmierzającą przed siebie z chmurną twarzą, obdartą, rozczochraną, z dzieckiem w chuście i bagażem na głowie. Zatytułowała to "Powrót" Identyczny tytuł miało dzieło Pelikana przedstawiające mężczyznę w rozwianych, pukatańskich szatach z płonącą pochodnią.
Niektórzy mieli wątpliwości co do tego dzieła znajdującego się w Cytrusowysadzie na rynku bo było wykonywane z przerwami, dwu, trzy nawet parodniowymi a potem rzeźbione z niezwykłą szybkością ale kontrolerzy twierdzili, że ta osoba naprawdę potrafi to szybko.
-Czemu nie - pomyślała Cudna - jeżeli jest wprawna i ma dokładną wizję tego co chce wyrzeźbić to da radę. Ja w zasadzie też mogłabym szybciej gdyby mi nie płacono za okres udziału w konkursie.
Co ciekawe mniej więcej to samo powiedziała jej nauczycielka rzeźby - Pelikan na pewno nie jest jedynym, który był w stanie rzeźbić tak szybko, ja wśród kolegów a nawet uczniów dostrzegam jeszcze najmniej dziewięcioro, którzy mogliby się z Pelikanem zmierzyć ale po co mieliby za szybko wracać do stałej pracy, skoro mogli sobie dłużej porzeźbić?
O, na przykład taki Grog Złotyptak jest słabszym artystą niż jego kuzyn Linoryt ale szybkość ma, albo Cudna Korala pewnie wyszła z wprawy bo z tego co wiem mamuśka się z niej zrobiła i to na terenie okupowanym, bez dostępu nawet do klawibarwu, który zwiększał sprawność jej rąk ale gdyby nawet miała dawną sprawność to i tak póki rzeźbiła wiedziała, że zarobi a mama się dzieckiem zajmie. Pod panowaniem księciów była szefem ewidencji bo mało mieli w swych łapach osób wyszkolonych i nawet przymykali oko na to, że z dzieckiem przychodziła a teraz kto ją zatrudni?
Recenzentka miała niepełne informacje ale najwyraźniej coś tam na temat Cudny wiedziała.
Ta sama recenzentka wypowiedziała się też w sprawie Cypryli Magnolii z pozycji 34 czyli na miejscu 112 - 115. Były wątpliwości czy osoba, która niedawno nic z pomocą rąk nie była w stanie zrobić mogła zająć tak wysoką pozycję.
-Mogła - powiedziała stanowczo recenzentka - przeszła wyspecjalizowaną terapię mającą na celu nie tylko ją usprawnić fizycznie ale i psychicznie. Oczywiście, że jest to swego rodzaju cud ale jej dzieło nie wymagało super precyzyjnych cięć widocznych w dziełach Pelikana, Linoryta, Tornada czy Cyprysa. Po za tym ta dziewczyna pochodzi ze znanego ... I tu urywał się program.


Milander dotrzymał słowa i w nagrodę za dotrwania do końca konkursu zapisał na mnie jeszcze nie postwiony dom w Cytrusowysadzie. Szkoda tylko, że moja rzeżba stoi w Poświstowie Górnym. Jestem pewna, że gdyby Milareza brała udział w konkursie dostałaby dom tam gdzie rzeźbiła. No i w końcu co to za nagroda? Przecież i tak by mi musiał dać dom.
-A jak tam będe dolatywać? - Zapytałam.
-Będziesz mogła korzystać z linii unaskich albo kogoś poprosić o podwiezienie - odrzekł. -Kształtuj swoją samodzielność i zaradność. Wiem, że to trudne ale im dłużej będziemy z tym zwlekać tym będzie trudniejsze.
-No ale tego domu jeszcze nie ma.
-A ty nie masz 15 arli i twoi biologiczni rodzice mogliby ci go zabrać.
-Milareza ma tyle samo arli co ja.
-Tak ale w Tolimanii została uznana za dorosłą a to zgodnie z porozumieniem błędnyryskim jest w Unasie respektowane.
-To niech ja też zostanę uznana za dorosłą.
-Do tego zmierzam. Chcę ci pomóc wydorośleć. A teraz strzeżemy cię przed podejmowaniem błędnych decyzji.
- Tak, oczywiście - pomyślałam rozżalona - ciekawe jak to się ma jedno do drugiego. Trzymają mnie z dala od Unasu, najwyżej w pukatańskich enklawach na Meduzie. Nawet nie na stałym lądzie tylko tutaj a jeszcze chętniej w Degeden. Zaczynam wątpić czy ta degedeńska szkoła jest mi potrzebna, przecież tak naprawdę jestem Unasjanką. Potrzebny jest mi był akt uznania za dorosłą, gdyby udało mi się szybko wyjść za mąż dostałabym go automatycznie, tylko nie wiedziałam jak to zrobić.
Z wyniku konkursu to już teraz jestem zadowolona, przedtem było mi przykro bo mam lokatę 34 a to w sumie oznacza, że 111 osób było lepszych. Kiedy jednak pojawiły się głosy niedowierzania, że tyle osiągnęłam i recenzentka powiedziała, że to jest cud, zrozumiałam, że to naprawdę jest wielkie osiągnięcie. Przecież startowało 425 osób a tylko 111 jest ode mnie lepszych.
Nikt na tyle nie liczył, miałam tylko dotrwać do końca. W dodatku Milander dopilnował abym nie miała urządzeń sterowanych myślą a wyłącznie takie jak wszyscy inni. Musiałam to zrobić moimi własnymi rękoma ... a właściwie wskaźnikiem sterującym skałogryzarkami no ale trzymanym w ręku. Moje ręce są sprawne i to jest sukces. Pochwaliłam się w szkole, nauczyciele są pod wrażeniem.
Tylko Fassara zapytała - skoro to taki konkurs dla najlepszych to jak to się stało, że ciebie zakwalifikowano? Przecież jeszcze nie miałaś tam żadnych sukcesów.
-Milander załatwił to na prawach organizatora.
-Ooo to pewno lokatę też ci załatwił.
-Nieprawda! - Wrzasnęłam - tak mnie ocenili ci, którzy mieli prawo głosu czyli członkowie komisji, z których każdy miał po 100 punktów do dyspozycji, członkowie plejady, każdy po 50, członkowie szkół po 10 oraz dowolni obserwatorzy po 1. A żeby nie było przekrętów nikt nie wiedział, która jest czyja rzeźba.
-Akurat.
-Może i akurat ale ja popleczników w Unasie nie posiadam.
-Mam nadzieje, że udowodnisz nam rzetelną pracą słuszność tej decyzji a które miejsce zajęła Milareza?
-W ogóle nie brała udziału.
-Szkoda ale gdyby udało się u nas zorganizować jakiś konkurs rysownika to może weźmie.

_______________________________
No i mam nowy, ważny cel, przygotować się do konkursu rysownika tak aby Fassarze oczy na wierzch powychodziły. Muszę dużo rysować. Na pewno dam radę przecież moi rodzice pochodzą ze sławnych unaskich rodów artystów plastyków i oboje należą do plejady. Chciałabym aby kiedyś byli ze mnie dumni.
-To wcale nie jest przypadek, że wszyscy troje: ja, Milareza, Irbis jesteśmy uzdolnieni plastycznie.
Przyszliśmy na świat w Gwarnygrodzie w czasie trwania egzaminów w szkole plastycznej. Nasze matki brały w nich udział.



Archiwariusz spisał to na podstawie rozmów, dokumentów, filmów i fotografii.



Kniejo Komandor nie był zadowolony dowiedziawszy się, że jego dawny dom zajmuje Ekspresja z dziećmi. Potrzebował lokum dla siebie i Wianki a sprawę mógł z góry uznać za przegraną. Mimo wszystko spróbował walczyć. Pojechał bez swej nowej partnerki do Gwiazdy. Niestety już sobie ułożyła życie z kim innym. W salonie rozrzucało zabawki dwoje maluchów.
-A daj ty mi spokój - powiedziała - niestety twoje dzieci są przyrodnim rodzeństwem moich córek. Nie wygonię ich, zwłaszcza,że jak widzisz mam dużo lepsze lokum.
-A co ze mną?
-A to, Ekspresja już cię nie chce? To pewnie z powodu Kapustysi. Niezłą rozróbę urządziła.
-No dobrze, nie chcesz do mnie wrócić, trudno (i tak zamierzał jej zatrzasnąć drzwi domu przed nosem gdy już go odzyska) ale mamy wspólne córki, nie wiem czy wiesz ale jedną z nich jest Etiuda czyli Milareza Magnolia, powinniśmy odzyskać do niej prawa. Niby została uznana za dorosłą w Pukatanie ale przecież Unasjanek to nie dotyczy.
-Mylisz się - powiedziała płowowłosa dziewczyna wchodząc do pokoju - przepis jest tak sformułowany, że dotyczy osób wychowanych w Pukatanie.
Dzieci, idziemy na spacerek - oświadczyła kategorycznym tonem i podniosła malutką dziewczynkę.
-Tylko żeby się nie poprzeziębiały - zaniepokoiła się Gwiazdy.
-Ciepło jest.
-Kto to był? - Zpytał gdy już wyszła wiodąc chłopca za rączkę.
-Nie poznałes? Twoja najstarsza córka.
-Różana - wyrwało mu się a Gwiazdy parsknęła śmiechem.
Nie wiedziała, że Cudna nie jest najstarszą córką jej byłego męża.
-Idź już - powiedziała - nie pomogę ci oszwabić Etiudy. Bo o to ci chyba chodzi, co? Nie masz na to szans, za mało troszczyłeś się o te nasze córki, które wychowywaliśmy. Przypomnij sobie sytuację kiedy nie zauważyłeś parodniowej nieobecności Knieszki w domu a kto wie czy Ekspresja i matka Różany nie mają podobnych wspomnień. Nawet nie tykaj tej sprawy. Dla nikogo nie będzie trudne do odgadnięcia, że chcesz przejąć pieczę nad majątkiem który dał jej kto inny.
Dopiero co dzięki amnestii uwolniono cię z aresztu a już chcesz aby władze zaufały w twoje czyste intencje? Nie licz na to. Nikt nie dopuści abyś zdobył lotopławę. A to jest mój mąż - dorzuciła bo właśnie wszedł Czyniład - z pewnością bardzo głodny więc idź już bo muszę go nakarmić. Pa!
Kniejo poczuł się upokorzony. Nie obchodziło jej to, nie pozwoliłaby mu skrzywdzić Milarezy.
-Czego chciał? - zapytał Czyniład.
-Obłowić się kosztem swoich dzieci. Nie mówmy o nim, mówmy o nas. On już dla mnie nie istnieje.
======
Kniejo Komandor był zauroczony bezwiednie podunięta mu przez Gwiazdy myślą, że mógłby zdobyć lotoplawę, postanowił nie odpuszczać.
-No chyba cię zawiało - powiedziała mu Kapustyna z która wcale jeszcze nie zerwał kontaktów - wystarczy jeśli do uzyskania przez nią dorosłości będziemy mieli gdzie mieszkać, w międzyczasie coś znajdziemy a lotopławy to ani ty ani ja nie potrafimy prowadzić.
-Ona umie.
-To cię wywiezie gdzieś na Tamtenląd.
-Moja córka? Głupoty gadasz. Będę dla niej dobrym ojcem. Dzieci zawsze chcą znać i kochać biologicznych rodziców.
Wiele osób tłumaczyło mu, że pomysł jest zły ale co mu szkodziło zaryzykować.
Spodziewał się, że Milareza będzie bardzo podobna do Cudny zapomniał jednak o operacjach i zabiegach jakie jego dziecko przechodziło w matczynej nadziei, że wygra jakiś konkurs na małą piękność albo by mieć w życiu powodzenie.
Milareza nie była taka sama, ponadto miała bujne loki i pukatański strój a twarz ozdobioną niesamowitym spokojem i grzeczną miną.

========================
Z taką właśnie grzeczniutką wręcz niewinną minką zadała mu zaciekawionym tonem pierwsze pytanie - intryguje mnie dlaczego właśnie mną chciałbyś się zająć. Wszak łącznie z nieżyjącą Etiudą spłodziłeś 18 dzieci.
Dopiero gdy skończyła i wlepiła w niego naiwne spojrzenie zrozumiał treść jej słów. Nawet nie wiedział czy było tych potomków 18, część spłodził na zlecenie i nic o nich nie wiedział.
-Właściwie dlaczego nie którymś ze swoich dzieci, które mogłyby cię potrzebować? - Dobiła go jeszcze - to mnie bardzo zastanawia bo przecież choć wszystkim swym dzieciom dałeś wspaniały dar życia, Etiudzie kazałeś go odebrać. Powiesz, że mimo wszystko coś ci się za twój przypadkowy dar należy? Ode mnie? Ja nie jestem twoją córką. Mimo to właśnie ja uwolniłam cię z celi śmierci, więc to raczej ja tobie dałam życie a nie ty mnie. Wiedz jeszcze, że że mnie tu przywieziono nie moim transportem i jedyne co posiadam w Unasie to udziały w firmie Binius i plac Filodendrona ale tam już mieszka mój biologiczny dziadek więc gdyby naprawdę zaszła taka konieczność, on mógłby się podjąć opieki. Tylko po co? Jestem dojrzałą kobietą, mam zawód. W Pukatanie prowadzę biuro porad prawnych, W Unasie pod kierownictwem Małymisia Murmurando filię Biniusu. Zdobyłam tu też zawód plastyka. Moja sytuacja materialna w przeciwieństwie do sytuacji pięciorga dzieci twoich i tak zwanej żony alternatywnej jest dobra. Mam rodziców, którzy mnie kochają, mam przyjaciół gotowych mnie wesprzeć no i nie mam wobec ciebie żadnych zobowiązań. Etiudy nie ma. Nie można odzyskać zamordowanego dziecka.
Jej krótka, spokojna przemowa wystarczyła. Przegrał.

Milareza wcale nie musiała się stawiać w Protektoriacie. Nie wyrażono zgody na wystąpienie przez wizjofon mogła jednak w ogóle sprawę zignorować i nie przybyć do Unasu. Bała się tu przylecieć lecz wystraszyła się nastawieniem Cyprysi. Cyprysia pragnęła poznać a nawet wręcz zawiązać więzi z biologicznymi rodzicami. W związku z tym mogła uczynić kolosalne głupstwo. Nie było gwarancji, że ktoś "życzliwy" jej do nich nie zawiezie a Cyprysia w przeciwieństwie do Milarezy nie miała szans wygrać podobnej sprawy.
To dlatego Milareza nie powoływała się na przepisy tylko kwestie moralne typu: "Nie można odzyskać zamordowanego dziecka" Bała się przybyć do Błędnyrysu bo Unasjanie bywali nieprzewidywalni, im bardziej się bała tym grzeczniej i wolniej przemawiała.
W uzasadnieniu wyroku policzono to na plus.Powiedziano,że potrafi bronić swoich racji, spokojnie, dojrzale, bez podnoszenia głosu, W sprawach zawodowych korzysta z pomocy kompetentnych protektoriuszy o doskonałej renomie a ponadto została wychowana w Pukatanie i tam uznana za dorosłą, zaś rząd Unasu zobowiązał sie do respektowania pod pewnymi warunkami takich pukatańskich decyzji. W przypadku Milarezy warunki zostały spełnione. Swoją dojrzałość potwierdziła też w czasie akcji ratowania ludzi ze szpon błędnyryskich reżimów. Zawsze była dobrze zorganizowana i potrafiła wybrać właściwych pomocników. Stanowczo należy respektować jej decyzję o tym jakie nosi imiona i kim są jej rodzice. Kniejo Komandor i Gwiazdy Korala swoją córkę Etiudę stracili a do Milarezy nie mają żadnych praw. Chęć zaopiekowania się Milarezą jest nieuzasadniona i budzi obawy co do intencji wnioskodawcy.
Ponadto Kniejo Komandor nie jest właściwym kandydatem na opiekuna kogokolwiek.


Milareza nie chciała już dociekać skąd właściwie Kniejo Komandor czerpał informacje,które powinny być poufne a Kniejo też nie pytał skąd miała swoje.
Z wyroku była zadowolona bo mogła teraz bez przeszkód bywać w Unasie i zajmować się organizacją filii ale i tak bardziej się teraz czuła potrzebna w Kloto gdzie załatwiła szkolenie dla nowych pracownic i sama też w nim uczestniczyła a i od Symelki, która czuła się dostatecznie przeszkolona tego wymagała.
Symelka była jedynym pracownikiem ze starego składu jaki jej pozostał. Na miejsce Nali i Gedeszamy przyjęła trzy uczenice dwie z kursu pomocnic biurowych i jedną zdecydowaną się uczyć introligatorstwa z kursu grafików oraz Cyprylę do ilustrowania okładek co zirytowało Symelkę - przecież ona sobie nie poradzi - powiedziała na osobności.
-To mi cichaczem przyślesz do poprawki - odpowiedziała Milareza - ale nie mów jej tego bo musi ćwiczyć sprawność rąk. Na pociechę powiem ci, że zajęła wysoką pozycję w konkursie rzeźby.
-A ty?
-Wyższą ale tego też jej nie mów.
***


Fandzio postanowił, że przeniesiemy sie do Unasu. No dobrze, ja jestem otwarta na takie szaleńctwa ale zaniepokoiło mnie, że wrócił z takim pomysłem z Sarinei gdzie był blagać ojca aby jakoś nam pomógł bo sobie nie radzimy.
Od niego niczego nie uzyskał ale spotkał się z Cyprylą. Jest po jakiejś cudownej operacji i można z nią pogadać. Zna wiele rodzinnych tajemnic ale Fandzio nie chciał o nich mówić. Powiedział o jednej: Mam w Unasie córkę.
My nie mamy dzieci a on widocznie chce bo postanowił poznać to dziecko. Ostrzegłam, że zniszczy życie nam, matce dziecka oraz jej mężowi ale się uparł.
-A skąd masz pewność, że to twoje dziecko? - Zapytałam.
-Bo tak - odrzekł.
Cyprysię zabieramy ze sobą. Taki postawiła warunek. Ma w Unasie rodziców i chce ich poznać. Musimy po nią polecieć do Degeden.
-Czy przypadkiem nie będziesz działać na przekór Milanderowi? - Wyraziłam poważną obawę.
-Daj spokój a co tu mamy? Ciasnotę i brud, tam się lepiej urządzimy.
Cyprysia zresztą powiedziała mi, że Milander to już prawie jest na wymarciu i Rezeryka bardzo pilnuje aby go nie męczyć.
Pewnie byłabym bardziej rozsądna gdyby nie wiecznie skrzeczący majster i te ciągłe zmęczenie, które nie pozwala mi zadbać o dom.
=================
W drodze okazało się, że mamy lądować w Orbortporcie.
-Dlaczego zaraz mi tego nie powiedziałaś - zdenerwował się Fandzio na Cyprysię.
-Bo nie pytałeś. Milareza zawsze pyta kiedy chce coś wiedzieć.
Nie mieliśmy już po co wracać do naszej mieściny. Spaliliśmy za sobą mosty.
-No trudno - powiedział Fandzio - przecież nas nie zabiją.
Wylądowaliśmy. Cyprysię tylko odnotowano, nas zameldowano przy udziale tłumacza. Tłumaczem o zgrozo był sam Milander. Zchowywał się profesjonalnie - Tu wypracowano system ewidencji z uwzględnieniem dotychczasowego imienia - wyjaśnił . Dobierzecie jeszcze dwa, to drugie kobieta będzie przekazywać córce, mężczyzna synowi. Zastanówcie się co mają znaczyć wasze imiona. Przetłumaczę je na unaski.
-Chciałbym aby to imię przekazywane było Tolimańczyk - oświadczył Fantegris.
-Zajęte. Koror tak się nazywa, z trudem to wywalczył bo to imię powinno być unaskie. Nie jesteście spokrewnieni w linii męskiej więc nie możesz nosić tego samego imienia bez jego zgody. Jeżeli ci zależy mogę cię z nim skontaktować. Zastanów się jeszcze - polecił i zwrócił się do mnie - a ty?
Nie mogłam mu powiedzieć, że najchętniej zwałabym się Piękna Arandeta ani tak szybko się zdecydować na inne imiona.Ostatecznie Fandzio wybrał za nas oboje upewniwszy się najpierw jak brzmia unaskie wersje.
Dostał czerwony gładki malutki dysk który ma zawsze nosić przypięty w widocznym miejscu.
-Co to jest? -Zapytał Milandera - Oznaka, że jesteś płodny, Unasjanie przywiązują do tego dużą wagę. Kiedy podejmiesz podejmiesz pracę będziesz należał do obywateli pierwszej kategorii. Miałam nadzieję, że tylko mężczyźni muszą to nosić zaraz się rozwiała gdy Fantegris wskazując na mnie zapytał - a ona?
-Ona nie może mieć dzieci - odpowiedział Milander.
-Milareza też takie coś nosi?
-Nie musi. Jest obywatelką Tolimanii.
-A ja nie?
-Jej sytuacja jest zupełnie inna. Ona nie musiała prosić Unasjan o azyl.
-A ja muszę?
-W ich rozumieniu każdy przybywający bez swoich środków do życia o to prosi. Ewidencjoner chce wiedzieć czy jesteście małżeństwem.
-No przecież wiesz..
-Was pytał nie mnie i każde z was ma na to odpowiedzieć.
Dostaliśmy nowe lokum według przydziału. Nawet niezłe. Na dwoje wystarczy Tyle, że nie tam gdzie chciał Fantegris a w zupełnie innym rejonie Unasu. Cyprylę Milander zabrał, obiecał, że pomoże jej poznać biologicznych rodziców.


To spotkanie było na początku było żałosne. Oni chyba wcale go nie chcieli, próbowali wprawdzie rozmawiać ale im nie szło. Dopiero kiedy zaczęłam się skarżyć na Rezerykę. Cyprys powiedział - żadna matka nie jest idealna ale dzięki niej żyjesz, chodzisz, mówisz ...
-Nie. Ona nie chciała tej operacji za to jak już mi ją zrobili to zaczęła mnie zadręczać i nawet się na mnie wydzierała, że mam ćwiczyć i mało mnie nie walnęła w twarz jak Milaryka.
-Kto to jest Milaryk? - Zapytał mój prawdziwy ojciec.
-Jej syn.
-Widocznie taki ma temperament. Nie pochwalam tego ale jestem ostatnią osobą która miałaby prawo ją za cokolwiek potępiać. To my zawiedliśmy nie ona.
-Milarezy by nie uderzyła.
-A kim dla niej jest Milareza?
-Nooo ją wtedy też wyniosła.
-Milarezę? A co z nią jest nie tak?
-Musi mieć protezę nogi.
-Nigdybym nie pomyślał.
-Bo kiedy była mała to musiała dużo ćwiczyć.
Ona to chciała żeby mi zrobili tę operację bo teraz nie musi się mną opiekować. A lotopławę to jej prześwietny Orbort zapisał żeby mogła mnie wozić, teraz powinna mi oddać.
-Przecież nadal może cię wozić.
-Powinieneś byc bardziej po mojej stronie.
-Jestem, dlatego próbuję ci coś wytłumaczyć. Chciałbym się z tobą przyjaźnić jeśli mi tamto wybaczysz ale nie mam nic do gadania w sprawach tego co tobie lub Milarezie zapisał ktoś inny.
-Ale jej zapisał jeszcze dom bo niby ona go uratowała ale to przecież ode mnie się dowiedziała, że go porwali.
-Córeczko, odpuść tę lotopławę i dom, dostałaś coś cenniejszego, sprawność fizyczną.
Przecież ty się nawet moglaś zmierzyć z najlepszymi plastykami, to jest coś wspaniałego, wspanialszego nawet niż ta druga pozycja Milarezy.
Zatkało mnie.
-Pelikan? Zawsze, zawsze musi być lepsza! - Tak mi się jakoś wyrwało.
-No chyba nie bardzo skoro się nie pochwaliła.- odrzekł bo poznakli po mnie, że nie wiedziałam.
-Nawet nie zaproponowaliście, że mnie zabierzecie - poskarżyłam się.
-Nie jestem na to gotów - odrzekł.
-Ale ja jestem - powiedziała moja matka Lala Farta.
-A twój mąż? - Replikował Cyprus Gnu.
-Ale przecież teraz będziecie już razem? - Zaniepokoiłam się.
-Nie córeczko - odrzekł - ten świat tak nie działa a czy ty jesteś gotowa na zdecydowanie mniejsze luksusy niż miałaś dotąd?
-No ale przecież Milander powinien mnie wyposażyć.
-A kim on dla ciebie jest?
-Nooo ...
-Zastanów się bo jeśli ojcem może ci nie pozwolić odejść a jeśli obcym, który mimochodem ocalił ci życie i zafundował drogą operację to nie ma już wobec ciebie żadnych obowiązków.
-Zapisał na mnie dom w Cytrusowymsadzie tylko ...
Tego domu jeszcze wciąż nie ma ale przecież nie może mnie tak zostawić bez niczego.
-Może. Ty go przecież chcesz zostawić. Oczywiście jeśli jest dla ciebie złym ojcem, pozwolę aby Lala cię zabrała i będę na ciebie płacił póki nie ukończsz 15 arli ale to się musi odbyć legalnie.
Potrzebna jest zgoda wydziału rodzinnego.


Nie zachwycam się tą moją odzyskaną córką. Skrajna egoistka jak Lala. Ciekawe dlaczego Lala chce ją wziąć, obudziły się w niej uczucia macierzyńskie? Chce dostać pokaźny dodatek na dziecko? Liczy na to, że adopcyjni ją nieźle wyposażą?
Mam chyba wybitny talent do poślubiania egoistek. Moja aktualna uważa, że zamiast płacić Lali powinniśmy wziąć Cyprylę i wyciągnąć z tego ile się da. Ma też inne argumenty - my ją lepiej wychowamy, ona wcale nie jest lepsza od nas no i wreszcie ten, który najbardziej do mnie trafia - mąż Lali mógłby Cyprylę zgwałcić.
Tego naprawdę nie chcę, to jednak moja córka.
Próbowałem uprosić znajomego z protektoriatu aby sprawę maksymalnie opóźniano. Odrzekł, że nie ma na to wpływu i sprawa pójdzie jako priorytetowa.
Nie wiem co tu jest takiego naglącego. Dziewczyna jest pod opieką najlepszych rodziców jakich mogła sobie wymarzyć. Nawet te jej zarzyuty co do nich są śmieszne. Zabraniają ją karmić i odprawili opiekunkę, która mimo zakazu to robiła. Litości! Jak miałaby usprawniac ręce gdyby nawet sama nie jadła? Chcą z niej zrobić normalną, zdrową osobę, czy to źle?
===========
Spotkaliśmy się w holu.
-O, inna sukienka niż ta na twojej sprawie - powiedziałem aby pokryć zmieeszanie - suknie były podobne ale ja się na tym znam. Przy okazji zdradziłem, że obejrzałem jej sprawę w wizjofonii, niepotrzebnie bo dostęp do tego materiału miałem po znajomości.
-Tak, żałuję, że to nie tamta, czułabym się pewniej - odpowiedziała chyba po to aby jakoś podtrzymać konwersację.
-Ciekawe dlaczego.
-Wygrałam w niej sprawę z zabójstwem w tle.
Zrobiła na mnie wrażenie ale próbowałem udawać, że nie - i cóż się stało z tamtą sukienką? - Zapytałem.
-Dyrektorka zespołu szkół w którym uczyłam się prawa potrzebowała podreperować budżet szkoły i urządziła zbiórkę rzeczy do sprzedania a mnie poprosiła o tę sukienkę bo niektórzy lubią takie pamiątki z anegdotką. Twoja bluza też jest niezła z oryginalnej tapuneckiej masy. Sam robiłeś?
W sali zapytano ją dlaczego to właśnie ona ma być rzecznikiem Cypryli Magnolii.
-Bo zawsze nim byłam - wyjaśniła - a przynajmniej odkąd pamiętam. Wychowałyśmy się razem jako siostry. Tym razem chcę dopilnować aby jeśli ktoś ją jako córkę zabierze zapewnił jej godziwe warunki.
Dzięki temu wyjaśnieniu zyskała zgodę zarówno Cypryli jak i przewodniczącego posiedzenia na odegranie roli rzecznika.
Potem wyjaśniła, że Cypryla powinna mieć oddzielny pokój, zabiegi terapeutyczne, pomocnicę gotową wstać do niej w nocy i posprzątać w każdej sytuacji, powinna się uczyć, musi być zawożona do szkoły bo dopiero od niedawna chodzi i w obcym miejscu może czuć się niepewnie. Powinna mieć swój wizjofon aby się uczyć i przybory plastyczne gdyż najprawdopodobniej wybierze szkołę plastyczną. Wymieniła ile powinna mieć ubrań na zmianę i wszystko czego tylko mogła potrzebować Cypryla.
-Skoro macie takie warunki to może sfinansujcie - zdenerwowała się Lala Farta.
Milareza wyjaśniła na podstwie unaskich przepisów, że to raczej my powinniśmy zwrócić koszty opieki, podała ile to może wynosić. Była bardzo dobrze do sprawy przygotowana. Wyjaśniła z jakiej opieki korzystała Cypryla, z jakich udogodnień, ile wydano na wyżywienie i ubranie, ile na operację, ile na naukę. Oczywiście wszystko w przeliczeniu na unaskie ceny. To były jak dla nas kolosalne koszty. Powiedziałam jeszcze - moi rodzice nie chcą zwrotu dla siebie, chcą aby ten dług został wydany na rzecz Cypryli.
-To czyim w końcu jesteś rzecznikiem - zdenerwowała się Lala - mojej córki czy swoich rodziców?
-Mojej siostry ale korzystam też z upoważnień danych mi przez rodziców. Nie chcemy by Cypryla w skutek nadmiernego pośpiechu została zakwaterowana w jakiejś piwniczce i pozbawiona warunków do dalszego rozwoju.
Lala Farta usłyszawszy, że wszystkie podane przez nią warunki zostaną zapisane jako nasze zobowiązania wycofała się z przejęcia opieki zaś Milareza korzystając z upoważnienia adopcyjnych rodziców obiecała w ich imieniu, że nie będą utrudniać Cypryli kontaktu z biologicznymi rodzicami.
Zdecydowano, że Cypryla nie może opuszczać terytorium obejmującego cały kontynent unaski i wyspę Meduzę dopóki nie ukończy 15 arli a i to za zgodą władz.

-Oszukałaś mnie! - Wrzasnęła do Milarezy Cypryla jeszcze tam na sali.
-Byłaś tu cały czas Cyprylo a ja o wszystkim mówiłam otwarcie - odpowiedziała Milareza.
-Ale ja się nie znam na prawie.
-Ani na ludziach ... ani nawet na sobie samej a rozsądniej będzie poznawać siebie wśród ludzi, którzy cię znają od niemowlęctwa i kochają.
-Gdybyście mnie kochali to nie mówilibyście, że nic od was nie dostanę i moi rodzice by mnie chcieli.
-A czy ty kochasz nas? Kim dla ciebie jesteśmy?
-Bo ty zawsze wszystko poprzekręcasz.
-Przykro mi.

-Wcale nie jest ci przykro, zrobiłaś to złośliwie!
Mówisz, że mnie kochasz a nigdy nie masz dla mnie czasu - narzekała - ciągle masz jakieś swoje sprawy i na złość mnie nie wybrałaś tego samego kierunku nauki co ja bo chciałaś udowodnić, że w biurowości też sobie poradzisz a wcale sobie nie radzisz tylko zatrudniasz ludzi, którzy to za ciebie robią i nie powiedziałaś mi, że bierzesz udział w konkursie rzeźbiarskim. Prawdziwi przyjaciele tak nie robią. No dlaczego teraz się nie mądrzysz? Zatkało cię? Jesteś drętwą lalą nawet podczs własnego wesela potrafiłaś polecieć na wykład prawa. Nic dziwnego, że mąż cię porzucił i uciekł z kochanką!
-Jesteś mężatką? - Zdziwiłem się.
-Nie, unieważniłam małżeństwo. W gruncie rzeczy po za tym weselem nic nas nie łączyło - wyjaśniła spokojnie. -Sprawa niemal od początku była na takim etapie, że wystarczyło moje oświadczenie aby ślub stał się nieważny.
-Bo tak manewrowałaś - wrzasnęła Cypryla - chyba po to uczyłaś się prawa aby umieć sobie z ludźmi pogrywać. Zamiast zajmować się mną wolałaś brać dodatkowe lekcje a wcale nie musiałaś, ta wstrętna biurowość by ci wystarczyła żeby być referentem do spraw unaskich imigrantów!
-Mimo wszystko zawsze znajdowałam dla ciebie czas.
-Tak! W przelocie!
-Niedługo będziesz dorosła, zaczekaj te trochę.
-A ty nie musisz czekać!
Śpiesznie wyszedłem. Nie chciałem tego słuchać. Niewiele brakowało a byłbym się wmieszał.
 

 





FANTEORA DOGANIA PRZESZŁOŚĆ

Fanteor wezwał syna na ślub Grifany. Nie napisał, że prosi też Raldarinę. Potem żałował bo jeśli Fantegrisowi ta miłość nie przeszła mógłby nie przylecieć wcale.
-Pozwolę im zamieszkać w Tolimanii - postanowił - może nie w samej Sarinei ale dom w Dżaus będzie w sam raz. Kazał przygotować dla obojga stroje na czas wesela aby mu wstydu nie przynieśli. Orfanta przyniosła ozdoby nadające się do obuwia. Wyjątkowo wspaniałe, zbyt wspaniałe by ich nie poznał.
- A to nie od butów Orborta? - Zapytał.
-Tak buty dawno trafiły do ubogich ale ozdoby zostawiłam aby prawnukowie mieli po nim pamiątkę, niech i Fantegris nie zapomina od kogo się wywodzi.
Od tego dnia Fanteor już nie umiał spokojnie zasnąć.
Zaufanym ludziom kazał wykopać skrzynię a gdy jej nie znaleźli postanowił lecieć latarką, która mu została po Orborcie do miejsca gdzie go pod opieką opłaconej kobiety zostawili. Był pewien, że go nie zastanie, był pewien, że to prawdziwy Orbort zmarł w Sarinei. Chyba nawet nosił wciąż te swoje wykwintne butki ale Fanteor był do nich tak przyzwyczajony, że na to nie zważał. Dom w lesie wyglądał na dawno już opuszczony, nawet ścieżki pozarastały a wszystko łącznie z klamkami pokrył kurz. Mimo to wdarł się do środka, musiał wybić szybę i podstawić sobie jakiś stary garnek zamiast drabiny czy stołka bo drzwi były zaryglowane. Na łóżku poruszyła się brudna od kurzu kukła, zabrzęczały łańcuchy.
-No nareszcie - powiedziała przypominająca Orborta lalka mechaniczna. (Od razu rozpoznał, że to lalka)
A któż mógł tu zostawić taką lalkę? Czyż nie Milander? A jak długo musiała tu czekać opuszczona, pozbawiona czyjejkolwiek troski? Na jakiż los skazał własnego dziadka byle przejąć władzę? Zrobiło mu się słabo.

FANTEGRIS ODWIEDZA DOM RODZINNY

Fantegris postanowił zrobić ojcu psikusa i pojechać z żoną.
-Powiemy, że tak zrozumieliśmy zaproszenie - oświadczył.
-Nawet nie mamy się w co ubrać - narzekała.
-Pożyczymy - odrzekł stanowczo - nie odmówią aby się za nas nie rumienić.
Przynajmniej jeszcze ten raz spotkam się z rodziną.
Bezczelnie poprosił Korora aby podesłał kogoś kto go w tym czasie zastąpi jako rozwoziciel zamówionych zakupów. Taką pracę podpowiedział naczelnik wioski gdy się zorientował, że Fantegris dysponuje małym pojazdem latającym. Praca była na własy rachunek ale trzeba było być dyspozycyjnym jeśli nie chciało się stracić klientów.
-Dobrze - powiedział krótko Koror i należało mieć nadzieję, że naprawdę to załatwi.
-Szkoda, że nie poprosiłeś Milarezy -powiedziała Raldarina.
-Coś ty ona podobno się we mnie podkochiwała.
-Podkochiwała ... zdziwiła się Raldarina a potem nagle oświadczyła - wątpię ani nie miała żadnych twoich fotografii ani nie rysowała twoich portretów.
Rysowała różne postaci ale nie ciebie. Nigdy nawet o tobie nie mówiła. Może jakiś jej przypadkowy uśmiech źle zinterpretowałeś?
-Nie, ona się do mnie nie uśmiechała - uświadomił sobie - Chyba ktoś sobie ze mnie zrobił żart a ja dureń dałem sie nabrać. Już nie mam chęci jechać na to wesele.
Polecieli jednak. Myślał,że da reprymende siostrze nie bacząc, że to jej święto.
Potem już jednak o tym nie myślał. Nim wydali za mąż Grifkę musieli wpierw wyprawić pogrzeb ojcu.
A Lanbort musiał znów ustanowić swego zastępcę. Rzecz jasna został nim Koror Tolimańczyk i już nie mógł wracać do Orbortportu. Wysłał tam swojego namiestnika.

POGRZEB

Grisolda była rozżalona bo wiele osób nie przybyło na mający się odbyć wkrótce pogrzeb jej męża. To prawda, że nigdy nie został mironem Tolimanii, pełnił jednak obowiązki władcy. Niektórzy już wcześniej potwierdzili, że przybędą na wesele Grifany ale nie przybyli gdy wesele odsunięto ze względu na pogrzeb.
-Dlaczego Milander z rodziną nie przyleciał? - Zapytała Lanborta.
-Bo ciężko zaniemógł.
-To mogli wysłać chociaż Milarezę i Rezemcię, one tam teraz niepotrzebne.
-Niepotrzebne? - Zdziwił się - są bardzo potrzebne i ojcu, i matce.
-Mają tyle służby, że ....
-Ja bym nie chciał aby Lanfelci w takim momencie nie było przy mnie.
-A ona i Feli dlaczego nie przyleciały?
-Bo nie miały przylecieć.
-Na wesele ale na pogrzeb powinny. Przecież nic by się dziecku nie stało.
-To noworodek ...
-Każdy ma jakieś swoje wymówki.
-A gdzie Fantesold? - Replikował Lanbort.
-Zdaje egzaminy, jego ojcu bardzo na tym zależało.
- Z powodu śmierci ojca egzaminy można przełożyć a dziecka się do brzucha nie cofnie.
W dniu ceremonii pojawiło się jednak więcej członków rodziny.
Fantegris przywiózł brata z Degeden i rodzinę matki z Haberlandów Koror Rezemcię, Milaryka, Cyprysię z mężem Felikandrę, inni zdążyli sami dotrzeć/
Nie wiadomo czy nie lepiej byłoby gdyby niektórzy nie przybyli. Haberlandczycy nie chcieli przyjąć lepszych strojów i zaniżali swą prowincjonalną elegancją rangę pogrzebu i rangę Grisoldy, mimo to Fantegris zadbał aby trzymali się z ich klanem i prowadził z nimi uprzejme rozmowy. To jeszcze było nic. Milaryk się popisał doprowadzając wręcz do skandalu. Grisolda zrobiła mu jakąś niewinną uwagę a ten zaraz odpalił - ciociu ja mam swoją mamę a ciocia swoje dzieci, niech sie ciocia na nich wyżywa - Teorgrisa czeka w kolejce- Daj spokój Milaryku - usiłowała go powściągnąć Cyprysia - to pogrzeb prześwietnego męża Grisoldy.
-O dziękuję ci - kąśliwie odpowiedziała Grisolda, Cyprysia nie wiedziała o co jej chodzi a Rezemcia replikowała - a co wsadzisz ją za tę gafę do wewnętrznej izby i zamkniesz? Nikt tu nie jest słodką Milarezunią, żebyśmy ci pozwolili się nad sobą znęcać.
-Nikt się nad nią nie znęcał! - Wrzasnęła Grifka - ona kłamie.
-Ojojoj. Tylko ciekawe, że akurat z tej izby wszystko z płaczem powiedziała naszemu ojcu. To przez ciebie ją zamknęli!
-Dość - krzyknął Koror - to nie pora i miejsce na takie złośliwości - Milanderczycy trzymajcie się blisko mnie. Tak powiedziałem!
Cyprysia jednak zdążyła krzyknąć na odchodne Grifce - bo to ty ciągle na nią kłamałaś!
Mąż szybko ją czule objął i odprowadził.
- To tylko dzieci - powiedziała cicho Raldarina do Grisoldy podając jej chusteczkę do otarcia łez.
Raldarina na wszystkich robiła bardzo dobre wrażenie.

CZY MUSIAŁEŚ BYĆ TAKI NIEGRZECZNY?

Dianilotta czuła sie zobowiązana zważać na dzieci nie tylko swoje ale i Rezeryki, zwłaszcza Milaryka bo Rezemcia to była już panienka zaś na Cyprylę miał baczenie Luinerdo.
-Czy musiałeś być taki niegrzeczny? - Zapytała chłopca - przecież ona właśnie straciła męża ...
-A ja mogę lada moment stracić ojca. Nie musiała się mnie czepiać. Synowie Drisforty zamiast przylecieć na pogrzeb polecieli do nas i siedzą tam jak komary nękając mojego ojca o majątek.
-Naszego chorego ojca - uzupełniła Rezemcia z naciskiem na "chorego".
Dwie rzeczy wydarzyły się na tym pogrzebie po raz pierwszy.Uczestnikami wspomnień byli także ci z daleka, widoczni na monitorach, w tym synowie
Milandera z pierwszego małżeństwa, (zapewne faktycznie pilnujący ewentualnych spraw spadkowych) Milareza, Lanfelika, Rezeryka, Redzio, Andzio, Erykamila , Irbis i wiele innych osób.
Ponadto wspomnienia tym razem były w wersji filmowej. Fanteor za życia osobiście o to zadbał i sam to autoryzował. Jednak Dianilotta dostrzegła zmiany. Dodano na początku fragment gdy jako roześmiany młodzieniec biegł przez pole, potem się dowiedziała, że uciekał wtedy przed ogrodnikiem. Na końcu dodano fragment o tym jak idzie w kierunku leśnego domu. Śpieszył się.
W środku wycięto scenkę jak huśta Milarezę i Grifanę na ogrodowej huśtawce.
Pozostały jednak scenki jak bawi się ze swoimi dziećmi, tańczy z Grisoldą na weselu Milarezy, życzliwie rozmawia z przekupniami, przechodniami, petentami, uśmiecha się do żony, je śniadanie w gronie rodziny, obiad z królem Auretanii, kolację z królem Festrii i.t.p.
-Przygotowałem wspomnienia na piśmie - powiedział Fantegris Dianilotcie - szkoda, że nie wiedziałem o tym filmie.
-Nic straconego - odpowiedziała - zachowaj je dla dzieci.

***

SPADEK

Chłopaki pokłóciły sie o spadek. Najwięcej zapisane miał mój Fandzio a to oburzyło Fantesolda, Griteora i przyszłego męża Grifany.Kością niezgody byłam ja. Prawidłowo domyślili się, że musiałam popełnić jakieś niecne czyny skoro Fanteor mnie odrzucił wbrew wyrażonej wcześniej gotowości przyjęcia tej, którą jego syn wybierze. Sądzą jednak, że ma to związek z mężczyznami.
Grifana nawet zarzuciła mi, że z powodu niemoralnego prowadzenia się jestem niepłodna. W zasadzie ma rację tylko, że jej ojciec o tym nie wiedział a Fantegris był gotów zaakceptować wszystko. Ja chyba jednak nie jestem gotowa. Pomyślałam, że nie zniosę ich spojrzeń, ich oczekiwania na potomka i nocnego szperania w moich rzeczach przez męża ilekroć usłyszy, że komuś coś zginęło.
Postawiłam im warunek - odjadę jeśli dadzą mi latalkę abym mogła podjąć pracę wykonywaną wcześniej przez Fantegrisa.
-Dobrze - krzyknął Fantesold - ale ja biorę lotobus.
-Odjedziemy razem - odpowiedział mi stanowczo Fantegris - zabieram lotobus, - zwrócił się do pozostałych - żonę i to co mama zechce nam zapakować z ubrania oraz sprzętów domowych.
-Chwileczkę! - Krzyknęła Grisolda - Jesteś moim najstarszym synem, to ty masz się mną opiekować kiedy się zestarzeję - i nic nikomu do tego kogo sobie wybrałeś na żonę. Milander ożenił się z Unasjanką i wszyscy musieli to zaakceptować. Skoro taka Rezeryka nauczyła się przyzwoicie zachowywać to tym bardziej dziewczyna z naszego kontynentu.
A wszystko co wasz ojciec napisał w testamencie ma być wykonane! Tak powiedziałam!
Potem zwróciła się do mnie - nie wiem co miał Fanteor przeciwko tobie ale wiedz, że mnie kochał bezwarunkowo i tak samo będzie ciebie kochał Fantegris.
Nie zmarnuj tego.
Tak więc zostajemy w Sarinei. Zamieszkamy z teściową i jej dziećmi, które przecież z czasem wyfruną w świat. Mając ją po swojej stronie jakoś wytrzymam. Bywało gorzej. Tu mamy do dyspozycji apartament.

RODZINA REZERYKI
Rezemcia na pogrzeb dość chętnie wyjechała bo miała dość nerwowej atmosfery w domu i wiecznych kłótni z matką. O wszystko się kłóciły ale najbardziej o dziadków. Unaskich dziadków, którzy cudem ich odnaleźli a mama wyraźnie ich nie trawiła. Rezemcia przeciwnie bardzo ich lubiła, zawsze trzymali jej stronę a kiedy matka miała o coś pretensje przypominali jaka ona była w młodości. W końcu mama tak się zdenerwowała, że dała im oddzielny pawilon, apanaże i służbę po czym zabroniła swojej wpuszczać ich na teren Milanderdomu. Rezemcia i Milaryk byli oburzeni na takie traktowanie rodziców - ciekawe jak ty byś się czuła gdybym ja kiedyś zrobiła to samo - powiedziało dziewczę.
-A ciekawe jak ty byś się czuła gdybym ja siedziała za długo w twoim domu, buntowała twoje dzieci i do wszystkiego się wtrącała panno mądralińska - odpaliła matka.
Szczerze mówiąc nie byłoby to komfortowe ale matce Rezemcia powiedziała, że zawsze może liczyć na jej uprzejmość. Rezeryka wybuchnęła śmiechem a córeczka poczuła się jakby dostała w twarz bo przecież właśnie w tamtym momencie była co najmniej nieuprzejma.
Z dala od domu (w dodatku na pogrzebie) poczuła ogromny niepokój o ojca.
Nie było go wśród obserwatorów, zapewne i tak by nie wiedział co się dzieje i nie miał sił wysiedzieć. Matka jednak była więc pewnie nic strasznego się nie działo. Dopiero teraz Rezemcia zauważyła jak wynędzniałą miała twarz.
Kiedy pokazywano film Milaryk miał chęć dołożyć kawałek swojego ale Dianilotta go powstrzymała.
-Nie rób krzywdy tej rodzinie jeśli nie przez przyzwoitość to po to by się nie zemścili na twojej - powiedziała.
-A i tak wyciąłem scenę na której udaje dobrego wujka - odrzekł.
-Oni wcale nie byli aż tacy źli, tylko Grisolda nie zauważa, że zupełnie inaczej traktuje cudze dzieci i tylko swoim wierzy ale to przypadłość wielu matek, ja też pewno nie jestem lepsza.
-Jesteś - stanowczym tonem odrzekł Milaryk - a moja mama potrafi być całkiem obiektywna, tylko dziadków nie lubi.
-Widocznie ma swoje powody, nie oceniaj tego bo zbyt mało znasz szczegółów. Jako młoda dziewczyna zawsze myślałam, że wszystko wiem najlepiej i łatwo wydawałam sądy ....
Coś im przeszkodziło dokończyć rozmowę, to zresztą nie było na nią właściwe miejsce.
Potem Rezemcia już się śpieszyła do domu i choć Grifka próbowała ją namówić aby została aż do jej wesela odpowiedziała - nie, bo mój ojciec jest chory a matka zmęczona. Wrócili wcześniej niż się matka spodziewała ponieważ Fantegris ich odwiózł. Zostawił ich za bramą pałacu. Gdy wbiegli szybko po schodach i doszli do apartamentów ojca usłyszeli podniesione głosy więc się zatrzymali.
-On może jeszcze pożyć długo - mówiła babcia.
-Na to liczę odpaliła matka.
-I zamierzasz już do końca życia być piastunką zaślinionego starca?
-Jakoś wam nie przeszkadzała różnica wieku gdy sprzedawaliście mnie Różykrzewowi.
-Sprzedawaliśmy? Dzięki niemu skończyłaś szkołę medyczną i miałaś dobrą pracę, nam chodziło tylko o twoje dobro.
-Nie! O własne korzyści, przypomnieć ile na tym skorzystaliście?
-Jesteś niewdzięczna, przyjdzie czas urządzić Rezemcię to sie przekonasz jak to jest.
-Gdyby Rezemila zakochała się w najgorszym łachudrze ty pierwsza byś to popierała jako dobra babciunia byle zyskać jej uznanie i dlatego nie życzę sobie abyś miała z nią kontakt i nie waż się nazywać ojca moich dzieci zaślinionym starcem. To jest prześwietny Milander, wspaniały mąż i ojciec.
Milaryk nie wytrzymał, otworzył drzwi dlatego Rezemcia szybko spytała:
Jak się czuje nasz znamienity ojciec prześwietna mamo?

RODZINA DRISFORTY

Miladris naprawdę pilnował by ojciec pamiętał o nim w testamencie ale był na tyle mądry by nigdy nie poruszać tego tematu. Wszędzie mógł być podsłuch.
Po tym co zrobił jego siostrzeniec Drisbend podejrzliwość nowej rodzinki ojca miała nawet usprawiedliwienie. Drisbend był najstarszym synem jedynej siostry Miladrisa (przyrodnich a tym bardziej przyszywanych nie liczył) Drismili i z tego tytułu oczekiwał, że po śmierci Milandera obejmie we władanie arandię. Trochę mu się do tego śpieszyło. Przy okazji bezwiednie przypomniał Lanbortowi, że nie dał wyraźnego rozstrzygnięcia co do tej kwestii gdy ustanawiał milandryjską arandię. Wydawało mu się oczywiste, że arandelą jest nie córka lecz siostra aranda. Najstarszą znaną siostrą Milandera była Orlana i Lanbort zaraz po zamachu na Milandera kazał zapisać rozstrzygnięcie co do tytułu arandeli i to imiennie aby przypadkiem nie
pojawiły się jakieś nieznane siostry i nie rościły sobie do tytułu praw.
Arandia zatem dla potomków Drisforty przepadła ale Milander miał jeszcze swój odrębny, olbrzymi majątek, który zdaniem Drisfortczyków nie powinien przypaść Rezeryce.
Miladris nic o tym nie mówił tylko warował przy ojcu, najpierw przed placówką medyczną, do której jego i wielu innych osób nie wpuszczano uważając, że wystarczy sama Milareza.
-Dlaczego akurat Milareza?
Bo szybko się zdecydowała króciuteńko ściąć włosy gdy postawiono jej taki warunek.
-Wszystko by zrobiła dla majątku - powiedziała zgryźliwie Kamlotta.
-Żadnych takich uwag - natychmiast skarcił żonę Miladris choć myślał tak samo.
-A Rezeryka się nie zdecydowała - zauważyła Drismila - woli być piękną wdową niż odwiedzać męża w szpitalu.
Gdy Miladris zaczął się kręcić po pałacu dowiedział się, że Rezeryka jednak czuwa przy mężu tylko, że za pośrednictwem automedów.
Pytał ją o zdrowie swego ojca i dostawał rzeczowe odpowiedzi. Nie stawiał żadnych innych pytań.
Z innymi drisfortczykami nawet nie chciała rozmawiać a gdy Milander wrócił do domu, jedynie Miladrisowi pozwoliła go odwiedzać.
-Tłum tu niepotrzebny - powiedziała - wstydu nie macie, że siedzicie nad nim jak sępy.
-A ty co robisz? - Spytała ja złośliwie Drismila.
-Ja jestem jego żoną.
-A ja córką.
- A kto ci jest bliższy ojciec czy syn? - To pytanie było mocno złośliwe, Drismila nie wiedziała co odpowiedzieć i Rezeryka zyskała przewagę - Jeżeli mam was tu tolerować to na moich zasadach - oświadczyła - pozwolę wchodzić tylko Miladrisowi o określonej porze i dopóki nie zauważę, że prześwietnego Milandera to męczy. Tak powiedziałam.

Początkowo przeszkadzała mu częsta obecność Milarezy.-Musisz tu być? - Zapytał ją.
-Ooooo - odezwał się gniewnie Milander.
-Mój prześwietny ojciec chce abym była.
-Ooooo! - To brzmiało jak potwierdzenie.
-Ciekawe dlaczego? - Spytał z zakamuflowaną kpiną.
-Jest zdania, że lepiej niż ktokolwiek rozumiem co chce powiedzieć - wyjaśniła Milareza.
-Oooo! - Zdawał się potwierdzać Milander.
Na ścianie wisiało mnóstwo portretów .
-Mojego nie ma - zauważył.
-Mylisz się dostojny Miladrisie, tu jest twoja fotografia - wskazała podstarzałego ktosia w jego kaftanie.
-Nie podobny.
Ojciec się zaśmiał.
-Czasem fotografie się nie udają powiedziała Milareza.
Zrozumiał.
-A fotografie mojej rodziny? - Spytał by pokryć zażenowanie.
-Są w kasecie. Otworzyła drzwiczki z jego portretem a dalej były płaskie deseczki z otworkami ułatwiającymi wyciąganie. Na pierwszej była Kamlotta, po wyciągnięciu ukazał się portret Milakama. Dalej mu nie pokazywała tylko włożywszy na miejsce portret Kamlotty zamknęła kastetę.
Następnym razem gdy Milarezy nie było chciał to sobie dokładniej pooglądać. Milander natychmiast zaczął wrzeszczeć i wbiegła służba.
Wystraszył się - ja tylko chciałem pooglądać portrety- wyjaśnił.
-Lepiej tego nie rób dostojny - poprosił kamerdyner - Milareza ma zawsze wszystko dokładnie poukładane, żeby szybko znaleźć a fotografie się przydają przy rozmowach z prześwietnym Milanderem.
-Ooooo - potwierdził Milander.

KOMPROMITACJA FANTESOLDA

Kiedy Milander już zaczął z pomocą sług zasiadać ze wszystkimi przy stole, w Arblandach pojawił się Fantesold chłopak z nierówno przyciętą fryzurą - jak o nim mawiała Kammila córka Miladrisa. Był ubrany w stylu zbuntowanej młodzieży ale czysto a na dworze Milandera bywali ludzie z różnych stron, rozmaicie przyodziani więc gospodarzom to nie przeszkadzało aż do momentu gdy zdradził cel swojej wizyty.
Fantesold wpadł na pomysł, że skoro jego ojciec (gdyby żył) z czasem przejąłby władzę nad arblandzką arandią i wtedy niewątpliwie musiałby wyznaczyć namiestnika, to on mógłby tu na czas choroby Milandera pełnić tę rolę. Zaproponował to.

W tym czasie Lanbort spokojnie, dokładnie obierał swój kartofel ze skórki, zgrabnie się posługując wykwintnymi sztućcami i milczał choć niektórzy patrzyli nań pytająco czego Fantesold nie zauważał.
-Tak byłoby sprawiedliwie - oświadczył - chyba dobrze mówię? -Tu spojrzał na Lanborta ale Lanbort był zajęty wkładaniem do ust kawałka gorącego ziemniaka. Milanderowi zaczęły drżeć ręce, wiele osób to zauważyło ale nie Fantesold. Milareza lekko skłoniła się najpierw ojcu, potem Lanbortowi, każdy z nich skinął głową na znak, że na coś się zgadza.
-Nie ma takiego zapisu w prawie - powiedziała półgłosem - ale gdyby był to dlaczego ty a nie twój starszy brat?
-A może ty? - Zapytał źle maskując drwinę.
-Mam za niskie kwalifikacje, tak więc: dlaczego nie Fantegris?
-A dlaczego tobie mam odpowiadać?
Milander energicznie uderzył kubkiem o stół. Nie znosił niegrzeczności wobec członków jego rodziny.
-Nie mów do mnie - odpowiedziała młodzieńcowi grzecznie Milareza, mów do prześwietnego Milandera.
-Oooo - potwierdził Milander.
-Ale jak? - Zdziwił się chłopak.
-Normalnie - odrzekł Miladris - mój prześwietny ojciec, słyszy, rozumie, podejmuje decyzje. Milareza jest tylko jego ustami.
-Oooo - potwierdził Milander. Fantesold poczuł się mniej pewnie ale odpowiedział patrząc na Milandera.
-Fantegris bardzo się czymś naraził ojcu, ojciec go odrzucił, tylko zapomniał o tym wspomnieć w testamencie. Nie spodziewał się tak wczesnej śmierci.
-Uuuu - zamruczał Milander a Milareza patrząc mu w oczy zapytała - sądzisz prześwietny ojcze, że byłby mu wybaczył?
-O!
-Już wybaczył - wtrąciła się Rezeryka - przecież zaprosił go na wesele twojej siostry - mówiła patrząc na Fantesolda.
-I kazał przygotować stroje dla niego i Raldariny - dodała Rezemcia.
-Jednak mój brat się o tą funkcję nie ubiega a ty chyba nie jesteś ustami ojca? Ty nie ścięłaś dla niego włosów - wytknął jej.
-Bo nie było takiej potrzeby, chyba, że zrobiłabym to po to aby udawać lepszą córeczkę niż jestem a nie wiem po co, mój ojciec i tak mnie kocha.
Milander się roześmiał a Rezemcia podbiegła się doń przytulić.
-Uważasz, że Milareza zrobiła to na pokaz?- Zainteresował się Fantesold.
-Uuuu - warknął gniewnie Milander.
-No chyba cię przewiało - odpaliła Rezemcia - nawet ja wiem, że złośliwi powiedzą o tej co się nie ostrzygła, że nie kocha taty a o tej co się ostrzygła, że chce się przypodobać za wszelką cenę.
-Oooo - potwierdził Milander rozglądając się w koło.
Milareza jest ode mnie mądrzejsza więc wie to tym bardziej. A od ciebie ma wyższe kwalifikacje mimo to wcale się nie mizdrzy gdy mówi, że za niskie.
Ja mam takie same jak twoje a się na namiestnictwo nie pcham, pracuję w biurze Milarezy i to nawet nie jako kierowniczka. Szarym pracownikiem jestem i wcale mi to nie przeszkadza. Znajdź sobie coś takiego. Zaprotegowałabym cię Symelindzie lecz zaraz twoje siostry zaczęłyby gadać, że chcę cię zdobyć na
męża..
-Oooo - potwierdził Milander.
Fantesold był rozgniewany. W gruncie rzeczy wcale nie przeszkadzałoby mu gdyby piękna Rezemcia chciała go za męża, niby dlaczego miałoby to być dla niej uwłaczające?
============
Ta zarozumiała lalunia - powiedział później bratu, z którym był już pogodzony (ale o tym, że zamierzał zostać namiestnikiem mu nie wspomniał) -chciała mi udzielić rad jak się ubierać i zachowywać kiedy się staram o pracę.
-Zbytek łaski - oświadczył Fantegris - sam to mogę zrobić.
Ignorując to Fantesold kontynuował - a kiedy potem wezwano mnie do Milandera siedziała u niego Mizia i Miladris - wiesz co mieli mi do zaproponowania?
-Posadę gońca? Biorę - zażartował Fantegris.
-Nie. Rachmistrza w fabryce domów.
-Gdyby nie to, że jako najstarszy syn ...
Nim Fantegris dokończył Fantesold pobiegł do latalki, stanowiącej już teraz jego własność, by gnać z powrotem do Arbland.
Zatrzymał się jednak nim dobiegł. Po tym jak się zachował przed odlotem nie miał już czego tam szukać. Wracał powolutku. Fantegris wyszedł mu na przeciw - słuchaj a rozmawiałeś z Lanbortem? - Zapytał - to na pewno on zastępował Milandera w czasie choroby więc ...
Fantesold zesztywniał i już nie słyszał co mówi brat.
-Co ci się stało? - Zaniepokoił się Fantegris.
-Eee chyba rzucę szkołę, nie mogę znaleźć pracy.
-Spokojnie, coś wymyślimy, zresztą i ja chciałbym wreszcie ukończyć tę szkołę - kiedyś był taki projekt abym założył własne biuro. Chyba to zrobię.

Jeżeli Fantesold liczył na to, że nikt w Sarinei nie dowie sie po co tak naprawdę poleciał do Arbland to tylko dlatego, że jeszcze nie znał życia i ludzi. Szybko przyleciał do Sarinei wuj Drisander by powiedzieć owdowiałej Grisoldzie, że takiego wstydu jak przez jej syna to się dawno nie najadł.
- A co w tym złego, że poprosił rodzinę o pracę? - Była gotowa zajadle bronić potomka.
-Prosić o pracę? On tam pojechał zażądać funkcji namiestnika. Za życia Milandera i w obecności Lanborta!
-Może na czas choroby Milandera? - Odpowiedziała niepewnie.
-Tam jest wszystko tak zorganizowane, że się nie rozpadnie w czasie choroby mojego ojca. I zresztą nie rozpadło się nim jako tako doszedł do siebie. Już lepiej byłoby gdyby z takim pomysłem przyleciał Soldafan!
-A dlaczego? - Zaciekawił się chłopczyk.
-Daliby ci ciasteczko, pogłaskali po główce i powiedzieli, że jesteś za młody a gdyby nawet funkcja taka przysługiwała synowi prześwietnego Fanteora to najstarszemu a ty masz trzech starszych braci. Uznaliby, że zabawny z ciebie
malec i to wszystko ale Fantesold to już nie jest słodki maluszek. Jak żeś ty go wychowała Grisoldo?
-Teraz to już się zwracaj do mnie a matkę zostaw w spokoju - zażądał Fantegris - popełniamy błędy jak wszyscy ludzie, daleko nam do ideału ale ty, człowiek doświadczony, kuzyn naszego ojca, czemużeś Fantesolda nie powstrzymał?
-A skąd mogłem wiedzieć co zamierza? Siedziałem za daleko.
-To trzeba było głośno zawołać - miarkuj się smarkaczu!
-A ty - zwrócił się do brata - jak śmiałeś mnie nie zapytać o zdanie?
-Milareza musiała mu o tobie przypomnieć - oświadczył Drisander.
-Pewnie by ciebie wolała widzieć na tym miejscu - zwróciła się do starszego brata Grifana i to był jej poważny błąd.
-Przestań rozpylać ploty - odrzekł - co ona ci takiego zrobiła, że wciąż ją szykanujesz?
-O, zainteresowany? - Zakpiła.
-Nie. Mam swoją żonę i żadnej innej nie chcę ale właśnie ona - tu spojrzał na żonę - uświadomiła mi, że Milareza nigdy nie robiła takich rzeczy jakie robią zakochane dziewczyny i wtedy uprzytomniłem sobie, że rzeczywiście nie tylko
nie rysowała moich portretów i nie rozmawiała o mnie z koleżankami ale nawet nie wystawała na rogach ulic, po których będę przechodził ani nie robiła do mnie słodkich ocząt - mówił to nie patrząc na siostrę, ona jednak poczerwieniała
- ani nic z tych rzeczy. Na pewno nigdy jej nawet przez myśl nie przeszło aby się we mnie zakochać, byłem tylko kuzynem i to nie lubianym.
-A po za tym - wtrąciła się Dianilotta - to żadne przestępstwo się zakochać. Skąd ci takie pomysły chodzą po głowie, że Milareza mogłaby zarzucać sieci na zajętego mężczyznę?
Koror wrócił do głównego tematu zwracając się przy tym do Fantesolda:
-W dodatku chwilowo żaden namiestnik nie jest w Arblandach potrzebny i nawet nie do mnie a tym bardziej nie do ciebie należy jego ustanawianie.
___________________
____________________
Każdy z obecnych powstrzymałby się od strofowania Grifki gdyby się domyślił, że właśnie rujnuje jej małżeństwo. Ślub przynajmniej z planowanym kandydatem się nie odbył i to bez odszkodowania bo rodziny się dogadały, że nie będą dochodzić kto zawinił.
Znamienne było to, że niedoszły mąż Grifany wrócił do swej poprzedniej narzeczonej oskarżanej wcześniej o zdradę.

Dla Grisoldy był to straszny cios. Wiele się natrudziła ona i Fanteor nad skojarzeniem małżeństwa córki a teraz trzeba będzie spuścić z tonu bo dziewczyna nie jest już córką następcy tronu. Na dodatek Grisolda nie będzie już mogła z niewinną minką zapytać Rezerykę - A jak tam Milarezunia a może jednak pozwolisz, że kogoś jej wyswatam?




 

 






Cały klan Drisforty był rozgniewany faktem, że Milander postanowił ufundować w Arblandach nowe wydziały szkoły wyższej. Początkowo były tu: Milanderszkoła techniczna z najrozmaitszymi wydziałami i niezależna od niej Lanbortszkoła obejmująca mnóstwo dziedzin powiązanych z historią, potem połączono je w jeden kompleks finansowany głównie z kiesy Milandera bo uczniów nie było aż tylu aby ich czesne zdołało pokryć koszta a na dodatek część była z rodziny, część z ubogich domów i obie te grupy wypadało sponsorować. Wydziały: Administracji, Prawa, Sztuk Plastycznych, Muzycznych , Literatury, medycyny jeszcze bardziej obciążałyby budżet Milandera a tego Drisfortczycy nie chcieli.
-Chyba można to jakoś podważyć? - Zapytała Milalotta.
-Nic z tego córeczko - odrzekł Miladris - byłem przy tym jak tego żądał i nie tylko ja.
-A Milareza tym nie sterowała?
-Na pewno nie. Sam świetlnym wskaźnikiem pokazał na dział map a potem po kolei wybierał te okolice o które mu chodzi coraz bardziej je zawężając aż w końcu na planach wybranych miast pokazał konkretne szkoły a pytania zadawała nie Milareza lecz Lanbort. Nie będę wam całości opisywał ale zrozumcie, ojciec wprawdzie nie mówi jednak pokazać wskaźnikiem potrafi celnie
a zaprzeczyć lub potwierdzić, wyraźnie.
-A Lanbort sam nie rozumie, że to szaleństwo? - Denerwował się mąż Kammili.
-Człowieku to zasila arandię - wtrącił się Milafort.
-Naszym kosztem - złościł się Milakam
-A na czym by ci na miejscu Lanborta bardziej zależało, na wzmocnieniu arandii czy naszm spadku?
-Ale jak to niby ma wzmacniać arandię? - Sierdził się Drisander - to pieniądze wyrzucone w błoto. Słuchajcie a może by tak pogadać z Rezeryka, ona ma wpływ na Milandera a przecież coś tam ze spadku należy się jej dzieciom.
Po dłuższych sporach wydelegowali Miladrisa bo miał największe uważanie u Rezeryki oraz dla przyzwoitości dwie jego bratanice (chciał zabrać córkę ale na to nie było zgody, z kolei z jedną bratanicą znaleźć się choćby tylko w poczekalni sam na sam mu nie wypadało). Rezeryka nie kazała im czekać i to był dobry znak, nie zdążyłaby przygotować pułapki. Przyjęła ich w obecności swoich córek.
-A nie możemy pomówić bez świadków? - Zapytał Miladris.
-Uważasz, że byłoby stosowne gdybyśmy wyprosili te cztery panie? - Spytała robiąc wielkie oczy.
-Miladina i Dristina są przedstawicielkami swoich rodzin.
-A moje córki przedstawicielkami swojego rodzeństwa.
-Ich interesy to już ty reprezentujesz.
-Co złego knujecie, że nie chcecie świadków? Jak znam życie chodzi wam o Milanderszkołę. Zapamiętajcie więc sobie, że ja się woli męża sprzeciwiać nie będę. Dziewczęta, proszę abyście to zapamiętały. Wybierzcie sobie takich mężów abyście mogły im zaufać a potem popierajcie ich decyzje.
Jej córeczki jak na komendę podniosły niebieskie oczęta znad robótek i skinęły główkami. (Miladinie i Dristinie nie przyszło do głowy aby zabrać ze sobą robótki)
-A nie uważasz, że dziadek Milander okrawa majątek także twoich dzieci? - spytała Dristina.
-To nie jest majątek moich dzieci. To jest jego majątek i zrobi z nim co zechce.
-Jasne, nie przejmujesz się bo już wydałaś i jeszcze wydasz fortunę na swoje zachcianki - zdenerwowała się Miladina.
-Niczego nie czynię za plecami męża.
-Nie od dziś wiadomo, że młoda żonka potrafi ugadać starego męża.
-Wiem, że masz w tym względzie doświadczenie - odpowiedziała Rezeryka nabijając kolejne oczko na mały kubraczek.
-No różnica wieku między mną i moim mężem nie jest aż tak ogromna jak w waszym przypadku.
-To prawda ale mój mąż choć nie jest tyranem, domem pokierować potrafi. Czy mam rację dziewczęta?
-Tak, prześwietna mamo - odpowiedziały wprawdzie w nierównym tempie ale zgodnie jej córki.
Miladris już wcześniej nakładł do głów bratanic, że mają w spory z Rezeryką nie wchodzić ale to chyba było niewykonalne. Cwana Unasjaneczka - pomyślał każdego umie sprowokować. A te jej córunie tylko grają grzeczne niunie.
_______________________________
Nie wiedział, że nim wszedł on i jego asysta, Rezeryka rzuciła córkom krótką dyspozycję -"grzeczne niunie". Nie musiała tego rozbudowywać, zrozumiały, natychmiast sięgnęły po robótki zaś Milander wyjechał na sterowanym myślą wózku do sąsiedniej izby. Korzystając z zawsze dostępnych urządzeń stwierdził, że Miladina nagrywa rozmowę i zakłócił jej odbiór.
______________________________________

Gdy atmosfera zrobiła się gorąca wrócił, wziął sobie ciastko z patery i gestem zachęcił syna oraz wnuczki by mówili dalej, zaś Milarezę by się zbliżyła siadła na wprost niego.
To ostudziło emocje.



Milareza za pośrednictwem milanderłącza skontaktowała się z Fantegrisem by go zapytać jak jego biuro wywiązało się z otrzymanych zleceń. Spokojnie odpowiedział, że wszystko jest załatwione.
-To znaczy, że z Gristomem rozmawiałeś? - spytała równie spokojnie.
-Akurat nie ja tylko Fantesold.
-Jaka była reakcja?
-Odmówił.
-To teraz przejdź się lub polecieć do każdego z listy osobiście i tak rozgrywaj sprawę jakby jej nikt przed tobą nie próbował załatwić a jeśli ktoś powie, że Fantesold już z nim rozmawiał zapytaj co go skłoniło do odmowy. Do Gristoma, Ariandy (wymieniła jeszcze kilka imion) nie leć ja tam byłam, zgodzili się, dwoje nawet bez wahania i nic nie wspomnieli o was. Dajemy ci osiem dni, jeżeli nie zdołasz się wywiązać rozwiązujemy umowę. Tak powiedziałam.
- Zakończyła i rozłączyła się.
Biegnąc do gabinetu brata ujrzał kobietę w poczekalni. Natychmiast wyhamował, przybrał milszy wyraz twarzy - zaraz będę wolny - obiecał i wszedł już do brata spokojnie. Fantesold przy kawce i ciasteczku rozmawiał z mamą, byli w dobrych nastrojach.
-Fantesold załatwiłeś już całe zlecenie Milandera? - zapytał zirytowany tym widokiem.
-Już ci mówiłem, nikt nie chce tam pracować.
-Wiesz co? Ja to może jestem idiotą ale nie Milareza, z nią sie tak nie pogrywa. Jeszcze się nie zorientowałeś, że to legenda Degeden? To dowiedz się co o niej mówią a teraz zbierz swoje manatki i znikaj z mojego biura. Już tu nie pracujesz.
-Zaczekaj, usiądź z nami - poprosiła Grisolda.
-Nie mam czasu. Jestem w pracy. Klientka czeka.
Wyszedł i uprzejmie zaprosił starszą kobietę do swojego gabinetu.
Jeszcze jej tłumaczył co i jak powinien jej syn załatwić gdy zagwizdało milanderłącze, zerknął na lustro będące zarazem monitorem, pojawiła się na nim ikonka Rezeryki.
-Przepraszam powiedział, wyszedł na chwilę i odebrał rozmowę przez mikrołącze. -Przepraszam mam klientkę - wyjaśnił.
-Jeżeli chcesz jeszcze dostawać od nas zlecenia to załatwiaj sprawy sam a nie przez mamusię. - Padła szybka odpowiedź, którą nie od razu pojął.
-Coś się stało? - Zapytała klientka.
-A nie, to może poczekać - wyjaśnił dość niezręcznie - a na czym skończyliśmy?
....A i tak na marginesie syn wie, że załatwiasz tę sprawę?
-A to ważne?
-Dla mnie nie. Kontynuujmy.
-No ale jak zacząłeś to mi wyjaśnij, co może być nie tak?
-Jeżeli ma inne plany, może mieć pretensje.
-Matki trzeba słuchać.
-Tak ale decyzje podejmować osobiście. Z tym, że to nie jest moja sprawa - to powiedziawszy wytłumaczył zagadnienie do końca, upewnił się czy klientka wszystko zrozumiała i zainkasował zapłatę.
Potem wezwał Raldarinę aby za niego dokończyła urządowanie i niezwłocznie przeszedł się do wszystkich Sarinejczyków z listy arblandzkiej by porozmawiać o zatrudnieniu w milandryjskiej szkole, z niektórymi udało mu się podpisać umowy przedwstępne.
Nawet nie wiedział jak dobre było to posunięcie. Po prostu się śpieszył bo Milareza dała mu mało czasu. Przy okazji dowiedział się, że córka znakomitego prawnika poszukuje pracy.
-Jeżeli dobrze się zna na naszych tolimańskich przepisach i administracji mogłaby pracować w parze z moją żoną - żona ma ogólne pojęcie i zna nasz język ale wolałbym mieć na tym stanowisku Tolimankę. Oczywiście sama pracować u mnie nie może więc na razie będzie z Raldariną, potem może jakoś inaczej to rozwiążę.
Prawnik się na wyjazd do Arbland nie zdecydował ale jego córka pracę podjęła. Potrzebowała jej bo uczyła się w tej samej szkole, z której niegdyś ojciec zabrał Fantegrisa. Już tam przyjmowano dziewczęta.
To nie było daleko, dojeżdżała bryczką lub nocowala o ciotki. Postanowił, że on i Raldarina podejmą naukę w tej samej szkole.
Ponieważ rozmowy zajęły mu dużo czasu, z matką spotkał się dopiero przy śniadaniu. Była w wojowniczym nastroju, wpadła na pomysł, że pójdzie do Sarinejczyków z listy arblandzkiej i skutecznie ich do pracy w Arblandach zniechęci.
-Za późno - powiedział, choć nie do wszystkich zdążył dotrzeć - ja już tam wczoraj byłem i pozałatwiałem sprawy a skąd masz tę listę?
-A po co chodzisz skoro zabrały ci to zlecenie?
-Nic mi o tym nie wiadomo. Milareza dała mi czas a Rezeryka ostrzegła, że jeżeli ty będziesz za mnie moje sprawy załatwiać to zrezygnują ze współpracy. Co miała na myśli mówiąc, że załatwiasz coś za mnie?
-Mama do niej zagwizdała - wyjaśnił Gristeor - i mówiła, mówiła, mówiła a Rezeryki nie dopuszczała do głosu.
-Co mama mówiła?
-Wszystkiego nie zapamiętałem ale Rezeryka się wyłączyła kiedy mama powiedziała - obyś ty sama jak będziesz wdową widziała jak ludzie odtrącają i poniżają twoje dzieci.
-Mamo - powiedział Fantegris - przecież to właśnie oni wyciągnęli do nas rękę, to, że mają słuszne pretensje o naszą opieszałość nie ma nic wspólnego z osieroceniem nas przez ojca. A Milanderowi to ja zawdzięczam więcej niż ci się zdaje, chciałbym wreszcie okazać, że to doceniam. Nigdy więcej nie załatwiaj moich spraw za moimi plecami.
-A jak będzie z Fantesoldem?
-Gdybym go teraz z powrotem przyjął uznałby, że to mój obowiązek a jego prawo się bawić i popijać kawkę gdy w poczekalni czeka klientka.
-Ojejku nic się jej nie stało.
-Straciła czas, który mogła lepiej wykorzystać.
-Przecież potrzebujesz kogoś do pomocy.
-Przyjąłem Lentywanę córkę Terkucinga.
-Kobietę? To zrobi złe wrażenie.
-Będzie pracować z Raldariną. Mamo czy mogłabyś mi oddać tę listę i już więcej nie zabierać, żadnych moich dokumentów?



- Fantesoldzie a dlaczego mnie nie zaproponowaliście pracy w Arblandach? - Zapytał Szuarad. Fantesold na szczęście to wiedział - Milareza nie chce podbierać nauczycielek swojej szkole bo uważa, że to byłaby nielojalność a z męskiej nie bierze aby ktoś nie pomyślał, że bardziej ceni nauczycieli niż nauczycielki.
-Aaa taka sprawa, to nawet do niej podobne ale wspomnij jej, że ja byłbym chętny. Chciałbym sie zmierzyć z opracowywaniem programu dla nowej szkoły.
-Zauważyłem, że w dziedzinie prawa ściągają tam samych Tolimańczyków a zdaje się, że też Unasjan bo Arblandy są poło...
-Wiem gdzie są położone Arblandy i jaka wobec tego musi być specyfika szkoły ale jestem specjalistą od prawa międzynarodowego więc może się przydam.
-On nie chce tego załatwiać bo brat go wywalił z pracy - poinformował najbliższy przyjaciel Fantesolda.
-I zapomniałeś nam to zgłosić? - Zwrócił się do nieszczęsnego Tolimańczyka Szuarad - a wiesz, że brak pracy równa się pożegnaniu szkoły? Ty szybciuteńko rozmawiaj z Milarezą, może jednak znajdzie ci jakieś zatrudnienie a przy okazji wspomnij o mnie. Masz pięć dni na załatwienie sobie pracy, potem będę musiał twój brak zatrudnienia zglosić Ętszurowi a na przyszłość nie bądź taką paplą i lepiej sobie dobieraj przyjaciół.Wracamy do tematu lekcji.
Po lekcji jeszcze go zatrzymał i powiedział,że jeśli mu to umożliwi sam porozmawia z Milarezą.
Nawet nieźle mu poszło, wspomniał też o Fantesoldzie, odpowiedziała: jeżeli weźmiesz go na swojego pomocnika, coś w rodzaju sekretarza, to się zdgodzę. Nie może jednak liczyć na wysoką pensję co nie powinno być problemem bo w Arblandach ma mnóstwo rodziny.
Zaproponowana pensja była naprawdę poniżej aspiracji Fantesolda lecz Szuarad mu powiedział: Bierz co dają bo twoja wartość na rynku pracy jest na razie zerowa. Pomoge ci wypracować wyższą.
To źle rokowało



Milareza była teraz asystentką aranda. Przeważnie znaczyło to (zgodnie z określeniem Miladrisa), że była ustami aranda, niektóre sprawy jednak załatwiała samodzielnie i tylko relacjonowała ojcu. Tak było ze sprawą Szuarada i Fantesolda.
-Czy nie zbyt małą pensję zaproponowałam Fantesoldowi? - Upewniała się.
-Yy - mruknął co w tym wypadku znaczyło - a nad czym ty się zastanawiasz? Tyle mu starczy.
Najczęściej zgadzał się z jej decyzjami bo też starała się podejmować takie jakie on by podjął. Czasem uważał, że coś można było załatwić inaczej ale nie kazał zmieniać.
-Czy nie powinnam była zostawić kwestii przyjęcia Szuarada do twojej dyspozycji prześwietny ojcze?
-Yy.
-Odmówił nam Terkucing z Sarinei.
-Oooo - To znaczyło - no właśnie, odmówił i trzeba było wziąć na to miejsce kogoś innego.
Nawet nie zdawała sobie sprawy jak wysoką zajmuje pozycję. Jedną z najwyższych w arandii. Stało się to w sposób naturalny, jakby mimochodem
i długi czas nie było ani uregulowane ani opłacane. Dopiero kiedy Drisander sobie zakpił, że Milareza to taki nieformalny zastępca aranda, Milander się zorientował, że wprawdzie zastępcą nie jest ale dość poważną role odgrywa.
Powiedział - oooo! - podniósł palec do góry pomachał nim po czym wziąwszy świetlny wskaźnik dał znać, że chce widzieć szefa od zatrudnień. Od razu po obiedzie, w obecności wszystkich dzieci Drisforty uzgodnił z nim, że Milarezę trzeba zatrudnić.
-Jako asystentkę aranda? - zapytał kadrowiec bo tak rolę Milarezy oceniał.
-Oooo - potwierdził Milander.
-To może dasz jej jeszcze pensji ze trzy orbortale? - Zakpił Drisander.
-Oooo - potwierdził Milander.
-Tyle nie można - podpowiedział kadrowiec - bo zaraz inni zażądają podwyżek choćby ze względów prestiżowych. Proponuję dwa i trzydzieści landbortusów.
-Oooo - zgodził się Milander. Drisander już nigdy na ten temat nie dyskutował i w ogóle starał się nie kpinkować przy ojcu. Pomyślał sobie, że i tak niedługo nastanie tu Koror i nie wiadomo kogo uczyni namiestnikiem a Milarezunia nie będzie już tu potrzebna.
Kobiety z rodu Drisforty zaczęły się jeszcze baczniej przyglądać czy na któregoś mężczyznę Milareza nie patrzy przychylniej. Trochę nadziei wzbudzał przyjazd Fantesolda. Był wprawdzie od niej młodszy ale przecież z jakichś powodów go zatrudniła.
chłopak nie miał jeszcze statusu dorosłego więc nie mogli go swatać.
Spytali tylko dlaczego Milareza go tu ściągnęła.
-Widocznie jestem dobrym fachowcem - odpowiedział..
Nie miała z nim żadnego kontaktu, kto inny załatwiał zakwaterowanie, pensja Fantesolda była bardzo niska, owszem był zapraszany na obiady ale to akurat był posiłek zjadany w dużym gronie a Fantesold miał miejsce wyznaczone między rówieśnikami czyli najmłodszymi z wnuków Milandera i nie bywał zatrzymywany na pogaduszki.
 

 



Rezerykę od dawna niepokoiło zachowanie Irbisa ale już szczególnie od momentu gdy ukończył 15 arli (dzień później kończyły Milareza i Cypryla).
Oświadczył, że będzie budował dom.
-Pomyślę o tym - powiedziała mu Rezeryka i teraz właśnie myślała.
Budowa domu to był zwyczaj zapożyczony przez Tolimanię od Festrii.
Młodzieniec powinien postawić dom by mieć gdzie zamieszkać z żoną.
Pomagali mu w tym mężczyźni z rodziny i inni młodzieńcy odwdzięczający się za pomoc przy budowie swego lub liczący na odwdzięczenie gdy swój będą stawiać. Ojciec Irbisa czyli Milander już się do takich robót nie nadawał, jego synowie z poprzedniego małżeństwa nie uważali Irbisa za brata, synowie Rezeryki byli zbyt młodzi. Irbis nikomu w budowie nie pomagał i nikt nie uwierzy, że potem pomoże. Co zrobić by jej najstarszy synek nie poczuł się gorszy?
Już i tak porównywał siebie z Milarezą i Cyprylą na swą niekorzyść, widział jak bardzo go niemal we wszystkim wyprzedzają rówieśni chłopcy to go zasmucało, chciała mu pomóc ale nie wiedziała jak a na dodatek nie wyobrażała sobie aby zamieszkał sam. - Dobrze, że jest Milander - pomyślała zmierzając szybko parkową drogą na spotkanie z nauczycielami medycyny - coś poradzi.
W tym samym czasie Milareza siedziała obok ojca w czasie narady o utrzymaniu dróg. Na chwilę weszła Drismila aby zapytać czy to długo potrwa
bo chciałaby zamienić z ojcem parę zdań. Milander spojrzał na Milarezę.
-Czy to ważne? - Zapytała Drismilę.
-Nie. Może poczekać ale chciałabym wiedzieć kiedy mogę przyjść, zresztą może poczekam w salonie gier.
Gdy wyszła Milareza wstała - wybacz mi prześwietny ojcze ale coś mi się tu bardzo nie podoba. Wolałabym aby ktoś zwrócił uwagę na dostojną Drismilę.
-Niby dlaczego? - Oburzył się Anderdris.
-co myślisz? - Spytał Milandera Lanbort. Milander wysłał za Drismilą agentara.
Nie poszła do salonu gier. Wyszła z pałacu, szła bardzo szybko przez park. Ktoś jeszcze chciał zabrać głos w omawianym temacie.
-Później - odrzekł Lanbort - Milarezuniu pojedź za nią moim autkiem cichobieżnym, może trzeba będzie interweniować.
-Yyy - mruknął Milander i wskazał strażnika.
-To niech on też jedzie - zdecydował Lanbort - autkiem służbowym. Miza może się przydać - tłumaczył gdy już wychodziła i nie wszystko słyszała - jest zrównoważona, zna prawo i etykietę.
-Y? - Zapytał go Milander - wskazując miejsce strażnika ale już nie czekał na odpowiedź, obserwował wydarzenia a z nim jego specjaliści od dróg.
Drismila tam gdzie nikogo nie było biegła.
Milander wskazywał strażnikowi barwnym, rysującym za sobą ślad punkcikiem na mapie trasę.
Milareza radziła sobie sama, korzystając ze wskaźnika ruchu. Największy był w bocznej alei i tam się skierowała. Milander obserwujący także i jej autko na drugim monitorze bardzo się tym odchyłem w bok zainteresował i przeszpiegował okolice a z nim wszyscy zebrani. Zobaczyli mężczyznę zwijającego się z bólu, drugiego z kamerą i próbującą uciec Rezerykę ale ten pierwszy opanowawszy się, ruszył za nią w pogoń. Milander włączył się na ekran Milarezy i zachowywał tak jakby to on prowadził auto. Naśladując go skręciła z drogi na trawnik,włączyła na cały regulator syrenę i światła. Otworzyła szufladkę, wyjęła broń
ale potem podjęła własną decyzję i zamiast zabić napastnika, strzeliła mu w nogę, potem oddała strzał ponad głową kamerzysty, rzucił sprzęt i począł uciekać przez chaszcze.
-Mamo - krzyknęła i otworzyła szeroko przed Rezeryka wejście.
-Do domu - poleciła szybko Rezeryka - muszę się przebrać.
-Najpierw pierwsza pomoc - odpowiedziała Milareza, wezwij medyków, ja go opatrzę.
-Nie waż się! To bestia, nawet ranny może zagryźć.
- Wobec tego ty to zrobisz a ja potrzymam mu broń nad głową. To konieczne mamo, nie wolno nam zostawić go bez pomocy. Musimy uwzględniać unaskie prawo
Za chwilę były już przy nich straże i Rezeryka zatamowała upływ krwi w ich asyście. Potem po krótkiej naradzie wezwali medyków unaskich.
Rezeryka pojechała się przebrać.
W jakiś czas potem weszła swym normalnym, energicznym krokiem na salę gdzie miało się odbyć posiedzenie medyków, przeprosiła za spóźnienie.
-Czy zaczęliście beze mnie? - Zapytała.
-Nie, czekamy - odrzekł najwyższy rangą.
-No to zacznijmy.

A co z Drismilą?
-Śpiesznie doszła do bramy, wartownik powiedział jej, że jacyś dwaj Unasjanie przyszli na spotkanie medyków, nie mieli zaproszeń ale powołali się na nią więc ich wpuszczono. To wszystko słyszał strażnik, który nagle pozbawiony
kierownictwa Milandera przyśpieszył by mu Drismila nie zginęła.
-Zaproponuj arandecie, że podwieziesz ją do pałacu - polecił mu Lanbort.
Obserwował oba monitory a gdy Drismila podeszła do bramy, skupił się na niej - czekam w salonie gier - dodał ale zaraz o tym zapomniał bo Milander dostał duszności.
Podskoczył do niego medyk, zażądał otworzenia okien, zrobił jakiś zastrzyk a gdy Milander się uspokoił podał szklaneczkę wody.
Rezeryka tego dnia spokojnie przewodniczyła w posiedzeniu medyków a narada drogowców nie została dokończona.
Z Drismilą porozmawiał nieco później Lanbort.
-Naprawdę sądziłaś,że twój udział w tej sprawie się nie wyda? Chciałaś udawać, że cały czas siedziałaś w salonie gier? To naiwne, przecież
ustalilibyśmy jak ci ludzie się tu dostali. Chciałaś aby zgwałcono Rezerykę?
-Nie, chciałam tylko mieć kompromitujące zdjęcia.
-Czyli chodziło o gwałt.
-Nie!
-Ależ omal do niego nie doszło. Arandeto! Rezeryka dobrowolnie by tego osobnika do siebie nie dopuściła.
Wiesz dlaczego nigdy nie odwiedziła Milandera w klinice? Bo to klinika brata tego łobuza.
Wiesz o tym prawda? Kto nawiązał kontakt, ty z nimi czy oni z tobą? ...
Jak wpadłaś na ślad? ...
============
Unasjanie mieli dostateczny materiał do zbadania sprawy, zwłaszcza to co sfilmował Milander a dodatkowo nagrania z porzuconej kamery, skopiowane wcześniej przez milandryjskie straże.
Te były ważne dla badających sprawę Arblandczyków bo widać było jak dzielnie broniła się Rezeryka.
Dla Unasjan zaś ważniejsze były nagrania Milandera bo pomagały ustalić czy nie zostały naruszone granice obrony koniecznej a poszkodowanemu udzielono pomocy.

Milander doszedł do siebie lecz obecny na naradzie Anderdris przemówił później do siostry o wiele ostrzej niż Lanbort.
- Omal nie zabiłaś ojca - Powiedział do Drismili a do wszystkich członków rodu Drisforty - czy wy naprawdę nie rozumiecie, że Rezeryka to jego żona, że on ją kocha, że krzywdząc ją krzywdzicie jego? Nie traktujcie go jak bezmyślną, nieczułą kukłę bo on tylko nie może mówić i chodzić. Byłem pod wrażeniem jak pięknie zgrał się z Milarezą przy ratowaniu arandy.
To był pierwszy przypadek gdy ktoś z klanu Drisforty nazwał Rezerykę arandą a przecież otrzymała ten tytuł oficjalnie.


-Dlaczego zdecydowałaś się jechać za Drismilą? - Zapytał Turardo.
-Bo miała taką minę - zachciało mu się śmiać gdy Milareza demonstrowała minę, spojrzała nań uważnie - trudno jest mi to opisać słowami - wyjaśniła - po prostu na podstawie jej mimiki i mowy ciała - tu bezwiednie naśladowała ruchy przybranej siostry - czułam, że ona ma jakieś niecne zamiary i lepiej to sprawdzić. Nie ufałam jej bo kiedyś, w klinice medycznej wtargnęła do sali
gdzie leżał nasz prześwietny ojciec. Wcześniej widziałam ją przez okno w towarzystwie pielęgniarza, z wyglądu Festryjczyka. Od ręki narysowała portret. W jakiś czas później ten człowiek usiłował zrobić mojemu ojcu zastrzyk. Porosiłam go aby tego nie robił i wyszedł. Nazajutrz zamontowałam w tej sali alarm ze specjalnymi ostrzegawczymi efektami dźwiękowymi.
-Szkoda, dźwięki ostrzegawcze mogą spłoszyć i nie ma dowodów.
-Bardziej niż na dowodach zleżało mi na życiu prześwietnego ojca.



Śledczy Ścichapęk Przecinek wezwał Knieję Korala.
Ponieważ musiała zgodnie z regulaminem szkoły zmieniać miejsce praktyk a Milareza była z niej zadowolona i nie chciała stracić, przesuwała ją najpierw w Biniusie do obsługi różnych działów a teraz zrobiła z niej swoją sekretarkę.
Przedtem Knieja przeszła przeszkolenie, ponadto Milareza dała jej neseser robionych maszynowo ozdób, zaopatrzyła w odpowiednie stroje i dała możliwość korzystania z pałacowej pralni.
Stroje sprawiły, że dziewczyna zrobiła się pewna siebie i trzymała prosto.
Ścichapęk odruchowo wstał na jej widok, wskazał krzesło i sam też usiadł na takowym sprzęcie chociaż wcale tego nie lubił. Nie można było przecież posadzić dziewczyny w pukatańskiej sukni na poduszce.
-Co słychać? - Zapytał.
-Bulgotanie wody - odpowiedziała bez namysłu. Czy masz jakieś konkretne pytania?
-Czego się napijesz?
-To pytanie może jest konkretne ale nie na temat. Niczego się nie napiję.
-Gdzie robisz sobie pazurki? - Spytała niby to grzecznie partnerka Ścichapęka i przysiadła się bliżej.
-U arblandzkiej manikiurzystki, jest świetna, skontaktować cię? - Knieja wyraźnie się rozluźniła.
-Kiedyś do ciebie w tej sprawie zagwiżdżę - obiecała Protektoriuszka naprawdę grzeczniejąc. Powiedz nam co myślisz o Drismili Forcie?
-Ciekawie dobiera barwy strojów i ma ekstra uczesanie. Gdybym miała dłuższe włosy spróbowałabym takiego.
-Jeszcze dłuższe niż masz?
-A widziałaś fryzurę Drismili?
-Tak ale sie nad nią nie zastanawiałam. A jakie relacje są między nią a Rezeryką Magnolią?
-Rezeryka jest jej macochą.
-To wiem.
-I jest młodsza od niej.
-Też wiem.
-To, że badaniem tego wątku zajmują się służby arblandzkie też wiesz?
-Tak ale nasze śledztwa nieco się zazębiają i chciałabym zrozumieć niektóre szczegóły. Rezeryka już dawno jest żoną Milandera. Ma z nim pięcioro dzieci, dlaczego Drismili właśnie teraz miałoby zależeć na skompromitowaniu jej w oczach męża?
-A to jest akurat proste, wystarczy chwilę pomyśleć. Milander jest bardzo bogaty i bardzo chory.
-A czy mogła mieć powód by zamordować ojca?
-Eeee, to już się posuwacie za daleko.
-Prawdopodobnie - przyznała protektoriuszka.
-A jednak - wtrącił się Ścichapęk - pewnego dnia Milareza zażądała aby do jej ojca nie wpuszczano jednego z pielęgniarzy i Drismili właśnie.
-Ale ty masz długi język - skarciła go Knieja - ja owszem chętnie posłucham ale nie opowiadaj tego na lewo i prawo. Czy masz ekstrakt z jagód?
-Już ci robię.
-A z żurawiny?
-Chyba nie.
-To skocz kupić i nie zatrzymuj sie aby podsłuchiwać bo nie będę opowiadać śmiesznych anegdotek o tym jak tapetowałam pokój twoimi obietnicami albo sprzątałam dom twoją sprzątarką...
-Chyba nie masz do mnie żalu o błędy młodości? - Zapytał.
-A skąd! Ale pogadać wolę z kimś do kogo nie mogłabym mieć.
Wyszedł bo nie było sensu się upierać.
-To powiem ci teraz prawdę - zwróciła się do protektoriuszki - ja nie jestem kopalnią wiedzy o rodzinie aranda. Mogę cię jednak zapewnić, że Milareza ma jeszcze większego czuja niż ja. Jeżeli coś zwróciło jej uwagę to może nie mieć na to dowodów a i tak warto zbadać ten wątek. I analogicznie jeśli ja ci mówię, że ani przez moment nie miałaś ochoty odwiedzić mojej manikiurzystki to też warto przemyśleć tyle, że innym razem.
Protektoriuszka sie zaśmiała - po czym powiedziała - a jednak odwiedzę. Daj namiar.
-Nie mówi po unasku.
-To jak się z nią dogadujesz?
-Ponieważ nie prowadzę śledztwa, wystarczy bym pokazała pazurki.
Ścich oczywiście podsłuchuje w drugim pokoju ale co to za satysfakcja wygnać go z jego własnego gabinetu tylko po to aby zeznać, że nic nie wiem, a wyobraź sobie kiedyś twierdził, że ja nie mam poczucia humoru. Tobie też tak mówi? Skocz po lody w środku akcji gdy będzie zagrożony.
Ścichapek nie wytrzymał i wszedł co nie powstrzymało jego koleżanki od zapytania - a jak tapetowałaś ściany?
-Naklejałam kółeczko po każdej obietnicy, że już nie będzie mi dokuczał a mniejsze na większym gdy zaznaczył, że tym razem to już na pewno. Jeżeli nie macie więcej pytań to śpieszę się do kosmetyczki, muszę przecież godnie reprezentować Milarezę.
----
No i nic się nie dowiedzieliśmy - stwierdził po jej wyjściu Ścichapęk.
-Może ty, bo ja się dowiedziałam, że trzeba koniecznie ustalić co stało się w nocy przed ...
-Już próbowaliśmy - odrzekł.
-To trzeba poszukać innego dojścia.
=========
Knieja gdy tylko wsiadła do swego auta (prezent od szefowej błędnyryskiego oddziału Bniusu) skontawała sie z Milarezą.
-Będą tuptać wokół nocy popredzającej twoje żądanie nie wpuszczania Drismili, posprawdzaj nagrania i zapoznaj z nimi nasze służby albo zleć to mnie.
-Nasze służby już same do tego dotarły jutro porozmawiamy.

W AURETANII
- Jak ona sobie z tym wszystkim radzi? - Zapytała Ewaldyna Korora, który ich właśnie odwiedził.

(Asystowali mu jako przyboczni: Leokaster: wnuk Lanborta, Fantalinet: siostrzeniec Orfanty oraz jej bratanek Gristeor: syn Fanteora. Koror wybrał ich sobie spośród członków rodziny by wychować na swoich wysokich
rangą urzędników.
Gristeor był z nich najmłodszy i Grisolda z żalem oddawała mu go pod opiekę.
-Powinieneś wziąć najstarszego - powiedziała, miał na to gotową, nie do końca szczerą odpowiedź - najstarszy musi zapewnić opiekę tobie i rodzeństwu.
-To Fantesolda.
-Ma złą opinię. Najpierw niech ją poprawi. - Tym razem był absolutnie szczery.
Gdy wybierali się do Auretanii wdowa po niedoszłym mironie posłała też z nimi Grifanę - bo niech się dziewczyna rozerwie a przy okazji ma baczenie na brata. Przecież leci też Dianilotta z dziećmi i przybocznymi.
Dla nikogo nie było trudne do odgadnięcia, że Grifka musi "bywać" by znaleźć męża. Dianilotta bez wahania wzięła ją pod swe skrzydła.)

-Milareza? - Uśmiechnął się do żony następcy tronu Auretanii Koror - przecież znasz ją. Ma niewątpliwy talent do wybierania sobie właściwych
współpracowników, prawie nie musi ich kontrolować, traktują jej instytucje jak własne. Miał na myśli dwa biura, sieć introligatorni i wydawnictwo a także jej domy mieszkalne
-Ona jest tam glafikiem - wyjaśnił Kordian.
-A przynajmniej sama siebie nazywa grafikiem bo faktycznie wiele zarządzać nie musi - przyznała Dianilotta - spełnia przede wszystkim rolę asystentki ojca.
- I jest w tym dobra - oświadczył Koror - cieszę się, że zainicjowałem wysłanie jej do szkoły w Degeden. Jeżeli kiedyś będę musiał ustanowić namiestnika Arbland wezmę pod uwagę jej kandydaturę.
-Pomyśleć, że ucieszyłam się kiedy przypadkiem uniknęłam zamieszkania z nią w jednym domku zaśmiała sie Ewaldyna - Dagrida nigdy nie miała powodu na nią narzekać a ja na Symelkę owszem. Ciekawe, że właśnie ją Milareza ustanowiła kierowniczką swojego biura.
-Jeszcze ciekawsze, że Symelinda się na tym stanowisku sprawdza - powiedziała Dianilotta - kiedy chciała odejść z pracy tuż przed porodem Milareza akurat mogła się poświęcić pracy w Kloto i przy okazji znalazła jej odpowiednią zastępczynię. Przeniosła introligatornię, dopilnowała urządzenia w zwolnionym przez nią miejscu pokoju dla matki z dzieckiem i poprosiła Symelindę aby jeszcze nie rezygnowała tylko tak sobie zaplanowała pracę aby nie kolidowała z obowiązkami matki. Symelka zażyczyła sobie wówczas wózka samojezdnego i Milareza dała go na wyposażenie biura. Tak ją ceni.
-Zorientowana jesteś - zauważył Amando.
-Moja fundacja współpracuje z biurem Milarezy w Błędnyrysie.
-Nadal jeździ z pismami? - Spytała Grifana.
-Nie, korzysta z milandryjskiej poczty.
Ewaldyna i Amando doskonale znali tę pocztę. Milander pomyślał o rozbudowaniu jej ze względu na Milarezę ale nie tylko dla niej. Agentura poczty znajdowała się też w ich stolicy i niekiedy z niej korzystali. Król Auretanii wolał tradycyjne metody lecz królewicz Amando w pełni zaakceptował tę instytucję.
-A może byśmy tak odwiedzili Arblandy? - Zaproponował.
-Świetna myśl - zgodziła się z nim Ewaldyna - to może uda się zabrać też Symelkę i Lalottę? Bo o ile wiem Dagrida, Amaldyna i Totetta mieszkają w
Arblandach.Tylko czy Symelka się zgodzi? Bo Lalotta powinna być chętniejsza
... chociaż dużo też zależy od ich mężów.
_____________________________

Tym razem Milareza pełniła funkcję tłumacza i choć dużo ją to kosztowało starała się być beznamiętna wiedziała,że śledczy jest spięty, źle się czuje w ich strefie. Rozmowa odbywała się w jej rzadko używanym gabinecie. Knieja przyniosła gorące napoje. Świetnie wyglądała w zielonej sukni i złotych ozdobach.
Zachowywała się nienagannie.
- Kim jest dla ciebie Kajman Karibu? - Spytał Ścichapęk Drismilę. Milareza to przetłumaczyła ale już zanim zaczęła widziała, że te imiona zrobiły na Drismili wrażenie.
-Nie wiem kto to taki - odpowiedziała zapytana.
-Świadkowie widzieli cię parokrotnie w jego towarzystwie. - Podał Kniei do wyświetlenia zdjęcie zrobione przez kogoś w owocarni.
Widywano cię też z nim w okolicach placówki medycznej gdzie leżał twój ojciec.
-Jestem wdową, mogę się spotykać z kim zechcę.
-Możesz - przyznał - a kim on dla ciebie jest? Bo przeoczyłem odpowiedź: przyjacielem, narzeczonym, najemnikiem, przechodniem?
-Znajomym, poznaliśmy się przed kliniką.
-Czy to on wprowadził cię do ojca?
-Tak, co w tym złego, że chciałam go odwiedzić?
-Zdenerwowałaś go.
-Nie chciałam tego i nie wiem dlaczego się zdenerwował.
Skinął na Knieję i nawet nie zdążył nic powiedzieć. Była znakomicie przygotowana od razu wyświetliła odpowiedni fragment.
Drismila stała nad ojcem i domagała się zwrócenia jej syna. Koniecznie chciała mu zdjąć naszyjnik jako znak jego woli, Milander krzyknął i weszla opiekunka chorych. Drismila, udała, że poprawia poduszki potem wyszła nie odpowiadając na zadane po unasku pytanie - "kto cię tu wpuścił?"
- Niedługo po twojej wizycie ktoś usiłował zamordować Milandera. Jaki miałaś w tym udział Drismilo Forto?
-Nic o tym nie wiem.
-Ale po co ktoś z naszych obywateli miałby mordować waszego aranda?
Co im w zamian obiecałaś? Rezerykę? Mieli jakieś dowody? Szantażowali cię? A może to był plan "B" chciałaś aby ojciec śmiertelnie przejął się krzywdą swej ukochanej żony? Prawie ci się udało. no ale już w klinice zaobserwowałaś, że mało nie umarł z przerażenia.
-To są jakieś dzikie insynuacje - krzyknęła na Milarezę - bardzo chcesz się okazać kochającą córeczką?
-Milareza beznamiętnie przetłumaczyła jej słowa dając Drisforcie odczuć, że nie rozmawiają między sobą.
-To jej odpowiedz - polecił Ścichapęk.
-Czy kochałaś swoją matkę?-Spytała Milareza, tym razem Drismila odebrała to jak słowa śledczego.
-Oczywiście - odpowiedziała.
-A ojca?
Milareza poczekała chwilę na odpowiedź i dostała ją - tak ale trzykroć bardzo mnie zranił, raz gdy odesłał naszą matke do jej rodziców, potem gdy poślubił Rezerykę ale najbardziej gdy wywiózł gdzieś mojego syna.
-Próbowałaś się zemścić?
-A ty byś nie próbowała? Ale na pewno nie kazałam go zabić.
-Mogło tak być ale dlaczego utrzymywałaś kontakt z Kajmanem Karibu?
-To on się mnie narzucał a nie ja jemu.
-Niestety w przeciwieństwie do niego miałaś motyw by zabić prześwietnego ojca. Gdyby oceniono, że zmarł śmiercią naturalną byłaby szansa, że Koror obejmując władzę zwolni twojego syna.
-A ty nie miałaś powodu?
-Żadnego.
-To może twoja matka.
-Oooo - wykrzyknęła Milareza - tak to sobie wymyśliliście? Jesteś podła, o wiele bardziej niż bym to sobie mogła jeszcze chwilę temu wyobrazić.
- Nie zlecałam tego zastrzyku!
-To już nie mój problem od tego są nasi arblandzcy śledczy. Unaskiemu możemy za jakąś chwilę powiedzieć, że koniec przesłuchania. Pewnie jeszcze będzie chciał wiedzieć dlaczego wtedy gdy napadnięto moją prześwietną matkę podeszłaś do bramy choć było to więcej niż ryzykowne.
==========
Gdy Ścichapęk już wreszcie opuścił strefę tolimańską, i wrócił do swego gabinetu wezwał tłumacza aby mu przełożył treść rozmowy między Milarezą a Drismilą.
-No i zapytałeś o tą bramę - zainteresowała się koleżanka.
-Pytałem już wcześniej.
-Jednak powinniśmy zapytać powtórnie, może tym razem ja się przejdę.
Było już za późno by pytać Drismilę. Drisfortczycy odlecieli, zapytała więc Milarezę sądząc, że ta ponowiła pytanie. Miała rację - Drismila zrobiła to na prośbę Kajmana Karibu, wyjaśnił jej, że jego o to prosił szef kliniki, któremu nie chciał się narazić - wyjaśniła Milareza
-Wierzysz jej? - Zapytała protektoriuszka.
-Prawdopodobnie nie chciała wiedzieć, że mogą skrzywdzić moją matkę ale wiedziała. Odsuwała to od siebie ale wiedziała.
Nie sądzę jednak aby maczała palce w próbie zabicia naszego ojca o ile rzeczywiście była taka próba.
-Dobrze, dziękuję ci, będziemy sprawdzać różne inne wątki, ten do połowy należy do was. Przydałaby się lepsza współpraca.
=====

Ledwo Drisfortczycy odlecieli Rezeryka zleciła pośpieszne ale generalne sprzątanie ich pokoi bo zapowiedzieli się nowi goście.

 

 




Początkowo Rezeryka myślała sobie, że ta nagła wycieczka Ewaldyny i Amanda z przyjaciółmi do Arbland to będzie jedynie utrapienie (a Lanbort zmarszczył brwi dowiedziawszy się, że wybrał się też Koror.) Trzeba było przygotować dla nich miejsce a dużo ostatnio osób tu zakwaterowano i gdyby nie równie nagły wyjazd Drisfortczyków trzeba by było się jakoś ścieśnić (co było wykonalne ale niekomfortowe) W dodatku po ostatnich wydarzeniach, przynajmniej ona a zapewne też inni chcieliby odpocząć.
Tymczasem musiała dopilnować wszystkich przygotowań, przy okazji wdrażając do zajęć pani domu Rezemcię (chociaż jedna korzyść).
Jednak gdy już wszystko było gotowe zaczęła się denerwować tym, że goście nie przyjeżdżają.
-Tylko kłopotu narobili - powiedziała ze złością do Rezemci i wtedy przylecieli. Natychmiast poprawił jej się nastrój i bez wewnętrznego przymusu pobiegła się witać.
Lanbort zbliżył się dostojnie i odwołał na bok Korora.
-Pod czyją opieką zostawiłeś Tolimanię?
-Mam sporo nadających się ludzi, struktury działają prawidłowo, w każdej chwili mogę wrócić, a co do konkretnego zastępcy to ja pomyślałem o matce ...
-Noooo może ale w razie problemów ....
-Poradziłem się jeszcze Milarezy.
-Nie przewracaj jej w głowie i co powiedziała?
-Że mam dużo dobrze przygotowanych pracowników a jej propozycja może mi się nie spodobać bo jej zdaniem najwierniejsza mi będzie matka.
-Aha.
-Podkreśliła, że prześwietna Orfanta trzyma się zasad, nigdy nie wykorzystuje władzy, wie na kim można polegać i na pewno będzie mi składać raporty.
-No tak, to się zgadza - Lanbort się uspokoił. Później siedział z Milanderem pod osłaniającym ich od słońca namiotem bez jednej ściany i przyglądał się
zabawie młodych na powietrzu, sporo ich tu zjechało, poprosili o muzykę i tańczyli na specjalnie na takie cele przygotowanym placu. Niesamowite powodzenie miała Milareza pewnie dlatego, że mimo swego kalectwa była świetną tancerką.
-Co myślisz o Leokasterze? - spytał ją Lanbort gdy na chwilę przysiadła z nimi w tym namiocie.
-Do czegoś mu jestem potrzebna dlatego gotów byłby udawać zakochanego i nawet się ze mną ożenić ale to byłby poważny błąd bo ja mu się nawet nie podobam a jego oczy błądzą za Grifaną.
-Aaaa -wymruczał Milander.
Obserwował córki: Cyprylę, Milarezę i Rezemcię. Cyprysia najwięcej tańczyła z własnym mężem i to było w porządku. Nie szło jej tak pięknie jak Milarezie i Rezemci lecz wystarczjąco aby się dobrze bawić. Rezemcia zanadto interesowała się Enilioborianem. Różnica wieku była wprawdzie dużo
mniejsza niż między nim a Rezeryką ale jednak duża. Enilioborian dyskretnie obserwował Ewaldynę lecz nawet do niej nie zagadał.

Arand zauważył zainteresowanie Leokastera Milarezą. Wszyscy zauważyli, teraz jednak już wiedział, że nic z tego nie będzie.
====
W dogodniejszej chwili Lanbort na uboczu zapytał wnuka czy nie myśli o małżeństwie.
-Tak - przyznał się młodzieniec -na mnie już czas a nie mógłbyś mi wyswatać Milarezy?
-Zły wybór.
-Dlaczego? To chyba bardzo dobra partia, co jest z nią nie tak?
- Z tobą. Nie kochasz jej więc prędzej czy później pomyślisz o zdradzie a ona będzie wiedziała z kim ją zdradzisz zanim tego dokonasz.
-A skąd prześwietny dziadku możesz wiedzieć czy jej nie kocham? Przecież to świetna dziewczyna i nie taka znów brzydka. Przyjemnie się z nią rozmawia.
-Ma mnóstwo zalet, ty też ale czasem kocha się kogoś kto ich nie ma, i już.
Najważniejsze oczywiście jak później się te sprawy małżeńskie ułoży. Ja ci jednak radzę nie bierz ani Milarezy ani Grifany.
-Dlaczego Grifany?
-Widziałem, że nadskakujesz Milarezie spytałem co o tobie sądzi, powiedziała, że twoje oczy błądzą za Grifaną. Chciałbyś być z kobietą, która widzi cię na wskroś? Albo taką co zyskała opinię intrygantki i plotkary?
Poszukaj trzeciej, z dobrą opinią a zarazem takiej co ci się spodoba.
Po tej rozmowie Leokaster poprosił do tańca Grifanę bo naprawdę mu się podobała.
Właśnie zgodne małżeństwo: Tagunak i Lalotta zaśpiewało wspólnie pieśń Degeden, Fantesold potraktował to jak dostateczny pretekst by poprosić do tańca Rezemcię, Walturian zatańczył z Milarezą.
-Jest tobą zainteresowana - powiedziała do swego partnera Grifka obserwując kuzynkę.
-Kto?
-Milareza.
-Myślisz?
-Tak mówiła mi, że tworzycie idealną parę. Ona zawsze coś takiego sobie wmówi a dziś to już przechodzi samą siebie. Zauważyłeś jak uwodzi każdego, kto jej się nawinie i śmieje się jak idiotka? Chyba boi się zestarzeć w samotności ale jej mamusia uważa, że Mizunia nie ma takie rzeczy czasu.
A widziałeś jak szalała z Nattuforem? Ma doskonałe protezy, to właściwie one za nią tańczą. a kiedy była mała zachowywała się jak dzikuska, prawie właziła pod płaszcz Milandera. Za to w Degeden potrafiła wejść z armią swoich
jędzulek i zrobić karczemną awanturę mojemu bratu tylko za to, że powiedział komuś, że gdy miała powiedzieć wierszyk wlazła pod stół.
Leokaster już więcej z Grifaną nie zatańczył.
Zapytał za to przy posiłku Amaldynę co to była za sprawa z awanturą w męskiej szkole. Roześmiała się.
-Mam to sfilmowane. Fantegris niepotrzebnie naopowiadał różnych głupot niezbyt zdrowemu na umyśle śledczemu. Sprawa dotyczyła zaginięcia naszej koleżanki. Milareza zebrała materiał dowodowy z którego wynikało że ta dziewczyna uciekła. Śledczy miał jakieś inne koncepcje i postanowił nas skłócić w nadziei że wtedy więcej się dowie. Wmawiał Milarezie że Dagrida na nią nagadała a tymczasem Milareza wcale się Dagridzie nie zwierzała z problemów w dzieciństwie. Toteż od razu wiedziała skąd śledczy ma informacje. Przeszłyśmy się we cztery do Fantegrisa Milareza go grzecznie zapytała dlaczego takie rzeczy opowiada i czy przypadkiem nie ma nic wspólnego z zaginięciem tej dziewczyny, a teraz ciekawostka: dziewczyna jest jego żoną.
-Jak na to wpadłaś? - Zapytał Leokaster Milarezę.
-Prześledziłam i obfotografowałam teren po którym mogła przejść.
Ktoś jej pomagał. Nieco dłużej stali w jednym miejscu. Potem ślad się urwał więc skupiłam się na tym ostatnim. Wszystko sobie rozrysowałam zrobiłam stymulację, ślad mógł powstać w czasie windowania się do pojazdu latającego a takie pojazdy w Degeden miało nas tylko dwoje.
-Ale dlaczego uciekli? - Dziwił się Fantesold - coś musiało ...
Nim dokończył Milander klasnął w dłonie.
-Czy chcesz prześwietny ojcze abyśmy zagrali w zgadywanki? - Zapytała Milareza.
-Oooo - potwierdził ale nie jest pewne czy właśnie o tym myślał.
============

Od czasu wizyty Amanda w Arblandach Fantegris był obrażony na Milarezę i dawał jej to odczuć.
Nie było go przy tym spotkaniu lecz dowiedział się, że rozmawiano o ucieczce jego żony oraz jego udziale w śledztwie, to zgniewało. Niespodziewanie Milareza zagwizdała do jego biura.
-Słucham cię - powiedział nieprzyjemnym tonem.
-Potrzebna pomoc w sprawie ...
-Rozłączył się. O nie! On jej nie będzie pomagał.
Zagwizdała jeszcze raz, nim zdążył powtórnie się rozłączyć powiedziała - małej dziew... - ostatni kawałek słowa usłyszał między wciśnięciem klawisza a wyłączeniem się aparatu łącznościowego.
Natychmiast sam zgwizdał do Milarezy. Nie czekała na żadne przeprosiny ani pytania
- Czy nakreślić krótko historię dziecka? - zapytała sama.
-Nakreśl - bardzo mu odpowiadało że kuzynka w ten sposób prowadzi rozmowę.
-Nim się urodziła adoptował ją ówczesny książę Błędnyrysu Unasjanin Dobroduch Śliski. Nie miał bliskiej rodziny, cały majątek po nim dziedziczy
to dziecko. Arnusz i Czezinaro nie zadbali o to aby anulować tamtą adopcję.
Była żona Dobroducha chce przejąć dziecko a zna się na tym i potrafi intrygować. Udowadnia, że Arnusz i Czezinaro zaniedbują dzieci i wychodzącdo pracy zostawiają małe pod opieką niedużej dziewczynki którą adoptowali zaraz przy okazji ewidencjonowania bo tak wtedy nimi pokierowano.
Jako ich rzecznik chciałabym dla nich dziecko odzyskać ale chwilowo jest w ośrodku dziecięcym. Proponuję abyś przyjechał i zażądał wydania córki do rozstrzygnięcia sprawy. Zadeklaruj, że zamieszkasz na ten czas w Arblandach lub swoim domu w Burzysiole. W pierwszym przypadku powołaj się na pomoc rodziny aranda ale to może nie wystarczyć, Burzysioło byłoby pewniejsze gdybyś przyleciał z Raldariną.
Wiem że dużo od ciebie wymagam lecz byłoby bardzo źle gdyby przyznano dziecko Radzie Półnucie. Obawiam się, że wręcz tragicznie i dlatego odważyłam cię prosić o pomoc. Proszę poprzyj Czezinaro i Arnusza dla dobra Dobrotliwy.
-A jeśli nie uwierzą, że jest moją córką?
-Nie będzie żadnego problemu, ewidencja już w momencie gdy ty przyłożyłeś ręce do rejestratów, wykazała, że jesteś jej ojcem.
-To świetnie - pomyślał - mam szansę ją odzyskać.
-Nie bardzo masz szansę - powiedziała głośno - bo nie pozwolą wywieźć dziecka z kontynentu dalej niż na Meduzę.
Nasunęło mu się jeszcze parę pytań ale wiedział, że to nie jest dobry czas na ich zadanie, Milareza mu to najważniejsze wyjaśniła jednym zdaniem - taka funkcja ewidencji istniała już wtedy gdy ewidencjonowano Arnusza i Czezinaro.
Zrozumiał że nie było tego wcześniej i dlatego musiała zbierać zaświadczenia w tego typu kwestiach.
-Byłoby dobrze - wyjaśniała - gdybyś podjął się dofinansowywania córki a jej matkę i Arnusza nakłonił aby kwoty po Dobroduchu, złożone w bankach kazali zmrozić do czasu uzyskania przez dziecko praw osoby dorosłej, zaś inny rodzaj majątku po za niewolnikami bo sprawnych radziłabym wyzwolić wraz z ich dziećmi, pozostały majątek warto sprzedać i przeznaczyć na utrzymanie zniedołężniałych niewolników należących teraz do Dobrotliwy.Musisz zrobić wszystko co w twojej mocy aby nakłonić do tego Arnusza i Czezinaro, zwiększysz ich szanse.
Ponadto Czezinaro powinna obmyślic jaką pracę mogłaby wykonywać w domu, zważając zarazem na dzieci.
-Miał na końcu języka pytanie dlaczego sama ich nie nakłoni ale sie powstrzymał. Powód być musiał a dla niego po za zaspokojeniem ciekawości nie miał znaczenia.
- Weź wszelkie zaświadczenia na temat swej sytuacji finansowej i rodzinnej- kontynuowała - abyś mógł potwierdzić, że jesteś w stanie łożyć na córkę. Pamiętaj, będziesz mógł mieć nad nią kontrolę jeśli się tego podejmiesz i będziesz wywiązywał. Niestety Czezinaro dość późno zgodziła się aby Arnusz mnie zawiadomił i dlatego masz tylko 10 dni czasu na przemyślenie i zebranie dokumentów. Zawiadom mnie jakie pojąłeś decyzje. To ważne dla twojego dziecka abym wiedziała.
-Będę się śpieszył - odrzekł.




Milareza w lot zrozumiała co zamierza i sama ponowiła naciski na Czezinaro, która nie miała ochoty rezygnować ani ze spadku ani z aktualnie wykonywanej pracy za to głęboko wierzyła, że nikt matce dziecka nie zabierze.

Tymczasem Fantegris był pełen podziwu dla sposobu w jaki go potraktowała kuzynka byle załatwić powierzoną jej sprawę podziw wzrósł gdy dowiedział się, że wcześniej w bardzo obraźliwy sposób odprawiła ją jego matka.
Wstrząsnęło nią gdy powiedział przy kolacji - muszę jechać do Unasu i pewnie przywiozę tu moją córeczkę. - Meli - zwrócił sie do Raldariny - Milareza uważa, że byłoby dobrze gdybyś była tam ze mną i poparła mnie.
-Ja pojadę - zdecydowała Grisolda - poparcie matki jest jeszcze ważniejsze, Raldarina niech się zajmie waszym biurem.
-Może i racja - zgodził się łatwo bo w Unasie to on się nigdy prawem nie zajmował i po za drobnymi wyjątkami wcale go nie znał.
Nawet mu to pasowało. Matka miała swoje znajomości i znalazła mu doskonałego prawnika znającego też prawo unaskie - Sasandera. Sasander jednak poradził aby się przenieśli na Meduzę jeżeli naprawdę chce wygrać tę sprawę.
-Prowadź ją tak abym nie musiał się przenosić powiedział jemu a matce
- jestem gotów na wszystko, to moje jedyne dziecko, innego nie będę miał.
W sali protektoriatu Czezinaro nagle oświadczyła, że nie chce aby Milareza była jej rzecznikiem.
-Wobec tego proszę aby wolno mi było zostać rzecznikiem Dobrotliwy Sneszanki, to ważne - oświadczyła Milareza.
-Nie ma takiej potrzeby - orzekł przewodniczący i wtedy Fantegris się zerwał - niech zostanie! - krzyknął i już spokojniej dodał - ona ma niesamowite wyczucie i skoro uważa, że powinna być rzecznikiem mojej córki, to powinna. Po za tym miała więcej czasu na przygotowania niż mój rzecznik a ma zwyczaj przygotowywać się dokładnie. Była najlepsza na lekcjach prawa, w pięknym stylu zaliczyła pokaz na sali sądowej, była jedyną dziewczyną, którą do takiego pokazu wytypowano. Nigdy nie kieruje się własnymi animozjami.
-A słyszałam, że nie jesteście przyjaciółmi - odezwała się Czezianro
-Bo nie jesteśmy ale ta sprawa dotyczy mojej córki i nie chcę aby spotkała ją jakakolwiek krzywda. Ty się kierujesz emocjami a ja rozumem.
- No dobrze - zgodził sie przewodniczący - niech tak będzie ale mamie chyba możemy już podziękować? Jesteś dorosły. Wolałbym znać opinię twojej żony.
Milareza lekko klasnęła w ręce co Fantegrisa zaskoczyło a przewodniczącego wcale. - Co chcesz powiedzieć? - Zapytał.
-Dowiedziawszy sie, że zamiast Raldariny Orchidei Pożogi przybędzie dostojna Grisolda niemal w ostatniej chwili po konsultacji z dostojnym Aksonem Roztrzepańcem nagrałam rozmowę z małżonką Fantegrisa.
-Znakomity prawnik - stwierdził przewodniczący mając na myśli rzecz jasna Aksona - coś jeszcze? zapytał widząc, że trzyma złożone do klaśnięcia ręce.
-Tak. U nas w kraju akceptacja matki ma znaczenie. Można byłoby to pominąć lecz skoro Fantegris zamierza walczyć o odzyskanie córki warto wziąć pod uwagę, że ze względu na śmierć ojca jest zobowiązany zapewnić matce opiekę, dlatego mieszkają w jednym domu i byłoby słuszne dowiedzieć się czy dostojna Grisolda zaakceptuje wnuczkę.
Zatrzymanie Milarezy mimo, że Sasander był świetnym prawnikiem nie było błędem.
Sasander wskazał na to, że dziecko było poczęte w Pukatanie, matka nie powiadomiła o tym rzeczywistego ojca. Fantegris ma dostateczne środki duży dom, sprzyjającą mu rodzinę, możliwość zatrudnienia opiekunki, zależy mu
na dziecku zwłaszcza, że nie spodziewa się mieć innego, pieniądze córki go nie obchodzą, chciałby jedynie aby za nie zapewniono opiekę niedołężnym, schorowanym niewolnikom dziewczynki, pozostałych postanowił wyzwolić.
Fantegris powiedział to wcześniej rzecznikowi a teraz jedynie przytakiwał.
Milareza natomiast wypytała byłą żonę Dobroducha czy zna dziecko czy je odwiedzała i nawiązała z nim więź, czy rzeczywiście obdarzy miłością dziecko kobiety, która ją zastąpiła u boku męża oraz jaką opinię miała jako adopcyjna matka Liry Półnuty i czy nie z powodu śmierci tego dziecka porzucił ją Dobroduch.
-To oszczerstwo - krzyknęła Rada Półnuta.
-Tylko pytanie i zaraz wyjaśnię skąd się wzięło - Odpowiedziała Milareza.
-Oczywiście możemy wykorzystać jedynie informacje z wizjofonii - wtrącił się Sasander bo głupio mu było, że tyle czasu nad wyszukaniem ich spędził a ona też to miała - jednak w takiej sprawie jak ta - wyjaśniał -trzeba być bardzo ostrożnym: czy wybrać mężczyznę który wręcz po to przybył kiedyś do
Unasu aby znaleźć dziecko tylko mu się to nie udało a potem śmierć ojca zmusiła go do powrotu do kraju, czy kobietę, która nie jest z dzieckiem spokrewniona a jedno już straciła w tajemniczych okolicznościach.
Milareza pozwoliła mu skończyć po czym lekko klasnąwszy oznajmiła - jest jeszcze coś co należy wziąć pod uwagę a mianowicie: pamiętnik Dobroducha Śliskiego przejęty przez Onibchadinzera, który zechciał mi odsprzedać oryginał Dobroduch pisze, że widział jak Rada w złości wypycha Lirę z okna tylko nie zdążył zareagować a potem kłamał, że zasnął w drugim pokoju. W kwestii czy Rada wypchnęła Lirę przez okno pamiętnik sam w sobie nie stanowi wystarczającego dowodu ale istotne jest to, że Dobroduch z pewnością nie zgodziłby się na to aby Rada wychowywała jego córkę oraz to że gdy adoptował dziecko nie była już jego żoną.
Rada Półnuta twierdzi że Arnusz i Czezinaro zaniedbywali dzieci. Prawda jest taka że musieli na nie zarabiać. Ten spadek pomógłby im utrzymać dzieci ale o nim nie wiedzieli.
Ja jednak nie wypowiadam się co do kwestii czy dziecko należy powierzyć biologicznej matce czy biologicznemu ojcu a jedynie apeluję abyście nie oddawali go osobie obcej o niewiadomych intencjach Po to chciałam tu zostać i być rzecznikiem tego dziecka.
Na zakończenie dodam, że adopcja dokonana przez Dobroducha powinna zostać anulowana bo nigdy nawet dziewczynki nie poznał, dokonał adopcji na mocy uzurpownego prawa.
- Chwileczkę a co ze spadkiem? - Zdenerowała się Czezi.
-A niech idzie na utrzymanie niewolników po Dobroduchu i biednych dzieci - odrzekł Fantegris - oddaj mi dziecko a obiecuję, że niczego mu nie zabraknie, pokocham, wychowam, wykształcę.
-Pieniądze to nie wszystko, i to jest moje dziecko - odpowiedziała - a ty go nie chciałeś.
-A zapytałaś mnie o to? Gdybyś zapytała to może nawet nie musiałabyś uciekać ze Snesz. Najgorszą opcją jaką wtedy mogłaś wybrać było wmówienie Arnuszowi, że jest ojcem. I dlaczego nawialiście akurat do Unasu?
-Bo ona - Czezi wskazała Milarezę - radziła płynąć do Kareborgi.
-To trzeba było płynąć do Kareborgi. I jak chcesz wiedzieć to ja bym na twoim miejscu plunął na pieniądze człowieka, który cię porwał.
-Ciebie stać aby pluć na pieniądze a ja ich potrzebuję.
-Podejrzewam, że nie jesteś gotowa na żadne poświęcenie a ja jestem gotów zrobić wszystko by ratować córkę.
Przy końcu posiedzenia Sasander wygłosił porywające przemówienie. Milareza śpiesznie notowała by nic nie uronić.Ważkim argumentem było to, że gdy Unasjanom dziecko urodzi się w Pukatanie, nikt nie uważaja aby było z tego powodu własnością kraju w którym przyszło na swiat, zapytał też czy gdyby on porwał Unasjankę i adoptował jej dziecko to właściwy ojciec nie miałby już do niego żadnych praw? Wygłosił jeszcze sporo takich argumentów
Ostatecznie dziecko oddano Fantegrisowi pod warunkiem, że przeniesie się do Unasu lub do którejś z pukatańskich enklaw w Unasie bo dziewczynka jest zaewidencjonowana jako Unasjanka i tego nikt nie zmieni. Nie wszyscy byli z tego wyroku zadowoleni. Czezinaro podeszła do Milarezy by ją zwymyślać za to, że wspomniała o cofnięciu adopcji a miała tego nie robić.
-Nie byłam już twoim rzecznikiem - odpowiedziała Milareza.
-To trzeba było wyjść a nie się tu kręcić i motać.
-Nie mogłam tego zrobić Dobrotce.
-Nie twoja córka, nie twoja sprawa.

Tłumaczenie czegokolwiek Czezi mijało się z celem. Milareza przeprosiła ją, że nie może jej poświęcić więcej czasu i odeszła w towarzystwie Walturiana. Mijając grupy tłoczących się do Sasandera z gratulacjami,odszukała go wzrokiem ale on nie mógł jej zauważyć z powodu jej wzrostu i otaczającego go tłumu. Zaraz po powrocie wysłała mu list gratulacyjny.




Osobą, której werdykt nie zachwycił była też Rezeryka bo Grisolda postanowiła zamieszkać w Arblandach i poprosiła o wiecej miejsca aby sprowdzić domowników.
-Na razie nie mam tu nic odpowiedniego dla ciebie - powidziała Rezeryka.
-Oj, nie żartuj, macie dość miejsca w pałacu.
Mieli bo przecież Drisfortczycy wyjechali.
-Czy ty to sobie wyobrażasz? - Zapytała Rezeryka, bo ja nie. Jeżeli zechcecie tu postwić dom to was wesprę ale nie będziemy mieszkały pod jednym dachem.
-Za co mam go postawić?
-Sprzedaj, którąś posesję w Tolimanii, tu jest klimat ciepły nie musisz stawiać wielkiego pałacu, sprzedamy wam gotowe segmenty z fabryki domów.
-Niegościnna jesteś i brak ci szczodrości.
Rezeryka bywała bardzo szczodra ale dlaczego miała znosić Grisoldę u siebie lub fundować jej dom skoro Grissy było na niego stać?
Postanowiła, że po kolacji poradzi się córek, wspólnie coś wymyślą.
Jednak już przy obiedzie Grisolda poruszyła ten temat. Powiedziała, że zaprosiła najbliższą rodzinę Fanteora aby wspólnie uradzili gdzie Grisolda z rodziną powinni zamieszkać. Milander chwycił lachę i tak walnął nią w stół, że się parę naczyń potłukło i służba rzuciła sie by to posprzątać.
-A gdzie ich przyjmiesz? - Spytał Lanbort.
-Miałam nadzieję, że gospodarze okażą się gościnni i szczodrzy - Grissy była wystraszona ale dzielna.
-A jakim prawem rozporządzasz cudzym domem? - Spytał Lanbort - i jakim prawem wzywasz osoby niekompetentne aby radziły nad sprawami Arbland?
Czy Orfanta przyjęła zaproszenie? Wydawało mi się, że to zbyt mądra kobieta aby nieszać się w takie sprawy. Co chcesz powiedzieć Milarezo?
-Taka narada jest niepotrzebna, uzgodniłam z Walturianem, że odsprzedam dostojnemu Fantegrisowi dom, który stawiam dla siebie.
-A co Walturian ma do tego? - Zdziwiła się Grisolda.
-Będzie moim mężem, mieliśmy tam zamieszkać ale moi prześwietni rodzice pragnęli abym pozostała, przynajmniej na razie w pałacu.
-Ooooo - potwierdził Milander.
-A nie możesz mu tego domu wypożyczyć?
-Nie, mamo - wtrącił się Fantegris - my tu nie zamieszkamy na dzień albo nonestr ale na całe arle.Dlaczego mamy utrzymywać te wszystkie domy w Tolimanii?
-Dla twojego rodzeństwa, a sami też tam przecież kiedyś wrócimy.
-Ja za pewne nie, a ty gdy będziesz chciala możesz kiedyś zamieszkać z Grifką lub Fantesoldem - powiedziawszy to zwrócił się do Milarezy -dziękuję ci za tę inicjatywę i za reprezentowanie mojej córki w sądzie.
Milareza już chciała zaprotestować, że to nie był sąd ale ubiegła ją Grisolda - a jej za co?
-Za zrobienie wszystkiego aby moje dziecko nie trafiło w obce ręce.
-Przecież to zrobił Sasander. Nawiasem mówiąc nawet mu nie pogratulowała a to było nieeleganckie.
-Pogratulowałam dostojna ciociu listownie, jestem za niska ...
-Listownie to nie to samo.
-Co poradzisz, że Milareza nie robi takich rzeczy na pokaz? - Niby tylko gwoli wyjaśnienia odezwał sie Milaryk.
-Twój syn jest źle - zaczęła Grisolda ale umilkła widząc,że Milander sięga po laskę.
-Zostawmy nasze dzieci w spokoju Grissy - powiedziała Rezeryka - to ja i ty nie przepadamy za sobą i to jest wystarczający powód abyśmy mieszkały oddzielnie. Ty zajmij się swoją rodziną ja swoją i nie wchodźmy sobie w drogę.


- Dlaczego nie stanęliscie po mojej stronie? - Gniewała sie na synów Grisolda.
-Nie miałem koncepcji - odrzekł dyplomatycznie Fantesold. Fantegris milczał.
-Musiałeś jeszcze dziękować Milarezie? - Oburzyła sie na niego.
-To ona dotarła do pamiętnika Dobroducha, udzieliła mi dobrych rad ...
-Niby jakich?
-Żebym się nie połaszczył na spadek po fałszywym ojcu.
-Przecież mówiłeś, że według niej nie masz szans...
-Nie szkodzi, zastosowałem wszystkie jej rady, które odrzuciła Czezinaro. Walczyła za moje dziecko. Należały jej się podziękowania.
-Ona Sasanderowi nie pogratulowała bo tego listu też pewnie nie napisała, zawsze była kłamczuchą.
-Nie, zawsze to ja i Grifka ją w to wrabialiśmy
- odrzekł Fantegris - i przestań wreszcie ją poniżać.
-No już ty się o nią nie bój, sama się umie przechwalać, słyszałeś jak się pyszniła, że wychodzi za mąż?
-Nie, nie pyszniła się, poinformowała a i to przypadkiem, miała to przed nami ukrywać?
-A co ty jej tak bronisz, już nie pamiętasz jak cię obgadała przy Auretańczykach?
-Ona? - Zdziwił się Fantesold - ona tylko wyjaśniła jak wpadła na to, że wywiózł Raldarinę ale kto inny powiedział, że wywiózł.
-Czyli ty też jesteś przeciwko mnie? - Zapytała matka.
-Nie przeciwko tobie tylko przeciwko temu co wyprawiasz. Przede wszystkim ciągle wtracasz się do innych ludzi. Kiedyś uzurpowałaś sobie prawo do wychowywania Milarezy, teraz do zarządzania domem Milandera, w role Orfanty też wchodziłaś i z góry wiesz, że Milareza kłamała o tym liście a tymczasem Sasander już się w koło zdążył nim pochwalić a Szuarad tym, że to jego uczennica.
-Nic nie mówiłeś.
-Żeby cię nie drażnić bo przecież wiem jaką nienawiścią do niej dyszysz.
-Ja do niej? - Oburzyła się Grisolda.
-W każdym razie jak pamiętam źle o niej mówisz a wszyscy inni ją cenią.
-A Rezeryka przy każdej okazji "kopie" Grifanę.
-Nie przy każdej. A jeśli będziesz się czepiać Milaryka to odsłoni światu wszystkie moje błędy i wady.
-Nie, no to miałam nic nie mówić kiedy mnie obrażał?
Wielka kłótnia skończyła się decyzją Grisoldy, że wyjeżdża i nie chce żadnego z nich widzieć w swoim domu. O odwiezienie poprosiła jednego z milandryjskich kierowców, który łatwo uzyskał na to zgodę milandryjczyków.
__________________________________________

Teorgrisa już na wstępie gdy tylko ujrzała wracającą matkę zameldowała, że Grifka jest w swoim domu.
Owszem dom miał przypaść Grifce ale na razie powinna mieszkać z rodziną.
Ponieważ kierowca jeszcze nie odleciał, kazała się wieżć do pobliskiego Muresto. W domu panował rozgardiasz jak przy remoncie ale tylko z jednego pokoju dochodziły odgłosy. Zastała tam córkę z robotnikiem ledwo zdążyli od siebie odskoczyć jednak wszystko inne zdradzało, co tu sie przed chwilą działo. Złapała jakiś drąg ale i młodzieniec się go uchwycił, próbowała wyrywać, trzymał mocno i prosił o rękę Grifany. No cóż w tej sytuacji to było najlepsze wyjście.
Wciąż zła ale już nie rozsierdzona do tego stopnia by bić na oślep, kazała się córce ubrać i ogólnie doprowadzić do porządku a młodzieńcowi zapowiedziała, że ma z rodzicami zjawić się w pałacu Sarinejskim i prawidłowo się oświadczyć.
Oczywiście zabrała Grifkę do domu.
 

 




Walturian miał chęć pogadać z Fantegrisem - można by mu coś w zamian za rezygnację z tego domu zaproponować - zasugerował.
-Lepiej nie - odpowiedziała Milareza - mogliby nas ogłosić krętaczami. Do naszego ślubu zdążymy postawić drugi taki sam, tylko tańszy bo już nie prototyp.
-Ale miejsce będzie mniej dogodne,
- Są auta i pojazdy latające, dojedziemy wszędzie. Namyśl się gdzie postawimy ten dom bo niemal cały świat jest do naszej dyspozycji.
-Asystentka aranda, powinna mieszkać blisko aranda, to muszą być Arblandy ale może być na obrzeżach, jeżeli znajdziesz jakieś wolne miejsce.
-Jeśli nie znajdę, postawimy dom w Pistacjowygaju, on się powoli staje coraz bardziej tolimański.
-Wolałbym Arblandy.
Mariaż Walturiana i Milarezy opierał się na przyjaźni i kompromisach. Oboje dogadali się, że nie jest dobrze, gdy ludzie dopytują sie kiedy wreszcie wejdą w małżeńskie związki, fajnie byłoby mieć dzieci, prowadzić dom ale posiadać też własne pasje i mieć na to czas oraz miejsce. Ich domostwo było wynikiem tych kompromisów, przewidzieli pracownię malarską, gabinety, archiwa, pokój katalogów sztuki, pokoje gościnne, pokoje dla dwójki dzieci (więcej nie planowali), dla służby, kompleks kuchenny, kompleks pralniczy, swoje sypialnie, salon i.t.p. Wszystko jeszcze nie urządzone zatem Fantegris mógłby inaczej zagospodarowac pomieszczenia.
***



Nie spodobał mi się ten dom. Istny labirynt. Zajmuje dużą powierzcnnię, bo większość pomieszczeń jest na parterze. Są tam długie komnaty, które możnaby podzielić ale i tak będą źle położone i nie takich rozmiarów jakbym chciała. Bezsensowna budowla. Zapytałam Fandzia czy nie moglibyśmy kupić placu i postawić sobie poręczniejszego domu. Okazało się, że w samych
Arblandach wszystko pozajmowane ale Milareza kupiła plac tuż za murami w Pistacjowysadzie. To duży plac bo jak się okazuje w fabryce domów już robią dla nich segmenty na identyczny dom jak ten, który Milareza i Walturian postanowili nam odsprzedać. Dziwne mają gusta.
Oglądamy prospekty aby wybrać sobie coś odpowiedniejszego dla nas.
Fandzio postanowił zmienić córce imię na Fanteralda, obawiam się, że Czezinaro dostanie szału ale mnie się to podoba. To będzie moje dziecko, Czezinaro ma już troje: dwóch małych synków i adoptowaną Czeremchę. Dziecko zmieni
mój satatus, będę matką. Postaram się być jak najlepszą.
Chwilowo możemy mieszkać w domku przeznaczonym dla niewiadomego nauczyciela, jednym z wielu przy Alei Bakałarzy. Tylko część jest zajęta.
Spośród wolnych mogliśmy sobie coś wybrać. Przeszliśmy się, obejrzeliśmy i już wiemy gdzie zamieszkamy. Wybrała Fanteralda bo na stryszku zamieszkał dziki kot, jedno okienko było otwarte i się tamtędy to paskudztwo dostało.
Muszę to wytrzymać bo Fanteralda wciąż tęskni, mam nadzieję, że kot pomoże jej zapomnieć.
------------
Fantegris właśnie się dowiedział, że będziemy sąsiadować z Szuaradem. Niestety przez miauczącego drania nie możemy tego zmienić, przecież nie pójdzie z nami do innego domku. Pewnie nawet gdybym go przeniosła, uciekłby a na pewno nawet się go nie dotknę.


Grisolda prawie wszystko już miała gotowe na ślub córki, dekoracje, stroje, żywność w wypożyczonym od Milandera przetrwalniku (o jego zwrot wciąż dopominała się Rezeryka) specjalnie dokupione sprzęty i wyposażenie bo dotąd tak wielkiej uroczystości nie urządzała, były też
odłożone pieniądze. w jeden nonestr uwinęła się z zaślubinami, może nie aż tak wystawnymi jakie Milander urządził Milarezie, no ale przecież dotąd mówiło się z przekąsem: "wesele Milarezy", gdy wesele było huczne a między młodymi brakowało miłości.
Jej córeczka wyglądała przepięknie, na każdy dzień miała inną suknię. Oczywiście zaczęło sie od spotkania przy robótkach. Aladiaz mógłby śmiało odśpiewać zapożyczoną od Haberlandczyków i na wielu weselach śpiewaną przyśpiewkę- Co to za dziewczyna, pięknie wystrojona, czy to jest królowa czy to moja żona? Jednak Grifka z góry mu zapowiedziała, że sobie jej nie życzy.
Bawiono się wspaniale przez sześć dni.
Niemal wszystko było jak trzeba. Przyjęcie w domu rodziców Aladiaza odbyło się w małym gronie ale się odbyło.
Jedno tylko było dysonansem - zabrakło Fantegrisa z żoną i Fantesolda.
Nie zaprosiła ich ale liczyła na to, że w międzyczasie, przyjadą, przeproszą i wtedy ich zaprosi. Niestety nie przyjechali. Dlatego jedynie udawała, że się dobrze bawi, sądziła, że Grifka też to przeżywa. Spytała czy nie przykro jej, że nie ma na weselu najstarszych braci.
-Fantegris obiecał, że jak się urządzi to nas zaprosi - odpowiedziała.
Dobra chwila upłynęła nim Grisolda sobie uswiadomiła, że w pojęciu "nas" ona się już nie mieści.
Wkrótce po ślubie Grifka się wyprowadziła. Grisolda liczyła na to, że zostaną z mężem w jej (a właściwie Fantegrisa) domu. Nie chcieli.
Przypadkiem dowiedziała się, że Fantegris był w Tolimanii na krótko przed zaślubinami Grifki. Sprzedał jeden z domów oraz biuro a kiedy ona gościła z Grifką u rodziców jej męża, przyjechał jeszcze raz aby zabrać resztę rzeczy swoich i Raldariny.
Grisolda uświadomiła sobie, że dzieci odejdą wszystkie po kolei a ona zostanie sama, zabiorą ją dopiero gdy już będzie niedołężną staruszką.
-No cóż - pomyślała - wdowa musi mieć w sobie wiele pokory.
W końcu postanowiła lecieć do Arbland, Koror zgodził się posłać ją i najmłodsze dzieci swoim pojazdem, ze swoim kierowcą. Zabrała też opróżniony przetrwalnik i kazała go dostarczyć Rezeryce z liścikiem a sama z dziećmi
od razu udała się do domu, który miał być domem jej syna. Dopiero go meblowano. Pracownicy dziwnie na nią patrzyli, gdy zwracała im uwagę i nie reagowali, robili swoje.
-A po co tyle szufladeczek? - Spytała w jednym z długich pokoi - ja bym przedzieliła pokój na .... Nagle spostrzegła obrazy Milarezy przyklejone na obramowanych drzwiczkach i w lot pojęła, że szufladeczki są na katalogi sztuki a nad nimi zawisną obrazy.
-To Milareza nie oddała tego domu Fantegrisowi? - Zapytała.
-A no nie - padła odpowiedź. Odeszła bez słowa a za nią zmęczone już dzieci, czuła się głupio, że rządziła w domu Milarezy a zarazem ogarnął ja gniew o to, że Fantegris został oszukany.
Udała się do pałacu i chciała sie dostać do gabinetu Milarezy. W sekretariacie zatrzymała ją Rezemcia.
-Milareza pracuje ale ja chętnie pomogę - powiedziała.
-No tak - powiedziała z goryczą Grisolda - wdowa musi spokornieć.
-Mówiłaś to kiedyś mojej znamienitej mamie w nadziei, że mój ojciec wkrótce umrze.
-Bzdura.
-Byłam malutka ale twoje słowa tak mną wstrząsnęły, że zapamiętałam.
-Nigdy nie życzyłam śmierci twojemu ojcu.
-Tylko wdowieństwa mojej mamie. Co cię sprowadza?
-A co ty tu robisz?
-Jestem sekretarką Milarezy bo poprzednia skończyła szkołę i wróciła do Biniusu a ja teraz mam kurs według programu "szapio pukatańskie".
Testują go na mnie i innych ochotnikach. Usiądźcie i wyłóż mi swoją sprawę.
Grisolda już ochłonęła. Nie mogła sobie pozwolić na zrobienie awantury ukochanej córce Milandera zwłaszcza, że tak dobrze pamiętała jak ona wieściła Rezeryce, że szybko zostanie wdową a wtedy spokornieje. Co za ironia losu.
Starzec żył a jej mąż odszedł w sile wieku.
-Milareza obiecała Fantegrisowi dom a nie dała - powiedziała.
-Tak ci powiedział? -zdziwiła sie Rezemcia - Na szczęście spisali umowę więc jeśli teraz coś mu się nie podoba to jego wina i niech już nie kręci. Mógł brać dom jak mu dawali.
-To gdzie on teraz mieszka?
-Jeszcze się z nim nie spotkałaś? W małym domku. Szykuje sobie większy według gustu Raldariny. Skontaktuję się z prześwietną mamą i zapytam gdzie
was zakwaterować. Może się uda w pobliżu Fantegrisa.
Udało się, wypożyczony jej domek był w zasadzie w sam raz jak na krótki pobyt bez służby.
Okazało się, że dom Fantegrisa z konieczności znajdzie się za murami, za to naprawdę będzie sensowniejszy niż ten Milarezy.


-Prześwietna Rezeryko - powiedział jeden z odpowiedzialnych za przetrwalniki pracowników - No, jednak wbrew naszym instrukcjom sami wymyli przetrwalnik. Obyło się bez zniszczeń - uspokoił zaraz widząc, że Milander, jego żona i starsze dzieci zaniepokoiły się ta informacją -w środku był list więc go przyniosłem - wyjaśnił.
Rezeryka otworzyła i ręce zaczęły jej się trząść. Milaryk przejął list od matki ale nim weń zerknął. Milander stuknął lachą i dał dozrozumienia, że on życzy sobie w to zajrzeć.
-Nie potrzebnie się zdenerwujesz - powiedziała Rezeryka. On jednak rozwinął list, przebiegł oczyma i wybuchnął śmiechem. Wszyscy byli zaskoczeni jego reakcją.
-Co napisała przemiła ciocia? - Zapytał słodziusieńko Milaryk a Milander korzystając ze swego wskaźnika polecił Milarezie pomóc sobie odnaleźć w słowniku właściwy znak. Znaczył on mniej więcej tyle co - "o co chodzi?", "Co masz na
myśli?", "co chcesz przez to powiedzieć?"
Dał do zrozumienia, że ma wpisać znak u dołu listu zatem ona też przeczytała.
Głęboko westchnęła, potem Milander zażyczył sobie aby dać mu notkę do podpisu i podstęplować a Rezemci kazał odnieśc. To zrozumiała, jednak gdy chciała już iść Milareza dorzuciła prześwietny ojciec czegoś jeszcze chce.
-Czy Rezemcia ma nałożyć strój sekretarki? - zapytała
-yyy.
Bo stroju posłańca ...
-Ooo!
Nie posiada.
-Uuuu
Podczas tej dyskusji Rezemcia przeczytała list i krzyknęła wzburzona - o bezczelna, bezmyślna, podła istota. Ona już kiedyś, gdy byłam malutka, mówiła mamie, że gdy ty umrzesz, spokornieje. Nawet nie wiecie jak się wtedy przeraziłam. Szczęściem Milareza wyjaśniła mi, że nasz prześwietny ojciec nie ma zwyczaju umierać.
Milander znowu się roześmiał a Milaryk przejął list.
Przeczytawszy sobie, że Grisolda odsyła czysty pojemnik rozumiejąc, że Rezeryce bardzo na nim zależy na wypadek gdyby i ona musiała nagle odłożyć wesele córki na dalszy termin - powiedział tylko - o ho ho.
Ustalili, że zapieczętowany list odniesie prawdziwy posłaniec milandryjskiej kancelarii. Co ciekawe Milander nakazał zaadresować list do Fantegrisa.
Milarezę zobowiązał aby załatwiła Rezemci stanowisko i strój posłańca.
Był bardzo dumny z Rezemci, cieszył się gdy Milareza w pomniejszych sprawach ją ze sobą do jego gabinetu jako sekretarkę zabierała i zlecała jej różne zadania.



Jedną z ulubionych rozrywek Grisoldy stało się obserwowanie zajęć awangardowego zaspołu uczniów szkoły administracji, prawa i opieki
w Arblandach. Awangardowego bo w zasadzie tej szkoły jeszcze nie było.
Organizowano ją korzystając z wzorców unaskich i pukatańskich.
Uczniów było dwanaścioro w tym grupka takich, która wcześniej lub aktualnie uczyła się w szkole o podobnym lub nieco podobnym profilu. Czesne było wysokie, mimo to obaj starsi synowie Grisoldy się na to zdecydowali. Mogłoby się wydawać oburzające, że zespół jest koedukacyjny, gdyby nie to, że zajęcia
były obserwowane z galerii przez widzów gotowych płacić za bilety a byli tacy. Niektórych Grisolda widywała stale, inni pojawiali się gdy ktoś znajomy(przeważnie członek rodziny) miał udział w jakimś pokazie.
Oczywiście stale można tam było zastać Rezerykę, której trójka dzieci należała do zespołu.
-No ja bym się takim synem nie chwaliła gdybym go miała - stwierdziła Grisolda mając na myśli Irbisa.
-Nie wiadomo - odrzekł Fantegris - może nie umiałabyś mu odmówić gdyby bardzo chciał. Irbis chce zaś Akson umie mu przydzielać zadania, z których Irbis potrafi się wywiązać.
-A czemu Milareza nie uczęszcza? Na pewno by skorzystała.
-Ona ma już złożony specjalny egzamin na tytuł prawnika meduzjańskiego, uznawany w Unasie a u nas była ze dwa razy jako wykładowca i powiem ci, że świetnie jej poszło. Aż żal, że prawdopodobnie po ślubie porzuci prawo.
-Dlaczego mialaby porzucić?
-Mąż jest historykiem, pewnie będzie chciał podróżować jak Lanbort.
==========
Grisolda nie mogła się doczekać kiedy dostanie zaproszenie na ślub Milarezy aż tu nagle dowiedziała sie, że i Rezemcia wychodzi za mąż.
-Czyżby musieli się śpieszyć? - Spytała z leciutką kpiną syna i synową.
-Nie, po prostu Rezemcia jest śliczna i Milander nie chce zwlekać - powiedziała Raldarina.
-A ja jetem śliszna? -Zapytała Fanteraldzia.
-Oczywiście kwiatuszku - zapewniła ją Grisolda jak na babcię przystało i zaraz odpowiedziała Raldarinie - już ja tam swoje wiem, bez potrzeby nikt się aż tak nie śpieszy.
-Grifka! - Wyrwało sie Fantegrisowi i Grisolda poczuła sie niezręcznie.
-Grifka to już ma swoje arle - odpowiedziala - w końcu by samotna została ale Rezemcia ma jeszcze czas to po co wszystko tak nagle?
-Może Milander się przestraszył tego co napisałaś w liście.
-Jakim liście?- Zaniepokoiła się.
-Aaaa nieważne.wybierasz się na festyn z okazji ich ślubu?
-Nie dostałam zaproszenia.
-Indywidualnych nie wysyłają. Zaproszone jest całe miasto.
-Oni tu mają jakies dziwne zasady.
-Arblandzkie.
W dogodnej chwili przeszukała biurko Fantegrisa i znalazła ten fatalny list z dopiskiem ... Czy na pewno był to dopisek Milandera? Milander miał inny podpis ... przed chorobą.
Dlaczego syn jej tego nie pokazał? Bał sie nowej kłótni?
Przy okazji Grisolda znalazła też harmonogram zajęć awangardowego zespołu.
Wkrótce miał się odbyć pokaz, którego temat brzmiał: walka między ojcem a matką przed sądem o dziecko.
Obsada:
Ojciec: Irbis Siegrid.
Rzecznik ojca: Rezemila Magnolia.
Matka: Milareza Magnolia.
Rzecznik matki: Limeryk Poszum.
Sędzia: Szuarad Prawoznawca.
Tłumacz: Milaryk Siegrid.
Gdyby nie to, że program zobaczyła przy szperaniu w biurku syna pewnie zapytałaby dlaczego znowu, żaden z nich nie dostał roli. Wynotowała sobie różne daty aby ważnych wydarzeń nie przeoczyć. Potem odłożyła wszystko na
miejsce i wyszła, nieświadoma, że jej działania nie uszły uwadze Raldariny, która zresztą wolała to przemilczeć.
=======
Pokaz Rezemci i Limeryka nie zachwycił Grisoldy. Nie wiadomo dlaczego tak się cieszyli i wciąż wybuchali radosnym śmiechem Milander i Rezeryka.
Podobało im się wszystko, nie tylko słabsze i krótsze w porównaniu z innymi występy Irbisa ale nawet żenujące Milarezy.
Na szczęście Limeryk odwołał ją na bok i coś kładł do głowy, potem już milczała.
Milczała nawet gdy Szuarad zapytał a Milaryk przetłumaczył na unaski pytanie czy karmi dziecko piersią. Limeryk lekko ją szturchnął.
-Odpowiedzieć? - Zapytała.
-Tak, kiedy sędzia pyta należy odpowiedzieć.
-A jakie było pytanie? Bo się zgubiłam.
Szuarad stłumił śmiech i ponowił pytanie.
-A czy to ja klacz albo sowa jestem, żeby karmić dzieci piersią?
Limeryk jęknął.
-Znowu coś źle powiedziałam? - Zdziwiła się
-Klaczowie nie karmią piersią.
-Jesteś pewien?
-Nie, w tej chwili to już niczego nie jestem pewien.
Zaraz potem zwrócił się do sądu - chciałbym w imieniu mojej klientki powiedzieć, że jej mąż też nie karmi piersią więc nie ma powodu aby dziecko oddano właśnie jemu. Tak jak już wcześniej mówiła moja klientka jej mąż nie troszczył się o nią i dziecko.
-A właśnie, że się troszczyłem - zdenerwował sie Irbis - kupowałem im cukierki. A ona to się nie opiekowała tylko chodziła na tańce!
-Tak, klient dostarczył mi taśmę z dowodem rzeczowym - potwierdziła Rezemcia. Szuarad zarządził odtworzenie. Na taśmie były scenki z tańczącą przy różnych okazjach Milarezą.
W pewnym momencie na jej znak Knieja Korala zatrzymała film.
-Milareza powiedziała - przepraszam ale zauważyłam tu ważny szczegół, czy można o jakieś dwa momenty cofnąć?
Knieja cofnęła.
-O tu, proszę spojrzeć wysoko na elektroniczny kalendarz. Czy obsługa może to powiększyć? Zapewniam, że wtedy jeszcze nie byłam mężatką i nie miałam dziecka.
-W takim razie przepraszamy, że to się tu zaplątało - powiedziała Rezemcia- ale patrzmy dalej, najlepiej na ostatni fragment.
-Przepraszam - przeszkodziła jej Milareza -czasem zdarza mi się tańczyć ale wtedy zawsze dzieckiem
zajmuje się teściowa.
Gdy doszło do podsumowania Limeryk powiedział - Przyznaję, że moja kilentka bywa irytująca, że jest zbyt zadufana w sobie, sądząc, że nasz naród
przewyższa wszystkie inne, na pewno niejednokroć zraniła uczucia wszystkich obserwatorów a także dostojnego sędziego twierdząc, że jako Unasjanka wychowa dziecko w wyższej kulturze. Czy to jednak dostateczny powód aby odebrano jej dziecko? Jest też prawdą, że dziecko przyszło na świat w
Arblandach i tu zostało zaewidencjonowane ale czy gdyby dostojny sędzia zgubił zegarek na ziemi unaskiej a ktoś udokumentował, że rzecz ta leży
pod słupem to właścicielowi już jej nie wolno podnieść? Czy zegarek staje się przez to własnością Unasu? Nie, tym bardziej dziecko wciąż jest dzieckiem mojej klientki. To prawda, że tańczyła ale cóż w tym złego? Ja na tych wyciętych z większych filmów sekwencjac nic gorszącego nie zauważyłem, tym bardziej zapewne nie ma nic takiego w tym, czego nam nie pokazano. Za to na pewno zobaczylibyśmy tam też męża klientki bo na tych tańcach bywali oboje. Przynajmniej wtedy gdy byli już małżeństwem bo zdaje się, że większość wspaniałych pokazów tańca mojej klientki pochodzi z czasów gdy jeszcze nie była mężatką.
Bądźmy szczerzy, matka takiego maleństwa nie zdążyłaby się w krótkim stażu macierzyńskim aż tyle natańczyć ile nam pokazano. Nawet ja zauważyłem, że na każdym fragmencie była inna sceneria oraz stroje.
Milander i Rezeryka wysłuchali z należytą uwagą i powagą Limeryka ale gdy występowała Rezemcia nie ukrywli ukontentowania ilekroć czymś zdawała się zabłysnąć. Trzeba przyznać, że zręcznie powołała się na decyzję protektoriatu w sprawie Fanteraldy.

Wyrok jak zawsze w takich razach nie zapadł, za to oceniono występy Limeryka i Rezemci. Oboje bardzo pozytywnie (mimo tak tragicznego błędu jak "Klaczowie" a przy okazji pochwalono Irbisa. Bardzo sie cieszył.
Podeszła później do Szuarada zapytać dlaczego jej synowie nie mają pokazów.
-Zorientuję się - obiecał.
-I wolałabym aby nie mieli ich z Milarezą, wszystko im poplącze.
-Dobrze przekażę twoją opinię a czy skonsultowałaś ją z synami?
-Nie ale jako matka wiem najlepiej co jest dla nich dobre.
-Mimo to skonsultuj, ich zdanie może cię zaskoczyć.

 

 



Cypryla miała pretensje o to, że prezentem dla miasta z okazji jej ślubu był plac zabaw, nie szkodzi, że wspaniały, natomiast z okazji ślubu Rezemci i Milarezy oddano do użytku dwie ruchome drogi, które przecież były pożyteczniejsze.
- Nie czepiaj się bzdetów - zdenerwował się Luinerdo - ani plac nie jest twoją własnością ani drogi nie należą do twoich sióstr.
-To nie są moje siostry.
-Mów tak, mów a spadek ci przejdzie koło nosa bo skoro one nie są twoimi siostrami to Milander nie jest twoim ojcem tylko znajomym, który kiedyś ocalił ci życie i zapłacił za twoją operację oraz wszystkie katusze dzięki, którym jesteś normalną kobietą.
Luinredo celowo użył słowa "katusze", był w swoim czasie jej logopedą i wiedział jak złościły ją wszelkie zabiegi i gimnastyki. Sam nieraz obrywał i nauczył się chować wszelkie przedmioty jakimi mogłaby w niego cisnąć. Powiedział sobie jednak wtedy, że wszystko wytrzyma i zdobędzie tą bogatą jędzunię wraz z jej majątkiem. Poszło łatwiej niż myślał bo dziewczyna pragnęła być mężatką. Niestety nie mogła mieć dzieci, wiedział o tym ale wtedy nie wydawało mu się to takie istotne. Teraz myślał,że dziecko pewnie zdobyłoby serca dziadków a Cyprysia im więcej mówi, tym bardziej się od nich oddala. Niejednokroć musiał ją temperować.
-Tobie to chodzi tylko o spadek - rozpłakała się - wcale mnie nie kochasz.
-Kocham ale wiem, że ci na tym spadku zależy więc tłumaczę jak się masz zachowywać aby go dostać. Teraz jest ważne abyś się po prostu wesoło bawiła i o nic nie dąsała.

Uroczystości zaślubin dwóch córek Milandera przebiegły bez przeszkód.
Festyn był wspaniały, tańce ,gry, konkursy wyciągnęły tłumy na place i ulice.
Po raz pierwszy ruszyły ruchome drogi: Milarezyszlak i Rezemilitrakt.
Na pierwszym jechała Milareza i Walturian ze świtą, na drugim Rezemila i Waltarberd książę z Auretanii też ze świtą. Na tym drugim pojechali również Fantegris z żoną i Fantesold a tuż za nimi wcisnęła się jakaś parka też biorąca ślub tego dnia. Zrobiono im miejsce aby mogli swobodnie stać i machać rękoma do tłumów. Wszystko było tak wyliczone aby Milareza i Rezemila jadąc z przeciwnych stron dojechały do centralnego placu równocześnie. Drogi się zatrzymały, pary ukłoniły się sobie nawzajem i zeszły każda na swoją stronę a za nimi ich świty.

Milander i Rezeryka obserwowali uroczystość z podwyższenia na obwodzie placu. Milander klaskał w ręce z ukontentowania i niwątpliwie jego wzrok wypatrywał przede wszystkim Rezemci.
Miilarezie nie jest przykro, że bardziej kochasz Rezemcię? - Zapytała Grisolda, którą zaprosili na to podwyższenie. Nikt jej nie odpowiedział.

Za to gdy Milareza wygrała konkurs tańca w parze z Cyranikiem Lambrekinem, Milander wydał okrzyk triumfalny i zaklaskał. Zaraz potem ze swą żoną zatańczył Walturian a potem były inne konkursy.
Bawiono się w całym mieście, także na Cypryliplacu, tu znaleźli się też wkrótce Rezemcia z Waltarberdem uważając, że zabawy na najrozmaitszych huśtawkach, karuzelach, skaczących fotelach, jeżdżalniach, skoczniach i innych urządzeniach najlepiej podkreślą jak radosny jest to dzień.
Już nazajutrz byli w Tolimanii, gdzie Koror zorganizował im i Milarezie z mężem przejazd przez Sarineję. Rzucali w tłumy łakociami oraz produkowanymi maszynowo przez Milarezę ozdobami. Wystarczyło maszyny zprogramować i dostarczyć im surowiec a wypluwały takich ozdób ile się chciało. Ich wartość byyła różna. Ludzie chwytając nie wiedzieli co się im trafi.
________________
Milander i Rezeryka nie opuścili Arbland. Jemu zabronili tego medycy, ona chciała zostać z mężem a gdy na migi ją namawiał aby z córkami poleciała, zapytała - a z którą? (Bo potem leciały już oddzielnie, świętować w rodzinach mężów). Oczywiście myślał o Rezemci choćby dlatego, że z nią rozstawali się na dłużej ale zrozumiał intencje Rezeryki i nie nalegał. Uroczystości obserwowali na ekranie.
Kolejny dzień był dla młodych par dniem odpoczynku więc Milander zajął się oglądaniem różnych scenek z Festynu i natrafił na jedną, która mu się nie spodobała.
-----------
Ktoś "życzliwy" przyniósł Grisoldzie nagranie rozmowy między Rezeryką a Milarykiem z częstymi wstawkami głosu Milandera. Rodzice najwyraźniej byli niezadowoleni z zachowania syna a powodem był występ gromady chłopców na Cypryliplacu. Może i Rezeryka była zła na syna ale to co mówiła było straszne:
"Wcale nie jesteście od niej (czyli Grisoldy) lepsi. Co wam takiego zrobiła ta nieszczęsna Grifka, że się na niej wyżywacie za uszczypliwości mamusi? Cóż to, jak was pszczoła użądli musicie zaraz zniszczyć ul? Zresztą moglibyście wdowie po Fanteorze odpuścić. To tylko bzycząca mucha i niech tam sobie bzyczy, komu to przeszkadza? Co złego może wam zrobić mucha? Dajcie jej
żyć.
Ten sam "życzliwy" pracownik kancelarii, znalazł też nagranie występu, za który Rezeryka rugała syna.
-Z naszych odbiorników wykasowali - powiedział - ale to nagrywało tyle ludzi, że mają to na podręcznych no i któryś musiał to dać do wizjofonii.Oczywiście w wizjofonii znalazłem.
Nie mogła więc mieć nadziei, że sprawa pójdzie w zapomnienie. Pokazała nagranie Fantegrisowi:
Kukła, prawdopodobnie wykonana przez Milaryka siedziała na najwyższym fotelu sprężynującym na placu zabaw. Milaryk z kolegami w damskich perukach, pod nią, udawali zajętych wyimaginowanymi robótkami, równocześnie tworzyli chórek. Irbis stanął przed kukłą i zaśpiewał: "Cóż to za dziewczyna pięknie wystrojona czy to jest papuga czy to moja żona?
Chór śpiewaków dorzucił - Uzbrojona w druty, ma podkute buty. Wysoko zasiadła, oby nam nie spadła - i odsunęli się jakby w przestrachu, że machająca
nogami w spiczastych butach i trzymające ogromniaste druty a na dodatek chwiejąca się razem z fotelem postać na nich nie spadnie.
-Odsuńta się dalej to panna zeskoczy - dośpiewał Irbis - to dziewczyna zgrabna i ma piękne oczy - w oczodołach kukły zaświeciły latarnie.
Fantegris obejrzał to w milczeniu.
-Musisz złożyć skargę do Korora - powiedziała - a ja wszystko opowiem Orfancie.
-Mamo - odpowiedział zgnębionym głosem - my teraz musimy spuścić głowy i tylko ukradkiem chodzić po mieście. Grifka jest w zaawansowanej ciąży.
Zamurowało ją - kto tak mówi?
-Sam u nich byłem, po tym co zasugerowałaś w sprawie Rezemci zrozumiałem, że z moją siostrą jest coś nie tak i pojechałem pogadać.
-Musisz jej bronić - powiedziała stanowczo - to zawsze jest twoja siostra.
-Wolę milczeć i ty też milcz, nie wszczynaj żadnych awantur i nie prowokuj Rezeryki. Do nikogo w tej sprawie nie pójdę. Im mniej narobimy hałasu tym lepiej.

Akson zaaklimatyzował sie w Arblandach i nawet zaprzyjaźnił z Szuaradem choć wcale nie byli do siebie podobni i często różnili się poglądami.
-To ja zaproponowałem aby przyjęto cię do pracy - zdradził - byłem ciekawy człowieka, z którym konsultuje się arandeta Milareza. Nie bardzo chciała, odciągać cię od pracy w Biniusie ale w końcu zdecydowała się dać ci wybór bo wszyscy nauczyciele, którym to proponowała wskazywali na ciebie jako znającego tolimański. Co cię skłoniło aby uczyć się akurat tego języka?
-Powód jest bardzo osobisty i nie chciałbym go zdradzać a ja byłem kiedyś nauczycielem i bardzo to lubiłem. Niestety zwolniono mnie ze względu na wiek więc szukałem dla siebie czegoś innego bo jeszcze nie czuję się dostatecznie stary aby żyć z oszczędności, potrzebuję jakiejś aktywności a przy okazji te oszczędności powiększam zamiast tracić. - Wyjaśnił.
Szuarad był zdania, że arandeta Rezemila nie wróci już do szkoły.
-Nie wiem po co dziewczyny kończą takie szkoły - stwierdził- skoro ich powołaniem i tak jest macierzyństwo i prowadzenie domu. Co innego arandeta Milareza ale to wyjątek, dla niej praca jest na pierwszym miejscu, nawet własne wesele dopiero na drugim. Ty widziałeś jej dom? (Akson widział ale to przemilczał) - Biblioteki, archiwa, pracownie .... kuchnia jest niezła ale podobno gotowała kisiel po to aby mu się przyjrzeć i stworzyć przpominającą go suknię. Czyli to też pracownia. W dodatku każde z nich przyznaje, że
wcale się nie kochaja tylko przyjaźnią i chcą koegzystować.
Straszne słowo. A co do domu to nie wiem jak w czymś takim można mieszkać lecz do niej pasuje, do niego też.
Rzeczywiście dom Walturiana i Milarezy wydawał sie specyficzny. Przypominał instytucję z hotelem pracowniczym. Nie czuło sie tam rodzinnego ciepła, przynajmniej do czasu aż Milareza i Walturian tam zamieszkali.
Za poradą matki Walturiana nie zatrudnili kucharki. Walturian zdradził Szuaradowi, że Milareza nie mogła znaleźć nikogo odpowiedniego bo miała całą masę oczekiwań.
Zdecydowali się więc posłuchać rady i kuchnia stała się miejscem gdzie nawet niektórych gości przyjmowali a każdy czuł się tam wspaniale.
Pewnego dnia to Milareza odwiedziła Aksona i jego rodzinę w Błędnyrysie, całkiem nieoczekiwanie i na krótko.

==========
Jeden moment zmienił życie Milarezy. Przeszła w poblizu jednego z przybocznych Waltarberda, gdyby jej nie zauważył ona też nie zwróciłaby nań uwagi. Zauważył lecz udawał, że tak nie jest i to ją zaalarmowało. Nagle zdała sobie sprawę, że od paru dni nie widuje ani Rezemci ani Waltarberda a łącznikiem między nimi jest prześwietny ojciec lub garderobiana Rezemci.
Miała właśnie odwieźć siostrę z mężem i jego świtą do Joksolanii. Ponieważ jej własne małżeństwo zdawało się bardzo udane, chodziła ostatnio z głową w obłokach i wcale nie przeszkadało jej, że ta świta jest stanowczo za duża, dopiero teraz raptownie to do niej dotarło. Natychmiast odwołała ten lot.
Ona, zwykle niezawodna Milareza niemal w ostatnim momencie odwołała lot.
Na pytanie: "dlaczego?" Zadane jej przez dostojnika o którym wiedziała, że Waltarberd go lekceważy odpowiedziała, że musi wpierw zobaczyć siostrę.
Nie zobaczyła jej, wkrótce za to wezwał ją ojciec i zażądał wyjaśnień. To nie była taka zwykła serdeczna "niby" rozmowa jak zawsze. Od razu wyczuła, że jest nieprzychylnie nastawiony mimo to wyjaśniła, że nabrała poważnych wątpliwości czy ta wizyta ma przyjazne względem Joksolanii cele. Jego twarz zmieniła się na niemal wrogą. To nie był dobry czas aby dociekać dlaczego tak się zachowuje. Wskazał jej portret Lanborta, kazała więc go wezwać i sama przy Lanborcie zapytała- czy chcesz mi odebrać funkcję asystentki prześwietny ojcze?
-Oooo - potwierdził.
-Ale co się dzieje? - Zaniepokoił się Lanbort.
Spojrzała na ojca ale jego twarz nic nie mówiła.
-Poważna rozbieżność poglądów? - Spojrzała nań pytająco i coś ją ścisnęło za gardło, jego oblicze było wręcz wzgardliwe. Miała swoje metody, trenowane od dziecka, by nad sobą zapanować. Stłumiła też chęć zapytania czy chodzi o zdradę państwa.
W gniewie mógłby to potwierdzić.
-Czy uważasz prześwietny ojcze ... - Spojrzała nań i poprawiła - Czy uważasz prześwietny arandzie, że dopuściłam się zdrady wobec rodziny?
-Oooo - potwierdził.
-Odłóżmy tę rozmowe na pojutrze - zaproponował Lanbort ale Milander uderzył lachą o podłogę.
- W zasadzie prześwietny stryju, niemal wszystko zostało powiedziane. Mam się już nie uważać za córkę prześwietnego Milandera.
-Oooo - potwierdził.
-Ponieważ prawdopodobnie już więcej się nie zobaczymy prześwietny arandzie chcę ci podziękować za wszystko co dla mnie uczyniłeś. Za to, że ocaliłeś mi życie, za to, że zadbałeś abym się pięknie poruszała, dałeś mi wykształcenie i aż dotąd zapewniałeś mi swą przyjaźń. Wiedz, że zawsze będę ci za to wdzięczna i pozwól, że nim odlecę, pożegnam się z prześwietną arandą i rodzeństwem.Daj mi proszę jeden dzień na opuszczenie Arbland.
Teraz chyba był zaskoczony, może nie myślał, że ona odleci ale cóż jeszcze miałaby tu robić?
Ukłoniła się i wyszła. Na szczęście Walturian nie podjął tu jeszcze pracy bo najpierw musiałby dobrze opanować zarówno unaski jak i tolimański.
Jego przede wszystkim musiała powiadomić.
-A może to i dobrze - powiedział - szkoda tylko tej naszej pięknej kuchni.
-Nic straconego - powiedziała - replika naszego domu czeka na decyzję gdzie ją postawić. Degeden?
-Czy Kloto? - Odrzekł z uśmiechem.
Zarządziła jeszcze pakowanie i dopiero potem poszła do Rezeryki.
Matka zajęta była badaniem jakiegoś preparatu w laboratorium.
-Trochę później kochanie - powiedziała. Milareza jednak za dobrze znała to jej : "trochę później" Powiedziała więc: " Kocham ciebie i całą rodzinę mamo.
Rezeryce preparat spadł na podłogę ale nawet nie spojrzała na niego: Co się dzieje Milarezo?- Zapytała poważnie zaniepokojona.
-Wyjeżdżam i nie wiem kiedy znów się zobaczymy. Chciałam cię tylko zapewnić, że gdybym kiedyś była wam potrzebna będę gotowa na praworządne usługi.
-Czy to ma jakiś związek z tym niedoszłym wyjazdem Rezemci?
-Tak,prześwietny ojciec nie wybaczył mi podejrzeń, że mogło chodzić nawet o napaść na Joksolanię.
-Żartujesz chyba, skąd ci to przyszło do głowy?
-Nie mam żadnych realnych podstwaw. Mogłam się pomylić.
-Rezemcia by nie mogła . Przecież ma tam przyjaciółki nie ryzykowałaby ich życiem. Musiała nie wiedzieć.
-Lub być lojalna wobec męża. Nie odwiedziła mnie ani razu odkąd zaczęliśmy przygotowania do wyjazdu a przedtem była niemal codziennie.
==========
Na razie wyjechali do Unasu. Musieli odebrać swoje segmenty mieszkalne te, które zamówili gdy zamierzali swój dom odsprzedać Fantegrisowi.
Zabierali też elementy umeblowania. W takich momentach cieszyła się, że ma wielką lotopławę. Dostała ją jeszcze od Orborta a wraz z nią wspaniałe wyposażenie. Milander jej jeszcze w czasach gdy był w miarę zdrowy co nieco dorzucił.
Na codzień wielkość lotopławy byłaby uciążliwa gdyby nie to, że nie musiała stać całkiem blisko bo wystarczyło ją wezwać.
- Nie jesteś na mnie zły? - Zapytała Walturiana. Gdy jechali autem do domu Małymisia w Arkadach by go zawiadomić o rychłym wyjeździe Milarezy i uzgodnić metody dalszej współpracy.
-O to, że jedziemy z tą wizytą?
-Nie. O to, że narobiłam kłopotów. Pewnie mi się coś ubzdurało i zburzyłam wszystko.
-A jeśli ci się nie ubzdurało?
-Ty coś wiesz - domyśliła się.
-kiedy ty byłaś u matki wstąpił domnie Waltarberd. Uważał,że za łatwo uniosłaś się honorem i niepotrzebnie wyjeżdżamy. Nalegał abym cię zatrzymał, nakłonił do przeproszenia ojca a jeśli o niego chodzi to nic się nie stało, możesz ich tam zawieźć kiedy indziej albo pożyczyć Rezemci lotopławę.
Nie spodobało mi się to więc odmówiłem namawiania cię do czegokolwiek. Wjechał mi na ambicję, że kobieta mną rządzi a ja mu powiedziałem: W Arblandach to ja jestem mężem arandety a tam u nas to ona będzie żoną Walturiana.
-Świetnie sobie poradziłeś - pochwaliła go.

Andoris zazdrościł stsrszemu bratu małżeństwa z bogatą arandetą. On był piękny i młody zaś Walturian w ogóle nie miał powodzenia, od Milarezy był starszy o 4 arle a właśnie jemu się dostała. Pewnie była zdesperowana bo koleżanki wcześniej wyszły za mąż a jej nic się nie trafiało. Szkoda, że Walturian nie przywiózł jej wcześniej, z pewnością doceniłaby walory jego piękniejszego i
bardziej wyrobionego towarzysko brata.
Przychodziły mu do głowy głupie myśli aby uwieść bratową, niby nie takie na serio ale jakoś tak bezwiednie starał jej się spodobać. Już na imprezie z okazji zaślubin, zorganizowanej przez rodziców dużo tańczył z nią lub obok niej. Tańczył o wiele lepiej niż Walturian.
Teraz chciał się wykazać przy stawianiu domu. Zapoznał się z planem zanim jeszcze przyjechali bo to on kupował plac wskazany przez Walturiania. Byłby kupił inny, odpowiedniejszy, ale w tak krótkim czasie trudno było coś znaleźeć.
Ten plac od dawna był porzucony, zachwaszczony, krzaki i młode drzewa zdążyły wyrosnąć. Wszystko wymierzył, zaznaczał palikami, kredą, sznurkiem
gdzie należy stawiać dom. Potem chciał nawet wsiąść z Milarezą do kabiny operatora by służyć radą ale usłyszał: Proszę wybacz nam, tu jest miejsce tylko dla dwóch osób.
Nie powiedziała nic więcej ale poczuł się jakby mu wylano kubeł zimnej wody na głowę. Oczywiście do kabiny z Milarezą wsiadł Walturian.
Zaczęli od wykorzeniania części chwastów oraz wykopywania niektórych drzew i krzewów.
Andoris próbował jeszcze z dołu wskazywać, jak to robić kiwała głową ze zrozumieniem ...i robiła po swojemu.
-Nie dobrze gdy baba się bierze za takie zajęcia - narzekał niezadowolony przy rodzinnym obiadku - przecież ona na niczym się nie zna. Pracuje chaotycznie, to tu to tam, jak dziecko, które się bawi.
-Patrz swego nosa - warknął ojciec - pomidory trzeba zebrać.
Przez jakiś czas Andoris prawie nie przychodził na budowę, co najwyżej wieczorem by spojrzeć jak Milareza "wszystko paprze". Niestety, prace szły bardzo sprawnie i szybko. Niektóre rośliny przesadzała z pomoca doskonałych maszyn w inne miejsca, inne zostawiła nietknięte, jeszcze inne zgromadziła w stogach. Kopała fundamenty nie tam gdzie chciał Andoris.
-Nic z tego nie będzie - mruczał pod nosem - jednak z nikim się już swoją opinią nie dzielił.
Prace zostały spowolnione gdy pewien głuchoniemy powierzył Milarezie swoją sprawę sądową.
Andoris zaproponował Walturianowi aby razem dokończyli dzieła.
-Coś ty! - Odrzekł ten z oburzeniem - Ona ma wszystko dokładnie zaplanowane a jest precyzyjna jak ruch gwiazd na niebie. Trzeba jej to zostawić. Przecież się nam nie śpieszy. Mamy gdzie mieszkć. Przyjął go przed szałasem przy całkiem fajnym piecu na którym pichcił obiad.
-Przejąłeś obowiązki pani domu? - Zakpił Andoris.
-Braciszku, ty się niczym nie martw bo my jesteśmy szczęśliwi. To proste zdanie zamknęło mu usta.

Kopania dołów pod fundamenty dokończył ktoś nieoczekiwany - Koror Tolimańczyk. Przyleciał by o czymś pomówić z Milarezą. Nie zastał, żadnego z małżonków.
Andoris go tam zaprowadził - nie wiem co się dzieje - powiedział gdy zastali pustkę.
Koror szybko to ustalił. Aparat łącznościowy Milarezy powiedział mu - Milareza Magnolia jest na rozprawie w sądzie.
-Dlaczego ona tak dziwnie mówi? Spytał Andoris.
-Nagrała to wcześniej - wyjaśnił Koror - Walturian pewnie chce zobaczyć jak jej pójdzie, może zresztą chce pomóc gdyby coś się nie tak z dzieckiem działo.
-Jakim dzieckiem?
-Nie powiedzieli ci? To ma być chłopczyk, dowiedzieli sie o tym przed wyjazdem. Wiem od Rezeryki, że już mu nawet wybrali imię.
-No chyba powinien zwać się Waltumil, zgodnie z waszym zwyczajem.
-Nie musi.
Gdy Koror postanowił, że czekając na gospodarzy popracuje Andoris go ostrzegł - ona chyba tego nie lubi, nawet Walturian nie śmie tknąć tych maszyn i mówi, że ona jest precyzyjna jak zegarmistrz.
-Ma rację ale ja spróbuję przecież muszą być plany.
-Nie dostaniesz się do maszyny.
-Zobaczymy.
Dostał się, długo nic nie robił ale gdy zaczął, jego szybkość była tak rewelacyjna, że Andorisowi aż się w głowie zakręciło.
W międzyczasie wrócili autkiem Walturian i Milareza. Walturian się zdenerwował lecz ona uniosła dłoń w uspokajającym geście - To Koror, robi to o wiele szybciej niż ja bym się odważyła ale według planów. Dobrze mu idzie.
-Dlaczego nie powiedzieliście, że spodziewacie się dziecka? - zapytał Andoris.
-Nie chciałem aby mama zażądała abyśmy zamieszkali u was. Tu jest nam najlepiej.
Później gdy Koror poszedł na spacer z Milarezą Andorisa "coś tknęło"
-Jesteś pewien,że to twoje dziecko?
-Po pierwsze Korora tam dawno nie było, po drugie kocha własną żonę i nie rozgląda się na boki, po trzecie Milareza mnie kocha i jest mi wierna a po czwarte o dziecku dowiedzieliśmy się gdy musieliśmy zameldować nasz krótki pobyt w Unasie. Oni mają tam takie urządzenia, że przy zwykłym ich dotknięciu od razu pozyskują informacje o płodzie w tym o płci i rodzicach. To ja jestem ojcem.
-No to o czym tamci - wskazał Korora i Milarezę - tak gadają?
-O ważnych sprawach państwowych.
-Ale jakich?
-A co nam do tego?
Gdy Andoris jeszcze próbował wypytywać a żadne argumenty nie były w stanie zgasić jego ciekawości, Walturian po prostu zamilkł.
Późnym wieczorem w karczmie Andoris zdradził kolegom, że Koror przyleciał do Walturiana i Milarezy w ważnych sprawach państwowych i przy okazji wykopał im dół pod fundament dokładnie według planów.
-A po co plany skoro już wcześniej miejsce było dokładnie wytyczone bo zabrała stamtąd wszelkie rośliny? - Odrzekł Gaudo.
-No nie tak dokładnie - sprzeciwił się Andoris - ale - przyznał - rzeczywiście roślin tam gdzie kopał już nie było, przesadziła albo przeznaczyła na spalenie.
-Świetna jest ta twoja bratowa - orzekł Diners - i dom postawi, i człowieka w sądzie wybroni a na dodatek Koror konsultuje z nią sprawy państwowe.
==========

Cyprysia powiedziała, że powinien odebrać Milarezie lotopławę i wszystko co jej dał.
Owszem, wcześniej zamierzał zabrać jej, wprawdzie nie wszystkie, ale część darów a lotopławę unieruchomić, zaniechał jednak tej myśli gdy mu podziękowała za to co dla niej zrobił. Już wcześniej spotykał się z jej wyrazami wdzięczności lecz ostatnie zrobiły na nim szczególne wrażenie .Pomyślał, że za to Cypryla nie umie być wdzięczna a przymila mu się dla korzyści.
-A czy ty sobie zdajesz sprawę - zwróciła się do Cypryli Rezemcia - że Milareza od dziecka pracowała na rzecz naszej rodziny?
-Przesadzasz - lekko odpowiedziała Cypryla - więcej dostała niż dała.
- Najwięcej dała tobie. To tylko dzięki niej widziano w tobie coś więcej niż kalekę wymagającą opieki. To dzięki niej zauważono, że warto o ciebie walczyć, to dzięki niej możesz dziś z nami siedzieć i gadać byle co. Co ona ci takiego zrobiła, że chciałabyś ją pozbawić środków do życia? Pomyliła się. Tylko tyle.
-Któregoś dnia zdecyduje się przeprosić prześwietnego Milandera i nas - dodał Waltarberd - wróci na swoja pozycję i jak się wtedy będziesz wobec niej czuła?

===========
Milaryk przykładał się do nauki. Co prawda bardziej niż prawo uwielbiał majsterkowanie wszelkie ale miał też marzenia by stać się jak ojciec dygnitarzem a do tego znajomość prawa mogła się przydać więc sam zdecydował,że będzie się go uczył tak jak starsze siostry.
Widział przecież jaką karierę zrobiła Milareza. Czemuż to on nie mógłby być w przyszłości asystentem aranda?
W dodatku bardzo polubił lekcje z Aksonem, zwłaszcza pokazy. W najbliższych dniach miał mieć pokazowe załatwianie sprawy w urzędzie podatkowym. Szkoda tylko, że to nie Milareza miała grać rolę urzędnika. Nie ułatwiała zadań ale za to było zabawniej i lepiej to wyglądało w wizjofonii.
Trzeba się było tylko dobrze przygotować. Dręczył więc Rezemcię aby mu pomagała zamiast ryczeć po kątach. Milaryk miał swoją opinię co do tego co zaszło w rodzinie ale milczał.
-Przecież robię to dla twojego dziecka - twierdził - będzie inteligentniejsze jeśli będziesz się rozwijać.
Akson niedługo po wyjeździe Milarezy zapytał go czemu Rezemcia jest taka smutna.
-Rezemcia to wprawdzie moja siostra ale mimo to idiotka - wyznał chłopiec - cieszę się, że jestem mądrzejszy.
-Kto to wie? - Uśmiechnął się Akson - życie potrafi nas zaskakiwać. Popełniamy błędy o jakie wcześniej byśmy siebie nie podejrzewali.
-No to musiałbym się chyba zakochać a taki głupi to ja nie jestem.
-Wydaje mi się, że Rezemcia jest zakochana we własnym mężu.
-No i co z tego? To nie powód aby ... To znaczy ja zaufałbym raczej Milarezie ale dla ojca Rezemcia to cud wszechświata.
-Pokłóciły się?
-Nie i właściwie to nic nie wiem ale na miejscu ojca ufałbym Milarezie.
Akson martwił się o obie dziewczyny, zwłaszcza o Rezemcię bo czuł, że zrobiła coś złego. Obawiał się,że nie będzie mógł dopuścić aby jej ewentualny (jeszcze go nie miała) tytuł prawnika arblandzkiego został uznany w Unasie.
Spytał też Szuarada czy nie wie czym Rezemcia się martwi.
-Może wyjazdem siostry - odrzekł kolega - albo plotkami. Ludzie twierdzą, że Milareza musiała mieć poważny powód skoro odmówiła lotu do Joksolanii. Z tego co wiem Joksolania to dziwny kraj i panują tam dziwne zasady.
Bezpieczniej jest ich się trzymać. Na przykład gdy się ścina wielką jak drzewo dynię, trzeba mieć zezwolenie i koniecznie odciąć i zasadzić jej górną część zwaną liściopuszem. Za zgodę na ścięcie dyni trzeba dać władcy wymagane prezenty czyli taki rodzaj podatku. Nie twierdzę, że Waltaberd i Rezemila chcieli zignorować tego rodzaju przepis ale coś tam z tą Joksolanią było nie tak. Gdybym miał na to dowody zażądałbym relegowania Rezemili mimo, że to arandeta.
Akson zaczął więc na swoich lekcjach zwracać dużą uwagę na poszanowanie cudzych praw w tym praw innego kraju na przykładzie imigrantów w Unasie.
Z tego powodu jedną lekcję przegadali na temat nie szanowania praw innych narodów przez Unasjan. Dużo się od swoich uczniów dowiedział na temat napadania na wioski, rabunku, uprowadzania jeńców, wykradania dzieci, handlowania biomonami i.t.p. Akurat nie o takich przykładach marzył ale wysłuchać musiał.
-Kradnie się dzieci pod pozorami prawa - twierdziła Rezemcia - Fantegrisowi na przykład nie wolno wyjechać ze swoją córką chociaż to wcale nie jest dziecko unaskie.
-To jest wredne - przyznał Milaryk - ale najgorzej jak ktoś napada na tych, którzy mu ufają ...
I nagle Akson zrozumiał - nie chodziło o zwykłe pogwałcenie praw Joksolani lecz o napaść, poznał to zarówno po zadziorności Milaryka jak i reakcji Rezemili.
-Wy macie rację - powiedział do uczniów - nikt nie ma prawa napadać na wasze wioski. Jest mi wstyd, że takie sytuacje się zdarzają. Powinniśmy walczyć na drodze prawa aby je eliminować.
Rezemilo przygotujesz przemówienie potępiające takie napaści.
- Dawszy to polecenie szybko przeszedł do bieżącego tematu.
Potem długo nie mógł się o to przemówienie doprosić a gdy zgłaszali się inni chętni przydzielał im jakieś zadania. Jednak tego przemówienia oczekiwał od Rezemci. Wysłuchał wreszcie w obecności Rezeryki próbnego i wskazał co można poprawić.
-Nie mógłbyś jednak przydzielić tego Fantesoldowi? - Zapytała Rezemcia.
-W czym to zadanie jest trudniejsze od tych, które już miałaś? - Udawał zdziwienie jednak w głębi duszy wolał, że było dla niej trudne.
-Daj jej już spokój - poprosiła Rezeryka - Kraspanda bardzo chce mieć to przemówienie.
Rezeryka obiecała,że osobiście pomoże Kraspandzie, Akson więc zajął się wspieraniem Limeryka, któremu na ten sam, wyznaczony już dzień zlecił przemówienie o tym jakie szkody psychiczne ponosi napastnik i jak daleko może się z czasem posunąć. Pomógł Limerykowi dotrzeć do materiałów źródłowych: wywiadów, filmów, protokołów, podobnie uczyniła Rezeryka z tym, że zamiast wywiadów dostarczyła podopiecznej fotografie obrazów
tematycznych, oboje też zadbali aby przemówienia zostały przećwiczone i opanowane tak by mówcy czuli sie swobodnie a przede wszystkim wczuwali się w to co mówią. Wypadło doskonale. Na następnej lekcji dodatkowo
przedyskutował temat z uczniami.

Milareza umieszczała drzwiczki w gotowych wnękach ściennych zastępujących szafki. Jedne zdecydowała się przyciąć i to na tym boku gdzie wykrojono rodzaj zawiasów bo zauważyła tam zadrapania.
-Nie wygłupiaj się - powiedział Andoris - przecież to jest wymierzone ...
-Zapewniam cię , że źle wymierzone ale bez obaw, mam bardzo precyzyjne narzędzia. Z boku nie odcięła całkiem zwyczajnie kawałka drewna, tylko wycięła tak aby powstały nowe kołeczki - zawiasy, wygładziła, umocowała,pasowało idealnie.
-Ma oko- powiedział Andoris do brata. Tylko dlaczego z fabryki przysłano za duże drzwiczki?
-Prawdopodobnie wina pakowacza - powiedziała - ktoś dostanie za małe i będą musieli mu zrobić nowe.
W okolicy zorientowano się jak świetnie Milareza radzi sobie z budową i drobnymi naprawami toteż wielu członków rodziny Walturiana nachodziło go z prośbami o pomoc.
Wujek Liwunar poprosił o rozebranie starego domu i ułożenie desek na opał.
-A jak tam coś ciekawego znajdziecie to wasze -powiedział. To miała być ich zapłata. Milareza jednak oddała mu cenny obraz i zabytkowe zegary, wyjaśniając za ile może to sprzedać. Poprosili jedynie o stare dokumenty aby Walturian miał na czym ćwiczyć z uczniami jeśli wreszcie uda mu się odzyskać posadę nauczyciela archiwistyki.
Milareza usłyszawszy, że takie ma plany, ściągnęła (odpłatnie) kopie książek napisanych przez Lanborta.
Walturian tak się nimi zachwycił, że zaczął dużo czasu spędzać w pracowni. Robił tam taki bałagan,że Milareza wreszcie nie wytrzymała i gdy on pojechał stawiać kuzynowi kuzyna obórkę, zrobiła porządek. Na ile to było możliwe korzystała z maszyny sprzątającej. Walturian zastał ją przy robieniu ilustracji do jednej z książek Lanborta.
Ujrzała przerażenie w jego oczach.
- Jak tu czyściutko - zauważył grzecznie - a będę wiedział gdzie co znaleźć?
-Tak, zrobiłam ci spis rzeczy. Na razie na brudno ale przepiszę.
Brudnopis choć zawierał skreślenia był wystarczająco elegancki.
-Nie przepisuj - powiedział -przecież go zaraz zapaprzę swoimi notatkami.
-To zechciej je robić w brudnopisie a ja przepiszę.
-Czy wiesz, że jesteś jedyną pomagierką, która mnie nie złości? Każdy inny, kto chciał mi zrobić porządek, robił to tak,że nie mogłem się w niczym połapać.
Odtąd często bywała w jego pracowni. Sprzątała, sporządzała katalog, robiła ilustracje, oprawiała książki. Tym co znaleźli na strychu na razie się nie zajmowali bo Walturian wciąż miał nadzieję, że dostanie pracę nauczyciela. Książki Lanborta mogły posłużyć jako podręczniki dla tych co chcą wiedzieć więcej a papiery ze strychu rozbieranego domu jako materiał do ćwiczeń.

Na razie jednak to raczej jej trafiało się płatne zajęcie gdy sąd potrzebował tłumacza lub gdy ktoś chciał aby go tam reprezentowała.
W końcu po jednej z rozpraw na której była tłumaczem urodziła pod opieką naczelnikowej i służących jej kobiet chłopczyka, który otrzymał imię Karis po dziadku Walturiana.
Przy dziecku dużo pomagała Milarezie teściowa i bardzo się do siebie zbliżyły. Nie mogło być inaczej, przecież teściowa była wnukiem zachwycona i twierdziła, że jest to najpiękniejsze maleństwo jakie widziała.
Milareza czuła się tak jakby jej dziecko było pierwszym i jedynym na świecie.
Odwiedziło ich wiele osób, przynieśli prezenty dla maluszka, mnóstwo maleńkich ręcznie robionych ubranek.
Przy okazji co poniektórzy na własną rękę zwiedzali ich dom i parę rzeczy zginęło. Na szczęście nic bez czego trudno byłoby im się obejść. Trochę tanich ale ładnych ozdób produkowanych przez Milarezę, jej farby i pędzle (mogła sobie zrobić drugie), Zbiór pięknie ilustrowanych przepisów prawnych (miała to w wersji elektronicznej i mogła zaraz wydrukować), parę małych obrazków jej autorstwa, zegarek Walturiana, dzbanuszek do śmietanki i.t.p.
Na szczęście dzięki robionym przez nią porządkom
i temu, że młody tatuś nie miał teraz czasu na bałaganienie nic w jego pracowni poza książkami o dużych wymiarach i solidnych, ciężkich oprawach nie stało na wierzchu. Nawet narzędzia miały swoje miejsce z góry przewidziane przy projektowaniu domu a siostra Walturiana wiedząc jak bardzo on nie lubi aby mu cokolwiek przestawiać miała na tą pracownię oko.
Gości było tyle, że czasem Walturian sam ich przyjmował,tłumacząc żonę i zapewniając, że na pewno ucieszy się i z wizyty i prezentów.
Orfantę jednak musiał do niej wpuścić.
Dama ta przywiozła nie tylko prezenty dla dziecka zapakowane w kołyskę oraz bele materiałów dla Milarezy (także nadających się na męskie ubrania) ale i sporo prowiantu aby goszcząc ją i jej damę do towarzystwa zanadto się nie wykosztowali.
Porozmawiała z Milarezą sam na sam bo głównie po to tu przybyła. Matka Walturiana przepytała w tym czasie damę do towarzystwa o rozmaitości. Na przykład czy to prawda, że atelom i ich córkom nie wolno opuszczać Tolimanii.
-Tak ale Orfanta już nie może mieć dzieci więc jej ten przepis nie dotyczy.
-A dlaczego matka Milarezy nie przyjechała?
-Bo jej rodzona córka też właśnie powiła dziecko a jest młodsza i delikatniejsza.
Dama odpowiadała rzeczowo,suchym choć grzecznym tonem,sama też pytała n.p. o to z czego młodzi się utrzymują.
-No - speszyła się teściowa Milarezy - na razie to z introligatorni Milarezy i prac dorywczych ale Walturian stara się o stałą posadę i powiększa kwalifikacje.
Ta rozmowa dała matce Walturiana do myślenia.Jej syn wprawdzie dużo pracował ale nie zarabiał i był na utrzymaniu żony. Może powinien się przekwalifikować?


W Arblandach Rezemcia dostawała bogatsze prezenty i była wspierana przez matkę a jednak nieszczęśliwa.
Walturian czasem chronił żonę przed nadmiarem gości, Waltarberd o ile to było możliwe przed wszystkimi. Orfantę jednak musiał wpuścić.
Przywiozła tylko skromny prezent, za to odbyła
długą rozmowę i wyprosiła Waltarberda gdy chciał im towarzyszyć.
Denerwował się.
Po rozmowie udała się do pałacu Lanborta gdzie ją gościnnie przyjęto.
Zrobiła to mimo, że Rezeryka w imieniu swoim i męża serdecznie ją zapraszała. To chyba był zły znak.
-Milareza bardzo Rezemci zaszkodziła - powiedział teściowej - wydawałoby się, że taka zwykła odmowa wyjazdu a zaraz wszyscy w okół tego węszą nawet Orfanta choć podobno atele nie powinny opuszczć Tolimanii.
-Ten przepis zawiera wyjaśnienie: "aby nie rodziły i nie wychowywały dzieci na obcej ziemi". Orfanty już to nie dotyczy a czemu się tak przejmujesz?
Ludzie pogadają i zapomną, najważniejsze, że wy macie czyste sumienie.
Bo macie? Prawda?
Teściowa chyba w to wątpiła.
Zapytał żonę co powiedziała Orfancie.
-To co radziłeś, że wszyscy mnie oskarżają, własny brat zrobił na korytarzu galerię zdjęć naszych joksolańskich przyjaciół, własna matka opowiada wciąż anegdotki z Joksolanii, nauczyciel przydziela mi zadania na temat napadania na cudze wioski, ludzie dziwnie na mnie patrzą a ja niczemu nie jestem winna.
-No i ...?
-Wysłuchała ale nie wyraziła opinii. Ja bym jej nie lekceważyła.
O nic się nie martw - powiedział - nie mają na nas żadnych dowodów.To co się Milarezie wydaje nie jest ważne.Jakim cudem moglibyśmy napaść na
Joksolanię bez wielkiej armii i broni? Musielibyśmy być w zmowie z twoją siostrą.
Rezemci wydawał się zbyt pewny siebie i jej a ona była bardzo słabym ogniwem.

Porównywałam różne kobiety z rodziny Milandera - powiedziała Orfanta w gronie najbliższych - i wiecie co? Taka Milareza wprawdzie biedna nie jest ale w porównaniu do życia pod osłoną Milandera, wiedzie jej się teraz dużo gorzej a mimo to jest szczęśliwa.
Rezeryka ma starego, chorego męża, problemy z dziećmi, wrogów wewnętrznych ale jest szczęśliwa. Rezemcia i Cypryla mają wszystko czego zapragną ale nie są szczęśliwe. Myślę, że duże znaczenie ma to ile robią dla innych. Rezeryka bardzo dużo z siebie daje. Ocaliła tróję dzieci, patronuje sierocińcowi i pomaga wychowywanym w nim dzieciom się usamodzielnić, opiekuje się mężem, wspiera Rezemcię, pomaga wielu osobom i na dodatek pozytywnie mnie zaskoczyła mówiąc o Tolimanii - nasz kraj, zaś o Milarezie i Rezemci - moje
kochane córeczki.
Nie przyznała się do tego ale chyba podejrzewa Rezemcię o wspólne z mężem działanie na szkodę państwa. Powiedziala mi - to są moje kochane córeczki i ja chcę aby tym razem Milareza sie myliła.
====
Postanowiłam wysłać Walturianowi zlecenie na uporządkowanie różnych listów i pamiętników kobiet z mojej rodziny. On chwilowo nie ma innej pracy po za nieodpłatnymi usługami na rzecz całego swego rodu, niech więc coś zarobi na swoje utrzymanie.
Wyobraźcie sobie,że nikt nie odawżył się powiedzieć Milanderowi, że Milaryk ma nocne koszmary w których wzywa Rezemcię na pomoc, to znów wyklina ją i oja albo krzyczy - Miza. Ja chcę żyć! Zrób co każą! Miza oni mnie zabiją!
Oczywiście gdybyśmy mieli tylko informacje z Arbland te sny niczego by nie dowodziły.
 

 




Milareza tymczasem za pośrednictwem Małymisia dostała do poprowadzenia sprawę w Unasie. Zarobek niewielki ale podjęcie się tego miało znaczenie dla prestiżu Biniusu.
Niestety była to sprawa, którą zlecił Arnusz. Znowu chciano jemu i Czezi zabrać dzieci, tym razem jego własne więc zignorował opinię Czezinaro.
On uważał, że Milareza jest najlepszym prawnikiem. Okazało się, że postarał się o pracę chałupniczą aby mieć oko na chłopczyków ale i tak znalazł się ktoś, kto uznał, że ojciec się do tego nie nadaje a skoro matka nie ma czasu to dzieci trzeba zabrać. Milareza przeprowadziła z nim rozmowę, przez milanderłącze, uruchomiła też swój wywiad i porosiła Małymisia aby wspólnie z Aksonem wywalczyli jej prawo występowania w sprawie przez wizjofon. Nie chciała lecieć z Karisem do Unasu.
Na dodatek Walturian nie mógł jej pomóc bo dostał pracę przy porządkowaniu akt sądowych a niemal równocześnie zlecenie od Orfanty na uporządkowanie listów, pamiętników i wierszy jej matki, babki, prababki , ich dam do towarzystwa a nawet co poniektórych służących. Bardzo chętnie się tym zajął ale to znaczyło, że nie wiele miał teraz czasu. Oboje byli tak zajęci, że nie odmawiali wykonywania dodatkowych prac jedynie rodzicom Walturiana. Na szczęście większość potrzebnych usług zdołali wykonać już wcześniej.
Jednak ktoś z rodziny wpadł na inny pomysł
- skoro są tacy zajęci to potrzebują opiekunki do dziecka. Pewna kuzynka wymyśliła sobie tę posadę i zaczęła intensywnie się o nią starać.
-Będzie nas na to stać - powiedział Walturian.
-No dobrze ale nie decydujmy pochopnie - poprosiła - najpierw przejdźmy się do niej, chcę się zorientować jakie ma zwyczaje i nawyki.
Jej uwagę przykuły obrazki zdobiące zewnętrzne ściany domu. Zapytała grzecznie co to za farby i gdzie zostały nabyte.
-Chyba na targu - powiedział ojciec kuzynki - to już dawno.
-A pamiętasz, ko jest producentem? Może zostały jakieś opakowania?
-Kiedy mówię, że to już było dawno. Wyrzuciliśmy.
-Aha.
Potem pogadali o tym i owym. Wysłuchała oczekiwań a wreszcie powiedziała - nie będzie nas na was stać.
Walturian był zaskoczony, ojciec dziewczyny powiedział, że przecież mogą się targować.
-Nie - odpowiedziała - ja już podjęłam decyzję. Ejnemta nie jest odpowiednia dla mojego dziecka.
-Ale dlaczego? - Zapytała Ejnemta.
-Nie chcę tego tłumaczyć. Milareza wstała - proszę chodźmy już - powiedziała do Walturiana.
-Przepraszam - bąknął do swoich krewnych.
-Dlaczego? -Zapytał po drodze.
-Bo chodzi o moje dziecko. Nie powierzę go Ejnemcie.
-Wytłumacz mi.
-Będziesz na mnie zły.
-Chcę zrozumieć.
-Nie wypowiem się o czymś na co nie mam dowodów.
-Myślisz, że to oni ukradli ci farby? To niemożliwe, to są uczciwi ludzie.
Dobrze, podsumujmy fakty.
W naszym domu zdarzyły się kradzieże.Odwiedzali nas sami "uczciwi" ludzie.
Zginęły mi farby o dokładnie takich odcieniach jakie mają obrazki na domu twoich krewnych.
Farby robiłam sama.
Przy niektórych używałam składników o jakie trudno
w Karebordze.
Obrazki na domu twoich krewnych nie mają więcej niż trzy dni.
Twoi krewni twierdzą, że już dawno wyzbyli się opakowań.
Opakowania robiłam sama. Poznałabym.
Nie chcę abyś rozpowszechniał te podejrzenia bo nie mamy dowodów ale na prawdę nie stać nas na to
by wpuszczać do domu kogoś komu nie ufam.
Następnym razem mogą zginąć listy Lanfrezji i co?
Pobiegniesz rewidować ich dom?
==========================

Dostał informację o tym, że Milareza będzie mieć wystąpienie na posiedzeniu komisji wydziału rodzinnego w Arkadach.
Skład był mocny. Po stronie ludzi oskarżających Arnusza i Czezinaro o zaniedbania występował Krzepilud Budujświat, przewodniczyła posiedzeniu Sentymenta Fanfara, która już kilka postanowień o odebraniu dzieci miała na koncie. Do wspierających ją urzędników należał osobisty wróg
Milarezy: Adadżio Muzyk. Od razu zwrócił uwagę na to, że dziecka na tym posiedzeniu nie powinno być.
-Nie mam innej możliwości a co byś ty proponował?
-No przecież może się nim zająć matka,siostra, teściowa czy ktoś inny?
-Akurat nie. Proponowałabym zaprotokołować naszą rozmowę bo wrócę do niej przy okazji omawiania sprawy dla której się zebraliśmy.
-Trafiony - mruknął nieznany Milanderowi urządnik.
-Specjalnie wzięłaś to dziecko? - Zapytała Sentymenta.
-Nie.To mój synek. Jest jeszcze maleńki i akurat ON powinien być przy mnie.
Synkowie Arnusza i Czezinaro są na tyle duzi, że opieka ojca wystarczy a nawet jest korzystna bo to chłopcy. Ojciec jest dla nich wzorem mężczyzny.
A matka przecież też ich nie opuściła tylko ma pracę po za domem, wszak moi klienci z czegoś muszą siebie i dzieci utrzymać. Potem będę jeszcze chciała zwrócić uwagę na to, że oskarżycielom dobro dzieci jest obojętne. Bo gdyby było inaczej pomogliby ich rodzicom w idealnym wywiązywaniu się z obowiązków. Oni po prostu chcą te dzieci mieć i nie obchodzi ich czy to naprawdę jest dla chłopców dobre. Zamierzam też zwrócić uwagę na to, że oskarżyciele znali tę rodzinę już wcześniej i jakoś nie składali zastrzeżeń.
-Eeeee?
-Wyraził zdziwienie strategią Milarezy Milander.
-Na razie dziecko nie płacze - powiedziała mu Rezeryka.
-Aaaaa.
Rzeczywiście Milareza musiała dobrze gospodarować czasem. Gdy maleństwo zaczęło płakać skryła się z nim za parawanem, szybko zapewniwszy, że będzie wszystko słyszała.
-A dlaczego się chowasz? - Zapytał Adadżio podejrzliwym tonem.
-Bo będzie karmić dziecko piersią - odrzekł Krzepilud - sugeruję abyśmy zaczekali.
-Takie rzeczy chyba są niedopuszczalne - powiedział Adadżio.
-W przepisach prawnych słowo "chyba" występuje jedynie przy wyłączaniu niektórych stuacji - odpowiedziała Sentymenta. Na przykład: "kierowca jest zobowiązny do przestawienia auta na wezwanie osoby uprawnionej chyba, że w danym czasie jest do tego niezdolny."
-Podobno zawsze wygrywasz w sądach - zwrócił się do Milarezy Adadżio.
-Tak, bo podejmuję się prowadzenia tylko tych spraw, które uważam za słuszne.
-Uuuu, takie to każdy głupi potrafi obronić a spróbuj pozornie beznadziejnych.
-Nie mam takich ambicji.
-To źle.
-Nie denerwuj dziecka - wycedził przez zęby Krzepilud.
-Przecież ono nic nie rozumie.
-Za to przejmuje nastroje matki.
-A skąd ty to wiesz?
-Od pewnej matki.
Milareza skończyła karmić i wróciła z dziecięciem wtulonym w jej ramię.
-Nie możesz go położyć? - Spytał Adadżio.
-Nie, dzidziuś musi najpierw beknąć - poinstruował Krzepilud.
-Po czyjej ty jesteś stronie? - Zapytał go Adadżio
-Takie uwagi miżecie odłożyć na później - skarciła ich Sentymenta i kontynuowała rozprawę. W pewnym momencie Milareza skorzystała z mikrołącza co zaskoczyło wszystkich, nie tylko na sali.
Zaraz potem w Milanderdomu zagwizdało mikrołącze Milaryka a gdy odebrał powiedziała po tolimańsku - pomóż. Daję ci dostęp do mojego domu. Próba włamania.
Zaraz się rozłączyła i przeprosiła przewodniczącą - naprawdę musiałam to zrobić.
Milander już dalej nie słuchał sam przejął na drugi ekran widok tego co Milareza przesłała Milarykowi. Jacyś mężczyźni próbowali wyważyć drzwi.
Zbyt solidne by łatwo im to poszło ale byli zdeterminowani. Milander spenetrował posesję w poszukiwaniu jakichś maszyn, którymi mógłby ich przepędzić lub unieszkodliwić a Rezeryka powiedziała przez głośnik po karebordżańsku: Gospodarze nie przyjmują proszę umówić wizytę w dogodnym terminie.
Nim dokończyła mężczyźni uciekli, posłał za nimi kamerki. Pozostała jeszcze kobieta w środku.
-Kim jesteś? - Zapytała Rezeryka i zaraz tego pożałowała bo kobieta omal nie zemdlała. Rezeryka otworzyła jej drzwi i ona również uciekła. Milander posłał i za nią kamerkę. Oczywiście używał kamerek Milarezy korzystając z danego przez nią dostępu.
Zdążyli jeszcze na spokojnie obejrzeć końcówkę posiedzenia, zresztą mieli nagranie, mogli obejrzeć powtórnie.
Milareza wygrała tę sprawę i to w każdym punkcie nawet i tym, że małżonkowie mają prawo opuścić Unas wraz z dziećmi.
-Jak dotąd widywałam cię tylko w roli koszmarnych urzędników w scenkach zespołu awangardowego - powiedziała jej Sentymenta.
-Oczywiście wybierałam najgorsze przykłady aby uczulić uczniów tego zespołu na przeszkody jakie mogą napotkać. Wygranie słusznej sprawy prowadzonej przez uczciwą, rozumną osobę - skłoniła się Sentymencie - nie jest wcale trudne.
Po zakończeniu posiedzenia zagwizdała do Milaryka.
-Dziękuję ci arandecie - powiedziała.
-Nie ma za co siostrzyczko. Nawet nie dano mi szansy się tym zająć.
Milander rzucił mu groźne spojrzenie.
-W każdym razie jakby co to możesz do mnie gwizdać - zakończył chłopiec.
========


Od razu było widać, że Milareza jest dobrze przygotowana.
Mówiła rzeczowo, układała na sztalugach ilustracje wyciągane z wielkiej teki i doskonale ułożone. Miała też rozpisany plan na tamten dzień.
-Walturian chciał aby towarzyszył mi ktoś z rodziny - mówiła -Umówił teściową. Spóźniała się. Byłam pełna obaw, że przyjdzie w czasie posiedzenia Komisji i wtargnie w najgorszym momencie do mojego gabinetu.
Przygotowałam się na jej przyjście. Postanowiłam zmknąć gabinet a w kuchni naszykowałam ciasto, przekąski i napoje, Nagrałam informację, że w tej chwili nie możemy się zobaczyć.
Starałam się skupić na prowadzonej sprawie ale obserwowałam też czy nie nadchodzi teściowa. Nagle ujrzałam biegnącą kobietę a za nią jakby w pościgu dwóch mężczyzn. Mój przeciwnik w sprawie właśnie mówił coś istotnego. Wpuściłam kobietę do środka. Mężczyznom zatrzasnęłam drzwi przed nosem. Zrobiłam notatkę. Potem chciałam zaprosić kobietę
do kuchni na poczęstunek ale ona usiłowała otworzyć drzwi mężczyznom, pokrzykiwali do siebie. W dogodnej chwili połączyłam się z dostojnym Milarykiem synem Milandera i poprosiłam o pomoc.Mam wrażenie, że udzielił jej prześwietny Milander i oczywiście chciałabym mu podziękować ale to nie dotyczy tej sprawy.
Nie dotyczyło ale wiedziała co robi nadmieniając o podziękowaniach.
Na razie nie było do niej pytań. Poproszono Walturiana i zapytano dlaczego nie wsparł tego dnia żony. Przecież mógł dostać wolny dzień.
-Zależy mi na tej pracy - powiedział - wziąłbym wolne gdyby nie było innego wyjścia. Nie tylko dlatego, że potrzebna była pomoc przy dziecku ale też dlatego, że Milareza miała prowadzić sprawę Arnusza ze Snesz, który formalnie był przedtem jej mężem. Tylko formalnie, nigdy nie byli naprawdę razem i nikt nie może wiedzieć tego lepiej ode mnie.
Obecnie on jest mężem innej kobiety. Ktoś chciał im zabrać dzieci pod oszukańczym pozorem, że się niedostatecznie nimi zajmują. Arnusz ma do Milarezy zaufanie, zwrócił się do niej o pomoc za pośrednictwem jej unaskiego wspólnika. Zgodziła się i zresztą wygrała sprawę mimo, że okoliczności zewnętrzne mogły ją rozproszyć. Żałuję, że nie wziąłem tego dnia wolnego. Przecież rodzaj wykonywanej przeze mnie pracy na to pozwala.
-Jak sądzisz, dlaczego matka nie przyszła tego dnia do Milarezy?
-Nie rozumiem tego bo oboje w nieraz rodzicom pomagaliśmy.
Ostatnio w zbiorach tych śliwek, z których mama akurat tego dnia "musiała" zrobić konfitury. Ja proponowałem,że przewieziemy je do naszej kuchni, jest przestronna, dobrze wyposażona, raz dwa byśmy się z tym uwinęli choćby wieczorem właśnie tego dnia, ojciec i siostra też by pomogli. Kolację byśmy razem zjedli, do domu ich z tymi konfiturami
odwieźli, byłoby miło i pożytecznie.
-A dlaczego nie przywieźliście matki?
-Zwykle przywoziliśmy ale tym razem nie chciała bo lekarz sugerował,że powinna więcej chodzić.
Matka zapytana później dlaczego nie poszła do Milarezy odpowiedziała - mieli po mnie przyjechać.
-A nie było tak, że lekarz ci zlecił spacery?
-A po co? Ja się dosyć w okół domu nachodzę.
-A skoro nie przyjechali, czy nie macie bryczki abyś nią pojechała?
-Mamy ale skoro oni mieli przyjechać tośmy czekali.
----------
-O co im może chodzić? - Zastanawiała się Rezeryka - kto tu jest oskarżony?
Milander położył uspokajająco dłoń na jej dłoni.
-Chyba szukają współwinnych - ocenił Lanbort - trochę to dziwne. Obiecała iść a nie poszła. Dlaczego obiecywała?
---------------
-Czy mogę mieć trzy pytania do dostojnej teściowej? - Zapytała tymczasem Milareza i uzyskała zgodę.
-Czy byłaś w zmowie z włamywaczami? - Zapytała.
-Coś ty powiedziała?
-To tylko pytanie. Mam jeszcze dwa, drugie: czy wiesz, że podobne pytania jak tobie sędzia zada, twojemu mężowi i córce?
Trzecie: czy wiesz, że w tej chwili na podstawie twoich zeznań wiele osób nie wyłączając twoich synów podejrzewa cię o współpracę z włamywaczami?
-Nie współpracowałam.
- W takim razie mów prawdę jakakolwiekby ona nie była.
-Mam rozumieć, że ty teściowej nie podejrzewasz? - Zainteresował się sędzia.
-Nie. Ja się domyślam o co tu naprawdę chodziło ale dla dobra całej rodziny mojego męża lepiej będzie jeśli oni sami to powiedzą.
-No w każdym razie twoje zaufanie to dla nich większe dobrodziejstwo niż się domyślają.
Potem zwrócił się do teściowej - ponawiam pytanie: dlaczego tamtego dnia mimo danej obietnicy nie poszłaś do synowej?
-Bo nie zgodziła się nająć opiekunki. Powiedziała, ponoć że za drogo chcą a ja wtedy uważałam, że przecież ich stać ale wciąż liczą na moją pomoc.
-Nie wystarczyło odmówić?
-To by Walturian nie poszedł do pracy a mnie chodziło o to aby ona odczuła, że opiekunka jest potrzebna. Tylko, że później to się dowiedziałam, że Milareza nie chciała nająć tej konkretnej dziewczyny bo zauważyła swoje farby na jej domu.
-A bo to jedne takie farby? - Wykrzyknął ojciec niedoszłej opiekunki a zarazem Adżiry, która współpracowała z włamywaczami.
-To czemu mówiłeś, że obrazki są stare? - Wykrzyknął Walturian - i że nie masz już opakowań? Milareza mi wtedy powiedziała, że obrazki mają jakieś trzy dni a takich komponentów jakich użyła do zrobienia farb, nie dostanie się w Karebordze. Powiedziała mi też, że na szczęście zastosowała się do nakazu prześwietnego Milandera i przestała do farb używać substancji toksycznych nawet jeśli dzięki nim odcień był bardziej pożądany a tuż przed narodzinami dziecka wyzbyła się farb z takimi składnikami. Mieliście szczęście bo gdyby tego nie zrobiła musiałaby wszcząć alarm i w poszukiwaniu tych farb przetrząśniętoby każdy zakamarek.
===========

MILARYK WYJAWIA SWOJE ODCZUCIA.
Doszło między nim a Milarykiem do szczerej rozmowy. To znaczy Milaryk był szczery a zarazem rozsierdzony a zaczęło się od tego, że Milander napisał na maszynie (zaprojektowanej dla Cyprysi) w swojej księdze wspomnień, że Milareza niby mu podziękowała ale tak jakoś od niechcenia. Tę księgę pokazywał synowi i chyba nawet trochę go tym męczył.Opis wydarzeń związanych z włamaniem u Milarezy też mu pokazał. Aby syn nigdy nie miał wątpliwości że należy trzymać się prawa napisał, że transmisja była załatwiona legalnie. Wspomniał też, że wcześniej zwracał się do władz miasta i okolic Degeden o wyjaśnienie dlaczego Milareza była tego dnia sama.
Myślał, że to jedna z rzeczy które mogą syna zająć a on odniósł się tylko do podziękowań.
-A jak to miała zrobić? - wybuchnął - przecież nie chciałeś aby wiedziała, że coś dla niej zrobiłeś! Prosiła mnie abym podziękował osobom, które jej pomogły ale ja nie chciałem. Bo co zrobię jeśli mnie wygonisz z domu?
Gdzie pójdę? Nie rób takiej miny. Wmówiłeś sobie, że Milareza ma ciebie i Rezemcię przeprosić a niby za co? Za to, że uratowała życie mnie, sobie a przede wszystkim tej twojej Rezemci? Wiesz kto mnie namówił abym z nimi leciał do Joksolanii? Waltarberd, ja sam nawet o tym nie pomyślałem. A do czego mogłem tam być potrzebny Waltarberdowi? Może chciał mieć wpływ na to zrobi Milareza? Co, myślisz sobie, że przecież by sobie poradziła? A skąd wiesz co jeszcze miał w zanadrzu?
A wtedy kiedy mieliśmy lecieć to ja bardzo patrzyłem na Milarezę bo coś mnie niepokoiło ale ona była w świetnym nastroju, wręcz radosna więc się uspokoiłem i już sam zacząłem się śmiać i nagle zmieniła się na twarzy. Chwilę się rozglądała z przerażeniem a gdy nasze oczy się spotkały zapanowała nad sobą i ogłosiła, że nie lecimy do Joksolanii.
Ja często mam ten moment przed oczyma. Zobaczyła mnie i podjęła decyzję. Im więcej o tym myślę tym bardziej wydaje mi się, że ta twoja ukochana Rezemcia zostałaby zabita jako pierwsza. Wiesz! Jako pierwsza! Bo Waltarberdowi na niej nie zależy, on chce zdobyć kraj dla siebie i po to poślubił Rezemcię. Mógł rozumować, że jeśli ją zabije, Milareza uwierzy, że tym bardziej zrobi to ze mną. Szantażowałby ją a ja nie wiem czy zachowałbym się jak na twego syna przystało. Wciąż budzą mnie straszne sny.
Milanderem wstrząsnęło to co powiedział mu syn. Sam Milaryk zaś wyraźnie się uspokoił, nabrał odwagi i jeszcze tego dnia przy stole podjął temat Jokolanii. Waltarberd akurat się przechwalał swoimi osiągnięciami i pomyślunkiem.
-Ta! Takiś niby mądry a wiesz jakie konsekwencje miałby napad na Joksolanię?
Przecież wybiliby w pień naszą załogę z Krutusale i zniszczyli ...
-Nie zdążyliby - wszedł mu w słowo Waltarberd i zaraz płynnie dodał - bo gdybym naprawdę chciał ich napaść, wziąłbym armię.
-Milareza nie zabrałaby armii do lotopławy - oświadczył Redzio.
-Słusznie - przyznał Waltarberd - a bez armii napaść na Joksolanię nie miałaby sensu.
Milander pomyślał to samo co głośno powiedział Milaryk - to jeszcze zależy od rodzaju broni i strategii.
-Milareza nie zabrałaby broni - oznajmił Redzio
-Ani strategii -dodała Era z całą powagą.
- Tak ale czy Waltaberd o tym wiedział? - Zwrócił się do brata Milaryk - A może - zwrócił się do Rezemci - Milareza miała zginąć w czasie lotu?
-Nigdy bym na to nie pozwoliła - wykrzyknęła oburzona Rezemcia i nie potrafiła się tak zręcznie z tego co powiedziała wysmyknąć jak wcześniej jej mąż.
Milander dał znak strażom. Waltarberd zstał ku przerażeniu Rezemci aresztowany. Cyprysia zachichotała a zaraz potem dostała czkawki gdy Milander na nią spojrzał.
-A jednak ona wzięła broń - powiedział mu później Koror. - Wniesiono w skrzyniach dobrze upakowane łuki i strzały oraz pałki. Morzem płynęły ku Joksolanii statki wojenne Olwira a w załodze Krutusale byli zdrajcy. Milareza wtedy mnóstwo rzeczy przeoczyła a w końcu zwróciło jej uwagę to czego zabrakło. Brakowało spojrzeń w jej oczy i wizyt w jej domu.
============









Joksolańczyków reprezentował Tolimańczyk z ochrony stacji przekaźnikowej zlokalizowanej na tej wyspie: Likardiusz. Sam był wstrząśnięty zagrożeniem jakie niósłby za sobą także dla strażników oraz ich rodzin napad na Joksolanię a nie dość tego obok niego z jednej strony siedział agent joksolański Wenkebez, z drugiej nieprzychylny
rodzinie wywodzącej się od Rezeryki i pełen pretensji do Milandera Ginfort jego wnuk a zarazem kuzyn i przyjaciel skazanego na prace przmusowe Drisbenda.
Rezemcia ujrzawszy ich, już wiedziała, że jest źle. Na dodatek sprawę prowadziła Orfanta, która ostro uświadomiła Rezemci
w trakcie przesłuchań, których była obserwatorem co jej zagraża.
Rezemcia nie została doprowadzona do sądu. Siedziała w salonie matki, między rodzicami przed monitorem a za drzwiami czuwali strażnicy.
Jej zeznania zostały odtworzone z nagrania.
Występowała za to Milareza. Ginfort spytał ją dlaczego mając tak szczególne zdolności przenikania prawdy odkryła ją niemal w ostatnim momencie. (Chce oskarżyć też Milarezę: pojęła w lot Rezemcia)
Milareza była spokojna, rzeczowa, z pewnością jak zawsze dobrze przygotowana.
-Bo to nie są jakieś szczególne zdolności tylko umiejętność wyciągania wniosków z tego co widzę. W tamtym okresie byłam świeżo poślubioną mężatką, skupiałam się na mężu i domu. Siostra i szwagier przestali mnie odwiedzać, nie widziałam w tym nic podejrzanego. Nawet się nad tym nie zastanawiałam a gdybym się zastanawiała łatwo znalazłabym
wytłumaczenie. Sprawy wyjazdu omawiały ze mną osoby najprawdopodobniej nie zorientowane w prawdziwych planach Waltarberda. To uświadomiłam sobie dopiero wtedy gdy jeden z jego zaufanych ludzi udał, że mnie nie widzi i nie myślcie, że od razu wiedziałam o co chodzi. Nawet gdy ogłaszałam, że nie polecimy, nie w pełni ogarniałam sprawę. Wiedziałam tylko, że coś jest nie w porządku.
Dopiero później analizując drobne fakty pomyślałam, że mogło chodzić o napad i tak to przedstawiłam prześwietnemu arandowi. Nie uwierzył bo nie chciał wierzyć.
-Czy traktował Rezemcię lepiej niż pozostałe dzieci? - Pytał dalej Ginfort.
-Nie. Była jego oczkiem w głowie ale aż do tamtego momentu nigdy nie był niesprawiedliwy. Bardzo ją kochał, był dumny z jej urody i błyskotliwości.
-Uważasz, że to bystra dziewczyna?
-W pewnym sensie. Jak dziecko, które szybko się uczy wyższej matematyki, nadal jednak pozostaje dzieckiem i rozumuje jak dziecko.
-Otrzymała już prawa osoby dorosłej.
-Tak ale przy podejmowaniu decyzji o uznaniu kobiety za dorosłą ocenia się jej umiejętności praktyczne a nie rozwój emocjonalny co według mnie jest błędem.
Wychodzi się z założenia, że mąż nią pokieruje i przeważnie tak właśnie jest a żyją sobie spokojnie i szczęśliwie.
-Czy to znaczy, że tobą steruje Walturian?
-Nie, my jesteśmy już dawno dorośli - powiedziała z całą powagą - omówiliśmy wszystko przed ślubem, spisaliśmy umowę.
-Czy wiesz kto namówił Walturiana na to małżeństwo?
-Wiem. Walturian niczego przede mną nie ukrywał. Nie próbował mnie uwodzić tylko logicznie wytłumaczył, że bycie razem nam się opłaci. Mnie dlatego, że prędzej czy później rodzina wydałaby mnie za mąż i być może za kogoś lepszego niż on lecz tego nie mogę być pewna więc po co miałabym się zdawać na los szczęścia? Uznałam, że ma rację i jest ze mną uczciwy. Wtedy jeszcze się nie kochaliśmy i dla obojga było to jasne. Oboje chcielismy po prostu uniknąć przygadywania oraz prób swatania przez krewnych albo zdobywania nas przez osoby pragnące małżeństwa.
-A były takie? - To zabrzmiało ironicznie.
-Wiele osób pragnie małżeństwa a wybór partnera nie zawsze jest podyktowany głosem serca. Będziemy drążyć ten temat? - spytała grzecznie i bez cienia ironii w głosie.
-A zatem kto go namawiał na ten ślub? - Ginfort też wolał nie drążyć bo w swoim czasie starał się o córkę Orfanty Orkorę nie rezygnując przy tym z uwodzenia innej dziewczyny.
-Waltarberd. Jeśli miał w tym jakikolwiek nieuczciwy interes to chyba nie przypuszczasz, że to Walturianowi powiedział?
-A ty nie zauważyłaś żadnych złych intencji ze strony Waltarberda?
-Chodzi ci o to, że nie spostrzegłam, że chce podbić Joksolanię? Nie, nie spostrzegłam. Nie przenikam cudzych myśli i nigdy nie przyszło mi do głowy, że ktokolwiek chciałby napaść na Joksolanię.
-A, że nie jest szczerze zainteresowany twoją siostrą?
-Chodzi ci o to, że nie był w niej szaleńczo zakochany? Wystarczyło mi, że ona mu sie podoba i dobrze się czuje w jej towarzystwie a ona jest nim zauroczona. Dlaczego miałabym dogłębnie wnikać czy bardzo się kochają skoro sama brałam ślub bez miłości ?
-A jak zareagowała Rezeryka na wiadomość, że odwołałaś lot do Joksolanii?
Rezemcia jeknęła słysząc to pytanie - mamo!
Rezeryka ją przytuliła bo to nie był dobry czas na robienie wymówek.
-Była zadowolona bo mieliśmy tam lecieć kiedy na Joksolanii jest pora deszczowa i obawiała się, że się poprzeziębiamy - spokojnie poinformowała sąd Milareza.
-Faktycznie tak było - odetchnęła Rezeryka - ten drań najchętniej oskarżyłby nas wszystkich. Cud, że pominął Milaryka i Erę - dodała z przekąsem.
-Skąd pomysł aby leciał z wami Milaryk? - Zapytał Milarezę Ginfort.
-Nie wiem ale wtedy byłam pewna, że pochodził od niego. Chłopcy lubią przygody.
-Znowu czegoś nie wyczułaś?
-Przykro mi, że cię rozczarowywuję a jeśli chodzi o tamtą sprawę z Drisbendem to też nie wyczułam tylko zauważyłam. Zauważyłam kolor atramentu a wiedziałam, że ten odcień można uzyskać po dodaniu trucizny. Osobom o zdrowych rękach nie zagrażała, twój prześwietny dziadek miał chore.
-Znasz sie na truciznach?
-Raczej na kolorach. Przyznaję, jako dziecko eksperymentowałam z różnymi składnikami ale nigdy po to by kogoś skrzywdzić. Obecnie albo szukam innych składników do farb albo rezygnuję z takiego koloru do którego musiałabym zastosować toksyny... o ile w ogóle maluję.
Widzę - dodała beznamietnie - że chętnie oskarżyłbyś mnie o cokolwiek w ramach zemsty za to, że nie dopuściłam do otrucia twojego prześwietnego dziadka i w tej sytuacji wnoszę o zmianę doradcy rzecznika Joksolanii.
Wenkebez, któremu tłumaczono przebieg posiedzenia powiedział po joksolańsku - my chcemy aby spadły głowy winnych a nie głowa Milarezy.
Rezemila znów przytuliła się do matki.
Bardzo wstrząsające było odczytanie listów Waltaberda do ojca i Olwira do Waltaberda. Z góry zaznaczono, że listy nie stanowią dowodu w sprawie ponieważ nie są oryginałami lecz zostały przepisane przez zaufanego doręczyciela, który skrył odpisy w domowej biblioteczce wnukom na pamiątkę.
-Cóż z tego, że listy nie były autentykami skoro znali je prowadzący śledztwo w Auretanii i tak formułowali pytania, że uzyskiwali potwierdzenie tego co w nich napisano. Niekiedy takim potwierdzeniem były filmy zrobione w Arblandach.Z listów i zeznań świadków wynikało, że Olwir zaplanował sobie, że jego młodszy syn poślubi jedną z córek Milandera i nie ma to być ta najpiękniejsza tylko ta, która pomoże mu dojść do celu. Olwir nie był pewien, którą wybrać ale sugerował raczej Milarezę. Była asystentką aranda i wszystko wskazywało na to, że kobietą ambitną. Wprawdzie kaleką ale dzięki temu mogłaby silniej przywiązać się do męża i robić wszystko by go zadowolić.
Waltarberd wolał Rezemilę, uzasadnił to ojcu tym, że Milareza jest bystrzejsza i bezwzględnie trzyma się prawa. Nie ma wygórowanych ambicji. Została asystentką bo nikt lepiej od niej nie potrafił odgadnąć co Milander chce powiedzieć i jest mu całkowicie wierna .Flirtowanie z nią byłoby niebezpieczne bo podobno potrafi człowieka przejrzeć na wylot. W Arblandach krążą na ten temat różne opowieści.
Natomiast Rezemcia to gęś. Piękna gęś więc nikt się nie zdziwi, że jest nią zainteresowany.

Pokazano film jak ktoś ze świty Amanda żartuje, że skoro już są na pograniuczu Unasu, warto byłoby zdobyć biomon aby zobaczyć jak to działa na mózg.
-Jak choroba psychiczna - powiedział Amando zaś Ewaldyna dodała - zaraz by cię aresztowano.
-Wyciągnęłabyś mnie pani za pośrednictwem przyjaciółki.
-Akurat! To ona pierwsza kazałaby cię aresztować i ustalić skąd to wziąłeś.
-Coś ty! To urocza dziewczyna.
-Owszem ale nie idiotka. Wie jakie spustoszenia w mózgu zrobiłaby taka zabawka i kazałaby cię zamknąć dla twego własnego dobra a po za tym właśnie ona trzyma się ściśle wymogów prawa.
-Niewiarygodne a tak się pięknie śmieje i tańczy.
-Nie chciej się z nią spotkać na sali sądowej i uważaj bo gotowa cię aresztować zanim kupisz biomon - dodał Koror - o ile uzna, że masz szanse dokonać takowego zakupu. A straże natychmiast jej posłuchają.
W tle Waltarberd przysłuchiwał się rozmowie, podobnie gdy Lanbort tłumaczył wnukowi, że nie powinien się starać o Milarezę bo go wzrokiem przebada na wylot a on nie ma czystych intencji, Waltarberd to słyszał.
Kilka dni na posiedzeniach specjalnie powołanego składu sądowniczego zapoznawano się z listami i inspirowanymi nimi przesłuchaniami oraz potwierdzającymi treść listów filmami.
==========

W ostatni dzień w momencie gdy oskarżyciel zażądał dla Rezemili wyroku śmierci Milander autentycznie sie rozpłakał a Rezeryka mocno przytuliła córkę.
Potem występowała Milareza. Nigdy dotąd nie przegrała żadnej sprawy.
Tym razem była przeraźliwie blada.
Ze względu na Karisa była w swoim domu. Walturian wziął od niej dziecko.
- Dostojni sędziowie- powiedziała - zarzucacie Rezemili, że rzuciła na szale życie moje i Milaryka. Tak nie było. Ona z całą pewnością wiedziała, że gdyby mnie Waltarberd zaczął szantażować albo w ogóle wzbudził moje podejrzenia, wcisnęłabym alarm zanim rozkręciłyby się negocjacje. Mogłam też uśpić pasażerów udaremniając ich plany. Z materiału dowodowego jasno wynika, że on tego nie wiedział a zatem nie konsultował się z moją siostrą w kwestii prób szantażu. Rezemila nie do końca rozumiała to co robi. Oczywiście zasługuje na karę i nikt z was o tym nie wątpi ale czy ktokolwiek pomyślał o tym, że za udaremnienie napadu należy się jakaś nagroda?
Milander z niechęcią wzruszył ramionami, na szczęście go nie widziała, kontynuowała nie wiedząc jak bardzo go zawstydza - a ja przecież nie chcę niczego po za życiem mojej siostry.
Uwzględnijcie proszę to, że nie doszło do napadu na Joksolanię i nie ma pewności czy Rezemila nie starałaby się jeszcze wycofać. Może sama powiedziałaby: "Nie jedziemy." Może jeszcze rozmyśliłby się Waltarberd. Jeszcze nic się nie
stało i nie ma gwarancji, że stałoby się gdybym ja czegoś dziwnego nie spostrzegła.
Darujcie życie córce dwojga ludzi, którzy ocalili moje.
Darujcie życie mojej siostrze. To co zrobiła było złe ale ona nie jest zła.
-Drisbend też nie jest zły - nieopatrznie odezwał się Ginfort.
Brała coś takiego pod uwagę i natychmiast replikowała - nie czyń proszę z tej sprawy swojej prywatnej zemsty na prześwietnym Milanderze.

Wystąpiła też Dianilotta z przemówieniem w obronie Rezeryki.Wskazała na wszystkie jej zasługi, na to że niejedno dziecko ocaliła, że wspierała chorych, dawała zatrudnienie biednym, opiekowała się sierotami, dokładała starań by dobrze wychować swoje dzieci, może nie we wszystkim jej się udało, tak jak nie we wszystkim udało sie to Drisforcie i wielu innym matkom ale naprawdę się starała. Zasługuje na to aby darowano jej życie córki. Niedawno moja teściowa nazwała ją kobietą szczęśliwą twierdząc, że bierze się to z jej dobrych uczynków. Nie łamcie życia tej kobiecie a małej Waltarezie zostawcie matkę.
Nie wiadomo czy wystąpienia Milarezy i Dianilotty miały jakikolwiek wpływ na werdykt. Prawdopodobnie decyzje zapadły już wcześniej. Orfanta kazała odczytać pismo Milandera, w którym zrzekał się on funkcji aranda na rzecz Korora, prosił o zezwolenie na wyjazd z żoną i dziećmi, w tym Rezemcią. Prosił o pamiętanie, że i on okazywał miłosierdzie winowajcom jeśli była nadzieja, że odstąpią od czynienia zła. Taka nadzieja istnieje też w przypadku Rezemci niech więc sąd zechce to uwzględnić i darować mu życie córki.
Jego własne dobiega już kresu. Rozdzielił majątek, zostawia władzę godnemu następcy, jedyne czego chce to widzieć przy sobie Rezerykę, Irbisa, Milarezę, Cyprylę, Rezemilę, Milaryka, Rezandera, Andereza i Erykmilę gdy będzie na zawsze zamykał oczy.
Orfanta po ostrym zganieniu tego co zrobiła Rezemila, przychyliła się do prośby Milandera. Powiedziała,że zgodnie z tym co podkreśliła Milareza do napadu nie doszło. Gdyby doszło Rezemila byłaby najbardziej zagrożoną osobą w lotopławie. Przecież Olwir zalecał ją zabić dla wzmocnienia nacisku na Milarezę.
Milareza zapobiegła napaści więc ma prawo żądać darowania życia siostrze. Zasługi Milandera i Rezeryki też są niewątpliwe ale koronną kwestią jest to, że rodzina Rezemili sama osądziła sprawę potępiając próbę napaści. Milareza wręcz jej zapobiegła, Rezeryka udzieliła ostrej reprymendy, Milander wszczął dochodzenie i nie uwzględnił Rezemili w podziale majątku. Można takie zachowanie rodziny uwzględnić ponieważ Rezemila jest mimo posiadania praw odoby dorosłej jeszcze bardzo młoda i działała pod wpływem męża.
Potem Orfanta przedstawiła swoje zamianowanie na namiestnika Arbland.
 

 




PODTRZYMAĆ NA DUCHU

Weszła do kacelarii. Oczywiście nie do kanclerza tylko jednego z poniższych urzędników.
-Chciałabym skontaktować się z Rezeryką, jakoś podtrzymać ją na duchu w związku z tą sprawą Rezemci - powiedziała.
-To chyba nie jest dobry pomysł - łagodnie zauważył urzędnik.
-Na pewno dobry - odpowiedziała stanowczo.
-Tam jest teraz rejwach - tłumaczył - pakują rzeczy.
-Nie szkodzi, życzliwa rozmowa zawsze jest w porę.
Połączył ją. Odebrał Milander. Patrzył na nią spokojnie a ona nie wiedziała z czego wynikał ten spokój.
-Chciałam powiedzieć jak bardzo się cieszę, że Rezemci udało się wywinąć od kary. To byłaby wielka szkoda. Jest taka młodziuteńka.
Nie odpowiadał, patrzył na nią.
-Okazuje się,że Orfanta jest łagodniejsza niż ty, musiałbyś przeżywać straszną rozterkę gdybyś wystąpił jako sędzia. Zawsze byłeś taki bezkompromisowy a tu własna córka ... No ale najważniejsze, że wszystko się udało. Tylko, żeby nie znalazł się złośliwiec, który powie,
że bogatemu zawsze się upiecze.
Milander nie mógł nic powiedzieć i zresztą nie chciał.
-Ludzie bywaja podli - mówiła a on myślał sobie - to kara za to, że doprowadziłem do śmierci Fanteora. Tak, czuł się winny i nawet zaniemógł na wieść o tym jak zmarł Fanteor. To on uparł się aby umieścić tam kukłę przedstawiającą Orborta a potem zapomniał ją zabrać. Czekała na Fanteora i wystraszyła go śmiertelnie, niech więc teraz jego żona mówi co chce, był w stanie to znieść nawet jeśli była niesprawiedliwa. Pogadała sobie a im więcej gadała tym większy on czuł spokój. Obiecała, że pokrzepi jeszcze rozmową Rezerykę, która musi się w tych okolicznościach czuć strasznie, zwłaszcza, że opuszczają Arblandy.
-Yyyy - wymruczał.
Jakiś czas potem przyszła do tego samego urzędnika ale już jej nie połączył.
-Nie możesz teraz rozmawiać - powiedział oschłym tonem - zmarł Milander.
-Tym bardziej powinnam, wiem co czuje Rezeryka. Sama jestem wdową.
-Rezerykę ma kto pocieszać.
===============
Grisolda bawiła w Muresto, spędzając wiele czasu z wnukiem.
Była właśnie w salonie z dzieckiem i jego drugą babcią. Opowiadała w co się ubierze na pogrzeb - jestem ciekawa czy Rezeryka ośmieli się pokazać publicznie - powiedziała - ja na jej miejscu posłałabym same dzieci, oczywiście bez Rezemci. Tyle wstydu narobiła im ta dziewczyna, no ale Rezeryka nie umiała jej wychować, dobrze, że Milareza trafiła pod moje skrzydła.
Właśnie wtedy zaanonsowano Walturiana i Milarezę, weszli w czwórkę bo ich malcem zajmowała się młodziutka opiekunka.
Milareza z taką uwagą przyglądała się Alagrifowi aż to speszyło Grisoldę.
-Przepraszam - powiedziała młoda kobieta otrząsnąwszy się - to piękny malec. Przyciąga wzrok. - Chwilę milczała po czym podjęła przemowę - Mam do spełnienia niezbyt przyjemną misję. Rodzina uważa, że ja to powinnam załatwić.
Chcielibyśmy cię upraszać abyś nie przybyła na pogrzeb naszego prześwietnego ojca, aranda Arbland.
Grisolda chcąc ukryć jak niemiłe są jej te słowa powiedziała wyniośle - o ile wiem zrezygnował z tej funkcji.
-Nie zostało to zatwierdzone oficjalnie przez radę arandii i już nie będzie bo sama śmierć zdjęła go ze stanowiska.
-Wszyscy uważacie, że to ja go zabiłam, Grisolda z trudem walczyła z napływającymi łzami.
-to nieprawda - odpowiedziała Milareza znów skupiwszy wzrok na wyraźnie starszym od jej dziecka Alagrifie, prawdopodobnie dzięki temu mówiła bardzo łagodnie - ktoś tak odporny na ciosy jak prześwietny Milander nie umarłby z powodu kilku ... niezręcznych słów. Po prostu przyszedł już jego czas. Jednak jest to czas, na który zdawałaś się wyczekiwać i nawet jeśli teraz chciałabyś to naprawić, pora jest niestosowna. Naszą rodzinę dotknęły tak wielkie tragedie, że nawet nie ze wszystkimi przyjaciółmi chcemy je dzielć.
Grisolda już się nie wytrzymała i zaczęła szlochać. Ku zaskoczeniu wszystkich Milareza ukłoniła się i zrobiła krok do tyłu z wyraźnym zamiarem opuszczenia pomieszczenia.
-Co, przeszkadza ci płacz steranej życiem wdowy? -Spytała z grubą przesadą Grisolda.
-Czy oczekujesz ode mnie pocieszenia dostojna Grisoldo? Wybacz. - Milareza nadal była grzeczna, jeszcze raz się ukłoniła i skierowała do wyjścia.
-Czy nie masz żadnej litości, czy nie umiesz współczuć? - Zapytała w poczuciu krzywdy Grisolda - a ja tyle dla ciebie zrobiłam!
-To było tylko na pokaz -odpowiedziała teraz już oschle Milareza - lepiej byłoby gdybyś w ogóle nic dla mnie nie robiła. Doprowadzałaś mnie do łez a potem zabraniałaś płakać.
Raz omal mnie nie udusiłaś zatykając usta.
-Bo darłaś się, i to przeraźliwie, bez powodu. Po prostu tego nie wytrzymałam! Zawsze byłaś zła.
-Byłam małą dziewczynką a ty nie miałaś dla mnie żadnych uczuć, nawet litości. a teraz właśnie ode mnie wymagasz współczucia? Żądasz pocieszenia w dniu kiedy o wiele bardziej ja go potrzebuję? Przecież nie spotkała cię żadna krzywda. Chodzi po prostu o to abyś nie przyjeżdżała na pogrzeb. Tylko tyle, jedna rozrywka w życiu mniej to nie jest powód do płaczu dla dojrzałej kobiety. Oczywiście, że jest mi cię żal ale przede wszystkim chcę chronić prześwietną Rezerykę. To wszystko.
Wyszła a wtedy Grisolda zobaczyła wpatrzone w siebie oczy teściowej Grifany.


Rezeryka wzięła udział w pogrzebie. Najchętniej wyprawiłaby mężowi jak najskromniejszy ale Lanbort zdecydował inaczej. Brała udział w oficjalnej ceremonii i miała przy sobie wszystkie dzieci prócz Cypryli, która akurat źle sie poczuła więc jedynie mąż ją reprezentował.
Rezeryka wiedziała, że ludzie będą szemrać na widok Rezemci ale szemrali by jeszcze bardziej gdyby jej nie ujrzeli.
-Po prostu musisz to przetrwać - powiedziała córce i z żalem dodała - nawet nie będę cię mogła trzymać za rękę. (Milareza to zrobiła)
Niestety nie mogła też zabronić przyjazdu dzieciom Drisforty ale już wcześniej Milander rozesłał do nich listy z odpisem swego postanowienia o podziale majątku. W gruncie rzeczy nawet nie on sam sporządzał ten akt tylko jego biuraliści według otrzymanych wytycznych, jemu nawet nie chciało się tego porządnie sprawdzić,
poprosił o tę przysługę Lanborta i niezależnie od niego i siebie nawzajem dwóch zaufanych prawników. Ogólna zasada była taka, że część majątku przeznaczona dla rodziny (bo były też inne zapisy) ma być podzielona na 29 mniej więcej równych części po dwie dla każdego z jego dzieci prócz Drismili i Rezemili oraz po dwie dla niego i Rezeryki przy czym w przypadku jego śmierci jego część miała przypaść wyłącznie Rezeryce. Dwudziestą dziewiątą część zapisał Milarezie jako zadośćuczynienie za to, że ją skrzywdził i podziękowanie za lojalność (cwaniara - komentowano) były też dodatkowe wytyczne ale o to mniejsza.
Poinformowane potomstwo Drisforty nie złożyło nawet oczekiwanych zastrzeżeń.
Jedynie Drismila wystąpiła z prośbę o poparcie uwolnienia Drisbenda i Milander zdążył się do tej prośby przychylić zaznaczając, że nie chce go nigdy więcej widzieć. Kazał to napisać w specjalnie na tę okoliczność wydanym biuletynie o nazwie: "Prośba do prześwietnego mirona Tolimanii Lanborta i jego namiestnika Korora". W wyjaśnieniach podał że argument porównujący Drisbenda do Rezemci jest nietrafiony bo
owszem Rezemcia była gotowa na udział w poważniejszym niż on przestępstwie ale z głupoty a nie zbrodniczej natury. Ponadto jeśli
Drismila myśli, że zapomniał o jej własnych poważnych przewinieniach jest w błędzie i gdyby winy Rezemci miały zrównoważyć winy jej rodziny to przede wszystkim jej własne. On tego nie uznaje za słuszne.
Stanowczo potępia to co zrobiła Rezemcia i po za tym, że złożył prośbę o darowanie jej życia, nie oszczędził jej konsekwencji tego czynu a przecież Drisbenda też na śmierć nie skazał choć to mu się należało za próbę dziadkobójstwa więc co to za uwagi, że skoro darował Rezemci powinien darować Drisbendowi? Nie darował Rezemci po prostu nadal ją kocha ale nie ustrzegł jej od kary.
Przede wszystkim zaś nie będzie równoważył przestępstwa jednej osoby przestępstwem drugiej bo to niemoralne, uwzględnia jednak błagania bolejącej matki i to, że nie prosiła o cofnięcie decyzji o wydziedziczeniu. W biuletynie prosił też o wydanie postanowienia o nie uwzględnianiu Drisbenda przy podziale majątku jego matki a to głównie dla jej własnej ochrony.
Kopia listu Drismili też się w biuletynie znalazła. Biuletyn został powielony, przekazany każdemu kogo dotyczył lub do kogo trafić powinien a dodatkowo sprzedano wiele egzemplarzy bo Milander chciał aby powszechnie znano jego opinię w tej sprawie a zwłaszcza opinię w sprawie Rezemci. Pogrzeb odbył się bez żadnych zakłóceń. Grisolda nie przybyła, byli za to trzej spośród jej synów. Nie było Korora bo Lanbort nakazał mu zostać w Tolimanii ale przybyła Dianilotta z dziećmi.
============
WYMÓWIENIE
Po powrocie do Degeden Walturian dostał wymówienie z pracy.
Powiedziano mu, że mąż kobiety, która popełniła poważne przestępstwo nie może pracować w sądzie.
-Jakie przestępstwo?
-Dobrze o tym wiesz.
Było jasne, że Milareza też już nie otrzyma żadnych spraw sądowniczych. W dodatku uprzytomnił sobie, że ludzie dziwnie na niego patrzyli i nikt nie przybiegł ich odwiedzić.
============
Wróciwszy z sądu zastał dom obrzucony zgnilizną i kamieniami, ranna Milareza starała się utulić dziecko, opiekunki nie było, uciekła i nie wróciła by sprawdzić czy nie może w czymś pomóc.
-Co tu się stało? - Zapytał.
-Oskarżają mnie o najazd na Joksolanię i wymordowanie jej mieszkańców.
-Co to za bzdura? Połóż dziecko, najpierw zróbmy coś z twoimi ranami.
-Jakimi ranami? Dlaczego dziecko jest we krwi?
Zaraz potem zawiadomiła Rezerykę błagając - mów mi co mam robić, moje dziecko krwawi.
Rezeryka była przarażona ale stanęła na wysokości zadania dyktując Walturianowi i Milarezie co mają robić, on przy dziecku, które okazało się poplamione krwią matki, ona ze sobą, w międzyczasie Rezeryka posłała do nich najbliższy lotambulans z automedem. Milareza miała skaleczone przedramię, prawdopodobnie osłaniała nim dziecko. gdy już była opatrzona i zaopiekowana, Rezeryka kazała Walturianowi położyć obok niej, przebrane i umyte maleństwo.
-Dotknij go - powiedziała - niech wie, że ma ojca, który go kocha, coś zaśpiewaj, nieważne czy ładnie ale patrz przy tym na syna, myśl o nim.
Walturian śpiewał całkiem ładnie a przy jego kołysance zasnęła najpierw Milareza.
Tymczasem w Arblandach omal nie doszło do kolejnej tragedii.
Rezemcia poszła pożegnać się z Waltarezą. Usłyszała słowo - mama - i odechciało jej się samobójstwa.
-Tak maleńka moja - powiedziała ze łzami w oczach - babunia ma rację, musimy to przetrwać.
Najgorsze było to, że właśnie się pakowali by jechać do Degeden. W tej sytuacji należało raczej wyciągnąć stmtąd Milarezę.
Gdy jednak Milareza już się obudziła, postanowiła, że się tak łatwo nie podda. Przemyślała sprawę po czym zawołała męża - proszę jedźmy do Siegridówki.
Już późno - powiedział ale nalegała. Pojechali autem, weszli do gabinetu nadzorczyni obiektu. Milareza sprawdziła nagrania wizjofoniczne w wytypowanym okresie zaczynając od
najprawdopodobniejszej daty i tempra. Rzeczywiście, to stało się wkrótce po jej rozmowie z Grisoldą, zaraz nazajutrz z samego rana, niedługo po otwarciu kancelarii.
-Co za podła wiedźma - wyrwało się Walturianowi.
-Nie wiem czy zgłaszać to Kororowi - wahała się Milareza.
-Zgłaszać i to natychmiast - odrzekł.
Jeszcze chwilę pomyślała i zdecydowała, że musi to zrobić. Wysłała nagranie wraz ze swą skargą, przecież musiała bronić siebie i rodziny.
Koror się długo nie zastanawiał. Już miał zgłoszenie o tym, że Rezeryka wysłała latający ambulans do domu Milarezy i właśnie ustalił po co. Natychmiast wytoczył postępowanie karne przeciw Grisoldzie.
Tymczasem Milareza wezwała do siebie Mezgechemezę, zatrudnioną aktualnie jako nadzorczyni kompleksu kuchennego.
Przedstawiła nauczycielce to nagranie.
-No tak, była taka rozmowa - przyznała Mezgechemeza patrząc prosto w oczy Milarezie.
-To było oszczerstwo, już wniosłam oskarżenie. Czy możesz mnie zapewnić, że nie masz żadnego związku z rozpowszechnianiem tej pogłoski?
-Tak, mogę. Nie popełniłam drugi raz podobnego błędu co wtedy, zatrzymałam tę informację dla siebie. Przecież mam tu mieszkanie.
-Czy ktoś mógł podsłuchać waszą rozmowę?
-Nie sądzę.
-Dobrze, na razie ci dziękuję.
-Nie wierzę tej kobiecie - warknął Walturian - przecież widać było jej nastawienie do rewelacji Grisoldy.
Na szczęście musiał się zajmować dzieckiem więc za wiele nie przeszkadzał i głosu nie podnosił.
Znowu zaczęła się zastanawiać, potem połączyła się z arblandzkim projektantem milanderłączy z tak zwanego "drugiego rzutu"
Pierwszy model zaprojektował sam Milander i takie urządzenie było w Siegridówce ale od Milandera już się niczego nie mogła dowiedzieć. Na szczęście ten inżynier znał się i na urządzeniach "pierwszego rzutu". Krok po kroku poinstruował ją jak sprawdzić czy już ktoś przeglądał nagrania rozmów, kiedy i kto. Po chwili miała wydrukowaną podobiznę tej osoby. To było dziecko.
- On ma najwyżej osiem arli- powiedział zdumiony Waturian. - I właśnie dlatego bez trudu rozpracował milanderłącze i nie powstrzymał języka - odpowiedziała. Wezwała powtórnie Mezgechemezę i spytała kto to taki.
- To .... a o co chodzi?
-Będę szukać wśród twojej rodziny.
-Mój syn ale o co chodzi? Czy coś zrobił? Skąd masz to zdjęcie?
-Przeglądał zapis rozmów w naszym milanderłączu. Proszę cię nie wchodź więcej nigdy do tego gabinetu a już zwłaszcza nie wpuszczaj tu osób niepowołanych.
-Ale skąd takie dziecko wiedziało jak to zrobić skoro nawet ja nie wiem? - W głosie Mezgechemezy zabrzmiała duma macierzyńska.
Milareza nie chciała aby w tej sprawie nacisk został położony na "bystrość" chłopczyka.
-Akurat takich rzeczy dzieci uczą się szybko i to samodzielnie - wyjaśniła. Wśród dzieci mających dostęp do takich urządzeń to bardzo typowe zjawisko. Po prostu zostawiałaś go tu a on się bawił, prawda? Wyjaśnij mu teraz, że szperanie w cudzych notatkach, także takich nagranych, oraz
rozpowszechnianie poufnych oraz niesprawdzonych informacji jest naganne i może bardzo skrzywdzić pomówionych. Ja poprosiłabym aby się zastanowił jak on by się czuł gdyby go oczerniono ale nie chcę ci niczego narzucać.
To wszystko.
-Dziękuję.
-Chyba nie oczekiwałaś, że kobieta, która sama jest matką a na dodatek ma młodszych braci obedrze jakieś dziecko ze skóry?
-Dziękuję, że mi uwierzyłaś.
-Gdybym nawet nie czuła, że mówisz prawdę, zrobiłabym to programowo.
-Jesteś lepsza niż ja, bo ja wtedy już wkładałam buty aby jak najszybciej podzielić się tą wieścią z przyjaciółmi, tylko zanim je założyłam oświeciło mnie, że nie powinnam.
-Tak - uśmiechnęła sie Milareza - na tym nagraniu wyglądałaś na kogoś kto będzie się z tym śpieszył. Dobrze, że prawda wyszła na jaw bo wiesz czemu w wychowaniu dziecka poświęcić szczególną uwagę ale nie będę cię zanudzać przemyśleniami matki bez doświadczenia, z pewnością masz sporo własnych. Aż przeraża mnie myśl co mnie jeszcze ze strony mojego uroczego Karisa może czekać.
Takie myśli przyszły jej do głowy już wtedy gdy w gronie rodziny oglądała filmowe wspomnienia o Milanderze. Bardzo wtedy płakała i nie tylko ona, zwłaszcza na fragmentach z Rezemcią.
Nauczycielka obserwując ją nagle uświadomiła sobie co jest nie tak i zapytała - a co z twoją ręką?
-Obrzucono mnie dziś kamieniami. Miałam na rękach dziecko.



==========
Rano do Walturiana przyszedł degedeński uczeń, który wymyślił sobie, że będąc człowiekiem pomysłowym powinien sam siebie zatrudnić jako organizatora wszystkiego co się nawinie. Biuro miał w lokaliku wynajmowanym na 10 temprów dwa razy w szestnicy ale szyld pokaźny a i w inny sposób reklamować się potrafił toteż Walturian już o nim słyszał. Tym razem młodzikowi zlecono zorganizowanie miejsc pracy dla archiwistów. Walturian z całą pewnością nie wpadłby na to aby zakładać zakład archiwistyki ale uczeń już proponował pomoc (za opłatą) w rozkręceniu interesu. Gdyby nawet to miało szanse powodzenia to nie aż takie aby jeszcze kogoś miał zatrudnić.
-Dlaczego miałbym zakładać taki zakład? - Zapytał.
-A to ty jeszcze nie wiesz, że cię zwolnią - zdziwił się Binazlaleb.
-A co ty wiesz?
-No przecież facet, którego żona została oskarżona nie może pracować w sądzie.
-O co oskarżają Milarezę?
-Noooo - spłoszył się młodzieniec - a nie usiłowała napaść na Joksolanię?
-Nie, a skąd ty w ogóle czerpiesz takie informacje? Sam je wymyślasz?
-Zostawię ci wizytówkę jak się namyślisz to jestem do twojej dyspozycji
-powiedziawszy to Binazlaleb niemal uciekł.
Później powiedział zleceniodawcom - ale mnie wrobiliście - nie było żadnego najazdu na Joksolanię. Na razie nie powiedziałem skąd mam takie informacje ale przy większym nacisku będę musiał, żeby mnie o rozsiew takich pogłosek nie oskarżono bo za to można nieźle beknąć.
PROŚBA GRISOLDY

Grisolda postanowiła wybrać sie do Arbland. To nic,że zabroniono jej przybyć na pogrzeb. Wreszcie powinna się pogodzić z Rezeryką aby zapobiec odgrywaniu sie na swoich dzieciach.
Koror słuchając prośby o pojazd nie patrzył jej w oczy i nie odpowiadał więc tłumaczyła, tłumaczyła aż wreszcie zamilkła. Dopiero wtedy spojrzał na nią i powiedział - dobra z ciebie aktorka Grisoldo. Prawie bym się nabrał na twoje dobre intencje ale Rezeryka się nie nabierze. Daj jej spokój.
-Jak możesz ocenić moje intencje? - Oburzyła się.
-Po czynach. Nie wolno ci opuszczać Sarinei ani nawet swojego domostwa póki sąd nie wyda werdyktu w twojej sprawie.
-Jaki sąd? Co mi ta kobieta zarzuciła? Co ja jej zrobiłam?
-A co tobie zrobiła Milareza?
-Zupełnie nie wiem o co ci chodzi.
-Kiedy rozmawiałaś z tą damą w Siegridówce też brzmiałaś bardzo wiarygodnie. Pokazać ci nagranie rozmowy? Niektóre aparaty je nagrywają. W Siegridówce taki jest bo właścicielka rzadko tam bywa. Co to w ogóle za pomysł aby lecieć do Arbland teraz gdy obaj twoi starsi synowie uczestniczą w wyścigu samochodowym i nie będzie ich kilka dni o czym cię przecież poinformowali.
-Chcę się dogadać z Rezeryką. Prosić abyśmy przestały sobie robić wzajemne złośliwości.
-A jakie złośliwości robiła ci Milareza?
-A ostatnio zarzuciła mi, że nigdy jej nie pocieszałam.
-A jeśli już to na pokaz? Był świadek tej rozmowy.
-A to nie ze mną powinieneś najpierw rozmawiać?
-Ja ustalam kolejność. Milander był moim przyjacielem, gdy atakujesz jego córkę myślę o mojej. Nie wydaje mi się, że umiałbym ci wybaczyć gdyby w skutek twoich oszczerstw napadnięto ...
Po tych słowach Grisolda z wrażenia aż usiadła.
-....moją córeczkę. A Milareza na dodatek miała dziecko na rękach.
-Ja tego nie chciałam. Byłam wzburzona bo Milareza mi naubliżała.
-Po pierwsze świadek twierdzi, że Milareza była cały czas zrównoważona choć ty ją prowokowałaś. A to co powiedziała na koniec wstrząsnęło świadkiem do tego stopnia, że nie chce pozwolić abyś
kiedykolwiek została sam na sam z jej wnukiem.
Świadek nie nazwała słów Milarezy obelgami tylko uwagami.
Po drugie miałaś całą drogę do domu, noc i poranek na przemyślenie tego co chcesz zrobić więc nie tłumacz swojego zachowania wzburzeniem. Nie mów mi też, że nie przewidywałaś konsekwencji swego czynu. Nie jesteś małą dziewczynką a przewidzenie nie było trudne. Po za tym jaki właściwie cel miało rzucenie oszczerstw na Milarezę? Kobieto ty specjalnie po to by szkalować dorwałaś się do milanderłącza. Tego się nie da inaczej zinterpretować niż chęcią zaszkodzenia Milarezie, wręcz zaszczucia jej. Pokazania, że z Grisoldą się nie zadziera. A wiesz co teraz zwróciło moją uwagę? Nie spytałaś jakie szkody w wyniku napaści poniosła Milareza i Karis.
Zajęłaś się wyłącznie usprawiedliwianiem siebie. Wiem, że cię to nie obchodzi ale oboje przeżyli. Bilans strat poniesionych w skutek twojego
niegodziwego działania jest taki, że Walturiana zwolniono z pracy, Milareza jest lekko ranna. Dzieci na szczęście przeżyły.

==========
Koror już wyznaczył termin rozprawy zmuszając swych ludzi do pośpiechu w przeglądaniu materiałów i przesłuchiwani świadków.
Gdyby nie zdążyli rozprawa mogła być odroczona ale miał swój cel w wyznaczeniu terminu.
Wkrótce wszedł do niego reprezentujący matkę Fantesold. Koror przyjął go może bez wylewności ale uprzejmie. Poprosił aby usiadł.
-Fantegris się nie zdecydował? - Zapytał.
-No nie. Powiedział, że nie może.
-Słusznie, ty nie masz tyle do zawdzięczenia ani Milarezie ani Milanderowi co on. Na dodatek on ma córkę. Co chcesz wiedzieć?
-Raczej chcę złożyć skargę. Zobacz ten biuletyn - podał mu arkusz z nagłówkiem: " W Tolimanii rusza proces Grisoldy, wdowy po Fanteorze w sprawie oczerniania Milarezy żony Walturiana, córki Milandera i Rezeryki" - są jakieś przecieki od nas do Degeden.
-Z tą skargą zgłoś sie do Lanborta bo to ja sam pojechałem do wydawcy i poprosiłem o nagłośnienie procesu twojej matki. Zrobiłem to tylko w Degeden i nie po to aby szczuć twoją matkę tylko by bronić Milarezy.
A myślisz, że wydanie takiego biuletynu albo nawet to, że osobiście wniosłem do degedeńskiego sądu sprawę przeciwko napastnikom całkowicie odplami zbrukane przez twoją matkę imię Milarezy?
Fantesold mruknął - przepraszam i wyszedł a mijając Lanborta tylko się ukłonił.
==========

W Degeden ludzie żyli oczekiwanym procesem napastników. Matce jednego z nich udało się dotrzeć do Milarezy choć w tym czasie nie przyjmowała ona nawet własnej teściowej. Po prostu zrobiło jej się żal czatującej już długo pod drzwiami i znękanej kobiety, zaprosiła ją, podała napoje i pozwoliła sie wygadać.
-Ja rozumiem twój ból - powiedziała wreszcie łagodnie - Nigdy nie chciałabym aby mój synek zrobił coś podobnego ale gdyby zrobił nie chroniłabym go. Dlaczego miałby myśleć, że można napaść kogokolwiek a tym bardziej matkę z małym dzieckiem i nie ponieść kary? Chcesz aby nadal dopuszczał się takich ekscesów.
-A jak ty napadłaś na Joksolanię to ile tam mogło być matek z małymi dziećmi?
-A kiedy ty napadłaś na dwór Szekcifrana ... - w głosie Milarezy był spokój.
-Ale ja nie napadłam.
-A potrafisz to udowodnić?
-Nie napadłam i już.
-A ja nie napadłam na Joksolanię.
-To dlaczego ludzie tak gadają?
-Bo ktoś rozpuścił taką pogłoskę. Tu w okolicy trudno przedstawić dowody nawet na to, że Joksolania nie została napadnięta ale ja je
zdobędę. Jednak nie będę przecież tłumaczyć się każdemu po kolei.
Wystąpienie w sądzie da mi szanse publicznego zdementowania krzywdzącej mnie i moją rodzinę plotki i zademonstrowania filmów, które to udokumentują. Właśnie wybieram się do Joksolani aby tam zrobić film z mojej wycieczki. Czy mogłabyś mi dać coś co później rozpoznasz na tym filmie?
Wzięłam już znak od naczelnika ale może chciałabyś jakiś swój na dowód, że film nie został zrobiony wcześniej?
Kobieta odpowiedziała, że nic takiego nie ma.
-A jakie jest twoje imię?
-Elyndadora.
-Od razu zapiszę - powiedziała Milareza - ale to wiedz, że gdybym nawet popełniła jakieś ohydne przestępstwo, twój syn nie ma prawa mnie sądzić i karać, nawet gdyby potrafił mi winę udowodnić, a ja nie mam prawa dopuścić by napadł też na kogoś innego. Skąd wiesz czy następnym razem sam nie sfabrykuje dowodów lub nie rozpuścić plotek byle tylko objawić się w roli bohaterskiego stróża praworządności?
Skąd wiesz czy następnym razem nie stanie się mordercą?
-A ty skąd wiesz, że się stanie?
Uczono mnie, że wały trzeba usypywać na długo przed powodzią a ogień gasić nim się rozprzestrzeni.

Walturian bał się Joksolanii, skoro jednak żona stanowczo obstawała przy tym, że poleci i to z dzieckiem dołączył do niej bo jeśli ona i dziecko, a właściwie dzieci, zginą to i on nie chce już żyć.
Wybrał się z nimi też Andoris, udało mu się ich o to uprosić Chciał osobiście sprawdzić, że wyspa nie została napadnięta.
-Będzie z nim kłopot - powiedziała Walturianowi Milareza - widziałam jak zareagował na to, że Joksolańczycy mają zwyczaj wypraszać różne przedmioty i należy im to dać. Gotów celowo zabrać coś czego nie odda bo chce się popisać. Na wszelki wypadek zabiorę więcej rzeczy niż zwykle aby za niego przepraszać.
Milareza wiedziała, że król Joksolanii jest jej przychylny ale nie spodziewała się takich owacji z jakimi ją tu przyjęto.
-Ty, to chyba jest na pokaz - powiedział Andoris do brata.
-Za to plotki były prawdziwe? - odwarknął Walturian.
-To niby czemu oni ją tak fetują?
-Bo wiedzą, że właśnie ona nie dopuściła do napadu na Joksolanię.
-To jednak był jakiś napad?
-Nie zrozumiałeś tego co powiedziałem. Wczuj się w sens słów "nie dopuściła".

Milareza złożyła władcy dary.
-Ty, ona go przekupuje - powiedział Andoris.
-Nie, tu jest taki zwyczaj, goście muszą złożyć dary.
W trakcie zwiedzania towarzyszyło im wielu Joksolańczyków i Joksolanek, nigdzie nie widać było wojennych zgliszczy.
-Ty, a może my jesteśmy na całkiem innej wyspie? - Upewniał się Andoris.
Walturian to pytanie zbył milczeniem. Za to Milareza odpowiedziała - skoro nie potrafisz ocenić gdzie się znajdujemy jak chcesz zebrać rzetelne dowody?
Gdy znaleźli się w Krutusale zapytał - ty a to są chyba Tolimańczycy, no nie?
-Tak bo to jest tolimańska placówka na Joksolanii - wyjaśnił Walturian zadowolony,że choć o Joksolanii wie mało to jednak więcej niż brat.
-Elynadora - pwiedziała Milareza.
-Gdzie?
-Obiecałam jej, że wypowiem tu jej imię.
Spędzili w placówce noc i rankiem właśnie tu Karis zaczął chodzić.
Oboje z Walturianem niesamowicie się cieszyli, nie bacząc na to, że scenka jest filmowana.
Gdy udali się na dalsze zwiedzanie jakaś Joksolanka pogłaskała Milarezę po brzuchu.
-Ty, czasem twoja nie jest znów brzemienna? - Spytał Andoris.
-Tak - odpowiedział po prostu Walturian.
Termin wycieczki był na tym filmie dobrze udokumentowany nawet bez oznaki urzędnika.
Milareza biorąc ją ostrzegła naczelnika, że jeśli ktoś w Joksolanii sobie jej zażyczy będzie musiała mu ją oddać.
Pogodził się z tym bo było małe prawdopodobieństwo, że z Joksolanii oznaka wróci na kontynent w ręce jakiegoś oszusta.
Milareza i Walturian już poprzedniego dnia wiele, specjalnie zabranych na wyspę przedmiotów rozdali. Nie uszło uwadze władcy, że gdy oddadzą jakąś rzecz, ukradkiem wyciągają na wierzch coś nowego, atrakcyjnego dla jego poddanych.
-Ta dziewczyna zawsze mi się podobała - powiedział do tłumacza - nie to co te inne łobuziary takie jak Lafelika, Amalika czy ta Rezemila, tu splunął choć wcześniej nie był tak negatywnie do Rezemci nastawiony.
(Na filmie zademonstrowanym w Degeden jego wypowiedź kończyła się na słowie) - łobuziary.
Wreszcie i od Andorisa ktoś chciał prezent.
Milareza to zauważyła i po prostu powiedziała - oddaj. Oddał choć bardzo mu się to nie podobało i to niestety było widać.
-Skąpiradło - powiedział do tłumacza władca Joksolanii wskazując Andorisa. - A Milareza dobrze wybrała, ten drugi chociaż jego brat ale jest normalny. No ale to zawsze była mądra dziewczyna. Już jako dziecko rezolutnie ze mną rozmawiała i powiedziała, że prawa i zwyczaje innych narodów trzeba szanować.
===========
ROZPRAWA W DEGEDEN

Grygital w swoim czasie był zainteresowany Milarezą ale nie odważył się jej powiedzieć a i ona to jakoś przeoczyła lub zignorowała.
Tym razem mieli się spotkać po przeciwnych stronach.
On jako rzecznik napastników, ona jako swój własny.
Oczywiście poszedł obejrzeć film, to nie było trudne, był wyświetlany w wielu salach i zależnie od ich standardu w różnej cenie. Oni podobnie jak sędzia i inne osoby zainteresowane z racji swego udziału w sprawie mieli zagwarantowany seans bezpłatny. Spotkali się.
-Ty chyba widziałaś to na żywo - zauważył.
-Film jest zmontowany z fragmentów - wyjaśniła, zanotował to sobie w pamięci i zaraz zobaczył jej uśmiech - inaczej trzeba by go oglądać tyle czasu ile tam spędziliśmy czyli trzy dni. Ponadto - jej intonacja świadczyła, że wraca do głównego tematu - na filmie mogę zobaczyć szczegóły, które na żywo przeoczyłam no i muszę wiedzieć, które fragmenty wykorzystano.
Siedziała przed nim i robiła notatki. W jego opinii film był tak zmontowany, że trudno się było przyczepić. Pokazano parę dłuższych fragmentów a od monetu kiedy Andoris zapytał czy aby na pewno są na Joksolanii, z boku pokazywano też fragmenty starszych filmów z tym samym lecz młodszym władcą, na niektórych byli też Tolimańczycy.
Rozpoznał Rezerykę a więc na pewno był też Milander.
Gdy władca Joksolanii wspomniał o tym,że rozmawiał z Milarezą zatrzymano główny film a na bocznym pokazano scenkę ze wspomnianej rozmowy - moja nauczycielka Emriwalda jest bardzo mądra z powagą wyjaśniała dziewczynka - i ona mówi, że tak jak byśmy chcieli aby szanowano nasze prawa i obyczaje tak my musimy szanować prawa i obyczaje innych narodów. Ja to popieram.
Termin wizyty na wyspie potwierdzały różne szczegóły n.p. łatwy do oceny wiek Karisa, montażyści zostawili okrojoną scenkę w której chłopczyk ku radości rodziców zaczął chodzić.
Zrazu Grygitalowi nie wydawało się możliwe podważenie faktu, że Milareza była w Joksolanii życzliwie witana ale ... Dużo pomogła mu rozmowa z Cczeokiem, mniej z Szuaradem.
Szuarad przyjechał na proces, przybyła też wbrew wszystkiemu Rezeryka z rodziną. Już wcześniej przygotowano im miejsce w Siedridówce, przenosząc uczennice do stancji na koszt Rezeryki.
Rezemcia przyszła na proces, była tak wychudzona i tak smętna, że aż brzydka. Mało kto ją poznał, prawie nikt nie zwracał na nią uwagi.
-Chciałbym wygrać z Milarezą - powiedział Grygital Szuaradowi.
- A wiesz dlaczego ona zawsze wygrywa?
-Jest dobrze przygotowana.
-To też ale przede wszystkim zawsze broni słusznej sprawy. Twoja jest paskudna, kilku drabów napadło drobną, brzemienną kobietę z dzieckiem na ręku, no ale próbuj, byłeś przecież jednym z najlepszych.
-Ona też.
-Ona była najlepsza. Nawet mnie to złościło ale i ze mną wygrała.
Szuarad nie dodał mu otuchy. Jednak Grygital miał nadzieję bardzo go dzięki informacji od Cczeoka zaskoczyć. Niestety jeszcze bardziej zaskoczyła go Milareza.
-Czy to prawda, że dysponujecie bardzo naturalistycznymi lalkami mogącymi odgrywać rolę ludzi? - Zapytał.
Gdy tylko się uśmiechnęła wiedział, że przepadł.
-Czy chcesz powiedzieć, że gdybym napadła na Joksolanię, pobicie mnie przez twoich klientów byłoby usprawiedliwione?
-Nie, chce tylko wskazać czym sie kierowali.
-Mam dwa pytania. Pierwsze czy byli uprawnieni do wymierzania sprawiedliwości, drugie czy dysponowali niepodważalnymi dowodami. Zechcesz odpowiedzieć czy wolisz to przemilczeć?
Ja owszem, postarałam się o dowody, że nie napadłam na Joksolanię.
Film z udziałem tak wielkiej liczby lalek pochłonąłby olbrzymie koszty już na same lalki a jeszcze każdą z nich musiałby sterować oddzielny człowiek, tego nie dałoby się ukryć. Reżyser też musiałby być genialny no i potrzeba by było na to mnóstwo czasu, nie tylko dlatego, że lalki trzeba wyprodukować i muszą to robić prawdziwi znawcy ale samo opracowanie scenariusza jest pracochłonne. No i trzeba by było wybrać jakieś odludne miejsce o podobnej roślinności bo przecież łatwo w atlasach sprawdzić co na Joksolanii rośnie i jakie są krajobrazy. Myślę, że fachowcy potrafiliby wskazać więcej przeszkód na drodze realizacji takiego filmu.
Mówię to tylko dlatego, że pomówienie o napaść na Joksolanię miało bolesne skutki dla mojej rodziny. Walturian stracił pracę, rodzina nakłaniała go aby mnie porzucił zabierając dziecko, ludzie nieustająco nas krzywdzili. Nie chodzi mi o samą napaść ale nawet okazywanie odrazy. Powiedziałam to tylko na marginesie bo to czy napadłam, czy nie napadłam na Joksolanię dla tej sprawy nie ma znaczenia.
Wytrąciła mu broń z ręki bo niestety to znowu ona broniła słusznej sprawy. Trzymał się jeszcze ale już wiedział, że nie wygra.
-A jak Grisolda mogła rozpuścić plotki w Degeden?
-Bardzo prosto, przez aparat łącznościowy zainstalowany w Siegridówce. Wprawdzie osoba, której takie rzeczy opowiedziała, zachowała to dla siebie ale z treścią rozmowy zapoznało się niedopilnowane dziecko.
Lodwar klasnął w ręce - no i właśnie na dzieciach ślad nam się urwał! Jak ty do tego doszłaś?
-Aparat rejestruje rozmowy. Wiedziałam komu się nieopatrznie naraziłam, wiedziałam kiedy i wiedziałam kiedy najwcześniej osoba, której imienia nie wymienię zdoła dotrzeć do aparatu łącznościowego w Sarinei. On zreszą też rejestruje rozmowy. Szybko znalazłam nagranie.
-Czyli zaczęłaś poszukiwania od drugiego końca - stwierdził Lodwar - i miałaś więcej danych niż my.
-To prawda ale wróćmy do sprawy, którą dziś dostojny Lodwarze osądzasz. Czy wolno bandzie rosłych mlokosów napadać na kogokolwiek? Czy można usprawiedliwiać napaść tym, że napadnięty to przestępca, upośledzony umysłowo albo żebrak? Zdarzają się takie przypadki ale co naprawdę kieruje napastnikami? Obrona praworządności poprzez łamanie prawa czy po prostu chęć wyżycia się w przekonaniu, że jest ono usprawiedliwione? Czy cokolwiek usprawiedliwia napaść na innego człowieka?
Powiecie może, że obrona ludzi lub dóbr ale mnie napadnięto obok mojego domu, przed jakim zagrożeniem z mojej strony bronili się ci siłacze?

Próbował jeszcze tłumaczyć, że mogłaby darować bo przecież nie poniosła żadnej szkody.
-Zranili mnie tak bardzo, że gdyby nie pomoc prześwietnej Rezeryki mogłabym mieć do końca życia niesprawną rękę.
-Czy możesz przedstawić na to dowody?
-Tak. Mój mąż włączył kamerę.
Grygital wcześniej sprawdził, że Milarezy nie opatrywał żaden lekarz w Degeden. Niestety film pokazywał akcję Rezeryki.
Gdy Walturian już sprawdził, że dziecko nie jest ranne, kazała mu rozciąć rękaw Milarezy.
Widać było jak bardzo jest przerażony, jak boi się a mimo to wykonuje polecenia teściowej, potem zjawił sie automed ale film przerwano gdy Rezeryka powiedziała do córki - muszę cię dokładnie zbadać - i do Walturiana - pomóż jej się rozebrać.
-A ten film nie mógł być zrobiony na lalkach? - Zapytał jeden z napastników.
-Nie mamy na składzie lalek przedstawiających wszystkich ludzi - odpowiedziała Milareza - ale mniejsza o to, jeżeli nawet tej rany nie było, to jednak mogła być. Dziecko nie było ranne ale mogło być, mogliście nas nawet zabić.
-A kto nam udowodni, że myśmy cię w ogóle napadli?
Grygital już wcześniej o czymś takim myślał ale po zapoznaniu się z materiałem dowodowym Lodwara wiedział, że to nie realne. Przede wszystkim jego klienci zrazu sie przyznali ale kreowali na bohaterów twierdąc, że osoba o tak zbrodniczej naturze jak Milareza i jej pomiot nie powinni żyć i kalać swą obecnością ich wioski. Po za tym byli świadkowie ich zamiarów.
Postanowił jednak inaczej wykorzystać te dowody.
-Nie mamy do czynienie z bandą jak to oceniła Milareza - powiedział - gdyby to byli wytrawni przestępcy nie rozgłaszaliby szeroko, że idą się rozprawić z Milarezą, nie przyznaliby się do winy i nie zostawiliby tylu śladów. To tylko grupa, młodych bezmyślnych ludzi wnioskuję aby sąd poprzestał na udzieleniu nagany.
- Nie będę się czuła bezpieczna jeśli sąd na tym poprzestanie - odpowiedziała Milareza - wszak oni nadal się upierają, że napadłam na Joksolanię. Czy nie zechcą powtórzyć tego co już raz zrobili? Jakże ja mam mieć ich za sąsiadów? Jakże wy możecie ich mieć za sąsiadów?
Chwileczkę -odpowiedział i zwrócił się do swoich klientów - czy rzeczywiście upieracie się przy tym, że Milareza napadła na Joksolanię?
W lot pojeli co powinni zrobić. Zaprzeczyli.
Czy nadal uważacie swój czyn za bohaterską obronę praworządności?
Zaprzeczyli.
-Czy jesteście skłonni przeprosić Milarezę i prosić o wybaczenie.
Potwierdzili.
-Milarezo czy jesteś skłonna im wybaczyć?
-Mam jeszcze inne pytania.
-Czy uznalibyście, że ktoś wzburzony waszym nieludzkim postępkiem miałby prawo napaść na was w odwecie?
Milczeli ale nie czekała na odpowiedź, zadała drugie pytanie:
- A czy Czy przyznajecie, że nie macie prawa napadać na kogokolwiek?
Potwierdzili.
-Tak teraz mogę próbować wybaczyć, proszę jednak aby sąd jeżeli zdecyduje się poprzestać na naganie wyraźnie podkreślił, że nic nie usprawiedliwia zaatakowania drugiego człowieka. Tym bardziej nic nie usprawiedliwia osądzenia maleńkiego dziecka za rzeczywiste lub urojone winy rodziców. I jeżeli sąd uzna, że wystarczy nagana, niech doceniając miłosierdzie sądu będą miłosierni wobec innych ludzi, nawet tych winnych bo to sąd, nie oni jest uprawniony do ferowania wyroków.
Milarezie zależało na podkreśleniu tego aspektu przez wzgląd na Rezemcię i Waltarezę. Siostra doskonale to zrozumiała i nie bacząc na nic rzuciła się jej w objęcia.
Sąd nie przychylił się do wniosku Grygitala ponieważ Milareza w czasie napadu miała na rękach dziecko. Przemowa Lodwara była miażdżąca.
Oświadczył, że napad był zdecydowanie bandycki, grupa osób, które w porównaniu do napadniętej rzeczywiście można nazwać siłaczami zaatakowała drobną kobietę z dzieckiem na rękach. To, że ta kobieta okazała się ostatecznie niewinna zarzucanym jej czynom nie ma tu nic do rzeczy, winni więc nie mogą się tłumaczyć tym, że "nie wiedzieli"
-Ja - oświadczył muszę WIEDZIEĆ nim kogoś skażę a oni w ogóle nie mieli prawa do wydawania i wykonywania wyroku. Zarządzam wydalenie z miasta i okolic. Nie chcemy takich sąsiadów. Oskarżeni mają się w ciągu trzech dni spakować i wyjechać, wszelkie pojawienie się w okolicach Degeden po tym terminie jest zagrożone karą śmierci.
Rodziny oskarżonych płakały. Grygital został nawet zwyzywany, że wziął pieniądze za nic. Nie tłumaczył się, należało dać czas na to aby emocje opadły. Wiedział, że wyrok był słuszny, zrobił wszystko aby go uniknąć. Nie udało się.
===========
Wyrok w sprawie napaści na Milarezę stanowił ochronę dla Rezemili i Lodwar już to wiedział. Dostał od Szuarada arblandzki biuletyn z pismem Milandera do Lanborta i Korora. Oni obaj zdecydowali się bez potrzeby nie nagłaśniać sprawy ale jak uczynek Grisoldy pokazał, mógł to w każdej chwili zrobić ktoś inny.

Z Rezeryką do Degeden nie przyjechała zamężna Cypryla czemu nikt się nie dziwił zwłaszcza, że nie było jej nawet na pogrzebie Milandera.
Ot, uniosła swój "łup" i zdystansowała się do rodziny.
Nie wybrał się też Milaryk i w pewnym sensie też z powodu "łupu" choć od rodziny się dystansować nie chciał. Milander zapisał mu część warsztatów i Milaryk "musiał" się natychmiast nimi zająć, W tym z podstawowym wposażeniem bywał od dawna, ostatnio nieformalnie go sobie zaanektował i nie było tu dlań żadnych tajemnic, teraz zajął się wytwórnią prototypów. Pasowało mu, że "wszyscy"
wyjadą i nikt nie będzie żądał aby się najpierw umył i ubrał, przyszedł na śniadanie albo już kończył pracę bo czas spać.
Myślał, że będzie mógł wreszcie zająć się projektowaniem własnego wielofunkcyjnego kamerdynera i nikt mu nie przeszkodzi.
Mylił się ledwo rodzina wyjechała zawołała go ochmistrzyni by zapytać czy ma odesłać Cypryli wózek myślą sterowany.
-No niby nie jest jej już potrzebny ale wypadałoby zapytać. Co o tym sądzisz dostojny Milaryku?
Owo "dostojny Milaryku" połechtało jego dumę.
-Dobrze Benetto skontaktuję się - obiecał. Aby w ferworze pracy nie zapomnieć zrobił to natychmiast. Prywatne mikrołącze siostry nie odpowiadało. Zagwizdał do jej domu w Cytrusowysadzie. Odebrał Luinerdo i wyjaśnił, że Cypryla akurat się kąpie więc nie może odebrać.
Milaryk nastawił więc przypomnienia i za jakiś czas znów "zagwizdał" do siostry. Nie odbierała.
Potem rzeczywiście zapomniał. Pracował nad tym aby jego kamerdyner mógł być zdalnie sterowany i na przykład podlać kwiatki, sprawdzić czy w domu wszystko w porządku, pootwierać, pozamykać wywietrzniki, przesłać jakiś frament domowych zapisków.
To nie była nowa koncepcja tyle, że on stosował nieco inne rozwiązania. Przypomniał sobie pajęczycę - kelnerkę należącą do Cypryli i zdalnie wysłał do niej to urządzenie lecz choć były oznaki jego aktywności zadania nie wykonało. Milaryk kazał mu odnaleźć i włączyć jej mikrołącze. To się udało ale nim Milaryk zdążył się odezwać usłyszał chrapanie. Spojrzał na zegar ...
Nie. O tej porze nie należało gwizdać do nikogo.
Coś go podkusiło i włączywszy kamerkę mikrołącza skierował w stronę skąd chrapanie dochodziło. Nie wiele zobaczył ale włosy kobiety leżącej obok mężczyzny były długie, proste, związane na czubku głowy Omal nie zemdlał. Zaraz jednak nad sobą zapanował. Przecież ten fakt mógł mieć jakieś mało sensacyjne, banalne wyjaśnienie .
Należało się upewnić.
Milaryk tak manipulował pająkiem i odbiorem obrazu na swoim ekranie, że w końcu zobaczył wyraźnie.
Mężczyzną w małżeńskim łożu był na pewno jego szwagier, kobietą na pewno nie była jego siostra. Nie dość tego, między nimi leżało dziecko w wieku Alagrifa. Teraz to już bez dalszych wahań przepatrzył cały dom. Potem nie bacząc na nic zagwizdał do Milarezy. Nim odebrała już z drugiego aparatu gwizdał do protektoriatu w Arkadach.
Walturian i Milareza słyszeli jak plącząc się tłumaczy protektoriuszowi, że siostra nie odbiera cały dzień i on ma wrażenie, że szwagier ją zamordował.
Protektoriusz to bagatelizował ale nagle włączyła się Milareza.
-Przepraszam. Jestem Milareza Magnolia. Milaryk i mnie zaalarmował.
Mam ogromną prośbę, zechciejcie wysłać tam kogoś i poprosić o zawołanie Cypryli. Powiedzcie, że jej rodzeństwo wymyśla sobie jakieś krwawe scenariusze i chcecie je uspokoić. Oczywiście zapłacimy jeśli angażowanie was okaże się nieuzasadnione.
-Dobra,wymyśli się jakiś pretekst, może mają zapalone światło na podwórzu albo coś - od razu przystał na to protektoriusz.
Milaryk natychmiast wysłał pająka aby je zapalił w kuchni.
Gdy już skończyli rozmowę z protektoriuszem Milareza zażądała - a mnie powiedz prawdę. Szpiegowałeś ich?
-Trochę niechcący ale to później ci wytłumaczę, teraz zobacz nagranie.
==========
Cypryla była zaskoczona gdy w środku nocy zbudził ją cichy ale uporczywy głos Milarezy.
-Wybacz, że cię budzimy, wybacz, że cię budzimy, wybacz, że cię budzimy.
Zerwała się i jeszcze w półprzytomna zapytała - o co chodzi? Co wy tu robicie?
-Przykro nam,że zakłócamy ci sen ale przeraziło nas, że nie odbierasz mikrołącza. Zechciej nas uspokoić i powiedz co robisz sama w tym domku nad oceanem - usłyszała i wszystko jej się w głowie poukładało.

Nie mniej zaskoczony był Luinerdo gdy odwiedził go patrol żądając widzenia z właścicielką domu.
-Ja jestem właścicielem.
-A my mamy zarejestrowaną Cyprylę Magnolię.
-To macie dane nieaktualne.
-To w takim razie pogadamy z obojgiem. Zawołaj żonę.
-Jest chora, czy muszę ją wyciągać na dwór?
-Tak, albo my wejdziemy do środka. Mamy zgłoszenie, że ją zamordowałeś.
-Cypryla wyjechała do naszego domku wypoczynkowego w pobliżu Poświstowa.
-To jak chciałeś ją wyciągnąć na dwór?
- Nie widziałem powodu aby was wtajemniczać w moje sprawy rodzinne. Jest tak jak powiedziałem, sprawdźcie to sobie a teraz już pozwólcie nam spać.
-Jakim nam?
-Mnie i mojej kochance, żegnam.
Zamknął im drzwi przed nosem ale spać to już dłużej nie mógł ani on, ani czająca się za drzwiami Finezja Rabchaza.
-I co teraz będzie? - Zapytała.
-Nic. Zalegalizujemy nasz związek.
-A nie wygonią nas z domu?
-Wszystko jest załatwione legalnie. Przepisała na mnie cały majątek. Niczego się nie bój.
Luinerdo się mylił w ocenie stanu prawnego. Dwa dni później uświadomili mu to Milaryk i Milareza.
-Podobno nie wpuszczasz nieproszonych gości do domu - powiedział Milaryk - więc my ci tylko coś doręczymy. Wyciąg z przepisów dotyczących wyłudzeń i setencji wyroków jakie zapadły w podobnych sprawach.
-Oczywiście - dodała Milareza - dobrze by było gdybyś oddał Cypryli jej własność w stanie nienaruszonym bo zapewne nie stać cię na odszkodowania za zniszczenia a nie chciałbyś się wraz z żoną (tak zdążył już wyrejestrować jedno a zarejestrować drugie małżeństwo) i córką dostać do niewoli aż dług z odsetkami spłacicie?
-Chwileczkę- zaprotestował Luinerdo - coś mi się za czas małżeństwa należy?
-To już sobie omówicie z Cyprylą, raczej w sądzie bo ona na polubowne załatwienie sprawy nie jest gotowa. My wnosimy sprawę o wyłudzenie a ty zapłać wiarygodnym prawnikom aby cię pouczyli jak zminimalizować straty. Nam wierzyć nie musisz bo reprezentujemy Cyprylę.
Oczywiście, że im uwierzył i właśnie dlatego musiał w te pędy biec po poradę prawną.
============
Cypryla rzeczywiście nie była skłonna do ugody ale mocno spuściła z tonu gdy jej Milaryk wygarnął, że w niczym nie jest lepsza od męża (w ocenie Pukatańczyków to wciąż był mąż) bo tak jak on tylko czekała by położyć łapę na majątku zapisanym jej przez Milandera a tak naprawdę to nic jej nie powinien zapisać bo nawet nie uważała go za ojca. Ma swoją unaską rodzinę, która zreszta pewnie też tylko czeka aby położyć łapę na tej części jej majątku jaka znajduje się w Unasie.
A tak w ogóle wcale nie musi korzystać z pomocy jego i Milarezy bo jest dużo prawników, którzy się tego podejmą.
Do Cypryli nagle dotarło, że może stracić jedyną rodzinę, na której naprawdę może polegać.
===============
Ze względu na sprawę Cypryli Milareza i Walturian na dłużej zatrzymali się w Arblandach. W związku z tym różne osoby uznały, że po prostu uciekli aby nie spotykać się z represjami ze strony skazańców, którzy jeszcze nie opuścili domów oraz ich rodzin.
Rezerykę odwiedziła najpierw teściowa Milarezy by się kajać i prosić aby nakłoniła młodych do powrotu bo naprawdę nic im nie grozi.
-Im nic - wyjaśniła Rezeryka - ale zaraz po rozprawie dowiedzieli się, że pilnie muszą komuś pomóc i dlatego wyjechali. Nie było mowy o
tym, że nie wrócą.
Przyjęła powinowatą serdecznie. W głębi duszy była zadowolona, że Milareza jest w Arblandach i ma oko na Milaryka a z drugiej strony obojga jej brakowało.
Potem zjawił się w Siegridówce pomysłowy młodzieniec proponując aby w opuszczonym domu Milarezy urządzić salę kinową i sale do wynajęcia na imprezy. Już miał plan jak można na tym zarobić i propozycję kogo do opieki nad salami zatrudnić.
-Przemyślę to - powiedziała Rezeryka.
-Tylko żeby znowu nie było tak - zaznaczył - że ja się nagłówkuję, napracuję a ktoś to wykorzysta jak własne.
-Dobra - odpowiedziała przyzwycajona do rozrzutności Rezeryka - masz tu za pomysł choć jeszcze nie wiem czy go wykorzystam.
Wyjęła i rzuciła mu sakiewkę. Zajrzał do niej a potem ukłonił i chcąc wyjść usiłował otworzyć okno. Wskazałamu właściwą drogę.
Patrzyła z nim gdy radośnie podskakując zmierzał ku bramie.
-Warto było - pomyślała bo humor jej się bardzo poprawił.
==========
Milareza i Milaryk doprowadzili do ugody między Luinerdem a Cyprylą. Dostał dom w Karabandze z wyposażeniem i nic ponadto bo oświadczyli mu, że nie dorobiłby się nawet tego domu w okresie
małżeństwa z Cyprylą, nie bez jej posagu i wsparcia Milandera. Zdecydowanie wolalby dom w Cytrusowysadzie ale Cypryla się uparła. Zrazu nawet chciała mu dać dom w kraju, którego języka żadne z świeżopoślubionych małżonków nie znało i nawet ze sprzedaniem mieliby trudności ale w takim przypadku woleliby jednak iść do sądu i w końcu skończyło się na tym Karabandze Tolimanii.
Prawnik Luinerda wprawdzie podnosił sprawę tego, że to nie jest w porządku bo jego klient ma tu pracę a klientka rodzinę.
Milareza odpowiedziała - a moja siostra ma tu przyjaciółki, kosmetyczkę, fryzjerkę, krawcową znajomych. Dlaczego to ona miałaby zmieniać środowisko?
Ten dom dostała od prześwietnego ojca w nagrodę za udział w konkursie rzeźbiarskim i ma do niego sentyment. Natomiast Luinerdo może tu coś wynająć, kupić lub zamieszkać u teściów.
-U teściów ciasno - odrzekł Luinerdo.
-To już nie nasz problem.Ja tylko wskazuję jak go możesz rozwiązać. Możecie się też starać aby was odwieziono do Tolimanii. Dom jest tak duży, że pomieścicie się tam nawet z teściami. Ja radzę brać to co Cypryla daje bo przepychanki w sądzie są kosztowne. Możecie niczego nie uzyskać a jeszcze stracić dobre imię i przy okazji pracę.
-Moja siostra nie przegrała jeszcze żadnej sprawy - poinformował Milaryk.
-Ta może być pierwsza - odrzekł prawnik drugiej strony.
-To prawda - odpowiedziała Milareza - zresztą nie przegrałam tylko dlatego, że podejmuję się tylko tych spraw, które są słuszne i dlatego trudno je przegrać. Tej się podejmę.
Nie musiała, zarówno prawnik jak Luinerdo zdawali sobie sprawę, że ma wszelkie szanse wygrać.
Cyprysię do ugody przekonały takie podane jej na osobności argumenty, że sprawa może się ślimaczyć a w tym czasie oboje będą mieli prawo zamieszkiwać w ich domu, zaś wyrok może jej nie zadowolić.
 

 



Kiedy Milareza z Milarykiem załatwiali sprawę Cypryli Walturian przeważnie im towarzyszył pomagając w opiece nad synkiem. Nie cały czas jednak byli tym zajęci, któregoś wieczoru odwiedził ich Lanbort z rodziną. To była niezapowiedziana wizyta. Gdy po kolacji panie zostały w kuchni aby pogawędzić zaś pomieszkujący tu Milaryk zaprosił do swego pokoju męża Lanfeliki, Lanbort poprosił Walturiana aby pokazał mu swoją pracownię. Akurat panował tam lekki bałagan bo Walturian zwykle wieczory wykorzystywał na porządkowanie materiałów dostarczonych mu przez Orfantę ale Lanbort się tym nie przejął, nawet był
zadowolony bo nic tu nie było przygotowane na jego przyjęcie a na półkach stały jego podręczniki w oprawkach zaprojektowanych i wykonanych przez Milarezę.
-Czytam właśnie listy Lanfrezji - powiedział i dodał - to moja matka.
Ładnie je oprawiliście. Chciałbym abyś uporządkował moje notatki i papierzyska z których przy pisaniu książek korzystałem.
Konkretnie chcę abyśmy się razem tym zajęli a Milareza nas wsparła.
Jestem już najstarszym z rodu Orborta... a przynajmniej z rodu Orborta i Lanfrezji, moi potomkowie się tym nie zajmą a ty masz bardzo odpowiednie kwalifikacje. Ile dostajesz pensji w Degeden?
-Raczej dostawałem, zwolnili mnie z powodu plotek o Milarezie a zaraz po procesie napastników wyjechaliśmy więc nawet nie wiem czy mnie przywrócą ...
-No to ile tego było?
Lanbort zaproponował mu podwójną kwotę.
-Wiesz, te pamiętniki Salwasturów też gdzieś tam są. Upubliczniać ci tego nie wolno ale może zrób sobie notatki do podręcznika historii. Zacząłem te pamiętniki rozdzielać czyli usuwać łączniki ale oryginałów nie naruszyłem. Zniszczyliśmy tylko z Milanderem reproduktor bo to nie było naturalne.
Tym jednym zdaniem Lanbort upewnił Walturiana, że pamiętniki są autentyczne.
-Bardzo chcę przyjąć tę pracę -odrzekł Walturian, nie tylko ze względów finansowych ale muszę pogadać z Milarezą. Myślę, że się zgodzi, wie jakie to dla mnie ważne.
Zgodziła się.
-Przy okazji Milaryk nie będzie sam -powiedziała.
Gdy zawizjofonowała do Rezeryki w tej sprawie, ta poinformowała ją, że ma pomysł na rodzinną firmę. Postawi salę kinową i oni wszyscy będą filmować ciekawe wydarzenia, wykłady i spektakle teatralne, trochę filmów się dokupi, Milareza mogłaby robić kreskówki dla dzieci, Rezemcia zajmie się stroną organizacyjną.
Milareza słuchała rozważając jak ma powiedzieć Rezeryce, że nie wraca. Nagle ją olśniło.
-Dobrze, prześwietna - powiedziała - zanim postawisz odpowiedniejszy obiekt możesz wykorzystywać moją salę katalogów, trzeba będzie tylko ją doposażyć. Postaram się ci dopomóc ale nie wracam do Degeden bo Walturian dostał tu pracę.
-Oooo.
-To ma swoje dobre strony, po pierwsze dopilnuję aby Milaryk w miarę regularnie jadał i sypiał. Po drugie mogłabym zatrudnić kogoś do filmowania spektakli w Arblandach.
-Znajdź kogoś odpowiedniego ale zatrudnię ja bo to moja firma. I raczej nie będę korzystać z twojego domu, jest według mnie nieodpowiedni. Wybrałam i już zapotrzebowałam typ Sympozjum osiemnaście. Ostatecznie to ja jestem teraz właścicielką fabryki domów. Pożycz mi swoje urządzenia to sama sobie to postawię. Mam już wybrane miejsce przy Alei Spacerowej. Tylko muszę je jeszcze wykupić. Tanio nie będzie bo nawet nie jest przewidziane do sprzedaży, poproszę o zajęcie się tym Binazlaleba.
-Nie rób tego. Jest nietaktowny, ma wąski horyzont, nie mam zdania na temat jego uczciwości.
-Dobrze, sama się tym zajmę bo na Rezemcię na razie nie mogę liczyć.
Na prawie rozmaitym się znam bo się z tobą uczyłam, poradzę sobie.
Prawie sobie poradziła. Zaczęła targowanie od ceny za jaką wycenili posesję rzeczoznawcy, zgodziła się zapłacić o połowę więcej.
Nazajutrz właściciel był u niej i powiedział, że się wycofuje bo ma klienta, który da więcej.
-W porządku - odpowiedziała Rezeryka nie wnikając czy niesłowny sprzedawca mówi prawdę, czy usiłuje podbić cenę.
-Jak to w porządku? - Zapytał zaskoczony.
-Kupię coś innego.
-Nie znajdziesz lepszego miejsca niż posesja po moim dziadku.
-To znajdę sposób aby stało się lepsze. Pamiętasz, że zaliczkę zwracasz z naddatkiem czyli całą i ćwierć?
-A właściwie rozmyśliłem się, tobie sprzedam.
-To jutro spotykamy się u Lodwara.
U Lodwara znowu się rozmyślił. Powiedział, że nie odda zaliczki bo wcale jej nie otrzymał.
Podpisał umowę ale nie umie czytać więc nie wiedział co tam pisze.
- No dobrze ale słyszysz? - Zapytała Rezeryka.
-No słyszę ale o zaliczce nie było mowy.
-A, że będę nagrywać nasze spotkanie też nie mówiłam?
-Nie przypominam sobie.
-Mówiłam dwa razy. Najpierw przed, potem po włączeniu kamer.
-Nie mówiłaś, jeśli masz jakies nagranie, to chyba z lalkami a nie ze mną.
-Sprawdźmy - odpowiedziała i pokazała filmik na specjalnie wstawionym odbiorniku.
Nagranie było wiarygodne bo w domu sprzedawcy, z udziałem żony i dzieci oraz zwierzątek domowych.
-Trzeba będzie spytać dzieci czy tatuś coś im kupił za te pieniążki od Rezeryki - powiedział Lodwar do swego sekretarza - natychmiast tam kogoś wyślij. Niech też sprawdzi czy zwierzątka są takie jak na filmie.
- Dam wydruk z niektórych scenek - powiedziała Rezeryka.
-Nie, nie idźcie tam - poprosił sprzedający - tak było jak na filmie tylko, że Binazlaleb mi radził zaprzeczać żeby podbić cenę, ja już sprzedam tak ja było umówione chociaż Binazlaleb mówił, że powinienem zażądać dwa razy tyle.
-Czyli potrójną wartość posesji? - Zapytała Rezeryka - próbuj sprzedać komu innemu.
-Kiedy akurat ty ten plac potrzebujesz i masz pieniądze.
-Owszem ale nie muszę mieć wszystkiego czego zapragnę. Nie kupię tego placu bo nie wiadomo jakie niemiłe niespodzianki mogą mnie jeszcze spotkać a zaliczkę z naddatkiem oddaj miastu na
fundusz dla ubogich. Proszę cię Lodwarze o sporządzenie pisma w tej sprawie i wyegzekwowanie należności a w razie zwłoki także kary i poinformowanie mnie, że pieniądze wpłynęły na wskazany fundusz.
-Sprzedam taniej - odezwał się sprzedawca.
-A ja jej nie kupię. Nie chcę aby rozeszły się pogłoski, że cię do tej sprzedaży zmusiłam lub, że cię oszukałam na cenie.
Znajdę coś innego, niechby nawet gorszego ale od uczciwego sprzedawcy a nie krętacza.
-Nie jestem krętaczem, Binazlaleb mi tak doradził.
-To żadne usprawiedliwienie. Można słuchać rad tysiąca a decyzję podejmuje się osobiście. Ty, nie Binazlaleb twierdziłeś tutaj w obecności świadków, że nie dostałeś zaliczki.
-Bo Binazlaleb powiedział, że wtedy się zgodzisz na zmianę ceny, żeby nie robić rozgłosu.
-Twój Binazlaleb chyba prymusem w szkole nie jest. Słuchaj go dalej i nie myśl samodzielnie a dobrze na tym wyjdziesz.
-W samą porę mi się na sprawa nawinęła bo się Binazlaleb stara u mnie o pracę - wyznał Lodwar - i byłbym mu ją dał. A pomyślałeś człowieku, że Rezerykę drożej kosztowałoby sporządzenie lalek niż ta twoja zaliczka warta?
No skończmy już te komedię, pozdrów Binazlaleba.
=============
Posesji faktycznie nie kupiła, znalazł się inny kupiec a Rezeryce rozgłos jakiego zdaniem Binazlaleba powinna unikać pomógł znaleźć inną, przy sąsiedniej uliczce bo właściciel z rodziną od dawna mieszkał gdzie indziej a ten dom wynajmował. Ostatnio stwierdził w nim takie zniszczenia, że nie opłacało mu się remontować. Sprawę załatwili od razu przed Lodwarem i to bez targowania, zapłata też wynosiła tyle ile wycenili rzeczoznawcy plus połowę.
Od razu można było przystąpić do rozbiórki. Wszelkie zapisane papiery Rezeryka zebrała dla Walturiana choć nie była pewna czy on się kiedyś się nimi zajmie.
Z matką Walturiana nawiązała bliższy kontakt od czasu gdy pojechała do jej domu powiedzieć, że młodzi jednak nie wracają bo Walturian dostał pracę.
-A tutaj już mu dwie oferowali - powiedział jego ojciec - z powrotem w sądzie i w szkole.
-Pewnie nie za taką pensję jak w Arblandach.
-A domu im nie szkoda?
-W Arblandach mają identyczny.
-A nie myślą sprzedać? - Zapytał Andoris.
-Nie.
-A ja bym nie mógł tam na razie zamieszkać?
-Nie sądzę ale przecież kiedyś przyjadą to zapytasz. Na razie mają tam swoje rzeczy.Od czasu do czasu przyjadę poodkurzać i podlać kwiaty.
-Ja mógłbym to robić - powiedział Andoris.
-To już sobie z nimi ustalaj.
Matka Walturiana zaczęła bywać w Siegridówce dzięki czemu mogła pogadać z synem przez milanderłącze.



Milareza poświęciła trochę czasu na prześledzenie sprawy Luinerda, Cypryli i Rabhazy oraz rozważenie szans rozwiązania problemu, który jak się zorientowała nie do końca był załatwiony. Na razie się nie wtrącała choć pewnie zrobiłaby to gdyby śledziła co się dzieje w ich domu ale na takie rzeczy sobie nie pozwalała.
Luinerdo tymczasem nie śpieszył się z opuszczeniem domu.
Miał swoje argumenty - tu pracuje, na razie nie może nic wynająć, dom będzie mógł sobie kupić dopiero wtedy gdy sprzeda ten w Tolimanii.
Nie spieszył się jednak z wystawieniem go na sprzedaż.
Cyprysia i Rabchaza nie szczędziły sobie złośliwości, dochodziło niemal do bójek. Rabchaza wzywała strażników a że była brzemiennna, a dodatkowo miała ojca i brata w straży osiedla, stawali po jej stronie. Cyprysia wezwała na pomoc rodzeństwo.
-A wiesz co będzie jeśli ona z twojej winy poroni? - ostro zapytał Milaryk.
Cyprysia dostała histerii, że nawet oni są przeciw niej. Milareza pojęła, że sprawę należy załatwić natychmiast.
Milaryk też tak rozumował - pakuj się, zabieramy cię do Arbland zanim ...
-A z jakiej racji to ja się mam wyprowadzać, a oni mi tu wszystko poniszczą, będą imprezy urządzać - labiedziła Cypryla i znów powtarzała,że są przeciw niej.
-Nie, nie jesteśmy - odpowiedziała Milareza- ale musimy działać legalnie. Zrobimy co w naszej mocy.
Przejechali się do protektoriatu.Pokazała kopię ugody, zażądała aeksmisji Luinerda z żoną.
Poskarżono jej na zachowanie Cypryli, pokazano protokoły z interwencji.
- I jakie widzicie rozwiązanie? - Zapytała.
-Pouczcie siostrę, że nie ma prawa siłą dochodzić sprawiedliwości.
-Pouczyliśmy ale nie możemy za nią gwarantować.
-To ją stąd zabierzcie.
Cyprysia zaczęła ryczeć Milaryk - huknął - spokój! A Milareza zapytała
-Czy to słuszne aby wyganiać właścicielkę z domu?
-Zabierzcie ją dla świętego spokoju, bo jak Rabha poroni, to kara będzie wysoka. Wiesz o tym?
-Czy tylko kara dla Cypryli a wy pozostaniecie bez winy?
-A co możemy zrobić?
-Eksmitować osoby nieprawnie zajmujące lokal.
-I wyrzucimy brzemienną na bruk?
-Zaproponujcie jakiś lokal do wynajęcia, z mojego rozeznania wynika, że nie ma z tym problemu.
-O ile wiem Cypryla przepisała dom na Luinerda.
-Nie przeczytałeś dokładnie aktu ugody odpowiedziała Milareza.
-To mogło być wymuszenie.
-Byli świadkowie, natomiast nie było świadków gdy Cypryla przepisywała wszystko, nie tylko ten dom na męża. W dodatku dalsze jego zachowanie względem niej potwierdza, że było to conajmniej wyłudzenie w drodze oszustwa.
Możecie nie lubić Cypryli, Finezja może mieć krewnych w straży, ty możesz nawet być przyjacielem rodziny ale prawo jest prawem. Dom jest Cypryli, Luinerdo miał dość czasu i możliwości aby się wyprowadzić.
- W każdym razie - wtrącił się Milaryk - my zaraz wystawiamy ich rzeczy na bruk bo też nie chcemy aby doszło do tragedii. Zostaliście poinformowani. Dom jest Cypryli i to ohydne, że Luinerdo sprowadził tam drugą żonę. Ciekawe jak ty byś się czuł - zwrócił sie do protektoriusza - gdyby ci była żona odwaliła taki numer a ktoś mówił, że dla świętego spokoju masz się wyprowadzić. Coś takiego to jest po prostu super niemoralne. A ty, protektoriusz, to popierasz?

Jeszcze tego dnia Luinerdo z żoną i dzieckiem opuścił dom Cypryli by zamieszkać w innym od ręki kupionym przez Milarezę za podwójną wartość. (Naprawdę miała rozeznanie w rynku tutejszych lokali) Kopię rachunku dała szwagrowi wyznaczając termin zwrotu poniesionego nakładu. Oczywiście wyznaczyła go na piśmie, którego odbiór musiał przy strażnikach sprowadzonych z Orbortportu potwierdzić.
-To można było kupić taniej i mniejsze - wrzasnął.
-To czemu nie kupiłeś?
-Nie miałem za co.
-A co zrobiłeś w celu rozwiązania problemu? Próbowałeś sprzedać podarowany ci dom? Prosiłeś kogoś o pożyczkę? Próbowałeś coś wynająć?
Nie, bo po to się żeniłeś z Cyprylą aby na niej zarobić. Po śmierci naszego prześwietnego ojca i wyjeździe znamienitej matki pokazałeś to wyraźnie. Cud, że nie zamordowaliście mojej siostry! Za to nieustająco ją krzywdzicie!
-A ty wiesz jak ona się zachowuje? - Krzyknęła Rabchaza.
-Ona jest u siebie. Ty mieszkałaś tam bezprawnie.
Rozsierdzona Rabhaza rzuciła się ku Milarezie.Milareza wystawiła ręce w geście powstrzymującym atak, Milaryk pokazał gotowość
do obrony, strażnicy weszli między kobiety.
-No i właśnie tak ja ją atakuję - wykorzystała sytuację na swoją korzyść Cypryla - rzuca się na mnie a potem swoim krewniakom mówi co innego.
-Nie musiałaś kupować za podwójną cenę - protestował Luinerdo.
-Musiałam - odpowiedziała Milareza - bo nie chciałam czekać aż dojdzie do tragedii więc się nie targowałam. A ty naprawdę chcesz stracić dziecko byle tylko móc wnieść oskarżenie przeciw Cypryli?
Ignorując ich rozmowę Rabhaza krzyczała do Cypryli - a właśnie, że mnie atakujesz! A ja się spodziewam dziecka!
-A Milareza to nie? - Zapytał Milaryk - jej dziecko jest mniej ważne niż twoje? Tobie się należy cały świat a inni niech giną?
Przez chwile trwała cisza. Potem strażnicy polecili Luinerdowi pakować rzeczy na wóz. Chciał zabierać i meble twierdąc, że je kupił.
-Nic nie kupowałeś - odrzekł Milaryk - Cypryla dostała dom z wyposażeniem, mamy rachunki a po za tym ten dom, który dostałeś w zamian w Tolimani jest w pełni wyposażony a jeszcze wytoczymy wam sprawę o wywiezienie, uśpionej wcześniej Cypryli i zostawienie na odludziu bez mikrołącza i nie myśl sobie, że gdybyś zabił to byśmy jej nie znaleźli. My już dosyć ci okazaliśmy dobrej woli. Wystarczy. Jesteś zbyt zachłanny aby się z tobą cackać.
-To ja wam wytoczę sprawę!
-A proszę cię bardzo - odrzekł Milaryk - przy okazji dokładnie prześwietlimy kwestię wywiezienia Cypryli i dokonywania w tym domu interwencji przez krewniaków Rabhazy vel Finezji.
-Dokładniej ojca i brata - dodała Milareza widząc po twarzach Luinerda i jego żony, że naprawdę tak było.
-Bo dziadziuś i wujek musieli bronić mamusi - wtrącił sie synek Luinerda.
-A czemu nie zabrali was do siebie? - Delikatnym tonem zapytała Milareza.
-Bo to będzie nasz dom. Dziadziuś powiedział,że ta głupia prukwa ...
Malec nie dokończył bo Cypryla omal się nań nie rzuciła. Milaryk ją powstrzymał.
-To tylko dziecko - powiedziała Milareza.
-Ohydny bękart - odpowiedziała Cypryla.
Teraz rodzice "ohydnego bękarta" zostali powstrzymani przez straże.
==========
Milaryk i Milareza zabrali jednak Cyprylę a dom pozostawili zamknięty. Teraz gdy już nie było tam Luinerda z żoną a rodzeństwo okazało wolę walki, nie protestowała. Woleli ją zabrać bo miała takie nastawienie, że można było oczekiwać jej dalszych ataków na byłego męża i jego rodzinę.Po trzech dniach mogła wrócić do siebie bo Luinerdo z żoną a nawet rodziną żony zdecydowali się na wyjazd do Tolimanii.
Milareza wywiozła ich osobiście zapewniając luksusowe warunki podróży i opiekę automedyczną na najbliższe dni.
Sama urodziła dwa dni po tej eskapadzie zdrową córeczkę. Walturian nazwał ją Tali od imienia pod jakim w dzieciństwie Milareza występowała w inscenizacjach z życia tapuneckiej wsi.

Rezeryka działała stanowczo i udało jej się sprawić, że Rezemcia zajęła się organizacją kina zanim stanęły zabudowania.
Ona sama miała dość zajęć - postawić to kino, dopilnować spraw domowych, zapewnić opiekę dzieciom, no i (nie ukrywajmy przyjąć odwiedzające ją damy).
Sprawy wyposażenia kina i przygotowania repertuaru
powierzyła Rezemci, przeznaczając na to i dając jej do dyspozycji odpowiednie fundusze.
Trzeba było z wielkich zasobów arblandzkich wybrać
stosowne filmy, opracowć dodać tłumaczenie. W Degeden było dużo szkół ale o obróbce materiału filmowego nie uczono. Rezemcia musiała zdecydować kogo zatrudnić.
U Rezeryki zjawił się Binazlaleb proponując pomoc.
-Nie mamy dla ciebie etatu - odpowiedziała.
-Przecież ja to kino wymyśliłem.
-Zapłaciłam ci za pomysł?
-No ale sama widzisz, że mam dobre pomysły.
Potrzebujesz dobrego organizatora, człowieka z werwą, nie bojącego się działać, pomysłowego a ja naprawdę jestem w tym dobry, popytaj ludzi. Mam już nawet swoją koncepcję

-Problem w tym,że ja sama jestem dobrym organizatorem. Jeżeli chcesz udzielę ci rady na przyszłość: nie gryź ręki, która dobrze płaci. Toż nawet pies odgania inne od swojej miski. Nie wiem czy zrozumiałeś.
Dla ułatwienia radzę sobie przypomnieć jaki miałeś udział w tym, że kupiłam plac tutaj a nie przy Alei Spacerowej. Skoro uważałeś, że można na mnie zarobić to trzeba się było starać abyś to ty zarabiał a nie kto inny. Uwzględniaj to na przyszłość przy obsłudze innych klientów.
-Czyli nie chcesz poznać mojej koncepcji?
-Czyli nie chcę.
-Twoja strata.
Nie, to nie była strata Rezeryki. Osobą, która miała teraz działać z werwą była Rezemcia. I żaden pomysł nie był wart więcej niż oderwanie jej od przeszłości a skierowanie w przyszłość.
Rezemcia ściągnęła z Arbland Amalkę by nauczyła zespół
młodych kandydatek na reporterki obróbki filmów.
Przydzieliła im te filmy do opracowania, sama też nad jakimś pracowała.
=============


-Nie Cyprylo. Ja się w to nie w mieszam - powiedziała stanowczo Milareza.
Rozmawiały przez milanderłącze. Cypryla chciała aby Milareza przewiozła Arnusza z dziećmi do Snesz Oczywiście bez Czezinaro. Czezinaro nie miała po co tam wracać. Arnusz mieszkał podobnie jak Cyprysia w Arkadach tylko w innym osiedlu. Przeszedł się do niej by prosić o pomoc.
-Ona go notorycznie zdradza - tłumaczyła Cyprysia.
-Skąd masz takie informacje?
-Sam mi powiedział.
-A co mówi Czezinaro?
-Nie rozmawiałam z nią.
-Ludzie czasem kłamią Cyprysiu a my nie jesteśmy od tego aby to badać, ferować opinie, wymierzać sprawiedliwość.
Niech oni to najpierw uczciwie załatwią między sobą. Ty się w to nie mieszaj i mnie nie mieszaj. Tak powiedziałam.
-Bo ty nigdy nie chcesz mnie posłuchać. Bo zawsze jesteś najmądrzejsza a Czezinaro to nawet na tych dzieciach nie zależy i zostawia je z Arnuszem a ty powinnaś mu pomóc bo to był twój mąż.
Te ostatnie słowa słyszał już Walturian, który właśnie wszedł z Karisem. Cyprysia go nie widziała, zobaczyła tylko malca, który się wyrwał ojcu i podbiegł uściskać matkę.
Milareza przytuliwszy go powiedziała do Cyprysi -
wybacz ale teraz muszę się zająć własnymi dziećmi aby Walturian się nie zdenerwował, że rozrabianie w rodzinie niedoszłego męża traktuję poważniej niż dbałość o własną. Jest mi przykro, że usiłujesz mną manipulować.
Rozłączyła się i zajęła synkiem. Walturian oczywiście był ciekaw o co poszło ale pogadali gdy dzieci już spały.
===
Cyprysia tymczasem skontaktowała się z Milarykiem, tłumacząc, że Milareza to bardziej się z jego zdaniem liczy a ją to traktuje jak głupią a Arnuszowi trzeba pomóc bo go Czezinaro oszukuje i zwala na niego całą opiekę nad dziećmi i.t.d.
Milaryk był zły bo mu przeszkodziła w ciekawej pracy na dodatek to raczej on niż Milareza uważał Cyprysię za głupią i ani myślał podważać zdanie Milarezy, choćby dlatego, że było zdaniem Milarezy a ją szanował.
-A ile ci ten cwaniaczek obiecał zapłacić, że tak ostro się za nim wstawiasz?
-No wiesz!
-Już zapomniałaś jak próbował oszukać Milarezę? Daj mi i sobie święty spokój z tą sprawą.
============
Zaraz potem skontaktowała się z nim Rezemcia. Uważał, że i ona z głupotami gwiżdże ale jednak z Rezemcią wychował się razem i nie chciał jej odtrącać. Przekazał jej ze swego prywatnego magazynku film o który pytała, robiony przez jego wcześniej zaprogramowane na obserwację wybranych osób kamery i wrócił do pracy nie rozważając po co jej to.
===========
Pierwszy film włączony przez Rezemcię zaszokował całe miasto. Już tytuł był dla Razeryki niepokojący - Łzy mojego ojca.
http://b3.pinger.pl/44a958fa5bbba51d394a01de99e688ec/TYTUYINUMERY.jp
Tak, to był film o udaremnionej napaści na Joksolanię a ściślej zbiór filmów zaczynających się od jakiejś scenki z dzieciństwa gdzie znamienity mąż stanu Milander bawi się
z małą córeczką. Potem scena z wesela Rezemci i Milarezy
Musiała nieźle się naszperać w archiwum filmowym.
Była nawet scena, której dotąd Rezeryka nie widziała. Moment, w którym uśmiech znikł z twarzy Milarezy. Chwilę stała jak wryta, potem spojrzała na Milaryka, na jej twarzy pojawiło się przerażenie i zaraz potem ogłosiła, że nie jadą do Joksolanii.
-Dlaczego ja wtedy pozwoliłam aby mój ojciec uznał, że Milareza pragnie mnie oczernić bo jest zazdrosna o jego miłość? - To było jedno z wielu pytań jakie publicznie zadała sobie Rezemcia - nigdy nie była zazdrosna - mówiła dalej - przyjmowała tę miłość jaką ją darzył i nie żądała nic więcej.
Były migawki z procesu i pytanie - dlaczego nie poszłam do sądu, dlaczego pozwoliłam aby to oni przyjęli ciosy na siebie? Moi rodzice i Milareza. Dlaczego pozwoliłam aby mnie chronili?
Miałam przyjaciół w Joksolanii, dlaczego o nich nie pomyślałam? Dziś zapewne plują na dźwięk mego imienia tak jak splunął władca Tolimanii gdy je wymawiał.
Pokazała tę scenę, fragmencik pominięty w reportażu z wycieczki Milarezy po Joksolanii.
-A ten dzień gdy dowiedziałam się, że ktoś napadł na Milarezę bo ktoś inny w zamian za kilka słów prawdy z zemsty ją oczernił? Mogli zabić ją i jej dziecko.
Tamtego dnia, chciałam odebrać sobie życie. Już zaczęłam nagrywać pożegnanie. Rzeczywiście zaczęła ale odezwała się Waltareza.
-To słowo znaczy: "mama"- wyjaśniła Rezemila - jestem matką, nie mogę zostawić własnego dziecka. Moja matka mnie nie zostawiła choć powiedziała mi parę ostrych słów a teraz wciąż się martwi i próbuje mnie czymś zająć.
Powiedziałam wam to wszystko, jeśli zamierzacie mnie zabić, oszczędźcie moje dziecko. To nie jest żaden pomiot, to wnuczka Milandera i Rezeryki, którzy w niczym nie zawinili.
Różna była ocena tego zeznania od potępienia po podziw i wybaczenie ale raczej nikt nie zamierzał kamieniować Rezemci.
-To by kiedyś wyszło na jaw mamo - powiedziała później matce - a ja wciąż bym na to czekała. Wolałam powiedzieć to sama publicznie.
-Odważna jesteś - odpowiedziała Rezeryka - nie będzie ci teraz ciężko tu mieszkać?
-A jest jakieś miejsce gdzie nie będę się bała? A przecież w końcu nie napadłam Joksolanii. Zajmę się tym kinem bo prawnikiem to już być nie mogę.
-Z czasem zapomną -powiedziała Rezeryka.
Na razie się na takie zapomnienie nie znosiło bo film jeszcze długo "szedł", miał powodzenie.

Mniej więcej w tym czasie Fantesold urządził imprezę z okazji swego ślubu z młodą Arblandką i zaprosił paru kolegów z Degeden (w obie strony wiózł ich Fantegris). Wrócili z równie ciekawymi co spóźnionymi wieściami na temat Rezemci.
 

 

=



Różana starała się nawiązać połączenie z wszystkimi dziećmi swego ojca. Wiedziała o sześciorgu nie licząc siebie i za młodych lub wręcz za małych by je w to angażować.
Od Fiolety dowiedziała się, że istnieje jeszcze jedna córka bliźniaczka Cudny a więc Cudna na pewno ma do niej hasło wizjfoniczne.
-Tylko czasem jej nie mów, że wiesz to ode mnie bo bym z pracy z wilczym biletem wyleciała - zaznaczyła.
Nie musiała, Różana sama to rozumiała i zapytała o hasło Milarezy ot tak, przy okazji rozmowy, nie tłumacząc skąd jej przyszło do głowy, że Cudna może je mieć.
Jednak ona nie miała takiego hasła, poradziła zapytać Knieję.
----------
Ta z kolei sie najeżyła -A po co ci to?
-Też powinna udzielić wsparcia naszemu ojcu -
odpowiedziała Różana.
-A niby dlaczego Milareza miałaby udzielać wsparcia naszemu ojcu?
-Cudna wyjawiła mi, że to jej bliźniaczka.
-To niech Cudna da ci hasło, ja jestem tylko byłą
sekretarką. A bliźniaczką Cudny była Etiuda zamordowana w pierwszych dniach życia śmiertelnym zastrzykiem.
-To zdaje się ta sama osoba?
-A skąd ty masz takie informacje?
-Mówiłam, że od Cudny.
-To Cudna jest idiotką a Milareza ma prawo nie chcieć mieć nic wspólnego z człowiekiem, który skazał na śmierć własne dziecko.
-Może pozwolisz aby sama o tym zdecydowała?
-Oczywiście tylko po co zagwizdałaś z tym do mnie?
-Po hasło wizjofoniczne,
-Nie jestem uprawniona do podawania go każdemu kto
tego zażąda - odpowiedziała Knieja i rozłączyła się. To nie była miła rozmowa.
Różana w końcu poszukała w informatorze rozwiązania i zawizjofonowała do arblandzkiej centrali.
Połączono ją z domem Milarezy Magnolii. Na ekranie
pojawiła się małpka w żółtej sukience i powiedziała - Dzień dobry, wita cię naczelna sekretarka Milwaltdomu powiedz mi proszę w jakiej zgłaszasz się sprawie, ja zapiszę i przkażę.
-Zawołaj kogoś - zażądała Różana, zła, że ma rozmawiać z animowanym zwierzakiem.
-Już sprawdzam, kto jest wolny.
Po chwili zgłosił się miś w niebieskim ubranku - Dzień dobry, kłania się sekretarz Karisa w czym mogę pomóc?
-Chcę rozmawiać z człowiekiem.
Natychmiast pojawił się malec podobnie przyodziany.
-Dzień dobry, kłania się człowiek - powiedział uprzejmie a zrazem wesoło.
-Jest mamusia?
-Nie. A jak ci się podoba mój miś? On sam wie w jakim języku mówić. Mama mi go zrobiła po wierzchu a wujek w środku.
-I zostawili cię w domu samego?
-Nie z Naliroką ale ona nie lubi podchodzić do aparatu bo robi mi skarpetki a mamusia jest blisko bo w kuchni a tatuś ze stryjem dziadkiem w pracowni bo tną filmy na kawałki i sklejają.
Tak bogate słownictwo i zdolność układania zdań były u malucha przynajmniej dla niej zaskakujące. Z całą pewnością nie było to dziecko zaniedbane.
-A wujek? - Wyrwało jej się nieopatrznie.
-To ja przełączę do warsztatu bo wujek składa lalkę dla Tali. Kiedy już poskłada będę przełączał na Tali ale teraz to jeszcze nie bo jest za młoda. Co mi jeszcze powiesz?
-Jeśli możesz to przełącz do kuchni.
To dziękuję miło mi się rozmawiało gwiżdż zawsze gdy nie będziesz miała z kim rozmawiać. Ja jestem chętny.
Na ekranie pojawił się młodzieniec. Miała wrażenie,że przekierowano ją do jakiejś gry wizjofonicznej - takie dziwne pomieszczenie było w tle
-Tu Milaryk Siegrid. Proszę o zwięzłe informacje.
Słucham.
-Chcę rozmawiać z Etiudą Korala w sprawie jej ojca.
-To skierowano cię na zły adres. Gwiżdż do Etiudy.
-Chodzi mi o Milarezę - zawołała szybko widząc, że jest gotów się rozłączyć.
-Chcesz mówić w sprawie naszego ojca? Zmarł niespełna trzy arle temu, jaką w związku z tym masz sprawę?
-Nie, to ja jednak spróbuję się skontaktować z Milarezą czy możesz przełączyć?
-Nie, zagwiżdż jutro o 30 temprze. Milareza lubi być przygotowana.
-Podaj mi jej hasło.
-Nie. Próbuj przez centralę.
-Dlaczego mnie upokarzasz?
-Bronię swojej siostry. Gdyby każdy znał jej hasło nie mogłaby się opędzić od rozmówców a kiedyś przecież musi jeść, bawić się z dziećmi, zacieśniać więzy małżeńskie, pracować, oddychać. Zagwiżdż jutro albo jeszcze lepiej opisz swoją sprawę i prześlij. Odpowie jak nie ona to jej sekretarka.
-Naczelna? - Zakpiła Różana.
-A co ci się w naszej małpuni nie podoba? Sam ją
konstruowałem.
-Informacja była rewelacyjna ale do niczego Różanie nieprzydatna.
Po tych nie udanych rozmowach byłaby zrezygnowała gdyby nie sądziła, że ona i Milareza są w podobnej sytuacji.
Różana miała wprawdzie prawdziwą matkę ale adoptował ją ojczym. Rodzina próbowała jej utrudniać kontakty z prawdziwym ojcem, namawiać ją do ignorowania tego, że ojciec potrzebuje wsparcia a nawet odpowiadać w jej imieniu gdy zagwizdał. Dlatego Różana się uparła, że musi porozmawiać z Milarezą.
Spodziewała się, że matka dobrze wychowanego chłopca musi być miłą kobietą i nie zawiodła się a przynajmniej na początku na to wyglądało.
-Miło mi cię widzieć Różano- powiedziała - zdążyłam już się zorientować w sytuacji bo wspomniano mi, że chcesz ze mną mówić o swoim ojcu. Zapadł ponoć na asparozę. Czy wiesz może skąd mu się to wzięło? Ta choroba występuje
jedynie na zachodnim wybrzeżu mojego kontynentu i nie jest tak groźna dla rdzennych mieszkańców jak dla obcych.
Przybysze mogą ją ciężko przechodzić i mieć powikłania.
Skąd to się wzięło u twojego ojca?
-Chyba naszego?
-Nie miej do mnie żalu ale twój ojciec nie jest moim ojcem.
-Jesteśmy w podobnej sytuacji. Ja mu wszystko
wybaczyłam.
-Nie, nie jesteśmy w podobnej sytuacji ani Etiuda w niej nie była. Ciebie porzucił a na Etiudę Korala wydał zlecenie morderstwa.
Okropne było to określenie ale postanowiła to zignorować:
-To tylko w wyniku błędu lekarzy - zaprotestowała - ojciec był pewien, że czyni to abyś się nie męczyła, dla twojego dobra.
-Dla dobra Etiudy czy dla o własnego wygodnictwa? Bo jeśli dla dobra Etiudy to z pewnością chętnie sam przyjmie taki zastrzyk dla swojego dobra. To pierwsza sprawa, druga, że ja nie udzielę wsparcia komuś kto być może porywał dzieci na moim kontynencie. Mam poważne przesłanki aby to
podejrzewać.
Trzecią kwestią jest to, że ty sama zdecydowałaś uznać go za ojca. Szanuję to a ty uszanuj moją decyzję. Jestem Milarezą, córką Milandera i Rezeryki.
Wspierałam już osoby, którym się w życiu nie powiodło i cenię twoje zaangażowanie ale człowiek który kazał zabić Etiudę nie jest moim ojcem a człowiek podejrzany o nikczemne działania na moim kontynencie nie ma prawa oczekiwać mojego wsparcia. Wiem, że chcesz mnie przekonywać ale to daremne. Ja już zdecydowałam.
- A gdybym podała do wiadomości publicznej, że
zignorowałaś potrzeby własnego ojca?
Po pierwsze moim ojcem był prześwietny Milander,po drugie wtedy zmusiłabyś mnie do obrony a mam poważne argumenty a po trzecie i najważniejsze musiałabyś podać na jakiej podstawie uważasz mnie za córkę twojego ojca.
-Ty sama to powiedziałaś.
-Nie. Nigdy i przykro mi, że osoba podająca się za moją siostrę usiłuje mnie szantażować. To byłoby godne córki mordercy i porywacza ale ciebie wychował ktoś inny i powinnaś dbać by nie przysparzać wstydu ani jemu ani swojej matce. Nie mam więcej nic do dodania.
Różana przesłuchała później kilkakrotnie nagranie rozmowy. Milareza ani razu nie przyznała w niej, że jest córką Knieja Komandora.
Poradziła się jeszcze kolegi - prawnika.
-Milareza ma w naszym kraju prawa gościa a nie
obywatelki - odpowiedział - więc nic nie ugrasz możesz co najwyżej zaszkodzić temu od kogo masz informacje bo raczej nie są z legalnego źródła.
A po za tym pomyśl logicznie - jeżeli twój ojciec napisał prośbę o eutanazję a to dziecko cudem przeżyło to on już nie jest jego ojcem. Zrozum to. On swoje dziecko stracił i już go nie ma. Kropka.
-Ja bym umiała to wybaczyć.
-Twój wybór. Dam ci jeszcze jedną wskazówkę: Milareza to bardzo dobry prawnik. Nie lekceważ tego.
Dwa dni później zagwizdała do niej Knieja Korala, powiedziała, że ona, jej siostra i Milareza Magnolia chcą się z nią spotkać.
Ojciec, którym się opiekowała dał znać aby to było u niego w domu i tu umówiła spotkanie na trzy dni później.
Do tego czasu zamówił sprzęt i techników, którzy mu to zamontowali aby nagrać spotkanie z Milarezą.
Różana miała wrażenie, że serce jej się ścisnęło. Stać go było na drogi sprzęt i usługę a ona przynosiła mu jedzenie za własne z trudem zarobione pieniądze i upokarzała się prosząc o wsparcie. W dodatku wmieszał ją w zrobienie
pułapki na siostry i chyba zaprosił Niezłomnę bo ona przybyła pierwsza. Serdecznie przywitała się z ojcem, poprawiła mu poduszki, podała przywiezione smakołyki.
Milareza, Cudna i Knieja zjawiły się o czasie.
Skinęły głowami obecnym - czy możemy porozmawiać na osobności? - Zapytała Milareza.
-Nie przywitacie się ze mną córeczki? - zapytał ojciec.
Knieja i Cudna podeszły.
-A ty Etiudo? - Odpowiedziała mu cisza.
-To właśnie mój ojciec - powiedziała Różana.
-Tak wiem ...
-Kniejo Komandor - podpowiedziała Knieja.
-Tak, chyba tak, kiedyś wiozłam go z Błędnyrysu do Orlabazy. Towarzyszyła mu żona ale uparła się aby wysiąść bo chciała odszukać dzieci.
Niezłomna z uwagą na nią popatrzyła.
- Trochę to było niebezpieczne bo choć wykupiłam ich legalnie - tłumaczyła dalej Milareza - to jednak mieli opuścić region błędnyryski. Już się wtedy przyjaźniłyśmy - powiedziała do Kniei.
-To co? Możemy przejść do innego pomieszczenia? -
Zwróciła się do Różany.
-Tak. Niezłomnisia chwilę się ojcem zajmie.
Na wstępie Milareza powiedziała, że ze względu na wagę sprawy będzie tę rozmowę nagrywać i Różana powinna wiedzieć, że nagranie może być wykorzystane w sądzie.
-Nie zgadzam się - powiedziała Różana.
-Masz prawo - odpowiedziała Milareza - poradzimy sobie bez tego. Zrobię zwykłe notatki. Wszystkie trzy robiły notatki, każda na swój sposób.
Przyjechały zapytać skąd jej przyszło do głowy, że Milareza to Etiuda bo nie od Milarezy.
-Tego jestem pewna - powiedziała Milareza - gdyż zawsze wydawało mi się ... - chwilę jakby szukała w myślach właściwego określenia - nie ładne wzgardzić ojcem, który o mnie dbał, nie mogłam więc nazwać ojcem nikogo po za Milanderem Siegridem.
-Przesłuchanie? - Spytała szyderczo Różana.
-Niestety tak - grzecznie i bez ironii poinformowała Milareza - Cudna nie zamierza odpuścić rzuconego na nią oskarżenia i chce abym występowała w tej sprawie.
-Cudna? - Zdziwiła się Różana.
-Cudna - potwierdziła Cudna - a co myślałaś, że można mnie bezkarnie oskarżać?
-No bez zgryw, co innego gdybyś pracowała w biurze
ewidencji ...
-Pracowałam.
-Nie wiedziałam.
-Może. Za to osoba, która ci to podpowiedziała wiedziała i to przeciw niej wystąpię a ciebie powołam na świadka.
Gdy wychodziły Niezłomny już nie było. Różana przeprosiła jeszcze ojca na chwilę i wróciła do pokoju gdzie rozmawiały. Na gorąco zagwizdała do Kapustyny by jej o wszystkim powiedzieć.
Około dwóch temprów później do domu ojca weszli strażnicy i skonfiskowali nagrania z jego aparatu. Niestety, podsłuch i podgląd były też w tym pokoju gdzie rozmawiała z siostrami. Nie wiedziała o tym.
Nazajutrz zostawiwszy Knieja Komandora śpiącego pognała wypłakać się matce i ojczymowi.
-Czekaj no, czekaj powiedział ojczym - przecież ta
Milareza gdzieś utożsamiła się z Etiudą Korala. Ja ci to znajdę.
-Znajdź ale to już nic nie da bo na skonfiskowanym
nagraniu jest też moja rozmowa z Kapustyną.
==========
Rzeczywiście znalazł takie mogące się przydać gdyby znała je wcześniej oświadczenie przetłumaczone z pukatańskiego na unaski. Milareza przemawiała w sądzie i miała odznakę prawnika arblandzkiego:
"- Dostojni sędziowie przyszłam na świat jako Unasjanka. Etiuda Korala. Jednak sprawcy mojego zaistnienia uznali, że nie zasługuję na to aby żyć i napisali prośbę o eutanazję więc uznałam, że Etiuda umarła a ja jestem Milarezą, mój klient też ..."
-No tak ale ona nie mówi, że jest córką Knieja Komandora - zauważyła.
-Pomyśl, on mógłby to przecież skojarzyć gdyby odlądał ten program - podpowiadał ojczym.
-Najwyraźniej nie oglądał - odpowiedziała - ależ ja się wrobiłam. Nie wiedziałam, że Cudna pracowała w ewidencji.
-Wizjofonuj do niej, przeproś, powiedz, że nie wiedziałaś.
-Tak ale one chcą mnie powołać tylko na świadka.
-Wizjofonuj, co ci szkodzi zaryzykować? - Ponaglił ją.
Zawizjofonowała, niestety Cudna powiedziała - ty czegoś nie zrozumiałaś. Ja nie wystąpię przeciwko tobie tylko Fiolecie Kapuście vel Kapustynie Pierwszej, mojemu śmiertelnemu wrogowi i wcale nie przesadzam. Ona robiła mi takie numery już wtedy gdy mogłam przez jej prowokacje dostać wyrok śmierci. Ratowały mnie tylko moje mądre decyzje.
-Jak jesteś taka mądra to powiedz co ja mam robić. Z jednej strony przyjaciółka z drugiej siostra.
-Po prostu mów prawdę.
I nie myśl, że cię nie rozumiem, też jestem starszą siostrą i szlag mnie trafiał gdy młodsza wiedziała coś lepiej. Chcesz to wymyśl coś mądrzejszego niż mówienie prawdy. Ja już ten etap przeszłam i na tym się ślizgała Kapustysia.
....A prawda, przyrodniaki coś wiedzą na ten temat.
-Kto?
- Kniejowit i jego ferajna, popytaj.
-Przyrodniaki - mruknęła Różana - to ja też jestem
przyrodniak?
-A wiesz, wtedy byłam zła, że się zjawili, że muszę ich żywić i się użerać więc tak ich nazywałam.
-Kiedy?
-Nie mam nastroju na zwierzenia.
Za radą ojczyma skontaktowała się z Kniejowitem i zapytała czy zna Kapustynę.
-Aaaa. To była taka bardzo nieprzyjemna historia. Nie lubię tego wspominać. Wyjątkowo podła baba. Wiesz przedtem uważałem, że Cudna jest wredna ale ona była młodsza niż ja teraz a miała na łbie synka, nas pięcioro i jeszcze przygarnęła naszą mamę na utrzymanie. Wiesz.... To nie były dobre czasy.
-Ale co wam zrobiła Kapustyna?
-Nie chce mi się o tym mówić. Wredne babsko i tyle.
Niezłomna była rozmowniejsza - Kapustyna nas
wykorzystała, wykorzystała naszą młodzieńczą głupotę. Do dziś słyszę czasem słowa oburzenia mojej matki: "za kawałek ciasta" To nie zupełnie było tak, że za kawałek ciasta, myśmy myśleli, że dobrze robimy a Cudna to aż się cała trzęsła. Otworzyła mi wtedy oczy. Pewnie bym się wściekła gdyby powiedziała tylko, że tyle dla nas zrobiła ale ona najpierw powiedziała - najlepszą z sióstr to ja nie jestem a dopiero potem wyliczyła: przyjęłam ich, nakarmiłam, ubrałam i pozwoliłam tu mieszkać ich matce. Mamie tak powiedziała bo myślała, że to mama każe namawiać ją aby sfałszowała jej dane w ewidencji. Potem znów byłam wściekła na Cudnę bo zawiadomiła władze, że przechowuje naszą mamę. To jednak nam wyszło na dobre.
Gdyby tego nie zrobiła mogłoby się skończyć tragicznie i to pod sam koniec okupacji Błędnyrysu. A tak to mamę zaewidencjonowali i mogła się starać o pracę.
Cudna się całkiem prosto wytłumaczyła, że my jesteśmy jej rodzeństwem a mamy nie ma na liście poszukiwanych.
--------
Różana zawizjofonowała jeszcze do Milarezy. Odebrał Karis i po przywitaniu oznajmił - poznałem, że to ty. O czym sobie dziś porozmawiamy? Mogę ci opowiedzieć jak tatuś uczył nas puszczać latawce.
Poopowiadał a potem przekierował rozmowę na Tali, powtórzyła mniej więcej to samo o czym mówił jej brat bo byli w tym samym pokoju i słyszała każde słowo. Poprzekręcała, poskracała, sepleniła ale dało się rozpoznać, że mówi to samo.
-A teraz przekieruj rozmowę na mamusię - poprosiła Różana.
-Ziza - poleciła mała lalce w zielonej sukience z białym fartuszkiem i czepeczkiem - mamu!
Milareza też musiała być w tym pomieszczeniu bo lalka tylko obróciła widok i na ekranie pojawiły się dwie zajęte robótkami kobiety (obok stał wózeczek z dzidziusiem)
Jedną z kobiet była Milareza.
-Musiałaś mi kazać znów przechodzić przez te wszystkie procedury? - Zapytała ją Różana z pretensją w głosie.
-Przepraszam - odpowiedziała Milareza bardzo grzecznie, odłożyła robótkę i dodała - a teraz cię słucham. Mów proszę.
-To nie Fioleta kazała mi mówić, że wiem o Etiudzie od Cudny, to był mój pomysł, Fioleta chciała tylko pomóc mojemu ojcu. Kiedyś byli razem.
-To trzeba będzie wyjaśnić. Pamiętaj jednak, że cokolwiek kierowało Fioletą mogła łatwo przewidzieć co zrobisz a nie powiedziała ci, że Cudna pracowała w ewidencji.
Teraz to tylko one dwie mogą się dogadać. Ja się w to nie wmieszam. Nie chcę znów usłyszeć od Cudny, że mnie rozumie bo też jest najstarszą siostrą.
-Powiedz tej cioci, że ja jestem najstarszym bratem - poprosił Karis i pojawił się przy matce, która obdarzyła go tym irytującym pełnym dumy macierzyńskiej uśmiechem jakiego Różana nie lubiła u koleżanek.
-Strasznie się popisuje tymi dziećmi - powiedziała później do rodziców.
-Nie byliśmy lepsi - odrzekł ojczym spoglądając na matkę.
Zostaniesz na obiedzie?
-Nie już za długo zostawiłam go samego - odpowiedziała nie używając słowa "ojciec".
W domu zastała Fioletę.
- Jak mogłaś tak długo zostawić ojca samego? - Spytała z pretensją w głosie.
-To nie jest mój ojciec, tylko facet, który ma pieniądze ale chce żyć na cudzy koszt.
-Jakie pieniądze?
-Stać go było na zakup kamer z montażem. Niestety były też w tym pokoju gdzie rozmawiałam z siostrami i skąd wizjofonowałam do ciebie. W protektoriacie skopiowano nagrania. Dlaczego mi nie pwiedziałaś, że Cudna pracowała w ewidencji?
-Nie sądziłam, że narobisz bigosu.
-Łatwo był przewidzieć. Teraz to się spróbuj dogadać z Cudną bo inaczej spotkacie się w sądzie.
-Bez paniki, Kniejo zdążył wcześniej wymienić zapis.
Skopiowali jakichś tańczących dzikusów.
-Może tych, którym potem porwał dzieci?
Różana spakowała rzeczy - zamów sobie jakąś
opiekunkę albo miejsce w ekskluzywnym zakładzie skoro cię stać - powiedziała ojcu.
-Córeczko!
-Albo zastosujmy eutanazję.
-Jak możesz! - Krzyknęła Fioleta.
-A on mógł skazać na to swoje dziecko? A gdzie był gdy Ekspresja szukała ich wspólnych dzieci?
-A wiesz co im wtedy groziło?
-Tylko jej bo on nie wysiadł i wiesz, kto mu uratował życie? Jak na ironię Milareza. Jakie on ma prawo oczekiwać od niej czegoś więcej? Dał jej życie? Ona jemu też.
I z jakiej racji ja się w ogóle nim zajmuję? On o mnie nie dbał. Koniec! Odchodzę.
Nie miało dla niej znaczenia to, że ojciec wymienił zapis nagrania i tak zeznawała zgodnie z prawdą.
Milareza pomogła umieścić ojca w tanim zakładzie opiekuńczym na koszt tych dzieci, którymi się zajmował.Różana postanowiła solidarnie też płacić a Milareza i Linoryt nie. Olbrzymich środków, które Kniejo Komandor zgromadził na swoich kontach w kilku bankach zażądała Orfanta jako częściowego zwrotu nakładów poniesionych przez Milandera na pomoc poszkodowanym w tym odzyskiwanie ich dzieci i odbudowę domów.
Co jakiś czas Arblandy stawiały takie żądania gdy mogły komuś udowodnić winę. Kniejo dowody dał sam zmieniając zapis w kamerach.
Popełnił duży błąd w dniu gdy postanowił je zainstalować i jeszcze w celu zwiększenia nacisku wezwał Niezłomnę.
Ten właściwy zapis znaleźli sprzątając jego opuszczone mieszkanie.
Była na nim scena jak Niezłomna zarzuca mu, że zostawił matkę samą a ich nie chciał szukać.
-Twoja matka to idiotka - oświadczył i zanim zdążył poprzeć tę tezę argumentami Niezłomnisia zapchała mu usta kremem, którego z trudem się pozbywał i uciekła.
Trudno się dziwić jej złości, że musi na ojca płacić.
Niestety sąd uznał, że jest jego córką i musi płacić natomiast Milareza nie jest. Brała znaczący udział w opiece nad swoim, zwłaszcza w najtrudniejszym okresie jego choroby. Jest rzeczą oczywistą, że nikt nie może mieć dwóch ojców. To samo rozstrzygnięcie dotyczyło Różany i Linoryta adoptowanych przez innych mężczyzn.

Ekspresja odwiedziła Milarezę. Była zdecydowana się upokorzyć byle pomóc dzieciom. Umówiła tę wizytę z skretarką naczelną Milwaltdomu. Trochę dziwnie było rozmawiać z małpą ale ta małpa bardzo grzeczna, sprawdziła w terminarzu kiedy Milareza będzie miała czas,
zapytała czy ma sprawdzić dogodne dojazdy. Podała całą trasę a w samych Arblandach to nawet z rysunkiem i zachęciła aby dotrzeć na czas.
Niestety to się Ekspresji nie udało bo po prostu nie zdołała wyjść z domu o czasie w skutek zaburzeń w pracy żołądka. Powiadomiła małpę o opóźnieniu i kiedy już wylądowała powitał ją młody mężczyzna. Przedstawił się jako Asolend i poprosił o wybaczenie, że szefowa jej teraz nie przyjmie. Za to on chętnie porozmawia, jest też przygotowany pokój dla niej na wypadek gdyby jednak wolała porozmawiać z samą Milarezą, na przykład dziś wieczorem albo jutro z samego rana.
Powiedziała, że musi to przemyśleć ale chyba skorzysta z tego pokoju bo nie najlepiej się czuje. Załatwił jej domową wizytę lekarską i to zaraz po posiłku bo mowy być nie mogło aby wstąpiła po drodze do jakiejś jadłodajni.
Powitały ją dwa zabawne szkraby, mężczyzna w wieku ok. 25 arli i ... Milareza.
-Nie gniewaj się proszę - powiedziała - ale ten czas mamy codziennie zarezerwowany dla dzieci i tego nikomu nie oddamy.
-Mamusia ujęła nas w grafik - z dumą wyjaśnił chłopczyk i dodał - pokażę ci twój pokój.
Całą rodziną poświęcili jej trochę czasu i to było miłe. Łagodziło tak surowy styl gospodarki czasem, że nawet dzieci były ujęte w grafik.
Po wizycie lekarskiej po prostu położyła się spać a późnym wieczorem była gotowa porozmawiać z Milarezą.
Ta przyjęła ją w kuchni ale to nie było upokarzające, raczej ciepłe, domowe, sama przyrządziła jej kolację. W kącie stał wózeczek z maleństwem.
-My już jedliśmy - wyjaśniła -Nie chcieliśmy cię budzić ale teraz chętnie wypiję coś ciepłego dla towarzystwa.
Ekspresja przedłożyła jej swą prośbę.
-Te moje dzieciaki dużo nie zarabiają - tłumaczyła - to nie to co Cudna jako projektant odzieży albo Knieja nauczycielka, w dodatku moje muszą wspierać mnie bo też już nie najzdrowsza jestem i nigdzie pracy dostać nie mogę.
-Rozważałam waszą sytuację. Ty z pochodzenia jesteś Festryjką?
-No tak.
-Co oczywiście nie znaczy, że umiesz łatać odzież?
-Oj, nasklejałam się tego w życiu.
-Tak ale ja ....
Ekspresja wnet zdała sobie sprawę, że
Milarezie chodzi raczej o szycie lub cerowanie.
-Moja matka była krawcową, mogę nawet szyć nowe.
-Może kiedyś i to się przyda a jak z twoim wzrokiem? Mamy automaty do nawlekanie igieł ale czy samo szycie nie byłoby dla ciebie zbyt męczące?
-Nie wiem dawno nie szyłam ale chyba nie.
-Czy chcesz się sprawdzić w tym zawodzie? Mogłabym ci dać namiary na zakłady odzysku odzieży szytej. Praca jest tak zorganizowana aby była jak najmniej męcząca.
-A czy jakiejś takiej mało męczącej pracy nie możnaby dać Kniejowi?
-Zrobiłam rozeznanie. Można ale pieniądze na tym
zarobione szłyby na jego przyjemności a koszty pobytu w zakładzie i tak musiałyby pokryć dzieci.
-Znalazłaś czas na zrobienie rozeznania?
-To dlatego, że mam dobrze rozplanowany. Widziałam jak byłaś zniesmaczona gdy Karis powiedział, że jest ujęty w grafik ale ja tak muszę robić aby wykonując rozmaite rozeznania nie okradać z czasu swoich dzieci.
-Zmieńmy temat. Tu sa twoje leki, tu zalecenia, ten zastrzyk jutro ja ci zrobię. To proste, później możesz to robić sama. A teraz nie gniewaj się, na mnie już pora, spokojnie dokończ kolację, gdybyś czegoś potrzebowała, na przykład wskazania drogi lub obsłużenia milanderłącza zawołaj: Wiana! Zjawi się pies automat. Wypowiadaj życzenia. Zrozumie. A na moje pytanie nie musisz odpowiadać od razu, możesz przez małpę sekretarkę.
-Wezmę tę pracę.
-Dobrze to jutro poustalaj wszystko z moją małpą. Nie śpiesz się. Możesz tu śmiało zostać dzień, dwa lub trzy, pozwiedzać Arblandy, zajrzeć do tutejszego zakładu odzyskiwania odzieży, zorientować się jak wygląda taka praca.
A teraz naprawdę już muszę się położyć. Dobranoc.
Zabrała wózeczek, w którym właśnie słodko przeciągało się dzieciątko.

Ekspresja skorzystała z jej zaproszenia bo rzeczywiście warto było się zapoznać z zakładem łatającym odzież i zwiedzić Arblandy zwłaszcza, że oprowadzał ją uprzejmy Asoland.
Ładnie tu było, dużo zieleni i kwiatów, fontanny, ruchome drogi, piękne siedziska na ogół zajęte przez starszych ludzi: zamyślonych, zaabsorbowanych grami lub rozmową.
Oczywiście spotykała się jeszcze z Milarezą i jej
domownikami, zwłaszcza dziećmi i ich opiekunkami.
Bywał tu staruszek Lanbort, najczęściej w pracowni Walturiana ale i w kuchni.
Powiedziała przy nim, że małpa powinna mieć imię.
-Cały czas to powtarzam - poparł ją staruszek - ale Mizunia nie umie nic wymyśleć.
-Jakiekolwiek - powiedziała Ekspresja - choćby Rosa, cokolwiek.
-Dobrze, będzie Rosą - zgodziła się Milareza.
W czasie powrotu Ekspresja zaczęła się buntować. Może to dziwne ale dopiero teraz, przedtem była pod urokiem tej dziwacznej rodzinki, uprzejmości jej członków oraz asystenta Milarezy no i zajęta zwiedzaniem. Teraz zastanawiała się dlaczego właściwie mąż Milarezy pozwala aby miała asystenta. No i dlaczego Milareza zamiast wspomóc Knieja finansowo, odciążając przez to jej dzieci, zaproponowała jej podjęcie pracy, schorowanej kobiecie, owszem w sprzyjających warunkach ale Ekspresja już się dość w życiu napracowała a w ogóle to przyjmowali ją w kuchni a nie jakimś gabinecie czy salonie. Pokazali gdzie jej miejsce.
W domu rozpakowała leki.
-O! - Te zastrzyki na które nie było nas stać - stwierdziła synowa - i jaka elegancka rozpiska. Ja lubię gdy w instrukcjach są rysunki. Mniej słów a od razu wiadomo o co chodzi. Pięknie zrobione, no ale podobno Milareza to plastyczka.
A przyjęli cię chociaż w tej swojej słynnej kuchni?
-Jak to słynnej?
-Oni podobno przyjmują tam nawet namiestniczkę Arbland.
-A to nie wiem tym razem to był u nich tylko stary Lanbort.
-Władca tej ich Tolimanii?
Ekspresji zrobiło się wstyd, że tak źle myślała o Milarezie i zdecydowała, że koniecznie musi się zgłosić do pracy bo choć Milareza jednego od drugiego nie uzależniała to po otrzymaniu tak drogiego prezentu jakim były leki a pewnie też i wizyta lekarska, zdaniem Ekspresji nie wypadało inaczej.
Gdy o wszystkim opowiadała rodzinie Kniejowit zaczął się zastanawiać czy dla niego nie znalazłaby się jakaś lepiej płatna praca.
Synowa od razu zagwizdała do Milarezy. Na ekranie oczywiście od razu pojawiła się małpa, tym razem w łososiowej garsonce - tu Rosa naczelna sekretarka Milwaltdomu - powiedziała - chętnie cię wysłucham,
wszystko zanotuję i przekażę.
Synowa się spłoszyła i przerwała połączenie.

Ekspresja stawiła się do pracy w umówionym dniu nieco przed czasem. Już w Arblandach przekonała się, że szwaczki mają ułatwioną pracę. Przede wszystkim stosowano specjalne igły zamykane po nałożeniu nitek. Gotowa igła przyjeżdżała w specjalnej podstawce na zamówienie przez podniesienie ręki. Po zużyciu nitki odstawiało się igłę na tę samą podstawkę i była zabierana. Większa ilość igieł ustawiona w kwadrat na przeznaczonym na to blacie otwierała się jak na komendę a potem rządki igieł były wstawiane do maszyny nawlekającej i cała procedura się powtarzała.
Po za tym praca była zróżnicowana ze względu na siły i możliwości szwaczek. W skrajnym przypadku można było nawet w ogóle nie wstawać, wszystko zostało podane, na odzieży zaznaczone co naprawić, przygotowana łata, aplikacja czy jakaś ozdoba z ponaklejanymi cieniutkimi usuwanymi w praniu szablonami wyznaczającymi gdzie wkłuć igłę. Dodatkowo instruktorki podchodziły aby zerknąć i
pomóc.


Filigrana pobiła się z Fioletą przy łóżku Knieja. Patrzył na to z filozoficznym spokojem. A cóż to mogło obchodzić skoro życie było już właściwie po za nim?
Potem jednak poczuł się raniony w samo serce gdy po wyprowadzeniu "jego" kobiet przez ochronę opiekunka chorych powiedziała - nie rozumiem tych głupich bab, żebyś ty chociaż był młody i przystojny, no nie?
Tak się wyraziła bezczelna smarkata a sama do piękności nie należała. (A mimo to czynił jej awanse)
Filigrana raczyła się zjawić w domu opieki bo dostała wezwanie do wnoszenia opłat za pobyt męża. Zastała Fioletę i zrobiła awanturę, ża dlaczego ona ma płacić skoro on się w tym czasie z dziwkami zadaje.
W gruncie rzeczy nie poszło więc o niego lecz o pieniądze. Już nazajutrz dostał powiadomienie z ewidencji o tym, że Filigrana dała mu rozwód.
Mogła się rozwodzić i tak jako ostatnia żona miała
obowiązek na niego łożyć. Tak uważał. Chciał mieć lepsze warunki i kieszonkowe a dzieciaki opłacały tylko rzeczy podstawowe.
Pogadał już wcześniej z prawnikiem zakładu czy nie
udałoby się zwiększyć tych opłat i wynegocjować czegoś od Milarezy i Limeryka a wtedy prawnik zapoznawszy się z jego sytuacją podpowiedział aby ściągnąć ile się da, aż do połowy kosztów podstawowych od żony i obiecał zorganizować spotkanie z dziećmi. Przyznał, że chętnie
zmierzyłby się z Milarezą bo zawsze go denerwowała w reality show zespołów awangardowego szapio i później pilotażowych prawniczego, opiekuńczego i administracyjnego.
Prawnik był tak pewny siebie, że i Kniejo nabrał otuchy.
Sam z siebie postanowił, że ładnie się z rodziną przywita.
Zebrali się w dużej grupie w sali protektoriatu.
Kniejo miał okazję spojrzeć jak liczna jest jego rodzina.
Byli nawet jego rodzice i brat z córkami bliźniaczkami Pneumoniką i Witajnaszą. Brakowało Milarezy, Różany, Ekspresji i Gwiazdy.
Prawnik domu opieki i jego kamerzysta się niecierpliwili.
-Spokojnie - powiedział protektoriusz prowadzący
spotkanie - Milareza jest punktualna o właściwej nawiąże ...
Usłyszeli kroki, Kniejo wstał wózka i stanąwszy przy drzwiach chwycił znienacka wchodzącą w objęcia i chciał ucałowć, moment później szybki refleks opiekuna pacjentów i protektoriusza przewodniczącego uratował go przed rozbiciem się o podłogę. Chwycili go i na moment położyli bo był już tak przechylony, że zbyt im ciążył.
Nad sobą ujrzał damski pantofel i zaraz ktoś odciągnął atakującą.
-Córciu nic ci nie zrobił?- Dał się słyszeć głos Melodyny.
Tak, to Melodyna odciągnęła córkę biorąc ją w objęcia.
-Całować to ty możesz swoje kochanki - wrzasnęła na niego rozwścieczona Różana - nie dam na ciebie więcej ani talara, ani nawet pół kreski nie dam.
-Chciałem się tylko przywitać - tłumaczył wystraszony i nie dodał, że z Milarezą.
-Tak się nie robi - pouczył go przewodniczący - zaskoczyłeś ją nie miała szans na bardziej przemyślaną reakcję.
-Ona mnie nawet nie przeprosiła! - Zauważył.
-Bo to ty mnie powinieneś przeprosić! Zaatakowałeś mnie!
-O, zgłasza się Milareza- powiedział przewodniczący.
Zgłosiła się wizjofonicznie (co za rozczarowanie) i w ten sam sposób pojawiła się też Gwiazdy. Gdy już przewodniczący zapanował nad sytuacją głos zabrał prawnik. Miał piękne przemówienie o wrażliwości na ludzką krzywdę, o tym że chorzy nie zawsze postępują racjonalnie ale to wynika z ich choroby nie złośliwości, o potrzebie wspierania rodziców.
Milareza sięgnęła po jakąś pukatańską robótkę i z dużą wprawą poruszała kilkoma prętami z zaczętą skarpetką. Prawnik się w końcu poczuł tym zdeprymowany i przerwał mowę.
Uśmiechnęła się do niego milutko - zechciej proszę zaspokoić moją ciekawość - powiedziała - czy przygotowałeś się na to spotkanie?
-To chyba widać?
-Nie miałam na myśli porywającego przemówienia. Chodzi mi raczej o to czy zapoznałeś się z wcześniejszym rozstrzygnięciami w kwestii naszej płatności wraz z ich uzasadnieniami?
-Tak ale się z nimi nie zgadzam
-A z czym konkretnie?
-Z tym, że można nie płacić na rodzica.
-Występowałeś w sądzie w sprawie Oliwiana na którego nie chciał płacić syn adopcyjny. Podałeś wówczas argument, że ojcem jest nie ten kto spłodził lecz ten kto wychował. Jak się do tego dzisiaj ustosunkujesz?
-A nie jest tak,że wolisz Milandera dlatego, że bogatszy?
-A nie jest tak, że twoje poczucie moralności zmienia się w zależności od tego kogo reprezentujesz? - Pytała z zaciekawieniem w głosie bez śladu ironii czy irytacji.
-A twoje to nie?
-Nie.
-A sprawy Dobrotliwy i Oleni jak pogodzisz?
Na twarzy Milarezy pojawił się wyraz rozbawienia, Knieja ryknęła śmiechem.
-A zechciałbyś przypomnieć gdzie rozpatrywano sprawę Oleni? - Poprosiła Milareza. Prawnik zrobił się czerwony.
-Nie należy mieszać scenek szkoleniowych z prawdziwym życiem - wyjaśniła - gdy uczestniczyłam w scenkach szkoleniowych to najczęściej w rolach urzędników obojętnych lub nieżyczliwych wobec petentów i tak było w sprawie Oleni. Taką mi przydzielono rolę bo to uczniowie mieli bronić słusznej sprawy. Zawsze oczekiwaliśmy, że będą do tego przygotowani.
Wróćmy jednak do kwestii dlaczego uznałam Milandera za ojca. To co powiem nie będzie niczym odkrywczym lub rewelacyjnym tylko prostym: to Milander tłumaczył mi skąd wieje wiatr, dlaczego pada deszcz, co można zaaplikować chorej zabawce aby wyzdrowiała. Nie mam takich wspomnień o Knieju Komandorze. Ponadto Milander ocalił mi życie, Kniejo Komandor chciał je odebrać.
-A ja chcę odnieść się do argumentu, że Milareza wybrała Milandera bo bogatszy - zabrała głos Gwiazdy - w swoim czasie Kniejo zadeklarował chęć opieki nad najbogatszym ze swoich dzieci czyli właśnie Milarezą.
-Chciałem przywrócić ją do ojczyzny - odrzekł.
-Nie. Chciałeś aby ci świadczyła usługi swoją lotopławą.
Równocześnie usiłowałeś mnie nakłonić abyśmy odebrali nasze dawne mieszkanie Ekspresji i jej dzieciom. Zostaliby wykwaterowani po prostu na bruk.
-A teraz my mamy na niego płacić z goryczą stwierdził Kniejowit - odwołam się od tego. Matka boso chodziła po mieście - zwrócił się wprost do ojca - a w pole buty sznurkiem przywiązywała, żeby z nóg nie spadły i dziurami nie kłapały, harowała ona i ja, żeby na rodzinę zarobić a ty miałeś rozepchane konta i nic nam nie dałeś. A jak jeszcze w Muzykafal nas odwiedzałeś to się nażarłeś i swobodnie korzystałeś ze wszystkiego na czym my musieliśmy oszczędzać ale też się do kosztów nie dołożyłeś. Utrzymywała cię Gwiazdy, wszystko co zarobiłeś było twoje a na nas nic matce nie dałeś.
-Nie dawał - potwierdziła w stronę Cudny Niezłomna - my ci wtedy tego nie chcieliśmy powiedzieć ale nie dawał. Tylko jakieś paki w naszym domu przetrzymywał a matka to wszystko tolerowała. Ciasno było a on jeszcze te swoje pudła u nas trzymał.
-A ze mną wcale nie utrzymywał kontaktu - oświadczył Limeryk - nie wiem po co wyciągnięto na światło dzienne kwestię, że mnie spłodził, lepiej mi się żyło w nieświadomości.
W tym momencie nie wytrzymał Krokodyl Komandor - wy się zwyczajnie pastwicie nad chorym, osłabionym człowiekiem - powiedział z irytacją w głosie.
-Dostojny Krokodylu Komandorze z rodu Gzgów - cicho powiedziała... Knieja Korala, Krokodyl zamilkł by ją słyszeć.
-Ten chory, osłabiony człowiek miał już kwestię opłat ustaloną lecz zapragnął otrzymywać więcej. Byłby w stanie podjąć jakąś nie wymagającą wielkiego wysiłku pracę aby sobie dorobić ale on chciał to dostać za darmo.
-Zablokowano mu przez Milarezę konto!
Miałeś zapewne na myśli Organizację zwalczania przestępczości innolądczyków w Pukatanie? - Sprecyzowała w formie pytania Milareza -
Należę do niej i rzeczywiście z naszego powodu władze Unasu zablokowały konta Knieja Komandora.
Czy wiesz jak zgromadził na nich olbrzymie środki?
-To nie moja sprawa ale mógł za nie żyć w luksusie.
-Nie twoja sprawa Krokodylu Komandorze? Ty nie
słyszałeś krzyków zrozpaczonych matek, nie widziałeś łuny pożogi, nie patrzyłeś na krew zabijanych starców.
Ja też nie ale dużo opowieści skrzywdzonych ludzi
słyszałam. Tym ludziom należy się choćby cień
rekompensaty a ich oprawcy nie powinni się długo
radować łupami.
A co ze swoimi łupami czynił ten chory, słaby człowiek? Trzymał na kontach i się cieszył, że ma a zorganizowania mu życia w luksusie żądał od dzieci. Gdy się okazało, że zamierzają pokryć jedynie opłaty podstawowe wystąpił z przytupem
organizując to wielkie spotkanie pod okiem kamery.
(Niektórzy dopiero w tym momencie dowiedzieli się, że spotkanie jest nagrywane i zaczęli rozglądać za kamerą)
Pozwolił by wygłaszano porywające przemówienie o
współczuciu. A czy on sam okazywał współczucie? Nie, mordował, rabował ...
-O przepraszam, nie mordowałem - oburzył się Kniejo Komandor ale ona zwracała się nadal do jego ojca - sądziłeś, że te pieniądze zarobił na malowaniu obrazów lub w swoim kantorze? Nie. Ty raczej nie chciałeś wiedzieć. Po co? Przecież w twoich oczach my Pukatańczycy ...
-Ty nie jesteś Pukatanką - krzyknął. Zignorowała to - jesteśmy dla was niższą rasą, wolno nas okradać z naszych dzieci, wolno niszczyć i rabować nasze mienie, wolno nas zabijać,wolno sprzedawać nam zakazane w waszym kraju biomony. Ciebie to nie obchodzi, ważne żeby rabuś mógł żyć w luksusie. On ma żyć w luksusie a jego ofiary w nędzy i rozpaczy lub wcale?
-Chyba macie jakieś środki aby im pomóc?
- Oprawcy mają żyć w luksusie a płacić za ich zbrodnie mają Pukatańczycy? Dziwny rodzaj etyki prezentujesz Krokodylu Komandorze z rodu Gzgów. A teraz przeproszę was mój czas się skończył. Radźcie dalej sami bo ja nie jestem z tej rodziny.
-Bronię syna - zdążył jeszcze powiedzieć Krokodyl
Komandor ale ona już nie odpowiedziała, zrobił to Len - dobrze, że chociaż ty, bo mój ojciec nigdy mnie nie bronił.
Brakowało mi go a on był gotów porzucić mnie na łasce losu a nawet wyrzucić z mieszkania bo pewnie chciał tam sprowadzić nową żonę.
- A ty co? Taka nie winna?!- Krzyknął Krokodyl na
Gwiazdy, też podpisałaś prośbę o eutanazję!
-A mówiła,że jest nie winna? - Stanęła w obronie matki Knieja - przynajmniej nie żąda od Milarezy pieniędzy i nie każe się nazywać mamusią. Skończmy na tym bo co byśmy nie powiedzieli faktów nie zmienimy, twój syn całe życie żerował na innych a własne dzieci go nie obchodziły. Nawet ja i Cudna choć z nami mieszkał ale oszczędzę mu przytaczania przejawów jego ojcowskiej miłości i uwagi. Powiem tylko, że i ja nie mam o nim takich wspomnień jak Milareza o Milanderze.
Tej nocy Kniejo płakał wpoczuciu ogromnej krzywdy.Przykre było już samo to co powiedział prawnik do kamerzysty: - jak to dobrze, że nie zgodziłeś się tego puścić na żywo. To by była jedna wielka kompromitacja. W ogóle nikomu nie wspominaj, że to nakręciłeś.
===============

Witaj. Nazywam się Glob Trawers. Dziękuję, że zgodziłaś się na spotkanie. Nasz kamerzysta nagrał ciekawe sceny z twoim udziałem. Chciałbym z tobą ustalić, co wyciąć, gdzie zastąpić postać jakąś kreskówką i takie tam. A tak przy okazji, te róże są dla ciebie. Co ci zamówić?
-Płacę za siebie.
-Mowy nie ma. Ja zapraszam, ja płacę. A tak na
marginesie, jesteś mężatką?
==============================

W zasadzie niewiele jest tu kwestii do których można się przyczepić - stwierdził detektyw co znaczyło, że coś się jednak znajdzie. Najpierw nakreślę ogólny obraz - majątek duży, zgromadzony dzięki prezentom otrzymywanym za młodu, w szczególności lotopławie z bogatym wyposażeniem, dalej dzięki trafionym inwestycjom, właściwemu doborowi pracowników, osobistej pracy oraz spadkowi.
Następne kwestie: pensje pracowników wysokie, okazuje im też osobiste zainteresowanie, wspiera w chorobie lub innym nieszczęściu. Wszelkie ubezpieczenia i podatki płaci uczciwie.
Od dawna angażuje się w dobroczynność na przykład opłaciła koszty leczenia włóczęgi znalezionego na zakupionym przez nią placu i pomogła mu otworzyć sklepik w Arkadach. Wspiera innych potrzebujących, na różne sposoby. Miała duże zasługi przy
ewakuacji Błędnyrysian.
Jest wierną żoną wiernego męża, właśnie oczekują czwartego dziecka.
Wydatki na dom o ile nie liczyć pensji opiekunek są nie przesadzone bo nawet sami gotują.
Oboje są zaangażowani we wspieranie szkolnictwa na Meduzie.
A teraz to do czego możemy się przyczepić: żąda od ludzi oddania adoptowanych dzieci, występuje przeciw nim w sądach.
Swego czasu chodziły pogłoski, że pobiła Knieję Korala, to zostało zdementowane ale pewnie wolałaby aby sprawy nie odgrzebywać.
Jej przybrana siostra próbowała zorganizować najazd na Joksolanię, Milareza wprawdzie temu zapobiegła ale zawsze jakiś cień pada na
całą rodzinę.
-Czyli praktycznie nie masz nic - stwierdził Krokodyl - ale przyda się i to czego się dowiedziałeś.
-Przejrzyj dokładniej. Miała poważne zatargi z Adadżiem Muzykiem, przewiozła dla Gwiazdy Korala całe wyposażenie domu, należącego także do twego syna co prawda w asyście protektoriuszy ale jakąś stronniczość tu widać. (Wiedział, że przewiozła ale nie, że w asyście protektoriuszy)
-Dajmy już temu spokój. Nie wystąpię przeciw własnej wnuczce oczekującej mojego piątego prawnuczęcia.
-Czwartego.
-Nie, ja mam jeszcze jedno a wszystkie są wnukami Gwiazdy ale dziękuję ci bo uświadomiłeś mi jaki błąd popełnia mój syn.
A czy ona w ogóle maluje albo rzeźbi?
- Chybaaaaa... A owszem, ma przecież wydawnictwo, czasem projektuje okładki... wiesz takie zewnętrzne oprawy zszytych arkuszy. Pewnie jeszcze coś tam robi ale nie poświęciłem temu większej uwagi bo jeśli nawet się tym para to mało.
-Szkoda funduszy na tego detektywa powiedziała póżniej trzecia żona Krokodyla Agregatta.
-A wiesz, że nie? To mi coś uświadomiło. Milareza nie ze skąpstwa odmawia łożenia na Knieja. On od początku źle do tego podszedł. Gwiazdy ani razu nie nazwała Milarezy Etiudą i jest dla mnie oczywiste, że nie próbowałaby jej brać w objęcia. Kniejo źle do tego podchodzi. Powinien się pokajać i dopiero poprosić o pomoc, błagać a nie żądać.
-To upokarzające.
-Tak ale trudno jest odmówić komuś kto się upokarza.
-No nie wiem, ja zawsze odmawiam żebrakom.
-Ty, tak ale ona nie.
-A skąd wiesz? Może nie rozdaje pieniędzy na oślep tylko bada każdą sytuację?
-Spróbować nie zaszkodzi.
-Wątpię aby się zgodził.
Niestety miała rację. Kniejo w ostatnich arlach był w stanie rabować ale nie poniżyłby się do błagania. Jeszcze się oburzył, że ojciec mu coś takiego proponuje. Była przy tym najwierniejsza z "kobiet Knieja" Kapustyna.
-Jeszcze zobaczymy co ma nam do powiedzenia Gwiazdy - oznajmiła.
I w ten sposób Krokodyl się dowiedział, że Gwiazdy zwołała naradę u siebie w Arkadach. Zawizjofonował do niej i poprosił o zaproszenie, speszyła się.
-No wiem,że nigdy nie byłem dobrym teściem ale nie miałem racji i czas się pogodzić. Jeżeli chcesz poruszyć sprawę Knieja to powinienem tam być.
-Tak dotyczy Knieja - przyznała - ale jego nie zaprosiłam, chcę rzeczowej rozmowy a nie komedii.
Gdy w Gwarnygrodzie wjechał do pływolotu zmierzającego z Błędnyrysu do Arkad zauważył
charakterystyczne auto z wyraźnym napisem oznajmiającym światu, że należy do Domu Opieki w Błędnyrysie. Chwilę się zastanowił i uznał, że nie może sobie pozwolić na zrażenie do siebie Gwiazdy.
Zawizjofonował do niej, powiedział o aucie daodając, że może to być zbieg okoliczności.
-Akurat - odpowiedziała - ten człowiek zatracił wszelkie poczucie własnej godności. To nie jest ten, w którym się kiedyś zakochałam.-
Trochę się bał dzikiej awantury ale jej nie było.
Już na lądowisku w Arkadach, nim otworzono wyjazd dla samochodów zjawili się protektoriusze, podeszli do auta domu opieki i po chwili zjechało na bok, dopiero potem pozostałe mogły wyjechać.
Krokodyl przypomniał sobie, że aktualny mąż Gwiazdy jest protektoriuszem wysokiej rangi i odpowiednio do tej rangi zajmuje w Arkadach znaczące stanowisko.
Ów mąż życzliwie witał gości w bramie i zapraszał do sali, najprawdopodobniej stanowiącej na codzień jakiś magazyn lub pracownię ale teraz wyprzątniętej, odmalowanej, wyłożonej kobiercami. Po bokach leżały sterty poduch, po środku stały małe przenośne stoliczki. Knieja pomagała się gościom usadowić, dzieciaki biegały i zdradzały co będzie do jedzenia i jakie przygotowano napoje. Gwiazdy i Cudna przywiozły to na wózkach, też pewnie produkcyjnych ale starannie wymytych i
przykrytych.
Kapustyna dojechała taksówką, była wściekła ale nikt na to nie zważał - siadaj tutaj - poprosiła Knieja - Doceludąż jest prawie neutralny, napij się czegoś chłodnego, to zdaje sie twój ulubiony
napój. Wujku Docku, zajmij się Fioletą vel Kapystyną.
-Dlaczego nie zaprosiliście ojca? - Dorwała się do głosu nim Knieja odeszła.
-Nie pytałam bo nie wypada ale myślę,że nie powinno sie zapraszać byłego męża do domu aktualnego. Czyniład mógłby się poczuć zazdrosny.
-Gdy się wszyscy zbierzemy wyjaśnię - powiedziała przechodząca akurat Gwiazdy.
Krokodyl do niej podszedł - zaprosiłaś Milarezę? - Zapytał.
-Nie ale powiadomiłam ją, że takie spotkanie się odbędzie. Nie zareagowała.
-Spodziewa się czwartego dziecka.
-Podobno bliźniąt płci męskiej - zaskoczyła go i poszła dalej.
Gdy wreszcie zagaiła spotkanie powiedziała coś czego Kniejo naprawdę nie powinien był usłyszeć - Ja wiem, że możecie mieć do niego pretensje - oświadczyła - nie wiem jakim był bratem i synem ale na pewno kiepskim mężem i ojcem.Zostawmy to, powiem coś co na ogół przeoczacie - już niewiele życia mu zostało a nas jest dużo. Zamiast podawać słuszne argumenty przeciw i się wymawiać niech każdy da po trochu, żeby ogółem było w sam raz na podstawowe potrzeby a jeśli ktoś go będzie chciał lepiej wesprzeć to już jego sprawa.
Entuzjazmu nie było ale jakoś się dogadali.


- Co jeszcze możemy zrobić? - spytał Kniejo prawnika.
-Nic. Wszyscy, których wcześniej obciążono i tacy, których jeszcze moglibyśmy próbowac obciążyć a nawet tacy, którzy nie mają już wobec ciebie żadnych zobowiązań, solidarnie złożyli się na opłaty podstawowe. Jest ich wielu więc składka malutka i gdybyś nagle cudem wyciągnął z rekawa jeszcze jakąś siostrę, brata lub potomka to nie da ci on więcej niż wynosi ta składka. Szkoda zachodu. Oni chyba na złość ci zrobili bo płacą nawet bratanice i byłe żony.
-A Milareza?
-Jej nikt o to nie prosił. Nie zrobi nic co by ci pozwoliło nazywać ją córeczką.
-A przysługiwałby mi po niej spadek?
Prawnik się wzdrygnął a potem odpowiedział - nie. Według prawa nie jesteś jej ojcem. Dziedziczyłby przede wszystkim mąż i dzieci, w dalszej kolejności matka no i rodzeństwo. Ciebie w ogóle nie byłoby na liście.
 

 






Pokój Knieja Komandora był blisko pokoju Ammetysta Asteroida ale nie od razu się poznali.
Dopiero gdy sprzątający wypchnęli ich obu na wózkach na taras, trochę sobie pogadali. Obaj złościli sie na takie traktowanie więc temat był.
-Wszystko przejrzą łobuzy pod pozorem robienia porządku - powiedział - Ammetyst - w szafce poukładają, a jak masz jakieś zapisane szmaty, to jedną z drugą skleją w logicznej kolejności, żeby później rodzina bez kłopotu w jednym zwoju dostała.
Kniejo zszedł z wózka i opierając się o niego wrócił, zdenerowowany do sali, królował tam wózek, na którym leżały rzeczy do utylizacji między innymi materac w którym trzymał ważne nagrania.
-Nie przeszkadzamy, nie przeszkadzamy - powiedziała młoda, energiczna opiekunka - siadamy na wózeczku - no raz, raz - chwacko mu pomogli i zawrócili na taras. To był jeden z tych momentów w życiu kiedy poczuł się nic nie znaczący, bezsilny. Mógł tylko płakać ale nikogo to nie obchodziło. Wymieniono pościel i odzież chorych w całym domu bo ktoś to zasponsorował. Przejechały maszyny jakich dotąd tu nie widział. Szybka akcja i gotowe. Wszystko wypiękniało. Ściany, sufity, podłogi i okna, aż lśniły czystością. Pojawiły się nowe szafki.
-Cieszymy się? - Spytała Knieja opiekunka gdy go do pokoju przywiozła. Nie nie cieszył się. Owszem było czyściutko, ładniutko, milutko ale świadomość, braku intymności psuła wszystko.
-Miałem schowane rzeczy, ukradliście mi - powiedział.
oskarżycielski tonem.
-Oj brzydko dziadku. Kto by potrzebował twoje zasikane kalesony czy papucie, poszły do utylizacji a dokumenty są w biurze, tam poukładają bo my na to czasu nie mamy. Na przyszłość proszę w materacu nic nie trzymać bo to tylko kłopot z wyciąganiem.
Kniejo domyślał się kto był sponsorem. Posiadał parę nagrań obciążających wysoko postawionych dygnitarzy. Na przykład Otodara Karakuła.Otodarowi bardziej niż innym mogło zależeć aby to nie zostało ujawnione. Przeliczy się. Szkatułki z kopiami nagrań trzymał Kniejo w depozytach u Ekspresji i Kapustyny.
Wierzył, że na te dwie "niby żony" będzie mógł liczyć zawsze.
Kasetki z nagraniami wróciły do niego ułożone w specjalnym pojemniczku, zapiski na bobriezach przekopiowane na jedną taśmę, żeby był porządek a oryginały ponoć zostały zutylizowane bo mogły być na nich zarazki.
-Człowiek nie ma tu nic swojego - powiedział Kniejo Ammetystowi gdy ten przyjechał w odwiedziny.
-No - potwierdził Ammetyst i dodał - u ciebie szafki są żółte a u mnie niebieskie. To następny chyba powinien być seledyn, chodź pojedziemy razem posprawdzać. Należy nam się przecież odrobina rozrywki.
No tak jakaś rozrywka to to była. Stwierdzili, że szafki, półki, wieszaki i.t.p. przywieziono w kilku kolorach i powstawiano tak, że powtarzają się cyklicznie.
-To takie teraz będę miał przyjemności - pomyślał Kniejo a potem wystarawszy się o trochę farb wziął się za malowanie obrazów na szafkach. Myślal,że zostanie to docenione a usłyszał, że upaćkał nowe meble.
=========
Ty to chyba masz mnie za niesamowitą idiotkę - powiedziała Melodyna do Knieja w momencie gdy Krokodyl miał już wejść.
Cofnął się.
-Naprawdę tylko ciebie kochałem, bylaś moją pierwszą dziewczyną - zapewniał Kniejo.
-A Cuda? - Pomyślał Krokodyl.
-Jeśli nie liczyć Pelargoniki - odpowiedziała Melodyna - ale mniejsza o to. Chodzi mi o ten twój wielki talent. Owszem twoje obrazki nie są złe i te urzędasy faktycznie wydziwiają bez sensu ale, żeby zaraz niesamowite dzieła sztuki? Człowieku ty chyba zapomniałeś, kto ci pracę przedkonkursową malował.
-Raz.
-Bo później chodziłeś z Gwiazdy Korala a sądząc po córkach zmarnowała olbrzymi talent.
-To także moje córki.
-Nie może być? Barwlodia jest podobna raczej do Czyniłada. Zresztą trochę pamiętam Gwiazdy ze szkoły a później widziałam jej prace na egzaminie chyba w 502 albo 503 arlu no i w pracy zawodowej też się artystycznie wyżywa a ty? Tobie to się popracować nie chciało.
Tylko dla tatusia skończyłeś tę szkołę i tylko dzięki Gwiazdy.
Ożeniłeś się z nią pewnie dlatego, że jeszcze jakiś czas za ciebie malowała na wystawy.
Rozległ się brzęk tłuczonego szkła i ryk Knieja - Nikt niczego za mnie nie malował.
-He he he - odpowiedziała - co to, ja nie poznam czyją ręką było malowane? Pa buziaczku i wyczyść jakoś tę ścianę bo ci opiekunka uszy poobrywa. A ciskaj, sobie ciskaj najwyżej nie będziesz miał naczyń.-
Prawdopodobnie Kniejo jeszcze czymś chciał rzucić ale zrezygnował. Krokodyl ruszył energicznym krokiem, minął Melodynę i zastał syna płaczącego - co wart jest chory człowiek? -
zapytał Kniejo z goryczą w głosie - tyle co kamień, który każdy pies obsika.



Knieja była jedną z nauczycielek w Szapio Arblandy. To już nie był ten sam typ szkoły co unaska choć pewne wzorce z niej czerpał.
Przede wszystkim ranga szkoły była niższa bo nie edukowała członków najwyższej klasy spoleczeństwa lecz przydatnych sług władców i tegoż społeczeństwa. Ta zmiana się akurat Kniei podobała ale nie wszystkie cieszyły sie jej uznaniem; Mniejsza o to,. Istotne jest to, że Knieja mieszkała w Arblandach i bywała w warsztacie Milaryka. Darzyli się sympatią odkąd Knieja spędziła parę dni pod opieką Rezeryki. To było wtedy gdy wypłynęła na ocean i ocalili ją Tolimańczycy a tatuś zauważył tylko brak łodzi, co zresztą już dawno mu wybaczyła.

Smakacze ze szkoły chyba chcieli ją na jakiejś zdrożności przyłapać bo pewnego razu wtarabanili się niespodziewanie do warsztatu gdy ona akurat stała w kombinezonie i okularach na drabinie i wstrzeliwała złącza w obudowę wysokiego robota,
potrącili drabinę i Knieja tylko dzięki stałemu utrzymywaniu wysokiej kondycji dała radę w porę się uchwycić łapy robota.
Smarkacze uciekli, Milaryk z pomocą pilota sprawił, że robot objął ją drugą ręką i ukucnął by bezpiecznie postawić.
-Wiesz co? - Powiedział - ty lepiej za mnie wyjdź, żeby plot nie było.
-Jestem starsza.
-Oj tam, najważniejsze, że ja cię w zasadzie kocham i dobrze mi się z tobą pracuje.
-Jakie to romantyczne - zaśmiała się.
-A powinno być? Miza i Walturian się zmówili najmniej romantycznie na świecie a dziecko za dzieckiem na świat się pcha. Tak z mojego punktu widzenia to ja się już żenić mogę a nie mam czasu za babami się oglądać...
-Więc bierzesz co się trafia.
-Aleś ty głupia, zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Chyba nie myślisz, że każdej bym pomagał wyremontować stary autolot? Ja po prostu mało romantyczny jestem.
-Tośmy się dobrali. Bardzo mnie przekonałeś tym, że nie masz czasu się za babami rozglądać ale co powie twoja rodzina?
-Moja rodzina, zwłaszcza rozpatrywana w szerszym zakresie, nie z takimi sprawami musiała sie pogodzić. Jeden ojciec z mojej rodziny powiedział synowi - gdybyś ty chociaż wziął żebraczkę to by się ją ubrało i nauczyło manier ale złodziejki to ja nigdy nie zaakceptuję. No i co? Małżeństwo superaśne a ty ani żebraczka, ani złodziejka, w porządku baba jesteś więc kto się przyczepi? Nauczycielka jesteś, to piękny zawód.
-Nauczycielka gromady idiotów.
-No, mędrcy to się u ciebie szkolić nie będą.
-Ach te twoje komplementy.
-Wiedziałem, że ci się spodobają.

Kniejo najchętniej rozmawiał o chorobach i metodach leczenia.
Był przekonany, że jego choroba musi być uleczalna a upewnił się w tym gdy usłyszał, że Milareza zakupiła drogie leki by ratować Unasjan z ekipy badającej pod nadzorem Walturiana kulturę Freżufegów zamieszkujących niegdyś teren współczesnego Gadżeganów. Chudziło dokładnie o tę samą chorobę, której i on się nabawił. Dla niego leków nie było a tu proszę bardzo, natychmiast sama gnała jak do pożaru.
W wizjofonii pokazano jak podaje fantomową ręką lotopławy paczkę zawierającą leki a na wszelki wypadek także dwa rodzaje instrukcji, papierową i filmową. Medyk zabrał to i biegiem pognał do chorych. Towarzyszący ekipie sprawozdawca zapytał Walturiana czy nie jest mu przykro, że żona nie wysiadła ani na chwilę.
-Już raczej jestem niezadowolony, że właśnie ona przyleciała - odrzekł - spodziewamy się dwóch synów - lepiej gdyby siedziała w domu, no ale widocznie inaczej nie można było, to był wyścig
o życie. W lotopławie na pewno skorzystała z wszelkich zabezpieczeń dla ochrony ciąży, bo to mądra kobieta.
-A nie bałeś się ją zostawić samą?
-Nie, jest przy niej moja teściowa, która na tych sprawach zna się doskonale. Wyprawa była zaplanowana już dawno, oboje zdecydowaliśmy, że jej nie odłożę.
-Ty słyszałeś?- Zwrócił się Kniejo do Ammetysta - stać ją było na leki dla ekipy a dla mnie nie przysłała.
-To chyba o coś innego chodziło, bo się śpieszyli.
-Co ty też mówisz? Wyraźnie powiedzieli, że chodzi o asparozę.
-No nie wiem ale się śpieszyli.
Pospierali się bo każdy inaczej sprawę rozumiał a każdy był pewien, że on lepiej.
Kniejo zapytał o te leki medyka.
-No tak - odrzekł ten - ale to te leki trzeba podać szybko, przynajmniej w ciągu trzech dni od pierwszych objawów a najlepiej zaraz. Tam akcja była błyskawiczna a ty już nie chorujesz na asparozę tylko masz powikłania.
"Na niczym się nie znał konował."
Kniejo odnalazł wizjofonicznie dystrybutornię będącą w posiadaniu takiego leku. Drogi był przeokrutnie ale miła kierowniczka działu sprzedaży zapewniła go, że absolutnie skuteczny a skutkiem ubocznym jest jedynie bujna czupryna.
Kniejo postanowił zdobyć te pieniądze.Chciał wierzyć w uleczalność swojej choroby i być może właśnie to go trzymało przy życiu.
Złożył apelacje w kwestii zablokowania swoich kont a niezależnie od tego zaczął kombinować kto mógłby mu dać te pieniądze.
Niestety wszyscy po kolei stwierdzali, że nie będą wydawać takiej forsy na coś co mu i tak nie pomoże. Czuł jak wzrasta jego nienawiść do tych mniej lub bardziej układnych a zawsze pewnych siebie, zdrowych osóbek. Wreszcie Gwiazdy wzięła od niego namiar na dystrybutornię a potem przywiozła mu opakowanie strzykawek dokładnie takich jakie widział w wizjofonie. Lek był naprawdę skuteczny lecz szybko się skończył
i dolegliwości powróciły.
Drugą paczkę dostarczyła mu Knieja. Sytuacja się powtórzyła, pomagało ale szybko się skończyło. Błagał o następną.
-Tato, przecież to kosztuje majątek -odpowiedziała - znajdź sobie innego sponsora.
-Pożycz gdzieś.
-Sam pożycz. Skoro jedna seria ci nie pomogła to nie ma sensu się tym szprycować.
-Pomagała. I ta od ciebie a jeszcze lepiej ta od twojej matki ale widocznie organizm się uodpornił i potrzebuje większych dawek.
-Nie. Gdyby miało pomóc, pomogłaby jedna seria. Jeżeli medyk ci to przepisze, zobaczę co da się zrobić.
Medyk absolutnie przepisać nie zamierzał - przecież to ci tylko może zaszkodzić - oznajmił.
-Nie zaszkodziło.
- Tak ale ty chcesz drugą serię a drugiej się nie podaje.
-Wziąłem dwie.
-No to cud, że jeszcze żyjesz. Nie cierpię gdy chorzy i ich rodziny bawią się w medyków.
Mógł sobie gadać a Kniejo wiedział swoje i naciskał na ojca aby mu kupił to lekarstwo.

=========
Agregatta poprosiła o opakowanie strzykawek aby zapamiętać nazwę. Tak powiedziała Kniejowi a pojechali z tym do Gwiazdy.
-Ty to zrobiłaś? - Zapytał Krokodyl.
-No wyobraź sobie,-odpowiedziała. Oskarżyć mnie nie możesz bo tym nie handluję. Jeszcze zapłaciłam za komplet podobnych strzykawek i swój czas poświęciłam by je ozdobić małymi symbolami obrazkowymi.
-Co było w strzykawkach?
-Lek wzmacniający: energiłut.
-Czyś ty zwariowała? A gdyby mu zaszkodził?
-Nie łudź się, jemu już nic nie może pomóc to i szkodliwością nie ma się co martwić. Dostał chwilkę nadziei.Teraz twoja kolej.
-I mam nakręcać karuzelę kłamstw? Kto jeszcze zostanie w to wciągnięty? Trzeba znaleźć inne rozwiązanie bo kiedy już wszystkich co się dadzą wykorzysta kolejka się powtórzy.

Agregatta postanowiła, że tak sprawy nie zostawi. Przez tę idiotkę jej mąż był stale nagabywany o zakup leku. Zgłosiła sprawę do protektoriatu. Zaproszono ją do wydziału medycyny
i wyjaśniono, że opakowanie jest oryginalne, sprawdzono, że paczkę strzykawek o tym numerze zakupiła Knieja Korala ale gdyby strzykawki zawierały ten lek, którego nazwę podała Gwiazdy byłoby to zupełnie nieszkodliwe, czego o leku na
asparozę powiedzieć się nie da.
-To niby dlaczego mnie okłamała?
-A bo widzisz jej córka jest prawnikiem a na dodatek nauczycielką i nie powinna oszukiwać ojca. To by mogło zaszkodzić jej karierze.
- A kiedy kupiła ten lek?
-12 dni temu a zużywa się go w ciągu sześciu.
-No dobrze a podanie szkodliwego leku nie zaszkodziłoby jej karierze?
-Tak, gdyby lek dał zgubne efekty a nie dał.
-Więc może jednak go czymś zastąpiono?
-Daj strzykawkę to zbadamy, tylko po co? Dlaczego ty się w to bawisz?
-Bo Kniejo Komandor, żąda teraz tego wydatku od mojego męża i jest naprawdę uciążliwy. Chciałam mu udowodnić, że nikt dla niego leku nie kupił.
-Knieja Korala kupiła.
( No i gadaj z nimi).
Strzykawek nie można było dostać bo już dawno poszły do utylizacji.
Zdecydowała się przyznać do wszystkiego mężowi - może powinieneś spreparować strzykawki - powiedziała.
-Przemyślę to, tylko czy energiłut w nadmiarze nie okaże się szkodliwy?
Krokodyl przeszedł się do znajomego medyka. Ten mu jednak doradził rozmowę z medykiem Knieja Komandora, który najlepiej będzie wiedził co podawać w strzykawkach.
Przy okazji wizyty u tegoż dowiedział się nie tylko jakie leki (za wiedzą medyka) podawać ale i czegoś szokującego od Ammetysta.
-Uważaj -ostrzegł go Ammetyst bo on robi rozeznanie po kim ile mógłby odziedziczyć i listę płatnych morderców.
Krokodyl tak się przraził, że tego dnia nie wszedł do syna, za to sporządził testament zadbawszy o jego prawomocność.
Wszystko zapisał Agregatcie bo po niej Kniejo nie mógł dziedziczyć. Ostrzegł też innych członków rodziny. Nawet Milarezę bo nie był całkowicie pewien, że Kniejo nic po niej nie dostanie i czy on to wie.

Rozmowa z Knieją zdenerwowała Knieja Komandora ale w sposób jak sam to określał konstruktywny.
-Dziewczyno ty powinnaś trochę o sobie myśleć - zaznacz w intercyzie, że jeśli on cię porzuci to płaci odszkodowanie.
-Oj tam,tata, wszystko jest w porządku - odpowiedziała - oni tak łatwo nie porzucają a zresztą w razie co to na siebie zarobię a nasze dzieci i tak będą kiedyś tam po nim dziedziczyć. Nie ważne ...
-Ważne, nie zostawiaj takich spraw przypadkowi.
-A ty sie zabezpieczałeś?
-Ja nie ale twoja matka tak skonstruowała umowę małżeńską, że mnie póżniej z wszystkich mebli okradła i nic nie musiała zwrócić bo wyszło na to, że jej się należy a jeszcze pozwoliła aby mieszkanie zabrała mi Ekspresja. Podzieliły sie babsztyle.
-Spokojnie, już się stamtąd wyprowadza. Niczym sie nie przejmuj, wiem co robię, żaden majątek mi nie potrzebny, co miałam wydałam na twoje leki, co jeszcze zarobię przehulam. Jestem młoda, zdolna pracowita, dam sobie radę. Baj, baj tatku - rozłączyła się. Był zły ale jeszcze nie aż tak jak nazajutrz gdy zagwizdała Cudna.
-Wiesz tato - powiedziała - tak się przejęłam twoją sytuacją, że sporządziłam testament. Oczywiście wszystko zapisałam na syna a ty jak rozporządziłeś swoim mieniem? Dostanę coś po tobie?
Tym razem on się rozłączył. Następna była matka coś tam pogadała, pogdała a potem powiedziała - zmieniłam testament - wszystko dostanie twoje rodzeństwo bo tobie to i tak już niepotrzebne. Twój ojciec zmienił testament więc pomyślałam, że pewnie ma rację, po tobie jest tyle dzieci, że tylko po nędznym ochłapie by dostały.
Po kolei wszyscy poinformowali go, że nic po nich nie odziedziczy. To było aż szokujące. Jakiś piorun w nich strzelił czy co?
-Ano widzisz, za ludźmi nie trafisz, którędy ich myśli biegną - stwierdził Ammetyst.


Nazajutrz Kniejo ujrzał przez okno idącą przez plac Milarezę. Szła energicznie, wyprostowana jak struna i wydała mu się przez to piękna. Wbiegła po schodach, przypomniawszy sobie, że jest w ciąży pomyślał gniewnie - natrę uszu tej idiotce - ale na próżno czekał aż się u niego pojawi. Za to w jakiś czas potem naczelny opiekun korytarza przyjechał starą maszyną sprzątającą (widocznie te nowe należały do ekipy zmieniającej wystrój sal)
Opiekunki poczęły biegać sprawdzając jak wyglądają pokoje.
-Schowajcie gdzieś Komandora - polecił naczelny i zamknijcie jego pokój. niech ona tam nie wchodzi.
-Nigdzie nie dam się zamknąć - zaprotestował Kniejo.
-Wjedź do Ametysta - polecił opiekun - lepiej aby sponsorka nie widziała jak potraktowałeś świeżo odnowiony pokój.
-A co się dzieje? - zapytał wizjofonolog,który właśnie nadbiegł - ja do Komandora -dodał a potem zwrócił się wprost do niego - przykro mi dziadku ale muszę sprawdzić twoje urządzenia kontaktowe bo ktoś tak ci zrobił koło tyłka, że rodzina się ciebie boi.
Kniejo znów poczuł się nic nie znaczącym robakiem w sam raz do rozdeptania. Zarozumiały smarkacz dobrał się do jego mikrołącza zostawionego nieopatrznie na szafce i do wzjofonu stanowiącego wyposażenie sali, sprawdził swoim urządzonkiem czy nie ma innych aparatów w pobliżu i przy okazji wyprosił obserwatorów mówiąc o Milarezie - ta zarozumiała lalcia gotowa mieć pretensję o upublicznianie sprawy.
Gdy "zarozumiała lalcia" weszła podziękowała Kniejowi za udostępnienie aparatów.
-A mogłem nie udostępnić? - Zapytał z goryczą w głosie.
Popatrzyła nań z uwagą, potem na wizjofonologa i odpowiedziała - oczywiście, wszak choroba nie odbiera praw obywatelskich. Inna rzecz, że nie byłoby to dla ciebie korzystne bo wczoraj Knieja miała wypadek.
-I co z nią? - Zaniepokoił się.
-Nic, drobna stłuczka ale poczułam się zmuszona do dokładnego zbadania jak do tego doszło bo gdyby jej się coś stało, ktoś mógłby chcieć na tobie wywrzeć pomstę.
-Na mnie a dlaczego?
-Ktoś albo bardzo cię nie lubi albo zwyczajnie nudzi się i rozpuścił plotkę, że czychając na jakiś spadek próbujesz nająć płatnego mordercę.
-Przecież ja nawet po niej bym nie dziedziczył a pomóc mi może.
-Wiem ale wolałam zrobić wszystko aby cię z tych podejrzeń oczyścić i zapobiec ewentualnej tragedii. Postanowiłam też opłacić dokładne badania medyczne mające na celu sprawdzenie czy twój stan na pewno jest spowodowany asparozą.
Oczywiście możesz na to nie wyrazić zgody.
-Ale wyrażam córeczko.
-Zechciej proszę mnie tak nie nazywać. Uczynię to ze względu na Knieję bo przecież ma poślubić mojego brata. Ty zaś usiłując zagarnąć nie przysługujący ci tytuł mojego ojca ranisz moją godność osobistą - wyjaśniła grzecznym tonem z nutką szacunku.
Gdy wyszła powiedział do wizjofonologa - a tylko spróbuj jeszcze raz mnie poniżyć to złożę skargę, że ranisz moją godność osobistą. Ja nie jestem dla ciebie żadnym dziadkiem i nie masz prawa włazić tu gdy zechcesz i grzebać w moich kontaktach.
Chłopak raczył przeprosić i bąknął, że sytuacja była wyjątkowa.
Kniejo pojechał na wózku do Ammetysta by się wyżalić, była u niego Milareza. Ammetyst płakał - ale ja przecież tylko żartowałem.
Kniejo w lot pojął o czym rozmawiali.
-A wiesz, że przez twoje żarty ktoś mógłby mnie nawet zabić gdyby Knieja zginęła w wypadku albo komu innemu coś się stało? - Zapytał.
=========
Dlaczego to zrobiłeś? - Spytał prawnik.
-Tu jest bardzo nudno - wyznał Ammetyst - nikt mnie nie odwiedza a z nim też się normalnie nie dało porozmawiać, uważa się za pierwszego mędrca wszechświata. Chciałem żeby się coś działo.
I jak to jest - pytał z żalem - że jego rodzina odwiedza choć wcale na to ni zasłużył i nawet te drogie leki mu przywożą?
On był takim draniem. Tylko o sobie zawsze myślał a ja się tak starałem i nikogo przy mnie nie ma. On nawet tego nie docenia uważa to za oczywiste, że tak w okół niego biegają.
Nawet ta, którą chciał zabić jako noworodka sponsoruje mu badania a ja moją córkę kochałem, życie bym za nią oddał i gdzie ona teraz jest?



Na pomysł, że Kniejo nie miał żadnej asparozy wpadła Rezeryka. Przyjechała do Arbland ze względu na to, że Milareza oczekiwała porodu a nie było Walturiana zaś Milaryk szykował się do ślubu. Wraz z Rezeryką przyjechali Rezemcia z z córką oraz Andzio i Era. Przyjazd Rezemci był możliwy ponieważ w jakiś czas po jej pamiętnym filmowym wyznaniu dotarło ono do Joksolanii i tam zdecydowano się zdrapać jej imiona z listy wrogów państwa, co z kolei pobudziło Orfantę do wydania zezwolenia na jej powrót. Orfanta zamieszkiwała w Milanderdomu i oczywiście mogłaby tam pomieścić grupę gości ale Rezeryka nie chciała tam zamieszkiwać jako gość, zresztą potrzebowała być bliżej Milarezy, Milareza więc wygospodarowała miejsca w swoim domu.
-Ty jak zwykle nie masz czasu - narzekała na nią Rezeryka - mogłabyś zwolnić tempo chociaż przed porodem.
-Ja już nie umiem żyć w innym tempie - wyjaśniła Milareza.
Pogadać mogły sobie wieczorami w kuchni. Słynnej, wspaniale wyposażonej kuchni Milarezy.
Rezeryka opowiedziała o Irbisie i jego małżonce Kimifuwie oraz ich synu Irbikimie, no i o Redziu studiującym w Degeden medycynę. Oczywiście to Rezeryka go na to namówiła i równie oczywistym jest to, że uczyła się wraz z nim mimo, że miała już wykształcenie medyczne. Dowiedziawszy się o objawach występujących u Knieja oświadczyła - coś mi tu nie pasuje. Poszukała notatek na temat asparozy (o której w Unasie nie uczono) i występujących po niej powikłań. Rzeczywiście nie pasowało. To pobudziło Milarezę do odszukania kto w Unasie w zbliżonym okresie zapadł na tę chorobę. Nikogo takiego nie było. Dzięki swoim wpływom dotarła do historii choroby Knieja a przy okazji chorób występujących w jego rodzinie i udostępniła matce. Kniejo prawdopodobnie cierpiał bo był źle leczony. Kiedy Knieja zamawiała leki dla ojca Rezeryka pojechała z nią do producenta by uzgodnić dawki. Formalnie poszło to przez dystrybutornię ale dystrybutorni nie oglądało, zabrały od razu po przygotowaniu. Potem Knieja dowiadywała się o stan zdrowia ojca mając przygotowany przez Rezerykę zestaw pytań.
Niezależnie od tego sama się się przebadała a potem ona i Rezeryka nakłoniły do tego Cudnę oraz innych potomków Knieja Komandora.
Milareza już nie musiała, wiedziała, że jest podatna na tę chorobę. Przy tej okazji uświadomiła sobie coś ważnego - mogła formalnie nie uznawać Knieja za ojca ale jakąś spuściznę po nim dostała.
Gdyby Kniejo nie domagał się o leki ani ona ani Rezeryka by nie pomyślały, że przecież mogła to odziedziczyć i że trzeba przebadać dzieci (potem okazało się, że tylko Karisa, który przyszedł na świat w Degeden)
Krokodyl gdy sprawa doń dotarła był przerażony. Już się nie cieszył, że ma tak wielu potomków.Wszyscy musieli się przebadać.
-Ale jak to jest? - Dziwił się - ani ja ani moja pierwsza żona tego paskudztwa nie mamy.
-To jeszcze kwestia diety i trybu życia - odpowiedziała Rezeryka - i raczej pochodzi to od twojej pierwszej żony a ona jest bardzo aktywna fizycznie. Moja Milareza ....
-Ona też to ma?
-Tak ale w stopniu zanikającym. Odkryłam to u niej już dawno, jeszcze w dzieciństwie i to wczesnym, przepisałam jej dietę i ćwiczenia ruchowe no i czuwałam nad wdrożeniem. Potem to już było nawykowe. Zdążyłam zapomnieć,dopiero gdy dowiedziałam się o sytuacji Knieja ...
Uświadomiłam sobie, że to może być to samo. Do asparozy niezupełnie pasowało. Zresztą nie panikuj, to nie jest aż tak groźne. Nawet u Knieja sobie z tym poradzimy a inni przecież nie chorują.
=============

-Akurat przeoczyła - zakpił medyk gdy Witaj doręczył mu komplet badań - po prostu ją to nie obchodziło. No akurat ty nie masz czego się obawiać - wyjaśnił przeglądając wyniki - skłonność jest ale choroby nie ma. A na miejscu brata złożyłbym skargę.
-To chyba na tych co tego nie wykryli - odrzekł Witaj - ona go nie leczyła.
-Ale stwierdziła skłonność u jego córki, powinna była dotrzeć do rodziny.
-Ja tak nie uważam. Gdybym adoptował dziecko, na dodatek z innego kontynentu i stwierdzonoby u niego jakąś chorobę nie próbowałbym szukać jego biologicznej rodziny. Ostatecznie ona nie jest jedynym lekarzem na świecie i całego świata leczyć nie musi. Kniejo ma po prostu szczęście, że się zorientowała i byłby ostatnim draniem gdyby ją zaskarżył. Już szybciej mógłby się domagać odszkodowania od domu naszch narodzin.
- No nie przesadzajmy, wszystkich badań się dzieciom nie robi.
-Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, wiem tylko, że córki Milarezy miały takie badania.
-Bo matka ma skłonność do tej choroby.
Witaj nawet nie wiedział jak silnie podziałała na medyka wzmianka o domu narodzin. Różykrzew był szefem takiego domu w czasie gdy przyszła tam na świat Milareza i doprawdy lepiej byłoby dla niego gdyby nikt tej sprawy się nie tykał.



Ammetyst był skłócony z Kniejem i tym większą przyjemność sprawiało mu oglądanie filmu zamieszczonego w którymś z zakątków. Było to sprawozdanie ze spotkania rodziny Knieja w protektoriacie. Gdy to raz obejrzał zawołał paru kolegów razem z nimi oglądać. Niby każdy mógł u siebie ale razem było weselej.
Niestety coś się w wizjofonie przestawiło a on zapomniał co to był za zakątek. Lubilud podpowiedział, że zakątek Amaldyny.
Ammetyst wybrał więc w tym zakątku hasło Milareza kontra prawnik, spotkanie w protektoriacie. Było takich kilkanaście szczęściem znał datę lecz ledwo znajome twarze pojawiły się na ekranie już wiedział, że to nie to. No właśnie: tu były twarze a tam zastąpiono je zwierzęcymi pyskami, no i tam były obfitsze fragmenty. W tej wersji zaczynało się od słów przewodniczącego - "O, zgłasza się Milareza". Na tym nagraniu widać było unaskiego kamerzystę, i były objaśnienia: n.p. gdy Milareza robiła skarpetkę, Amaldyna wyjaśniła - odkąd arandeta nauczyła się robótek, czyli od dzieciństwa, wzorem Orfanty stara się wykorzystywać czas by robić ciepłe ubrania dla biednych. Tolimania to kraj gdzie zimy bywają ostre i taka pomoc jest cenna.
Przemówienie prawnika zostało skrócone co w zasadzie było słusznym zabiegiem bo trochę ględził. To raczej z niego niż z Knieja zaśmiewali się koledzy Ammetysta.
- A mówiłem trąbie, że trzeba się przygotowywać - śmiał się Burzygrom (dawny nauczyciel prawnika) i zaraz zamilkł bo łagodnie uśmiechnięta Milareza tłumaczyła z ekranu - Nie należy mieszać scenek szkoleniowych z prawdziwym życiem, gdy uczestniczyłam w scenkach szkoleniowych to najczęściej w rolach urzędników obojętnych lub nieżyczliwych wobec petentów i tak było w sprawie Oleni. Taką mi przydzielono rolę bo to uczniowie mieli bronić słusznej sprawy. Zawsze oczekiwaliśmy, że będą do tego przygotowani.
-Otóż to - zacierał ręce Burzygrom.
-Wróćmy jednak do kwestii dlaczego uznałam Milandera za ojca - mówiła dalej Milareza a sprawozdanie niewątpliwie zyskiwało gdy widać było jej twarz i oryginalną mimikę. - To co powiem nie będzie niczym odkrywczym lub rewelacyjnym tylko prostym: to Milander tłumaczył mi skąd wieje wiatr, dlaczego pada deszcz, co można zaaplikować chorej zabawce aby wyzdrowiała. Nie mam takich wspomnień o Knieju Komandorze. Ponadto Milander ocalił mi życie, Kniejo Komandor .....
Coś pykło i pojawiła się jasnowłosa dama, która powiedziała - Milareza walczy o życie w klinice Rezeryki, bliźnięta zdrowe.
Znowu pykło ... -chciał je odebrać.
-A ja chcę odnieść się do argumentu - zabrała głos inna uczestniczka spotkania - ale już Barwiświat przestawiał program na aktualia i wszystkich bardziej obchodziło to co się teraz działo z uroczą prawniczką niż minione spotkanie.

Rozaria zastanawiało kim była ta młoda kobieta ubrana w suknie zdające się maskować ciążę. Były długie ale ona potrafiła w nich niemal biec. Nagle zatrzymała się, popatrzyła na niego, lekko się skłoniła i pognała dalej. Prawdopodobnie z kimś go pomyliła.
Pewnego dnia gdy Robinia akurat oglądała modny ostatnio w ich zakładzie "Zakątek Amaldyny" weszła kierowniczka prowadząc gościa.
-Lanbort Siegrid chciałby z wami porozmawiać - powiedziała nim wyszła - Rozario poruszył się słysząc to imię rodowe. Lanbort lekko się ukłonił zerknął na monitor - o Milarezunia w akcji - powiedział - a ja właściwie tylko do ciebie - zwrócił się do Rozaria - Salwaturze. Czy wiesz, że jesteś niesamowicie podobny do mojego ojca? Milarezunia to zauważyła.
Rozario szybko podjechał do monitora. Jakaś pukatańska dziewczyna występowała przed audytorium i ktoś zaczepił haczykiem o jej włosy. Nie, nie znał jej.
-Nie przypominam jej sobie - powiedział.
-Możliwe, bo to stare nagranie ale ona poznałaby cię nawet gdybyś był chłopięciem. To dobra portrecistka, zobacz ten portret - to ty. Tak to był on, na ile podobny trudno by mu było określić ale to był ktoś w jego ubraniu i w tej scenerii w jakiej mijała go tamta kobieta.
-Sfotografuj! Potem mi pokażesz - powiedziała Robinia nie odwracając oczu od ekranu.
Rozario nie miał do tego głowy bo Lanbort nazwał go Salwaturem.
- Czego chcesz? - Zapytał półgłosem.
-Faktów. Jestem historykiem. Powiedzmy sobie szczerze nie da się odrodzić Olianu. Czas Salwastura przeminął ale można o nim napisać.
Sądzę,że masz jakieś pamiętniki, każdy z Salwaturów je pisał. Wiele z nich mam i twój też może być interesujący.
-A wspomnienia o Olianie?
-Napisałem książkę o tytule Salwatur Siegrid z Mezo bo miałem już z dwoma ... conajmniej dwoma kopiami Salwatura styczność. Możesz sobie ściągnąć unaską wersję, przejrzeć i nanieść uwagi, chętnie się z nimi zapoznam a jeśli nie zdążę to mam zaufanego pracownika i on się tym zajmie. Zwie się Walturiam Lagengrit. Jednak interesujesz mnie też ty jako odrębna postać, bo każdy z was to jednak odrębna postać, mój ojciec i ten drugi nawet buty nosili w różnym rozmiarze. Wiesz inny styl życia, inna praca, inne choroby, inne rodziny, inne dzieje.
Rozariowi spodobało się to podejście - dobrze - powiedział - mój pamiętnik znajdziesz w sieci pod hasłem: Dzieje Salwatura . A pod jakim imieniem występował twój ojciec?
-Orbort.
-Jak Orbortport?
-Tak bo to jest nazwa od jego imienia. Rządził dużym krajem ale chyba więcej powie ci imię Milander, to też był jego syn.
-Tak o Milanderze słyszałem. Genialny inżnier.
Trochę pogadali, Rozario sam się dziwił, że tak szybko mu zaufał. To pewnie dlatego, że w głębi serca nie chciał aby jego historia przepadła.
========
-Czyli to co mi kiedyś opowiadałeś to była prawda? - Zapytała
po wyjściu Lanborta niby to bardzo zajęta filmem Robinia. Nie wyglądasz na kogoś szczególnego.
-A jestem. Bo dałem sobie radę przywieziony do obcego kraju.
Przyznaję, ten który mnie przywiózł zadbał o mnie ale tylko na starcie. Niby dobrze o mnie zadbał, miałem domek z dobrze wyposażoną spiżarnią i parę rzeczy z których nie umiałem korzystać. Musiałem się szybko przystosować i udało mi się do tego stopnia, że poślubiłem najwspanialszą z Unasjanek.
=========



Ammetyst wjechał na wózku do Knieja - chciałem cię przeprosić - powiedział - bo twoją Milarezę czymś podtruli, gdyby umarła a wcześniej nie zdementowała plotek o tobie to jej mąż mógłby cię zabić. Ponoć ten medyk, który dał jej złe leki to musi się ukrywać przed tym Walturianem i bratem Milarezy. Tym co się żeni z twoją córką.
-Ale dlaczego ten medyk to zrobił?- Zdenerwował się Kniejo.
-Żeby ukraść dzieci.Niby chodziło tylko o to aby urodziła w Unasie. Podaliby, że dzieci zmarły a ona troje i tak już ma więc wielka krzywda by jej się nie stała.
- Sam bym zabił tego drania.
-Mieli za to dostać wielką kasę.
-Ale, że dzieci się nie zatruły!
-No nie. Ja się na tym nie znam ale jakoś tak to zrobili, że dzieciom nic się nie stało. Jej właściwie też nie miało się nic stać, po unaskiej stronie mieli ją uratować. To miało być tak, że ją tam przewiozą w celu ratowania życia ale uparła się, że nie zostanie na tę noc w domu narodzin. Poród odebrała jej matka w drodze do domu i zaraz pojechała z nią do kliniki.
-A nie bali się sięgnąć po dzieci osoby tak wysoko postawionej?
-A bo to zrobił Unasjanin i kiedy jej aplikował ten lek czy coś, to wiedział tylko, że już ma dzieci i jest inteligentna.
-A ewidencja?
-Ty jesteś ewidentnie nie domyślny. Pieniądze wszystko załatwią.
-No dobrze ale dlaczego Rezeryka nie wróciła do domu narodzin?
-Bo oni tam w Arblandach bardzo wierzą w instynkt Milarezy.
-A jak mogła odbierać poród i prowadzić auto?
-A kto ci powiedział,że prowadziła auto? Walturian prowadził.
-No przecież jest w Gadżeganie.
-Był w Gadżeganie ale przecież nie tak długo aby się dzieci pod jego nieobecność urodziły.

Królmój był naprawdę wystraszony. Już raz coś podobnego zrobił i wtedy poszło gładko.Owszem było trochę płaczu i takiego tam dziecinnego zachowania ale zdołał wytłumaczyć rodzinie, że nie było wyjścia trzeba było ratować matkę kosztem dzieci. Wprawdzie oberwał od szefa kliniki za to,że go nie wezwał jednak pieniądze jakie mógł zarobić były warte powtórnego ryzyka. Niestety druga pacjentka dostała wręcz histerii i nalegała na męża aby zabrał ją do domu. Mąż wezwał teściową i zabrali histeryczkę mimo stanowczych prób zatrzymania ich. Królmój prosił nawet ochronę o pomoc tłumacząc, że to się może źle skończyć dla brzemiennej i jej dzieci.
-A dla nas źle by się skończyło gdybyśmy się bawili w strażników więzienia - usłyszał w odpowiedzi- dostojna aranda wdowa jest medykiem i na pewno wie co robi.
Wyglądało na to, że mówią o matce pacjentki. Dla Królmója było obojętne kim jest pacjentka ale wzmianka o tym, że jej matka jest medyczką już go zaniepokoiła. Niezależnie od tego bał się, że pacjentka naprawdę umrze nie otrzymawszy właściwej pomocy. Czekał na jej powrót bo spodziewał się,że coś się zacznie z nią dziać wkrótce po opuszczeniu zakładu.
Nie wróciła. Zawizjofonowała za to Trwaja zdenerwowana tym, że pacjentki wciąż nie ma.
Denerwowała się,że jeśli pacjentka nie otrzyma szybko pomocy, może umrzeć i ona i dzieci.
-Jak ty mogłeś ją wypuścić? - Złościła się - trzeba było wezwać straże, błagać, prosić bo przecież może się okazać, że ją zabiłeś.
Nie wziąłeś pod uwagę, że jest przy niej mąż?
-Miał wyjść ale nagle ona dostała histerii a on zamiast zachować się jak mężczyzna, wezwał teściową. Podobno ona jest medykiem.
-To czyje wnuki mieliśmy zabrać?
-Pacjentka nazywa się Milareza Magnolia.
-A niech cię węże pokąsają. Jaką dawkę kuzarkary jej podałeś?
-Tylko jedną jednostkę.
-Jeżeli te dzieci się szybko nie urodzą ... No rób coś! Dowiaduj się! Doradzaj wizjofonicznie. Okazuj zainteresowanie, może cię posłuchają.


Na sali było sporo osób bo chodziło o dziecko adoptowane przez siostrę naczelnika okręgu. Jako rzecznik biologicznych rodziców wystąpiła Milareza Magnolia. Podobno nie pozwolono jej wystąpić wizjofonicznie.

Rzecznik siostry naczelnika wyjaśniał, że Boberra miała już sześcioro dzieci więc nie byłaby w stanie dostatecznie się nimi wszystkimi zaoopiekować i jest wysoce egoistyczne, że chce je
odebrać ludziom, którzy mogą zapewnić mu wspaniałą przyszłość.
Jej irracjonalna postawa może skrzywdzić wszystkie jej dzieci bo odbierze im część macierzyńskiej uwagi a przede wszystkim to dziecko bo zabierze mu szansę dorastania w miłej, kulturalnej rodzinie, skrzywdzi też ludzi, którzy bardzo pragnęli dziecka i je pokochali. Ona ma już sześcioro, oni tylko to jedno.
Milareza jakoś zdołała Boberrę i jej krewnych uspokoić. Sama wyglądała na niesamowicie spokojną.
Poprosiła o odczytanie definicji kradzieży. Sędzia się nie zgodził więc ją zacytowała z pamięci i zapytała czy porwanie czyjegoś dziecka jest kradzieżą a po chwili zadała drugie pytanie:
-Czy naprawdę wychowanie w rodzinie, która nie cofa się przed kradzieżą jest dla jakiegokolwiek dziecka korzystne?
To tak zdenerwowało szwagra naczelnika, że gdyby go nie powstrzmano byłby się na nią rzucił. Milareza ani drgnęła - a co będzie gdy dziecko czymś samozwańczego ojca zdenerwuje? - Zapytała.
-Ty ze mną nie zadzieraj bo nie wiesz kim ja jestem! - Wykrzyczał jej, ku przerażeniu rzecznika, szwagier naczelnika.
-Przeciwnie, mogłabym zacytować twój życiorys ale czy to potrzebne? W szkole uchodziłeś za osobę porywczą i niezdyscyplinowaną, w pracy znęcasz się psychicznie nad podwładnymi, a tu na sali pokazałeś jak bardzo jesteś niezrównoważony. Ja wam Unasjanie nie będę tłumaczyć co czuje matka, której ukradziono dziecko, powiem tylko, że jest to o wiele silniejsze od uczucia kogoś komu ukradziono samochód i zapewniam was Unasjanie, że gdyby temu człowiekowi, który nie zawahał się zaatakować kobiety - wskazała szwagra naczelnika - ukradziono jeden z jego dziewięciu samochodów byłby gotów zasztyletować złodzieja.
-Bronię mojego dziecka - wrzasnął mężczyzna.
-Nie. To moja klientka broni swojego dziecka.
-Ty sama byłaś adoptowana i uznałaś, że to adopcyjni są twoimi rodzicami -wtrącił się rzecznik.
-To była inna sytuacja. To tak jakby tu obecny szwagier naczelnika - nie zawahała się użyć tego określenia - porzucił swoje uszkodzone auto przy drodze a ktoś je zabrał i wyremontował. Boberra nie porzuciła swojego dziecka, ono zostało ukradzione.
Na sali sądowej wyczuwało się zdenerwowanie, jeszcze większe było "za kulisami" wśród operatorów urządzeń nagłaśniających.
Mieli wyciszać głos Milarezy gdy zajdzie potrzeba, tymczasem ktoś za nich sterował nagłośnieniem i wyciszał tych, którzy chcieliby ją zagłuszyć.
Ostatecznie uznano, że dokonano kradzieży dziecka, narażono przy tym życie jego i matki, nałożono kary na winnych ale ...
uznano, że dziecko już się przywiązało do nowych rodziców oni zaś do niego a Boberra ma sześcioro innych dzieci więc na nich powinna się skupić.
Po ogłoszeniu wyroku w sądzie doszło do rozróby i siłą wyprowadzono wyjącą z bólu Boberrę oraz jej rodzinę a przy okazji szwagier naczelnika wywlókł na zaplecze Milarezę i absolutnie pewien, że są w miejscu gdzie nie ma kamer począł bić i kopać. - Z Miluszem się nie pogrywa - powtarzał- z Miluszem się nie pogrywa. Kopał gdy już leżała bez ruchu. Potem wyrzucił ją przez okno. Wstała, podniosła głowę, która jej odpadła i powiedziała męskim głosem - Z Miluszem się pogrywa, z Miluszem się pogrywa.
Scenę tę oprócz Milusza widziała tylko dziewczynka spacerująca z psem, na szczęście Milusz nie widział dziewczynki.

Nikt nie bronił lalki zrobionej na wzór Milarezy. Milaryk byłby ją gotów poświęcić dla unikalnego nagrania. Zadbano za to aby Beberra z rodziną bezpiecznie dotarła do lotopławy.
Tego samego dnia okazało się, że dziecko będące przedmiotem sporu zostało porwane sprzed sklepu w sąsiednim okręgu.
Siostra naczelnika domagała się oskarżenia Milarezy.
-Spokojnie - odrzekł naczelnik - jeszcze nie wiemy czy to ona.
Lotopława była cały czas monitorowana, sprawdzimy to ale jeśli nawet udowodnimy Milarezie winę to i tak dziecka nie odzyskasz a ona co najwyżej dostanie zakaz występowania w unaskich sądach. Bo co jej możemy zrobić?
Miał rację nic nie mogli. W dodatku nie udało się udowodnić winy Milarezie. Do lotopławy nikt się nie zbliżył.
Za to sklepowy monitoring pokazał, kto się zbliżał do wózeczka z rozkosznym "przedmiotem sporu"
Jakaś kobieta tam zajrzała, porobiła trochę słodkich minek do dzidziusia i weszła do sklepu. Potem podbiegła dziewczyna, złapała wózek i uciekła.
Obie znaleziono, kobieta wyjaśniła, że chciała tylko zerknąć na dziecko. Dziewczyna histeryzowała,że to jej dzidziuś ale dzidziusia już nie było, ktoś w niewiadomym momencie zastąpił
go lalką prawdopodobnie ubraną w białą koszulkę. Taką bowiem znaleziono wśród rzeczy dziecka. Lalka była produkcji unaskiej, koszulka też. W wózeczku niczego nie brakowało, było nawet to ubranko, które miało na sobie dziecko w chwili kradzieży. Przypuszczalnie podrzucono je później.
Parę dni później specjalny obserwator wypatrzył, że Boberra ma niemowlę, sfotografował, i rzeczywiście to było dziecko o które toczył się spór.
====
-Tak już wiemy - odpowiedziała Orfanta gdy zgłoszono jej sprawę - W ramach zadośćuczynienia przekażemy Rododendronii Drobnie (takie były imiona niezrównoważonej porywaczki) lalkę niemowlę z całym wyposażeniem ale dziecko zostanie u swojej matki.
-A nie uważacie, że zadośćuczynienie należy się rodzicom adopcyjnym?
-Nie od nas, nasi okradli Rododendronię. Potrzebny zestaw już jest kompletowany. Bardzo przepraszamy za zajście w sądzie, winni zostali pouczeni dlaczego ich zachowanie było niestosowne.

Orfanta uroczyście pożegnała się z zatrudnionymi przez władze arandii Arblandzkiej Unasjanami. Wyjaśniła, że pensje za ostatni nonestr pracy, należne im gratyfikacje, podwójne odprawy i
ewentualne premie uznaniowe zostały już wpłacone na ich konta. Poprosiła o zrozumienie - nie uważamy, że każdy Unasjanin to wróg - powiedziała - ale sytuacja między naszymi krajami jest tak napięta, że grozi nawet wojną a podczas wojny rośnie wrogość między narodami, moglibyście zatem znaleźć się w niebezpieczeństwie. Dlatego muszę was prosić o opuszczenie Arbland. Nie podaję terminu ale nie powinniście zwlekać z wyjazdem. Spakujcie się i poproście o transport, raczej
będziemy chcieli zabierać większe grupy ale nie musicie sami się organizować.
-A nasze domy? - Zakrzyknął ktoś.
-Już odpowiadam - macie różne możliwości: sprzedać arandii według urzędowych cenników, poprosić o wymianę domu na unaski za wyrównaniem cen, zlecić sprzedaż, którejś z firm lub komuś dom wynająć. Wszelkie prośby kierujcie albo bezpośrednio do mojego biura albo poprzez przełożonych w miejscu byłej pracy.
-A jeśli to ja jestem przełożonym?
-Przykro mi ale już nie jesteś.
-Mówiłaś, że do końca nonestra.
-do końca nonestra macie zapłacone ale od jutra zajmujecie się pakowaniem swoich rzeczy. A teraz chciałabym podziękować wam za wasz wkład pracy ...
Szczerze mówiąc Orfanta nigdy nie była zadowolona z tego, że Milander zatrudniał Unasjan. Kiedy odchodzili przyjmowała na ich miejsca Pukatańczyków a teraz skorzystała z okazji by się ich pozbyć mimo, że wiązało się to z wysokimi kosztami.
Jeszcze trwało uroczyste pożegnanie z kwiatkami,
przemowami,poczęstunkiem i występami lokalnych artystów gdy Orfancie przyniesiono pismo.
Przeczytała i poniosła rękę na znak,że chce przemówić.
- Właśnie wezwano mnie do wydania naszego arblandzkiego dziecka w ręce człowieka, który dopiero co dotkliwie pobił jego nianię. Dziecka, które nam ukradziono, posługując się wyjątkowo nikczemnym podstępem a teraz uznano za własność
Unasu. Grożą nam sankcjami. Nie musicie się zrywać jak ptaki do lotu bo jeszcze dziś im nie odpowiem. Niech sobie poczekają a my zajmijmy się tym tortem, proszę o małą porcję.
Podano ją a ponieważ spokojnie zajęła się jedzeniem inni się też nie zerwali, uroczystość nie została przerwana zaś relacja
z niej dopiero nazajutrz obiegła cały ląd Unaski i okoliczne wyspy pod alarmującym tytułem - Orfanta grozi nam wojną.
Orfanta nie próbowała tego dementować . Kazała za to ostentacyjnie wywieźć Boberrę z mężem i dziećmi aby dać im mieszkanie i pracę w sarinejskim pałacu. Ich wyjazd został sfilmowany i trafił do kronik. Była to wystarczająca odpowiedź
na groźbę naczelnika okręgu tygrysiogrodzkiego.
Teraz był czas na jego ruch, nie zrobił żadnego. Dopiero jego ustanowiony w trybie natychmiastowym następca wystosował list z przeprosinami. Unasjanie nie chcieli wojny z Tolimanią, zwłaszcza, że w Unasie było wielu Pukatańczyków a ci mogli
stanąć po stronie Orfanty.
Oczywiście przyjęła przeprosiny ale Unasjan już nie zatrudniano, nie za jej rządów. Nie zrobiono wyjątku nawet dla Kniei Korala, z tym,że jako żona Milaryka nie została poproszona o opuszczenie Arbland.
 

 





Po prostu daliście jej pretekst - powiedział Wiernysz Ponik - trzeba się było trzymać prawa.
-Kiedy wyrok był logiczny.
-Nie chodziło o to aby był logiczny tylko zgodny z prawem. Bo z logiką to może być tak, że każdy ma swoją. Według ich logiki narażono życie matki i dziecka aby podstępem wykraść dziecko a sąd to zaakceptował.
-Nałożyliśmy kary na winnych.
-Ale zostawiliście im łupy.
-Arblandczycy też dokonali kradzieży
- Przeprosili i dokonali zdość uczynienia.
-Wobec porywaczki.
-A niby czym lepszym jest Milusz i jego małżonka?
-Chcieli mieć dziecko więc je porwali tak samo jak ta dziewczyna.
-Zakupili.
-Od złodzieja, Myśleli może, że dzieci się produkuje w zakładzie przemysłowym? Legalnie kupili czy po kryjomu? Dlaczego po kryjomu? W dodatku przeciw Miluszowi toczy się postępowanie w z związku z pobiciem opiekunki dziecka.
-Złożyła doniesienie?
-A ty byś nie złożył gdyby ci w zamian zrekopensowano utracone zyski i zaoferowano mieszkanie w bezpiecznej strefie?
Rozmowę z sędzią przerwało wejście sekretarki - przepraszam powiedziała - przed chwilą zmarła Milareza Magnolia.
- Jak to? Przecież wszystko było dobrze.
-Nie wiem przekazuję co mi powiedziano.
Wiernysz usiadł i chwilę milczał.
-Będziemy mieli problemy? - Zapytał sędzia.
-Nie wiem ale ja ją znałem osobiście. Uczestniczyła w ewakuacji Błędnyrysian, zwłaszcza pochodzenia pukatańskiego ale nie tylko. Lubiłem ją.
Masz rację jeśli jej śmierć ma coś wspólnego z podtruciem to będą problemy. Zresztą i tak będą. Musimy złożyć kondolencje.
Wiernysz polecił sekretarce aby go połączyła z biurem Orfanty.
Na ekranie ukazał się mężczyzna,z którym nie było kontaktu, powiedział - dementujemy pogłoskę o śmierci Milarezy. Jeżeli wizjofonujesz w innej sprawie zaczekaj ... Wiernysz rozłączył się i wezwał sekretarkę skądżeś ty wzięła tę informację?
-Sekretarka naczelnika okręgu nadłączańskiego mi przekazała.
-A jej kto?
============
Wielkolud nie miał wrogich intencji. On tylko chciał aby jego zakątek wizjofoniczny zyskał popularność i zyskał.
Rozsierdzony tłum Pukatańczyków napadł na ten dom narodzin, do którego wcześniej usiłowano przewieźć Milarezę i rozniósł go w drobny mak, trzeba było szybko sprowadzić pomoc z Arbland do rodzącej kobiety i pobitego personelu. Rezeryka odebrała dziecko. Nie mający dyżuru medycy i studenci opatrzyli rannych.
W Tygrysigrodzie omal nie zabito Milusza. W ostatniej chwili nadbiegł ktoś wrzeszcząc - Ona żyje.
Oprawcy zaczekali więc aż dobiegnie i powie -o co chodzi.
-Milareza żyje, wiadomość o jej śmierci jest zmyślona - mówił na krótkim oddechu - aresztowali jakiegoś smarkacza, który rozpuścił plotę.
-A zdjęcia?
-Spreparował z innych serwisów, stare.
Oprawcy rozpierzchli się zostawiając Milusza całego ale przerażonego. Musiał gwizdać po żonę aby przyjechała z jakimś starym kocem bo wstyd było iść przez miasto z zapapranymi kałem w wyniku stresu szatami a i usiąść w nich bezpośrednio na poduszce auta nie chciał. Na razie nie był pewien, która informacja jest prawdziwa: ta,że Milareza umarła,czy ta,że jednak żyje, zaciemnił szyby.
==========
U Knieja Komandora zjawiła się Gwiazdy Korala, przywiozła mu nowe leki ale opuściła placówkę medyczną wynosząc z powrotem paczkę.
Ammetyst wjechał na wózku do Knieja i szybko wezwał medyka bo Kniejo się dusił. Udało się opanować atak. Ammetyst wspomniał o tej paczce leków, Kniejo milczał , wyraźnie się zmienił ale żył a zdaniem medyka atak nastąpił w wyniku silnego stresu. Chory nie przyjmował na krótko przed atakiem żadnego leku.
================
Królmój dostał zawału na wieść o zamieszkach a to nie były jedyne skutki marzeń młodzieniaszka o popularności.
Wieść rozeszła się naprawdę szeroko i nie wszędzie ją od razu zdementowano.
Do Walturiana zawizjofonowała rodzina. Oczywiście z Siegridówki.


Gdy zawizjofonowali, Milareza, która jeszcze nie w pełni wróciła do zdrowia leżała z niemowlętami w łóżku. Miała na sobie suknię wieczorną odpowiednią dla karmiącej matki, nałożoną na równie odpowiednią nocną.Choć obie suknie były czyste, przyzwoite i tylko trochę przygniecione, wolała aby jej nie oglądano więc wizjofon został ustawiony tak, że jej nie pokazywał. Na wizji znaleźli się tylko Walturian i Karis.
-Oj jaki ty już duży jesteś Karusiu - zauważyła babcia.
-Bardzo - przyznał malec siedzący na krześle wyposażonym w podnóżek.
-Pewno ci smutno bez mamusi?
-Nie. Rysuję sobie.
-Ty mu się nie dziw Walturianku - powiedziała babcia - to jeszcze dziecko, nie wszystko rozumie.
A jak ty sobie radzisz?
-Teściowa i szwagierka pomagają - odrzekł mając na myśli to, że Milareza musi dużo odpoczywać toteż pomoc jest potrzebna.
-Tak długo się nie da żyć, dzieci potrzebują matki. Ja myślę, że tym razem to powinna być dziewczyna z naszej wsi.
Karis podniósł główkę znad swoich rysunków i powiedział - nie potrzebujemy nowej mamusi.
-A ciocia nie chce być waszą drugą mamusią? -
-Nie, ciocia ma swoją córkę,taką dużą jak ja. Bardzo ją lubię bo ma warkocze.
-A nie wolelibyście się tutaj teraz przenieść?
-Tatuś ma tu pracę
-Może tu by coś znalazł? - Obie strony mówiły "tu" mając na myśli zupełnie inne miejsce.
-Wątpię bo tata lubi swoją pracę a ja mam tu fajnych kolegów.
Siostra zapytała Walturiana - słuchaj, jeśli tu nie wracasz to może dałbyś mi ten dom, który tu postawiliście? Po co ma niszczeć?
- A mnie te wasze maszyny - od razu włączył się Andoris założyłbym ekipę budowlaną, ty i tak masz inne zajęcie.
-No. To by było dobre - poparł go rozentuzjazmowany ojciec.
Przez chwilę Walturian słuchał jak oszołomiony i wiedział, że coś jest nie tak lecz nie ogarniał całości - patrzył zdumiony na Milarezę.
Ocuciły go słowa matki - a mnie mógłbyś przywieźć trochę biżuterii i ze trzy kapelusze po Milarezie - To nim rzuciło, szczęściem nim się odezwał na wizję weszła Tali ciągnąc, przystrojonego w biżuterię Milarezy, osiołka na kółkach. Równocześnie Milareza szybko napisała na zmywalnej ścianie: Wyślę komplet 48, pasuje do większości strojów twej dostojnej matki.
-Pozwalasz dziecku się tym bawić? - Zdziwiła się matka.
-To córka Milarezy - odrzekł i dodał - poślemy ci komplet biżuterii numer 48.
-A jaki jest? - Zapytała - bo nie wiem czy mi będzie pasował.
-Na pewno. Moja żona się na tym zna.
-To ty już się ożeniłeś?
-Oczywiście.
-A bo myśmy dopiero teraz usłyszeli, że Milareza umarła.
- I zupełnie niepotrzebnie usłyszeliście bo to tylko głupia plotka. Przepraszam, że dopiero teraz mówię ale byłem w szoku, że tak nisko oceniliście mnie, Milarezę i nasze dzieci.
Nawet nie wiecie jak bardzo mnie to zszokowało.
To wy myślicie, że ja ożeniłem się z Milarezą dla majątku i bez skrupułów okradłbym z niego nasze... JEJ dzieci? A Milareza waszym zdaniem nie jest godna miłości?
Karis zsunął się z krzesła i pognał przytulić się do mamy by ją zapewnić, że jak najbardziej jest godna. Za nim pobiegły Tali na nóżkach i Netusia na czworakach.
Walturian obrócił wizjofon by pokazać swoją rodzinę.
-Synku to nie tak miało być,nie wiem co w nas wstąpiło.... Milarezo ...
-Przepraszam was wszystkich, - stanęła na wysokości zadania Milareza - że leżę ale tym razem źle zniosłam poród. Nie chciałam się pokazywać w pościeli i dlatego tak niezręcznie to wyszło.
Skoro jednak Walturian już nas pokazał, poznajcie proszę waszych nowych wnuków. Walturian nadał im imiona Siegrid i Magnoliusz.



-A gdzie żona? - Zapytała Grifana.
-Zapamiętaj sobie kuzyneczko - odrzekł Milaryk nie licząc się z tym, że przy stole siedzi liczna rodzina Aladiaza - to, że twoje dziecko urodziło się przedwcześnie nie oznacza, że wszystkie kobiety są puszczalskie.
Rozległy się niechętne mu pomruki ale nikt się nie ruszył od stołu, nawet Aladiaz. Tylko dzieci patrzyły wystraszone na rodziców.
- W Milwaltdomu mieszka mnóstwo ludzi a nie jak to rozpowiadasz na lewo i prawo Walturian i Rezemcia z dziećmi. Po pierwsze mieszka tam Milareza
... Tak szybkoobrotowy języczku - zareagował na okrzyk zdumienia Grifki - właśnie Milareza, gro czasu spędza teraz ze swoimi dziećmi i nawet przy nich się przygotowuje do planowanych wystąpień sądowych.
Nie pasuje ci, że Miza żyje? Fajnie było rozpowiadać, że wdowiec zdradza jej pamięć z drugą moją siostrą, co?
A prawda jest taka, że Rezemcia z córką i moja prześwietna matka mieszkają w innym skrzydle niż Walturian, Milareza, ich dzieci i opiekunki.
Nim moja matka wyjdzie do pracy w kancelarii Orfanty, Walturian już prowadzi lekcję we własnym domu albo pracuje nad starymi papierzyskami i to najczęśniej ze znamienitym Lanbortem. On ma mnóstwo zajęć i Rezemila ma mnóstwo zajęć.
W dodatku Walturian i Milareza to wspaniała para i nie pozwolę ci tego zniszczyć. A swojej żony na pewno tu nie przywiozę ani moich dzieci gdy już będą abyś nad nimi nie mlaskała ozorem. Twoja matka omal tak nie zabiła Milarezy.
-Przeholowałeś - oznajmił Aladiaz ale Milaryk to zignorował - jesteś jej godną następczynią - dopowiedział i wyszedł.
Cisza panowała w salonie.
-Czy ja coś mówiłam na temat Rezemci? - Spytała wreszcie Grifka w poczuciu krzywdy.
-No trochę tak - przyznał mały Alagrif - a które dziecko urodziło się przedwcześnie?
-Co ja takiego mówiłam o cioci Rezemci syneczku?
-Że pewnie sypia z wdowcem po Milarezie ale jednak nie bo mają inne pokoje. Ja tak myślałem,że to by było trochę dziwne.
Ja to bym nie chciał spać w jednym pokoju z Alafaną. To kto się urodził przedwcześnie Grifalad czy Alafana?


Oczywiście nie wszyscy w Unasie interesowali się sprawą Milarezy ale i tak powiększyła się liczba obserwatorów i komentatorów w "Zakątku Dziennikarza". Wielkolud cieszył się z każdych odwiedzin i każdej wypowiedzi. Nieważne czy napisano: "Dobrze jej tak bo się wyrzekła swojego narodu", "Nie chciała oddać dzieci to ciekawe, kto się teraz nimI wszystkimi zajmie, mąż pewnie szybko znajdzie sobie drugą kobietę",
"Gdyby przyjęła obywatelstwo i nie wyrzekła się rodziców to nikt by jej dzieci nie próbował odebrać"
Czy: "Ale wy wszyscy głupi jesteście, ją było stać na więcej dzieci niż miała. Jej adopcyjna matka też swoich urodziła pięcioro a jeszcze kilka adoptowała a Milareza to całe życie uciekała śmierci, od urodzenia"
"Nie ona się wyrzekła narodu tylko naród jej. Przecież rodzice sami nie mieli jej zabić jak się urodziła tylko medycy po orzeczeniu sądu. Czy można się kogoś bardziej wyrzec niż skazując go na śmierć?"
"Jak ona urodziła te dzieci to są jej i kropka"
Mniej go ucieszyły późniejsze komentarze relacjonujące wydarzenia związane z tym co zamieścił w swoim zakątku.
Wahał się czy nie wykasować artykułu. Tyle się jednak nad nim napracował, że było mu go po prostu żal. Wyszedł do szkoły a po powrocie zobaczył duże zmiany, pod ostatnim znanym mu dotąd komentarzem pojawił się wykonany większą czcionką napis w zielonej obwódce i na tle delikatnie zarysowanego wizerunku Milandera (stosowanego jako symbol Arbland) Napis obwieszczał: Artykuł zawiera kłamstwa i sfałszowane fotografie. Podpisano: Orfanta Namiestnik Arbland.
Pod tym były kolejne komentarze. Zawierały wyzwiska w stosunku do autora.
Między zwykłymi, pełnymi niecenzuralnych słów, połajaniami pojawiły się też takie: - "Ty gnido, przez ciebie mało nie umarła moja matka i braciszek, którego właśnie rodziła".
-"A moja matka ma połamane żebra bo właśnie była na zmianie w domu narodzin gdy go napadnięto, ona jest tylko laborantką"
"Mojego męża omal nie zabito"
"A ja omal nie zamordowałam swojego"
"Mój syn popełnił samobójstwo"
"Moja córka walczy o życie"
Przerażony Wielkolud naszykował kasację, w tym momencie
weszła matka - Wielciu nie wiem co nabroiłeś ale protektoriusze chcą z tobą rozmawiać - powiedziała. Szybko nacisnął hasło "wykonaj" i wyszedł. Nigdzie go nie zabrano tylko przesłuchano i wyjaśniono jak niebezpieczne jest to co zrobił - wszystko co już się stało może się jeszcze okazać drobiazgiem usłyszał. Gdyby nie to,że Arblandczycy pośpieszyli naszym z pomocą, my szybko wystosowaliśmy przeprosiny, a namierzenie plotkarza wizjofonicznego jest dziecinnie proste, skutki mogły być o wiele poważniejsze. To na razie wszystko - powiedzieli prze odejściem. Owo "na razie" przestraszyło Wielkoluda.
Jakiś czas nie wchodził do swojego zakątka. Miał zresztą problemy w szkole, najgorsze ze strony kolegów.
Gdy wreszcie zajrzał do swojego zakątka ujrzał w miejscu artykułu znany mu już napis zamieszczony przez Orfantę a poniżej nowe komentarze.

Rodzina Knieja Komandora jakby chcąc mu wynagrodzić to co przeszedł w związku z plotką o poszukiwaniu płatnego mordercy, wyszykowała mu dom. Nie ten w którym mieszkał ostatnio bo ten Filigrana sprzedała a połowe pieniądzy odłożyła na jego pogrzeb.
Przygotowano mu dom, w którym kiedyś mieszkał z Gwiazdy i córkami. Oficjalnie był własnością Cudny ale ona nie pobierała opłat od Ekspresji to i tym bardziej od niego.
Ekspresja zostawiła dom w dobrym stanie, zabrała jednak wyposażenie. Miała do tego prawo, przywieźli je niegdyś z Muzykafal, należało do niej.
Do opróżnionego domu wjechała Knieja Korala na maszynie sprzątającej "masp" wyprodukowanej w Arblandach. Maszyna miała windę, na której Knieja wjechała na piętro i tam dyrygowała mackami urządzenia aż wszystko wypucowały. Wsunęły się w każdy zakamarek.
Potem zjechała wyczyściła schody i cały parter poczynając od pokoju należącego kiedyś do niej i Cudki. Wymyła wszystko aż do holu potem zajęła się spiżarnią i kuchnią, wreszcie wnęką pralniczą wyposażoną teraz w rozsuwaną ścianę.
-Tu musiał być pokój - stwierdziła - i prawdopodobnie najpierw oddzielała go od holu zasłona bo nawet kołek od zawieszania został.
Mówiła to do Milaryka, który rozglądał się czy czegoś nie trzeba naprawić. Na razie zmienił uszczelki przy kuchennym kranie i poprawił półkę.
-Wyciągnąć? - Zapytał.
-Nie, jest solidnie zamontowany, można by się nad nim podciągać.
-Zobaczę... Faktycznie można.
-Ten dom ma długą historię - stwierdziła - nawet gdy tu moi rodzice zamieszkali nie był nowy. Mama go remontowała. Osobiście.
-Dzielne kobiety są w twojej rodzinie ale moja mama wcale nie gorsza. Siostry też w sumie ujdą.
Nie zdawali sobie sprawy, że Amalcia ich nagrywa.
Dzięki Amaldynie te sceny mogło zobaczyć wiele osób, między innymi Kniejo Komandor z kolegami.
-O finezjo! - Wykrzyknął Lubilud - Knieszka jak zawsze pełna wigoru!
-Muszę zaznaczyć - rozległ się głos Amaldyny - że maszynę sprzątającą dostojna Knieja Korala wygrała w konkursie na najszybsze posprzątanie apartamentów. Skromna nauczycielka zawstydziła wówczas wszystkich zawodowych sprzątaczy i sprzątaczki. Była najlepsza. Teraz "masp" bardzo jej się przyda w domu postawionym dla nich przez arandeta Milaryka.
-Zięć też zmyślny chłopak - zauważył Burzygrzmot - tu wykręci tam, przykręci i wszystko gra.
-Podjazd trzeba zrobić - orzekł na koniec Milaryk.
-Już ty nie przesadzaj niech ojciec wstaje i chodzi.
-To ty przesadzasz skarbie. Trzeba mu dać szansę i na chodzenie i na jeżdżenie. Lubię cię taką jaką jesteś. Przypominasz mi mamę.
-Nie odwzajemnię komplementu. Nie przypominasz mi ojca.-
To chyba właśnie był koplement. Kniejowi zrobiło się bardzo przykro. Wiedział, że nie jest najwspanialszym ojcem świata ale byłoby miło gdyby córka tak o nim myślała.
Innego dnia wstawiono tam meble. Nowe, na
razie obce, szare i czyste.
-Ale tu smętnie - orzekł Anderrez. To samo myślał Kniejo ale twarz mu się rozpromieniła gdy Milareza odpowiedziała:
Za to ile powierzchni do pomalowania, po za tym wygodne a to sprawa zasadnicza.
Wygodne było przede wszystkim łóżko. Anderrez i Era zademonstrowali jego pozytywy. Można je było unieść na taką wysokość aby łatwo było się położyć i wstać (a nawet wyżej) i opuścić do poziomu unaskiego materaca aby się przyjemniej spało.
Oczywiście wstawiono je do dawnego pokoju córek Gwiazdy aby nie musiał wchodzić na piętro.
Szafki też można było łatwo podnosić i przemieszczać więc gdyby chciał na nich coś namalować nie miałby problemu.
Wszystko miało swoje miejsce i na nie za naciśnięciem odpowiedniego guziczka w sterowniku wracało po czym szafki się zamykały. Miało to tę złą stronę, że nie można tam było wpakować nic nowego a jeśli chciało się coś zastąpić trzeba było zmienić oznacznik.
-Będzie miał kłopot - oświadczyła Era - starzy ludzie z trudem się uczą.
-Starzy ludzie - jęknął Kniejo.
-Zawsze będziesz mógł sobie odtworzyć nagranie tego pokazu - odrzekł uspokajająco Nasturcjan.
============
Stary wizjofon przekazany przez Gwiazdy wciąż działał. Kniejo mógł sobie przed nim zasiąść na poduchach i rozmawiać z kim zechciał albo oglądać filmy czy ciekawe programy. Do takich zaliczał "Zakątek Amaldyny" a właśnie tam można było napotkać informacje o rodzinie Milarezy i obejrzeć baraszkujące wnuki. znalazł też pamiętne spotkanie w Protektoriacie ale zauważywszy, że na nagraniu widać kamerzystę sprawdził czy na pewno nie ma gdzieś równorządnego nagrania. Było. Autoryzowane przez Filigranę i zdecydowanie dłuższe, nawet przemówienie prawnika dano tu w całości. No i niestety scenka z powitaniem Różany też się tu znalazła. Zauważył, że ta wersja miała dużo mniej odbiorców niż ta z Zakątka Amaldyny no i twarze ludzi zastąpiono pyskami zwierząt,słaba pociecha ale pociecha. Najwięcej wejść w obu wersjach było krótko po puszczeniu plotki o śmierci Milarezy.
Poszukał czegoś więcej o swej biologicznej córce. Oglądał filmy póki nie trafił na pokazujący ją tańczącą, roześmianą.
Wiedział przecież, że od urodzenia nie miała nóżki od pół łydki i że z tego powodu właśnie on przekupił lekarza aby wydał niepomyślne dla niej orzeczenie.
Potem zaczął rozmyślać jakby to było gdyby w tym domu gdzie znów mieszka wychowywały się trzy dziewcznki i zaczął malować sceny, które się nigdy nie wydarzyły.
Knieja zobaczywszy to powiedziała - ty lepiej wyjdź na świat bo czas się nie cofnie.
Od razu zabrała go z wózkiem na przejażdżkę po osiedlu.
Zrazu był zły ale gdy napotykali dawnych znajomych, witali się i to było fajne, przystanęli nawet by powspominać z Wiatrognajem.
Dowiedzieli się, że miał kłopoty bo ktoś wykasował jego dane z ewidencji, ostatecznie jednak pomogli mu byli uczniowie i dało się dane odtworzyć a wczoraj dowiedział się, że tamta kasacja danych ocaliła mu życie gdy pod innym mianem przebywał w Błędnyrysie.
-Cudna wtedy pracowała w ewidencji - wspomniała Knieja - lecz nie odważyłaby się bo w razie czego co by się stało z jej dzieckiem? Z tego co wiem to nikt jej nie mógł na ingerowanie w ewidencję namówić.
- To zrobił ktoś tak sprytny, że do tej pory nie wykryto kto - odrzekł Wiatrognaj - a co u ciebie Knieszko? Ponoć jesteśmy kolegami po fachu?
-Już nie, bo byłam nauczycielką w Arblandach.
-Aha.
-Dziadek mnie w to wrobił - wyjaśniła - teraz jest emerytem ale trochę dorabia na wykładach dla belfrów szapio.
-Wiem, udało mi się na taki wkręcić. A co z...
Kniejo zauważył dawnego znajomego więc podjechał do niego bo rozmowa nie obracająca się w okół niego zaczynała być nudna.

Walturian postanowił, że po pogrzebie Lanborta wróci do rodzinnej wioski. Miał powody i argumenty aby tak zrobić.
Milareza pracowała tylko dorywczo, jego tempry w szkole łatwo mógł przejąć ktoś inny, jedna z opiekunek dzieci nie była związana uczuciowo i rodzinnie z Arblandami, mogła więc z nimi lecieć. Z domem też nie było problemu.Tego w Arblandach by nie sprzedali bo wciąż mieszkała tu Rezeryka z rodziną więc by go dla nich utrzymała, w tamtym od czasu do czasu bywali by sie spotkać z rodziną a zdalnie sterowane maszyny dbały o porządek w domu i ogrodzie, kawałeczek domu, z oddzielnym wejściem Milareza udostępniła włóczącej się kobiecie,która próbowała wcześniej sypiać na ganku. Nie miała gdzie mieszkać a ich dom był pusty.
O tym, że cały dom jest ich świadczyły postawione warunki m. in. co szestnicowe porządki zdalnie robione przez Milarezę, w tym pranie, mycie, czyszczenie zgromadzonych rzeczy bo inaczej Laroka trzymałaby w swoim mieszkanku śmietnik.
Nie obywało się bez wyrzucania zepsutej żywności. Milareza czyste już rzeczy pakowała do pudeł, pudła opisywała i ładowała na górną półkę a gdy na półce zabrakło miejsca, dostawiła szopę i zaczęła tam sukcesywnie przemieszczać nigdy przez lokatorkę nie otwierane pudła.
Laroka nie była taką ingerencją zachwycona bo ograniczało to jej wolność osobistą ale z mieszkania korzystała nadal. No i chyba nie tak do końca jej to sprzątanie zawadzało bo niemal po każdym spraszała gości. Tego się Milareza nie czepiała bo goście umieli uszanować cudzą własność. Nawet sama ich zapraszała na któryś obiad podczas każdego pobytu w poddegedeńskim a ściślej Czżikicharskim Milwaltdomu.
============
Po odczytaniu testamentu Lanborta okazało się, że Walturian dostał w spadku jego archiwum, wioskę Mezo oraz środki na jej utrzymanie i kontynuowanie prac, które wcześniej wspólnie prowadzili.
Decyzja Lanborta wbrew obawom Walturiana nie wzbudziła żadnych kontrowersji. Potomkowie mirona wiedzieli, że nosił się z takim zamiarem i to uszanowali.
W tej sytuacji Walturian już gotów był zostać w Arblandach lecz za pośrednictwem Siegridówki dostał ofertę pracy w degedeńskiej szkole. Sześć arli temu chciał tej pracy i się o nią starał, teraz miał inną ale ...
Mógł ją wykonywać mieszkając na stałe w okolicach Degeden a właśnie tam wolałby wychowywać dzieci.
Po rodzinnej naradzie zdecydowali, że Walturian przyjmie propozycję pracy od nowego arla a na razie przygotuje sobie kilka wykładów, które będą pokazane w kinie Rezeryki każdy dwukrotnie aby uczniowie mogli sobie wybrać termin zapoznania się z nimi. Potem sukcesywnie będzie przygotowywał następne wykłady. Może to robić w dogodnych dla niego porach, choćby w nocy i dogodnym miejscu n.p.w Mezo.
Gdy to usłyszał powiedział - wolałbym w takich miejscach o jakich będę mówił.
Zajęli się tym razem, on i Milareza. Przydatne były jej katalogi sztuki by znaleźć odpowiednie miejsce lub coś co przy okazji wykładu warto było pokazać. Wykonywała też (często na podstawie katalogów) rysunki do konkretnych wykładów. Najpierw przygotowali sobie pomoce oraz zarys wykładów a potem wybrali się z dziećmi do Kareborgi z gotowym planem podróży.
Gdy byli w połowie drogi Milaryk zaalarmował ich,że porwano Waltarezę a zeznania świadków wskazują na pojazd latający, milandryjskiej produkcji. Milaryk prosił aby Milareza sprawdziła
dostępny dla niej obszar powietrzny.
Takie samo zadanie Orfanta i Koror zlecili wszystkim będącym w powietrznej drodze.
Najbliżej była Milareza i załatwiła sprawę.

- A moja Milareza? - Zapytał Walturian gdy Rezeryka opowiadała mu co przedsięwzięła w sprawie leczenia urazu psychicznego Rezemci i Waltusi.
-Co Milareza? - Zdziwiła się.
-Nic - odrzekł ironicznie - co by mogło być Milarezie? Ona przecież jest odporna na wszelkie stresy.
-Możesz mówić jak człowiek? - Zdenerwował się Milaryk.
-Nie chce nagrywać wykładów, nie chce się przenieść do Czżikicharu, nie chce jechać do Mezo bo wszędzie mogą nam porwać dzieci. Tak się nie da żyć.
-Przepraszam. Zajęłam się Rezemcią bo porwano jej Waltusię. Nie zdawałam sobie sprawy, że Milarezunia też mogła to silnie przeżyć. w takiej sytuacji jej też jest oczywiście potrzebna
pomoc.
Milaryk wyszedł. Wsiadł do swej lotki i pognał do Muresto,
wszedł do salonu gdzie właśnie zgromadziła się rodzina, uniósł ręce na znak, że nie ma broni.
-Ja dziś w misji pokojowej - powiedział - mam pytanie: czy dobrze zabezpieczacie dzieci?
-o co chodzi? - Zdenerwowała się przebywająca tu Grisolda.
-Wyłącznie o bezpieczeństwo dzieci, mógłbym zainstalować im jakieś alarmy pomyślcie o tym.
Gdy się zastanowicie dajcie znać - powiedziawszy to wyszedł i pognał z powrotem do Arbland.
-Czy to była groźba? - Zaniepokoiła się Grifka.
-Raczej ostrzeżenie - odrzekł Aladiaz - tak jakby coś nam zagrażało albo próba naciągnięcia nas na koszty.
-A ja myślę - powiedziała jego matka -że nastraszył was na wypadek gdybyście jeszcze chcieli porwać jakieś dziecko z jego
rodziny. Poinformował o tych alarmach ... albo chciał abyście się bali czy teraz waszych nie porwie.
-No to raczej mu się nie udało - stwierdził Aladiaz.
-Jesteś pewien? - Zapytała Grifana.
-Co za bezczelny smarkacz - denerwowała się Grisolda - i jaki zawzięty. Chciał aby Milareza wyrzuciła nas z lotobusu.
-Dziwisz się? - Spytała teściowa Grifany - ja zrobiłabym to bez skrupułów gdybym dopadła porywacza naszych maleństw.
Gdy o incydencie dowiedział się Fantesold był przerażony - właśnie urodziła mu się córka. Doniósł Kororowi co się stało.

Koror już wiedział i zdążył zbesztać Milaryka ale sercem był po jego stronie.
- Waltareza, Rezemila i Milareza korzystają z pomocy psychologów bo nie umieją opanować lęku po tym porwaniu - wyjaśnił. Milaryk nie chciał abyście wy spali spokojnie. Obawiam się, że jeśli nie położymy tamy tym waśniom to wasi
potomkowie się wzajemnie pozabijają.
Z tego powodu ja też muszę zastosować ostre sankcje i to wobec was. Bo to, że jakiś smarkacz naubliża kobiecie nie uprawnia jej rodziny do porwania dziecka z jego rodziny. To są przestępstwa nieporównywalne. W dodatku zrobiliście to po upływie trzech arli. Zamiast otwarcie przeciw niemu wystąpić i to adekwatnie
do tego co zrobił, wyście się przyczaili jak zbójcy przy drodze i napadli na niewinne dziecko.
Dla mnie coś takiego jest nie do przyjęcia. Gdyby ktoś obraził moją córkę, wystąpiłbym w jej obronie ale nie tak. Nie jak zbójca tylko jak mężczyzna.



-Jestem wdową po pełniącym obowiązki mirona a ten smarkacz potrafił naubliżać mnie i mojej córce - powiedziała Grisolda. Cyprysia wybitnie jej nie lubiła i gniew ją ogarnął na to, że się tak puszy.
-Już ty się tak swoim mężusiem nie chwal - powiedziała nagle - ja z Milarezą go zdemaskowałam! -
Milareza wpatrzyła się w deseń na blacie stołu. Była przekonana, że w tej sprawie należy milczeć.
-No ale oczywiście nagrodę dostała tylko Milareza! Zaznaczyła z oburzeniem Cyprysia.
-A nie było to przypadkiem mniej więcej w tym czasie gdy zaczęto dla ciebie produkować rozmaite pomoce myślą sterowane? - Spytała Cyprysię Rezeryka.
Milareza na nią zerknęła - tak Rezeryka wiedziała a rzut oka na Felikandrę potwierdził, że ona też.
-Tak, a kto się tym najpierw bawił? - Dąsała się Cyprysia - Nie Milaryk, Rezemcia, Irbis Redzio ...?
-Przepraszam - wszedł jej w słowo Redzio - przepraszam, te rzeczy były takie fajne, że nie umieliśmy sobie odpuśćić, Milaryk wciąż nad takim sprzętem pracuje.
-Teść jest zachwycony - przyznał Milaryk - ale czy myśmy się tu prześwietny kuzynie - zwrócił się do Korora - nie zebrali w innym celu?
-Tak mamy osądzić sprawę porwania wnuczki Milandera (Koror celowo użył wyrażenia "wnuczka Milandera" - możesz mi kuzynie - spojrzał na Fantesolda - powiedzieć dlaczego to zrobiliście?
-To nie było tak całkiem na serio, chcieliśmy ją przetrzymać kilka dni i oddać. To było w ramach nauczki za ubliżanie przez Milaryka mojej siostrze i matce.
-Jakim prawem udzielasz nauczek potomkom Milandera?
Jakim prawem wdzierasz się w moje kompetencje?
Sądzisz, że skoro twoja matka całe arle, bezkarnie wdzierała się w kompetencje mojej matki to tobie też taka rzecz ujdzie bezkarnie? Ja nie mogę sobie na to pozwolić bo jestem władcą Tolimanii i muszę dbać o mój prestiż. Matka miała prawo machnąć ręką dla świętego spokoju. Ja nie.
Ty miałeś ogromne szczęście, że dopadła cię właśnie Milareza bo ona umie trzymać nerwy na wodzy i działać racjonalnie.
-A ja bym też działała racjonalnie przy uwalnianiu prześwietnego Orborta gdybym była w stanie - oświadczyła Cyprysia.
-O czym ty mówisz? - Spytał Koror zamiast ją skarcić.
-A te urządzenia to ja miałam wcześniej - dodała - i jeszcze zrobiłam nimi fotografie a Milareza tylko zauważyła, że Orbort ma większe i nie swoje buty ale ona beze mnie to nic by nie wypatrzyła.
-O czym ona mówi? - Tym razem Koror zwrócił się do Milarezy.
-Dostojny Fanteor chciał przejąć władzę nad Tolimanią na długo przed śmiercią prześwietnego Lanborta - wyjaśniła - znalazł osobę niesamowicie podobną do atela, skłonną do posłuszeństwa w zamian za tytuł atela Tolimanii.
Moja siostra Cypryla widziała jak w obecności zarówno Fanteora oraz sobowtóra Orborta jest zakopywana skrzynia na tyle według niej duża by zawierać zwłoki. Zrobiła fotografie. To były pierwsze z jej fotografii więc jeszcze dużo im brakowało do poziomu tych jakie robi teraz. Na żadnej nie było całej postaci dlatego oceniałam po butach i uznałam, że Cyprysia się myli co do tego kto stoi przy prześwietnym Fanteorze.
-No, właśnie ty mi nawet nie uwierzyłaś - wtrąciła się Cyprysia.
-Stop - przerwał Koror - zrozumiałem, że stały buty Fanteora i nieznane buty - skróć na razie tę historię Milarezo.
-kiedyś prześwietny Orbort zaginął i gdy się znalazł okazało się, że miał chwilowy zanik pamięci, aby uniknąć w przyszłości długich poszukiwań wszczepiono mu zaznacznik.
-Aha - mruknął Koror - znaleźliście go dzięki zaznacznikowi.
-Tak, ja wtedy spośród zorientowanych byłam najbliżej.
-Ja też - Oświadczyła Cypryla.
-To prawda. Dostałyśmy nakaz opuszczenia Sarinei i byłyśmy w lecącej lotopławie. Prześwietny Milander dyktował mi co mam robić. Zabraliśmy prześwietnego Orborta a zostawiliśmy kukłę, którą miałam w lotopławie bo wszak była to lotopława prześwietnego Orborta.
Po długim czasie z niewiadomych powodów dostojny Fanteor tam poleciał i zastał kukłę wciąż przykutą do łóżka tak jak ją zostawiliśmy, to było na krótko przed jego śmiercią.
-Czy mogą mieć związek buty prześwietnego Orborta?
-Zapytała nieprecyzyjnie z ekranu wizjofonu, posiniała Orfanta.
-Nie wiem - powiedziała Milareza - buty prześwietnego Orborta wyciągnęliśmy z tej zakopanej skrzyni i oddaliśmy ...
-Mamo, co się dzieje? - Wykrzyknął Koror a medycy w Arblandach rzucili się ku Orfancie. Narada została odroczona.
==========

Wiele osób było zainteresowanych tą starą historią. W pierwszym rzędzie Koror ale też Walturian.
Trochę dowiedział się od Milarezy, trochę od Rezeryki a najwięcej od Cyprysi.
Niestety miał wrażenie, że Cyprysię powinien odwiedzać w towarzystwie żony a żona nie chciała się nigdzie ruszać z domu, w końcu zaczął z Cyprysią rozmawiać przez milanderłącze ustwione w salonie.


===========
Grisolda była załamana, wmanewrowała Fantesolda w okropną sytuację. (Wciąż miała w uszach rozkazujący krzyk Milaryka skierowany do Milarezy - wywal ich do wody! Oni się nigdy nie opamiętają! Są niereformowalni! Zawsze będą nam szkodzić!) Zaszkodziła pozostałym dzieciom n.p Gristeorowi, którego Koror jej odesłał, zaszkodziła pamięci męża i sobie a w dodatku przeoczyła jak niebezpieczna ze swoją wiedzą może być Cypryla. Przez całe arle ignorowali to co widzi i słyszy ta dziewczyna. Wtedy wydawała się niegroźna, lekceważyli ją. Potem mieli takie uczucie jakby na zawsze i bez kosekwencji, zniknęła z ich życia a teraz okazało się, że jest i dużo pamięta. Co gorsza ciągle gada z tym Walturianem, który wydał już książkę: "Dzieje Milandera" a teraz gotów napisać drugą z Grisoldą w roli negatywnej bohaterki.
==========
Walturiana Grisolda obchodziła najmniej, Przy okazji kolejnej wizyty w Mezo pogadał za to długo z Salwasturiem.



Koror nie miał racji Grisoldo - powiedziała Orfanta - ja powinnam była wskazać ci gdzie twe miejsce gdy zaledwie zaczynałaś się panoszyć. Może uchroniłoby cię to przed staczaniem się na samo dno ludzkiej podłości. Za długo ci pobłażamy a ty robisz coraz gorsze rzeczy. Porwanie Waltarezy
wydaje się szczytem wszystkiego. Niestety to może jeszcze nie być szczyt. Zupełnie nie wiem do czego jeszcze możesz być zdolna. Dość tego.
Wnioskuję o pozbawienie rodziny mojego zmarłego brata pojazdów latających i zakazanie im dostępu do milanderłączy.
-Zniszczysz Fantegrisa a on przecież nie miał z tym nic wspólnego - protestowała Grisolda.
-Racja, a co złego zrobiła ci Waltareza?
Grisolda zamilkła zauważywszy, że Orfanta wpędza ją w pułapkę. Dopiero po chwili wyjaśniła - nie zamierzaliśmy jej skrzywdzić.
-To nic pewnego. Po za tym skrzywdziliście. To dziecko musi się teraz leczyć z doznanej traumy. Leczą się też Rezemcia i Milareza. Milareza stawia solidne ogrodzenia wokół swoich posesji. Tak ją przestraszyliście. Cieszy cię to?
-A może powinniście pouczyć Milaryka aby nie urządzał awantur mnie i mojej córce? - Replikowała Grisolda.
-Kiedy urządził taką awanturę? Bo mnie nikt tego nie zgłaszał.
-Pojechał do mojej córki i na nią publicznie nakrzyczał.
-Dziwne. Nic nie wiem o tym aby gdzieś wyjeżdżał na krótko przed porwaniem Waltarezy. Milaryku jak to wyjaśnisz?
-Bo nie wyjeżdżałem a u Grifki przed porwaniem Waltusi byłem wtedy gdy rozpuszczono plotkę o śmierci Milarezy czyli w czasach gdy Magnoliusz i Siegrid ssali mleko matki.
Rzeczywiście powiedziałem jej wtedy parę przykrych słów ponieważ oczerniała Rezemcię. Nie zgłoszono ci tego bo miałem rację.
-Nie będę tego teraz rozpatrywać. - Oświadczył Koror. Sprawa jest przedawniona i absolutnie nie usprawiedliwia porwania Waltarezy. Nic go nie usprawiedliwia. Nic nie usprawiedliłoby
też porwania w ramach odwetu wnuków Fanteora bez względu na jego opinię.
Zabranie wam pojazdów zarządzam nie z zemsty tylko po to aby na przyszłość zapobiec takim ekscesom. Fantegris nie brał udziału w tej rozróbie a pojazdu potrzebuje w pracy więc mu zostawię latalkę. Nie lotobus bo dopuścił aby lotobus wypożyczył sobie w niecnym celu jego brat. Będę kontrolował loty Fantegrisa i zabraniam mu przez okres trzech arli odwiedzania matki, Grifany i Fantesolda.
Grisolda ponieważ nie jest to pierwszy jej groźny wybryk, zamieszka w wieży Gimdegda opłacając ze swego majątku koszty wyżywienia i obsługi. Fantesold z rodziną w Dżejmiłuzie. On, Grifana i Aladiaz mają zakaz przekraczania granic miejscowości w której zamieszkują. Radzę trzymać się tych ustaleń bo nie będę tolerował buntu. Bądźcie wdzięczni, że zachowujecie życie, następnym razem gdy komuś zostanie udowodnione porwanie a nie znajdę cienia okoliczności łagodzących, skażę go na śmierć.






Ostatecznie Walturian i Milareza zrealizowali plany. Nagrali wykłady Walturiana w różnych miejscach i przeprowadzili się do Czżikicharu. Pierwszy dzień był dla Milarezy bardzo stresujący. Gości przyszło dużo, dzieciaki biegały po całym
podwórzu a tu się jeszcze następni goście schodzili i trzeba było im otwierać bramę przyciskiem. Milareza wykorzystawszy to, że Wiernyszka trzeba nakarmić wyszła z nim do gabinetu i włączyła monitory.
-O, mamusia - zawołał Karuś usłyszawszy cichy melodyjny odgłos i pomachał w stronę kamery, potem zwołał rodzeństwo aby ładnie się ustawiło i zaśpiewali razem kilka piosenek. Milareza się
uśmiechnęła, dzidziuś się uspokoił i zaczął ssać.
Fajnie wyglądało te jej pięcioro śpiewających maluchów.
W tym samym czasie Walturian włączył monitory w salonie (tutaj gości przyjmowali w salonie, chyba, że przyszli sami przyjaciele) Nie emitował tak jak Milareza ostrzeżenia ale dzieci już były ostrzeżone. Goście śmieli się słuchając ich śpiewu i nie był to śmiech złośliwy.
-Tylko Tali poszła w Milarezę - zauważył dumnie Andoris - reszta jest nasza.
-Wiernyszek też jest podobny do Milarezuni - odrzekł Walturian. A ja tak jak mój teść lubię w dzieciach to co przypomina moją żonę.
-Dziwne imię mu daliście - zauważyła teściowa - właściwie to tylko Karis ma normalne - powinniśmy ich jakoś poprzenazywać
-Mama wybaczy ale to ja jestem ojcem i ja wybrałem każde z tych imion.
-A co jeśli dzieci nie twoje?- Zażartował ktoś.
-Szybciej ty nie jesteś synem swego ojca - odpalił Walturian.
-Oni tam to sprawdzają przy ewidencjonowaniu dziecka - wyjaśnił Andoris - takie mają aparaty, że robią to automatycznie i bezboleśnie, nawet dziadków potrafią wskazać.
Obserwująca także salon Milareza zauważyła, że teściowa pobladła a teść nastawił uszu.
-Oczywiście jeśli dziadkowie są tam zaewidencjonowani - dokończył beztrosko Andoris.
-Właściwie można zbadać .... -Walturian umilkł jakby rażony jakąś myślą.
-Co można zbadać? - Ponaglił go najmłodszy brat.
-Genelaogię do 221 arla. To kawał czasu, szkoda, że ery Tapuneków nie sięga.
Widząc, że w salonie są włączone monitory Milareza wróciła tam z najmłodszym dzieckiem. Zauważyła, że Andoris niespokojnie zerka na zegar. Aż miała ochotę zapytać czy się kogoś spodziewa.
Starała się jednak nie okazać zdenerwowania tylko zabawiać gości, sytuacja tego wymagała bo po włączeniu monitorów , to głównie oni skupili się na obserwowaniu podwórza. Dzieciaki znów się swobodnie bawiły. Milareza widziała je to na jednym, to na drugim monitorze, To jej nie przeszkadzało w podawaniu półmisków i dolewaniu napojów.
-No starczy już tego popisu - powiedział Andoris - wyłączamy monitory.
Odruchowo się wyprostowała.
-To nie jest popis - odrzekł Walturian oddając Wiernyszka żonie- chcemy mieć dzieci na widoku.
-Przecież jest tam opiekunka.
-Nie szkodzi - odrzekł Walturian a Milareza niby to żartobliwie zapytała - coś knujesz szwagrze? Wystarczy monitorować podwórze, czy powinniśmy obejrzeć okolice na zewnątrz muru?
-Coś ty taka podejrzliwa? - Zapytał Andoris.
-Jest matką - odrzekł Walturian. Milareza włączyła górne monitory i na nich wypatrzyła idącą, roześmianą parę: siostrę Walturiana i mężczyznę, który kiedyś dostał zakaz przebywania
w tych okolicach.
-To przecież jeden z tych, którzy chcieli zabić mnie i Karusia - powiedziała. Czy nie ...
-Nie, skądże - odrzekł Walturian. narysowała więc na zmywalnej ścianie szybki portret.
-Ferragen? No skoro ty tak twierdzisz ... - Walturian wolał nie zaprzeczać bo to ona miała niemal nie omylne oko.
Wstawiła portret do jednego z monitorów, obok dała aktualną fotografię, odcięła z niej fryzurę wraz z bakami i brodą po czym przeniosła na swój rysunek. Goście zamilkli zaskoczeni lub skonsternowani - wiedzieli - pomyślała Milareza o tych ostatnich.
-Dewando - zabierz dzieci i wracajcie do domu powiedział przez głośnik Walturian
-Ale ....
-Tak powiedziałem! - Odrzekł stanowczo i się wyłączył - I ona - dodał z myślą o siostrze - chciała dostać ten dom żeby tu z nim zamieszkać. Ohyda.
Chciała tu mieszkać z człowiekiem, który omal nie zamordował właścicielki tego domu... Bezczelna.
-Nie, to nie tak - zaprotestowała matka ale para już stukała do bramy.
-Wejdź Szulado - powiedział stanowczym tonem Walturian a gdy siostra przechodziła, wciągnął ją sterowanym strażnikiem do środka i zamknął bramę przed nosem jej męża.
Spanikowana Szulada wołała do męża zza bramy.
-Sprawdź czy wyrok sądu o tym,że nie wolno mu tu przebywać został anulowany - polecił Walturian żonie - no rusz się.
Pierwszy raz tak ostro do niej przemówił, musiał być bardzo wystraszony.
-Jutro to zrobię - odpowiedziała - tak będzie lepiej. Niech ucieka.
-Do jutra to nas wymordują - odrzekł stanowczo ku przerażeniu swej rodziny i gości.
Połączyła sie z biurem Rezeryki w Degeden i wydała stosowne polecenia. Część gości gwałtownie zapragnęła wyjść więc ich wypuścili ale dopiero po upewnieniu się, że wszystkie dzieci są w domu. Walturian chciał dopilnować aby siostra nie wyszła.
-Nie możesz, to niezgodne z prawem - powiedziała Milareza - jest jego żoną, sama tego chciała i kto wie jaka była jej rola w tym co się stało sześć arli temu.
-Milarezo! - Krzyknęła teściowa.
-A co mama myśli, że jak to wygląda? -Zdenerwował się Walturian - przecież oni wtedy chcieli za jednym zamachem pozbyć się mojego dziecka. Byłbym jedynym spadkobiercą i być może jak jaki dureń rozdałbym wam rzeczy mojej Milarezy.
Przyjmij więc do wiadomości, że gdybym kiedyś stracił moją rodzinę a coś odziedziczył, wszystko oddam na edukację i pomoc społeczną. Nic wam się z tego nie dostanie!
-Walturian! Jak możesz? - Krzyknęła matka.
-A jak wy możecie? Ułożyłem sobie życie, ożeniłem się ze wspaniałą kobietą, mam najwspanialsze dzieci świata a wy chcecie mi to wszystko odebrać!
-Mówisz tak jakby ktoś was chciał powybijać.
-A co byście zrobili gdyby Miza rozpoznała go dopiero w domu? Przecież jest dla niego zagrożeniem. Po co on tu w ogóle przylazł?
-Chciał się pogodzić - Wyjaśnił Andoris.
-Bo co? Pobili się w piaskownicy i jej szpadelkiem przywalił?
On chciał zabić ją i nasze dziecko a właściwie dwoje dzieci i wybacz ale dopiero teraz znajduję wyjaśnienie dlaczego. Wtedy to było podłe i głupie ale bezsensowne, teraz ma sens.
Spadku wam się zachciało! - Krzyknął w stronę rodziny.
Milareza milczała i obserwowała.
-Wszystko się poukładało jakby tak właśnie było - powiedziała teściowa - a nie było i nie było tak, że Szulada już wtedy myślała o Ferragenie. Była jeszcze smarkulą.
Poznali sie na nowo w Szegdżol, on przybrał inne imię, nie poznała go, zakochała się i tyle.
Przez nią tu przyjechał dodał ojciec - bo nie rozumiała dlaczego nie chce poznać rodziny. Miał do wyboru albo się przyznać kim jest albo tu przyjechać albo się od niej odwrócić.
-A kiedy się zorientowaliście kim jest? - Zapytała Milareza.
-Dopiero po ślubie, kiedy już się rozluźnił i zaczął używać swoich powiedzonek.
Do salonu gdzie stali wymieniając wciąż "ostatnie" słowa weszły
========
A ty co tu jeszcze robisz - krzyknęła na Ferragana
teściowa - powinieneś już być daleko, Milareza cię rozpoznała.
-Przecież ja już mam zgodę na pobyt w Degeden i okolicach.
-Aaaa. Z tego wszystkiego zapomniałam.
-Milareza bardzo się zdenerwowała?
-Ona to nie tak ale Walturian .... Powiedział, że wyście wtedy chcieli zabić Milarezę i dziecko dla spadku.
-Jak dla spadku? Przecież ja po niej nie dziedziczę.
-Aaaa. Szereg wydarzeń ułożyło się tak, że to się uwiarygodniło, nie chce mi się o tym mówić. Po coś ty tam polazł?
-A wiedziałem, że mnie pozna?
-Ona? Od razu. A Walturian nie daruje tego ani tobie ani nam.
-Chyba go straciliśmy - powiedział ojciec - i wnuki też. Z nią może byśmy się dogadali ale to on rządzi domem.
-Myślałem, że jest pantoflarzem.
-To źle myślałeś. Żonę kocha ale wleźć sobie na głowę nie pozwoli.
==========

Zaniedbaliśmy coś bardzo ważnego powiedziała Milareza zostawszy z mężem sam na sam - ja się leczyłam a ty nie, a potrzebujesz pomocy. Zadbaj o to jak najszybciej dla dobra nas wszystkich.
Na razie tylko ją przytulił - później o ty pomyślę odrzekł.
IRBIS

Irbis przyszedł poprosić aby Milareza dała mu pieniądze bo jemu się skończyły.
Dała mu tyle ilu potrzebował na sześć dni i zajęła się wyjaśnianiem dlaczego potrzebuje wsparcia już po upływie 12 dni od co nonestralnej wypłaty. Wiedziała, że on i jego żona nie są w stanie prawidłowo gospodarować pieniędzmi ale pomocy w tym zakresie podjęła się jego teściowa. Z pomocą swych agentarów Milareza szybko wykryła że kobieta okrada Irbisa i jego najbliższą rodzinę.
Dwa dni później przyszedł powiedzieć, że pieniędzy było za mało. Zaprosiła go na obiad i dała w garnkach, które już nie wróciły, jedzenia dla jego żony i synów. Powiadomiła o zaistniałej sytuacji Rezerykę. Wspólnie postanowiły,że Rezeryka da do degedeńskiego banku zlecenie na co szestnicową wypłatę dla Irbisa znacznie pomniejszoną w stosunku do tego co brał dotychczas zaś Milareza będzie zapraszać jego rodzinę na obiady.
Nie chciała za to refundacji. Pieniądze otrzymywane przez Irbisa pochodziły z jego spadku. Wkrótce on i jego żona zaczęli nagabywać Milarezę o więcej pieniędzy i mówić, że należy im się cały spadek a nie jakieś "wydziałki". To było uciążliwe. Walturian zdecydował, że obiad należy im wozić i żądać zwrotu opakowań. Gdy były z tym kłopoty zaczęli żądać od razu po przyjeździe garnków do przełożnia lub na zamianę.
-Oj o głupie garnki takie larum - z dużą przesadą oceniła to teściowa Irbisa.
-Widać jesteśmy skąpi - odpowiedziała Milareza patrząc jej w oczy - nie podoba mi się to, że choć mój brat dostaje wystarczającą kwotę na utrzymanie rodziny ....
-A ty wiesz ile potrzeba na utrzymanie rodziny? - Sarkastycznie zapytała kobieta.
-Wiem bo prowadzę dom i za mniejszą kwotę żywię większą rodzinę. Jeżeli to jest kłopot umyć garnki to oddawajcie brudne, ja je umyję, nie będę wszak codziennie nowych kupować a w ogóle wolałabym abyś przestała zajmować się rodziną mojego brata. Z powodzeniem mogę cię zastąpić.
-A przecież to moja mama - odezwała się Kimifuwa.
-Wiem, zapewne cię kocha i zapewne nigdy by cię nie okradła ale z prowadzeniem domu sobie nie radzi - wyjaśniła Milareza patrząc teściowej brata w oczy.
-Postaram się to zmienić - szybko odpowiedziała kobieta. Chyba raczej nie chciała stracić możliwości opiekowania się córką i wnukami.
===========

Rozmawiali wtedy w salonie, a rozmowa była burzliwa, gdy rozległ się Alarm i Walturian natychmiast wybiegł zaś Milareza włączyła monitory i odszukała kamerami dzieci. Przed bramą Tali tańczyła taniec zwycięstwa
i zupełnie nic złego się nie działo, Walturian zrazu biegł ale potem już spokojnie podszedł do córki.
-A gdzie reszta twojego rodzeństwa? - Zapytał.
-Pochowali się, żebym i szukała.
-To poszukajmy razem.
-Coś ty, bliźniaki zawsze chowają się za praniem, Netusia jest za porzeczkami a Karis na drzewie. Wcisnęłam alarm. Dobrze zrobiłam?
-Pewnie tak a co się działo?
-Przyszedł jegomość i chciał abym go zaprowadziła do babci. Ja mu powiedziałam, że babcia jest u nas i żeby zakołatał a on, że nie, bo ma u babci cyklistować podłogę a nie umie trafić.
-Coś takiego. Dobrze, że wcisnęłaś alarm. Trzeba mu było jeszcze powiedzieć, że tatuś i mamusia ci nie pozwalają ....
-Powiedziałam, i że wam naskarżę też powiedziałam ale on powiedział, że jestem bardzo niegrzeczna no to ja cyk na alarm a ty szybciej niż się rozgwizdało ryms przez okno, a on w nogi.
W domu Milareza obejrzała na monitorze fotografię człowieka stojącego w momencie wciśnięcia alarmu przed bramą.
Walturian zapytał: jak wyglądał?
-Miał tuuu pociągnęła swoją brodę i przedłużyła ten gest w dół - takie dziwne.
-Zawołajmy twoje rodzeństwo i chodźmy na poziomki w syropie.
Milareza zaraz pobiegła po słój takich poziomek.
-Zobaczycie, wszystko będzie na mojego Ferra - powiedziała Szulada.
-I na nas - dodał Adoris i rzeczywiście, Walturian odesławszy żonę (właśnie wróciła) i dzieci do kuchni a następnie zamknąwszy staranie drzwi salonu i opanowawszy ciężki zrazu oddech zapytał - to po to tu przyszliście? Żeby nas zająć i któreś dziecko dać porwać?
-Patrz tam - odrzekł ojciec wkazując monitor - pojeździj z żoną po wsi, już ona na pewno go wypatrzy bo ja nie wiem czy to ktoś nasz.
-Odbrodzi go bez jeżdżenia - odrzekł - ona ma oko portrecisty.
-A ja tam sama wiem kto ma takie kaprawe oczka - odpowiedziała matka i wszyscy wpatrzyli się w zdjęcie i rozpoznali oczka pomocnika młynarza.
-Patrz drugi fach ma zaśmiał się ojciec - cyklistuje, czy jak tam to Tali powiedziała, podłogę
==============

Nim Ferragen zaczepił Walturiana, ten sięgnął po leżącą przy drodze lagę.
-Pogadajmy - poprosił Ferragen - no się tak boisz jak baba?
-Jak widzę zbója to się boję - odrzekł Walturian nie ruszając się z miejsca, tylko ściskając lagę.
-Byliśmy kolegami.
-Zanim napadłeś moją żonę i dziecko.
-Z dzieckiem to był przypadek.
-Wtedy co innego mówiliście.
-To Fiodzizlef tak się popisywał a naprawdę to myśmy dzieciaka nie zauważyli.
-I nie wiedzieliście, że ja mam dziecko? Że ona ma dziecko!? Napadliście młodą matkę i ty chcesz mi to wytłumaczyć?
-Byliśmy młodzi, głupi, pijani.
-Wiesz co? Trzymaj ty się ode mnie i mojej rodziny z daleka.
-Nie zaszedłbym ci drogi gdyby nie to, że wciąż podejrzewasz mnie o wszystko co najgorsze, wytrząsasz się nad moją żoną i całą jej rodziną.
-Bo za dużo jest zbiegów okoliczności. Zbieg okoliczności, że gdy rozpuszczono pogłoskę o śmierci Milarezy moja siostrunia chciała dostać mój dom, zbieg okoliczności, że wyszła za ciebie, zbieg okoliczności, że wtedy usiłowaliście zabić i Milarezę i Karusia a przy okazji Tali, żeby żaden dziedzic nie został, zbieg okoliczności, że kochająca rodzinka była u nas akurat wtedy gdy jakiś łobuz usiłował wywabić Tali z domu, zbieg okoliczności, że moja mama rozpoznała w nim niewinnego człowieka, ile jeszcze będzie tych zbiegów okoliczności? Już wy się sami między sobą kochajcie, szanujcie a mnie dajcie spokój. Wieś jest duża, nie mieszkamy w tym samym rejonie, nie sprawi wam kłopotów omijanie nas.
-Jak uważasz ale krzywdzisz swoich.
-Moi to Milareza i nasze dzieci. Będziesz miał swoje to zobaczymy czy pozwolisz każdemu się do nich zbliżać.
-No chyba tobie nie.
-No chyba nawet nie będę próbował i tobie radzę to samo w stosunku do moich.
==========
Tajemniczego mężczyznę rozmawiającego z Tali zatrzymano dzięki rysunkom Milarezy. W odtworzeniu zbliżonego wyglądu, mimo charakteryzacji, pomogły jej brane niegdyś lekcje grafiki sądowej. Zdjęcie też się przydało bo nie po raz pierwszy tak się ucharakteryzował ("takie dziwne" to była nienaturalna broda ze zmierzwionej wełny) a gdziekolwiek go widziano znajdowano zwłoki zgwałconych dziewczynek.
Walturian i Milareza usłyszawszy o tym przytulili się do siebie i długo tak siedzieli. Mieli szczęście oni i Tali, że nauczyli dzieci jak się zachować w takich sytuacjach.
Przy okazji w sposób niezamierzony Milareza "odświeżyła się" w pamięci tutejszych organów sądowych.
Na razie za zgodą władz Unasu brała udział w posiedzeniach sądowych za pośrednictwem lalki. Na ogół robiła to w swoim salonie bo było tu przestronniej niż w jej gabinecie i dzieci mogły się w okół niej bawić, czasem przy ładnej pogodzie robiła to nawet na zewnątrz ale wolała w salonie.
Często towarzyszyła jej przy tym nie tylko opiekunka ale też Laroka, miała teraz swoje, odgrodzone podwórko ale była wpuszczana do Milarezy.
Oczywiście wydali też obiad dla jej znajomych, w salonie i jak zawsze przy takich okazjach było całkiem wesoło i przyjemnie bo znajomi Laroki byli wprawdzie ludźmi biednymi ale godnymi.
-Zupełnie nie wiem dlaczego my was przyjmujemy w salonie - stwierdził Karis i nie zważając na ich konsternację dokończył - salon jest przecież dla nudziarzy.
-Bo by się obrazili - powiedziała Tali - mamusia mi mówiła.
Milareza poczerwieniała.
-W Abladach tyko f kufni - wyjaśnił Siegrid.
-A nie, bo jak takich bardziej urzędowych to w gabinetach - odrzekł Karuś.
-Uzędowi to nie są goście tylko nie goście - Wyjaśniła Netusia.
-Nie bierzcie sobie tego wszystkiego do serca - powiedział Walturian - w Arblandach wszyscy się przyzwyczaili, że podejmujemy ich w kuchni ale tu spotkałem się z krytyką tego zwyczaju więc go zaniechaliśmy. W kuchni przyjmujemy tylko starych znajomych.
-A to my nie jesteśmy starzy znajomi?
-Nie aż tak a obiad jest uroczysty więc wypada aby został podany w salonie. Proponuję coś zaśpiewać. Nie każdy kto w salonie musi być zaraz nudziarzem.
========
W kuchni przyjmowali takich gości jak: Enilioborian, Tagunak i Nattufor z żonami czyli także Lalottą.
Przy takiej okazji "starzy znajomi" schwalili pierwszy pokazany w kinie Rezryki wykład Walturiana.
W filmie Walturian wspomniał o tańcu z omawianej epoki, odtańczyły go jego dzieci, Karis tańczył najpierw z Netusią a Tali z bliźniakami bo tak zaplanował Walturian ale potem wszystko się pomieszało, tańczyły trochę w grupie a potem Karis z Tali a bliźniaki z Netusią. Nie zmuszali dzieci aby tańczyły jak każą. Ważne, że były naturalne i w dziecięcych strojach z epoki, za to pozwolili by nie wycięto obrazu ich dwojga tańczących prawidłowo z boku. Oni i wszyscy, którzy z nimi byli też mieli na sobie stroje "z epoki".
-Następnym razem nas też zabierz - poprosił Nattufor w imieniu swoim i żony, zaczęli więc wszyscy snuć nowe plany.
Wykład puszczono w kinie więcej niż dwa razy bo miał powodzenie.

Alwina zgłosiła chęć pracy w pracowni nauczyciela historii i archiwizacji. Dotąd się tego nie uczyła ale obejrzała dwa jego wykłady. Na jednym występowali uczniowie z Arbland. Niby jako słuchacze ale w kostiumach z epoki. Ona też by tak chciała. Zdecydowała, że będzie się uczyć archiwistyki. Nie ona jedna. A dotąd na zajęcia archiwistyki chodziły tylko dwie dziewczyny z ich kursu.Eneroze uprosiła o dwa miejsca pracy dla tych uczennic Okazało się, że Unura otrzyma za protekcją dziadka etat w archiwum państwowym. Pracę u Walturiana mogła więc dostać jedna z tych, które dopiero zaczęły się archiwistyki uczyć. Udało się Alwinie.
Przeżyła jednak rozczarowanie bo nauczyciel pracował z czwórką chłopców ze szkoły administracyjnej a ona i Leonwira z jego żoną. Chłopcy porządkowali stare papierzyska zgromadzone z różnych miejsc Kareborgi, one je oprawiały,
opisywały, ustawiały na półkach, no i fajnie bo to była czystsza praca.
Leonwira zachwyciła się tym, że wiele dokumentów jest pisanych starodawnym językiem.
-Znasz się na tym - zauważyła Milareza - a nie miałabyś ochoty przetłumaczyć na współczesny język starej sztuki? Oczywiście w dodatkowym czasie i za dopłatą.
-Chyba bez bo nie jestem aż tak w tym dobra aby mi płacić ale chętnie, chętnie się podejmę.
-Ależ nie dam ci pensji uznanego tłumacza. Za darmo też tego robić nie będziesz, gdybyś miała trudności zgłaszaj mi , to poproszę Walturiana aby zerknął. On jest w tym dobry, tylko brak mu czasu bo to nie jest jego jedyna praca. Zależy mi na tej sztuce, chcemy nią wzbogacić wykłady mojego męża. Enilioborian to wyreżyseruje.
-A będę mogła w tym zagrać?
-Spróbuję poprosić. Niestety Enilioborian sam lubi dobierać obsadę.
-A dlaczego Walturian z nami nie pracuje?
-Bo gwoli przyzwoitości musielibyśmy jeszcze kogoś zatrudnić a wcale nie jest tak łatwo wybrać osobę odpowiednią. Ja nie mogę pełnić roli waszej przyzwoitki bo mamy sześcioro dzieci, teraz on się nimi zajmuje, (najmłodsze było z nimi).
-A opiekunki?
-Mamy jedną przywiezioną z Arbland, reszta tam została. Proponowano nam już różne na razie żadna nam się nie spodobała, zresztą i tak uważamy, że jedno z nas powinno mieć baczenie na dzieci.
Milareza i Leonwira świetnie się dogadywały. Alwinę złość brała, że ta "cwaniara" załatwiła sobie konsultacje z Walturianem,oczywiście w sprawie tej sztuki.
Gorzej! załatwiła sobie lokum i zaprzyjaźniła się ze smarkaterią.
Kiedy wszystkie dziewczyny na luźniejszej lekcji Zualare opowiadały jaki im się pracuje Alwina powiedziała: W warsztacie śpi dziecko, czasem ryczy, czasem jest karmione piersią a Leonwira robi wszystko by poderwać Walturiana.
Leonwira wydała okrzyk oburzenia a nauczycielka sie zaśmiała:
-Szczerze wątpię. Ja znam Milarezę. Ona jest za cwana aby przyjąć na mieszkanie agentkę zainteresowaną jej mężem.
-No ciekawe skąd by tak od razu wiedziała.
-Jej wystarczy jedno spojrzenie a warsztat zanim tam wjedzie dziecko na pewno jest wysprzątany jak oddział chirurgii i pewno jeszcze jakaś siatka otacza niemowlę aby ani pyłek z krajaczki papieru nie dostał mu się do buzi.
-Maszyna ma specjalny wyciąg do kurzu - poinformowała Leonwira.
-No wiedziałam! Nie przejmuj się mała tym co gada koleżanka, z zazdrości ją skręca - podsumowała Zualare.
-Jak ty możesz takie podejrzenia na mnie rzucać? - Oburzyła się Alwina choć w głębi serca wiedziała, że Zualare trafiła w samo sedno.
-Jestem starsza i mądrzejsza. Zainteresuj się młodzikiem, który się z tobą ożeni a nie próbuj zabrać ojca dzieciom bo one ci nigdy tego nie darują. A zresztą Walturian siedzi w kieszeni u Milarezy - wypsnęło jej się.
==========
Zualare miała rację, Milareza w lot przejrzała Alwinę i ostrzegła przed nią męża.
-Nie jestem aż tak atrakcyjny - zaśmiał się.
-Nie wiem co jest dla niej atrakcyjne. Wolałabym abyś jej unikał bo ...
-Nigdy cię nie zdradzę.
-Ja ci wierzę lecz ona będzie się bardzo starać nas skłócić a oboje mamy wiele do stracenia. Uważam, że założyliśmy piękną rodzinę i dobrze nam razem.
Przytulił ją, nic nie odpowiedział. Ona jednak już wiedziała, że będzie tej dziewczyny unikał.
Leonwirę zaprotegowała Enilioborianowi lecz bardziej przypadła mu do gustu Alwina.
Walturian zaprotestował - Alwina z nami nie pojedzie.
-A to dlaczego? - Oburzył się Enilioborian.
-Bo zdaniem Milarezy ostrzy na mnie pazurki.
-Akurat! Alwina będzie idealna.
-Ja bym ci radziła uważać Sewilanto bo może zmieniła obiekt zainteresowania - żartowała Lalotta.
-Nawet tak nie żartujcie - obraził się Enilioborian - to miła, dobrze wychowana
panienka
Skończyli rozmowę na ten temat ale Sewilanta była już niespokojna. Nie podobało jej się, że mąż tak usilnie bronił Alwiny.
-Niechbym ich tylko zobaczyła razem, wypaliłabym tej smarkuli oczy - oświadczyła na babskim spotkaniu.
-Nie, wtedy wypalonoby je też tobie - odpowiedziała Milareza - to by trzeba
załatwić inaczej. Na spokojnie, tak abyś ty wyszła na królową a ona kieszonkowca. Która ma jakiś pomysł?
===========
Enilioborian zwyczajnie lubił Alwinę. Uparł się i przystosowywał ją do roli Fisenary przetłumaczonej przez Leonwirę sztuce. No nie samą Leonwirę, pomógł Walturian ale ona wykonała gro pracy i zrymowała całość.
Podczas prób zawsze obecne były żony czterech współpracujących panów.
Emilioborian odpowiadał za reżyserię Nattufor z żoną za taniec, Tagunak z żoną za śpiew. Walturian był konsultantem historycznym, Milareza scenografem, Sewilanta piękną macochą Finesary.
Była bardzo naturalna zwłaszcza w scenach gdzie się na pasierbicę wyzłośliwiała.
Milareza podejrzewała, że jej i Leonce nie idzie to tak dobrze gdy wieczorami ćwiczą się obie na dublerki ale Walturianowi się podobało.
Powiedział nawet Enlioborianowi o tych domowych próbach - chyba wolę w tej roli Leonwirę, bo jest dziewczęca, trochę gapowata a Alwina to taka świadoma swej urody, dojrzała kobieta.
-Nie znasz się - odrzekł Enilioborian.Niestety powtórzył później jego opinię Alwinie by ją bardziej zmotywować i zmotywował. Dziewczyna poczuła się zagrożona a ponieważ Walturian zachowywał w stosunku do niej dystans zajęła się Enilioborianem by go później mieć czym zaszantażować. taki był plan.
Zaczęła go odwiedzać pod nieobecność żony pod pretekstem usilniejszego ćwiczenia roli. Nie widział w tym nic złego. Przecież nie zdradzał Sewilanty. Nie czuł się winny lecz żonie o tych spotkaniach nie mówił.
Naprawdę nie wiedział jak to się stało, że pewnego razu poddali się czarowi chwili. Niczego takiego nie planował po prostu był zachwycony jej urodą i delikatnością, to ona wydawała mu się typem niewinnego dziewczęcia a nie Leonka Rozmawiali, mówili sobie komplementy i nagle zaczęli się całować a potem zrywać z siebie ubrania, wydawało mu się, że nie jest w stanie tego zahamować, wtem usłyszał głos żony - postawcie to tutaj?
-A nie lepiej tutaj? - Spytała naiwnym tonem Milareza.
- Bo ja wiem? - Zastanawiała się Lalotta.
-Mała co ty o tym sądzisz? - spytała jakby nigdy nic Sewilanta Alwinę, chodziło im o duży, pięknie pomalowany, gliniany wazon.
Alwina nie umiała znaleźć odpowiedzi.
-A Szarn - Sewilanta wymieniła imię syna - zostaje z wami czy mam go zabrać?
- Nie zamierzam ci zabierać dziecka - zapanowała wreszcie nad sobą Alwina.
-Jak to miło. Enilioborian nie wydaje ci się, że w domu jest zimno? Ubierz się bo zmarzniesz.
Chodźcie dziewczyny do kuchni, mam dobre ciasto.
-Coś ci zostawimy - pocieszyła Enilioboriana Orekinda.
-Alwinko odwieźć cię? - Zatroszczyła się Milareza - bo jak ty będziesz szła w takim podartym ubraniu?
-Nie jest tak źle - odpowiedziała Lalotta - to tylko szew puścił. Daj Sewilanto zielone nici to dziewczyna raz dwa zszyje a potem pójdziemy na ciasto.
-Umiesz szyć? - Grzecznie upewniła się Sewilanta. Nie wypuściły Alwiny w podartej sukni, zszyła ją Milareza zaś Alwinę Sewilanta częstowała ciastem (nie przełknęła) potem trzy koleżaneczki żony Enilioboriana odwiozły Alwinę do bursy.
-No i po co ci to było? - Zapytała Lalotta po drodze.
-To on się na mnie rzucił.
-Dziewczyno, my to widziałyśmy. Myślisz, że przypadkiem się tam znalazłyśmy? Musiałyśmy zaczekać na odpowiedni moment aby Enilioborian nie myślał, że głupim babom coś się wydaje.
-Dlaczego to robisz? - Zapytała Milareza - jest tylu wolnch mężczyzn, czemu wybierasz żonatych? Nie boisz się, że kiedyś któraś z żon cię skrzywdzi? Ty jeszcze nie znasz ich potencjału. To nie jest groźba. Ja po prostu poprosiłam męża aby cię unikał ale kobiety są różne. My na razie to nawet opinii nie zamierzamy ci psuć i możesz nadal przychodzić do pracy ale naszych mężów zostaw w spokoju.
======
Jasne, mogła nadal przychodzić do pracy, której nie lubiła ale już nie na próby, jej rolę dostała Leonwira.

============g
 

 





Jakby nie dość Milareza miała problemów to jeszcze Irbis ciągle ją nachodził i marudził, że powinien dostać cały spadek jak wszyscy a skoro nie chcą mu dać to musi chociaż dostawać więcej pieniędzy i Milareza powinna mu je dać bo ma dużo a powinni mieć tak samo dużo a jedzenia to on nie chce bo teściowa ugotuje.
Trudno było mu coś tłumaczyć zwłaszcza,że rodzina jego żony kładła mu co innego do głowy a Milareza nie bardzo miała prawo w to się mieszać.
Zwierzyła się matce, że zaczyna się o niego bać bo rodzina jego żony jest tak zachłanna, że w domu Irbisa brakuje wszystkiego i ona musi mu nawet pościel, buty i bieliznę dla całej jego najbliższej rodziny często kupować a gdyby zgodziła się im dawać pieniądze zamiast obiadu to pewnie przymieraliby głodem a i tak nic pewnego czy nie powinna pilnować kto to zjada.



Amalka przyjechała z mężem i dziećmi do Degeden. Zatrzymała się w Siegridówce. Naturalnie za zgodą Rezeryki. Dzieci miała tylko dwoje czyli tyle ile planowali niegdyś Walturian i Milareza. Amalka śmiała się, że Milareza jednak nie jest tak akuratna jak się wszystkim wydawało i rodziny zaplanować nie potrafi.
Przyjechała bo odbywał się proces człowieka, który chciał skrzywdzić Tali a miał na sumieniu kilka innych dziewczynek, z których przeżyła tylko jedna bo zdołała uciec i ukryć się gdy przejeżdżający wóz wystraszył okrutnika.
Milareza występowała przeciwko niemu. Zdawała się doskonale panować nad emocjami ale Amalka ją znała, Miza była bardzo przejęta. W pewnym momencie przedstawiając zarzuty wpatrzyła się w jakąś dziewczynę i wtedy w jej oczach pojawił się błysk przerażenia. Dla Amalki na razie niedostrzegalny, zauważyła go dopiero montując film.
-Przepraszam na czym skończyłam? - Spytała sędziego Grygitala. Podpowiedział i sprawa potoczyła się dalej.
-Kim jest ta mała, na którą wybałuszyła się Milareza? - Spytała Amalka Lalottę.
-Powiedziałabym ci po starej przyjaźni ale na pamięć tamtych dni nie mogę bo my też za młodu bywałyśmy niegrzeczne a ty jesteś reporterką.
-Ja wciąż jestem za młodu - odpowiedziała Amalka - to tylko ty zestateczniałaś.
Lalotta się zaśmiała.
Amalka zauważyła, że Milareza argumentując dlaczego żąda kary śmierci patrzyła na tamtą dziewczynę i mówiła dobitnie.
Wyrok zapadł a Grygital brzmiał nie mniej dobitnie, tyle że patrzył na oskarżonego.
Jednak nim Amalka zdążyła dotrzeć do dziewczyny on już do niej doszedł jakimiś innymi przejściami.
-Przepraszam - powiedział - ale zafrapowało mnie kim ty takim jesteś,że Milareza patrząc na ciebie aż straciła wątek.
-Może po prostu zazdrości mi urody?
-Wątpię, nigdy się źle nie czuła wśród piękniejszych koleżanek, i to od ciebie piękniejszych. Jedna z nich została królową Auretanii,inna żoną syna następcy tronu a nawet jak takich karier nie porobiły to i tak były piękne a nie czuło się między nimi a nią żadnego dystansu. O co jej mogło chodzić?
-Ubrdała sobie, że chcę jej uwieść męża.
-Żeby to tylko jej męża - wypaliła obserwująca tę scenę piękna kobieta - lepiej uważaj sędzio aby i twoja żona czegoś sobie nie ubrdała.
-Jesteście chore! - Oburzyła się dziewczyna.
-Eee - stwierdził sędzia - widzę, że kończysz tę samą szkołę co kiedyś ona. Była pierwszą dziewczyną, której przydzielono popis końcowy na sali sądowej. Ja grałem wtedy sędziego, poszukaj nas w kronikach szkoły. Rozwiązaliśmy na tym procesie dzięki niebywałej intuicji Milarezy sprawę zabójstwa sprzed arli, ona nawet, na podstawie reakcji zabójcy, odgadła gdzie są zwłoki. W tej sytuacji rzeczywiście będę cię mijał z daleka bo zapewne jesteś nie tak ładna jak niebezpieczna. Nie rób nic głupiego bo zmarnowałabyś sobie życie trafiając na tę salę jako podsądna.
======================

Walturian z dziećmi, Laroką i Dewandą wyjechał na przeciw żony. Auto nagle zwolniło i się zatrzymało a przed nim ukazał się rozświetlony, dzięki specjalnym urządzeniom, na czerwono sznurek. Niby nic takiego, auto by się przez niego nie wywróciło ale i tak był wstrząśnięty. Miał chęć posiedzieć w aucie by się opanować lecz słyszał, że za nim jedzie jakiś wóz, nie wychodząc z auta odciął i zabrał sznurek za pomocą specjalnych macek.
-Ludzie to bywają strasznie głupi, prawda tatusiu? - Zapytał Karuś.
-Pewnie chcieli okup - oświadczyła Tali.
-Coś ty, tak to tylko jeże rozbójniki w bajkach robią - odrzekł starszy brat.
-ha ha ha - wtrąciła się Netusia - a my to nie byliśmy jeżami rozbójnikami?
-Ale tatusiu myśmy tylko w naszych alejkach tak robili a nie na drodze - wyjaśniła Tali.
-Zaczekamy tu na mamusię - zecydował, zjechał na bok a chwilę później minął go rozpędzony wóz.
-Ale by było! - Krzyknęła Tali.
-No właśnie - skomentował Siegrid - nie wolno sznurkować drogi, nawet alejek.
-A sam sznurkowałeś - przypomniała Netusia.
-Nie. Ja wstążkowałem. Karis sznurkował.
-Lepiej opowiedzcie mi bajkę o tych jeżach rozbójnikach - poprosiła Laroka.
Opowiedziały, potem razem pośpiewali, on opowiedział parę zabawnych anegdot historycznych a potem zagwizdała Milareza.
-Walturku gdzie wy jesteście? - Zapytała udając spokój.
-Czekamy na ciebie przy drodze.
-Przepraszam, pojechałam inną . Jestem już w domu.
Musiała mu się później z tej okrężnej trasy wytłumaczyć.
-Sprawdźmy czy Dewanda nie korzystała z kamery na dachu - zaproponował - przecież jechaliśmy przez las.
Dewanda mieszkając z nimi w Arblandach założyła swój własny zakątek w wizjofonii zatytułowany: zwierzątka wolne i domowe.
Sami więc często robili dla niej fotografie i jej pozwalali z części sprzętu korzystać.
Kamera była ich więc bez opowiadania się komukolwiek mogli sprawdzić co się na niej nagrało. Ze względu na hobby Dewandy kamera była wyczulona na żywe istoty.
To co zobaczyli skłoniło ich do przeczesania okolic zdarzenia latającymi agentarami, wyposażonymi w mikrokamerki.
============
Pewna zamieszkała w Czżikicharze rodzina też przeszukiwała las. Bezskutecznie. Milareza i Walturian mieli łatwiej, ich kamery szukały człowieka.
Na wszelki wypadek od razu wezwali lotobus z automedem. Okazał się przydatny.
Zaalarmowany Redzio zdalnie udzielił pierwszj pomocy.
Walturian pognał samochodem do degedeńskiego szpitala bo wprawdzie lotobus dostarczył chłopca na miejsce ale należało jeszcze zawiadomić personel i spowodować przyjęcie dziecka.
-Co się stało? - Pytał lekarz. Walturian pokazał mu to na filmie.
-O, łobuzy - stwierdził lekarz.
-Tak - przyznał Walturian - ale dzieci.
-Jak to sfilmowaliście?
-Przypadkiem i nie od razu wiedzieliśmy, że mamy coś takiego nagrane. Leżał tam sam 5 temprów i 33 momenty. Zdaniem mojego szwagra lekarza początkowo był nieprzytomny.
Wiesz aż tak dokładnie jak długo leżał?
-Tak , żona sprawdziła kiedy kamera zarejestrowała upadek.
-To podaj mi te wszystkie dane.
-Proszę to jest wydruk dla was. Żona spisała to co mówił jej brat. Tak się podzieliliśmy zadaniami aby nie tracić czasu.
Po załatwieniu sprawy w szpitalu Walturian pojechał jeszcze do pałacu naczelnika zawiadomić o zdarzeniu dyżurnego strażnika.
-Chcesz złożyć doniesienie na dzieci? - Zdziwił się strażnik.
-Mogło być tak, że dzieci działały na czyjeś zlecenie.
-Ale po co?
-Ustalenie tego to już wasza rzecz. Mogło chodzić o zamordowanie mojej żony. Dzieci powinny usłyszeć, że to co zrobiły jest złe i to od osób kompetentnych. - No i ktoś musi zawiadomić jego rodzinę - dodał.
-A ty nie możesz?
-Nie, jestem naładowany złymi emocjami, muszę jechać do domu i się wyciszyć.
To fotografie ze zdarzenia - Podał mu pakiet przygotowany przez Milarezę wraz ze zgłoszeniem na piśmie. - A teraz pokażę ci jeszcze fragment filmu - dodał, fragmenty filmów też mu Milareza przygotowała i krótko wyjaśniła to podczas przejazdów.
- Mojego auta nie widać bo kamera była na jego dachu ale zobacz sobie wóz, który przejechał parę chwil po usunięciu sznurka.
Tego sznurka - podał mu kłębek - dla naszych aut to nie było groźne ale dla wozu już tak.
-A co on tam robi? - Zdenerwował się funkcjonariusz oglądając film.
-A tego to ja już nie wiem. Wiem co ja tam robiłem.
-A co?
-Nie mogłem się doczekać na powrót żony z sądu i wyjechałem jej na przeciw.
-Co robiła w sądzie?
-Występowała jako oskarżyciel. Jest uznanym prawnikiem i to na dwóch kontynentach.
-Czy ma wrogów?
-Tak, ma ale to już jutro sobie z nią ustalicie, na razie chodzi o to abyście powiadomili rodzinę.
-A dlaczego ty nie możesz?
-A mógłbyś obudzić naczelnika?
-Spokojnie, zaraz się tym zajmę.
Powracającego Walturiana zatrzymała duża grupa ludzi zagradzając mu drogę. Przestraszył się toteż nie wysiadł lecz włączył głośnik.
-Czego ode mnie chcecie? - Zapytał, równocześnie oceniając sytuację i obmyślając plan ucieczki lub obrony.
-Dziecko zginęło.
-Jedno odwiozłem do szpitala. Emituję na bocznej szybie fotografię. To ten?
-Ten, mógłbyś zawieźć do szpitala jego matkę?
-Ludzie czy wy nie rozumiecie, że ja się mogę was bać? Zastąpiliście mi drogę jak banda rozbójników a ja odkąd się ożeniłem nie mam z tą wsią dobrych doświadczeń.
Nawet ci dwaj chłopcy (nie wyjaśnił jacy) próbowali zrobić zamach na moją żonę, już to zgłosiłem władzom Degeden, niedługo ktoś tu powinien przyjechać. Zatrzymajcie dzieciaka bo jeszcze i on się gdzieś wywróci albo w dół wpadnie i pokaleczy - Walturian puścił snop światła na wymykającego się chłopca. Dzieciak już jawnie rzucił się do ucieczki lecz go zatrzymano - to nie ja -zaczął krzyczeć - to Salwosz, on mi kazał a jak jechał ten wóz to uciekł i się schował.
-Nie schował się, tylko przewrócił, uderzył i leżał póki nam nie przyszło do głowy sprawdzić czy coś się naszą ... naszym urządzeniem do robienia filmów nie nagrało, no i mamy nagrane jak rozciągacie sznurek a potem słychać wóz i wy uciekacie nie próbując odciąć sznurka a zdążylibyście. Dobrze, że ja jechałem przed tym wozem.
Moje auto jest cichsze i jeszcze było widno więc nie zapaliłem świateł. Usłyszeliście tylko wóz konny. A teraz proszę mnie przepuścić, nikogo nie będę nigdzie woził, mam już dość wrażeń na ten dzień, jadę do mojej żony. Rozstąpcie się.
-A może to on was gonił? - Zapytał ojciec młodszego syna.
-Tak - gorliwie potwierdził chłopiec.
-Jasne - zakpił Walturian - wkładaj dzieciakowi kłamstwa w usta zamiast zająć się wychowaniem. A sznurek wam nie zginął? Taki niebieski, przybrudzony? Jest u naczelnika a nagranie zdarzenia też jest więc mi tu niczego nie wmawiaj i zejdźcie z drogi bo to zdarzenie też nagrywam i ono od razu leci do wielu odbiorników - skłamał bo dopiero teraz pomyślał o włączeniu kamery, toteż zaskoczył go stanowczy głos Milarezy:
-Ja to oglądam, proszę przepuścić mojego męża.
Coś tam pomruczeli o histeryzowaniu ale zeszli z drogi.
===========
- Ty mnie zawsze tak śledzisz? - Zapytał później żonę.
-Tylko wtedy kiedy się o ciebie boję. Jutro trzeba będzie ponowić zgłoszenie zajścia bo na moje oko funkcjonariusz je zignorował.
==========
Nazajutrz przed pałacem naczelnika zatrzymało Milarezę dwoje ludzi. Chcieli podziękować za udzielenie pomocy synkowi i przeprosić za zachowanie dzieci oraz za przestraszenie Walturiana, nie pomyśleli, że go wystraszą, sami byli w strachu.
-A wy tak serio donieśliście na nich zamiast z nami to załatwić? - Pytał mężczyzna z żalem ale bez złości.
-Tu nie chodzi o nich.
-No my już wiemy, dziewczyna im zleciła za zapłatą. Jak na cenę życia człowieka bardzo małą ale dla nich to majątek, mają za mało wyobraźni, wczoraj nakładliśmy do głowy tego młodszego co by było gdyby to jego mama się zabiła. Starszy ma niezłą nauczkę ale i z nim jak wydobrzeje pogadamy. No zrozum, nikt nie chce aby jego dziecko na bandziora wyrosło, a jakbyś jeszcze nie zgłosiła, to dziewuchę też możemy sami znaleźć.
-I co proponujesz z nią zrobić? Bo na rzucanie kamieniami to ja się nie zgadzam a bezkarna też być nie może.
-Postraszyć, wypędzić.
-A co jeśli tam gdzie ją wypędzimy zrobi to samo?
-O czym wy gadacie? - Spytał nagle Grygital.
-O tym,że powinieneś zająć się pewną sprawą.W sprawę są zamieszani dwaj chłopcy,należy im pogrozić palcem i dać do obejrzenia kilka portretów.
-Rozumiem,że ty je narysujesz?
-Tak, rodzice chłopców już się ze mną dogadali i dzieciom należy odpuścić ale niech się trochę przejmą sprawą. Natomiast nie można odpuścić dziewczynie. Podejrzewam, że chce zająć moje miejsce u boku Walturiana. To tylko podejrzenie, pamiętaj, że nie jestem nieomylna.
-Zgłaszaliście u naczelnika?
-Tak, wczoraj Walturian to zrobił, jednak według mnie strażnik o wiele bardziej przejął się sprawą dla nas uboczną a nas zlekceważył. Uznał, że Walturian przesadza.
-Dobra ale jeszcze nie wiem o co chodzi. Wejdziecie do mnie?
-Oczywiście sędzio. Pokażę wam film zrobiony w czasie gdy Walturian jechał na przeciw mnie. Kamera wychwytuje żywe istoty, więc parę zwierzątek też się tam znajdzie, wypatrujcie dzieci.
-Wy, to macie sprzęt, przydałby nam się - stwierdził Grygital.
-To samo mówili w szpitalu - poinformowała matka chłopców- i że Salwusz miał szczęście, że na was trafiło.
Milareza puściła nie opracowaną wersję filmów.
-Nie! To można tak blisko podejść do ptaka? - Zdumiała się matka chłopców.
-Wcale nie blisko - odpowiedziała Milareza - kamera ma duży zasięg.
-A teraz uważajcie, wskażę wam światełkiem chłopców, przybliżę obraz.
-To tak można? - Zdziwił się Grygital.
-Można. Teraz chłopcom się wydaje, że coś nadjeżdża od strony miasta, rozciągają i zawiązują sznurek. Czekają.
Wszedł naczelnik - co oglądacie? - Zapytał niezbyt zadowolony.
-Pułapkę na Milarezę - odrzekł Grygital i naczelnik usiadł na odstąpionym mu przez sędziego krześle.
Auto Walturiana się zatrzymuje - wyjaśniła Milareza.
-A dlaczego nie widać auta? -Zapytał naczelnik.
-Widać, za to z boku to fragment jego obudowy - pokazała obudowę wąską smugą światła, zatrzymawszy obraz na chwilę. Kamera jest na dachu. To tak jakby była oczami auta. Za chwilę zobaczycie jak uciekają chłopcy. Tego co robi Walturian nie zobaczycie bo nie wyszedł z auta i jego działania kamery nie interesują. Teraz skupia się na emanującym życiem, przejeżdżającym wozie.
-Drewniarz - wykrzyknęli niemal równocześnie Grygital i naczelnik.
-Tym to się już na pewno zajął strażnik,któremu wczoraj Walturian zgłosił zamach na mnie. Jego doniesienia chyba nie potraktował poważnie. Uwaga, widać młodszego chłopca, szuka brata i płacze.
Kiedy zobaczyliśmy tę scenę pomyśleliśmy, że ten drugi może wpadł w jakiś potrzask albo dół i postanowiliśmy przeczesać las mikrokamerkami
i tu właśnie leży ten starszy. Żyje.
-No dobrze ale to tylko dzieci.
-Jakaś dziewczyna im kazała - oznajmił uspokojony reakcją naczelnika ojciec.
-Podejrzewasz kogoś Milarezo? - Zapytał naczelnik.
-Tak ale nie chciałabym się śpieszyć z rzucaniem oskarżeń.
-To narysuj parę portretów i Grygital da to chłopakom do rozpoznania. Bardzo was proszę nie róbcie na razie szumu. Milarezo mogłabyś przejść do sekretaratu i tam sobie porysować?
-Jeśli nie masz na czym sekretarka ci da. A wam -zwrócił się do wieśniaków - już dziękuję. Powiedzcie chłopcom, że mnie z trudem uprosiliście ...
-Dziękujemy - przerwała mu wylewnie matka - i zapowiedzcie- kontynuował - że sędzia przyjdzie z nimi na spokojnie porozmawiać. A o tych portretach nie mówcie, zresztą zaczekajcie.... Grygital później z tobą omówię to z czym przyszedłem, jedźcie od razu z Milarezą i .....
-Noltar i Sizenia - przedstawił mężczyzna.
-Jedźcie i załatwcie sprawę, jest ważniejsza. To masz na czym rysować Milarezo?
-Tak ale potrzebna mi sekretarka.
-Po co?
-Żeby Grygital nie musiał wracać pieszo.
-A, w takiej sprawie to ja poślę praktykantkę. Jest z twojej dawnej szkoły Milarezo ma na imię Panedżuba.
-To źle - odrzekł Grygital - może rozpytlować.
-Nie,to dyskretna dziewczyna,zresztą jeszcze ją poproszę.
================
Milareza rysowała portret za portretem a Grygital je podawał chłopcu i za każdym razem zaznaczał aby się dokładnie przyjrzał - mamy czas nie śpiesz się.
W pewnym momencie chłopcu zdrżały ręce, upuścił portret. Pendżuba go podniosła, zbladła, podała Grygitalowi.
-Spójrz jeszcze raz - poprosił sędzia.
-To ona - odrzekł chłopiec.
-Jesteś pewien?
-Tak.
-Proszę cię na wszelki wypadek jeszcze spójrz.
-To jest bardzo dobrze narysowane, nawet tak samo patrzy, to jest ona i już. Milareza jeszcze coś rysowała. Podała chłopcu - to moje dzieci powiedziała - to najmniejsze było ze mną i moją przyjaciółką w aucie, reszta z ich ojcem w drugim. Bardzo je wszystkie kocham, tak samo jak twoja mama ciebie i twoje rodzeństwo. Nikt nie może dzieciom zastąpić matki.
-Mama i tata też mi to mówili.
-Nie róbcie nigdy więcej czegoś takiego, przecież wam też by to zniszczyło życie.
To wszystko, dziękuję ci za pomoc, cieszcie się, że wszystko dobrze się skończyło i bawcie w weselsze rzeczy
-powiedziała to miłym tonem i jakby od niechcenia podając obrazek Pendżubie.
-Dziękuję, że uratowaliście mojego brata - powiedział chłopiec nabrawszy odwagi.
-Miło mi - uśmiechnęła się szczerze - jeśli kiedyś będziesz miał możliwość uratuj kogo innego.
===========
Głowa cię boli? - Spytała Alwina leżącą z mokrym okładem na głowie przyjaciółkę.
-Yhyy - odmruknęła Pendżuba.
-Wyobraź sobie, pracował z nami dzisiaj Walturian. Nawet nie wiesz jak mu Leonka nadskakiwała.
-Yhyyy.
-Oczywiście była przy tym jeszcze jakaś dama i ta głupia Laroka ciągle się kręciła. Ty wcale nie słuchasz.
Głowa mnie boli. Myślisz,że Walturian załatwi ci tę rolę?
-Już go prawie mam w kieszeni.
-A ja myślę, że w kieszeni to ty powinnaś mieć Milarezę jak Leonka. To było takie proste, powiedzieć jej, że bardzo chcesz tą rolę. Coś ty sobie myślała, że jak ją zabijesz to on nadal będzie sponsorował tę sztukę albo, że Enilioborian ją wystawi z tobą w roli głównej?
-Głupoty gadasz, nigdy nie zamierzałam jej zabić.
-Chłopczyk cię poznał na portrecie.
-To chyba mu kazali.
-Nie, byłam przy tym. Dostał dużo portretów.
-To pewnie mu przed tem pokazali,który ma wybrać.
-Nie, Milareza od ręki rysowała i nikt nie dał żadnego znaku.
-No to wcześniej też mogła narysować.
-Dobra linia obrony ale szkoły to ty raczej nie ukończysz a przy okazji i ja będę miała spaprane życie.
========
Szefie co ja się miałem zajmować głupimi zabawami smarkaczy skoro ja na sprawę kradzieży drzewa trafiłem - tłumaczył funkcjonariusz.
-To trzeba było obudzić więcej strażników. Jak ty mogłeś nie zawiadomić rodziny gdzie jest dziecko?
-Walturian miał to zrobić.
-On twierdzi, że się nie podejmował.
-Ja go prosiłem.
-No i co z tego, skoro się nie podjął.
-Ja w sprawie tej kradzieży musiałem działać szybko, zanim to drzewo wywiozą i ukryją.
-Rozumiem i nawet się zgadzam, tylko do tej rodziny należało kogoś posłać.Noi dlaczego nie zgłosiłeś mi tej ważniejszej sprawy zaraz z rana zanim zszedłeś z dyżuru?
-Jaka tam ona ważniejsza szefie, ojciec powinien dzieciakom dać lanie i po sprawie.
-Temu co leży w szpitalu też?
-No nie, temu nie.
-I dla ciebie to nie jest ważne, że ktoś posługując się smarkaczami próbuje zabić kobietę?
-Zaraz tam zabić, Walturian sam mówił,że ten sznurek nie mógł im zrobić krzywdy.
-A zabójca o tym wiedział? Może następnym razem lepiej swój plan obmyśli? Brawo.
-Ja to myślę,że dzieciaki ...
-Dobrze, że myślisz, to połowa sukcesu ale dochodzenie nie tylko na myśleniu polega. Zresztą nie martw się, to już nie twoja sprawa od paru dni sędzia Grygital ją prowadzi a ty dopiero dziś mi ją zgłaszasz.
-Bo według mnie Walturian dorabia teorię do głupiej zabawy dzieciaków.
-Ta głupia zabawa była groźba dla konnego pojazdu.
-O jednego złodzieja byłoby mniej.
-A ja będę chyba musiał mieć o jednego strażnika mniej. Ty się jeszcze zastanów czy twoja praca polega wyłącznie na argumentowaniu i to byle jakim. Możesz odejść.
=========
Alwina po rozmowie z Grygitalem nie popełniła już żadnego błędu a tak się zaparła, że nie udowodniono jej winy, nie zgodziła się też sama zwolnić ze szkoły - przecież to by było tak jakbym przyznała się do winy a jestem niewinna - oświadczyła. Koleżanka nie chciała już z nią mieszkać ale to ona nie Alwina musiała znaleźć inne lokum.
============

Brali w rachubę kłopoty z pogodą dlatego Amaldyna zrobiła w piękny dzień i w piękną noc (chociaż tego już nie zamierzali wykorzystać) zdalnie sterowanymi kamerkami filmy w okolicy wybranej na nagranie sztuki. Póki co wykorzystywali jeden, wskazany przez Enilioboriana, na próbach.
Milareza dorobiła z pomocą masy plastycznej wzniesienia a właściwie nierówności terenu aby aktorzy mogli się z nimi obyć. Próby odbywały się w pracowni malarskiej Milarezy, scenografii raz zrobionej nie rozbierali. Tłem był półokrągły specjalnie sprowadzony ekran z funkcjami monitora, tym przewyższający monitor, że łatwo można go było zwinąć.
Laroka z przyjaciółmi lubili poobserwować jak idzie nagranie.Milareza specjalnie dla nich rozsunęła wejście na taras.
Enilioboriana początkowo gapie rozpraszali ale zaczął ich doceniać kiedy najstarsza kobieta powiedziała do Sewilanty - nie mów do tej postrzelonej dziewuchy (rola Leonki): "moja droga" ,tylko "dziewczę". Za czasów mojej babki tak się mówiło i babka też tak do mnie mówiła jak była zła. Inni obserwatorzy też udzielali cennych konsultacji a Milareza postanowiła zlecić przygotowanie dla nich strojów na wypadek gdyby zgodzili się statystować, ona z dziećmi też miała być statystką.
W pierwszym planowanym terminie w okolicach wybranych na zrobienie nagrania lało, Amalka i to sfilmowała bo ceniła uroki ulewy (oczywiście na filmie) Filmowała znów zdalnie a właściwie robiły to same, zaprogramowane przez nią kamery. Zamiast lecieć na miejsce zrobili sobie próbę kostiumową oczywiście przy włączonym filmie i z pełną charakteryzacją aktorów.
-W razie gdyby się nagranie w plenerze nie udało, wykorzystam to - powiedział Walturian. Enilioborianowi się taka perspektywa nie uśmiechała. Kazał żonie tak popracować nad scenariuszem, a Milarezie nad strojami, aby i w deszcz mogli zagrać. Przećwiczyli tylko raz deszczową wersję bo następny termin nie był zbyt oddalony. Szczęściem pogoda była idealna i wbrew obawom nikomu się nic nie pomieszało.
-No i widzicie? Trzeba było tylko pogodę postraszyć - cieszył się Walturian.

W krótki czas po wyemitowaniu sztuki w reżyserii Enilioboriana a z objaśnieniami historycznymi Walturiana w jego warsztacie zjawiła się kontrola.
Milareza pracowała wówczas z Leonwirą. O zbliżaniu się gości ostrzegły ją sygnalizatorki przysłane jej przez Milaryka po pamiętnym tańcu zwyciestwa w wykonaniu Tali.
Zerknęła, oceniła kto to jest, otworzyła bramę tak aby goście mogli wejść "cichaczem" i nie alarmując uczennicy obserwowała na małym monitorku rozwój wydarzeń. Wyłączyła monitorek gdy komisja znalazła właściwe wejście i mężczyzna zdający się przewodzić grupie wyciągnął rękę do klamki. Umoczyła pióro. Gdy wchodzili usuwała nadmiar atramentu.
Leonwirze zatrzymał się nóż nad rękoma. Krzyknęła z przerażenia.
-Przepraszam to moja wina, że brama była otwarta- powiedziała do niej Milareza.
-A co ty dziecko takiego robisz, że cię przestraszyliśmy? - Spytała jedna z kobiet i podeszła bliżej.
-Kroję papier dla nas i chłopców z drugiej zmiany. Przestraszyłam się bo się przez wasze wejście zagapiłam a zapomniałam,że nóż się sam zorientuje i zatrzyma. Myślałam, że mi palce utnie.
-Tylko nie próbuj sprawdzać czy za każdym razem się zatrzyma - ostrzegła ją Milareza- ostrożność i tak należy zachowywać.
Co państwa sprowadza?
-A gdzie właściciel zakładu?
-Jestem współwłaścicielką, słucham.
-A my mamy zapisane, że to zakład Walturiana Lag.. lagen..
-Lagengrit mąż obrał właśnie takie drugie imię do ewidencji w Arblandach. To tapuneckie słowo bo historią Tapuneków też się zajmuje. Czy przyszli państwo złożyć zamówienie?
-Nie, przyszliśmy sprawdzić warunki pracy uczniów.
-Proszę bardzo - Wstała by wszystko pokazać i objaśnić komisji - pulpitów jest dużo bo już w fazie projektowania domu było planowane ...
-A Walturian nie pracuje?
-Pracuje z grupą chłopców.
-Ale czasem pracuje z dziewczętami?
-Dam wam wgląd do dziennika pracowni, oczywiście tego zeszytu, który prowadzimy od czasu przyjęcia uczniów.
Gdy Milareza dopowiadała tego słowa weszła Laroka z trzema szklankami parującego naparu na tacy.
-A ja nie wiedziałam, że jest ktoś jeszcze - powiedziała skonsternowana - ale zaraz mogę zagotować więcej wody bo już wiem jak się obsługuje tę waszą przeklętą kuchnię.
-To nasza sąsiadka - wyjaśniła Milareza - jesteśmy zaprzyjaźnione.Weź to na razie zabierz Laroko, może ktoś się napije bo my pracujemy nad dokumentami i nie chcemy niczego poplamić.
-A to są goście kuchniowi czy salonowi?
-Warsztatowi, kontrola - wyjaśniła Milareza
-A to ja zjeżdżam.
-Zaczekaj - poprosił mężczyzna - często tak wchodzisz do pracowni?
Laroka się speszyła.
-Laroko przecież my tu nie robimy nic złego, możesz odpowiadać zgodnie z prawdą - doradziła z uśmiechem Milareza.
-No przecież to ich warsztat - uspokoiła się Laroka - przychodzę bo mnie ciekawi co robią a od Walturiana to i sporo historii można poznać a zaś Milareza ....
-To Walturian też czasem pracuje z dziewczętami?
-A skąd, Milareza by na to nie pozwoliła zwłaszcza, że ta druga dziewczyna to była łasa na cudzych mężów.
Mężczyzna poczerwieniał ale opanował irytację.
-Jesteś pewna, bo może ktoś ją wrabia? - Spojrzał na Leonkę dziewczyna w poczuciu krzywdy zaczęła wodzić wzrokiem po wszystkich obecnych i prawie się popłakała.
-Że niby Leonka? - Zaśmiała się Laroka. - Jestem pewna, że gdyby ją i Walturiana zostawić na cały dzień samych w pracowni to odwalili by kawał roboty gadając o historii.
-A zostają sami?
-Nigdy. Leonka trzyma się Milarezy bo Milareza jej się do lekcji pomaga przygotować i nowych potraw gotować uczy.
-To Leonka spędza tu więcej czasu?
-Mieszka tu ale nie bój dziadku to porządna rodzina i dziewczyna też. Ta druga
to był potwór. Milareza to od początku miała na nią oko. Ze spojrzenia Milarezy Laroka zorientowała się, że się zagalopowała.
-Wyniosę napar zanim całkiem wystygnie, może faktycznie ktoś się napije - oświadczyła i wyszła.
====
Alwina się denerwowała,wysłanie dziadka na kontrolę mogło się okazać złym pomysłem.
No niestety poniosło ją. Cieszyła się, że za pierwszym razem wyjazd trupy teatralnej nie wypalił. Gdyby nie udało się w drugim terminie chyba musieliby na długo nagranie odłożyć. Niestety,udało im się a Leonka w roli lekkomyślnej
pasierbicy (rola tytułowa) była świetna i tak piękna jak nigdy.
Nawet piosenka o niej powstała, niby trochę kpiarska, trochę głupia ale jednak wychwalająca wygląd i grę Leonki:
-"Myśleliśmy będzie szmira a tymczasem Leonwira już nie była tak ponura,
czy to ubiór czy fryzura czy to uśmiech sprawił cuda, bardzo jej się występ udał."
Dla Alwiny byłoby lepiej być teraz daleko, nie oglądać filmu,nie słuchać piosenek. No cóż była, słuchała i nie potrafiła przejść nad tym do porządku zwłaszcza, że Leonka promieniała i uśmiechała się do wszystkich.
Dziadek wrócił późno i zdenerwowany.
-Coś ty nam dziewczyno naopowiadała? Przecież Walturian nawet z wami nie pracuje - powiedział.
-Raz pracował.
-I ta sąsiadka Laroka nie zauważyła?
-Jak nie zauważyła? Przecież właziła co chwila!
-A on obłapywał Leonkę? A co to za historia z tym rozciągnięciem sznurka żeby Walturian z dziećmi się zabił?
-O czym ty mówisz?
-Opiekunka mi mówiła. Była w tym samochodzie, podobno Walturian tak się przeraził ...
-I to ma być mężczyzna?
-Też bym się przestraszył a on miał ze sobą pięcioro dzieci i dwie domowniczki.
Opiekunka mówi,że choć przerażony umiał dzieci zabawić dopóki żona go nie wezwała do powrotu.
Rozmawiałem z waszą dyrektorką. Powiedziała,że niczego ci nie udowodniono ale osobiście wolałaby abyś opuściła szkołę. Pakuj się.
-Ale to byłoby tak jakbym przyznała się do winy.
-Gdybyś ty chociaż odpuściła tej rodzinie i nie snuła intryg. Widocznie nie potrafisz. Pakuj się.
-A ja myślę, że zanim tam weszłeś. Milareza tak wszystko ustawiła, że było cacy.
-Ty mnie chyba nie doceniasz. Ja rozmawiałem nawet z dziećmi, nie wierzyły abym mógł wejść nie zauważony.
-Bo nie mogłeś.
-To nie zmienia faktu, że dzieci cały czas były z tatusiem i bawiły sie w teatr i zawsze się z nim bawią kiedy mamusia pracuje z uczennicami. Po za tym dostałem od Milarezy kopię dziennika zakładu do przejrzenia.
-A iloma charakterami pisma wypełniony?
-Kopię brudnopisu dziennika też dostałem, tam jest więcej charakterów pisma.
-Ciekawe dlaczego kopie?
-Może dlatego abym oryginałów nie zgubił lub nie wybrudził?
Nie było nad czym dyskutować. Dziadek już zdecydował, że to koniec jej nauki i trzeba jak najszybciej wydać ją za mąż.

Elanuma czekała na siostrę przed bramą, miała ze sobą dwójkę malców.
Wiedziała o jakim czasie Leonka wraca ze szkoły bo o wszystkim się wywiedziała. Nieoczekiwanie brama się otworzyła a kobiecy głos powiedział - wejdźcie do środka.-
Na próżno usiłowała zmusić dzieci aby weszły same.
-Tam jest ciocia Leonka, teraz z nią zostaniecie - tłumaczyła półgłosem.
-A jak jest wilk?
-Nie tam nie ma wilka ale za rogiem czekają cztery,schowajmy się szybko. Chciała kawałek podprowadzić dzieci a potem uciec ale brama cichuteńko sie zamknęła a kobiecy głos powiedział - nie jestem wilkiem. Przyjaźnię się z waszą ciocią Leonką i mam sześcioro dzieci mniej więcej w waszym wieku.Mam na imię Milareza. Cioci Leonki jeszcze nie ma, zaczekamy na nią przy ciasteczkach.
-S komfitulą - dodał dziecięcy głosik.
Drzwi się otworzyły, wyszła kobieta a przed nią przecisnął się chłopczyk chyba w wieku Tolanda, za nim więcej niż sześcioro dzieciaków.
-Bawimy się w pisanie - oświadczyła czarnowłosa, niebieskooka dziewczynka ja jestem Tali - a wy?
-Tolo i Nola.
-A dlaczego wasza mamusia chce was tu zostawić?
-To nie jest mamusia tylko ciocia, my tu nie zostaniemy tylko przyjechaliśmy odwiedzić ciocię Leonkę.
Kobieta stała i przyglądała się Elanumie.
-Oczekujesz dziecka - powiedziała po chwili. - Wejdźcie.
-Talisiu zwróciła się do córki - podejmij gości.
-Tak, tak, tak - ucieszyła się dziewczynka.
- My będziemy w moim gabinecie, zabieram te ciastka. Nałożyła ciastek na talerzyk,a konfitur do filiżanki i gestem zaprosiła Elanumę.
-A gdzie Aldmara? - Zapytała, najwyraźniej była zorientowana.
-Ty możesz mnie źle rozumieć - próbowała tłumaczyć Elanuma.
-Nie istotne, albo weźmiemy wszystkie dzieci albo żadnego.
-Alda jest już duża ...
-Nie. Ma tu rodzeństwo, niech przy nim pomoże.
-Przecież jest Leonwira.
-Postawiłam jasno warunki, nie będę negocjować.
-A jednak mnie oceniłaś?
-Jakie to ma znaczenie? Przyjdzie Leonka, pomoże Dewandzie przy dzieciach a my pojedziemy po twoją siostrzenicę. Potem zajmiesz się własnym potomstwem a o tych dzieciach nawet nie pomyślisz.
-Opiekowałam się nimi pół arla. Leonka w niczym mi nie pomogła.
-Wyszłaś za mąż za ich ojca.
-Bo taki jest u nas zwyczaj, że jak jedna siostra umrze to druga jeśli nie jest mężatką poślubia ich ojca, ja nigdy nie chciałam tych dzieci.
-Ja cię nawet rozumiem ale to niczego nie zmienia, biorąc Tola i Nolę wezmę też ich siostrę.
-Ty?
-A twoim zdaniem gdzie i za co miałaby je utrzymać Leonka? W tej chwili to nierealne i chyba o tym wiedziałaś usiłując podrzucić dzieci do mojego domu bez rozmowy ze mną.
Elanuma chciała odpowiedzieć lecz właśnie przyszła kobieta podać im picie, za nią jasnowłosa dziewczynka o piwnych oczach - mamusiu - powiedziała - Nola nie ma swojej lalki Tori i płacze.
-Zaraz zapiszę imię. Tori?
-Tak a kaczor ma na imię Pirat i jest jego a ona ma jeszcze nowy fartuszek od babci.
-Fartuszek to jej uszyjemy. Tori jest ważna.
Elanuma poczuła się jednak nieprzyjemnie głównie z powodu fartuszka. Powinna była go dać.
=========
Była pod wrażeniem jak szybko Milareza dogadała się z jej siostrzenicą. Jej wydawało sie to śmieszne, teatralne a Aldę tym kupiła.
Rozłożyła ramiona i zawołała - Aldusiu kochana to u mnie są Tolo i Nola, zabieram cię.
Alda natychmiast wpadła w jej ramiona.
-Tylko musimy wziąć jeszcze Tori, Pirata i to co jest dla ciebie ważne.
Argiż wyszedł na podwórze - a co się dzieje? - Zapytał.
-Jestem pracowdawczynią i gospodynią Leonwiry. Twoja żona ... ?
-No żona.
-Przywiozła nam twoje młodsze dzieci.
-Ale ja nie chcę oddać dzieci.
-Twoja żona ich nie chce, zmarnuje im dzieciństwo. Niech lepiej będą z Leonką, zabierz się z nami to je zobaczysz, tylko daj tę lalkę, kaczora i to co chce Aldusia. Jakiś portret matki...
-A gdzieby tu ktoś miał portret?
-A chociaż wszystko im spakowałaś? - Zapytał żonę.
Poczuła, że się czerwieni.
-A będę mógł odwiedzać?
-Oczywiście nikt ci dzieci nie zabiera. Póki są u mnie będę organizować wam spotkania.
Nie spierał się bo dobrze wiedział, że Elanuma ich nie chce.
-Idę się przebrać. Alda spakuj co tam potrzebujesz.
Zostały na podwórzu. Argiż wyszedł z córką niosąc sporą torbę.
-Dobrze spakowałaś? zapytała Elanuma.
-Sprawdzę. - Wyrzuciła wszystko na ławkę pod pozorem porządniejszego spakowania.
Zaskoczyło ją,że dziewczyka zabrała sweter po matce.
-A ja go nie mogłam znaleźć - powiedziała - na co ci?
-Po mamie? - Zapytała Milareza. Alda skinęła głową.
-Ile chcesz za niego? - Spytała Milareza Elanumę.
-A co ona może chcieć? - Zdziwił się Argiż - to nie jej, pakujcie.
-Pomogę - powiedziała Milareza. Pakowała porządnie i sprawnie.
Elanuma widziała z jakim podziwem się Argiż na nią patrzy i postanowiła nie dopuścić aby z nią pojechał. Udała, że źle się czuje.

Enilioborian potrzebował pracowni malarskiej Milarezy na kolejne próby szkolnego teatru a tymczasem ona już zwinęła ekran, zabrała dekoracje a rozstawiła sztalugi.
-A nie możesz malować gdzie indziej? - Zapytał niezadowolony. Wybuchnęła śmiechem. Speszył się.
-A kto to w ogóle jest ta kobieta na portrecie?
-Matka Aldusi Tola i Noli.
-Przecież ty jej nie widziałaś.
-Za to uczyłam się grafiki sądowej. Zrobiłam portret pamięciowy i maluję na podstawie tego portretu.
-A nie możesz malować kiedy my nie mamy prób?
-Coś wymyślę - obiecała i wybuchając śmiechem dodała - raczej niczego sobie nie wynajmę, tu mi dobrze .
-A może w kinie dałoby się te próby robić?
-Jest wciąż zajęte bo to jedyne kino w mieście, ćwiczcie na razie w szkole, później rozwiążę ten problem.
-W szkole nie ma tak dobrych warunków.
-Myśmy jednak tam ćwiczyli.
-Tobie nie jest potrzebne aż tyle miejsca. Przenieś się do pracowni katalogów sztuki.
-Eni! Tak nie marudzi mi nawet własny mąż.
-Szczęściara - powiedziała Sewilanta znaczącym tonem.
-Bez marudzenia to ja bym nic nie osiągnął - odrzekł.
-Postaram się to szybko skończyć.
-Ja potrzebuję tej sali na już.
-To masz problem bo ja też potrzebuję, Taki duży dom postawiliśmy - dodała - i robi się ciasny, Byliśmy nieprzewidujący. Kawałek sali katalogów sztuki już odcięliśmy na sypialnię dla dzieci a ty mi jeszcze każesz resztę przerobić na pracownię malarską.
-Teraz ty marudzisz.
-Mam pomysł! Upewnię się czy mi na coś nie wykorzystano identycznej pracowni w Arblandach.
-Chcesz wyjechać?
-Nie. Was tam wyślę.
-To może jednak poćwiczymy w szkole.
- Znakomicie a ja się zastanowię nad rozwiązaniem tego problemu na przyszłość.
-Że też akurat teraz zachciało ci się malować.
-Nie zachciało, uznałam to za ważne. Skoro mogę dać dzieciom portret ich matki to powinnam. One już wiedzą i czekają.
Milareza nie mogła sobie pozwolić na cyzelowanie obrazu więc wkrótce Enilioborian znów mógł korzystać z pracowni.
Laroka zachwyciła się jej dziełem - gdybyś jeszcze trochę nad nim popracowała to mogłabyś sprzedać za dużą kasę - powiedziała - nie mówię ten - ale zrób replikę. Powinnaś zostać artystką!
-Sztuka wymaga pełnego oddania a ja oddałam się rodzinie i pracy - wyjaśniła Milareza po czy dodała - musimy rozbudować dom.
-Już jest wielki.
-Nas też dużo.
-Ano tak, ty masz rację. Rozbuduj - zgodziła sie Laroka tak skwapliwie jakby się bała , że w przeciwnym razie ją Milareza wykwateruje.
Portretem zachwycił się też szwagier Leonki - Ależ to Firlineta, jak żywa. Jak ty to zrobiłaś?
-Sam powiedziałeś Leonce, że ma jej spojrzenie, zrobiłam więc jej kilka fotografii, pokombinowałam, pokonsultowałam się z nią i dziećmi, to wszystko.
-Chciałbym go mieć.
-a żona?
-Przecież to jej siostra.
-Dobrze, skopiuję.
-I dodaj tytuł: Firlineta z Garrumy.
-A nie - zaprotestowała Nola - bo "mama".
-Na waszym egzemplarzu napiszę "mama" a na kopii ...
-Nie bo ma być jednakowo - zażyczył sobie Tolo.
Ostatecznie portret został podpisany: "Firlineta, mama z Garrumy" i dostał jeszcze parafkę Milarezy a ponieważ chciała ochronić ofiarowaną Argiżowi kopię przed wszelką przygodą to zarówno ją jak i przy okazji oryginał powlekła
przejrzystą warstwa ochronną a potem jeszcze kopię starannie zapakowała.
Obraz w pokoju dzieci był jeszcze wtedy bez ramy i stał na sztaludze w ich pokoju. Tak szybko chciały go mieć, że nie czekały na zupełne ukończenie.
Milareza mogła ramy zrobić sama ale wolała je zamówić u znajomego ramiarza z Arbland za pośrednictwem Milaryka.
Brat przysłał je z wyjaśnieniem - sam zrobiłem z zastosowaniem myjek jak do okien, ostatnio zrobiłem takie ramy okienne dla Rezemci, przeszklij obraz, załączam instrukcję obsługi i cenę. Malować po tym można tak jak chciałaś ale
nie zalep otworków.
-Chyba nie będę już więcej korzystać z jego pośrednictwa - pomyślała zobaczywszy cenę. Majątek to nie był ale miała przed sobą ważniejsze wydatki.
Oprawiła obraz, przedłużyła go zgodnie z wcześniejszym planem na ramy (uważając na otworki) Wysuszyła i powiesiła w pokoju dzieci, korzystając z pomocy "sztucznych rąk" - tak nazywał to urządzenie Walturian.
W jakiś czas potem obraz zniknął a dzieci miały tajemnicze miny i nie chciały nic zdradzić.
Wypytała jednak delikatnie Magnoliusza w czasie jego kąpieli i dowiedziała się, że obraz poszedł na jakiś konkurs bo Aldmara pokazała go swojemu nauczycielowi i on im tak poradził.
Nauczyciel zaprzeczył jakoby coś takiego miało miejsce a dzieci w szkole zaczęły nazywać Aldusię kłamczuchą. Aldusia zamknęła się w sobie a jej rodzeństwo płakało i też jej dokuczało bo przez nią ukradziono obraz. Oburzona Milareza zabrała dziewczynkę ze szkoły i zaczęła wybierać guwernantkę.
A w sprawie obrazu zrobiła wywiad, ustaliła gdzie mają się odbyć konkursy malarskie, gdzie ma krewnych nauczyciel, gdzie wyjeżdżał, z kim się spotykał, Odszukała obraz z pomocą agentarów. Wisiał sobie spokojnie za granicą, nie zmieniono mu ram bo były jego częścią ale zamalowano tytuł i jej parafkę dodając w tych samych miejscach inne.
Tytuł brzmiał: "Wieśniaczka" podpis był podobny do podpisu znanego malarza. Oryginalny być nie mógł bo malarz miał pogrzeb kilkanaście dni przed kradzieżą obrazu.
Poobserwowała trochę by wiedzieć kto się obrazem interesuje a na chwilę przed wejściem komisji umyła go. Obce malunki łatwo sie zmyły z subtelnej ale skutecznej warstwy ochronnej.
Prezenter przedstawił obraz jako ostatnie dzieło Ginlona.
-No raczej sie mylisz - powiedział jeden z członków komisji - ani maniera ani podpis nie są jego.
Prezenter spojrzał i zawołał woźną.
Santykalo kto tu coś robił przy obrazie?
-Nikogo nie było, sam się umył.
-Jak to się umył?
-I się wycofał - powiedziała Milareza przez głośniczek - bo nie jest na sprzedaż
(warunkiem udziału w konkursie było wystawienie dzieła na sprzedaż).
-Jestem Milareza. Ja to malowałam i potrafię udowodnić. Obraz należy do dzieci przedstawionej na nim kobiety. Jest powleczony warstwą ochronną
i wyposażony w myjki. Maniera rzeczywiście przypomina raczej Stussyka bo się od niego w dzieciństwie uczyłam.
Do namalowania obrazu posłużył mi portret pamięciowy konsultowany z dziećmi, siostrą i byłym mężem zmarłej oraz fotografie siostry. Mogę
przedstawić wszystkie kolejne etapy dochodzenia do takiego właśnie wyglądu portretu. Sfałszowany podpis Ginloma oraz tytuł polożono już na warstwie
ochronnej więc dało sie to zmyć.
I pomyśleć,że nie ucieszyłam się z wyposażenia ramy w myjki do okien - zakończyła.
-Do okien? A to ja bym coś takiego chciał dla żony - zgłosił się członek komisji.
-To by trzeba skonsultować z moim bratem, on mi sprzedał taki gadżet zamiast normalnej ramy - odpowiedziała.
Opis tego wydarzenia zaczerpnięty z relacji świadków znalazł się w biuletynie towarzyskim Werwuniku miasta gdzie organizowano wystawę, położonego w sąsiednim państwie.
Milaryk pierwszy dostał egzemplarz pisma i zawył ze śmiechu bo nazwano tam Milarezę, skromnym, nieznanym grafikiem sądowym o wielkim talencie.
Wspomniano,że technika w Degeden stoi na wysokim poziomie a techniki detektywistyczne stanowią postrach dla każdego kto chciałby dokonać jakiegoś przestępstwa w okolicy.
Zagwizdał do Milarezy i przesłał jej kopię biuletynu zaznaczając, że jeśli faktycznie ktoś tam chciał ramy okienne z myjkami to on się chętnie podejmie.
Milareza wiedząc, że prędzej czy później biuletyn dotrze do naczelnika Degeden sama się z kopią od Milaryka do niego przeszła. Przyjął ją.
-Ostrzegam, że możesz się bardzo zdenerwować - powiedziała - ja wyślę sprostowanie ale chcę abyś wiedział, że żadnych wywiadów nie udzielałam i nie nazwałam siebie grafikiem sądowym.Powiedziałam jedynie komisji oceniającej obrazy, że uczyłam się grafiki sądowej.
-A o co konkretnie chodzi?
-Dostałam kopię biuletynu Werwuniku, proszę, fragmenty, które mogą cię zdenerwować zakreśliłam na żółto.
Lodwar przeczytał, roześmiał się i powiedział - nie dementuj.
obraz oczywiście znów zawisł w pokoju dzieci.
Aldusia została oczyszczona z pomówień, a nauczyciel aresztowany. Dziewczynka nie wróciła już jednak do szkoły Milareza załatwiła jej guwernantkę.

Wybór guwernantki nie zachwycił Eneroze bo nie była to żadna z aktualnych uczennic. Słabym pocieszeniem było to,że spośród uczennic Milareza wybrała opiekunkę dla Wiernyszka bo i tak nie tą, którą Eneroze nakazano protegować. Miała takie dwie odgórnie nakazane protegowane bo i guwernantka była wskazana przez władze państwowe.
Szczerze mówiąc Eneroze złościły te naciski i od początku się obawiała,że nie zdoła im sprostać mimo zapewnień że to idealne kandydatki i każdemu by się spodobały. Obie miały świetną opinię i nawet referencje. Eneroze jednak wiedziała,że wybory Milarezy bywają nieoczekiwane i nie od razu widać, że dobre. Rzeczywiście żadna jej się nie spodobała a na dodatek Milaryk w trakcie rozmowy wizjofonicznej wspomniał, że Dagrida chciałaby wrócić do Kareborgi. Jej mężowi też na tym zależało. Chciał wrócić póki dzieci są małe. Później Milareza dowiedziała się od przyjaciółki, że poszło o zdradę. Sforletes zadał się z ładniutką, młodziutką Unasjaneczką, gdy się Dagrida dowiedziała i zażądała rozwodu poprosił by wyjechali do Kareborgi i dali sobie szansę przez wzgląd na dzieci.
Na razie zamieszkali w Siegridówce. W Arblandach się dorobili i mieli dwa auta. Jednym Dagrida dojeżdżała z dziećmi do pracy ale Milareza już stawiała drugi dom tuż za ogrodzeniem na dokupionym placu. Walturian stawiał nowe ogrodzenie. Dzielili się pracą aby nie zaniedbać też innych spraw. Na przykład prowadzenia zajęć z dziećmi. Wprawdzie w dużej mierze wyręczyła ich Dagrida ale nie chcieli sami siebie takiej możliwości pozbawiać. Zresztą Dagrida prowadziła oddzielne zajęcia z Aldusią i przy okazji swoją starszą córką Tanaretą a w tym czasie ktoś musiał Dewandzie pomagać bo miała pod opieką jeszcze co najmniej 9 dzieci. Co najmniej bo przybiegały też dzieci ze wsi. A wspomniana dziewiątka składała się z pięciorga starszych Milarezy, dwojga Firlinety i dwojga Dagridy.
Budowa tak jak poprzednio nie trwała długo. Więcej czasu pochłonęło rozplanowanie i wykopanie dołów pod fundamenty niż samo stawianie domu z gotowych elementów, nawet ogrodzenie Walturian dłużej stawiał niż Milareza dom a teatr (po za nowym ogrodzeniem) wstawiła przywieziony w całości. Na to to już dzieciaki się patrzyły skacząc z radości a Dewanda, Dagrida, Leonka, Laroka i jej ferajna bez podskoków ale krzykliwie.Przywiozła go chwytakowcem i wcisnęła dokładnie na fundament.
Na ten wieczór zaprosili przyjaciół i przyjęli ich w tym teatrze.
-Co to za dziwo? - Spytał zszokowany Enilioborian - wczoraj tu był dół.
-Znowu marudzisz - zauważyła Milareza a Walturian opowiedział kolegom oraz ich żonom jak sie to odbyło.
-A nie mogłaś tego teatru postawić w Degeden?
-Zapytał Enilioborian.
-Tam już jest kino.
-Ale obciążone.
-Daje sobie radę.
-No ale dlaczego ja mam tak daleko jeździć na próby?
-Nie masz racji. Teatr jest bliżej Degeden niż moja pracownia.
-No ale skoro już stawiałaś to można było w Degeden.
-Wtedy ja bym musiała tam jeździć aby się z dziećmi bawić w teatr. Niepotrzebnie się pieklisz przecież ja ci tego teatru nie dam tylko czasem udostępnię. Powiedzmy raz w szestnicy.
-Jak to raz?
-Tanio.
-Co raz gorzej.
-Ponieśliśmy koszty - wyjaśnił Walturian - napracowaliśmy się, czas na to pświęciliśmy, ale bez obaw, kiedy będziesz realizował film dla mnie, wpuszczę cię tu nieodpłatnie.
-Wy tak serio?
-No przecież i tak potrzebujesz jakichś tematów.
Tym razem dobrze byłoby napisać scenariusz na podstawie paczki listów znalezionych przy rozbiórce pewnego domu.
-Zgłupiałeś.
-Nie. Realizuję swoje cele. To stare listy. Fabuła nie musi być przesadnie rozbudowana i nic się nie musi rymować.
Ja nakreślę rys historyczny, postaci mogą usiąść przy meblach z epoki i pisać listy, które ktoś pięknie odczyta. Tak to widzę. To będzie film szkoleniowy.
-A niechby cię stado wilków dopadło, ja tak sztuk nie robię.
-To będzie film - powtórzył Walturian - bierzesz to czy muszę szukać kogo innego?
-Ile płacisz?
Tak jak porzednio.
-Czyli wszystkim po równo? To nie jest sprawiedliwe.
Taka tancereczka pofajta nogami i idzie do domu, Nattufor też a ja jeszcze w domu myślę.
-Uważasz,że ja nie myślę nad układami a tancereczki w domu przed lustrem nie ćwiczą? Dobrze zatańczyć nie jest tak łatwo jak zaśpiewać piosenkę - Oświadczył Nattufor.
Milareza gestem powstrzymała Tagunaka przed zabraniem głosu.
-Abyście nie musieli się kłócić i zrywać przyjaźni my już sami podjęliśmy decyzję.
-A jakaś premia za skuteczność?
-Szacunek u widzów. Tak zrób aby ludzie chcieli ten film oglądać.
-Oglądać pisanie listów?
-Wzbogacone scenkami z życia rodzinnego. Liczymy na twoją i Sewilanty inwencję.
Enilioborian nie wyglądał na zachwyconego ale na poprzednim filmie sporo zrobił on i pozostali uczestnicy więc warto było i tę propozycję przemyśleć.
Zły był na Walturiana. Sewilanta musiała w domu go uspokajać - ciesz się z tego co dostajesz.
-Ciekawe ile musiałby zapłacić reżyserowi z Arbland gdybym ja odmówił.
-Pewnie więcej ale wtedy ty byś nic nie dostał i twoja fotografia nie pojawiła by się na plakacie.
No niestety to było bardzo przekonujące, zresztą wiedział, że mistrz Binazlaleb już pracuje nad podsunięciem Walturianowi innych współpracowników i wykonawców. Zrobiliby mu sztukę taniej byle tylko zaistnieć. Pewnie gorzej ale cele Walturka zostałyby osięgnięte - pomyślał z ironią.
-Sami zgarniają lwią część zysków - marudził jeszcze mając na myśli Walturiana i Milarezę.
-Ponoszą też wielkie koszty i ryzyko, że to co nam zapłacą się nie zwróci.
-No przy takim wyborze tematu .....
- Daj mi nad tym popracować - odpowiedziała. Zamilkł, pocałował ją w czoło i wyszedł. Ile by się o te pieniądze nie kłócił to i tak na dobrej opinii u widzów mu zależało. Snuł przecież plany, że gdy się dorobi założy własny teatr. Szkoda, że pewnie bez Mizy w roli scenografa no i raczej bez takich urządzeń jakimi ta para dysponuje chyba, że mu wypożyczą jeżeli zdoła się z nimi nie skłócić.
Wkrótce jedna z aktorek zdradziła mu, że mistrz Binazlaleb proponował Walturianowi świetnego scenografa i prezentował mu jego prace malarskie.
-Lepszy niż Miza? - Upewnił się.
- Binazlaleb uważa, że tak, zresztą nie wie kto jest naszym scenografem bo by się ugryzł w język. Choćby ten drugi był lepszy to i tak szefostwo woli aby Milareza brała forsę za scenografię to chyba jasne.
-Co mówił Walturian?
-Że całkiem ładne te obrazki, pomówi z żoną czy ich w tej chwili na to stać i może zorganizują mu wystawę.
=============
Zorganizowali w holu teatru przez co ćwiczący tu zwykle muzycy i śpiewacy musieli się na parę dni przenieść do pracowni Milarezy.
Oczywiście młody malarz roli scenografa nie otrzymał.
Enilioborian dotarł do niego aby nawiązać kontakt na wypadek gdyby kiedyś potrzebował scenografa.
-No ale kiedy będziesz potrzebował? - Niepokoił się chłopak - bo ja jeszcze nie znalazłem pracy a zapisałem się dodatkowo do szkoły filmowo - teatralnej ...
-Jest taka?
-Powstaje w babskim zespole szkół, zapisałem się na scenografię. Chyba jestem jedynym mężczyzną, który się do babskiej szkoły zapisał ale mi na tym kierunku zależy.
-Kto to sfinansuje?
-Przecież czesne będą brali.
-Nie, nie, nie chłopie, tu pracuje jakiś sabotażysta i ja go znajdę.
Pognał do Walturiana i Milarezy ale to nie oni za tym stali tylko Walturkowa teściowa, od czasów gdy się tu Milareza uczyła, z babską szkołą zaprzyjaźniona.
-Po co ona to robi? - Denerwował się.
-Spodziewa się zarobić na kinematografii - odpowiedziała Milareza.
-Logiczniej byłoby uruchomić taki kierunek w męskiej szkole.
-Tak ale ona jest kobietą a po za tym Era chce się uczyć reżyserii. Zamieszka u nas.
 

 




Rezeryka zaniepokojona płynącymi od Milarezy sygnałami oraz rozmowami z Irbisem, tak długo marudziła Milarykowi aż zainstalował bratu system
mikroinwigilacyjny (oczywiście po kryjomu) To ją bardzo uspokoiło i po pewnym czasie w ogóle o tym zapomniała. System ten jednak oprócz włączania agentarów w pewnych ściśle określonych sytuacjach miał też alarm ostrzegający o złym stanie zdrowia (lub emocjonalnym Irbisa). Włączył się on z całą mocą kiedy Irbis stracił przytomność.
Natychmiast wysłała lotambulans i zawiadomiła Milarezę.
Milareza była zmuszona przekazać prowadzoną lekcję Laroce i Dewandzie, sama zaś pognała do brata.
Już byli przy nim gapie i przechodzący lekarz. Ktoś dał znać,że ma się zatrzymać. I tak by to zrobiła. Okazało się,że Irbisa ktoś uderzył w tył głowy.Proponowano aby zawiozła rannego do szpitala.
-Zaczekajmy na lotobus - powiedziała - tak będzie najbezpieczniej.
-Skąd wiedziałaś? - Zdziwiła się już wezwana przez gapiów teściowa.
-Ponieważ mieliśmy powody się o niego obawiać został wyposażony w czujnik stanu zdrowia i kiedy on tu stracił przytomność, alarm zawył w Arblandach - wyjaśniła patrząc jej w oczy.
- Zaczekaj tu na lotobus - powiedziała do lekarza - dobrze by było abyś zabrał się z Irbisem do szpitala i pokierował akcją na miejscu.
-A ty?
-Skoro ktoś usiłował zabić ojca spróbuje zabić też dzieci - odpowiedziała.
-Niby kto? - Zakrzyknęła teściowa Irbisa.
-Ten komu się to opłaca.
Pognała do domu Irbisa i poprosiła bratanków aby jechali z nią. Na przejażdżki samochodowe to oni zawsze byli łasi a że Kimifuwa też chciała jechać, zabrawszy ją starannie zamknąła i zabezpieczyła dom.
Dopiero u siebie powiedziała im, że muszą do wyjaśnienia sprawy tu zamieszkać ponieważ są w niebezpieczeństwie.
-A mnie nie chciałaś zabrać - żałosnym głosem powiedziała Kimifuwa.
-Ty jesteś bezpieczna, bez ciebie nikt nie zdołałby przejąć spadku.Możesz tu zostać ale do czasu aż się ta sprawa wyjaśni nie możesz przyjmować gości.
-Tylko mamę.
-Nie, nawet mamy.
Wkrótce owa mama była u Milarezy ale w jej gabinecie. Przywiózł ja strażnik, który przede wszystkim chciał Milarezę przesłuchać.
-Ja jeszcze nie wiele wiem.
-A kiedy będziesz wiedziała?
-Razem się dowiemy. Ja na razie byłam sterowana przez Arblandy no i musiałam się zająć wydaniem dyspozycji w sprawie dzieci i bratowej.
-Skoro nie wiele wiesz to dlaczego oskarżasz?
-Nikogo nie oskarżałam, powiedziałam tylko,że Irbisa napadł ktoś komu się to opłaci to przecież podstawowa zasada a nie pomówienie. Sprawdźmy co nam powiedzą Arblandy. Sama chcę wiedzieć co się stało i jeśli nie wy, to ja znajdę winowajcę.
Skontaktowała sie z Arblandami.
Okazało się, że Irbis został napadnięty w drodze z banku do domu. Nie miał ze sobą dużo pieniędzy, na jego koncie była tylko kwota przeznaczona na trzy
szestnice.
-Skromne środki - zauważył strażnik.
-To prawda - przyznała Rezeryka - ale mój syn był notorycznie okradany.Odkąd Milareza to zauważyła zaczęła mu dowozić żywność. Ponadto wciąż musieliśmy kupować im nowe rzeczy bo stare ginęły. Wstyd powiedzieć ale ginęła nawet bielizna. Irbis stale nękał Milarezę, mnie i wszystkie moje dorosłe dzieci, że ma za mało pieniędzy ale nie umiał się z pieniędzmi obchodzić.
Przestraszyłam się kiedy Milareza powiedziała,że się o niego boi. Ona ma niebywałe wyczucie.
-Tak ale ja nie myślałam o tym, że zostanie napadnięty, raczej że szybko wyzbędzie się spadku.
-Cokolwiek ty myślałaś ja kazałam wyposażyć Irbisa w system mikroinwigilacji.
Obserwowana jest brama oraz podwórze jego domu. Ponadto przy wejściu do banku miała się uruchamiać kamera gdyby wszedł tam Irbis. Od tego momentu on sam był obserwowany. Niestety tylko przez kamery, nas zaalarmował dopiero sygnał braku oznak życia. Teraz jednak już wiemy co się stało i możemy ci odtworzyć nagranie. W trakcie odtwarzania Milareza wyszła do salonu, na piśmie zawiadomiła Rezerykę dlaczego a następnie zagwizdała do Degeden by zlecić ważne zadanie po czym wróciła i poprosiła o ponowienie filmu.
-Myśmy to już widzieli - oświadczył strażnik.
-Nie zaszkodzi jeszcze raz - odpowiedziała Rezeryka.
Wcześniej niż się spodziewali zjawił się drugi strażnik. Natychmiast wskazała mu drogę strzałkami świetlnymi.
Ten pierwszy się denerwował a ją to uspokajało. Drugi był zaskoczony -a ty kto? - Zapytał pierwszego.
-Przepraszam ... - zaczął ten jakieś kłamstwo lecz Milaryk mu przerwał - to człowiek, który napadł na naszego brata.
Mamy go na nagraniu.
-Co za bzdura! Tamten człowiek ma zasłoniętą twarz - bronił się fałszywy strażnik.
-Ma też twoją sylwetkę,twoje dłonie, twoje ruchy, twój rozmiar buta - wyjaśniła Milareza.
-Bzdura, but jest większy!
-Miałam na myśli jego górę a nie wysuniętą podeszwę. Skarpetek nie zmieniłeś. Z tyłu lewej puściły ci oczka. To było widać gdy się pochyliłeś aby zabrać pieniądze.
Kim jest twój towarzysz? - Spokojnie zapytała teściową Irbisa.
-Zięć ale przecież on by muchy nie skrzywdził - wydukała.
-Muchy może - odpowiedziała Rezeryka - ale mojego syna tylko cudem nie uśmiercił.
-Nieprawda, ja wiem jak ....-Urwał więc prawdziwy i nawet znany Milarezie strażnik zapytał słodziutko - jak co?

Rezeryka najchętniej zamieszkałaby w Siegridówce jak zawsze ale tym razem było wiele powodów by wybrać dom Milarezy.
Tu powinna zamieszkać Era, gdy Rezeryka już wróci do Arbland i tu lepiej będzie zostawić Rezemcię, Irbis też tu przyjechał ze szpitala i tu mu powinno być najlepiej.
Nowy dom Milarezy był spory a ona przeniosła do niego tylko swój gabinet, poprzedni przerobili na pokój Aldmary, Tola i Noli. Dzięki temu mogli
odtworzyć salę katalogów. W nowym domu połączonym korytarzem ze starym mieszkały rodziny Dagridy oraz Irbisa. Teraz zainstalowały się tam też
Rezeryka, Rezemcia i Era. Milareza oprócz wspólnej, dużej sypialni przydzieliła im też gabinety do pracy, Rezeryka takowego nie potrzebowała bo chciała od pracy biurowej odpocząć. Wzięła się za to za szkolenie synowej w zakresie gotowania czyli po prostu zaprosiła ją do współpracy. W kuchni Milarezy było zawsze wesoło więc Kimifuwa też się tam dobrze poczuła i chętnie
wykonywała przydzielone zadania. U matki tego nie lubiła robić bo ciągle słyszała krytykę, tu ją chwalono za to co zrobiła dobrze a udzielano życzliwego instruktażu gdy coś "nie szło". W kuchni bywało aż za dużo ludzi.
Enilioborian właśnie tu tłumaczył Milarezie, że koniecznie trzeba w którymś z pokoi zainstalować warsztat szewski bo jeden z autorów listów terminuje u szewca i trzeba zrobić sceny w takim warsztacie, potrzebne są oryginalne przybory.
-Chyba wiem gdzie to można kupić - oświadczył Kierjas - jeden z młodych ludzi skierowanych do wyjaśnienia sprawy Irbisa.
-A wiatrak? - Zainteresował się od razu Enilioborian.
-Człowieku ja teraz muszę wyposażyć mój dom w Isage na zimę - przystopowała go Milareza.
-Dlaczego ty go wyposażasz skoro tam nie mieszkasz?
-W zamian mam tam dwa zakłady w których pracują zimujący.
-Nie płacisz im?
-Płacę ale mam tak skalkulowane, że dom na swoje utrzymanie zarabia.
-Skoro na siebie zarabia to w ogóle o nim nie mówmy.
Te dyskusje bawiły Rezerykę

Mniej zabawni byli uczniowie zatrudnieni jako śledczy. Lodwar wymyślił sobie, że posiedzą wygodnie u Milarezy, pooglądają materiał filmowy w sprawie Irbisa,pomówią z nim i Milarezą, zrobią sprawozdanie i może sie przy okazji czegoś nauczą. Stale ktoś musiał ich obsługiwać a każdy miał swoje zajęcia. Chodzili też po domu aby znaleźć kogoś do rozmowy przy okazji bawili się niektórymi urządzeniami bo ich ciekawiły.
Najgorsze było, że przychodzili wczesnym rankiem a właściwie na koniec nocy.
Milareza zwykle już nie spała, wpuszczała ich bo mieli daleko ale grzecznie tłumaczyła, że nie powinni przychodzić nim większość domowników będzie po śniadaniu , jakoś to do nich nie docierało. Zapalali światło i biegali po korytarzach. Milaryk obiecał opracować zaporę ale należało przypuszczać, że nim ją opracuje a tym bardziej zainstaluje młodzi śledczy już się z domu Milarezy wyniosą.
Odbyła z młodymi stanowczą rozmowę w swoim gabinecie w obecności Walturiana i wyjaśniła, że jeśli takie sytuacje będą się powtarzać będzie musiała ich wyprosić ponieważ jej domownicy potrzebują spokoju.
Jeden z nich zasugerował, że ona jeszcze nie wie z kim ma do czynienia.
-Zaskakujesz mnie - powiedziała spokojnie i był to jej jedyny komentarz w tej sprawie. Nie zaskakiwał jej informacją bo już wiedziała kim są tylko swą
głupotą. Nie powinien był tego mówić.
Dała im swoje opracowanie sprawy Irbisa, zrobione poprzedzającego tę rozmowę dnia. Wykorzystała do niego filmy oraz to co sama widziała lub dowiedziała się od innych. Uzupełniła je fotografiami oraz ilustracjami.
A to daję wam abyście nie musieli nas tak często wzywać - powiedziała - porównajcie z waszym materiałem i ewentualnie go uzupełnijcie. Rozmów przeprowadziliście u nas aż nadto więc chyba szybko się z tym uwiniecie.
Nazajutrz nic się w ich zachowaniu nie zmieniło więc dwa dni później po prostu im nie otworzyła i nawet się nie odezwała by tej decyzji nie tłumaczyć. Jakimś sposobem i tak weszli. Widocznie byli to bardzo zdolni młodzi ludzie i poradzili sobie z wszelkimi zaporami i sygnałem alarmowym ale nie z informatorem bo o nim nawet nie wiedzieli.
Milareza natychmiast dostała informację, że brama się otworzyła i zamknęła. Poczuła strach. Włączyła monitory. Trzej kandydaci na śledczych biegli przez podwórze. Robili tyle hałasu, że aż ją to uspokoiło. Widocznie nie mieli złych zamiarów,
najwyraźniej ich mądrość już po za technikę nie sięgała. Znów zapalili światła i hałasowali, co gorsza zatrzymali w holu chodzącą w półśnie Tanaretę. Milareza była wtedy z Rezeryką w kuchni. Normalnie na monitorze z planem domu miała
wykres ruchu ale teraz pełny obraz i głos.
Trzej mężczyźni próbowali wypytywać pomrukujące dziecko, Rezeryka wybiegła wciąż trzymając nóż w ręku a Milareza włączywszy głośniki w całym
domu powiedziała spokojnie - zostawcie dziewczynkę, ona śpi. Jest w stroju nocnym i mimo, że jest to strój przyzwoity, jej rodzice będą bardzo niezadowoleni, że ją tak oglądacie.
Mówiła półgłosem ale z włączonymi głośnikami dlatego nim Rezeryka mająca dłuższą trasę do przebycia dobiegła już zjawiła się Rezemcia. Miała na sobie włożoną na lewą stronę więc zapewne w pośpiechu suknię wieczorną.
Widząc ją Milareza powiedziała delikatnie - Tanaretko, ciocia Rezemcia zabierze cię do mamusi. Rezemciu, z mężczyznami to już sobie poradzę, zadbaj o bezpieczeństwo dziecka i swoje.
-Co wy myślicie, że co my im chcemy zrobić? - Zdenerwował się Miregiusz.
-Proszę cię nie podnoś głosu, dziecko śpi. Popełniliście dziś duży błąd wchodząc bez mojej zgody do mojego domu.
-Jak to? Przecież się zgodziłaś abyśmy tu pracowali.
-A kto ci otworzył bramę?
-Była otwarta.
-Nieprawda, ja jestem na to bardzo wyczulona i mam informacje o tym czy jest otwarta. Nawet wy nie zostawiliście jej nie zamkniętej.
A teraz wyjdźcie z mojego domu i nigdy więcej nie przychodźcie.
Mamy rzeczy w naszym gabinecie.
-Zgłosi się po nie wasz nauczyciel lub przełożony. Ja dłużej nie będę tolerować ...
-A co my takiego zrobiliśmy?
-To wam wytłumaczę później a teraz proszę wyjść.
Rezemcia odprowadziła wciąż śpiącą Tanaretę do jej łóżka.
Rezeryka mająca do pokonania kilka korytarzy nadbiegła i stanęła na przeciw śledczych.
-Z nożem! - oburzył się Kierjas.
-Wolno mi bronić bezpieczeństwa mieszkańców domu mojej córki.
-My nikomu nie zagrażamy.
-Skoro Milareza uważa, że zagrażacie to zagrażacie - wtrącił się nagle Milaryk - z tego co słyszałem wdarliście się do domu mojej siostry bez zaproszenia i napastujecie dziecko.
-Nikogo nie napastujemy.
-Proszę teraz nie dyskutować. Ja i tak wiem tylko piąte przez dziesiąte ale nie podoba mi się, że nie siedzicie w przydzielonym wam gabinecie tylko nocą zwiedzacie dom.
Ponieważ głośniki wciąż były włączone w holu pojawiała się coraz więcej osób.
-Jestem bratankiem naczelnika - oświadczył Torwik.
-Wiem i bardzo mi przykro, że będzie musiał sie wstydzić choć niczemu nie jest winny. Wielokrotnie tłumaczyłam wam podstawowe zasady dobrego tonu a nie powinnam bo przecież twoja matka jest nauczycielką dobrych manier.
Liczyłam, że przynajmniej ty je zrozumiesz i pokierujesz kolegami mechanikami pośpiesznie przemianowanymi na śledczych. Zawiodłam się. Idźcie już, robi się coraz widniej będzie wam raźniej a od jutra śpicie dłużej.
=========
Wkrótce potem wezwał ja Lodwar, zabrała odbiornik wyposażony w odpowiednie filmy.
Położył przed nią jej opracowanie i zapytał - co to jest?
-Spisałam to co wiemy w sprawie Irbisa aby pomóc twoim pracownikom ustalić co się stało.
-Pomóc czy odwalić robotę za nich?
-Szczerze mówiąc chciałam aby rzadziej nas wzywali. Zresztą nagrywałam tę rozmowę.
-Nagrywałaś śledczych?
-Nie, Nie śledczych, uciążliwych lokatorów. Nagranie jest zrobione w moim gabinecie, podczas stawiania im warunków dalszego korzystania z lokalu. Zrobiłam je aby mieć dowód, że lekceważyli moje prośby o poprawne zachowanie w moim domu a ja zrobiłam wszystko by sytuację naprawić.
Nagrywałam ich też na korytarzach w ramach troski o bezpieczeństwo mieszkańców mojego domu, ich zachowanie to usprawiedliwiało.
Ostatnie nagranie zrobiłam w dniu kiedy im zabroniłam do nas przychodzić.
Narazili mnie na koszty wymiany zabezpieczeń i alarmu. Gdyby nie to, że nie wszystkie urządzenia zawiodły dowiedzielibyśmy się jak daleko są się w stanie posunąć w skutek nadmiernej pewności siebie.
-Czekaj bo nie nadążam. Włamali ci się do domu?
-Nie, rozpracowali główną część systemu ochronnego, w skutek tego przestał być ochronny. Zdolni chłopcy ale źle wychowani. Zostawię ci ten odbiorniczek na dwa dni. Wiesz przecież jak z niego korzystać?
-Na pięć.
-Zgoda.

Rezeryka ścięła się z Enilioborianem gdy obiecując postawić wiatrak do zaplanowanego przez niego filmu, uwarunkowała to daniem ról Irbisowi i Kimifuwie.
-Ależ oni spaprzą szukę. W tej sztuce nie ma odpowiednich dla nich postaci- protestował.
-A nie da się tego jakoś rozbudować aby były?
-Nie, nie będę zmieniał sztuki.
-To sfilmujmy inną.
-Mam już wszystko wymarzone, prawie zaplanowane.
-Będę z tobą szczera, gdyby chodziło o danie roli Milarezie, Rezemili Milarykowi, Rezeanderowi, Anderezowi, Erze czy Cypryli to ja bym z tobą takich kłótni nie wiodła ale na roli dla Irbisa i jego żony mi zależy.
-A ze mnę jest dokładnie na odwrót, gdybym miał dać rolę Rezemci to się postaram bo za samą urodę na to zasługuje, Milareza ma talent, reszta też da radę. Tylko jeśli zrobimy film z rodzinną obsadą zamiast takiej która pasuje to nikt nie będzie tego chciał oglądać
-Znajdę scenarzystę, który napisze coś pod Irbisa i jego żonę.
- Moja żona poczuje się odtrącona.
-No i tu ci obsada rodzinna nie przeszkadza. Powiedz jej aby spróbowała dodać choć małe rólki.
- Ciekawe czy na małe się twój Irbis zgodzi. Strasznie go rozpaprałaś.
-Oboje ładnie tańczą.
-Każdy umie tańczyć.
-Ja w każdym razie zostawiam z tym problemem ciebie i Rezemcię. Ona ma w sprawach kinematografii rozeznanie. Poradzi sobie.
Nie powtórzył Rezemci tej opinii natomiast wspomniał, że mama nie walczyłaby tak o rolę dla niej jak dla Irbisa. Rezemcia szeroko się uśmiechnęła - no to muszę walczyć o jej uznanie i miłość. Bierzcie się do roboty i ta rola ma być.
-Ty - zwrócił się później do Sewilanty - ona mnie chyba wykpiła?
-No i co jej zrobisz? Podsuń mi lepiej jakiś pomysł.
-A bo widzisz - wytłumaczył mu rzecz Walturian - gdy Rezemcia potrzebowała pomocy Rezeryka rzuciła wszystko i była przy Rezemci, gdy Milareza potrzebowała pomocy była przy Milarezie a teraz uważa,że pomoc jest potrzebna Irbisowi. On ma przestać leniuchować i wykonywać taką pracę jaką lubi.
-A nie mógłby polubić innej?
-Już próbowaliśmy.
O pomysł na role Irbisa i jego żony Sewilanta pytała każdego, szukała też na mieście ciekawych postaci.
-Może ich samych jakoś przetwórz na postaci filmowe - doradzał Enilioborian.
-Odpada - odpowiedziała stanowczo - tego by nam nikt nie darował.
Jednak zagadnięta Milareza miała podobny pomysł.
-A gdyby z nich stworzyć parę naukowców? Pełnych wiedzy, pomysłów, genialnych ... -Enilioborian uśmiechał się z politowaniem póki nie dokończyła - a jednocześnie zupełnie nieporadnych życiowo. Dlatego nikt nie wierzy w ich geniusz a tymczasem ich odkrycia są wręcz epokowe.
-Nie ma takich ludzi -stwierdziła Sewilanta.
-Oj są - odpowiedziała Rezemcia.
-Ale jakie im przypiszemy odkrycia? - Zastanawiał się Enilioborian.
-Jak najgłupsze - odpowiedziała Rezemcia - na przykład, że buty posmarowane masłem same tańczą i za każdym razem, gdy ta szczególna para coś odkryje okaże się, że mieli rację.
Będą czegoś szukać w cudzych domach i to w nocy - podpowiedziała Milareza,
-Myszy o brązowych brzuszkach - podchwyciła Sewilanta - do przenoszenia korespondencji albo drążenia tuneli, coś wymyślę.
-Byleby było to niesamowicie głupie - domagała się Rezemcia.
-Czy wyście powariowały? - Zapytał Enilioborian - to by nas tylko ośmieszyło.
-Nie znasz się - beztrosko - odpowiedziała Rezemcia.
Tymczasem Milareza kontrolowała ruch na zewnątrz ogrodzenia domu.
-O, moja inspiracja - powiedziała półgłosem.
-Młodzi, genialni idioci? - Spytała Rezemcia i zażądała - włącz na całą ścianę. Nie była to cała trójka tak niegrzecznie określonych śledczych lecz sam Kierjas,
za to z teściową Irbisa.
-Nie, ja nie wchodzę - powiedziała kobieta.
-Jak chcesz ale ja zaliczki nie oddaję.
-A jak nas Milareza nakryje?
-Bez obaw, ja to już wszystko przemyślałem. Trzeba wejść szybko, cicho i od razu do Kimifuwy.
-To jakoś nie ładnie.
-Nie mają prawa jej tu więzić i utrudniać kontaktów z rodziną.
-Tak ale jak nas przyłapią...
-Spokojnie. Nie wiem o co tu chodzi ale brama nie chce się otworzyć. Spróbujmy przez teatr.
-Co teraz proponujecie? - Zapytał Enilioborian.
-Nic - odpowiedziała Milareza - obserwuj zwłaszcza jego bo to będzie postać z twojego filmu. To bardzo zdolny ale nie przewidujący mechanik. Aż się boję czy na pewno dom jest przed nim bezpieczny.
Lepiej będzie dla wszystkich z nim na czele jeśli do teatru nie wejdzie.
Kierjas nie znał nowych zabezpieczeń i się nie dostał za to niesamowicie bluźnił Milarezie. Jego zdaniem fakt, że dobrze zabezpieczyła dom dowodził wredności, debilizmu, zarozumialstwa, braku szacunku dla innych ludzi. Jeszcze bardziej rozgniewała go teściowa Irbisa domagając się zwrotu zaliczki. Zgodził się oddać ale uważał, że to nie w porządku bo on swoją robotę wykonał.
-Kompletny idiot - ocenił Enilioborian.
-Zapewniam cię, że genialny idiot -odpowiedziała Rezemcia.
Nieoczekiwanie teściowa Irbisa załomotała kołatką.
-Chcesz się zobaczyć z córką? - Zapytała Milareza przez głośnik.
-Tak nie masz prawa jej więzić.
-Ona nie jest uwięziona i owszem doprowadzę do waszego spotkania ale nie w tej chwili i nie przy udziale włamywacza. Sama rozumiesz, że tak się do cudzego domu nie wchodzi, z pewnością nie chciałabyś być oskarżona o współudział we włamaniu.
-Jakim włamaniu? - Oburzył się Kierjas.
-To naprawdę jest próba włamania - odpowiedziała spokojnie. A z córką przecież będzie się twoja klientka mogła bez problemu spotkać po rozprawie.
-Tak ale wy nią teraz manipulujecie - oburzyła się kobieta.
-Skąd ten pomysł? Przecież Kimifuwa w ogóle nie będzie zeznawać. To nie będzie sprawa o okradanie Irbisa tylko o napaść na niego. Nie zamierzam jednak pozwolić aby nadal był okradany.
-A ja zabiorę mu moją córkę.
-I kto tu nią manipuluje? Musisz wiedzieć, że mąż ma do żony większe prawa niż jej matka a ponadto Kimifuwa wcale nie chce go porzucać. Oni się kochają.
-E tam, dwa głupki.
-Zechciej proszę zważać na słowa. Mówisz o swojej córce a ja nagrywam tę rozmowę.
-Tak nie wolno! - Krzyknął Kierjas.
-Mylisz się. Wolno mi bronić mojego domu. To twoje działania są bezprawne. A nawet geniuszy obowiązuje prawo. Teraz zechciejcie odejść bo na pewno was nie wpuszczę a wszelkie próby wtargnięcia siłą, zaskarżę.
Oczywiście sfilmuję je na wypadek gdybym i ja musiała użyć siły, aby ją uzasadnić.
Odeszli źli na nią i skłóceni między sobą bo każde czuło się przez to drugie oszukane i skrzywdzone.
==========
Wychodziła już do samochodu gdy zagwizdano z Isage. Dostała informację,że "bezdomni" postanowili przejąć dom.
- W porządku - powiedziała - teraz nie mam już czasu ale gdy będą dostarczać drugą transzę artykułów na zimę omówimy to. Przygotujcie dokumenty, wykaz przekaże wam moja sekretarka i zaproście na ten dzień naczelnika, przekażę wam
dom formalnie. Wybaczcie, że dziś wam już nie mogę więcej czasu poświęcić. Jadę na posiedzenie sądu, w drodze zawiadomię sekretarkę co ma wam wysłać.
Dokładne wypełnienie dokumentów jest w waszym interesie.
Czuła, że są zaskoczeni jej reakcją lecz naprawdę nie miała czasu się tym zająć a decyzję podjęła szybko bo parę dni wcześniej rozmawiała z mężem o tym, że ten dom to tylko obciążenie.
W drodze do sądu poleciła sekretarce by skopiowała listę zadań związanych z utrzymaniem domu dodając rubrykę: odpowiedzialny za wykonanie oraz sporządziła blankiety do wpisania imiennie zadań dla każdego dorosłego członka wspólnoty. A także formularz umowy o przekazanie domu. Asystenta pracującego podobnie jak sekretarka w Arblandach poprosiła aby jeszcze te formularze posprawdzał przed wysłaniem.
Tym razem występowała w sądzie jako świadek i była dobrze przygotowana aby odeprzeć ataki trzech śledczych, przegnanych z jej domu. Żaden z nich nie wystąpił.
Nikt jej nie atakował, padały uzasadnione pytania,
odpowiadała rzeczowo, uwzględniając wszystko co jej w sprawie wiadomo, bez emocji i domysłów.
Dopiero matka Kimifuwy oświadczyła - ja wiem, że Milareza na pewno powiedziała, że ja nie kocham Kimifuwy ale to nieprawda ja jej chciałam tylko powiedzieć, że oni nie mogą się kochać bo nawet nie rozumieją co to miłość, tylko niezręcznie to wyjaśniłam.
-Milareza nic podobnego nie mówiła - odrzekł Lodwar - usiądź na razie,
- Milarezo poproszę cię powtórnie. O co tu chodzi?
-Obawiałam się poruszać tak delikatną sprawę. Tu obecna Aftara w przypływie gniewu zagroziła, że zabierze Kimifuwę Irbisowi. ..
Dwoje niepełnosprawnych umysłowo małżonków nie bardzo pojęło to co powiedziała Aftara ale słowa Milarezy dokładnie. Narobili więc krzyku i nawet się przytulili aby zademonstrować jak bardzo się kochają.
-Wyjaśniłam, że to byłoby bezprawne - dodała Milareza.
-Bezprawne? - Upewnił się Irbis.
-Oczywiście,małżonkowie należą przede wszystkim do siebie i zapewniam cię, że naszej prześwietnej mamie nigdy nawet przez myśl by nie przeszło aby mnie zabrać Walturianowi.
-To prawda - powiedział naczelnik - żona należy do męża a mąż do żony.
-A dlaczego to jest tak, że nigdy nie mogę do niej wejść? - Protestowała Aftara.
-A ile razy próbowałaś? - zapytała Milareza i widząc na małym monitorze umieszczonym przy zeszycie z notatkami informację, że ktoś usiłuje się dostać do jej domu nie słyszała już odpowiedzi Aftary i chyba jej milczenie zaniepokoiło Lodwara bo
zapytał.
-Czy coś się dzieje?
-Tak mam próbę włamania do domu. Proszę o chwilę przerwy bo tam jest dużo dzieci pod opieką guwernantki.
-Guint! Zabierzcie się z Milarezą autem - zarządził Lodwar. Poradzimy sobie bez niej.
-Nie poradzimy! - Wrzasnął Irbis.
-Ja pojadę - zerwała się Rezemcia - Milareza zdalnie opanuje sytuację. Leonka ze mną.
-Rzeczywiście lepiej było aby Milareza nigdzie się nie zrywała i nie biegła lecz obserwowała rozwój wydarzeń i w razie potrzeby interweniowała
-Czy to co oglądasz da się obejrzeć na dużym monitorze? - Zapytał Lodwar.
-Tak ale nie jestem pewna czy będziesz zadowolony.
-To bez znaczenia, nawet gdyby tam był mój bliski krewny. Lepiej będziemy ci mogli pomóc widząc co się dzieje.
Torwika tam nie było. Byli za to Miregiusz i Kierjas.
-Milareza nie ma pamięci do imion więc pewnie do liczb też - tłumaczył Miregiusz - myślę że trzeba wypróbować jej datę ślubu.
-A znasz?
-Wyobraź sobie,że się zainteresowałem. Uśmiechnęła się pod nosem, kombinowali ciekawie ale chybiali, w dodatku mieli ze sobą zestaw
bezużytecznych narzędzi.
-A skąd pewność, że to są liczby? Może jakiś obrazek? -Zastanawiał się Kierjas.
-Za obrazkiem nie trafimy, próbujmy te daty.
-Ona wybrała raczej coś co jej się wydaje,że my tego nie zgadniemy. Ja ci mówię, że to jest ten portret z pokoju dzieci.
Milareza cała się zatrzęsła.
-Co się dzieje?- Spytał Lodwar.
-Byli w pokoju trojga dzieci, Nie podoba mi się to. Wyobraź sobie,że oni są absolutnie i szczerze pewni, że im tak wolno a ja jestem wredna bo się przeciwstawiam. Oni naprawdę nie rozumieją, że nie wchodzi się do cudzego domu, nie chodzi po wszystkich kątach, nie nagabuje dzieci.
-Ale co myślisz, że zrobili im krzywdę?
-Myślę,że nie bo po dzieciach nie znać żadnej traumy ale co by się stało gdyby okoliczności były sprzyjające?
Ponieważ młodzieńcy nie umieli się dostać do chronionego na różne sposoby domu Milareza i zaciekawieni widzowie odczekali aż szybko gnająca Rezemcia (w domu była też jej córka)
dojedzie na miejsce a strażnicy wyskoczą by aresztować włamywaczy.
Jeden omal nie uciekł ale Rezemcia przecięła mu autem drogę, Teraz wyskoczyły i ona, i Leonka, obie wściekłe jak dwie lwice a już zwłaszcza Rezemcia.
-Zachowajcie spokój - powiedziała Milareza włączywszy im głośnik - nie zatłuczcie go.
Sala sądowa ryknęł aśmiechem a chwilę potem zdezorientowany nim młodzieniec był w rękach strażnika.
Kobiety rączo pobiegły wstronę domu.
-Rezemciu - powiedziała Milareza - weź większe auto.
Kierjas złapany wcześniej obejrzał się za Rezemcią, która odważnie biegła do domu a brama rozpoznając ją rozsunęła się.
-Nie próbuj tego samego - powiedziała młodzieńcowi Milareza - bo ty mógłbyś się zabić.
Przepraszam was panowie strażnicy to są matka i ciotka, sprawdzą czy dzieciom na pewno się nic nie stało.
- Rezemciu - mówiła dalej do siostry - weź większy wóz bo aresztantów trzeba jeszcze odwieźć do aresztu.
-O, faktycznie - zreflektowała się Rezemcia pomacham tylko do Waltusi.
Gdy już niedoszli włamywacze byli zapakowani do wozu, Milareza zwróciła się do teściowej Irbisa - pamiętam, że pytałam ile razy próbowałaś odwiedzić
córkę co mi odpowiedziałaś?
-Dwa razy.Raz mi jakaś baba powiedziała, że mam zapomnieć, że tam wejdę i rozwalę głowę, któremuś z jej dzieci.
A drugim razem to ty mnie nie wpuściłaś.
-Skupmy się na tym drugim razie bo o pierwszym nic nie wiedziałam. Czy za drugim razem przyszłaś sama?
-No przecież wiesz.
-Nie tylko wiem ale mam to sfilmowane. Przyszłaś z Kierjasem, który sądził,że skoro raz dostał się bez problemu do mojego domu to i drugi mu się uda.
Ciekawe, że mimo swego niewątpliwego talentu technicznego nie potrafi myśleć logicznie w innych sprawach i nie uwzględnił, że zmienię wszelkie
zabezpieczenia.
-Skoro koniecznie chciałaś się spotkać z córką a nie byłaś wpuszczana należało najpierw rozmawiać ze mną a gdyby to nie skutkowało poprosić naczelnika o wyznaczenie mediatora. Nigdy natomiast nie wolno ci było korzystać z usług płatnego włamywacza.
=======

Gdy w towarzystwie sekretarki i Amaldyny zawiozła drugą transzę wyposażenia na na zimę, tym razem już z protokołem przekazania, przyjęto ją muzyką i tańcami.
-Przecież najpierw musimy załatwić to co ważne -tłumaczyła - przekazanie to nie jest tylko podpisanie papierków. Ja chcę mieć czyste sumienie.
-Nie będzie żadnego przekazania - usłyszała.
-Dlaczego? Przecież poradzicie sobie, trzeba tylko od razu to porządnie zorganizować. Ja wam nawet materiały do szwalni oraz introligatorni przywiozłam abyście mieli zarobek na dobry początek.
-Kiedy nam ta symbioza zupełnie odpowiada - oświadczyła Kimprusja.
-Zastanówcie się przecież to nie jest tak,że ja wam wszystko daję, sami pracujecie na utrzymanie domu. Ja to tylko organizuję i służę transportem ale przecież jest wiele domów w okolicy, które radzą sobie bez takiego transportu. A ja z domem zostawię wam też ziemię i szwalnię. Introligatorni nie bo nie zbierzecie tylu zamówień ale możecie mieć własne pomysły jak zarobić. Bylibyście pierwszą taką spółką w Haberlandach.
Mogła sobie agitować ile chciała oni już wszystko przekalkulowali i woleli aby zostało po staremu.
-----------
Źle się do tego zabrałaś - powiedział Walturian po obejrzeniu materiału do reportażu Amalki - od początku trzeba było protestować i godzić się pod naciskiem a dokumenty do podpisania zawieźć im gotowe. No trudno, na razie tego nie załatwimy.
-Jest tylko jeden zysk - powiedziała Amalka - skoro dom wciąż należy do Milarezy można tam zrobić jakiś film zwłaszcza zimą w białej scenerii.
-Do białej scenerii wystarczy Tolimania - odpowiedziała Milareza - a i tak radziłabym nie wozić tam aktorów a jedynie sfilmować pejzaże, natomiast ewentualny film wewnątrz domu może być zrobiony latem i powinien być od razu dobrze przygotowany a zresztą nie musi wcale być tam robiony, wystarczy obfotografować dom z zewnątrz i lepiej nie ten tylko jakiś klasyczny. A w ogóle to po co? W ciepłym klimacie lepiej się robi filmy.

======
Tatusiu a co to jest zachowawcza? - Spytała Netusia przy kolacji podanej w salonie bo było na niej za dużo osób by ich "upchnąć" w kuchni.
Milareza i Walturian jak na komendę spojrzeli na córeczkę.
-Ja nie podsłuchiwałam - zapewniła - ja tak sama wymyśliłam.
Teraz popatrzyli na siebie a Tagunak parsknął śmiechem.
-Osoba zachowawcza moja droga córeczko to ktoś kto nie chce ryzykować i trzyma się starych szlaków nie próbując przecierać nowych - Wyjaśnił Walturian nie patrząc na żonę.
-No bo po co? - Zaopiniował Karuś - jak stara droga jest dobra to po wydeptywać nową? Niech sobie krzaki rosną, prawda tatusiu?
-Aaa, to dlatego ty jesteś wyrywny bo chcesz krzaki wyrywać?- Pojęła Netusia - to w Isage jest dużo krzaków?
-Netusiu gdzie ty słyszałaś, że ja jestem wyrywny? - Zapytał Walturian.
-Ale ja niechcący słyszałam.
-Dobrze, później o tym porozmawiamy bo na pewno nie chciałabyś abyśmy publicznie oceniali twoje zachowanie, tak jak my nie jesteśmy zadowoleni,że publicznie roztrząsasz nasze rozmowy.
-A w czym Milareza jest zachowawcza a ty wyrywny? - Zapytał Enilioborian.
-Wpadłem na pomysł nowego filmu.
-W Isage?
-Tak z uwzględnieniem scen w Isage. Najpierw jednak musimy się między sobą dogadać.
-Czy to miałoby być coś w stylu śladami Orborta? - Spytała Rezemcia.
-Tak - przyznał Walturian - ale moja koncepcja może być zbyt odważna, pewnie trzeba ją ugłaskać.
-Nic nie będziemy ugłaskiwać. Nie śpieszcie się. Mamy czas, bo zdaje się,że prześwietny dziadek zimą tam nie bywał
-Uwzględnij proszę - zwróciła się Milareza do Rezemci, że taki film biograficzny to sprawa całej rodziny, zwłaszcza Orfanty i Korora.
-Oczywiście mogą mieć wiele wspomnień. Ty przecież też no i Cyprysia. Trzeba też pogadać z ciotkami a na realizację przyjdzie czas. Na razie mamy aż dwa filmy w planach, ten jest trzeci i trzeba zabrać materiał. Milareza i Walturian popatrzyli
na siebie, materiał to już dawno był zebrany.
Wkrótce Milareza dostała informację, która zobligowała ją by lecieć do Haberlandów. Przy okazji nagrała tam trochę widoków z wczesnej zimy.

Jeden z asystentów Milarezy odwiedził Arnusza i Czezinaro (jakoś przetrwali kryzys małżeński) aby im dostarczyć informację w formie filmowego nagrania wypowiedzi rodziców. Na prośbę Milarezy nagrali się zarówno rodzice Arnusza jaki i ojciec Czezinaro Wyjaśnili, że jeżeli Czezinaro chce skorzystać z amnestii tradycyjnie ogłaszanej gdy nowy miron zasiada na tronie to powinna złożyć podanie, które Milareza dostarczy naczelnikowi w Snesz. Asystent dopowiedział, że jeżeli nawet nie chcą wracać do kraju to i tak warto załatwić tę sprawę gdyż druga okazja może sie nie trafić i trzeba się z tym śpieszyć aby pogoda nie utrudniła załatwienia sprawy.
Nagrał też film, na którym pokazał rodzinę Arnusza w tym Czeremchę i kandydata na zięcia.
Milareza była pewna,że Czezi jej nie zaufa mimo,że uczyniła wszystko tak aby zaufała. Sądziła,że po prostu ona będzie miała czyste sumienie w tej sprawie i tyle.
Pomyliła się. Czezinaro podpisała gotowe już podanie i oddała asystentowi.
W tej sytuacji Milareza znów zjawiła się w Snesz by dostarczyć naczelnikowi podanie a rodzicom Arnusza jego kopię radząc by pilnowali sprawy oraz nagranie filmowe w odtwarzającej je kapsule, taki sam zestaw dostał ojciec Czezinaro.

Choć Milareza była zrazu przeciwna filmowaniu historii Orborta, ona pierwsza się za to wzięła z tym,że nie robiła wielkiego dzieła tylko krótki cykl opowiastek dla dzieci zatytułowany: "Śladami Orborta" Ten tytuł nie tylko jej pasował ale stał się jej natchnieniem. Poprosiła o pomoc Walturiana, Dagridę i Amalkę. Ona była rysowniczką a w razie potrzeby pokazywała też filmy na wielkich monitorach, czasem kogoś udawała, Walturian i Dagrida na przemian byli narratorami, Amaldyna filmowała.Każda opowiastka była wcześniej przygotowana i przećwiczona ale bez udziału dzieci, dzieci występowały tylko w trakcie realizacji filmu nagrywanego bez powtórek, narrator pełnił zarazem rolę nauczyciela i musiał sobie radzić z gromadą dzieci, czyli po prostu zainteresować je tak aby chciały słuchać i się wypowiadać. Nie często udawało mu się odegrać swoja rolę dokładnie tak jak to przygotował.
Zapytała Korrora czy chciałby sprawdzic treść filmów nim je pokażą w kinie Rezeryki, powiedział, że Dianilotta może być zainteresowana ale ogólnie to on ufa Milarezie i niczego sprawdzał nie będzie.
Posyłała mu więc filmy ale nie czekała na zaopiniowanie.
Posyłała też Orfancie aby mogła się zapoznać i ocenić czy można je pokazać arblandzkim dzieciom.
W jeden nonestr zrobili osiem filmików opowiastek o Orborcie a w międzyczasie zachęcono ich do robienia następnych, podpowiadano różne tematy. Dagrida wybrała to co pasowało do "jej" dzieci.
=====
Nagrywane lekcje miały poważną wadę - rodziców. Rodziców tych dzieci, które już wcześniej wspólnie z gromadką z Milwaltdomu się uczyły i tych, którzy
chcieli aby ich maluchy się na filmie pojawiły.
Do Aldusi i Tanarety dołączyła Datylma, dość zarozumiała panienka ale nad tym Dagrida łatwo zapanowała, to w końcu były tylko trzy dziewczynki. Po prostu uśmiechała się i przeważnie używała słów: tak ale po czym padało czasem
wyjaśnienie, częściej pytanie. Obecność Datylmy zmuszała Dagridę do jeszcze lepszego przygotowania się, przeważnie robiły to razem z Milarezą i Milareza grała wtedy rolę tej dziewczynki.
Pewnego razu dziewczynka zadała pytanie jakiego nie przewidziały a na dodatek Dagrida nie znała odpowiedzi.
Roześmiała się i powiedziała - dowaliłaś mi, nie znam tego zagadnienia, przygotuję się na następną lekcję a teraz wracajmy do tematu.
Gorzej było z gromadą młodszych dzieci a raczej z rodzicami. Jeżeli ich dziecko nie wypadło perfekcyjnie przychodzili z pretensjami. Kilkoro z jednej rodziny rodzice nawet zabrali demonstrując swoje niezadowolenie.
Jeżeli liczyli na to,że realizatorzy filmu się tym przejmą to bardzo się zawiedli, lepiej się taką lekcję robiło z mniejszą liczbą dzieci.
Uczeń o imieniu Agarwando zaczął być nieznośny tak jakby chciał zwrócić na siebie uwagę.
-Ty byłeś taki fajny - powiedziała mu Dagrida - co się stało?
-Mama kupi mi hulajnogę jeśli będzie mnie widać na filmie - wyjaśnił.
-Nie sprzedawaj się za hulajnogę - poprosiła Dagrida - bo stracisz coś co później trudno będzie odkupić.
-Co?
-A nad tym to wy się wszyscy zastanówcie to na innej lekcji pomówimy. No i drugi temat do omówienia: co chcemy pokazać na naszych filmach, do czego one służą? Bo jeśli do pokazywania uczestników to może powinniśmy zrobić najpierw konkursy na najpiękniejsze nauczycielki...
- Nie - chórem przerwały jej dzieci.
-A najpiękniejsze dzieci?
-Nie,nie,nie,nie - zawołała Tali.
-Dobrze, to wszystko omówimy innym razem a teraz wracamy do tematu.
Chłopczyka Amaldyna tym razem domyślnie nie sfilmowała i dobrze bo wbrew sugestiom Dagridy Rezemcia natychmiast wyemitowała ten film.
======
Tak więc rodzice dzieci występujących na filmach przykładali do tego ogromną wagę ale nie wszyscy je cenili. Na przykład młody uczeń scenografi poczuł się urażony gdy zaproponowano mu by czasem zastąpił Milarezę.
Czuł się stworzony do wyższych zadań.
Milareza więc na najbliższą lekcję, którą z powodu innych zadań musiała opuścić przygotowała obrazki na zapas. Namalowała je na deseczkach z otworkami oraz zaczepami i ponumerowała zaś Agarwando dostał zadanie zawieszania ich kijem z haczykiem na tablicy. Kijem zahaczał ootworek i starał się trafiać zaczepem na haczyk u góry tablicy. Na ogół mu się udawało tylko raz stał z tym wysoko uniesionym kijem i demonstrował obrazek póki Dagrida go potrzebowała. Tym razem rzecz jasna został sfilmowany.
Już wcześniej rozeszła się wieść, że ekipa "Dagridy" potrzebuje nowego grafika. Zgłaszały się różne osoby.
Mistrz Binazlaleb przyniósł nawet listę kandydatów. Milareza i Rezemcia z każdym rozmawiały, niektórym odmawiały jak najżyczliwszym tonem, innym mówiły, że w razie potrzeby się skontaktują. Gdy uczeń scenografii się namyślił
wyjaśniły, że to już nieaktualne ale gdyby kiedyś miały dla niego jakieś zlecenie to chętnie uwzględnią gotowość. Nieoczekiwanie po wyemitowaniu lekcji z zawieszanymi obrazkami zgłosił się uznany już artysta zamieszkały w Kloto. Od razu podały temat lekcji w której Milareza znów nie będzie mogła uczestniczyć, wyposażyły go w pisemne opracowanie i obiecały
przywozić na przygotowania do lekcji oraz samą lekcję.
Tę lekcję rzeczywiście zrobiły z jego udziałam, był świetny. Niestety uparł się aby dowożono z nim jego siostrzeńców. Dzieci były wcześniej przygotowane i przez to wypadły strasznie drętwo. Artysta stawiał warunek, że będzie jeszcze
zastępował Milarezę (miał szansę zastąpić ją na stałe) ale tylko wtedy gdy siostrzeńcy będą w tym brali udział i Dagrida pozwoli im się wypowiadać
(pozwalała ale pilnowała też by inne dzieci miały taką możliwość).
Przyjęły to do wiadomości. Przy następnej okazji wystąpiła dziewczyna szkoląca się na grafika sądowego.
Przyjechał zapytać co zrobił źle.
-Jesteś bardzo dobrym artystą - odpowiedziała Milareza - ale artystą malarzem, nie filmowcem. Nie możesz narzucać nam swoich koncepcji poprowadzenia lekcji.
-Przecież się stosowałem do tematu.
-Tak ale jedną z koncepcji jest to,że dzieci biorące w tym udział nie są wytresowane. Zobacz jak nieprzychylne recenzje zebrały te dzieci, które przywiozłeś. Główny zarzut - są sztuczne.
Z twojego udziału w lekcjach korzystałybyśmy chętnie, dzieci mogą z tobą wystąpić ale warunek jest taki, że nie będziesz ich tresował ani wymagał aby były głównymi gwiazdami lekcji. My nie kreujemy gwiazd tylko opracowujemy
materiał szkoleniowy.
========
Może i nie kreowały gwiazd ale ten artysta dobrze wiedział, że udział w filmach to dla niego reklama. Co więcej reklama na dalsze pokolenia bo filmy są dla dzieci, a więc mu się to opłaci niezależnie od tego,że nie występuje za darmo.
Nie zaproponowały mu już pracy stałej a jedynie zastępstwa aby znów nie poczuł się przesadnie ważny.
==========
Cykl "Śladami Orborta" nie sprawił, że Walturian przestał myśleć o większym dziele. Wiedział jednak,że to musi zaczekać, póki co Milareza przygotowywała mu makietę domu o jak najbardziej zbliżonym wyglądzie do początkowego. Robiła ją w skali odpowiedniej do posiadanych już szkieletów ruchomych laleczek. Dostała kiedyś taki zestaw od Milandera aby mogła dorabiać im główki rączki nóżki i ubranka. Niektóre po dopracowaniu rozdała ale kilka zostało i mogły być wykorzystywane wielokrotnie. Zwróciła się jednak znów do Korora o recenzję.
-Ufam ci - odpowiedział.
-Tak ale tym razem to ja łatwo mogę to zaufanie stracić bo na temat Orborta wiemy bardzo dużo a Walturian wcale nie chce zrobić filmu o nim samym ale też o jego poprzednikach. Lanbort już w zasadzie się na to godził ...
-No to zróbcie to - odrzekł Koror.
-Godził się pod koniec życia bo już mu na tym nie zależało.
-Miza czy sądzisz, że ten film może wstrząsnąć dynastią - z sarkazmem zapytał Koror.
-Tak - odpowiedziała krótko.
-Dobrze, przyjadę i zerknę ale na ogół lubię gdy historia ukazuje prawdę i niczego nie zataja. Jeżeli coś ma wstrząsnąć dynastią to prędzej czy później nią wstrząśnie wolę być na to przygotowany.

Podobną lojalność okazała Milareza Sneszanom. Poinformowała ich, że w dziobie siegrida stojącego na jednym z cokołów wyznaczających narożniki jej
pola umieściła obserwatorium mające na celu nagrywać sneszańskie krajobrazy.
Ufundowała nawet pięć dużych monitorów aby ludzie w pięciu największych domach okolicy mogli sobie pooglądać na żywo co się nagrywa, uatrakcyjniając
tym zimę.
Przeważnie były to domy naczelników ale też jej dom w Isage.
Nie oczekiwała aby te widoki miały wielkie powodzenie no i może nie gromadziły wielkiej liczby gapiów chyba, że jakieś zwierzę się pojawiło bo wtedy jedna a w razie potrzeby więcej wyczulonych na przejawy życia agentarów z kamerami wylatywała z dzioba siegrida i filmowała zwierzę z tak bliskiej odległości na jaką człowiek dojść by się nie odważył lub nie zdołał. Na ogół wszystkie pięć było włączone bo przecież ruchome pejzaże gdy już do nich przywykli nie przeszkadzały w pracy.
Pewnego jednak razu pojawiły się tam ludzkie postaci. Spora, uzbrojona grupa korzystająca ze zwierząt pociągowych.
Kimprusja natychmiast zawiadomiła Milarezę.
Milareza akurat asystowała Walturianowi przy lekcji historii. Zerknąwszy na ekran natychmiast nakazała Dewandzie wyprowadzić i zająć czymś dzieci.
-Do naczelnika Snesz - powiedział tymczasem Walturian włączywszy się Haberlandczykom na ich monitory - przygotować się do obrony domu Ezrocha.
Nie odpowiadaj mi bo ja cię nie słyszę.
- Posłałam w waszym kierunku agentara dopowiedziała Milareza - albo otwórzcie jakieś okienko albo wyjdźcie w gotowości na zewnątrz to będziemy mieli kontakt dwustronny. My tutaj nie możemy nic zrobić po za przekazywaniem informacji.
Ezrochu raczej nie wpuszczaj tych ludzi, jeżeli wtargną ....
-Wtargnęli a za nimi agentar, który już wcześniej dostał od Milarezy takie zezwolenie.
-Kim jesteście? - Zapytała Milareza z ekranu monitora - właściwie już wiem -dodała - Czekebro przebywa w Unasie, ma się dobrze, niedługo wychodzi za mąż.
-Tylko ja mam prawo wydawać za mąż moją córkę!
-Ona już nie jest małą dziewczynką, jest w takim wieku,że sama może o tym decydować.
Podczas gdy Milareza zabawiała Sakiza a także Szegdalo i inych napastników rozmową naczelnik i jego dorośli,silni, zimowi domownicy zdążyli się ubrać i przygotować a w stronę Snesz gnał najbliższy patrolowy pojazd latający Korora.
Ostatecznie jednak sprawę rozwiązali ci, którzy naprawdę byli najbliżej bo kiedy Szegdalo zirytowana spokojnymi odpowiedziami Milarezy, zwyzywawszy ją od lalek salonowych cisnęła w ekran nożem, nóż odbiwszy się uderzył ją trzonkiem w czoło tak, że zemdlała, domownicy Ezrocha i on sam a nawet Sunelao rzucili się na chwilowo zdezorientowanych napastników.
- Bierzcie prześcieradła, obrusy, cokolwiek i wiążcie ich - rozkazał Milaryk.
-Musicie jeszcze trochę wytrzymać - dodał Walturian.
-Biegiem - krzyknęła do naczelnika Rezemcia - oni walczą.
Tymczasem większość napastników zdołała się wyrwać i uciec lecz nie daleko bo poinformowany o sytuacji naczelnik wszczął pościg jadąc na czele narciarzy w stronę wskazywaną przez wiszące nad uciekinierami światło. Wśród uciekinierów był Sakiz. Tymi, którzy nie zdołali uciec zajął się patrolowiec po czym poleciał na pomoc naczelnikowi. Przeniesioną do pojazdu Szegdalo zajęła się za pośrednictwem automeda Rezeryka.
Napastnicy jak to już w trakcie rozmowy z Milarezą się okazało byli pewni, że Arnusz i Czezinaro korzystając z amnestii wrócili do Snesz.
Chcieli odzyskać córkę i pomścić jej porwanie.
 

 


Dagrida z dnia na dzień zrezygnowała z pracy i mieszkania u Milarezy. Poradziła przyjaciółce aby opuściła Kareborgę ale nikomu, nawet Walturianowi nie powtarzała, że to ona jej tak radziła. Nazajutrz opiekunka Wiernszka również w tajemnicy powiedziała im obojgu, że kazano jej składać meldunki o tym co się u nich dzieje. Od naczelnika przyszło zaś polecenie aby Alda Karis, Tolo i Tali uczęszczali do normalnej szkoły.
-Coś się dzieje - powiedziała Milareza - pakujmy co najważniejsze i wyjeżdżajmy.
Trochę nad tym dyskutowali bo Walturianowi żal było rzucać posadę, realizowany film i kolegów. Milareza jednak przygotowywała się do wyjazdu.
To bez czego mogli się tu obyć n.p. nie dokończoną makietę,wciąż uzupełniane katalogi sztuki, wykorzystane już w filmach rzeczy,nadmiar ubrań, zapomniane zabawki, kopię portretu Firlinety,kopie różnych prac i notatek wysłała do lotopławy.
Pilnowała aby rzeczy ważne były odstawiane na miejsce.
Ponieważ rozbudowa jej domu w Arblandach nie była możliwa poleciła stawiać drugi w Pistacjowygaju, o swoich łatwych do ukrycia posunięciach informowała tylko męża.
Z kimś jednak musiała jeszcze porozmawiać, wpadła na kontrolę do biura w Kloto i przy okazji ostrzegła Symelindę, że są jakieś niepokoje i być może będzie musiała nagle rzucić wszystko i wracać do Ąrębimary.
-To przede wszystkim ty musisz uważać - odpowiedziała Symelinda - twoje urządzenia są łakomym kąskiem i radzę nie rozmawiaj z nikim więcej na takie tematy tylko wyjeżdżaj.
Milareza zrozumiała, że nawet Symelinda coś wie.
-A przed tem sprzedaj mi swoje biuro, mogę zapłacić tylko ... -Symelinda podała kwotę.
To była połowa wartości biura, dla Symelki dużo dla niej za mało ale zaufała i sprzedała.
Naczelnikowi odpisała, że zgodnie z przysługującym jej prawem dzieci do szkoły nie pośle gdyż obawia się o ich bezpieczeństwo.
Przez jakiś czas wydawało się, że jej niepokój był niuzasadniony.
Szukała nowej guwernantki.
Rozmawiała z kolejnymi kandydatkami,
Wspierała ekipę Walturiana w robieniu filmu o Degeden, uczyła dzieci według opracowanego przez Dagridę planu, przyjmowała gości. Zorganizowała spotkanie Aldusi, Tola i Noli z ojcem. Wybrała guwernantkę. Wybór kompletnie zaskoczył Eneroze.
-Przecież ona jest mierną uczennicą - powiedziała szczerze.
-To jej pomożemy - odpowiedziała Milareza - najważniejsze aby była uczciwa i nie zagrażała dzieciom.
Znów poczuła lęk bo Eneroze nie powinna jej przysyłać miernej uczennicy, skoro przysłała to jako tło dla tych, z których jedna miała być wybrana. Prawdopodobnie wybrana dziewczyna była jedynym z elementów owego tła a trzy bystre uczennice rzeczywistymi kandydatkami na stanowisko.
Walturian ignorował niebezpieczeństwo - a czy my tu coś takiego strasznego robimy, żebyśmy się bali szpiegów?
Wysłała następną transzę rzeczy do lotopławy.
Znów zaczął ich odwiedzać Andoris. Miała na niego pilne baczenie.
Wszystko to przerwał rozkaz Korora - natychmiast zabieraj rodzinę i wyjeżdżaj! Jest niebezpiecznie dla niekarebordżan.
-Łapać to co najważniejsze i na wózki - krzyknęła wezwawszy lotopławę. Krzyknęła to na cały dom a Walturian akurat miał gości.
-Co się dzieje? - Zaniepokoił się Enilioborian. A film, a teatr?
-Dokończymy - uspokoił go Walturian. Przybiegli
pomóc im się ładować. Milareza już nie patrzyła na nic prócz dzieci, kazała im wejść do samochodu, na rękach trzymała Wiernyszka, którego w ostatniej chwili podała Dewandzie.
Walturian pilnował załadunku Enilioborian prosił o zezwolenie na korzystanie z teatru.
-Korzystaj - krzykęła.
-Papier potrzebuję.
-Nie teraz.
-A kiedy?
-Przecież ja narazie nie wyjeżdżam - uspokajał go Walturian.
-Jak to? - Zaniepokoiła się Milareza.
-Muszę dokończyć ten film. Chyba nie wchodzi nikt w bramy miasta? Ty jedź, gdyby sie okazało,że masz rację to lepiej bądźcie daleko.
Gdy lotopława przybyła nie oglądając się już na nic pojechali do niej autami , wózki pognały same
-Toriiii - rozdarła się Nola.
-Zabrana - odkrzyknęła Leonka.
-Wypakuj auto,będzie ci potrzebne - powiedziała Milareza do Walturiana bo nie czas było na żadne dyskusje. Sama sprawdziła czy wszyscy są.
Dzieci były i ogólnie zebrało się więcej osób niż się spodziewała.
Nawet Laroka widząc, że "wszyscy" uciekają zdecydowala, że ona też. Decyzję ułatwiło jej to,że większość zgromadzonych rzeczy zdołała już sprzedać na zorganizowanym jej przez Milarezę stoisku a handlując nie miała czasu gromadzić nowych.
Już z lotopławy Milareza wysłała szalupę po Symelindę.
-Podobno jest niebezpiecznie dla niekarebordżan - powiedziła - a ty jesteś Ąrębimaranką. Przykro mi, że to dzieje się tak nagle ale musisz podjąć decyzję.
-A biuro?
-Sądzisz, że pracownicy też są w niebezpieczeństwie? A uczniowie?
-Nie sądzę. Myślę,że to tylko ty i twoja rodzina powinniście uciekać. Nagabywano mnie w twojej sprawie ale wytłumaczyłam, że jestem tylko pracownikiem i wcale u ciebie nie bywam. No a teraz to biuro jest moje to jak mam je zostawić?
Dam sobie radę, im chodzi o ciebie.
Dom w Pistacjowygaju nie był jeszcze gotowy, znaleźli schronienie w pałacu aranda. Rezeryka nawet spytała córkę czy to nie ona powinna się przenieść ale Milareza odpowiedzieła - to bez sensu, nowy dom już w budowie. Oczywiście Rezemcia z córeczką i Era wróciły na swoje miejsce Irbis z
żoną i synkami też zamieszkał w starym Miltwaltdomu . Amalka z rodziną w swoim.
Milareza na spokojnie skontaktowała się z każdym z kim powinna.
Ojcu swoich podopiecznych posłała list z przeprosinami i kapsułą z nagraniem dzieci.
Wyraziła nadzieję, że wszystko się ułoży i powrócą.
Z pomocą zdalnie sterowanych urządzeń przygotowała do zabrania bieliznę pościelowa i wszystkie posłania wraz z materacami, nawet to z ich sypialni bo Walturian czując się nie swojo w opustoszałym domu przeniósł się do mieszkanka Laroki. Tam niczego nie zabierała, poprosiła tylko aby to co jest dla niego ważne a on może się na razie bez tego obyć wstawił w jakiejś rozpoznawalnej torbie między rzeczy przygotowane do zabrania, najlepiej do łóżeczka Wiernyszka.
Spakowała też ruchome sprzęty kuchenne by nie być zmuszoną dokupowania wszystkiego na nowo.
Zamierzała to wszystko zabrać gdy przyleci po Walturiana. Stało się jednak inaczej.
Choć w Karebordze panował spokój były w Degeden i okolicach osoby, które dowiedziawszy się o nagłej ucieczce Milarezy też postanowiły to państwo opuścić, w tym rodziny jej przyjaciółek. Przyleciała po nich w umówione miejsce.
Właśnie wtedy zabrała też rzeczy do tego przygotowane. A zaczęła szykować następne.

Zmienione za niedługo władze, oskarżały wszystkich uciekinierów o sianie paniki co nie przeszkodziło w tym,że wkrótce potem Kareborga wypowiedziała wojnę Gadżeganowi a wszyscy cudzoziemcy zostali poproszeni o opuszczenie kraju.
Milareza ponownie zjawiła się w Degeden,tym razem po to by zabrać zgromadzoną na placu szkolnym grupę. Walturiana zabrała wręcz z placu gdzie nagrywano ostatnie sceny. Emilioborian chciał jeszcze robić poprawki, złościł się ale tym razem: Walturku, ja cię bardzo proszę - zadziałało.
-Ja właściwie nie jestem już potrzebny - powiedział - ostatnie sceny nagramy zdalnie, całość zmontujemy w Arblandach i ci przyślę.

Enilioborian dostał od Milarezy na piśmie zlecenie opiekowania się teatrem w zamian za prawo korzystania z niego. Bardzo się ucieszył.
Tego samego dnia gdy on jeszcze kontynuował nagrania władze przejęły Siegridówkę, kino, teatr a nawet biuro w Kloto co sprawiło,że Gawiger nakazał Symelindzie z dziećmi skorzystać z podstawionych im kapsuł, obiecał, że o mienie sam zadba.
Podkopano się też na podwórze Milwaltdomu. Nim się jednak przekonano, że drabiny na nic się zdadzą a podkop musi się zaczynać daleko od murów, Milareza już z pomocą ekranizowanych chwytakowców ogołacała dom.
Ścięła nawet dach by im ułatwić pracę i też go ekranizowała, parę razy go unosiła i układała i to jeszcze wówczs gdy straże otoczyły dom. (W tym samym czasie Milaryk wycinał zaczepy.)
-Bo widzisz Walturku, będziemy mieli spore wydatki i na siebie i na tych co z nami polecą - wyjaśniła - po co mamy kupować to czego nie musimy?
Gdy już zabrała meble i wszystko co nie było wmurowane, posprzatała,ukryła sprzątadła, starannie umocowała na wyrobionych przez Milaryka zaczepach dach, zlikwidowała zabezpieczenia (udane otwarcie domu policzono na konto Kierjasa i Miregiusza)
A gdy już rzeczy były w lotopławie odleciała z miejsca gdzie się zatrzymała by rozwieźć pasażerów zgodnie z listą zrobioną przez Walturiana.
Głównie uczniów spoza Kareborgi mających dokąd wracać. Dla reszty szykowano już kontenery mieszkalne w rozrastającym się szybko Pistacjowygaju.

Napilifia patrząc na niemal puste pokoje powiedziała ze wzgardą - taka bogaczka i wszystko musiała zabrać? Nic biedniejszym nie zostawić?
W salce kinowej belferskiego klubu gruchnęło śmiechem ale tego "biedna" naczelnikowa nie słyszała.
-Są piece w kuchni, pralnica w pralni, kamienny stół w salonie i obrazy na ścianach - poinformowała umundurowana sekretarka.
-Co mi po obrazach?
-Można drogo sprzedać.
-A kto w takim czasie będzie kupował obrazy?
-Za granicę można wywieźć - stwierdził Rambert - lepiej znajdźmy kogoś kto umie obsługiwać tę pralnicę. Rodzina Walturiana chyba tu bywała?
-No właśnie nie - odrzekł Kierjas (też umundurowany) ale tu po sąsiedzku mieszka Laroka, bywali też twórcy filmów z żonami. Często siedzieli w kuchni a pranie też przynosili bo tu szło raz dwa i to z wysuszeniem i uprasowaniem.
-To zrób listę tych co bywali a Napi zdecyduje kogo zatrudnić - powiedział naczelnik.

-No to chyba padnie na Sewilantę - stwierdził Nattufor.
-Albo Enilioboriana - zaśmiała się jego żona.
Orekinda była Tolimanką i dlatego Nattufor zdecydował się na wyjazd.
Zasilił jako jeden z przywiezionych przez Milarezę nauczycieli tutejszą kadrę.
Orfanta spodziewała się fali uchodźców więc naradzano się w porozumieniu z Orbortportem i Arkadami jakie podjąć środki zaradcze.


NAPIFILIA
Bardzo szybko poczuł, że tego nie wytrzyma.Napilifia wręcz się do niego kleiła a on nie chciał po raz drugi zawieść Sewilanty.
Na ignorowanie zalotów chlebodwczyni odpowiadała prześladowaniem.
Widząc co się dzieje starał się pracować jak najlepiej. Nie wychodziło bo nie nawykł do sprztania i prania cudzych brudów ale gdy go Napilifia raz i drugi upokorzyła, nagle zaczęło iść lepiej aż sam się sobie dziwił,że tak pięknie posprzątał. Ona jednak wciąż potrafiła znaleźć coś co było nie tak. Zaczął podejrzewać, że sama specjalnie śmieci. Potem za karę zabierała mu wychodne i nie mógł się zobaczyć z żoną i dzieckiem.
Pewnego dnia z udręczenia był bliski ulegnięcia i wtedy nad nimi rozległo się pokasływanie jej męża. Oboje się zerwali. W sypialni prócz nich nie było nikogo ale jej nastrój już przeszedł, on też nad sobą zapanował.
Wieczorem przy mężu zrobiłamu awanturę o to,że się leni i chciała pokazać bałagan w pralni. Pralnia lśniła niesamowitą czystością.
-Chyba przesadzasz - powiedział Rambert do żony a Enilioborian stracił wszelkie złudzenia, że to on tak pięknie sprząta.
Tym razem dostał wychodne. Niestety jak zawsze w pewnej odległości za nim szedł strażnik i ztrzymał się przed drzwiami.
W domu Enilioborian zastał krzesło stół a na stole talerz jakby dopiero co postawionej parującej,pachnącej smakowicie zupy.Na podłodze pod ścianą siedział mężczyzna o jakby znajomej gębie.
-Jedz kochanie - powiedział głosem Sewilanty.
-Wczoraj na targu wybierałam to co najlepsze choć ty pewnie u naczelnika lepiej jadasz?
-Niż u ciebie? Nigdy - odrzekł w lot pojmując co tu się dzieje.
Zapytał jak się syn sprawował.
-Och no tato, opiekuję się mamą jak kazałeś -to był głos Szarna.
Zmień sie z lalką - pojawił się napis i nieznajomy zaczął się rozbierać, Enilioborian zrobił to samo i to szybko. Przyodziawszy się w rzeczy lalki wrócił do stołu.
Gdy dam ci znak wyjdziesz oknem - usłyszał ciche słowa Walturiana na tle potbrzękujących naczyń - nie próbuj dyskutować, nikt nie będzie za ciebie wiecznie sprzątał.
Enilioborian ani myślał dyskutować, wyszedł nie dojadłwszy śniadania.
Dopiero w kapsule się zaniepokoił - gdzie Szarn i Sewilanta?
-Chyba nie sądziłeś, że całe twoje mienie i rodzinę zabierzemy za jednym razem i to za dnia?
-A niechbyście nawet tego mienia nia zabrali - odrzekł machnąwszy ręką.
-Zaraz będziesz w lotopławie z żoną, dzieckiem i gratami a niech się ktoś powścieka, że taki bogal a szczoteczki do zębów nie zostawił.
-Ależ wy się musieliście ze mnie chichrać.
-Nie bardzo, bo nas szlag trafiał ale kiedy już będziesz bezpieczny to sobie powetujemy oglądając akcję drugi raz. Może nawet film o tym zrobimy.
-A niech was .... chociaż? Czemu nie?
Nazajutrz rano ucharektyryzowana na Enilioboriana lalka wyszła od Sewilanty i wzięła się za sprzątanie Milwaltdomu jedynie przez władze zwanego pałacem naczelnika.
W ten sposób chronili strażnika.
Naczelnikowa przeżyła dziwny dzień jej sługa był ozięble grzeczny a przy tym dobrze ułożony.
Aż się nie chciało do niego zbliżać a jednak przez zwykłą przekorę to zrobiła i wtedy usłyszała wycedzone - zgniotę cię - a jego ręce podniosły się ku jej szyi. Zaraz potem je cofnął, ukłonił się i zapytał czy poukładać pranie w bieliźniarce.
-To już dawno powinno być zrobione - odpowiedziała gniewnie.
Potem naskarżyła mężowi, że on się zupełnie do tej pracy nie nadaje.
-Ja od razu tak czułem - odrzekł - jeśli ci nie odpowiada to niech się pakuje i wynosi.
====
No trochę inaczej to planowałem - powiedziała Milareza - miałam lalę ukryć w Milwaltdomu ale teraz to już musi wyjść.
-Daj ją do kina - poradziła Rezemcia - tam też się znajdzie na nią miejsce.
Lalka wróciła jednak do mieszkania Enilioboriana, wystawiła je na sprzedaż i pośredniczyła w przesłaniu paru pozwów do kancelarii księstwa.
Zanim ich odpisy trafiły do naczelnika Degeden mieszkanie było sprzedane a lalka spakowana i schowana w piwniczce Miltwaltdomu.

Jak wszystkie nagrywane we współpracy z grupą Enilioboriana wykłady Walturiana i ten zaczynał się piosenką wykonywaną przez Tagunaka i Lalottę - "Pragniemy dumą być dla naszej szkoły" Cenzorzy go zatwierdzili a władze zdecydowały się kopię zakupić(nigdy za to nie zapłacono) bo był to film z okolic Degeden.
Jedyne co władzom tu nie pasowało to postać Walturiana ale coś w kinie iść musiło a wykłady były z historii Kareborgi więc do aktualnej polityki państwa pasowały.
Ze względu na to,że rzecz się działa w tych okolicach film miał dużą frekwencję.
Jednak zdarzyło się coś nie przewidzianego. Liwunar który kiedyś pozwolił Walturinowi zabrać starocie, w tym papierzyska wniósł do sądu sprawę o to,że go siostrzeniec oszukał i teraz zbija na tych papierzyskach majątek. Żądał zapłaty od rodziny Walturiana.
W tej sytuacji Milareza zdecydowała się lecieć na posiedzenie sądu.
-Chyba ja powinienem - stwierdził Walturian .
-W naszej rodzinie to ja jestem prawnikiem - odpowiedziała.
-To może wyślijmy lalkę?
-Akurat ta lalka,która by po postarzeniu pasowała jest uszkodzona . Nie jestem ścigana, poproszę Tolimanię o ochronę.
Wystąpiła osobiście. Zapytała skarżącego - co zrobiłbyś z papierami gdyby Walturian ich nie wziął?
-Ale wziął.
-Ile twoim zdniem kosztuje rozebranie domu?
-Ale jemu to szło łatwo.
-To prawda, więcej czasu zajęło doprowadzenie papierów do takiego stanu aby można je było odczytać.
Walturian pracował nad tym z uczniami. Jeżeli sąd uzna tę kwestię za ważną można któregoś z nich wezwać.
-Jednak ważniejsza jest ta o to umowa o wykonanie usługi, rozbiórki domu.
-Ja nie podpisuje takich umów.
-Wtedy mówiłeś to samo ale gdy się upierałam uznałeś, że dla kobiety, która nosi w łonie pierwszego wnuka twojej siostry możesz zrobić wyjatek. Podpisali to też jako świadkowie twoi kuzyni.
-Ja - zgłosił się jeden.
- I ja - powstał drugi.
-Faktycznie, było coś takiego, zupełnie zapomniałem - przyznał Liwunar.
-A kto zaproponował taką właśnie formę płatności?
-No niby ja ale nie wiedziłem,że to ma taką wartość.
-Chciałeś zatem oszukać Walturiana i dać mu trochę śmieci za solidną robotę?
-Dla innych robił bezpłatnie.
-Tak ale ty chciałeś być lepszy, zapłaciłeś. Nawiasem mówiąc mimo, że na podstawie naszej umowy mogliśmy zabrać wszystkie rupiecie i papiery oddaliśmy ci rzeczy mające wartość rynkową. Potem do filmu zmawialiśmy ich repliki.
-Prawda - odezwał się jeden z rzemieślników - robiłem zegar na podstawie rysunków Milarezy i to jest napisane w biuletynie filmu.

Sąsiedzi stanęli po stronie Walturiana. Nie płacili dawniej za jego usługi ale teraz odpłacili broniąc jego dobrego imienia.
-Sam zaproponowałeś aby sobie wziął te papiery i jeszcze się śmiałeś, że taki z niego głupek - przypomniał ktoś - cieszmy się, że nasza wieś jest na filmie i tyle.
-I w biuletynie cię umieścili - dodała własna żona skarżącego.
-Jest jeszcze jedna kwestia - powiedziała Milareza - ustaliłam wszystkich potomków bohaterów naszego filmu i od wszystkich seniorów rodów, także od twojego dostojnego ojca - ukłoniła się skarżącemu przyjęłam oświadczenia,że się zgadzają i są poinformowani, że nie poniosą żadnych kosztów.
-Mój ojciec nie żyje.
-Wtedy żył.
-Ale teraz nie, więc tamto oświadczenie się nie liczy.
-Liczy się. Nie dałoby się w ogóle zawierać żadnych umów gdyby synowie po śmierci rodziców mogli je podważyć.
Jeżeli twój rzecznik jest w stanie podać przepisy wskazujące,że jest taka możliwość, skoryguję mój pogląd.
-Nie, to ty pokaż, że nie ma takiego przepisu.
-Chętnie. Poproszę o przyniesienie kodeksu handlowego i odczytanie punkt po punkcie abyśmy mogli się przekonać, że rzeczywiście nie ma takiego przepisu.
-A jest przepis, że nie można?
-Nie, ponieważ zawsze uważano to za oczywiste.
Nie wiadomo dlaczego sala gruchnęła śmiechem.
===============
-Jak to wydałeś wyrok na ich korzyść? - złościła się Napilifia.
-Nie miałem wyboru a zresztą co mi szkodziło? Przecież ten skpiec Liwunar mi żadnej nagrody nie zaproponował.
Rozmawiali o tym w sypialni a tu ich nie filmowano ale, że brał łapówki pokazywały inne filmy.
Rambert miał przecież w Milwaltdomu nie tylko mieszkanie ale też kancelarię.

W kinie nieoczekiwanie zamiast filmu o Degeden pojawiło się przemówienie Ramberta. To samo,które wygłosił niedawno w teatrze. Cisza zaległa kompletna, dopiero po chwili rozległy się szemrania i uciszania. Nagle przemówienie zostało
przerwane.
Pojawiła się za to scena z gabinetu naczelnika.
-Nie będzie ci go szkoda?- Pytał umundurowany, do tej chwili słabo znany człowiek - To bardzo zdolny funkcjonariusz.
-A co komu po jego zdolnościach skoro jest nielojalny? Jutro poślę go po coś przez las, to musi się stać po drodze. Przygotujcie dół aby od razu zniknął. Będziemy go szukać jako zdrajcy usiłującego sie przedostać do wroga.
- Teraz juz na sali panowała kompletna cisza i nawet strażnicy chcieli usłyszeć o kogo tu chodzi bo może o jednego z nich? Każdy robił rachunek sumienia, czy też nie popełnił ostatnio jakiegoś błędu choćby przez nieuwagę -
-To oprócz zapłaty chcę jeszcze głowy Kejoza - oświadczył skrytobójca.
-Masz ją, oskarżymy paru o współudział to i jego przy okazji.
======
Scena się zmieniła.
Pojawił się na niej Enilioborian i Miregiusz w kreślarni.
-Nie wiem co nabroiłeś - powiedział Enilioborian - ale jutro idź do miasta okrężną drogą i już tu nie wracaj.
-Bez obaw, mam haka na naczelnikową a do starego Degeden się nie wybieram.
-Jesteś pewien, że ten hak zadziała? Bądźmy szczerzy, jesteś niezłym mechanikiem ....
-Niezłym? Ja jestem genialny.
-Ale tylko w sprawach technicznych a po za tym głupi jak but.
-Mam wezwać straże?
-Możesz ale czy wziąłeś pod uwagę, że mogła powiedzieć naczelnikowi,że się za nią uganiasz.
-Zdementuję to.
-Nie będziesz miał okazji, zresztą ...Oni nie mają dziecka.. Może on jest bezpłodny i nagle dowiedział się, że żonka w ciąży. Rób jak uważasz dla nikogo nie jesteś ważny. Po śmierci okrzykną cię zdrajcą.
-Skąd to wiesz?
-A jak myślisz?
Enilioborian wyszedł a zdolny mechanik musiał parę chwil poświęcić na otworzenie zamka. Widać było jak oblewa go zimny pot.
-Na pewno wszyscy jesteście ciekawi co postanowił Miregiusz - powiedział nieznany w Degeden prezenter - zrobił najgłupszą rzecz jaką mógł zrobić - pobiegł do naczelnika i wyjaśnił,że to jego żona go uwiodła. Prezenter zniknął z ekranu.
-Dobrze, że mi to mówisz - pocieszał Miregiusza naczelnik - załatwię te sprawę - a ty wracaj do pracy i milcz.
Po wyjściu genialnego mechanika - wezwał do siebie sekretarza - każ śledzić tego durnia i wyjaśnić jak do mieszkalnej części pałacu wszedł Enilioborian. Jego też śledzić.

W następnej scenie była szczera rozmowa między naczelnikiem a jego żoną, w której naczelnik przyznał się, że od dawna wiedział jak ona stara sie dziecko ale akceptował to i milczał, chciał tylko by nikt inny się o tym nie dowiedział. Miregiusz miał zginąć nie za "danie nasienia" ale po to by nikomu nie zdradził tajemnicy.
Nim rozmowa dobiegła końca czyjś głos polecił - natychmiast opuścić kino i rozejść się do domów.
Zaraz potem ekran zgasł a porozsuwały się ściany. Ludzie posłuchali, ściany się zasklepiły i nim nadciągnął, powiadomiony przez jednego ze strażników, naczelnik z wojskiem kino było jak
jedna bryła bo zasklepiły się nawet drzwi. Oblegano je parę dni, wywiadywano się też kogo z mieszkańców brakuje w domach, szukano strażników mających wtedy dyżur, na próżno. Siedzieli w kinie, wyjadając wszystko co było w bufecie,pijąc wodę i oglądając filmy. Co jakiś czas wymieniano im powietrze.
Podawano informacje o tym co się dzieje na zewnątrz i udzielano rad, których tu nikt nie ignorował. Na przykład - aby nabrać wodę we wszystkie naczynia i po ponownym napełnieniu rezerwowego zbiornika odciąć go od dopływu wody. Podano instrukcję jak a w krótki czas po zrealizowaniu informację, że próba zatrucia wody została udaremniona.
Oblężenie skończyło się gdy wojsko dostało rozkaz rozwiązania się.
Kareborga w krótkim czasie została zmuszona do nawiązania pokoju z Gadżeganem (a Gadżegan z Kareborgą) zaś jednym z warunków było rozwiązanie wojska.
Nakazano też zwrot zagrabionego mienia.
Strażnicy mogli spokojnie wyjść z kina i udać się do swoich domów.
Przywrócony na swoje stanowisko Lodwar aresztował Ramberta za próbę zatrucia wody i zlecenie morderstwa.
=========
Miregiusz zaproponował swoje usługi bezkrwawemu zwyciezcy - Kororowi - i usłyszałw odpowiedzi : Enilioborian nie miał racji, że nikomu nie jesteś potrzebny - chłopak już się zdążył ucieszyć gdy Koror dopowiedział - wracaj do matki.

- No nie przesadzajcie - powiedział Enilioborian robotnikom, którym Napilifia kazała wykuć pralnice z podłogi: Taka bogaczka i wszystko musi zabrać? Nic biedniejszym nie zostawi?
-A skądś ty się tu wziął?
-A mieszkam sobie, zostawcie pralnicę bo czasem będę chciał ...
-Jak to mieszkasz?
-Dom duży to się miejsce znajdzie. A tu szkoda waszej fatygi, tylko kilofy połamiecie, zresztą to jest pralnica Milarezy, nawet nie wypada zabierać. A ile wam Napilifia płaci za tę robotę?
-A gdybym dał ... - W Pistacjowygaju Milareza przekroiła jabłko i pokazała prawdziwemu Enilioborianowi połówkę.
-Połowę? - Zapytała lalka.
-Chyba dwa razy tyle? - Poprawił szef brygady.
-Nie no aż tyle to ja nie dam - odrzekł sam z siebie a widząc gest Milarezy dodał -kujcie - i zaraz dodał jakby do siebie - ciekawe czy za zniszczone narzędzia ktoś wam zapłaci.
Gdy Milareza osobiście wyprowadzała lalkę jednemu z robotników złamał się kilof.
-Szefie trzeba brać tę połowę - radził nieszczęśnik.
Enilioborian spojrzał na Milarezę,skinęła głową. Lalka też kiwnęła ale to nie miało znaczenia bo dopiero się obracała w stronę robotników.
-Zgoda - powiedział przez specjalny mikrofon Enilioborian.
-Ale od ręki? - Spytał majster. Milareza pokręciła przecząco głową i lalka powtórzyła ten ruch.
-No to nie ma o czym mówić - ocenił majster.
-W tej chwili nie mam ale kino znów jest Rezeryki więc dostanę swoje tantiemy a wy swoje pieniądze - oświadczył Enilioborian.
- No niech będzie.
Dobili targu i zbierali się do odejścia gdy weszła Napilifia ..
-Co jeszcze nie gotowe? - Zdziwiła się a wtem jej wzrok padł na Enilioboriana.
-A ty co tu robisz?
-Tłumaczę im, że nie da rady tego urządzenia wydłubać ich narzędziami. Nawet jedno już zepsuli, zapłać im.
-To niech robią tak aby sobie narzędzi nie psuć.
-Nie da rady, to jest zalane takim czymś, że jak zaschnie to mu żadna skała nie dorówna - tłumaczył Enilioborian.
-To rozwalić pralnicę.
Eksnaczelnikowa sama złapała kilof, Milareza przeszła tak,że lalka znalazła się na lini ciosu. Przerażona naczelnikowa upuściła kilof.
Enilioborian był pod wrażeniem ale zapanowł nad sobą i powiedział - mnie tu Milareza pozwoliła zamieszkać, potrzebuję tej pralnicy bo moja żona ręcznie prać nie będzie. Pamiętaj, że jeśli mnie zamordujesz, twoje dziecko wychowa się w więzieniu a za zniszczenie tej pralnicy nie wypłacisz się do końca życia. Wstydziłabyś się. Nie kupowałaś jej a biedniejszemu nie chcesz zostawić.
-Błazen - odpowiedziała kobieta i wyszła
Milareza rzeczywiście pozwoliła rodzinie Enilioboriana zamieszkać w swoim domu ale on teraz zaczął się wahać - tak nam dobrze szła ta współpraca w operowaniu lalką - powiedział - może by popróbować tego rodzaju sztuki.
-Już nie kombinuj - powiedziała Sewilanta -będziesz miał teatr pod opieką.

Milareza nie zamierzała wracać do Degeden ale gdy tylko było to możliwe zawiozła Aldmarę, Tola i Nolę na wcześniej zapowiedzianą wizytę do Argiża,
Elanumy i przyrodniego brata.
Argiż najchętniej by dzieci zatrzymał. Elanuma już się na to godziła, one się wahały bo nie było portretu ich matki. Niby drobiazg, przecież miały swój oryginał i dwie kopie ale gdzie podziała się ojcowa kopia?
-Brakowało nam pieniędzy - tłumaczył Argiż - musieliśmy sprzedać.
-To i nasze byście sprzedali - powiedziała Aldmara decydując o pozostaniu z Milarezą.
Argiż postawił warunek: dzieci zostaną w Karebordze.
-Nie -odpowiedziała Milareza - ja w tej chwili zakładam w Arblandach filię jednej firmy i otwieram zupełnie nową.
-Ale tam kradną dzieci.
-Trochę tak - przyznała Nola - Siegrida i Magnoliusza chcieli ukraść.
-Kiedy się rodzili, teraz już nikomu z was to nie grozi.
-A Waltusię ukradli - powiedział Tolo.
-Tak ale to nie byli Unasjanie i szybko ją odzyskaliśmy.
Argidż jednak się uparł.
-Skoro ty nie możesz wrócić to niech wróci Leonka - powiedział.
-Przecież ona może wyjść za mąż a nie wiadomo czy mąż będzie sie na to zgadzał.
-To wtedy dzieci wrócą do nas.
-Musimy to przedyskutować w rodzinie i poinformuję cię co ustaliliśmy.
-To niech póki co dzieci pobędą u nas a potem powiesz co ustaliliście.
Tak zrobili. Przecież to wciąż były jego dzieci.
=========
Co cię w tym tak gniewa? - Zpytał później Walturian.
-Przewiozłam meble.
-To taki problem? Przynajmniej nie zostały ukradzione.
-Postawiłam drugi wielki dom.
-Jeszcze się przyda.
-Rozwijam Binius, zakładam warsztat szewski.
-O Binius zadba twój wspólnik.
-Myślałam, że zatrudnię tam Symelkę ale ona wraca do męża.
-A może na razie zakwateruj Leonkę z dziećmi i guwernantką w Milwaltdomu, poukładaj wszystkie sprwy w Arblandach i wracamy do Degeden. Mnie znowu zaproponowano pracę.
-Tak ale brak mi kontroli nad sytuacją.
--Zaraz ją będziesz miała.
-Boję się, że utracimy płynność finansową.
-Sądzisz,że popadniemy w taką nędzę aby dzieci nie mieć za co wyżywić?
-Nie, no i nie ma to związku z tym, że się tu przeniesiemy, tylko jestem zła z powodu nietrafionych inwestycji, nawet ten mistrz szewski na którego liczyłam wraca do kraju a chciałam aby wyszkolił młodych ludzi, którzy pewno już do Arbland nie napłyną, i przy okazji Irbisa. Filmu z Irbisem też już chyba nie zrobimy bo prześwietna mama chce aby został w Arblandach.
-No to oni zrobią.
-Nie stać nas na twoje dzieło.
-W tej chwili nie ale może później, zresztą możemy zrobić film rysunkowy gdy już będziesz miała na to czas. Odpadną koszty strojów,aktorów i rysownika.
- Nie znam się na animacji.
-To nie jest zmartwienie na dziś, dziś mamy się jakoś znaleźć w nowej sytuacji.
========
Dom w Degeden wymagał naprawy i ponownego umeblowania. Na razie urządzali tam swoje kąty Enilioborian z rodziną, Walturian, Laroka i Leonka.
Szkoła co prawda jeszcze się po wyjeździe obcokrajowców nie podniosła, kursu archiwistyki nie wznowiono ale historii nauczano. Walturian jako ceniony już nauczyciel został zatrudniony w szkole muzealnictwa. Milareza postarała się aby Leonka dostała posadę historyka w szkole pomocnic biurowych.
Na razie (po zorganizowaniu wszystkiego) to Leonka miała się zająć dziećmi Firlinety a Milareza opłacać ich wykształcenie. Żegnali się z płaczem lecz wolę ojca należało uszanować.
-Gdyby coś się zmieniło - zawiadamiaj mnie - prosiła Leonkę Milareza.
-Pomożemy - uspokajała ją Sewilanta.
-Ja dopilnuję - obiecała Laroka.


Niespodziewanie z domu Argiża zginęła Nola. Milareza szybko sie o tym dowiedziała bo dzieci posiadały mikrołącze. Porywacze żądali bardzo
wysokiego okupu. Możnaby za niego postawić dwadzieście solidnych zagród wiejskich z porządnymi zabudowaniami, do każdej dokupić wyposażenie oraz inwentarz i jeszcze poprowadzić drogę wzdłóż której stałyby te gospodarstwa w
odstępach uniemożliwiających wzajemne zaglądanie sobie przez płot.
W ostateczności musiałaby się zapożyczyć i zapłacić ale przede wszystkim wezwała lotopławę, skierowała na tamte strony agentary, poprosiła Tolimanię aby w pogotowiu był lotobus z automedem i operatorem. Zawiadomiła Walturiana i matkę, że może jej nie być dłuższy czas więc trzeba by wesprzeć opiekunki dzieci. Następnie prześledziła z pomocą agentarów okolicę, ze
szczególnym uwzględnieniem rodzin Argiża i Elanumy, zwłaszcza mieszkających na uboczu. Miała rozeznanie bo w ramach zabawo- szkolenia rysowała z dziećmi plany tych okolic.
Dziewczynka radośnie karmiła kurki na podwórzu kuzynki Argiża zamieszkałej w pewnym oddaleniu od sąsiedniej wsi. Milareza wezwała wózek sterowany myślą i wzięła mały monitorek aby nie tracić dziecka z pola widzenia nawet podczas przejazdu do lotopławy.
Jeszcze w czasie przelotu myślała jak to złatwić. Przygotowała wszystko co będzie jej potrzebne. Nawet lalkę w zdalnie sterowanym samochodzie i wypełniony kartoflami worek,
Podczas gdy lotopława gnała według adresu ona założyła strój ochronny a mimo to elegancki. Elegancję przed wejściem na posesje trochę psuła maska, Milareza chciała bowiem nawet twarz chronić przed ugryzieniem wielkich psów, które mogły być w każdej chwili wypuszczone ze specjalnego ogrodzenia.
Najpierw poleciała do pobliskiego miasteczka i choć pora była już późna zażądała asysty bo jej samej gospodarze domu mogliby nie wpuścić. Wolała nie pokazywać filmików by nie denerwować ludzi tym, że tak łatwo można ich podglądać. Oświadczyła, że wie z niezawodnego źródła gdzie jest dziecko.
-To mógłby załatwić wsiowy - powiedział naczelnik.
-Nie wiadomo kto jest w zmowie, okup dla wielu starczy - odpowiedziała.
-A wiesz ile kosztuje nieuzasadniona interwencja?
-Ta jest uzasadniona. A ten datek jest na potrzeby miasta.
-No to jedziemy - zdecydował.
Korzystali z ich środków tranasportu. A równocześnie samochód z lalką i kartoflami jechał na miejsce wskazane do złożenia okupu.
Lalka była zaprogramowana Z pomocą innych urządzeń dała umówiony znak, że okup został dostarczony.
Nie miało żadnego znaczenia, że "porywacze szybko się zorientują co dostali.
Milareza nie miała czasu na wyrafinowane pułapki, chciała tylko utrwalić na filmie twarze i działania zabierających okup.
Gdy z funkcjonariuszami dojechała na miejsce, zapewniła ich, że jej łuskowatej sukni, pierścieniowatych butów i rękawic psy nie przegryzą. Dodatkowo spryskała się płynem odstręczającym te zwierząta a nie wyczuwalnym dla ludzi i założyła maskę.
Gospodarz nie chciał ich wpuścić pod pozorem, że psy latają po podwórzu.
-Szkoda byłoby je wybić - odrzekł naczelnik - bo co one winne? Natychmiast pozamykaj. Gdy się gospodarz usunął krzycząc - matka zamykam psy,- Milareza odsunęła skobel i weszła na podwórze, furtkę zamkęła aby psy się nie wydostały. Do niej nawet się nie zbliżyły. Gospodarz stał z otwartą gębą. Weszła do mieszkania, Noli nie było rozejrzała się, działająca w pośpiechu gospodyni niedokładnie zatarła ślady. Milareza nie musiała więc odtwarzać żadnych filmów by się zorientować gdzie jest dziecko.
-Proszę odsunąć tę skrzynię - powiedziała
-To jest za ciężkie dla mnie.
-Jakoś uciągnęłaś - odpowiedziała Milareza wskazując ślad ciągnięcia i dodała - jeżeli zabiłaś dziecko to ...
Przerażona tym oskarżeniem kobieta natychmiast odsunęła skrzynię i otworzyła klapę, Milareza śpiesznie zdjęła maskę. Gdy funkcjonariusze wchodzili, Nola gramoliła się spod podłogi.
-Jak to dobrze, że już jesteś - powiedziała dziewczynka - tęskniłam.
-Zabiorę cię do Aldusi i Tola - odpowiedziała Milareza.
Interwenci zajęli się gospodarzami a Milareza z Nolą pojechała samochodem do domu Argiża.
Po drodze dyskretnie obejrzała twarze odbiorców kartofli posłuchała przez słuchawki ich głosów.
Argiż i Elanuma na widok Milarezy i Noli pobledli a starsze rodzeństwo tuliło dziewczynkę.
-Jak tam było? - Spytała z niepokojem Aldmara. Oczy miała jeszcze pełne łez.
-Ciocia pozwoliła mi karmić kurki i świnki, i cielaczka, i robiłyśmy ciasteczka a wujek obiecał mi zrobić latawca. Tylko was nie było ani Netusi ani Tali ani Milarezy, ani ...
-Ja to bym już wracał do domu - powiedział Tolo .
-Racja - zgodziła się z nim Aldmara - wszędzie dobrze ale w domu najlepiej.
- Tam byłyby bezpieczniejsze - tłumaczyła na boku Milareza Argiżowi.
-Ale to moje dzieci - zaprotestował.
-U Sansewy są teraz interwenci - odpowiedziała -nie wiadomo czego się dowiedzą. Kto wie czy nie będę się musiała zająć też Szerjanem.
-Co ty sugerujesz?
- Spokojnie, ja nie będę suką karłowatą i przez wzgląd na dzieci nie wezmę udziału w śledztwie ale śledztwo będzie, chcesz aby one to widziały?
Pozwolił jej zabrać dzieci.
Coś jej jednak w tej sprawie nie pasowało.
-Czy nie za dużo zażądaliście?- Zapytała - patrząc mu prosto w oczy. Zmieszał się, wyglądał na udręczonego, nic jednak nie odpowiedział. Zostawiła parę urządzeń ukrytych w okolicy, między innymi czujniki emocji ale to mogło nie wystarczyć, automaty nie zawsze dobrze zastąpią ludzi. Poprosiła Korora aby wyznaczył obserwatorów.
-Naprawdę boję się, że tym ludziom coś grozi a nie jestem w stanie sama tego monitorować. Pewnie powinnam zatrudnić jakąś ekipę lecz mam mało czasu.
-I pieniędzy - dodał.
-Pieniądze musiałabym wygospodarować ale na kogoś kto się uczciwie tym zajmie a to jest sprawa na już, mogę nie znaleźć odpowiedniej ekipy.
-Bez obaw, ja to załatwię. Od początku należało się do mnie zwrócić z prośbą o pomoc.
-Takie prośby rezerwuję na sytuacje, w których naprawdę sobie nie poradzę, wszak ty i twoi pracownicy nie jesteście bez zajęcia.
Tej nocy ekipa Korora stłumiła ogień, który podłożono bez żadnych emocji, zadziałał jednak czujnik temperatury.
Koror postanowił się wstrzymać z zawiadomieniem naczelnika pobliskiego miasteczka aby jego ekipa mogła jeszcze jakiś czas poobserwować okolice i podpalaczy.
======
Cały czas mieliśmy ją na podglądzie - wyjaśnił Orfancie - nie było potrzeby to się wtrącaliśmy.
Zaimponowała mi tą "suką karłowatą" Nie łatwo ulega emocjom.

Milareza weszła do Orfanty aby przeprosić, że jednak do poprowadzenia filii Biniusu nie wybrała tej dziewczyny, którą wskazała władczyni lecz Unasjanina przysłanego przez Małymisia Murmurando.
-To wasz pracownik - odpowiedziała Orfanta, do cudzych i to po za granicami miasta to ja się nie wtrącam - a dlaczego Asmarandy nie chcesz?
-Tamtego znam,wiem, że ma znakomite wykształcenie, życzliwy stosunek do ludzi i jest lojalny. Nie mam nic przeciwko Asmarandzie po za tym, że ma mniejsze doświadczenie i będę czuła się bezpieczniej jeśli to Cyranik poprowadzi filię.
-Mniej bym się zdziwiła gdybyś wybrała Knieję. Knieja doskonale się sprawdza we współpracy z Milarykiem.
-I tego nie chcę im zabierać.
Bratu powiedziała inaczej - Knieja jest w tej dzidzinie działalności znakomita. Kierownictwo wysmyknęłoby mi się z rąk a to ja za ten rewir odpowiadam przed Małymisiem Murmurando. Musiałabym ją dyscyplinować i jeszcze doszłoby do kłótni w rodzinie. A tak, trochę się podąsacie i wybaczycie.
Orfanta, Knieja i Milaryk wybaczyli. Zgłosiło się za to kilka kobiet w tym Asmaranda z pretensjami o to, że nie popiera kobiet.
Usiłował je przyjąć asystent ale one ją odszukały. Właśnie robiła łóżko dla jednego z dzieci i była bardzo zajęta realizowaniem swego pomysłu na wezgłowie. Jak na złość robiła to na dworze. Nie zamierzała się od tego odrywać. Próbowała odsyłać je do sekretarki aby ustaliła termin spotkania.
Były nastwione bojowo a Milarezie naprawdę dobrze się pracowało.
-Ta rozmowa nie ma sensu - powiedziała spokojnie - ja i tak już decyzję podjęłam. Jednak widząc ich złość, zeszła z maszyny i zaprosiła je do biura a choć miała też sekretarkę o podanie soków do picia poprosiła asystenta. Trochę się zdziwił bo się na tym nie znał, jednak nie od parady był asystentem, wkrótce wrócił z dwoma parującymi dzbanami.
-A w czym to mamy pić? - Zapytała jedna z kobiet.
-Służę szklaneczkami - odrzekł. Zwykle podawała je Milareza ale przecież nieraz widział skąd je wyciąga.
-A łyżeczki? - Zwróciła uwagę Asmaranda. To już go zdenerwowało ale nim zdążył się odezwać Milareza wstała.
-Usiądź - poleciła mu - ręce mi nie odpadną.
Podała jeszcze szklaneczkę dla niego i wszystkim łyżeczki z całą uprzejmością.
-Panią będzie potrzebne parę informacji - wyjaśniła, on zaś zdążywszy już nad sobą zapanować powiedział niemal uniżenie - chętnie służę,co mam sprawdzić?
-Jakiej płci są petenci Biniusu?
-Obu - odrzekł bez sprawdzania.
-Którą się tam faworyzuje?
-Żadnej.
-Jakiej płci są moje dzieci?
-Obu.
Tak - przejęła inicjatywę widząc, że irytuje kobiety.
-Rodzeństwo też a mąż jest mężczyzną. Napoje podajemy zależnie od sytuacji, raz on mnie, raz ja jemu.
-A co ty byś zrobiła Asmarando jako mój pracownik gdyby weszła tu grupa mężczyzn żądających zatrudnienia kolegi a ja kazałabym ci podać napoje? A na dodatek ci mężczyźni robiliby ci uwagi że za zimne, że za ciepłe, że za słodkie. Jakbyś zareagowała?
Powiedzmy sobie szczerze: nie masz kwalifikacji na stanowisko kierownika filii Binius. Druga kandydatka była od ciebie lepsza ale nie chciałam zatrudniać bratowej.
- Słuchaj a czy mógłbyś sprawdzić ile ogółem jest zatrudnionych kobiet w Biniusie? -Zwróciła się do asystenta.
-Momencik - wstał i podszedł do informera - 25 powiedział po chwili.
-A mężczyzn?
-Z Cyranikiem i szefem dwudziestu czterech. Ciebie do kobiet nie policzyłem bo ty tam raczej nie pracujesz tylko współzarządzasz.
-Słusznie. Taki stosunek pracujących w Biniusie kobiet do mężczyzn to przypadek - wyjaśniła - bo nie zatrudniamy ludzi według płci, tylko przydatności. Osoby próbujące wywierać na nas presję, nie są przydatne.
Źle to załatwiacie. Na przyszłość starajcie się wykazać, że wasza kandydatka jest lepsza i to bez pokrzykiwań. Po prostu umówcie wizytę i pozwólcie abym mogła gospodarzyć swoim czasem - tłumaczyła miłym, grzecznym tonem - bo która z was chciałaby abym weszła jej do domu i domagała się natychmiastowej rozmowy, zmuszając ją do przerwania prania lub wałkowania ciasta na kluski?
Poprosiła asystenta o odprowadzenie kobiet zaś sekretarkę o posprzątanie w gabinecie.
-Oboje się dobrze spisaliście - powiedziała do niej - bo oczywiście to ty przygotowałaś napoje?
Gdy asystent wrócił zapewnił, że był uprzedzająco grzeczny.
-Bardzo dobrze - odpowiedziała - wszystko było dobrze. Byłam z ciebie dumna, tylko poćwicz jeszcze panowanie nad sobą bo miałam uczucie, że przy tych łyżeczkach naszych gości roztrzęsiesz.
Ja zresztą też się zdenerwowałam, już dziś nie będę robić mebli.
==========

Odkąd przebywała w Arblandach to zaproszenie było już trzecie. Dwakroć podpisała pismo, że nie będzie miała w tym terminie czasu bo ...
Problem był w tym, że teraz też go nie miała bo umówiła spotkanie Aldusi.Tola i Noli z ojcem w degedeńskim Milwaltdomu. Obawiała się,że dla walczących pań taki powód zabrzmi jak zwyczajna wymówka.
Nawiasem mówiąc nie zaproponowała Argiżowi żadnej pomocy w dotarciu na miejsce i obawiała się, że nie przyjedzie. Jednak jakąkolwiek decyzję podjąłby on, ona chciała dotrzymać słowa.
Odłożyła na bok pismo sekretarki i zajęła się układaniem własnej odpowiedzi.
Pocztkowo nie szło, wypunktowała więc dla sekretarki co należy ująć w piśmie ale nie oddała jej do poprawienia bo po wypunktowaniu sama wiedziała jak to ująć.
=============
Nasefira miała polecenie aby jeżeli i tym razem odpowiedź będzie odmowna, dać to do prasy i wyśmiać. Radziła sobie z takimi zadaniami ale tym razem nie była pewna czy należy to robić. Weszła do Namidy.
-Przyszła odpowiedź Milarezy - powiedziała - jest odmowna ale chciałabym z tobą skonsultować...
-Nie teraz, zresztą ty jesteś od tego, działaj tak jak było umówione.
-Nie da się.
-Wszystko sie da, tylko się wysil.
-Sie wysil - mruczała ze złością wracając do sekretariatu. Zastała tam męża - co się dzieje? - Zapytał.
-Mam to zamieścić i obśmiać - powiedziała ze złością.
-No jak każą...
-Ta idiotka nawet tego nie przeczytała.
-Bo może nie umie czytać. Daj, razem coś wymyślimy, twoja pensja się przydaje.
Zaczął czytać - "jest mi przykro, że już po raz trzeci wam odmawiam. Niestety funkcjonuję według grafiku i muszę w nim mieć miejsce także dla moich dzieci, tym razem właśnie o czas dla dzieci chodzi. Są dla mnie ważne, nie chciałabym
ich zawieść".
Pisz - polecił - jeżeli to nie jest zwyczajna wymówka to jawi nam się obraz Milarezy jako starodawnej damulki będącej bardziej mamuśką niż ...
-Kiedy ja się z nią zgadzam, dzieci są ważne.
-Mamy długi, nie możesz stracić tej pracy.
-Czytaj dalej.
- "Głęboko jednak przemyślałam czy chcę być kojarzona z waszą organizacją. Jest mi przykro ale nie. Nie chciałabym aby moi synkowie pomyśleli , że mniej ich kocham bo nie są dziewczynkami a mój ukochany mąż zaczął wieść ze mną spory i rozważać czy ilekroć poproszę go o jakąś przysługę nie ranię jego męskiej dumy. Uważam,że próba dzielenia świata na męski i żeński przypomina próbę zakładania oddzielnych sektorów dla trzody i komarów. To jest po prostu niewykonalne, po za tym mężczyźni są nam potrzebni nie mniej niż my im.
Nie musicie się z moim zdaniem zgadzać ale proszę zechciejcie je uszanować i już mi więcej zaproszeń nie przysyłajcie. Łączę wyrazy szcunku Milareza Magnolia.
-Pisz - polecił - przez całe stuarle to dziewczynki czuły się mniej kochane więc nie szkodzi jeśli teraz będzie odwrotnie i pora skończyć z tym troszczeniem się o męską dumę, oni nasze poczucie godności bez skrupułów lekceważą.
Doprawdy boli nas,że Milareza tak bardzo chce się im przypodobać, że nie poczuwa się do żadnej solidarności z własną płcią.
W dodatku te nieszczere wyrazy szacunku to wręcz obelga a podpisanie się jako Magnolia trąci unasczyzną. Kim ty jesteś Milarezo? Bo nam się wydaje,że zakłamaną damulką z zeszłej epoki.
A może po prostu napisał to za Ciebie przystojny, znudzony szukaniem wymówek asystent i wielka dama nawet nie raczyła przeczytać przed
podpisaniem?
=======
Nasefira zaproponowała szefowej, że jej to przeczyta na głos.
-Sama przeczytam - odpowiedziała szefowa wyniośle.
======
Dzień później wściekła jak pokąsana krowa wpadła do sekretariatu, włączyła kronikę sportową i zagrzmiała - Co to jest? Możesz mi powiedzieć co to jest?!
-Wywiad ze zwycięskim oszczepnikiem.
-Zrobiłaś ze mnie pośmiewisko szmato, jak mogłaś mi podsunąć taki stek bzdur do podpisania? Już tu nie pracujesz!
-Na pewno? Przecież starałam się sprostać twoim wymaganiom a ty powinnaś była to pismo przeczytać przed podpisaniem a jeśli nie umiesz czytać to
pozwolić abym ci oba pisma przeczytała na głos.
W kronice Arbland było jeszcze trzecie pismo dowodzące, że Milareza zapoznała się z ich odpowiedzią przed opublikowaniem.
"Dostojna Namido niewątpliwie jestem mamuśką ale nie bardziej niż kobietą, w przeciwnym razie byłabym tatuśkiem.
Kocham wszystkie moje dzieci i męża. Nie czuję się lekceważona ani przez niego, ani przez synów, ani braci.
Wprawdzie list, który cię ku mojemu żalowi zabolał napisałam sama ale na ogół pisze je moja sekretarka, żona asystenta. Nie musi szukać wymówek bo zna mój rozkład zajęć.Nigdy żadnego pisma nie podpisałam bez przeczytania. Zrobiłaś mi Namido ogromną przykrość posądzeniem o zakłamanie ale mimo wszystko i tym razem łączę wyrazy szacunku bo każdy uczciwy obywatel na niego zasługuje, nawet jeśli ma inne zdanie. Milareza."
 

 



-Chcę abyś została - powiedziała Milarezie Orfanta.
-Zależy mi na tym wyjeździe - odpowiedziała przybrana córka Milandera - uzgodniłam z Argiżem, że odwiedzi dzieci
- Oczywiście dzieci niech się z ojcem spotkają ale potem wracaj, jesteś mi potrzebna.
Dziwne to było ale Milareza wyczuła, że nie ma sensu dyskutować. Była od Korora a zatem i Orfanty zależna a w razie potrzeby mogła na nich liczyć.
Tym razem to Walturian się zmartwił brakiem stabilizacji - gdybym wiedział,że to tak się potoczy to bym nie brał tu posady nauczyciela - powiedział.
-Kiedyś wreszcie złapiemy równowagę Walturku. My i dzieci, zwłaszcza ta trójka Firlinety.
-Guwernantkę i tak trzeba tu zostawić bo dziewczyna jeszcze się uczy i zatrudniłbym administratorkę domu ale nie od Eneroze, tylko poważną damę, wiesz dla przyzwoitości. Ja tu co prawda jestem tylko dwa dni w szestnicy a dom duży ale pomysłowym ludziom się języków nie utnie.
Będzie nas na t0 stać, zwłaszcza, że meble robisz sama.
-Jeszcze nie wiemy jak zdecydują dzieci. W tym kraju mówi się ich językiem.
Przy udziale Argiża omówiła plusy i minusy każdego wyboru, rysowała i podpisywała każde zagadnienie. Starał się wpłynąć na dzieci więc powiedziała -
po stronie piusów zamieszkania tutaj wpiszmy, że ty będziesz mniej tęsknił, po stronie minusów, że ja będę tęsknić. Ponieważ te punkty się równoważą
skreślmy je.
Ja jestem ojcem.
-Tak ale tu nie chodzi o to aby dzieci wybrały któreś z nas, tylko lepszą koncepcję.
-Ten punkt Milarezo - Aldusia wskazała świetlną strzałką rysunek z dwojgiem zagadanych dzieci w strojach karebordżańskich podpisanych jako - rodzimy język. - Nie gniewasz się? - Spytała.
-Nie, nawet gdybyście w istocie wybrali ojca to przecież wiem, że mnie też lubicie. Tu chodzi o wybór tego co jest dobre dla was nie dla mnie bo waszego życia nikt za was nie przeżyje a to jest wybór życiowy.
-Ale dziś jeszcze wracamy do Arbland? - Upewniał się Tolo.
-Tak, przecież musicie się porządnie spakować.
-I pokazać Walturianowi co posadziliśmy w ogródku.
Odniosła wrażenie, że Argiż poczuł się ugodzony w serce ale nad tym zapanował. Szczęśliwie Tolo z własnej inicjatywy go poinformował - niebieskie szawale.

Licemar nie poczuł się komfortowo gdy Orfanta tak po prostu powiedziała - ... za - nie dosłyszał całego słowa - nasza nowa pracownica, będzie twoją przełożoną. Wprowadź ją we wszystko. Starał się być miły, jednak gdy byli już tylko we dwoje zapytał (najdelikatniej jak umiał ) jakie ma kwalifikacje. Nie była szczególnie ładna ale kiedy się uśmiechnęła nabrała uroku, tylko ta odpowiedź ...
-Jestem kuzynką znamienitej Orfanty.
-Ona zwykle zatrudnia osoby kompetentne.
-Miło mi to słyszeć, jestem też prawnikiem.
Postanowił narzucić jej swoje rządy.
-To świetnie, w takim razie poradzisz sobie z napisaniem odpowiedzi - podał jej wniosek i dodał - Zaproponuj dotację w znośnych granicach, tak aby przesadnie nie obciążać budżetu arandii ale aby panie mogły za to utrzymać dwie pracownice i
biuro oraz miały coś na działalność. Ja to sprawdzę i zaniosę szefowej.
Sprawa była prosta a kobieta spędziła nad tym resztę dnia pracy.
-Długo to ona tu miejsca nie zagrzeje - pomyślał.
Pod koniec dnia powiedziała - już skończyłam i przesłałam znamienitej Orfancie. Jeżeli zatwierdzi wyślesz jutro do wnioskodawczyń, jeśli nie, poprawię. To na dziś wszystko, możesz iść do domu, a ja jeszcze zapoznam się ze sposobem prowadzenia
dokumentacji.
Nie spodobało mu się, że będzie grzebać w dokumentach pod jego nieobecność a ona jakby to wyczuła znów się uśmiechnęła - muszę się tym zająć Licemarze aby ustalić zakresy naszych kompetencji. Nie chcę aby na tym ucierpiały twoje relacje z
żoną więc cię nie zatrzymuję.
Nazajutrz w dziale "nowe pisma" zobaczył jakieś wykazy, przyjrzał się i zadrżał, nerwowo przewinął do początku. Sam list był w miarę krótki":
"Zawsze chętnie popieram kobiece inicjatywy. W poprzednich arlach przyznawałam wam fundusze na działalność bo sama będąc kobietą czułam się zobligowana i was poprzeć . Tym razem jednak dokładna analiza wykazała, że zadania statutowe
waszego związku pokrywają się z moimi obowiązkami co jest wykazane w załączniku. Nie chcę moich zadań na nikogo przerzucać ani tworzyć dwuwładzy a
tym bardziej popierać stosowania sztucznego podziału społeczeństwa. Dlatego z przykrością zawiadamiam, że wasza działalność nie będzie już dotowana, jednak każdy indywidualny, zgłoszony przez was przypadek zostanie rozpatrzony z całą
sumiennością. Możecie być tego pewne bo nigdy mój rząd nie dyskryminował kobiet. Łączę szczere wyrazy szacunku Orfanta Atela, namiestnik arandii Arblandy."
Wszedł do władczyni - my nie możemy czegoś takiego wysłać - powiedział-zaraz będziemy mieli te baby na głowie.
-I w tym sęk - odpowiedziała - to nie jest poważna organizacja, to bojówka zmanipulowanych kobiet. Ktoś po prostu bierze pensję za pośredniczenie w
przesłaniu spraw, które powinny trafić bezpośrednio do mnie i daje paru kobietom złudzenie, że robią coś ważnego a cały świat powinien im się kłaniać. Pismo już sama wysłałam, oczywiście z załącznikami. To pouczająca lektura. Ona - oczywiście chodziło o tą nową - zawsze wszystko tak dokładnie sprawdza jakby się wybierała na rozprawę sądową.
Gdy wrócił do gabinetu zastał nową przy słodkich napojach i cieście domowego wypieku w towarzystwie paru kobiet w tym Namidy. Zapewniała je, że w biurze Orfanty zawsze ktoś znajdzie czas aby ich wysłuchać.
-Przejrzałam dotąd zgłoszone przez was sprawy ... - na chwilę przerwała - usiądź proszę - powiedziała do niego - spróbuj ciasta, sama piekłam. Tak więc - wróciła do rzeczy -przejrzałam te sprawy i zauważyłam niepotrzebne komplikowanie drogi ich załatwiania -
Akurat weszła Orfanta (ustąpił jej miejsca a sam stanąłpod ścianą) i dopowiedziała - no właśnie, mną najbardziej wstrząsnęła sprawa sprowadzenia leku dla dziecka. Matka zamiast do mnie wysłała z tym koleżankę do waszego biura. Kończyło dzień
pracy więc sprawa została odłożona do następnego. Ojciec dziecka nie chciał siedzieć z założonymi rękoma i po powrocie z pracy przybiegł do pałacu,
dyżurny natychmiast zawiadomił moją doradczynię do spraw medycznych. Przystąpiła do załątwiania sprawy natychmiast bo w przeciwieństwie od waszej
sekretarki dobrze się na tym zna i wiedziła,że nie wolno marnować czasu. Szybko
zdobyła lek i pojechała z nim do dziecka. Niestety było za późno.
Nazajutrz z samego rana wasze biuro zajęło się sprawą, zupełnie już niepotrzebnie.
-Bo powinnyśmy też mieć konsultantkę medyczną - oświadczyła Namida.
-Po co? Moja jest wystarczająco dobra a ranga jej stanowiska działa tak jakby przez to i ranga załatwianej sprawy była wyższa. Po za tym tu stale jest ktoś kompetentny na dyżurze. Szczerze mówiąc gdy się zawiązywałyście liczyłam na to, że zajmiecie się szkoleniem kobiet jak w ramach już istniejących struktur radzić sobie z trudnościami.-
Oczywiście zabierał głos w tej dyskusji a nowa załatwiła mu krzesło, uśmiechała się, podawała ciasto, nalewała napoje.
Pogadały sobie i kobiety się rozeszły nie uzyskawszy nic po za satysfakcją, że Orfanta porozmawiała z nimi osobiście i to przy cieście.
Gdy nowa sprzątała zapytał - czemu sie nie odzywałaś?
Uśmiechnęła się - bo prześwietna Orfanta sobie radziła.

SPRAWA KAPELUSZA.
Szybko zdecydował,że Nasefira musi wziąć udział w rekrutacji na kontrolera finansów, wcisnął ją na początek listy i zawiadomił Namidę, że żona z powodu choroby musi zostać w domu.
Wieczorem ich synek Neltrope tańczył obok garażu taniec z rekwizytem w postaci damskiego kapelusza z dużym rondem. - Skąd wziąłeś to cudo?- zapytał
zdegustowany.
-Przepędziliśmy chuliganów zza miasta, tak zaiwaniali, że dziewucha zgubiła.
-No i to jest dziewczyński kapelusz, nie chcę aby mój syn wyglądał jak baba.
Ktoś was widział?
-Coś ty tato?!
-Nie łaźcie w tamte okolice - polecił i czym prędzej zniszczył kapelusz.
Rano mimo protestów rzeszy zgromadzonych przeprowadził żonę do gabinetu Orfanty. Siedziała tam w towarzystwie Milarezy, obie zajęte jakąś robótką. Nie lubił tego ale nie on był tu szefem.
-Proszę siadaj - powiedziała Orfanta do Nasefiry, usiedli oboje.
-Czy mogłabyś nam opowiedzieć przebieg kariery zawodowej? - Poprosiła Milareza.
-Żona ukończyła szkołę ekonomiczną i za panieństwa pracowała w księgowości następnie skończyła kurs .. Omówił jej wykształcenie, doświadczenie, szczególne umiejętności a gdy doszedł do etatu w związku kobiet (wolałby go pominąć ale uznał, że to ryzykowne). Milareza, obrębiając szydełkiem serwetkę, zapytała o jeden z punktów statutu związku. Bez wahania wyjaśnił skąd się taki punkt wziął.
Orfanta wybuchnęła śmiechem i wyszła.
Milareza zachowała spokój. Nie bacząc na skonsternowane miny małżonków poprosiła - opowiedz mi Nasefiro jakie są twoje ulubione zabawy z dziećmi.
Licemar natychmiast się spiął i powiedział - żona stara się odrabiać z dziećmi lekcje - był gotów mówić dalej ale Nasefira nie wytrzymała - jakie lekcje? Nasze dzieci nie chodzą do szkoły!
-Brawo - powiedziała powracająca Orfanta - to chyba pierwsze słowa po dzień dobry jakie tu wypowiedziałaś. Nie możemy cię przyjąć do pracy, potrzebujemy kogoś samodzielnego.
Jestem wam winna pewne wyjaśnienie - nie wytrzymałam na myśl, że związkiem kobiet kierował zakulisowo mężczyzna. Dziękuję wam bo już od dawna nic mnie nie mogło rozbawić.
==========
-Nie mogłaś sama odpowiadać? - Naskoczył w domu na żonę.
-Nie mogłeś mnie dopuścić do głosu?
-Jak widziałem, że siedzisz z rozdziawioną gębą i milczysz to musiałem coś mówić.
-Wystarczyło najpierw do trzech policzyć - odpaliła - a już z tym punktem stautu udałeś się wyjątkowo! Pewnie pomyślały, że chciałbyś mieć kontrolę nad wszystkim co się dzieje w rządzie arandii!
====
W krótki czas potem Neltrope powiedział - szkoda, że podarłeś ten kapelusz bo mama Tali powiedziała,że tak sie nie powinno z cudzymi rzeczami robić. Opłaciła za nas szkołę.
-Jak opłaciła? Bez mojej wiedzy? A na jakiej zasadzie?
-No nie wiem, mama ci lepiej wyjaśni.
======
- A wiesz chociaż czyj kapelusz zniszczyłeś? - Spytała Nasefira.
- Tali.
-Nie, Milarezy. Tali go sobie pożyczyła, chociaż jej spadał na oczy.
-No popatrz, to dzieci Milarezy są chuliganerią?
-Aleś wymyślił! One na naszych powiedziały: chuligani z miasta.
-A nasi na nich: chuligani zza miasta.
-Tak, tylko, że tamci ćwiczyli taniec na podwórzu szkolnym pod kierunkiem nauczyciela a nasi tam wleźli, jeden odwrócił uwagę nauczyciela a drugi wyszarpnął Tali kapelusz. To kto tu jest chuliganem?
-Mówili, że nikt ich nie widział.
-Wiem, opowiedzieli całą historię i proszę cie nie krzycz na nich. To są dzieci,
Milareza była bardzo miła, jej dzieciaki też, no to porozmawiali. Dała mi pracę a chłopcom opłaciła naukę w szkole i korepetycje aby nadrobili materiał.
Powiedziała,że właśnie jej dochody sie ustabilizowały i może sobie na to pozwolić.
-Gdzie cię zatrudniła?
-W spółce rzamieślniczej "Rezaryk".
-Co tam robią?
-Sprawdź sobie w wizjofonii, ja mam ci nie udzielać żadnych informacji i nie przyjmować cię w biurze.
-Własnego męża?
-Dla spółki jesteś osobą postronną. Ciesz się, że mam pracę i nie rób nic przez co mogłabym ją stracić.
Zmilczał, wiedział, że żona ma rację. Nie był jednak zachwycony tym, że Milareza potraktowała ich jak biedotę potrzebującą wsparcia, chociaż go potrzebowali.
================
Ogłoszono konkurs na asystenta namiestnika. Ponieważ na takim stanowisku pracowało już ich dwoje domyślił się, że chodzi o to, które z nich zostanie. Ona miała więcej szans ale sprawa nie była przesądzona bo Orfanta go lubiła a jej kuzynce wielka krzywda by się nie stała gdyby straciła tę pracę. Należało tylko wykazać, że jest lepszy albo raczej, że ona jest gorsza. Potrzebował jakiegoś jej błędu. Niestety wciąż to ona wyłapywała jego "błędy" i wskazywała co powinien w danej sprawie zrobić. Przez to zabierała mu dodatkowy dochód bo nie mógł czekać
aż petent doda mu energii jakimś drobnym prezentem czy wsparciem finansowym.
Przed konkursem to już całkiem nie mógł sobie na to pozwolić. Przeglądał za to uważnie sprawy prowadzone przez Milarezę. Do niczego nie można się było przyczepić. Wszystko bw terminie i porządnie załatwione. W końcu musiał jej podrzucić kukułcze jajo, co wymagało popracowania nad zmianami w rejestrach aby jak to górnolotnie określił - "wyposażyć podrzutka w metrykę".
W dniu konkursu zobaczył w wygodnej poczekalni sporo osób ale nie było Milarezy.
Ujrzał ją dopiero u Orfanty, wspólnie prowadziły rekrutację. Wyglądało na to,że stanowisko Milarezy jest niepodważalne, czyżby więc to jego chciano wymienić?
Wszystko było możliwe, Milareza mogła celowo najpierw dać zatrudnienie Nasefirze aby pozbyć się wyrzutów sumienia.
Pytania zadawała standardowe. Pokusił się o swobodny ton omawiając jak sobie wyobraża dalszą pracę i co powinien poprawić - to,że każdy ma niedociągnięcia to normalne - powiedział - ważne by je umieć naprawić - nawet tobie nie wyszła sprawa piecy grzewczych - zwrócił się do Milarezy.Orfanta chciała coś powiedzieć ale
Milareza leciutko uniosła dłoń w uspokajającym geście, po czym zapytała - jak dawno wiesz,że ta sprawa jest źle załatwiona?
Od razu wiedział, że to pytanie to nokaut ale próbował się bronić i też ledwo się odezwał wiedział,że nieudolnie, powiedział bowiem:- nie chciałem upominać własnej szefowej.
Nie zdziwił się słysząc słowa Orfanty - Błąd. I to poważny bo od tego jesteś asystentem aby, może nie upominać, lecz dawać rady szefowej. A tak na marginesie, Milareza już tę kwestię pieców grzewczych rozwiązała.
Omal nie podskoczył bo sprawa była wymyślona przez niego na podstawie narzekań niektórych pracowników, że w pałacu jest za mało pieców i zimą marzną.
-Sprowadziłam zdunów - wyjaśniła krótko Milareza. - Będę z tobą szczera - to ja byłam inicjatorką tego konkursu - bo nie podoba mi się twoja postawa moralna.
Prześwietna Orfanta mimo wszystko była po twojej stronie.
-Do wczoraj - powiedziała Orfanta - bo wczoraj mój syn mnie poinformował, że ktoś zmienia dane w służbowym autonocie a tego to nawet ja ci nie daruję. Szkoda bo lubiłam cię prawie jak syna.
-I nie będziesz miała wyrzutów sumienia zwalniając ojca rodziny? - Spytał Milarezę przed wyjściem.
-Ja? - Zdziwiła się bez gniewu - Poproś następną osobę.
========
-Oj się szefie przejmujesz - powiedział mu zajęty przy autonocie biurowym specjalista - pracy w arandii i u sąsiadów dla chętnych mężczyzn wystarczy.

-Walturku ty masz jakieś straszne zmartwienie - powiedziała Milareza - czy jesteś chory?
-Nie kochanie, raczej zmęczony.
-Pokochałeś inną kobietę?
-Nie coś ty!
-Nawet gdyby tak było powinieneś mi to powiedzieć. Możliwe, że się popłaczę ale cię nie zabiję więc mów.
Już płakała,objął ją ramieniem - nie, moja jedyna. Czuję się jakbym cię zdradził ale ani nie pokochałem ani nie byłem z inną kobietą. Zacząłem przyjmować moją rodzinę.
Pewnego dnia popijaliśmy i nagle stwierdziłem, że są tam też Szulada i Ferragan.
Zamiast ich od razu przepędzić piłem dalej a teraz ciągle mnie nachodzą. Ostatnio nocowałem u Tagunaka ale i tam mnie znaleźli i Taganuk stanowczo poprosił abym już więcej u nich nie nocował bo sam potrafi sobie dobierać gości.
Trzeba szybko naprawić mury i bramy a mnie wciąż wyskakują nieprzewidziane wydatki.
Coś muszę sprzedać, może nawet dom w Pistacjowygaju albo sieć introligatorni to
miałabym przy okazji mniej zajęć. Tylko ... Dobrze by było gdybyś jednak powiedział szwagrowi, że nie życzysz sobie jego wizyt.Przemyśl to.
-Może poprosiłabyś Rezerykę abym mógł zanocować w Siegridówce?
-Tam znajdą cię jeszcze szybciej niż u Tagunaka.
-Ale mogę zastrzec aby nikogo do mnie nie wpuszczano.
-Zrobimy inaczej. Ta naprawa musi być natychmiastowa. Likwidujemy fundusz awaryjny.
-Nie szkoda ci? Mogą być trudniejsze chwile.
-A skąd wiesz czy nie ryzykujemy życiem wszystkich mieszkańców Milwaltdomu?
Zresztą - dodała uspokajająco - niedługo napłyną nowe dochody to się fundusz na nowo otworzy.
Zrobili tak jak powiedziała i to najszybciej jak się dało. Dokupili sporo drogich głazów bo
nawet trochę powiększyli posesję no i dwa na inne cele. Milareza zdalnie sterowała maszynami idealnie przycinając i wpasowując nowe głazy i nową bramę.Milaryk założył nowe zabezpieczenia.
Ona zrobiła swoją część roboty w nocy.Maszyny pracowały cicho i nie potrzebne było oświetlenie, rozjaśniony obraz miała w domu. Milaryk pracował za dnia lecz jego maszyny były subtelniejsze a zresztą i tak nikt oprócz mieszkańców się tam nie kręcił.
-Co tu się odprawia? - Zapytał Enilioborian.
-Mur się naprawia - odrzekł niewidzialny Milaryk.
-Ale przecież tak było dobrze.
-Siostra i szwagier są innego zdania.
-To którędy ja teraz będę wychodził?
-Przez bramę.
-Też wymyśliliście.
-Podobno będziesz wolał wejście przez teatr. Idź już do siebie bo mnie rozpraszasz.
-Jeszcze wczoraj nie było ich stać.
-Przesadzasz. Przedwczoraj zlikwidowali fundusz awaryjny.
-Musieli się tak śpieszyć?
-Tak bo was tu jacyś niebezpieczni natręci nachodzą.
-A kaczki by ich pokopały. Mogli powiedzieć, że sobie nie życzą.
Milareza nawet nie wiedziała jak ogromne wrażenie zrobi na niektórych winowajcach nazwa "FUNDUSZ AWARYJNY" Enilioborian należałdo winowajców bo okazał zrozumienie Ferraganowi twierdzącemu,że nigdy nie poczuje się pełnowartościowym człowiekiem jeśli Milareza mu nie wybaczy. Najpierw chcieli urobić Walturiana aby wpłynął na żonę. Niestety po pierwszym udanym spotkaniu i paru najściach Walturian uciekł do Tagunaka.
Enilioborian próbował tłumaczyć Ferraganowi, że nie powinien za nim leźć skoro ten przed nim ucieka, uległ jednak naciskom i podał adres. Przez to jeszcze Tagunak wściekł się na Walturiana - nie dość, że przyjmuje na mój koszt gości w moim domu - powiedział - to jeszcze takiego typa co mu żone i dziecko chciał zabić.
-Może gość chce się jakoś zrehabilitować?- Nieśmiało podsunął Enilioborian.
-Popijawami z Walturianem? Niech on się lepiej rehabilituje wspierając biednych.
I jeszcze na dodatek moja żona jest przyjaciółką Milarezy! No w jakiej on (Walturian) stawia nas sytuacji?!
Drugim, którym fundusz awaryjny wstrząsnął był Ferragan. Nie, nie dlatego aby jemu czy komukolwiek żal sie zrobiło, że Milareza ma takie wydatki, chodziło raczej o jej determninację, o to ile gotowa była zrobić by się przed jego wizytami zabezpieczyć.
Na dodatek dowiedział się tego w strasznych okolicznościach. To było sześć dni po naprawie płotu: jego mała córeczka wpadła buzią w kałużę, szybko ją podniósł ale miała dziwny oddech, kazał żonie owinąć w kocyk i bryczką pognali do Milwaltdomu.
Zaalarmowany Enilioborian wybiegł do nich i odebrał dziecko mówiąc - nie wejdziecie.
Milareza naprawiła płot a w jesteście niewpuszczalni.
Sklął ich paskudnie nim zdecydowali się oddać maleńką.
- Teściową Walturiana wezwę na pomoc, przez wizjofon powie co robić-tłumaczył. Ferragan właśnie na to liczył ale chciał sam przemówić do tej kobiety, wzruszyć ją, uprosić, choćby miał przed nią klęczeć, gotów był ją wychwalać za dobre serce, mówić, że jest świetnym lekarzem, że tylko w niej cała nadzieja.
Pozbawiony tej szansy stracił wiarę, że jego dziecko uzyska pomoc. Usiadł na stopniu bryczki i płakał. Blisko osiem arli temu teściowa Walturiana zajmowała się w tym domu z pomocą automeda ranną córką i wnukiem a on był winny ich krzywdzie.
-Może tak jest lepiej - powiedziała cicho Szulada - może nawet nie wie czyje to dziecko.
Trochę go to uspokoiło ale i tak czas czekania wydał mu się wiecznością. Wszelkie próby wtargnięcia na posesję kończyły się niepowodzeniem.
Wreszcie Enilioborian w dużej asyście odniósł im śpiące dziecko, oddychało już normalnie i miało uroczą minkę.
-Nie wiedziała, że to moje? - Zapytał.
-Coś ty głupi? A jak miałem jej wytłumaczyć dlaczego nie ma z nim rodziców? I nie rób takiej miny jakbyś się dziwił, że lekarz ludzi leczy.
-Naprawiła mur specjalnie po to abym tu nie wszedł?
-Tak, ale Milareza.
-A niby o kim mówię? Jasne, że Milareza a ja już sam postanowiłem nie przychodzić skoro Walturian się przede mną chowa.
-Szkoda,że najpierw polazłeś za nim do Tagunaka.Wyobraź sobie zlikwidowali fundusz
awaryjny byle płot naprawić.
-Aż tak?
-Aż tak. Była gotowa sprzedać wszystkie swoje zakłady gdyby ktoś je tak szybko kupił i zaraz zapłacił.



Netusia przeżywała swoją "wielką tragedię" Tak to przynajmniej z emfazą nazwała. Nauczycielka oskarżyła ją o to, że jej wykonany w domu rysunek jest niesamodzielny.
Wstrząśnięta takim oskarżeniem dziewczynka natychmiast pobiegła do siostry.
Tali właśnie bardzo dobrze szło rozwiązywanie zadania matematycznego. Robiła wręcz
furorę wykonując do niego piękne ilustracje i ciekawie z przejęciem godnym wspaniałej
baśni wszystko objaśniając. Nauczyciel będący zarazem dyrektorem szkoły uśmiechał się z zadowoleniem i nagle wpadła wstrząsana spazmami Netusia.
Tali cisnęła kredę i oświadczyła - zaraz tam pójdę, dowiem się co ci zrobili i łby poukręcam!
Dyrektor aż podskoczył z wrażenia, co gorsza uświadomił sobie, że to od niego się tego nauczyła.
-Tali siadaj! - Krzyknął - Niech się najpierw siostra uspokoi.
-Nie siostra tylko siostrzyczka - odpowiedziała Tali i wyszła zabierając Netusię.
Dopiero na początku następnej lekcji wróciły ale już w mało walecznym nastroju.
-Miałeś rację - powiedziała co go od razu przychylniej nastawiło - trzeba było usiąść i
poczekać.
Tali była ulubienicą dyrektora więc dużo był jej gotów wybaczyć, więcej oburzenia widniało na twarzy damy klasowej.
-No i co się stało? - Zapytał.
-To będzie największa afera w historii tej szkoły! - wyjaśniła z przejęciem, które go zawsze
u niej bawiło
-No to mów, może coś pomogę.
-Nikt nie pomoże. Dostojna nauczycielka oskarżyła Netusię, że jest oszustką i przynosi na lekcję cudze rysunki. Kazałam Netusi natychmiast narysować na tablicy taką samą świnkę jak na kartonie a wiesz co ona zrobiła?
-Bo mogła mi sama kazać narysować a nie zaraz mówić, że oszukuję - broniła się Netusia.
-Narysowała świnkę w sukience dostojnej nauczycielki! No ja krzyczałam, żeby tego nie
robiła ale Netusia była tak ogromnie rozgoryczona, że nic jej nie mogło powstrzymać!
-Nooo - przyznał wyhamowawszy śmiech - afera.
-To nie wszystko! Dostojna nauczycielka kazała nam natychmiast wizjofonować do mamy.
No to trudno zawizjofonowałam i co tam widzę?
-No co?
-Znamienity Koror prowadzi naradę! Wyobrażasz to sobie?
-Bo mogła nam kazać zawizjofonować do taty - odżegnywała się od wszelkiej winy Netusia - tata co najwyżej prowadzi lekcję.
-Czyli jeszcze nie miałyście okazji nic rodzicom wytłumaczyć?
-Jak to nie? Przecież mamusia od razu zapytała co się stało. A Netusia powiedziała, że
przeżyła ogromną tragedię i wszystko opowiedziałyśmy. Mamy tu siedzieć i czekać aż się
Dewanda po nas zgłosi bo oczywiście po takim występie nikt nas w tej szkole nie zechce trzymać. Trochę mi będzie szkoda się z wami pożegnać bo bardzo was polubiłam ale trudno mamusia znów będzie nas sama musiała uczyć.
-Mamusia,mamusia -dwakroć podskoczyła z radości Netusia.
-A nie tatuś? - Spytał.
-Nie coś ty, tata to najwyżej historii albo śpiewu. a matematyki to mama bo ona najpiękniej rysuje.
-No - przyznała Netusia - powiedz jeszcze o obrazach.
-Kiedy uciekaliśmy z Degeden to mama zostawiła swoje obrazy na ścianach bo myślała, że są bezwartościowe i co?!
-I co? - Powtórzył z zaciekawieniem.
-Zostały zrabowane i sprzedane za duże pieniądze!

- No, i tak się przejmujesz, że nie mamy dzieci - powiedział Milaryk do Kniei - zazdrościsz, że twoje siostry rodzą bez problemu a ja teraz mam szansę na wielką karierę.
-Przecież ty już robisz wielką karierę, jesteś cenionym inżynierem, chyba nawet najlepszym.
-Ale ja zawsze chciałem robić karierę w polityce i co się okazuje? Orfanta z przyczyn zdrowotnych rezygnuje z funkcji namiestnika. A kto jest lepszym kandydatem niż syn byłego aranda?
-Córka i to adoptowana. Przecież widać, że ją przygotowują.
-Kobieto a o czym ja cały czas mówię?
-O tym, że nie chcesz mieć dzieci.
-Nie! O tym, że Milareza może je mieć.
-Szczęściara!
- Nie, to ja jestem szczęściarzem.Uwielbiam Milarezę. Wyczyściła przede mną urząd, nikt by mi tego lepiej nie załatwił. Rozwiązała parę problemów i jeszcze znów mnie zrobi wujkiem. Uwielbiam być wujkiem. Ma się brzdące bez zobowiązań. Oczywiście będę się z nią konsultował bo to mądra kobieta.
Milaryk był w euforii i na uroczysty obiad u matki ubrał się wyjątkowo elegancko.
Miała im coś ważnego do zakomunikowania: Zostałam szefem zarządu arandii.
-Zarządu? - Zdumiał się Andzio.
-Tak, oprócz mnie w skład wchodzą Kordian i Milareza.
W ten sposób Milaryk dostał odpowiedź, kto jest lepszym kandydatem niż syn byłego aranda - syn aktualnego.
Wydawało mu się, że to kompletny smarkacz a on był już dorosłym mężczyzną, tyle że bardzo młodym. Milaryk w duchu stwierdził, że głupotą było nie brać go pod uwagę, przecież kiedyś musiał dorosnąć.

Milareza szybko się przekonała, że nie znajdzie czasu na zrobienie mebli. Rezeryka znalazła rozwiązanie. Poprosiła Milaryka aby na meblach Milarezy nauczył Irbisa stolarki.
Założyli nawet spółkę "Rezaryk" i Milaryk faktycznie pokazał Irbisowi jak robić programować maszynę tak aby cięła deski według projektu Milarezy a potem je łączyć.
Tyle, że gdy meble były gotowe namówił ją - te sprzedajmy a za uzyskane pieniądze kupimy dosyć drzewa i na twoje meble i na następne do sprzedania.
Musiała mu przyznać rację. Niestety Irbis choć nie należał do spółki z niejasnych przyczyn nabrał przekonania, że ten zakład jest jego i ze wszystkiego zakupionego drzewa zrobił meble dla olbrzyma.
Był pewien, że olbrzymy istnieją i ktoś powinien robić dla nich meble.
W ramach odbioru drobnej części swojego drzewa Milareza zabrała trzy łóżka uprzednio
poskracawszy im nogi i jeden z boków.
Irbis pobiegł z tego powodu do matki na skargę.
-Synu, przecież to ona ma prawo mieć pretensje, mieliście jej zrobić takie meble jakie chciała - oznajmiła Rezeryka.
-Mogła poczekać aż olbrzymy kupią swoje meble.
-Nie było takiej umowy.
-Mogła się umówić.
-Umowa była taka, że robicie dla niej meble.
-Zrobiłem, po co ucięła nogi?
-Żeby jej dzieci z tego nie pospadały i się nie pozabijały.
Łóżka stanęły w degedeńskim Milwaltdomu każde niewyciętym bokiem do ściany.
Zastępował wezgłowie. Na jednym ułożyła trzy posłania dla chłopców, na drugim dwa dla dziewczynek. Wiernyszek miał spać razem z rodzicami ale na swoim oddzielnym posłaniu.
-Jaka szkoda mamusiu, że obcięłaś te piękne nogi, wchodzilibyśmy po drabinie - stwierdził Karuś.
-Musiałabym też wchodzić aby poprawić wam kołderki a to niebezpieczne dla dzidziusia - wyjaśniła.
Gdy przed snem przyszła zobaczyć jak się śpi dzieciom zauważyła, że w poprzek wielkiego łoża w jednym pokoju śpią cztery dziewczynki, w drugim pięciu chłopców bo nawet Wiernyszkowi ktoś pomógł przenieść posłanie.
-Cud, że Szarn z nimi nie śpi - powiedziała mężowi.
-Przynajmniej oni będą mieli to coś wykorzystane - odrzekł z myśląo zbyt wielkich łóżkach.
============
Rano usłyszała jak Tolo mówi do Karusia - nie no jednak szkoda,wielka szkoda,że Milareza ucięła mu nogi, przecież jesteśmy za dorośli aby nam kołdry poprawiać.
-Wiernyszek nie jest.
Z bardziej dorosłymi to się jednak czasem trudno dogadać.
-A ja bym dzisiaj spadł jak musiałem wstać w nocy - oznajmił Siegrid - dobrze, że było nisko, mama wie co robi.
Zawizjofonowała do Milaryka i zapytała czy już sprzedał wszystkie łóżka.
-A ile chcesz?
-Jedno ale bez ucinania nóg, doróbcie mu drabinkę, będzie obiektem zabaw moich dzieci.
-A chcesz może stół?
-Nie, wystarczy łóżko.
-To przyślę ci jeszcze biurko i dwa krzesła.
-A na co ... A to przyślij.
-I będziemy kwita z drzewem. Szafa jedna poszła, będzie schowkiem na narzędzia ogrodnicze. Stół przyślę ci gratis, przyda się na wielkie imprezy.
-Milaryczku litości, na wielkie imprezy to weź go sobie tylko skróć nogi i wytnij koło po środku. Możesz sobie nawet wmurować koło domu.
-To Irbis zobaczy i się popłacze.
-A jak przyślesz do mnie to się ucieszy, że sprzedane i zrobi nowe.
Milaryk zmarkotniał.
Biurko wykorzystała jako bieliźniarkę, krzesła z blaszkami zawierającymi nazwę warsztatu ustawiła w holu teatru.
Łóżko do zabawy na podwórzu, pomalowała je farbą ochronną i ustawiła piszczki ostrzegające każdego kto by się chciał do niego przedwcześnie zbliżyć.
Akurat przyszła w odwiedziny dyrektorka tutejszej szkoły pierwszego stopnia. Zaintrygowało ja to wielkie łoże.
-Świeżo malowane - ostrzegła Milareza, zaraz czujniki będą piszczeć żeby nie podchodzić.
-A dlaczego ono jest takie wielkie?
-To popis świeżo wyuczonego stolarza. Chłopcy bedą się tu bawić.
-A ja w sprawie dzieci. Czy nie powinny chodzić do szkoły?
-Nie, zdadzą egzamin państwowy.
-To nie za duże obciążenie?
-Staramy sie aby dzieci dobrze opanowały materiał, zresztą część chodzi do szkoły na Meduzie.
-Zdawało mi się, że teraz będziecie mieszkać tutaj. A ponadto nie uczęszczają też i ponoć
z twojej woli Aldmara, Toland i Nolaja.
-Tak opłacam dla nich dwie guwernantki.
-Nie uważasz, że jest to takie popisywanie sie bogactwem?
-Nie. Po prostu tutaj przeżyłam najokropniejsze chwile mego życia i nie byłabym spokojna gdyby dzieci długo przebywały same po za domem.
-Nie przesadzasz? To takie trochę histeryczne.
-Mimo to dzieci zostaną w domu.
-Całe życie nie będziesz ich ochraniać. -Miała tak niesympatyczną twarz, że Milarezie wyrwały się słowa - to groźba?
-Słucham?
-Moje dzieci nie będą chodzić do tej szkoły.
-Jeszcze zobaczymy.
Milareza zastanawiała się co takiego może zrobić ta kobieta. Niby nic, Milareza miała
prawo uczyć dzieci w domu i żadne władze nie mogły jej tego zabronić.
No chyba, że ktoś by udowodnił zaniedbanie dzieci pod względem edukacji ale przecież nie były zaniedbane.
Wkrótce Aldusia zdawała egzamin. Milareza powiedziała jej - wybierz sobie najsympatyczniejszego egzaminatora i mów do niego.
Początkowo Aldusia mówiła do niej a gdy nabrała pewności siebie zaczęła mówić do dyrektorki, która przecież wcale nie była miła i od początku usiłowała Aldusię zdeprymować.
-Dlaczego tak sie we mnie wpatrujesz? - zapytała wreszcie.
-Bo Milareza kazała mi wybrać kogoś najsympatyczniejszego i do niego mówić.
To na chwilę wytrąciło dyrektorkę z pantałyku potem zapytała - mówisz na mamę Milareza?
-Milareza nie jest moją mamą.
-Przecież o ciebie dba, pewnie jej przykro, że tak mówisz.
-Na pewno nie - odpowiedziała dziewczynka - bo wie, że ją też lubię.
Milareza szeroko się uśmiechnęła, to była parafraza jej własnych słów.
-Tak - powiedziała - a ostatnie pytanie brzmiało ...
W ten sposób skierowała sprawy na właściwe tory. Dyrektorka już nie przeszkadzała.
Aldusia zdała bardzo dobrze.
Jeden z egzaminatorów podszedł do Milarezy i powiedział - podoba mi się, że nie zmuszasz dzieci do nazywania siebie mamą, mamę się ma tylko jedną. No i rady też jej udzieliłaś dobrej. Choć sądzę, że ona ją po swojemu zastosowała. Uśmiechnęli się do siebie i już głośniej powiedział - gratuluję wychowanki.

 

 

Aldmara była bardziej wdzięczna Milarezie niż jej rodzeństwo. Wciąż pamiętała jak bardzo płakała gdy Elanuma wywiozła jej rodzeństwo a tylko ją zostawiła do pomocy.
A potem zobaczyła wyciągnięte ku sobie ramiona i serdeczną twarz. Później gdy byli w rodzinnym domu Elanuma kpiła, że Alda jest łatwowierna a ona pomyślała, że Elanuma takich rzeczy nie rozumie bo jest bez serca. Tylko dla Szerjana je ma, dla nikogo więcej.
Nagle przyjechał ojciec z Szerjanem i ciotką Tabezalią . Nie był umówiony a chciał się koniecznie widzieć z Leonką.Leonka tymczasem prowadziła lekcję historii w szkole. Walturian robił to samo w innej szkole.
Milareza też prowadziła lekcję - geografii z wszystkimi dziećmi, domowymi i zaprzyjaźnionymi, także takimi o które nikt się nie martwił, że są edukacyjnie zaniedbane. Dawała im wesołe zadania, dobrane do każdego indywidualnie.
W tej sytuacji gości przyjęły Laroka i Sewilanta. We dwie bo mające wolne opiekunki i guwernantki zajmowały się swoimi sprawami jedna praniem, druga czytaniem, trzecia pielęgnowaniem urody, czwarta przygotowaniem się do lekcji. Wuj Enilioborian pracował koncepcyjnie wylegując sie na wielkim łożu olbrzyma. Wuj Tagunak miał w teatrze próbę chóru i dziś on zajmował scenę a wujek Nattufor ćwiczył ze swoim zespołem tańce w holu teatru.
Wszystko było fajnie do powrotu Leonki. Gdy tylko ojciec i ciotka wyłożyli jej swą sprawę rozpłakała się i pobiegła do Milarezy, która już nie prowadziła lekcji tylko smażyła powidła. W wielkim kotle bo potrzebowali dużo powideł.
Później tatuś im wytłumaczył, że Elanuma bardzo, źle się w stosunku do niego zachowała więc musiał ją przepędzić. Był pewien, że teraz Leonka się nimi zajmie ale ona nie chce a mógłby je zabrać do domu gdyby zgodziła się wyjść za niego za mąż.
-Tak by się należało - powiedziała Tabezalia - ale Leonka jest egoistką.
Przyszła Milareza i zapytała ojca czy naprawdę chce tak nagle zabrać dzieci.
-To moje dzieci - odrzekł.
-Tego nikt nie neguje ale ten pomysł ze zmuszaniem Leonki do małżeństwa jest zły. Ona kocha kogo innego, ma inne plany życiowe. a gdy się tak szczerze zastanowić to mało czasu upłynie i dzieci wyfruną z domu w świat. Aldusia może wyjść za mąż nawet za dwa arle. I co później? Leonka zostanie z mężem, którego nie kocha i złamanym sercem?
-No te dzieci to może i szybko dorosną - zgodziła się Tabezalia - ale jest jeszcze Szerjan, też syn siostry.
-On też może tu zostać.
-To przyjedzie Elanuma i go zabierze - protestował ojciec.
-Niestety, jest taka możliwość - zgodziła się z nim Milareza - to matka, ma prawo do dziecka. Są różne wyjścia z sytuacji. Możesz wybaczyć Elanumie albo poślubić kobietę, która cię zechce, albo wynająć opiekunkę.
-A skąd ja wezmę pieniądze na opiekunkę?
-A czyż żony nie musiałbyś utrzymać?
-Z żoną to jest inaczej.
-Żona też musi zjeść i się ubrać.
-No ale żona to i ugotuje, i upierze, i w ogóle...
-Wobec tego rozejrzyj się za żoną ale Leonkę zostaw w spokoju bo dlaczego ma być nieszczęśliwa?
-A co ty jej tak bronisz? - Zaprotestowała ciotka - niech się nie chowa tylko sama prosto w oczy nam powie, że nie chce spełnić obowiązku wobec dzieci bo ich nie kocha.
-Dzieci kocha, nie kocha ich ojca. Aldusi też bym broniła.
-Och - wyrwał się Aldmarze jęk, do tego momentu nie wiedziała co sądzić o tej sprawie ale teraz już tak - ja całkiem rozumiem ciocię Leonkę - oświadczyła.
-Mam nadzieję, że ty szybko nie umrzesz - powiedziała jej Nola - bo mnie sie może wcale twój mąż nie podobać.
Ojciec jakby się co do Leonki uspokoił ale zdecydował, że oni są mu potrzebni do pomocy bo sam z małym dzieckiem sobie nie poradzi. Na próżno prosili oni i Milareza aby pozwolił im chociaż wziąć udział w przygotowywanym we współpracy z wujkiem Enilioborianem i ciocią Lalottą spektaklu. Byli mu potrzebni już zaraz.
Milareza przystąpiła więc do pakowania kufrów i tobołów a ciotka do przeglądania rzeczy. Milareza zagapiła sie na nią tak, że wreszcie ciotka poczuła sie skonsternowana.
Wtedy Milareza powiedziała - Aldusiu spakujcie tylko po sześć kompletów ubrań do walizek bo przecież nie będziesz tego w balii prała, raz w szestnicy ktoś wam dostarczy ubrania na wymianę a brudne zabierze do prania.
-Co ty myślisz, że ktoś to ukradnie? - Zapytała ciotka.
-Daj spokój - odrzekł ojciec - przecież w domu nawet nie ma miejsca aby to pomieścić.
Aldmara, zawsze wpatrzona w Milarezę, zabrała jak najmniej swoich rzeczy. Tolo wpatrzony w starszą siostrę poszedł za jej przykładem, Nola wpakowała wszystkie swoje zabawki, ozdoby i pantofle bo tego sie przecież nie pierze.
Szybko się okazało, że na głowę Aldy spadła nie tylko opieka nad małym bratem ale też prowadzenie domu zaś Tolo i Nola mieli jej pomagać ale nie mieli czasu bo chodzili do szkoły.
-Ja też chcę chodzić do szkoły - powiedziała rozżalona.
-Ty? Przecież ci tyle nauki nie potrzeba a zresztą zawsze byłaś tępa - wtrącił sie wujek Czedolut.
-Bardzo dobrze zdałam egzamin państwowy.
-Bo pewnie Milareza za niego zapłaciła.
-Nieprawda! Sam jesteś tępy! Za egzaminy się nie płaci, egzaminy się zdaje! (Płaciło się ale nie za wynik) Nawet jeden nauczyciel powiedział,że jestem pierwszą znaną mu dziewczyną, która tak świetnie zna geografię!
-Tak? - Wujek sięgnął po atlas stojący wśród ich książek - to pokaż mi gdzie leży Jaksalania.
Otworzyła właściwą mapę i oznajmiła - to jedna z tych wysepek.
-Ho ho - zaśmiał się wujek - zobacz moja panno uczona, to jest Jaksalania.
Na zupełnie innej mapie pokazał sporą wyspę.
-Nie, to jest Joksolania - oświadczyła.
-No a o co pytałem?
-O Jaksalanię - Wtrącił się Tolo - Aldusia ma rację - to jest jedna z tych wysp - znalazł z powrotem archipelag, odszukał wyspę i wskazał - ta! Właśnie ta.
-Młodszy od ciebie i umiał znaleźć - zaśmiał sie wujek - żadna z ciebie wielka uczona.

Milareza siedziała za biurkiem przy oknie. Jej gabinet znajdował sie wysoko i widziała z niego część swego wielkiego podwórza, zamkniętego ustawiomym tyłem magazynem zdunów. Między domem a magazynem stał wielki okrągły stół a właściwie dwa stoły o kształcie półpierścieni. Milaryk uznał za bardzo dobry pomysł wycięcie w środku koła i postanowił dodatkowo wyciąć z jednej strony przejście dla obsługi. Irbis dołożył coś od siebie - uznał,że jeszcze lepiej jeśli będą dwa dojścia. Wyciął takie koło jak kazał Milaryk a następnie przeciął ogromniastą, mechaniczną piłą stół wzdłuż średnicy, z tym zamiarem, że przetnie go jeszcze raz tak by powstały dwa przejścia.
Jedno cięcie wystarczyło. Pobiegł do Milaryka i zwymyślał go za głupi projekt.
-Spokojnie,spokojnie - powiedział Milaryk - to się jeszcze naprawi.
-Ale jak?
-Milareza mówiła, że nogi mogą być zabetonowane, czy coś w tym sensie.No to wywiercimy dół, wlejemy masę plastyczną a potem to już tylko trzeba te kawałki stołu równiuteńko na przeciw siebie ustawić i dodać podpory. Twój kochany brat już chyba nawet wie jak tego nie sfuszerować.
Milaryk nigdy nie zamierzał zbierać tego stołu do siebie, uważał,że jego podwórze jest stworzone do innych celów ale u Milarezy, która ma tak wielką rodzinę i rzeszę przyjaciół to się sprawdzi.
Gdy tylko przybyła do Arbland, przybiegł Irbis i jej wyjaśnił, że Milaryk głupio zaprojektował stół bo chciał dojście a dojścia powinny być dwa, żeby jedną stroną wchodzić a drugą wychodzić, przez takie głupie pomysły stół się przeciął ale na szczęście wymyślili jak to naprawić.
Stoły były ustawione tak równiuteńko jakby były tylko jednym stołem z dwoma dojściami do środka.
-Niepotrzebnie zrobiliście te dojścia - oznajmił Irbisowi Magnoliusz - bo nie można biegać w koło.
Dla Tali to nie był problem. Milareza właśnie zauważyła córeczkę przeskakującą ze stołu na stół i otworzyła okno by ją skarcić, gdy rozległ się gong milanderłącza.Zerknęła na ekran i powiedziała - Aldusia do nas gwiżdże.- Tali natychmiast zeszła ze stołu. Zanim dobiegła do gabinetu matki Aldusia zdążyła naskarżyć na zaszokowanego takimi udogodnieniami komunikacyjnymi wujka, że ją wyśmiewa bo pokazała tylko archipelag w którym znajduje się Jaksalania a Tolo umiał wskazać wyspę i teraz wujek mówi, że ona jest tępa a sam w ogóle nie wiedział, że istnieje Jaksalania.
-Poproś wujka aby pokazał gdzie jest Caitiz - poradziła.
-No właśnie wujku - pokaż Caitiz - zażądała uradowana Aldusia.
-Ty nie jesteś od przepytywania wujka - odrzekł zirytowany wujek - Tolo pokaże.
-A ja nie wiem gdzie ta wyspa leży i czy w ogóle istnieje - odrzekł chłopiec.
-No bo właśnie nie istnieje - odrzekł dumnie wujek. Milareza dobrze wiedziała, że ten akwen Aldusia znajdzie i rzeczywiście dziewczynka tylko się zaśmiała i go odnalazła.
-No i kto jest tępakiem? - Zapytała.
-Nie powinnaś tak mówić do wujka - oburzył się Argiż.
-To prawda Aldusiu - przyznała Milareza - ale wujek też nie powinien tak mówić do ciebie.
-A kto mówi na Aldusię tępak? - Oburzyła się Tali - u nas w domu to było nie do pomyślenia.
-No właśnie - przyznała Aldusia.
Z Tali to sobie Milareza o skokach później porozmawiała.

Pod Milwaltdomem w Czżikicharze stanowiącym od czasów Ramberta dzielnicę Degeden, zebrała się grupa protestujących z łomami, które odskakiwały od muru nie czyniąc mu szkody. Na szczęście znaleźli sie też obrońcy. - Ludzie czy wyście zgłupieli? - krzyczał Ferragan - przecież jeśli te dzieci uciekły to nie bez powodu. Już ja znam takich tatuśków, którzy zmuszają dzieci biciem do niewolniczej pracy. Najpierw się dowiedzcie o co
chodzi bo na pewno się okaże, że Milareza jest niewinna a wy jesteście bandytami.
Wezwijcie naczelnika, niech on sprawę zbada.
-Przecież Walturian mieszka tu od urodzenia - poparł go wieśniak, którego synowie rozciągnęli kiedyś sznur na drodze, którą miała jechać Milareza - Milarezę też już od dawna znamy, zrobiła wam co złego? Bo mnie dziecko uratowała. Ferragan dobrze mówi, od dobrego ojca dzieci by nie uciekły.
Nagle rozległ się wszędzie słyszalny głos - nazywam się Koror Tolimańczyk, jestem władcą potężnego kraju. Napaść na dom mojego urzędnika wysokiej rangi potraktuję jak wojenną zaczepkę. A z tego co mi wiadomo dzieci o które chcecie walczyć wcale tam nie ma. Właśnie wdrażamy poszukiwania ale gdy znajdziemy, nie oddamy ich bez wyjaśnień. Może nawet wystąpimy o odebranie ich ojcu lecz najpierw wyjaśnimy co im się stało.
-Ty, jak dzieci nie ma to może ten tatusiek je pozabijał a teraz udaje, że szuka - zwrócił się
jeden z wieśniaków do drugiego. Argiż się przeraził.
-Wszystko wyjaśnimy z naczelnikami obu miast - powiedziała niewidoczna Milareza - a teraz proszę się rozstąpić i przepuścić dzieci.Właśnie przybyły, mają prawo coś zjeść, odpocząć i złożyć wyjaśnienia. - Na oczach zaskoczonego ojca, niedawno życzliwy mu tłum przepuścił ledwo wlokące
się dzieci a jemu uniemożliwił dojście do nich.
-Argiżu - powiedziała wprost do niego - skoro dzieci dotarły dużo później niż ty to na pewno są głodne i zmęczone. Nie załatwimy więc dziś tej sprawy. Zgłoś swojemu naczelnikowi aby zwrócił się do naczelnika Degeden o wyznaczenie terminu rozmowy a teraz wracaj do siebie. Dzieci są bezpieczne. Cała czwórka.
Oczywiście przywlokły ze soba na wózku Szerjana bo przecież uciekając nie mogły go samego zostawić. Aldmara miała dobrze ukryte pieniądze bo nie wydawała wszystkiego co jej Milareza dawała na własne zakupy, robione zresztą pod okiem opiekunek bo dzieci nie mogły same opuszczać Milwaltdomu. Trochę dołożył też Tolo i starczyło na dyliżans.
Argiż nie wpadł na tak prosty pomysł, że dzieci mogły jechać dyliżansem. Cwaniara Aldmara napisała na kartonie jakiś adres degedeński i nazwę miasta w którym mają wysiąść, a za nim wsiadła ucałowała zdumioną tym zachowaniem staruszkę. Pieniądze miała odliczone i podała je w węzełku, pokazała też kartonik. -Najpierw mamy dojechać tu - wskazała miasto na trasie dyliżansu - a potem wsiąść do drugiego dyliżansu i dać drugi węzełek.
-A kto tak dzieci same wysyła? - Spytała jakaś pasażerka.
-Taka jest życiowa konieczność - odpowiedziała Alda a inna dama objaśniła - to Gotyanna - nie ma sił się wnukami zajmować z powodu reumatyzmu.
Dama ta musiała widzieć kogo ucałowała Alda a resztę sobie "dośpiewać" Dzieci rzeczywiście pojechały jeszcze drugim dyliżansem tym razem już pod opieką pasażera, który też tu się przesiadał. Później miały jeszcze sporą drogę do przebycia z przystanku dyliżansów w Degeden do domu.
Argiżowi nawet przez myśl nie przemknąło, że dzieci mogły jechać dyliżansem, nie wiedział, że mają pieniądze, spryt i odwagę. Był pewien, że zabrała je Milareza pojazdem latającym.
Wyruszył za nimi, niewiele później a że znał skróty i jechał prosto do celu dotarł dużo
wcześniej.
===========
Naczelnicy się nie śpieszyli, zwłaszcza ten z Letwal od, którego najwięcej teraz zależało.
Tymczasem przyjechała Elanuma i chciała odzyskać dziecko.
-Masz obowiązek mi je wydać - jestem matką - powiedziała - a ty nikim.
Milareza była teraz w Degeden. Miała wprawdzie więcej czasu spędzić w Pistacjowygaju ale w zaistniałej sytuacji Koror pozwolił jej powrócić i zająć się dziećmi. Mimo to odpowiadała przez mikrofon przez co więcej osób słyszało jej oświadczenia.
-Nie masz racji, sprawa jest w tej chwili w gestii naczelników, i ja wręcz nie mam prawa wydać żadnego z dzieci, dopóki oni sprawy nie rozpatrzą. Jeżeli chcesz być brana pod uwagę zgłoś się jak najszybciej do naczelnika Letwal.
Dała się jednak uprosić i wpuściła Elanumę by mogła spędzić odrobinę czasu z dzieckiem.
Potem sama odwiozła ją do jej miejsca zamieszkania jeszcze raz przykazując by jak najszybciej zgłosiła sie do naczelnika.
Przy okazji zobaczyła wyglądającego przez okno mężczyznę i zauważyła tak istotne podobieństwa między nim a Szerjanem, że tylko przez nadmiar ostrożności nazwała w duchu podejrzeniem to, że właśnie on jest ojcem malucha.
Fakt że naczelnicy się nie śpieszyli nie znaczył, że ona nie wiedziała co się stało. Początkowo bała się, że dzieci mogły zostać pobite ale wyszło na jaw, że to Nola pobiła dziecko.
-Za co? Bo ciotka Tabezalia oddała mu a raczej jej (bo to była dziewczynka) ukochaną lalkę Noli - Tori, szytą jeszcze przez jej matkę.
Milareza dobrze wiedziała, że żadna z piekniejszych, ofiarowanych przez nią lalek nie zabierze w sercu dziewczynki miejsca Tori, toteż dbała o nią, prała i naprawiała wszelkie powstałe z upływem czasu uszczerbki. Podobnie dbała o Kaczora- Pirata.
Tymczasem ciotka sprosiła rodzinę i zaczęła jej wydawać rzeczy dzieci , zostawiła im tylko po trzy ubrania bo przecież nie muszą codziennie zakładać czystych a i tak dostaną inne z Degeden.
Najwięcej do zrabowania miała Nola ale dopóki ciotka nie wzięła jej Tori, tylko płakała.
Ciotka i inni kpili sobie, że taka skąpa. Ciotka jedną lalkę, tę najpiekniejszą jej zostawiła ale zabrała Tori i wtedy Nola nie wytrzymała, złapała małą dziewcznkę za włosy, walnęła nią o ścianę, kopnęła i nim ktokolwiek zdążył zareagować zabrała lalkę.
Ciotka już sie zbierała do wygłoszenia reprymendy, kiedy Aldusia wrzasnęła na dziewczynkę trzymającą kaczora - oddawaj!
Mała natychmiast go oddała zaś Aldusia podała bratu.
-Sweter mojej mamy - wrzasnęła na jedną z ciotek - już! -I sweter też dostała.
-Śmieszni jesteście - powiedział wujek Czedolut podczas gdy matka pobitej dziewczynki oglądała z uwagą dziecko - na co chłopcu pluszak?
-Będzie miał swoje dzieci - odpowiedziała Alda - to da im pamiątkę po ich babci.
-No właśnie - potwierdził Tolo - to jest pamiątka po mojej mamie a wy jesteście złymi ludźmi.
-To trzeba było mówić a nie bić dziecko - z płaczem powiedziała matka pobitej.
-To niech sobie na przyszłość zapamięta, że nie wolno kraść! - Odpowiedziała Nola.
Oczywiście dziewczynka była najmniej winna i Milareza starała się to uzmysłowić Noli.
-Czy nie dlatego ją pobiłaś, że była najsłabsza i na nikim innym nie mogłaś się wyżyć? - Zapytała.
-Niech nie kradnie - upierała sie Nola.
-A jednak lepiej by było gdybyś odważnie powiedziała, że Tori jest pamiątką po matce -
odpowiedziała Milareza kończąc tym sprawę - na drugi raz weź to Nolusiu pod uwagę.
===========
Ponieważ Elanuma napierała, wyznaczono wreszcie termin rozmowy w sprawie dzieci.
Wyznaczono też miejsce - Letwal.
Gdy w sali posiedzeń omawiano powód ucieczki dzieci, zostały wszystkie oskarżone o pobicie Drasanleki.
-To wcale nie tak było - oświadczyła Nola - ja sama ją pobiłam bo nikogo innego nie mogłam a oni nam wszystko kradli i się z nas śmiali, a Dransleka miała moją Tori, a Tori to jest pamiątka po mojej mamie a potem Aldusia na nich nakrzyczała, że mają nam oddać kaczora Pirata i sweter bo to też pamiątki, i oddali.
-Zostawiłam ci najładniejszą lalkę - przypomniała ciotka.
-Ale nie Tori!
-Jaka łaskawa byłaś - zakpił Lodwar - nie zabrałaś dziecku wszystkich jego lalek.
-A co, nie mogła się podzielić?
-Momencik, moja pracownica już rozmawiała z dziećmi i Milarezą - oznajmił Lodwar - wszyscy zgodnie twierdzili, że ją zapytałaś czy uważa, że ktoś chce te dzieci okraść.Czy tak było? ... Czyli wiedziałaś, że to jest kradzież? Co tu jeszcze mamy .... ? Aldmara zeznała, że zdaniem rabusi dzieci powinny im wyjaśnić, że zabieranie cudzych rzeczy to kradzież.
- Nikt tak nie mówił - oburzył się wujek Czedolut.
-Ona - Aldmara wskazała matkę pobitej (na szczęście bez groźnych konsekwencji) dziewczynki.
-Chodziło wyłącznie o to - wtrąciła się ciotka Tabeliza - że to były pamiątki. To powinny były powiedzieć a nie drzeć się i bić.
-Czyli tylko pamiątek kraść nie wolno? - Zakpił naczelnik Letwal - wy tam macie specyficzne podejście do uczciwości, że już o porwaniu Noli nie przypomnę.
-Ja nie byłam porwana - zaprotestowała Nola.
-Ale okup był wyznaczony - oznajmił Tolo a dotąd wydawało się, że dzieci nie rozumieją co się wtedy stało.
====
Właściwym powodem ucieczki dzieci było grożenie przez niektórych Noli, że zostanie za pobicie małej dziewczynki wtrącona do lochu.
Teraz wszyscy się tego wypierali a wujek Czedolut wręcz oznajmił, że dzieci są kłamczuchami.
-Nie wydaje mi się - odrzekł naczelnik Letwal - Nolaja uczciwie wyjaśniła, że pobiła Drasanlekę tylko dlatego, że was pobić nie była w stanie i w tym miejscu chciałbym poprosić Drasanlekę.
Przyprowadziła ją starsza siostra, która się nią w sąsiedniej izbie zajmowała..
-Drasanleko - poprosił naczelnik - wskaż kto cię pobił.
-Ona - dziewczynka bez wahania wskazała Nolę.
-A wujek Czedolut cię nie bił?
-Nie.
-A może ktoś inny?
-Nie.
-Tylko ona ją biła - oświadczyła starsza siostra.
-Dziękujemy wam - odrzekł. A gdy wyszły zapytał - no i kto tu kłamie?
=========
Pod nieobecność dzieci (podopieczne czekały w dobrze chronionym aucie, które teraz wyglądało jak kula) Milareza zapytała Elenumę czy jej były mąż jest zarazem ojcem jej dziecka.
-Co za głupie pytanie?! - oburzyła się Elanuma.
-Tylko porządkowe, wystarczy odpowiedzieć - wyjaśniła Milareza. Wiedziała jak wiele zależy od tej odpowiedzi ale nie zamierzała naciskać.
-Może być moje - oświadczył nagle mężczyzna siedzący w głębi sali. Kochaliśmy się od dawna tylko, że umarła Firlineta i Elanumę zmuszono do poślubienia Argiża.
Od tego momentu Elanuma miała większe szanse na odzyskanie dziecka.
-A dlaczego myślisz, że dziecko nie jest Argiża? - Upewniał sie mężczyzna.
-Bo jest podobne do ciebie.
Zaraz inni zaczęli wskazywać podobieństwo. Argiż oklapł, kompletnie zdruzgotany a tamten mężczyzna oznajmił, że w takim razie on chce to dziecko i malec został przyznany matce.Opiekę nad pozostałymi dziećmi powierzono Milarezie. Było jej oczywiście żal Argiża lecz w tej sprawie nie mogło być samych zwycięzców.
======
Argiż przeżywał osobistą tragedię. Świat mu się zawalił. Jedno, ukochane dziecko okazało się nie jego, trójka się od niego odwróciła. Nigdy przedtem nie byli przeciwko niemu a teraz nagle tak, bo ich nie bronił, pozwolił krewnym się z nich wyśmiewać i zabierać ich rzeczy a z Aldmary zrobił sobie służącą. Czuł się rozgoryczony bo jak świat, światem dzieci zawsze pomagały rodzicom w pracy.
Zdawał sobie jednak sprawę, że zazwyczaj taka pomoc wypływała w naturalny sposób, dziewczynki uczyły się przy matce, chłopcy przy ojcu. On zaś po to sobie dzieci przywiózł by mieć zadbany dom i zaopiekowanego synka.
Nauczyciele bardzo chwalili Tola i Nolę, że wiele umieją, przewyższają inne dzieci, są są odważne, pewne swego. Nauczyciel z Degeden, który był obecny przy egzaminie Aldy nie tylko chwalił Aldę ale i Milarezę, która opiekuje się dziećmi "dla ich dobra" i nie wymaga aby nazywały ją mamą.
-Nawet namalowała nam portret pamięciowy naszej mamy - dopowiedziała Aldmara.
-A tata miał kopię i sprzedał - oświadczył Tolo - to teraz nie wzięliśmy do niego oryginału bo przecież ani Milareza, ani Walturian nam nie zabiorą.
Nie mógł mieć wątpliwości jakie postanowienie zapadnie - dzieci dostała Milareza.
-Przecież tak zawsze nie było - zwrócił się do nich - przecież się kochaliśmy.
-Tak ale teraz przestałeś nas kochać - oznajmiła Nola.
-To się jeszcze może naprawić - powiedziała Agiżowi Milareza - tylko potrzebny jest czas.
Oczywiście możesz nadal w umówionych terminach odwiedzać dzieci pod warunkiem, że
zachowasz się wobec nas lojalnie.
Marne to było pocieszenie ale przynajmniej nie było fałszu w jej głosie.

Przez jakiś czas dzieci Milarezy i Walturiana podczas pobytu w Pistacjowygaj chodziły tu do tolimańskiej szkoły. Był to czas gdy nieco zachwiały się finanse Milarezy a potrzebowała zatrudnić guwernantki dla dzieci Argiża. Teraz i te dzieci przyleciały na Meduzę. Szczęśliwie jedna z guwernantek i to akurat ta starsza a zarazem lepiej wykształcona i zdolniejsza zgodziła się tu przybyć. Jako drugą Milareza zatrudniła młodą uczącą się w Arblandach Tolimankę.
Na wyraźne życzenie Korora zamieszkali w mieście. Rezeryka z domownikami przeniosła się do Milanderdomu zwanego też pałacem namiestnika. Milareza z rodziną chwilowo też bo było tam dosyć miejsca ale już wszczęła przeróbkę swego arblandzkiego domu z dobudową wzwyż tak aby wszyscy wygodnie się pomieścili.
=================
Tali pobiegła się pożegnać ze szkołą, zwłaszcza z przyjaciółmi ale nie tylko. Dyrektorowi powiedziała ze szczerym uśmiechem - na pewno się cieszysz bo szczególnie grzeczna to ja nie byłam.
Roześmiał się.
-Przyznaj jednak, że Karisa będzie ci szkoda bo ...
-Wszystkich was będzie mi szkoda - odrzekł nie zdradzając, że jej szczególnie bo nikt go nie umiał tak rozbawić jak nieszczególnie grzeczna Tali.
===========
Część domu w Pistacjowygaju Milareza zaczęła wynajmować na imprezy. Wpuściła tam też Kimifuwę aby prowadziła usługi pralnicze.
Irbis uznał za właściwe od razu się tam przenieść bo po co Milarezie dwa domy? (Miała ich więcej). Nie spierała się z nim tylko z pomocą dodatkowych ścian z zamkniętymi drzwiam, wyznaczyła strefę jego rodzinie. To jeszcze Irbis był w stanie ścierpieć ale przyjechała też by mu wyraźnie powiedzieć, że ma się nie mieszać w usługi pralnicze.
Zrobiła to bo Kimifuwa przybiegła do niej na skargę, że Irbis wyrzucił z pracy dziewczynę mającą prowadzić dokumentację i sam przyjmował ubrania straszliwie myląc się przy zapisach. Milareza osobiście poodwieszała uprane w logicznym dla siebie porządku i wydając je z duszą na ramieniu pytała odbiorców co konkretnie przynieśli do prania. Jakoś z tego galimatiasu wybrnęła jednak Irbis się obraził.
Zażądał od matki aby postawiła Kimi pralnię a jemu zakład stolarski w Degeden.
-Nie wiem po co - odpowiedziała rozgniewana Rezeryka - raz dwa was rozkradną a wcześniej narobicie takiego bałaganu jak tutaj. Postawiła im jednak zakłady za pieniądze Irbisa, obniżając tylko ceny za budynki pochodzące z jej fabryki domów. Milaryk nie obniżył ani trochę za maszyny. Milareza opracowała i wydrukowała dla Kimifuwy bloczki z rysunkami i dodała kolorowe kredki dla zaznaczania na bloczku kolorów ubrań.
Poinstruowała bratową jak ma robić odbitki kwitów do "księgi" pralni.
-Do każdego kwitu tylko jedną - tłumaczyła - i skreślaj stronę po wydaniu odzieży. Niech ci się w to Irbis nie miesza, ma swój zakład. W razie wątpliwości gwiżdż do mnie.
Redzio też miał swój wkład w pomoc dla brata, zamówił u niego meble, wcześniej zaprojektowane przez Milarezę a zatem z rysunkami i konkretnie podanymi wymiarami.
-Mają być takie - oświadczył - innych nie przyjmę i nie zapłacę a jeszcze każę potrącić z twojego konta za zmarnowane drzewo.
===========


Aftara szybko odwiedziła córkę. Tu spotkała ją niespodzianka bo Kimifuwa oświadczyła - ty jesteś gościem a gospodynią w moim domu jestem ja. Moja teściowa mi tak powiedziała i że jak sobie poradzę tak sobie poradzę bo nikomu nie wolno mnie
krytykować w moim domu.
Poradziła sobie zupełnie dobrze a choć Aftara dostrzegła pewne błędy, krytykować nie śmiała. Zresztą choć jeszcze nie była stara już myślała o tym kto się nią na starość zajmie - może właśnie ta córka?
W pralni pochwaliła kwity ale zwróciła też uwagę na monogramy, o których istnieniu Milareza nie miała pojęcia.
Kimifuwa od razu przy matce się nową informacją Milarezie pochwaliła, ta zaś też się ucieszyła. Pokazała jej jak fotografować monogramy i wklejać te fotografie na kwity.
- I zawsze wszystko z tym samym monogramem wieszaj jedno obok drugiego - poradziła.
-Mama też tak mówi.
============
Kimifuwa jednak nie przyjęła pomocy matki w pralni.Początkowo za to nieprzyzwoicie często gwizdała do Milarezy ta zaś okazywała jej cierpliwość i starała sie nie planować żadnych ważnych spotkań na czas pracy pralni bratowej.
Raz Kimiwufa zagwizdała zapłakana bo klient oddał do prania ubrania bez monogramów.
Milareza ją uspokoiła zapytała o imię klienta, opracowała dla niego znaczek i dopilnowała aby Kimiwufa kopiowała go po lewej stronie w ściśle wyznaczonym, bezpiecznym i łatwym do znalezienia miejscu.
W jakiś czas potem znów zagwizdała ale odebrał Milaryk.
Okazało się, że klientka przyniosła rzeczy bez monogramów a przecież nie można komu innemu dać takiego znaczka, który już jest wykorzystany.
-Kimi kochanie - powiedział - Milareza nie może podejść bo właśnie rodzi, narysuj trójkąt i odbijaj go na każdej sztuce garderoby.
-To ja przyjdę kiedy indziej - oświadczyła klientka.
-I będziesz drugi raz dźwigać? Może zróbmy tak, wrzuci się samo jedno twoje pranie na raz ...
-Ale tam są białe i kolory! -Oburzyła się klientka.
-To nie można ich prać razem?
-A no nie.
-No to jeszcze inaczej. Kimi położysz to wszystko w jednym koszu, kiedy Milareza dojdzie do siebie to przecież będzie mogła leżeć w łóżku i rysować, coś wymyśli.
Na to się klientka zgodziła i podała co chce mieć na swoim znaczku.
-No i widzisz synu Milandera jaki ty mądry jesteś - pochwalił sam siebie, patrząc w lustro Milaryk - podałeś aż trzy rozwiązania do jednego problemu.
-Jak chcesz to potrafisz - dodała Era, przypadkowy świadek zdarzenia..
-Kpij sobie, kpij ale jeszcze ci się twój genialny brat do czegoś przyda - odrzekł.
Tego dnia w pałacu namiestnika przyszła na świat Tawia Dagrida Magnolia.
============
Irbis wykonał zamówienie Redzia a, że trafił mu się inny klient natychmiast mu meble sprzedał za pół ceny uzgodnionej z bratem. Redziowi wytłumaczył, że tak się właśnie robi. Milaryk też najpierw sprzedał meble Milarezy a potem kupił więcej drzewa i zrobili drugie.
-Jakie drugie? O ile wiem, zrobiłeś meble nie dla Milarezy tylko dla olbrzyma i wcisnęliście jej ten chłam ale ja dziękuję, tak jak powiedziałem - potrącam z twojego konta pieniądze za moje drzewo i nic już masz mi nie robić. Zamówię u Milaryka i Milarezy.
-A z jakiej racji ty masz brać pieniądze z mojego konta?
-Zastrzegłem to sobie gdy zawieraliśmy umowę. Naucz się wreszcie szanować klienta.
Dla klienta robi się usługę w terminie i zgodnie z zamówieniem a nie własną fantazją.
Jak dalej będziesz robił tak jak robisz to cały swój majątek roztrwonisz i będziesz musiał u któregoś z nas żyć na łaskawym chlebie.
-A z jakiej racji? Przecież tak samo dostałem spadek.
-Ale go tracisz a nie pomnażasz. Nikt ci nowego nie da i chyba nawet dla ciebie najlepiej będzie jak wszystko roztrwonisz i trafisz do kogoś mądrzejszego pod opiekę.
-Świnia jesteś!
Irbis zagwizdał do matki aby sie poskarżyć. Wytłumaczyła mu ile stracił sprzedając meble za cenę drewna.
Potem żałowała bo Irbis pognał do klienta żądać dopłaty. Nie tylko jej nie dostał ale został poczęstowany kopniakiem i zleciał ze schodów.
Rezeryka się zdenerwowała, wysłała z Siegridówki posłańców - jeden złożył skargę o pobicie, drugi dotarł do męskiej szkoły ekonomicznej by wynająć dla Irbisa rachmistrza.
-Musisz mu zapłacić - powiedziała Irbisowi - taniej ci wyjdzie niż sprzedawanie mebli poniżej ceny.


Dziewczyny czy wyobrażałyście sobie kiedyś, że któraś z nas może objąć stanowisko po Eneroze? - Zapytała podekscytowana Tarimargora..
-Ja nigdy - przyznała się Dagrida - mnie się ona wydawała niezastąpiona i niezniszczalna.
-A ty gdzie dotąd pracowałaś? - Zainteresowała się koleżanka.
-Na Meduzie.
-Gdzie to jest?
-Spora wyspa pod drugim lądem.
-Tam chociaż mówią po naszemu?
-Niektórzy tak. Uczyłam tam języków i byłam tłumaczką, potem miałam przerwę na wychowanie dzieci, potem trochę w tych okolicach byłam guwernantką a od niedawna uczę w niższej szkole w Degeden.
-O, z takim stażem to raczej marne szanse - uspokoiła się przynajmniej co do Dagridy Tarimargora - A ty? - zwróciła się do koleżanki ze starszego kursu.
Tarimargora wzorowa nauczycielka z Abot żywiła głębokie przekonanie, że właśnie ona ma największe szanse mimo, że startowały też jej dawne nauczycielki.
-Myślę, że wygra Dagrida - powiedziała jedna z nich przed ogłoszeniem decyzji.
-Nie sądzę, nauczycielka z jakiejś wyspy, mamuśka, guwernantka, nie ma takiego stażu jak ty - powiedziała głośno a po cichu pomyślała - ani takich opinii i listów polecających jak ja.
-Młodość nie stanowi tu wady - odpowiedziała nauczycielka i zdążyła jeszcze szepnąć - magia kina - czego już Tarimargora nie zrozumiała.
Wyszła komisja i ogłosiła, że wygrała Dagrida znana nauczycielka z serii filmów "Śladami Orborta" i "Na tropie wiedzy".
Tarimargora w Abot o takich filmach nie słyszała.
-Jesteśmy pewne - powiedziała ustępująca Eneroze - że z nową funkcją poradzisz sobie równie świetnie jak z prowadzeniem filmowanych lekcji. Pamiętam zresztą, że byłaś u nas prymuską. Bardzo sie cieszę, że to właśnie ty mnie zastąpisz.
Tarimargora postarała się obejrzeć film z Dagridą i niestety koleżanka doskonale sobie na nim radziła. W tle było widać znakomicie uzupełniającą lekcję swymi rysunkami, łagodnie
uśmiechniętą Milarezę.
-Ja chyba ten konkurs przegrałam już wtedy gdy odmówiłam wyjazdu do Siegridówki - pomyślała - no w każdym razie tamten moment był wstępem do zwycięstwa Dagridy.
=============
Wieczorem Dagrida siedziała w gronie przyjaciół na ławeczce zamontowanej w łożu olbrzyma i Tagunak żartował czy to wypada aby dyrektorka zespołu szkół żeńskich przebywała w jednym łóżku z tak liczną gromadą.
Odkąd wymówiono im ostatnio zajmowane mieszkanie Dagrida z mężem i dziećmi znów mieszkała tutaj bo szkoda aby tyle izb się marnowało a oni się poniewierali z miejsca na miejsce. W dodatku Milareza odesłała tu większość zabranych swego czasu mebli bo dom w Pistacjowygaju odkupił od niej Redzio na swoją placówkę medyczną i potrzebował tam innego umeblowania.
Część mebli przeniosła do domu w Arblandach ale nie dało się odczuć ich braku w Degeden bo co nieco uzupełniały meble olbrzyma. Z wielkiego biurka - bieliźniarki Milareza zrobiła dwa węższe bo przedtem bardzo zagracało skład bielizny pościelowej i było za głębokie. Właśnie przy okazji tej przeróbki Enilioborian zapytał czy mogą sobie w tym "nadwornym" łóżku zrobić ławeczki. Uśmiechnęła się szeroko i powiedziała -oczywiście, przyślę wam materiał.
-Milarezaaa - odrzekł karcąco. Znowu sie uśmiechnęła i tym razem zapytała - to jak mam wam to zrobić?
-I jeszcze jakiś dywan by się przydał - zaznaczył.
-A nie przemoknie?
-To może jeszcze jakiś baldachim?
Był stelaż do zawieszenia baldachimu ale Milareza nie zamierzała takowego ani szyć ani zamawiać,
zamontowała im drewniany, impregnowany daszek a podłogę równiuteńko zalała cienką warstwą sprężystej masy i na jakiś czas zabezpieczyła łóżko przed wszelkimi gośćmi. Teraz już zabezpieczenie było usunięte a pojawiły się listwy chroniące przed wypadnięciem.
Milaryk zobowiązany przez Redzia do usunięcia wielkiego stołu wykopał go razem z podłożem i przewiózł w całości klientowi, który dzięki organizowanym przez krótki czas w domu Milarezy imprezom się napatoczył. Po prostu wciskał się na niektóre imprezy by zobaczyć jak sobie radzi konkurencja. Z pewnością ten stół w pierwotnej wersji by go nie skusił ale teraz nadawał się na weseliska, które on u siebie organizował.
Milaryk parę razy spytał Milarezę czy na pewno nie wolałaby stołu zabrać.
-Gdybyś widział jak Tali biega w koło przeskakując z jednego blatu na drugi to byś nie zadawał takich pytań powiedziała wreszcie i sprawa była przesądzona. Wkopał stół u nabywcy. Nawet nie drogo wziął bo przecież stół był używany ale za drewno z drobnym naddatkiem się zwróciło.
Tymczasem dość szybko rozpatrzono sprawę pobicia Irbisa. Po zapoznaniu się z dokumentacją Milareza powiedziała matce - to może być pierwsza sprawa jaką przegram bo właściciel ma prawo bronić swego domu
-No przecież Irbis nie poszedł tam nikogo napaść - oburzyła się Rezeryka - jest po prostu niesprawny umysłowo i pewnych rzeczy nie rozumie.
-Na tym będę bazować - odpowiedziała Milareza - ja cię tylko chcę przygotować na to, że możemy przegrać.
Tak jak to już nieraz bywało występowała przez milanderłącze zwane niekiedy z unaska wizjofonem choć dalece wizjofony przewyższało.
-Milareza z dzieckiem - uśmiechnął się na jej widok Grygital - nie pierwszy raz występowała z niemowlęciem. Choć tę sprawę mógłby z nią wygrać cieszył się, że nie zasiada po przeciwnej stronie. Miał sentyment do cichej,przeważnie uśmiechniętej koleżanki odkąd wystapili w podobnych jak dziś rolach na egzaminie końcowym, zresztą już wcześniej ją lubił. Zawsze zachowywała się taktownie a kiedy była potrzeba potrafiła odbić dla wszystkich uczestników lekcji Szuarada pożądany materiał. A przecież mogła wykorzystać swoją przewagę nad chłopakami i przemilczeć, to że go dla niej znaleziono.
Niektórzy przyznali się kolegom, że oni by tak zrobili. W dodatku w tamtym czasie Szuarad starał się dowieść Milarezie, że nie dorównuje chłopcom zaś ona się nawet z nimi nie przyjaźniła. Siedziała grzecznie przy mamusi i nie od razu dało sie zauważyć, że jest najlepsza. Teraz też siedziała grzeczniutko, tyle przy dziecinnym łóżeczku, przed sobą miała na stoliczku dokumenty.
Zapytała mężczyznę, który zrzucił Irbisa ze schodów czy wie po co on tam przyszedł.
-Chciał dopłaty za meble a przecież za tyle co on sobie życzył mój gospodarz by nie kupił, trzeba było od razu mówić ile chce.
-Czyli nie poszedł tam kraść?
-Nie ale na całą ulicę darł się, że to my go okradamy, nic mu się nie dało przetłumaczyć.
-Bo miałem rację - oświadczył Irbis a jeden ze strażników mu pogroził.
-Nie, nie miałeś racji - odpowiedziała Milareza - ale teraz już masz rachmistrza i on będzie takie rzeczy z klientami uzgadniał.
-A jak źle uzgodni?
Strażnik znów pogroził Irbisowi a ten zamilkł.
Grygital w lot pojął, że grożenie jest zabiegiem celowy więc się nie wtrącał.
Rzeczywiście w rozmowie już nie z bezpośrednim wykonawcą ale tym, który pobicie zlecił Milareza zapytała czy wykorzystał wszelkie inne środki wyproszenia Irbisa.
-Na niego nic nie działało - odrzekł tenże.
-A czy na przykład próbowałeś wezwać straże?
-A co to straże by go nie skopały? - Zakpił.
-Nie sądzę. Strażnicy najpierw wykorzystaliby siłę swego autorytetu a w ostateczności przy pomocy twojej i sługi znieśliby go nie czyniąc mu szkody a tak jak zrobiłeś mogłeś go nawet zabić.
-O jednego głupka mniej - palnął zleceniodawca pobicia i na tym właściwie można było zakończyć sprawę. Oczywiście dobiegła powoli końca ale dla wszystkich prawników było jasne, że ów człowiek będzie musiał przeprosić i z nawiązką zapłacić za doznany przez Irbisa uszczerbek.
Milareza grzeczniutko i niewinnie zapytała - dlaczego uważasz mojego brata za głupka?
-A nie widzisz, że to coś jest opóźnione w rozwoju?
Strażnik znów pogroził Irbisowi aby milczał.
-A ty? - Spytała oskarżonego Milareza.
-Co ja?
-Czy uważasz, że mój brat jest opóźniony w rozwoju?
-A nie jest?
-Pytam po prostu czy to zauważyłeś, tak dla porządku pytam.
-No chyba wy w rodzinie najlepiej powinniście to wiedzieć - odrzekł lecz już był speszony.
-Tak ale my go kochamy i nie pozwalamy krzywdzić. Jest dla nas kimś ważnym a nie tym czymś.
Grygital zapytał później strażnika - zapłaciła ci za to grożenie?
-A co za darmo bym się wygłupiał?
-Wiedziała co robi. W porządku, przecież nie nadużyłeś swojej władzy ani nie mataczyłeś Można powiedzieć, że był to eksperyment sądowy.

Uwzględnił w uzasadnieniu do wyroku to, że Irbis uznaje autorytet strażników co nawet widać było na sali w czasie rozprawy. Podsądny zlecił pobicie nie w obronie domu ale z pogardy dla innego człowieka. Wiedział, że Irbis nie przyszedł kraść, wiedział, że jest upośledzony i dlatego tak niemądrze się zachowuje a nie spróbował ani tego przetrzymać ani negocjować, ani wezwać straże. Zachodzi prawdopodobieństwo, że świadomie oszukał Irbisa przy zakupie i dlatego chciał go szybko uciszyć. W zasadzie najsłuszniej byłoby gdyby meble oddał.
-Ale ja już ich nie mam - zupełnie niepotrzebnie bronił się podsądny.
-A co się z nimi stało?
-Sprzedałem.
-Za jaką cenę?
-To chyba moja sprawa.
-Sąd zrozumiał - odrzekł Grygital nie zasądził wyrównania ceny, tego zresztą nikt od niego nie żądał ale nawiązkę za pobicie wyliczył naprawdę sporą, większą niż żądano. Milareza znów wygrała i nikt nie miał co do słuszności wyroku wątpliwości.

Irbis nie miał teraz żadnych zamówień bo choć ludzie mu wspólczuli to jednak po cichu myśleli,że lepiej nie wchodzić z nim w żadne układy bo co to będzie jeśli nagle mu się uwidzi, że ustalona cena była za niska i przyjdzie sie awanturować?
Bracia też nie chcieli u niego nic zamawiać, siostry nawet nie miały takich potrzeb.
Zlitowała się Milareza i zamówiła małe mebelki do makiet filmowych.
-A jak komuś znowu sprzeda?- Spytał ją Milaryk.
-Walturian chwilowo się za ten swój wymarzony film nie bierze - odpowiedziała - zdążę zrobić drugie.
-A jeśli zrobi nie takie jak chcesz?
- To oddam dziewczynkom do zabawy ale mam nadzieję, że się postara bo mu dokładnie wytłumaczyłam, że to są repliki mebli historycznych i w związku z tym są dużo więcej
warte, niż inne mebelki dla lalek.
Szczęśliwie pralnia Kimi prosperowała zupełnie dobrze, zatrudniony dla Irbisa rachmistrz przyjmował pranie. Nie mógł marudzić bo Rezeryka go od razu o takiej możliwości uprzedziła. Kimi była zadowolona bo ona już wszystko umiała i mogła go szkolić.
Nie była jednak przy tym niemiła. Od Rezeryki nauczyła się uprzejmości bo Rezeryka zawsze uprzejmie traktowała Kimifuwę i okazywała jej szacunek.
Wbrew obawom Irbis wykonał mabelki w terminie i zgodnie z zamówieniem, przecież on też czegoś się nauczyć potrafił. Pierwsze do przysłanych paczek dobrały się dzieci.
Zafascynował je podpis na pudłach - meble dla ludzików.
-Piękne są - stwierdziła Aldusia.
Netusia i Nola wyniosły je sobie na dwór i ustawiły w swoim piaskowym domku.
Gdy to Walturian zobaczył przyszedł z zydelkiem, usiadł sobie i zapytał - czy to jest w
porządku brać cudze rzeczy do zabawy?
-A czy to jest w porządku - odpowiedziała pytaniem Netusia - abyś to ty miał mebelki do zabawy a nie my?
Nie był zły, pomyślał nawet, że takie "używane" meble zyskają na realistyczności.Nie mniej uważał za słuszne wytłumaczyć dzieciom, że cudzych rzeczy się nie bierze. Zebrały się już wszystkie oprócz Tawii bo były ciekawe co powie.
-Może i nie - odrzekł - ale to przecież nie zmienia faktu, że są moje a nie wasze a cudzych
rzeczy się bez zezwolenia nie bierze. Na przykład mama nie zabiera waszych farb do malowania tylko ma swoje.
-Ale nasze mebelki nie są takie ładne jak twoje.
-Wiem, bo wasze są do zabawy a moje do mojego filmu historycznego.
-Eeee tam - powiedział Karuś - od niepamiętnych czasów o nim mówisz a nie robisz.
-To prawda, jeszcze może wyjść tak, że to ty kiedyś zrobisz go za mnie ale będziesz miał
już zebrany materiał historyczny, makiety i inne detale.
-A ja myślę, że musimy już sie za niego wziąć - oświadczyła Aldusia.
-Chyba masz racje - odrzekł - może zaczniemy od tego zestawu mebli? - Od razu opowiedział im co to za meble i z jakiej epoki pochodzą.
Wzięli się za produkcje filmu całą rodziną. Dla dzieci to była świetna zabawa ale niestety często psuły mu koncepcję i musiał poprawiać a to wymagało czasu i cierpliwości.
Milareza zleciła opracowanie zrobionych filmów według własnego pomysłu i jej żadne Walturianowe poprawki nie były do tego potrzebne. Zlecenie wykonywała Rezemcia, Era i kolega Ery. Był to robiony na potrzeby rodziny film o tym jak Walturian przy miłej zabawie uczy dzieci historii.
Ich psoty tylko ten film urozmaicały.
Wyglądało to mniej więcej tak: Netusia sterując lalką oświadcza - I wtedy Girfold wszedł na szafę po lizaki.
-Chyba jest za stary na lizaki - protestował Magnoliusz.
-Przede wszystkim wtedy nie produkowano lizaków - tłumaczył Walturian.
-Ciężkie były czasy - ocenił Siegrid.
-No i nie wypadało poważnym mężczyznom albo damom i dziewczętom włazić na szafę - kontynuował Walturian.
-Bardzo ciężkie czasy - oceniła Tali.
-Jednak ja bym wolał żeby wszedł na szafę - oświadczył Tolo - no to co z tego, że nie wypadało i że nie było lizaków? A może on chce sobie wejść póki nikt nie widzi i zeskoczyć na łóżko?
-No właśnie poparła go Nola - po co by mu takie ładne meble były gdyby nie mógł po
nich poskakać?
-Absolutnie niepotrzebne - żartobliwie przyznał Walturian.

Walturian już nie jeździł do Degeden. Jego lekcje odbywały się w mniejszej sali kinowej, występował przez milanderłżcze.
Ętszurowi sie to zrazu nie podobało - nauczyciel, którego nie ma na sali nie będzie miał posłuchu wyjaśnił.
-Nauczyciel, który jest na sali też nie bierze ucznia z kark ani nie wali go wskaźnikiem po głowie aby zdyscyplinować - odrzekł Walturian.
Ętszur zgodził się na kilka próbnych lekcji, był na nich i zauważył,że faktycznie nie
wiele się to różni od fizycznej obecności nauczciela na lekcji bo kontakt między nim a uczniami jest zachowany.
Wkrótce (ponoć) omal tej pracy Walturian nie stracił. Dowiedział sie o tym zakulisowo od kolegów. To stało się po wyemitowaniu przez Rezemcię w degedeńskim kinie jednego z odcinków serialu - "Mój mąż kręci film".
To miało być tylko dla rodziny ale Rezemci sie podobało, uznała że bardzo wzbogaci repertuar.
Po tym jak do Ętszura dotarły relacje o filmie powiedział z przekąsem - on chyba szykuje się na moje miejsce.
-Z jego ambicjami i możliwościami? - Replikował szybko obecny przy tym nauczyciel tańca Nattufor - on chce być wielkim historykiem i producentem filmowym a nie zwyczajnym dyrektrorem.
-Ciebie historia tej szkoły gdy odejdziesz szybko zapomni - dodał nauczyciel muzealnictwa - a jego filmy jeszcze długo będą oglądane.
-Ten człowiek nie ma czasu i potrzeby zabawiać sie w robótki administracyjne - dodał geograf.
W rzeczywistości nie wiadomo było czy Ętszur naprawdę rozważał możliwość zwolnienia Walturiana. Milareza uznała to za mocno wątpliwe. Jej mąż miał już bardzo wysoką pozycję i to bez tego ostatniego filmiku po którym degedeńskie dzieci wiedziały
jakie meble były w mieszczańskich domach w początkach pierwszego stuarla, jakie noszono wtedy ubrania, jak je robiono, jak wyglądał zakład szewski i.t.p.
Amaldyna postarała się sfilmować proces powstawania rozmaitych małych gadżetów.
-Najpierw szukamy potrzebnej rzeczy w katalogach mamusi - wyjaśnił jej Karis - a jeśli ich nie ma to mamusia wysyła list tam skąd mogą jej przysłać rysunek albo leci coś sfotografować na przykład w jakimś muzeum.
W celu uzupełnienia relacji Karusia Amalka poleciała z Milarezą najpierw do jednego z muzeów, potem do kamienicy w której mieścił się teraz urząd pracy ale stare piece pamiętały czasy gdy była mieszczańskim domem.
Potem Milareza zrobiła prototypy pieców i zamówiała następne egzemplarze z myślą o córkach.
Był to dla Milarezy czas wykonywania miniaturowych dzieł artystycznych, zajmowania się dziećmi, domem i realizacją marzeń męża. Niektóre rzeczy odtwarzała na podstawie opisów. N.p. tapetę w różyczki do jednego z salonów ale dla wiekszości starała sie o jakieś pierwowzory.
Stworzyła też postać a raczej kilka postaci głównego bohatera. W tym pomogły jej
wizjofoniczne nagrania "Dziejów Salwatura". Rozario zamieścił tam swoje fotografie z różnego okresu.
Robiła też oczywiście inne laleczki i dawała zatrudnienie innym osobom aby wykonywały przeróżne dokładnie przez nią rozrysowane i opisane drobiazgi.
Niektóre rzeczy osobiście nieco postarzała z czego niezadowolone były córki za to mąż zachwycony. Mawiał, że nie znalazłby nigdzie lepszej małżonki.

Dla Milarezy był to dobry czas, gorzej było z Rezemcią. Niesnaski między pracownikami kina spowodowały, że musiała przybyć do Degeden aby się wszystkim zająć osobiście.
I dzięki temu mogła zadziałać wprawdzie wciąż uwięziona ale miewająca wpływowych gości Grisolda. Niektórzy z nich nie lubili Rezeryki i dzięki nim pojawił się w Degeden jedyny mężczyzna, którego Rezemcia kochała (nie licząc oczywiście ojca i braci).
Waltarberd nie został swego czasu skazany a w uzasadnieniu podano: "Czynu nie popełniono"
Starała się go unikać ale on nachodził ją i Waltarezę. Nadal był mężem jednej a ojcem drugiej.
==========
Milareza i Rezeryka były bardzo zajęte. Jakby nie dość miały pracy Kordian zgłosił parę projektów i trzeba je było rozpatrzeć. Milareza wzięła się najpierw za ten sensowniejszy,
Rezeryka wręcz przeciwnie za taki, który miał więcej mankamentów ale choć wcześniej się
z tym rozprawiła, by nie "dołować" młodzieńca postanowiła zaczekać na Milarezę i wzięła się za inny produkt młodzieńczej fantazji.
Parę dni później chłopak poskarżył sie matce:
-Zobacz, to takie proste rzeczy, wystarczy podpisać zlecenie wykonania a one mnie blokują.
Rezeryka rzuciła mi to i powiedziała - "to jest ciekawe, rozpracuj dokładnie, a to radzę skasuj" a Milareza dała mi ten elaborat. Spójrz, to są kilometry informacji.
Powiedziała, że zauważyła trzy problemy i dobrze byłoby gdybym je rozwiązał, i wiedział jak bronić naszego projektu zanim przedłożymy go ojcu. Czujesz to mamo?! Nasz projekt!
Chyba jednak powinienem powiedzieć ojcu jak mnie traktują!
-W żadnym wypadku! Uzna, że nie umiesz współpracować i wycofa cię z zarządu. One nie poleciały do niego wskazać w czym się mylisz tylko dały to tobie do ponownego rozpatrzenia. Dokładnie się z ich opracowaniami zapoznaj zanim poprosisz ojca o decyzję.
Wtedy będziesz wiedział jak argumentować i będzie z ciebie dumny. A Milareza na pewno powiedziała : "nasz projekt" w takim sensie, że zamierza go
poprzeć, zresztą zrobiła porządne opracowanie więc jest to też jej projekt a ogólniej rzecz ujmując - projekt zarządu ale to ty masz go bronić więc nikt ci go nie zabiera.
Kordian zaufał matce i wziął się do pracy
=========
W tym samym czasie Era na żądanie matki musiała dobrać do swojego zespołu filmowego koleżankę. Wybrała jak najbrzydszą i mało zdolną.Sama Era też nie była taką pięknością jak ukochana córka Milandera - Rezemcia ale ostatnio chętnie trzymała się rad Milarezy co do stroju i fryzury więc prezentowała się korzystnie. Rezeryka to dobrze widziała i miała na córkę baczenie za to zupełnie straciła z pola widzenia Rezemcię. Nawet Milareza
niczego nie podejrzewała bo Rezemcia bardzo była zajęta pracą i tylko o niej mówiła.
Waltusia zaś czuła, że temat ojca trzeba starannie omijać i wybierała sobie tematy zastępcze.
Nagle jak grom z jasnego nieba strzeliła w rodzinę Rezeryki wieść, że Rezemcia rzuciła
wszystko i wyjechała wraz z córką i mężem do stolicy Kareborgi by tam zamieszkać.
(Przedtem skopiowała repertuar kina Rezeryki z zamiarem założenia własnego w jakiejś wynajętej sali.)
-Jadę za nią i wszystkie kłaki jej wyrwę - Oznajmił Milaryk.
-I łeb ukręcisz - dodała wojowniczo Tali.
-Gdzieś ty się takich słów nauczyła? - Zapytał wzburzony Walturian.
-W szkole a w szkole przecież sie uczyliśmy samych mądrych rzeczy.
-Dajcie spokój Rezemci -powiedziała zdruzgotana Rezeryka - tak wybrała, tak będzie.
Tego samego dnia zmieniła swój testament wyróżniający przedtem Rezemcię i zapisała wszystkim dzieciom własnym i adoptowanym po równo.
========
Reakcja Korora na nowe projekty była gorsza niżby można przypuszczać.
-Milarezo podaj mi swój wskaźnik - poprosił a gdy podała zapytał - dlaczego wciąż trzymasz go z prawej strony paska lub szarfy na specjalnej szlufce?
-Aby łatwo znaleźć.
-To się sprawdza?
-Jak najbardziej.
-A co się nie sprawdza w systemie organizacyjnym zarządu arandią? Co trzeba po twoim mężu Rezeryko, po twoim ojcu Milarezo i po twej babci Kordianie poprawić?
Wasze argumenty mają wyglądać następująco - to się już nie sprawdza bo ... więc zrobimy tak bo ... Kto będzie referował?
-Miałem ja - wyznał Kordian - ale na twoich zasadach się nie da. Uważam, że potrzebny jest powiew nowości.
-Po tym twoim powiewie nowości Milarezie zaczną ginąć ołówki a urzędnikom dokumenty, ty się najpierw dokładnie przyglądaj a później bierz za inowacje.
A co wyście takie zgaszone kobiety? Krzyczę bo od tego jestem szefem aby krzyczeć, po prostu uwzględnijcie to co powiedziałem i nie rwijcie się do łatania tego co jest jeszcze całe.
-Rozumiemy - odpowiedziała za cały zarząd Rezeryka - po prostu mamy teraz a zawłaszcza ja poważny problem rodzinny o którym powinieneś wiedzieć. Rezemila wyjechała z Waltarberdem do Rizy.
-Ale jak to? Gdzie się spotkali?
===========

-Dlaczego? - Spytał Koror przeciąwszy Rezemili drogę.
Zaskoczona patrzyła na niego z lękiem.
-Dlaczego? - Powtórzył.
-Bo myślałam, że jestem silna a nie byłam. Raz jeden mu uległam, uspokajając się tym, że jest moim mężem więc nic aż tak złego nie robię. Potem zdwoiłam ostrożność, przeniosłam się z Siegridówki do fortecy Milarezy, zakazałam go wpuszczać do kina po za seansami ale już było za późno. Ten jeden raz miał konsekwencje. Waltareza będzie miała brata lub siostrę.
-A skąd Waltarberd w ogóle się wziął w Degeden?
-Nie wiem.
-A kiedy go pierwszy raz zobaczyłaś?
Tu już umiała podać datę. Zresztą Koror sprawdził kiedy się w Degeden zameldował Waltarberd i kto pośredniczył w wynajęciu mieszkania.
-Dobra - powiedział - Nie jestem zadowolony z tego co zrobiłaś ale przyjmuję to do wiadomości. Podwieźć cię?
-Nie, mam swoje auto za rogiem.
-Żegnam - powiedział i odszedł.
Już wcześniej pogadał sobie z Waltarberdem i nie dowiedział się od niego, skąd się wziął w Degeden.
-Mam prawo sie przemieszczać - wyjaśnił - i mam prawo być z żoną i dzieckiem to wy nie powinniście nas rozdzielać.
-Chciałeś ją zabić.
-Nigdy bym tego nie zrobił.
-Takie miałeś polecenie.
-Ale bym go nie wykonał. To jest moja żona, matka mojego dziecka, najpiękniejsza z kobiet i kocha mnie jak nikt inny.
-Nie zachwycam się tym co zrobiła ale pamiętaj to jest córka mojego przyjaciela i mistrza -Milandera, radzę ją szanować.
Oczywiście Koror zlecił też swoim ludziom przejrzenie różnych dokumentów n.p.list pasażerskich różnych środków komunikacji a na de wszystko kontrolek przelotów milandryjskich obiektów latających.
Wkrótce wezwał na rozmowę Kamgildę wnuczkę Miladrisa.
-Stwierdziłem,że bardzo często bywasz u Grisoldy - powiedział - o czym rozmawiacie?
................. - po dłuższej przerwie powiedział - Mam tu meldunek, że wypożyczałaś jedną z latarek i poleciałaś nią do Auretanii, po co?.................
-Z Auretanii poleciałaś do Degeden, po co?.......
-Wcześniej wynajęłaś tam mieszkanie, po co?....
-W tym mieszkaniu zamieszkał Waltarberd. Oczywiście wolno mu, tobie taż wolno wynajmować mieszkanie dla kogo zechcesz ale proszę już więcej nie pożyczaj urządzeń latających.
Wcisnął guziczek i zapytał - czy pismo w sprawie ułaskawienia Grisoldy jest gotowe?
-Tak - padła odpowiedź - przynieść?
-Nie. Zniszczyć.
Skończywszy tę rozmowę zwrócił się do Kamgildy - to już wszystko. Jesteś wolna.
 

 
http://b4.pinger.pl/ecb8279c96e90f4c156597b892012045/NAGWKI.jpg
http://b4.pinger.pl/e27c4fff91ea8d99c6386156f6423bf2/pagina..jpg
http://b1.pinger.pl/4b004277d63c07361a8aa9735ec26070/022.jpg
Z wykonaniem drugiego zamówienia małych mebelków Irbis sie nie śpieszył. -Przecież jej tamte oddałem w terminie to teraz może poczekać - opowiadał chętnej do słuchania młodej, ładnej narzeczonej swego rachmistrza.
Oglądała rysunki - o takie to bym sama chciała mieć w salonie, a te są raczej toporne, a tu
urwany zawias.
-Nie będzie urwany - tylko go nie będzie - tłumaczył - mam to pomalowac na zielono a ona później brzydko postarzy. Bo to są meble do filmu.
-Taaaak? - Rozdziawiła buzię w zdziwieniu. Bardzo mu sie podobała a Kimifuwie wcale.
-Taka głupia krowa - mówiła o niej Kimi.
-Ależ córeczko - przecież to jest narzeczona Noltara, nie masz powodu być zazdrosna -tłumaczyła jej matka. Kimifuwa i tak zapowiedziała Noltarowi, że ma trzymac Tamansę daleko od warsztatu bo ta zdzira podrywa jej męża. Noltar i Tamansa mieli z tego niezły ubaw, Tamansa bywała w warsztacie wtedy gdy pracował tam jej narzeczony - niewątpliwie przewyższający Irbisa urodą i rozumem a przy tym młody a Irbis dla Tamansy był już za stary.
Traktowała go po prostu grzecznie i chętnie się dowiadywała jak to jest z tymi domkami i meblami. Dzięki niej wreszcie się za nie wziął. A po co z tyłu jest przedłużenie podłogi? - pytała gdy pokazał jej jak się montuje ściany pokoju (każdą łatwo można było zdjąć).
-Bo albo Milareza włoży w ten wpust swój obraz a między obraz i okna wstawi jeszcze drzeweka i dmuchawy, żeby robić mały albo duży wiatr, albo postawi tu monitor z nagraniem brzydkiej pogody.
-Aha. To po prostu wspaniałe.
-Ona jeszcze oprócz mebli powstawia tu różne fifimuszki.
-Fifi co?
-A takie różne małe rzeczy co w domach są duże.
-Ojej.
-Moja teściowa mówi na to fifimuszki.
-Jak ładnie.
W międzyczasie Irbis dostał inne zamówienie i Noltar poprosił narzeczoną aby nakłoniła jego szefa aby teraz za te sie zabrał bo Milareza na swoje zabaweczki może jeszcze poczekać.
-O jaki ciekawy wzór - powiedziała Irbisowi - a ty będziesz umiał to zrobić?
-No jasne.
-To weźmy się i róbmy teraz te meble, dobrze?
Irbis był gotów robić to czego chciała Tamansa. Powiedział nawet Kimiwufie - szkoda, że się z tobą ożeniłem bo mógłbym mieć taką fajną kobietę.
Tu się już miarka przebrała Kimi "zagwizdała" do Rezeryki aby się poskarżyć. Płakała a nikt w całej rodzinie Rezeryki nie chciał aby Kimi płakała. Co gorsza to co żonie powiedział Irbis słyszeli ich synowie.
Milareza przyleciała do Degeden pod pozorem przywiezienia paru mini izb z wyposażeniem bo nie chciała nimi zagracać domu w Arblandach a tu było sporo nie wykorzystanych pokoi. Prawdę mówiąc rozważali postawienie sobie w Piostacjowygaju studia ale po alarmującym zgłoszeniu Kimi wybrali drugą opcję i postanowili, że odtąd filmy będą robić zdalnie a Leonkę zatrudnią do opiekowania się scenkami i wykonywania niezbędnych przestawień.
-Po co Leonkę? - zaprotestowała Dagrida - ona ma już pracę a w dodatku jej ślub niedługo, nie będzie mogła tyle pracować a potem jeszcze zjawią się dzieci.
-Podeślę wam dwie dziewczyny ze szkoły filmowej.
-Nie - zaprotestował Walturian - tu jest potrzebny historyk. Nie jest potrzebne wykształcenie filmowe aby zmieniać obrazy i ściany albo zdejmować i zakładać sufit. Za to historyk wie z czym ma do czynienia i jak o to dbać.
Możesz co najwyżej przysłać jednego kamerzystę.
-A po co? - Zaprotestował Enilioborian - ja mam swojego.
-A my mikrokamery - odpowiedziała Milareza.
Ostatecznie Dagrida przysłała do pomocy Leonce dwie uczennice nadające się na kustoszki i mające opinię
uczciwych ale to później. Wcześniej Milareza odwiedziła brata, zabrała mu plany mebelków, materiał na nie i te które już zrobił. Zapłaciła mu za nie mimo, że gdy on się guzdrał dała to samo zlecenie stolarzom z "Rezaryka" i oni już je wykonali.
-Ale ja bym to zrobił - tłumaczył Irbis.
-Kiedy? My już meble z "Rezeryka" wykorzystujemy w filmie.
-A mówiłaś, że mnie kochacie.
-Tak i w ramach tej miłości uczymy cię jak być solidnym rzemieślnikiem. Za niesolodność się płaci. Te meble, które zrobiłeś mogłabym zabrać jako materiał bo już są niepotrzebne.
Dyskutował ale i tak kazała rachmistrzowi zrobić protokół odbioru z dokładnym wyszczególnieniem co ona zabiera i za co płaci.
Potem na osobności z nim porozmawiała i stanowczo mu powiedziała, że nie życzy sobie obecności jego narzeczonej w warsztacie.
-Ale ona nic złego nie robi, to majstrowa coś sobie ubzdurała.
-Ubzdurała czy nie, ja chcę aby miała komfort psychiczny i nie pozwalam go zakłócać.
-A tam, przecież warsztat jest Irbisa - pomyślał.
==================
Po udanej emisji pierwszego filmu z serii zatytułowanej - pamiętniki Salwasturów
Milaryk na zamówienie Walturiana i Milarezy zajął się wyprodukowaniem szkieletów lalek z mikrokamerkami w jednym z oczodołów, rolą Milarezy było robić tak buźki aby tych kamer nie zaślepić. Zbędnym miało się stać zdejmownie ścian i sufitów,
chyba że w celu wymiany lalek i detali.

Na swoich lekcjach w szkole Leonka wykorzystywała fotografie umeblowanych makiet.
Wkrótce ktoś ją zapytał czy nie mógłby kupić takiego lalkowego domu dla córek, oczywiście po wykorzystaniu w filmie. Leonka obiecała zapytać Milarezę i Walturiana.
Nie byli skłonni sprzedać tych egzemplarzy bo zawsze mogło sie zdarzyć, że coś w filmie trzeba będzie poprawić, (zresztą Enilioborian już sobie ostrzył pazurki na to, że makiety jeszcze wykorzysta), jednak była możliwość wyprodukowania nowych i to bez sztucznych postarzeń co się dziewczynkom powinno bardziej spodobać i taką odpowiedź dała Leonka potencjalnym klientom. Omal się nie wycofali usłyszawszy cenę.
-Przykro mi ale to są miniaturowe repliki autentycznych mebli albo mebelki robione na
podstawie archiwalnych opisów pochodzących od producentów mebli, Okna, tapety, piece też są z epoki ale oczywiście możecie zamówić wersję uproszczoną. Będzie taniej.
Niby wzięli w końcu uproszczoną bo dwuścienną lecz z tymi droższymi ścianami czyli z oknami,drzwiami i stojącym przy jednej z nich kominkiem. Dywan musiał być, miniaturowe obrazki, kwiatki i inne drogie detale też no i zestaw salonowych mebli z
klawikordem i siedzącą przy nim małą ręcznie ustawianą damą.
Cena była wielka ale nabywcy mogli się chwalić, że wszystko to jest z epoki. (Podobno ich córeczkom nie wolno było tego dotykać).
Gdy się o tym zamówieniu Irbis dowiedział zagwizdał do Milarezy rozzłoszczony bo nie powinna przyjmować zamówień z Degeden tylko kierować klientów do niego.
-Braciszku ja nie mogę cię polecać bo jesteś niesolidny - odpowiedziała spokojnie i zgodnie z prawdą.
-A nie, bo dla prawdziwych klientów jestem solidny.
-A kto to jest prawdziwy klient?
-No taki nie z rodziny.
-A gdy my wykonujemy twoje zamówienia traktujemy cię jak prawdziwego klienta.
-A co ja u was zamawiałem?
-Postawienie warsztatu, pralni, sprzedaż narzędzi, obsługę prawną. My nigdy nie pomyśleliśmy - ach, to tylko Irbis niech zaczeka - tylko - to nasz kochany brat, musimy go potraktować priorytetowo.
-Jak?
-Jako najważniejszego klienta. A dlaczego ty nas traktujesz jako tych gorszych? Przecież to zamówienie, którego dla mnie nie wykonałeś przyniosłoby ci spory dochód.
-A ty sprzedałaś ten zestaw jeszcze drożej niż mi chciałaś zapłacić!
-Tak bo w tym wypadku w cenę wchodziły moje plany ...
-A dlaczego u mnie nie wchodziły?
-Bo to nie ty je robiłeś. Napracowałam się nad nimi więc zasłużyłam na zapłatę, po za tym w koszt wchodziło też całe wyposażenie i laleczka z ruchomymi stawami.
-Ale przecież wyposażenie to ja robiłem!
-Miałeś robić ale nie całe. Nie zamawiałam u ciebie żyrandola, firanek, dywanu, tapicerki kominka i całego mnóstwa innych rzeczy.
-Eeee, niby jestem najważniejszy ale za wszystko muszę wam zapłacić.
-My tobie też płacimy.
-No ale wszystko chcecie mieć na czas.
-Bo płacimy.
-To jest wszystko nie w porządku.
-Prawa rynku działają w obie strony braciszku.
Tego właśnie Irbis musiał się koniecznie nauczyć i tej nauki Milareza nie zamierzała mu oszczędzić.
Życie też niestety nie oszczędzało tego mężczyzny.Nie dość, że dwakroć został pobity to teraz jeszcze zmarła jego żona Kimifuwa.
Oczywiście licznie pojechali na jej pogrzeb i zadbali aby miał należytą oprawę ale to nie zmianiało faktu, że Kimi już nie było.
Ożenił się ponownie dziwnie szybko toteż nieufnie patrzyli na jego nową bardzo rozgarniętą, ładną i młodą żonę -Tamansę. Raz dwa objęła rządy w domu a Irbis był w nią wpatrzony jak w obrazek.
Noltar z dnia na dzień rzucił pracę.
-To ty miałaś rację - powiedział Milarezie - a ja byłem idiotą.
-Myślę, że do niczego by między nimi nie doszło gdyby nie zmarła Kimi - odpowiedziała Milareza - głównie dlatego, że Tamansa nie chciałaby go na kochanka. Majętny mąż to co innego.
Irbis zaś nie był tak wychowany aby się starać o kochanki, tego w naszej rodzinie nie było. Niestety stres przyczynił się do śmierci Kimi - dodała ale nie rozwijała tematu, życie dało Noltarowi wystarczającą nauczkę.
http://b3.pinger.pl/5bf8ee0c58faf2b28cfa681e51df2ca7/ta.jpg
Tamansie ogromną przykrość sprawiało to, że rodzina męża mile jej nie przyjęła. Nie byli nawet na weselu ani w niczym się do niego nie dołożyli więc z konieczności musiało być skromne a wiedziała,że Kimifuwa miała huczne.
-Bo dla nich to jest za szybko córeczko - tłumaczyła matka.
-Zresztą mogliście zrobić na kredyt, przecież musieliby spłacić jego długi.
-A jak nie? Już ja tam wolę nie ryzykować.
Oni wcale nie są tacy chętni aby go sponsorować.
Ona też nie była chętna aby sponsorować swoja rodzinę. Szybko, łatwo i jasno dawała to do zrozumienia. Przestali ją odwiedzać. Zmieniła szyld pralni na: "Pralnia Tamansy". Wieczorem chłopcy skądś wrócili z narzędziami.
- Proszę abyście wracali przed 60 temprem - powiedziała. Nie zareagowali. - I nie bierzcie narzędzi ojca bo pogubicie.
Rano nad pralnią wisiał stary szyld: "Pralnia Kimi" Postanowiła tego nie zauważyć.
Potem klientka przyniosła rzeczy bez monogramów. Tamansa pomyślała, że da radę je rozpoznać.
-Nie zaznaczysz ich? - Zdziwiła się klientka.
-To chyba obowiązek klienta?
-Kimi zaznaczała.
-A ja nie mam czasu siedzieć i haftować na brudnej bieliźnie monogramy.
-Kimi miała stempelki.
-A ja nie mam.
-Nowa pracownica? - Zapytała jakaś baba bez toboła - Pozwól,że pomogę. Podpisuj ubrania na odwrotnej stronie tym pisakiem - dała jej pisak - sprawdź dokładnie w którym miejscu robi to Kimi, żeby później mogła znaleźć.
-Kimi nie żyje - powiedziała cicho klientka, to jest nowa żona twojego brata. Nie wiedziałaś?
-Nie - kobieta odwróciła się na pięcie i wyszła. Przez okno widać było jak wsiada do auta i odjeżdża. Został po niej pisak.
- Siostra i nie wiedziała? - Zdziwiła się Tamansa.
-A nie widziałaś jak wygląda? Lada moment urodzi dziecko, podobno z mężem ale ich rozłączono bo chcieli napaść na Joksolanię. Zeszli się wbrew woli rodziny to rodzina nie utrzymuje z nimi kontaktu. To nie była dla Tamansy dobra wiadomość, nie budziła
nadziei na poprawę relacji z rodziną męża.
http://b1.pinger.pl/da96b7c42f292ce0714acd4cbd46fe30/znwNora25V.jpg
Gdy na świat przyszła mała śliczna dziewczynka Rezemila nade wszystko pragnęła pochwalić się rodzinie i postanowiła, że zrobi to na przakór wszystkiemu.
Znów pojechała do Degeden ale już nie do Kimi, która miała w swej pralni milanderłącze tylko do Miltwaltdomu. Z dzieckiem przecież powinni ja wpuścić.
Wpuścili. Bez problemu dostała się do gabinetu Milarezy i połączyła z matką.
-Twoje dziecko - od razu zrozumiała Rezeryka - przysłać ci trochę ubranek po Waltusi?
-O tak.
-Coś jeszcze?
-Jakieś nowe filmy.
Rezeryka chwilę milczała potem powiedziała - w tej sprawie zwróć się do Korora bo on musi wydać zgodę. Konkretnie to musi wiedzieć o tej sprawie ... Wiesz, że Kimi nie żyje?
W oczach Rezemci pojawiły się łzy. Nie tylko dlatego, że żal jej było Kimi. Siebie też było jej żal.
-Tak - powiedziała odwracając oczy - widziałam tą nową. To jest coś w stylu: umarła królowa, niech żyje królowa.
-Tak, to też był dla nas cios. Brali ślub dwanaście dni po pogrzebie.
-Nie zawiadomiliście mnie.
-Mnie też jest z tego powodu bardzo przykro córeczko. Niemal co noc płaczę i tęsknię ale wybrałaś. Nie można mieć wszystkiego.Rezeryka rozpłakała sie i rozłączyła.
Nie była to wesoła rozmowa lecz dała Rezemci pewne ukojenie, matka ją kochała. Warto było się z nią skontaktować zamiast żywić urazę.
Parę dni później zdecydowała się zjawić w Sarinei. Koror ją przyjął. Grzecznie zapytał o co chodzi.
-Założyłam kino - wyjaśniła - miałam monitor bo go kiedyś kupiłam do bufetu kina mojej matki. Przecież zarabiałam.
Wstał, wyjął z szafy kasetę, podał jej - proszę to są twoje filmy. Dopóki twoja matka jest członkiem zarządu arandii Arblandy nie może się z toba kontaktować za moimi plecami. To, że ty zaufałaś Waltarberdowi nie znaczy, że my też mu zaufamy. Jeżeli czegoś będziesz z Arbland potrzebowała zamawiaj drogą oficjalną.
=================
SYNOWIE IRBISA
______________

Małżeństwo z Irbisem pozwoliło Tamansie powrócić od nowego półarla do szkoły pracownic biurowych. Przedtem musiała przerwać naukę bo nie miała pracy a zasada była taka, że tylko przez pierwsze półarle można było jej nie mieć. Teraz Tamansa stała się nie tylko panią majstrową co owszem było fajnym tytułem ale też pracownikiem biurowym na miejsce Noltara. Prowadziła dokumentację zarówno mężowi jak i w swojej pralni. Tempry pracy mogła sobie tak ustawić aby to ze szkołą nie kolidowało. Wystarczyło na pralni przybić tablicę z dniami i temprami przyjęć a na stolarni podobną z dopiskiem: biuro obok, w budynku pralni. W końcu Irbis nie miał cały czas klientów dało się biura tych dwóch zakładów połączyć. Musiała tylko być obrotna.
W domu miała kłopoty z trzema małymi łobuzami - Irbikimem, Kimifirbem i Irbifuwo.
Nie chcieli wracać do domu o wyznaczonym temprze, krytykowali jej kuchnię. A ona naprawdę się starała. Była dla nich miła i ukradkiem przynosiła jedzenie z najlepszej jadłodajni. W dodatku to dzięki niej ojciec tych łobuzów miał nowe zamówienia.
Nie rozumiała dlaczego są tacy uparci, wręcz zacięci. Wciąż przesiadywali u swej babki, matki Kimi i z pewnością obgadywali macochę.
-Dlaczego wy mi to robicie? - Spytała raz łagodnie - czy to tak trudno wrócić do domu o czasie?
-Ty nam nie będziesz rozkazywać - odrzekł Irbikim. Zdawało się, że Irbis drzemie na kanapie i nic nie słyszy ale nagle wstał - A w ucho chcesz? - Krzyknął na dzieciaka - Masz robić tak jak ci każe matka.
-Ona nie jest moją matką.
-To wynocha!
To tyczyło tylko najstarszego syna i chyba nie do końca serio było powiedziane ale wszyscy trzej zerwali się i uciekli.
=========
Gdy Tamansa była w szkole Aftara przyszła z zabranymi przed pogrzebem kluczami córki, spakowała i wyniosła z domu rzeczy chłopców oraz parę pamiątek po córce a potem przyszła ponownie ale już do pralni, skontaktowała się przez milanderłącze z Rezeryką i poprosiła o przysyłanie pieniędzy na utrzymanie ich współnych wnuków bo jej na to nie stać.
Skutkiem tego już nazajutrz przyleciał po chłopaków Milaryk. Trafił na awanturę bo Irbis właśnie zarzucał Aftarze, że ma klucze i wchodzi do jego domu kraść.
- Tylko dzieci spakowałam - powiedziała.
-No, Milaryk, czy ona może wchodzić do mojego domu kiedy chce i kraść? - Wsparł się Irnbis autorytetem brata.
-Nie możesz Aftaro - przyznał Milaryk.
-Weź ją zgłoś do sądu! - Żądał Irbis.
-Lepiej nie - to babka twoich synów.
-Tacy tam synowie! Łobuzeria!
-Zrobimy tak - powiedział Milaryk - ty Aftaro natychmiast oddasz klucze a ja jeszcze od ręki zainstaluje Irbisowi nowy.
-I mojej żonie do pralni też!
-Dobrze, do pralni też. A chłopców zabiorę, żeby się uczyli pożytecznych zawodów i żeby nikt ich nie nazywał łobuzerią bo to przecież moi bratankowie są.
Tak zniknął z domu i oczu Tamansy poważny problem.
Synami Irbisa zajęli się Milaryk i Knieja Korala we współpracy z resztą rodziny.
Początkowo plan był taki, że to Milareza przyjmuje ich do siebie. To byli mali chłopcy . Pasowali wiekowo do jej malców. Najstarszy z nich urodził się około szeć nonestrów wcześniej niż Siegrid i Magnoliusz a najmłodszy dwa dni po Wiernyszku.
Aż dziw, że tyle kłopotów mogli sprawić macosze.
Rezeryka chętnie by ich wzięła ale Kordian wilkiem patrzył już na to, że ona, Era i Andzio mieszkają w pałacu namiestnikowskim.
-Przenieście się do mnie, przecież się pomieścimy - powiedziała Milareza, to samo zaproponowali Milaryk i Redzio.
-Jest jeden szkopuł - wyjaśniła - Koror chce abym miałą Kordiana na oku. On zawsze był gotów wspierać mnie w waszym wychowaniu. Nie mogę go zawieść.
-Przecież to dorosły mężczyzna - powiedział o Kordianie Milaryk..
-A wiesz jak ja sie cieszyłam, że nie zostaniesz w Arblandach sam tylko z Milarezą i Waltkiem?
-Myślałaś, że będę imprezował?
-Nie, że zapomniesz zjeść, położyć się spać i umyć się bo tak cię pochłonie praca w warsztacie. Ty to nawet się nie złościłeś, że z nimi mieszkasz bo miałeś bezpłatną obsługę, a jak myślisz dlaczego ja w tak wielkim pałacu zawadzam Kordianowi?
-Kompletnie tego nie rozumiem, przecież gdyby chciał zaszaleć to jest tyle restauracji.
-A w każdej jakiś wizjofon - dopowiedziała z przekąsem.
Tak więc chłopców miała wziąć Milareza ale gdy Milaryk już po nich leciał zagwizdała do niego Knieja.
-Tak sobie pomyślałam, że kiedyś będziesz chciał wyszkolić jakichś swoich następców.
Mieszkanie mamy duże, na utrzymanie nas stać ...
-No tak a chłopaki już w majtki nie sikają i nie beczą po nocach a imię rodowe maja takie jak ja - przyznał - bierzemy.
Knieja pamiętając jak bardzo jej niegdyś przeszkadzał brak własnego pokoju była skłonna dla każdego malca urządzić oddzielny. Milareza uśmiechnęła się łagodnie - są za mali a na dodatek znajdą się w obcym otoczeniu, zabrałabyś im poczucie bezpieczeństwa.
-Myślisz?
-Tak. Ja dopiero niedawno dałam Aldusi oddzielny pokój. Na wszystko przyjdzie czas, narazie urządźmy im wspólny pokój obok waszego. Musicie być blisko na wypadek gdyby, któryś miał zły sen.
Aldusia ostatnio chętnie trzymająca się blisko Milarezy oraz innych dam doradziła -I zróbcie im portret pamięciowy matki -
Nie było takiej potrzeby, spośród licznych fotografii Knieja wybrała taką na której uśmiechnięci Irbis i Kimi karmili z dziećmi łabędzie. Powiększyć i odbić wprost na ścianie ich pokoju? - Spytała Milarezę.
-No - przytwierdziła Aldusia. Milareza nie była tak zdecydowana:
-Można ale można też dać im do wybrania. Nie wiem co jest słuszne bo niektórym dzieciom jest bardzo trudno wybierać.
-Zwyczajnie, przygotuję im przeglądarkę rodzinnych fotografii - podjęła decyzję Knieja.
Jeszcze tej nocy Irbifuwo wpakował się do łoża między Knieję i Milaryka. Nawet Milaryk nie zaprotestował rozumiejąc, że właśnie nawiązują przyjaźń z tym malcem.
===========
Tymczasem Irbis już się uspokoił co do kluczy za to złościł sie na rodzinę.
-We wszystko muszą się wtrącić. We wszystko i zawsze. Przecież chłopaki by wróciły, nie trzeba ich było zabierać.
Tamansa starała się go pocieszyć - może jak będą daleko to szybciej zatęsknią i poproszą aby ich przywieziono, i będą już grzeczni, zwłaszcza, że przecież będziemy też mieli własne dzieci.
Tamansa nie mówiła, że już w tej chwili spodziewa się dziecka lecz Irbis tak to odebrał i zaczął się przed ludźmi przechwalać. Tamansa zrazu dementowała a później okazało się, że jednak się spodziewa. Rozumiała, że dzięki temu może wreszcie zostać zaliczona do rodziny milandryjczyków i dostać ładne prezenty.
http://b4.pinger.pl/f05ed3dbe615c0ec2a7cd735788ce74b/025.jpg
Damara miała swój plan na karierę zawodową. Ponieważ Unasjan rodziło się coraz mniej należało się zatrudnić w domu narodzin tam gdzie w okolicy mieszka jak najwięcej Pukatańczyków. Takie pomysły miało więcej jej kolegów i koleżanek. Wybrała więc miejsce gdzie się żadne z nich nie wybierało - Arblandy. Nie rozumiała dlaczego nikt inny nie wpadł na ten pomysł. Korzystając z przewodników dotarła do Milanderdomu a tam już się dopytała o siedzibę zarządu. Wybrała jeden z gabineteów z napisem "członek zarządu" i w odróżnieniu od pozostałych z męskimi imionami.
"Członek Zarządu Kordian Tolimańczyk, sprawy ogólne" Właściwie był też inny gabinet, który być może powinna wybrać: "Członek zarządu Rezeryka Magnolia, sprawy ogólne w szczególności medyczne". Jednak najlepiej jej się zawsze rozmawiało z mężczyznami. Nie zawiodła się. Młodziutki Kordian był miły, pełen uznania wobec jej urody i kwalifikacji.
-Oczywiście - powiedział - masz to już załatwione - Napisał zlecenie przyjęcia i potwierdził podpisem oraz odciskiem palca.
Szef domu narodzin długo obracał otrzymany od niej arkusik w ręku, włożył do czytnika, potem znów obracał. Wreszcie powiedział - załatw jeszcze podpisy Rezeryki i Milarezy, bez tego nie ma mowy abym z tobą rozmawiał.
-A mogę omówić moje kwalifikacje?
-Nie, powiedziałem wyraźnie - nie będę rozmawiał.
-Ale ...
-Jesteś pewna, że chcesz przedstawić kwalifikacje a nie urok osobisty? Powiedziałem: nie.
Trudno, wróciła do Milanderdomu i weszła do tej kobiety od spraw medycznych.
Od razu poprosiła o podpis. Kobieta obejrzawszy arkusik bez słowa wrzuciła go do urządzenia, które się Damarze skojarzyło z niszczarką. Po drugiej stronie wypadł czyściuteńki i pojechał między inne takie kartoniki.
Weszła jeszcze raz do Kordiana bo była zdecydowana załatwić tę sprawę. Bardzo serio się zdenerwował - te damule chyba myślą, że ja tu nie mam nic do gadania. - Powiedziawszy to wypełnił następny kartonik, podpisał i wszedł z nią do Rezeryki.
- Proszę to podpisać huknął na kobietę, która mogłaby być jego matką (jeśli nie babką).
-Nie, Kordianie - odpowiedziała - jestem pewna, że twój ojciec chce uczynić cię namiestnikiem i zapewne uczyni ale nie podejmuj złych decyzji.
-Bo co? Bo ty na niego wpłyniesz? A gdzie Milareza? Znowu obszywa laleczki dla męża zamiast urzędować?
-Jest przy milanderłączu.
Od razu czuło się, że Kordian jest tu najważniejszy. Milareza pracowała nad jakąś twarzą.
-Co to ma być? - Zapytał zirytowany.
-Mimik - spkojnie wyjaśniła kobieta - zechciej proszę zapoznać mnie ze sprawą.
-Nie. Masz tu w tej chwili przyjechać podpisać dokumenty!
-Dokumenty można przesłać kopiarką.
-Proszę bez dyskusji, albo pracujesz albo się zwalniasz i szukam kogoś odpowiedniejszego.
-Zaraz przyjadę - odpowiedziała grzecznie.
-No mam nadzieję!
Przyjechała dość szybko. Weszła do gabinetu Rezeryki sprężystym krokiem, uśmiechnęła się i poprosiła o pokazanie dokumentów. Podał jej arkusik, chwilę gapiła sie w niego jakby czytać nie umiała, potem usiadła i spytała Damarę - czy to o ciebie chodzi?
-Tak.
-Jesteś bardzo młoda.
-Ale ma doskonałe kwalifikacje - argumentował Kordian.
-Ile porodów odebrałaś? - Zapytała półgłosem Rezeryka.
-Nie popisuj się - skarcił ją Kordian - wykształcenie ma lepsze od ciebie.
-A gdyby kobieta rodziła piąte dziecko czy umiałabyś ją przekonć aby oddała do adopcji?
- spytała ledwo słyszalnie Milareza.
-Oczywiście, przecież uczą nas sztuki argumentowania.
-Dobrze, załóżmy, że znasz kobietę, która nie może mieć dzieci i prosi cię o pomoc. Tymczasem żona Kordiana rodzi już piąte.Pokaż nam jak go przekonasz aby nakłonił żonę do oddania dziecka.
-Proszę bardzo - odwróciła twarz w stronę Kordiana, uśmiechnęła się - gratuluję - powiedziała - macie już czworo pięknych dzieci, czyż nie będą się czuły odtrącone gdy zajmiecie się maluszkiem?
W oczach Milarezy pojawiły się łzy - Wybaczcie powiedziała i wstała by wyjść. Rezeryka natychmiast też wstała.
-Przepraszm was - powiedział Kordian - oczywiście przekonałyście mnie ale czy musicie od razu płakać?
- Wybacz Kordianie, mało o mnie wiesz i dlatego nie rozumiesz. Wyjaśnię ...
Milareza się rozszlochała i wyszła a za nią Rezeryka.
-Damara - powiedział Konrad - ja nie wiem dlaczego ich reakcja jest aż tak przesadna ale nie tylko ciebie ale też żadnego innego Unsjanina przyjąć do domu narodzin nie pozwolę. Idź już argumentatorko i wiedz, że nawet dwudziestego dziecka bym wam nie oddał. Tam są drzwi.
Gdy opowiedziała tę sytuację kolegom jeden zachichotał - to trzeba było od razu powiedzieć, że po prostu lekko byś taką kobietkę podtruła i wywiozła niby to w celu ratowania życia do naszej placówki a tam by już później jej wyjśniono, że dzieci nie udało się uratować.
-Chyba dziecka?
-No tak, po prostu Milareza rodziła wtedy bliźnięta i dlatego tak mi się powiedziało. Chyba coś się powinno wiedzieć o miejscu i ludziach zanim spotkamy? Nie zastanowiło cię, że nikt mądry się tam nie wybiera?

=====
http://b3.pinger.pl/09625059dc33cbc70500f9b5cb0f46a4/014.jpg

Świetne są te twoje dzieciaki, zwłaszcza młodsze - powiedział Argiżowi Czebolut - widziałem je w stolicy na filmie.
-Jakim filmie? Zapisz mi to - zażądał Argiż.
-Przywiozłem ci biuletyn.
Film nosił tytuł: "Mój mąż kręci film" Argiż zaproponował Kwiludzie, z którą się ostatnio
spotykał aby pojechali razem. Oczywiście musiał jej zafundować ale razem było raźniej.
Na filmie była scena kiedy oblano wodą jedno dziecko, na szczęście nie jego.Toland miał robić minę zmęczonego, idącego w deszczu człowieka, którego wizję pokazano na górnym monitorku, na dolnym większym była ta sama sceneria a na jej tle głowa podobnie opatulona jak u tego na górze.
Ten na dole robił te same miny co Tolo. Walturianowi się nie podobały - ty tego nie
udawaj - tłumaczył chłopcu - ty sobie to wyobraź.
-Ja to zrobię tatusiu - krzyknęła czarnowłosa dziewczynka - Magnol leć po polewaczkę.
-Nie żartujcie - protestował Walturian - mama nas zabije.
-Coś ty tatusiu - uspokajała dziewczynka - mamusia nas kocha.
-Na przekór wszystkiemu - uśmiechnęła się Alda.
Zrobili to i to w mieszkaniu. Dziewczyna opatuliła się kocem, brat obficie polał ją z jakiegoś urządzenie imitującego deszcz.
-Nagrało się tatusiu, nagrało - wykrzyknęła .... Nola.
-Tali w tej chwili biegnij się przebrać i wysuszyć. Aldusiu dopilnuj tego.
-A kto zatrze dowody winy? - Spytała Alda.
-No przecież ja - wyjaśnił najstarszy chłopiec.
-Nie, ale najpierw mnie polej - domagał się Tolo - teraz ja to zrobię.
-Nie. Nie zalejemy mieszkania i nie poprzeziębiamy was wszystkich dla jednej sceny - protestował Walturian - Siegrid wyprowadź polewaczkę.
-A dlaczego nie Magnoliusz?
-Bo ciebie poprosiłem.
-Ale zobaczmy czy się dobrze nagrało bo może jednak trzeba powtórzyć - radziła Nola.
-Dobrze czy źle nie będziemy tego powtarzać - oznajmił Walturian.
Trochę się zrobiło zamieszania bo najstarszy syn Walturiana sterował maszynkami, które genialnie
usuwały ślady ulewy zaś pozostałe dzieci sprawdzały co się nagrało.
-No i dobrze jest - zauważył Walturian.
-Ta, pewnie - obruszył się Tolo - z polewaczką i mokrym kocem to każdy głupi potrafi.
-Jeszcze nieraz będziesz się miał okazję wykazać - uspokajał go Walturian - na przykład zrobimy teraz scenę na której Cylier z upodobaniem je kandyzowane owoce.
-No to muszę takiego owoca dostać.
-Oczywiście.
-Nie, to moja kolejka ja teraz zagram - protestowała Nola.
On a owoce dostaną wszyscy - odrzekł Walturian.
=======
-Słyszałaś - nazwała go tatusiem - powiedział Agiż do Kwiludy.
-Bo jego dzieciaki tak wołają i jej się udzieliło - wyjaśniła i dodała - a ta twoja Alda wyrasta na piękną i uroczą kobietę.
==========
Nie każdy lubił tego rodzaju filmy, niektórzy oglądali je tylko dlatego, że nie było wielkiego wyboru lecz Enilioborian postarał się o własny zestaw, oglądał z uwagą, robił notatki a oprócz tego wykorzystywał te filmy na swoich lekcjach w szkole filmowej.
http://b1.pinger.pl/7f4d32f8379271309ff64b684bbcad1e/.jpg
Argiż został zaproszony na wesele Leonki.To była wielka impreza zorganizowana w budynku teatru. Gości było mnóstwo, był nawet naczelnik Degeden.
Oczywiście Argiż usiadł z dziećmi. To nie było ich jedyne spotkanie odkąd dzieci zamieszkały w Arblandach ale można było fajniej pogadać i razem sie pobawić. Zorganizowano zabawy, występy i tańce. Zajadając ulubione albo nawet nieznane potrawy wysłuchiwał opowieści. Aldusia zaczęła już wchodzić w wiek kobiecy ale wciąż była dzieckiem.
Zdziwił się gdy powiedziała, że się zapisała do szkoły filmowej.
-Nie jesteś za młoda?
-Będę najmłodsza ale brałam już udział w robieniu filmów a wiedzę ogólną podobno mam większą niż niektóre inne dziewczęta zapisane na ten kurs.
-Będziesz się uczyć tam w Arblandach?
-Nie. Tam jest tylko kurs montowania filmów a ja chcę być aktorką, postanowiłam się uczyć tutaj. Zamieszkam w Miltwaltdomu.Leonka z mężem też tu będą mieszkać i ciocia Dagrida tu jest. Pewnie, że szkoda mi będzie opuszczać rodzeństwo i opiekunów ale tu mi będzie łatwiej się dogadać z koleżankami niż tam. Zresztą kiedyś pewnie Tolo i Nola też tutaj podejmą naukę.
Argiż już wiedział co zrobi. Wkrótce sprzedał swoje gospodarstwo choć było mu go żal bo to jeszcze po pradziadku ale miał podstawy wątpić, że je kiedyś Tolo obejmie.
Kupił dom w Degeden. Oczywiście porozmawiał przedtem z Kwiludą. Powiedział jej,że chce się żenić ale chce też odzyskać dzieci. Zdecydowała się. Miała zresztą dwóch synów i marną chatynkę. Aby zarobić chodziła na posługi.
Wkrótce oboje szukali pracy w Degeden. Nie było łatwo, zwłaszcza jemu bo ona te swoje posługi i tu dostała.
W Degeden było mnóstwo poszukującej pracy młodzieży i zawsze ktoś tych młodych protegował. Gdy już poczuł się brakiem sukcesu załamany zjawiła sie Milareza. Ponieważ kiedyś, w czasach gdy to jego brat miał objęć gospodarkę on uczył się u tapicera, pomogła mu otworzyć zakład tapicerski. Wynajęła lokal, kupiła narzędzia i materiał.Zawiesiła szyld, dostarczyła ogłoszenia aby je rozkleił na słupach, dała pierwsze zamówienie.
Niestety na maleńkie mebelki i z zaznaczeniem, że robota musi być zrobiona tak solidnie jak przy dużych bo na filmie fuszerkę trudno ukryć.
-Dlaczego ty to dla mnie robisz? - Zapytał zdziwiony.
-Ze względu na dzieci. Nigdy nie przestaniesz być ich ojcem a po za tym podoba mi się
twoje poświęcenie. Radź sobie.
Przede wszystkim poleciał porozklejać te plakaty.

http://b1.pinger.pl/4ebddfd559594b4b3c0d8b44c8e782b2/045.jpg
Milareza wcale nie była zadowolona z tego, że Aldusia wyjeżdża do Degeden ale nie chciała jej blokować. Argiż był zdania, że dziewczyna powinna zamieszkać w jego domu.
Kupił na tyle duży by w nim pomieścić wszystkie dzieci. Milareza zwróciła mu uwagę na pewien aspekt:
-W twoim domu mieszkają dwaj dorastający młodzieńcy.
-W twoim domu też mieszkają mężczyźni.
-Z żonami a ja w dodatku nie przyślę tu Aldusi samej tylko z opiekunką i postaram się aby zamieszkała z nią jakaś koleżanka. Zatrudnię też gosposię i wszystkie cztery zamieszkają w wydzielonej części domu. W tym domu mieszka też moja przyjaciółka a zarazem dawna guwernantka Aldusi i Leonka, będą miał na wszystko baczenie.
Milareza chciała zatrudnić jako dodatkową opiekunkę Aldusi dziewczynę wybraną spośród uczennic szkoły filmowej w Degeden. Ponieważ jednak Aldusia gdzie mogła opowiadała o ich planach zgłosiła się do zarządu Arandii kobieta z córką pragnącą zostać aktorką ,by ją Milarezie zalecić,
===========
Koror dostawał od pracowników zarządu arandii alarmujące wieści o tym,że jego syn pomiata Rezeryką i Milarezą. Ustawił więc sobie kamerki tak zaprogramowane by włączały się gdy się spotka w pracy dwoje członków zarządu Arbland. Gdy mu takie zdarzenie nagle zasygnalizował jeden monitorów, gestem wyprosił relacjonującego mu coś pracownika i włączył tenże monitor. Kordian własnie darł się na zachowującą spokój Milarezę i to darł się przy zachwyconych tym petentkach w tym 12 arlowej smarkuli.
-Zamiast siedzieć w pracy robisz zabawki dla mężusia, a jak już raczysz być w pracy to załatwiasz jakieś swoje sprawy prywatne.
- To już wszystko - zwróciła się Milareza do kobiet z wyraźnym zamiarem poproszenia o opuszczenie gabinetu.
-Nie zajmuj się innymi sprawami kiedy do ciebie mówię! Co wyobrażasz sobie, że kim ty jesteś? Zwykłą adoptowaną znajdą! (Kobiety przestały się uśmiechać)
-Przekroczyłeś limit mojej cierpliwości - powiedziała spokojnie i na tyle cicho, że Kordian zamilkł aby ją słyszeć - ja owszem jestem znajdą ale twój ojciec nie jest głupcem a ja teraz to już muszę poprosić go interwencję bo sobie z tobą nie radzę - tu Kordian chyba chciał wybuchnąć ale się powstrzymał bo ona mówiła dalej - a wiesz o co będzie miał do mnie pretensje? O to, że nie zrobiłam tego wcześniej(zgadza się - pomyślał Koror). Niestety ja wciąż wierzyłam i nadal
wierzę, że w gruncie rzeczy jesteś dobrym chłopcem tylko się nudzisz. Czy już zrobiłeś te zestawienia o które prosiłam?
-Scedowałem na pracownika.
-Masz takie prawo ale mądrzej byłoby zrobić bo czegoś byś się przy tym nauczył.
-A ty opracowałaś te zmiany w systemie szkolnictwa o które prosiłem?
-Też bym scedowała na kogoś kompetentniejszego ...
-Więc przyznajesz,że jesteś niekompetentna?
-Oooo w wielu dziedzinach, od tego mamy fachowców aby nam doradzali a co do zmian w systemie oświaty uważam je za zbędne.
-Programy szkolne pamiętają czasy twojego ojca.
-Tak ale są dobre. Twój ojciec zakazał nam łatać to co jest całe - wyjaśniła i nie czekając na odpowiedź dodała - Kordianku,...
-Nie mów do mnie Kordianku, z pieluch już dwno wy...
-...pracę w zarządzie traktuj jak staż - kontynuowała ignorując jego słowa - przyglądaj się pytaj, rób zestawienia, bądź gotów się uczyć. Oczywiście poproszę twojego ojca aby cię skrzyczał ale ... - tłumaczyła tak łagodnie, że Kororowi zachciało się śmiać. Za chwilę jednak znów się zdenerwował.
-Nie myśl, że ja będę milczał jak ty traktujesz pracę - postraszył Milarezę Kordian.
-No jak ją traktuje syneczku? - Zapytał włączył się nagle w rozmowę i zaraz przeszedl na krzyk - jak ty śmiesz gówniarzu wydzierać buzię na kobietę starszą niż ty i na dodatek kompetentnego członka zarządu?
Tyś tam pojechał się uczyć a nie odgrywać rolę szefa. Stażystą jesteś a nie namiestnikiem.
Zarozumiałym smarkaczem a nie kompetentnym urzędnikiem. Milareza więcej zrobi w cztery tempry w swoim domowym gabinecie niż ty przez cały dzień roboczy prując pysk na zarząd i urzędników. Ja wiem że Milareza musi gospodarować czasem, że ma męża i dzieci gdyby nie to zrobiłbym ją namiestnikiem i ty byś wtedy wiedział kto tam rządzi.
-Musisz się na mnie wydzierać przy petentach?
-A to w tym jest coś złego syneczku? Siadaj! - A te panie z czym przyszły? - zwrócił się do
Milarezy.
-Młodsza chce być przyboczną Aldmary w Degeden. Odmówiłam i miałam już zaproponować inne rozwiązanie gdy wszedł dostojny Kordian.
-No to już nie proponuj żadnych innych rozwiązań bo są wyjątkowo nietaktowne. Panie wyjdą same czy mam wezwać ochronę?
==========
Przyjechał wkrótce potem by poustawiać trochę ten swój zarząd, sprawdzić na miejscu jak działa i zmienić Kordianowi tabliczkę na drzwiach.Teraz pisało tam "Stażysta, pomocnik zarządu"
-Dlaczego mnie tak upokarzasz?- Zapytał syn.
-Aby zapobiec upokorzaniu przez ciebie innych. Gdyby nie to, że moim zdaniem Milareza i Rezeryka jednak sobie z tobą radzą zabrałbym cię do domu i dał ci inne zabawki.
-Milareza włączyła ci podsłuch?
-Nie sam go zaprogramowałem bo miałem na ciebie dużo skarg od pracowników. Nikomu się nie podoba to jak traktujesz starszych i kompetentniejszych od siebie.
A ja uważam, że jedyna twoja przewaga nad Milarezą albo Milarykiem(celowo zmieścił w jednym zdaniu rodzonego syna i adoptowaną córkę Milandera) jest taka, że ja jeszcze żyję. Wykorzystaj ten czas i ucz sie abyś gdy umrę miał wartość sam z siebie a nie z tego kim jest twój ojciec. To może wtedy nikt nie powie - nie możemy obsadzać wszystkich stanowisk potomkami Korora.
Koror nawiązywał w ten sposób do protestu Kordiana gdy mianował Milaryka naczelnym inżynierem arandii.
Oczywiście Koror nie miał tylu potomków co Milander więc taka odzywka z czyjejkolwiek strony była mało prawdopodobna.
http://b2.pinger.pl/d12fe1491340ec5293ed9d63cc363677/Matylda.jpg
Na drugi wieczór Koror zaprosił na kolację Rezerykę z wszystkimi jej zamieszkałymi w
Arblandach dziećmi i rodzinami dzieci było więc licznie i wesoło.
-No i jak z tymi nietaktownymi damami Milarezo, rozgadują po całym mieście? - Zapytał.
-Tego nie wiem, ale przez pomyłkę przyjęłam na przyboczną Aldmary siostrę jednej a pasierbicę drugiej z tych dam, z tym ...
-Ale jak ona się cieszyła! - Wykrzyknęła Nola.
-Udało się! Udało - podskoczyła dwakroć Tali z wyciągniętymi w górę rękoma.
-Naprawdę drogi kuzynie - śmiała się - miło było to zobaczyć.
-Jaki znowu kuzynie? - Zaprotestował Kordian.
-A ja nie do ciebie mówiłam bo dla ciebie to ja jestem ciocia - poinformowała wesoło.
Wybałuszył na nią oczy a Koror ze śmiechu omal się nie zakrztusił.
-To ty nie wiesz, że nasz pradziadek był twoim prapradziadkiem - zdziwił się pod adresem Kordiana Magnoliusz.
-Tak tato?- Upewnił się młodszy brat Kordiana Koralotto.
-Tak, Orbort był dziadkiem twojej babci a zarazem Milarezy. Dzieciaki Walturiana są dobrze zorientowane w historii.
-Robimy filmy historyczne - Wyjaśnił Karis - Niedługo pojedziemy do skansenu robić film i tam będą grać prawdziwi ludzie. Najlepiej rudzi i blondyni ale to można podrasować. Wyjedziemy szybciutko, żeby jeszcze Aldusia mogła coś zagrać.
-Mamy swoje sposoby aby to się udawało - dorzucił Tolo.
-A ta nowa - oświadczyła Netusia podnosząc palec do góry - jest ruda.
-Faktycznie - przyznała Milareza - jasno ruda.
-A jej siostra jaka? - Spytała Knieja.
-Nie musimy się tym przejmować bo nasza już się usamodzielniła - wyjaśniła Milareza.
-Tamta i tak będzie zazdrosna.
-A zaraz ... Weźmy obie, przy okazji zobaczę jaka jest między nimi relacja bo podobna może być z Aldusią - przemyślała rzecz Milareza.
- Aldmarą - poprawiła Aldmara. Owszem kiedyś lubiła to że Milareza zdrabnia jej imię lecz teraz czuła się na to zbyt dorosła.
===========
Kiedy Milareza zaproponowała, rzecz jasna przy rodzicach, młodej blondyneczce udział w filmie ta odpowiedziała - skoro wysyłacie do Degeden Dikkikę, to weźcie ją sobie też do filmu.
-Dobrze - odpowiedziała Milareza.
-Bo ja nie chcę takiego marnego pocieszenia.
-W porządku, ja tylko pytałam, już sobie idę.
-Chwileczkę - zatrzymała ją matka - a jaka byłaby jej gaża?
-To już nieaktualne.
-Dlaczego? Ona w tej chwili jest rozżalona, potem to przemyśli.
-Tak ale takie sytuacje mogłyby się powtarzać bo reżyser jest wymagający i czasem krzyczy, obsługa musiałaby się skupić na opiece nad twoją córką a tam będą inne zajęcia.
-To ja z nią pojadę.
-Zgodziłabym się na to gdyby twoja córka miała być gwiazdą uświetniającą film ale ona byłaby tam zwykłą statystką. Chcieliśmy ją dołączyć tylko dlatego aby nie czuła się zazdrosna, o to że Dikkika tam wystąpi.
-Chcę pojechać - zawołała blondyneczka.
Milareza się zawahała - dobrze ale najpóźniej po drugim takim występie jak tutaj odeślę cię do domu. Tam musisz być zdyscyplinowana. Nie chcę, żadnego biegania na własną rękę po okolicy ani flirtów.
-To już raczej domena Diki - wtrącił się milczący dotąd ojciec. Popatrzyła nań z uwagą i nic nie odpowiedziała. Za to temat podjęła matka - Jeszcze Wirgillę chciała w to wciągać.
-Jest źle - pomyślała Milareza.
-A dlaczego wybrałaś właśnie ją? - Spytała Wirgilla - w czym jestem gorsza?
-Ona jest starsza, wydała mi sie stabilniejsza emocjonalnie no i wspomniała, że zajmowała się młodszą siostrą - wytłumaczyła łagodnie Milareza. Wirgilla po tym wyjaśnieniu jakby się uspokoiła i poinformowała już grzecznie - Ja nie zawsze taka byłam.
-Oczywiście, że nie - uśmiechnęła się Milareza - to taki wiek, minie ale ja właśnie teraz potrzebuję przybocznej dla Aldmary.
-A jaką miałaś dla mnie propozycję?
-Lepiej abyś nie wiedziała.
-Powiedz.
-Po co? Po prostu przygotuj się do wyjazdu - Milareza skierowała się do wyjścia.
-A jakie stroje powinnam zabrać?
-Wygodne i przyzwoite. Stroje do filmu będą ci wypożyczone.
-A o czym będzie ten film?
-Wirgillo albo pogódź sie z tym, że ci nie odpowiem albo zrezygnuj.
-Chyba mogę wiedzieć gdzie będą moje córki? - Znów zabrał głos ojciec.
-Nie. Bo wiedziałbyś też gdzie będą niektórzy członkowie rządu.
-To jest niebezpieczne?
-Im więcej kolegów o tym powiadomisz tym będzie niebezpieczniejsze. Naradźcie się.
Była pewna, że po takiej puencie ich rozmowy dziewczyna nie stawi się w dniu wyjazdu, jednak przyszła i to z ojcem.
-Ale przecież u nas nie ma nigdy zamachów stanu? - upewniał się.
- W zasadzie były ale ukierunkowane na konkretne osoby - odpowiedziała.
-No to przecież nie na moje córki - uspokajał się.
===========
Poleciała z całą grupę na miejsce. Byli tam już przywiezieni wcześniej Enilioborian ze swoją ekipą i t.zw. odtwórcy, którzy lubili się tu bawić w Tapuneków.
Enilioborian przedarł się do niej.
-Co przywiozłaś?
Stroje z lepiarni i rekwizyty.
-Tawii trzeba przefarbować włoski, Wiernyszowi założyć perukę.
-Słucham? Ja i maluchy nie będziemy w tym grać.
-No nie żartuj.
-Wypożyczę ci lalki dzidziusie.
-Dzieci powinny być w różnym wieku. Dużo dzieci.
-To się później podrasuje ale na pewno nikt nie będzie farbował włosków moim maleństwom, a ja tu mam być charakteryzatorką.
-Nie mogłaś wybrać bardziej blond opiekunek?
Słysząc to, dobrze już znająca kaprysy Enilioboriana, Dewanda ryknęła śmiechem.
http://b3.pinger.pl/6efc6c8656d48df7c03bd24292eb9e15/Wirgilla.jpg
===========
Milareza mówiła prawdę. Reżyser był straszny, najgorsze, że nie pamiętając jej imienia wrzeszczał : ty, ty, ty i wskazywał ją paluchem,
-Ty, ty, ty jak leziesz? Co do ciotki na imprezę się wybierasz?
Milareza za jego plecami pokazała jej właściwy chód. Wirgilla była zdecydowana wytrwać więc go powtórzyła.
-No, lepiej ale na jutro to ty z nią Milareza poćwicz chodzenie. Poćwiczyły, Milareza przynajmnieni nie krzyczała a Wirgilli do podjęcia intensywniejszych starań wystarczyło pomyśleć jak będą kpiły z niej koleżanki jeśli zostanie stąd odesłana jako nieprzydatna.
Już w wyobraźni słyszała Fiagratorę: Nawet na statystkę sie nie nadaje a chce grać w filmach główne role.
Innym razem reżyser wrzasnął ty, ty, ty, uśmiechaj się ciumcio! Tali zza jego pleców zrobiła do niej przezabawną minę.
-O tak - krzyknął widząc uśmiech na ustach Wirgilli - teraz dobrze.
-Wyobrażaj sobie śmieszne rzeczy - krzyknęła do niej Tali - na przykład jak taki wielki ptak leci nad reżyserem i robi kupę.
Teraz wszyscy sie roześmieli.
-No i tak trzymać - oznajmił a potem odwrócił się do Tali - ty huncfocie. Łap za farby i paszła malować!
-Ja też chcę malować - krzyknęła Netusia.
-Nie. To jest rola Tali. Ty możesz tańczyć z tą drugą Notusią.
Na Dikkikę też pokrzykiwał - ruda tu, ruda tam. Ruda lulaj dziecko, ruda mieszaj zupę i.t,p, ale przynajmniej jakoś ją nazywał a na Wirgilę tylko wskazywał paluchem i krzyczał - ty, ty, ty.
Któregoś dnia strasznie zwrzeszczał jedną z młodych aktorek a potem wskazał paluchem Wirgillę - ty, ty, ty - zagraj to!
Mało nie zemdlała z wrażenia.
- No już! - krzyknął i od razu się zmobilizowała.
Wróciła do koleżanek radosna.
-No i jak? - Zapytały.
-Ciężki kawałek chleba. Jak ten reżyser się na nas darł to nie macie pojęcia.
-Ale wytrzymałaś?
-Tak, dał mi nawet taką małą epizodyczną rólkę. Nic ważnego ale namówił Milarezę by zapewniła mi utrzymanie, mieszkanie i czesne.
-E tam?
-Serio. Z trudem ale załatwił.
===========
Sypialnię miały dziwną. Te co dostały miejsca po brzegach mogły wchodzić na łóżko zwyczajnie z boku ale Aldmara i Wirgilla jako młodsze dostały miejsca w środku i wchodziły od tyłu. Aldmara się zaśmiała- to zasługa wujka Irbisa - miał zrobić zwyczajne meble a zrobił takie dla olbrzyma i to jest właśnie łóżko olbrzyma. Przedtem miało jeszcze wezgłowie od strony Dewandy i tylną ściankę na przeciw, no i oczywiście nie było
przedzielone ściankami na cztery części. Części były równe, tyle że Dewanda i Dikkika miały szafki postawione na podłodze zaś Wirgilla i Aldmara półki na ściance przeciwległej do tej pod którą leżał materac. Każda miała kinkiet nad głową. Piątą zamieszkałą w tej wydzielonej części domu ale już w osobnym pokoju była Tutarra, która objęła funkcję gospodyni.
Inaczej sobie Wirgilla wyobrażała życie z dala od taty i mamy. Ten pokój nie był ich jedynym pokojem, miały salon i pokój do nauki jadalnię do której posiłki przywoziło się z wielkiej kuchni, dwie łazienki, dwie ubikacje, garderobę, dostęp do pralni ale ta wspólna sypialnia psuła wszystko bo czyż można urządzić imprezę choćby w salonie gdy
ma się wspólną sypialnię z opiekunką? Zresztą i tak nie łatwo byłoby kogoś niespostrzeżenie do tej "fortecy" jak zaczęto w okolicy dom nazywać, wprowadzić.
Rozżalona Wirgilla usiadła w dziwnej wiacie na ławeczce. Siedziała tam już kobieta w czerwonej sukni z czarnymi detalami i czytała książkę, rzut oka na okładkę usposobił Wirgillę przychylnie. To był jakiś romans,
-Czy mogę tu posiedzieć? - Zapytała.
-No pewnie - kobieta zamknęła książkę - ty sie chyba czymś martwisz?
-Czuję sie potraktowana jak smarkula. śpimy w jednym pokoju z opiekunką.
-Wiem na łożu olbrzyma takim jak to, w którym teraz siedzimy, z tym, że nasze zostało inaczej potraktowane. Wcale się nie przejmuj, zespoły szkół od czasu do czasu urządzają wspólny bal - trafiła w sedno.
-Oj tam, szkolny bal. Na pewno nudny jak pogadanka tatusia.
-Nie. To byłoby zbyt straszne. A zastanów się za co ty byś tu imprezę urządziła?
-Trochę pieniędzy mi rodzice na wyjazd dali.
-To wydaj je mądrze. A przede wszystkim wykorzystaj swoją szansę. Ucz się to po półarlu będziesz na pewno jedną z pierwszych, które dostaną pracę i nie będą musiały wracać do domu.
-A ty się uczyłaś?
-Tak, też miałam swoją wielką szansę, na pewno jeszcze się bliżej poznamy. W tym domu mieszkają bardzo ciekawe typy, wszystkich ich poznasz i może kiedyś dołączysz do zespołu. Ja byłam uczennicą kiedy Enilioborian i jego przyjaciele w tym mąż Milarezy byli już nauczycielami, grałam nawet w takiej szkolnej sztuce, którą wtedy wystawiali a teraz należę do wspólnej grupy przyjaciół.
-Enilioborian tu mieszka?
-Tak z żoną i dzieckiem. To duży dom.Przepraszam cię ale muszę już iść do swojej rodziny. Obowiązki czekają.
==========
Podczas pierwszej lekcji w szkole prowadzonej przez Enilioboriana Aldmara wybiegła z płaczem bo kazał jej się zapisać na kurs montażystów i stanowczo przy tym obstawał bo on potrzebuje dobrego montażysty a ona mogłaby uzupełniać wiedzę w Arblandach i ma dostęp do materiałów filmowych, które mogłaby po swojemu w celach szkoleniowych opracować natomiast chętnych aktoreczek to on znajdzie mnóstwo i to na gwiźnięcie.
-No pięknie - stwierdził po jej ucieczce - pewno poleciała do ciotki Dagridy i dostanę burę albo wizjofonuje do Milarezy i usłyszę wymówki. No pięknie, co mi zależało niech sobie będzie aktorką, przecież i tak się nauczy montować filmy. Dobra, kto się chce skupić na montażu?
Zgłosiło sie paru.
-No i problem rozwiązany - stwierdził - będą montażyści.
Pod koniec lekcji wróciła Aldmara w towarzystwie damy, którą Wirgilla poznała w wiacie na łożu olbrzyma.
-Nie gniewaj się na nią - poprosiła Enilioboriana - ona po prostu ma swoje marzenia, zapiszcie ją na kurs aktorski.
-No dobra - skwitował damę po czym zwrócił się do Aldmary - Mogłaś powiedzieć, że aż tak ci zależy a nie zaraz płakać i alarmować dyrekcję ale tak okazyjnie to sobie jeszcze zrób ten kurs montażystów w Arblandach bo mnie jest potrzebny bardzo dobry montażysta.
http://b1.pinger.pl/4296222d51cd913fe64b15d8e6d665e2/006.jpg
Wieczorem Dagrida przyszła do ich salonu, pokazała Dikkice jakieś papiery - możesz mi powiedzieć dlaczego zapisałaś się na kurs scenarzystów zapytała.
-Enilioborian mi kazał.
-A to ja sobie z nim pogadam.Nie po to cię tu Milareza przysłała. Zależy ci na tym kursie scenarzystów?
-Nie.
-Bo jeśli tak, jakoś ci to załatwię, nie wyrzucę cię przecież ze szkoły ale na twoje miejsce tutaj dam kogoś innego.
-Nie, nie zleży mi, nie umiałam się wykłócić.
-No to ja się wykłócę.
Dikkika wróciła na kurs aktorski. Wirgilla była temu rada bo wolała mieć przy sobie siostrę aczkolwiek satysfakcję sprawiał jej fakt, że jej nikt na żaden inny kurs nie próbował odsyłać.
Wkrótce doszło jednak między nimi do zatargu. Zupełnie się czegoś takiego nie spodziewała.
A zaczęło sie od drobnych żartów Damitery z Aldmary. Żarty były zabawne, dziewczyny dorzucały swoje i Wirgilli też coś fajnego przyszło do głowy. Nie umiała się powstrzymać, musiała powiedzieć i wtedy zdarzyło się coś czego nie było nigdy wcześniej. Dikkika dała jej w twarz.
-Uuuuu - zawyły dziewczyny - co za wychowanie! Na żartach się nie znasz?
Trochę luzu babino,
-Już ci sie zapomniało jak byłaś młoda? - Zakpiła obrażona Wirgilla - po ruchomej drodze tańczyłaś.
-Jestem tu po to aby opiekować się Aldmarą.
-Ojej dzidzia potrzebuje niańki. A nosek jej wycierasz? A papu łyżeczką dajesz? - Kpiły dziewczyny.
Po południu zastała siostrę w "nadwornym" łożu olbrzyma. Dikkika płakała.
-No daj spokój - powiedziała pojednawczo Wirgilla - po prostu nie bądź taka sztywna .
-Po coś ty tu przyjechała, po coś ty tu przyjechała? - Z płaczem odpowiedziała Dikkika - Przecież jak ta mała komuś naskarży to obie stąd wylecimy. Do Wirgilli nagle dotarło,że podcina gałąź, na której siedzi.
-To nie ja, to Damitera zaczęła - próbowała sie bronić.
-Myśmy powinny tej małej bronić tymczasem ja siedziałam jak mumia a ty się produkowałaś.W język się ugryźć nie potrafisz? A jak ona się załamie i będzie chciała wrócić do Arbland? To myślisz, że ty tu zostaniesz?
-Oj tam, zaraz miałaby się załamywać - odpowiedziała Wirgilla ale trochę się przejęła i postanowiła bronić Aldy choćby z narażeniem życia. Wyobrażała sobie nawet takie sytuacje.

Dobrze im trzem układały sie relacje z Enilioborianem. Pozwalał im nawet siedzieć w
pokoju, który nazywał "reżyserką" i patrzeć co się dzieje w Mezo. Nie było tam już Milarezy bo miała jakieś ważne sprawy w arandii, były jednak jej starsze dzieci.
Enilioborian dziwnie grzecznie do nich mówił: Netusia, Netusia tu. Magnoliuszku zerwij dla niej trochę kwiatuszków. Tali opowiadaj coś.
-Ale co?
-Wymyśl sama, to będzie tylko widać a nie słychać.
-Nolcia rozdziaw trochę usteczka jakbyś coś niesamowitego zobaczyła.
-Aż żal, że nas tam nie ma - pomyślała Wirgilla.


http://b1.pinger.pl/42db50f7d1eccf60735de7f7a2ff6ef3/tytuyipaginy.jpg
Manitopana przeżyła chwilę grozy gdy rano zobaczyła w bazie dwa puste pokoje i nigdzie nie mogła znaleźć zakwaterowanych tu swoich podopiecznych ani nawiązać z nimi połączenia przez mikrołącze. Natychmiast wezwała Walturiana i
zawiadomiła Milarezę. Najpierw monitorowali okolice Mezo.
-Nie ma mojej tralotki - powiedział Milarezie Walturian.
-Tralotkę znajdziemy - powiedziała usiłując się uspokoić - nie zostawiły wiadomości?
-No nie.
-Ktoś się tam kręcił?
-Tu jest pełno ludzi.
-Sprawdź kogo brakuje a Turardo niech dokładnie obejrzy pokoje dzieci tylko tak aby nie zacierać śladów. Niech ustali drobiazgi, czy się kąpały, ubierały, rozmawiały przez milanderłącze, zabrały jakieś wyposażenie do gier terenowych, zresztą on się lepiej na tym zna ode mnie.
Turardo wszedł najpierw do pokoju dziewcząt, zamknął drzwi aby nikt mu nie przeszkadzał. Mało, że się ubierały one najwyraźniej się przebierały i to w pośpiechu bo rzeczy wcześniej założone wrzuciły byle jak do szafy. Postanowił się zresztą później upewnić czy nie miały takiego zwyczaju ale wątpił. Ostatnią osobą z jaką rozmawiały była Aldmara. Turardo zwłaszcza tę ostatnią wiadomość uznał za ważną, Wszedł do pokoju chłopców. Stwierdził to samo, były przebieranki. Wieczorem chłopcy korzystali z milanderłącza do sprawdzania interesujących ich
informacji historycznych.
Nagle jego wzrok padł na wewnętrzną stronę drzwi pokoju i po chwili zawizjofonował do Milarezy.
-Arandeto (wciąż używał tego tytułu), dzieci jednak zostawiły wiadomość i to nawet na dużym plastikowym arkuszu tylko zawiesiły go na wewnętrznej stronie drzwi a prawdopodobnie wszyscy dotąd dotąd ich nie zamykali za sobą.
Przeczytaj sobie i wiedz, że dziewczynki rozmawiały z Aldmarą, wyliczyłem, że u niej był wczesny ranek, tutaj jeszcze noc. To musiało być coś naprawdę ważnego. Dzieci nie wizjofonują o takiej porze a te stąd na dodatek zerwały się, wyeleganowały i ruszyły w drogę zamiast wracać do łóżek. Pewnie już są w Degeden
-Zgadza się. Tralotka stoi przed szkołą Aldy ciekawe co tak ważnego mają tam do
załatwienia. Jestem w drodze.Muszę się z nimi szybko skontaktować bo się miniemy.
-I zawiadom Dagridę.
Rzeczywiście jeśli dzieci zamierzały wrócić o podanym czasie musiałyby wystartować w drogę powrotną nim Milareza doleci.
====
To smarkacze, to smarkacze - jęczał Walurian czekając na wieści przed monitorem i czytając raz po raz list, żeby się tatuś i Manitopana nie martwili bo oni wyjechali w ważnej sprawie ale wrócą przed obiadem.
Rozario bał się, że nie dokończy z nim nagrań. No w każdym razie ten dzień zdjęciowy przepadł a była ładna pogoda. Rosario poszedł sobie przed przydzielony mu namiot, urządzony tak, że sam by tego lepiej nie zrobił i usiadł na wygodnie wyścielonej podłodze w wejściu.
-No i wreszcie wygląda tak jak powinien - pomyślała Amaldyna filmując go ukradkiem.
=========

http://b3.pinger.pl/c5c968bd9b5367b381901aa4b72458d7/NAGWKI.jpg
Gakinda prowadziła lekcję i nagle wtargnęła spora grupa smarkaczy. Chłopiec idący na przedzie ładnie się ukłonił, trzy pary dzieciaków zrobiły to samo. Dzieci były tak elegancko ubrane, że powstrzymała się przed natychmiastowym wyproszeniem.
-Przepraszam - powiedział chłopiec (wyglądał na około 9 arli) -chcieliśmy się zorientować, która z tych pięknych dam - wskazał miłym gestem na uczennice - zwie się Damitera?
-Ja a o co chodzi? - Spytała Damitera.
-Podobno lubisz się znęcać nad młodszymi - mówił grzecznie i z namaszczeniem my jesteśmy jeszcze młodsi niż Aldmary, spróbuj z nami.
-Może omówimy to po zajęciach? - zaproponowała Gakinda - i z dyrekcją - dodała widząc, że sprawa jest poważna i chłopiec też.
-Nie mamy tyle czasu - wyjaśnił grzecznie i w tym momencie wszedł Enilioborian, któremu Milareza przerwała prowadzenie lekcji ze starszym kursem - dlaczego nie odbieracie połączeń?- Zapytał przecież macie mikrołącza. Mama próbuje się skontaktować. Jedna z dziewczynek ubranych w piękne suknie z lekko mechatych tkanin wyciągnęła mały przedmiot i w niego lekko uderzyła a potem powiedziała:Mamusiu myśmy musieli tu przylecieć aby Aldusia nie popełniła samobójstwa bo te jędze jej dokuczają ale jesteśmy bardzo grzeczni. Pogrozimy im paluszkiem, damy najgorszej jędzy kopa i wracamy, i będziemy najgrzeczniejsi na świecie.
-Talinko, jestem w drodze. Macie na mnie zaczekać. Nigdzie nie wychodźcie zaraz przyjdzie po was dostojna Dagrida - dał się słyszeć kobiecy głos.
Enilioborian wyszedł.
Po skończonej rozmowie Gakinda kazała dzieciom usiąść.
-Nie możemy bo na stojąco jesteśmy więksi i wredniejsi - powiedziała Talinka.
-A wiesz co się teraz dzieje z Aldmarą?
-Nic - powiedziałam jej, żeby nie szła do tej wstrętnej szkoły tylko powiedziała Dewandzie, że musi odpocząć. Bo wcale nie musi tu chodzić, przecież możemy brać prywatne lekcje. Miałam to powiedzieć mamusi ale uznałam,że mama jest za grzeczna i zamiast powiedzieć jędzom w oczy, że są jędze i zazdrosne małpy i kompletne świnie powie...
-I jeszcze glisty - dorzucił chłpiec mniej więcej w jej wieku a tworząca z nim parę dziewczynka dodała - i krowy, i świnie.
-To już było - odpowiedziała Talinka - a mama zamiast wyartykułować to wszystko, powie tylko, że brak im życzliwości i empatii. - A ty - zwróciła się nagle do wystarczająco już wystraszonej Wirgilli - zamiast jej bronić to też sobie żarty robisz?
-Bardzo się na tobie zawiedliśmy - dodał znów z grzecznie i z powagą najstarszy chłopiec - i nawet własnej siostrze dokuczasz bo się chcesz przyjaźnić ze złymi osobami, wstyd.
-Hańba - dodał drugi duży chłopiec.
-Zbrodnia! - Krzyknęła śliczna dziewczynka stanowiąca parę z Talinką.
-Łajdactwo - dodała trzecia.
Wkrótce przyszła dyrektorka i zaprosiła do siebie a w międzyczasie dotarła Milareza.
========
- Musieliśmy wstać mamusiu bo przecież by nas zostawili - tłumaczył Siegrid w obecności zainteresowanych nauczycieli - Oni nie doceniają, że jesteśmy już duzi. I jeszcze się dwa razy ubieraliśmy! Bo najpierw ubraliśmy się na buch - Siegrid powiedział to przez zaciśnięte zęby, ścisnął piąstki w uniesionych rękach i zrobił groźną minę - ale Karis powiedział, że jak komuś wtargujemy na plan to musimy okazać mimum szacunku a to znaczy, że mamy być czyści i elegalni a Tali też mu zatwierdziła, że inaczej zaraz straż ze strachu wezwą i jednak trzeba się uczesać, i że to Karis musi wygłosić słowa postępu bo jest szczególnie elegalny a ona się później włączy z konkretami. I tak zrobiła: jubudubudu łup!
Parę jego określeń uzupełniło potem zakres słownictwa słuchaczy, zresztą nie tylko jego.
-Ja stanowczo uważam mamusiu, że tę nielojalną Wirgillę trzeba za blond kitki odstawić do domu - oświadczyła Tali.
-Tak a ty ją jeszcze rozśmieszałaś - powiedziała Netusia - kiedy wujek wrzeszczał - uśmiechać się i to już! - Netusia też robiła przy tym poparte gestami groźne miny co kontrastowało z jej słodkim wyglądem.
Ku zaskoczeniu dzieci nauczyciele ryknęli śmiechem jeden Enilioborian się speszył - przecież aż tak nie krzyczałem - protestował.
-No nie, aż tak nie - przyznał grzeczniutko Karis ale łatwiej się było można popłakać niż uśmiechnąć.
-Teraz to ją rozśmieszę kiedy będzie miała jakiś odczyt - odgrażała się Tali.
-Nie bąź mściwa córeczko - powiedziała Milareza - ona jest bardziej głupia niż zła, wy też nabroiliście. Owszem cieszy mnie, że gotowi byliście ruszyć na ratunek jednemu z was ale czy
sądzicie, że gdybyście mnie zawiadomili to ja bym nie ruszyła? A mam uprawnienia do prowadzenia pojazdów latających.
-Aldusia nam wyjaśniła, że dorośli nic nie rozumieją - zabrała głos Nolcia - i że jak się do nich pójdzie to jędze jeszcze bardziej dokuczają. Aldusia siedziała w kątku kompletnie zawstydzona.
-Akurat! - Powiedziała Dagrida - nie znasz sie na tym Alda. Oczywiście nie ma sensu zawracać dyrekcji głowy takimi bzdetami, z którymi można sobie poradzić albo zlekceważyć ale kiedy człowiek sobie nie radzi to musi poprosić o pomoc. A gdybyś ty wiedziała, że jakaś koleżanka na pewno poprosi mnie o pomoc ośmieliłabyś się jej dokuczać? Chciałabyś bez fanfar wracać do domu?
-I co to za pomysł z samobójstwem? - Spytał Enilioborian - to lepiej się zabić niż jechać do Arbland uczyć się montażu?
-Ja nie mówiłam, że sie zabiję tylko, że czasem mam na to ochotę.
-Spróbuj jeszcze trochę wytrzymać - powiedziała do Aldmary Milareza - a jeśli się nie da to cię zabiorę.
Pogadały potem we dwie Dagrida i Milareza z Wirgillą i Dikkiką.
-Zostaniecie na moim utrzymaniu do końca półarla - powiedziała Milareza - potem albo znajdziecie sobie pracę, przeniesiecie się do bursy i wszystko same opłacicie albo zabiorę was do Arbland. Bo ty Dikkiko też nie jesteś w porządku. Nikogo nie informowałaś co się dzieje z Aldą. Jeżeli podejmiecie jakiekolwiek próby skrzywdzenia jej lub będziecie przymykać oko na to, że ktoś inny ją krzywdzi nie doczekacie tu na moim wikcie nawet do końca półarla.
-To mogła powiedzieć, że jej te żarty aż tak przeszkadzają - broniła się Wirgilla.
-Nie. Ty nie miałaś prawa z niej szydzić nawet jeśli ci tego nie powiedziała - wtrąciła się Dagrida - a teraz nie dyskutuj bo nie ma nad czym. Decyzja jest podjęta.
Dagrida przyszła do nich na kolejną lekcję i powiedziała, że na razie nikt nie wraca do domu ale mają sobie zapamiętać, że znęcania się nad słabszymi koleżankami lub kolegami
w podległych jej szkołach tolerować się nie będzie a ktoby się czuł prześladowany powinien ją o tym poinformować, należy też reagować gdy prześladowany jest ktoś inny niekoniecznie najmłodszy na kursie.
 

 


-Nie - krzyknęła Milareza gdy Tali chciała odebrać połączenie.
-Ale mamo to na pewno Waltusia.
-Informowaliście ją, że tu jesteśmy? - Zapytała.
-Ależ skąd!
-To wyjdźcie i pobawcie się w coś.... W tej chwili!
Dzieci wyszły rozgoryczone ale ona nie miała teraz czasu im tłumaczyć dlaczego mają jej nie przeszkadzać.
Po prostu zobaczyła, że coś jest nie tak, potrzebowała chwilę by to zrozumieć i okrzyk:"Nie" był raczej protestem przeciw zabieraniu jej tej chwili niż wyrazem pewności, że się odbierać nie powinno. Dopiero po nim dotarło do niej co zauważyła na ekranie milanderłącza: rozmowa nie była przekierowywana z jej mikrołącza, Łączyło się mikrołącze Rezemci. Rezemcia nie powinna wiedzieć, że właśnie tu ją zastanie a raczej nie miała powodu gwizdać do kogo innego z mieszkańców Milwaltdomu. Raczej nie.
Na wszelki wypadek Milareza korzystając z dostępu do urządzeń lotopławy zleciła robotom namierzenie mikrołącza Rezemci a zaraz potem wysłała agentary i lotobus z urządzeniami manipulacyjnymi do Rizy. Miała jeszcze takie trzy a agentarów mnóstwo. W gruncie rzeczy zarządzanie tą pamiętającą Orborta lotopławą (już wcześniej ją do siebie wezwała) było podobne do zarządzania dobrze wyposażonym miastem.
Zdała sobie sprawę, że może nie zdążyć na naradę. Właśnie się na nią wybierała. Po nocach siedząc w degedeńskim gabinecie kończyła przygotowywanie sprawozdania.Wszystko było już gotowe do wyjazdu to jedno połączenie mogło pokrzyżować jej plany. Jednak najpierw musiała ustalić czy się nie wygłupi zawiadamiając przedwcześnie Korora.
Wkrótce dostała informację, że sygnały dochodzą z Muresto. Posłała tam drugi zestaw urządzeń i jednak zagwizdała do Korora, nim się zgłosił nagrała informację i zaprogramowała przesyłkę.
Zgłosił się gdy szukała dojścia do piwnicy skąd próbowano nawiązać z nią rozmowę.
-Wysyłam ci sprawozdanie na dzisiejszą naradę - odtworzyła nagranie - Mogę się spóźnić lub nie przybyć - dodała wynajdując wywietrznik.
-Co się dzieje?
-Jeszcze nie wiem, może nic. Sprawdzam.
-Konkrety proszę.
Zagwizdało do mnie mikrołącze Rezemci...
-Zgubiła je.
-Koniec rozmowy, jest źle.
-Daj mi obraz na monitor. Najwyżej opóźnię posiedzenie.
Pozwoliła mu zobaczyć sytuacje. Rezemcia stała pod jedną ścianą piwnicy w domu Grifany.
Zbir i opiekunki z dziećmi siedzieli pod drugą.
-Coś siostrzyczka cię nie kocha - powiedział zbir bawiąc się nożem - nieładnie.
-Łącz się - huknął Koror na oniemiałą z przerażenia Milarezę, która uświadomiła sobie, że jej opieszałość mogła się źle skończyć. Natychmiast wykonała polecenie, dostała szybki, wcześniej przygotowany przepływ informacji, gdzie ma dostarczyć okup w Rizie.
-Dostęp! - krzyknął Koror ale dopiero później miała czas by pojąć o co mu chodzi.
Najpierw wycięła otwór w murze nad oprychem i skierowała obecne już w Rizie agentary we wskazane miejsce.
-Przepraszam - powiedziała po chwili - Ja wolno pojmuję, daję dostęp. Wprowadziła do piwnicy manipulator i wyrwała zdezorientowanemu nagłym powiewem wiatru oprychowi nóż.
Rezemcia tymczasem rzuciła się na opiekunkę. Opryszek unieruchomiony przez dwa manipulatory i wiązany z pomocą trzeciego wypluwającego zmieniające się w linę kleidło, nie miał szans przyjść tamtej kobiecie na pomoc. Koror czwartym wsparł Rezemcię, nie pozwalając jej jednak zatłuc opiekunki. -Co mam na wizji? - Spytał Milarezę a jego głos był omyłkowo słyszalny w piwnicy.
Dała mu odpowiedź nie słyszalną w Murestu choć pewnie to już nie miało znaczenia - miejsce gdzie kazano złożyć okup.Wysłałam do Rizy agentary i lotobus zanim ustaliłam skąd gwiżdże mikrołącze Rezemci.
-Jaki ....
Na razie nie dowiedziała się o co chciał zapytać bo właśnie zeszła do piwnicy Grifana z zastawioną tacą. Jeszcze miała na ustach pytanie - co się tu dzieje - gdy Koror i Milareza zgodnie kierując manipulatorami także ją unieruchomili. Rezemcia zabrała jej z rąk tacę i zaraz nie bacząc na nic rzuciły się z Waltusią na jedzenie.
-Zostawić - huknął Koror - jest lotobus, wsiadacie i lecicie do lotopławy.
Miza po urządzenia przyślesz drugi albo nie, ten po nie wróci bo i tak jeden musisz przysłać po te trzy "pakunki" a urządzenia się tu jeszcze przydadzą. Walta wynoszę cię na zewnątrz. Remcia podasz jej dzidzię.
Wyprowadzili je bezpiecznie a stwierdziwszy, że w domu jest tylko Aladiaz poczekali na niego uzupełniwszy manipulatorowi zapas kleidła.
W czasie oczekiwania Koror zadał wreszcie przerwane wejściem Grifany pytanie - jaki ma być znak, że złożyłaś okup?
-Miałam tam podejść sama i podać torbę z żądaną kwotą na przechowanie szatniarzowi.
-Trudne do podrobienia. Masz odpowiednią lalkę w lotopławie?
-Momencik, muszę coś ważnego załatwić wybacz - powiedziała. Niestety Tali nie odbierała połączenia - tak mam -powiedziała Kororowi - podobną do mnie w czasach gdy byłam uczennicą.
-Fatalnie.
Milareza powiedziała przez głośnik - dzieci wsiadajcie do lotopławy, mamusia musi zdążyć na naradę. W Lotopławie jest ciocia Rezemila z córkami ale na wyjaśnienia co się stało musicie zaczekać.
-Ciocia zaraz wysiada - powiedziała Rezemila - Milarezo czy mogę wziąć ze trzy twoje sukienki?
-Lepiej zostań a sukienki musiałabyś podłużyć i nieco poszerzyć, oczywiście możesz wziąć. Przepraszam mam już co robić, czekajcie na mnie.
Mieli już Aladiaza. - Kto tym kieruje? - Zapytała. Milczał.
-Kto tym kieruje? - Powtórzyła pytanie czując, że jest dobre - przecież ty chyba nie miałbyś informacji gdzie jestem gdyby ktoś ci ich nie podał.
- Bez obaw Milarezo - wtrącił się Koror po za słyszalnością Aladiaza -ja wiem komu mogło zależeć abyś nie dotarła na zebranie ale się zdziwi bo je odwołam, dziś musisz się jednak zająć rodziną a sprawozdanie sobie przejrzę.
Przeprowadziłaś niebezpieczną grę.
-Wiem, mogło się źle skończyć bo wszystko chciałam wiedzieć nim odbiorę połączenie.
-Mam nadzieję, że najpierw by się upewnili czy dotarłaś na naradę - odrzekł - póki jeszcze się nie zaczęła a ty nie byłaś w lotopławie mieli szansę cię zatrzymać.
Zdołasz jakoś podrasować lalkę?
-Tak tylko czas jest potrzebny.
-Czekaj, ktoś w pobliżu interesującego nas klubu używa milandryjskiego mikrołącza.
===
Tymczasem dzieci Milarezy przeszły z załadowanym wózkiem do lotopławy zaś Rezemcia z dziećmi wysiadła, Waltusia dość niemrawo pomachała im ręką.
Tali usiłowała z lotopławy nawiązać z nią kontakt ale zgłosiła się tylko Rezemcia - Talisiu -powiedziała - Waltusia śpi. Jest bardzo zmęczona.
-Ale dlaczego?
-Porwano nas. Na szczęście twoja mama zrozumiała sygnał, który jej dałam. Na nią można liczyć. Przepraszam, ja też muszę się przebrać i położyć póki Rezusia pozwala.
-No to oberwę - stwierdziła Tali - wyśpij się dobrze ciociu. Rezemcia zadomowiła się w jednym z pokoi, takim z wielkim łóżkiem, kobiety znalazły dla nich jakieś rzeczy. W dużym domu trochę tego było.
===========
Koror przejął połączenie ale Milareza dała mu znak i sama się włączyła -już się z siostrunią połączyła - powiedziała głosem zbliżonym do głosu Grifany - ale jest powolna jak pieszy przez błoto. Czekajcie - i rozłączyła się.
-Poślij lalkę taką jaka jest - polecił Koror - możliwe, że szatniarz nie jest w zmowie, tak czy owak zobaczymy reakcję otoczenia. Wprowadzisz ją wejściem,które ci wskażę.
Zrobiła co polecił, szatniarza właśnie zmieniała kobieta i to ona odebrała torbę pełną kamyków i żetonów udających pieniądze. Agentary obserwowały co będzie dalej i filmowały obecnych w klubie a jeden "dozorował" na zewnątrz osobnika,który usiłował nawiązać połączenie.
Teraz Milareza musiała zostawić obserwację Kororowi. Przeniosła dwa "pakunki" oraz manipulatory z Muresto do lotobusu, zabrała większość agentarów. Uwolniła Grifkę i Aldiaza bo przecież ktoś musiał się zająć ich dziećmi i załataniem wyrwy w ścianie, musiałaby ona a po co? Miała inne zajęcia.
Przeniosła się do lotopławy i dopiero po zaadresowaniu jej na Arblandy włączyła sobie na jednym z monitorów wizje obserwowanych miejsc. Równocześnie rozmyślała jak przeprowadzić rozmowę z Tali i zerkała na informery.

Koror odłożył naradę nie tylko przez wzgląd na problemy rodzinne Milarezy. Miał też własne. Poprosił syna na rozmowę.
-Kordianie - zagaił - musisz mi teraz powiedzieć zupełnie szczerze kto tu tobą manipulował.
-Nikt, dlaczego uważasz, że jestem podatny na manipulację?
-Ja od drugiej strony doszedłem do takich wniosków. Wyobraźmy sobie, że ktoś ma chrapkę na stanowisko namiestnika. Tymczasem ja mam zupełnie inne kandydatury: może ty, może Rezeryka, może Milareza. Warto by całą trójkę zdyskredytować. Tylko jak? Najlepiej urobić najmłodszego i najmniej doświadczonego. Jeżeli ten najsłabszy zacznie dyskredytować pozostałe dwie osoby to zaszkodzi im i sobie. Bo zaszkodziłeś, prawda?
To teraz weź pod uwagę, że jestem twoim ojcem i nawet kiedy cię karzę to i tak jesteś dla mnie ważny. Jesteś moim najstarszym dzieckiem i chcę być z ciebie dumny. Oczywiście ja też w młodości popełniałem błędy a z moim ojcem nie dogadywałem się zupełnie.Nie chciałbym aby to się powtórzyło między nami. Chcę mieć z tobą taki kontakt jak Milander z Milarykiem albo Milarezą. Ty pewno byś wolał abym odwzorowywał jego stosunek do Rezemci? Nic z tego ja cię nie tylko kocham ale też chcę abyś stał się mocnym, wiedzący do czego zmierza mężczyzną. Do tego nie musisz być namiestnikiem. Rób dobrze to co najbardziej lubisz, tak jak Lanbort.
-Albo Walturian?
-Celowo użyłem porównania z Lanbortem.Nie chciało mu sie być władcą, został wybitnym historykiem, ty lubisz rysować projekty domów, może zacznij to na serio studiować?
-Wolisz na stanowisku namiestnika Milarezę?
-To jest oddzielna sprawa, jeżeli będziesz chciał robić karierę polityczną i naprawdę się do tego przyłożysz, to jeszcze ją zrobisz. Kto tobą manipulował?
========
Milareza zapoznała zebranych z swoim sprawozdaniem wzbogacając je ilustracjami, unaocznieniami i ciekawymi przykładami z zakresu pracy zarządu.
-Ona jest w tym dobra - pomyślał Miladris - ma wygraną w kieszeni.
Koror zadał parę pytań. Zarówno ona jak i Rezeryka udzielały rzeczowych, jasnych
odpowiedzi.
-No widać, że zarząd nie próżnował - ocenił - ale zebrałem was nie tylko w celu wysłuchania sprawozdania. Chcę dziś podać decyzję kogo tu mianuję namiestnikiem. Nie chcę nikogo nowego. Biorę pod uwagę dwie kandydatury. Milareza jest jeszcze młoda więc prawdopodobnie nie tak prędko potrzebna byłaby nowa nominacja. Jak słyszeliście doskonale zna sprawy arandii, była już zresztą asystentką aranda. Jst świetna w wielu dziedzinach, nieraz ją podziwiałem. Jej problemem jest rodzina. Nie dość, że ma siedmioro własnych dzieci to jeszcze trójkę podopiecznych, bywa, że musi nagle reagować na ich problemy, szukać po świecie, dyscyplinować, wycierać łezki a to koliduje z jej pracą w zarządzie. A co powiemy o Rezeryce? Dzieci odchowała, pracę aranda zna od podszewki, w czasie choroby męża wręcz go zastępowała.
-Jest Unasjanką - zauważył Miladris.
-Nie. Już od dawna jest Tolimanką i nawet moja matka odsuwając od ważnych stanowisk Unasjan ją mianowała swoją asystentką. Rezerka mieszka w naszym kraju tyle arli ile ich ma Milareza, biegle mówi po tolimańsku, trzyma się naszych praw i zwyczajów. Ponadto jest osobą bardzo wykształconą, uczyła się z każdym swoim dzieckim a ma ich ośmioro.
I to właśnie ona zostanie moim namiestnikiem a pomoc Milarezy na pewno nieraz i jej i mnie się przyda. Mianuję ją moim asystentem ale będę jej przydzielał zadania licząc się z tym,że przede wszystkim jest matką swoich dzieci i żoną swego męża.


W wizjofonii pojawiła się wiadomość: Łobuzy z Miltwaltdomu złamały karierę polityczną matki. Tali bardzo to przeżywała - to chyba najbardziej moja wina tatusiu bo się schowałam, żeby mama mnie szukała.
-Ale się znalazłaś a jak ja się kiedyś mojej mamie schowałem to mnie całą noc szukali.
-A gdzie byłeś?
-Spałem na strychu.
-Tatusiu a dlaczego oni napisali o nas łobuzy? - Dopytywał się Magnoliusz.
-Żeby sobie zwiększyć oglądalność.
-Ale to nie ładnie.
-No pewnie, że nieładnie ale nie ma co tego rozdziabywać to ludzie szybko zapomną.
Milareza też wiedziała jak bardzo dzieci przeżywają tę okrutną wzmiankę w wizjofonii dlatego gdy Koror pochwalił ją, że nauczyła się mówić krótko, rzeczowo i na temat a dawniej lubiła bardzo kwiecistą mowę, przyznała się: ja ci to robiłam na złość.
-Coś ty? Dlaczego?
-Bo byłam dla ciebie bakcylem, który się kręci pod nogami.
-No może bakcylem nie ale ... Ale wiesz co? Gdy mi się urodziła córka kazałem dla niej uszyć dokładnie takiego misia jakiego ty miałaś i liczyłem na to, że przyjdzie po rady co do leczenia tego szmaciaka. Nie przyszła a też bym jej tak grzecznie doradzał jak tobie Milander.
Oczywiście dzieci chciały posłuchać tych historii z misiem a Koror i Walturian dorzucili jeszcze parę własnych.

Pewnie by dzieci uspokoili gdyby nie ich rówieśnicy.
-A wy to jesteście łobuzy - informowały jedne dzieci i to nawet małego Wiernyszka, który niczemu nie był winien
- Mamusia nie każe nam się z wami bawić - oznajmiały inne a jeszcze inne - bo jak ktoś jest bogaty to jest łobuzem bo myśli, że mu wolno - i.t.p.
===========

Tali właśnie zabawiała maluchy odgrywaniem scenek przy pomocy trzymanych w rękach lalek.
-Aaa, aaa - pokrzykiwała Tawia i gdy Wiernyszek się śmiał to mu wtórowała.
Prawie wszyscy byli w salonie, dzieci na dywanie, dorośli na kanapach i fotelach.
Każdy czymś zajęty ale jakoś sobie wzajemnie nie przeszkadzali. Kobiety miały w rękach robótki, mężczyźni, po za obserwującym Tali Enilioborianem, oglądali program wizjofoniczny. Nagle rozległy się wypowiedziane znajomym głosem słowa - ależ nie, nie jestem typem zatwardziałego polityka, najlepiej się czuję w rodzinnym gronie.
Tali wstała i podeszła bliżej i usiadła u stóp ojca, zaległa cisza. Właśnie nadawano wywiad z Milarezą, która nie mogła przybyć tu do Degeden bo jej Rezeryka potrzebowała w Arblandach.
-Ostatnio ponoć ta rodzina sprawia ci kłopoty?
-Nie większe niż inne dzieci swoim rodzicom.
-Chyba jednak większe bo zdaje się, że to przez ich wybryki nie musiano przesunąć w Arblandach naradę?
-Masz złe informacje.
-A nie było tak, że ukradły pojazd ojca i poleciały na wasz kontynent.
-Rzeczywiście wzięły pojazd ojca bez zezwolenia ale to nie ma związku z przesunięciem terminu narady. Oczywiście nie podoba mi się to co zrobiły moje ukochane dzieci ale przynajmniej intencję miały dobrą i nazwanie ich łobuzami było mocno krzywdzące.
-A jaka to była intencja?
-To już sprawy rodzinne a czy ty masz dzieci?
-Nie mam a chciałbym.
-I zapewne myślisz, ż powinnam sie z tobą podzielić?
-Nie koniecznie ze mną ale czy nie byłoby słuszne zadowolić się dwojgiem lub trojgiem?
-Ja go zaraz zbluzgam! - Krzyknął Siegrid, chwytając mikrołącze.
-Ani się waż! - krzyknął na niego Walturian.
-Miej trochę zaufania do własnej matki - dodała Dagrida.
- Zostańmy przy tobie - mówiła tymczasem z niewinną minką Milareza - po co mam sobie wyobrażać innych kandydatów skoro jednego mam przed sobą?
-To byłoby straszne, prawdopodobnie prowadzałbyś moje maleństwo na smyczy.
-Niby skąd ten pogląd?
-Prawdopodobie uważasz, że twoje dziecko byłoby idealnie grzeczne a nie ma takich dzieci.
Rodzic zawsze musi tak balansować aby pouczać a nie tłamsić. Moje dzieci nie są idealne ale ja je kocham i żadnego bym nie oddała.To ja je w bólach rodziłam a nie jestem maszynką do rodzenia na sprzedaż. To nie jest towar to są ludzie.
-A jak skomentujesz ich ostatni napad na kiosk?
-Tato - wyrwał się pełen oburzenia okrzyk z kilkorga ust.
-Tato - krzyknął z opóźnieniem Wiernyszek.
-Tiotio - zawołała ku radości ojca Tawia.
-Nie było takiego napadu - odpowiedziała Milareza.
-Jak to udowodnisz?
-A kiedy to było?
-Dwa dni temu.
-A moje dzieci od pięciu przebywają na naszym kontynencie ponieważ z powodu nagonki w wizjofonii tu je szykanowano - wyjaśniła grzecznie i z szacunkiem.
-Nie przesadzasz? Nikt by nie szykanował dzieci.
-Po za tymi, którzy szykanują a zwłaszcza innymi dziećmi oraz ich rodzicami. Ci rodzice zresztą na ogół po prostu chcą chronić swoich malców przed dziećmi okrzykniętymi, nawiasem mówiąc bardzo niesprawiedliwie: łobuzami.
Reporter wyglądał na skonsternowanego. Szybko zadała nastepne pytanie. -A gdzie ten rzekomy napad miał miejsce?
-Oczywiście tu w Arblandach.
-Oczywiście tu w Arblandach nie było żadnego napadu na kiosk.
-A gdyby był umiałabyś to zatuszować? - odzyskał pewność siebie.
-Nie i to głównie dlatego, że takie rzeczy tu się nie zdarzają. Byłaby to zbyt wielka sensacja aby dało się zatuszować.
Jeszcze mówiła gdy on już wyświetlał film na zwnętrznej ścianie Milanderdomu. Popatrzyła - to nie są ani Arblandy ani moje dzieci.
-Jak to nie Arblandy? - Zaczynał się denerwować.
-Cofnij do tempra 82 momentu 32, nawiasem mówiąc o tym temprze moje dzieci już śpią. Stop, masz już ten moment.Teraz przybliż to przejeżdżające w tle auto, Nie to, to żółte pokaż wyraźnie jego szybę.
-Po co?
-A nie zauważyłeś tego co się w niej odbija? Zechciej się przyjrzeć. To plac w dzielnicy Arbland, Cytrusowysadzie, jedna z rzeźb, które widzisz w tym odbiciu jest mojego autorstwa: o ta, wskazała wskaźnikiem świetlnym.
-Nie widzę żadnych rzeźb.
-To przybliż obraz jeszcze bardziej a jeśli i tak ich nie zobaczysz to może skontaktujmy się...
-Są - stwierdził, teraz wyraźnie było je widać
- jak ty to dostrzegłaś?
-Mnie zdumiewa, że ty nie dostrzegłeś ale już nieraz mi wyjaśniano, że dostrzegam więcej niż inni.Teraz pokaż moment 38 i przybliż postać dziewczynki przebranej za chłopca.
-Niby, która to przebrana dziewczynka?
-Ta największa, zdaje się, że ma tu odgrywać rolę mojego, w rzeczywistości najbardziej zdyscyplinowanego dziecka. Przybliż jej oczy. Moje dzieci też mają śliczne oczęta ale albo piwne jak ich ojciec albo niebieskie jak moje oczy Tali mają odcień zieleni jak u jej babci - tłumaczyła bez cienia tryumfu czy złośliwości.
-A te jakie są?
Na twarzy Milarezy pojawiło się przeogromne zdumienie. - Zielone, intensywnie zielone. Dziewczynka chyba raczej jest trochę starsza niż mój najstarszy syn ale to nic pewnego, może się szybciej rozwija, zaczyna nabierać kobiecych kształtów. Ruchy też ma kobiece i ta buzia jest zdecydowanie dziewczęca. Zaczekaj poproszę biuro detektywistyczne w Arblandach o ustalenie danych tych dzieci.
Reporter był wyraźnie zbity z pantałyku.
-Aż dziwne, że nie przestali tego nadawać - stwierdził Sforletes.
-Ależ wujku - odrzekł grzecznie i z szacunkiem Karis - kamera arblandzkiej produkcji to przejęła i ten biedny reporter zapewne nawet nie wie, że wciąż jest na wizji.
-Ale mu dowaliła - ocenił zadowolony Magnoliusz.
-A wiesz co by było gdybyś dał radę tam zagwizdać? -Spytała Dagrida.
-Ciociu ty nas chyba mylisz - odrzekł Magnoliusz.
-Dałbym, dałbym - przejął inicjatywę Siegrid- wiem jak to zrobić, tylko, że wyszedłbym na łobuza.
-No - przyznał Walturian - sam nie wiem jak dalekie kręgi zatoczyłaby wieść, że to już udowodnione. A ty Magnoliuszku wiesz o czym myśli twoja mama w takich momentach?
-Nie.
-Jak rozwiązać problem a nie jak dowalić rozmówcy.
==========
Dziewczynki były bardzo niezadowolone, że ich wielkie łoże przerobiono na sypialenki dla kobiet.Pokój, który w zamian otrzymały wcale im się nie spodobał bo Nola wolała widok na podwórkowe łoże olbrzyma. Przeciągnęły więc sobie materace do wolnego pokoju i spały blisko siebie, nawet Aldusia tak zrobiła choć ze względu na wiek już do nich nie pasowała, bracia i inne zamieszkałe teraz w degedeńskim Milwaltdomu dzieci też tu siedziały ciepło opatulone póki rodzice ich nie poprzeganiali do ich własnych łóżek. Dotąd najważniejszym do obgadania tematem była dla nich sprawa wujka Waltarberda, który w trakcie poszukiwania zaginionej rodziny został napadnięty
i ciężko pobity. Przeniesiono go do szpitala w Degeden bo ciocia Rezemila nie chciała wracać do Rizy.
Milareza przewiozła jej rzeczy i zamknęła kino.

Tego wieczora dzieci z Arbland najwięcej jednak mówiły o podłych oszczercach i swojej mamie, która rzeczywiście sobie całkiem nieźle radzi choć oni dodaliby jeszcze to i owo.
-A mój tatuś jutro będzie miał zdejmowane szwy - oznajmiła Waltusia ale nikt się tym nie zainteresował.
-A może nam się tylko zdaje, że załatwilibyśmy to lepiej - powiedział wreszcie Karis - przecież wtedy kiedy łączyła się ciocia Rezemcia to też myśleliśmy, że mama źle zrobiła nie odbierając a ona tylko dzieki temu namierzyła mikrołącze cioci i uratowała ciocię Waltusię i Remusię.
-Szkoda, że nie pomyślała o wujku - stwierdził Magnoliusz.
-Miała za dużo rzeczy do myślenia - odpowiedziała Tali - To mówisz Waltusiu, że jutro zdejmują mu szwy? - Zdążyła zapytać nim weszli dorośli.
-Myją wszy - poinformował biorącego go na ręce ojca Wiernyszek.
-Coś podobnego? - Zdumiał się Walturian.
-Zdejmują wwww szycie - poprawił Magnoliusz.
-Zbierajcie się chłopcy. Czas spać - pogonił ich Walturian.
-Szarn ciebie to też dotyczy - powiedział Enilioborian.
-Waltusia ... - wszyscy pozwoływali swoje dzieci a gdy Tali Nola i Netusia zostały same to już im się nie chciało o niczym rozmawiać.

Karis poszedł z ojcem na egzamin państwowy z zakresu literatury. Równocześnie z nim zdawała jakaś nieco od niego starsza dziewczynka. Wylosowano, że pierwszy odpowiada on. Odczytał głośno swój temat i dziewczyna natychmiast zaczęła odpowiadać, zapanowała chwila konsternacji, tylko Karis się uroczo uśmiechnął - mów - powiedział życzliwym tonem, ja sobie zrobię notatki i podsumuję temat.
Usiadł z boku i pozornie nie zwracając na speszoną dziewczynkę uwagi, wyłożył na stolik wszystko czego potrzebował.
-Mów - zachęcił ją powtórnie - to ciekawe co ty myślisz na temat tej książki, potem powiem co ja myślę.
Gdy już jakiś czas mówiła, wstał napisał na tablicy - 1. Miłość dwóch kobiet do jednego mężczyzny - co czuje Zaza.
Dziewczyna spojrzała zaskoczona - co robisz?
-Zaznaczam co już omówiłaś. Według mnie ten podpunkt jest omówiony wystarczająco.Czy zechciałabyś przejść dalej? - Poprosił miłym tonem.
-No a co może czuć taka Klimena? Jest wredna i już.
-Nie od początku. Najpierw jest fajną, wesołą dziewczyną. Na miejscu Ragona wybrałbym właśnie ją. W porównaniu do niej Zaza to gapa. Umie się tylko czerwienić, miętolić fartuszek i mówić: raczej tak, chyba nie, nie wiem - bezwiednie to naśladował mnąc rąbek sukmanki. - Jaki on jest jednak podobny do matki - Pomyślał Walturian z czułością a chłopiec powiedział coś co pasowało do jego toku myśli choć nie miało z nim związku - Tyle, że ładnie śpiewa. -Od razu zaśpiewał krótki kawałek piosenki Zazy tak jak to śpiewała ciocia Lalotta i wrócił do omawiania książki - a co robi Klimena gdy widzi, że to się Ragonowi podoba?
-Idzie na lekcje śpiewu - wyjaśniła dziewczynka.
-Właśnie. Ona się stara, walczy jak umie bo nie rozumie, że miłość nie jest podobna do pacynki, którą dzięki włożonemu wysiłkowi można wygrać na targu albo odłożyć na nią pieniądze. Niestety w pewnym momencie, przekracza granicę...
Karis sobie radził i nawet nie skłócił się z tą dziewczynką, przeciwnie wciągał ją do rozmowy a gdy sam mówił to do niej.
-A co sądzisz o Ragonie? Chciałabyś go za męża? - Zapytał w pewnym momencie.
-Ja nie ale one bardzo chciały.
-Nie mówmy teraz o nich, dlaczego ty byś nie chciała?
-Bo strasznie smęci.
Usłyszawszy to mama dziewczynki wydała jęk a Walturian i członkowie komisji rykęli śmiechem. Dziewczynka się speszyła.
-Ja też uważam, że przynudza i zupełnie nie mogę sobie wyobrazić aby moi rodzice tak ze sobą rozmawiali.
Tato czy ty mówiłeś kiedyś do mamy - tu Karis zacytował obszerny fragment tekstu.
-Nie. Nasze najromantyczniejsze rozmowy wiedliśmy już po ślubie i właśnie dlatego nikt nie napisze książki o naszej miłości.Kontynuuj synu.
-Ja tak szczerze mówiąc to nie lubię książek o miłości, przeczytałem to bo jest w lekturze
obowiązkowej ale nie przebrnąłbym gdybym się nie zastanawiał jak bym to zmienił. Tylko, że ja bym tą książkę zaraz na początku skończył żeniąc Ragana z Klimeną.
-A Zaza byłaby dobrą parą z Uwertem - wtrąciła się dziewczyna.
-Tak, tylko że ja bym skończył zanim się pojawił Uwerto. To świetny chłopak nie uważasz?
-Tak a Ragan traktuje go wyniośle.
-Też mi się to nie podoba, Ragan to zarozumialec natomiast Uwerto...
Dzieci raptownie przeszły do omawiania postaci Uwerta ale im przerwano prosząc dziewczynkę o wylosowanie tematu.
Teraz Karis siedział z milczniu i uśmiechał się do niej zachęcająco. Odpowiedział jedynie gdy go jeden z nauczycieli zapytał o jego pogląd na jednego z bohaterów, tym razem historycznej książki.
Jednak choć historię bardzo lubił ograniczył się do dwóch zdań.
Gdy już wychodzili pożegnał się ładnie za wszystkimi, zwłaszcza z koleżanką. -Miło mi było cię poznać, jesteś nie tylko piękna ale i mądra. -Z pewnością jest pani dumna z takiej córki - zwrócił się do jej matki
-A twoi rodzice z ciebie. - Odwzajemniła komplement kobieta.
-Nie to raczej ja jestem dumny z moich rodziców a oni kochają mnie pomimo moich potknięć.
Walturian objął syna ramieniem i też się ze wszystkimi ładnie pożegnał. Czuł, że puchnie z dumy. Co nie zmieniało faktu, że obaj byli zaskoczeni znakomita oceną, podaną na arkusiku
Karis tylko na nią zerknął i oddał ojcu arkusik. Walturian zerknąwszy schował.
-Obawiałem się, że sobie zaszkodziłem nadmiarem szczerości w ocenie bohaterów - wyznał Karis w drodze do auta.
-Ja też - przyznał się Walturian - nie wszyscy cenią u ucznia samodzielne myślenie ale widocznie trafiliśmy na takich co cenią a niezależnie od ich oceny moja była wysoka.
-Dziękuję tatusiu.
Podbiegła dziewczynka - i co dostałeś? - Zapytała.
-Jestem zadowolony - odrzekł bez nadmiernego entuzjazmu choć ocena była najwyższa z możliwych - a mam nadzieję, że ty też - dodał, wyglądała na uszczęśliwioną i od razu podała notę, też wysoką ale niższą.
-To naprawdę wspaniale - odpowiedział chłopiec - cieszę sie z twojego sukcesu.
-Gdybyś więcej powiedział, też taką mogłeś dostać.
-Zapewne. Masz na imię Ladia prawda?
-Tak. Chyba się jeszcze spotkamy na egzaminach, będę ci podpowiadać.
Karis uśmiechnął się szeroko - no nie bo ja często zmieniam miejsce pobytu więc na wszelki wypadek będę zdawał egzaminy kontynentalne. Życzę ci powodzenia.
-Ja tobie też.
- Bardzo miła jest ta Ladia - stwierdził Karis gdy ujchali kawałek drogi - jednak z tym podpowiadaniem mocno przesadziła. Muszę się zastanowić jak sobie poradzić jeśli na kontynentalnym ktoś zechce mi podpowiadać.
==========
Wkrótce Ladia z mamą zjawiła się w Milwaltdomu. Walturian chciał je przyjąć ale w porę zorientował się, że to byłoby zbyt oficjalne więc pozwolił aby przyjęły je dzieci w towarzystwie Dewandy. Zauważył,że Aldusia do nich nie poszła wolała gawędzić z córką Dagridy Tanaretą. Ladia była dla niej za smarkata.
Później Karuś mu się zwierzył - dziwne są a Ladia już mi się wcale nie wydaje taka miła. Wyładniła się jak na randkę i wypytywała mnie gdzie będę zdawał ten egzamin.
-Co jej powiedziałeś?
-Że takich rzeczy nie mamy zwyczaju zdradzać żeby reporterzy za nami nie jeździli ale strasznie naciskała a Tali ją zapytała czy ma już torebkę bo ona chce granatową ale ty się nie zgadzasz bo uważasz, że jest za mała a moja dziwczyna to już by mogła nosić torebkę i cała nadzieja w tym,że nie sprawi sobie granatowej bo wtedy Tali musiałaby wybrać inny kolor, żeby nie wyszło na to, że naśladuje.
-To ty masz dziewczynę? - Zdziwił się Walturian.
-Nie ale gdybym miał to na pewno taką, która może już nosić torebkę. Tatusiu pozwól już Tali, ona naprawdę jest coraz bardziej dorosła. Nawet nie wiesz jak pięknie przyjmowała gości i zawsze w najodpowiedniejszym momencie proponowała ciastko,
owoc albo sok ona jest już kobietą tatusiu.
Walturiana wcale taka ocena jego małej córeczki nie ucieszyła lecz przy najbliższej okazji zapytał ją - podobno bardzo chcesz mieć torebkę?
-Bardzo, bardzo, bardzo - odpowiedziała.
-To sobie uszyj.
-Dziękuje, dziękuję, dziękuję.
==========
Dzień później przyszli rodzice z pretensjami, że robi z siebie nie wiadomo co i gości nie przyjmuje.
-Czy wy na pewno mówicie o moich gościach czy gościach Karusia? - Upewnił się.
To pytanie chyba im rozjaśniło sprawę.
-No tak ale ja twoich gości przyjmowałam - powiedziała już delikatniej mama - a jakby przyszli z rodzicami to tym bardziej.
-U mnie dom jest większy więc nie muszę stale za dzieciakami dreptać.
-To może dzieci trzeba było zostawić ale jakoś Cylifetę ugościć.
-Pod nieobecność Milarezy?
-Nie mieszkasz tu sam.
-Nie miałem ochoty jej przyjąć choć nawet nie byłem zajęty. Nie była zaproszona...
-To do ciebie trzeba być zaproszonym?
-A ona jest moją matką? My nawet wspólnych tematów nie mamy.
-A dzieci?
-Nie z każdym chcę rozmawiać o moich dzieciach.
-No właściwie to masz rację - przyznała matka.

Jeszcze siedzieli razem w kuchni gdy weszła Nola z czerwoną torebką.
-Skąd to masz? - Zapytał.
-Tatuś mi kupił - aha - skwitował, już wiedział,że Netusia przyjdzie nudzić w sprawie torebki.
Po odejściu rodziców nim jeszcze Netusia przystąpiła do akcji poprosił Nolę o chwilę rozmowy.
-Czy mogłabyś na razie schować torebkę i zacząć ją nosić gdy będziesz w wieku Tali? - Zapytał a nie rozkazał, mała jednak się najeżyła - Tatuś mi ją kupił. Ty nie jesteś moim tatusiem i nie będziesz mi mówił co mam robić.
-Dobrze więc noś - odrzekł spokojnie i od razu wyszedł a gdy Netusia rzeczywiście przyszła marudzić, że wszystkie dziwczyny nawet młodsza córka Dagridy Julilla mają torebki a ona nie odrzekł - Julilla i Nola to nie są moje córki i ja im nie mogę nic nakazać a ty jesteś moją córeczką i jeszcze trochę bez tej torebki wytrzymasz.
-Inni ojcowie są lepsi.
-Ojców się nie wybiera. Trafił ci się nieudany egzemplarz i jakoś musisz z tym żyć.

===============
Ladia (z granatową torebką) pojawiła się w Rizie na egzaminie kontynentalnym i od razu odnalazła Karisa.
-Rodzicom udało się załatwić żebym też tu przyjechała - wyjaśniła.
Milareza poczuła niepokój. Niby taka dziecięca miłość to nic takiego ale dlaczego ci rodzice pozwalali by Ladia gnała za chłopcem do Rizy?
Odsunęła się nieco a potem rozejrzała.
Wypatrzyła parę śledzącą oczyma dziewczynkę. Kiedy już dzieci weszły na salę egzaminacyjną rodzice mogli obserwować swoje pociechy przez wielkie okno, niektórzy stanęli przy tym oknie ale aby tego dokonać musieli zejść na tyle nisko, że tym, którzy siedzieli przy stoliczkach ustawionych na różnych poziomach, nie przeszkadzali.Otworzono bufet. Usiadła sobie tak by widząc wielkie lustro, w którym odbijał się widok z okna na salę egzaminacyjną nie tracić z oczu tej pary.
Karuś usiłował wybrać sobie miejsce ale wszędzie szła za nim Ladia. Obserwatorzy już to zauważyli, na sali egzaminacyjnej nauczyciele odprowadzali ich wzrokiem, na sali z oknem posypały się żarciki. Nieszczęśni rodzice dziewczynki poczerwienieli. W końcu Karuś podszedł do jednego ze stolików odsunął krzesełko, uprzejmie wskazał je Ladii a gdy usiadła równie elegancko obsłużył dziewczynkę, która szukała miejsca, umiejscowił ją przy stoliczku obok Ladii. Skłonił się i odszedł by usiąść gdzie indziej.
Niestety ku rozbawieniu publiczki Ladia wstała i zmieniła miejsce, nawet poprosiła pewnego chłopca aby się przesiadł, tak przynajmniej wynikało z jego reakcji na jej szept. Karuś napisał coś na karteczce i podał Ladii.
Jeden z pilnujących egzaminowanych, podszedł zabrał karteczkę i przeczytał na głos:
“Ale ty oczywiście wiesz,że jesteśmy za młodzi na miłość?”
Prawie wszyscy się roześmieli, teraz juz nawet na sali egzaminacyjnej. Milareza należała do wyjątków - nie powinien tego robić - pomyślała o pilnującym.
-O, mamy tu młodą desperatkę - zakpił tenże.
Karis wstał i tonem pełnym szacunku złagodził przykre słowa - to, że ona jest młoda nie oznacza, że wolno kpić z jej uczuć. Ja sobie zażartowałem bo uciekam przed nią aby przypadkiem mi nie podpowiadała.
Pomyślałem, że trzeba jej uświadomić jak to może wyglądać w oczach obserwatorów.
Powinienem był jej uczciwie powiedzieć, że nie chcę aby mi przeszkadzała na egzaminie. A zakochana to ona we mnie raczej nie jest tylko chciała siedzieć blisko znajomego kolegi. Przepraszam cię koleżanko za ten głupi liścik i błagam nie podpowiadaj mi. To wszystko. - Śmiechy ucichły.
Rozlosowano tematy z matematyki i dzieci przystapiły do pisania. Milareza haftując na tamborku rozmyślała o tym, że kiedyś, zapewne szybciej niżby chciała, jej mały, słodki Karuś stanie się dojrzałym mężczyzną.


Netusia przyszła do nich z płaczem i od razu przytuliła się do Milarezy.
-Mamusiu powiedz tatusiowi, że ja jestem jakieś dziwadło bo nie mam torebki - powiedziała płaczliwym głosm.
-A co chciałabyś w niej nosić? - zapytał licząc na chwilę konsternacji, niestety miała gotową odpowiedź bo wiedziała co w torebce nosi jej matka - szkicownik,notatnik, ołówek, kredki, pisak, chusteczkę, portmonetkę.
-Co o tym myślisz Milarezuniu? - Zapytał żonę.
-A ty?
-Może niech sobie uszyje skoro chce nosić tak ważne rzeczy?
-Skoro ty sie zgadzasz to ja też. Uszyj sobie torebkę Netusiu.
-Kiedy ja nie umiem tak ładnie szyć jak Tali.
-Uszyj tak jak potrafisz, skoro jesteś dość duża aby ją nosić bądź też dość duża aby uszyć.
-To niesprawiedliwe! Tawia wcale nie umie szyć a ma torebkę!
-Nie, na rzeczy Tawii torby i torebki to mam ja - wyjaśniła Milareza.
-A nie! Ona ma swoją torebkę, Tali jej uszyła.
-Mogę ci zrobić wykrój - zaczęła, wobec tego ogromu poczucia krzywdy, kapitulować Milareza.
-Ale ja chcę z różą tak jak Tali a ona powiedziała, że tylko ona może mieć z różą. A przecież ja bym miała różę z czerwonej wstążki a nie granatowej.
-A może ulepisz sobie torebkę?
-Jak? Po unasku? A zrobisz mi formę?
-Razem zrobimy i proponowałabym ulepić do tego motyla.
-A masz masę?
-Mam to z czego możemy ją zrobić i to prawdziwą tapunecką, w kuchni zrobimy, ale najpierw formy, przynieś nożyczki i karton.
-Babcia Gwiazdy lepi z gliny.
-Nie mamy odpowiedniej więc zrobimy z kartonu tylko powleczemy go specjalną mazią i będzie dobrze. Ja już tak robiłam.
-Albo mi wytnij z tego kamienia co masz odłożony bo wtedy możesz mi wyciąć żuka.
-Nie rób tego - ostrzegł żonę Walturian - ruszysz kawałeczek kamienia i zaraz ci się dzieci dorwą do reszty a w kuchni też tego nie róbcie bo się jej nie doczyścimy a jeśli użyjesz ulubionego kociołka (nazwa była nieco przesadzona) Enilioboriana to się biedak zapłacze.
-A gdybyśmy zrobili to na dworze a ja bym sprowadziła glinę i zakupiła odpowiedni kociołek?
-A wiesz co może sie stać kiedy nasze dzieci same zaczną zapalać ogień? Bo przecież jak sie zaczną bawić to tak szybko nie skończą.
-Omówimy z nimi zasady produkcji no i oczywiście sprowadzę garncarskie koło.
-A nie moglibyśmy z tym zaczekać na wyjazd do Mezo? - Zapytał.
-Nie tatusiu, proszę nie, bo one już mają torebki.
-W każdym razie musisz zaczekać aż Karis skończy zdawać egzaminy a wszystko czego potrzebujemy zostanie przysłane - podsumowała Milareza.
==========
Netusia nie chciała czekać. Ponieważ Milareza miała w swoich rzeczach porządek, córeczka bez problemu znalazła komponenty do masy lepiarskiej oraz recepty na jej sporządzanie. Znalazła też fandłutko z pomocą, którego mogła wyciąć formę z drogocennego kamienia, przeznaczonego przez Milarezę na rzeźbę, której wciąż nie miała czasu zrobić.
Prawdę powiedziawszy Netusia wycięła trzy formy (Ze środka kamienia) bo dopiero trzecią zdecydowała się zaakceptować a i to tylko z obawy, że nie da się większego ubytku zasłonić skrzynką.
Do kuchni udało jej się wymknąć dopiero trzeciej nocy bo wciąż przesypiała właściwy czas.
Rano nie można jej było dobudzić, za to w kuchni Enilioborian robił awanturę bo ktoś zapaprał najlepszy kociołek do zupy i odstawił pod czyste garnki.
-Tym się nie martw - powiedział Walturian - Milareza zamówiła kociołek do produkcji masy tapuneckiej to się tamten weźmie do zupy a ten już będzie do masy.
-A w czym ja mam dzisiaj zupę dla rodziny na całą szestnicę ugotować? Nie ma drugiego takiego gara.
-To ugotuj mniej.
-I będę gotował dwieście razy zamiast raz?
-Nie polecę ci teraz po garnek, jadę na lekcję.
-Ale był wściekły - stwierdziła po jego wyjściu Tali - i to chyba na Netusię.
Już ja się wszystkiego domyślam. Szkoda,że jej nie uszyłam torebki. Trzeba było uszyć. No naprawdę trzeba było uszyć.
-Myślisz, że to Netusia?
-Torebka się suszy. Tata na pewno się złości bo mogła się poparzyć.
-A no jasne.
W tym momencie zgłosili się dostawcy przywożąc wielki i ciężki kocioł.
-To ja chyba jednak ugotuję mniej zupy - zdecydował Enilioborian - a mały kociołek to sam kupię. Przecież mogę tu mieć jakieś swoje garnki.
Jednak Netusia przyszła coś przekąsić zastała go stojącego na drabince i mieszającego w wielkim, nowiuteńkim kotle.
Mieszał kijem, który najpierw okorował i wyparzył.
-Spróbuj mojej zupy - zachęcił - dziś papryczana.
Panie siedziały przy stołach, każda zajęta a to obieranie, a to krojeniem, a to tarciem, wyciskaniem, przecieraniem, miażdżeniem, mieszaniem, ugniataniem i.t.p. Zdawały się wcale nie zwracać na Netusię uwagi.
-Co to za kocioł? - Zapytała.
-Przysłali dziś rano, twój tata pozwolił mi w nim gotować. Trochę niewygodny.
-Uważaj na to co robisz - poradziła mu Sewilanta.
Akurat wracał Walturian więc Netusia porwała kawałek ciasta i czmychnęła.
-Gdzie te czasy gdy się tak przed ojcem nawiewało - westchnął Sforletes.
-A Za tym to ja akurat nie tęsknię - odrzekł Enilioborian - biedna mała, nawet nie zdążyła skosztować mojej zupy.
-Proszę cię zejdź - powiedziała Sewilanta - albo przynajmniej nie zwracaj uwagi na Walturiana tylko na to co robisz - dodała widząć, że mąż sie nie kwapi zejść. Wybrał ten drugi wariant i zszedł dopiero gdy Walturian wchodząc z garem nie wiele większym od tamtego trwale zapaćkanego zielonokawo- złocistą farbą i przywartą masą stwierdził - o to to jst konkretny kocioł. Nie wiedziałem kiedy przyjdzie więc po drodze kupiłem drugi. Gdzie Netusia?
-A gdzieś tu się kręciła. Spróbujesz mojej zupy?
-Później. - Walturian wyszedł ale dość szybko wrócił - no moge spróbować - zgodził sie łaskawie.
Dopiero później Enilioborian podpytał Netusię - bardzo krzyczał?
Nie - odpowiedziała i oczy jej zalały się łzami - zabronił mi do odwołania nosić moją torebkę, ale ja jeszcze pogadam z mamusią.
-Nie łudź się - powiedział ciepłym tonem bo naprawdę żal mu było dziewczynki - Twoja mamusia jest cwańsza niż to kobiecie przystoi, bądź po prostu grzeczna to w końcu odwołają, nie są z kamienia.
Na te słowa Netusia całkiem się popłakała.
Gdy Milareza wróciła z Karusiem wyszła im na przeciw.
Milareza przyśpieszyła kroku - co się stało córeczko? - Zapytała niespokojnie - może coś nabroiłaś? Powiedz mi, może jeszcze uda się z tego wybrnąć.
===========
Walturian tymczasem przyglądał się wyraźnie zakochanej w swojej torebce Tawii.
-tak...tak - powiedział do niej - wszystkie byłyście takie słodziutkie.
Roześmiała się.
-Jasne, śmiej się, jeszcze dasz ojcu do wiwatu i będzie musiał kombinować jak ci wytłumaczyć, że nie jesteś w porządku.
===========
Przeprowadzili z dzieciakami lekcję z elementami prawa na temat tego co jest a co nie jest kradzieżą, Wszystkie całkiem fajnie w tym uczestniczyły tylko Netusię trzeba było od czasu do czasu zachcić.
-Czy na przykład jeśli Karuś używa tabletek do prania to je kradnie? - Zapytała Milareza.
-To zależy do czego je biorę bo jeśli do wyprania moich rzeczy to nie kradnę bo one są przeznaczone między innymi do prania moich rzeczy ale jeśli je sprzedaję to jestem złodziejem - odrzekł.
-Ooo, wiadomo, mistrz z kontynentalnego - pochwalił Szarn. Nawiązywał w ten sposób do najwyższej lokaty Karusia na egzaminie kontynentalnym.
============
Ladia nie przygotowywana na taki egzamin przepadła aż z dwóch przedmiotów: historii i teatrologii. Podobno była załamana.Tak twierdziła babcia.Karis rozważał czy nie powinien jej odwiedzić ale Milareza obiecała, że ona to zrobi.
Gdy się wybierała przybył Irbis. Od jakiegoś czasu nie miał zamówień toteż chciał aby ona coś zamówiła - na przykład małe mebelki.
Akurat nie potrzebowała małych mebelków ale to i może lepiej bo Irbis nie był jej ulubionym wykonawcą.
-Dobrze zaprojektuję coś i ci przyniosę.
-Lepiej od razu zaprojektuj.
Już miała mu odpowiedzieć, że tak szybko nie jest w stanie ale wpadła na inny pomysł. Dała mu stary projekt tylko drzewo miało być inne a w zamyśle także tapicerka, co już Irbisa nie dotyczyło więc mu tym głowy nie zawracała.
-No to musisz mi sprowadzić takie drzewo - powiedział - tylko więcej bo może się jakiemuś klientowi spodoba.
Było jasne, że ma go wyposażyć na swój koszt, machnęła na to ręką bo aktualnie miała w finansach dobrą passę.
Ponieważ było też jasne, że Irbis zamierza dłużej posiedzieć, Walturian postanowił ją zastąpić i odwiedzić Ladię, wziął ze sobą Tali bo tak było zręczniej.
Tali idąc wymachiwała torebką. To było naturalne dla jej ekspresji ale przechodząca akurat Elyndadora zwróciła jej uwagę, że się pyszni tym co posiada.
-Oj, przepraszam - odpowiedziała grzecznie Tali - nie wiedziałam, że to tak wygląda. Kiedy rozmawiam macham bezwiednie. Tatusiu proszę cię schowaj mi ją.
-Niby gdzie?
-Pod bluzę.
--Ech... - westchnął ale spełnił prośbę córeczki po czym odruchowo objął ją ramieniem tak jakby chciał bronić przed złym światem. Elyndadorze chyba zrobiło się głupio. Szybko odeszła. Nie był zachwycony spotkaniem z kobietą, której syn musiał z wyroku sądu w sprawie o napaść na Milarezę opuścić wieś i już nie powrócił. Z ulgą pomyślał, że niedługo stąd wyjeżdżają. O ile przedtem nie miał ochoty na wizytę u Ladii o tyle teraz poczuł wręcz niechęć, gdyby nie Tali byłby zawrócił.
W dziecinstwie niezbyt lubił matkę Ladii Cylifetę. Była od niego jak na ich ówczesny wiek sporo starsza i mu dokuczała.
Przywitali się grzecznie i nagle zdał sobie sprawę, że nie umie uzasadnić tej wizyty.
-Przyszliśmy odwiedzić Ladię bo moja babcia bardzo się martwi jej stanem - oświadczyła Tali - naprawdę przejmujesz się Ladia? Nie warto, zdasz egzamin państwowy. O widzę, że masz torebkę, fajna. Ja to musiałam sobie uszyć ale i tak na razie nie będę nosić bo bardzo nią macham i ludzie sądzą, że chcę się nią popisać.
-Nie przeszkadza ci, że granatowa? - Spytała Ladia patrząc w stronę swojej torebki.
- No pewnie, że nie, przecież nie mogę całemu światu zakazać używania tego koloru, nie chciałabym tylko aby ewentualna dziewczyna Karisa miała taką.
-A gdybym ja była dziewczyną Karisa to byłabyś zła?
-A co ja bym miała do gadania? Przecież gdybyś się mu podobała to by mnie o zdanie nie pytał. Co najwyżej tatę ale i to przez grzeczność.
-Myślisz, że mu się nie podobam?
-Oj nie mówmy o tym tak jakby chodziło o przewczesne zamążpóście. Może kiedyś tam, kiedy już będziecie mieli prawa dorosłych ale teraz Karis o takich rzeczach nie myśli. Chce zostać historykiem jak tatuś i robić historyczne filmy. Wszyscy chcemy robić historyczne filmy.
-No właśnie Walturianie - wtrąciła się Cylifeta - ty jesteś historykiem - czy mógłbyś trochę poduczyć Ladię?
-Z tego co się zorientowałem to ona chyba zna historię wystarczająco dobrze na egzamin państwowy.
-Chcielibyśmy aby w przyszłym arlu zdała na kontynentalnym te przedmioty, które jej teraz nie wyszły.
-O to będziemy razem zdawać- zauważyła Tali.
-to może byście się razem poduczyły?
-Nie będzie nas tu - odrzekł Walturian - ale zapytam moją byłą uczennicę, teraz też nauczycielkę historii, może będzie chciała sobie dorobić.
 

 
http://b4.pinger.pl/faaacc8402e52e4f7652016cea7afdfc/tytuy.jpg
http://b3.pinger.pl/032afa6139c49664ccefcc3f9d53e20e/pagina..jpg

http://b2.pinger.pl/5ea3467c2ef224fdcabd69ea9fd05fc2/Tosianaddachami.jpg
Milareza znajdowała czas by zajmować sie sprawą zielonookiej Werbeny n.p wtedy gdy czekała aż Karuś wyjdzie z egzaminu. Było jej tej małej zwyczajnie żal. Jeszcze przed wyjazdem dowiedziała się, że dziewczynka nie jest aż tak winna jak to się na początku wydawało.
Przede wszystkim nie napadła z gromadą młodszych dzieci na kiosk, bo od dawna był zamknięty (wynajęto go do nagrań) a jak wynikało z jej zwierzeń w kąciku wizjofonicznym mieli jedynie zagrać pełne ekspresji role aby reżyser nowego serialu mógł ocenić czy któreś z nich nadaje się do filmu. Werbenie bardzo zależało więc dołożyła starań aby jak najlepiej wypaść.
W konsekwencji zwolniono ją z szapio a reżyser już się więcej nigdy nie pojawił. Milareza wysłała do szkoły list wstawiający się za Werbeną. Pozostał bez echa. Napisała więc z Degeden nowy, na ten też nie dostała odpowiedzi. Domyśliła się, że pryncypałem musi tam już być ktoś nowy bo poprzedni byłby jej odpowiedział. Sprawdziła w zakątku Szapio Arkady. Nazwisko pryncypała było znajome lecz zupełnie nie umiała go powiązać z konkretną postacią.
Ze zwierzeń Werbeny pośrednio wynikało, że nie przywrócono jej praw uczennicy.
Pośrednio bo nie napisała tego wprost, w ogóle nic nie pisała o szkole tylko o innych swoich sprawach a wpisy niekiedy zamieszczała w tym czasie kiedy, zgodnie z uzyskanymi przez Milarezę planami nauki, powinna być w szkole.
Ponieważ szkoła wciąż uparcie milczała sama wymyśliła w jaki, choćby doraźny sposób pomóc dziewczynce i nawet skonsultowała to z już sędziwym ale wciąż sprawnym umysłowo Aksonem Roztrzepańcem.
Najpierw jednak chciała wejść do szkoły i osobiście porozmawiać. Pojechała tam gdy odwiozła Rezemcię z mężem i dziećmi do Orbortportu. Koror ich tu wysłał.
Celowo to zrobił dowiedziawszy się, że Waltarberd nie chce uznać dziecka, którego się spodziewa Rezemcia. Powodem było to, że przed wypadkiem nic o nim nie wiedział. Nie docierało do niego, że wskazywany czas poczęcia popiera jego ojcostwo.
Koror nie przypuszczał, że Waltarberd nie uwierzy też unaskim badaniom. Niestety nie uwierzył. Uznał, że wszyscy są w zmowie i go okłamują.
Gdy Milareza dojeżdżała już swoim autkiem do szkoły, zobaczyła tęgawego mężczyznę i przejechała dalej nie wstępując do szapio. Choć minęło sporo czasu a twarz i sylwetka sporo się zmieniły, poznała tego mężczyznę i wreszcie ją olśniło skąd zna imiona pryncypała szapio. Adadżio Muzyk nie był kimś z kim chciałaby się spotkać. Fakt, że nie odpowiedział na jej listy zdawał się potwierdzać, że się nie zmienił.
Pojechała od razu do rodziców dziewczynki by przedstawić plan pomocy.
Zrazu nie bardzo chcieli na to przystać ale wytłumaczyła, że to pomoże nie tylko Werbenie ale też pozostałym dzieciom biorącym udział w sfingowanym napadzie odzyskać dobre imię a ponadto Werbena nadrobi zaległości.
Poprosiła jednak aby tego nie rozgłaszali i aby Werbena też powstrzymala się od podania informacji w swoim kąciku póki nie zakończą nagrywać lekcji bo to mogłoby zaszkodzić temu przedsięwzięciu zwłaszcza, że nagrania będą się odbywać tak blisko Arkad.
W Orbortporcie utworzono kurs Aksona. Tak go nazwali na prośbę Milarezy, Akson zaś zgodził się, że zespół nie powinien mieć w nazwie nic odwołującego się do szpio a skoro on go ma prowadzić niech będzie kursem Aksona. W skład uczestników kursu mieli wejść Werbena, Aldmara, Waltareza, Karis i Tolo bo Akson życzył sobie aby to były osoby, które ukończyły 9 arli a Tolo przed
rozpoczęciam nagrań miał skończyć.
Potem jednak Walturian wstawił się za Tali. Ujęła go jej postawa.
Gdy pewnego razu wybierali się na spacer i czekali na resztę dzieci z uśmiechem powiedział - tu możesz wziąć torebkę i machać nią ile wlezie, nikt cię z tego powodu nie okrzyknie pyszałkiem.
-Tak - odpowiedziała z czułym uśmiechem - ale zrobię to dopiero wtedy gdy i Netusi pozwolisz.
-Moja kochana, duża córeczka - odrzekł z dumą. Udało mu sie namówić Aksona aby nieco obniżył granice wieku.
-W takim razie dołączę też syna Energika - zdecydował - Energikowi bardzo zależy. To będzie trochę dziecięcy zespół ale niech tam.
W ten sposób powstał zespół siedmioosobowy a momentami nawet większy.
Były jednak dwie bardzo niezadowolone osóbki. Netusię i Nolę udział Tali w kursie napełnił goryczą. Nola powiedziała nawet, że Milareza i Walturian ją szykanują bo nie jest ich dzieckiem. Walturianowi bardzo sie ten argument nie spodobał.
-Jesteś nieuczciwa - powiedział - dobrze wiesz, że gdyby tak było, nie braliby też udziału Aldusia i Tolo.
-Ale oni mieszczą się już w granicach wiekowych.
-A ty i Netusia się nie mieścicie.
-Tali też.
-I o to wam głównie chodzi? Nie o to, że wy nie wźmiecie udziału tylko o to,że Tali weźmie?
-Mogę nie wziąć - oświadczyła Tali.
-A ja chcę abyś wzięła - odrzekł - uprosiłem Aksona aby obniżył granicę wieku o trzy nonestry bo podobało mi się twoje zachowanie w sprawie torebki. Przede wszystkim sama ją uszyłaś ...
-I to zanim jej pozwoliłeś - poinformowała Netusia.
-Naprawdę Talinko? - Zapytał.
-Tak bo myślałam, że kiedyś przecież pozwolisz - przyznała się. Zbagatelizował ten jej nadmierny pośpiech.
- No, w końcu nie chodziło o sam fakt posiadania, tylko noszenia.
-Uszyła też torebkę Tawi i Tawia ją nosi - zauważyła Netusia.
-Czyli rozumiem, że w twoich oczach Tali jest kompletnie zła i nie zasługuje na żadne przywileje? Jestem wstrząśnięty. Co ty im zrobiłaś Talinko, że cię tak nie lubią?
-Nie wiem.
-Bo ona jest twoją ukochaną córeczką i wszystko dostaje a my nie - oświadczyła Nola.
-A was biednych nie kocham, nic wam nie kupuję, trzymam w lochu i nie pozwalam oddychać? Ta dyskusja staje się coraz bardziej niesmaczna. Jest mi przykro, że tak bezmyślnie ranicie mnie i Tali. Nigdy nie podejrzewałem was o tyle zawiści i jadu.
Myślałem, że jesteście dwoma słodkimi dziewczynkami. Na pewno nie zmienię decyzji. Dźgnęłyście mnie w samo serce - oznajmił i wyszedł a potem poprosił Milarezę aby mu podpowiedziała co z tym fantem zrobić.
-Może nic nie rób? Mocno sie zagalopowały próbując tobą manipulować, dajmy im czas aby to przemyślały i przyszły przeprosić.
-Zarzucają Tali, że uszyła torebkę przedwcześnie a same co zrobiły? Nola dostała, a zapewne wręcz wydębiła torebkę od ojca a mnie powiedziała, że nie mam prawa jej rozkazywać, Netusia jeszcze gorzej się zachowała i ani myśli przeprosić ale tego już nie biorą pod uwagę.
Chcą mieć wszystko nie dając nic z siebie. Na kogo one wyrosną? Małe manipulantki.
Na pewno nie tak szybko pozwolę Netusi nosić torebkę.
==========
Akson poprzydzielał zadania i zanim jeszcze przystapiono do nagrań dzieci zaczęły się przygotowywać każde pod czyjąś opieką. Często był to rodzic ale dzieci miały też konsultacje z wybitnymi fachowcami w tych dziedzinach, których dotyczyły przydzielone im zadania. Oczywiście Milareza płaciła i to sporo za te konsultacje a Werbenie i Aldzie opłaciła też opiekę profesjonalnych aktorek. Alda i Tolo już wprawdzie jako tako opanowali język unaski, jednak Milareza dbała aby na pewno rozumieli treść swoich wystąpień i perfekcyjnie przyswoili sobie wyrażenia, których zrazu nie rozumieli. (to samo dotyczyło pozostałych dzieci)
Oprócz opracowania i przećwiczenia ról, dzieci musiały się też przygotować do lekcji by móc brać udział w dyskusji.
Poświęcono na te przygotowania trochę czasu a potem już dzień po dniu nagrywano lekcję po lekcji. W międzyczasie rodzice lub opiekunowie powtarzali z dziećmi materiał.
Byli w połowie nagrań gdy zjawił się niespodziewany gość. Nazywał się Precedens Kaczeniec i chciał wziąć udział jako nauczyciel w planowanym programie "Replika Zespołu Awangardowego" Nie od razu udało mu się dotrzeć do Milarezy, najpierw zjawił się w orbortporckim studiu filmowym (informacja o tym od razu trafiła do Milarezy).
-Takiego programu nikt tu nie przewiduje - odpowiedzial mu dysponent studia - nie mam nic takiego w planie nagrań.
Precedens jednak trochę się pokręcił, popytał i wreszcie zawitał do domu zapisanego przez Milandera Rezeryce. Milareza już się zorientowała kto to taki i go przyjęła.Grzecznie go przyjęła, z poczęstunkiem. Zapytała skąd ma takie informacje, oświadczył, że o tym się mówi i, że mógłby się przydać do prowadzenia lekcji a przy okazji podesłać zdolniejszych uczniów.
-Nie prowadzimy naboru - odpowiedziała - wszystkie miejsca już są obsadzone ale zanotuję sobie twą gotowość na przyszłość.
Przez moment miała chęć go namawiać aby poprowadził taki program ze swoim zespołem lecz nie była pewna uczciwości takiego zagrania. Ona miała więcej środków i lepszy sprzęt. W przeciwieństwie do niego mogła angażować fachowców do pomocy.
Coś co miało być sfilmowane powinno być dobrze przygotowane. Tak jak zawsze przy swoich produkcjach nie chciała aby wszystko było "wykute" ale całkowicie "na żywioł" też się bała puścić.
-Podobno moja uczennica bierze w tym udział - upierał się - mógłbym jej pomóc albo zastąpić kimś odpowiedniejszym.
-Nic mi nie wiadomo aby, którakolwiek z uczestniczek naszego kursu była uczennicą szapio.
-A Werbena Pelargonia?
-Kiedy ją angażowałam nie była uczennicą czy coś się zmieniło?
===========
Już nazajutrz Werbenie zaproponowano powrót do szkoły. Ku zaskoczeniu Milarezy jej rodzice się nie zgodzili.
-Czy przemyśleliście to? - Zapytała - przecież materiał nadgoniła w fazie przygotowań a film z jej występem został nagrany więc nawet jeśli zajęcia w szkole będą kolidowały z naszymi to już wiele na tym nie straci.
-Tak ale szapio zażądało aby ona całkowicie się z tego wycofała a my mielibyśmy zabronić publikowania filmów z jej udziałem - wyjaśnił ojciec - Ty wiesz jak ona by to przeżyła? I co to za szkoła, która stawia takie warunki? Kiedy błagaliśmy ich i to z płaczem aby rozpatrzyli sprawę ponownie, to nas ignorowali a teraz nagle gdy ktoś wypaplał, że Werbena ma zagrać, chcą ją przyjąć bez zbadania tamtej sprawy?
Przecież sama mi tłumaczyłaś, że te filmy pomogą zrehabilitować Werbenę i tamte dzieci. Dlaczego mielibyśmy to zablokować? Bo szkoła się boi, że to jej imieniu zaszkodzi? Dla mnie ważniejsze jest dobre imię mojej córki. Przecież oni w tej szkole
dobrze wiedzą, że zaraz cię dorwie jakiś napastliwy reporter i zapyta dlaczego zaangażowałaś tę zielonooką dziewczynkę. Wtedy wyjdzie na jaw, że zwolniono ją niesłusznie. Szkoda, że ich nie poprosiłaś aby ponownie to rozpatrzyli.
-Poprosiłam. Dwukrotnie.
-Tym gorzej dla szkoły bo odpowiadając reporterom będziesz wręcz musiała wspomnieć o tych prośbach by lepiej uzasadnić dlaczego zaangażowałaś Werbenę.
Nas nikt o zdanie nie będzie pytał.
Ojciec Werbeny się mylił. Nie uwzględnił,że dostęp do niego i jego żony jest łatwiejszy niż do Milarezy. To właśnie żona bardzo przejęta tym, że udziela wywiadu wyjaśniła reporterce jak doszło do tego, że Milareza zaangażowała ich córkę.
-A to moja córka opisuje w swoim kąciku bo już jej wolno - poinformowała - i z tamtego wywiadu co wtedy po tym sfingowanym napadzie udzieliła wynikało, że najęła detektywów aby ustalili co to za dzieci. Dowiedziała się, że sprawa wygląda
zupełnie inaczej niż się na pozór wydaje, zwróciła się do szkoły o przywrócenie jej praw uczennicy ale ją zignorowali, nasze prośby też ignorowali, a ona koniecznie chciała pomóc tym dzieciom. Bo te dzieci oszukano, powiedziano im, że to taka rola
w filmie. Specjalnie wynajęli kiosk aby zaszkodzić dzieciom Milarezy.
Reporterka postarała się poprzez dodatkowe pytania zapanować nad haosem wypowiedzi i wyciągnąć dodatkowe informacje. Zapytała m.in - a jak sądzisz dlaczego szkoła nie zajęła się sprawą Werbeny?
-Bo tym powinien sie zająć "trudny" a mój mąż przedtem rywalizował z nim o to stanowisko.
-Twój mąż miał być wicepryncypałem do spraw trudnych?
-Tak i miał nawet przychylną opinię poprzedniego pryncypała a jego z kolei nie lubił obecny więc jak była okazja to chcieli go zdyskredytować.
-Poprzedniego głównego pryncypała?
-Nie! Mojego męża! Przecież to naszą córkę bez zbadania sprawy okrzyknęli złodziejką i chuliganką!
-A nie sądzisz, że mogło też chodzić o zadawnione urazy między pryncypałem a Milarezą?
-A tego to ja nie wiem.
Pytam bo ktoś zauważył auto Milarezy zwalniające przy szkole tak jakby chciało się zatrzymać ale się nie zatrzymało, prawdopodobnie dlatego, że akurat przechodził pryncypał a ona ma bystry wzrok.
-Naprawdę nic nie wiem o żadnych starych urazach ale czymkolwiek w szkole się kierowano to jedno jest pewne: nie chcieli uczciwie rozpatrzyć sprawy Werbeny a Milareza jej uwierzyła. Ja to najpierw byłam zła na Milarezę bo wydawało mi się, że skrzywdziła moje dziecko ale teraz rozumiem, że ona tylko broniła swoich. Werbenę skrzywdzili ci, którzy ją namówili do odegrania roli napastnika. Aż dziw jacy ludzie potrafią być podli. I jeszcze jedno powiem. Moją córkę nagle, i to bez wnikania jak było, chciano ponownie przyjąć do szkoły pod warunkiem, że filmy z nią się nie ukażą ale to bardzo zdenerwowało mojego męża bo myśmy już Werci obiecali. Powiedział, że nasze dziecko do szkoły, która stawia takie warunki chodzić nie będzie bo to jest nieuczciwe i nie chodzi im o nic innego, tylko o to aby się ta ich dziwna opieszałość nie wydała.
Po tym wywiadzie zdenerwowany Adadżio postarał się dotrzeć do Milarezy. Przyjęła go w gabinecie już za czasów Milandera urządzonym do rozmów z osobami nieprzewidywalnymi. Nie było tu żadnych akt, ściany i podłoga wyłożone miękką sprężynującą materią, szyby zabezpieczone cienką siateczką, stół przytwierdzony do podłogi, krzesła też ale na wysięgnikach pozwalających nieco je przesuwać. Jedynie krzesło Milandera na szynach. W tej chwili zajmowała je Milareza.
-Dlaczego mnie o tym wszystkim nie poinformowałaś? - Zapytał Adadżio.
-Było tak jak powiedziała ta reporterka. Zobaczyłam cię i zrozumiałam, że nie załatwisz sprawy. Zresztą przypomnij sobie jak wyglądały nasze rozmowy. Uznałam, że skoro nie odpisałeś na dwa moje pisma to i rozmowa nie ma sensu.
-Twoje pisma oddawałem "trudnemu" do załatwienia.
-Były dwa. Dlaczego się nie zainteresowałeś tym, że musiałam napisać drugi?
Ponadto wiadomo mi, że rodzice Werbeny też was prosili o dokładne zbadanie sprawy. Chcieliście ich upodlić? - Pytała z właściwym sobie spokojem, wyraźnie wymawiając słowa, nie objawiając żadnych emocji po za zaciekawieniem.
-Kierowałem sprawy do "trudnego"
-A co takiego trudnego było w zapoznaniu się z wynikami śledztwa wynajętych przeze mnie detektywów?
-Każdy ma swoją rolę. Ja mam swoją robotę, trudny swoją.
-Nie do mnie należy ocena, ja tylko chciałam pomóc Werbenie.
-a to do ciebie też nie należało. Zobaczyłaś, że ja jestem pryncypałem i chciałaś się odegrać.
-Dostojny pryncypale ja już dawno o tobie zapomniałam i nawet kiedy sprawdzałam czy dawny pryncypał nie został zastąpiony kimś mniej wobec ludzi życzliwym, twoje imiona nic mi nie powiedziały.
-Niemożliwe.
-Dostojny pryncypale ja mam tyle zajęć, że nie mam czasu rozpatrywać starych dziejów. Ja tylko chciałam pomóc Werbenie i mam takie prawo. Nie obowiązek, tylko prawo a nie mogłabym tak jak ty zignorować czyjejś krzywdy.
-To należało do trudnego.
-Dlaczego mnie to wszystko tłumaczysz? Ja nie jestem uprawniona do rozsądzania takich spraw. Ja tylko chciałam pomóc dziecku.
-W kółko to powtarzasz.
-Obawiałam się, że to przeoczyłeś a ja nie mam w tej sprawie nic więcej do powiedzenia. Chciałam pomóc skrzywdzonemu dziecku. Czy chcesz wiedzieć coś jeszcze czy możemy zamknąć temat?
Oczywiście zrobiła nagranie tej rozmowy na wypadek gdyby Adadżio chciał powyrywać jakieś zdania z kontekstu, przetworzyć swoje nagranie i gdzieś opublikować aby jej zaszkodzić.
-Za co ty mnie tak nienawidzisz? -Zapytał.
-Na nagraniu które sporządzasz jest już wyjaśnienie czy coś takiego w ogóle ma miejsce, zechciej to uważnie przesłuchać w domu. A teraz dziękuję za rozmowę.
Nie wstająć z krzesła lekko się skłoniła po czym wyjechała na szynach tylnym wejściem, które się tuż przed nią rozchyliło i zaraz za nią zasklepiło.
Adadżio jakby wyczuwając obecność kamer czym prędzej opuścił pomieszczenie.
Strażnik bardzo uprzejmie wskazał mu drogę do wyjścia.
Adadżio pomyślal, że traktuje go trochę jak wariata i nagle dotarło do niego, że cały ten gabinet nadawał się do przyjmowania wariatów. Nie poprawiło mu to nastroju.
Poszedł tam aby znaleźć coś przeciw Milarezie i nie znalazł. Gorzej bo nazajutrz pojawiła się w szkole komisja śledcza. Nagranie wrzucone przez Adadżia do biurka wpadło w jej ręce.
Gdy je przełuchiwano, słyszał wyraźnie, że odpowiedź na jego końcowe pytanie nie tylko padła ale wręcz się przewijała przez całe nagranie.
Po słowach: "Dostojny pryncypale ja już dawno o tobie zapomniałam i nawet kiedy sprawdzałam czy dawny pryncypał nie został zastąpiony kimś mniej wobec ludzi życzliwym, twoje imiona nic mi nie powiedziały.
Jeden z członków komisji powiedział - Co racja to racja, Bzik był ludziom życzliwy. On by od razu uczciwie zajął sie wyjaśnieniem sprawy.
===========
Sprawa Werbeny nie zakończyła się jakąś szumną wymianą kadr a wyłącznie naganami i pouczeniami, niemniej Werbena wróciła do szkoły i to nie tylko bez zaległości ale nawet z pewnym wyprzedzeniem materiału oraz prawem uczestniczenia w kursie Aksona póki nie dobiegnie końca. Teraz kurs już trochę spowolnił bo dzieci musiały się przygotować do nowych zadań. Ponieważ Milareza ze swoją gromadką wyjechała, ze starego składu zespołu uczniów zostali tylko Werbena, Waltareza i Hegemon, dobrano jeszcze dwoje starszych spośród tych, które o to pytały.
Kurs nadal podlegał Milarezie i ona go finansowała co prawda już bez konsultacji z wybitnymi fachowcami ale zatrudniła dobrych nauczycieli, w tym ojca Werbeny a rodzice pozostałych dzieci też bardzo się starali aby je wspierać.

http://b3.pinger.pl/5a471ff5a36d5095887c5089ed371140/024.jpg
DZIEWCZĘTA
Nola i Netusia powiedziały Tali, że ma się wynosić do innego pokoju bo jest już dla nich za stara. Bez słowa poprzenosiła swoje rzeczy do pokoju, który wcześniej mama przeznaczyła dla nich ale one zawlokły materace do tego, z którego właśnie się wyniosła. Zdjęły te materace z łóżek lecz teraz były już na nich inne więc Tali nie musiała się męczyć ze ścieleniem. Wystarczyło zdjąć narzutę chroniącą pościel przed zakurzeniem.
Poukładała rzeczy na półeczkach a przy okazji skupiła swoje myśli na plusach takiej sytuacji - ma sama dla siebie wielki pokój i dużo półek. Mimo wszystko było jej przykro i to do tego stopnia, że zapragnęła aby Nola z nimi nie mieszkała. Gdyby nie było Noli, Tali byłaby dla Netusi ważna.
Wieczorem usłyszała pukanie, uradowała się, że dziewczynki przyszły przeprosić ale to była cała reszta dzieci, przyszli do niej na pogaduchy i przy okazji przyciągli trzy zbędne już w tamtym pokoju materace aby było więcej miejsca do siedzenia i kocy do opatulania.
-Możemy? - Zapytał Karis.
-No pewnie - ucieszyła się - wchodźcie!
-Bajka - zażądał Wiernyszek. Najpierw więc ułożyła na prędce dalszą część swojej bajki. Wszyscy lubili słuchać jak opowiada, odgrywając sceny i rysując na zmywalnej ścianie. W trakcie opowieści Wiernyszek zasnął na jej łóżku.
==========
Netusia i Nola nie były zadowolone. Gdyby Tali się stawiała poczułyby smak tryumfu ale ona zupełnie nic nie powiedziała i wyszło na to, że są wrednymi zołzami a one chciały tylko dać jej nauczkę za to,że w Orbortporcie miała inne sprawy niż one.
Jeszcze gorzej poczuły się, gdy reszta dzieci stwierdziwszy, że nie ma w ich pokoju Tali zdecydowała, że bez Tali nie jest fajnie i idą do niej na wieczorną bajkę oraz pogaduchy.
-To z nami powinniście być - oświadczyła Nola.
-Bez Tali jest do kitu - odrzekł Tolo i poszli wlokąc materace przedtem zajmowane przez Tali, Aldę i Waltarezę. Jeden wlokła Alda z Tanaretą, drugi Karis z Tolem a trzeci reszta dzieci.
-A może tam pójdźmy? - Zapytała Netusia - Tali na pewno nam pozwoli.
-A potem będzie się pysznić - odpowiedziała Nola - nie,nie idźmy. Zostały. Rozmowa coś im się nie kleiła i szybko zasnęły. Miały szczęście.
Rodzice jak zawsze przyszli zabierać dzieci i od razu usłyszeli hałas z pokoju Tali.
Tylko Milareza po drodze zajrzała do pokoju dziewcząt gdzie wciąż paliło się światło. Walturian zajął się synkami i Tolem. W sumie więc miał piątkę do zaopiekowania. Wiernyszka wziął na ręce, starszych zawołał, coś tak mu się wydawało jakby kogoś brakowało ale się temu nie przyjrzał. Przyjaciele zabrali swoje dzieci a Milareza
minąwszy ich weszła do pokoju gdzie już została tylko Aldmara i Tali.
-Czemu nie śpisz z Nety i Nolą? - Zapytała córkę.
-Nie chcą mnie - powiedziała Tali.
-Jak to tłumaczą?
-Że jestem za stara.
-Nie dobrze, tata już się na nie gniewa za zachowanie w Orbortporcie. Zupełnie tego nie rozumiem, przecież one jeszcze nie są w trudnym wieku. Gdzie będziesz spała Aldusiu tutaj czy u siebie?
- U siebie.
-Posiedzieć jeszcze z tobą Talinko? - Zapytała Milareza. Została póki córeczka nie zasnęła. Aldmra tymczasem zajrzała do Noli i Netusi. Przy świetle z korytarza zobaczyła, że już śpią i są opatulone. Odłożyła rozmowę z siostrą na dogodniejszy moment.
=============
W związku z nowymi przepisami dzieci Walturiana jednak musiały iść do szkoły nawet Siegrid i Magnoliusz.
Tali w skutek docinków Noli i Netusi miała zaraz pierwszego dnia złe samopoczucie.
-A czym ty się nowa tak martwisz? - Zapytała jedna z uczennic.
-Boi się chodzić do szkoły - wyjaśniła Nola.
-Zaraz się poryczy - dodała Netusia i wtedy stało się coś co zdaniem Tali stać się nie powinno: rozpłakała się.
-Ale beksa - powiedziała inna dziewczynka - to one są młodsze i nie beczą. Wstydziłabyś się.
Tali czym prędzej wyobraziła ją sobie z kłami i rogami a gdy to nie pomogło to jeszcze z wywalonym językiem. To był wstrętny widok.
-Ale ty brzydka jesteś - wyrwało jej się. Właśnie wtedy weszła nauczycielka. Ku uciesze gawiedzi powiedziała do Tali - no to chodź piękna do tablicy.
Dyktuję zadanie. Zapisuj.
Tali wiedziała jakie są jej atuty i postanowiła je wykorzystać aby poprawić swój wizerunek w oczach klasy.
Nauczycielka dyktowała - basen ma pojemność 3564 bek wody.
Tali szybko narysowała basen i beki coraz mniej wyraźne
-Można bez rysunków -powiedziała nauczycielka Tali starła rysunki i zapisała basen mieści 3564 bek wody
- Odkręcono kran z którego leje się 621 bek wody na tempr. Niestety basen jest nieszczelny i wycieka z niego 5 wiader na 40 momentów po ilu temprach basen będzie mieścił 2/3 pojemności? Oblicz.
Tali zaczęła - detektywowi Szczurkowi Blademu zgłoszono dziwną sprawę.
-Proszę się nie wygłupiać, tu nie przedszkole.
Dziewczęta zachichotały a Tali się zawzięła.
-Detektyw też tak uważał - oświadczyła i narysowała detektywa Szczurka Bladego. - Tymczasem właśnie dzieci z przedszkola - dorysowała szczurzęta zgłosiły mu , że za bardzo dokazywały, ich pani obraziła się i sobie poszła, Powiedziała, że wróci gdy w basenie będzie 2/3 wody.Szczurzęta nie wiedzą kiedy to nastąpi bo przecież basen jest
pusty.
-Oj szczurzęta czy nie wiecie co trzeba zrobić aby woda nalała się do basenu? Zdziwił się detektyw Blady.
-Nie? A co?
-Odkręcić kran ale najpierw zastanówmy się co musimy wiedzieć - mówiła nieco grubszym głosem a piszczącym
- Musimy wiedzieć kiedy naleje się tyle wody.
-Sprawdźcie czy gdzieś pisze jaka jest pojemność basenu.
-O tu tu pisze - dodała nieco innym głosikiem i dorysowała szczurzankę wskazującą na jej wcześniejszy zapis.
-Do rzeczy moja droga - ponaglała niezadowolona nauczycielka - tu nie cyrk -
Tali na przekór uwagom i kpinom nauczycielki doprowadziła opowieść do pomyślnego zakończenia a przy okazji rozwiązała zadanie. Nauczycielka chyba była w szoku ale Tali już na to nie zważała. Po zakończeniu tej lekcji czmychnęła do domu.
Celowo bez książek aby nikt nie skojarzył, że ucieka. Szła sobie spokojnie, kłaniała się
każdemu. Jakiś mężczyzna chciał do niej podejść, uniosła ręce, skierowane odkrytymi dłońmi w jego stronę i powiedziała głośno - mamusia nie pozwala mi rozmawiać z obcymi.
To była prawda. Dał jej spokój choć jeszcze się za nią oglądał zaskoczony.
Kiedy poszedł dalej zobaczył powiewającą na krzaku filetową bluzę szkolną. Jeszcze raz się obejrzał, Tali już nie zobaczył, zdjął bluzę, zabrał i wszedł do szkoły a potem wprost do dyrektorki by zrelacjonować sprawę.
-Będę się musiała przejść po żeńskich klasach - stwierdziła - bo nie mam żadnego zgłoszenia o ucieczce - w którą stronę szła ta dziewczynka?
-Tak jakby na Młgocice ale stamtąd przychodzą do szkoły tylko chłopcy. Jeżeli to faktycznie jej
bluza to mamy do czynienia z cwaniarą i kierunek w którym szła nic nam nie powie.
- A jak wyglądała?
-Szczupła, na oko miała więcej niż osiem arli, włosy związane z tyłu i to też mnie zmyliło bo nasze powinny mieć warkocze, Sprawdziłem kieszenie, są fioletowe wstążeczki.
Najdziwniejsze, że nie miała torby z książkami.
-Chyba wiem, która klasa, tam doszły trzy nowe uczennice, którym rodzice raczej nie złoją skóry za pogubienie swoich rzeczy. Żadna z nich nie ukończyła jeszcze 9 arli.
Dwie są siostrami, pewnie to ta trzecia. Blondynka?
-Nie, czarne loki.
-Czyli jednak nie ta. Przepraszam cię ale muszę się zorientować co się stało. Szlag by trafił. Nie zapłacili bo zamierzają zapłacić tylko za te dni kiedy dzieci faktycznie będą w szkole. Mam z nimi na pieńku to się odgrywają.
Dyrektorka już na za zapas martwiła się tym, że dzieci mogą zostać zabrane ze szkoły a miały płacić wyższe czesne niż ktokolwiek bo rodzice byli bardzo bogaci.
================
-Nie chcę chodzić do tej wstrętnej szkoły - powiedziała stanowczo Tali - nauczycielka sobie ze mnie kpi, koleżanki mnie nie lubią, siostra i Nola dokuczają.
Fatalnie w uszach Milarezy zabrzmiało owe "siostra i Nola". Między dziewczętami naprawdę źle się działo.
-Zaraz tam jadę - powiedziała.
Nim dotarła Siegrid i Magnoliusz skończywszy swoje lekcje poszli poszukać Tali. Znaleźli tylko Nolę i Netusię.
-A gdzie Tali? - Zapytał Magnoliusz.
-Pobeczała się i poszła - wyjaśniła Nola.
-No tak - powiedział Siegrid - znowu jej dokuczałyście, poszła sobie i umarła.
-Nie mów bzdur - poprosiła inna już nauczycielka.
-No, nie wiem czy to jest w porządku, że pozwoliliście aby poszła - oskarżycielskim tonem zwrócił się do nauczycielki Magnoliusz - mógł ją ktoś porwać.
-A kto wiedział, że wyszła? - Oburzyła się Netusia - nawet swoje książki zostawiła.
-No to będziecie je dźwigać do samochodu. My idziemy szukać Tola.
-Już lepiej siedźcie tutaj - poleciła nauczycielka i w tym momencie weszła Milareza.
-Przepraszam za zamieszanie - powiedziała do nauczycielki, a do dzieci - zbierajcie się.
Zabrała całą piątkę do domu a po obiedzie przy udziale Walturiana porozmawiała z dziewczętami.
-Bo ona powiedziała na córkę naszej pani, że jest brzydka - wyjaśniła Netusia.
-A ja wcale nie wiedziałam, że to jej córka - odpowiedziała Tali - a tak naprawdę to nie jest brzydka póki nie doda jej się kłów, rogów i wywalonego języka. Ja ją tak właśnie sobie wyobraziłam bo się nade mna mądrzyła i jak zobaczyłam co mi wyszło to samo mi sie powiedziało, że jest brzydka.
Po ustaleniu co się stało Walturian i Milareza rozważali się czy nie lepiej będzie odebrać dzieci ze szkoły i płacić nowo ustanowioną karę za ich nie posyłanie choć mogliby ponieść też inne zawodowe konsekwencje. Nauczyciel i prawniczka nie powinni być karani. Milareza wpadła na pomysł by zapisać dzieci do szkoły w Tolimanii.
To było możliwe bo postarali się aby wszystkie dzieci znały oprócz karebordżańskiego unaski i tolimański. Był jednak problem. O ile dzieci Milarezy łatwo było zapisać do szkoły w Tolimanii lub Arblandach uzasadniając to pochodzeniem matki o tyle z Tolem i Nolą sprawa była trudniejsza. Uczciwie wyjaśnili to dzieciom.
-Bo wy chcecie mnie rozłączyć z Netusią - powiedziała Nola - to przez to, że kazałyśmy iść Tali do innego pokoju.
-Nie podobało nam się to - przyznał Walturian - ale to nie ma nic do rzeczy. Przecież prędzej czy później się pogodzicie.
-A nie, bo kłamiesz.
-Nie przypominam sobie abym cię kiedykolwiek okłamał. Chcielibyśmy abyście wszystkie uczyły się w domu ale to może się udać tylko w wypadku Tali, Netusi i bliźniaków bo ich matka jest Tolimanką.
-Ale Netusia mogłaby chodzić ze mną - Upierała się Nola.
-Nie. Wystarczy, że śpicie w jednym pokoju.
-A jeśli pozwolimy Tali wrócić?
-Byłbym zadowolony a jeszcze bardziej gdybyście to wy przeniosły się do Tali ale to wcale nie zmienia sytuacji ty i Tolo jesteście Karebordżanami. Oboje wasi rodzice to Karebordżanie. Oczywiście spróbujemy wystąpić o zezwolenie najpierw waszego ojca, potem władz.
-Tata się nie zgodzi - ocenił Tolo.
Argiż był jednak skłonny się zgodzić zwłaszcza gdy dowiedział się, że zapisując dzieci do szkoły w Tolimanii Milareza i Walturian nie musieliby ich tam wywozić, zdawałyby egzaminy a uczyły się w domu. Niestety władze odmówiły.
-Nie mogę Milarezo - tłumaczył naczelnik Grygital - Nie ma dla takiej decyzji żadnego uzasadnienia. Zapisali do szkoły w Sarinei tylko własne dzieci.
Nola zaniosła tę wieść do szkoły. Na jedną z lekcji przyszedł nauczyciel rysunków.
-A która to jest Tali? - Zapytał.
-Już jej nie ma wyjaśniła dama klasowa - z tego co słyszałam wybitnie zdolne dziecko, nawet do rysunków. Podobno Junja dała jej tak pokręcone zadanie matematyczne, że najlepszy ze starszych uczniów by się załamał a ona je rozwiązała w imieniu detektywa szczura.
-Szczurka Bladego - poprawiła jedna z uczennic. - Szkoda,że uciekła, przecież byśmy ją przeprosiły.
-Pierwszy raz spotykam się z tym, że świetny uczeń ucieka ze szkoły - oświadczył - a dlaczego Junja dała jej pokręcone zadanie?
-Bo powiedziała, że Faraga jest brzydka -oświadczyła ta sama uczennica i wtedy Nola wzięła stronę Tali - jej się tak wyrwało bo sobie zwizualizowała Faragę z uszami słonia i ryjem świni.
-To mogła mnie nie wizywować - odpaliła Faraga.
-Musiała, żeby jeszcze gorzej nie płakać.
-To wyście ją na dzień dobry aż do łez doprowadziły? - Zdziwił się - no dobra zostawmy to, tak wyszło, nic na to nie poradzimy, wyciągamy bloki rysunkowe.
A naprawdę ładnie rysuje? - Spytał jeszcze Nolę.
-No, Netusia też i chłopcy też, to po Milarezie a po Walturianie ładnie śpiewają.
===========
Junja - powiedział później do koleżanki po fachu Gudimor Inza - czworo dobrych rysowników odeszło przez ciebie ze szkoły, mam ci za to utrącić trzy matematyczki?
-O, dlaczego tylko trzy? - Zakpiła poprawiając fryzurę.
-Bo czwartą załatwiłaś osobiście. Moje gratulacje.
-Nie miała znowu o co się tak obrażać.
-A ty miałaś? Wielkie mi co, że nazwała twoją córkę brzydką, ważne, że tobie się córka podoba.
=========
Dyrektorka niższej szkoły spotkała się z Walturianem, Milarezą Tali i Netusią u naczelnika Grygitala. Nie przyszła sama lecz Gudimorem i Junją aby mieć wsparcie.
Na początek chcieli pomówić z dziewczynkami.
-To może z Netusią - powiedziała Tali - bo ja żadnych tajemnic przed rodzicami nie mam.
-A ja mam? - oburzyła sie Netusia.
-Nie wiem moja młodsza siostro. Odkąd się nie przyjaźnimy nic o twoich sprawach nie wiem.
-Bo musiałaś się tak obrazić?
-Nie. Ja wcale nie jestem obrażona, tylko ci się nie narzucam.
-Ja myślę Milarezo, że dziewczynki dadzą sobie radę - powiedział Grygital - a w razie czego nie pozwolę na nie zbytnio naciskać.
Dziewczynki weszły więc same.
-Czuję się tak jakby mieli je tam zjeść - zwierzyła się mężowi Milareza.
-Stanęłyby im kością w gardle - odrzekł Walturian - obejmując żonę.
==========
Dziewczęta zostały zapytane co się takiego wydarzyło, że Tali aż uciekła.
-Niech ona mówi - wskazała siostrę Netusia - przecież jest taka elokwentna - dodała sarkastycznie.
Proszę bardzo - zgodziła się Tali - tamtego dnia moja siostra i Nola tak mi dogryzały, że miałam bardzo zły nastrój. One to widziały i dokładały starań aby mnie doprowadzić do łez, Miałam wrażenie, że sprawia im to sadystyczną przyjemność.
-Nieprawda! - Krzyknęła Netusia.
-Dobrze pomińmy moje wrażenia, skupmy się na faktach. Udało im się, i pewna uczennica powiedziała, (Tali bez namysłu narysowała węglem na ścianie uproszczony portret Faragi a potem sparodiowała jej głos i sposób bycia) -"one są
młodsze i nie beczą. Wstydziłabyś się."
To mnie rzecz jasna nie mogło uspokoić więc aby się nie dać tej zarozumiałce wyobraziłam ją sobie w na wpół zwierzęcej postaci i wpatrzona w tę postać powiedziałam TEJ POSTACI, że jest brzydka. Wtedy weszła ta oto nauczycielka -Tali wskazała Junję uprzejmym skinieniem głowy - i drwiąco wezwała mnie do tablicy. Na szczęście dała mi bardzo łatwe zadanie ale wymagała aby je rozwiązywać bez polotu. Kiedy zobaczyłam - Tali ilustrowała swe słowa żywą gestykulacją - że w tej szkole wszystko musi być równo, sztywno i ciasno, a głowy nie wychyl bo ci ją utną, to sobie poszłam.
-Nie za szybko podjęłaś tę decyzję? - Zapytał Gudimor.
-Ta nauczycielka ze mnie kpiła. Mówiła: "Talisi się zdaje, że jest u mamusi i może sobie gaworzyć ile zechce". "Dziecko, tu nie jest teatr tylko szkoła".
Gdybym pozwoliła jej się wdeptać w ziemię to już bym z tej ziemi nie wyszła więc kontynuowałam rozwiązywanie zadania nawet gdy powiedziała - "możesz już nie kończyć, ja za takie wybryki od razu stawiam złą notę". Pomyślałam, że niech wstawi i milion a ja zgarbiona z tej szkoły nie wyjdę. Dokończyłam rozwiązywanie i dopiero sobie poszłam.
- Z tego co się zorientowałem dziewczęta cię polubiły - poinformował Gudimor- może nie trzeba było tak szybko rezygnować ze szkoły? -
-Nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim traktowaniem. Nawet kiedy chodziłam do szkoły w Arblandach i miałam tam taki niefart, że nauczyciel matematyki zawsze wywoływał mnie do odpowiedzi kiedy mu humor nie dopisywał a złego słowa od niego nie usłyszałam. Nawet gdy spostrzegł jakąś nielogiczność w mojej opowieści to nie kpił tylko całkiem poważnie pytał - a dlaczego to jest tak i tak? A ja zwykle znajdowałam jakieś wyjaśnienie a raz to nawet sam mi takie podpowiedział czyli, że słuchał co mówię.
-A ja nie miałam tam takiego fajnego nauczyciela - poskarżyła się Netusia.
-Za to miałaś mnie - kategorycznym tonem odpowiedziała Tali.
- Ale już mnie nie kochasz.
-Możliwe lecz dam ci jeszcze jedną, może ostatnią siostrzaną radę: przeproś mamę.
-Za co?
-Za to czego już nie pamiętasz a ja ci nie powiem. Kombinuj.
-Za ten kamień? Przecież mama nie kazała się przepraszać.
-Bo pewnie myśli, że jesteś już za duża aby ci takie rzeczy podpowiadać.
-Nie, mama nie jest taka pamiętliwa jak ty.
-A co by ci się stało? Ja już nieraz przepraszałam i nigdy nie dostałam od tego wysypki.
-Bo ty wciąż masz za co przepraszać.
-No taka już jestem zła - Tali rozłożyła ręce jakby w geście bezradności.
======
Później gdy dziewcząta czekały pod opieką sekretarki dyrektorka powiedziała do ich rodziców - zauważyłam, że Tali jest niezrównoważona emocjonalnie.
-Tali? - Zdumiał się Walturian zaś Milareza spokojnie zapytała - a z czego to wnioskujesz?
- Rysuje po ścianach i podobno często musi przepraszać.
Tu Gudimor podniósł palec do góry i dodał - ale nie dostaje od tego wysypki a to zdrowy objaw.
Wszyscy sie roześmieli oprócz Milarezy. Ona spokojnie ważyła słowa - spytałam z ciekawości - powiedziała - w gruncie rzeczy nie ma to żadnego znaczenia. Nam nasze dzieci się podobają takie jakie są a decyzję o zapisaniu ich do szkoły w Sarinei podjęliśmy na podstawie tego, że ja jestem Tolimanką.
-Mąż jest Karebordżaninem - zauważyła dyrektorka.
-Wyraziłem na to zgodę - odrzekł Walturian - bo dzięki temu dzieci mogą uczyć się w domu i nie muszę przynajmniej o nie drżeć, czy nie wybiegną same ze szkoły.
-Tali zrobiła to bardzo sprytnie - powiedziała dyrektorka - ja bym nie chciała aby moje dziecko było takie sprytne.
-Żona już wyjaśniła, że kochamy dzieci takie jakie są. Tali była we wrogim środowisku i dlatego musiała działać taktycznie.
-Dziewczęta w szkole chciałyby sie z nią przyjaźnić - poinformował Gudimor.
-Nie mamy nic przeciwko temu ale skoro już zdecydowaliśmy zapisać dzieci do tolimańskiej szkoły, będziemy się tego trzymać - uparł się Walturian - a dzieło naszej córeczki oczywiście zamalujemy, proponuję farbę dzięki której ściana stanie się zmywalna. Wszystkie takie mamy w domu i pewnie dlatego Tali się zagalopowała. Zwrócimy jej uwagę, że takie rzeczy może robić tylko w domu.
http://b1.pinger.pl/723d9964cd047d85661f01d4b930b04f/021.jpg
Wirgilla i Dikkika zgodnie z wcześniejszym postanowniem miały opuścić dom Milarezy ale zdołały ją uprosić o pozostawienie na jeszcze jedno pół arla. Na ich korzyść przemawiało to, że zaprzyjaźniły się z Aldmarą. Gorzej było z ich zatrudnieniem - Spróbujcie założyć kabaret - poradziła Dagrida.
-Nie damy rady - realistycznie stwierdziła Dikkika - jest w szkole dobry tekściarz ale nas nie stać aby go zatrudniać a na takiej koleżeńskiej zasadzie to on sobie wybierze inny zespół.
-Znajdę wam tekściarza. Chyba znam kogoś kto zgodzi się dla was pracować tylko raczej anonimowo bo zajmuje zbyt poważne stanowisko by pracować w kabarecie. Uzgodnię to a Milareza może się zgodzi wyreżyserować pierwszy kawałek, potem kogoś znajdziemy.
Oby się udało.
Kabaret nieoczekiwanie stał się sprawą całego domu nie wyłączając Laroki a spoza domu także jej przyjaciół.
Najpierw Enilioborian dowiedziawszy się co kombinują i z czym mają problemy powiedział - ja wam to zaraz załatwię. Poczekajcie. - Wyszedł na dwór gdzie dzieci miały lekcję botaniki i zawołał - Milareza, Milareza, Milareza - chodź tu. Przyszła prowadząc Tawię za rękę.
-Ty pamiętasz ten tekst? No ten tekst co miałaś jako narrator.
Byłam tylko raz narratorem.
-Ale nie zapomniałaś tekstu?
-Ja nie miałam żadnego tekstu.
-Jako narrator? - Zdziwiła się Dikkika.
-Dziecinko znajdź mi nagranie - poprosił.
To dla Milarezy nie stanowiło problemu. Przyniosła im nagranie sztuki od której zaczęła się jej współpraca z Enilioborianem.
-A teraz dziewuszki - powiedział puszczając uczennicom sztukę zobaczycie coś ekstra.
Tu są dwie narratorki zwróćcie szczególną uwagę nie na tą, która zamiast mówić pokazuje w czym rzecz, tylko na tą drugą. Dika, twoje kudły są trochę za jasne ale do kabaretu nie będziemy farbować. Ujdzie. Tylko fryzury zrobimy jak należy, przypatrzta sie dobrze. Alda jesteś najmłodsza, odegrasz rolę tej w kitkach.
-Podobna do Tali tylko jaśniejsza.
-No. Tali ma czarne włosy a Milareza takie sobie ciemne - przyznał i zastanowił się - a może ... Nie, nie, nie. Tali jest zbyt żywiołowa by grać Milarezę. Po za tym nie wypada aby córeczka publicznie parodiowała matkę. No i jest za młoda.
-Pooglądajcie to sobie a ja jeszcze coś zorganizuję.
Gdy wyszedł Dikkika obserwując dokładnie osobę, której rolę jej przydzielił zapytała z lekkim lękiem - a to nie jest przypadkiem Dagrida?
-Ouu! Ale granda - przyznała Wirgilla - trzeba go jakoś przystopować. Tego nie możemy zrobić.
=========
http://b3.pinger.pl/7a7bfbb1bf8a71de743c1e157e8500a8/pagina..jpg
Do Tali przyszła jedna z jej niedoszłych szkolnych koleżanek. Wpuściła ją Sewilanta.
Po dłuższym czasie Netusia zjawiła się u rodziców ze skargą, że Tali bawi się z Rafenireną w ojca i matkę. Takie są bezwstydne. Przerażony Walturian aż się poderwał - Stój - krzyknęła Milareza - podała mu owocarkę z suszonymi owocami - nie oczekuj skandalu - powiedziała i jeszcze w biegu dosypała tych owoców by uzupełnić ubytki.
Trochę go wyhamowała ale i tak niemal biegnąc myślał, że którejś z "dziewuch" rozwali tą owocarką łeb. Przed samymi drzwiami zwolnił. Wszedł. Tali miała namalowane wąsy i włosy uczesane tak, że niby się wizualnie skróciły. Rafenirena bawiła jej zapłakaną lalkę. Na ścianach było zapisane, rozrysowane i rozwiązane zadanie matematyczne.
-Bo ja nigdy nie miałam takiej lalki - tłumaczyła mu wystraszona Rafenirena a widząc jego wzrok
błądzacy po ścianach dodała - bo Tali mówiła, że się zmyje.
-Tak - przyznał - nasze ściany są zmywalne - a co do lalek, to nawet dorosłe kobiety lubią się tymi milandryjskimi pobawić.
-Jesteś kochany tatusiu - powiedziała Tali zabierając mu z rąk zapomnianą owocarkę.
Wyszedł, ani słowem nie odezwał się do czającej się za drzwiami Netusi. Podszedł do Milarezy - chodźmy - powiedział.
Źle się poczuł, musiał się położyć na kanapie. Milareza od razu skontaktowała się z operatorem automedów. Mieli już jeden egzemplarz u siebie w domu. Medyk radził nie bagatelizować sprawy i unikać stresujących sytuacji, zapisał leki, które Milareza natychmiast zamówiła. Walturian miał je nosić przy sobie i zażywać w razie bólu serca.
Po dwóch temprach mu przeszło a potem śmiał się z sytuacji - no oczywiście dla Netusi takie duże dziewczyny bawiące się lalką to bezwstydnice ale ze mnie cymbał. I co ta biedna Netusia teraz o mnie myśli?
Na nastepną wizytę Rafenirena przyprowadziła ze sobą jeszcze dwie koleżanki. Bardzo żałowały, że nie mogły przyjść wtedy kiedy dzieci miały lekcje. Teraz już tylko w siódemkę bo inne dzieci musiały chodzić do szkoły. Karuś też w tym uczestniczył choć był już w tolimańskiej szkole drugiego stopnia. Dzieci nie zawsze uczyły się razem a jeśli tak to zadania dla nich dzielono zgodnie z wiekiem. Karis czasem układał wiersze do przerabianych poważniejszych zagadnień, dobierali do tego melodię i śpiewali.
Często odgrywali różne role jak w teatrze i dyskutowali. Nawet Tawia usiłowała się wypowiadać. Dbano o to by miała zajęcie i osobną opiekunkę. Gdy się zmęczyła opiekunka z żalem ją zabierała bo lubiła posłuchać jak sie dzieci na wesoło uczą.
Z tych wspólnych lekcji brała sie umiejętność nauczania przez starsze dzieci młodszych.

Ętszur powiedział Walturianowi - miałem ci nagadać, że nie posyłasz swoich dzieci do karebordżańskiej szkoły ale już zrozumiałem w czym rzecz. Dowiedziałem się, że wszystkie dzieci wychowane w waszym domu górują wiedzą i elokwencją nad rówieśnikami.
-Sam jestem zdziwiony - odrzekł Walturian - bo zawsze hołdowaliśmy zasadzie - mniej ale lepiej. One z własnej woli chętnie się douczają, po prostu lgną do wiedzy.
-Ano, ktoś mi kiedyś powiedział,że wszystkie dzieci chcą się uczyć póki szkoła z nich tego nie wypleni - przyznał Ętszur.
===========
Wspólne lekcje na nowo zbliżyły Tali i Netusię.
Zapewne pomogły w tym też wyrzuty sumienia jakie Walturian odczuwał po tym jak bez słowa minął Netusię na korytarzu. Starał się jej to wynagrodzić i okazywał, że ją kocha.
Namówiła Nolę aby przeniosły się do Tali bo po co mają spać na materacach gdy tam są dwa wolne łóżka?
Nola nie omieszkała tego zrobić bo też już miała dość tego (nieudanego zresztą) izolowania Tali. Dzięki tej przeprowadzce goście Tali czy to domowi czy z zewnątrz stali się także ich gośćmi.
Wszystko zdawało się zmierzać ku dobremu.

http://b4.pinger.pl/cddb79c41b00df91e6325f37c52888d5/plann.jpg
Myślały, że jakoś uda im się wykręcić od realizacji pomysłu Enilioboriana ale wszyscy się w to bardzo zaangażowali i przygotowali pierwszy występ, z tymże nie jako kabaretu tylko teatrzyku "Dzieje" a Enilioborian ujął go w grafiku teatru.
Największą atrakcją występu byli uczniowie ucharakteryzowani na młodsze wersje znanych nauczycieli: Dagridy, Enilioboriana, Tagunaka, Lalotty, Nattufora.
Pierwsza wystąpiła Alda. Wyglądając z okna makiety samochodu powiedziała: Działo się to dawno, dawno temu kiedy młodzież była o wiele grzeczniejsza niż obecnie.
Dwaj przyjaciele Laroki ucharekteryzowani na młodzieniaszków podeszli i zdjęli
tylną ściankę makiety wozu konnego. Na scenę posypały się piłeczki zaś Alda wgramoliła się na dach solidnie zbudowanej makiety i przez tubę zaczęła nawoływać do zbierania jabłek. Zawołała też grupę z instrumentami do odegrania pieśni : "Pragniemy dumą być dla naszej szkoły" Wezwała imiennie koleżanki - Lalottę i Ewaldynę aby śpiewały.
Imię Ewaldyny było w szkole znane. Jej rolę powierzono bardzo dobrej śpiewaczce ze szkoły muzycznej. Zgodziła się mimo, że nie oferowano żadnej zapłaty, sam fakt, że może wystąpić jako Ewaldyna był dostateczną. Dziewczyna nie była aż tak piękna jak chciałby Enilioborian lecz Tagunakowi od początku ta najbardziej pasowała. Enilioborian wybrał inną może nie aż tak świetnie śpiewającą, za to prześliczną. Niestety domagała się zapłaty a nikt nie finansował tego przedsięwzięcia. Bilety też sprzedawano tanio.
-Tyle aby było na utrzymanie teatru - twierdził Enilioborian.
Milareza obiecała "zrobić" ze śpiewaczki Ewaldynę i zrobiła. Siedząca obok Tali obserwowała to z zachwytem. Jaluiza już później zawsze starała sie tak wyglądać. Enilioborian zapisał ją sobie na wypadek gdyby jeszcze kiedyś mogła się przydać, Tagunak od ręki przyjął w poczet śpiewaczek zaś Dikkika i Wirgilla zaprosiły do dalszej współpracy.
Nagle Milareza dostała prośbę od Ewaldyny aby ten spekltakl dla niej nagrać i przysłać.
Królowa Auretanii dowiedziała się o inscenizacji od Enilioboriana, który ją na występ zapraszał lecz nie mogła przyjechać.
Zebrali więc wszystkich, którzy uczestniczyli w spektaklu i poprosili o specjalny występ.
-Ten będzie płatny - obiecała Milareza. Ewaldyna sądziła, że poprostu nagrają to podczas normalnego występu w teatrze Oni jednak solidnie nad tym popracowali i nawet wykorzystali wielkie monitory by w tle pokazywać miejsca gdzie się niegdyś toczyła akcja a momentami nawet samą tą akcję.
Milareza to sfinansowała bo nie chciała wysyłać przyjaciółce byle jakiego prezentu Wkrótce Jaluiza dostała zaproszenie do Auretanii na występy przed parą królewską.
 

 
http://b1.pinger.pl/8ddffa0be01260e208e1be83c8d12d93/tytuy.jpg
http://b4.pinger.pl/2af7833838ab29c874c30c36c0e4b3d9/tytuy.jpg
http://b2.pinger.pl/8dc3fe672c2b277ea39c7b7d8b435937/pagina..jpg

Wysyłają mnie w teren. Rodzice są tacy dumni jakbym nie była szeregowym śledczym w jednym ze stołecznych sądów tylko super sędzią z centrali.
Sninamherk z centrali powiedział - bądź bardzo ostrożna i wszystko wyjaśniaj dokładnie bo chodzi o córeczkę tolimańskiego dyplomaty. Naszych chłopców też nie skrzywdź, jeżeli ta mała ich niesłusznie oskarżyła musisz mieć na to niepodważalne dowody. Niepodważalne. Staraj się jeśli chcesz awansować.
Jasne, że chcę.
Uznałam za najpraktyczniejsze prowadzenie przesłuchania dzieci a przy okazji niektórych domowników w ich dużym domu.
Poprosiłam naczelnika Grygitala aby spróbował się w tej sprawie dogadać. Skrzywił się - to raczej nie przejdzie - powiedział.
-Mają coś do ukrycia? - Uśmiechnęłam się i to chyba niestety zbyt poufale bo najpierw zmroził mnie spojrzeniem a potem mówił z drażniącą wyższością:
-Nie, dziewczynko, chodzi raczej o złe doświadczenie. W tym domu już kiedyś pracowali trzej smarkaci śledczy. Włazili wszędzie, nagabywali dzieci, rozpracowali kod zamykający bramę i wchodzili bez informowania gospodarzy kiedy chcieli nawet nocą.
-To chyba nie znaczy, że każdy śledczy tak robi? - Spytałam szczerze mówiąc po to aby zaznaczyć, że nie jestem jakąś tam smarkulą i na spokojnie wyjaśniłam - A gdybym czasem pracowała w tym domu byłby to wygodniejsze głównie dla nich, zaoszczędziliby czas swój i dzieci.
-Zapytam ale to się raczej nie uda - był naprawdę sceptycznie nastawiony.
-A o co to była za sprawa, że siedzieli w ich domu śledczy?
-Chodziło pobicie brata pani domu. Prawdę powiedziawszy nie było zasadne, że tamci pracowali w Miltwaltdomu, Irbis miał jako rzecznika jednego z najlepszych prawników i to z zacięciem detektwistycznym. Chyba chodziło o przejęcie domu na rzecz władz w okresie wojny gadżegańskiej.
=============
Na początek przejrzałam akta. Dowody przeciw młodym ludziom wydają się silne ale wszystko zbadam. Nic nie jest oczywiste bo nie zrobili tej małej krzywdy za to sami zostali pogryzieni przez psa.
Na początek właśnie z nimi sobie porozmawiam.
==============
To czego dowiedziałam się od chłopców i tapicera jest porażające. Tali ciągle gnębiła Nolę.
Biedna sierotka była wysyłana po zakupy a Tali kradła jej pieniądze aby wychodziło na to, że to Nola jest złodziejką.
Miarka się przebrała kiedy zrobiła Noli brzydki kawał z lalkowymi mebelkami. Spotkali ją potem przypadkiem w lesie i chcieli porozmawiać.Dziewczynka poszczuła ich psem i rozdarła sobie albo specjalnie albo przypadkiem bluzkę a potem podrzucono dowody winy. Ludzie widzieli Karisa w lesie. Mógł przecież mieć te nieszczęsne wizytówki.
To podrzucenie będzie ciężko udowodnić. W protokole straży mam napisane, że widziano Karisa jak karmił psa przez lukę w parkanie, a wizytówki znaleziono w lesie.
================
Dowiedziałam się, że Tali była tylko na jednej lekcji w tutejszej szkole niższego stopnia.
Pojechałam tam dorożką by porozmawiać z nauczycielką, która wówczas prowadziła lekcję. Oszczędziłabym sobie tego gdyby ktoś mi powiedział, że sprawę omawiano z udziałem samego naczelnika. Przeczytałabym akta. Już nie muszę tego robić bo mam jasność a zresztą to jest sprawa mocno marginesowa.
Rozmawiałyśmy we wnęce okiennej i potem podszedł do mnie uczeń. Powiedział - ty tak za bardzo nie wierz Junji ona jest zazdrosna bo Tali zna matematykę lepiej od niej.
-A skąd o tym wiesz? - Spytałam ale takim tonem aby myślał, że mu wierzę.
-Dziewczyny mówiły.
No ładnie sie tej Tali udało namieszać.
=======
W tej sprawie przewija się historia lalkowych mebelków. Czasem śmiać mi się chce bo wszyscy traktują je tak poważnie jak wykwintne meble salonowe. Zachowuję jednak powagę przez wzgląd na to jaką rolę odegrały w sprawie.
Wcześniej poznałam zdanie oskarżonych i tapicera a wczoraj zaprosiłam tego dyplomatę. Ma dwa imiona:Walturian Lagengrit. Wszedł z żoną i poprosił aby jej pozwolono wysłuchać tej historii bo była wówczas w Auretanii u przyjaciółki.
Oczywiście musiał się pochwalić, że odwiedzają przyjaciół w Auretanii. Ciekawe czy to też jacyś dyplomaci ale dla sprawy nie ma to znaczenia więc nie zapytałam. Dyplomata opowiadał o mebelkach z taką samą zaciętością jak tapicer tylko z innego punktu widzenia. Wcale mnie nie przekonał do swojej racji. To brzmiało mniej więcej tak (zapisuję z pamięci bo protokół to akt poufny):
Prowadziłem akurat dla swoich dzieci (zanotowałam w pamięci,że dzieli podopiecznych na swoje i nie swoje dzieci) lekcję historii gdy zjawił się brat żony Irbis z pretensjami , że nie zapłaciliśmy za mebelki.
-Powiedziałem mu, że nie było żadnych mebelków a na to Tali: "Były, były, ciocia Tamansa przywiozła na takim rowerze co ja też bym chciała mieć. Nola zanosiła ci do gabinetu."
Irbis nie pozwolił mi dokończyć lekcji. Musiałem natychmiast, zaraz, w te pędy biec po pieniądze i zapłacić mimo, że mebelków nie było i nie miałem żadnej gwarancji, że zostały poprawnie wykonane.
Byłem tak zdenerwowany, że chciałem sprawę wyjaśnić natychmiast .Przyszło mi do głowy, że Nola mogła zanieść mebelki do Argiża aby go przy okazji odwiedzić. Nie mogłem jej o to zapytać bo była w szkole a nie chciałem czekać.
Połączyłem się milanderłączem z Milarezą aby zapytać gdzie trzyma zamówienie dla Argiża wraz z utkanymi przez siebie łatkami.
Nie było ich więc przeszedłem się do Argiża. Argiż zaczął już obijać mebelki jakimś różowym jarmarcznym materiałem. Zdenerwowałem się jeszcze bardziej i spytałem:
A masz zamówienie na takie obicie?
Powiedział,że nie było żadnego zamówienia.
Byłem zły i upierałem się, że Nola musiała mu przynieść. Pomyślałem, że teraz są modne bluzy zszywane z kawałków i pewno, któryś z jego pasierbów uznał, że te łatki się do tego przydadzą. Argiż powiedział, że pewnie się to u nas gdzieś zawieruszyło.
Spytałam:
-A nie przyszło ci do głowy, że dziewczynki wzięły mebelki do zabawy?
Odpowiedział:
-Wykluczone, mają dostęp do innych a nie są aż tak malutkie aby nie rozumieć czego nie wolno. Zresztą już po samej reakcji Tali i Netusi widać było, że nic nie nabroiły.
Zawieruszyć też się nie mogło, nie Milarezie. Przez milanderłącze (no proszę jak musi zaznaczać, że są w posiadaniu milandryjskich urządzeń łącznościowych) powiedziała mi, w której szufladzie znajdę i że to jest w zielonej paczuszce, na której leży czerwona a na wierzchu biała. U Argiża byłem naprawdę zły i źle odbierałem jego tłumaczenia. W moich oczach był kłamliwym fuszerem. Kiedy indziej nie wchodziłbym w żadne dyskusje ale wtedy wszedłem i Argiż powiedział coś po czym omal nie dostałem zawału: "To może twoja Tali znów zrobiła jakiś brzydki kawał mojej Noli i mnie przy okazji".
Zwłaszcza słowo "znów" mnie ubodło. Tali jest daleka od tego aby krzywdzić kogokolwiek. Musiałem się zastanowić jak sobie z tą sprawą poradzić, jak wykorzenić z Noli taką brzydką przywarę zanim będzie za późno i wyrośnie na potwora, któremu już nic pomóc nie zdoła. Na pomoc Argiża nie mogłem liczyć jemu zależało raczej na tym aby wbić klin między nas i okazać się dobrym tatuśkiem niż na prawidłowym wychowaniu
dzieci. Zdecydowałem, że trzeba natychmiast uciąć wszelkie interesy z tym osobnikiem i chronić przed nim dzieci. Postanowiłem nie zlecać mu poprawienia tego co sknocił, zabrałem mebelki w takim stanie w jakim były) Kazał mi zapłacić za obicie dwóch kanap i materiał, który na to kupił. Nie dyskutowałem. Zapłaciłem chociaż on nie powinien zabierać się do roboty nie upewniwszy się jaki to ma być materiał no i nie miał zamówienia.

Jedna dobra rzecz z tej rozmowy wynikła - pozwolili mi pomówić z dziećmi w ich domu.
=================

Żona dyplomaty przyjęła mnie dobrze. Grzecznie, miło omówiła zasady. Przydzieliła mi sypialnię, niestety wspólną z sekretareczką Brilandą. Możemy tam nocować abyśmy nie musiały chodzić przez niebezpieczne tereny gdy oni nas nie będą mogli odwieźć. Dostałam też gabinet z urządzeniami do rozmowy na odległość.
Niestety mojego protokolanta nie zakwaterowano bo jest mężczyzną a nie chcą narażać Tali na widok obcego mężczyzny w domu. Przesadzają. No cóż musi sobie radzić.
=======
Dziś byłam w najbliższym sklepie. Potrzebowałam zrobić zakupy a jak mnie uczono miejscowy sklep to jedno z tych miejsc gdzie się wiele można dowiedzieć.
-A ty dziecko to chyba nietutejsza - zagadnął jakiś chłopina.
-Mieszkam teraz w pałacu.
-I u nas robisz zakupy? - Po tym pytaniu poczułam, że miejsce jest nietrafione.
-A co pałac tu nic nie kupuje?
-A gdzie tam, oni jak potrzebują robić zakupy to jadą tam gdzie dostaną najlepszy towar a jak się czuje ta mała Tali?
-No już nie taka mała - sprostowałam.
-Tak mówisz bo jesteś mało co starsza. (mam dwa razy tyle arli) Dobre są te dzieciska z pałacu to pies jak oszalały się wyrwał z podwórza a ja myślałem, że jak podwyższyłem płot to już nie przeskoczy. Musiał usłyszeć wrzask małej.-
A jednak miejsce było trafione.
-To twój pies? -Zapytałam.
-No! - Odrzekł z dumą - Kochane psisko. Uwielbia dzieci. Jakaś smarkata śledczanka ze stolicy domagała sie nakazu zabicia biedaka ale przecież naczelnik głupi nie jest, i córki ma, to odmówił. A Tali podobno nic tylko płacze i płacze. Nola to bardzo przeżywa bo to jakby jej bracia ci co napadli na Tali.
-Moja córeczka - wtrąciła się jedna z kobiet też płacze i wcale nie dlatego, że nie ma jej kto zadań tłumaczyć tylko tak jej szkoda Tali.
Gdy chciałam wyjść ze sklepu ugięłam się pod ciężarem nierozsądnie wielkich zakupów.
-Może lepiej zostaw to dziewczyno - powiedział sklepikarz i poproś aby ktoś z pałacu autem po to przyjechał.
-Albo wyskocz Emdug na drogę i zamachaj bo zaraz będzie jechać Milareza - poleciła synowi jedna z klientek - migiem bo ona jest punktualna.
-Ona może i tak - powiedział kto inny gdy już chłopak wybiegł - ale dzieci się czasem spaźniają.
Za chwilę weszła Milareza z piątką dzieci w fioletowych bluzach. Popatrzyła na moje zakupy i kupiła sześć jedwabnych, fioletowych toreb. Sprawnie pomogła mi poprzekładać rzeczy i każdy z nas miał teraz jedną lekką torbę.
Gdy Milareza starannie układała je w skrzyni bagażowej zobaczyłam tam pięć par złączonych paskami okładek do noszenia książek umiejscowionych w specjalnym koszu. Te dzieci niewątpliwie wracały ze szkoły a jedną z dwóch uczesanych w warkocze dziewcząt była na pewno Nola.
Nabrałam poważnych wątpliwości co do tego, że chodzi sama po zakupy. Pałac musiał przecież robić większe niż ja. Nie dałaby rady przydźwigać.
Zapytałam kto u nich robi zakupy
- Nie prowadzimy wspólnego gospodarstwa - wyjaśniła Milareza - mieszkają tam cztery rodziny, kuchnię mamy jedną lecz jest tak wielka, że jakoś się godzimy. Robię grafik, kiedy z czego my będziemy korzystać zostawiam innym rodzinom miejsca do wpisania swoich planów, przeważnie nie wpisują ale mnie w paradę nie wchodzą. Dla naszej rodziny na ogół zakupy robi ten kto będzie gotował. Na razie za młodszymi dziewczętami chodzę ja z wózkiem i płacę ale chyba niedługo pozwolimy Tali robić to samodzielnie.
-A mnie?! - wykrzyknęła starsza z dziewcząt.
-Tali jest starsza - powiedział jeden z chłopców a drugi dodał - i mądrzejsza.
-Po prostu inna - odpowiedziała Milareza - a w tym przypadku chodzi głównie o to, że starsza i o to aby się otrząsnęła z traumy.
-A gdyby mnie tak ktoś napadł to też byście mi pozwolili? -Pytała ta dziewczynka, niewątpliwie Nola.
-Nie strasz mnie kochanie i naucz się czekać. Nie wszystko musisz mieć od razu. Byłam wczoraj z ciebie dumna, znakomicie poszła ci ta scenka.
-Na przyszłość ja chcę z grupą Laroki - zapowiedział najmłodszy chłopiec właśnie ten, który twierdził, że Tali jest mądrzejsza.
-Czemu nie - odpowiedziała Milareza.
Ta rozmowa i w ogóle moja wizyta w sklepie kazała mi ostrożniej oceniać dzieci i nie wyobrażać sobie, że coś wiem zanim nie wysłucham wszystkich świadków.
Rozmawiałam z Dagridą dyrektorką zespołu szkół żeńskich, jest do mnie życzliwie nastawiona a o dziwo odczuwam to samo ze strony wszystkich mieszkańców.
Zapytałam co sądzi o Noli.
-Skonkretyzuj pytanie - poprosiła z uśmiechem.
Domyśliłam się, że ma coś przeciw ale nie zamierza się ze mną dzielić tą opinią. No cóż pytanie było rzeczywiście mało konkretne.
-Czymś cię drażni? - Spytałam maluśko konkretniej.
-To nie tak. Ja lubiłam Nolę, prowadziłam z tymi wszystkimi dziećmi lekcje i wszystkie są na swój sposób fajne ale ostatnio Nola wymaga specjalnych zabiegów wychowawczych. Skłóca Tali i Netusię.Oczywiście Netusia też nie jest w porządku.
-A Tali?
-Najbardziej z nich ugodowa. Ostatnio zaobserwowałam to po wyjeździe Milarezy do Auretanii.
Przed odlotem rozdzieliła scenki z zakresu prawa i etykiety.
-Z zakresu prawa? Byłam zaskoczona.
- Tak. Dzieci polubiły zajęcia na kursie w Unasie (nie wiem co to za miasto) i chciały mieć podobne w domu. Po przemyśleniu Walturianostwo postanowili, że Milareza będzie je uczyć elementów prawa pisanego i zwyczajowego oraz etykiety, nie tylko dworskiej. Głównie chodziło o prawo i obyczaje tolimańskie ale z porównaniem do karebordżańskich i innych. Netusia cieszyła się, że weźmie w tym udział. Nola i Tolo też chcieli, udzielało się to moim młodszym dzieciom i synowi Enilioborianostwa więc my, wszyscy rodzice wspólnie zdecydowaliśmy,że zajęcia będą odbywały się raz w szestnicy po szkole a te dzieci, które nie są zapisane do tolimańskiej szkoły dostaną zadania z zakresu prawa karebordżańskiego.
Zadania były przydzielone parami, Nola miała mieć z moim synem. Pogniewała się, że z chłopcem i to smarkatym a w dodatku chciała poważniejszy temat, najlepiej ten, który dostał Tolo z Szarnem.
Tali zgodziła się na zamianę ale postanowiłam nie pozwolić aby Nola znów rozdzieliła siostry. Miałam dobry pretekst bo Tali miała zadanie z dobrego tonu w wydaniu tolimańskim.
Powiedziałam, że Naldrin więcej korzyści odniesie z uczenia sie podstaw prawa karebordżańskiego. A skoro Nola nie chce z nim występować to może Tanareta znajdzie czas.
Tanareta to moja najstarsza córka, od niedawna uczęszcza do szkoły nauczycielskiej uznałam, że będzie dobrze jeśli popracuje z młodszym bratem, w ramach wprawy do zawodu, zaś znajomość prawa nikomu nie zaszkodzi.
-Skoro Aldusia znajduje czas, to ty też możesz - powiedziałam córce. W ten sposób Nola została bez pary i bez zadania. Enilioborian jej pożałował i obiecał,że wszystko załatwi. Powiedział- zagwiżdżę do Mizuni po nowy temat i załatwię ci do pomocy jakiegoś aktora.
Nola nie chciała z chłopakiem więc Enilio przypomniał, że są jeszcze w naszym domu dwie uczennice szkoły filmowej popularnie zwane Diką i Wiką.
I tu wtrąciła się nasza kochana Laroka, powiedziała i to stanowczo, że ona weźmie z Nolą to zadanie. Miałam wrażenie, że Nola nie chce, że się wstydzi Laroki.
-A kto to jest Laroka? - Spytałam.
-Była bezdomna, starsza kobieta, która tu z nami mieszka. Kiedyś miała wydzielone mieszkanko ale to się pozmieniało po przewrocie. Tamci wprowadzili tu trochę zmian.

Milareza przysłała Noli zadanie o tym co i kiedy wolno zrywać w cudzym sadzie lub ogrodzie. Chyba uwzględniła wiedzę i doświadczenie Laroki.
Nola się strasznie na to skrzywiła,powiedziała że przecież niczego nie wolno ale Laroka jest w tym lepiej zorientowana więc zaprotestowała:
-A nieprawda, wolno brać resztki po zbiorach.
Albo jak się przechodzi to coś hapsnąć i od razu zjeść zanim się stamtąd wyjdzie, albo dojeść resztkę po drodze, albo jak się ma zgodę właściciela.
Nola uznała,że lepiej sobie na ten temat poczytać niż polegać na Laroce bo co tacy starzy ludzie mogą wiedzieć? Przekonała się, że ogólnie jest właśnie tak jak powiedziała Laroka, oczywiście znalazła na ten temat szczegółowsze przepisy.

Dowiedziałam się od dawnej koleżanki, że dużo o tym opowiadała w szkole, było o czym bo z nią i Laroką współpracowało jeszcze parę starszych osób i opowiadali przezabawne historie.
Czułam, że Nola nie może sobie poradzić z ułożeniem scenki więc poprosiłam tę koleżankę aby jej pomogła i potwierdziło się, że pomoc była potrzebna.
-Dlaczego sama nie zaproponowałaś pomocy? - Zapytałam
-Mówiłam ci, że Nola chciała trudniejsze zadanie, wobec mnie byłoby jej wstyd - odpowiedziała. Zrozumiałam.
============
http://b2.pinger.pl/bf1c2d232086b1b36c06879e8ae58782/Elaisa.jpg
Dziś porozmawiałam z wybranymi dziećmi.
Tali przyprowadził ojciec siedziała przytulona do matki i odpowiadała na pytania. Potem się trochę rozkręciła i zaczęła nawet rysować na ścianie, rodzice na to nie reagowali.
-Dlaczego szłaś przez ten las? - spytałam
-Koleżanka mnie zaprosiła na siekanie warzyw do suszenia.
-Tylko ciebie?
-Nie, Nolę i Netusię też ale postanowiły, że nie pójdą.
-Nie lubią siekać?
-Nie, chodziło o to, że Nola przyjaźni się z Faragą bo jest najlepszą uczennicą więc pasuje do Faragi a Faraga nie lubi Rafenireny. Natomiast Netusia jest rówieśnicą Noli i robi to co chce Nola.
-A nie to co ty?
-Nie. Nola ma większą siłę przekonywania.
-A co mówi?
-Że jesteśmy przeciwko niej bo ona nie jest naszą prawdziwą siostrą i że jej jest przykro. Pomyślałam, że jeśli ja też nie pójdę to Rafenirenie będzie przykro. A po za tym ja
chciałam iść i na dodatek wcale nie lubię Faragi.
Może dlatego, że źle zaczęłyśmy naszą znajomość. Powinnam poprosić tatusia aby mnie odwiózł ale jak kiedyś szłam z nim przez wieś to starsza dama nakrzyczała, że się pysznię torebką, gdybym więc pojechała samochodem to chyba wywarłabym jeszcze gorsze wrażenie a ja chciałam wywrzeć dobre.
-A tata nie mógł cię odprowadzić?
-Nie chciałam zawracać mu głowy bo nas jest dużo a małe potrzebują go bardziej.
-A nic niepokojącego nie zauważyłaś, nie usłyszałaś jakiegoś trzasku?
-Nie, bo tańczyłam i wcale nie umiem wytłumaczyć dlaczego tańczyłam na drodze. Myślałam,że nikt mnie nie widzi to mogę.
- A jak było z tymi mebelkami do oklejenia?
-Do obicia. Ciocia przywiozła.
-Która ciocia?
-Tamansa. Ona jest drugą żoną wujka Irbisa.

Pomyślałam, że nie zaszkodzi przesłuchać i tę kobietę. Wskazałam w aktach jej adres sekretarce i powiedziałam - wezwać. Dziewczyna przekazała to zlecenie półgłosem do aparatu.
-A więc ciocia Tamansa przywiozła mebelki. Czym?
-Takim rowerem ze skrzynią z przodu. Tam był też Irbitaman. Ciocia pozwoliła mi go pobawić. Nie było tatusia więc wtedy nie mógł zapłacić. Ja tak się zajęłam Irbitamanem, że nie widziałam jak Nola wyszła bo bym jej przypomniała, żeby zabrała paczkę z łatkami i rysunkami. Gdybym się spostrzegła to bym natychmiast doniosła te łatki i później powiedziała tacie ale lepiej, że się nie spostrzegłam bo by mnie od razu napadli i kto by
mnie obronił? Wolę sama obić te mebelki.
-Znasz tego psa?
-Tak Dynnarber, lubi się z nami bawić.
Potem gdy Tali z ojcem wyszła, wszedł Karis.
Zapytany co wie o mebelkach powiedział, że przyszedł wujek z pretensjami, że rodzice nie
zapłacili więc tata zaraz zapłacił ale chyba był zły bo nie obejrzał przedtem mebelków.
-A w jakim celu były robione? - To pytanie od początku mnie nurtowało.
-Te to akurat dlatego, że wujek chciał mieć zamówienie ale normalnie to zamawiamy miniaturki dawnych mebli do naszych filmów historycznych, w których grają lalki. To są bardzo cenne mebelki, wszystkie użyte do nich materiały muszą być takie jakich niegdyś używano.
-A to mi sporo wyjaśnia -przyznałam najchętniej wypytałabym jeszcze o te filmy ale to nie należało do sprawy.
-Dodam, że tata jest historykiem a mama od dzieciństwa sporządzała katalogi sztuki więc
wie jak zaprojektować te meble - wyjaśnił.
-Jakie relacje były między Tali a Nolą?
-Dawniej bardzo dobre ale od czasu gdy Tali jako starsza wzięła udział w pewnym programie a Nola i Netusia nie, relacje popsuły się do tego stopnia, że dziewczynki wygoniły ją ze wspólnego pokoju twierdząc, że jest dla nich za stara. Później to się naprawiło i nie wiem kto i po co jeszcze te sprawy wyciąga. Wolałbym aby zapomniały.
-A jak wtedy Tali sobie z tym radziła?
-Ją na ogół wszyscy lubią więc i tak miała koleżanki. Przychodziły aby im wyjaśnić
matematykę bo Tali jest w tym świetna a nauczycielka nieżyczliwa.(Ciekawe sformułowanie w stosunku do nauczyciela)
-A co to za pies jej bronił?
-Dynuś. Zaniosłem mu za to dużo dobrego jedzenia. Bardzo miły pies. Kiedyś jak zgubiliśmy Wiernyszka .... (Milareza wyraźnie była przerażona tą rewelacją)...to siedział przy nim i go pocieszał dopóki ich nie znaleźliśmy. (A ja chciałam aby zabito tego psa)
-Sami zajmujecie się Wiernyszkiem?
-Nie, uciekł opiekunce bo uważa, że jest na nią za duży i chce chodzić z nami. Dynuś trochę go wylizał ale umyliśmy mu buzię i rączki. Dynuś to w ogóle lizus a wtedy kiedy znaleźliśmy Wiernyszka to tak się cieszył aż miło, machał ogonem i wyglądał jakby się śmiał.
Następna została poproszona Nola, usiadła przy Milarezie, ta ją wzięła za rękę.
-Ty zaniosłaś te mebelki do ojca? - Spytałam.
-A co to ma do rzeczy? Oni nie powinni jej napadać.
-A ty nie powinnaś być wtedy w szkole?
-Głowa mnie bolała.
-A z czego była ta klasówka?
-Ja nie muszę się bać klasówek jestem najlepszą uczennicą w klasie.
-Strach stracić tak dobrą pozycję a dlaczego tak się pośpieszyłaś z tymi mebelkami?
-Co ja mam powiedzieć? - Zapytała Nola Milarezę. I w tym momencie Milareza zabrała jej swoją rękę.
-Tak jak chciałaś zaprosiliśmy ojca Noli - powiedziała do mnie - jeżeli już jest to może poproszę aby mnie zastąpił?
-Poprosić - zwróciłam się do sekretarki dając Milarezie znak aby została, ma wyraźnie dobry kontakt z dzieckiem. Usiadła nieco dalej od Noli ale w jednym z nią rzędzie.
-Tak, bo ty myślisz, że ja specjalnie puściłam Tali samą, żeby ją napadli. Miałaś się mną
opiekować a ty mnie zostawiasz - oburzyła się Nola na Milarezę.
-To dlatego kochanie, że pytasz mnie co masz mówić a to robi takie wrażenie jakbym ja cię zmuszała do opowiadania jakiejś mojej wersji. Ty masz mówić nie to co ja chcę tylko prawdę.
-To mogłaś mi tak od razu powiedzieć.
-A czy ja cię kiedykolwiek zachęcałam do kłamania? Jeżeli nie chcesz czegoś mówić to nie mów ale nie kłam.
-To ja nie chcę mówić o tych mebelkach.
Gdy Nola domawiała tych słów wsunął się Argiż. Wskazałam mu miejsce z boku, uśmiechnął się do córki.
- W porządku - zgodziłam się na odmowę składania zeznań - ja ci powiem co o tym myślę. Miałaś jakiś powód dla tej nadgorliwości.Mebelki były lekkie?
-Wzięłam wózek.
-Zawiozłaś je specjalnie po to aby Walturian nie zapłacił wujkowi Irbisowi.
-Nieprawda! W ogóle nie wiedziałam, że trzeba zapłacić.
-A ja myślę, że wiedziałaś. - Prowokowałam ją - Miałaś o coś żal do Walturiana i chciałaś aby wujek zrobił mu awanturę i nazwał oszustem.
-Nieprawda!
- No to chciałaś aby na oszusta wyszedł twój ojciec, żeby musiał zdzierać i ponownie zakładać tapicerkę.
-Nie!
-W takim razie nie rozumiem dlaczego zrobiłaś to ukradkiem i nic nikomu nie powiedziałaś.
-Bo Milareza dała Tolowi to zadanie, które ja chciałam a mi dała takie dziecinne i na dodatek z chłopakiem a ja chciałam z Netusią.
-Co to były za zadania?
-Prawno - obyczajowe.
-O! - Udałam,że pierwszy raz o tym słyszę.
-Bo prawdziwe dzieci Milarezy i Walturiana uczą się w domu i mają podobne zadania jak na kursie Aksona a my też chcieliśmy.
-Co to za kurs?
-To był taki filmowany kurs bo chodziło o Werbenę bo została wyrzucona ze szkoły a Milareza się dowiedziała, że niesłusznie i interweniowała ale...- Mała chyba chciała nas zagadać w nadziei, że zapomnimy o co chodzi. Mówiła ciekawe rzeczy tyle, że nie na temat więc jej przerwałam.
- czy kurs Aksona to był właśnie ten program po którym zaczęłyście się znęcać nad Tali?
-My się nie znęcałyśmy, tylko kazałyśmy jej zamieszkać w innym pokoju.
-Twierdzisz więc, że nie zapłacone mebelki zaniosłaś szybciutko do tapicera aby się zemścić
na Milarezie? A jaką krzywdę jej by to zrobiło?
-Myślałam, że tata poobija je ścinkami od dużych mebli i jedno nie będzie pasować do drugiego.
-Obawiam się, że problem byłby tylko dla twojego ojca, miałby trzy razy więcej roboty za jedną zapłatę. Kto robi zakupy dla waszej rodziny?
-Przecież już o to pytałaś Milarezę.
-Nie przypadkiem i teraz też pytam nie przypadkiem. Odpowiedz.
-Ten, kto tego dnia gotuje, jeżeli kolejka wypada na mnie, Tali lub Netusię my wybieramy artykuły, Milareza płaci i zabiera do wózka.
-Do wózka bo zakupy dla takiej dużej rodziny są bardzo ciężkie- uzupełniłam. A przytocz nam jeden przypadek kiedy Tali zrobiła ci brzydki kawał.
-Nie zrobiła. To wszystko przez torebkę i Walturian mnie znielubił przez tą głupią torebkę. Bo ja powiedziałam, że tata mi kupił. A tata dał mi pieniądze bo powiedziałam, że Tali mi zabrała, i że miałam zrobić zakupy, i wszyscy
pomyślą, że ukradłam bo zawsze wierzą Tali a nie mnie a ona zawsze mi tak robi.
A naprawdę to Walturian nie pozwalał nam jeszcze nosić torebek aż nagle pozwolił tylko Tali.
-Jest od was starsza - powiedziała Milareza.
-Nie, bo on ją zawsze wyróżnia, bo jest podobna do ciebie.
-Jest wobec was sprawiedliwy. Nie byłoby sprawiedliwe gdyby Tali musiała na wszystko czekać aż wy dorośniecie. To tak jakbyśmy wam kazali czekać z zamążpójściem aż Tawia będzie na nie gotowa.
-Ale wybaczysz mi?
-Tak. Najważniejsze, że powiedziałaś prawdę.

-Prawdę albo to co ty jej kazałaś powiedzieć, ty jesteś cwana bo jesteś sędzią - oświadczył Argiż.
-Jesteś sędzią? - Zdziwiłam się i poczułam do niej niewyobrażalny szacunek.
- Nie - sprostowała - tylko prawnikiem ale dość mocno zakorzenionym w tutejszym środowisku prawniczym i dlatego przysłano ciebie ze stolicy.
-Rozumiem.
Ponieważ dowieziono Tamansę z dzieckiem kazałam sekretarce wezwać aby długo nie czekała. Dziecko wzięła od niej szwagierka. Spytałam - kiedy oddałaś mebelki Walturianowi?
-Jego wtedy nie było. Przyjęły mnie Tali i Nola. Tali wyjaśniła, że rodzice potem zapłacą bo one nie mają dostępu do ich pieniędzy.
-Co zrobiły z mebelkami?
-Nie wiem, Nola je zabrała i wyniosła a Tali odwróciła moją uwagę, że niby chce ponosić
dziecko. Irbis musiał później iść i się o te pieniądze upomnieć.
-Tali nie odwracała uwagi - stanowczo zaprotestowała Milareza -a my nigdy wcześniej nie zalegaliśmy z opłatami, należało to uwzględnić i na spokojnie, bez awantur przyjść sprawę wyjaśnić.
-A dlaczego jestem teraz ciągana po sądach?
-Po to aby złożyć wyjaśnienia - odpowiedziałam - dziękujemy, to wszystko.
-Ale co, że o tą awanturę chodzi? Irbis jest trochę opóźniony w rozwoju i łatwo się denerwuje. Prosiłam aby był grzeczny.
-Nie chodzi o awanturę, tylko o wyjaśnienia.
-A niech was kury rozdziobią a kaczki zadepczą.
-Dobrze by było aby składanie wyjaśnień nie skończyło się grzywną za obrazę funkcjonariuszki.
Twoje zeznanie było przydatne. Dziękujemy, do widzenia.
Zabrała malca od Milarezy i wyszła.
-To rodzina do Milarezy - zauważył Argiż.
-Rozgoryczona opóźnieniem w płatności, zawinionym przez twoją córkę -przypomniałam.

Poprosiłam jeszcze Netusię i Tola.
-Chciałabym abyście sobie przypomnieli tę sytuację kiedy w domu zginęły pieniądze. O co dokładnie chodziło? - Spytałam.
Oboje patrzyli, robili miny i gesty na znak, że nie wiedzą.
-Milarezo było coś takiego? - Spytał wreszcie Tolo. Milczała i miała nieodgadnioną twarz.
-No powiedz coś mamusiu - poprosiła Netusia.
-Odpowiedzcie na pytanie- poleciła.
-Nie przypominam sobie - rzekł Tolo - a niby dlaczego miałbym coś ukraść? Jak czegoś potrzebuję to albo dostanę albo sobie zrobię albo Karis mi zrobi, albo Tali.
-Tali? - Podchwyciłam.
-Czasem trzeba coś uszyć albo utkać, Tali ma do tego dryg. O, skarpetki mi modne zrobiła
- oświadczył pokazując rzeczone.
-Czyli nie było żadnej kradzieży? - Upewniłam się.
-Ja już wiem o co chodzi - powiedziała przerażona Netusia - mamusiu, wybacz mi, ja nie powinnam była wycinać formy z twojego kamienia. Przepraszam.
Milareza chwyciła ja w objęcia - no nareszcie kochanie ale przysięgam ci, tutaj nie o to chodziło. Chodziło o kradzież, której nie było,była mowa o pieniądzach. Chyba nie sądzisz, że podałabym cię do sądu z powodu zniszczenia mojego kamienia? (Swoją drogą ciekawe co to za kamień).
-Tali mi mówiła, że powinnam cię przeprosić ale Nola mówi, że takich rzeczy nie należy robić bo wtedy dorośli triumfują.
-A dlaczego nie poszłaś wtedy z Tali do koleżanki? - Spytałam.
-Bo Nola mówiła, że z tą Rafenireną nie należy się zbyt ostentacyjnie kolegować.

W następnej kolejności poprosiłam Aldmarę a Milarezie już podziękowałam, Argiż został. Aldmara wyrażała się o Tali pozytywnie.
-Zawsze gotowa jest biec każdemu na pomoc - powiedziała - byłam w szoku, że właśnie ją mogło spotkać coś tak strasznego.
-Czy zdarzało się, że któreś z dzieci coś ukradło?
-Zapytałam.
-Nie.
-A, że jedno oczerniało drugie?
-Nie, nigdy, do pewnego czasu stanowiliśmy zżytą paczkę gotową biec jeden drugiemu na pomoc, potem Nola i Nety to popsuły.
Teraz wydawało się, że wszystko się naprawiło i nagle trach! Ten wstrętny napad i oszczerstwa w stosunku do Tali.
============
Gdy oddawałam akta sprawy sędziemu Lidoszowi poprosił abym usiadła i po krótce zrelacjonowała do czego doszłam.
Pomyślałam, że od tego ma akta więc chciałam się streścić maksymalnie - Córka dyplomaty Walturiana ... - zaczęłam.
-To Waltek jest dyplomatą? Nie wiedziałem, wiem, że bryluje jako filmowy wykładowca historii.
-Sninamherk mi tak powiedział.
-Kto?
-Śledczy z centrali.
-Pochodzi z Degeden?
-Nie wiem.
-Ten z Degeden ma chyba głęboki uraz do wszystkich dzieweczek z Siegridówki.
-Nie znam sprawy.
-Siegridówka to taka posiadłość w Degeden należy do wdowy po Milanderze. Milareza to adoptowana córka Milandera i Rezeryki. Uczyła się tu prawa i mieszkała z kilkoma innymi uczennicami, najbardziej dziś znane to Dagrida dyrektorzyca zespołu szkół i Ewaldyna królowa Auretanii ale wtedy te dwie choć prymuski nie były aż tak ważne.
Najbardziej słynna była płomienna Meliwaretta. Zniknęła i wtedy do akcji wkroczył śledczy Sninamherk. Nie wiadomo co myślał może nawet, że ją gdzieś zadźgały. Potem wylazło szydło z worka, nawiała z moim kolegą z kursu ale nie Sninamherk to odkrył poskłócał dziewczyny. Dwie przyjaciółeczki pogodziły się przy wspólnej akcji wrabiania go w zdradę małżeńską, to nie były Dagrida i Milareza, te dwie nie dały sie skłócić.
Nagle jakby coś odkrył zawołał:
- A wiesz, że to szybciej Milarezę można nazwać dyplomatą niż Waltka?
Tyle, że raczej tolimańskim, pełniła różne ważne funkcje a i teraz podobno ma tytuł asystentki mirona.To zdolna kobieta, niejedną sprawę rozwiązała a w sądzie nie przegrała dotąd żadnej.
Najsłynniejszą była chyba ta dyplomowa. Obecny naczelnik grał rolę sędziego a ona rzecznika jednej ze stron oboje przeszli do legendy szkół. A po tym ich występie wpisano do regulaminu zakaz przyjmowania przez uczniów spraw kryminalnych.
-Zawsze dziwił mnie ten punkt - przyznałam - przecież to naczelnik wyznacza sprawy.
-On nie wiedział, że ta jest kryminalna a Milareza się dowiedziała. No nie zajmujmy się tym, relacjonuj.
-Chyba przysłano mnie tu po to abym zadała cios Milarezie - powiedziałam.
-Fiuuu a ona ci nieźle podbudowała opinię pozwalając mieszkać w swoim domu. Podobno ma dar rozpoznawania z kim ma do czynienia.

Z wrażenia złożyłam mu dłuższą relację niż zamierzałam.
===========
Nola miała nadzieję, że skoro powiedziała prawdę wszystko już będzie dobrze. Niestety nie było bo sprawa przecież nie dotyczyła jej torebki i mebelków tylko napaści na Tali i na tej właściwej rozprawie synowie Kwiludy znów podnieśli kwestię, że Tali kłamie.
Sędzia łatwo im wykazał kłamstwo. Zeznawali świadkowie tego jak pies, który młodzików pogryzł (a zawsze jest łagodny jak owieczka) nagle w porze napadu przeskoczył przez płot i pognał jak szalony w kierunku miejsca gdzie napadnięto Tali a więc raczej nim nie poszczuła tylko usłyszawszy jej krzyk gnał na ratunek. Zresztą czyż młodzi ludzie podeszliby do Tali gdyby miała przy sobie takie wielkie psisko?
Zeznawali też strażnicy, którzy dokonywali w domu Argiża rewizji i znaleźli dokładnie takie maski jakie wcześniej narysowała Tali.

Kwiluda broniąc synów powiedziała, że za te pieniądze, które miała zapłacić Milareza mąż obiecał synom kupić rowery.
-Aż tyle płaciła? - Zdziwił się sędzia
-Są bogaci to płacą ale wtedy Walturian zapłacił tylko tyle ile się należało według cennika za obicie dwu lalkowych kanap i materiał. A przecież to była wina Tali bo nie dała Noli tych łatek.
Poproszono o wypowiedź śledczą Elaisę a ta wyjaśniła:
-Śledztwo wykazało, że Nola zawiozła mebelki ojcu samowolnie i bez czyjejkolwiek wiedzy zanim je zobaczył Walturian, narażając go na pretensje stolarza, któremu w skutek tego nie zapłacił na czas należności. Nola zrobiła to celowo bo chciała zrobić przykrość Milarezie, nie pomyślała,że większą zrobi własnemu ojcu. Celowo też ukryła zamówienie z załącznikami.
To Nola a nie Tali kłamała i oczerniała. Starała się wygrywać w ten sposób różne drobne korzyści.Manipulowała też dorosłymi, wykorzystując fakt, że kto inny jest jej ojcem, kto inny opiekunem. Na przykład aby zmusić Walturiana do zezwolenia na noszenie przez nią torebki powiedziała ojcu, że jest wysyła